To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Hala rekreacyjna

Lisa - 2017-12-19, 23:47

Liska skinęła głową do wchodzących dziewczyn, ale skupiona na pracy nie poświęciła im zbyt wiele uwagi, była jednak bardzo wdzięczna za wybranie dogodnego miejsca, które nie będzie przeszkadzać w treningu. Jeżeli chodzi o kwestię samego żucia, to wykonywała je w takim stopniu, w jakim Corek był skory powędrować nosem do dołu. Nie zamierzała na razie tego pogłębiać, a wykorzystać po prostu jako dodatkowe ćwiczenie rozluźniające i pokazania na ile ręka jeźdźca może być miła i przyjemna.
Od razu kiedy przesunął łopatki do wewnątrz pochwaliła go zarówno głosem, jak i delikatnym poklepaniem po szyi. Użyła do tego wewnętrznej dłoni, aby nie tracić niepotrzebnie oparcia na zewnętrznej. W głowie też odnotowała, żeby Luczkowi solidnie nagadać, że jego koń chodzący N klasę w skokach nie umie łopatek :lol2: . Ale nic to, ładnie odpowiedział na jej pomoce więc całość powtórzyła jeszcze kilka razy, zarówno na lewo jak i prawo, za każdym razem chwaląc na prawidłową reakcję. Gdy coś poszło nie tak po prostu to korygowała, bez niepotrzebnego irytowania się, bo przecież miał prawo nie umieć. Przy tych powtórzeniach wykonywała zaledwie kilka kroczków, nie chcąc przesadzić. Chciała uniknąć błędu, kiedy konie jechane tak od razu przez cała ścianę często traciły rytm, chwiały się w elemencie. Najpierw chciała go utwierdzić w przekonaniu, że robi dobrze, a przy okazji pogimnastykować trochę.
Po tych łopatkach dała mu znowu chwilkę przerwy w stępie, aby zaraz przejść do galopów. Będę trochę nudna - ale skoro mamy się skupić na skrętności to i w galopowej rozgrzewce Liska zaplanowała coś specjalnego. Poprosiła go o zagalopowanie ze stępa, pierwszy galop wykonując w półsiadzie, po pełnych okrążeniach i dużych kołach. Tutaj troszkę sobie pododawali aby poszerzyć ramy, ale tak bez wielkich szaleństw. Kierunek zmieniała przez zwykłe przejście do kłusa, nie chcąc na razie sprawdzać jak mu idą lotne. Generalnie nie wymagała teraz dużo, ot żeby został w kontroli i równowadze, z w miarę obniżoną szyją i ładnie reagował na pomoce do skrócenia i dodania. Kiedy już się dogadali jeżeli chodzi o galop dziewczyna wróciła do pełnego siadu, stabilizując tempo i wyginając go troszkę na kole. Z tego koła skierowała go na pojedynczy drążek, jechany na wprost, po dwa razy na każdą nóżkę, pomiędzy zmieniając stronę poprzez lotną. Jeżeli coś poszło nie tak to po prostu poprawiła przez kłus.
Po tym krótkim wstępie przeszli do właściwego ćwiczenia- 3 drążków ułożonych po łuku, będącym wycinkiem koła. Łuk nie był specjalnie wymagający, ale też nie dało się go pokonać na wprost. W drągi wjechała spokojnym tempem, regulujac najazd tak aby mu pasowało, w środku podpierając łydką ale też nie pozwalając aby się rozpędzał. Jeżeli ćwiczenie wywołało jakieś napięcie to przed kolejnym powtórzeniem skierowała go na woltę, rozluźniając i wyginając do środka.

