Vivianne Feron - 2018-05-23, 08:45 Pochwaliła klacz po poprawnie wykonanym szeregu, a przy kolejnej przeszkodzie, trochę spodziewała się innej, niż spokój, reakcji Clair. To białe coś faktycznie mogło straszyć, było zabudowane i nie pokazywało koniowi, znajdującego się za tym, świata. Kasztanka więc miała prawo zwiększyć czujność, ale i brunetka nie była w tym przypadku obojętna. Wspomagała ją w podjęciu decyzji o skoku, ani na moment nie dała się wytrącić z równowagi i pewnie naprowadzała ją do lotu, troszkę wylatując z siodła, gdy okazało się, że de Lune ma ochotę przeskoczyć przeszkodę w całości, a nie zmieścić się w dziurę.
Mimo wszystko – przeszkoda została pokonana, pomimo strachu ze strony klaczy, a przecież właśnie to się liczyło, prawda? Dla utrwalenia decyzji o podniesieniu się w górę powiedziała w stronę konia „Dobrze” i postanowiła ponownie zaatakować ten cel, gdzieś przy końcu ich treningu. Do którego wcale nie było tak daleko, co nie zmieniało faktu, że musiały oddać jeszcze kilka susów.
Zmieniły teraz nogę galopu na lewo – jeśli nie udało się tego wykonać przy pomocy lotnej, to brunetka na moment przeszła do kłusa, by w chwilę później ponownie wypchnąć klacz biodrami do wyższego chodu, a tam już półparadami uprzedzała Clair o kolejnym wyzwaniu. Tym razem była to przeszkoda nr 10, z wcześniej podanego schematu, a kilkadziesiąt metrów za nią, jawił się szereg o numerze 9. Najwyraźniej Kanadyjka wzięła sobie za cel dzisiejszego treningu wypróbowanie nerwów konia i sprawdzenie go na wszelkich podmurówkach czy zabudowanych przeszkodach. Nie były to wysokie loty, a takie straszaki zawsze warto jest pomęczyć!
Zamkniętą w korytarzu z pomocy, prowadziła kasztankę wprost na środek pierwszej z przeszkód, półparadami skupiając jej uwagę na nadchodzącej przeszkodzie, a następnie odesłała ją w powietrze, by w chwilę później miękko znaleźć się w siodle. Teraz wprowadziła ją w łuk, w którym chętnie oferowała jej oparcie w swoich łydkach i prowadząc na zewnętrznej wodzy, bezbłędnie prowadziła ją po zakręcie, nie dopuszczając do utraty równowagi czy wypadnięcia z ustawienia. I już moment później skupiała uwagę klaczy na członie A, by ponownie zamknąć ją w łydkach, nie pozwolić by uciekła na którąkolwiek ze stron i przekazać jak najwięcej pewności, co do oddania skoku. Jeśli i ten udało im się oddać, to w ten sam sposób brunetka naprowadzała ją na drugi człon tej samej przeszkody.Clair de Lune - 2018-05-24, 20:12 Była całkiem zaskoczona faktem, że przedostała się na drugą stronę bez problemów. Nic jej nie zjadło, nawet nic jej nie dotknęło! Zakodowała to sobie w głowie, bo pomimo kilku paskudnych cech potrafiła wyciągać wnioski. Zastrzygła uchem w odpowiedzi na pochwałę głosową ze strony swojej amazonki, przez chwilę jeszcze nasłuchując a następnie skupiając się na kolejnym zadaniu.
Na pomoce do lotnej odpowiedziała z małym opóźnieniem, oraz zrobiła to dość topornie i z wyjściem z ustawienia, nogę niemniej zmieniła bez przechodzenia do kłusa. Ten element był jej znany, ale jeszcze nie zawsze kojarzyła z czym się to wiąże i zwyczajnie ćwiczenie wymagało dopracowania.
Nie straciła nic na jakości galopu, wręcz przeciwnie, poruszała się teraz miękko i okrągle, nie ciągnąc już do przodu. Zdążyła się trochę zmęczyć, więc nie próbowała numerów z ponoszeniem jak na początku treningu, pozostała oparta na ręce i oczekiwała na polecenia Vivianne.
