To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Konkursowy tor crossowy

Siviento - 2016-10-02, 17:06

Ogier galopował równo do szóstej przeszkody, przed którą poczuł wyraźnie jak ostrogi dociskają się do jego boków. Dlatego też mocno się wybił. Przeszkoda należała do tych raczej szerokich, a on ze swoimi młodymi ambicjami wyciągnął się tak, że udało mu się ją całą przeskoczyć. Bez odbijania się od powierzchni stołu. Wylądował po drugiej stronie, od razu odzyskując równowagę i pogalopował wprost do kolejnej przeszkody. Wahał się już znacznie mniej niż na samym początku przejazdu. Może dlatego, że na tym odcinku trasy nie stało aż tyle ludzi. Wydając z siebie co jakiś czas głośniejsze parsknięcia, stawiał kolejne kroki, wzrok skupiając na kolejnej przeszkodzie, a raczej dwóch. Jedna wyglądała dla niego strasznie, dlatego bardzo się ucieszył, gdy Naomi pokierowała go na tą alternatywną. Ona wyglądała znacznie bardziej bezpiecznie jak dla niego. Nabierając więcej prędkości do wybicia, odbił się mocno z zadu, przeskakując nad palisadą.
Czterolatek szybko pokonywał kolejne metry trasy, jednocześnie zbliżając się do ustawionego szeregu. Przeszkody wolał jak były ustawione w większej odległości od siebie, dlatego nie wyglądał na zachwyconego taką niespodzianką na trasie.
Nie mniej jednak nie postanowił zatrzymać się, czy zacząć odwalać aby tylko uniknąć konfrontacji z przeszkodami. Przeskoczył pierwszy człon, nie mając z nim większych problemów, jednak nasyp był jego mniej zaufaną częścią szeregu. Dziewczyna skróciła go, dzięki czemu po zeskoku miał więcej miejsca do ostatniego członu szeregu. Odbił się przed nim i sprawnie go pokonał, bez zahaczania o nic kopytami. Dopiero po pokonaniu szeregu bardziej rozciągnął się w galopie, by nie tracić czasu i jak najszybciej znaleźć się przy kolejnej przeszkodzie.
Tempo jego galopu do dziewiątej przeszkody było już znacznie szybsze, z racji, że dzielił ich od niej spory dystans, który musieli szybko nadrobić. Punkty karne nie były czymś co warto zbierać, tym bardziej, że sama trasa szła im wcale nie najgorzej jakby można było się spodziewać na samym początku. Brak widowni w dodatku sprawiał, że ogier galopował bardzo chętnie, nigdzie nie odskakując ani się nie wahając. Dopiero kilka fuli przed samą przeszkodą zwolnił, żeby się w nią nie władować z hukiem. Odbił się w dobrym do tego miejscu, przeskakując sprawnie na drugą stronę. Dziesiątka wymagająca się była, więc nie wysilał się nad wyskokiem. Jedynie odbił się tak, by swobodnie nad nią przeskoczyć, przeczesując jej górną część nogami.
Pogalopował dalej, do kolejnej kombinacji przeszkód, przed którą zwolnił. Wpierdzielenie się w nią w za szybkim galopie mogłoby sprawić, że zwyczajnie by nie wyrobił. Przeskoczył pierwszą przeszkodę, po czym szybko pozbierał się, by wykonać mocniejszy wyskok do drugiej, dłuższej i wyższej.

Mercedes - 2016-10-02, 18:50

Co ją skłoniło do zawodów wyjazdowych? Adrenalina, chęć przygody, rozwijanie siebie i swojego wierzchowca. Zapisała ich na te zawody wyjazdowe i w dzień wyjazdu do Richmond, pojawiła się w progu stajni. Przyszła nieco wcześniej, by przygotować konie do podróży. Wałach poszedł na pierwszy ogień, został dokładnie zabezpieczony i wprowadzony do przyczepy. Po spakowaniu klaczy i ich rzeczy, ruszyliśmy w drogę na zawody. W dzień zawodów pojawiła się w stajni, by odebrać gotowego wałacha od stajennego. Podobnie jak klacz był jakiś poddenerwowany, ale kobieta starała się nieco go choć uspokoić. Wyszło jej to z różnym skutkiem, ale udało się je porządnie go rozgrzać. Nie przesadzała jednak z intensywnością, bo miał dojechać do mety w całości.

Skierowała wałacha na start w kłusie, ustawiając go na wyższym ustawieniu. Miał widzieć przeszkody, a nie lecieć na ślepo i zad w pełni zaangażowany w pracę. Wyczuwała wahanie wałacha i nieco ją to niepokoiło. Starała się go uspokajać przez rozmowę z jego pyskiem i wysyłając pozytywne wibrację, ale było cienko. Wraz z pojawieniem się na linii startu i usłyszeniem dzwonka, wypchnęła go do galopu i skierowała na tor. Pozostawała w niskim półsiadzie ze względu na zachowanie kasztana. Musiała go nieco poganiać w trasie, bo obawiała się że się zatrzyma i pitnie gdzie pieprz rośnie. Doś szybko wyrosła przed nimi pierwsza przeszkoda. Mimo przeciwności losu, starała się prowadzić SS równym tempem galopu do przeszkody, skupiając go głównie na sobie. Nie chciała używać "wspomagaczy", wolałaby aby wałach sam chętnie to robił. Jednak mogło być różnie. Doprowadziła go do miejsce odskoku, gdzie w odpowiednim miejscu dołożyła łydki do jego boków. Sekundy później Song wzbił się do lotu, a ona podążyła za jego ruchem, przeszła do półsiadu i oddała mu wodzę. Po wylądowaniu po drugiej stronie przeszkody, wróciła do lekkiego półsiadu i pokierowała go do dwójki. Szedł strasznie opornie naprzód, ale przynajmniej szedł. Tempo ich galopu na pewno zapewni im dojechanie do mety, tylko w kiepskim raczej czasie. Przed przeszkodą siadła mocniej w siodło i skupiła konia na sobie, Dojechała z nim do miejsca wybicia, by zaraz łydką odesłać go do skoku i zgrać się z jego ruchem w locie. Były to ich pierwsze wspólne zawody skokowe i może nie będą idealne, ale wspólne <3 Prowadziła go równym tempem do trzeciej przeszkody, skupiając go przez półparady na sobie. Wcześniej siadła w sioło, przymykając kasztana w pomocach. Doprowadziła go do przeszkody, by w stosownym miejscu ponownie odesłać go do skoku. Mimo wahań i niepewności, SS dość dobrze skakał i szedł naprzód pod wpływem kobiety. Po czystym lądowaniu za przeszkodą, skierowali się na kolejną. Była nieco przyjemniejsza z wyglądu i nie powinna budzić takich niepewności z koni, a przynajmniej taka nadzieje miała Mercedes. Prowadziła go równym tempem do przeszkody, utrzymując niski półsiad. Po dojechaniu do miejsca wybicia ponownie łydką odesłała go do skoku, by zaraz unieść się w półsiad i oddać mu wodzę. Do piątki było dość blisko, a sama przeszkoda była niby prosta i zarazem nieco zdradliwa. Miała tu oczywiście na myśli konia w sytuacji Songa, gdzie dość niepewnie szedł na kolejne przeszkody. Jednak kobiecie udało się go doprowadzić do przeszkody, by pokonać ją na czysto. Do szóstki była stosunkowo prosta droga, a kobieta prowadziła wałacha pewnie naprzód i starała się by nie uciekł jej z toru :lol2: Dlatego przypominała mu o sobie półparadami i trzymała w zamkniętych pomocach. Beczki wyglądały dziwnie i pewnie nie były jedynymi dziwnymi przeszkodami na crossie, ale to potem. Doprowadziła konia do miejsca odskoku, gdzie wysłała mu łydkę, przeszła zaraz do półsiadu i oddała mu wodzę do skoku. Po lądowaniu czekał ich spory kawałek do siódemki, próbowała go rozpędzić z różnym jednak skutkiem. Wykręcili lekki łuk i wyjechali na prostą do przeszkody, by zaraz się przygotować do oddania skoku. Siadła ponownie w siodło i przymknęła go w pomocach, by wziąć go bardziej na siebie poprzez uniesienie przodów i dociążenie zadu. Doprowadziła do go miejsca wybicia, by ponownie łydką odesłać go do skoku i zgrać się z nim w locie. Po lądowaniu za pierwszym członem lekko go przytrzymała i ten sam schemat powtórzyła przy drugim. Do ósemki była lekko kręta droga, ale dobrze im się nawet jechało. Wałach był nieco spokojniejszy i lepiej się go prowadziło, ale kobieta nadal była czujna. Udało jej się nawet go nieco rozjechać do przeszkody i nabrać większego tempa, ale z zachowaniem bezpieczeństwa. Wybrała dalsze miejsce wybicia, by w obliczonym miejscu łydką odesłać go do skoku i zgrać się z jego ruchem w locie. Po lądowaniu znów nieco wytracili zbędną prędkość, ale nadal jechali dość energicznie. Nie sądziła że kłoda wywoła u Songa znów niepewność, dlatego szybciej siadła w siodło i zamknęła go nieco mocniej w pomocach. Czuła że gdyby nie to, to by uciekł z pod przeszkody i spod niej. Udało się jej jednak dopchać jej kasztanowatego miśka do przeszkody, by odesłać go ponownie łydką do skoku i podążyć za jego ruchem w locie. Dziesiątka która miała zamknąć cz.1 ich przejazdu, należała również do dziwnych. Kobieta nie chcąc ryzykować w najeździe do niej, powtórzyła schemat z przed kilku chwil i na szczęście udało im się pokonać zęby rekina w dobrym stylu.

