Jessie - 2016-10-09, 13:44 Ze względu na zaistniałe warunki pogodowe, przejazd nie zapowiadał się obiecująco. Na szczęście przeszkody nie były wymagające i nawet galopując "przez nóżkę" Jess nie musiała się bać o odmowy, szczególnie że Strawberry ożywiała się na widok samych przeszkód. Ryzykowała jedynie czasem, ale bez względu na chęci klaczy, szybki galop na tak śliskiej trawie nie był dobrym pomysłem. Automatycznie celem brunetki zostało ukończenie crossu, bez względu na uzyskany czas.
Dlatego właśnie nie cisnęła Truskawki do drugiej przeszkody, pilnowała tylko, by kucynka nie przeszła do niższego chodu. Jechała w półsiadzie, nie chcąc jeszcze bardziej zwalniać klaczy i prowadziła ją przede wszystkim w łydkach, dzięki czemu zdołała przynajmniej wykonywać prostopadłe najazdy. Zauważywszy, że Strawberry ma skłonności do wyciągania do przeszkód, tym razem postarała się ją uprzedzić i rozluźnić przez półparady jeszcze przed próbą wyrwania w przód. W efekcie udało jej się całkiem bezpiecznie doprowadzić kucynkę pod przeszkodę, spod której nastąpiło odbicie zaakcentowane mocniejszą łydką. Nie spóźniła się za ruchem klaczy, przechodząc do półsiadu i oddając jej w skoku wodze, ale nie zrywając kontaktu, dzięki czemu miała w co wrócić po wylądowaniu.
Kolejna przeszkoda była jeszcze przyjemniejsza, bowiem znacznie niższa, więc więcej wysiłku kosztowało Jess wyjechanie zakrętu do niej prowadzącego, niż samo oddanie skoku. W zakręcie podparła klacz łydką, jednocześnie dając jej niejakie oparcie na pomocach, co miało jej pomóc w zachowaniu równowagi. Sam skok przebiegł raczej bezproblemowo, bez względu na widzimisię Truskawki dotyczące tego, jak powinny wyglądać najazdy. Jess po każdym udanym skoku nie omieszkała się użyć pozytywnego wzmocnienia, krótko chwaląc kasztankę. Do kolejnych dwóch przeszkód miały spory dystans wolnej przestrzeni do pokonania, co nakłoniło Jess do tego, by spróbować choć trochę dodać w galopie, szczególnie iż ten odcinek był prosty, pozbawiony zakrętów. Przed jedną i drugą stacjonatą usiadła w najeździe w siodło, chcąc zyskać nad kucynką większą kontrolę. Skoro uciekała od wędzidła, to Jess musiała ją mocniej trzymać dosiadem, ewentualnie raz jej strzelić po zębach za zagryzanie na nim wędzidła, by później nie musieć już tak walczyć. Truskawka co prawda była mniejsza niż inne konie Jessiki, ale wciąż silniejsza od człowieka...
Na piątej przeszkodzie najazd nie musiał być aż tak precyzyjny, sama przeszkoda była też zdatna do pokonania z kłusa, więc zaliczenie jej raczej nie stanowiło dla pary większego problemu. Podobnie kolejna, która opierała się na przegalopowaniu między kostkami słomy, wnioskując po układzie chorągiewek oO".
Zawodniczka następnie starannie i spokojnie wyjechała obszerny zakręt prowadzący do następnych przeszkód, gdzie ponownie zadbała o to, by lekko obudzić klacz. Uważała jednak by nie przesadzić, bo każdy nieprzemyślany krok mógł się po prostu źle dla nich skończyć. Truskawka powinna jednak się stać do tego momentu nieco mniej wyrywna do przeszkód, co Jess wykorzystała do tego, by nieco mniej nerwowo doprowadzić klacz pierw do siódmej, a następnie do ósmej przeszkody. Obie wymagały nieco wyższego skoku, a zarazem szerszego, więc Jess zawczasu postarała się o wyregulowanie tempa i przeniesienie ciężaru ciała na zad kucynki, co miało ją nakłonić do jego mocniejszego zaangażowania oraz oswobodzenia przodów.
/2-8Carthago Z - 2016-10-10, 22:22 Cross nie był żadną nowością dla siwego holendra, nie był jego pierwszym i pewnie nie ostatnim w życiu. Był w doskonałej formie, ciągłe treningi i udziały w zawodach robiły dobrze na jego zdrowie, kondycję i wyniki. Z siwą klaczą szybko znalazł wspólny język, siwy był dość ogarniętym koniem i dwa dyndające jajka nie waliły mu na mózg. Szybko przywykł do nowego otoczenia i stres nie ogarniał go, jak nie których będących tu koni. W dniu zawodów ich atmosfera mu się nieco udzieliła, ale nie na tyle by się tym należało przejmować. Znał swoją właścicielkę prawie na wylot, dlatego przywitał się z nią w typowy dla siebie sposób i ruszył za nią na myjkę. Spokojnie dał się wyczyścić i osiodłać, a potem ruszył za kobietą na rozprężalnie. Rozgrzali się odpowiednio przed startem, zachowując jednak siły na bieg crossowy i skoki. We właściwym czasie skierowali się na linię startu, by zacząć przejazd zaraz.
Zachowywał się stosunkowo normalnie przed startem, nie mogąc się go z pewnością doczekać. Szastał ogonem o swoje stawy skokowe, co pomagało mu się choć trochę ogarnąć. Wyczulony na pomocy kobiety, ruszył od razu galopem przed siebie. Galopował pewnie i z energią przed siebie, idąc mocno od zadu i stabilnie wbijając kopyta w podłoże. Szybko dostrzegł pierwszą z przeszkód. Wraz ze zbliżaniem się do przeszkody, zachował pełną powagę, roztropności i rozum. Nie musiała się specjalnie trudzić w prowadzeniu ogiera, bo sam doszedł bez problemu do przeszkody. Po otrzymaniu sygnału od kobiety wzbił się w powietrze, wybijając z lekkością z zadu i wyrzucając przody ku górze. Złożył zaraz nogi pod siebie i wyciągnął pysk do przodu, by miękko wylądować za pierwszą przeszkodą. Druga przeszkoda była tuż tuż i wyglądała jak płot, więc tym bardziej nie wzbudziła w nim większych emocji. Poruszał się nadal energicznie i szybko, ale tak by swobodnie i w miarę pełni sił dobiec do mety. Zaatakował drugą przeszkodę podobnie jak pierwszą, by po sygnale od kobiety wzbić się do skoku i zaprezentować nienaganny baskil. Lądując za przeszkodą nieco przyspieszyli do trójki, bo droga im na to pozwalała. Choć chyba nie był to dobry pomysł, bo po zdradliwej pogodzie i podłoże było zdradliwe. Ujechał raz czy dwa, a może się potknął na drodze - trudno stwierdzić. Jednak szybko poskładali się do kupy i jechali dalej równym tempem, nie chcąc ryzykować wtopy. Trójka była nieco bardziej pokręconą przeszkodą i na pewno trzeba było się na niej odpowiednio skupić. Siwek jednak chętnie i pewnie ją zaatakował, samoistnie dociążając nieco zad, unosząc przody i mocniej wkraczając zadem pod kłodę w najeździe do przeszkody. Po dojechaniu do miejsca wybicia bezproblemowo uniósł się do skoku, składając i wyciągając się w locie nad przeszkodę. Po wylądowaniu ruszyli dalej na czwórkę, gdzie znów czekał ich dłuższy najazd do przeszkody. Utrzymywali stałe i równe tempo galopu, co nawet udawało im się w pewnym stopniu. Droga nadal była zdradliwa i musieli uważać, ale to nie znaczyło że musieli się ślimaczyć. Sprawnie udało im się te ostatnie foule dojechać do przeszkody i zaraz wzbić się do skoku, a siwek podczas niego ponownie zaprezentował idealną (swoją) technikę skoku. Siwek w ogóle był bezproblemowy, nic tylko kochać <3 Najazd do piątki znów się nieco ciągnął, ale nie ryzykowali i jechali spokojnie. Zdarzały im się wślizgi czy coś, ale to nie ważne. Ogier nadal pewnie jechał naprzód, energicznie i chętnie atakował kolejne przeszkody. Tak też było właśnie z piątką. Po dojechaniu do