Nakierowana na przeszkodę z numerem 10 uniosła lekko przód, mocniej podstawiając zad i przyglądając się kłodzie. Nie wywołała ona u kasztanki żadnych emocji poza uwagą, Kanadyjka mogła być więc spokojna. W wybranym miejscu Clair odbiła się do góry, zachowując kilka centymetrów zapasu, ciągnąc szyję w dół i zachowując okrągły grzbiet.
Zakręt pokonały bez problemów, klacz wygięła się od łydki jak rogalik, przemielając wędzidło w pysku. Wyprostowała się do szeregu, galopując teraz w dwóch śladach. Wybiła się ciut wcześniej niż było to konieczne, ale zachowała ładną parabolę lotu. W dystansie dodała lekko, pozostała niemniej jednak pod kontrolą amazonki i bez oznak strachu pokonała drugi człon.Vivianne Feron - 2018-06-05, 12:59 Vivianne skierowała kolejną pochwałę w stronę swojej świeżutkiej podopiecznej, która była coraz bardziej jezdna i z którą coraz lepiej jej się współpracowało. Oczywiście wiedziała, że regularne treningi pozwalają osiągnąć duży sukces, ale w przypadku tak niewiele doświadczonego konia, jakim była Clair, postępy widać było gołym okiem i az chciało się pracować z klaczą, żeby widzieć ich więcej i więcej. Myślenie to było zachłanne, ale dobre, zarówno dla konia jak i amazonki.
Pięciolatka spisywała się na treningu bardzo dobrze, a brunetka nie chciała przedobrzyć, więc postanowiła skoczyć jeszcze jedną, łatwą przeszkodę i na koniec powtórzyć raz jeszcze białego straszaka. Nie zastanawiając się długo wzięła się za realizację swojego planu, a wktórce naprowadzała już Clair na przeszkodę oznaczoną numerem jeden. Do tej pory takie wystające krzaczki nie robiły na niej wielkiego wrażenia, więc Kanadyjka miała nadzieję, że tym razem nie będzie inaczej. Mimo wszystko, zachowała wszelkie środki ostrożności i naprowadzała klacz zamkniętą w korytarzu z pomocy, na sam środek wybranego punktu trasy. Półparadami skupiała jej uwagę, a wybrawszy miejsce odskoku, posłała klacz do lotu, próbując upewnić się, że tym razem wypadnie on w odpowiednim miejscu, a nie jak poprzednio – nieco zbyt wcześnie.
Kiedy już znalazły się po drugiej stronie przeszkody, Vivianne ponownie naprowadziła klacz na białego straszaka, zachowując te same środki ostrożności i pomoce względem kasztanki. Jeśli trzeba było, zachęciła ją do lotu krótkim cmoknięciem, ze swojej strony nie dając żadnych wątpliwości, że przeszkodę należy pokonać i nie wykonywać żadnych fałszywych ruchów. Jeśli i tym razem im się udało, po wylądowaniu jeszcze przez moment utrzymywała klacz w galopie, w tym czasie klepiąc ją po szyi w podziękowanu za dobry trening. Chwilę później pozwoliła przejść do kłusa, a następnie do stępa, w którym pooprowadzała ją jeszcze chwilę między przeszkodami, a następnie, nadal na jej grzbiecie, udała się do stajni.
Zt.Clair de Lune - 2018-07-03, 19:28 Aktywnie galopując została naprowadzona na przeszkodę z numerem jeden. Skupiona przez swoją amazonkę podeszła równo do wyznaczonego miejsca i odbiła się w dobrym miejscu, co zapewniło obu paniom optymalny, ładny i poprawny technicznie skok.
Białego straszka obrzuciła spojrzeniem, podnosząc wysoko głowę ale nie wahając się przy najeździe. Była wyraźnie spięta i zaniepokojona, ale dzięki pomocy ze strony doświadczonej Viv wybiła się w dobrym miejscu i oddała skok, zachowując bezpieczny zapas ale już bez latania bez sensu w górę.
Zadowolona z pochwał machnęła głową, następnie zwalniając do kłusa i stępa. Zmęczona nie sprawiała swojej amazonce żadnych problemów, na koniec udając się z nią w kierunku stajni.
ztNaomi Eaton - 2018-08-27, 08:50 Droga na tor była wystarczająco długa, żeby w międzyczasie wstępnie rozstępować konia. Naomi wykorzystała ten czas maksymalnie, starając się jak najlepiej zrozumieć klacz i rozeznać się w jej sposobie bycia. W końcu każdy koń był inny, prawda? Wymagała od niej aktywnego stępa, podczas którego dosiadem i łydką dojeżdżała ją do ręki, która proponowała elastyczny, przyjemny kontakt z pyskiem. Póki co pozwoliła jej nieść szyję swobodnie wyprostowaną, ale już na tym etapie oczekiwała jakiegoś "dialogu", więc dążyła do wejścia na kontakt.
