Drew Pascail - 2016-10-19, 11:57 To były jego pierwsze zawody crossowe w Orchardzie i w ogóle pierwsze zawody wyjazdowe. W porównaniu z nim Saver był zapewne znacznie bardziej doświadczony. Po dotransportowaniu karosza do stajni w Richmond Drew pojawił się pod jego boksem w dniu samych zawodów. Przywitał się z ogierem, założył mu kantar, podpiął uwiąz i zaprowadził na myjkę, gdzie czekał na nich lśniący czystością sprzęt Oporządził hanowera, tak aby i on lśnił czystością, osiodłał i zostawił pod okiem stajennych. Sam przygotował się do zawodów i wyprowadził Savera ze stajni. Najpierw poprowadził lekką rozgrzewkę, podczas której mogli się porządnie rozgrzać, ale nie zmęczyć.
Poprowadził dziewięciolatka na linię startu w kłusie. Wcześniej przygotował go, by w każdej chwili móc go wypchnąć do galopu. Słysząc sygnał startu to właśnie zrobił, prosząc Savera o aktywne, mocne tempo. Jedynka znajdowała się niedaleko, więc mimo wszystko zanadto go nie rozpędzał. Zbliżając się do ich pierwszej przeszkody, zamknął karosza w pomocach i doprowadził na środek jedynki. W odpowiednim miejscu zasugerował mu wybicie łydką, oddał wodze na kontakcie, przeszedł w półsiad i wyciągnął za nim nadgarstki. Po lądowaniu pozostał w półsiadzie i utrzymując równe tempo poprowadził ogiera do dwójki. Już przed startem niebo było zachmurzone a chmury jakby nabrzmiałe od deszczu, Francuz więc spodziewał się niewielkich opadów. Jak się okazało pogoda postanowiła im splatać figla. Przed dwójką znów zamknął hanowera w pomocach, doprowadzając go w nim pod przeszkodę i wykorzystując podobny korytarz pomocy do oddania czystego skoku, co im się z resztą udało. Jak dotąd szło im dobrze, chociaż był to dopiero początek.
Podczas nieco dłuższego najazdu na trójkę niebo wylało swoje żale w postaci mimo wszystko nieoczekiwanego oberwania chmury. Pascail miał wrażenie, że w ciągu sekundy nie było na nim ani jednej suchej nitki. Dla dziewięciolatka oberwanie chmury też nie było raczej przyjemne. Dodatkowo musieli znacznie zwolnić, także dlatego, że podłoże bardzo szybko stało się niekorzystne, mokre i śliskie, więc przy szybkim tempie, jakim się poruszali mogliby się zabić na kałużach i błotnistym podłożu. Przed trójką trochę przyspieszył Savera. Znowu zamknął go w pomocach i doprowadził w nich do przeszkody - palisady. Starał się jak najlepiej ocenić miejsce do wybicia, a warunki atmosferyczne mu tego nie ułatwiały. mimo wszystko dodał łydkę we właściwym momencie, wznosząc karosza nad przeszkodę. Oddał mu wodze na kontakcie, przeszedł w półsiad, zgrał się z karoszem w locie i podążył za jego ruchem. W nadal zacinającym deszczu ruszyli na czwórkę - dystans do niej był krótki, wiec nawet gdy ze względu na warunki pogodowe nie musieli poruszać się wolniejszym tempem i tak nie rozpędzałby hanowera na tym krótkim odcinku. Znowu lekko pogonił dziewięciolatka przed przeszkodą, tylko po to by mogli ją pokonać spokojnie i na czysto - co im się udało.
Oberwanie chmury jak to oberwanie chmury nie trwało długo, ale zostawiło po sobie kałuże i błotniste, śliskie podłoże więc i tak nie mogli za bardzo przyspieszyć, co źle wróżyło ich czasowi. Na piątkę musieli pokonać dłuższy odcinek, podczas którego Drew starał się wypracować jak najlepsze tempo i nie zabić się z Saverem po drodze. Dojeżdżając do piątki znowu uregulował tempo w miarę możliwości, zamknął Savera w pomocach, wziął go bardziej na siebie, a później w odpowiednim miejscu dodał mu łydkę do wybicia Znowu oddał mu wodze przy szyi, uniósł się z siodła w półsiadzie, zgrał z karoszem i podążył za jego ruchem. Teraz czekał ich pierwszy szereg - 6abc. Najpierw jednak czekał ich dłuższy odcinek toru, podczas którego trzydziestolatek nieco podreperował tempo. Starannie przygotował ogiera, gdy zbliżali się do pierwszego członu - 6a. Zamknął go w pomocach i doprowadził na środek przeszkody, gdzie odesłał go do udanego skoku. Po pokonaniu 6a szybko znowu go pozbierał, bo czekał ich 16b - gdzie mieli po prostu wskoczyć na uskok, który jednak hanower mógł dopiero teraz dostrzec. Dopilnował aby koń nie spływał na bok i pokonał uskok. Nie rozpędzał go, bo zaraz czekał ich ostatni człon - walcowata 6c. Doprowadził go do przeszkody zamkniętego w pomocach, zasugerował mu miejsce wybicia łydką, dlaej oddał wodze, przeszedł do pólsiadu i wyciągnął za nim nadgarstki. Teraz czekał ich dłuższy odcinek do siódemki, dzięki czemu mogli się spokojnie przygotować przed przeszkodą i może poprawić trochę tempo, z jakim się poruszali.Saver - 2016-10-19, 12:01 Które to były zawody crossowe ogiera? Drugie, a myślałam że w większej ilości zawodów crossowych brał udział. No nic. Jednak nie pierwsze jego wyjazdowe, więc to był choć ten plus. Karosz miał na swoim koncie liczne zawody w różnych klasach i dyscyplinach, można by powiedzieć że starym wyjadaczem już był. Kilka chyba koni tylko może się pochwalić taką ilością zawodów jak on, albo podobną w każdym bądź razie. Na pojawienie się Drew nie zareagował jakoś szczególnie, znali się już wcześniej i wiedział z czym się go je. Krótko się z nim przywitał, by udać się z nim na myjkę. Tam spokojnie zniósł czyszczenie i siodłanie, a potem gdy oboje byli gotowi ruszył za facetem na rozprężalnie. Krótko ale treściwie się rozgrzali przed zawodami, a potem już czekali na swój start.
Skierowali się na linię startu kłusem, a karosz już przeczuwał co się święci. Słysząc dzwonek do startu i czując łydkę faceta na swoim boku, ruszył od razu energicznym galopem przed siebie. Do pierwszej przeszkody było dość blisko, więc koń się skupił na facecie i pomocach od niego płynących. Idealnie i gładko dojechał do miejsca wybicia, by zaraz wybić się mocno z zadu i wykonać idealny baskil nad przeszkodą. Po lądowaniu skierowali się do dwójki, utrzymując równe i aktywne tempo galopu. Jemu deszcz nie koniecznie przeszkadzał, ale powierzchnia mogła im nie sprzyjać i mogło się to skończyć źle. Mimo to pewnie dojechali do przeszkody numer dwa i pokonali ją w identycznym stylu co poprzednią. Najazd na trójkę był nieco dłuższy, a w między czasie zaczęło mocno padać. Choć ogier w momencie prawie był cały mokry, musiał się skupić na pokonywaniu przeszkód i słuchaniu się Drew. Musieli yeż nieco zwolnić, o ile nie chcieli się zabić po drodze. W dojeździe do trójki karosz postarał się nieco przyspieszyć, by mocniej zaatakować palisadę. W miejscu wybicia mocno odbił się z zadu i zarazem uniósł do skoku, by złożyć w locie kończyny pod siebie i zanurkować nosem w dół. Dystans do czwórki był stosunkowo krótki, a pogoda i podłoże im nie sprzyjało. Utrzymywali energicznie i zarazem rozważne tempo, bo musieli dać pozór na to co się wokół nich działo. Minimalnie znów przyspieszył przed samą przeszkodą, by móc ją swobodnie pokonać i to z lekkim zapasem. Co do oberwania chmury, jak szybko przyszło tak szybko odeszło. Niestety pozostawiło po sobie nie przyjemny do szybkiego galopu grunt, ale oni się tym nie zrażali. Do piątki znów był nieco dłuższy odcinek, podczas którego starali się polepszyć swoje tempo. Udało im się nawet nie zabić po drodze, co było dużym sukcesem. W okolicach przeszkody ogier nieco przysiadł na zadzie i uniósł przody, by sprawnie dojechać do przeszkody. W miejscu wybicia mocno odbił się z zadu, składając kończyny w locie pod siebie i nurkując nosem. Po lądowaniu czekał na nich zaraz pierwszy - trzy członowy szereg 6abc. Najpierw jednak musieli pokonać dłuższy odcinek toru, co im przyszło dość gładko. Pewnie czas idealny nie będzie, ale wolał dojechać w jednym kawałku. Starannie i pewnie dojechali do pierwszego członu 6a, by się przygotować do oddania skoku. Pokonanie przeszkody okazało się nie trudne, a potem skierowali się do wskoku na uskok. Ogier po dojechaniu do odpowiedniego miejsca, zrobił po prostu większego susa i znalazł się na górze. Nie rozpędzali się na nim zbytnio, by przejechać kawałek do ostatniego członu 6c. Po sygnale od chłopaka uniósł się do skoku, by się zaraz złożyć i wyciągnąć w locie nad przeszkodą. Po lądowaniu znów czekał ich dłuższy odcinek na przeszkodę numer siedem, gdzie mogli się spokojnie do niej przygotować i poprawić nieco tempo.Jessie - 2016-10-19, 17:45 Nie omieszkała się klepnąć konia po szyi w ramach nagrody za poprawiony skok, wszakże to nie do końca z jego winy musieli podjąć taki, a nie inny krok. Do ósmej przeszkody pojechała w półsiadzie, dość stonowanym tempem, nieco grając na zwłokę, by skurcz mięśnia odpuścił choć odrobinę. Niebawem jednak znaleźli się w pobliżu przeszkody, co zmusiło Jess do działania; usiadła w siodle i w zamkniętym korytarzu z pomocy doprowadziła oldenburga do wysokiej, zabudowanej przeszkody, przed którą dała mu mocniejszą łydką, sugerującą odbicie. Kolejno zgrała się z jego ruchem, tym razem bez najmniejszych problemów za nim nadążając. Następnie ponownie wróciła na chwilę w półsiad, mając jeszcze chwilę na zastanowienie się nad wyborem trasy. Nie zdecydowała się jednak na alternatywę do szeregu 9AB, obierając pierwszą opcję - skok przez kłodę zakończony lądowaniem na zboczu pagórka i następujący po nim wąski front. Odważnym, ale równym galopem dojechała do kłody w pełnym siadzie, po czym wysłała konia do skoku, wyjątkowo zostając w siodle z lekko odchyloną sylwetką (aczkolwiek z przesuniętymi do przodu rękoma, umożliwiającymi ogierowi zapracowanie szyją). Miało to ułatwić Angelowi odnalezienie równowagi po skoku, bowiem lądując od razu musiał zbiec w dół. Wracając na równy teren, zebrała lekko konia i w korytarzu z pomocy doprowadziła go do wąskiego frontu, którego pokonanie nie sprawiło im problemów. Tuż po szeregu wprowadziła Angela w zakręt, z którego wychodząc znaleźli się na wprost dość postawnej przeszkody, której pokonanie wymagało więcej wysiłku niż dotychczas. Dojechała do przeszkody pewnie pchając konia do przodu, przed przeszkodą dała mu łydkę z ostrogą, dając dodatkową motywację do oddania skoku. Kolejno zabrała się za ruchem zwierzęcia do półsiadu, przede wszystkim oddając mu dostatecznie dużo wodzy.
