Sara - 2016-05-12, 17:07 OCZYWIŚCIE, ŻE NIE! Miałam na myśli przystojniejszych od tych przeciętnych. Aczkolwiek piękno to pojęcie względne i każdy ma w tej kwestii własne zdanie, którego nie powinno się podważać.
-Ej... Zostaw coś dla mnie.- zażądała, marszcząc delikatnie brwi. Nie zależało jej na równym rozdzieleniu, właściwie było jej wszystko jedno kto i ile pianek zje. Bez sprzeciwów mgła podzielić się rownież z innymi, będąc niemal pewną, że w stajennym vanie znajdzie się jeszcze kilka, o ile nie kilkanaście paczek tych słodkości. Nie domyśliła się, że Davidson mógł mieć dodatkową porcję w swoim plecaku, jednak nie stanowiło to zbyt istotnej informacji, zważywszy na to, że zapewne nie zdołają pochłonąć nawet tej paczki. No chyba, że ktoś sie dołączy, ale przecież do tego też nie będzie nikogo namawiać. Przypatrywała sie balansującym płomieniom, co jakiś czas zerkając na swoje pianki. W końcu nie chciała ich spalić! W międzyczasie sączyła również piwo, które ospale ubywało z butelki z racji, że blondynka nie spieszyła sie z jego piciem. Głownie dlatego, że nie przepadała za browarem, niewiele marek przypadało jej do gustu i niestety żadne z przygotowanych przez organizatorów nie uderzało w jej gust. Tak czy inaczej nie narzekała. Zadawały pytanie, uważnie przyglądała sie mężczyźnie, dlatego jego chwilowe pochmurnienie jej nie umknęło. Nie przejmując sie tym zbytnio, wciąż raczyła Harleya delikatnym uśmieszkiem, cierpliwie czekając, aż ten zdoła coś z siebie wydusić.
-Jesteś stuprocentowo przekonany?- mruknęła z wyczuwalną nutą ironii i uniosła lewą brew, wciąż świdrując go przenikliwym spojrzeniem, jakby chcąc przewiercić się na wylot umysłu mężczyzny. -Chyba poważnie się nad tym zastanowię.- stwierdziła nieco poważniejszym tonem i dopiwszy piwo, wolną ręką oplotła swój brzuch. Postępując w ten sposób, wydała die wręcz chłodna - taki miała zamiar, lecz rzeczywistość była odmienna. Sama nie znała większości swojej grupy. Dwójkę mężczyzn kojarzyła jedynie z widzenia, zaś pozostałych widziała pierwszy raz. Początkowo nie napawało jej to optymizmem, potem było juz odrobinę lepiej, a na koniec sprawy znowu przybrały nieoczekiwany, niekorzystny obrót.
-Weszli w drobną wymianę zdań, o...- sprostowała, lecz nie zdążyła rozwinąć swoje wypowiedzi, ponieważ skupiła sie ma przybyłych osobach. Przelotnie zmierzyła każdą z nich, na powitanie kiwając lekko głową. Oprócz Tonego nie kojarzyła nikogo, kto pojawił się w pobliżu, lecz ten fakt jej nie przerażał. Jeszcze przyjdzie czas na to, by poznać towarzystwo, a jeśli nie, cóż... rownież nie będzie nad tym ubolewać.
-Jeśli ładnie poproszą to może się podzielimy.- odpowiedziała konspiracyjnym szeptem, kusząc się o nieznaczny uśmiech. Wzrok blondynki mimowolnie spadł na Aaren, której przyjrzała sie przelotnie, po chwili odwracając w stronę Harleya, któremu to posłała wymowne spojrzenie.
-Już jestem zazdrosna.- mruknęła przyciszonym tonem, przytaczając na swoją twarz kamienną maskę, pod którą krył sie szeroki uśmiech. O nic go nie podejrzewała, ale skoro nadarzyła się okazja do droczenia, to czemu miałaby z niej nie skorzystać? Ściągnęła gotowe pianki i zjadła je ze smakiem, po chwili wbijając patyk w ziemię.