Nieve Hoover - 2017-12-20, 11:57

Grzecznie podążała przy boku Naomi i siwka, ochoczo przyglądając się trenującej tutaj parze i z podziwem patrząc jak Lisa radzi sobie z koniem. Zastanowiła się przez moment czy kiedyś dane jej będzie tak ładnie samej trenować z kopytnymi. Nie miała typowo sportowych ambicji, ale chciała jeździć dla siebie – z pasji i dla rozluźnienia, które z łatwością osiągała w stajni. Chciała by konie były jej odskocznią od codziennego życia i by mogła raz na jakiś czas samodzielnie wybrać się w teren. Wiedziała, że czeka ją jeszcze sporo pracy przed takimi możliwościami, ale skoro obiecała sobie w końcu wziąć się konkretniej za ćwiczenia, może za jakiś czas jej marzenie spełni się choć po części.
Gdy już stanęły, a Naomi zrobiła porządek z popręgiem konia, Nieve przyglądała jej się z uwagą, próbując zarejestrować każdy, wykonywany przez instruktorkę, gest. Chciała wynieść z lekcji jak najwięcej się dało i doskonale wiedziała, że mogła to osiągnąć tylko poprzez słuchanie i przyglądanie się.
- Lepiej ze schodków – oświadczyła w końcu, po dłuższej chwili zastanowienia. Może i była na tyle rozciągnięta, że dałaby radę wsiąść na konia z ziemi, ale jego wysokość przerażała ją na tyle, że wolała nie ryzykować że koń się poruszy, a tym samym zniechęci ją do dalszych działań. Może „zniechęci” to nie najlepsze słowo, ale z pewnością nie chciała się wystraszyć już na samym początku kontaktu z siwkiem. Nie bez trudności, ale w końcu wdrapała się na jego grzbiet, a jej serce przyspieszyło nieco – koń był bowiem ogromny w porównaniu do rekreantów, których dosiadała na swoim wyjeździe z Anglii, a więc chwila minęła zanim dziewczę przystosowało się do jego wielkości. W porównaniu ze szkółkowymi końmi był także nad wyraz umięśniony, a jego chód – o czym przekonała się już w chwilę później – całkowicie różnił się od tych „powolniaków”.
A na dodatek jeszcze musiał się otrzepać! Nieve złapała się siodła, próbując utrzymać równowagę, choć jej szybciej bijące serduszko przyspieszyło jeszcze bardziej. Wydała z siebie najprawdopodobniej jakiś dziwny pisk by w chwilę później uspokoić się odrobinkę.
- O boże, zaraz padnę na zawał – zaśmiała się nieśmiało, choć nie jestem w stanie powiedzieć czy żartowała czy nie. Była nieźle zestresowana, ale miała nadzieję, że to szybko minie. Poza tym ufała, że Naomi nie dałaby jej morderczego konia na jazdę przypominającą, toteż wzięła głębszy oddech i starała się naprawdę wyciszyć. Po opanowaniu emocji wsłuchała się w instrukcje blondynki, które prowadziły do wykonania przez nią pierwszego ćwiczenia, a to wydało jej się odrobinkę trudne. No nic – trzeba próbować!
Rudowłosa zaczęła odchylać się delikatnie na lewo, już w tym momencie łapiąc się siodła, aby zagwarantować sobie pozostanie na grzbiecie konia. Z każdą chwilą starała się pogłębić kąt, choć „jak najbardziej w lewo” nie było w jej wykonaniu jakoś super spektakularne. Zakładając jednak, że dała z siebie wszystko, powtórzyła ćwiczenie na prawo, przesuwając się jednak jedynie na bezpieczną (w jej perspektywie) odległość. Starała się trzymać nogami boków konia, ale na razie to wszystko jej ze sobą marnie współgrało.

Corleone Olshansky - 2017-12-21, 15:15

Pochwalony za pierwsze podejście do łopatki, krótko przeżuł wędzidło, jakby przyswajając nowy element i wyniesioną z niego naukę. Wciąż nie do końca rozumiał, ale za to starał się zrozumieć, małymi krokami nabierając pewności siebie. Zdecydowanie pomagał mu fakt, że Lisa każdorazowo wymagała od niego tylko paru kroków łopatką do wewnątrz. Dzięki temu często nic nawet nie zdarzało się "napsuć", choć największym i powtarzającym się problemem Corleone było wypadanie łopatką, spowodowane słabym czy nawet ginącym oparciem na zewnętrznej wodzy. To z kolei brało się już od samych podstaw, dopiero niedawno zaczął się uczyć oparcia na zewnętrznej wodzy, więc teraz miał prawo mieć pewne trudności z tym związane.
Takie ćwiczenia jednak bardzo fajnie wpływały na jego głowę i skutecznie pogłębiały rozluźnienie, dzięki nim zapomniał nawet chwilowo o denerwowaniu się, które zdarzało mu się czasami 'bez powodu'.
Po przerwie w stępie nadeszła pora na galopy, w których wyraźnie nie brakowało Corkowi powera. Chociaż nie zaczął wozić Lisy, to zdradzał wyraźną chęć do ruchu naprzód, szczególnie podczas dodań, które wiązały się z wydłużeniem foule. Taki galop na dłuższej wodzy w pewnym momencie zachęcił go do głębszego zanurkowania nosem w dół, a nawet do lekkiego podrzucenia zadu (zaledwie parę centymetrów w górę), zupełnie jakby usiłował pozbyć się napięcia w plecach. Po takim wstępnym rozgalopowaniu był bardziej skory do spokojnej pracy w galopie, bez walki dostosował się do tempa narzuconego przez Lisę i wszedł na koło, na którym przyzwoicie jak na siebie się wygiął, by niebawem przejść do kolejnych ćwiczeń. Z lotnymi radził sobie akurat dobrze, choć nogi zmieniał najczęściej przy lądowaniu. Może właśnie z tego względu leżący na ziemi drąg potraktował jako pomoc, dzięki której poprawnie wykonał ćwiczenie.
Nieco ciężej szło mu z kolejnym ćwiczeniem, łączącym w sobie dwa elementy. Przeszkodą była głównie równowaga, która lubiła się jeszcze czasem zatracić i sprawiała, że Corleone raczej rozważnie podchodził co do poniektórych ćwiczeń. Z pewnością przysłużył mu się powrót na woltę, na której mógł raz jeszcze wyrównać galop i spróbować ponownie. Podczas drugiego powtórzenia jednak nieoczekiwanie zaburzył galop w ten sposób, że niechcący dosłownie nadepnął na jeden z drągów, zamiast nad nim przegalopować. Gdy drąg omsknął się spod jego kopyta, gniady nieoczekiwanie zirytował się - chyba sam na siebie, trudno powiedzieć - i tym razem porządnie wysadził z zadu w górę i przez chwilę miał wyraźny wściek dupy w galopie. :lol:

Lisa - 2017-12-21, 18:49

Troszkę nią zachwiało przy tym baranie, aczkolwiek potrzeba było sporo więcej aby wysadzić ją z siodła :lol: . Tak więc szybko pozbierała się, cofając ramiona, biorąc go nieco na siebie i znowu kierując na woltę, na której starała się po uspokoić i rozluźnić. Nie chciała go karać, a raczej pokazać, że nie ma się zupełnie na co wściekać. Zamiast od razu kierować go na drążki na kole zrobiła jeszcze jedno pełne okrążenie po całej hali, na prostej wyginając go także do zewnątrz, łydkami i dosiadem pilnując aby nie zmienił przypadkiem nogi. W międzyczasie poprosiła jednego z pracowników stajni o poprawienie przesuniętego drąga oraz usunięcie ostatniego z 3 leżących na ziemi. Chciała Corkowi trochę ułatwić sprawę. Gdyby mieli możliwość potrenować kilka razy to zapewne wałkowała by temat, ale nie chciała go zmęczyć zanim przejdą do części właściwej - czyli skoków. Teraz kiedy zostały tylko dwa drążki wjechała ponownie, starając się zachować równe tempo, podpierając łydką i uspokajając go głosem przez ciche "poooowoooooli" :lol: . Problem braku oparcia na zwnętrznej wodzy był wyczuwalny i mógł też po części powodować problemy ze zgięciem i skrętnością, bo trudno takim koniem na parkurze sterować. Nie było to jednak do przerobienia w jedną jazdę i tylko systematycznym treningiem dałoby się coś z tym zrobić, toteż Liska starała się gniademu pokazać właściwą drogę na spokojnie i bez szarpania, tak aby zaskarbić sobie zaufanie do swojej ręki, nie denerwując się kiedy coś nie wychodziło.
Ćwiczenie z drążkami na łuku powtórzyli też na drugą stronę, jeżeli coś nie wyszło postępując jak za pierwszym razem - spokój, równe tempo i rozluźnienie. Nie chcąc go zamęczyć na tym etapie skończyła rozgrzewkę, dając mu odpocząć w stępie i układając w głowie plan na skoki. Zdecydowała się wykorzystać łuk z drążkami do najazdów, aby część skokowa niosła za sobą coś więcej niż tylko same skoki. Tak więc po krótkim odpoczynku i pozbieraniu wodzy poprosiła go o zagalopowanie na lewą nogę, kierując najpierw na drążki, zaraz po nich w spokoju prostując go i prowadząc do pierwszej stacjonaty, niskiej bo około 90 cm.

Corleone Olshansky - 2017-12-21, 22:26

Przydała mu się ta chwila spędzona na wolcie, potrzebował jej by przemyśleć sprawy i przetrawić złość. Był wkuty jak osa, niewiele brakowało by zaczął kopać w powietrze, chociaż NIC się nie stało! Taki już jednak był, czasami strasznie przeżywał, ale zwykle kończyło się na jednorazowym, za to prawie pionowym strzale z zadu. Lisa jednak poradziła sobie z jego nerwami, po prostu ich nie podsycając.
W rezultacie do nieco prostszej wersji ćwiczenia mógł już podejść na spokojnie. Wspiąwszy się na wyżyny swojej cierpliwości i skupienia, dostosował się do tempa narzuconego przez amazonkę i dzięki temu poprawnie przegalopował przez drągi położone na kole. Może nie był tak swobodny i luźny jak mógłby być, ale jak sama zauważyła, był to problem wymagający dłuższej pracy.
Właściwie było to takie nic, ale całe to wyginanie dało mu trochę w dupę, może dlatego, że lekko przepalały mu się przy tym styki. Niestety był podatny na stres i emocje ogółem, co nie czyniło go łatwym wierzchowcem do pracy.
Był za to zajebisty jeżeli chodzi o skoki, bo mimo słabych podstaw w ujeżdżeniu, bardzo dobrze skakał, czemu już nie raz dał dowód. Nie był za duży, ale za to zwarty i mocno umięśniony, nawet gdy trochę rzadziej trenował. Dzięki temu miał dobre odbicie, ale również zwrotność i przyspieszenie, dlatego jego poprzedni jeźdźcy, sprzed Luczka, nie zwracali większej uwagi na resztę bo bardziej liczyła się dla nich jego skuteczność i waleczność.
Po przerwie zagalopował na lewo, tym razem robiąc nieco milsze przejście, subtelniejsze i mniej szarpane. Przyjrzał się leżącym na ziemi drążkom, by przypadkiem znowu nie nadepnąć na żaden z nich, po czym został nakierowany na stacjonatę. Utrzymał identyczne tempo galopu, bo Lisa zapewne nawet nie dopuszczała możliwości przyspieszenia, po prostu pilnując go w pomocach. Tylko i aż tyle w zupełności mu wystarczyło by się dostosować i po chwili skoczyć bez przesadnego zaangażowania, tzn. bez wysadzania Lisy w kosmos. Po prostu dopasował się do wielkości przeszkody, ale tyle w sumie wystarczyło by dowiedzieć się, że: chętnie szedł do przeszkody, niestety skakał trochę płasko (pewnie ze względu na przeszłość, ale z Luczkiem trenował już sprężystość i okrągłe skoki) ale za to skutecznie i po przeszkodzie nie odpalał raczej wrotków.

