Jessie - 2017-12-01, 22:41 Póki co ograniczała się jedynie do pochwał głosowych, nie chcąc wybijać klaczy z rytmu poprzez przerwę w stępie ani nie chcąc jej denerwować dotykiem. Zatem zakomunikowała jej swoje zadowolenie i zaczęła prowadzić ją po pierwszym śladzie, by niebawem skręcić do środka hali w połowie krótkiej ściany. Po paru krokach kłusa po linii środkowej, zabrała Bad ciągiem w kierunku ściany. Owinęła ją wokół swojej prawej łydki, jednocześnie dociążając mocniej prawą kość kulszową. Lewą łydką zaczęła impulsami "spychać" klacz w kierunku ściany, nie zapominając także o nadaniu wygięcia szyi poprzez delikatne pulsowanie prawej wodzy, podczas gdy lewa pozostawała tą prowadzącą i stanowiącą oparcie. Bezpośrednio po dobiciu do ściany w punkcie, który dzielił ją na pół i chwilowym wyprostowaniu, wróciła ciągiem w lewo na linię środkową, z której dalej pojechała na wprost. Gdyby przy pierwszym ciągu zabrakło czegokolwiek - impulsu, wygięcia czy innej "składowej" - Jess przy drugim podejściu starała się to poprawić, w miarę możliwości obserwując sytuację w lustrach zawieszonych na hali. Kolejno skręciła w prawo i poprawiając w razie potrzeby stopień zebrania w zakręcie, z najbliższego narożnika wyprowadziła Bad na długą przekątną, na której zachęciła ją do wydłużenia ram w kłusie do kłusa wyciągniętego, co miało być też formą nagrody za dobrze wykonane poprzednie ćwiczenie. Łydką dojechała klacz do ręki, którą przesunęła lekko w przód, tworząc jej z przodu miejsce, a także otworzyła się bardziej dosiadem i unikając odchylania się do tyłu, pozwoliła Bad swobodnie wyjść w przód. Już u końca przekątnej zaczęła ją przygotowywać do powrotu do zebrania półparadami, by przejście było możliwie swobodne i komfortowe.I So Bad - 2017-12-05, 19:15 Poruszała się miękko i elastycznie, z lekkością stawiając każdy krok na kwarcowym podłożu. Nie tylko efektowny, ale i przyjemny do wysiedzenia kłus pozwalał parze swobodnie się poruszać bez zbędnych spięć lub utraty równowagi. Parskając krótko zastrzygła uchem w kierunku brunetki i wyjeżdżając na linię środkową cały czas szła równym tempem, choć przestrzeń kusiła do nabrania nieco odważniejszego tempa.
W wyniku działania pomocy spychających Bad owinęła się wokół prawej łydki, od tej lewej ustępując lekko i przyjemnie. Wysoki poziom wyszkolenia karej dawał nie tylko przyjemną i lekką w odczuciu jazdę, ale także sporo satysfakcji osobie siedzącej na jej grzbiecie. Współpraca trwająca już jakiegoś czasu owocowała, co raz większym zgraniem pomiędzy Jessie oraz Bad, choć kobyła zdecydowania wolała tą płeć męską na swoim grzbiecie, ale bywały przecież wyjątki.
Nie ufała jeszcze w pełni Jess, ale zaczynała się co raz lepiej z nią dogadywać i było to widoczne nawet dla stojącej obok na ziemi osoby.
Ciąg w drugą stronę także został wykonany poprawnie i z dużą swobodą ze strony konia. Stawiając nogi po przekątnej nie traciła zgięcia ani impulsu do ruchu naprzód, wykonując element jak najlepiej potrafiła. Nigdy nie lubiła robić nic na pól gwizdka, zawsze dawała z siebie jak najwięcej, ale tylko wtedy gdy zaangażowanie ze strony jeźdźca było równie duże.
