Caroline Hathaway - 2014-07-17, 12:35 Przecież nie będzie go szukać nie? Ona sama zabłądzi i nie odszuka drogi powrotnej do domu. Podążyła za psem ale kierując się ścieżką, na czuja kierowała się w stronę gdzie pognał pies, nawołując go. W końcu przysiadła na jakimś zwalonym drzewie, nieco zasmucona nie wiedziała co się z nim dzieje.Anonymous - 2014-07-17, 13:00 Tchibo to nie byle kundel, a nawet jesli byłby kundlem nie kolidowało ty to z faktem, że był bardziej urodziwy od niej. Pies to nie tylko rasa, za sama rasę zwierze nie powinno być cenione bo potem chodzą takie 'ważniaki' jak ona, które mają się za pępki tego świata a tak na prawdę nic nie przyżyły i życia nie znają.
A mózg Tchibo był na swoim miejscu- chociaż jak wątpisz i chcesz odnosić to do siebie to ok, w skoro ona mózg miała to on nie, woli powiedzieć, że nie ma niż być taki jak ona. Zakłamany i pusty, z wybujałym ego. Racja, niech dorośnie, oby tylko była mądrzejsza bo nawet jej wzrost na nic się zda..
Biegł ochoczo do przodu a słysząc za 'plecami' swą panią miał mętlik w łbie, jednak nie przełamał sję pchany instynktem łowieckim. Cóż, sunąc przed siebie pokonał już dobrych pare kilometrów a i tak owy 'ktoś' za kim gonił przepadł jak kamień w wodzie. Zatem pies zwolnił i począł się rozglądać. Uniósł wysoko pysk i wyłapywał wszelkie zapachy coby jego wyspecjalizowany zmysł powonienia złapał jakiś interesujący go trop.
Był zbyt daleko by wyczuć dziewczynę. Jej głos ucichł już dawno, z każdym pokonanym przez niego metrem.
Teraz myślał jedynie o aportowanej zwierzynie, która zagrała mu na nosie i najzwyczajniej w świecie mu zwiała.
Nie był zadowolony. Jednak polowanie w pojedynkę jest zbyt męczące. A Caro raczej na kłusowniczkę nie wygląda.
Wyszedł na główny szlak pysk trzymając ok.5 cm nad ścieżką. Czujny jął się oddalać krocząc w tym swoim pantofelku. Zmęczył się pościgiem. Nie maszerował już tak żywo. Kroczył i kroczył aż nieświadomie pozostawił las za sobą.
/ztCaroline Hathaway - 2014-07-17, 13:06 Tu by się mogli kłócić bo nawet pies myśliwski jest nauczony wracać do właściciela. Więc albo był źle ułożony, miał za mały instynkt lub go brak. Caro w końcu też się podniosła i ruszyła w drogę powrotną.
z/tJared - 2014-07-18, 09:36 Przyprowadził Alagaesię na główny szlak w lesie. Poklepał ją z uczuciem po szyi i odetchnął głęboko świeżym powietrzem. Przeczesał dłonią krótkie włosy i przerzucił wodze przez jej szyję i mocniej dopiął popręg, który się obluzował. Wsunął nogę w strzemię i miękko wylądował na grzbiecie klaczy, zbierając przy okazji wodze.
-I co? Gotowa?
Zagadnął i dał jej łydkę do stępu.Anonymous - 2014-07-18, 10:41 Podążając za Jaredem, rozglądała się uważnie wokół. Była nieco zaskoczona - myślała bowiem, że szykuje się kolejny trening. A tu: niespodzianka! Wyruszyli na otwarty teren.
Idąc w ślady mężczyzny, wciągnęła do płuc świeże powietrze. Miło było wyjść na trochę ze stajni w towarzystwie przyjaciela.
Poczekała aż Jared dociągnie jej popręg i usadowi się na jej grzbiecie. W odpowiedzi na łydkę klacz ruszyła energicznym stępem, zerkając co jakiś czas na boki. Las był przecież pełen tajemniczych dźwięków...Jared - 2014-07-20, 11:37 Nie mógł w końcu cały czas wykorzystywać klacz do treningów. Należało jej się także coś od życia. Była jeszcze młoda i na mnóstwo treningów miała jeszcze sporo czasu.
