Soendergaard - 2016-10-15, 19:02 Soen niewątpliwie był silnym koniem, który przy swoich gabarytach i charakterze mógł być naprawdę ciężki w prowadzeniu. Nie dość, że niezwykle mocno parł przed siebie to też niewiele zdawało się do niego docierać. Odważnie atakował przeszkody niewiele robiąc sobie z ich gabarytów czy wszelkich straszaków, najważniejszym i głównym zadaniem Tonego, było utrzymanie równego tempa w taki sposób aby napalony na przeszkody gniadosz po prostu się w nie nie wpadł.
Burzowe chmury i deszcz, który nieprzyjemnie schodził ciało ogiera dodał mu też rześkości, ale i sprawił, że dotąd prący bezwzględnie do przodu Soen, znacznie wytracił swoją prędkość. Miał co prawda hacele, ale nie dawały mu one stu procentowej przyczepności, nie czując się już tak pewnie na mokrym i śliskim podłożu dawał się prowadzić o wiele przyjemniej. Do dwóch białych okserów podszedł pewnie ale pod kontrolą, nieco nadrabiając siłą skoku wytraconą prędkość.
Do ósemki galopował spokojnie, a czując już w dystansie do niej większy luz na pysku zerwał się do skoku, oddając długi ale płaski skok, czego wymagała akurat ta przeszkoda. Pomimo ciągłego docierania się ze swoim właścicielem, powoli zaczynał odczytywać poprawnie jego wskazówki i sygnały. Przede wszystkim starał się go słuchać, co znacząco wpływało na prowadzenia ogiera i respektowanie działań Tonego.
Widząc na horyzoncie dziewiątą przeszkodę, gniadosz zastrzygł uważniej uszami, musiał oddać wysoki skok, do czego potrzebował skumulowania energii i niezbyt szybkiego tempa, przytrzymany poddał się mężczyźnie spokojnie podchodząc pod kłodę, nad którą oddał solidny skok z niemałym zapasem, na szczęście nie wysadzając swojego jeźdźca z siodła.
Kolejne opady deszczu jeszcze mocniej uspokoiły gniadego, który niezwykle ostrożnie zaczął galopować po mokrej trawie. Mocniej podstawiony zadem poruszał się okrągłym galopem wciąż pozostając pod kontrolą Wayforda, nie atakował sam przeszkody, czekał na sygnał bruneta po którym oddał skok na dziesiątce, zaraz kierują się w stronę jedenastki. Do niej także podszedł ostrożnie, z zachowanym równym tempem galopu. Wyraźnie stał się przyjemniejszy i ostrożniejszy na trasie crossu, oddając miękki skok pokonał front bez zawahania.
Otrzymując możliwość pogalopowania przyśpieszył, ale nie rwał na oślep do przodu, nie czuł się zbyt pewnie przy takich warunkach pogodowych. Dwunasta przeszkoda nieco większa gabarytami od poprzedniej, wzmogła czujność gniadego, musząc oddać skok nieco bardziej w dal ale i jednocześnie nie zahaczyć przodami, zdjął się do góry w optymalnym dla siebie miejscu, sam odmierzając odległość i w ten sposób niejako pomagając swojemu jeźdźcowi. Przytrzymany w porę oprzytomniał i mógł sprawnie przeskoczyć nad dwunastką, nie serwując ani sobie ani mężczyźnie kolejnej próby samobójczej.Amelie - 2016-10-15, 20:04 Amelie startowała na crossie z dwójką siwą. ślicznie razem się prezentowali, niemal jak brat i siostra, chociaż Carthago był holendrem a Integrity typowo niemieckim koniem: mieszkanką hanowera i holsztyna. Z siwą startowała w klasie intermediate, więc poprzeczka się podniosła. Wypożyczyła ją na zawody za zgodą właścicielki i przytransportowała do stajni w Richmond. Mając za sobą przejazd z Cartem w P, przyszła na rozpreżalnię po klacz, która wcześniej została przygotowana przez luzaka. Najpierw pokrótce lepiej zapoznała się z klaczą, po czym rozgrzała ją lekko, tak aby zachować siły na tor. Gdy uznała, że są już rozgrzane skierowała ją kłusem w stronę linii startu.
Dojeżdżając do niej przygotowała Promise do startu galopem. Słysząc dźwięk dzwonka wypchnęła ją do galopu, prowadząc w połsiadzie, lekko zamkniętą w łydkach, ku pierwszej przeszkodzie. Od jedynki dzielił ich kawałek, więc Amelie miała czas, żeby odpowiednio pozbierać niemkę i przygotować ją do niej. Od początku jednak mieli problem z potknięciami i poślizgnięciami, które zdarzyło im się jeszcze przed jedynką. Białowlosa przerabiała to na Ptce, więc wiedziała co robić, ale każdy koń jest inny i potrzebuje nieco innych pomocy. Przed jedynką zamknęła sześciolatkę w pomocach, wróciła w siodło, nakierowała na środek jedynki i odesłała do skoku przez łydkę, następnie oddała wodzę, przeszła z powrotem do półsiadu, zgrała się z Integrity i podążyła za jej ruchem. Do dwójki dzielił ich średni dystans, jednak podczas niego zdarzyło się siwej poślizgnąć, czy potknąć. Miała problemy z galopowaniem w odpowiednim tempie. Oczywiście białowłosa starała się działać na klacz tak, aby to poprawić. Tak oto dotarli do dwójki. Znowu przygotowała ją przed przeszkodą, doprowadziła do niej i na podobnych zasadach odesłała w sok. Znowu zaliczyli czysty skok i ruszyli dalej, nie bez problemów.
Od trójki dzielił ich podobny dystans, który pokonali w podobnym stylu i tempie. Niemka momentami się ślizgała i potykała, co decydowało o dekoncentracji, zaburzeniach równowagi i nazbyt spokojnym tempie. Dojechali ostatecznie do trójki, gdzie znowu zamknęła ją w pomocach, wróciła w siodło, nakierowała na środek przeszkody i zasugerowała miejsce do wybicia, dodając zdecydowaną łydkę, oddając wodze, unosząc się z siodła i wyciągając za sześciolatką nadgarstki. Czwórka była tuż tuz, więc znowu Halley wróciła w siodło przed nią, zachęcając Promise do szybszego tempa, zamknęła ją w pomocach, doprowadziła na środek czwórki i odesłała w skok. Pomijając problemy z potknięciami i tempem, przeszkody pokonywały na czysto. Na razie, bo tor się dopiero zaczął
Na piątkę czekał ich dłuższy najazd, jak się okazało pełen potknięć i problemów z tempem, którym amazonka starała się szybko zaradzać. Piątka była gabarytowo sporą przeszkodą, zwłaszcza jeśli o szerokość chodzi. Mel starała się ją przygotować do piątki, obrać odpowiednie tempo, pozwalające na spokojne pokonanie łódkopodobnej przeszkody. W jej pobliżu zamknęła ją w pomocach i nakierowała na piątkę, widać jednak nie dość jej dopilnowała, bo Integrity wyłamała przeszkodę, zatrzymując się przed nią, co kompletnie zbiło jasnowłosą z pantałyku. Na który jednak szybko wróciła. Wiedziała, że wyłamanie oznacza punkty karne, ale teraz już było za późno, aby to zmienić. Nakierowała siwą na woltę i z powrotem nakierowała na piątkę. Tym razem starannie jej dopilnowała i udało się, klacz wybiła się we wskazanym punkcie, na czysto pokonując przeszkodę.
Pomimo problemów z piątką, tym razem podczas najazdu na szereg 6abc nie napotkali problemów, Integrity nie ślizgała się ani nie potykała, a Amelie dokładniej ją pilnowała. Zbliżając się do pierwszego członu szeregu - 6a tym razem dokładnie zamknęła siwą w pomocach, usiadła głęboko w siodło i doprowadziła starannie klacz do 6a, gdzie odesłała ją do skoku. Dodała stanowczą łydkę, a po wybiciu oddała wodze na kontakcie, przeszła do półsiadu, zgrała się z niemką w skoku i podążyła za jej ruchem. Pozostała w półsiadzie przez chwilę, dopóki nie dojechali do 6b. Tu dopilnowała ją, zamkniętą w pomocach i jedynie dodała jej delikatna łydkę, bo 6b polegała jedynie na wskoczeniu na uskok. Zbliżali się do 6c, walcowatej przeszkody. Białowłosa starała się cały czas utrzymać optymalne tempo, dostosowując je w miarę możliwości do przeszkody. Przed 6c znowu usiadła w siodło, zamknęła sześciolatkę w pomocach, naprowadziła na środek przeszkody, gdzie wzięła ją bardziej na siebie i poprosiła o wybicie z siłą z zadu. Dalej oddała stosowną ilość wodzy, uniosła się z siodła i wyciągnęła za nią łydki. Pokonały na czysto cały szereg i ruszyły dalej. O ile po ich wpadce z piątką udawało im się wystrzegać poślizgnięć i potknięć, które kosztowały ich dekoncentrację, zaburzenie równowagi i utratę czasu, a nawet poruszały się lepszym, chociaż nadal nie całkiem zadowalającym tempem, to teraz miało się to zmienić. Podczas trasy na siódemkę znowu zdarzały im się potknięcia i poślizgnięcia, w związku z czym ich czas i tempo się pogorszyły. Oczywiście dziewczyna błyskawicznie starała się przywróci Promise do ustawienia, jednak szlo to w rozsypkę przy kolejnym potknięciu. Dotarły w okolice siódemki. Tam dwudziestolatka ponownie dokładnie zamknęła siwkę w pomocach, doprowadziła na środek przeszkody i na podobnej zasadzie odesłała do skoku, biorąc klacz bardziej na siebie.