Wracając na linię środkową dotarły do połowy krótkiej ściany i tam skręcając w prawo skierowały się już na długą przekątną. Zaproszona do odważniejszego kłusa, od razu uruchomiła silny zad, efektownie podnosząc się przodem i prezentując widowiskowy kłus. Pomimo mocnego poszerzenia ram, wysokiej akcji kończyn i dynamicznego wyrzucania ich z nadgarstków, niosła wygodnie właścicielkę na swoim grzbiecie. Mając okazję "popłynąć" zrobiła to bez zawahania, już przy końcu przekątnej sama z siebie zaczynając powoli wytracać tempo i podporządkowywać się stosowanym półparadom.Lisa - 2017-12-15, 22:33 Ciężko było znaleźć coś w miarę pustego, ostatecznie Liska zdecydowała się na tą halę uznając, że może tutaj chociaż nikt nie będzie skakał. Swoje wejście uprzedziła głośnym "Uwaga", upewniając się, że nikomu nie zakłóci treningu. Welta poprowadziła na środek, gdzie zatrzymała, podciągnęła popręg i odwiesiła derkę na jeden ze stojaków. Sprawdziła czy strzemiona w jej siodle są na odpowiednich dziurkach, podsunęła sobie schodki i wsiadła, sadzając pupę lekko w siodło.
Jako, że z Weletem dawno nie miała okazji współpracować to nie dawała mu pełnego kredytu zaufania - więc po mimo luźnej wodzy kontrolowała całą sytuację dosiadem, gotowa w razie czego mocniej zadziałać. Skierowała go stępem na duże koła, najpierw dając mu kilka minut na zupełnie swobodne poruszanie się w obie strony.Weltstar - 2017-12-15, 22:57 W drodze na halę jedynie zarżał parę razy, jednak finalnie poza tym nie robił nic więcej co byłoby niegrzeczne. (Miał już swoje lata ) Oczywiście z tymi latami to żart, toż to młody Herkules ! W każdym razie gdy doszli już na halę i Lisa zasiadła, ruszył gwałtownie do przodu podrzucając głową w górę, a zaraz za tym wybijając też zadem wpierw kuląc go pod siebie, następnie wyrzucając za siebie. Robił to wszystko miękko, przyjemnie, nie usztywniając przy tym swojego ciała.Lisa - 2017-12-15, 23:14 - Weclik, Welick... Nudzi ci się? - zapytała karusa, tak jakby mógł jej odpowiedzieć. No cóż, pozostało jen pozbierać wodze, zaczynając od lekkiego kontaktu, w obliczu pracy może odpuści sobie to machanie pupą .
Pamiętała o zachowaniu zasady od łydki, do ręki, miękko dojeżdżając biodrami do kontaktu, starając się go ustawić na zewnętrznej wodzy i obniżyć do w miarę niskiego ustawienia, chcąc uzyskać finalnie jak najlepsze rozluźnienie grzbietu i szyi. Aktywizująca łydka skłaniała go do podstawienia zadu. Aby praca nad rozluźnieniem i ustawieniem była bardziej owocna, skierowała go na duże wolty, ósemki, półwolty, zachowując na razie obszerne łuki, precyzyjnie wyjeżdżając każde zgięcie. Oczywiście tyle samo uwagi co zgięciom poświeciła prostowaniu pomiędzy - w tym celu praktycznie nie jechała ścianą, a głównie drugim śladem i linią ćwiartkową.Weltstar - 2017-12-15, 23:39 No i skończyło się rumakowanie, ale pamiętaj ono wraca jak bumerang szczególnie przy łopatkach ...
Powstrzymany przed dalszym rozwojem wydarzeń, skoncentrował się nieco mocniej na Lisie, która jak zasiadła tak siedziała, tylko dodała do tego szereg ruchów swojego ciała gdzie już Welt nie mógł pozostać obojętny. Przechodząc do energicznego stępa, pozbawionego podskoków, machnięć głową i innych tego typu działań, przeżuł nieco krnąbrniej wędzidło wchodząc w ustawienie. Z początku trochę zesztywniał, czasem machając karą kitą za plecami dziewczyny, stopniowo odpuszczając. Układając odpowiednio ciało na wszystkich zakrętach, łukach i tym podobnych, podstawił zad pod kłodę, aktywnie stawiając elastyczne kroki. Przy czym stale przeżuwał metalowe wędzidło w pysku, pieniąc się.Lisa - 2017-12-15, 23:54 Od czasu do czasu pochwaliła go słownie za lepsze zgięcie czy prostowanie, wyjątkowo dobry moment rozluźnienia czy po prostu bycie grzecznym koniem. Taka praca w stępie chwilę trwała, zanim Lisa była usatysfakcjonowana wejściem na kontakt i odpowiedzią na pomoce. Zawsze dużą wagę przywiązywała do rozluźnienia i odpowiedniego ustawienia, początek jazdy jeżdżąc bardziej w dole i potem ewentualnie stopniowo podnosząc konia do wyższych ustawień. Niezależnie, czy był to trening skokowy, czy jakikolwiek inny - zawsze starała się mieć konia dobrze wygimnastykowanego i rozgrzanego do dalszej pracy.