Pozwolił jej się rozglądać po lesie o ile nie zwalniała, czy też nie zmieniła kierunku jazdy. Poklepał ją po szyi i zmierzwił lekko jej grzywę.
-I jak tam?
Zagadnął cicho się śmiejąc.Anonymous - 2014-07-20, 14:49 Suczka tylko się uśmiechnęła po swojemu gdy pani przemówiła, ruszyła za nią żwawym krokiem obwąchując wszystko dookoła.Sheridan - 2014-07-22, 20:58
Noa napisał/a:
Uśmiechnął się subtelnie, klepiąc delikatnie siwka po łopatce. A jednak miewa jeszcze czasami jakieś dobre pomysły i czas, by je zrealizować. Póki co sama po prostu obserwowała teren przed sobą, czekając, aż z Sheridana ujdzie całe napięcie. Pamiętała pierwszy trening, ba, pierwsze spotkanie w boksie, gdzie musiała uważać na piękne, białe, mocne ząbki andaluza. Cały czas jadąc na tak zwanej "wolnej wodzy" zadziałała mocniej prawą łydką, chcąc skłonić ogiera do skręcenia w tą stronę, na szeroką woltę. Zewnętrzną nogę ustawiła nieco za popręgiem, nie dociskając jej mocno, a delikatnie, chcąc po prostu ograniczać wypadanie zadem ogiera. Chciała uwrażliwić go przede wszystkim na łydkę i tyle. Jeśli wolta się udała, pochwaliła go głosowo i dalej kierowała go na wprost.
Zdecydowanie zrobił postępy od ich pierwszego spotkania. Wciąż jednak wiele brakowało do ideału, o ile w ogóle można o takim mówić - ponoć takowe nie istnieją. Niemniej ogier wciąż miał zbyt wiele niedociągnięć, aby współpraca z nim była w pełni przyjemna... ale czy to nie czyniło z niego konia wartego uwagi? Miał charakter, a to przecież całkiem dobre. Był żywy, energiczny i myślący, co przy dobrym podejściu mogło zaowocować.
W normalnych warunkach reagował na dosiad i łydki całkiem dobrze, ale obecnie przemawiała przez niego chęć dążenia na przód i wcale nie był taki skłonny aby zawracać, czy nawet kręcić się w kółko. Skulił lekko uszy, na znak że nie zignorował zastosowanej pomocy, a nawet zboczył nieco z trasy, nie wchodząc jednak na woltę. Jeżeli mimo wszystko chciała ją wyegzekwować, używając do tego także wodzy, to pierw się na niej zaparł, aby wreszcie ustąpić i zrobić obszerne koło, szastając przy tym ogonem.Noa - 2014-07-22, 21:53 Mały uparty paskud. Ale to dobrze, konie z charakterem zawsze robiły się z czasem bardzo wiernymi wierzchowcami, temperamentnymi, ale godnymi zaufania. Tak czy owak nie odpuściła przy wykonywaniu wolty, wiedząc, że jeśli teraz pozwoli mu na taką odmowę, to później może być gorzej. Bądź co bądź Sheridan był inteligentnym stworzeniem, więc raczej nie zawahałby się przed próbą kombinowania. Zaraz po tym ponownie wróciła z nim na szlag, pozwalając mu kłusować we własnym, wybranym przez siebie tempie. Dzisiaj ogier miał się rozluźnić, opuścić nieco łeb i nie spinać tak bardzo jak ostatnio. Zresztą cały dzisiejszy wyjazd miał służyć takiemu ogólnemu nabraniu chęci do pracy. Siwek miał się nieco wyżyć, rozgalopować... generalnie chciała, by w jego psychice było więcej zapału i optymizmu. Tak czy owak co jakiś czas mówiła coś do ogiera, bądź też klepała go po łopatce, by ten zdawał sobie sprawę z jej obecności. Cały czas jechała w dosiadzie, nie ingerując w większy sposób w poczynania andaluza.Sheridan - 2014-07-25, 23:24 Powróciwszy na ścieżkę ponownie rozluźnił się po kilku sekundach, wyciągając szyję i łeb do dołu, czemu towarzyszyło krótkie parsknięcie. Prędko zapomniał o tamtym chwilowym spięciu, znowu uważnie przyglądając się otoczeniu, które za każdym razem zaskakiwało go na nowo. Przestał się jednak denerwować i stroszyć, ze spokojem przyjmując wszystko co widziały jego oczy.