Z kolei do trzyczłonowego szeregu lekko go rozgalopowała, pierwszy człon pokonując bez zarzutów. Do kolejnych dwóch nieco wzięła konia na siebie, chcąc lepiej wycelować w oba wąskie fronty. Jak sobie postanowiła, tak zrobiła, w efekcie poprawnie pokonując wszystkie trzy człony. Kilka foule dalej czekała kolejna przeszkoda, niezbyt wymagająca w swojej budowie, toteż zachowując standardowy schemat działania, Angel powinien bez wahania zaatakować przeszkodę i bezpiecznie ją pokonać. Jess przykładała znaczną uwagę do prawidłowego tempa i odległości, chyba nawet bardziej niż na parkurze, bo tutaj, na crossie, można było stracić o wiele więcej. Na trzynastkę pogalopowała pewnie, można było odnieść wrażenie, że być może za szybko, ale taki miała w tym cel - chciała, by koń oddał daleki, spłaszczony skok, w razie potrzeby odbijając się od powierzchni stołu. Najeżdżając na przeszkodę w takim tempie nie wykazała zawahania ani przez sekundę, zamiast tego zamknęła konia w łydkach i półparadami go podniosła, także skupiając jego uwagę na swoim zadaniu. Po tym dość widowiskowym skoku, mniej więcej w połowie dystansu do kolejnego szeregu nieco skróciła ogiera, pierw robiąc serię mocniejszych półparad, a następnie siadając bliżej siodła. Wykonała precyzyjny najazd zarówno na pierwszy, jak i drugi człon, zdając się prowadzić oldenburga wzrokiem, choć w rzeczywistości głównie odpowiadała za to praca dosiadu i stały kontakt z pyskiem. Nie były to trudne przeszkody pod warunkiem, że jeździec odpowiednio zamknął konia w łydkach, uniemożliwiając mu spłynięcie w bok. Jess nie miała z tym problemu, więc po chwili kierowali się już na piętnastą przeszkodę, powoli zbliżając się do końca. Widziała już zmęczenie po ogierze, ale nie czuła, by zwalniał, więc cały czas kierowała się dość mocnym, ale równym tempem, co nie powinno tak wykańczać konia jak szarpana jazda. Skok nad piętnastką ponownie był daleki i spłaszczony, co Jess osiągnęła przez najazd z dość szybkiego galopu i przez dość wcześnie podyktowane odbicie. Dobrze współpracowało jej się z ogierem, być może nieco ginął wśród jej stawki pod względem temperamentu, ale w zamian był szczerym kompanem do pracy, rozwijającym się w swoim tempie, wedle predyspozycji i możliwości. Przeszkoda oznaczona numerem szesnastym wymagała większej staranności, była bowiem wyższa, co tym razem zmusiło Jess do nieco innego działania, niż przykładowo ostatnio. Najeżdżając na szesnastkę, usiadła w siodle, by swoim ciężar mocniej dociążyć zad Angela i tym samym zmusić go do mocniejszego podstawienia zadu pod kłodę. Jednocześnie podniosła lekko rękę, zachęcając do odblokowania przodu i przyjrzenia się przeszkodzie. W rezultacie skok był równie daleki, ale też nieco bardziej pionowy, co umożliwiło koniowi swobodne rozciągnięcie się nad przeszkodą i bezpieczne jej pokonanie. Dalej pogalopowali po łuku, bezpośrednio prowadzącym do kolejnej przeszkody, tym razem wymagającej od konia pionowego skoku. Tym samym Jess odpowiednio przygotowała do tego konia, siadając w siodle na sześć foule przed przeszkodą i biorąc konia na siebie, dając Angelowi szansę na przyjrzenie się przeszkodzie. Następnie wskazała mu miejsce odbicia, a gdy takowe nastąpiło, podążyła za ruchem konia, przechodząc do stabilnego półsiadu z wystarczającym oddaniem ręki. Schemat powtórzyła na osiemnastej przeszkodzie. Zabawa zaczęła się dopiero na linii czterech przeszkód ustawionych pod rząd, gdzie przynajmniej w połowie kombinacji nie było mowy o nieprzewidzianym czy niezaplanowanym ruchu. Wszystko musiało się zgadzać, bo inaczej mogłoby się to skończyć fatalnie. Jessica zatem starannie skróciła konia, nie odbierając mu jednak dynamiki; po prostu bardziej posadziła zwierzę na zadzie, przytrzymując go nieco i jednocześnie cały czas aktywizując, by podszedł do pierwszych dwóch przeszkód niczym do stacjonat w ciasnym szeregu na parkurze, wyższych niż te, z którymi miał styczność dotychczas. Czując, że ogier mocno odrywa przody od ziemi, była pewna, że gdy wypuści go do skoku w odpowiednim momencie, siwek sprosta postawionemu przed nim zadaniu. Jej przypuszczenia okazały się prawidłowe, bo gdy wreszcie wysłała konia do skoku, ten idealnie wpasował się w odległości między 19A, a 19B. Po ostatnim skoku rozgalopowała go do przodu, przez wodę, po czym wycelowała w ostatni człon szeregu. Dalej pokierowała go dość żwawym galopem na ostatnią przeszkodę na trasie, którą pokonali dość widowiskowym skokiem. Po minięciu linii mety przeszła do kłusa, w którym pozostała na parę minut, pozwalając ogierowi ochłonąć przed przejściem do stępa. Następnie przeszła do stępa, by po paru minutach zsiąść, z pomocą luzaka rozsiodłać konia i samodzielnie zająć się jego rozstępowaniem w ręku, jako że był to jej ostatni przejazd. /zt
/8 do końca.Luke - 2016-10-19, 18:19 Dystans dzielący ich od linii mety wcale nie był taki znowu mały, Luke na szybko oszacował, że są prawdopodobnie w okolicach połowy. Mimo to nie opuszczało go pozytywne nastawienie, bo na tym odcinku znajdowało się zdecydowanie mniej przeszkód, a to oznaczało mniejszy wysiłek dla konia. Na dobrą sprawę niemalże cały czas prowadził pogawędkę ze swoim podopiecznym, nie omieszkując chwalić go za dobre podejście i oddanie każdego skoku. Bądź co bądź spodziewał się, że to może być pierwszą próbą terenową Corleone w życiu, stąd też naturalnym odruchem było docenianie wszystkiego, co nawet w najmniejszym stopniu zgadzało się z poprawnym wykonywaniem zadania, a do tej pory praktycznie z każdego skoku można było być dumnym, biorąc pod uwagę brak doświadczenia pięciolatka na crossie.
Odnalezienie dobrego, stałego tempa było teraz kluczowe, każdy głupi wie, że rozpędzanie i zwalnianie wymagają większej pracy niż poruszanie się z tą samą, mniej więcej uśrednioną szybkością. Luke spróbował ocenić, z jaką prędkością byłby w stanie poruszać się Olshansky do końca trasy i nie pozwalać mu przyspieszać (choć szczerze nie spodziewał się już takich prób). Na takie uregulowanie galopu mieli czas aż do przeszkody z numerem 15, na którą brunet jako koń na pewno spojrzałby podejrzliwie, stąd też zachował wszelkie środki ostrożności w najeździe na czarne rury czy coś w tym guście. Nie rozpędzał go, jak to niektórzy uważają za stosowne przy "niepewnych" przeszkodach, zwyczajnie zachował dotychczasowe tempo już chociażby tym sugerując, że nic przecież się nie dzieje. Zdecydowana praca dosiadu i zamknięcie wszystkich możliwych dróg wymknięcia się od skoku, co umożliwiły mu wyrobione w tym kierunku pomoce: łydki oraz wodze, przy czym te drugie jednocześnie nie zakłócały przepływu ruchu naprzód, nie wywierały nacisku na pysk ogiera. Przed samym skokiem ponownie wspomógł się cmoknięciem jeśli było trzeba, zauważył bowiem pozytywną reakcję na taki oto bodziec i zamierzał fakt ten wykorzystać na swoją (ich) korzyść. O półsiadzie nad przeszkodą i oczywistą ręką do przodu nie muszę chyba wspominać. Po szczęśliwym lądowaniu czekała ich dłuższa chwila do szesnastki, więc uwzględniając konieczność niechęci do przyspieszania, pod takim też warunkiem wyciągnął na tym odcinku dłonie do przodu, umożliwiając gniadoszowi galopowanie w większym rozluźnieniu, jeśli oczywiście chciał i umiał z niego skorzystać. Pozbierał go ponownie, mając w polu widzenia... wodę. W tym przypadku zwyczajnie polegał na dobrej woli Corleone, w końcu to nie coś, co można było przeskoczyć, a zatem w przypadku odmowy współpracy (zna to chyba każdy jeździec w temacie wody właśnie) niewiele był w stanie zrobić. Zakładając jednak, że faktycznie nie miał obiekcji na tyle dużych, że uniemożliwiłyby one pokonanie im tego elementu, przygotował go jak do typowej przeszkody, po prostu pomocami najeżdżając na środek belki z oznaczeniem, po sygnale do wyskoku przeszedł tylko w lekki półsiad by już zaraz ponownie pracować dosiadem i łydkami w stronę 'wyjścia', co jednak na pewno było łatwiejszym elementem tego zadania. Drobne różnice w wysokości poziomów nie były tu przeszkodą i raczej przy nawet nie tak ogromnym wzroście ogiera nie stanowiły większej różnicy przy pokonywaniu takiego układu.
Odległości pomiędzy przeszkodami były teraz bardzo porównywalne a Lucjan na każdym razem próbował na nich dać Olshanskyemu jak najwięcej swobody, coby pokonywanie drogi nie było męczące ponad konieczną konieczność. Wierzył w niego, że się nie podda i nie opadnie całkiem z sił, chociaż taką ewentualność musiał też dopuszczać do świadomości i w razie czego zrezygnować z kontynuacji przejazdu. Na to się chyba jednak aż tak nie zapowiadało, Corleone walczył dzielnie.