Na ósemkę czekała ich dłuższa trasa, na której nie uniknęły źle na nich wpływających potknięć i poślizgów, w związku z czym ich czas już nie prezentował się najlepiej. Halley przywracała niemkę do ustawienia i poganiała - do kolejnego potknięcia. Przy ósemce znowu wróciła wcześniej w siodło, zamknęła sześciolatkę w pomocach, nakierowała na środek "ski jump" i w odpowiednim momencie odesłała do skoku, dodając łydkę. Oddała jej wodze na kontakcie, przeszła z powrotem w półsiad, zgrywając się z klaczą w skoku i podążyła za jej ruchem. Znowu dłuższy najazd na kolejny szereg i znowu kilka potknięć i poślizgów. Może jasnowłosa powinna się cieszyć, że jeszcze się na żadnym nie zabiły? Tak czy owak dotarły do 9a, gdzie znowu zamknęła ją w pomocach - czego pilnowała po wyłamaniu na piątce, nakierowała na pierwszy człon i odesłała w skok. Pochwaliła Promkę krótko po czystym skoku i kombinując z jak najlepszym tempem nakierowała prosto na 9b. Znowu zamknięcie w pomocach, doprowadzenie do przeszkody, łydka do wybicia, oddanie wodzy, półsiad, wyciągnięcie nadgarstków za Promise. Przejazd na dziesiątkę był o wiele krótszy, więc obyło się bez tylu potknięć, chociaż ich czas nadal przedstawiał się marnie. Jeśli tak dalej pójdzie przekroczą normę czasu. Ale Mel wolała się skupić na tym co tu i teraz, jeszcze poganiając nieco siwkę. Dotarli pod dziesiątkę, przypominającą nieco drewniany, zaokrąglony stół. Doprowadziła niemkę zamkniętą w pomocach do dziesiątki i odesłała w udany, czysty skok. Po zaliczeniu tej przeszkody Niemka poprowadziła sześciolatkę dalej, w stronę kolejnego szeregu.Caroline Hathaway - 2016-10-15, 20:38 Lekki zakręt po skoczeniu dziesiątki i bardzo krótki dystans do jedenastki. Ta przeszkoda z pewnością była jedną z trudniejszych, dlatego szybciej siadła w siodło, przymknęła ją w pomocach i wzięła na siebie. Caro sama musiała się skupić na maksa, by idealnie doprowadzić klacz do miejsca wybicia. Odesłała ją tam łydką do skoku, by pokonać przeszkodę dość gładko i czysto mimo wszelakich wcześniejszych obaw. Po lądowaniu za przeszkodą pozwoliła jej minimalnie przyspieszyć w trasie do dwunastki, która poprzedzona była zakrętem. Po wyjechaniu na prostą do przeszkody wyliczyła i poprowadziła klacz tak, by uderzyć w najcieńszy fragment przeszkody. Pilnowała jednocześnie by klacz nie zrzuciła chorągiewki, co było dość trudne. Jednak one nie dadzą rady? Prawie sprawnie ją doprowadziła do przeszkody, nie licząc drobnego poślizgnięcia na mokrej nawierzchni. Po dojechaniu do miejsca wybicia odesłała klacz łydką do skoku, przechodząc zaraz w półsiad i oddała jej wodzę podczas skoku. Pokonywanie przeszkód nie było dla nich problematyczne - na szczęście. Trzynasta przeszkoda znów była szeregiem, ale dość nie typowym i innym niż poprzednie. Przynajmniej nie trzeba było się przy nim specjalnie narobić. Po dojechaniu do uskoku, poprosiła łydką klacz o zeskoczenie w dół. Lekko ją przytrzymała i po dwóch foule znów łydka do wskoczenia z powrotem na górę. Czternastka znów była szeregiem i pojechały do niej po lekkim łuku, by zaraz wykręcić na prostą do dwóch przeszkód. Z wyglądu przypominały dwa domki, jedne bardziej płaski i drugi nieco bardziej szpiczasty. Dojeżdżając na kilka foule do przeszkody siadła ponownie w siodło, wzięła klacz bardziej na siebie i skupiła ją na sobie. Pierwsza przeszkoda okazała się błahostką do przeskoczenia, lądując za nią przytrzymała klacz i w podobnym stylu pokonały drugi człon szeregu. Piętnasta przeszkoda znów należała do tych - dziwnych, kobieta jednak zachowywała stoicki spokój i przelewała to na klacz. Siadła znów na kilka foule przed przeszkodą w siodło, by lekko wziąć klacz na siebie i doprowadzić do przeszkody. W wyliczonym do odskoku miejscu odesłała ją łydką do lotu, przeszła zaraz do półsiadu i wysunęła ręce w przód oddając jej wodzę. Jeszcze tylko pięć przeszkód, a sześć skoków. Po w miarę prostej drodze pojechały do szesnastki, która była wodną przeszkodą. Skakały już takie przeszkody i kobieta była dobrej myśli, jednak mimo wszystko idealnie skoncentrowała siebie i klacz na przeszkodzie. Doprowadziła do miejsca wskoku do wody, gdzie łydką jej to zakomunikowała. Kiedy znalazły się w "basenie", lekko przytrzymała klacz by ta uważnie go przegalopowała. Kiedy zbliżyły się do kłody 16b, wysłała ponownie łydkę i wyskoczyły zaraz z wody na suchy ląd. Mimo kilku potknięć, udało im się utrzymać ciągłe-stałe tempo. Do siedemnastki była znów prosta prawie droga i jeden mniejszy zakręt, gdzie kobieta prawie idealnie gładko wykręciła klacz na nim. Lekkie ale uratowane poślizgnięcie, by jednak jakoś dojechać do domku. Trochę energiczniej go zaatakowały, co nie przeszkodziło im w oddaniu czystego skoku. Osiemnastka znów znajdowała się po delikatnym łuku i w dość sporym dystansie od poprzedniej przeszkody. Ze względu na poprzednie potknięcia, Caro utrzymywała klacz w nienagannym tempie i nie pospieszała jej przesadnie. Ta przeszkoda znów należała do tych łatwiejszych, bo konie mogły ją przeczesać. Nie każdą przeszkodę mogły tak zrobić i większość o tym zapominała, bo było dużo wypadków na trasie. Jednak dziewczyna skupiała się na ich przejeździe i tylko ich, więc inne odstawiała na boczny tor. Siadła znów na kilka foule przed przeszkodą w siodło, by przymknąć ją w pomocach i doprowadzić do miejsca wybicia. W wymierzonym do odskoku miejscu posłała klacz łydkę, by zaraz przejść w półsiad i oddać jej wodzę do skoku. Czekał ich długi najazd do przedostatniej przeszkody, ale kobieta się zbytnio tym nie przejmowała. Może minimalnie pozwoliła jej znów przyspieszyć, ale przykładała uwagę do terenu i warunków. Tym samym nie pozwalała jej zanadto się rozpędzić, wolała dojechać w całości jednak do mety. Wykręcając dość spory łuk znalazły się w końcu na prostej do owej przeszkody, tu znów przeszkoda była nieco dziwna. Czemu? Był to ponownie zeskok w dół, więc musiały się solidnie przygotować do niego. Siadła szybciej w siodło i nieco wyhamowała klacz. Ruda miała zeskoczyć, a nie spaść z uskoku. Więc po dojechaniu do krawędzi łydką wskazała jej skok, by podążyć za jej ruchem i zamortyzować sobie nieco zeskok przez odchylenie się w siodle do tyłu. Po lądowaniu została im już ostatnia przeszkoda, a Caro była pełna optymizmu. Pojechały po nieco krętej drodze do dwudziestki, by się oczywiście potknąć po drodze. Ostatecznie jednak znalazły się pod przeszkodą, a kobieta zaraz łydką odesłała klacz do skoku, by przejść w półsiad i oddać jej wodzę. Po wylądowaniu za przeszkodą i przejechaniu linii mety - odetchnęła z ulgą. Jako że to był jej ostatni przejazd, rozstępowała kolejno klacz i odprowadziła do stajni. Nie zapomniała jej oczywiście podziękować za przejazd, jej mała ruda złośnica <3
z.t
11-20Pandemonium - 2016-10-15, 20:40 Rzeczywiście przetransportowanie Pandemonium z punktu A do punktu B tak, aby nie zabił współtowarzysza podróży było nie lada wyzwaniem. Chociaż oczywiście nie najważniejszym, bo nie o to tu chodziło. Po dotarciu do stajni w Richmond, karosz zdążył nieco się zaaklimatyzować i dać w kość stajennym, gdy w dniu zawodów zawitał pod jego boks Leon, który przygotował jego i jego współtowarzysza drogi - na którego nadal patrzył krzywym okiem - do zawodów. Następnie zabrał ogiera na rozprezalnię, na której o dziwo obyło się bez jakichś większych sztuczek i złośliwości ze strony anglika.
Po rozgrzewce skierowali się w stronę celowników. Po sygnale do startu chłopak wypchnął sześciolatka do galopu, z czym Demon nie miał najmniejszych problemów - ruszył w stronę jedynki energicznym galopem. Wszystko wydawało się obiecujące prawda? Niestety nie dano mu możliwości, żeby się popisał. Leon doprowadził go idealnie do przeszkody zamkniętego w pomocach. Tam odesłał go do skoku, wspierając go pomocami. Tu jednak karosz kompletnie zaskoczył dwudziestolatka. Albo chciał się popisać, albo nagle w jego oczach przeszkoda urosła do niebotycznych rozmiarów, bo oddał energiczny skok, pokonując przeszkodę z dużym i całkiem niepotrzebnym zapasem. To zdekoncentrowało najwyraźniej Leona, który w efekcie zgubił strzemię. Co prawda złapał je z powrotem, ale stracił na to czas, więc zaraz musiał go odesłać do dwójki, którą ogier znowu pokonał z zapasem. Ogier pokonał ją dość płynnie, pomimo zapasu, o Leonie nie można było tego showpiece. Nie utrzymał równowagi, wysadziło go z siodła i uderzył o przeszkodę. Niezrażony tym anglik ruszył dalej, szybko jednak złapała go obsługa. Na to stulił uszy i się naburmuszył, kręcąc się niespokojnie. On chce skakać dalej. Co z tego, że Leona wysadziło z siodła? Niezadowolony dał się sprowadzić z toru na rozprezalnię. Tam Leon oddal go luzakowi, któremu sześciolatek zaprezentował wszystkie odcienie swoich humorków i złośliwości, zanim ten odstawił go do stajni, nadal niezadowolonego.