-Muszę się przebrać.- mruknęła raczej kierując te słowa jedynie do Harleya, twierdząc, że taka informacja nikogo innego nie zainteresuje. -... i pójdę po więcej piwa- oznajmiła dużo głośniej, zaraz wstając od ogniska i kierując sie wpierw do namiotu. Zmieniła bryczesy na wygodne, czarne legginsy, a oficerki na niskie, granatowe trampki. Zmieniła rownież bluzkę, lecz to jak wygladała było nieistotne, bowiem zaraz założyła na nią grubą, szarą bluzę, wkładaną przez głowę. Poprawiaczy kaptur, poskładała wszystkie zdjęte ubrania i wyszła z namiotu. Pierwsze kroki skierowała do miejsca, w którym składowane było piwo. Wzięła kilka butelek - tyle ile zdołała unieść - i wróciła do ogniska. Odstawiła wszystko na bok, jeden browar biorąc dla siebie. Trafiła akurat na moment, w którym jej panicz wykonywał telefon do nieznajomego, wiec zatrzymała sie na chwile, aby posłuchać. Na jej twarzy pojawił sie mimowolny uśmiech, a kiedy mężczyzna będący po drugiej stronie zaczął sypać groźbami, blondynka podkręciła głową.
-Grabisz sobie Davidson...- mruknęła ostrzegawczo i pogroziła mu palcem. Dalsza zabawa jakoś nieszczególnie ją wciągała, dlatego mimowolnie zaczęła rozglądać sie dookoła, w chwile później dostrzegając znajomego. Bez słowa oddaliła się od zbiorowiska i ruszyła w stronę Serga. Uśmiechnęła się do niego delikatnie, witając go w ten sposób na samym wstępie.
-Hej- rzuciła luźno, zaraz zatrzymując sie w pobliżu i upijając łyk piwa. Normalnie pewnie by nie podeszła, ale widząc, że brunet przebywa na uboczu, zdecydowała się zagadać. Poza tym sama nie czuła sie za dobrze wsród bawiących się osób, z których większości nawet nie znała. Harley będzie się nią musiał dobrze zająć, żeby nie była obrażona.
-Nie idziesz się bawić?- spytała, opierając się o płot. Mimowolnie spojrzała w stronę ogniska, lecz szybko wróciła to obecnego towarzysza. Spojrzała na niego przelotnie, zaraz zerkając na siwka, na którego widok uśmiechnęła sie subtelnie. -Dostał niezły wycisk.- zauważyła, mając oczywiście na myśli kopytnego.
//Sorry za błędy, ale pisanie z telefonu to zgroza ._.Misza - 2016-05-12, 17:12 Misza poklepał rudą podopieczną po łopatce, kręcąc z niedowierzaniem głową. Cóż, odrobina szaleństwa w życiu zawsze się przyda, temu nie można było zaprzeczyć. Ponownie skierował Charmeur we właściwą stronę, głównie utrzymując ją w kłusie. Stały, ale elastyczny kontakt i równo do przodu, żeby nie miała okazji do myślenia. Na dłuższej prostej zagalopowanie, zależało mu na utrzymaniu stałego tempa w galopie pośrednim, co jakiś czas prosił ją o przejście do roboczego. Od czasu do czasu wjazd na woltę, bo przecież mógł nieco z nią poćwiczyć w terenie, żeby porozciągać jej mięśnie. Potem przejście do kłusa, następnie do stępa i w tym tempie spokojnie dojechał do obozu. Zaginiony wrócił z akcji.
Stanął wraz ze swoją uroczą wariatką gdzieś z boku, rozsiodłał ją, sprawdził nogi i generalnie każdy skrawek ciała, by zobaczyć, czy gdzieś się nie uszkodziła, a potem puścił gdzieś na ogrodzony teren, by mogła się wytarzać. Potem pewnie zgarnie ją na pławienie, bo czemu nie. Na razie zajął się porządkowaniem torby i własnego stroju, bo wyglądał, jakby wrócił z wojny. Próbował również odgadnąć, skąd we włosach pęczek liści.Anais - 2016-05-12, 17:32 Z nikłym przekonaniem spojrzała na Hayley. Owszem chciałaby odrobinę się zabawić, lecz brakowało jej wystarczającej ilości odwagi i motywacji do tego, by ją zdobyć. Była pewna, że jej udział w grze nikogo tak nie rozweseli, a jeśli już to tylko dlatego, że totalnie się skompromituje. Zaś tego wolała uniknąć, bowiem nie chciała, by przez najbliższe dwa miesiące być wyśmiewaną również w stajni.