Lisa - 2017-12-21, 22:53

Może po prostu Luczek potrzebował pomocy Liski, która by mu konie objeżdżała i robiła z nimi podstawy, a on mógłby się zająć głównie startami? Toż to świetny pomysł na biznes, muszę mu to podsunąć :lol2: .
Poklepała go zaraz po skoku, całkiem zadowolona z prowadzenia. Skierowała go na przekątną gdzie przełożyła pomoce do lotnej zmiany nogi. Nadszedł czas na to samo, tyle, że w odwrotnej (a co za tym idzie pewnie trudniejszej dla niego) kombinacji. Najpierw stacjonata, do której Liska starała się dojechać równie spokojnie co za pierwszym razem, nie tracąc tempa. Zaraz po wylądowaniu wróciła w siodło bo czekało ją zgięcie Corka wokół prawej łydki i przejazd przez drążki. Miała nadzieję, że dzięki wcześniejszym ćwiczeniom pozostanie skupiony i uda im się jako tako pokonać kombinację, niekoniecznie idealnie technicznie. Na jego szczęście, jeżeli wszystko poszło zgodnie z planem, były to ostatnie drążki po kole dnia dzisiejszego :lol: .
Galopując dalej na prawo skierowała go na przekątną, na której stał metrowy okser. Wyjechała dokładnie narożnik, szukając idealnej linii prostej do przeszkody. Pozwoliła mu także na troszkę szybsze tempo, dbała jedynie aby nie rozciągnął się zanadto. W trakcie skoku ciężarem ciała i ułożeniem ramion dała mu sygnał, że lądować będą na lewo. Po skoku poprowadziła go dalej przekątną do narożnika, tam skracając trochę galop i wzrokiem szukając najazdu do szeregu - stacjonata 110 cm - foule - okser 120 cm. Rozjechała go lekko do przodu, aby odskok wypadł w dobrym miejscu, foule w środku kombinacji podpierając łydką.

Corleone Olshansky - 2017-12-21, 23:45

Lotną wykonał bez większego nadęcia, może minimalnie po niej przyspieszając w celu zachowania równowagi. Prawda była taka, że chwilowo w ogóle nie powinien skakać tylko tłuc ujeżdżenie aż do znudzenia, ale nie wiem czy było to realne przy jego temperamencie. Chyba nie obeszłoby się bez ofiar. :lol2:
Za drugim razem poradził sobie z tą pojedynczą przeszkodą równie dobrze, ale zgodnie z przypuszczeniami pogubił się troszkę przy wejściu na łuk i leżące na nim drągi. Co prawda udało mu się nie zdeptać żadnego z nich, ale ponownie zawiniło oparcie na zewnętrznej wodzy czy raczej jego chwilowa utrata, przez którą lekko wyrzuciło Corka na zewnątrz. Często mu się to zdarzało w zakrętach na parkurze.
Ustawienie oksera na przekątnej odebrał jako swego rodzaju prowokację, ale dopóki Lisa nie pozwoliła mu na podkręcenie tempa, nie próbował zaatakować przeszkody. Drobną zachętę wziął sobie natomiast do serca aż za bardzo, nieoczekiwanie odpalił do przodu i jeżeli Lisa nie chciała, by tak to wyglądało i odbicie wypadło dużo za wcześnie, to pewnie była zmuszona odwołać pozwolenie i zdecydowanie go przytrzymać. Na co sobie pozwolił, choć z wyczuwalnym niezadowoleniem. Gdyby tak było, to przyzwoicie przeskoczył przez okser, ale jeśli jednak spóźniła się z reakcją i nie zdołała go w porę ogarnąć - to cóż, pewnie zdjął tyłami drugi drąg.
W narożniku uspokoił nieco galop i dał się poprowadzić do szeregu, aktywnie, ale bez szaleństw. Poprawnie wybrał odskok, wychodząc do stacjonaty pewnie i bez zawahania. Pod warunkiem dopilnowania okrągłego galopu pokazywał, że przy odrobinie chęci potrafi odbijać się bardziej w górę, do czego tym razem sprowokowało go także ustawienie przeszkód. W podejściu do oksera także nie zabrakło mu odwagi, choć musiał się bardziej postarać, chociażby poprzez rozciągnięcie szyi i grzbietu czy wyższe podniesienie nóg. To jednak nie przeszkodziło mu by w trakcie skoku poprawić zadem i co gorsze, w kolejnym zakręcie (który prędzej czy później na pewno się pojawił) ponownie wysoko wierzgnąć, co zdawało się być karkołomnym pomysłem ze względu na dobór miejsca. To dobry moment na podjęcie decyzji, czy objeżdżanie koni Luczka to faktycznie taki świetny biznes. :lol2:

Lisa - 2017-12-22, 00:24

Ojtamojtam, wiesz, że te niegrzeczne i mające własne zdanie, aczkolwiek niesłuchanie zdolne bestie rozkochują mnie zawsze najbardziej! <3 A tłuczenie ujeżdżenia zamiast skoków... hym sounds perfect to me! :lol2:
Zrozumiała swój błąd zanim zdążył się na dobre rozhulać i trochę go przytrzymała. Z dwojga złego na takich niedużych wysokościach wolała zawsze dalsze niż bliższe odskoki (userka kiedyś zrobiła na zawodach foule w szeregu na dwie foule xD) ale też nie chciała żeby z nią biegł do przeszkody bez jakiejkolwiek kontroli. Pochwaliła go głosem po szeregu, skracając do zakrętu kiedy do wywalił z zadu. Tym razem postanowiła go upomnieć poprzez małego kopniaka łydką,tak żeby sobie czasem nie pomyślał, że ona tego nie czuje! Mogłaby zareagować bardziej gwałtownie, ale też nie chciała go teraz denerwować i niepotrzebnie stresować. Skierowała go na woltę, aby wrócił do ręki i dopiero wtedy poprosiła go o przejście do kłusa i stępa. Nadszedł czas na kolejną krótką przerwę i wyciszenie.
Po kilku minutach wrócili do galopu, po wyregulowaniu tempa zaczęli od powtórzenia szeregu z lewej nogi. Tak jak uprzednio, nie pozwoliła mu się rozciągnąć czy też lecieć za bardzo do przodu, dbała jednak o aktywne tempo i zaangażowanie zadu. Po szeregu pozostali na lewo, wyjeżdżając dwa narożniki i kierując się na stacjonatę 125 cm na przekątnej w linii po łuku na 3 lub 4 foule do oksera 120 cm (w zależności od rozjechania). Zdecydowała się na opcje z 4 foulami, wyjeżdżając łagodniejszym i obszerniejszym łukiem i nie pozwalając mu się wyrwać do przodu. Na ostatnim członie dała mu też sygnał do zmiany nogi. Galopując już na prawo zadbała o uspokojenie gniadego, tak aby się zbytnio nie emocjonował skokami. Nie było na to wiele czasu, bo czekał ich jeszcze okser 120 cm postawiony na drugiej przekątnej i w linii prostej na 5 foule stacjonata 120 cm. Wiedziała już, ze ma tendencję do stresowania się i napalania, więc tym bardziej wróciła sobie w siodło na ten dystans pomiędzy przeszkodami, dbając aby odskok wypadł w dobrym miejscu. Zmieniając nogę na lewo skierowała go na ostatnią przeszkodą z tego małego parkuru - triplebar 120 cm, z małym basenem pod spodem. Do tej pory był bardzo odważny jeżeli o skoki chodzi, toteż nie miała podstaw przypuszczać, że coś go tutaj sprowokuje do wyłamania. Jednak jak to przy wodzie bywa, takie sytuacje się zdarzają. Dlatego też do tej przeszkody dojechała uważniej, prowadząc do samego końca, podpierając łydką oraz dosiadem.