1-10

Eva - 2016-10-02, 20:05

Kiedy dowiedziała się że w niedalekiej odległości od Orcharda odbywają się zawody, to stwierdziła że nie może jej tam zabraknąć. Standardowo zapisała się z Giovanim. Miały być to ich pierwsze wyjazdowe zawody i do tego cross, ale nie obawiała się. Byli już na wspólnych zawodach i się znali, więc powinno być dobrze. W dzień wyjazdu pojawiła się dość wcześnie w stajni, by przygotować konie do wyjazdu. Wpierw przygotowała siwka i to on pierwszy, wylądował w przyczepie. Krótko po nim wylądowała klacz i ich sprzęt, więc ostatecznie dość szybko i sprawnie wyruszyli w drogę do Richmond. W dniu zawodów pojawiła się w stajni po siwka, był już gotowy wizualnie i teraz wystarczyło go tylko rozgrzać.

Po solidnej rozgrzewce skierowała go kłusem na start, a kiedy przekroczyli linię startu i otrzymali sygnał dźwiękowy - wypchnęła go zaraz do galopu i skierowała na tor. Zastanawiała się właściwie jak ogier zareaguje na cross. Nie mieli wcześniej przyjemności startować wspólnie w tej dyscyplinie, ale kobieta była pełna optymizmu. Jechała w półsiadzie i pozostawała na elastycznym kontakcie z pyskiem siwka. Utrzymywała pośrednie tempo galopu, chcąc by siwek miał siły dojechać do mety. Przypominała mu sobie poprzez półparady, by poprowadzić go w kierunku pierwszej przeszkody. Nie wyglądała na zbyt straszną, więc liczyła że siwek sobie z nią doskonale poradzi. W korytarzu z pomocy dojechała z nim do miejsca wybicia, gdzie łydką odesłała go do skoku, przeszła zaraz w półsiad i oddała mu wodzę. Dojechanie do dwójki było szybkie i sprawne, a przeskok nad nią okazał się czystą formalnością. Trzecia przeszkoda jednak należała do bardziej skomplikowanych, mogła nieco przestraszyć konia i nie skończyłoby się to dla nikogo dobrze. Bardziej wzięła go na siebie, unosząc jego przody i dociążając zad zarazem. Ogier mimo skupienia i niepewności która nagle się pojawiła wraz z przeszkodą, oddał skok z dużym zapasem. Eva się tego nie spodziewała kompletnie i wytrącona z wątku straciła prawe strzemię, które mało przyjemnie obiło się o bok konia podczas lądowania. Na szczęście zdążyła je złapać, ale koń nie był z tego zbyt zadowolony. Zdążyła słownie przeprosić siwka, poprawić ich ustawienie i skierować ich do czwórki. Przeszkoda wydawała się niczym w porównaniu do tamtej, a kobieta odetchnęła nie jako z ulgą - na razie. Skupiła go na sobie przez półparady, by w miejsce odbicia się do skoku dodać łydki do jego boków, wejść zaraz w półsiad i oddać mu wodzę. Po lądowaniu za przeszkodą szybko namierzyła kolejną, która wyglądała równie przyjaźnie co ta. Dojechali dość sprawnie do piątki, by zaraz wznieść się do skoku i pokonać ją na czysto. Do szóstki dzielił ich spory dystans, kobieta jednak zdecydowała się na spokojne prowadzenie ogiera. W końcu mieli dojechać do końca trasy, a nie paść trupem po drodze. Ta przeszkoda należała już do tych dziwnych, ale miała nadzieje że ogier sobie poradzić. Bo jak nie on to kto? Wystąpią pewnie w jeszcze nie jednym crossie i czas się oswajać z takimi rzeczami, no nie ma bata. Na kilka foule przed przeszkodą siadła w siodło i wzięła go nieco bardziej na siebie, nie chcąc by ogier pędził za nadto na przeszkodę. Na szczęście mimo stresu i tego wszystkiego, siwek był bardzo ogarniętym i rozsądnym koniem. Dłuższa współpraca z kobietą na pewno też przekładała się na zaufanie i pewność że ona nie zrobi mu krzywdy. Nigdy by na to nie pozwoliła, ale to wydaje się dość oczywiste. Po doprowadzeniu go do miejsca wybicia, odesłała go łydką do skoku i się z nim zgrała w locie. Zaowocowało to kolejnym czystym skokiem i tym razem niczym nie zaburzonym. Do siódemki znów czekał ich kawałek dystansu i lekki zakręt, gdzie podparła konia w łydkach. Szybko i dość sprawnie wyjechali na prostą do pierwszego członu szeregu, gdzie kobieta znów szybciej siadła w siodło i wzięła konia bardziej na siebie. Spokojnie i pewnie go doprowadziła do pierwszego członu, gdzie łydką odesłała go do skoku, przeszła zaraz w półsiad i oddała mu wodzę. Po lądowaniu lekko przytrzymała do drugiego członu, który pokonali niemalże w identyczny sposób co ten pierwszy. Znowu czekał ich kawałek trasy do pokonania i zakręt, gdzie nie omieszkali się na nim poślizgnąć. Wcześniejsze opady deszczu nie pomagały im w przejeździe, kobieta na szczęście dość szybko i sprawnie zbierała siwka do poprzedniego ustawienia. Tym razem pozwoliła mu nabrać tempa do kolejnej przeszkody, by koń zaatakował ją pewniej i mocniej. Taki przynajmniej był plan i udał im się w 100%. Kobieta po wybraniu dalszego miejsca do odskoku, odesłała ogiera do lotu i się z nim ponownie zgrała. Po lądowaniu przytrzymała znów nieco siwka, by nieco wytracił tej energii i siły. Potknięcie po drodze też im na pewno pomogło, ale to już mniejsza o to. Po uratowaniu ustawienia po potknięciu, prawie od razu wyrosła przed nimi dziewiątka. Dlatego Eva siadła ponownie w siodło, by przymknąć Giovaniego w pomocach i doprowadzić do przeszkody. Przeskoczenie podwyższonej kłody okazało się bez problemowe, a to ją cieszyło. Mimo upadków przynajmniej skoki im wychodziły, a to jakaś 1/4 sukcesu. Po lądowaniu znów ich czekał kawałek galopu do "zębów rekina", które wyglądały nieco przerażająco. Skupiła jednak ogiera półparadami na sobie, a nie na dziwnej przeszkodzie. Co zaowocowało kolejnym czystym skokiem i pokonaniem połowy trasy.

1-10

Diego Montana - 2016-10-03, 11:02

Zabranie obu wierzchowców na zawody crossowe i to jeszcze wyjazdowe, było genialnym pomysłem. Jako, że brał na zawody tylko dwa swoje konie z trzech, wziął przyczepę dla dwóch koni i w odpowiednim czasie pojawił się w stajni. Pierwszy do przyczepy miał trafić ogier, więc po odpowiednim przygotowaniu go - wprowadził go do wnętrza i dokładnie zabezpieczył, Towarzystwo klaczy powinno mu odpowiadać, byle ino się nie pozabijali. Po zapakowaniu gniadej i ich sprzętu ruszyli w drogę do Richmond. W dzień zawodów pojawił się w stajni, by odebrać ogiera od stajennego który go przygotował do zawodów. Rozgrzewając konia wyczuwał jakieś niepokojące zmiany w jego zachowaniu, ale nie przejął się tym wtedy. Znał gniadosza i wiedział że ma różne odpały, dlatego wcześniej wyposażył się w lepsze wędzidło i sprowadzał nawet czasem ostro konia na ziemię. Nie tolerował pewnych zachowań i już, a przecież nie wiedział że mu coś wtedy dolega.