miejsca wybicia uniósł się wraz z pomocami kobiety do skoku, złożył się i wyciągnął w locie nad przeszkodą. Po lądowaniu parsknął krótko na pochwałę i niewinnie podbił zadem, ale naprawdę niewinnie. Znowu najazd był dość długi, ale nie przejmowali się tym. W razie wpadek szybko się korygowali i jechali naprzód, by atakować kolejne przeszkody. Beczki nie zrobiły na nim większego wrażenia, a ogier bezpiecznie do nich dojechał i na czysto przeskoczył.Amelie - 2016-10-11, 12:01 Pochwaliła krótko Carthago po pokonaniu szóstki, prowadząc go dalej na pierwszy - i nie ostatni - szereg na torze. Starała się po drodze jak zwykle uzyskać lepsze tempo i uniknąć potknięć i poślizgnięć, co jednak nie całkiem im się udawało. W takim wypadu musiała zwolnić siwka, żeby się nie zabili i starała się jak najszybciej go skorygować, znowu skupić na zadaniu, przywrócić do równowagi i ustawienia, koniec końców więc nie poruszali się tak szybko jakby Amelie tego chciała. Doprowadziła go w pobliże szeregu, nakierowała na 7a i zamknęła w pomocach. Usiadła w siodło, nakierowała ogiera na środek 7a, wyznaczając mu odpowiednie miejsce do wybicia. Gdy oderwali się od ziemi oddała mu stosowną ilość wodzy na kontakcie, przeszła do półsiadu zgrywając się z nim w skoku i wyciągnęła za nim nadgarstki. Po pokonaniu 7a pokierowała go w stronę 7b na tej samej zasadzie. pozostała w półsiadzie, dopiero przed wybiciem wracając w siodło i odsyłając holendra do skoku. Ruszyli następnie ku ósemce. Białowłosa tak jak poprzednio starała się zyskać jak najlepsze tempo, jednocześnie bezpieczne w związku z poślizgnięciami, które im się zdarzały. Poza tym czekała ich jeszcze większość toru. Podczas najazdu zdarzyło im się kilka poślizgnięć, z których się wyratowali, dziewczyna starając się jak najszybciej przywrócić siedmiolatka do tempa i równowagi. Nakierowała go na ósemkę, na sam jej środek, zamknęła w pomocach, wróciła w siodło odesłała do skoku poprzez korytarz z pomocy. Ona również znała Carta na wylot więc nie miała problemu z dobraniem ich odpowiednio. Przynajmniej z pokonywaniem przeszkód nie mieli dotychczas problemu, nie inaczej było z ósemką. Po jej pokonaniu pomknęli dalej jak błyskawica - przynajmniej chwilowo.
Krótki dystans do dziewiątki udało im się pokonać dość płynnie, co dało dwudziestolatce nadzieję, że może zmieszczą się w normie czasu. Nakierowała siwego na środek przeszkody przypominającej ogrodzenie z kłody. Doprowadziła go do niej zamkniętego w pomocach, posłała mu łydkę do wybicia, oddała wodze, uniosła się z siodła, w które usiadła przed przeszkodą, zgrywając się z wierzchowcem w skoku i wyciągnęła za nim nadgarstki. Została w półsiadzie po lądowaniu, kierując go z kolei na dziesiątkę - "zęby rekina". Po drodze zdarzyło im się jedno czy dwa poślizgnięcia, z których jednak na razie wychodzili cało. Były utrudnieniami, sprawiały, że musieli zwolnić a Hallley musiała się napracować nad powrotem do wcześniejszego ustawienia i równowagi, co jednak jak dotąd jej się udawało bez żadnych strat, poza stratami czasowymi. Na podobnych zasadach nakierowała ogiera na dziesiątkę, wcześniej siadając w siodło, zamykając go w pomocach i tak dalej. Przed przeszkodą wzięła go bardziej na siebie i poprosiła o siłę z zadu, odsyłając go do skoku we właściwym miejscu i prosząc o ładny baskil. W niewielkiej odległości od dziesiątki znajdowała się jedenastka, na którą teraz skierowała go jasnowłosa. Najazd był na tyle krótki, że nie zdążyli się ani razu poślizgnąć. Mel wróciła w siodło, doprowadzając holendra do przeszkody, zamknęła go wcześniej w pomocach. Zasugerowała mu w pewnym miejscu wybicie, dodając łydkę, prosząc go o na tyle energiczne wybicie, żeby spokojnie i bezpiecznie pokonali przeszkodę. Oddala wodze, przeszła do półsiadu i podążyła za jego ruchem. Pochwaliła go po pokonaniu jedenastki i poprowadziła na dwunastkę. Podczas najazdu na kolejną przeszkodę nadal starała się poprawić tempo i uniknąć poślizgnięć. Jeżeli do takich dochodziło skupiała się na szybkim korygowaniu Carthago. Zbliżali się do dwunastki, Amelie lekko podgoniła go w tempie. W pewnym momencie przed przeszkodą tor nieco zakręcał. Zanim białowłosa zdążyła zwolnić siwka, biorąc pod uwagę dość dobre w tym momencie tempo, ogier poślizgnął się na zakręcie, poważnie tracąc równowagę. Dziewczyna o dziwo nie straciła zimnej krwi, od razu próbowała wyratować się przed utratą równowagi na dobre. Wspólnymi silami uratowali się, co jednak kosztowało holendra bolesny skurcz - o czym dwudziestolatka dopiero miała się przekonać. Dodatkowo Halley zgubiła strzemię, jednak udało jej się je odzyskać, więc mogli kontynuować przejazd - z pewnymi trudnościami, wynikającymi ze skurczu, który zaczął nękać siedmiolatka. Mimo wszystko udało im się dotrzeć pod dwunastkę. Zamknęła go w pomocach, usiadła w siodło i odesłała do skoku przez łydkę. Oddała wodze, przeszła do półsiadu, zgrywając się z Cartem w skoku, wyciągnęła za nim nadgarstki.
Czekał ich krotki kawałek przed drugim szeregiem 13ab. Starała się jak najbardziej dojść do ładu z siwkiem. Zwolnili, bo ze względu na skurcz ogier miał ograniczoną motorykę. Starała się zachęcić go do szybszego poruszania się, stosując jednak wyważone pomoce. Gdy znaleźli się przed 13a nakierowała go na środek przeszkody, gdzie mieli po prostu zeskoczyć w dół. Zamknęła go w łydkach a po zeskoku nakierowała na 13b. Znowu naprostowała go na jej środek, zamknęła wcześniej w pomocach i usiadła w siodło, w ten sposób doprowadzając holendra do 13b. Odesłała go do skoku oddając łydkę, oddała wodzę, uniosła się w siodle, podążając za jego ruchem. Po lądowaniu ruszyli ku trzeciemu szeregowi. Amelie starała się cały czas ulepszyć ich tempo i motorykę ruchów ogiera - na tyle na ile mogła siedząc na jego grzbiecie.Friskey Whiskey - 2016-10-11, 12:20 Galopując równo ale nie śpiesząc ani nie wyrywając szaleńczo do przodu, ogier miał czas skumulować energię przed każdym ze skoków. Chętnie i bez zawahania oddawał skok za skokiem, pokonując dwuczłonową czternastkę. Silne stawy skokowe pracowały intensywnie wynosząc ciężar jeźdźca jak i konia ku górze nad każdą z przeszkód. Uważnie strzygąc uszami przyjrzał się piętnastce, a także stojącej obok publiczności, która robiła niemały hałas. Spinając się przez to niechętnie szedł naprzód, ale w ostatecznym rozrachunku mocniej dojechany do piętnastki oddał skok z niemałym zapasem. Po skoku furczał głośno pozostawiając już na szczęście za sobą tą krwiożerczą przeszkodę.
Widząc już z daleka wodę podniósł wyżej łeb, nie bał się do niej skakać wręcz przeciwnie niezwykle odważnie i chętnie galopował w równym tempie do zbiornika. Nie z winy Naomi lecz ze swojej w ostatniej chwili urwał foule oddając długi skok, po którym lądując w wodzie lekko się zachwiał, zaraz jednak podnosząc głowę i ratując siebie oraz swoją amazonkę z opresji. Motywowany dalej, parł przez wodę radośnie, wyskakując z basenu sprawnie i bez większych problemów.