Dopadli do siedemnastki, ta była chyba budą dla bardzo dużego i bardzo długiego jamnika, zasadą konstrukcyjną poniekąd zbliżoną do oksera. Na oko mniej więcej może osiemdziesięciocentymetrówka nie była problemem nie do przeskoczenia dla pary. Zawodnik cieszył się, znał bowiem trasę i wiedział, że teraz będzie już tylko łatwiej, że ustawione na trasie konstrukcje to będzie prościzna.
Niedługo nadszedł czas na przeszkodę numer 18, coś w stylu niezbyt szerokiego muru z chaszczy. Luke starał się szczególnie pod koniec zadania motywować podopiecznego, teraz już cały czas z nim gadając, nawet jeśli nie było takiej potrzeby rzeczywistej. Przykładowo w tym momencie wyjaśniał gniadoszowi, że już niewiele zostało i że da radę. I że ustawiona słoma to tak jak normalna przeszkoda, a nie przerażający busz, w którym siedzą złe duchy. Najechali nań dosyć ostrożnie, lądowanie bowiem było na nieco opadającym stoku wzniesienia. Nie wahał się przed użyciem głosu poza konwencjonalnymi pomocami do skoku, nie obchodziło go zbytnio zdanie ewentualnej publiczności w tych okolicach.
Z górki było trochę prościej, jednakże nie chciał, by kopytny mu się rozpędzał, ponieważ w połowie odcinka między osiemnastką a dziewiętnastką czekało na nich znaczne przewężenie, niczym naturalny korytarz - a powszechnie wiadomo, że na spokojnie wszystko wydaje się przyjemniejsze i bardziej przyjazne.
Jako "19" ustawiono na trasie próg do zeskoku, przed którym zapewne nie musiał zbytnio przytrzymywać kopytnego, aczkolwiek i tak półparadami postarał się zwiększyć jego koncentrację aby uniknąć niebezpiecznych sytuacji. Przy zeskoku umożliwił mu swobodne balansowanie, ręka wyciągnięta do przodu w połączeniu z odchylonym w tył tułowiem nie mogły przeszkadzać gniademu w tym manewrze.
Teraz byli już na ostatniej "prostej" do mety, przed którą czekała na nich jeszcze tylko jedna przeszkoda, do złudzenia niemalże przypominająca stacjonatę ze wskazówką. O tę konstrukcję w ogóle się nie martwił, aczkolwiek pod żadnym pozorem nie zostawiał na niej ogiera samego! Zachował się tak, jak należy, czyli wysiedział najazd do samego końca, dosiadem jasno wskazując ruch naprzód. Łydki podobnie jak ręce uniemożliwiały odejście w bok, dodatkowo wydały sygnał do wyskoku, byle nie za blisko przeszkody.
Już ostatnie metry dzieliły ich od ukończenia zadania, mężczyzna w mocnym półsiadzie jeszcze parokrotnie zacmokał na Olshanskyego, zachęcając do ewentualnego przyspieszenia o ile miał na nie jeszcze siłę, jednakże nic a nic nie uczynił w tym kierunku swoimi sygnałami. Tu pozostawiał mu wolną wolę i od razu po przekroczeniu linii mety siadł w siodło by natychmiastowo przejść do kłusa, a dosłownie po jego paru krokach do stępa, w którym poluźnił popręg. Zdawał sobie sprawę, że Corleone musi być ogromnie zmęczony, stąd też zatrzymał go na sekundkę. Zsiadł i podciągnął sprawnie strzemiona do góry a jego luzak w tym czasie nałożył na grzbiet gniadosza derkę potreningową. Luke jednak nie omieszkał osobiście połazić z ogierem dobrych kilkanaście minut, w razie potrzeby jeszcze dłużej, aż oddech mu się uspokoił a sierść nieco chociaż przeschła. Później udali się w stronę koniowozu, gdzie wszystkie procesy pielęgnacyjne potoczyły się już na spokojnie a ogier oczywiście otrzymał sporą owocowo-warzywną nagrodę.Integrity Promise - 2016-10-19, 18:51 Czekał je dość kawałek do przegalopowania, by się pojawić blisko kolejnego szeregu 11abc. Przeszkody tego szeregu były dość dziwne i do tego ciasno między nimi było. Jednak siwa sobie nie poradzi? Mimo usilnych prób nadgonienia czasu, mijało się to dosłownie z celem. Podłoże dawało im mocno w kość i szybko galop mógłby się skończyć źle, a tego żadna z nich nie chce. Siwą zaczęły irytować wieczne potknięcia, co do jakiegoś doszło to kuliła uszy i szastała wściekle swoim ogonem o boki. Na szczęście dla ich obojga, wracała dość szybko do poprzedniego ustawienia i jechała naprzód. Szereg 11 ponownie składał się z trzech przeszkód, a dla klaczy nie miało to znaczenia ile ich dokładnie skoczy. Mniej czy więcej, co za różnica? W ostatnim odcinku tego kawałka trasy, udało im się dość sprawnie dojechać do przeszkody 11a. Klacz nie rozumiała czemu kobieta dopiero w momencie odskoku bierze ją na siebie, ale siwa była zbyt doświadczona by sobie nie poradzić. Sama się nieco skróciła, uniosła przody i bardziej przysiadła na zadzie w dojeździe do przeszkody. Po odbiciu się w wyznaczonym miejscu do skoku, złożyła kończyny pod siebie i wysunęła nos do przodu. Zaowocowało to kolejnym czystym skokiem i pojechaniem w kierunku 11b. Nie rozjeżdżając się zbyt do przeszkody, skoczyła ją w idealnie-poprzednim stylu co tamtą. Po wylądowaniu skierowała się do 11c, nadal utrzymując skrócenie do przeszkody i wyraźnie poruszając się pod górkę. Dość sprawnie i bez potknięć dojechały do miejsca wybicia, by zaraz unieść się do skoku i zaprezentować swoją technikę skoku nad przeszkodę Po wylądowaniu za trzecim ostatnim członem szeregu, pogalopowały dalej naprzód do dwunastki. Udało im się pokonać tą trasę dość spokojnie, ale niestety pewnie ukończą czas z sporym kontem punktów karnych. Dwunastka wyglądała dziwnie, ale siwa nie specjalnie się tym przejmowała i szła twardo naprzód. Sprawnie i gładko dała się doprowadzić do przeszkody, by odbić się we wskazanym przez kobietę miejscu i zaprezentować swój baskil nad przeszkodą. Po wylądowaniu niemal natychmiast galopowały do trzynastki, która wyglądała jak stół ogrodowy. Siwa przestała zwracać uwagę na poślizgnięcia i brnęła naprzód, zbierając się wcześniej dość sprawnie do kupy. Siwa wolała zbytnio nie ryzykować i nie zawsze słuchała Ameli w kwestii przyspieszania, nawet jeśli dostawała mocniejsze pomoce. Weszły zaraz w zakręt i znalazły się na przeciw trzynastki, której siwa się nieco przyjrzała i w ostateczności pewnie do niej dojechała. Teraz faktycznie wraz z wcześniejszymi pomocami od kobiety, klacz się skróciła, unosząc przody i osiadając lekko na zadzie. Po łydce do skoku siwa uniosła się do lotu, by złożyć pod siebie kończyny i wysunąć nos do przodu. Kolejno czekał ich znów szereg, który nieco odstraszał wyglądem. Czekał ich też kawałek trasy do pokonania, by się w ogóle znaleźć pod szeregiem. W ogóle przeszkody to bliźniaki chyba, tylko ustawione inaczej pod innym kątem. Dojechała dość sprawnie do pierwszego członu, by gładko przeskoczyć przeszkodę 14a. W minimalnym skróceniu dojechała do drugiego członu, by po łydce od kobiety unieść się do skoku. W locie niewiele się zmieniło, Promise podciągnęła kończyny pod siebie i nos wyciągnęła w przód. Miękko i gładko wylądowała po drugiej stronie drugiego członu szeregu, by zaraz ruszyć na piętnastkę. Irytowały ją ciągłe poprawiania Amelii i to że ją ciągle pospieszała, choć siwa wyraźnie dawała jej do zrozumienia - że nie. W końcu poczęstowała ją mocniejszym barankiem, który omal nie wysadził jej z siodła. Siwa była dość wściekła, więc dojechała dość mocno i ostro do kolejnej przeszkody, którą pokonała z sporym zapasem. Po lądowaniu pojechały dalej na wprost, gdzie czekała ich szesnasta przeszkoda. Klacz nieco nabrała tempa w ostatnich foule galopu do niej, nie potykając się na szczęście po drodze do niej. Przeczuwała że Amelie walnie tą samą gafę co poprzednio, dlatego pomyślała za nią i pojechała we własnym stylu. Wybrała dalsze miejsce odskoku i wybiła się mocno z zadu, by złożyć nogi pod siebie i wyciągnąć nos do przodu. Ruszyły dalej na siedemnastkę, a droga do niej była owocna znów w drobne "wypadki". Jednak para się już chyba uodporniła na nie, bo zbierała do kupy i galopowała dalej. Tym sposobem w końcu dotarły pod przeszkodę i zaraz przeskoczyły ją, by zaliczyć ja do udanych i szybko zapomnianych. Siwa po drodze do kolejnej przeszkody ani myślała przyspieszać, wolała ne ryzykować wyjebania się na torze. Dlatego jakiekolwiek próby pospieszania jej, kończyły się dla Amelie fiaskiem. Osiemnastka wyglądała na normalną przeszkodę, dlatego siwa pewnie i energicznie do niej dojechała. Odbiła się w wyznaczonym do tego miejscu, by zaraz złożyć kończyny w locie i zanurkować nosem w dół. Po lądowaniu czekał ich ostatni szereg 19abc, który poprzedzony był krótkim odcinkiem trasy. Miały mało czasu i musiały być w pełni skupione, bo inaczej mogło się to dla nich źle skończyć. Odległość między kolejnymi przeszkodami była ciasna, więc dodatkowo pełne skupienie i zaangażowanie. Dojechały do pierwszego członu, który skoczyła bez większego trudu. Po lądowaniu lekko się skróciła, by wyrobić do członu 19b. Przeskoczenie tego członu okazało się formalnością, a klacz bez zawahania w galopowała do wody. Ochlała woda je, ale to nie było najważniejsze. Po przebiegnięciu zbiornika wodnego, dojechały do ostatniego członu i skoczyły go na czysto. Potem została im ostatnia dość wąska przeszkoda, udało im się przyspieszyć i nie potknąć do niej po drodze. Przeskoczyła ostatnią przeszkodę wręcz idealnie, prezentując doskonałą technikę. Po lądowaniu przebiegły celowniki i linię mety, by zwolnić do kłusa i stępa. Potem trafiła w ręce luzaka i ostatecznie do stajni.
z.tAnonymous - 2016-10-19, 20:43 Wałach nie miał problemów z wejściem do przyczepy. Samą drogę do miejsca zawodów zniósł całkiem nieźle, jednak domyślał się jaki był cel ich małej wycieczki. Klacz obok niego również była zdenerwowana, co dodatkowo na niego wpływało. Nowa stajnia, nowy boks, inny stajenny. To wystarczyło by zaczął denerwować się jeszcze bardziej. Wyczyszczony i osiodłany wyszedł za swoją właścicielką, by rozgrzać się przed startem.