Przejmowanie się humorkami swoich koni, nie leżało w naturze Diego. Więc z niezadowolonym, a wręcz wściekłym gniadoszem skierował się start. Kiedy dojechali do niego i usłyszeli dzwonek, Diego wypchnął go do galopu. Gniadosz jechał niemiarowo, albo za szybko albo za wolno. Próbował się też skracać, ale Diego go stanowczo popędzał i rozjeżdżał naprzód do przeszkody. Był silnym facetem i bez większych trudów wysiadywał baranki ogiera, a w odpowiedzi na drugiego/trzeciego, cisnął w niego piętą dla opamiętania. Szybko dojechali do pierwszej z przeszkód, Diego jechał w niskim półsiadzie i kontrolował zachowanie ogiera. Przed przeszkodą siadł w siodło i dopchał ogiera do miejsca wybicia, gdzie łydką odesłał go do skoku. Podczas lotu gniadosza podniósł lekko zadek w siodle, oddając mu wodzę do skoku. Lądowanie było mało przyjemne, bo zaraz musiał wytrwać baranek. Jednak nie pozostał bez odpowiedzi, tylko pchnął go naprzód. Szybko dojechali do dwójki, gdzie nadal po drodze toczyła się walka. Diego znów szybciej siadł w siodło, przymknął go w pomocach i dopchał do przeszkody. Na szczęście mimo wszystko ogier je skakał, ale potem dawał mu do wiwatu. Droga do trójki była wyboista w wrażenia, musiał wysiadywać baranki i rozjeżdżać z poganianiem w tempie ogiera do przeszkody. Siadł wcześniej w siodło i sam nieco wziął Dragona na siebie, by znów dopchać go do przeszkody. Wiedział że ogier na pewno będzie miał obiekcję, dlatego odskok do przeszkody nie tylko podparł łydką, ale musnął zad konia batem. Kiedy ten uniósł się do skoku, Diego nie spóźnił się ze swoim ruchem i zgrał się z nim podczas skoku. Droga do kolejnych przeszkód wyglądała tak samo, a faceta coraz bardziej to irytowało. Czwórka nie była straszną przeszkodą, więc nie powinna zdenerwować Dragona. Diego znów siadł w siodło, by zaraz odesłać go do skoku i zgrać się z nim podczas lotu. Przy kolejnym baranku, znów cisnął w ogiera piętą. Oko za oko, ząb za ząb. Nie? Piątka również należała do przyjemniejszych przeszkód, a skoczenie jej z pewnymi trudnościami okazało się bezproblemowe - na szczęście. Natomiast z szóstką nie miało być tak kolorowo, fuck. Nie dość że wyglądała mało przyjaźnie, miała się mało przyjemnie skończyć dla faceta. Po dojechaniu do przeszkody z pewnymi trudnościami, ogier po łydce która odsyłała go do skoku, wbił kopyta w ziemię i gwałtownie zahamował. Diego nie spodziewał się tego kompletnie, co zaowocowało wysadzeniem z siodła i wylądowaniem po drugiej stronie przeszkody. Na szczęście upadł dość fortunnie, głównie obijając sobie tyłek. Raptownie podniósł się z ziemi i otrzepał. Na szczęście nie ganiał gniadosza po torze, złapał szybko za wodzę i gdyby jego wzrok mógł zabijać, to koń byłby martwy.
-Doigrałeś się. - prócz korekty zębów, które wet dostrzeże na wizycie u niego. to Diego dowie się o koszt pozbawienia go klejnotów rodzinnych. Grabił, grabił i sobie nagrabił :lol2: Zeszli z toru i udali się do stajni.

z.t

Corleone Olshansky - 2016-10-03, 14:23

Próba terenowa była swego rodzaju nowością dla ogiera, chociaż miał przedtem styczność z przeszkodami terenowymi. W dniu zawodów Olshansky był wyraźnie pobudzony, co w jego przypadku przekładało się na wyraźne niezadowolenie - niemal cały czas kulił uszy, a niekiedy nawet kłapał ostrzegawczo zębiskami na inne konie bądź kopał w ich stronę, nieraz brykając też "bez powodu" i niewiele robiąc sobie z obecności Luke'a. Dał mu poczuć dokładnie to samo, co na ich pierwszych wspólnych zawodach - na bata, a niekiedy nawet na łydkę odpowiadał mniejszym lub większym podbiciem zadu. To jednak nie przeszkodziło parze w stanięciu na linii startu, z której ruszyli galopem wraz z usłyszeniem charakterystycznego dzwonka.
Przyjął narzucone przez Luke'a tempo, o dziwo nie rwąc do przeszkód tak, jak miało to miejsce na parkurze. Owszem budziły jego zainteresowanie, nie zniechęcały swoim wyglądem, ale też nie doprowadzały do sytuacji, w której był dziko nakręcony na kolejne skoki. Z niejaką rozwagą podszedł zatem do pierwszej przeszkody i wyczekał sygnału ze strony jeźdźca, skok oddając w wymierzonym przezeń miejscu. W locie starannie podniósł kończyny, chroniąc się przed dotknięciem przeszkody, a także wyciągnął nieco szyję korzystając z oddanej przez jeźdźca wodzy. Wylądował w równowadze, po czym pogalopował do kolejnej przeszkody, która swoją budową także przypominała te, z którymi Olshansky miał styczność na parkurze. Nic dziwnego, że podszedł do niej bez zawahania, dodatkowo sugerując się wsparciem otrzymanym przez Luke'a i wyrażającym się w działaniach jeźdźca. Kolejno wykorzystał wolną przestrzeń do wydłużenia w galopu, w którym jednak nie próbował osiągnąć zwrotnej prędkości. Mur nie wywarł na ogierze wrażenia i dał jeźdźcowi szansę na bezpieczne doprowadzenie się do przeszkody, przed którą nie tyle co skrócił krok, ale mocniej wkroczył zadem pod kłodę, zyskując energię niezbędną do oddania pionowego skoku. Olshansky w dalszym ciągu nie próbował przejąć dowodzenia, chociaż galopował w słusznym tempie, wyraźnie dobrze czując się w takich warunkach, dających mu możliwość rozwinięcia skrzydeł. Nad domkiem oznaczonym numerem czwartym ogier oddał daleki i płaski skok, dobrze wykorzystując swoją prędkość. Dopiero piąta przeszkoda wymusiła na Corleone większe zaangażowanie, które uzyskał przede wszystkim dzięki działaniom jeźdźca, które nakłoniły gniadosza do zaokrąglenia galopu. W najeździe do rzeczonej przeszkody, uwaga ogiera znacznie się wzmogła, pozwalając mu zawczasu ocenić z czym właściwie ma do czynienia. Oddając skok w optymalnym miejscu zapewne odarł jeźdźca z jakichkolwiek obaw, bo pokonanie przeszkody dzięki dobremu wejściu w odskok okazało się banalnie proste. Ciekawe podmurówki były dla Olshanskiego jedynie zachętą. Chętnie skakał nawet przez przeszkody, których nigdy wcześniej nie widział na oczy i to zdecydowanie czyniło go dobrym koniem do różnych konkursów, choć wcale nie łatwym. Miał bowiem skłonności do przesadnego parcia na przeszkody, a także do tego nieszczęsnego brykania, o którym przypomniał Sugarmanowi tuż po pokonaniu beczek, po wylądowaniu efektownie oddając z zadu. Po tej jakże cudownej akrobacji, parsknął przeciągle i pogalopował dalej potrząsając łbem, co jednak nie potrwało długo. Niebawem jego uwagę ściągnęły kolejne przeszkody, o wiele bardziej postawne niż te dotychczasowe. Udzieliło mu się jednak opanowanie Luke'a, dzięki któremu podszedł do obu członów z rozwagą, nie rozwlekając się przed nimi, co pozwoliło mu przy odbiciu skorzystać z energii skumulowanej w zadzie.

