To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Tor crossowy

Elynn Sands - 2018-05-03, 20:08

Rzadko miała okazję jeździć na takich "męskich" koniach, dlatego wymagało to od niej małego przełamania, by mocniej zadziałać półparadą. Nie chciała dać mu się jednak wieść w przód, dlatego kiedy zignorował jej dotychczasowe sygnały po prostu mocniej go przytrzymała. Pozostałą przy tym stabilna i cofnięta ramionami, co razem powinno dać dobry skutek.
Do dziesiątki nie dała się więc aż tak wieść i, chociaż wykorzystała dystans do przeszkody aby trochę mocniej pogalopować to potem ponownie wróciła w siodło i wzięła ogiera na siebie, stosujac mocniejszą półparadę i nie pozwalając mu się rozciągnąć w najeździe. Domknęła go przy tym dołem, aby zad cały czas aktywnie pracował, a galop pozostał aktywny.
Pomiędzy przeszkodami 10 i 11 była prawie minuta galopu, podczas której starała się uzyskać równe, aktywne tempo, ale już bez mocniejszych dodań. Czuła, że same skoki wystarczająco rozochociły Kruga i nie chce aby ten "pociąg" stał się pospieszny :lol: . Zbliżając się do jedenastki zdążyła się zorientować, że odległość niebardzo pasuje, wiec zdecydowała się na pojechanie dwóch fouli w przód - ale pod kontrolą i bez zbędnych szaleństw. Wróciła więc w siodło, zamknęła w łydkach i pozwoliła na lekkie poszerzenie wykroku, poczekałą na skok i płynnie przeszłą do półsiadu, oddając potrzebną ilość ręki.

Krugerrand - 2018-05-03, 20:17

Podrzucił głową w reakcji na pomoc ale się lekko wycofał. Z pewnością na szczęście Elynn wpływało to, że przeszkody nie były duże, bo naprawdę gdyby stanęło przed nimi 140 to Krug by całkowicie przewiózł Panią kolorową, mimo sympatii do niej. Był fajny, ale jeśli chodzi o skoki to zdecydowanie mężczyzna musiał na nim jeździć. Chyba, że ukradłaby tak jego serce, że zrobiłby dla niej wszystko i w tym również dał się prowadzić. Dlatego do 10 zamaskował swoje parcie na skoki, pozornie się wycofując żeby chociaż na foule do przeszkody poszerzyć wykrok i oddać kolejny skok nad dziesiątką, już bez tego efektu wow pod tytułem: ,,zapas na kilometr". Po lądowaniu dał się łatwiej rozgalopować ale utrzymał się w tym co chciał jego jeździec. Kolejnym szczęściem jego amazonki było to, że jedenastka wyglądała identycznie jak 9tka, więc nie przejął się, aż tak jej widokiem całkiem polegając na Elynn. Mogła go doprowadzić do skoku, chociaż gdyby zmusiła go do skoku z przytupem to na pewno przy następnej okazji sam dobierze miejsce odbicia.
Elynn Sands - 2018-05-03, 20:32

No daj mi chwilę, jeszcze trochę i go Elynn w sobie rozkocha... :lol2: A Luczek będzie ja musiał zatrudnić jako luzaka!
Czując już nieco lepszą kontrolę nad Krugiem była bardziej pewna w swoich działaniach. Na pewno jej samej brakowało super umiejętności, a porównaniu np. z właścicielem ogiera, ale starała się jak mogła żeby przeprowadzić ten trening bez strat w ludziach czy koniach. Galopując cały czas przy ogrodzeniu starała się utrzymać równe tempo, jednocześnie szukała wzrokiem odpowiedniego dystansu do przeszkody z nr 12. Znajdując go powróciła w siodło, starając się nie zmienić tempa. Zaakcentowała miejsce odbicia łydką, posyłając Kruga do lotu. W dystansie starała się zyskać trochę rozluźnienia, ale nie upierała się jakoś szczególnie przy obniżeniu głowy, zdając sobie sprawę, że duże emocje utrudniają to zadanie.
Kolejna przeszkoda nie była szczególnie wysoka, ale biała co u niektórych koni wzbudzało czasem obiekcje, głównie przez fakt odbijania światła. Pomimo, że w ani razu nie poczuła wahania ze strony ogiera, to teraz uważniej zamknęła go w korytarzu z pomocy aby wyeliminować ewentualną niepewność. Może przez to trochę się spóźniła w samym skoku, ale zrekompensowała to mocniejszym oddaniem ręki. Dystans do czternastki był stosunkowo niewielki, nie było więc miejsca na jakieś mocne dodania, po prostu zaoferowała mu równe kilka fouli na wprost, posyłając go do ciut dalszego odbicia.