Gdy dojechały na miejsce, klacz w zasadzie była już gotowa do pierwszego zakłusania, więc Naomi dała jej łydkę, wciąż ucząc się siły, z jaką powinna dawać jej pomoce. W kłusie miała już większe oczekiwania względem Ruby, a mianowicie zaczęła wplatać w jazdy pojedyncze koła i wolty, kręcąc się z holsztynką po bliżej nieokreślonym metrażu. Miejsca było sporo, więc mogły sobie pozwolić na swego rodzaju fantazję.Sexy Ruby - 2018-09-02, 16:23 Podczas spaceru na tor klacz nie sprawiała szczególnie dużych problemów, lecz z początku wędrówki bardzo bujała głową i czasami zdarzyło jej się szarpnąć za wodze. Wszystko to przez to, że usilnie próbowała pozbyć się niewygodnego wędzidła, które najwidoczniej bardzo jej przeszkadzało. Ruby to bardzo delikatny osobnik, któremu przeszkadzałoby nawet ziarenko piasku pod siodłem, a co dopiero kawałek metalu w pysku. Co prawda powinna już do tego przywyknąć, ale nawet z kilkuletnim stażem, to z początku jazdy wciąż sprawiało jej to swego rodzaju dyskomfort. Dopiero niedługo przed dotarciem do celu klacz nieco się uspokoiła i przestała uporczywie mielić wędzidło, dając mu wreszcie spokój. Wówczas również jej krok stał się płynniejszy i bardziej delikatny, a tempo bardziej wyrównane, gdyż wcześniej na zmianę lekko przyspieszała i maksymalnie zwalniała.
Po dotarciu na miejsce, klacz rozejrzała się uważnie, lecz już na tym etapie była bardziej skupiona na blondynce, niżeli samej sobie, czy też otoczeniu. Właśnie to skupienie pozwoliło jej na natychmiastową reakcję po otrzymaniu pomocy. Reakcję dość gwałtowną, bowiem uznała, że łydki Naomi przycisnęły ją nieco za mocno. Wyrwała się to przodu, ale już po dwóch czy trzech krokach sama nieco zwolniła, przyjmując bardziej spokojne tempo. Rudej wystarczyło same muskanie - już po takim delikatnym impulsie była w stanie wykonać zadanie. Warunek był jeden - musiała być skupiona na jeźdźcu. W przeciwnym razie delikatne pomoce za wiele nie dawały, zaś te mocniejsze doprowadzały ją do szewskiej pasji. Dlatego też trzeba było wpierw zdobyć uwagę Rudej, a potem można było prowadzić naprawdę przyjemny trening.
Podczas kłusowania, klacz wykonywała różnego rodzaju figury, mające na celu nieco ją porozciągać i wzmocnić kontakt. Każda figura wychodziła jej nienagannie, chociaż chwilami trzeba ją było nieco przypilnować.Jonah Wrens - 2019-04-28, 21:11 Przyjechałem tutaj na luźnej wodzy nie chcąc denerwować ogiera bawieniem się w jakiekolwiek ustawianie kiedy miał szansę na spokojnie rozgrzać mięśnie i wyciągnąć sobie szyję do woli. Dopiero wjeżdżając na teren toru crossowego zdecydowałem się na jakikolwiek kontakt, jeszcze jednak nie ściągając derki z jego pleców. Pokręciłem się po bliżej nieokreślonej trasie gdzieś tam zakręcając większym łukiem, gdzieś sprawdzając jego elastyczność zrobiłem ciaśniejszą woltę bądź zakręt. Cały czas podpierając go łydkami i egzekwując wyginania się, a nie udawania i oszukiwania wpadaniem jakąś częścią w zakręt żeby było szybciej. Po drodze zrobiłem kilka zatrzymań bardziej od dosiadu niż wodzy, czasami nawet nie używając wodzy chcąc mieć w późniejszym etapie treningu pełną kontrolę nad gniadym. Jakoś mi się zwyczajnie nie widziało wylądowanie, na którejś z crossowych przeszkód. Lubiłem swoje żebra i życie.Desperado - 2019-04-28, 21:20 Droga na cross było dziś wyjątkowa pusta, więc nic go nie rozpraszało podczas niej. Stępował więc energiczne przed siebie, szyję niosąc nisko, niemal rozprostowaną, lecz nie tracił czujności. Cały czas strzygł uszami i spoglądał na boki, chcąc mieć wszystko na oku. Nie byłby równie grzeczny idąc obok Jonaha, jako że miał sporo energii. Pod siodłem jednak miał więcej respektu więc nie przyszło mu do głowy nic durnego.