ztEva - 2016-10-15, 23:08 Zakochał się w kucynce? Rozumiem że pociągały go klacze, ale może niech celuje w coś swojego pokroju. Co do błędów w końcu zdarzają się też najlepszym nie? Na pewno zapiszę na liście do zrobienia w ciągu najbliższego czasu - poćwiczyć z ogierem na torze crossowym. Do jedenastki był krótki dystans i sama przeszkoda nie wyglądała na zbyt przyjemną. Jednak Eva zachowała zimną krew i pewnie prowadziła konia do przodu. Musiała idealnie wymierzyć w sam środek przeszkody, co nawet jej się udało i po doprowadzeniu konia do niej, odesłała go ponownie do skoku. Kiedy wzniósł się do lot ona przeszła do półsiadu i oddała mu wodze podczas skoku, umożliwiajac mu swobodny skok nad przeszkodą. Znowu czekało ich nieco galopu po prostej, a potem zakręt do dwunastki. Celowała w idealnie w przeszkodę, a dokładnie w najcieńsze miejsce i tak by się zmieścić przed chorągiewką. Idealnie wręcz wymierzyła tą odległość, dlatego po dojechaniu do miejsca wybicia odesłała siwka do skoku i potem już tylko zgrała się z nim w locie. Do kolejnej trzynastej przeszkody która była jednocześnie szeregiem, kobieta podeszła na chłodno. Niby była prosta w obsłudze, ale mogła sprawić problem i trzeba było uważać. Tak też miało właśnie być w ich przypadku, ale pewnych rzeczy nie da się przewidzieć - a szkoda. Para dość sprawnie dojechała do uskoku, a kobieta łydką poprosiła konia o skok w dół. Siwek na szczęście nie wahał się ani sekundy i wykonał prośbę, problem był taki że kiedy zrobił foule w przód potknął się. Dość nie fortunie wysunął się w przód, cudem ratując się przed upadkiem i praktycznie od razu musiał wskoczyć z powrotem na nasyp. Oboje chcieli to uratować i wyszło marnie, ale zawsze. Jednak kobieta drugi raz zgubiła strzemię i mimo że szybko je złapała, obiła się nieco o konia. Gdyby coś to zmieniło, to by go przeprosiła. Jednak nie było za bardzo jak, a koń musiał jej to wybaczyć. Nie mniej nie było czasu na roztrząsanie tego, bo kawałek dalej znajdował się kolejny szereg i musieli się na nim skupić. Wyglądały jak dwa domki: jeden z płaskim dachem i jeden ze szpiczastym. Nic nadzwyczajnego, ale ogier był niepewny i kobieta musiała uważać mimo wszystko. Dlatego z pewną dozą ostrożności dojechali do przeszkód. Jednak nadal pewnie galopowali naprzód, a przynajmniej wtedy kiedy się nie potykali na drodze. Usiadła w siodło przed pierwszym członem, zamykając go zaraz w pomocach i doprowadzając do miejsca wybicia. Dwukrotnie łydką odesłała go do skoku, by przejść potem w półsiad i oddać mu wodzę do skoku. Przytrzymała go też lekko między członami szeregu, nie chcąc by się przesadnie rozpędzał między nimi. Po drodze do piętnastki pozwoliła mu się nieco rozpędzić, chciała choć trochę nadrobić stracony wcześniej czas. Nie było to jednak wcale proste, a przede wszystkim liczyła się dobra zabawa i trening. Jakoś nawet sprawnie udało im się dojechać do piętnastki, by się przygotować zaraz do oddania skoku. Siadła odpowiednio wcześniej w siodło i przymknęła go w pomocach, by doprowadzić do miejsca wybicia. Tam łydką odesłała go do skoku, by się zgrać z nim w locie i pokonać kolejną przeszkodę na czysto. Do szesnastki która znów była szeregiem, była dość długa i w miarę prosta droga. Minimalnie pozwoliła mu znów przyspieszyć, ale uważała na zdradliwe podłoże. Znajdując się już tuż tuż przed wodną przeszkodą, siadła ponownie w siodło i nieco wzięła Giovaniego bardziej na siebie. Skupiła go na sobie i pokazała przeszkodę, chcąc uniknąć wtopy na niej. Łydką zakomunikowała mu wskoczenie do wody i lekko przytrzymywała w galopie do drugiej kłody, gdzie znów łydka i komunikat do wyskoczenia z wody. Do kolejnej przeszkody znów był spory dystans i lekki zakręt, co udało im się dość nawet sprawnie pokonać i znaleźć się przed "budą" dla psa. To była kolejna przeszkoda na ich trasie do przeskoczenia i nie ostatnia, ale to o tym za moment. Znów siadła w siodło i przymknęła go w pomocach, by sprawnie doprowadzić do miejsca wybicia. Tam łydką odesłała go do skoku, unosząc się zaraz w półsiad i oddając mu wodzę. Osiemnasta przeszkoda należała znów do tych bardziej przyjemnych, ogier mógł ją nieco przeczesać podczas skoku i bez obaw o swoje zdrowie. Pokonanie owej przeszkody okazało się formalnością, a potem znów czekał ich dłuższy najazd na 19. Sporo było przy tym zakrętów i nie równości, ale poradzili sobie z tym. Przed przedostatnią przeszkodą znów siadła w siodło i zabrała konia bardziej na siebie, przygotowując go do zeskoczenia z uskoku. Po dojechaniu do odpowiedniego miejsca łydką poprosiła go o zeskok w dół, sama odchyliła się w siodle i zamortyzowała jakoś ten skok. Teraz już czekała ich tylko ostatnia - dwudziesta przeszkoda i koniec. Nawet udało im się dojechać do niej bez potknięcia, a kobieta po odesłaniu Giovaniego łydką do skoku, przeszła ostatni raz w półsiad i oddała mu wodzę. Po lądowaniu i minięciu linii mety, zaczęła zwalniać konia stopniowo do kłusa, a potem stępa. Jako że miała jeszcze jeden przejazd, oddała konia w ręce luzaka i wróciła na tor.
z,t
11-20Jessie - 2016-10-16, 12:22 Uzyskawszy posłuszeństwo ze strony Strawberry i chociaż zalążek chęci współpracy, musiała przyznać, że prowadzenie kasztanki automatycznie stało się znacznie przyjemniejsze. Chociaż w głowie Jess co rusz na nowo ożywał pomysł odstawienia kucynki od roboty, przynajmniej na sezon halowy, co mogłoby jej pomóc w zresetowaniu się, to w takich chwilach podważała zasadność tej decyzji. Najwyraźniej za wszystkim stał charakter konia, zresztą wyjątkowo ciężki.
Niemniej z powrotem skupiła się na trasie, prowadząc Strawberry na wprost dziewiątej z kolei przeszkody, która była mało wymagającą kłodą. Jej pokonanie nie powinno sprawić walijce większego problemu, szczególnie iż tym razem nie miały problemu z odpowiednim tempem w trakcie najazdu. Tuż po przeskoczeniu kłody musiały się nastawić na wgalopowanie do wody; zawodniczka wróciła w siodło i aktywnie jadąc konia do przodu, odważnie wgalopowała do wody, także w trakcie przedzierania się przez zbiornik dbając o to, by Truskawka nie przeszła do niższego chodu pod naporem stawianym przez wodę. Chwilę później wyszły na brzeg i pogalopowały na następną przeszkodę, także należącą do tych prostszy, bez względy na jej ciekawy wygląd, który raczej nie powinien wzbudzić obaw u konia ze względu na mało krzykliwe barwy. Sprostawszy i temu zadaniu, Jessie wprowadziła Strawberry w zakręt do jedenastej przeszkody, pozwalając jej nieco na nim zwolnić w celu zachowania lepszej równowagi. Pomogła jej również w utrzymaniu jej, podpierając łydką i zapewniając oparcie na zewnętrznej wodzy. Kolejno wyprowadziła ją na wprost przeszkody i siedząc w siodle, aktywnie dojechała konia do ręki, po czym w optymalnym miejscu dała jej łydkę do oddania skoku. Dalej zabrała się za ruchem klaczy i przeszła do półsiadu, nie zapominając o oddaniu wodzy. Podchodząc do lądowania, z powrotem wycofała sylwetkę, nie uwalając się na przodzie kasztanki, dzięki czemu ta nie powinna mieć problemu z zachowaniem równowagi przy lądowaniu.
