Desperado - 2019-04-28, 23:09 Pomimo przerwy we wspólnych treningach nie miał większych problemów z odczytywaniem intencji Jonaha. Idąc po kole, przesunął zad na zewnątrz zgodnie z oczekiwaniami mężczyzny i po chwili wrócił na "ślad". Następnie zrobił to samo w drugą stronę i zatrzymał się, wciąż nieidealnie, ale nikogo to chyba nie obchodziło, bo nawet ujeżdżeniowe programy do WKKW często pomijały słynne, ujeżdżeniowe square halt, które Despowi nie było aż tak potrzebne do pełni szczęścia. W każdym razie w odpowiedzi na wygięcie głowy i działanie łydki wykonał zwrot na przodzie w lewo, dość zamaszystym ruchem przestawiając zad, po czym ruszył przed siebie stępem, a następnie kłusem. Nie będąc już nastawionym na pędzenie zaczął chętniej angażować zad w pracę, na czym jego ruch zdecydowanie zyskał, stając się bardziej lekkim i okrągłym. Podczas wykonywania kolejnych ćwiczeń jego rozluźnienie tylko się pogłębiało, podobnie jak chęć współpracy, więc w wyniku zainteresowania zaczął się nawet lekko ślinić. W końcu nadeszła pora na upragniony przez Despa galop, w który wszedł niezwłocznie, lekko unosząc głowę i stawiając uszy do przodu. Pozostał jednak na kontakcie, co pomogło mu w utrzymaniu lekko zaokrąglonej sylwetki, na skutek czego nie spłaszczył galopu pomimo dość mocnego startu. Wchodząc zadem głęboko pod kłodę galopował efektowną, obszerną foule, zaraz jednak nabierając ochoty na psoty, które tym razem objawiły się próbą zanurkowania łbem między nogi i radosnym brykiem. Który tylko w zamiarach ogiera miał być subtelnym podskoczkiem, niczym baranek na łączce, a w rzeczywistości okazał się czymś znacznie gorszym. Jonah Wrens - 2019-04-28, 23:16 Oho, jak już wjechały baranki na tapetę to nie było dobrze.
Zaufałem jego spokojowi trochę za bardzo i miałem za to karę. Ciągnięty w dół na szczęście miałem ten dobry odruch cofnięcia ramion, a nie podążania za ruchem głowy, więc mogłem poniekąd oprzeć się mocniej na strzemieniu, nawet jeśli noga miała powędrować gdzieś w stronę łopatki konia. Inaczej pewnie poleciałbym jak z katapulty, a tak to tylko mną zarzuciło jak workiem ziemniaków. Od razu spokorniałem i wróciłem do siodła nie próbując już nawet wstawać na chwilę. Teraz sobie chłopak mógł brykać kiedy siedziałem mu na plecach i czułem się bezpieczniej. Zostawiając sobie rękę z przodu, podpierałem go łydkami i udałem, że tej wtopy wcale nie było. Zamiast tego zwolniłem go po jakichś pięciu minutach galopu do bardziej ogarniętego tempa i wykorzystując jego zyskaną uwagę zrobiłem półwoltę, na której od razu poprosiłem o lotną. Na drugą stronę przegalopowałem go w pełnym siadzie w też dobrym tempie pozwalając mu się trochę wybiegać. Był folblutem, a tych nie da się nigdy zajechać, więc nie przejmowałem się zbytnio jakby teraz zaczął szybciej oddychać. Mógł brykać, póki robił to w miarę bezpiecznie.Desperado - 2019-04-28, 23:48 Poczuł to zachwianie równowagi, ale nie przejął się za bardzo, wiedząc też, że Jonahowi było daleko do upadku. Gdyby był bliski gleby być może nawet by zwolnił i w pewnym sensie pomógł wrócić w siodło, ale tymczasem dalej galopował przed siebie jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Jakiś czas później jeszcze raz dał się ponieść tej radości, ale szybko zauważył, że z ciężarem na plecach nie jest to już takie proste. Nie żeby był leniwy, ale nie chciało mu się robić akrobacji z plecakiem.