Gdy przyszła ich kolej kasztan niechętnie ruszył w stronę startu. Atmosfera tutaj panująca ani trochę nie przypadła mu do gustu, hałaśliwi ludzie, hałaśliwe konie, szczekające psy. Nerwowo strzygł uszami na boki, co chwilę cicho parskając i oglądając się. Niby powinien być obyty w takich sytuacjach, ale dawno nie miał okazji wyjeżdżać poza Orchard i brać udział w takiej dużej imprezie. W dodatku crossie z którym nie miał do czynienia przez dłuższy czas. W pewnym momencie usłyszał dzwonek, a dociśnięte do jego boków łydki sprowokowały go do galopu. Ostrożnego, ale galopu. Wzrok miał wbity przed siebie, ale mimo to jego radary wciąż latały na boki. Gdyby mógł to by się zatrzymał i uciekł. Nie potrafił się na niczym konkretnym skupić. Pierwsza przeszkoda straszna nie była, a że stały trzy za cel obrał sobie przeskoczenie tej środkowej. Odbił się od ziemi i po udanym locie szybko udało mu się wylądować.
Galop do dwójki nie należał do najszybszych, po prostu kasztan bardzo nie chciał iść, a amazonka non stop pchała go do przodu. Unosząc wyżej głowę do góry powoli zbliżał się do drugiej przeszkody. Nie była straszna, więc nie podchodził do niej z jakimś dużym strachem. Wybił się do skoku w odpowiednim momencie i po chwili był już po drugiej stronie. Przyspieszył nieco, by szybciej znaleźć się przy trójce. Szedł już pewniej do przodu, ale momentami wciąż podejrzliwie zerkał na otoczenie. Jakby coś zaraz miało go zaatakować. Wygląd przeszkody którą miał za chwilę skakać też ani trochę nie przekonywał go do skakania. Mercedes jednak skutecznie przekonywała go do skoku, bo mimo tego, że był tak niepewny to udało mu się jak dotąd wszystko przeskoczyć bez żadnego odwalania. Z trójką było tak samo, wałach sprawnie znalazł się za nią i galopował teraz wprost do czwórki. Znajdowała się ona w dość sporej odległości od trójki, więc wałach przyspieszył, a dzięki temu, że nie było tutaj dużo publiki zrobił się pewniejszy siebie i nie opierał się przed pójściem na przód. Sam widok czwartej przeszkody przerażający nie był, więc pokonanie jej wyszło bez problemów. Piątka wyglądała też przyjemniej i była o tyle dla niego wygodna, że mógł przeczesać ją przodami. Dlatego podjechał do niej i kiedy tylko wyczuł moment odbił się od podłoża i przeczesując górną część przeszkody wylądował za nią. Do szóstki pogalopował po prostej, szybko znajdując się w miejscu do wyskoku. Uniósł przody do góry i nie minęło kilka sekund, a już był po drugiej stronie. Do siódemki szedł już oporniej, nie chciał się zbytnio rozpędzać, tym bardziej, że miał przed sobą zakręt. Po przejechaniu przez niego miał przed sobą siódemkę, pomalowaną na biało. Kolor ten sprawiał, że wałach bał się jeszcze bardziej. Położył mocno uszy po sobie, a kiedy przyszło do skakania przeskoczył tą przeszkodę z małym zapasem, by mieć pewność, że nie dotnie tego dziadostwa. Z drugim członem schemat był ten sam. Po tym małym koszmarze czekała go ósemka do której nabrał już tempa. Pewnie przeskoczył przez przeszkodę i po lądowaniu całą tą pewność znowu stracił. Gdyby nie to, że dziewczyna mocniej go przytrzymała najprawdopodobniej uciekłby w drugą stronę. Przeskoczył dziewiątkę. Przy dziesiątce znowu mocniejsze przytrzymanie go się przydało i dzięki temu wałach oddał czysty skok, kończąc tym pierwszą połowę przejazdu.Elizabeth White - 2016-10-19, 21:49 Była bardzo zadowolona ze współpracy z Petit, a ów przejazd sprawiał jej dużo frajdy. Klacz szła jak burza, a kobieta nie mogła pojąć jak w takim małym ciałku mieści się aż tyle energii.
Trzynastka była dosyć wąska, a konary drzew jeszcze bardziej pomniejszały ją optycznie. Kobieta wiedziała, że może to wywołać u kopytnej moment zawahania, dlatego dała jej bardzo klarowne wskazówki. W razie potrzeby wspomogła się bacikiem dzierżonym w ręce, bardzo wpłynie zgrywając się z klaczą w locie. Na dwuczłonową czternastkę poprowadziła ją podobnie, nie dając najmniejszej szansy na wyłamanie. Dalej dosyć dynamicznie pojechały odcinek do piętnastki, już z daleka oswajając się z myślą przeskoczenia jej. Kilka fouli przed Elizabeth usiadła w siodło, przeniosła ciężar na zad i odblokowała przody Petit. Jednocześnie wzięła ją bardziej na siebie i uniosła jej łeb, napychając biodrami na przeszkodę. Przytrzymała ją bądź pozwoliła dodać, precyzyjnie wyliczając miejsce do wyskoku. Chciała tym samym wspomóc swoją kompankę, żeby ta miała łatwiejsze zadanie do wykonania. Na szczęście pierwszy człon przebiegł bezproblemowo i mogły najechać na drugi, dużo bardziej precyzyjny. Zawodniczka naprowadziła gniadą na wycięcie po prawej stronie, mocno pilnując ją prawą łydką, by ta nie postanowiła w ostatnim momencie nawiać.
Do szesnastki musiały przegalopować kolejny kawałek. El zdawała sobie sprawę z tego, że Coeur nie jest cyborgiem i swój limit wytrzymałości ma. Nie cisnęła jej więc z całej siły byle do przodu, aczkolwiek pilnowała aktywnego tempa. Chciała rozłożyć sobie pozostałą energię na resztę trasy, co by nie wykończyć nieparzystokopytnej. Ale nie próbujmy się oszukiwać – każdy koń chodzący cross musiał mieć nienaganną kondycję, bo była to bardzo wymagająca dyscyplina. Nie wspominając już, że jechały jej najwyższą i zarazem najtrudniejszą trasę.
Okser nie budził w niej obaw, bo na dobrą sprawę skakały już dzisiaj gorsze rzeczy. I miała rację, bo dosłownie nad nim przefrunęły.
Na pierwszym członie siedemnastki Amazonka nieco skróciła Petit, by później bez problemu zmieścić się na zeskoku. Podczas niego swobodnie oddała rękę, odchylając się do tyłu i w żaden sposób nie ograniczała gniadej ruchów. Dwie kolejne przeszkody pomimo tego, że były dosyć wąskie, nie miały zatrważającej wysokości ani formy. Dopiero najazd na dziewiętnastkę sprawił, że serce El na chwilę straciło swój rytm. Potężny wóz z sianem bynajmniej nie wyglądał przyjaźnie. Kanadyjka przełknęła ślinę, zacisnęła szczękę i zamknęła Petit w pomocach, nie pozwalając jej spylić z najazdu. Tutaj również użyła bata, ale robiła to bardziej w celu postraszenia Francuzki niżeli jej bicia. Wraz z momentem odbicia dopasowała się swoją sylwetką, wysuwając do przodu nadgarstki i kierując mostek do szyi klaczy.
Po szczęśliwym lądowaniu Zawodniczka poczuła, że WKKW’istka porusza się dość sztywno i podbija specyficznie zadem, jakby coś jej tam przeszkadzało. Niepokojący objaw minął jednakże równie szybko co się pojawił, a Brunetce kamień spadł z serca. W tym momencie nie chodziło już nawet o wygraną czy o te cholerne zawody, a o zdrowie Coeur. Ale że wszystko wróciło do normy, mogły jechać dalej. Co prawda teraz White była dużo bardziej wyczulona na zachowanie gniadej, ale mobilizowała ją wizja zbliżającego się końca.
Dwudziestka poszła im jak po maśle i wtem przyszedł czas na pierwszą wodną przeszkodę. Tutaj również Kanadyjka zastosowała bardzo klarowne sygnały, chcąc by jej pewność siebie udzieliła się również nieparzystokopytnej. Galop w wodzie mógł poskutkować niechcianym poślizgnięciem, więc Brunetka pozwoliła na nieco spokojniejsze tempo, póki nie wyjechały ze zbiornika. Ów przeszkoda miał aż trzy człony, dlatego po wyjeździe na suchy ląd skierowały się od razu na 21B i 21C. Były to dość wąskie konstrukcje, toteż kobieta prowadziła gniadą bardzo starannie, na bieżąco korygując jej sylwetkę.
Ostatni odcinek Amazonka starała się pokonać resztkami sił nieco dynamiczniej i nadrobić stracone w międzyczasie sekundy. Po pokonaniu dwuczłonowej dwudziestki dwójki została im już tylko jedna przeszkoda.
Naprowadziła Francuzkę prostopadle do prawego wycięcia, by chwilę później poskładać się z nią w locie i miękko zamortyzować lądowanie. Na koniec zaktywizowała ją po raz ostatni, po przekroczeniu celowników stopniowo wyhamowując. Następnie przeszły do kłusa i stępa, a Petit trafiła pod opiekę luzaka, który odpowiednio ją rozstępował i odprowadził do stajni na w pełni zasłużony odpoczynek.
z/tDrew Pascail - 2016-10-20, 09:50 Dojeżdżając do siódemki znowu poprosił Savera o lekkie przyspieszenie, zamknął Savera w pomocach, doprowadził go w nich do przeszkody, wziął bardziej na siebie i we właściwym miejscu odesłał w skok. Z pokonywaniem przeszkód dotychczas nie mieli problemu i było tak też tym razem. Czysto i spokojnie pokonali siódemkę i ruszyli dalej, Drew cały czas próbował lekko poganiać Savera, zwłaszcza ta, gdzie grunt wydawał się bardziej stabilny i nie tai śliski. To sprawiło, że podczas dłuższego odcinka na ósemkę może poprawili nieco swój czas, ale nadal nie napawał on optymizmem Francuza. Jak zwykle starał się uregulować tempo podczas bezpośredniego najazdu na ósemkę, zamknął karosza w pomocach, nakierował na środek "ski jump" i dodał łydkę we właściwym miejscu. Po wybiciu oddał wodze na kontakcie, przeszedł do półsiadu, zgrał się z koniem w locie i podążył za jego ruchem. Po lądowaniu został w półsiadzie, prowadząc ogiera na szereg 9ab.