Elizabeth White - 2016-10-03, 22:16

Po pokonaniu pierwszych pięciu przeszkód, Elizabeth zdążyła nieco ochłonąć i oczyścić głowę ze zbędnych myśli. Teraz najważniejsze było dla niej to, żeby dojechać szczęśliwie do samego końca. Oczywiście jednocześnie zamierzała prowadzić kopytną najlepiej jak potrafiła, dokładając wszelakich starań i wysiłków, oraz wykorzystując całą swoją wiedzę i doświadczenie.
Szóstka poszła im gładko jak po maśle, a następny był dwuczłonowy szereg. Był on jednak nieco bardziej wymagający jako iż został ustawiony w formie schodków. Kobieta poprowadziła petit prostopadle do naskoku, pilnując żeby ta miała wystarczająco dużo energii do pokonania pierwszego członu. Już kawałek przed zamknęła ją w łydkach, nie dając złudnej nadziei na wyłamanie. Gdy już się wspięły, zaktywizowała ją nieco, posyłając od razu na 7B.
Dalej pogalopowały przed siebie prosto na ósemkę, która swoją budową była odrobinę masywniejsza. Zawodniczka kilka fouli przed usiadła w siodło, przeniosła ciężar na zad i tym samym odblokowała przody klaczy. Przytrzymała ją chwilę, by w odpowiednim momencie wypuścić do skoku i poskładać się w nim razem z nią. Lądowanie miękko zamortyzowała dzięki stabilnemu oparciu na strzemionach, od razu pozwalając Coeur na wyciągnięcie wykroku i zwiększenie tym samym dynamiki galopu. Dopiero dojeżdżając do oksera zaczęła ją wyhamowywać, uprzedzając kilkukrotnie półparadą o swoich zamiarach. Nie pozwoliła gniadej spłaszczyć skoku, sugerując jej najbardziej optymalne do wybicia miejsce. I tutaj również bez najmniejszej zwłoki podążyła za jej ruchem, starając się być nieodczuwalną dla WKKW’istki.
Kolejny szereg był póki co najtrudniejszy na owej trasie. Koszyczek wypełniony marchewkami dało się zauważyć już z daleka. Niewątpliwie był mocno rozbudowaną przeszkodą, której konie najczęściej się bały. Kanadyjka dużo wcześniej zaczęła oswajać nieparzystokopytną z ową sytuacją. Uniosła jej wyżej łeb, chcąc by ta już na początku dokładnie zapoznała się z całą konstrukcją i później nie udała zaskoczonej. Dalej przeszła w pełny siad, chcąc mieć większą kontrolę nad Francuzką i zarówno wodzami jak i łydkami uniemożliwiła jej ucieczkę w bok. W wypadku gdyby klacz miała wątpliwości co do oddania skoku, El mechanicznie napchnęła ją na przeszkodę, dodatkowo wspomagając się dzierżąnym w dłoni batem. Ku jej uciesze udało im się już za pierwszym razem i wzniosły się w powietrze niczym jakiś statek powietrzny. W fazie lotu zasugerowała gniadej prawą nogę, wzrok zawieszając na drugim członie. Nie pozwalała jej się rozpraszać nawet na chwilę. Od razu zaktywizowała Petkę i poprowadziła na lewy róg przeszkody. I gdy mogłoby się wydawać, że wszystko idzie po jej myśli, klacz niespodziewanie urwała ostatnią foule, wybijając przy tym El z równowagi. Kobieta straciła strzemię i wyleciała nieco nad siodło, ale w dalszym ciągu mocno zaciskała kolana na poduszkach kolanowych. To uratowało ją od upadku, który w tym przypadku mógł być wyjątkowo nieprzyjemny i oczywiście poskutkowałby dyskwalifikacją. Niestety ów incydent je spowolnił, bo kobieta nie mogła i nie chciała pozwolić sobie na szaleństwa bez pewnego oparcia i nienagannej równowagi. Dosyć sprawnie złapała dyndające strzemię, bez konieczności zmiany chodu. Pomimo tego były kilka sekund w dupę, a Brunetka nie wiedziała, czy uda im się to jeszcze odrobić. Póki co nie chciała się jednak poddawać, więc szybko pozwoliła kopytnej na odzyskanie prędkości i wtem naprowadziła ją na jedenastkę. Z wiadomych przyczyn najazd był dużo obszerniejszy, ale dla Zawodniczki liczyło się tylko to, że dalej były w grze i miały jeszcze jakieś szanse na podium.
Trasa do dwunastki była długa, a kobieta nie chciała wyczerpać całej energii kopytnej już w pierwszej połowie przejazdu. Prowadziła ją więc optymalnym tempem, pozostając w lekkim, odciążającym półsiadzie. Po pewnym czasie wjechały na teren zalesiony, ale to w żaden sposób nie zdołało rozproszyć Eli.
Po chwili przed nimi wyłoniła się okazała hydra. Była dosyć wysoka, toteż kobieta zadbała o to, by Coeur miała siłę do wybicia i wtem poprowadziła ją na sam środek przeszkody, na dobrą sprawę nie martwiąc się o sam skok. Klacz niejednokrotnie pokazała jej, że ma wielkie serce do sportu i jest kompletnie nieustraszona.

6-12

Eva - 2016-10-04, 09:51

El Dorado na zawody przyjechał ze swoją właścicielką, to ona o wszystko zadbała: transport, oporządzenie i rozgrzewkę przed zawodami. Kiedy kobieta pojawiła się po karosza, on już na nią czekał zwarty i gotowy. To były jego podobno drugie zawody skokowe w tej klasie i te wcale nie miały być lepsze od poprzednich - szkoda.

W końcu pojawili się na linii startu, poruszając się energicznym kłusem i wypracowując sobie właściwe ustawienie i zaangażowanie. Po przekroczeniu owej linii dostali sygnał do startu i kobieta niemalże od razu, wypchnęła Dorado do galopu. Przeszkody nie były tu nawet podobne do tych z poprzednich klas i kobieta musiała się maksymalnie skupić oraz konia. Poruszała się w półsiadzie i pozwalała mu na swobodny, energiczny galop. Dojeżdżając do pierwszej z przeszkód siadła w siodło, biorąc ogiera bardziej na siebie i unosząc jego przody nieco, dociążając jednocześnie zad. Półparadami skupiała go na sobie i na tym co miał robić, by doprowadzić go dość sprawnie do miejsca wybicia. Po dojechaniu do ów miejsca ścisnęła jego boki i odesłała do skoku, by zaraz przejść w półsiad i oddać mu wodzę do skoku. Po lądowaniu pozwoliła mu na swobodniejszy ponownie galop do dwójki, ale nie na długo. Przeszkoda dość szybko wyrosła przed nimi, więc musieli zachować rozwagę i ostrożność. Ponownie siadła w siodło i wzięła konia nieco na siebie, by doprowadzić do przeszkody. Po dojechaniu do miejsca wybicia odesłała ogiera łydkami do skoku i zgrała się z nim podczas niego. Kolejne dwie przeszkody były nieco przyjemniejsze z budowy i kobieta po rozjechaniu konia, pozwoliła mu na zachowanie stałego - pośredniego tempa galopu. Sprawnie dojechali do pierwszej z przeszkód - trójki, której przeskoczenie okazało się bezproblemowe. Po lądowaniu jedynie minimalnie przytrzymała konia i nie pozwoliła mu się nadto rozpędzić do czwórki. Ta przeszkoda również została bez problemu pokonana, a styl się nie zmieniał w ogóle i się sprawdzał przede wszystkim. Do piątki mieli spory kawałek, ale nie szalała z karoszem i prowadziła go pewnie i równo naprzód. Przeszkoda wyglądała na najmniej przyjemną z pośród do tej pory skoczonych, jednak nie przejmowała się tym zbytnio. Szybciej siadła w siodło i wzięła konia na siebie, skupiając go półparadami na sobie. Po dojechaniu do miejsca wybicia odesłała go łydką do skoku, przechodząc zaraz w półsiad i oddając mu wodzę do skoku. Przygotowanie się do szeregu na wstępie, nie wymagało nie wiadomo jakich cudów. Przynajmniej tak się jej wydawało, ale było to błędne. Po doprowadzeniu karosza do pierwszej z przeszkód, odesłała go do skoku i nastąpiło bum ! El Dorado za płasko skoczył przeszkodę, przez co zarył nogami w płot i poleciał do przodu. Szczęśliwie wysadziło ją z siodła, upadła na ziemię pierwsza i instynktownie przeturlała się na bok, unikając zgniecenia przez konia. Szybko się podniosła z ziemi, łapiąc ogiera za wodzę i schodząc z toru crossowego. Tam oddała go w ręce weta i właścicielki.

z.t

Caroline Hathaway - 2016-10-04, 14:21

Zawody crossowe i to wyjazdowe, były czymś co musiała koniecznie przeżyć. Zapisała się oczywiście ze swoim wierzchowcem, bo jakby to mogła przepuścić klaczy? W dniu wyjazdu pojawiła się w stajni, by przygotować konie do transportu. Klacz poszła na drugi ogień, przygotowana i zabezpieczona trafiła do przyczepy. Kobieta miała nadzieje, że klacz i ogier się nie pozabija podczas transportu. W dzień zawodu klaczą się zajął luzak, a kobieta potem tylko przyszła po nią i zabrała na rozgrzewkę.