Oddychając szybko dawał wyraz swojemu zmęczeniu, które pojawiało się głównie w mięśniach siwego, utrzymanie równego tempa i zmniejszenie jego szybkości pozwalało ogierowi całą swoją energię przelewać na skoki, które także wymagały nieco siły. Siedemnastkę pokonał lekkim i sprawnym susem pozostawiając ją szybko za sobą. Osiemnastka także nie sprawiła żadnych problemów, miękko czesząc hydrę przednimi nogami nie musiał się wysilać i oddawać wysokiego skoku.
W związku z tym, że Friskas dawał się łatwo prowadzić, problemu nie stanowił także zakręt, który wymagał zarówno więcej uwagi od jeźdźca jak i konia. Galopując ochoczo lecz już bez takiej werwy jak wcześniej, zastrzygł siwymi radarami czując to jak blondynka zaczyna powoli go zwalniać. Na samym początku nie zauważył spadku, dlatego uprzedzony przez Naomi znacznie ostrożniej dogalopował do krawędzi, z której oddał skok w dół miękko lądując na ziemi.
Poproszony o ostatni żwawszy galopu ruszył bez zastanowienia, wydobywając resztki energii, która zaoszczędzona wcześniej teraz mogła znaleźć ujście we właściwym momencie. Sprawnie oddając daleki skok, rozciągnął się nad przeszkodą lądując tuż za nią. Po przekroczeniu celowników i przejściu do kłusa dyszał głośno przez chwilę do momentu w którym tętno nie zaczęło się uspokajać.
Zlany potem stępował długo pod opieką luzaka w końcu zyskując zasłużony odpoczynek.
/ztSoendergaard - 2016-10-11, 12:21 Zmieniająca się gwałtownie pogoda nie zraziła gniadosza, ani w żaden sposób nie wpłynęła na jego samopoczucie czy zachowanie, przynajmniej nie negatywnie. Spadek temperatury i rześkie powietrze sprawiały, że gniadosz był wyraźnie pobudzony otoczeniem i zainteresowanym nim. Zwykle miał wszystko gdzieś, ale tym razem bystry wzrok wodził po każdym elemencie wokół.
Skierowany na linię startu delikatnie wiercił się w miejscu czując ze strony jeźdźca rosnącą ekscytację, sam nakręcał się przy tym, a gdy usłyszał dźwięk dzwonka wyrwał do przodu. Niezwykle chętnie i energicznie parł przed siebie, siła jaką posiadał w tym momencie bardzo się przydawała. Nareszcie mógł wyrzucić cały nadmiar skumulowanej w sobie energii, kontrolowany przez Wayforda niechętnie dawał się przytrzymywać przez pierwsze kilkadziesiąt metrów będąc skupionym wyłącznie na tym aby przeć przed siebie. Dopiero po chwili podczas rozmowy z brunetem, zaczął rzuć wędzidło w psyku, powoli odpuszczać i skupiać się na działaniach mężczyzny, a nie na szaleńczym pędzie naprzód.
Zauważając pierwszą przeszkodę wyraźnie mocniej naparł na wędzidło, stawiając opór na ręce nie pomagał mężczyźnie w doprowadzeniu się do przeszkody. Na szczęście Tony miał tyle siły aby bez problemowo przytrzymać ale i też dopchnąć konia do przeszkody. Po ciężkim boju stoczonym przed jedyną, do dwójki Soen podszedł znacznie lepiej choć nie ułatwiał zadanie swojemu jeźdźcowi.
Z każdą kolejną przeszkodą napalał się co raz mniej, dlatego pokonanie trójki wypadło całkiem nieźle zważywszy na to, że gniady w końcu dał się kontrolować i zaczął słuchać jeźdźca, a nie z nim walczyć. Oddając skok wysoko wyszedł do góry, składając się mocno nad murem, silnie pracując szyjskiem i grzbietem i przelatując z niemałym zapasem. Niewątpliwie miał potencjał i przede wszystkim siłę do oddawania takich skoków. Przed czwartą przeszkodą mając możliwość pogalopowania niezwykle chętnie z tego skorzystał, mocno prąc naprzód zyskiwał na czasie. Czwórka nie stanowiła dla gniadosza większego wyzwania pokonał ją jednym sprawnym susem, lądując miękko i zaraz wracając do niezwykle dynamicznego tempa. Śmiało parł przed siebie niosąc jeźdźca na grzbiecie, adrenalina i ekscytacja napędzały Soena sprawiając, że nie czuł w tej chwili zmęczenia.
Widząc przed oczami hydrę podniósł wyżej łeb mierząc jej wysokość, wypuszczony niemal od razu zerwał się do góry oddając skok, czesząc puszkami kopytowymi górą część przeszkody. Po wylądowaniu parsknął głośno wyrzucając z siebie nadmiar nagromadzonych emocji, zaczynał powoli się uspokajać i wyciszać. Z pędzącego na oślep wierzchowca stając się tym myślącym i respektującym jeźdźca. Miękko opierając się na wędzidle na krótki moment dał rękom Tonego odpocząć, ale gdy tylko na horyzoncie pojawiła się szósta przeszkoda gniady znów próbował narzucać swoje warunki.
Zaaferowany przeszkodą i podprowadzony do niej z trudem po raz kolejny oddał widowiskowy skok, nie dawał mężczyźnie czasu na przygotowanie się do wejścia w półsiad, niemal od razu zabierał się do góry z pełnego galopu bez zastanowienia wchodząc w fazę lotu. Robił to lekkomyślnie, ale nawet tak silny jeździec jak Wayford nie był w stanie sprowadzić go na ziemię. Będąc rześki i wypoczęty pokazywał ogrom swojej siły, a także skumulowanej w środku masywnego cielska energii.Mistrz Gry - 2016-10-11, 17:04 Temat postu: Drew Pascail & Saver
118; Lwie serce; koń idzie wyjątkowo odważnie na kolejne przeszkody, nie waha się ani razu, pokonuje trudności bez najmniejszych problemów odznaczając się wysoką klasą.
45; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; Nagłe wahania pogodowe w postaci; urwania chmury Przekroczenie normy czasu
31; Upadek; upadek konia ma miejsce, kiedy jego biodro i łopatka dotknęły jednocześnie podłoża lub przeszkody i podłoża. Eliminacja
32; Upadek; upadek konia ma miejsce, kiedy jego biodro i łopatka dotknęły jednocześnie podłoża lub przeszkody i podłoża. Eliminacja
Opis
Para źle oceniła miejsce odbicia na trzynastej przeszkodzie, co poskutkowało bolesnym wypadkiem, podczas którego zarówno koń jak i jeździec dotknęli ziemi.