Krugerrand - 2018-05-03, 20:41

Ale do tego już nie wystarczą same kolorowe włosy :lol2:
Kolejna przeszkoda wyglądała inaczej, więc znowu holsztyn wyszedł z własną inicjatywą bezpiecznie rozciągając dwie foule, by ponownie się trochę mocniej odbić, zaokrąglając przy tym w skoku. Po wylądowaniu galopował równo, jakby nigdy nic ale biała przeszkoda.. Postawił uszy i mimo, że nie czaił się to zdecydowanie dodał, napierając na wędzidło i tym razem dosłownie mając gdzieś działania Pani kolorowej, nawet jeśli go dosłownie postanowiła złapać za ryj. Wykorzystał jej niejaką niepewność i to nie tak, że leciał galopem łeb na szyję tylko podszedł tempem jakby skakał te 140cm. Mocno unosząc przody, a osiadając na zadzie wymierzył sobie odległość i odbił się mocno, co spowodował tak jasny kolor przeszkody w połączeniu ze słońcem, które się od niego odbijało. Wysadził niemalże jakby skakał te CC klasę, zaokrąglając się mocno przy tym i chowając podwozie, żeby nie tknąć przypadkiem tej bieli. A nóż jeszcze się zarazi i wybieleje! Także nie był zły jeśli Elynn w pogoni za równowagą postanowiła się do niego przytulić czy złapać grzywę, lub dzielnie zawalczyła utrzymując się podczas tego wariackiego skoku. Lądując mocniej na ziemi przez twardą trawę, zamachnął się ogonem ale nie bryknął, będąc wyraźnie ożywionym tym skokiem. Zaciągnął ją w swój świat, więc zrekompensował jej kolejny skok, nie podkręcając, aż tak tempa i oddając zdecydowanie bardziej ekonomiczny skok, bez kilometrów w górę.

Elynn Sands - 2018-05-03, 20:49

No dobra, mam do zaoferowania jeszcze stertę marchewek i dużo miłości... :lol2:
Poklepała go po lądowaniu, chociaż na przedostatnim skoku zapewnił jej spore wrażenia. Chyba jeszcze nigdy nie leciała tak wysoko! Po kilku foulach galopu przeszli do kłusa, co pewnie wymagało od Elynn zdecydowanej reakcji, bo Krug chyba skakał by dalej gdyby tylko mógł. Kiedy już udało im się złapać tempo w kłusie, Elynn wypuściła go do dołu, oferując żucie z ręki i pozwalając na zabranie tyle wodzy, ile tylko chciał. Tak też przekłusowała go, aby mógł swobodnie wyciągnąć nogi i sylwetkę, oraz stopniowo się wyciszyć. Następnie przeszli do stępa i to w nim już pozostali.
Zostawiła ogierowi długą wodzę, pilnując tylko aby nie przyspieszał sam z siebie. Skierowała go w stronę przeszkody, na której odwiesiła derkę, co zajęło im kilka-kilkanaście minut. W tym czasie pewnie zdążył uspokoić oddech, więc mogła spokojnie ubrać go w derkę, aby podczas stygnięcia się nie przeziębił. Popuściła też popręg, a ostatecznie skierowała go w stronę stajni.