W końcu nadszedł ich czas na przejazd, więc skierowała klacz kłusem na linię startu. Dojeżdżając do niej usłyszała dzwonek do rozpoczęcia przejazdu, więc wypchnęła rudą od razu do galopu. Ustawiła pośrednie tempo i pchała naprzód do pierwszej przeszkody. Współpracowała z klaczą już jakiś czas i miała pewność, że poradzą sobie na torze. Klacz miała swoje dziwactwa jak większość koni, ale nie była diabłem wcielonym. Caro utrzymywała się w półsiadzie aż do prawie samej przeszkody, a na 3-4 foule przed przeszkodą siadła w siodło i przymknęła klacz w pomocach. Sprawnie doprowadziła ją do jedynki i zaraz odesłała łydką klacz do skoku, przechodząc w półsiad i oddając jej wodzę do skoku. Do drugiej przeszkody droga była stosunkowo prosta i sama przeszkoda wyglądała na dość przyjemną. Doprowadziła ją do przeszkody, by odesłać ponownie do skoku i zgrać się z nią podczas lotu. Utrzymywała półsiad do trzeciej przeszkody i pośrednie tempo galopu. Pogoda im nieco nie sprzyjała, bo zaczynało podać i klacz nieco się ślizgała. Caro jednak panowała nad sytuacją i udało im się prawidłowo jechać naprzód, potem lekko skręciły na prawo i ujrzały kolejną przeszkodę. Szybciej siadła w siodło i wzięła klacz bardziej na siebie, unosząc ją bardziej do góry i skupiając na sobie. Nie chciała by kasztanka zapatrzyła się na dziwną przeszkodę i by sprawiła im nie potrzebne problemy. Po dojechaniu do miejsca wybicia odesłała ją łydką do skoku, by zaraz unieść zadek w siodle i oddać jej wodzę. Do kolejnej przeszkody jechały niezmiennym tempem i wykręcając dwa lekkie zakręty. Wyjechawszy na wprost do przeszkody, siadła nieco w siodło i zamknęła ją w pomocach, by gładko przeskoczyć czwórkę i pojechać dalej na wprost. Potem znów delikatnie wyjechali kolejny zakręt i pojechały na wprost do piątki, pozwoliła utrzymać klaczy te same tempo i nie skracała jej. Przeszkoda była dość bezpieczna i można było ją skakać w lepszym tempie. Po dojechaniu do przeszkody odesłała klacz do skoku i się z nią zgrała, by gładko wylądować po drugiej stronie. Do szóstki był kawałek prostej i kobieta mimo wszystko utrzymywała stałe, niezmienne tempo galopu. Przeszkoda już należała do tych nieco "straszniejszych" z wyglądu, ale znała klacz i wierzyła w jej możliwości. Skupiła ją nieco bardziej na owej przeszkodzie, unosząc też nieco bardziej przody i biorąc siłę z rudego zadu klaczy. Po dojechaniu do miejsca wybicia odesłała klacz łydką do skoku, przeszła zaraz w półsiad i oddała jej wodzę. Kolejny w kolejce był szereg, kolejna z nietypowych przeszkód. Znów trochę zajęło im dojechanie do niego, ale udało im się dość bezpiecznie i mimo potknięć. Tutaj ponownie nieco wzięła klacz na siebie, unosząc jej przody i kumulując energię w zadzie. Przeskoczyły owe przeszkody w podobnym stylu co wszystkie poprzednie: łydka w miejscu odbicia, półsiad i oddanie wodzy nad przeszkodą. Do ósemki znów był dość spory dystans, ale kobieta nie pozwalała klaczy na przyspieszenie do czasu. Po wyjechaniu łuku do ósmej przeszkody, kobieta nieco popędziła klacz łydką w galopie. Chciała by mocniej zaatakowała ową przeszkodę, tak energiczniej i pewniej. Na szczęście nie potknęły się po drodze, a po dojechaniu do dalszego miejsca wybicia odesłała klacz łydką do skoku. Później się z nią zgrała w locie, by gładko wylądować po drugiej stronie przeszkody. Do dziewiątki był krótki dystans i na szczęście po prostej, nie omieszkały się potknąć po drodze of cors. Jednak nawet dość sprawnie udało im się dojechać do kłody i zaraz ją skoczyć, klacz mimo swoich dziwnot i strachów dobrze sobie dziś radziła. Dziewiątka znów była kłodą, więc nie powinna sprawić im większych problemów. Wybrała najbardziej optymalne miejsce do odskoku, gdzie odesłała klacz do niego łydką, przeszła zaraz w półsiad i oddała jej wodze. Do dziesiątki był znów średnio długi dystans, nieco kręty jednak i trzeba było uważać. Zęby rekina wyglądały na mało przyjemne, ale trzeba było je skoczyć nie ma mocnych. Dlatego skupiła jej uwagę na sobie przez półparady, by doprowadzić do miejsca wybicia, odesłać ją do skoku i zgrać się z jej ruchem podczas lotu.

1-10

Amelie - 2016-10-07, 20:31

Na wyjazdowe zawody crossowe postanowiła jak zwykle zabrać Carthago oraz orchardowską klacz - Integrity Promise. Zakwaterowała oboje w richmondowskiej stajni, by w dniu zawodów wcześnie się tam zjawić. Poprosiła stajennego o przyniesienie wyczyszczonego na błysk sprzętu Carthago i jego przyborów na myjkę. Zostawiła swoje rzeczy i ruszyła pod boks siwego. Przywitała się z nim i zaprowadziła go na myjkę. Skrupulatnie go wyczyściła i osiodłała. Zostawiła na chwilę pod okiem pracowników stajni, poszła się przebrać, a gdy i ona była gotowa, zaprowadziła ogiera na rozprężalnię. Tam poprowadziła lekką rozgrzewkę - tak aby holender był odpowiednio rozgrzany i rozluźniony przed startem, ale zachował siły, świeżość i energię na start właśnie. Następnie sprawdziła sprzęt a gdy wszystko grało pokierowała siedmiolatka na linię startu.