Kiedy uznała, ze wystarczy tych podróży w stępie dała mu sygnał do kłusa, od razu przechodząc do anglezowania. Chciała żeby poruszał się trochę aktywniej niż w standardowym kłusie roboczym, równocześnie zostając z nosem nisko. Dlatego też łydką działa aktywizująco, zachęcając go do żywego tempa, pilnując równocześnie aby nie przesadzić - miał po prostu obszernie kłusować, a nie biec przed siebie. W kłusie włączyła te same ćwiczenia co w stępie, wyjeżdżając 20 i 15 metrowe koła, często zmieniając kierunek i dużo jadąc drugim śladem. Na niektórych kołach wypuszczała go do dołu do żucia z ręki, po kilku krokach w takim obniżeniu nabierała z powrotem kontakt. Na dzisiaj w planach miała trochę pracy nad ustawieniem, ale na drążkach (więc nie będzie tak całkiem pingwinienia ) i może jakieś drobne szeregi gimnastyczne?Weltstar - 2017-12-16, 00:05 Słuchał jej uważnie mając uszy skierowane w stronę płomiennowłosej, jedynie czasem strzygąc nimi by chwilami pozwolić sobie na krótką dekoncentrację otoczeniem.
Opuszczając stopniowo niżej głowę, tym samym poszerzając swój wykrok, utrzymywał ją na poziomie klatki piersiowej z delikatnie wysuniętym nosem, na wygiętej szyi w łagodny łuk. Pozostał na zadzie, w równowadze, nie przenosząc jej na przednie nogi. Zakłusował nie zmieniając niczego, tudzież nie unosząc gwałtownie ni pyska, ni żadnej z nóg w niekontrolowany sposób. Obecnie współpracował z Liską na każdej płaszczyźnie, płynnie oraz miękko odpowiadając na jej pomoce. Na bycie szatankiem przyjdzie jeszcze odpowiednia chwila <3Lisa - 2017-12-16, 00:14 Oby mu szybko ta chwilą nie przyszła <3
Po wstępnym rozgrzaniu w kłusie przyszedł czas na drążki, zarówno takie pojedyncze jak i ustawione po kilka w formie kawaletek. Najpierw jednak Liska skupiła się nieco na skróceniu wykroku, ustabilizowaniu tempa, do takiego w którym poruszali się ciut wolniej niż przed chwilą, ale dalej obszernie i w rozluźnieniu. Pojedyncze drążki leżały rozrzucone w różnych miejscach hali, kawaletki znajdowały się na środku. Od tych pojedynczych rozpoczęli. Na kilka z nich rudowłosa naprowadziła karusa, starając się utrzymać rytm, nic nie zmieniając, może minimalnie oddając rękę do przodu gdyby potrzebował wyciągnąć trochę nos. Pierwszych kilka drągów pokonali na wprost, następnie na lewą i prawą stronę tak jakby drążek był elementem koła. Bardzo zwracała uwagę na wszelkie szczegóły - jeżeli mieli jechać na wprost to aby był równo oparty na pomocach, nie zbaczał w żadną stronę czy nie skręcał od razu po pokonaniu przeszkody. Za to drążki wpisane w koło pozwoliły na kontrolę zgięcia i pomogły poprawić podstawienie zadu.