Kolejno wróciła do półsiadu i lekko poluźniła wodze, jednocześnie dociskając łydki do jej boków, czym starała się zachęcić konia do szybszego galopu. Przed nimi rozciągała się długa prosta pozbawiona przeszkód, co Jess chciała wykorzystywać by choć trochę poprawić czas, szczególnie że przestało padać. Najeżdżając na dwunastą przeszkodę, nie kłopotała się zwalnianiem konia, szczególnie iż i tak zapewne nie osiągnął zwrotnego tempa. Jedyne co to stworzyła zamknięty korytarz z pomocy, mający na celu uniknięcie ewentualnego wyłamania. Dopiero po tym skoku lekko wzięła Strawberry na siebie, by lepiej przygotować ją do pokonania trzynastki, niewiele większej niż ostatnio pokonana przeszkoda. Kolejno pogalopowały do mocno oddalonej czternastki. Jess, pragnąc ułatwić to zadanie swojej podopiecznej, przejechała ten odcinek w półsiadzie, pilnując równego tempa. Niekoniecznie nieustannie pospieszała Strawberry, wiedząc, że bez względu na podjęty wysiłek, nie uda się im już zmieścić w normie czasu. Naturalnie nie chciała się poddać, dlatego wymagała od niej jakiegoś minimum, ale też nie robiła niczego ponad siły kasztanki. Bezpiecznie doprowadziła ją do przeszkody, jak zawsze służąc podpowiedzią odnośnie miejsca wybicia, po czym wysłała klacz do skoku, zaraz podążając za jej ruchem. Skacząc na Strawberry była jeszcze bardziej precyzyjna niż zwykle, bo pochylenie się nawet o parę centymetrów za mocno mogło doprowadzić do tego, że kucynka zwyczajnie by się zatrzymała, chociaż Jess nie odstawała od niej wzrostem tak mocno. Dalej pogalopowały nieco spokojniej, ale wciąż okrągłym galopem, ze swobodnym przodem i podstawionym zadem, co Jess starała się osiągnąć dojeżdżeniem konia do ręki i półparadami, mającymi na celu osiągnięcie lepszej przepuszczalności. Kolejne dwie przeszkody były węższe niż dotychczasowe i wymagały zarówno wysokiego, jak i szerokiego skoku, dlatego brunetka postarała się o odpowiednią energię w galopie, która umożliwiła im poprawne pokonanie obu członów szeregu. Następna przeszkoda była równie wymagająca, ale Jess zapewne udało się utrzymać jakość galopu sprzed szeregu, dzięki czemu i tutaj Strawberry oddała skok bez większych oporów, zabierając za sobą Jess. Wówczas została im jeszcze jedna, ostatnia już przeszkoda, na szczęście niska i nie wymagająca tak dużo zaangażowania - brunetka pozwoliła klaczy spłaszczyć lekko galop, w czego efekcie skok nad kłodą był długi, ale wystarczająco wysoki by nie dopuścić do potknięcia się. Po skoku dogalopowały do końca i przekroczywszy linię mety, Jess oddała Truskawce wodze, klepiąc ją po obu stronach szyi. Kolejno przeszła do kłusa, w którym utrzymała klacz przez parę minut, by stopniowo zejść z tętna. Później zatrzymała ją do stępa, raz jeszcze pochwaliła i oddała w ręce luzaka. /ztIntegrity Promise - 2016-10-16, 16:17 To pierwsze zawody crossowe klaczy w tej klasie i pewnie nie ostatnie. Jej właścicielka jakby zapadła się pod ziemię, więc została opchnięta innej i doświadczonej amazonce. Z siwym ogierem szybko znaleźli wspólny język i przynajmniej nie umarła z nudy w transporcie. Była mieszanką wybuchową <3 Klacz mimo dość młodego wieku i lekko nieokrzesanego charakteru, nadawała się prawie dla każdego. Siwa po uprzykrzała życie luzakowi, który ją przygotował do startu. Kobiecie też zaserwowała drobne wybryki, ale pewnie szybko została ogarnięta i tyle było z tych wybryków. Rozgrzała się wraz z kobietą i uczuliła się na jej pomoce, pokazując jej jednocześnie jak ma postępować z siwą. W końcu kiedy były gotowe, skierowały się na start kłusem.
Klacz wiedziała co się święci, choć tak naprawdę od święta startowała w crossie. Na pewno nie w kompleksie Orchardu, a jak widać na załączonym obrazku na razie nie było jej to dane. Reprezentowała fakt faktem ową stajnie, ale na wyjazdowych zawodach. Oczekiwała na sygnał do galopu, który w końcu nadszedł. Energicznie weszła w najwyższy chód, poruszając się od wyraźnie z zaangażowaniem zadu i lekkością ruchu. Szybko wyrosła przed nimi pierwsza przeszkoda, która miały oczywiście pokonać. Trasa ich nie rozpieszczała, bo podmokły teren dawał im się we znaki. Siwa również miała spore ambicje i szła do przodu mimo wszystko, więc wiele nie różniła się od dosiadanego wcześniej ogiera. Tu różniły się tylko przeszkody, ale wszystko inne pozostawało bez zmian. Przeszkody różniły się od tych które siwa znała, jednak dość spokojnie reagowała na ich widok i dała się pewnie do nich prowadzić. Po dojechaniu do miejsca wybicia i otrzymaniu pomocy od kobiety, siwa uniosła się do skoku. Zgodnie z oczekiwaniami amazonki i publiczności za pewne, zaprezentowała idealny baskil nad przeszkodą. Po wylądowaniu za przeszkodą, pogalopowali dalej naprzód do dwójki. Dzielił ich raczej średni dystans, a droga znów ich nie rozpieszczała. Klacz galopowała ostrożniej i bardziej z rozwagą, co mogło poskutkować gorszym czasem. Wolały jednak chyba dojechać do celu w jednym kawałku nie? Jakoś udało im się dotrzeć do dwójki, która wyglądała nieco lepiej niż jedynka. Po dojechaniu do miejsca wybicia klacz po sygnale uniosła się do skoku, by pokonać i tą przeszkodę na czysto. Do trójki dzielił ich stosunkowo podobny dystans, który pokonali w podobnym stylu co wcześniej. Pogoda i teren im nie sprzyjał, ale to nie ważne. Co było ważne? Dojechać do końca i w jednym kawałku, a przy tym dobrze się bawić. Ostatecznie udało im się dojechać do trójki, gdzie wraz z pomocami kobiety dotarła do miejsca wybicia. Odesłana przez kobietę do skoku uniosła swoje siwe cielsko do lotu, by zaraz podciągnąć pod siebie kończyny i wysunąć nos w przód. Gładko przefrunęła nad przeszkodą, by po wylądowaniu skierować się na czwórkę. Ta przeszkoda była zaraz po trójce, więc nastąpiło pełne skupienie. Szybsze tempo to było pojęcie względne, gdyż klaczy było je cholerne trudno osiągnąć ze względu na podłoże. Jednak dość dobrze udało im się dojechać do miejsca wybicia, by Promka zaraz znów uniosła się do skoku i zaprezentowała niezły baskil nad przeszkodą. Faktycznie jak na posiadanie całkiem sporych problemów z tempem czy potknięciami, to skoki wychodziły im naprawdę nieźle. Do piątki czekał ich dłuższy najazd, który oczywiście zaowocował w potknięcia. Amelie na szczęście radziła sobie z przywróceniem właściwego ustawienia siwej, która całkowicie się je podawała. Nie wiedzieć co przestraszyło klacz. Czy budowa przeszkody czy wieczne potknięcia, trudno było to jasno stwierdzić. Mimo pomocy otrzymanych od kobiety, klacz zareagowała na łydkę do skoku nie tak jak powinna. Zamiast ponownie wznieść się do lotu, zahamowała dość raptownie i gwałtownie wbijając kopyta w ziemię. Nieco zarzuciło i siwą i kobietą, ale żadnej się chyba nic nie stało - na szczęście. Wykręciły spod przeszkody, by zaraz raz jeszcze na nią najechać. Tym razem siwa nie miała oporów przed skoczeniem tej przeszkody, ale punkty karne zaliczone były na ich koncie. Mimo wcześniejszych problemów z przeszkodą, najazd i skoczenie samego szeregu miało się okazać błahostką. Nie potknęły się ani razu po drodze, co dobrze wróżyło na pokonanie tej 3-członowej przeszkody. Pierwszy człon szeregu wyglądał jak płot, a klacz tym razem nic po drodze do niego nie odwaliła. Po dojechaniu do miejsca odbicia uniosła się do skoku, by zaraz podciągnąć kończyny pod siebie i wysunąć nos w przód. Po lądowaniu skierowały się do 6b, które w ogóle okazało się mało ważną przeszkodą. Pewnie wielu osobą przemknęło przez myśl, że nie którzy się pomylili stawiając tu tą "przeszkodę". Po dojechaniu do uskoku, Promka po prostu z gracją na niego wskoczyła i skierowała się do 6c. Przeszkoda była dość szeroka, ale siwa jechała na nią dość pewnie. Stuliła uszy i parsknęła nerwowo, gdy kobieta chciała ją skrócić w odskoku, a nie przed nim. Nie znała takiej techniki, więc nieco szarpnęła się pod kobietą. Na szczęście dla obu pań, pokonała przeszkodę bez błędu. Jednak po wylądowaniu za trzecim członem szeregu, oddała lekko z zadu w geście nie zadowolenia. Dojechanie do kolejnej przeszkody było nieco problematyczne, poślizgnięcia i potknięcia ciągle im towarzyszyły. Amelie przez to musiała wiecznie poprawiać klacz, a i czas ich przejazdu na tym cierpiał. Siódemka znów należała do tych mniej przyjemnych przeszkód, ale siwa każdej się dobrze przyglądała i oceniała. Mimo jednej drobnej wpadki, zapowiadało się że dalej będzie lepiej. Tym razem pomoce przy odskoku od Ameli, który mówiły o sile z zadu - zostały zignorowane. Mimo to klacz gładko uniosła się do skoku, by wykonać udany baskil i wylądować po drugiej stronie przeszkody. Ponownie oddała lekko z zadu, kuląc przy tym uszy. Nie był to zbyt dobry pomysł, bo się poślizgnęła przy tym. Kto jednak jak nie siwa, dałby sobie z tym radę? Nieco bardziej wściekła pogalopowała naprzód do ósemki. Klacz nie reagowała na poganiania, bo nie chciała się zabić na trasie. Nie była głupia, wiedziała czym poślizgnięcia i potknięcia mogą się skończyć. Po dojechaniu do miejsca wybicia klacz uniosła się do skoku po łydce, by zaraz podciągnąć pod siebie kończyny i wysunąć nos w przód. Kolejna pokonana na czysto przeszkoda i prawie połowa trasy za nimi. Byle do mety ! Kolejno czekał na nich szereg w dwóch wersjach do wyboru. Na którą się zdecyduje kobieta? To się niebawem okaże. No może powinna się cieszyć Siwa dość sprawnie dojechała do obu członów, by po łydce kobiety za każdym razem unieść się do skoku nad szeregiem 9ab. Pokonywała je w idealny sposób i w typowym dla niej stylu. Niewiele można było jej zarzucić, a to za sprawą głównie genów <3 Do dziesiątki udało im się dość sprawnie dojechać i nie potykać co krok - cudownie <3 Nie ważny czas, ważne że w ogóle dojadą i zabawa. Pewnie i energicznie dojechała do dziesiątej przeszkody, by zaraz unieść się do skoku i pokonać tą przeszkodę również na czysto.Angel's Wings - 2016-10-16, 18:42 Angel's Wings został przetransportowany do Richmond zapewne razem z innymi końmi Jessie. W dniu zawodów crossowych spokojnie kręcił się po boksie, niepomny panującej tu atmosfery przed zawodami. Zgarnięty przez luzaka dał mu się oporządzić, osiodłać i nieco rozgrzać, niespecjalnie utrudniając mu życie. Ucieszył się na widok znajomej brunetki, z którą zrobił jeszcze kilka ćwiczeń i byli gotowi na start.