Tam go zatrzymała i w oczekiwaniu na dzwonek przygotowała go do tego, by od razu ruszyć galopem. Gdy rozległ się sygnał do startu, wypchnęła Carta do galopu, starając się utrzymać optymalne, aktywne tempo, takie, które pozwoli im pokonać tor z zapasem czasu, ale nie wykończy siwego po drodze. Następnie przeszła do półsiadu, starając się trzymać ogiera lekko zamkniętego w pomocach. Pokierowała go na pierwszą przeszkodę. Gdy znaleźli się w jej pobliżu białowłosa nakierowała go na jej środek, wcześniej dodając króciutkie półparady, mające dodatkowo skupić holendra. Przed jedynką usiadła w siodło, zamknęła Carthago w bardziej zdecydowanych pomocach, by odesłać go do skoku we właściwym miejscu przez dodanie łydki - co powinno im pozwolić spokojnie pokonać jedynkę. Oddała mu wodze na kontakcie i wróciła w półsiad, zgrywając się z nim w skoku, po lądowaniu zostając w półsiadzie. Pierwsze koty za płoty. Dwójka była niedaleko, więc nie rozpędzała siedmiolatka specjalnie. Dwójka przypominała ogrodzenie. Nakierowała go na jej środek, trzymając zamkniętego w pomocach aż do momentu wybicia, gdzie wszystko potoczyło się podobnie i koniec końców spokojnie pokonali przeszkodę.
Na trójkę pozwoliła mu trochę przyśpieszyć, co koniec końców może nie było najlepszą decyzją. Podczas najazdu na tą przeszkodę Cartowi zdarzyło się kilka razy potknąć na nierównościach i poślizgnąć, przez co chwilowo tracili równowagę, ustawienie i dekoncentrowali się, a także musieli zwolnić, więc na dobrą sprawę obrali optymalne tempo dopiero podczas bezpośredniego najazdu na trójkę. Znów usiadła w siodło przed przeszkodą, po nakierowaniu siwego prosto na jej środek. Zamknęła go w pomocach, doprowadzając pod trójkę - kamienny murek i odsyłając do skoku w odpowiednim miejscu. Dodała łydkę, oddała wodze i przeszła do półsiadu, trzymając się siodła kolanami, a następnie podążyła nadgarstkami za jego ruchem. Odetchnęła gdy pokonali trójkę i ruszyli na czwórkę. Czekał ich dłuższy najazd, podczas którego dwudziestolatka starała się utrzymać równe, aktywne i dobre tempo, co udawało jej się wtedy, gdy akurat ogier nie potykał się i nie ślizgał po podłożu. Dlatego starała się jak najbardziej nadrabiać stracony czas. Przed czwórką - domkiem, znowu dopilnowała tempa, usiadła w siodło, zamknęła holendra w pomocach, doprowadziła do przeszkody i odesłała do skoku. Przynajmniej z pokonywaniem przeszkód nie mieli problemów.
Najazd na piątkę nie był taki długi, ale i podczas niego zdarzyło im się poślizgnąć, lub potknąć, co dziewczyna starała się natychmiast zrekompensować, skupiając ponownie siedmiolatka, przywracając go do ustawienia i lekko dodając w tempie. Jak zwykle przygotowała Carthago przed przeszkodą, starając się zyskać optymalne tempo. Nakierowała go na przeszkodę zamkniętego w pomocach, usiadła w siodło i odesłała go do skoku, prosząc o energiczne wybicie, które pozwoliłoby im bezpiecznie pokonać piątkę. Oddała mu wodze na kontakcie, wróciła do półsiadu i wyciągnęła za nim nadgarstki, zgrywając się z nim w skoku. Pochwaliła krótko siwego i poprowadziła w stronę szóstki, po nieco dłuższym najeździe, podczas którego starała się poprawić tempo i uniknąć kolejnych poślizgnięć, co nie całkiem im się udało. Zmotywowała się i skupiła przed szóstką, przypominającą rządek beczek. Uregulowała tempo, zamknęła Carthago w pomocach, doprowadziła do przeszkody i odesłała w owocny skok. Po lądowaniu została w półsiadzie, prowadząc siwego na szereg 7ab.

Naomi Eaton - 2016-10-08, 16:30

Kolejna przeszkoda należała do tych przyjemnych, co dodało Naomi jeszcze więcej pewności siebie. Czuła, że Siviento z każdym kolejnym udanym skokiem nabiera zaufania, co bezpośrednio przekładało się na chęci. Nic dziwnego, że wystarczyło zaledwie wskazać gniademu dwunastkę, by ten ją pokonał z pomocą drobnych wskazówek od swojego jeźdźca. Kolejne dwie przeszkody były bardzo podobne, za to znacznie węższe, co wymusiło na Naomi wykonanie znacznie precyzyjniejszego najazdu. Usiadła zatem w siodle i w zamkniętym korytarzu z pomocy doprowadziła gniadego pierw do pierwszego, a następnie drugiego członu, oba skoki wieńcząc zrównoważonym i stabilnym lądowaniem. Kolejno poprowadziła czterolatka po lekkim łuku, w dystansie do czternastej przeszkody jadąc w półsiadzie. Dopiero w najeździe wróciła do siodło i odpowiednio zmotywowała konia do pokonania przeszkody, która swoim wyglądem mogła go nieco zniechęcać. Zawodniczka jednak nie zawahała się przed daniem wierzchowcowi mocniejszej łydki, która powinna być wystarczającą zachętą do pójścia naprzód.
Z kolei przy piętnastej przeszkodzie raczej nie napotkała większych problemów; doprowadziła do niej Siviento z nie mniejszą uwagą niż do pozostałych przeszkód, pomogła mu w ocenie miejsca odbicia, a gdy już takowe nastąpiło, podążyła za jego ruchem przechodząc do niewielkiego półsiadu i przesuwając rękę do przodu, za ruchem pyska. Lądując po drugiej stronie wykorzystała ostatni odcinek pozbawiony przeszkód na dodanie w galopie, chociaż czas zdawali się mieć dobry. Była jednak świadoma tego, że trudno trafić w normę czasu, dlatego przy każdej sposobności walczyła o odniesienie sukcesu. Z uzyskanego tempa zaczęła nieco schodzić na sześć foule przed następną przeszkodą, równie ciekawą co pokonana już czternastka. Właśnie z tego powodu działanie Naomi było bardzo podobne, chyba, że ogier galopował z zapałem do przodu, nie przejmując się nietypowym wyglądem przeszkody. Po jej pokonaniu zostało im już niewiele do ukończenia trasy, czego Naomi niecierpliwie wyczekiwała, podobnie jak koń odczuwając zmęczenie. Przed wgalopowaniem do wody zawodniczka przybliżyła się do siodła, zdecydowanie prowadząc Siviento w zamkniętych łydkach, nie dając mu pretekstu do przejścia do niższego chodu mimo oporu stawianego przez wodę. Doprowadziła go do kolejnej przeszkody, spod której wyraźnie podyktowała mu odbicie, zaraz wychodząc za koniem do półsiadu i przekazując mu wodze. Lądując wypatrzyła ostatnią przeszkodę i pogalopowała do niej równo, aktywnie, powtarzając schemat z ostatniej przeszkody i w rezultacie ukończyła cross z wynikiem, który był bardzo zadowalający jak na debiut. Jakby nie patrzeć, było to tylko drobne przekroczenie czasu, więc naprawdę mogła być dumna z konia, w czym go utwierdziła sowicie chwaląc po ukończeniu przejazdu. Stopniowo przeszła do stępa, po czym zsiadła i oddała folbluta w ręce luzaka. /zt

Lockhard - 2016-10-08, 16:45

Ogier rzeczywiście prezentował szczytową formę, której miał dać wyraz także dzisiejszego dnia. Oczywiście jeszcze nikt nie mógł się tego spodziewać, ale to nie stało nikomu na przeszkodzie by mieć wiarę w doskonały wynik.
Ustawiony na starcie zdradzał wyraźne podekscytowanie, co rusz przystępując z nogi na nogę lub szastając ogonem. Wreszcie poczuł znajome muśnięcie łydek, po którym przeszedł do galopu, od razu mocno rozwijając prędkość i niechętnie dostosowując się do oczekiwań Christiana. Dopiero widok pierwszej przeszkody nieco go ocucił, sprawiając, że karosz samoistnie się podniósł i skrócił. Nie miał wątpliwości co do tego, że przeszkodę należy pokonać, ale jej niecodzienny wygląd sprawił, że postanowił do tego podejść z rozwagą, a nie na wariata. Zatem odpowiednio napatrzył się na przeszkodę, by kolejno odbić się ze wskazanego miejsca i oddać czysty skok nad jedynką. Kolejna przeszkoda mniej przyciągała uwagę ogiera, ale to nie zmieniło faktu, że dogalopował do niej w harmonii z Christianem, nie starając się walczyć. Ostatnio coraz rzadziej mu się to zdarzało podczas pracy z tym mężczyzną, jak gdyby zrozumiał, że niczym tego nie wskóra, a jeździec i tak pozwoli mu w odpowiednim momencie nieco zaszaleć. W rezultacie także dwójkę pokonał w równowadze z Christianem, swobodnie przeskakując na drugą stronę. Do trójki pogalopował swobodnie, nie rozpędzając się bardziej niż to konieczne, mimo iż Christian narzucił mu mocne tempo. Widząc na swej trasie przeszkodę, niemal równocześnie zetknął się z przytrzymaniem ze strony jeźdźca, na które nie zareagował z oporem. Nieco zaokrąglił galop i uniósł wyżej łeb, by móc przyjrzeć się szerokiej, jednak niebudzącej podejrzeń trójce. Ponownie nie zawiódł jeźdźca i oddał skok tuż po otrzymaniu do tego sygnału, w locie widowiskowo baskilując, co zwieńczył dalekim lądowaniem. Wychwycił krótką pochwałę i pognał dalej, tym razem stając przed wyzwaniem opierającym się na pokonaniu dwóch kłód. W najeździe do obu z nich osadził ciężar ciała na zadzie, w ten sposób odpowiadając na zmianę w dosiadzie jeźdźca. Tym samym oswobodził przód, który w obu skokach zaprezentował szybką akcję, pozwalającą ogierowi na bezpieczne pokonanie stałych przeszkód. Skrócenie między poszczególnymi członami odbił sobie ponownym wyciągnięciem galopu do piątej z kolei przeszkody. Zwolnił poprzez zaokrąglenie galopu dopiero przed przeszkodą, na której osobliwy wygląd nie zwrócił większej uwagi. Nim ktokolwiek zdążył się zorientować, Lockhard i Christian mieli to już za sobą, śmiało zmierzając na trójczłonową kombinację. Sprostawszy szóstce bezpośrednio zaatakował szereg złożony z dwóch murków położonych na wzniesieniu, które było tylko dodatkową motywacją do mocniejszego pchania się zadem. Kolejna przeszkoda była nieco szersza, ale Christian umożliwił Lockhardowi poszerzenie fouli, z czego karosz skrzętnie skorzystał i oddał szeroki skok nad ósemką. Jeździec nie zaburzył jego równowagi w skoki mimo pokaźnego lotu, co umożliwiło ogierowi bezpieczne i stabilne wylądowanie po drugiej stronie. Po skoku utrzymał mocne tempo aż do następnej przeszkody, póki co nie pokazując po sobie niepokojących oznak mogących świadczyć o zmęczeniu. Lekko przytrzymany przed dziewiątką, obrzucił ją uważnym spojrzeniem i bez obaw dogalopował do przeszkody, by następnie wejść w prawidłowy odskok i bez trudu pokonać kłodę. Dziesiąta przeszkoda okazała się natomiast najciekawszą z dotychczasowych, wprawiła Lockharda w lekką konsternację, jako że raczej nie miał przedtem przyjemności skakania w przeszkodę-dziurę. Także w jego psychice stanowiło to pewną barierę, ale nie do niepokonania, nic z tych rzeczy! Odważnie sprostał i temu zadaniu, nawet nie zauważając leżących na przeszkodzie marchewek. Następne dwa człony tej trójczłonowej kombinacji były identyczne; cornery wymagały bardzo precyzyjnego najazdu, co Lockhard umożliwił zawodnikowi nie podejmując z nim walki. Ograniczony z zewnątrz nie miał też pretekstu do spłynięcia, toteż oba cornery pokonał jedyną słuszną drogą, zdając się czynić to z lekkością.