Po pięciu minutach galopu uspokoił go na tyle by nie zabić się podczas lotnej wykonanej na półwolcie. Był to jednak tymczasowy spokój bo wykonanie lotnej znowu wywołało w nim demona prędkości (trochę przekoloryzowuję, bo nie pędził aż tak) której zaczął stopniowo nabierać, wraz z ochotą na dalsze radosne pląsny jak za starych lat. Nie czuł się jeszcze stary, ale jednak miał już stabilniejszy charakter i tylko wiosną czy po dłuższej przerwie próbował latać nad ziemią. Jonah miał teraz małe combo, ale nie było to wcale takie groźne, bo po wcześniejszych dwóch odbiciach z czterech teraz ograniczał się do wyższego podrywania przodów w górę przy jednoczesnym machaniu szyją. Raz tylko spróbował strzelić z zadu, no ale że ciężka dupa i galopowali dość szybko to nie było to nic spektakularnego, gorzej gdyby zrobił to stojąc w miejscu. Po tylu minutach galopu faktycznie miał szybszy oddech i powychodziły mu pod skórą pojedyncze żyłki, ale nikt nie powinien mylić tego ze zmęczeniem, bo jak Jo trafnie zauważył, to je folblut, tego nie zajedziesz i nie ogarniesz. 🤷 Może kiedyś przyjdzie im wspólnie pójść na tor to wtedy Jo sam się przekona jaka to fajna zabawa.Jonah Wrens - 2019-04-28, 23:58 Czułem jak jego mięśnie musiały się wysilić żeby go odpalić w mocniejszy galop i było to śmieszne, a zarazem niepokojące uczucie. Dla osoby, która nie czuje się pewnie w siodle mogłoby to się wiązać ze sporym stresem i paniką, a mnie to tylko zmusiło do zachowania ostrożności. Nie mogłem go lekceważyć bo w takim tempie pozwolenie sobie na półsiad mógłby skończyć się różnie gdyby jednak coś mu jeszcze odpaliło i próbowałby ekstremalnych akrobacji. Ale póki galopował, albo sobie podrzucał przód nic się nie działo. Po prostu musiałem mu usiąść bardziej na plecach i tyle, zero komplikacji. Wykorzystując to, że jednak odczuł skutek tej galopady i braku przerwy pomiędzy stronami ponownie zacząłem go trochę podnosić żeby ułatwić sobie zadanie jakim było przejście w niższy chód. Najpierw porządnie go wycofałem i zwolniłem galop nie zapominając o tym, że mimo zwalniania potrzebuje dalej łydek, aby utrzymać galop. Pomagałem mu dosiadem i tym, że cały czas miałem cofnięte ramiona pomagając sobie w podnoszeniu jego przodu. Gdy już się troszeczkę ogarnęliśmy od razu zrobiłem przejście do stępa i po kilku krokach oddałem mu prawie całą wodzę. Mimo dobrego refleksu chciałem mieć w zanadrzu chociaż trochę więcej wodzy niż samą sprzączkę. Pomyliłem się raz i nie zamierzałem więcej tego robić, chociaż wychodzi różnie - wiadomo, losu nie można kusić za bardzo.