Niestety wyglądało na to, że trochę mu się pozapominało. Najchętniej tylko szedłby przed siebie, byle szybciej, więc po nabraniu wodzy na kontakt okazało się, że jest na nim dość ciężki i raczej toporny, jeśli chodzi o działanie ręki, a także dosiadu, który z początku próbował ignorować. Zamiast się zatrzymać to maksymalnie zwalniał, dopiero wtedy ewentualnie przystając na chwilę w miejscu. Trwało to do czasu aż Jonah stanowczo wyegzekwował jedno z zatrzymań, co sprawiło, że Desperado zaczął podejrzewać, że takie zachowanie jednak nie przejdzie, więc stał się trochę bardziej uważny. Widocznie był jednak w nastroju do zostania czołgiem, do czego miał idealne fizyczne predyspozycje i co raczej nie sprzyjało zachowaniu żeber jeźdźca w całości.Jonah Wrens - 2019-04-28, 21:28 Trochę byłem zaskoczony tymi reakcjami, a raczej ich brakiem ze strony gniadego. Najwyraźniej musiał trochę się zakurzyć, że teraz kombinował. Porzuciłem, więc plan idealnego przebiegu treningu, na rzecz korekty niezbędnych elementów do skoczenia nawet gałązki. Zacząłem od podniesienia ogiera zewnętrzną wodzą i dopchania go łydką do tej decyzji. Jeśli nie zareagował powtórzyłem czynność tym razem ostrogą wrzucając go do przodu. Nie pozwalałem mu się uwieszać, a upierdliwie podnosiłem go do góry żeby sam dźwigał swoją głowę i oddał mi kierownicę. Dopiero wtedy ponownie spróbowałem go zatrzymać od razu zamykając rękę i zatrzymując swobodę ruchu dosiadu. Podpierając przejście liczyłem na to, że jednak zwolni, a gdyby tego nie chciał - nie patyczkowałem się i użyłem mocniej zewnętrznej wodzy nie zważając na to czy się podniesie, czy jednak faktycznie przeliczy zęby i spokornieje. Gdy się zatrzymał od razu poklepałem go po szyi i od łydki ruszyłem dalej po dwóch minutach ponawiając zatrzymanie stopniując subtelność pomocy w stosunku do reakcji folbluta. Tym razem gdy się zatrzymał pilnowałem tego żeby stał. A nawet gdyby powtórzyła się sytuacja z ciągnięciem do przodu to wycofałem go kilka kroków i dopiero zatrzymałem dając go na wstrzymanie.Desperado - 2019-04-28, 21:40 Łatwo było się przyzwyczaić do niekonfliktowego charakteru Desperado i tego, że zwykle chodził jak w zegarku. Tak naprawdę był jednak niezłym kombinatorem, a czasami nawet chamem znającym swoją siłę. Nie bez powodu nie siadały na niego żadne kobiety, bo nawet z odpowiednimi narzędziami w ręku mogły być bezbronne przy jego uporze. Taki Jonah był jednak równym przeciwnikiem, ale Desperado też wcale nie chciał się z nim bić, więc spokorniał dość szybko. Głównie dlatego, że Jonah nie pozwalał mu w nieskończoność sprawdzać, gdzie leży granica i prędko dał mu odczuć czym grozi dalsze lekceważenie. Kuląc uszy otworzył na chwilę pysk i spiął wszystkie mięśnie, ale zatrzymał się i szybko otrząsnął z tego przeżycia. Nie był koniem który długo chowa urazę i łatwo traci zaufanie, więc chociaż przez chwilę zabolało, to na przyszłość miał po prostu więcej respektu, ale nie uciekał od ręki jak oparzony. Co prawda nie zrobił się przez to miękki i luźny, ale kolejnym razem po prostu stanął w miejscu, gdy Jonah tego zechciał. Trzymając ucho zwrócone w jego stronę przeżuł wędzidło i czekał, co będzie dalej. Nie stał idealnie równo na czterech nogach, ale nigdzie się nie wybierał bez jasnego sygnału.Jonah Wrens - 2019-04-28, 21:46 Szczerze powiedziawszy w dupie miałem to czy stanie perfekcyjnie równo, czy rozjedzie się w każdą stronę świata. Interesowało mnie to jak szybko zareaguje i byłem zadowolony, że wyciągnął wnioski z tej krótkiej i przyjemnej dla pysia lekcji. <3
-Dobry koń.