Corleone Olshansky - 2017-12-23, 12:07

W odpowiedzi na szturchnięcie łydką spiął się, nadął i aż wydał z siebie bliżej nieokreślony, stłumiony dźwięk. Nie odwdzięczył się jednak Lisie w wartym uwagi stopniu, jedynie lekko podrzucił zadem, zaledwie o kilka centymetrów.
Po krótkiej przerwie zagalopował grzecznie z lewej nogi i został naprowadzony na szereg. Tak jak ostatnio, galopował energicznie, od zadu, jednocześnie nie przyprawiając Lisy o wrażenie, że tylko czekał by ją wyciągnąć do przeszkody. Pozostał pod jej kontrolą do samego końca, co zaowocowało udanym wejściem w szereg i zgraniem się podczas pokonywania przeszkód. Tym razem odpuścił sobie brykanie, jakby pamiętając wcześniejszą karę, ale już impet, z którym pokonał okser sprawił, że podczas wyjeżdżania zakrętu w narożniku zwyczajnie trochę go zniosło do zewnątrz. Takie rzeczy zapewne będą mu się jeszcze zdarzały przez długi czas. Mimo tych chwilowych trudności w powodowaniu nim, zdołał skręcić na przekątną w oczekiwanym momencie i w rezultacie dogalopować prostopadle do stacjonaty ustawionej na przekątnej. Idąc na nią uniósł lekko łeb, by przyjrzeć się lepiej przeszkodzie. Wciąż kontrolowany przez amazonkę nie zrobił niczego głupiego i za chwilę wszedł w poprawnie wybrany odskok, który poskutkował kolejnym udanym skokiem. Tuż za przeszkodą znowu zdarzyło mu się bryknąć, jednakże znacznie niżej niż ostatnim razem. Niestety zwykle robił to w najmniej sprzyjających momentach - czyli w zakrętach lub właśnie liniach, gdzie nie było wcale tak dużo miejsca. To zostawiało jeźdźcowi bardzo mało czasu na reakcję, ale sam Corleone nie wyglądał na przejętego - może po prostu miał już taki styl. :lol2: Tak czy inaczej mimo tych chwilowych zawirowań odbił się do oksera i co więcej, jego też pozostawił w stanie nienaruszonym! Widocznie co najzdolniejsze to najbardziej parszywe.
Dalej kontynuował galop z prawej nogi, bardzo spokojnie i równo, czekając na Lisę jakby jego chwilowe wyładowanie nie miało z nim nic wspólnego. Ładnie jak na siebie pokonał zakręt prowadzący ich na drugą przekątną. Namierzywszy wzrokiem okser, wyraźnie się obudził, ale jeszcze w granicach zdrowego rozsądku. To pozwoliło ich dwójce dogalopować do przeszkody energicznie, ale wciąż dość okrągłą foulą, dzięki czemu gniademu nie zabrakło siły w odbiciu do pokonania tej przeszkody. Bez problemu dokrył ją całą, lekko ciągnąc szyją w trakcie skoku i ambitnie podnosząc nogi. Po wylądowaniu za okser wymusił na Lisie nieco mocniejsze przytrzymanie, na które odpowiedział prawidłowo, choć z lekkim nerwem, wyrażonym głośnym świśnięciem ogona i stuleniem uszu. To jednak nie zdołało go rozproszyć, więc i przez stacjonatę przeniósł amazonkę wzorowo, ponownie skacząc z lekkim zapasem, choć sama parabola lotu nie była szczególnie okrągła. Dalej pogalopował na lewo by zmierzyć się z prawdopodobnie najciekawszą przeszkodą z dotychczasowych. Już z daleka dostrzegł sztuczny basen pod przeszkodą, ale to nie ostudziło jego zapału, choć nie uniknął lekkiego zapatrzenia się w ziemię. Mimo to do samego końca nic nie wskazywało na to, by coś miało nie pójść po ich myśli. Wybił się do przeszkody, rozciągnął nad nią i ładnie poskładał, ale dosłownie w ostatniej fazie skoku nieoczekiwanie zrobił wykop tylnymi nogami, którym koncertowo pozbawił tripla ostatniego drąga. Wyglądało to raczej jak niekontrolowany skurcz mięśni niż jak celowe działanie, trochę jakby popieścił go prąd i przez to się wzdrygnął. Nie wiem czy wiesz o co mi chodzi. :lol:

/Kostkami sobie rzuciłam, pokryły się z moim widzimisię. :lol2:

Lisa - 2017-12-23, 13:33

Trudno się było na niego złościć, kiedy skoki mu tak dobrze wychodziły a jedynym defektem były te barany pomiędzy. Było przecież trochę koni, które chodziły najwyższej klasy konkursy i waliły z zadu bez opamiętania :lol: . Do dopracowania pozostawała jeszcze kwestia zakrętów, bo o ile ze skokami nie było problemu, to równowaga zaburzona jeszcze dodatkowo przez jego wybryki pozostawała trochę do życzenia. Przez to też prowadzenie w dystansie było dla jeźdźca mniej komfortowe, ale tutaj też zawiniły braki w podstawach takich jak oparcie na zewnętrznej wodzy.
Liska uznała, że zrzutka nad triplem nie była wynikiem jego nieuwagi czy zaniedbania, ot zdarzyło się - będą mieli okazję to jeszcze poprawić. Poprosiła kogoś z obsługi stajni o poprawienie zrzuconego drąga, a tym czasie dając gniademu znowu chwilę przerwy. O ile ten przejazd był spokojny, raczej w wolnym tempie i z szerokimi łukami to następny Liska chciała pojechać nieco skrótowo, w miarę możliwości skracając najazdy i zmniejszając zakręty, momentami też pozwalając mu na większe tempo. Wszystko oczywiście w ramach rozsądku - chodziło o zachowanie czystego, ładnego przejazdu.
Po chwili przerwy i odbudowaniu przeszkody zaczęli więc od nowa tą samą kombinację : szereg z lewej nogi, przekątna ze stacjonatą i linią do oksera (tym razem jechaną na 3 foule), lądowanie na prawo, linia okser - stacjonata na 5 foule, lądowanie na lewo i triplebar. Znając już trochę jego zapędy pilnowała aby ich emocje nie poniosły i nie zaczęli się na tym parkurze ścigać sami ze sobą. Chciała aby główna trudność stanowiły nieco ciaśniejsze zakręty i krótsze najazdy. Tor ich przejazdu korygowała jednak podczas jazdy, jeżeli poczuła, że jest to dla gniadego zbyt wiele to po prostu rezygnowała z obcięcia jakiegoś zakrętu. Priorytetem zawsze były skoki bez zrzutek i nie chciała aby szybsza jazda czy skróty się na tym odbiły. Ona ze swojej strony pozostała stabilna górą, łydką oraz dosiadem, z miękką i elastyczną ręką, która raczej nie działała bez potrzeby i pozostawała miła dla pyska Corka. W razie konieczności mocniejszej półparady akcentowała ja dodatkowo cofnięciem ramion i dojechaniem z krzyża.