Mistrz Gry - 2016-10-08, 17:37
Temat postu: Jessica Reese & On the Angel's Wings
JESSICA REESE & ON THE ANGEL'S WINGS - INTERMEDIATE




41; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; Nagłe wahania pogodowe w postaci; urwania chmury

28; Bolesny skurcz; Jeździec odczuwa bolesny skurcz w nogach, rękach lub plecach, który dekoncentruje go lub upośledza mechanikę ruchową.

108; Wolta przed przeszkodą; jeździec zostaje zmuszony do wykonania wolty przed przeszkodą ze względu na niebezpieczną, zbyt dużą prędkość, niepasujący najazd czy inne czynniki tego typu. 20 punktów karnych

99; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.

Opis
Wolta na 7 przeszkodzie.


Elizabeth White - 2016-10-08, 19:11

Po odpowiednim przygotowaniu, udały się na rozprężalnie. Elizabeth czuła się trochę zestresowana, bo był to pierwszy cross w karierze klaczy. Sprawy ani trochę nie ułatwiało jej schorzenie, aczkolwiek była bardzo mądrą i posłuszną kobyłką, więc Brunetka nie traciła nadziei na owocny przejazd. Oczywiście założyła jej maskę oraz nauszniki, chcąc zminimalizować ilość dokuczliwych bodźców. Na szczęście matka natura była dzisiaj po ich stronie, a niebo od samego rana zasnute było gęstymi chmurami.
Po odpowiednim rozgrzaniu się, stępowały na długiej wodzy w oczekiwaniu ich kolei. Wtem z głośników popłynął głęboki, męski głos, który wywołał je na linię startu. Kobieta pozbierała kopytną na kontakt i posłała do kłusa, którym przejechała w określone miejsce. Tam przeszły do pełnej parady, a Kanadyjka poklepała siwą po łopatce, chcąc tym samym dodać jej nieco otuchy przed zmaganiami na torze.
Wraz z odgłosem dzwonka posłała klacz do galopu, odciążając jej grzbiet półsiadem. Zachęcała ją do dosyć aktywnego tempa, chcąc nadrobić sobie trochę czasu dopóki nieparzystokopytna miała jeszcze dużo siły.
Dojeżdżając do pierwszej przeszkody, usiadła w siodło i lekko się wycofała, dociążając tym samym zad. Zmusiła Fabiole do lekkiego wyhamowania, sugerując jej najbardziej optymalne miejsce do wybicia. I wraz z momentem, gdy kopytna poszybowała nad drewnianą konstrukcję, El poskładała się z nią w locie, kolana mocno opierając na poduszkach. Po miękkim lądowaniu pochwaliła Fabiole głosem i poprowadziła ją prosto do dwójki. W porównaniu z klasą advanced czy intermediate, wysokość ani forma przeszkód nie była zatrważająca. To sprawiało, że zawodniczka mogła lepiej skupić się na swojej podopiecznej niżeli na sobie. I tak też robiła – starała jej się pomagać swoim doświadczeniem i umiejętnościami przez cały przejazd.
Dwójka z wyglądu przypominała jakiś wagonik, ale nie miała rozbudowanych straszaków, a swoją prostą formą nie zniechęcała do siebie. W owym przypadku kobieta powtórzyła schemat sprzed chwili, prowadząc siwą pewnie i mocno do przodu. Po chwili były już po drugiej stronie i w dalszym ciągu poruszały się na wprost, aż do trójki. Brunetka już z daleka zawiesiła spojrzenie na dwuczłonowej przeszkodzie, która ukazała im się na horyzoncie. Utrzymując rękę na elastycznym kontakcie, pozwoliła klaczy swobodnie pokonać stopień, od razu zamykając ją w pomocach i kierując na drugi człon. Przed palisadą posłała jej jeszcze wyraźną łydkę, chcąc mieć pewność, że ta nie postanowi jej spylić w bok.
Z przeszkodami pokroju czwórki miały już do czynienia, toteż tutaj Zawodnicza nie miała najmniejszych wątpliwości. Pilnowała jedynie dobrego tempa, prostego najazdu i odpowiedniego miejsca wybicia, które osobiście zasugerowała. Dalej starała się już tylko nie przeszkadzać, unosząc się w półsiad, ściągając łopatki i oddając rękę.
Piątka była kolejnym dwuczłonowym elementem. Na zeskoku amazonka odchyliła się w tył, wysuwając do przodu rękę i nie ograniczając tym samym ruchów Fabioli. Dalej poprowadziła ją prosto na pochyloną palisadę, która wyglądała już nieco gorzej. Klacz na szczęście pokonała ją bez większych problemów i mogły pędzić dalej, aż do stołu z numerem sześć. Tutaj kobieta nakłoniła kopytną do oddania dłuższego niżeli wyższego skoku, starając się dodatkowo nie marnować jakże cennej energii.