Strawberry Wine - 2016-10-12, 21:02 Czując nacisk wędzidła obecny w delikatnych półparadach, niemal natychmiast zaczęła walczyć z ręką jeźdźca, choć ta wcale nie sprawiała jej dyskomfortu. Właściwie, gdyby się lepiej zastanowić mogła być przyjemna i faktycznie rozluźniać klacz, jednak podstawową różnicą pomiędzy Strawberry a innymi końmi było jej słabe ujeżdżenie i przekorny charakter. Kobyła zwyczajnie nie była przyzwyczajona do jakiejkolwiek ingerencji jeźdźca i chociaż czasami zdarzało jej się posłuchać, tak tym razem jakby zablokowała się wewnętrznie, spinając tylko niepotrzebnie całe ciało. W efekcie do przeszkody podeszła w tempie wymaganym przez amazonkę, choć jej krok stał się sztywny i mało dynamiczny. Nie chciała dać od siebie zbyt wiele, dlatego w prośbie o skok jedynie podniosła nogi i chociaż pokonała przeszkodę bez większego trudu, nie zaprzątała sobie głowy baskilem i rozluźnieniem, mimo prawidłowych reakcji jeźdźca. Położyła uszy, z głową wysoko w górze oddając mały sus w przód. Później jednak nie przyspieszyła, gasnąc z każdą chwilą tak jak na początku biegu. Wspomagana ostrogami parła do przodu mozolnie, słabo wyginając się na zakrętach co tylko utrudniało zachowanie równowagi. Śliskie, błotniste podłoże sprawiło, że w pewnej chwili zakręt stał się zwyczajnie niebezpieczny a proste siły fizyki niemal powaliły je na ziemię. Na szczęście ten krótki powiew grozy nie zakończył się żadną tragedią, a tuż po wyjechaniu zakrętu oczom klaczy ukazała się kolejna przeszkoda. Tym razem posłuchała jeźdźca, być może uzmysławiając sobie w jak trudnych warunkach wypadło im startować. Prąc do przeszkody, tym razem posłuchała Jessie, regulując tempo, by w odpowiedniej chwili oddać skok. Tym razem rozluźniona i wyczulona na sygnały, również te pozornie nieistotne jak klepnięcia czy pochwały głosowe. Dzięki nim nieco lepiej czytała intencje człowieka, mniej więcej wiedząc jak powinna reagować. Co więcej przyspieszyła nieznacznie, ożywiając tempo aż do następnej stacjonaty, a jako że prowadziła do niej dość długa, prosta trasa, zapewne nieco im to pomogło w poprawieniu swojego miejsca w klasyfikacji. Galop kobyłki stał się żywy i szybki, choć w każdym ruchu dało się wyczuć nieśmiałą dozę ostrożności obecną również przy kolejnych dwóch skokach. Można powiedzieć, że mimo niezadowalającego początku zaczynało być coraz lepiej, choć wciąż należało pamiętać o ostrożności. Wystarczył wszak jeden nieostrożny ruch, by na nowo zacząć niejaką wojnę z wędzidłem, łydką i dosiadem, podpartą rzucaniem głową i być może bryknięciami. Prawdopodobnie cenne sekundy, które straciły na początku były już nie do nadrobienia, ale teraz bieg mógł przynieść amazonce choć trochę przyjemności, kiedy najpierw bezproblemowo pokonała przeszkodę, a później posłusznie dała się poprowadzić między dwa bale siana, na które nawet nie zwróciła większej uwagi. Czekał je kolejny zakręt, który tym razem klacz wyjechała pod pełną kontrolą swojego jeźdźca, niejako nauczona wcześniejszym błędem. Wygięła się lekko, w miarę pewnie stawiając kroki i dopiero kiedy zauważyła kolejne przeszkody ożywiła się nieznacznie. Właściwie dzięki wzmocnieniu tempa, następne dwa skoki mogły wyglądać tak, jak wyglądały. Wysokość na jaką musiała się wzbić i szerokość, utrudniały klaczy pracę, ale na szczęście nie była skora do odmowy skoku.Anonymous - 2016-10-13, 15:38 Pokonali zaledwie parę pierwszych przeszkód, a Tony już odczuwał zmęczenie wynikające z niemal nieustającej walki z ogierem. Momentami trzymał go z całych sił, zwyczajnie chcąc uchronić przed władowaniem się w przeszkodę. Prawdopodobnie miałby szansę z nim wygrać, chociażby sadzając go na zadzie czy biorąc na woltę, ale nie było to ani miejsce, ani czas na takie manewry. Ale spokojnie, jeszcze zdążą się policzyć... :>
Niebawem sytuacja stała się jeszcze cięższa, bo z wiszących nad nimi ciemnych chmur zaczęło w pewnym momencie padać. Zaczęło się niewinne, ale krople spadały z coraz większą częstotliwością, jeszcze bardziej obniżając temperaturę. Tony jednak zdawał się o tym nie myśleć, skoncentrował się bowiem na wprowadzeniu Soendergaarda w szereg złożony z dwóch okserów. Podobnie jak w przypadku każdej innej przeszkody, zawczasu usiadł w siodle by wziąć konia na siebie i prawdopodobnie znowu odbyć z nim mniejszą, lub większą walkę, ostatecznie zakończoną sukcesem, choćby znowu miało go nieco wybić z siodła. Sprostawszy szeregowi udał się w stronę ósmej przeszkody, dopuszczającej nieco bardziej spłaszczony skok, co mężczyzna przyjął z ulgą. W najeździe do przeszkody zwyczajnie wypuścił konia nieco wcześniej, w rezultacie uzyskując daleki, a nie pionowy skok, których wysiadywanie naprawdę nie wychodziło Tonemu najlepiej... Niemniej myślał już o dziewiątce, tutaj już po wylądowaniu za minioną przeszkodą musząc przytrzymać konia, by nie zlekceważył przeszkody. Doprowadził go do niej i w optymalnym miejscu wypuścił do skoku, zaraz starając się nadążyć za ruchem gniadosza poprzez przejście do półsiadu i oddanie ręki. Tym razem udało mu się zgrać z ogierem, za co nie omieszkał się go pochwalić w trakcie lądowania, oczywiście głosem by nie wytrącać go niepotrzebnie z równowagi przez zerwanie kontaktu z pyskiem.
W tym czasie zdążyło się solidnie rozpadać, co zdecydowanie nie pomagało Tonemu w tym trudnym zadaniu. Deszcz miał jednak swoje plusy, bo powinien też nieco ostudzić zapał Soendergaarda, w zadowalającym Tonego stopniu. Do dziesiątej przeszkody znowu był zmuszony odpowiednio wyregulować tempo, biorąc konia na siebie i nie pozwalając mu spłaszczyć galopu lub urwać ostatniej foule przed przeszkodą. Była ona wysoka i dość wąska, więc parabola lotu musiała być do niej dostosowana; właśnie dlatego odbicie miało nastąpić blisko, do czego niezbędne było odpowiednie zaangażowanie zadu. Tuż za nią czekała następna przeszkoda, wąski front wymagający precyzyjnego najazdu. Szczęśliwie leżało to w zasięgu możliwości Wayforda, bowiem zdecydowanie łatwiej skakało mu się na Soendergaardzie przeszkody w niewielkich odległościach, niż te leżące w dystansie. W obu przypadkach - na dziesiątce i i jedenastce - zabrał się za koniem w porę. Po pokonaniu jedenastki pozwolił mu nieco wyciągnąć galop, wbrew siąpiącemu deszczowi. Ubranie zaczęło nieprzyjemnie nasiąkać, dość mocno wychładzając Wayforda, co jednak nie dokuczało mu jeszcze tak mocno, jakby mogło. Adrenalina chroniła go przed odczuwaniem zimna czy dyskomfortu, zarazem umożliwiając dalsze sportowe zmagania, tym razem dotyczące dwunastej przeszkody. W najeździe do niej także wrócił w siodło i lekko przytrzymał wierzchowca, po czym wypuścił go do skoku, zaraz próbując za nim nadążyć, przede wszystkim ręką.