Pochwaliłem go łagodnym głosem i pogładziłem po szyi oddając w nagrodę wodze i przykładając łydkę żeby sobie postępował. Dałem mu chwilę na odreagowanie tego co się stało i dopiero po jakichś około dwóch minutach ponownie wróciłem z kontaktem. Przeruszyłem wędzidłem wraz z wewnętrzną łydką i zostawiłem póki co w spokoju jego głowę. Zamiast tego podprowadziłem go pod ogrodzenie i tam zostawiłem derkę od razu podciągając jeszcze popręg. Ruszając ponownie stępem przeruszyłem ponownie wędzidłem i zaprosiłem go do kłusa zostawiając rękę w jednym miejscu. Jeśli to uszanował to mógł nawet iść jak lama o ile tego chciał. Nie wadziła mi swoboda akurat w momencie rozgrzewki, ba nawet oddałem mu trochę wodzy i pozwoliłem swobodniej kłusować. Chyba, że znowu próbował kombinować z głową to musiałem wtedy zareagować.Desperado - 2019-04-28, 22:00 W tej kwestii nie podzielał entuzjazmu Jonaha, ale nie miał ochoty z nim dyskutować. Daaawno temu jeszcze potrafił walczyć o ostatnie słowo, ale życiowe doświadczenie nauczyło go, że i tak nie wygra. Co prawda nigdy też nie był na tyle zdesperowany by po prostu jebnąć kimś o glebę i tym definitywnie zakończyć pojedynek, no ale może to i lepiej.
Ruszył ponownie stępem i skorzystał z dłuższej wodzy, szybko rzucając w niepamięć tamten chwilowy konflikt. Na działanie ręki wraz z łydką odpowiedział przeżuciem wędzidła, nie opierając się nabraniu wodzy na kontakt, po czym zatrzymał się przy ogrodzeniu by Jonah mógł spokojnie zdjąć derkę i podciągnąć popręg. Kontrolował go jednym uchem i kątem oka, po czym odszedł spod ogrodzenia i chwilę później ruszył kłusem. Faktycznie dość szybko się wylamił, perspektywa biegania była zbyt kusząca i ogiera widocznie korciła otwarta przestrzeń. Szedł szybkim kłusem, a przez to trochę niewygodnym, ale w razie potrzeby dawał się lekko przytrzymać. Nie był jednak skory do opuszczenia głowy, bo w takim przypadku znowu lekko napierał na rękę. Dobre było tylko to, że tym razem reflektował się natychmiast po łagodnej korekcie. Był za to wyraźnie rozkojarzony i najchętniej poszedłby po prostu galopem, co było czuć szczególnie wtedy, kiedy zbyt długo jechali po prostej. Nie odważył się jednak zagalopować samemu, choć gdyby Jonah choćby nieopatrznie musnąłby go łydką, mógłby być pewien tego, że wystartowałby mu od razu, jak zdjęty z toru. Jonah Wrens - 2019-04-28, 22:07 Ciężko byłoby z nim wtedy wygrać, chyba że jeździec jako pierwszy sprowadziłby go na glebę. Ale to już kwestia sporna i nie na teraz.