/1-6

Luke - 2016-10-09, 00:19

Na całe szczęście nie dość, że był całkiem doświadczonym jeźdźcem, to jeszcze nie obciążał grzbietu gniadosza "na trasie", tylko przed przeszkodami powracał do pełnego siadu, kiedy chciał mieć większą kontrolę w trakcie najazdu. Dzięki temu brykanie Olskanskyego owszem, zauważał, jednakże nie odczuwał tak dramatycznie i nie musiał się nimi tak przejmować. Domyślał się, że nie jest to raczej protest ogiera przeciw jego osobie i to go pocieszało, a tak sobie o tym rozmyślał w trakcie dojazdu do przeszkody oznaczonej ósemką, teraz jednak mimo odciążenia musiał zwracać większą uwagę na tempo na dłuższych dystansach, bowiem nie mógł dopuścić do przemęczenia swojego wierzchowca.
Zbliżająca się konstrukcja wymagała na pewno długiego skoku, niekoniecznie bardzo wysokiego, jednakże nie pozwolił Corkowi pędzić do przeszkody, w końcu ten musiał po drodze zwrócić uwagę na jej pochyłość aby móc obdarzyć zrozumieniem odrobinę wcześniejsze pomoce do odskoku przy jednoczesnym przyzwoleniu na nieco spłaszczony galop, o ile taki mógł w przypadku gniadego zaistnieć przy delikatnym zwolnieniu. Niedługo potem następowała przeszkoda z numerem dziewięć, o której Luke wiedział, że nie składa się tylko z przedniego członu, wiedzę tę wykorzystał więc w przygotowaniu konia do skoku jak przy okserze, zdążył już bowiem odnotować, że jego podopieczny nie obawia się skakania tego typu przeszkód, a zatem mógł bez obaw skupić się na porównywaniu w głowie tych konstrukcji do konstrukcji typowo parkurowych, co ułatwiało znacznie ich pokonywanie. Oczywiście jego ciało zachowywało się w trakcie lotu jak zazwyczaj na skokach, a zatem w trakcie lotu tradycyjnie przyzwoity półsiad z oddaniem wodzy na tyle, aby koń pyskiem nie natknął się na wędzidło.
Dziesiątka nie stanowiła wielkiego wyzwania, Luke nie spodziewał się, by jego kopytny mógł obawiać się snopka słomy, który to przecież niewiele zmieniał jeśli chodzi o samo skakanie, był może trochę szeroki, jednakże niezbyt wysoki, co zmuszało do tylko trochę wcześniejszego wybicia, przy tych wysokościach nie robiło zbyt wielkiej różnicy. Teraz mniej więcej pokonali tyle przeszkód, co na konkursowym parkurze. Niestety czy stety, czekało ich jeszcze drugie tyle. Brunet co prawda starał się jak najmniej zmęczyć ogiera podczas rozgrzewki, aby miał jak najwięcej energii do spożytkowania na trasie, nie mógł jednak być niczego w stu procentach pewien. Gniadosz nie miał jeszcze tak świetnej kondycji i dzisiejsza próba terenowa faktycznie była próbą, próbą sił.
Przeszkoda z numerem 11 ustawiona była niemalże zaraz po dziesiątce, wymagała od pary dużego skupienia, precyzji w najeździe. Sugarman teraz zdecydowanie prowadził Corleone dosiadem, pomocami stworzył mu wąski korytarz, z którego ewentualne wyjście było dopiero za skokiem. Szczególnie pilnował, by jego sygnały rozkładały się równomiernie po każdej ze stron, ale też w razie czego był w stanie zareagować natychmiastowo w razie chęci odejścia na bok. W ramach motywacji cmoknął w momencie dawania łydki do skoku, generalnie robił to rzadko, jednakże w tym przypadku przezorny zawsze ubezpieczony. :lol:
Dystans do dwunastki był bardziej długi niż krótki i chociaż właśnie takie odcinki powinno się wykorzystywać do polepszenia sytuacji czasowej, brunet dążył do uregulowania równego, nie szaleńczego tempa. To, na czym zależało mu w pierwszej kolejności, to oczywiście dobro konia, nie miał serca wyciskać ze zwierzęcia tego, co mogło się okazać ponad jego siły, wytrzymałość. Zdawał sobie sprawę, że raczej nie oczekuje ich miejsce na podium, nie miał na to jednak parcia i był świadom, że to przecież dopiero początek ich wspólnej przygody, polepszania formy i w ogóle.
Kiedy przeszkoda pojawiła się w zasięgu wzroku, chłopak już zaczął nakierowywać ogiera bardziej na lewo niż na środek, chcąc w ten sposób przelecieć nad węższą częścią niewymiarowej skrzyni. Tu ponownie pozbierał ogiera w celu zwiększenia koncentracji i wykluczenia możliwości popełnienia błędu. Po oddaniu skoku zadbał o to, by tempo się nie zwiększyło, w końcu przed zeskokiem oznaczonym numerem 13A musiał go jeszcze zwolnić i przygotować na coś zupełnie innego niż dotychczas. Oczywiście nie zaprzestał dawania pomocy do poruszania się do przodu, także takie wysłał przed progiem. Tutaj po rozpoczęciu lotu wyciągnął mocno ręce do przodu odchylając się jednocześnie do tyłu, zaraz po lądowaniu wracając do standardowej pozycji, w końcu już kilka fouli później miał nastąpić wskok na 'poziom wyżej'. Tutaj odskok musiał nastąpić odpowiednio wcześniej i być nie tylko wysoki, ale i właśnie długi. Całe szczęście obyło się bez problemów i dosłownie kilka chwil później mogli przystąpić do kolejnego dwuczłonowego skoku, tym razem po prostu szerokich skrzyni. Strategią na ich pokonanie było najechanie na pierwszą od lewej strony, coby nie musieć jej skakać pod kątem i jednocześnie mieć w miarę prostą drogę do drugiej. Jak wymyślił, tak też spróbował zrobić, nakierowując swego dzielnego wierzchowca w upatrzone miejsce na przeszkodzie, a reszta, no cóż, raczej konwencjonalna jak przy długim acz wysokim skoku - ogarnięcie tempa, przeniesienie ciężaru na zad, energiczne pomoce do wybicia. Hops, tudum, tudum, tudum i hops. Niby takie proste. Po obu członach znów był kawałek do następnej przeszkody, na szczęście nie taki duży, acz i tak nie było mowy o zbyt szybkim galopie.

Petit Coeur - 2016-10-09, 11:39

Także w głowie Petit zapanował spokój, związany z pozbyciem się nadmiaru emocji, który męczył klacz jeszcze na początku trasy. Teraz myślała znacznie trzeźwiej, co przekładało się też na lepszą reakcję na pomoce.
Po pokonaniu szóstki, stanęła przed zadaniem pokonania dwóch niemal identycznych przeszkód stojących w jednej linii. Nie były one szczególnie wymagające, gdyby nie to, że ustawione na wzniesieniu, co wymagało od Petit znacznie większego wysiłku niż dotychczas. Z cichym stęknięciem odbiła się sprzed pierwszej przeszkody, wysoko podnosząc i starannie składając przody, jednocześnie mocno ciągnąc szyją do przodu, co pozwoliło jej zachować równowagę. Jednakowo postąpiła z drugim członem, i jemu dając radę bez większego problemu, choć z niezaprzeczalnym wysiłkiem.
Ósma przeszkoda prezentowała się znacznie lepiej, mimo tego, iż była masywniejsza. Klaczy jednak łatwiej było skoczyć galopując po płaskim, lub nawet trochę w dół, niż pod górę. Nie tracąc na zaangażowaniu zadu, dobrnęła do owej przeszkody i w odpowiedzi na wskazówki ze strony Elizabeth, oddała widowiskowy skok nad konstrukcją. Wylądowała za nią w równowadze i od pierwszej foule wyraźnie poszerzyła wykrok, by szybciej dopaść przeszkody w postaci oksera. Przed nią została lekko wycofana, do czego przystosowała się bez walki, w rezultacie bezpiecznie i harmonijnie podchodząc do tej przyjaznej, acz wysokiej i szerokiej przeszkody. Współpraca z Elizabeth układała się na tyle dobrze, że klacz jak dotąd nie zaznała nieprzyjemności wynikającej z braku równowagi jeźdźca, co pozwalało jej z lekkością pokonywać następne przeszkody, a także wciąż czerpać z tego przyjemność.
Następna przeszkoda rzeczywiście nie wyglądała zachęcająco, lecz Petit została odpowiednio zmotywowana przez amazonkę, dzięki czemu dosłownie wciągnęła ją w "dziurę" utworzoną z rączki niejakiego koszyczka. Skacząc przez tę konstrukcję zanurkowała nosem w dół, aczkolwiek wcale nie ze względu na leżące tam marchewki - po prostu wciąż miała ograniczone zaufanie względem tego wynalazku i chciała mieć pewność, że go nawet nie muśnie. Lądując otworzyła się zadem, po czym pogalopowała dalej przed siebie, na wprost dwóch następujących po sobie cornerów. Gniada jednak niespodziewanie wyrwała do przeszkody, oddając skok znacznie wcześniej, niż można by się tego spodziewać. Poczuła, że Elizabeth traci przez to równowagę, więc po wylądowaniu odruchowo zwolniła, dając amazonce szansę na powrót w siodło i odnalezienie oparcia w strzemionach. Dalej jednak czekał na nie trzeci człon, gdzie Petit nieco uratowała sytuację, samodzielnie podejmując właściwą decyzję i na czysto pokonała drugi corner. Z kolei do dwunastki zdołała się nieco rozgalopować, aczkolwiek nie osiągnęła wyścigowego tempa, stawiając raczej na swoje własne, sprawdzone. Dopiero na widok hydry nieco się skróciła, nie tracąc jednak na dynamice; po prostu podstawiła mocniej zad, by w oczekiwanym momencie uwolnić skumulowaną w nim siłę i oddać pokaźny skok nad dwunastką.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group