/7-12Carthago Z - 2016-10-13, 20:57 Nie potrzebował tych pochwał, ale wdzięczny był za nie <3 Sam dobrze wiedział, że robi kawał naprawdę dobrej roboty. Skupiał się jednak ostatecznie na przejeździe i pokonaniu crossu jak najlepiej, miał w końcu swoje ambicje. Teraz czekał ich szereg, to był ich pierwszy ale nie ostatni w ich przejeździe. Droga im nie do końca sprzyjała, ale kto bym się tym specjalnie przejmował? Chwilę później znaleźli się w pobliżu szeregu 7ab, gdzie nadal odważnie i chętnie galopował naprzód. Przeszkody stosunkowo nie robiły na nim większego wrażenia, a może po prostu je respektował? W każdym razie na widok szeregu, uniósł nieco wyższej pysk i zlustrował przeszkody wzrokiem. Bez cienia zawahania wybił się do pierwszej przeszkody, ładnie baskilując nad nią i zaraz lądując po drugiej stronie. Po lądowaniu za pierwszym członem skierowali się do drugiego, który wyglądał identycznie jak ten pierwszy. Pokonali go w podobnym stylu co pierwszy i bez większych problemów. Kolejna na ich drodze była ósemka, która była nieco inna od poprzednich przeszkód. Poślizgnęli się oczywiście w drodze do przeszkody, ale to mało ważne. W końcu nic poza tym się nie działo nie? Siwek bardzo szybko się po nich zbierał i zdawały się nie robić na nim żadnego wrażenia, chętnie i mocno nadal szedł do przodu. Szybko dojechali do owej przeszkody, gdzie zaraz przygotowali się do oddania kolejnego skoku. Siwek praktycznie był bezproblemowym koniem, jeszcze chyba nie dał kobiecie powodów do tego, by się na niego zdenerwowała czy chciała przerobić na kabanosy. Po dojechaniu do ósmej przeszkody ogier się wybił do skoku, by pokonać ją w doskonałym stylu i po lądowaniu pogalopować dalej naprzód. Krótki dystans dzielił ich do dziewiątej przeszkody, o dziwo bez większych problemów - na szczęście. Kłoda również nie wywarła na nim negatywnego wrażenia, rzekłabym że bardziej neutralne. Gładko dojechał do owej przeszkody, by wraz z pomocami kobiety w odpowiednim miejscu wybić się do skoku. Uniósł zaraz ciało do lotu, złożył pod siebie kończyny i wyciągnął się nieco nad przeszkodą. Pokonał ją gładko i zaraz wylądował po drugiej stronie. Dziesiątka mogła wzbudzić niego nie pokoju, ale nie w nim. Irytował się teraz nieco, kiedy się ślizgał po podłożu. Jednak jego ambicje kazały mu galopować naprzód i dokończyć to co zaczął. Siwek niechętnie zwalniał i się ustawiał nieco lepiej, niż wtedy kiedy jechał taki rozlazły po poślizgnięciu się. Dojechali w końcu do dziesiątki, gdzie przed nią nieco bardziej uniósł przody i dociążył zad. Po otrzymaniu pomocy od kobiety odbił się od podłoża, wykonał doskonały baskil nad przeszkodą i wylądował zaraz po drugiej stronie przeszkody. Jedenastka z pewnością była przeszkodą problematyczną. Sama jej budowa w wielu koniach budziła lęk, a większości wypadków kończyło się wyjebaniem się na niej. Pewnie ta para po cichu liczyła na to, że uda im się przeskoczyć ją bez większych problemów. Ogier nieco się zawahał przed przeszkodą, a na ich korzyść na pewno zadziałało to, że udało im się nie poślizgnąć po drodze. Dojechał nieco niepewnie do przeszkody, ale w miejscu zasugerowanym przez kobietę wybił się z miejsca do skoku. Kiedy znalazł się w powietrzu to złożył kończyny pod siebie, wyciągnął pysk do przodu i zaraz wylądował po drugiej stronie przeszkody. Pojechali teraz już dalej na dwunastkę, która też z wyglądu nie była zbyt przyjemna. Udawało im się nawet nie zabić po drodze, by prawie sprawnie dojechać do przeszkody. No właśnie prawie, bo w zakręcie się poślizgnął i na szczęście dla nich obojga - nie wywalił się. Jednak nadwyrężył sobie mięsień w krzyżu, co strasznie gdzieś tam go kuło. Skurcz szybko minął, ale ból pozostał. Jakoś tak miej energicznie galopował i prychał nerwowo, spinał się nieco w okolicach krzyża. Jednak udało im się dotrzeć do dwunastej przeszkody, by zaraz ją pokonać z nieco zaburzonym "doskonałym" baskilem. Nie wyglądał tragicznie, ale widać było różnice w ruchach od poprzednich skoków. Czekał ich teraz kawałek galopu do drugiego szeregu 13ab. Ta przeszkoda również budziła w nie których koniach lęk, bo jej budowa była dość dziwna. Mimo boleści siwej jednak się skupiał na pokonaniu trasy, bo chciał zadowolić siebie i swoją właścicielkę. Ból powodował to, że jechali nieco wolniej i ostrożniej. Miało to jednak swoje plusy, bo mniej się potykali na trasie. Pierwszy był ze skok, więc teoretycznie nic trudnego. Po dojechaniu do samego rantu, koń zeskoczył w dół i zrobił nieco skrócone dwie foule i zaraz wskoczył znów na wyższy teren. Po wylądowaniu znów na górze, pogalopowali dalej na wprost do kolejnego szeregu.Amelie - 2016-10-15, 11:24 Do kolejnego szeregu - 14ab - mieli niedaleko, jednak w tym czasie Amelie starała się poprawić ustawienie, ich motorykę i tempo. Czyniła to jednak delikatnie, bo podejrzewała, ze Carthago cierpi teraz na bolesny skurcz, w którejś części ciała. Przed 14a skupiła się całkowicie nad doprowadzeniu go do przeszkody. Zamknęła go w pomocach, usiadła w siodło i doprowadziła pod przeszkodę, gdzie odesłała go do kłusa wyważoną łydką, oddała mu wodze i przeszła do półsiadu, zgrywając się z nim w skoku i podążając za jego ruchem. Starała się, by oddał dokładnie taki skok jakiego potrzebowali, aby bezpiecznie i na czysto pokonać przeszkodę - problemów z ich pokonywaniem nie potrzebowali, ale żeby się niepotrzebnie nie nadwerężał. W półsiadzie skierowała go do 14b, gdzie znowu w odpowiednim momencie usiadła w siodło, zamknęła go w pomocach i doprowadziła do przeszkody, wysyłając mu podobny co wcześniej korytarz z pomocy. Na piętnastkę czekał ich dłuższy najazd, podczas którego starała się jak najwięcej poprawić - ich tempo i motorykę. Nadal poruszali się spokojnym galopem, co sprawiało, że się nie ślizgali, ale groziło tym, że ukończą przejazd - zakładając, że go ukończą - poza norma czasu. Przed piętnastką znowu usiadła w siodło i doprowadziła Carthago do przeszkody zamkniętego w pomocach. Poprosiła go o wybicie z siłą z zadu i wzięła go bardziej na siebie. Oddała nieco więcej wodzy, ale na kontakcie, uniosła się z siodła, wyciągając za nim nadgarstki. Amelie krótko pochwaliła siwego po pokonaniu "pyramid pipes" i pokierowała go ku kolejnym przeszkodom, których nie zostało już tak wiele.
Czekał ich teraz kolejny szereg, z elementem wody. Dlatego dokładnie przygotowała ogiera i zamknęła w pomocach, żeby nie spłynął jej, chociaż 16a polegało jedynie na zeskoku w wodę. Białowłosa nakierowała holendra na środek przeszkody i dopilnowała go, przez co w następnej chwili przecinali zbiornik wodny w stronę 16b - tym razem mieli wyskoczyć, więc znowu zamknięcie w pomocach, siad w siodło, łydka, oddanie wodzy, półsiad i podążenie za ruchem siedmiolatka. Zostało im niewiele przeszkód, ale odległości pomiędzy nimi były spore, a to świadczyło na ich niekorzyść, bo nadal poruszali się za wolno. Siedemnastka przypominała budę dla psa. Tutaj dwudziestolatka znowu zamknęła go w pomocach, nakierowała na środek przeszkody, starając się o tempo pozwalające na czysty skok i odesłała Carta do skoku na tych samych zasadach.
Ruszyli dalej, ku osiemnastce. Dziewczyna cały czas starała się ulepszyć ich tempo. Spojrzenie na zegarek nie napawało jej optymizmem. Po lekkim luku dojechali w stronę przeszkody. Przed nią Halley naprostowała siwego, zamknęła go w pomocach, w których doprowadziła go do przeszkody. W odpowiednim miejscu zasugerowała mu wybicie, biorąc go bardziej na siebie i prosząc o siłę z zadu. Oddała wodze przy szyi ogiera, uniosła się w siodle, przybierając ładną pozycję na jego grzbiecie, zgrywając się z nim w skoku i podążając za jego ruchem. Następnie ruszyli ku dziewiętnastce - jasnowłosa cały czas starała się pracować nad tempem. Po drodze przejechali pomiędzy flagami. Przynajmniej nie mieli problemu z pokonywaniem przeszkód i dziewiętnastka nie była tu wyjątkiem.