-Sama nie wiem...- odparła niemrawo, wzruszając delikatnie ramionami. W chwilę później odwróciła się w kierunku Mii, przez którą została zaczepnie szturchnięta. Brunetka wymusiła na sobie uśmiech, który swoją drogą nie był zbyt radosny, właściwie bardziej przypominał grymas. Chcąc się go szybciej pozbyć, upiła łyk piwa, po które sięgnęła kilka chwil po tym, jak jasnowłosa dziewczyna je przyniosła. Przez dłuższą chwilę poważne zastanawiała się nad swoją ostateczną decyzją. Z jednej strony bardzo by chciała, lecz z drugiej coś poważne blokowało ją przed przystaniem na tę propozycję.
-Wiecie jaa...- wymruczała, nie zdążając dokończyć, gdyż ujrzała przed sobą butelkę wódki oraz karton soku. Wiedziała, że napicie się tego trunku nie skończy się dla niej najlepiej, ale nie chciała odstawać od grupy - być może to szczeniackie zachowanie, które jej nie przystało, ale taka już była. Obawiała się opinii innych, która mogłaby być niepochlebna. Kierowana tymi przekonaniami, odebrała butelkę i karton, zaraz to pierwsze z nich przytykając do ust. Upiła dość spory łyk alkoholu, odruchowo krzywiąc się przy tym nieznacznie. Przygryzła dolną wargę, po chwili popijając trunek sokiem, który nieco złagodził gorzki posmak. Przekazała obydwa napoje dalej, a pozbywszy się ich z rąk, westchnęła ciężko. Czuła się o wiele bardziej rozluźniona i rozweselona i choć nadal czuła pewne opory, to ich granice odrobinę się zacierały.
-Żebyście mnie tylko nie wystawiły.- ostrzegła, wyciągając wskazujący palec, jakoby miała nim zagrozić. Teraz chyba nie było już odwrotu, lecz była bardziej ośmielona, pytanie tylko do kiedy?...Sergei - 2016-05-12, 17:46 Mężczyzna uśmiechnął się krótko, widząc zachowanie Winninga. Bystre stworzenie, temu nie można było zaprzeczyć, poza tym naprawdę utalentowane, chociaż jego podopiecznym również nie można było tego odmówić. Podrapał go jeszcze raz po ganaszu, a zaraz potem skierował wzrok na zbliżającą się Sarę. Uśmiechnął się kącikami warg i zasalutował krótko w ramach przywitania, dodatkowo żartobliwie prostując całą sylwetkę.
- Sama wiesz, problemy z nieśmiałością, kompleksy i te inne sprawy - powiedział, leniwie przeciągając samogłoski i próbując zabawnie zawachlować rzęsami - a tak poważnie, jak usiądę, to mam dziwne wrażenie, że nie wstanę, więc próbuję odwlec ten nieprzyjemny moment. Starość nie radość, dodatkowo w grupie dostałem same młode kobiety, tak więc moje ego nieco na tym ucierpiało. A jak twój teren?
Przeciągnął się, po czym ponownie zerknął na Winninga.
- Doprawdy? - zamarł w połowie ruchu, po czym wbił baczne spojrzenie w Sarę - to dobry koń. Bystry, utalentowany, ale młodość ma swoje prawa. Niemniej dzisiaj dziwnie się zachowuje.