Najpierw czekał ich znowu dłuższy odcinek. Zbliżając się do 9a znowu zamknął hanowera w pomocach solidnie, żeby nie spływał mu na boi i nie myślał się wyłamać. Przy 9a dał mu lekką ale stanowczą łydkę i powtórzył cały korytarz pomocy. Przytrzymał go dalej w pomocach, kierując w stronę nieodległej 9b. Tu znowu zamknięcie w pomocach, zasugerowanie miejsca do wybicia, po wybiciu oddanie wodzy przy szyi, półsiad i wyciągnięcie nadgarstków za hanowerem. Po pokonaniu szeregu Pascail odetchnął i po łuku poprowadził dziewięciolatka na dziesiątkę. Po drodze chciał jeszcze podreperować tempo. Przy tej przeszkodzie wszystko odbyło się podobnie, z tą jedynie różnicą, że przed odesłaniem w skok, Drew wziął Savera bardziej na siebie. Również dziesiątkę pokonali bez większych trudności, co pomimo problemów z czasem napawało optymizmem.
Do szeregu 11abc znowu musieli pokonać dłuższy odcinek, który trzydziestolatek starał się pokonać w jak najlepszym czasie. Znajdując się przed 11a zamknął karosza w pomocach, wziął go znowu bardziej na siebie prosząc o siłę z zadu i odesłał do skoku łydką. Oddał wodze na kontakcie, przeszedł do półsiadu, zgrał się z ruchem ogiera i wyciągnął za nim nadgarstki. Chwilę po lądowaniu wrócił w siodło, w którym pozostał, dopóki nie odesłał znowu hanowera do skoku na 11b. Drugi człon również pokonali na czysto, został im więc ostatni, przypominający beczkę człon, gdzie wszystko odbyło się podobnie. Na dwunastkę czekał ich nieco krótszy najazd, podczas którego Drew starał się utrzymać aktywne, jak najlepsze tempo. Przed dwunastką znowu je uregulował, dostosowując do przeszkody, zamknął dziewięciolatka w pomocach, wziął go znowu bardziej na siebie prosząc o siłę z zadu, doprowadził pod przeszkodę i odesłał do skoku. Oddał mu stosowną ilość wodzy, uniósł się z siodła w połsiadzie, zgrał z Saverem w skoku i podążył za jego ruchem. Znów czekał ich dłuższy kawałek trasy na trzynastkę, która rzeczywiście okazała się pechowa. Wszystko wyglądało podobnie jak wcześniej. Trzynastka wyglądała jak stół piknikowy z drewnianymi ławami po bokach. Powtórzył podobny korytarz pomocy aż do momentu, w którym miał dodać łydkę do wybicia. Trudno stwierdzić co zadecydowało o tym, że źle ocenił miejsce wybicia. Być może to własnie te ławy go zmyliły, lub chwilowo się zdekoncentrował. Tak czy inaczej źle ocenił miejsce do wybicia, zaznaczając je łydką. Saver oczywiście się wybił, nawet jeżeli coś mu się tu nie zgadzało. Drew szybko zrozumiał swój błąd i chciał jakoś uratować skok, lub przynajmniej nie doprowadzić do upadku. Stało się jednak jasne, że tak jak Titanic poszedł na dno oni zaliczą prawdopodobnie nieprzyjemną glebę. Starał się z całych sił trzymać w siodle, jednak oboje zaliczyli upadek i to bolesny - przynajmniej w wypadku Drew i pewnie też w wypadku Savera - co oczywiście oznaczało eliminację. Jakieś fatum chyba - ostatnio Saver wysadził go z siodła, a teraz zaliczyli upadek, chociaż była to bardziej wina złej oceny Francuza. Tak czy owak pozbierał się i zaraz zajął Saverem, łapiąc jego wodze. Oddał go w ręce obsługi toru, która zapewne sprawdziła czy w wyniku upadku ogier nie doznał obrażeń. Chociaż mężczyzna nie był ekspertem nie zauważył na przykład aby Saver kulał, więc pewnie nic poważnego mu nie było. Zapewne poobijał się dokładnie tak jak Drew, który opuścił tor i poprosił swojego luzaka o zajęcie się ogierem.
ztNadya - 2016-10-20, 10:54 Ostatnio coraz bardziej przekonywała się do ujeżdżenia - kto by pomyślał - jednak nie miała zamiaru rezygnować ze skoków, czy crossu. Dlatego na wyjazdowy cross zabrała dwa konie: oba znała, jednego mniej drugiego nieco gorzej, aczkolwiek miała zamiar to zmienić. Udało jej się bezpiecznie je dotransportować do stajni w Richmondzie. W dniu zawodów zjawiła się w stajni. Zostawiła rzeczy w socjalnym i poszła na myjkę, gdzie zastała Prescription Boy'a oraz jego sprzęt, wyczyszczony przez nią poprzedniego dnia. Wyczyściła go solidnie, osiodłała i zostawiła pod okiem stajennego. Gdy i ona była gotowa wróciła na myjkę i zabrała kasztana na rozprężalnie. Tam rozgrzali się porządnie, ale rozgrzewka i tak była lekka, tak aby ogier był "świeży" na przejazd, zachował na niego siłę i energię.
Po zakończeniu rozgrzewki poprowadziła Nadya poprowadziła kasztana w kłusie na linię startu, przygotowując go do tego, by w każdej chwili móc go wypchnąć do galopu. Słysząc sygnał dzwonka wypchnęła go do galopu i lekko zamkniętego w łydkach poprowadziła w stronę jedynki. Starała się od początku o aktywne, dobre tempo, jednak brała pod uwagę odległość pierwszej przeszkody. Zbliżając się do jedynki Bravo zamknęła ogiera dokładnie w pomocach, doprowadziła w nich na środek przeszkody i odesłała do skoku łydka, wznosząc konia nad przeszkodę. Oddała mu wodze na kontakcie, przeszła w półsiad, zgrywając się z nim w skoku i wyciągnęła za nim nadgarstki. Na czysto pokonali jedynkę i skierowali się po dłuższym odcinku na dwójkę, co brunetka wykorzystała poganiając go lekko w tempie. Oczywiście w miarę potrzeby uregulowała to tempo, gdy dotarli pod dwójkę - wagonik, który pokonali w podobny sposób, również bez problemów. Pochwaliła krótko zangersheide i ruszyli w stronę szeregu 3ab.
3a polegało na wskoczeniu na uskok. Dojeżdżając do szeregu nieco przyhamowała dziewięciolatka, bo w niewielkiej odległości od uskoku znajdowała się przeszkoda 5b. Zamknęła Boya w pomocach, pilnując aby nie spływał na boki i w odpowiednim miejscu dodała mu łydkę i dostosowany do przeszkody korytarz pomocy używany poprzednio. Znajdując się na uskoku przeszła po lądowaniu do pełnego siadu, nakierowała kasztana na środek 5b, zamknęła go w pomocach, w odpowiednim miejscu zasugerowała mu wybicie, oddała wodze przy szyi, przeszła do półsiadu i podążyła za jego ruchem. Teraz czekał ich krótszy odcinek do czwórki. Przez chwile jechali niemalże po prostej, potem po łuku nakierowali się na czwórkę. Tam oczywiście dwudziestotrzylatka go naprostowała na przeszkodę, zamknęła w pomocach, wzięła go bardziej na siebie i odesłała w udany skok.
Na kolejnym dłuższym odcinku trasy utrzymywała mocne i aktywne tempo. W ten sposób zbliżali się do 5ab. 5a polegało na zeskoku na niższy teren. Rosjanka dostosowała tempo, raczej lekko zwalniając, zamknęła ogiera w pomocach i nakierowała pomiędzy czerwone flagi. Udało jej się doprowadzić zangersheide do miejsca uskoku, ale tam Presc zawahał się przed zeskokiem. W ostateczności, zachęcony pomocami Nadyi zeskoczył, jednak to wahanie kosztowało go bolesny skurcz. Amazonka szybko to wywnioskowała ze sposobu w jaki poruszał się dalej, bo dobrze go już znała. Przez ból związany ze skurczem motoryka dziewięciolatka była trochę upośledzona i ograniczona, a tempo za spokojne przez kolejne minuty, co groziło tym, że nie ukończą przejazdu w normie czasu. Bravo starała się pogonić Prescription'a dopiero tuż przed 5b. Zamknęła go w pomocach, by uniknąć podobnej sytuacji jaka wystąpiła przy 5a, czyli zawahania na przeszkodzie, zasugerowała mu miejsce do wybicia, oddała wodze na kontakcie, przeszła do półsiadu i wyciągnęła za nim nadgarstki. Starała się jak najbardziej ułatwić mu pokonanie przeszkody, ze względu na jego skurcz. Krótki odcinek na szóstkę działał a ich korzyść. Nadya starała się jak najbardziej pogonić kasztana podczas najazdu na szóstkę, jednak czyniąc to w miarę delikatnie. Nie odniosło do wielce pomyślnych rezultatów, ogier nadal poruszał się zbyt spokojnym tempem i Bravo wcale mu się nie dziwiła. Pomimo ograniczenia ruchów związanym ze skurczem i pozostałym po nim bólem, zangersheide wsparty na korytarzu pomocy pokonał na czysto, chociaż pewnie w nie tak ładnym stylu przeszkodę - stół.