Nie przeszkadzało mi szybsze tempo kłusa, tylko sobie sprawdziłem kontrolę szybką i delikatną półparadą żeby już go z marszu nie katować mocnym ciąganiem za pysk bo konik chciał sobie pobiegać. Póki respektował pomoce mógł nawet i zagalopować, a nie miałbym mu tego za złe. Konie mają to do siebie, że są żywymi zwierzętami, więc będą reagowały, a ja byłbym hipokrytą karząc go na każdym kroku jego radosnych wybryków. Dlatego zamiast go na siłę co chwile zwalniać pozwoliłem mu kłusować, a jedyne co miało wpłynąć na kontrolę to zakręty. Zmieniałem sobie kierunki po jakiejś przekątnej, dodawałem duże koła i tyle. Dałem mu te dziesięć, piętnaście minut totalnej swobody i dopiero po tym czasie kilkoma półparadami ponownie go cofnąłem i podniosłem zwalniając go do stępa. Trzymając go na dłuższej wodzy ale z kontaktem chciałem żeby sobie odetchnął i był gotowy na dalszą część rozgrzewki i spożytkowania energii już bardziej pod kontrolą i pod kątem przygotowania do skoków. Dlatego na takim spokojnym kontakcie przesunąłem sobie łydkę sprawdzając czy zareaguje i ustąpi zadem do wewnątrz/zewnątrz na obie strony.Desperado - 2019-04-28, 22:28 Te dziesięć, piętnaście minut durnego biegania kłusem wte i wewte niewiele zmieniło w jego życiu, ale za to dobrze zrobiło mu na głowę. Fizycznie nie zmęczył się nawet odrobinę, ale wyleciało mu z łba trochę głupotek, dzięki czemu rozum mógł wreszcie wrócić na swoje miejsce. Gdyby mógł wybrać wolałby chyba już do końca nie robić nic poza bieganiem, ale zaakceptował odmienną wizje Jonaha i prawie od razu zszedł na ziemię. Zwolnił do stępa i zanim przyszedł do ręki, parsknął parę razy pod rząd, potrząsając przy tym łbem, co było oznaką postępującego rozluźnienia. Wreszcie skupił się na jeźdźcu i podjął się z nim dialogu oraz współpracy, tak naprawdę pozwalając zrobić ze sobą wszystko. Skupiony na Jonahu powoli dążył do tego by odpowiadać na coraz lżejsze sygnały, choć mężczyzna raczej nie miał się co spodziewać tego, że będą one znikome, bo Desperado był jednak koniem wymagającym zdecydowanego działania, niezależnie od tego, czy był chętny do współpracy czy nie. Taki już był, po prostu. W każdym razie przestał wreszcie chodzić z głową w chmurach i całą tą energię skumulowaną w ciele zaczął powoli wykorzystywać we właściwy sposób. W myślenie najbardziej go angażowały takie rzeczy jak właśnie zastosowana prośba o ustąpienie zadem, co też uczynił. Taki krótki ruch nie kosztował go zbyt wiele, gorzej gdyby Jo oczekiwał od niego wzorowego chodu bocznego na dłuższym odcinku, bo wtedy mogłoby się okazać, że ciężko mu wykrzesać z siebie wystarczająco energii, lecz póki co był coraz bardziej skłonny do gimnastykowania się.Jonah Wrens - 2019-04-28, 22:39 Powoli przemycałem ćwiczenia, które miały pomóc mi w rozluźnieniu gniadosza. Gdzieś na kole ponownie przesunąłem wewnętrzną łydkę, by wypchnąć jego zad na zewnątrz na kilka kroków i od razu go prostowałem. Zmieniłem sobie kierunek i ponowiłem ćwiczenie, a po wyprostowaniu go ponownie zatrzymałem. Wyginając jego głowę w lewo, cofnąłem lewą łydkę i przesunąłem jego zad tak o 180 stopni i poprosiłem o ruszenie stępem, a następnie kłusem. Przesunąłem wędzidło i łydką podpierałem go żeby angażował zad w chodzie. Nie musieliśmy już zasuwać na łeb, na szyję ale liczyło się to, żeby trochę ruszył tyłek. Zamykając go na wolcie, zmusiłem się do tego żeby usiąść w siodle i tutaj tak samo przesunąć zad na zewnątrz jednocześnie rozluźniając przód. Kilka kroków z zadem poza obrębem koła i wyprostowanie z przejściem do stępa. Analogicznie zrobiłem na prawo zwrot na przodzie i ponownie kłus z przesunięciem zadu na kole do zewnątrz. Tym razem po zakończonym ćwiczeniu jedynie go wyprostowałem i półparadą podniosłem, a łydkę przesunąłem do zagalopowania. Kilka pierwszych kroków złapaliśmy równy nawet może być mocniejszy krok i podniosłem się do półsiadu dając mu większą swobodę rozgalopowania się ale pod kontrolą.