Serg był specyficzną osobą. Miał niezwykle wybuchową osobowość, jednak w pobliżu kopytnych tłumił swoją agresję bez większego problemu, wykazując się zaskakującą cierpliwością. Chociaż czasem odbijała mu szajba, nigdy nie zdarzyło mu się wyładować na zwierzęciu albo kobiecie, tudzież dziecku. Męskim homo sapiens nie zawsze potrafił odpuścić, chociaż się starał. Niemniej częściej najpierw robił, potem myślał, co skutkowało potem obitą twarzą zarówno jego, jak i przeciwnika. Zdobył tym paru niezłych wrogów, ale przyjaciela również pozyskał w ten dziwny sposób.Sara - 2016-05-12, 18:44 Uśmiechnęła się pobłażliwie, szczerze nie wierząc w żadne słowo mężczyzny. Niemniej jednak nie skomentowała jego odpowiedzi słowami, a pokiwała nieznacznie głową, uznając, że nie będzie wnikać. Nie była szczególnie zdziwiona, kiedy brunet ostatecznie podzielił się z nią prawdziwymi motywami swojego postępowania. Westchnęła na samo wspomnienie tego nieszczęsnego rajdu. Raczej nie ukrywała swoich mieszanych uczuć, którymi darzyła sam teren.
-Daj spokój, mam wrażenie, że wzięcie udziału w tym rajdzie to nie był mój najlepszy pomysł. Byłam w grupie z samymi samcami, z których jeden był szczególnie bojowo nastawiony. Tyłka nie czuje, padam na twarz i w dodatku jakoś nieszczególnie czuje się w tamtym towarzystwie.- odparła, wzruszając lekko ramionami. Nie widziała problemu w krótkim i niezobowiązującym zwierzeniu się znajomemu. -A mój królewicz bawi się w najlepsze.- mruknęła, zerkając ukradkiem na Davidsona. Nie miała mu tego za złe, niech się bawi jeśli ma ochotę, przecież nie będzie mu zabraniać.
Ponownie przytknęła gwint butelki do ust, upijając z niej kolejny niewielki łyk piwa. Skinęła delikatnie głową, potwierdzając swoje wcześniejsze doniesienie dotyczące siwka.
-Gdybym ja została tak sponiewierana, pewnie tez zachowywałabym się dziwnie.- mruknęła niemrawo, zaraz drapiąc się po głowie i zastanawiając przez chwilę. -Właściwie... Mnie też się oberwało, ale to juz chyba z własnej winy. Jemu się nie należało.- wyznała, spoglądając, jakby współczująco na Winninga. Nie zaczynałaby nawet tematu, ale zdążyła zauważyć, że Sergei lubi to stworzenie i Ewidentnie przejmuje się jego losami. Zaś ona czuła silną potrzebę wyrzucenia z siebie spostrzeżeń, którymi niestety nie mogła podzielić się z nikim innym, bowiem nikt nie przykładał do tego uwagi.
-Nie wiem czy widziałeś albo słyszałeś, co działo sie na przodach, ale nie było zbyt ciekawie... To znaczy niektórzy bawili się świetnie, ale w mojej grupie atmosfera była napięta.- spostrzegła, zakładając ręce. -Organizatorzy chcieli, żeby Winning też był w tej nieszczęsnej grupie.- dodała po chwili, zaraz po tym milknąc i spuszczając wzrok. Jeździec siwka potężnie ją irytował, lecz nie chciała prowokować Rusa do niejakiej zemsty, której mogła się po nim spodziewać. Po prostu nie chciała wprowadzać niezręcznych sytuacji...Sergei - 2016-05-12, 19:08 No cóż, nie oszukujmy się, Rus miał wiele wad, a nadmierna pewność siebie również była jedną z nich. Jednak zalety też miał! Chyba. Niemniej, w innym wypadku nikt nie potrafiłby z nim wytrzymać, więc najwyraźniej nie było z nim aż tak źle. Tym bardziej, że potrafił się okazać całkiem dobrym słuchaczem, a w szczególności w tym momencie, gdy zobaczył niemrawą minę Sary.
- Widzisz, niektórym samcom potrafi odbić w grupie, nadmiar testosteronu i te inne męskie sprawki. Generalnie, można by powiedzieć, że niektórzy mężczyźni zachowują się jak kobiety podczas okresu, tyle że im to nie mija po siedmiu dniach. Pomyśl o zaletach tego terenu, mięśnie pośladków wyrobisz, a i pozycję na jeźdźca będziesz miała usprawnioną - powiedział, chociaż trochę za późno ugryzł się w język, więc jedynie zerknął na nią przepraszająco - wiesz, że facetom pod względem dojrzałości psychicznej trzeba odejmować przynajmniej cztery lata. Mi gdzieś z dychę odejmij, królewiczowi wedle uznania.