Ruszyli na linię startu, tam po usłyszeniu dzwonka Jessie wypchnęła siwka do galopu, nie dając mu możliwości za bardzo się rozpędzać, ze względu na bliskość pierwszej przeszkody. Doprowadzony przez kobietę precyzyjnie do jedynki, skupiony, angażując zad, wybił się dość energicznie do skoku, co pozwoliło mu spokojnie pokonać pierwszą z przeszkód. Ładnie zabaskilował nad przeszkodą, układając się w locie, zgrał się z Jessie i spokojnie wylądował za przeszkodą, pokonując ją na czysto i bez najmniejszych problemów. Na dwójkę ruszyli już bardziej aktywnym galopem. Ogier dostosowywał się do tempa narzuconego przez Jessie, dzięki czemu nabrali tempa pozwalającego im na ukonczenie przejazdu w normie czasu, ale nie było to tempo zbyt ryzykowne. Dwójkę szybko zostawili za sobą - oldenburg znowu pokonał ją płynnie i na czysto - i ruszyli na trójkę. Przed trójką został dodatkowo skupiony na przeszkodzie półparadami i w końcu odesłany w skok przez Jessie. Oderwał przody, potem tyły, pokonując przeszkodę z niewielkim zapasem. ładnie ułożył się podczas skoku, zgrywając z amazonką. Kilka foule dalej stała podobna czwórka, więc po doprowadzeniu go do niej, dwudziestostrzylatka zadziałała na Wingsa podobnymi pomocami i z podobnym skutkiem.
W między czasie pogoda uległa pogorszeniu i zaczęło solidnie padać. Trzynastolatek utrzymywał dotychczasowe tempo. Nie wydawał się szczególnie zadowolony warunkami atmosferycznymi, jednak nie wpływały one na jego pracę negatywnie.
Czekał ich teraz dłuższy odcinek toru pozbawiony przeszkód, więc Angel wyciągnął galop nieco dodając w tempie. Na kilka foule przed piątką Jessie zaczęła go nieco zwalniać i wzięła go bardziej na siebie. Póki co siwek nie miał z tym problemu i współpracował z kobietą. Poprawnie angażował zad, a po zasugerowaniu mu miejsca do wybicia ogier wybił się, baskilując nad przeszkodą i zgrywając się z kobietą. Dość lekko wylądował za piątką i ruszył dalej dobrym tempem, pomimo warunków pogodowych. Dalej czekał ich szereg. Naprowadzony i przypilnowany przez właścicielkę przy 6a nie miał problemu z przeszkodą, był jednak zaskoczony rowem, który pojawił się za pokonaną przeszkodą. Na kilka sekund stulił uszy nieco speszony i odbił się w mało zrównoważony sposób, co utrudniło sprawę przy ostatnim członie, głównie dlatego, że kobieta utraciła na chwilę równowagę i jej odzyskanie przypłaciła skurczem i towarzyszącym mu bólem, co miało też delikatny wpływ na oldenburga. Ostatecznie na czysto pokonali cały szereg i postal im tylko ruszyć na siódemkę. Trzynastolatek kontynuował energiczne tempo do siódemki. Brunetka nie zdążyła go wziąć na siebie przed przeszkodą. Skoczenie siódemki z za mocnego tempa byłoby ryzykowne, więc Jessie wzięła go na woltę, którą Aniołek wykręcił co prawda niechętnie, ale poprawnie. Co prawda kosztowało ich to 20 punktów karnych, ale amazonce na wolcie udało się uspokoić tempo siwek i najazd a także skok na siódemkę wyglądały harmonijnie, Angel oddał czysty skok.Carthago Z - 2016-10-16, 19:02 Mieli dość blisko do kolejnego na trasie szeregu 14ab. Ogier wciąż odczuwał ból po skurczu, co go irytowało i utrudniało ich idealny przejazd ;( Na szczęście upór, determinacja i chęć dokończenia tego co się zaczęło, było silniejsze od bólu który pewnie zniknie niedługo. Dostrzegł szereg z daleka i bacznie mu się przyjrzał, nie wywołał on jednak w nim żadnych większych emocji. Spokojnie dał się doprowadzić do przeszkody 14a, by zaraz unieść siwe cielsko do skoku. Dość szybko i sprawnie podciągnął kończyny pod siebie, wyciągając nos do przodu i pokazując prawie swój nienaganny baskil. Ból w kręgosłupie mu to nieco utrudniał, ale co poradzić? Po wylądowaniu po drugiej stronie przeszkody, skierowali się do 14b. Pewnie na tyle ile mógł, dojechał do przeszkody i pokonał ją bezbłędnie w dobrym nawet stylu. Ból go w pewnym sensie ograniczał to na pewno, ale nie na tyle by sobie odpuścić. Do piętnastki czekał ich kawałek do przejechania, jechali nieco spokojniej i pewniej. Dzięki temu nie ślizgali się, ale mogli skończyć cross poza normą czasu. W końcu jednak chyba lepiej, żeby skończyli w jednym kawałku. Nie? Przyjrzał się badawczo piętnastce, która skupiła na sobie jego uwagę. Pewnie i energicznie wraz z pomocami kobiety dojechał do przeszkody, nie zrozumiał się jednak nieco z kobietą podczas skoku. Amelie dopiero w trakcie wybicia go wzięła na siebie, bo poskutkowało dość płaskim i mocno zachwianym skokiem. Nieco mało bezpiecznie wylądowali za przeszkodą, ale na szczęście nie wywalili się. Stulił uszy na słowa kobiety i szastnął wściekle ogonem o swoje boki. Nigdy nie miał zastrzeżeń do swojej właścicielki, ale to naprawdę mogło się fatalnie skończyć. Kolejna przeszkoda na ich drodze była wodna, startował już w crossie i znał tego typu przeszkody. Przeszkoda nie robiła na nim większego wrażenia, to też chętnie do niej dojechał i zaraz dość mocno wskoczył w wodę. Zostali nią oboje ochlapani, ale nie przejmował się tym zbytnio. Energicznie i w skupieniu przegalopował zbiornik wodny, by zaraz wyskoczyć z niego na suchy ląd. Zostało im do pokonania już tylko kilka przeszkód. Było już wiadomo że ich przejazd dupy nie urwie, ale i tak trzeba było skończyć przejazd crossowy. Jechali stałym i jednocześnie pośrednim tempem, bo niestety ból dawał się siwemu we znaki jeszcze. Kolejna przeszkoda wyglądająca jak buda dla psa, została dojechana w ten sam sposób co poprzednio. W miejscu wyznaczonym do odbicia i po sygnale od kobiety, siwek uniósł się do skoku i zaprezentował swój nieco pokraczny (ból) baskil. Kolejna na ich drodze była osiemnastka. Niestety mimo prób i starań kobiety, tempo pozostawało wiele do rzeczenia. Przeszkoda należała do tych nieco przyjemniejszych i ponownie nie zrobiła na siwym wiele wrażenia. Może jak zmieni klasę, to przeszkody zaczną na niego inaczej działać - może. Ponownie na tyle ile mógł, dojechał do niej pewnie i energicznie. Ponownie wraz z pomocami od kobiety wzniósł się do skoku, by się złożyć i wyciągnąć na tyle ile mógł w locie. Tym razem zignorował jej pomoce z siłą z zadu, które znów przyszły za późno i lepiej zdecydowanie na tym wyszli. Kolejno czekała ich przedostatnia przeszkoda, gdzie nadal mieli problem z tempem. Czasu pewnie się już nie uratuje, no mówi się trudno i żyje się dalej. Nieco skrócony dojechał do uskoku, by gładko i pewnie zeskoczyć w dół i stulić uszy. Uskok podział na jego ból w plecach i nie spodobało mu się to, ale jeszcze jedna przeszkoda i koniec. Minimalnie może udało im się przyspieszyć, ale na niewiele im to się zda. Dojechali dość jakoś sprawnie do ostatniej przeszkody - dwudziestej. Ogier na tyle ile mógł, dojechał pewnie i energicznie do miejsca wybicia. Tam oczywiście po otrzymaniu pomocy od kobiety wzniósł się do skoku i zaprezentował nie najgorszy ostatni baskil na torze. Po lądowaniu przejechali linię mety i celowniki, by w końcu zwolnić do kłusa. Oddany luzakowi odpoczywał, był zmęczony i obolały.
z.tSiviento - 2016-10-16, 22:59 Przeskoczenie dwunastki było dla czterolatka tylko czystą formalnością. Po udanych poprzednich skokach nabrał pewności, więc i na tą przeszkodę najechał chętnie. Wybił się do góry i przeczesując górną część przeszkody przednimi nogami wylądował miękko po drugiej stronie. Zmęczenie dawało mu się we znaki, ale mimo to jego tempo galopu nie uległo drastycznej zmianie. Jedynie bardziej zaczynał się pienić. Kolejna kombinacja przeszkód nie różniła się zbytnio od dwunastki, poza tym, że były węższe. Trochę go to na początku przestraszyło, ale z pomocą Naomi nie tracił wcześniejszej pewności. Podniósł wyżej głowę, by lepiej ocenić miejsce do wybicia i to jak daleko ma do przeszkody. Czując jak dziewczyna dociska mocniej łydki do jego boków odbił się od ziemi, przelatując nad przeszkodą tak, że przodami przeczesał jej górną część. Zaraz po niej był drugi człon, praktycznie nie różniący się wyglądem od pierwszego. Tutaj taktyka skoku wyglądała tak samo. Wylądował i po lekkim łuku skierował się do czternastej przeszkody. Widok dziwnej kaczki był dla gniadego małym zaskoczeniem. Jego wzrok wydawał się mówić sam za siebie. ''Co to do cholery jest?''. Miał nadzieje, że ta głowa go nie zje. Nie skupiał się jednak na niej za długo, bo bardziej skupić musiał się na samym skoku. Mocniejsze łydki tylko dodatkowo go do tego zachęciły. Przeskoczył przez straszną kaczkę, mając nadzieję, że nie ustawią dalej takiej samej.