Krugerrand - 2018-05-03, 21:03

To już lepiej <3 xD
On po prostu chciał jej pokazać jak bardzo ambitny jest i to dlatego. Popisywał się! :lol:
Faktycznie, był trochę rozochocony tymi skokami, więc potrzebował chwili lub pewniejszego sygnału i jak już wszedł w kłus, wrócił do bycia uroczym i grzecznym koniem. Kłusując równo, nie przyśpieszając i rozciągając się śmiało po skokach, oddychał głośniej i był spocony w "strategicznych" miejscach. Zwalniając wreszcie do stępa, luźno kroczył przed siebie, nieco bujając Panią kolorową, której nie chciał przecież skrzywdzić. Tylko, że skoki były jego konikiem i dawał z siebie wszystko, stąd te trudności w jeździe na nim, tak to przecież był grzeczny jak aniołek!
Tak czy siak, rozstępowany wrócił z Elynn do stajni.
/zt

Cruzeiro - 2018-05-05, 21:45

Po odpowiednio długiej przerwie, był zwarty i gotowy do dalszej pracy. Łatwo wskoczył na kontakt i ochoczo (aczkolwiek nie przesadzając z tą ochotą) zagalopował, ciekawy nowych wyzwań. Oczywiście, przeszkoda z opon nie była mu wcale obojętna, a swoją formą zrażała równie mocno, co wszystkie poprzednie. Siwy co prawda czuł się już deczko pewniej, ale nie było to na tyle radykalna poprawa, żeby skakał wszystko z palcem w nosie. W tym przypadku również na kilka fouli przed skokiem wycofał się, aczkolwiek nie próbował uciekać na boki, zapewne będąc porządnie ograniczanym przez Pelerieuxa. Nie zrobił również stopki tuż przed, ale za to skoczył bardzo mocno, toteż nie dziwota iż Oliver utracił równowagę. Niejeden jeździec wykończyłby ten lot rozstając się z siodłem, więc dobrze, że zakończyło się to jedynie utratą strzemienia. Hanower siebie również troszkę wytracił z równowagi, przez co przy lądowaniu szarpnął głową do dołu, ale pozbierał się równie szybko co swój właściciel i z lekkim zdenerwowaniem parsknął.
Kłoda na wzniesieniu o dziwo wydała mu się przyjemniejsza. A może po prostu zainteresowało go wzniesienie, bo z tego typu urozmaiceniem się dzisiaj jeszcze nie spotkał. Tak czy siak, utrzymał dobre tempo galopu i bez większych ekscesów pokonał kłodę, chwilę później zjeżdżając z górki. Całość - dzięki współpracującemu Belgowi, wypadła naprawdę nieźle, a ogier nie odczuł żadnego dyskomfortu czy stresu.
Z ostatnią tego dnia przeszkodą - płasko leżącą kłodą - miał już dzisiaj styczność, a po za tym była tutaj najłagodniejszym elementem do pokonania. Oczywiście Cruz nie naszedł na nią niczym burza, ale nie wymyślił niczego głupiego, co mogłoby doprowadzić do odmowy. Po tym skoku wypuścił z płuc powietrze i płynnie przeszedł do kłusa, w którym chętnie rozciągnął się do dołu. Zmęczony, grzecznie stępował aż do momentu uspokojenia oddechu i wtedy ruszył w stronę stajni.