Dałem mu dużo stępa teraz bo jeszcze zaplanowałem mimo wszystko zagalopować już pod kontrolą i sprawdzić jego reakcje na przytrzymanie i łydkę żeby reagował na pomoce gdy przyjdzie nam skakać. Bo nie zamierzałem skakać bez wspomagania, siłowo musząc sobie radzić. Wiedziałem, że umie skakać i chciałem się trochę tym pocieszyć, i pobawić a nie zmarnować taką okazję. A z torem kto wie, jak to się potoczy dalej.Desperado - 2019-04-29, 21:06 Chociaż czuł brak przerwy w tej niemal dziesięciominutowej galopadzie, to nie dawał po sobie tego poznać. Nawet podczas skrócenia galopu Jonah wciąż mógł poczuć pod tyłkiem siłę Desperado, którego zdradzało jedynie to, że bez oporu dał się zaokrąglić, a potem przytrzymać do stępa. Od razu skorzystał z długiej wodzy i zanurkował nosem niemal do samej ziemi, mocno rozciągając szyję, na tyle, na ile pozwalała mu długość wodzy. Parsknął krótko i rozejrzał się bystro wokół, po czym już tylko szedł we wskazanym przez Jonaha kierunku, nic nie kombinując. Był już mocno rozgrzany i rozbudzony, ale nie szukał wzrokiem przeszkód jak nienormalny, nie mając wgrane że koniec galopu = początek skoków. Lubił skakać ale wcale nie byłby zawiedziony gdyby tylko jeździli wokół przeszkód terenowych. Póki co odpoczywał, choć cały czas szedł aktywnie, nie obijając się i nawet nie dając się skusić zielonej trawce, którą miał dosłownie przed nosem.Jonah Wrens - 2019-04-30, 15:15 Gdy jego oddech trochę się uspokoił ponownie wróciłem z nim na kontakt i poprowadziłem go bliżej niższych przeszkód, które miały nam posłużyć jako typowa rozgrzewka. Nie chcąc kusić na początku losu prowadziłem go dookoła jednej z niskich kłód zostawiając go na kole. Przesunąłem wędzidło i cofając ramiona poprosiłem go o zagalopowanie na prawą nogę. Tym razem egzekwowałem od niego równego i aktywnego galopu na podniesionej głowie bez nurkowania nosem. Przesuwając sobie środek koła w końcu wyprowadziłem go na kłodę prostując gniadego na jakieś dwie albo trzy foule galopu w zależności od tego jak wypadł mi zakręt. W razie potrzeby gdyby zabrakło mi metra albo pół to sobie dodawałem, albo skracałem sprawdzając jego reakcje - jakby gdzieś nie odpowiedział i odskok wyszedł zbyt blisko lub daleko to zostawałem tylko do końca w siodle żeby nie zaburzyć mu równowagi. W taki sposób trzy razy skoczyliśmy to na prawo i przy ostatnim razie zasugerowałem mu lądowanie na lewo. Jeśli wymagał korekty przez lotną czy przejście do kłusa - nie było problemu. Na lewą stronę, na tej samej zasadzie pokonaliśmy tę przeszkodę, a za trzecim razem poprowadziłem go na wprost w linii na pięć foule do hydry o wysokości 90cm. Po niej miał chwilę na złapanie oddechu w stępie i podróż do głębszej części toru żeby znaleźć coś wyższego na dalszą rozgrzewkę.Desperado - 2019-04-30, 19:16 Podniósł się, przychodząc do ręki i obrzucił wzrokiem przeszkodę, wokół której krążyli. Po chwili zagalopował na prawo, zaczynając okrągłą foule, którą być może udało mu się utrzymać przez dłuższy czas, jeśli tylko dostał wsparcie od jeźdźca. Nie próbował już nurkować nosem w dół ani brykać, spokojnie, z właściwą dynamiką galopował po kole, jedno ucho mając w pionie, a drugie nastawione na Jonaha.
W końcu został nakierowany na kłodę, wokół której galopowali. Wtedy oba radary poszły w stronę przeszkody, a Desperado uważnie się jej przyjrzał, oceniając wysokość. Lekko odpalił do przeszkody, ale nie nazwałabym tego chęcią wyciągnięcia jeźdźca - Jonah mógł to raczej odczuć jako chęć i pewność Desperado, którego siłę było po prostu bardzo dobrze czuć pod siodłem. Z całą pewnością został pod pełną kontrolą chociaż ewentualne próby skrócenia pokazały, że w takich sytuacjach gniady potrzebuje zdecydowanego przytrzymania, na które wiele wrażliwszych koni pewnie stanęłoby w miejscu. Na nim to jednak nie robiło aż takiego wrażenia, za to było zdecydowanym sygnałem, że powinien się skrócić. Rzadko jednak miało to miejsce bo na ogół sam potrafił ocenić odległość, zwłaszcza, jeśli przeszkoda była tak oczywista jak ta i nie tworzyła kombinacji z inną. W każdym razie wszystkie skoki zdradzały chęci i zapał Despa, mimo iż nie były wysokie, bo nie tracił sił na szybowanie pod niebo skoro nie było takiej potrzeby. W trakcie trzeciego skoku zmienił nogę na lewą, nie dając się zaskoczyć, co tylko świadczyło o tym, że słuchał Jo. Po kolejnych trzech skokach pogalopował na wprost, lekko ożywiając się na widok nowej przeszkody, lecz w granicach rozsądku. Skoczył nad nią ze wskazanego miejsca i choć wiedział, że może przeczesać miękką część, to zostawił sobie nieduży zapas nad przeszkodą, co w gruncie rzeczy nie wymagało od niego nawet porządnego podniesienia nóg. Wylądowawszy, zwolnił wkrótce do stępa i lekko rozprostował szyję, ale nie schylał się już tak nisko.Jonah Wrens - 2019-04-30, 20:45 Nie dusiłem w nim tej naturalnej chęci ciągnięcia do przeszkody. Wolałem tak, niż go dusić i na siłę pokazywać, że sam umiem podprowadzić konia pod przeszkodę. Tutaj wystarczyło, że trzymałem równo rękę i po prostu galopowałem, a mogłem mieć pewność że nie będę miał odmowy z jego strony. Pochwaliłem go po wykonanych ćwiczeniach i tak jak obiecałem odnalazłem metrowe przeszkody w tym, w niedalekiej odległości był też bankiet, który zamierzałem na tym etapie wykorzystać.