Corleone Olshansky - 2017-12-23, 14:34

Odetchnął głęboko podczas przerwy, w trakcie której postawił nawet uszy do pionu i jakoś milej spoglądał na otoczenie.
Po przerwie ponownie zagalopował z lewej nogi na szereg. Chociaż już nie raz pokonywał dziś ten sam zestaw przeszkód, to nie tracił entuzjazmu. Przeszkody wciąż były dla niego tak samo atrakcyjne i budziły tyle samo emocji, które były teraz dodatkowo podkręcone lekko ożywionym tempem galopu. Szybko się okazało, że pomimo zwiększonego tempa i ciaśniejszych zakrętów, jego skuteczność pozostała taka sama. Paradoksalnie łatwiej było mu zawrócić niemal w miejscu niż wykonać ładny, obszerny łuk, choć teraz był proszony raczej o coś pomiędzy a mimo to przejawiał taką tendencję.
Po udanym pokonaniu szeregu zmierzył się z przeszkodami ustawionymi na pierwszej przekątnej i tutaj jedynym co ich spotkało, a czego nie mogli przewidzieć, było drobne potknięcie przed oddaniem skoku na stacjonacie, z którego Corleone się jednak wyratował, po prostu sadząc mocniej w górę. Po wylądowaniu pozwolił Lisie na takie wyregulowanie tempa by rzeczywiście zmieścić się w trzech foule do oksera, do którego wszedł w odskok już bez niespodzianek i za chwilę znalazł się po drugiej stronie, przeszkodę pozostawiając nienaruszoną. Problemem mogło być tylko zachowanie go przy sobie bo na nawet najdelikatniejszą prośbę o dodanie był gotów odpowiedzieć dość gwałtownie, co z kolei prowadziło do przedwczesnych odbić i dalekich lotów, choć wciąż wystarczająco wysokich by wszystkie drągi pozostały na swoim miejscu! Po prostu miał w sobie tyle krzepy i zacięcia by 'ścigając' się być jeszcze dokładnym.
Z kolejnymi dwoma przeszkodami ustawionymi na drugiej przekątnej poradził sobie zatem równie dobrze, choć po stacjonacie, tuż po wylądowaniu ponownie poczęstował Liskę soczystym brykiem. W najeździe do tripla pewnie wskazane było skumulowanie w nim energii, którą uwolnił dokładnie w miejscu odbicia, tym razem przedostając się na drugą stronę z czystym kontem. Przy tym podejściu również nie zwrócił najmniejszej uwagi na wodę, więc może i to było przyczyną wcześniejszej zrzutki. Po skoku pogalopował we wskazanym przez Lisę kierunku, głęboko oddychając i często parskając, czemu towarzyszyło pienienie się i kręcenie młynków ogonem. Na pierwszy rzut oka było widać, że był zmęczony, choć jego zachowanie zupełnie na to nie wskazywało, bo był typem konia, który nie znał umiaru, zbyt nakręcony emocjami.

Lisa - 2017-12-23, 14:55

Poklepała go obficie po szyi zaraz po skoku nad triplem.
- Bardzo dobry koń <3 -pochwaliła również głosem, w międzyczasie przechodząc do kłusa. Tak ładny i czysty przejazd nie pozostawiał im nic do poprawy dlatego też w kłusie już zostali. Opuściła go do żucia z ręki na tyle, na ile miał na to ochotę, robiąc kilka pełnych okrążeń na obie strony. Zasadniczo miała nadzieję, że takie naskakanie przed zawodami w zupełności mu wystarczy - nie brakowało mu siły ani możliwości, był zdolny i potrafił się wybić z rożnych najazdów i w każdej sytuacji. Na pewno potrzebował pracy ujeżdżeniowej aby się lepiej prowadzić po parkurze, ale to bardziej długoterminowy plan treningowy. Bardzo dobrze wróżyło też to, że nie zwracał większej uwagi na rodzaj przeszkód czy dodatkowe straszaki takie jak woda.
Po przekłusowaniu poprosiła go o przejście do stępa, zaraz oddając mu też całkowicie wodzę i popuszczając popręg. Zadbała aby ten ostatni stęp był dość długi. Na zakończenie zatrzymała go na środku, klepiąc jeszcze raz, rozpinając skośnik i nachrapnik aby mógł sobie trochę pyskiem pomielić w drodze do stajni :lol: . Podwinęła strzemiona i okryła gniadosza derką, a następnie wyprowadziła w kierunku stajni.