Niemka pochwaliła holendra po jej pokonaniu. Pozostała im ostatnia przeszkoda. W tym momencie Mel wiedziała, ze przekroczą dozwolony czas, ale nie miała zamiaru odpuścić, ani tym bardziej stracić na koncentracji. Nie chciała kolejnych wpadek. Utrzymując podobne tempo co dotychczas doprowadziła siedmiolatka w okolice siedemnastki w półsiadzie. Usiadła w siodło, zamknęła go w pomocach, dodała łydkę, oddała wodze na kontakcie, przeszła w półsiad i podążyła za jego ruchem. Utrzymała jego tempo aż do przejechania linii mety i celowników. Pochwaliła Carthago za wysiłek. Starannie go rozstępowała, a potem oddała w ręce luzaka. Czekał ją jeszcze jeden przejazd.
ztJessie - 2016-10-15, 12:02 Dosiadła już rozgrzanego konia, przed samym startem decydując się tylko na parę najprostszych ćwiczeń by sprawdzić, w jakim nastroju jest dzisiaj Angel. Najwyraźniej w stabilnym, bo nie odkryła żadnych anomalii w jego zachowaniu, które mogłyby im utrudnić dzisiejszy start. Dlatego w skupieniu skierowała się w stronę startu, zatrzymała konia na linii i wraz z usłyszeniem dzwonka, zagalopowała ze stępa. Tempo do pierwszej przeszkody może nie było zabójcze, ze względu na niedużą odległość, ale Jess zadbała o odpowiednie zaangażowanie zadu, jadąc ten odcinek w pełnym siadzie i dojeżdżając konia do ręki. W rezultacie powinien mieć wystarczająco dużo siły do oddania skoku nad jedynką, co ułatwiła mu wychodząc za jego ruchem do półsiadu, oczywiście gdy już oddał skok.
Nieco aktywniej udało się im pojechać do drugiej przeszkody, gdzie schemat postępowania był jednakowy. Organizm ogiera był na tyle wydolny, by Jess mogła sobie pozwolić na narzucenie dość mocnego tempa już od samego początku, co było wręcz wskazane ze względu na konkurencję. Wciąż jednak był to kontrolowany galop, okrągły, bez ryzyka władowania się w przeszkodę. Poza tym najeżdżając na trójkę zawodniczka półparadami skupiła konia na przeszkodzie, lekko wzięła go na siebie, podnosząc przód i osadzając ciężar ciała na zadzie, dzięki czemu ogier mógł po chwili oddać kolejny udany skok. Kilka foule dalej stała bardzo podobna przeszkoda, toteż działanie w najeździe było jednakowe; tuż po wylądowaniu z powrotem podniosła ogiera, dając mu szansę na przyjrzenie się kolejnej przeszkodzie, co chwilę później umożliwiło parze wejście w prawidłowe miejsce odbicia i bezpieczne pokonanie przeszkody, w pełnej harmonii.
W międzyczasie zaczęła się jednak psuć pogoda. Już od dłuższego czasu było zachmurzone, niekiedy nawet kropił deszcz, ale dopiero teraz zaczęło padać doprawdy solidnie. Może nie na tyle mocno, by przerywać cross, ale jednak wystarczająco by zawodniczka mogła odczuć zimno i dyskomfort. Ogier nie powinien się jednak ślizgać, miał w końcu powkręcane w podkowy hacele, chroniące go przed takimi atrakcjami.
Po pokonaniu czwartej przeszkody pozwoliła Angelowi wyciągnąć galop, korzystając z dłuższego odcinka pozbawionego przeszkód. Dopiero na osiem foule przed piątką wstrzymała go lekko poprzez półparady, zarazem podnosząc go i siadając w siodle, by nakłonić siwka do lepszego zaangażowania zadu. Pomogła mu ocenić miejsce wybicia, po czym wypuściła go do skoku, zabierając się razem z nim i przechodząc w półsiad z elastycznym oddaniem ręki. Dalej czekało na nich zdecydowanie trudniejsze zadanie, a mianowicie szereg przeszkód układający się w tzw. coffin, zwykle sprawiający sporo problemów. Konie często do ostatniej chwili nie widziały rowu, co doprowadzało też do problemów na ostatnim członie. Dlatego zawodniczka zdecydowała się pojechać nieco wolniej, chociaż wciąż odpowiednio dynamicznie, by nie dopuścić do wyłamania. O ile pokonanie pierwszego członu okazało się drobnostką, to na rowie okazało się, że Angel został nim zaskoczony. Jess co prawda przepchnęła go do przodu, ale siwek odbił się w mało zrównoważony sposób, sprawiając, że brunetka straciła w skoku równowagę. To z kolei zaowocowało mało przyjemnym naciągnięciem mięśnia, które miało boleć przynajmniej przez pierwsze kilkadziesiąt sekund, z czasem schodząc do lżejszego stadium bólu, głównie dzięki adrenalinie. To skomplikowało trochę najazd na trzeci człon przeszkody, ale Jess jako tako udało się dopiąć swego, czego jednak nie można było powiedzieć o siódemce... Tutaj brunetce zwyczajnie nie udało się w porę wziąć konia na siebie, a skakanie "na hurra" mogłoby się wypadkiem, dlatego zdecydowała się wziąć Angela na woltę, świadomie decydując się na to kosztem 20 punktów karnych. W tym czasie zdołała jednak zapanować nad wierzchowcem, dzięki czemu ponowny najazd na przeszkodę był harmonijny i równy, zakończony udanym skokiem.
/1-7Corleone Olshansky - 2016-10-15, 13:53 W dystansie do ósmej przeszkody swobodnie rozwinął prędkość w galopie, mocno bijąc kopytami o ziemię i czerpiąc ogromne hausty powietrza przez szeroko rozwarte nozdrza. Nie był w szczytowej formie, więc subtelne przytrzymywanie go było dobrym ruchem, chroniącym przed przedwczesnym opadnięciem z sił. Póki co adrenalina skutecznie go napędzała, ale niebawem ekscytacja przeszkodami miała nieco opaść, bardziej skupiając uwagę konia na narastającym zmęczeniu. W najeździe do przeszkody lekko się wycofał, by kolejno podejść do niej w paru równych krokach galopu, po których nastąpiło mocne odbicie, aczkolwiek bardziej w przód niż w górę, w czego efekcie lot był odpowiednio wysoki i płaski, dostosowany do rodzaju przeszkody. Do dziewiątej przeszkody poszedł równie chętnie, rzeczywiście nie bojąc się rowu leżącego w dole przeszkody. Wszedł w prawidłowy odskok i skoczył daleko, w locie starannie składając i podnosząc kończyny, które po chwili rozłożył do lądowania, stabilnie wracając na grunt. Podobnie dziesiąta przeszkoda nie wzbudziła wątpliwości w Corleone, dzięki czemu pokonał ją ochoczo, wyciągając nieco jeźdźca w skoku, korzystając z elastycznej pracy jego rąk.