z/t

Vivianne Feron - 2018-05-10, 21:48

Pojawiła się, wraz z Clair, na torze crossowym, na którym jeszcze nie miały okazji trenować. Kanadyjka wiedziała jednak, że klaczy przyda się trochę kondycji, a trenowanie skoków w takich warunkach, zawsze było jakąś odmianą i szykowało nawet do trudniejszych konkursów i wielu parkurowych straszaków. Jeśli uda im się przeżyć, to z pewnością obie nabiorą cennego doświadczenia!
Stępowała na kasztance w stronę toru już właściwie od samej stajni, a teraz wprowadziła ją na tor, jeszcze przez moment kontynuując rozgrzewanie jej w tym chodzie. Dawała jej odrobinę luzu na pysku, ale nie przesadzała z długością wodzy, by, w razie czego, móc w każdej chwili zaingerować w zachowanie panny de Lune.
W stępie nie zanudzała jej chodzeniem po prostych, ale lawirowała pomiędzy zbudowanymi przeszkodami, zmieniając przy okazji kierunki i kręcąc najróżniejsze wolty i półwolty. Wyginała ją przy okazji w obie strony, dopiero po kilku minutach decydując się na zakłusowanie. W wyższym chodzie również dbała o jej rozluźnienie i rozciągnięcie, a wkrótce wprowadzała również przejścia stój-stęp-kłus w różnych konfiguracjach.
W zakrętach oczywiście, nieustannie, oferowała klaczy podparcie w łydkach, skrupulatnie prowadzącją na zewnętrznej wodzy, wewnętrzną, pulsująco, prosząc o delikatne wygięcie. Utrzymywała elastyczny kontakt z jej pyskiem, uważnie prowadząc ją po, wytyczanej przez siebie, trasie.

Clair de Lune - 2018-05-14, 23:47

W swoim życiu miała już okazję skakać przeszkody crossowe, ale było to dość dawno i mało pamiętała z tego doświadczenia. Na pewno otwarty teren sprawiał, że była bardziej podekscytowana i jeszcze bardziej chętna do ruchu naprzód niż zazwyczaj.
Wstępowała na teren toru crossowego, a kiedy tylko zobaczyła przeszkody zadarła głowę łypiąc na nie ciekawskim spojrzeniem. Podczas pierwszych minut poruszania się po obiekcie i lawirowania między przeszkodami próbowała podkłusowywać. Chwilę zajęło jej opanowanie emocji, ale też konkretniejsza praca skłoniła ją do myślenia. Przejścia wykonywała dość płynnie, chociaż na razie wychodząc z ustawienia, ale jak na nia było całkiem nieźle. Wyginała się też od pomocy swojej amazonki w każdą stronę, nie mając z tym najmniejszych problemów.

Vivianne Feron - 2018-05-16, 09:13

Vivianne rozumiała podekscytowanie konia świeżym powietrzem i stojącymi wokół przeszkodami, ale specjalnie się nim nie przejmowała, mając nadzieję, że ujdzie ono wraz z odrobiną energii, które wkrótce uda im się rozładować. Kontynuowała więc prowadzenie klaczy pomiędzy przeróżnymi krzaczkami, drewnami i temu podobnymi konfiguracjami do skoków, po jakimś czasie decydując się na odesłanie kasztanki do galopu. Poza wypuszczeniem jej na pysku w trakcie zagalopowania, od razu wzięła ją na mocniejszy kontakt i starała się spowalniać ją nieco dosiadem, nie chcąc by Clair wypruła naprzód niczym rakieta. W końcu to była rozgrzewka, a nie wyścig, a brunetka pomału domyślała się, do czego ta kasztanowata piękność jest zdolna.
Clair de Lune - 2018-05-17, 21:34

Kłusowała aktywnie, mocno pracując zadnimi nogami pod siebie, co częściowo pozwoliło rozładować jej napięcie. Po pierwszych kilku minutach zaczęła więc zwracać większą uwagę na Viv i jej pomoce. Regularne treningi z Kanadyjką naprawdę czyniły ją bardziej jezdną i grzeczniejszą. Starała się też bardziej, bo naprawdę zaczynała lubić pracować akurat z tą osobą.
Zgodnie z oczekiwaniami pierwsze kroki galopu to była walka o ustabilizowanie tempa. Otwarty teren i duże przestrzenie jeszcze bardziej zachęcały Clair do ruchu naprzód. Strzeliła nawet dwa, dość solidne baranki, próbując zaraz po nich wykorzystać sytuację i pogalopować trochę szybciej. Były krótkie momenty, kiedy Vivainen mogła czuć utratę kontroli, ale jednak ostatecznie kasztanka podporządkowała się woli swojej amazonki i zwolniła, chociaż dalej była dość nerwowa. Stopniowo i w galopie zaczęła się zaokrąglać plecami i szyję i wchodzić na kontakt.