Słysząc Noę lub czując jej dotyk, zwracał w jej stronę uszy, nie ignorując jej tak do końca jak mogłoby się wydawać. Z czasem zaczął odczuwać też zmęczenie, wszakże był dość zastany, więc nawet swobodny kłus przy obecnych temperaturach wymagał od niego wysiłku. Zapewne zaczął przyciągać do siebie muchy i inne robactwo, które w ruchu nie było aż tak dokuczliwe, choć zdarzyło mu się machnąć łbem.Noa - 2014-07-25, 23:39 - I co, uparciuchu? Nie jest aż tak tragicznie, nieprawdaż? - rzuciła, klepiąc go po łopatce.
Najwyraźniej ten teren wcale nie był aż takim złym pomysłem - następnym razem zgarnie go na taką jazdę około piątej rano, kiedy nie ma jeszcze tylu much, no ale nie wybiegajmy aż tak bardzo w przyszłość. W planach dziewczyny było przynajmniej dwukrotne zabranie swojego podopiecznego na basen, by odbudować u niego kondycję, parę lonży w celu rozchodzenia i rozluźnienia mięśni i dopiero potem wzięcie się za bardziej wymagający trening ujeżdżeniowy... krótko mówiąc, wszystko po kolei. Po przejechaniu jeszcze paręnastu metrów zawróciła swojego podopiecznego i dała mu subtelny sygnał do galopu, cały czas jadąc na tak zwanej "wolnej wodzy". Nie zamierzała długo go trzymać w tym chodzie, ale wolała, by ten rozprostował też kończyny w tym chodzie. Tutaj co parę fouli wchodzenie na obszerną woltę z pozwoleniem na dobranie tempa. Owszem, była uparta i konsekwentnie wymagała od niego robienia koła, głównie po to, by pomóc mu w rozluźnieniu zesztywniałych dotychczas mięśni.Sheridan - 2014-07-29, 22:29 W takim razie czekały go ciężkie czasy... bo choć basen i lonża brzmi jak propozycja letniego wypoczynku, to w rzeczywistości oznaczają kawał ciężkiej, męczącej roboty.
Nieświadomy tego, co go czeka w ciągu najbliższych tygodni, wciąż w najlepsze brnął do przodu. W drugą stronę szedł równie chętnie, dostrzegając teraz wszystkie te rzeczy, których nie widział wcześniej. Otrzymawszy polecenie do galopu, przeszedł do wyższego chodu bez zawahania, nie rozwijając jednak oszałamiających prędkości. Galopował równo, umiarkowanie energicznie. Przy pierwszej wolcie zbuntował się podobnie jak w kłusie, uwalając na wodzach i przez chwilę walcząc z Noą. Wszedł jednak na woltę, nieco koślawą ze względu na usztywnienie, a przy okazji przekonał się, że brunetka nie ma na celu kolejnego nawrotu ani niczego, co mogłoby mu się nie spodobać. Szybko wywnioskował, że wolty służyły tylko urozmaiceniu i nijak nie przeszkadzały w "terenowaniu się". Ta świadomość pomogła mu w byciu posłusznym, co objawiło się już przy kolejnej próbie zrobienia wolty. Tym razem nie opierał się, odpuścił utrzymując robocze tempo galopu. Za każdym kolejnym razem pozostawał równie sterowny, jednak gdy wrócili na ścieżkę i dalej pognali po niej galopem, wydarzyło się coś nieoczekiwanego (tak dla urozmaicenia!). Przebiegła im drogę sarna, co dla Sheridana było czymś zupełnie nowym. Zatrzymał się z galopu, chociaż trudno nazwać to ostrym zatrzymaniem - całe szczęście, dla jeźdźca rzecz jasna. Zafurkotał chrapami, nadymając się i stawiając uszy na sztorc. Sarenka pobiegła dalej, jakby nigdy nic, ale siwek wciąż się gapił jak oniemiały. Noa - 2014-07-31, 22:42 Ach, no czekały, a jakże by inaczej. Bez odpowiedniej kondycji i rozluźnienia nie było mowy o porządnym treningu bez ciągłego męczenia się z usztywnieniem konia, a więc automatycznie też jego niechęcią.