Jedenasta przeszkoda wymagała nieco więcej precyzji, była przede wszystkim znacznie węższa, co zachęcało do spłynięcia w bok. Luke jednak uniemożliwił to Olshanskiemu, zamykając go w wąskim korytarzu z pomocy, czemu ogier uległ i poszedł na wprost wąskiego frontu. Przed odbiciem nastawił uszy na sztorc i dodatkowo zmotywowany cmoknięciem, energicznie wyszedł do skoku, z gracją pokonując ową skomplikowaną konstrukcję. Po wylądowaniu nie spróbował wyciągnąć Luke'a do przodu, pomimo całkiem sporego dystansu pozbawionego przeszkód. Wyraźnie stracił nadmiar energii i powoli przechodził w fazę oszczędzenia, więc gdyby mógł, podziękowałby jeźdźcowi za wyrozumiałość. Nie wszystkie zawody musiały być tymi wygranymi, te konkretne służyły raczej zbieraniu doświadczenia i zabawie, bo ogier mimo wszystko nie rokował na WKKWistę. Niby chętnie szedł na przeszkody, ale wydolnościowo nie dałby rady na większych trasach, nawet mimo treningu. O wiele lepiej sprawdzał się na parkurach, co tu wiele mówić. Zrównoważonym, okrągłym galopem dopadł dwunastej przeszkody, którą zgodnie z życzeniem skoczył z lewej strony, nawet nie myśląc o ewentualnym wyłamaniu. Wylądował po drugiej stronie z cichym stęknięciem, po czym kontynuował galop do szeregu, pozostając w dotychczasowym tempie. Spadek terenu zauważył niemal w ostatniej chwili, dlatego zeskok był lekko szarpany, co było jedyną szansą na zachowanie równowagi. Wciąż będąc lekko oszołomionym i podekscytowanym, pogalopował na wprost, by po chwili ponownie wskoczyć na wzniesienie. Nie sprawiło mu to większego problemu, ale niewątpliwie była to zasługa jeźdźca, który odpowiednio balansując ciałem, nie zakłócał Olshanskiemu równowagi. Dzięki temu ogier miał szansę swobodnie pokonywać przeszkody, a przede wszystkim nie zrażał się do nich, bo nie był szarpany za pysk ani też nie miał obijanego grzbietu. Mimo wszystko wolał jednak "normalne" przeszkody, o wiele bardziej wiedział, jak się na nich zachować, toteż nic dziwnego, że do następnego szeregu podszedł z większą pewnością siebie. Podpasowały mu także wizualnie, więc bez zbędnego kombinowania dogalopował pierw do pierwszej skrzyni, pokonał ją obszernym susem i jednakowo zachował się na drugiej skrzyni, między nimi dając się prowadzić Sugarmanowi wedle uznania. Na ten moment był już całkiem uspokojony, zaczął się też powoli męczyć, ale wciąż nie opuszczał go duch walki i chęci do działania, co było widoczne na każdym jednym skoku. Nie trzeba było go zmuszać, bo podchodził do postawionych mu wyzwań nad wyraz chętnie.Naomi Eaton - 2016-10-15, 15:15 Po rozprężeniu konia, które choć było krótkie, to treściwe (by zachować energię na przejazd, nawet na tym poziomie niewątpliwie wymagający pewnego stopnia kondycji), skierowała się stępem w stronę linii startu. Zatrzymała na niej ogiera, którego zachowanie zdążyła rozgryźć do pewnego stopnia podczas rozprężenia, po czym dała mu pomoce do zagalopowania tuż po usłyszeniu charakterystycznego dzwonka.
Na początek przeszła do półsiadu, zachowując jednak bliską odległość od siodła. Chciała dać Bloo szansę na nabranie prędkości przed pierwszą przeszkodą, a jednocześnie nie chciała mu utrudnić wybicia. Nie tylko pomogła mu ocenić miejsce odskoku, ale też wraz z odbiciem stanęła wyżej w strzemionach, przesuwając rękę do przodu w ślad za ruchem końskiego pyska. Wbrew wskazówkom otrzymanym od właścicielki, nie spotkała się z wynajdywaniem przez Bloo strachów ani płoszeniem się, choć rzeczywiście miał tendencję do szybkiego galopu, tutaj przekładającego się na wyciąganie do przeszkód. Na razie jednak Naomi miała wszystko pod kontrolą, dając ogierowi galopować w dystansach i lekko przytrzymując go przed samymi przeszkodami, tak jak miało to miejsce w przypadku numeru drugiego.
Dalej czekało na nich wskoczenie na stopień, do czego przygotowała Bloo siadając wcześniej w siodle i aktywnie jadąc go do przodu, by dopiero przy odbiciu wstać do półsiadu i wyciągnąć ręce do przodu, dzięki czemu wskok wypadł doprawdy harmonijnie. Od razu po wskoczeniu na nowy poziom, podniosła ogiera przez półparadę i mocniejsze dociążenie dosiadem jego zadu, co miało przygotować go do pokonania następującej po 3a przeszkody. Uporawszy się z nią, ponownie pozwoliła Bloo lekko wydłużyć wykrok, co jednak w żadnym wypadku nie równało się spłaszczeniu galopu - ten niezmiennie był dość okrągły i równy, o co Naomi dbała od początku, zwyczajnie nie chcąc dopuścić do ewentualnego wypadku. Jakieś pięć foule przed czwartą przeszkodą ponownie usiadła w siodle, jednocześnie wykonując serię półparad, mających na celu przygotowanie konia. Doprowadziła srokacza do przeszkody, w najeździe tworząc korytarz z pomocy, który powinien zminimalizować ryzyko ewentualnego niepowodzenia. W wymierzonym miejscu dała mu łydkę, zachęcając do oddania skoku nad jedną z wyższych i szerszych przeszkód na torze. W trakcie lotu ponownie udało się Naomi zachować nienaganną równowagę, zapewne służącą ogierowi.
Dalej pogalopowali równie żywo co przedtem do kolejnych przeszkód; kolejny szereg także powstał za wykorzystaniem rzeźby terenu. Pamietając o tym, że na ich drodze czekało teraz zeskoczenie w dół, usiadła w siodle i odchyliwszy się do tyłu, półparadą zwróciła uwagę srokacza na kolejnym zadaniu. Zanim dojechała do skraju, dała ogierowi łydkę, zachęcając go do oddania płaskiego i dalekiego skoku w dół, w trakcie którego postarała się o wystarczające oddanie wodzy. Wylądowawszy pozostała w pełnym siadzie, aczkolwiek lekko skróciła konia, zarazem go podnosząc, by pokonanie drugiego członu szeregu było równie proste.
Następna, szósta przeszkoda wymagała nieco mniejszego zaangażowania, była zresztą dość lubiana przez konie, bo umożliwiała dodatkowe odbicie od powierzchni stołu. Zawodniczka była gotowa na taką możliwość, więc niezależnie od tego czy ogier pokonał stół jednym susem, czy w locie odepchnął się od "blatu", nie zachwiał równowagą dziewczyny, bo ta cały czas miała mocne oparcie w strzemieniu oraz na bloczkach kolanowych, dzięki czemu naprawdę trudno byłoby wyrzucić ją z siodła. Zaliczywszy szóstkę, żwawym galopem udali się na siódemkę posiadającą dodatkową alternatywę, na którą Naomi zdecydowała się bez wahania. Skoczenie palisady było o niebo prostsze niż cornera, toteż wybór był logiczny.
Dalej stała kolejna ciekawa kombinacja, opierająca się dokładnie na tym samym co poprzednio, toteż działanie zawodniczki było jednakowe; pierw zrównoważony, spokojny najazd do stopnia, na który wskoczyli wciąż nienagannie współpracując. Dalej pozwoliła sobie nieco przytrzymać konia, by zeskoczył raczej dość blisko, zostawiając miejsce na nieco żywsze dojechanie do trzeciego członu, spod którego odbicie nastąpiło dość wcześnie, by lot wypadł daleki, dostosowany do rodzaju przeszkody.
/1-8cNearly Perfect - 2016-10-15, 18:14 Chyba się nie pozabijali, skoro mogła wystartować w zawodach? Co prawda były to zawody wyjazdowe, a więc tymczasowo Perfect przebywała w innej stajni, jednak pewne rzeczy się nie zmieniają. Jak na przykład atmosfera przed zawodami. Kasztanka kręciła się niecierpliwie po boksie, gdy przyszedł po nią luzak. Oporządził ją i osiodłała, co poszło mu dość sprawnie, mimo, że klacz wydawała się odrobinę humorzasta. Rozchmurzyła się widząc na horyzoncie znajomą burzę kolorowych włosów i na rozgrzewce była już skupiona i zaangażowana.