Po tej nieprzyjemnej przeszkodzie przyszła kolej na piętnastkę, która nie wyglądała ani trochę strasznie. Z pomocą amazonki ogier nie miał problemu z oceną miejsca do wybicia i oddaniem bezkolizyjnego skoku. Po lądowaniu przyspieszył tempo swojego galopu, by nadrobić trochę czas, który mimo wszystko nie powinien być najgorszy. Zwalniać zaczął dopiero, kiedy przed nim zaczął rysować się kształt szesnastej przeszkody. Ona też nie wyglądała za normalnie, ale nie tak strasznie jak kaczka. Nie przejął się nią więc zbytnio i dalej dzielnie galopując do przodu pokonał tą przeszkodę bez żadnych oporów. Następna przeszkoda była wodna. Nie miał żadnego problemu przed wgalopowaniem do niej, ba, galopował nawet szybciej by jak najszybciej znaleźć się z powrotem na brzegu. Po wybiegnięciu z niej przeskoczył przez przeszkodę, której ponownie górna część została przeczesana przez jego przody. Ostatnia przeszkoda, mimo, że wąska również została przez niego pokonana. Na koniec przyspieszył, by przekroczyć metę. Pierwszy cross miał za sobą i poszedł mu całkiem nieźle. Właścicielka zdawała sie być zadowolona. Przeszedł stopniowo do kłusa i stępa, by na koniec zatrzymać się i odejść razem z luzakiem, który odpowiednio sie nim zajął.
ztAmelie - 2016-10-17, 20:19 Czekał ich dłuższy odcinek bez przeszkód do szeregu 11abc. Amelie starała się podgonić tempo, jednocześnie tak aby rozłożyć siły Integrity na cały przejazd. Jej plany pokrzyżowały jedno czy dwa potknięcia, które kosztowały ich wybicie z równowagi i ustawienia, oraz utratę kilku cennych sekund. Białowłosa oczywiście starała się szybko przywrócić klacz do równowagi i ustawienia, dodając też od czasu do czasu kilka pólparad. Tak dojechali do 11a. Znajdując się w pobliżu przeszkody zamknęła niemkę w pomocach, doprowadzając ją pod przeszkodę. Tam wzięła ją bardziej na siebie, prosząc o siłę z zadu i odesłała do skoku poprzez dodanie łydki we właściwym miejscu Po wybiciu oddała jej wodze na kontakcie, przeszła do półsiadu, zgrała się z sześciolatką w skoku i podążyła za jej ruchem. Udało im się sprawnie i na czysto przeskoczyć pierwszy człon. Ruszyli na 11b, gdzie znowu zamknięcie w pomocach i na tej samej zasadzie odesłanie do skoku z takim samym efektem. Gdyby nie kiepski i wciąż pogarszający się czas oraz odmowa można by powiedzieć, że idą jak burza. Po prostej znajdowała się 11c, przeszkoda przypominająca beczkę. Znowu zamknięcie w pomocach, doprowadzenie na środek przeszkody, łydka, oddanie wodzy, przejście w połsiad, wyciągnięcie nadgarstków i krótka pochwała po kolejnym udanym skoku. Następnie ruszyli na dwunastkę, tym razem kolejny odcinek toru pokonując już spokojniej, ale nadal niezadowalającym tempem, nie takim, które pozwoliłoby im na daną chwilę na ukończenie crossu w normie czasu. Zamajaczyła przed nimi dwunastka, więc dziewczyna znowu zamknęła Promise w pomocach, doprowadziła pod przeszkodę i odesłała do skoku.
Już za chwilę zmierzali do trzynastki. Zdarzały im się potknięcia i poślizgnięcia, którym dwudziestolatka starała się szybko przeciwdziałać. Pozwalała siwej przyspieszyć do kolejnego potknięcia, lub poślizgu. W pewnym momencie weszli na lekki zakręt i po chwili znaleźli się przy trzynastce - stole piknikowym. Tam Halley starała się dopasować tempo, zamknęła klacz w pomocach, przed wybiciem wzięła nieco bardziej na siebie, posłała jej łydkę, a gdy niemka się wybiła oddała jej wodze przy szyi, uniosła się z siodła, zgrała z nią i podążyła za jej ruchem. Znowu czekał ich dłuższy odcinek do kolejnego szeregu 14ab, który składał się można powiedzieć z dwóch trójkątnych przeszkód. Tym razem udało im się pokonać odcinek bez większych utrudnień, co jednak nie wpłynęło w jakiś znaczący sposób na ich czas. Zbliżyli się do 14a. Jasnowłosa zamknęła sześciolatkę w pomocach i odesłała do skoku, również zakończonego sukcesem. Naprowadziła ją następnie na 14b, naprostowała na przeszkodę, zamknęła w pomocach, siadając w siodło przed przeszkodą. Zasugerowała jej miejsce do wybicia łydką, Goddard wodze na kontakcie, przeszła do półsiadu przybierając odpowiednią pozycję na grzbiecie Integrity i wyciągnęła za nią nadgarstki.
Ruszyli teraz na piętnastkę, prawie po prostej. Jasnowłosa prowadziła siwą nieco zamkniętą w łydkach, starając się szybko znowu ją skupić i przywrócić do ustawienia, oraz lepszego tempa, gdy zdarzały im się potknięcia, lub poślizgi. Przy drugim przejeździe, na którym miała podobną sytuację powinna stać się w tym mistrzynią. Znaleźli się przy piętnastce, którą pokonali płynnie i bez trudności. Pojechali kawałek po mniej więcej prostej, znowu weszli na lekki zakręt i pomknęli (względnie) w stronę szesnastki. Tutaj dopilnowała w miarę optymalnego tempa, zamknęła klacz w pomocach, naprowadziła na środek "veg rack", poprosiła o siłę z zadu i dodała łydkę do wybicia. Następnie oddała nieco wodzy, przeszła do półsiadu, zgrała się z niemką w skoku i podążyła za jej ruchem. I z tą przeszkodą nie miały problemów.
Ruszyły z kolei na siedemnastkę. Przejazd po odcinku bez przeszkód miały "urozmaicony" tu i ówdzie potknięciem lub poślizgiem, w związku z czym ich czas raczej się pogarszał niż poprawiał. Dotarły pod siedemnastkę, przeszkodę-palisadę, gdzie Mel znowu zamknęła sześciolatkę w pomocach, doprowadziła precyzyjnie do przeszkody i odesłała łydką w kolejny udany skok. Na osiemnastkę czekał ich kolejny dłuższy odcinek, podczas którego Niemka próbowała śrubować tempo, a przynajmniej utrzymać aktywny, równy galop, co ze względu na kilka potknięć po drodze nie było takie proste. Zamajaczyła przed nimi osiemnastka, więc znowu zamknięcie w pomocach, nakierowanie na środek przeszkody, łydka do wybicia, oddanie wodzy, przejście do półsiadu, zgranie w skoku z Promką i podążenie za jej ruchem.
Teraz czekał ich ostatni szereg - 19abcd, poprzedzony krótszym odcinkiem, więc Amelie podczas tego odcinka posłała siwej kilka pólparad, a zbliżając się do 19a przygotowała klacz do pierwszej przeszkody w szeregu. Zamknęła ją w pomocach, nakierowała na 19a i zasugerowała miejsce do wybicia łydką. Po pokonaniu tej przeszkody zaraz pozbierała ją do pobliskiej 19b, dość podobnej do swojej poprzedniczki, którą również udało im się w podobny sposób pokonać. Teraz jeszcze się zmotywowała, bo czekała je wjazd do wody. Solidnie zamknęła niemkę w pomocach, nie pozwalając jej na spływanie na boki, pozwoliła jej nieco zwolnić, gdy wkraczali do zbiornika wodnego i przecięli go, by dotrzeć do ostatniego członu. Tam dla odmiany lekko ją pogoniła, ale nie przesadzając z tempem ze względu na bliskość przeszkody. Zamknięcie w pomocach, nakierowanie na środek 19d, łydka, oddanie stosownej ilości wodzy, uniesienie w siodle, zgranie z sześciolatką w locie i wyciągnięcie za nią nadgarstków. Została im nieodległa dwudziestka. Bez względu na to jak bardzo poganiała Integrity w tempie do dwudziestki, nie mogły nadrobić straconego czasu. Przekroczyły normę czasu. Przynajmniej jednak również z dwunastką nie miały problemów. Utrzymała obecne tempo do celowników i linii mety. Następnie rozstępowała klacz i oddała w ręce luzaka, który miał ją odprowadzić do stajni.
ztBrian - 2016-10-18, 11:38 Na wyjazdowe zawody crossowe, których oczywiście nie mógł sobie odpuścić, wybrał się tylko z Sensationet, a to z dwóch powodów. Po pierwsze wolał start na sprawdzonym koniu, którego znał. Po drugie gdyby zabrał oprócz gniadej jeszcze jednego konia prawdopodobnie pozabijaliby się podczas transportu.
W dzień zawodów zostawił rzeczy w socjalu i poprosił stajennego o przyniesienie wyczyszczonego przez bruneta wcześniej sprzętu klaczy. Następnie skierował się pod jej boks, przywitał się z zangersheide i ignorując jej kochane humorki założył jej kantar i bezapelacyjnie zaprowadził na myjkę. Tam ją oporządził i osiodłał. Zostawił ją pod okiem stajennego, by samemu przygotować się do zawodów. Gdy oboje byli gotowi zaprowadził ją na rozgrzewkę. Tam rozgrzali się lekko – w sam raz na tyle, aby porządnie się rozgrzać, jednak chciał aby pięciolatka zachowała siły na start.
Po rozgrzewce skierował ją na linię startu kłusem. Słysząc dzwonek do startu wypchnął ją do galopu i skierował na pierwszą przeszkodę. Narzucił jej aktywne, mocne – ale nie przesadzone – tempo. Przed jedynką zamknął ją w pomocach, naprowadził na środek przeszkody, zasugerował miejsce do wybicia łydką. Po wybiciu oddał wodze na kontakcie, przeszedł do półsiadu, zgrał się z Sensationet w locie i wyciągnął za nią nadgarstki. Utrzymywał to dobre tempo do pobliskiej dwójki, którą również pokonali bez problemu, w podobny sposób.