Zaczynając od zagalopowania tym razem na lewo ustaliłem najpierw aktywne tempo galopu i poprowadziłem go na szwed czyli kłodę nad rowem. Trzymając ramiona z tyłu pamiętałem o tym, aby miękko galopować i doprowadzić go do samego końca, cały czas podpierając go łydkami. Zewnętrzną łydką wyegzekwowałem od niego odbicie się i spokojnie mogliśmy pokonać przeszkodę. Od razu zasugerowałem lądowanie na prawo i poprowadziłem go dalej do wąskiego frontu dalej o wysokości 100cm. Tutaj szczególnie pilnowałem go, aby był prosty i prowadziłem go na sam środek, a jednocześnie całą szerokość przeszkody. Ważne było to, że galopowałem patrząc przed siebie, pilnując dosiadem jego wyprostowania również i w zadzie w ruchu naprzód. Cały czas pilnowałem, aby nie wystrzelił za mocno do przodu, ani nie puchł przed przeszkodą w obawie przed nią. Jeśli skoczył krótko, głosowo go pochwaliłem i poprowadziłem dalej. Przed nami był bankiet z zeskokiem w dół, do którego przygotowałem się w postaci wycofanego półsiadu takiego jakby odwrotnego - ramionami poszedłem do tyłu i mocniej oparłem się o strzemiona nie chcąc polecieć z koniem na pysk. Zeskok był w wodę co mogło wywołać różne emocje na folblucie ale mając z nim pewne doświadczenie po prostu mu cmoknąłem w razie potrzeby, żeby się nie martwił. Jako kolejna była niewysoka drewniana przeszkoda wodna o wysokości 95cm, na której bardziej chciałem go zachęcić do oddania skoku, niżeli bicia potęgi skoku. Tutaj również w półsiadzie zachowałem spokój żeby nie zaburzać jego równowagi, a kolejnym elementem było wyjście ze zbiornika już po łagodnym podłożu. Poklepałem Despa po szyi i dałem mu znowu chwilę wolnego i kolejną wędrówkę na wyższe przeszkody, a zarazem trudniejsze.Desperado - 2019-04-30, 21:21 Ponownie wszedł w galop, rozpędzając się jak lokomotywa, ale taka pierwszej klasy, więc nie zajęło mu to wiele czasu. W krótkim czasie przyjął więc narzucone przez Jonaha tempo, w którym skierowali się na kolejną przeszkodę. Chyba nie było przeszkód, które budziły w Desperado obawę - autentycznie nie było w nim nawet grama strachu, może dlatego, że nie przypominam sobie, by kiedykolwiek miał jakiś wypadek na crossie. Nie wykluczało to jednak respektu, przez który czasem odmawiał skoku, ale tylko w wyjątkowych sytuacjach, gdy był pewien, że odskok naprawdę nie pasuje i skakanie mimo wszystko skończyłoby się co najmniej źle.