Na samym początku, przed woltą mimo wszystko "upomniała go", a także poprosiła o uwagę przez półparadę po jego pierwszej niechęci. Potem już po prostu siedziała w siodle, nie ingerując w jego poczynania oprócz tego wchodzenia na koło. W sumie sarnę dostrzegła kontem oka i nawet nie zdążyła zareagować, zanim Sheridan nie zatrzymał się nagle, ale przynajmniej nie ostro. Wyrzuciło ją nieco do przodu, jednak udało jej się zaprzeć rękami o szyję podopiecznego, dzięki czemu uniknęła gwałtownego zderzenia z ziemię. Pewnie gdyby była w półsiadzie przez nieuwagę skończyłaby na dole, a ogier jeszcze nie daj Boże pobiegłby cholera wie gdzie, a przy odrobinie szczęścia do stajni.
- No już, chłopak, nic się nie stało - mruknęła uspokajająco, klepiąc go po łopatce i prostując się.
Złapała delikatny, subtelny kontakt z pyskiem siwka, po czym musnęła go łydkami po bokach, równocześnie wypychając z bioder, by przeszedł do stępa. Jeśli jednak andaluz był wyjątkowo uparty, po prostu zsiadła i przez pewien kawałek zaczęła go prowadzić. Wiedziała, że jeszcze w pełni jej nie ufa, więc nie mogła oczekiwać od niego pewnych rzeczy. Nie miała zamiaru go do tego przyzwyczajać, ale jako podopieczny miał swego rodzaju przywileje i tyle.
- Nie jest aż tak źle, Sher - rzuciła, dalej gładząc go po łopatce.Iron Soldier - 2014-08-17, 23:06 Jakoś tam w miarę pokornie dobrnął tutaj z dziewczyną na grzbiecie, aczkolwiek miał mieszane uczucia. I szedł bardzo spięty, głowę zadzierając wysoko, jakby dreptał na szpilkach. W kłus wszedł bez żadnego ale, nie tyle co g wyciągając, a po prostu zapieprzając na złamany ryj. Machnął przy tym głową i zanim dziewczyna go jakkolwiek poprosiła o wyższy chód, ten strzelił baranka i wszedł w żwawy galop. I nie był to bynajmniej przyjemny galop, a wybijający i bez rytmu. Wskutek złego rozpoczęcia przejażdżki i braku kontroli nad koniem. Żelazny co rusz uciekał zadem czy łopatką, nie zważając zanadto na to, jak stawia nogi. Byle szybciej! Zaczął się coraz bardziej rozpędzać, kompletnie nie próbując zaangażować się do ogarnięcia swojego ciała. Biegł jak pokraka, bo nikt mu nie nakazał się pilnować.Iron Soldier - 2014-08-18, 19:20 Na pierwszą blokadę wędzidła w pysku przez ręce amazonki instynktownie zareagował, zaciskając mocniej paszczękę. Zwiesił ryj na wędzidle, jeszcze szybciej ryjąc kopytami o ziemię. Kiedy dziewczyna dalej zaczęła je skracać, Iron machnął ryjem zdenerwowany, a białka jego oczu błysnęły w słońcu. Zwolnił an chwilę, ale tylko po to, by solidnie bryknąć, a zaraz potem znów zaczął uciekać przed boleśnie ściągniętymi wodzami. Przyśpieszył znów do pełnego galopu, zaczynając się lekko pienić. Był już trochę spocony, choć w dużej mierze ze stresu.
Czy dziewczyna chciała zataczać koło na koniu biegnącym prawie ciałem, gdy znajdowali się na szlaku leśnym. Toć nie ma tutaj miejsca na to! Wbiegliby w krzaki i w najlepszym wypadku amazonka skończyłaby cała podrapana, pozostawiona na drzewie przez konia. Także nawet jeśli próbowała to zrobić, Żelazny nic sobie z tego nie zrobił. Był zbyt ogłupiały teraz, by zauważyć prośbę o jakikolwiek zakręt.
Niezbyt dobra jazda bądź niekontrolowana? Niezbyt rozumiem o co chodzi z tym pierwszym, ale jazda na pewno była poza kontrolą Reiny. No i zgaduję, że potem w pamięci dziewczyna tej przejażdżki do dobrych nie zaliczy.