Ruszyli po lekkim łuku na trójkę. Po ostatnich deszczach podłoże było śliskie, co prowadziło do tego, że podczas całego przejazdu zdarzyło im się kilka razy potknąć. O dziwo jednak brunet szybo zbierał gniadoszkę do ustawienia a spokojniejsze tempo nie wpłynęło negatywnie na ich czas i cały przejazd – Brytyjczyk gdy tylko mógł nadganiał nieco klacz w galopie, jednak zawsze miał na uwadze to, ze muszą rozłożyć siły na cały tor. Tak dotarli do przypominającej mur trójki. Tutaj znowu siad w siodło, zamknięcie w pomocach, doprowadzenie pieczołowicie do przeszkody i odesłanie do skoku poprzez łydkę. Po wybiciu oddał jej wodze przy szyi, uniósł się z siodła, przybierając właściwą pozycję podczas skoku i podążył za jej ruchem. Pochwalił klacz krótko po pokonaniu tej przeszkody i poprowadził dalej, utrzymując dobre tempo poza tymi rzadkimi sytuacjami gdy dochodziło do poślizgów. Na czwórkę – domek – czekał ich dłuższy odcinek, który jednak pokonali z dobrym czasem. Znaleźli się przy czwórce, gdzie znowu pełny siad, zamknięcie w pomocach i odesłanie w skok z tym samym skutkiem.
Do piątki czekał ich krótszy odcinek, dlatego Donneu nie rozpędzał za bardzo zangersheide, aczkolwiek utrzymywał nadal dobre, aktywne tempo. Zbliżając się do piątki znowu usiadł w siodło z półsiadu, zamknął pięciolatkę w pomocach i wziął ją bardziej na siebie, prosząc o siłę z zadu. Kilka chwil później już we właściwym miejscu do wybicia dodał jej łydkę, oddał wodze, wrócił do półsiadu zgrywając się z Sensationet w skoku i wyciągając za nią nadgarstki. Póki co szli jak burza. Spokojnie pokonali dłuższy odcinek na szóstkę i przeszkodę, wyglądającą jak rząd beczek.
Po dłuższym odcinku, który pokonali dobrym, mocnym tempem czekał ich pierwszy szereg – 7ab. Zbliżając się do niego lekko przyhamował gniadą. Pokonanie dwóch członów szeregu, znajdujących się blisko siebie, przy zawrotnym tempie nie wydawało mu się dobrym pomysłem. Znowu przy 7a usiadł w siodło, zamknął klacz starannie w pomocach, doprowadził do przeszkody i zasugerował miejsce wybicia łydką. Następnie oddał wodze na kontakcie, przeszedł do półsiadu, zgrał się z nią w skoku i podążył za jej ruchem. Nadal nie dawał jej możliwości się rozpędzić, odliczając foule do 7b. W odpowiednim miejscu znowu powtórzył cały korytarz z pomocy co zaowocowało udanym skokiem. Znowu dłuższy odcinek – utrzymywanie aktywnego, mocnego tempa z rozłożeniem sił na cały tor przychodziło im bez większego trudu. Tak dotarli w okolice ósemki. Tu znowu wcześniej zamknął ją solidnie w pomocach, uregulował tempo, dostosowując je do przeszkody, doprowadził zangersheide do przeszkody, dodał łydkę w odpowiednim miejscu. Gdy pięciolatka się wybiła mężczyzna oddał jej wodze, uniósł się z siodła, pochylając bardziej w stronę szyi Sens i wyciągnął za nią nadgarstki, pozostając w półsiadzie po lądowaniu.
Nadal szli jak burza, poza tymi kilkoma poślizgami na całej trasie spowodowanymi śliskim podłożem i też trochę dobrym tempem, które mimo wszystko utrzymywali. Na razie dwudziestosiedmiolatek mógł być zadowolony – zostawiali za sobą pokonane na czysto przeszkody a ich czas przedstawiał się obiecująco. Czy inaczej miało być z dziewiątką? Odpowiedź brzmiała nie: utrzymali dobre tempo, zbliżając się do przeszkody Brian doprowadził gniadoszkę zamkniętą w pomocach do przeszkody, odesłał w skok i na podobnej zasadzie pokonali i tą przeszkodę. Teraz został im dłuższy odcinek na dziesiątkę i można powiedzieć, ze połowę przejazdu będą mieli za sobą. Zbliżając się do "sharks tooth" zamknął klacz w pomocach, wziął ją bardziej na siebie, prosząc o siłę z zadu. Kilka chwil później dodał jej łydkę, sugerując wybicie, oddał wodze przy szyi zangersheide, przeszedł płynnie w półsiad i podążył za jej ruchem. Po pokonaniu na czysto dziesiątki nie rozpędzał jej zanadto, bo zaraz była jedenastka.Sensationet - 2016-10-18, 11:42 Kolejne zawody i kolejny sprawdzian dla gniadej i jej właściciela. Istniała duża szansa, ze faktycznie drugi koń transportu by nie przeżył To jej drugie zawody crossowe i pierwsze wyjazdowe w tym kompleksie. Poprzednie były dla nich całkiem udane i miała nadzieje, że też do takich zaliczą. Gniada oczywiście dała właścicielowi popalić przed transportem i po, a także stajennym którzy się nią zajmowali przed zawodami. Szczytowa forma i ciągle nabuzowane hormony, to była dosłownie mieszanka wybuchowa w wykonaniu Sens. W dzień zawodów jej zachowanie nie uległo zmianie, bo skąd miała wiedzieć co się dziś szykuje? Nie zmieniało się jej zachowanie na myjce, ani na rozprężalni. Na szczęście Brian w końcu za to ją kochał <3 Odpowiednio się rozgrzali do zawodów, czekając na swój start.
Kiedy czekali na start, gniada się poniekąd domyśliła co się wydarzy niebawem. Lubiła pożytkować swoją energię w dobrym celu, a zawody oczywiście takim celem były. Skierowali się w odpowiednim czasie na linię startu kłusem, by usłyszeć w końcu charakterystyczny dźwięk. Klacz uczulona na łydkę faceta, wystrzeliła niemalże od razu po jej otrzymaniu do galopu. Poruszała się mocno, energicznie i wyraźnie parła do przodu. Pierwsza przeszkoda nie wywarła na niej żadnego wrażenia, była odważna, gotowa do działania zawsze i wszędzie. Pewnie dojechała do miejsca wybicia i po sygnale od chłopaka uniosła się do skoku. Klacz idealnie złożyła swoje kończyny nad przeszkodą, by zanurkować nosem w dół i przód. Bez większego trudu wylądowała po drugiej stronie przeszkody i pogalopowała naprzód. Dwójka była tuż tuż i sama przeszkoda wyglądała jak płot, więc dla gniadej nic tragicznego. Jechali równym i mocnym tempem, które miało zagwarantować im dojazd w normie czasu. Po dojechaniu do przeszkody jej przeskoczenie okazało się formalnością, a klacz lekko podbiła sobie zadem w geście radości. Trójka wyglądała nieco gorzej, ale ona sobie nie poradzi? Kto jak nie ona. Ruszyli do niej po lekkim łuku, nieco się ślizgając przy tym. Sens była jednak twarda i gotowa na wszystko, dlatego wraz z pomocami chłopaka się zbierała i gnała naprzód. Sensationet nie poddawała się tak łatwo, nie zamierzała też sobie odpuścić i Brian to wiedział. Mur który był trójką, spowodował że klacz mu się nieco bardziej przyjrzała i oceniła. Samoistnie wiedziała, że musi skoczyć wyżej i lepiej tą przeszkodę. Nieco odciążyła przody i dociążyła zad, by dojechać wraz z chłopakiem do przeszkody i zaraz unieść się do skoku. Zaprezentowała swój baskil nad przeszkodą i wylądowała dość miękko po drugiej stronie. Na pochwałę krótko parsknęła i skupiła się na swoim zadaniu. Znowu się tu i ówdzie poślizgnęli, ale nie wypływało to na nich negatywnie. Na czwórkę czekał ich dłuższy najazd, ale utrzymywali stałe tempo i dobry czas przejazdu. Owa przeszkoda wyglądała jak domek i należała do tych przyjemniejszych jeszcze. Klacz spokojnie i pewnie dojechała do owego domku, by bez większego trudu go przeskoczyć i pogalopować do piątki. Utrzymywali nadal dobre i aktywne tempo, wiedząc że czas mogą nadrobić na końcu trasy jeszcze. Piątka też należała do lepszych przeszkód, bo można było ją bez obaw przeczesać. Zareagowała od razu na pomoce właściciela, by w dojeździe do przeszkody osiąść bardziej na zadzie i unieść przody. Po dojechaniu do miejsca wybicia uniosła się do skoku o sygnale by założyć zaraz pod siebie kończyny i zanurkować nosem w dół. Faktycznie szli jak burza <3 Oby tak do końca trasy. Znów czekał ich nieco dłuższy odcinek na szóstkę, który pokonali ze stoickim spokojem i dość energicznie. Przeszkoda wyglądała dziwnie, ale gniada nie reagowała na nią przesadnie. Przeskoczenie jej jednak okazało się formalnością, a oni zaraz zmierzali ku pierwszemu szeregowi. Dziwacznie wyglądające białe przeszkody, zrobiły lekkie wrażenie na gniadej. Jednak bacznie im się tylko przyjrzała, by nieco zwolnić w tempie do nich. Po dojechaniu do pierwszego miejsca wybicia, klacz uniosła się zgodnie z poleceniem chłopaka do skoku. Tam oczywiście wykonała baskil i wylądowała po drugiej stronie. W lekkim skróceniu dojechała do drugiego członu, by pokonać go w identyczny sposób jak ten pierwszy. Znów kawałek ich dzielił od przeszkody numer osiem, a utrzymywali nadal mocne i stałe tempo galopu. Klacz stopniowo męczyła się, ale spokojnie starczy jej sił na dokończenie crossu. Dotarli dość szybko i sprawnie w okolice ósemki, by się przygotować do oddania skoku nad nią. Klacz nie miała problemów z dojechaniem do przeszkody, by unieść się do skoku po sygnale od właściciela. Potem już tylko złożyła kończyny pod siebie i zanurkowała nosem w dół, by złapać lepszą równowagę w locie. Mimo poślizgnięć na trasie, udawało im się zachowywać właściwe tempo i czas przejazdu. Doświadczenie klaczy dupy nie urywało, ale nadrabiała to odwagę i determinacją. Doskonałe geny predyspozycję również robiły swoje, co dawało idealną sportową maszynkę. Dziewiątka wyglądała jak powalone drzewo i nie robiło to na niej większego wrażenia. Dlatego pewnie i spokojnie dojechała do przeszkody, by pokonać ją w ten sam sposób co poprzednie. Został im dłuższy odcinek do dziesiątki, która na koniach wywierała różne wrażenie. Zgodnie z poleceniem Briana, klacz osiadła bardziej na zadzie i zrobiła lekkie przody. Mocno dodatkowo pchała się z zadu w przód, a przy tym idąc na "zęby rekina". Po dojechaniu do miejsca wybicia klacz wzniosła się do skoku, by zaprezentować nad przeszkodą baskil i wylądować zaraz po drugiej stronie.Anonymous - 2016-10-18, 14:31 Jedenastka należała do tych wąskich i źle wyglądających w końskich oczach przeszkód, co wcale nie zachęcało siwego do skoku. Najchętniej by to po prostu ominął, by nie musieć martwić się tym, czy aby na pewno się zmieści. Prostując nieco tor swojego galopu pogalopował tak, że wybił się przed przeszkodą na tyle, by bez problemu móc ją przeskoczyć. Tak też zrobił i chwilę później galopował już dalej, kierując się do dwunastki. Ta oddalona była o kilkanaście metrów, więc ogier by polepszyć nieco swój czas zaczął galopować szybciej. Im prędzej przeskoczy przez pozostałe przeszkody tym lepiej dla niego. Już teraz był zmęczony, a to jeszcze nie koniec.