Ułożył wargi w skruszonym uśmiechu, chociaż w oczach czaiło się parę łobuzerskich iskierek, które jednak szybko znikły. Ciśnienie delikatnie podskoczyło Rusowi, ale nawet dobrze to zamaskował, chociaż zaczynał żałować, że nie ma alkoholu pod ręką. Skrzyżował ramiona na klatce piersiowej i bujnął się na piętach, co w jego wypadku nie oznaczało lekceważenia słów Sary. Raczej był to wstępny objaw zdenerwowania, chociaż dość szybko Serg zmusił się do uśmiechu.
-Z moją grupą byłem bardziej z tyłu, nie chciałem nikomu deptać po ogonie - powiedział, teraz dla odmiany opuszczając ręce w dół i zahaczając kciukami o kieszenie spodni - czyli mówisz, że oberwało ci się ci, czyli podejrzewam, że słownie, bo inaczej twój królewicz zrobiłby już niezłą rozróbę, a Winningowi...?
Trzeba było przyznać, że Rus stosunkowo ostrożnie drążył temat. W końcu sam nie potrafił przewidzieć własnej reakcji, mógł planować jedno, ale pewnie wyszłoby drugie.Winning Mood - 2016-05-12, 19:48 Mężczyzna nie odszedł co w zasadzie w jakiś sposób satysfakcojonowało Winninga, który potrzebował odrobiny towarzystwa. Był doprawdy przygnębiony zachowaniem jeźdźca, a zmęczenie po terenie i swojej defiladzie jedynie potęgowało nieswoje uczucie i osowiałość. Jak się okazało, chwilę później do Sergeia dołączyła drobniejsza osoba, którą koń powitał krótkim strzygnięciem ucha i przypatrywał się tej dwójce, grzebiąc przy tym kopytem w ziemi. Raz po raz prostował sylwetkę, w ludzkiej mowie rozpoznając swoje imię, i zaciekawiony stawiał do góry swe długie radary, próbując zrozumieć w jaki sposób się go tu obgaduje. Szukając chwili bliskości podszedł bliżej dwójki lecz stanął przy płocie w taki sposób, że nie mogli go dotknąć. Wbijał w nich smutne, kruczoczarne oczy wzdychając przy tym ciężko.Jim Beam Rye - 2016-05-12, 19:49 teren
Niepowstrzymany przez jeźdźca, galopował coraz szybciej, na szczęście Nicholasa wyhamowując tuż po tym, jak dogonił ostatniego konia. Wówczas przeszedł do kłusa, w którym to szedł z wysoko uniesionym łbem, zupełnie poza kontaktem, parskając przy tym nerwowo i głośno oddychając. Mieszając się z grupą, nieznacznie się rozluźnił, ale wciąż był daleki od całkowitego zrelaksowania się. Słuchał słów Nicholasa, ale jednorazowa "rozmowa" nie miała wiele zmienić. To wszystko opierało się na kwestii zaufania, a skoro najprawdopodobniej było im dane pracować ze sobą tylko raz... Czy na pewno warto było się starać? Równie dużo zdziałałaby swoimi umiejętnościami, ale mniejsza.Christian Levrull - 2016-05-12, 20:11 Zerknął na Elizabeth, kiedy ta się do niego ozwała. Uśmiechnął się do niej szczerze, bo w stajni mieli okazję nie raz zamienić parę słów i więcej, jak i życzył jej powodzenia z walką z jego końmi. Biedna.
- A no znowu, choć Twoje ostatnie spotkanie z Orchidem mogło to przekreślić.
Oczywiście wszystko mówił w żartach, wiedział i mówił jej na co się pisze biorąc go jakiś czas temu na zawody wyjazdowe, ale przynajmniej było zabawnie!