Po luku ruszyli na siódemkę. Cały czas podczas tego odcinka drogi brunetka próbowała zachęcić dziewięciolatka od szybszego tempa, stosując jednak wyważone pomoce, bo te zbyt mocne nic dobrego by tu raczej nie zdziałały. Zwłaszcza zbliżając się do przeszkody starała się nieco zwiększyć tempo, na tyle by mogli ją spokojnie pokonać. Zamknęła go w pomocach, doprowadziła w nich na środek przeszkody, dodała łydkę, wznosząc Presc'a nad przeszkodę. Oddała stosowną ilość wodzy, przeszła do półsiadu, zgrywając się z nim w skoku i podążając za jego ruchem. Nie omieszkała go pochwalić za oddanie czystego skoku pomimo wszystko. Teraz czekał ich krótszy odcinek na szereg 8abc. Znowu zbliżając się do pierwszego członu, który polegał na wskoczeniu na wyższy teren starała się dostosować tempo, przygotować go przed szeregiem. Zamknęła go w pomocach i doprowadziła do miejsca, w którym dodała mu lekką,ale wyraźną łydkę do wybicia i powtórzyła korytarz pomocy, dostosowany do rozmiaru 8a. Zaraz mieli zeskoczyć znowu na niższy teren, więc dwudziestotrzylatka jeszcze staranniej dopilnowała zangersheide, pamiętając jego problemy na poprzednim szeregu. W razie potrzeby dodała łydkę i tym razem dziewięciolatek na tyle płynnie, na ile mógł zeskoczył. Nie poganiała go, bo zaraz czekała ich 8c, przeszkoda - palisada. Dojechała w pełnym siadzie do momentu, w którym musiała odesłać go do skoku, oczywiście zamkniętego w pomocach. Łydka do wybicia, oddanie wodzy, półsiad, zgranie w ruchu, wyciągnięcie za nim nadgarstków. Następnie czekał ich długi najazd do dziewiątki - "boat house". Najazd okazał się ich zmorą, bo przez jego większość poruszali się za spokojnym tempem. Rosjanka domyślała się, że mogą przekroczyć normę czasu. Dopiero będąc już w sąsiedztwie dziewiątki poczuła, że ból zapewne nękający do tej pory Boy'a trochę popuszcza. Oczywiście nie poczuła tego tak jak on. Zauważyła różnice - jego motoryka ruchów się polepszyła, tak samo tempo, chociaż nie było jeszcze idealnie. Doprowadziła go do dziewiątki w nieco lepszym tempie i odesłała do już lepiej wyglądającego skoku.Prescription Boy - 2016-10-20, 16:39 On tam lubił każdą formę rozrywki. Bez znaczenia czy to były skoki czy czworobok. Na szczęście dla kobiety, ogier podczas transportu się nie pozabijały. Wynikało to chyba z tego, że oboje mieli dość neutralne charaktery. Transport i pobyt w nowej stajni zniósł bardzo dzielnie, nie mogąc się doczekać zawodów. W dniu zawodów wpierw pojawił się u stajenny, który ogarnął go w boksie i potem na myjce Nadya. Kiedy byli gotowi to ruszyli na rozprężalnie, by tam się dokładnie rozgrzać do zawodów.
To był jego drugi cross i oby na tym mu poszło lepiej, niż na tym poprzednim. Po zakończeniu rozgrzewki udali się kłusem w kierunku linii startu, by przygotować się do rozpoczęcia przejazdu. Słysząc sygnał dzwonka i czując pomoce od kobiety, chętnie i niemalże od razu ruszył galopem przed siebie. Przeszkody nie wywierały na nim negatywnego wpływu, wręcz czekał aż będzie je mógł pokonać. Starali się utrzymać równe i dobre tempo galopu, a jednocześnie odpowiednie do skakanych przeszkód. Pierwsza przeszkoda wyglądała normalnie, a ogier szedł do niej pewnie, energicznie i wyraźnie angażując się w pracę. Po dojechaniu do miejsca wybicia i otrzymaniu sygnałów od kobiety, kasztan wzniósł się do skoku i złożył się podczas niego. Z istną gracją i harmonią przefrunął nad przeszkodą, by zaraz znaleźć się po drugiej jej stronie. Po lądowaniu skierowali dalej się na wprost, by dość szybko znaleźć się w okolicy dwójki. Przeszkody były dość niskie i łatwe do pokonania, tylko trzeba było się skupić i dać z siebie wszystko. Dwójka wyglądała jak wagonik i nadal nie wzruszyła zbytnio ogiera, dlatego spokojnie do niej dojechał i pokonał w dobrym-swoim stylu. Kolejno ruszyli dalej na dziwnie wyglądający szereg, ale dobrze przygotowany Boy nie będzie miał z nim problemów. Pierwsza przeszkoda to był wskok na uskok, więc teoretycznie nic trudnego. Lekko zwolnili w tempie, by sprawnie dojechać do pierwszego członu szeregu. Po sygnale od kobiety gładko wskoczył na uskok, by w owym skróceniu dojechać do członu 3b. Tutaj ponownie ogier po sygnale od kobiety uniósł się do skoku, by zaprezentować baskil i znaleźć się po drugiej stronie. Do czwórki czekał ich teraz krótszy odcinek, a sama przeszkoda nie wyglądała źle. Jechali kawałek po prostej, a potem skręcili po łuku do przeszkody zwanej "Akebar". Po drodze do niej dociążył nieco bardziej zad i uniósł przody, by dojechać do niej i unieść się do skoku. Pokonanie jej nie sprawiło mu większego problemu, by zaraz skierować się dalej do piątki. Nie wiedzieć czemu przeszkoda z zeskoczeniem w dół, wzbudziła w nim niepewność. Mimo że kobieta dołożyła wszelkich starań by było idealnie, to ogier się zawahał. Jednak w końcu zeskoczył w dół, skulił od razu uszy i szarpnął łbem raptownie. Poczuł nieprzyjemny ból w szyi, który był następstwem jego zawahania. Źle mu z tym faktem było, ale musiał dokończyć swój przejazd. Poruszał się dość niepewnie i zwolnił w tempie, a pospieszenie go nie przynosiło żadnego efektu. Udało im się jakoś dojechać do drugiego członu, a ogier mimo bólu wzniósł się do skoku i wykonał nieco niemrawy ale jednak baskil. Nie chciał przyspieszyć dopóki ból go trzymał, ale poruszał się nawet dość energicznie. Nie chciał zaprzepaścić żadnej okazji do skończenia przejazdu. Dojechawszy do szóstej przeszkody ze swoim bólem, ogier na szczęście przeskoczył ją na czysto i pogalopował dalej. Po łuku skierowali się na siódemkę, gdzie mimo szczerych chęci nie byli w stanie poprawić swojego tempa. Po dojechaniu do miejsca odbicia ogier uniósł się do skoku po sygnale od Nad, by zaraz złożyć kończyny pod siebie i zanurkować nosem w dół. Znaczy w miarę możliwości, bo miał je ograniczone. Parsknął krótko w odpowiedzi na pochwałę, by zacząć się pomału zbliżać do kolejnego szeregu. Postarali się o ładne dojechanie do pierwszego członu, by dość płynnie wskoczyć na uskok. Nieco niepewnie dojechał do zeskoku, ale zeskoczył tym razem już nie wahając się nad nim. Pamiętał co się wydarzyło wcześniej i nie chciał tego powtórzyć. Wyważonym tempem dojechali do trzeciego członu - palisady. Dość dobrze i tu udało im się dojechać do przeszkody, by odbić się w odpowiednim miejscu. Kasztan mimo bólu ładnie się złożył nad przeszkodą i ostatecznie na czysto ją przefrunął. Teraz ich czekał kawałek do przegalopowania, by dotrzeć do dziewiątki. Nadal nie poruszał się zbyt idealnie, co na pewno odbije się na ich czasie. Udało im się dotrzeć do dziewiątki, by zaraz unieść się do kolejnego skoku i pokonać kolejną przeszkodę. Na szczęście ich skoki i w ogóle poruszanie się, wyglądało znacznie lepiej niż wcześniej.G-Dragon - 2016-10-20, 19:38 Ogier na początku nie sprawiał problemów. Zachowywał się dosyć grzecznie jak na niego, więc załadowanie go do przyczepy nie było żadnym wyzwaniem. Nawet to, że dzielił ją z klaczą nie wywołało u niego jakiś dużych emocji. Owszem trochę do niej przystawiał, ale nic poza tym bo szybko mu się znudziło.
Na drugi dzień został wyczyszczony oraz osiodłany przez stajennego, a jego właściciel przyszedł jedynie żeby go odebrać. Gniademu humor zmienił się od razu, gdy tylko w jego pysku wylądowało wędzidło. W dodatku nie dojadł śniadania, więc był jeszcze bardziej zły, a szarpanie go za pysk w trakcie rozgrzewki tylko dodatkowo go rozjuszyło.
Już po samym starcie ogier pokazywał, że nie ma najmniejszej ochoty tu być. Wypchanie go do galopu było trudne, a utrzymanie w nim odpowiedniego tempa jeszcze trudniejsze. Na mocne łydki i dźganie piętami reagował barankami, a mocniejsze szarpnięcia wędzidła sprawiały, że miał ochotę zatrzymać się by urządzić rodeo. Dojechanie do pierwszej przeszkody było mordęgą i dla konia i dla jeźdźca, który nie miał pojęcia, że sprawia gniadoszowi ból. Gdyby nie to, że ogier miał obolałą gębę pewnie zachowywałby się grzeczniej, a tak Diego musiał się z nim przemęczyć. Na publikę hanower nie zwracał żadnej uwagi, bardziej interesowało go to, jakby tu skrócić sobie przejazd który był dla niego wyjątkowo nieprzyjemny. Przeskoczył jedynkę, po lądowaniu niemal od razu strzelając barana. Wściekle położone do tyłu uszy tylko pokazywały jak bardzo zły jest w tym momencie, co najmniej jakby dostał wścieklizny. W drodze do drugiej przeszkody w jego zachowaniu nic nie uległo zmianie, dalej szedł niechętnie do przodu, skracał i zwalniał, odmawiając posłuszeństwa na wszystkie możliwe sposoby. Nie brakowało też podbijania zadem, by pozbyć się zbędnego balastu z grzbietu. Przeskoczył przez drugą przeszkodę, po lądowaniu wściekle zarzucając głową. Droga do trójki minęła im równie mało przyjemnie jak do poprzednich przeszkód, ogier ze wszystkich sił próbował pozbyć się faceta, ale ten uparcie trzymał się siodła. Gdyby nie smagnięcie batem już na tej przeszkodzie Diego zostałby grzecznie wyproszony z siodła. Czwórka i piątka wyglądały tak samo, ale na szóstce jazda się skończyła. Rozpędzony nieco gniadosz przed samą przeszkodą wbił kopyta w ziemię i zahamował, chowając łeb między przednie nogi, a trzydziestolatek poleciał za przeszkodę sam. Przynajmniej jedenastolatek był na tyle łaskawy, że mu nie uciekł, więc po chwili opuścił tor razem z właścicielem.
ztEl Dorado - 2016-10-20, 20:15 Wyczyszczony i osiodłany czekał tylko na to, aż przyjdzie po niego dziewczyna, która miała na nim startować. Nie wyglądał na zestresowanego, mimo, że pierwszy raz od dłuższego czasu był na zawodach wyjazdowych, w dodatku nie w skokach tylko crossie co się między sobą bardzo różniło. Jego małe obycie z tą dyscypliną miało wyjść na trasie, ale jak na razie niczego się nie spodziewał. Kiedy Eva zabrała go na rozgrzewkę szybko rozgrzał swoje mięśnie i czekał na swoją kolej.