Teraz tak nie było więc do samego końca galopował równo, po czym płynnie wszedł w odskok i przeskoczył nad kłodą zawieszoną nad rowem. Taka budowa przeszkody zmotywowała go do tego, by postarać się bardziej, więc tym razem wyżej podniósł nogi i wyciągnął się w locie, ciągnąc przede wszystkim szyją, która była tak długa, że skakanie na Despie wymagało niezłej gimnastyki i równowagi.
Po skoku podniósł się z pomocą Jonaha i kontynuując galop z prawej nogi, wypatrzył kolejną przeszkodę. Lekko uniósł łeb i czując, że mężczyzna starannie go pilnuje w łydkach i na wodzach, nie próbował kombinować. Bez tego być może by świrował, bo jednak wąskie fronty i cornery nie były czymś, za czym szczególnie przepadał, ale tymczasem wszystko poszło po myśli jeźdźca i za chwilę znaleźli się po drugiej stronie.
Dalszy galop zaprowadził go na skraj bankietu, gdzie dopiero niemal w ostatniej chwili zauważył przed sobą wodę. Nie było to coś, na co był gotowy, ale bez większego wahania po prostu skoczył w dół, wystawiając przed siebie przednie nogi, które przyjęły jego ciężar podczas lądowania. Trochę za mocno się odbił podczas owego zeskoku, więc podejście do przeszkody ustawionej w wodzie nie było już takie oczywiste. Mimo to poradził sobie z tym nadprogramowym pół metra, wybijając się wcześniej z siłą, którą ciężko było zlekceważyć. W skoku tylko cofnął uszy na Jonaha, jakby sprawdzając, czy ten się trzyma, po czym wylądował i wygalopował z wody, za nią znowu przechodząc do stępa i poparskując.Jonah Wrens - 2019-04-30, 21:40 Miałem małe obiekcje przed tym zeskokiem no ale w locie raczej niczego nie mogłem zmienić. Krótką półparadą mogłem go jedynie podnieść i zaczekać - co było najbezpieczniejszą opcją. Może trochę za mocno machnąłem się w siodle, jednak nie powinno to, aż tak mocno wpłynąć na równowagę konia - który świetnie sobie poradził i wybrnął z tej sytuacji. Gdybym miał pod sobą mniej doświadczonego konia z pewnością skończyłbym z nim w wodzie. Dlatego sowicie go nagrodziłem głosem i klepaniem szyi, dając mu całkiem luźną wodzę. Rzuciłem w odległy kąt pomysł z użyciem wody dalszego treningu, więc odnalazłem te przeszkody, które kończyły się na 120cm. Nie planowałem wyżej się bawić, zwyczajnie widząc że oboje trochę się zapomnieliśmy i mogłoby się różnie skończyć to wszystko.
Pierwsza na celowniku była ponownie hydra 110cm dla podbudowania pewności siebie zarówno mojej jak i konia. Zapraszając go ponownie do galopu na prawą nogę zwróciłem szczególną uwagę na to, by jego galop był okrągły i równy. Podnosiłem go notorycznie gdy tylko próbował się obniżyć, a nawet wolałem żeby miał podniesioną głowę i mógł cały czas obserwować przeszkody. Tak czy siak prowadziłem go do hydry na pewniaka, nie czując minimalnego strachu do tego typu przeszkody. Spokojnie go doprowadziłem i raczej nie powinno być z tym problemu. Od razu go pochwaliłem chcąc właśnie go podbudować i dalej poprowadziłem go do kłody, która już mogła być straszna, gdyż też miała wysokość 110cm, a pod spodem widniał rów. Wizualnie ciężka przeszkoda, która mogła wywołać zwątpienie nie tylko u gniadego. Nie myślałem za bardzo o tym, a po prostu go doprowadziłem do niej, pilnując tutaj miejsca odbicia jak oka w głowie. Do tego przydało się moje doświadczenie w skokach, żeby dopasować tempo i poszerzyć foule o 10 centymetrów, żeby odnaleźć ten idealny punkt - przykładałem się do tego chyba jak nigdy w życiu. Jeśli koń oddał skok nie wahając się to od razu po wylądowaniu go pochwaliłem i chcąc skończyć na miłym i bezpiecznym dopadłem hyrdę o wysokości 120cm. Tutaj podprowadziłem go jak do stacjonaty i po oddanym skoku pozwoliłem sobie na chwilę galopu w półsiadzie, a następnie przejście do stępa.