Mimo założenia Nao jej zadanie bardzo go zainteresowało , praktycznie od razu słysząc wyzwanie zwrócił zaciekawione spojrzenie w jej stronę, bądź co bądź był tylko facetem, a zadanie tego typu mogło go mocno zdekoncentrować! Nie potrafił również ukryć rozbawienia jej zdolnościami, nie nie wyśmiewał ich, ale rzadko widzi orala z bananem publicznie.
Kiedy butelka wskazała Elkę posłała jej pocieszające spojrzenie, słysząc jej zadanie.
- Powodzenia, przyda się.
I w sumie na początku szło jej całkiem nieźle póki nie musiała ruszyć po wypiciu... Cóż.
- Żyjesz?!
Zagaił do leżących zwłok samemu upijając kolejną kolejkę. Kiedy ktoś zakręcił butelką i wskazała na niego wyprostował się dumnie patrząc (dajmy, że na Nao) dziewczynie wyzywająco w oczy.
- Wyzwanie.
Odparł, ale kiedy z ust, które przed chwilą zadowalały banana usłyszał wyzwanie uśmiechnął się promiennie praktycznie od razu patrząc w stronę Bastiana.
- Bez zastanowienia bym Cię wybrał, Sebastian, ale wiem, że znowu nie goliłeś klaty.
Zażartował w stronę mężczyzny, właściwie już całkowicie "wrzucając na luz". Zwrócił jednak swój wzrok na siedzącą obok niego Monroe.
- No moja droga, ułóż się wygodnie i odkryj swój sześciopak. Nie chcę, by uznali, że się do Ciebie dobieram.
Choć logiczne, że by chciał, a co! W każdym bądź razie kiedy ta jakoś wygodnie się ułożyła tak by bita śmietana nie spłynęła jej do spodni sięgnął po podaną mu śmietanę z areozolu i bez zawahania białą pianą narysował kwiatka, bo bardziej twórczy nie był... Nachylił się nad nią i nieśmiesznie rozpoczął podróż białym śladem po jej ciele. Starał się nie wczuwać za bardzo, choć ciężko było, cieszył się w duchu, że przebrał bryczesy na luźniejsze spodnie, bo zaczęło się robić... Ciasno.
Nad nią kątem oka zerknął w jej stronę zadziornym spojrzeniem, o dziwo przyjemnie dla niej błądząc po skórze dziewczyny. Kończąc oblizał wargi podając jej mokrą chusteczkę z boku, by się wytarła.
- Szkoda, że nie mamy takich wyjazdów służbowych.
Zaśmiał się, choć jego oczy stanowczo za długo spoczęły na jej twarzy, po chwili zerknął w stronę reszty, zatwierdzając ukończenie zadania. Więcej takich!
{post szajs, ale przyszłam na chwilę do domu z korowodu, idę pić dalej, bay }Jessie - 2016-05-12, 20:27 - Pójdziemy wszystkie razem - zadecydowała w pewnym momencie, biorąc od Anais wódkę oraz sok. To akurat było niepotrzebne brunetce, żeby pokusić się na podjęcie wyzwania, jakim była gra w butelkę, ale... jak szaleć, to szaleć. Chciała się wybawić po wsze czasy, a kilkudniowy pobyt nad jeziorem z przyjaciółmi wydawał się być ku temu najlepszy. Napiła się więc wódki, zaraz zapijając ją sokiem i przekazała butelkę oraz karton dalej. Wtenczas gra dobiegła końca, co momentalnie pobudziło Jess.
- Nasza kolej, dziewczyny! - Zachęciła je, a jeśli którakolwiek z przyjaciółek nie była jeszcze do końca przekonana, teraz mogła być pewna, że nie ma już odwrotu.
- Kto jeszcze z nami gra? - Zapytała, wstając i biorąc butelkę od wcześniejszych graczy. Następnie wraz z resztą chętnych zamieniła się z poprzednikami miejscem, a kiedy już wszyscy - Mia, Anais, Hayley, Aaren oraz Tony - zajęli swoje pozycje, Jess położyła butelkę na środku i zakręciła nią.Mistrz Gry - 2016-05-12, 20:32
PRAWDA CZY WYZWANIE?
RUNDA 2:
Hayley (1) -> Mia (2) -> Aaren (3) -> Tony (4) -> Anais (5) -> Jessie (6)
Wszyscy siedzą w kole, w takiej kolejności jak podana. Przykładowo Hayley ma po swojej prawej Mię, a po lewej Jess.