O odpowiedniej porze pojawili się na linii startu, a po usłyszeniu sygnału ogier ruszył galopem do przodu. Nie wiedział jakich przeszkód ma się spodziewać tym razem, to był jego pierwszy start w tej klasie, więc jeśli trafią mu się wyjątkowe dziwadła może zacząć stawiać opór. Pierwsza przeszkoda nie wyglądała źle, więc kary po dojechaniu do odpowiedniego miejsca wybił się w górę i sprawnie przez nią przeskoczył, niczym jej nie obijając. Do dwójki poruszał się energicznym galopem po prostej, nie zwracając przy tym uwagi na nic poza trasą i amazonką. Ludzie w ogóle nie robili na nim wrażenia, ogier wręcz zapominał, że stali po bokach. Na widok drugiej przeszkody uniósł wyżej pysk, by dokładnie określić gdzie mniej więcej powinien się wybić. Chociaż to w jaki sposób była ona zbudowana nie do końca mu się podobało. Stojące po jej bokach coś trochę go dekoncentrowało. Po dojechaniu do miejsca wybicia mocno wybił się z zadu, sprawnie przeskakując na drugą stronę. Dwie kolejne przeszkody swoją budową nie wzbudzały w nim żadnych negatywnych emocji, więc dalej szedł dzielnie naprzód, jakby nigdy nic. Przeskoczył przez nie, ani na moment się nie wahając. Tak mogłaby wyglądać jego cała trasa, jednak to byłoby za łatwe. Do piątki ponownie galopował szybciej, parskając przy tym cicho, a gdy zobaczył samą wcześniej wspomnianą przeszkodę na chwilę zwątpił. Nie dość, że wyglądała dziwnie to oparte o nią koła ratunkowe przyprawiały go o gęsią skórkę. Kto by pomyślał, że pomarańcz może być aż tak straszny. Podejrzliwie zerkając na koła dojechał pod przeszkodę i w odpowiednim miejscu wybił się mocno, by przypadkiem kółka go nie zaatakowały i miał to już za sobą. Szóstka mimo, że nie wyglądała strasznie, miała okazać się przeszkodą na której kary wyłoży cały swój przejazd. Myślał, że jeśli zahaczy o nią przodami to zrzuci górny drąg, bo do takiej kolei rzeczy się przyzwyczaił, ale ku jego zdziwieniu nic takiego się nie wydarzyło. Jak zahaczył o nią przodami, tak przekoziołkował się na drugą stronę, uderzając swoim cielskiem o ziemię. Było to mało przyjemne, bo nawet wstanie po tym było dla niego małym wyzwaniem. Obity i brudny od ziemi dźwignął się na równe nogi, po czym zabrany został do weterynarza.
ztNadya - 2016-10-21, 15:58 Na dziesiątkę musieli pokonać krótszy odcinek trasy. Poruszali się już nieco lepszym, mocniejszym tempem chociaż na razie nie zmieniało to ich ogólnej sytuacji, jeśli o czas chodzi. Zbliżając się do dziesiątki Nadya zamknęła Presc'a w pomocach, wzięła go lekko bardziej na siebie, prosząc o siłę z zadu i doprowadziła do miejsca, w którym dodała mu łydkę. Następnie oddała wodze na kontakcie, przeszła do półsiadu, zgrała się z koniem w ruchu i wyciągnęła za nim nadgarstki. Również dziesiątkę pokonali w nieco lepszym stylu niż poprzednio, chociaż nawet gdy kasztan miał skurz i cierpiał na ból z nim związany jakoś udawało im się pokonywać na czysto przeszkody. Teraz znów czekał ich dłuższy odcinek, który musieli pokonać, aby dojechać do szeregu 11ab. Podczas tego odcinak Bravo starała się w miarę możliwości jeszcze pogonić ogiera, nadal jednak stosując delikatne, chociaż zrozumiałe pomoce, które odniosły częściowy efekt. Zbliżając się do 11a zamknęła zangersheide w pomocach, naprowadzając go na środek solidnie wyglądającej przeszkody. Odesłała go do skoku, wznosząc go nad przeszkodę i powtarzając ten sam korytarz pomocy. Dalej została po lądowaniu w siodle, kierując go z kolei na 11b, gdzie znowu zamknięcie w pomocach i zadziałanie przez podobny korytarz pomocy, wzbogacony o tyle, że wcześniej brunetka wzięła go bardziej na siebie, prosząc o siłę z zadu. Dość płynnie i bez problemów pokonali szereg, by ruszyć dalej. Ich tempo stale się poprawiało, jednak nadal brakowało im trochę do tempa początkowego, w związku z czym ich czas nadal prezentował się marnie.
po przejechaniu kolejnego odcinka trasy znaleźli się przed dwunastką. Nadya zamknęła dziewięciolatka w pomocach, doprowadzając go w nich pod przeszkodę, gdzie zasugerowała mu w odpowiednim miejscu wybicie, dodając łydkę. Po wybiciu dwudziestotrzylatka oddała mu wodze przy szyi, uniosła się z siodła w półsiadzie i podążyła za jego ruchem. Pokonali na czysto dwunastkę i ruszyli już żywszym galopem na kolejny szereg: 13ab. Po lekkim łuku znależli się w okolicy 13a. Tam Rosjanka zamknęła znowu Boya w pomocach, kierując go na środek przeszkody z "beczkami" i odsyłając do skoku na podobnych zasadach Po pokonaniu na czysto 13b nie rozpędzała go, jedynie po lądowaniu usiadła w siodło i doprowadziła kasztanka do 13b zamkniętego w pomocach. Drugi człon również pokonali na czysto i mogli jechać dalej.
Podczas odcinków trasy bez przeszkód, zwłaszcza tych dłuższych, jak ten na czternastkę starała się jeszcze pogonić ogiera w tempie, lecz dopiero zbliżając się do "kaczki" jej się to udało. Nadya jednak obawiała się, że mimo wszystko nie nadrobią straconego czasu i koniec końców miała rację. Dojeżdżając do czternastki zamknęła zangersheide w pomocach, w których doprowadziła go do przeszkody i dodała łydkę w odpowiednim miejscu. Po wybiciu oddała wodze, przeszła do półsiadu, zgrała się z jego ruchem i wyciągnęła za nim nadgarstki. Również kaczka nie stanowiła dla nich problemu, pokonali ja, na czysto. Do kolejnej przeszkody, piętnastki musieli pokonać dłuższy odcinek trasy, podczas którego Nadya starała się możliwie pogonić Presc'a, mając jednak na uwadze, ze został im jeszcze kawałek trasy do pokonania. Dojeżdżając do piętnastki znowu zamknęła go w pomocach, wzięła na siebie prosząc o siłę z zadu i odesłała do skoku we właściwym miejscu.
Kolejny dłuższy odcinek trasy pokonali dobrym tempem. Bravo starała się jak najbardziej zrekompensować wcześniejsze straty czasowe, chociaż wiedziała, że całkowicie jej się to nie uda. Mogą jedynie starać się o to, żeby mieć jak najmniejsze przekroczenie normy. Pędzić na łeb na szyję też nie mogli. Znajdując się w okolicach przeszkody przypominającej łódź podwodną - niestety nie żółtą, chociaż to może i lepiej - uregulowała tempo, zamknęła kasztana w pomocach i doprowadziła go w nich do miejsca, w którym dodała mu łydkę i wzniosła nad przeszkodę. Oddała wodze na kontakcie, przeszła do półsiadu, zgrała się z ogierem w ruchu i wyciągnęła za nim nadgarstki. W niewielkiej odległości znajdował się ostatni szereg z wodą, dlatego brunetka skupiła się na przygotowaniu zangersheide do tego szeregu. 17a polegało na wjeździe do wody, dlatego wcześniej dwudziestostrzylatka zwolniła go trochę, zamknęła w pomocach, chcąc uniknąć sytuacji, w której Presc będzie jej spływał na boki i unikał wjazdu do wody. Przecięli zbiornik wodny i znaleźli się z powrotem na suchym lądzie, gdzie Rosjanka skierowała go zamkniętego w pomocach na 17b. Nie mieli żadnych trudności z tą przeszkodą. Osiemnastka - ostatnia przeszkoda również była blisko. Doprowadziła dziewięciolatka aktywnym, mocnym tempem w okolice przeszkody. Uregulowała tempo, zamknęła go w pomocach, odesłała do skoku łydką, oddała wodze przy szyi, przeszła do półsiadu i podążyła za jego ruchem. Utrzymywała mocne tempo do minięcia celowników. Mimo wszystko przejechali tor z przekroczeniem normy czasu. Oddała go w ręce luzaka i skierowała się do stajni, gdzie czekał na nią drugi koń, na którym miała startować, tym razem w klasie intermediate.
ztPetit Coeur - 2016-10-21, 18:03 Mając za sobą połowę trasy, była tak samo rześka jak na starcie, najwyraźniej będąc w formie na przejście całej próby bez zamartwiania się o to, jak rozłożyć siły. W końcu łączyła w sobie cechy najlepszych sportowych ras, więc nie mogło być inaczej.