Corleone Olshansky - 2017-12-24, 13:38

Na koniec treningu chętniej wyciągnął się do dołu niż w jego trakcie, co miało bezpośredni związek z tym, że podczas skoków (i bryków) puściły mu napięcia w plecach.
Po rozkłusowaniu nadszedł natomiast czas na solidne rozstępowanie, w trakcie którego Corek był łagodny jak baranek i po prostu stępował sobie luźno we wszystkich kierunkach, które wskazywała mu Lisa. Po rozstępowaniu wrócił z nią do stajni. /zt

Naomi Eaton - 2017-12-25, 15:46

Samodzielna jazda w terenie z pewnością leżała w zasięgu możliwości Nieve. Pod warunkiem regularnych, uczciwych treningów miała szansę spełnić swoje marzenie już w niedalekiej przyszłości, co było zadaniem dla Naomi. Kochała to w swojej pracy - obserwowanie rozwoju uczniów od początków na lonży po pierwsze zawody było chyba najlepszą nagrodą, jaką mogła dostać w zamian za włożony wysiłek.
Nie mogła się powstrzymać, gdy Friskey się otrzepał, przyprawiając rudowłosą o stan "przedzawałowy". Zawtórowała jej serdecznym śmiechem, który nie miał nic wspólnego z wyśmiewaniem się. - Friskey, bądź trochę ostrożniejszy - "zganiła" czule konia, po czym przeniosła wzrok na Nieve. - Spokojnie, zaraz się do niego przyzwyczaisz. Wiem, że inaczej się rusza - zwróciła się do niej, starając się w ten sposób uspokoić. Sposób poruszania się Friska z początku mógł być kłopotliwy dla początkującej, ale był o niebo bezpieczniejszy i wygodniejszy niż przeciętnego tuptusia. Znacznie prościej było poczuć jego rytm i się rozluźnić, bo sam koń był właściwie umięśniony i rozluźniony, by móc poprawnie pracować swoim ciałem.
Naomi nie oczekiwała cudów, dlatego zupełnie jej nie przeszkadzało, gdy Nieve bała się mocniej wychylić. Była to kwestia czasu i zaufania, które rudowłosa musiała zdobyć i które przychodziło w miarę "dupogodzin" w siodle.
- Dobrze; teraz usiądź prosto, wyjmij nogi ze strzemion i odchyl je w bok jak najmocniej potrafisz. Wytrzymaj w tej pozycji licząc do dwóch, a potem znowu puść luźno - poprosiła, po skończonym ćwiczeniu oczywiście prosząc o powtórkę. Jednocześnie dbała o to, by ogier kroczył po kole w tym samym tempie, nie zmieniając rytmu, by ułatwić Nieve zadanie. - To ćwiczenie ma sprawić, że usiądziesz głębiej w siodle i otworzysz się w biodrach. Czujesz, jak ciągną cię mięśnie? - Wytłumaczyła, naraz zadając pytanie i na własnej nodze pokazując, które mięśnie powinna poczuć w trakcie jego wykonywania; chodziło oczywiście o uda, które rozciągały się szczególnie od wewnętrznej strony. - Teraz, dla odmiany, spróbuj się porozciągać wyciągając lewą nogę do przodu, a drugą jak najbardziej do tyłu. Rób tak na przemian i staraj się nie zginać nóg w kolanach - niebawem dołączyła drugie ćwiczenie, tak by następnie móc stosować oba wymiennie. Chociaż były to początki, Nieve powinna usiąść dzięki temu zdecydowanie lepiej, choć - niestety - krótkotrwale, jak to bywa przy początkach.

Friskey Whiskey - 2017-12-25, 22:50

Skarcony spojrzał lekko zdezorientowany na Naomi i rozwiesił uszka na bok. Nie wiedział, że blondynka tak naprawdę go nie karciła stąd też popadł w chwilową konsternację nie rozumiejąc z tego nic. Stępował spokojnie niosąc głowę w dole i powoli popuszczając jeszcze bardziej plecy, choć tak naprawdę cała robotę robiło wypięcie, a nie działanie dosiadu Nieve, która dopiero uczyła się łapać równowagę.
Przyjemnie bujał dziewczynę na swoim grzbiecie pozwalając jej poczuć się nie tylko swobodnie, ale również bezpiecznie. Na szczęście nie reagował na emocje dziewczyny, która momentami zdawała się być przerażona, cały czas spoglądał na Naomi to na niej będąc skupionym.
Ruszająca się na nim Nieve wzbudzała jedynie jego zainteresowanie, co komunikował poprzez strzygące do tyłu uszyska. Parsknął głośno i poruszał się dalej po kole luźno niosąc zwieszony długi ogon i tylko co jakiś czas obijając nim o stawy skokowe.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group