Gdyby jednak ta pierwsza wersja z rowem i kłodą nie wypaliła to trzeba było wykombinować plan B.Desperado - 2019-04-30, 22:34 Żeby zmierzyć się z najtrudniejszymi przeszkodami i zadaniami faktycznie potrzebował solidniejszego przygotowania. Nadeszła jednak najwyższa pora na to by wreszcie wrócić do szczytowej formy i być może przygotować się do najważniejszych zawodów w Anglii, pod warunkiem, że znajdzie się chętny jeździec. Desperado jako jedyny w całej stajni miał obecnie szanse na to by coś ugrać na takich zawodach, a stajni dobrze by zrobiła kolejna jego wygrana, która swoją drogą jeszcze bardziej oddaliłaby Jonaha od ewentualnego kupna, bo Sergei był takim cwanym Ruskiem, co sam nie skorzysta, ale drugiemu nie da.
W każdym razie po krótkiej przerwie ponownie zagalopował, trochę spokojniej niż dotąd, choć było to chwilowe wrażenie jako że w krótkim czasie odbudował tempo. Hyrda była bardzo przyjemną przeszkodą więc nie tylko pewnie, ale i chętnie do niej dogalopował by skoczyć ze wskazanego miejsca. Nie wysilał się, skoczył bardzo ekonomicznie, tym samym przeczesując nogami miękką część przeszkody, czym oszczędzał swoje siły. Udany skok i pochwała zdecydowanie go ośmieliły i zmobilizowały, ale! Że rzucam kostką i nie będę dłużej ignorować jej wrednych losów, to niestety nie wystarczyło to by "plan A" się powiódł.
Precyzja i doświadczenie Jonaha na nic się nie zdały gdy Desperado niefortunnie się potknął. Jego samego to zaskoczyło, po prostu ślizgnął się lekko i wybiło go to z dotychczasowego rytmu, a było już trochę za późno, żeby to naprawić. Kto wie, może na zawodach próbowaliby za wszelką cenę skoczyć, ale tutaj nie mieli nic do wygrania, a do stracenia wiele, więc nawet jeśli Jo sam nie skręcił przed przeszkodą, to Desperado podjął decyzję za niego i zatrzymał się przed przeszkodą. Mimo prędkości nie było to nie wiadomo jak gwałtowne hamowanie więc Jonahowi raczej nie groziło wypadnięcie przez szyję, zwłaszcza, że dotąd nie wychylał się do przodu. Rozprostował się i obił ogonem swoje boki, wycofując uszy na Jonaha. Nie był z siebie zadowolony i prawdę mówiąc spodziewał się jakiejś kary, choć tak naprawdę nie była to jego wina.Jonah Wrens - 2019-04-30, 22:51 Ale startować razem mogą, chociaż do takiej ligi zdecydowanie potrzebowalibyśmy treningów i w tym wypadku ja potrzebowałem ich więcej niż Desperado. Mimo, że startowałem w wysokich konkursach to jednak cross był inną bajką.