Po paru minutach przyszła kolej także na włączenie tych podwyższanych kawaletek, jechanych na wprost linią środkową.Weltstar - 2017-12-16, 00:32 Wedle życzenia skrócił wykrok, jednak nadal poruszał się aktywnie do przodu, zachowując elastyczność. Kiedy ciało ogiera pracowało solidnie, a on sam był względnie skoncentrowany i chętny do współpracy poruszał się bardzo miękko, prezentując wyjątkowo ładny, zarazem poprawny kłus. Z mocną pracą przednich nadgarstków, nieskrępowaną łopatką oraz mocnym zadem.
Problemy pojawiły się tuż przy pierwszej próbie przejazdu przez pojedynczy drążek, kiedy to wraz z momentem zobaczenia go Welt "usiadł" nieco na zadzie unosząc wysoko przednie nogi, tym samym robiąc bardzo dynamiczny naskok i wyskakując równie wysoko nad. Lądując niedaleko podbił jeszcze zadem, zaraz dobijając przodem wraz z machnięciem głową na boki. Lisa musiała włożyć trochę energii w wyciszenie go na pojedynczym drążku, nim zaczął po prostu przez niego przechodzić, dopiero później dokładając wygięcie na kole, aż po ustawione po kilka kawaletek. W każdym razie gdy już doszli i do nich, gdzie zostało przywrócone rozluźnienie, kary zupełnie w swoim stylu wysoko unosił nad nimi nogi, zginając je we wszystkich koniecznych stawach. Nie tracił przy tym ani na swojej elastyczności ani na ruchu na przód.Lisa - 2017-12-16, 00:53 Właśnie dlatego, że dziewczyna spodziewała się takiego obrotu spraw zaczęli od pojedynczego drążka. Lisa starała sie go najpierw uspokoić i zyskać trochę więcej kontroli, aby nastepnie popracować znowu nad rozluźnieniem. Jeżeli mieli za chwilę poskakać jakieś gimnastyki to tym bardziej chciała mieć kontrolę przy najazdach, a taka praca jak teraz mogła jej w tym pomóc.
Kiedy zarówno na pojedynczych drążkach jak i kawaletkach uzyskali zadowalające efekty dała mu chwilę odpoczynku w żuciu z ręki, by następnie miękko przejść do stępa i dać mu całkowicie luźną wodzę. Poklepała go przy tym czule po szyjce, bo chociaż nie miał serca do ujeżdżenia takiego jak do skoków, to w jej odczuciu bardzo się starał <3.
Po chwili odpoczynku nabrała wodzę, wjeżdżając na jakąś ciaśniejszą woltę i poświęcając znowu chwilę na przyjście do ręki i prawidłowe ustawienie. Powrócili do pracy w kłusie, tym razem dokładając więcej elementów pomiędzy samymi drążkami. Została już tylko przy kawaletkach na środku hali, jeżdżąc je w obie strony, pomiędzy zaskakując Welcika przejściami do stępa czy też zatrzymaniami. W przejściach siadała najpierw mocniej w siodło, blokując ruch bioder, ograniczjac go łydkami i odchylając ramiona do tyłu, by ostatecznie zadziałać ręką do przejścia. Zatrzymania robiła także przed i po drążkach,w linii prostej, tak aby jeszcze poprawić kontrolę przy najazdach.Weltstar - 2017-12-16, 10:10 Podczas dostania luźnej wodzy wypuścił szyję do przodu i dołu by po paru krokach też na wydłużonej ramie jedynie unieść trochę łeb. Poklepany wypuścił głośniej powietrze, podrzucając delikatnie głową oraz świdrując powietrze smolistą, gęstą kitą.
Pozbierany, wrócił do ustawienia, dalsze ćwiczenia z przejściami wykonując o tyle poprawnie o ile można pominąć fakt, że gdy dochodziło do zatrzymania czasem zagryzał wędzidło i machał pyskiem z boku na dół, z dołu na boki. Poza tym zdarzyło mu się parę razy przed drążkami po przejściu zagalopować oczywiście wraz z reakcją Lisy, w nie wjeżdżając już kłusem.Lisa - 2017-12-16, 12:32 Welcik po prostu był nadgorliwy i chciał już przejść do konkretów w galopie a nie jakieś tam drążki w kłusoe . Ale zanim to, Liska dała mu znowu chwilę oddechu, tym razem nieco dłuższą, pozwalając na swobodny stęp na luźnej wodzy. Poprosiła w międzyczasie jednego z pracowników o pozbieranie drągów, zostawienie tylko 2 pojedynczych i ustawienie gimnastyki na środku hali.