Już z daleka przyjrzała się trzynastej przeszkodzie, ale wbrew podejrzeniom nie miała oporów przed oddaniem skoku w wąską przestrzeń, utworzoną między dwoma konarami. Równo dogalopowała do przeszkody, po czym weszła w prawidłowy odskok i sprężyście odepchnęła się od ziemi, w locie starannie składając kończyny. Przy lądowaniu otworzyła się zadem, po czym pogalopowała do kolejnych przeszkód. Tym razem nieco zawahała się na widok dość specyficznych członów szeregu, ale odpowiednio zmotywowana przez Elizabeth oddała dwa skoki pod rząd. O wiele bardziej do gustu przypadł jej następny szereg, choć przeszkody były znacznie postawniejsze. Z pomocą amazonki miała jednak szansę poprawnie do nich podejść. Podążając za jej wskazówkami, mocniej obniżyła zad, co wiązało się z głębszym wkraczaniem zadnich kończyn pod kłodę. Poskutkowało to także oswobodzeniem przodów, którymi mocno biła ziemię, wręcz gotując się do zaatakowania pierwszego z okserów. Wreszcie została wypuszczona do skoku, co poskutkowało mocnym odbiciem się od podłoża. Przefrunęła tuż nad przeszkodą, po raz kolejny oddając ekonomiczny skok. Wylądowawszy po drugiej stronie, kontynuowała galop do drugiego członu, także instynktownie wybierając najniższy punkt przeszkody. Dlatego nawet nie pomyślała o wyłamaniu i przeskoczyła przeszkodę we wskazanym miejscu. Galopując do szesnastej przeszkody trzymała tempo, pompując powietrze do płuc przez szeroko rozwarte nozdrza, niekiedy otwierając je aż do ukrwionych miejsc. Całe jej ciało było pokryte siatką żył, napuchniętych od przepływającej przez nie krwi. Nie próbowała jednak wyciągnąć Elizabeth, jakby wiedząc, że pędzenie na złamanie karku niczym się im nie przysłuży. Skoczyła okser bez zawahania, chociaż w ostatniej chwili jakby wypadła z rytmu. To jednak nie przeszkodziło jej w bezpiecznym przedostaniu się na drugą stronę. Pogalopowała dalej, do kolejnego szeregu, który nie był zbyt wymagający. Pokonanie pierwszego członu nie sprawiło jej najmniejszego problemu, podobnie jak zeskoczenie w dół na drugim członie, pod warunkiem że Elizabeth zachowała nienaganną równowagę. Jeżeli tak było, to z powodzeniem sprostały owym dwóm przeszkodom. Tak samo jak kolejnym dwóm, tworzącym szereg, chociaż do pierwszej z nich Petit podeszła dość sceptycznie, z początku nie bardzo rozumiejąc jej ideę. Po skoku lekko wydłużyła sylwetkę ku dołowi, głośno przy tym parskając. Podniosła się z powrotem dopiero przed dziewiętnastką, wyglądającą tak postawnie, iż w pierwszej chwili nie była pewna, czy w ogóle sprosta tej przeszkodzie. Co innego gdyby była to najzwyklejsza w świecie stacjonata, nawet znacznie wyższa - wóz po prostu budził respekt. Niemniej zmotywowana batem oddała skok w odpowiednim momencie, choć przy odbiciu stęknęła głucho, najwyraźniej przedtem dokonując jakiegoś chwiejnego kroku. Po wylądowaniu była przez chwilę sztywna, co jednak szybko ustąpiło, pozwalając Petit na dalszą walkę. Pokonawszy dwudziestkę, pogalopowała na następny szereg, łączący się z przeszkoda wodną. Nie miała oporów przed wskoczeniem do wody, toteż bez wahania oddała skok nad przeszkodą, kończącą się lądowaniem w wodzie. Wówczas jednak straciła nieco równowagę i lekko się skąpała, szczęśliwie jednak nie rozstając się z jeźdźcem. Z tulonymi uszami mocno poderwała przody w górę, naraz odpychając się od dna tylnymi nogami. W paru potężnych susach pokonała zbiornik i wyskoczyła na suchy ląd, gdzie dopadła pozostałe dwie przeszkody trzyczłonowego szeregu. Lądując po ostatniej przeszkodzie, na życzenie Elizabeth wyraźnie dodała w galopie, ostatnie trzy przeszkody trasy pokonując z szybkiego galopu, nie patrząc na to, czy to bezpieczne. Liczyło się teraz zmieszczenie się w normie czasu. Mimo to po przekroczeniu linii mety okazało się, że zabrakło im zaledwie kilku sekund, co jednak wciąż dawało im wysoką pozycję, bo wiele koni zwyczajnie nie ukończyło trasy. Po przejściu do stępa oddaliła się z luzakiem. /ztNadya - 2016-10-21, 21:44 Na wyjazdowe zawody crossowe poza własnym wierzchowcem zabrała Jima - po pierwsze dlatego, że nie był dla niej kompletnie obcym koniem, po drugie dlatego, że wiązała z nim pewne plany Była ciekawa jak Jim spisze się na crossie. W dniu zawodów skierowała się z kolei do stajni, aby przygotować gniadosza do startu. Czekał na nią na myjce. Przywitała się z nim i poświęciła chwilę miziając go po kości nosowej, jeżeli nie miał nic przeciwko temu i poczęstowała go smakołykiem. Następnie dokładnie go wyczyściła i osiodłała. Zostawiła go pod okiem stajennych, by się przebrać Przebrana i wyposażona we wszystko to co jej było potrzebne, miejmy nadzieję, że łącznie z szczęściem, zaprowadziła ogiera na rozprężalnię. Chciała go porządnie rozgrzać, jednak tak aby oldenburg zachował energię na to co najważniejsze. Zdziwiła się nieco, gdy podczas rozgrzewki Jim poruszał się niechętnie, często płoszył, niechętnie oddawał skoki na kilku przeszkodach, które były tam ustawione, aby lepiej przygotować konie pod kątem zawodów crossowych. Chociaż gdyby się nad tym zastanowić, Nadya byłą skłonna złożyć to zachowanie ogiera na nową stajnię i otoczenie, lub panującą przed zawodami atmosferę. Tak czy inaczej starała się z nim dojść do ładu na spokojnie. W którymś momencie gniadosz chyba trochę się odblokował, więc gdy Bravo uznała, że jest odpowiednio rozgrzany skierowała go w kłusie na linię startu.
Słysząc sygnał dzwonka wypchnęła gniadosza do galopu, od razu starając się ustalić aktywne, dobre tempo, tak aby rozłożyć siły na cały tor. Tym razem ogier miał z tym mniejsze kłopoty niż podczas rozgrzewki i dość dobrym tempem ruszyli w stronę pierwszej przeszkody. Nie rozpędzała go i tak zanadto ze względu na bliskość jedynki. Brunetka wiedziała, że w porównaniu z innymi końmi oldenburg ma ograniczone pole widzenia. Można powiedzieć, że na parkurze mniej rzeczy mogłoby go zaskoczyć - ewentualnie jakieś dziwnie wyglądające, oczojebne przeszkody, lub za głośny tłum. Tutaj tych czynników było o wiele więcej. Dlatego starała się wysyłać mu jak najbardziej klarowne, stanowcze, ale mimo wszystko stonowane pomoce, jakby dzięki nim chciała mu dodatkowo zobrazować sytuację. Zamknęła go w pomocach przed pierwszą przeszkodą, naprowadzając na jej środek i wskazując mu miejsce do wybicia właśnie taką klarowną, stonowaną łydką. Po wybiciu oddała mu wodze na kontakcie, uniosła się z siodła w półsiadzie, zgrała z nim w skoku i wyciągnęła za nim nadgarstki. Zawsze przyjemnie jest zacząć od ładnie, na czysto pokonanej przeszkody. Poza tym trochę wstyd byłoby mieć problemy już na pierwszej przeszkodzie. Mając ją z głowy Nadya pokierowała trzynastolatka w stronę drugiej. Minimalnie pogoniła Beam'a w tempie. Ogier chętniej szedł naprzód i jak widać nie był już niechętny pokonywaniu przeszkód. Z drugą, przypominającą ogrodzenie, otrzymując podobny korytarz pomocy również nie miał problemów. Pokonali ją na czysto i ruszyli dalej, najpierw kawałek po prostej, po czym po lekkim łuku.
Naprostowała go nieco wcześniej na trójkę, później dodatkowo kierując go na sam jej środek. zamknęła w podobnych pomocach co wcześniej, starając się odnaleźć jak najlepszy moment do wybicia, wtedy nie zawahała się dodać łydki. Po wybiciu oddała gniadoszowi wodze na kontakcie, znowu półsiad, zgranie w skoku i podążenie za jego ruchem. Krótko pochwaliła oldenburga po kolejnym udanym skoku. Następnie czekał ich dłuższy odcinek tasy do czwórki, więc kobieta lekko mu popuściła,dając możliwość do przyśpieszenia w granicach rozsądku. Ostatecznie w dość dobrym czasie pokonali odcinek, przed przypominającą domek czwórką amazonka znowu zamknęła go w pomocach, doprowadziła na środek przeszkody i odesłała do udanego skoku. Do piątki dzielił ich o wiele krótszy odcinek, co Rosjanka wzięła pod uwagę nie rozpędzając dodatkowo Jima i wcześniej go przygotowując do skoku.. Powtórzyła korytarz z pomocy, który jak dotąd okazywał się skuteczny, dodatkowo przed strefą wybicia biorąc ogiera bardziej na siebie.
Pokonali aktywnym, dobrym tempem galopu krótki odcinek prawie po prostej do szóstki - przeszkody, która wyglądała jak rząd beczek. Tak jak wcześniej starała się stosować klarowne, wyważone pomoce. Zamknęła gniadosza w pomocach naprowadzając na środek szóstki. Zasugerowała mu miejsce do wybicia dodając łydkę i wznosząc go nad przeszkodę. Po wybiciu Nadya oddała mu wodze na kontakcie, uniosła się z siodła w półsiadzie, zgrała z ogierem w ruchu i wyciągnęła za nim nadgarstki. Po lądowaniu pozostała w półsiadzie, prowadząc Jimmy'ego dalej. Na razie szło im dobrze, pomimo trudności na rozgrzewce utrzymywali dobre tempo, nie było jednak obawy, że oldenburgowi nie starczy sił do samego końca toru. Przeszkody pokonywali na razie na czysto i Bravo miała nadzieję, że tak pozostanie. Utrzymując obecne tempo pokonali kolejny odcinek trasy zbliżając się do szeregu 7ab. Przed nim trochę zwolniła trzynastolatka i zamknęła go w pomocach kierując na 7a. I ta przeszkoda nie stanowiła dla nich trudności. Po lądowaniu wróciła w siodło,siadając w nim głęboko i wkrótce zamykając Beam'a znowu w pomocach, tym razem do 7b. We właściwym miejscu odesłała go do skoku łydką, oddała wodze, przeszła do półsiadu i podążyła za jego ruchem. Pochwaliła gniadosza po pokonaniu na czysto całego szeregu.
Przed ósemką znowu go trochę pogoniła, nadal stosując jak najbardziej obrazowe pomoce. Płynnie pokonali ósemkę, nie mając przy tym żadnych problemów i ruszyli po krótszym odcinku ku dziewiątce. Brunetka nie popędzała go bardziej i jedynie utrzymywała w obecnym tempie, czasami używając półparad, jako czynników, które miały dodatkowo skupić ogiera. Zamknęła go w pomocach i nakierowała na środek dziewiątki. W odpowiednim miejscu dodała mu łydkę, prosząc o wybicie. Następnie oddała mu wodze przy szyi, płynnie przeszła w półsiad zgrywając się z nim w skoku i wyciągnęła za nim nadgarstki.
Po pokonaniu odcinka trasy, zbliżając się do dziesiątki dwudziestotrzylatka miała zamiar powtórzyć cały korytarz pomocy, licząc na podobny skutek. Już po zamknięciu w pomocach, w pewnej odległości od przeszkody Jimowi najpewniej coś się w niej nie spodobało lub wpłynęło na niego coś innego. Tak czy owak zaczął stopniowo zwalniać, niechętnie podchodząc do przeszkody, próbował spływać jej na boki, jakby chciał ją ominąć i po prostu uniknąć skoku. Zachęcenie oldenburga do nieco szybszego tempa i w ostatecznym rozrachunku wybicia się nad przeszkodą kosztowało Rosjankę nieco wysiłku i bolesny skurcz w plecach. Koniec końców pokonali przeszkodę, chociaż dla Nadyi to nie było takie łatwe.