LOSOWANIE #1 Butelka zakręcona przez Jessie wskazała na siedzącą obok niej Hayley. Osoba: Hayley
Pytanie czy wyzwanie? Pytanie.
Czy kiedykolwiek pocałowałaś kogoś tej samej płci? (Jeśli nie; Zrobiłabyś to?)
Elizabeth White - 2016-05-12, 20:42 Nigdzie się nie spiesząc odpoczywała w najlepsze, nie chcąc i nie mając siły się podnieść. Z zamkniętymi ślepiami starała się uspokoić swój organizm i przeczekać burzę, która nastąpiła po owym zadaniu. Gdzieś z oddali usłyszała głos Chrisa, w reakcji na co wybełkotała coś w stylu ''jasne'', nie zmieniając swojej pozycji nawet na moment. Dopiero Bastian który zdecydował się podejść bliżej zmusił ją do otworzenia oczu i jakiejkolwiek reakcji.
- Chyba - wymruczała niemrawo i powoli podniosła się do pozycji siedzącej. Wszyscy, którzy liczyli na kolorowego pawia w wydaniu El - nic z tego! Co prawda szumiało jej w głowie w dalszym ciągu, ale objawy powoli łagodniały. Oparłszy jedną rękę o swoje kolana, drugą położyła na czole i zwiesiła na moment głowę. Potrwała tak kolejną chwilę, po czym odgarnęła do tyłu roztrzepane na wszystkie strony włosy i powoli wyciągnęła w kierunku przyjaciela rękę, licząc na pomoc z jego strony.
- Nigdy więcej - dodała, otrzepując z ubrań różnorakie paprochy. Nie da się zaprzeczyć, że efektownie wyglebiła, aczkolwiek nie zrobiła sobie nic poważnego. Zamroczenie spowodowane alkoholem spowodowało, że nie odczuła upadku tak dotkliwie, jakby stało się to na trzeźwo. Nie sądziła jednal, że wywinie się od siniaków, które z pewnością w najbliżej przyszłości rozkwitnął na jej kolanach i rękach. W międzyczasie zerknęła w stronę zbiorowiska, gdzie Chris wykonywał swoje zadanie. Biorąc pod uwagę ciąg zdarzeń, zdecydowanie wolałaby zlizywać z kogoś śmietanę, niżeli powtórzyć swój manewr ponownie.Monroe - 2016-05-12, 21:01 Śledząc kolejne ruchy butelki i dalsze poczynania uczestników coraz bardziej weselała, co niewątpliwie było zasługą lejącego się alkoholu. Równo ze wszystkimi piła kolejne kieliszki, czując jak alkohol powoli zaczyna szumieć jej w głowie. Dodatkowo dzięki niemu skłonna była porwać się na znacznie więcej niżeli w przeciętnych warunkach, choć to zdawało się nie mieć żadnego znaczenia. Nie zwracała też uwagi na niezadowolenie Alaina, wychodząc z jakże prostego założenia, że przyjaciel nie może rościć sobie względem niej absolutnie żadnych praw. Ba! Była skłonna sobie przytaknąć nie tylko kompletnie pijana, ale i trzeźwa. Może właśnie dlatego nawet nie zastanawiała się nad rozwojem ich relacji po swoich obecnych wyczynach, bo przecież zgodnie z założeniem mieli być wyłącznie przyjaciółmi. Co więcej... Alain nią pogardził jakiś czas temu, a to jak wiadomo, w słowniku Monroe kategorycznie dyskwalifikowało wszelką zazdrość jaka mogłaby kierować ciemnowłosym. Ot, jego decyzja. Nie skupiając się jednak nad tym, dziewczyna coraz lepiej się bawiła z równym rozbawieniem przyjmując wymysły kolejnych uczestników zabawy, by ostatecznie wylądować w pozycji leżącej z odsłoniętym brzuchem. Z niemałym zainteresowaniem śledziła ruchy mężczyzny, rozprowadzającego bitą śmietanę po płaskim brzuchu i drgnęła niespokojnie kiedy jego twarz zbliżyła się do jej skóry. Niewielki zarost mężczyzny wywołał na jej skórze malutką gęsią skórkę i chociaż doskonale wiedziała, że to tylko zabawa, jakaś jej cząstka poczuła odrobinę zainteresowania. Odgoniła je szybko, dzielnie znosząc przyjemne pieszczoty, a potem zaśmiała się perliście biorąc chusteczkę by przetrzeć brzuch już w pozycji siedzącej. Uważała, by nie pobrudzić koszulki lepką substancją i posłała Chrisowi jedno, krótkie spojrzenie.