Dwunastka wcale nie wyglądała lepiej niż jej poprzedniczka, ale Giovanni nieco podbudowany tym, że na razie udało mu się wszystko przeskoczyć galopował dzielnie do przodu, nie zwracając na nic uwagi. Właścicielka na grzbiecie dodatkowo pozytywnie na niego wpływała, więc po tym jak znalazł się wystarczająco blisko oddał czysty skok. Trzynastka która była szeregiem sprowokowała go do zwolnienia. W przeciwnym wypadku mógłby sobie coś zrobić. Zeskoczył z uskoku, ale też gdy wylądował potknął się przez co stracił nieco równowagę. Nie wywrócił się, ale stracone miejsce sprawiło, że musiał niemal od razu skoczyć przez drugi człon szeregu. W międzyczasie amazonka straciła strzemię, znowu się o niego obijając. Sześciolatek skulił jedynie na chwilę uszy, bo nie miał czasu dłużej się nad tym rozwodzić. Kolejny szereg znajdował się coraz bliżej i to na nim musiał skupić swoją uwagę. Ten wyglądał już lepiej, dlatego ogier nie zwalniając przeskoczył pierwszy człon, a zaraz za nim drugi, szybko o nich zapominając. Do kolejnej przeszkody przegalopował już szybciej, ale to co zobaczył ani trochę mu się nie spodobało. Kształt jakiś czarnych podejrzanych walców wręcz sam mówił, żeby siwy zaparł się i odmówił współpracy. Poderwał łeb wyżej, łypiąc oczami na to dziwadło i wybił się szybko, by mieć to już za sobą. O dziwo skok się udał i kolejna przeszkoda była już za nimi.
Szesnastka była szeregiem, w dodatku w wodzie. Sześciolatek nic do wody nie miał, ale nigdy nie mógł wiedzieć czego ma się w niej spodziewać. Minimalnie zwalniając przeskoczył pierwszy człon, jednocześnie wbiegając do wody i kilka sekund później pokonał drugi człon, wyskakując z powrotem na brzeg. Do siedemnastki tempo jego galopu ponownie uległo zmianie, na szybsze. Był do niej kawałek drogi, więc zanim ujrzał to co go czekało minęło parę minut. Sama przeszkoda nie wyglądała źle, może te roślinki obok tak. Odbił się od ziemi i wylądował po drugiej stronie przeszkody, szykując się teraz na osiemnastkę do której także musiał trochę przebiec. Parskając coraz głośniej podjechał pod przeszkodę, by ją również pokonać bez niespodzianek. Przed dziewiętnastką miał do przejechania zakręt, za znajdowała się przeszkoda. Zdradliwy zeskok, przed którym musiał zwolnić, żeby się nie przewrócić. Zeskoczył z niego i teraz już tylko galopem do dwudziestki i meta. Przyspieszył i galopował tak przez dłuższy odcinek, zanim dotarł do owej przeszkody. Nie była straszna, dlatego pokonanie jej było tylko formalnością. Po lądowaniu galopem przekroczył metę, za którą powoli zwolnił i został zabrany przez luzaka.
ztBrian - 2016-10-19, 10:30 Dojeżdżając do przeszkody wziął ją bardziej na siebie, prosząc o siłę z zadu i odesłał do skoku poprzez dodanie łydki we właściwym miejscu. Po wybiciu oddał jej wodze na kontakcie, przeszedł w półsiad, zgrywając się z klaczą w skoku i wyciągnął za nią nadgarstki.
Po bezproblemowym pokonaniu dwunastki pochwalił krótko zangersheide i poprowadził dalej, na kolejny szereg – 13ab. Zbliżając się do 13a brunet zamknął pięciolatkę w pomocach i nakierował ją prosto na tę przeszkodę, której pokonanie polegało jedynie na zeskoku w dół. Dlatego Brytyjczyk pilnował aby Sensationet mu nie spływała na boki. Płynnie zeskoczyli w dół w 13a. Brian nie dawał możliwości gniadej, aby za bardzo się rozpędziła. Przed 13b znowu usiadł w siodło, zamknął ją w pomocach i w odpowiednim miejscu odesłał do skoku łydką. Po pokonaniu tego szeregu pozwolił jej znowu trochę przyspieszyć, jednak kolejny szereg był już blisko więc widząc już przed sobą 14a znowu trochę ją zwolnił, regulując tempo. Mimo wszystko nadal mieli dobry czas, więc mógł sobie na to pozwolić, a wolał mieć nieco gorszy czas, chociaż nadal w niezagrożonej normie, niż się zabić na szeregu jadąc za szybko. Nakierował klacz na 14a – skrzynię. Znowu zamknął ją w pomocach, doprowadził do przeszkody, gdzie zasugerował jej miejsce do wybicia łydką a po wybiciu oddał Sensationet wodze przy szyi, uniósł się z siodła, przybierając odpowiednia pozycję i podążając za jej ruchem. Po pokonaniu pierwszego członu nakierował ją na środek 14b, gdzie zadziałał na nią podobnymi pomocami, co poskutkowało efektownym, czystym skokiem.
Teraz czekał ich dłuższy odcinek bez przeszkód, dlatego Donney lekko popuścił zangersheide w przód, dając jej możliwość nieco przyspieszyć. Po lekkim łuku zmierzali ku piętnastce, na którą w odpowiednim momencie ją naprostował, wziął ją bardziej na siebie, prosząc o siłę z zadu i odesłał do skoku poprzez dodanie łydki we właściwym miejscu. Po wybiciu oddał jej stosowną ilość wodzy, przeszedł do półsiadu, zgrywając się z pięciolatką w skoku i wyciągnął za nią nadgarstki.
Najazd na ostatni szereg – 16ab był jeszcze dłuższy, co dwudziestosiedmiolatek starał się jak najlepiej wykorzystać. Był to szereg z wodą, dlatego zbliżając się do pierwszego członu, gdzie mieli zeskoczyć do wody, znacznie zwolnił Sensationet i zamknął ją starannie w pomocach, tak aby nie miała możliwości spłynięcia na bok lub wyłamania, a przy 16a dał jej lekką łydkę. Udało im się zeskoczyć do zbiornika wodnego. Utrzymując spokojne tempo mężczyzna poprowadził gniadoszkę w stronę 16b, gdzie mieli wskoczyć znowu na suchy ląd. Znowu zamknięcie w pomocach, naprowadzenie na środek 16b, zdecydowana łydka do wybicia. Po wybiciu oddał klaczy wodze na kontakcie, wrócił w półsiad, zgrał się z nią w ruchu i podążył za jej ruchem.
Znów czekał ich dłuższy najazd na siedemnastkę, podczas którego Brian starał się jak najlepiej rozłożyć siły. Nie chciał aby zngersheide mu zasłabła przed metą, chociaż nic tego nie zwiastowało, a ich czas nadal był niezagrożony, pomimo kilku momentów, gdzie musieli na chwilę zwolnic, a to ze względu na układ przeszkód, lub na te kilka potknie na całej trasie. Siedemnastka pod którą dotarli nie sprawiła im również żadnych kłopotów – posyłając pięciolatce podobny korytarz pomocy odesłał ją do owocnego skoku. Dalej szli jak burza, w stronę osiemnastki pokonując niewiele krótszy odcinek trasy w dobrym, aktywnym tempie. Gdy zbliżyli się do przeszkody brunet zamknął ją w pomocach, wziął ją bardziej na siebie, prosząc o siłę z zadu i odesłał do skoku poprzez dodanie łydki we właściwym miejscu. Kolejno oddał wodze, przeszedł do półsiadu, zgrywając się z Sensationet w locie i podążył za jej ruchem.
Zostały im tylko dwie przeszkody. Kolejny dłuższy odcinek jazdy do dziewiętnastki pokonali po łuku w dobrym, w miarę zrównoważonym tempie. Po drodze przejechali pomiędzy flagami. Przed dziewiętnastką znów doprowadził ją zamkniętą w łydkach do przeszkody i powtórzył, dostosowany do przeszkody korytarz pomocy. Dziewiętnastka nie sprawiła im najmniejszych trudności. Teraz czekał ich długi najazd na dwudziestkę. Brytyjczyk zerkając na zegarek upewnił się, że spokojnie zmieszczą się w normie czasu. Utrzymywał aktywne, dobre tempo do dwudziestki. Tam znowu wcześniej usiadł w siodło, zamknął Sensationet w pomocach, w których doprowadził ją do miejsca wybicia, gdzie posłał jej łydkę. Oddał wodze na kontakcie, przeszedł do półsiadu, zgrywając się z gniadą w skoku i wyciągnął za nią nadgarstki. Ostatnią przeszkodę pokonali w ładnym stylu i na czysto. Brytyjczyk utrzymywał tempo do mety i minięcia celowników. Później dał klaczy czas żeby ochłonęła, rozstępował ją i odstawił do stajni.