Kiedy oboje odpoczęli, rudowłosa pozbierała wodze i na jednym z zakrętów dała mu wyraźne sygnały do zagalopowania ze stępa. Kilka pierwszych foule poświęciła na stabilizację tempa i rozluźnienie, kiedy to miała w miarę osiągniete przeszła do półsiadu aby pogalopować go po całej hali. Została najpierw w jednym kierunku, pilnując obszerności wykroku ale też nie tracąc kontroli nad karusem. Jako, że galop zawsze wzbudzał w koniach jak Welt dodatkowe emocje, starała się zająć mu głowę woltami i drobnymi poszerzeniami wykroku na długiej ścianie. Szczególną uwagę poświęciła skróceniom, w razie konieczności siadając do pełnego siadu. Nogę zmienili przez zwykłe przejście galop-kłus-stęp i podobną pracę kontynuowai na drugą stronę.Weltstar - 2017-12-16, 13:45 Znów wypuścił się do przodu podnosząc wyżej głowę, tym razem strzygąc uszami i rozglądając się dookoła. W pewnym momencie zatrzymał się nastawiając je na sztorc, prostując sylwetkę, gdzie wydał z siebie głośne rżenie. Kiedy przyszło mu ruszyć wyrzucił jedną z przednich nóg zawadiacko przed siebie, wyginając szyję w rogala. Uwaga Welt ogier!
Później poprawnie zagalopował w ustawieniu, przez pierwsze fule łapiąc dość energiczne tempo. Co jakiś czas podbijał mocniej przednimi nóżkami, wymachując przy tym delikatnie głową po bokach. Radosny Welt ! <3 Wydłużał i skracał wykrok bezproblemowo, natomiast podczas zmiany kierunku wyrwał się przed szereg samemu zmieniając ją lotnie, akcentując ten fakt wyraźnym podbiciem zadem.Lisa - 2017-12-16, 22:45 No dobrze, w końcu przyszedł czas na jakąś ciekawszą (dla Welta of kors, Liska świetnie się bawiła nawet przy zwykłej jeździe! ) pracę. Tak jak i w kłusie, tak i teraz w galopie zaczęła od najazdów na wprost i na łuku na pojedynczy drążek. Z półsiadu przeszła do pełnego siadu aby mieć trochę lepszą kontrolę nad radosnym i rozbrykanym karusem. Chciała żeby galopował okrągło i niezbyt szybko oraz żeby nie wyciągał jej zbytnio do przodu. Starała się więc zachować kontrolę w najazdach, precyzyjnie odmierzając miejsca naskoku. Szczęśliwie miała od zawsze dobre oko i jeżeli tylko dobrze i swobodnie czuła się na koniu,na którym trenowała raczej nie zdarzało jej się podejmować w tej kwestii błędnych decyzji. Chociaż, zdecydowanie najbardziej lubiła konie trochę atakujące przeszkodę i pewnie do niej galopujące, niż takie, które trzeba było siła własnych łydek rozjeżdżać do przodu.
Pomiędzy drążkami wykonała kilka razy lotną, która najpiewniej nie stanowiła dla Welta problemu. Przy zmianie nogi przekładała pomoce jak najsubtelniej, aby uzyskiwać reakcje nawet na delikatny i precyzyjny sygnał.
Na pierwszą gimnastykę zdecydowała się na kombinację krzyżak-skok wyskok-krzyżak-skok wyskok-krzyżak-dwie foule-stacjonata. Krzyżaki miały standardowo po około 60-70 cm, stacjonata około 80 cm. Liska najechała pewnie i powoli, nie pozwalając mu się zbytnio rozpędzać i rozciągać, aby potem nie mieć problemów ze skróceniem na skoku wyskoku. Każdy skok podpierała łydką, na dwie foule w szeregu powróciła w siodło, kontrolując aby zbytnio się nie rozciągnął. Może i przeszkody były małe, ale ruda była perfekcjonistką, co zrobisz jak nic nie zrobisz