Oboje chyba byliśmy bardzo zaskoczeni tym potknięciem i musiałem szybko zareagować bo nie wiedziałem czy gniady jak to folblut porwie się na niemożliwe, czy jednak wykaże się rozumiem i się zatrzyma. Nie zamierzałem rezygnować i po prostu odbiłem go na bok nie chcąc narazić go na taki skok. Zwolniłem go i pogłaskałem po szyi uspokajając, nie zamierzając się wkurzać. To nie była niczyja wina ale zanim postanowiłem ponownie podbić akurat tę przeszkodę potrzebowałem dla odbudowania swojej pewności wcześniej przeskoczonej hyrdy. Dlatego ponownie zrobiłem ten sam manewr naprowadzając go równo na hyrdę i spokojnie wracając po fouli do siodła cofnąłem ramiona i pewnie nie myśląc o poprzedniej decyzji spróbowałem doprowadzić go jeszcze raz. Mając go wysoko ustawionego i dbając o galop od zadu, nie szaleńczy aczkolwiek aktywny.Desperado - 2019-04-30, 23:40 Odetchnął krótko i na chwilę rozprostował szyję, po czym znowu się podniósł, na powrót będąc gotowym do działania. Nie rozpamiętywał długo tamtego zdarzenia, ale po nowym zagalopowaniu był jakby ostrożniejszy w kwestii stawiania kolejnych kroków. Dopiero po ponownym, bezbłędnym pokonaniu hyrdy upewnił się z powrotem co do podłoża, którego stan naprawdę nie był zły. Widocznie mieli wtedy pecha, co się czasem zdarza. Dobrze, że skończyło się to tylko tak - na tym poziomie wszelkie błędy były znacznie boleśniejsze i kosztowały dużo więcej. Oboje mieli to na uwadze, więc gdy po skoku ponownie ruszyli w stronę felernej kłody nad rowem, Desperado przygotował się mentalnie do oddania tego skoku. Wbrew pozorom nie był wycofany i nie czekał biernie na decyzję Jonaha, tylko zaskoczył go swoim ciągiem do przeszkód, także tym razem ciągnąc jeźdźca do przeszkody, jaka by nie była. Dzięki takiemu zachowaniu konia jeździec z pewnością nie miał już żadnych wątpliwości, które były najgorszym, co mogło ich spotkać. Odbił się pewnie ze wskazanego miejsca, mocno ciągnąc szyją w skoku i rozciągając w locie całe ciało. Mimo wszystko nie skoczył dużo wyżej czy gwałtowniej niż zwykle, widocznie nie obawiając się przeszkody i nie wiążąc wcześniejszego potknięcia z jej wyglądem.Jonah Wrens - 2019-04-30, 23:48 Pozwalałem mu ciągnąc jak w przypadku niższych przeszkód, dopóki to miało sens. Na szczęście udało się nam obojgu dopatrzeć dobrego miejsca i dojść do niego, a podczas skoku już wszystkie wątpliwości mogły się gonić. Po wylądowaniu poklepałem go i wróciłem do siodła tak jak wcześniej mając w planach zaatakować hyrdę o wysokości 120cm. Była wysoka ale nadal niegroźna, więc tutaj nie powinno być żadnego problemu ze strony folbluta, który i tak zachowywał się walecznie. Po oddanym skoku już na spokojnie dałem mu z pięć minut stępa na dłuższej wodzy jeszcze przez chwilę go chwaląc. Odetchnąłem i sam musiałem wyrównać oddech, zanim poprosiłem go o zakłusowanie i tym razem zachęcałem go do rozciągnięcia szyi jak najbardziej się da. Luźno sobie anglezując po kilku minutach na obie strony zwolniłem go do stępa, poluzowałem popręg i oddałem całą wodzę, trzymając tym razem za sprzączkę. Wyjeżdżając z nim przed tor crossowy, zeskoczyłem z niego w stępie i jeśli się nie zatrzymał to jakby nigdy nic trzymając wodze zaprowadziłem go do stajni, a gdyby jednak stanął to przy okazji podciągnąłem strzemiona i zabrałem go stąd.
/ztDesperado - 2019-05-03, 08:59 Pokonawszy tę przeszkodę nie był zadowolony z siebie bardziej niż zwykle. Krótka pochwała jednak przyjemnie podbudowała jego ego, także na ostatnią przeszkodę pogalopował z dodatkowym zapasem motywacji, która pomogła mu w bezpiecznym i udanym przedostaniu się na drugą stronę, za którą czekał już na niego zasłużony odpoczynek. Poparskując, zwolnił do stępa i mocno się rozciągnął, by dopiero po złapaniu oddechu przejść z Jo do kłusa i w nim rozkłusować się na koniec treningu.
Zakończyli go właśnie paroma minutami kłusa i stępa na długiej wodzy, kiedy to ogier odpowiednio zszedł z tętna i uspokoił oddech. W drodze do stajni dziarsko dotrzymywał Jonahowi kroku, tylko na początku próbując wytrzeć o niego łeb, ale że nie były to zbyt nachalne próby, to szybko sobie odpuścił. /zt