Po rozgrzewce Caroline poprowadziła ją w kłusie w stronę linii startu. Słysząc sygnał dzwonka wypchnęła ją do galopu, do którego Perfect ochoczo przeszła, dostosowując się do pośredniego tempa, jakie narzuciła jej amazonka. Zbliżając się do pierwszej przeszkody kobieta zamknęła ją w pomocach, siadając w siodło i przed jedynką odsyłając ją do skoku. Kasztanka wybiła się w wyznaczonym miejscu, wzniosła nad przeszkodę, zabaskilowała, zgrała się z kolorowowłosą w skoku i miękko wylądowała. Klacz chociaż była WKKWistką i radziła sobie również w ujeżdżeniu, lubiła skoki i z crossem tez nie miała problemów. Nie przestraszyła się przeszkody, co czasem jej się zdarzało, lecz odważnie ją pokonała. Nadal w pośrednim galopie selle ruszyła na dwójkę, na którą droga była dość prosta. Tu znowu Caroline zamknęła ją w pomocach, doprowadziła do przeszkody i odesłała w skok - z podobnym rezultatem. Dalej do trójki, dalej tym pośrednim tempem. To bywało czasami trudne, ze względu na śliskie po deszczu podłoże, na którym siedmiolatka się ślizgała lub potykała, chwilowo się dekoncentrując, tracąc równowagę i ustawienie, na co jednak Caroline zapewne była przygotowana. Skręciły w prawo, gdzie ich oczom ukazała się kolejna przeszkoda. Nearly widząc ją tylko zastrzygła uszami. Dwudziestopięciolaka nie dawała jej możliwości, żeby przyglądała się i skupiała na przeszkodzie i jej dziwnym wyglądzie bardziej niż to było konieczne. Wzięła ją bardziej na siebie i odesłała do skoku we właściwym miejscu. Kasztanka wybiła się z siłą z zadu, bez problemu pokonując przeszkodę, w skoku zgrywając się z Caroline. Nadal tym samym tempem ruszyły do czwórki, po drodze pokonując dwa zakręty, by znaleźć się na wprost przeszkody. Tam znowu kobieta zamknęła ją w pomocach, doprowadziła do przeszkody i wspierając na podobnych co wcześniej pomocach odesłała w skok, który kasztanka oddała na czysto. Ruszyła dalej na piątkę utrzymując bez problemu to samo, aktywne tempo, jakie narzuciła jej Caroline. Kobieta doprowadziła ją zamkniętą w pomocach do przeszkody i znowu odesłała do udanego skoku. Pokonały piątkę płynnie i ruszyły po prostej do szóstki tym samym tempem. Klaczy zdarzały się potknięcia, ale poza tym odważnie szła naprzód i elementy otoczenia nie dekoncentrowały jej zanadto, a co najważniejsze nie płoszyła się z byle powodu. Zbliżając się do szóstki Caroline zamknęła ją w pomocach i wzięła bardziej na siebie, biorąc siłę z zadu. Selle francais nie zareagowała w żaden sposób, jaki mógłby wskazywać, że przeszkoda budzi w niej obawy. Przeciwnie: otrzymując łydkę wybiła się dość energicznie z zadu, baskilując nad przeszkodą, zgrała się z Caroline w skoku i pokonała szóstkę z niewielkim zapasem.
Dalej czekał ich szereg 7ab. Ruszyli w jego stronę umiarkowanym tempem, pomimo poślizgnięć, czy potknięć, które im się czasem zdarzały. Przed 7a kolorowowłosa znowu zamknęła Nearly w pomocach, wzięła ją bardziej na siebie i odesłała do skoku z siłą z zadu. Z obiema przeszkodami siedmiolatka nie miała najmniejszych problemów: wzniosła się nad przeszkodę, ładnie ułożyła w locie i zgrała z amazonką, miękko lądując po drugiej stronie. Na odcinku do ósemki trzymały obecne tempo, z czym Perfect nie miała problemu i dopiero po wyjechaniu łuku Caroline pogoniła ją w galopie. Kasztanka chętnie jeszcze by przyspieszyła, jednak ostatecznie dostosowywała się do pomocy od kobiety. Doprowadzona do miejsca wybicia przy ósemce wbiła się energicznie, z bezpiecznym zapasem pokonując przeszkodę. Krótki odcinek dzielił ich od dziewiątki, na którym oczywiście nie mogły uniknąć potknięcia, które na chwilę wybiło klacz z równowagi. Mimo to dojechali do przeszkody całe i zdrowe. We właściwym miejscu odesłana do skoku wybiła się, wzniosła nad przeszkodę, przybrała odpowiednią pozycję w locie i zgrała się w nim z kobietą. Utrzymując pośrednie tempo pokonała bez większych trudności kręty odcinek na dziesiątkę, nie ucieszyła się jednak z widoku zębów rekina, które rzeczywiście wyglądały groźnie. Parsknęła nerwowo i na chwilę przytuliła uszy do potylicy, nie zwolniła jednak i nie zaczęła kombinować. Doprowadzona do przeszkody po otrzymaniu łydki chcąc nie chcą wybiła się, zabaskilowała nad przeszkodą i całe szczęście wylądowała spokojnie i bezpiecznie za przeszkodą, ciesząc się, że ma ją z głowy.Anonymous - 2016-10-15, 18:55 Ogier podczas transportu nie sprawiał żadnych problemów. Choć od jego ostatniej przejażdżki przyczepą minęło trochę czasu to nie miał żadnych oporów przed wejściem do niej. Jednak gdy obok niego pojawiła się klacz odstawił mały koncert, jak każdy ogier.
Po dojeździe szybko zaaklimatyzował się w nowej stajni, gdzie spędził noc zanim przystąpił do startów.
Następnego dnia został wyczyszczony i osiodłany przez luzaka, a jego właścicielka zabrała go jedynie po to żeby się rozgrzał.
Po rozgrzewce przyszła ich kolej by pojawić się na starcie. Siwy był dość podekscytowany, nie tyle samym startem, a obecnością tylu koni i ludzi. Furkocząc kłusował przed siebie, aż przekroczył start, gdzie otrzymali sygnał dźwiękowy. Do samego galopu nie trzeba było go długo namawiać, bo niemal od razu wyrwał się do przodu. Dopiero po kilkunastu metrach zredukował swoje tempo do takiego, by przetrwać cały cross. Dawno nie miał okazji do startowania w tej dyscyplinie, więc to jak zareaguje na poszczególne przeszkody pozostawało wielką zagadką. Kobieta mogła się tylko modlić o to, żeby się po drodze przypadkiem nie zabili. Na widok pierwszej przeszkody ogier uniósł nieznacznie łeb, by określić mniej więcej odległość do miejsca wybicia. Nie chciał się wyłożyć już na samym początku. W odpowiednim miejscu wybił się do góry i bez problemów pokonał przeszkodę. Po lądowaniu odzyskał równowagę i równym galopem pokierował się do drugiej z przeszkód. Bez problemu pokonywał kolejne metry trasy, nie zwracając uwagi na ludzi. Najbardziej interesowała go teraz kolejna przeszkoda, która z każdą minutą była coraz bliżej. W odpowiednim miejscu ponownie wzbił się w górę, po czym czysto wylądował. O ile z tymi przeszkodami szło mu dobrze to trójka wyglądała mniej przyjaźnie. Nic dziwnego więc, że postanowił skoczyć jeszcze wyżej, by mieć pewność, że na pewno ją przeskoczy. Nie powiadomił o tym swojej właścicielki, więc nic dziwnego, że zgubiła strzemię i obiła mu kręgosłup. Siwy skulił przy tym swoje uszy, zaciskając mocniej pysk ze złości. Kolejna w kolejce była czwórka, którą przeskoczył bez kłopotów, a niedługo po niej piątka. Po mocnym wybiciu się w górę, wylądował po drugiej stronie przeszkody szastając energicznie ogonem. Z postawionymi na sztorc uszami pogalopował do szóstej przeszkody, która dla jego końskiego umysłu nie wyglądała zbyt ciekawie. Z resztą jak większość. Przyspieszając nieco tempo swojego galopu znalazł się pod szóstką, przed którą wybrał odpowiedni moment na wybicie. Po szóstce przyszła kolej na siódemkę, do której siwy podszedł z lekką rezerwą. Szereg źle wyglądał w jego oczach, ale ostatecznie został na prawidłowym kursie i nie uciekał nigdzie na boki. Przeskoczył pierwszy człon, a chwilę po nim drugi. Nie poszło tak źle jak przewidywał, więc był teraz lepszej myśli. Na zakręcie poprzedzającym najazd na ósemkę poślizgnął się na błocie, co wytrąciło go z równowagi. Jednak szybko udało mu się pozbierać do poprzedniego ustawienia. Po oddaniu czystego skoku zostały mu już tylko dwie przeszkody do pokonania. Dziewiątka była tylko formalnością, ale dziesiątka ze względu na swój wygląd trochę go wystraszyła. Kobieta jednak nie pozwoliła mu zwiać, dzięki czemu połowa trasy minęła im bez wypadku.