- To chyba już od pana prezesa zależy – odparła z nikłym rozbawieniem. Pierwotnie wszak miała nie zjawiać się w firmie, ale w ostatnim momencie zmieniła zdanie, na szybko przygotowując swoje CV i portfolio, które nie było wymagane, ale akurat jej ocaliło skórę. Właśnie tym oto sposobem dostała pracę, by teraz pozwolić zlizywać sobie śmietanę z brzucha… własnemu szefowi.Anonymous - 2016-05-12, 21:13 - Daj spokój - mruknął, przykrywając jej dłoń swoją. Po chwili też splótł z brunetką palce, koniuszkiem języka oblizując wargi, na których wciąż czuł cierpki posmak wódki i soku, dajmy na to pomarańczowego. - Wiem ile mogę wypić - zapewnił dziewczynę, naprawdę nie chcąc rzygać nad ranem, co mu groziło w przypadku gdyby wybił za dużo. Póki co tylko trochę szumiało mu w głowie, więc gdy butelka wróciła w jego ręce, bez obaw wziął kolejny łyk wódki, szybko popijając jej sokiem. Wówczas zakończyła się pierwsza runda gry, a gdy Jess spytała się, kto jeszcze wyraża chęć do gry, Wayford niewiele myśląc zgłosił swoją chęć uczestnictwa, wciągając w to też Aaren.
- Dawaj. Szybki łyk na odwagę i idziemy - rzucił, po czym zasiadł z brunetką w kółku, tym samym włączając się do gry. Oczywiście wódka dalej krążyła po ludziach, tym razem zgromadzonych w kole, w którym grali. Kiedy gwint butelki wskazał na Hayley, przeniósł na nią wzrok. Słysząc pytanie Jess, wcale nie spodziewał się usłyszeć od blondynki niczego, o co by jej nie podejrzewał, ale gra dopiero miała się rozkręcić.Hayley - 2016-05-12, 21:15 Zachęcona namowami ze strony przyjaciółek, zasiadła w okręgu w towarzystwie niemal całej swojej paczki. Nie była do końca przekonana czy aby na pewno jest to najlepszy pomysł, co pokazała posyłając Aidenowi spojrzenie w stylu „jak coś to ratuj” i z zainteresowaniem śledziła ruchy butelki, modląc się by nie padło na nią. Jak się okazało jednak, nie miała szczęścia, a gwint szklanego naczynia bezlitośnie wskazał jej lekko przerażoną osobę. Miała nadzieję, że zanim nastąpi jej kolejka, zdąży się jeszcze upić, ale nie było jej dane. Na szczęście Jess okazała się wyrozumiała z doborem pytania, o które poprosiła Hayley. O dziwo jednak trafiła w samą dziesiątkę, znajdując pewien szczegół z życia blondynki, o którym ta nigdy nie mówiła aż do teraz. Zaczerwieniła się więc lekko, przytakując i uśmiechając się całkiem niewinnie.
- Tak. Ja i moja ówczesna przyjaciółka miałyśmy po 13 lat i chciałyśmy zobaczyć jak to jest się całować– zaśmiała się cicho, przypominając sobie pierwsze wrażenie jakie odniosła z tamtego spotkania. Wówczas zarówno Hay jak i jej koleżanka uznały, że nie ma w tym absolutnie nic ciekawego, a już tym bardziej przyjemnego. Był to jednak jednorazowy przypadek, do czego Wright już nigdy więcej nie dążyła.
- Okej, to teraz ja kręcę – uśmiechnęła się wprawiając butelkę w ruch.