Vivianne Feron - 2018-05-18, 22:54

Oho! To mogło się tak zakończyć! Cóż, dobrze, że Vivianne miała na sobie kamizelkę (chociaż i tak przecież łatwo mogła się połamać) i była przygotowana na to, że kasztanka może chcieć sobie pozwolić na trochę.. "swobody". Baranki jednak faktycznie wyrzuciły ją odrobinę z siodła i wytrąciły ze sprawowania kontroli, ale dziewczyna postarała się pozbierać tak szybko, jak tylko dała radę, niemal momentalnie narzucając klaczy ponownie swoje zdanie i tempo, w jakim chciała się poruszać.
Z uporem maniaka wypracowywała z nią wybrany sposób poruszania, a gdy go osiągnęła, zaczęła wprowadzać klacz na wolty (ktore także stosowała wcześniej, by Clair zwolniła i skupiła się na pracy), a także przechodziła przez chody, chcąc by klacz odrobinę wrzuciła na luz i ładnie się rozgrzała i porozciągała przed skokami.
Kiedy uznała, że są gotowe, pozwoliła Holenderce na chwilę stępa, przed konkretną robotą, a gdy ta rozpoczęła się, Vivianne naprowadziła ją na linię złożoną z dwóch dość prostych przeszkód - przewalonych kłód, bez żadnych krzaczków czy straszaków. Naprowadzała ją na nie równym tempem, półparadami skupiając uwagę pięciolatki na nadchodzącym skoku, a gdy ten nadszedł przysiadła w siodło na trzy ostatnie foule, wzięła ją nieco na siebie, a w odpowiednim miejscu ścisnęła jej boki i wypuściła w powietrze, przechodząc w delikatny półsiad i tylko lekko oddając jej rękę.
Po lądowaniu wróciła w siodło na kilka foule, by w chwilę później wypuścić klacz do kolejnej kłody, a po niej kontynuować przejazd na prawo.

Clair de Lune - 2018-05-19, 19:18

Te wszystkie wolty i przejścia były bardzo ważne w rozgrzewce konia takiego jak Clair. Pomagały jej trochę uspokoić umysł i bardziej skupiać się na pomocach dawanych przez jeźdźca. Standardowo pierwsze przejścia nie były idealne, a tu trochę się spóźniła z reakcją, a tu wyszła z ustawienia, czasem wręcz zapierając się na wędzidle. Pomimo to z każdą minutą była trochę lepsza, a Vivianne mogła być zadowolona z postępów.
Pomimo to kasztanka wciąż była jak wulkan energii, gotowy wybuchnąć w każdej chwili, jeżeli tylko coś wytraci ją z równowagi. Jazda na otwartym terenie, do tego nie ograniczonym jak parkur była na niej trudna, a wszystko niemal prowokowało ją do rozpędzania się, z kolei zbyt mocne przytrzymania na wodzy mogły doprowadzić do takiego zdenerwowania, że już nic dzisiaj nie zrobią. Dobrze jednak reagowała na wszelkie pomoce związane z dosiadem i to od nich zwalniała na prośbę amazonki.
Po przerwie w formie stępa ruszyła na powrót galopem, a naprowadzona na linie z dwóch przeszkód nastawiła uszy i podniosłą głowę, przyglądając się im uważnie. Dobrze pracowała zadem oraz grzbietem, więc nawet kiedy sama z siebie postanowiła przyspieszyć to nie odbiło się to negatywnie na skoku. Pociągnęła Kanadyjkę do przodu na kilka ostatnich foule, ale nie zrobiła tego chamsko, jedynie nieznacznie poszerzając wykrok i zyskując mocniejsze tempo. Nieobyta z takim typem przeszkód zachowała bezpieczny zapas, mocno składając przednie nadgarstki i poprawiając zadem do góry. Wygięła się przy tym nad kłodą, ciągnąc szyję do dołu. Zapas nie był jakiś bardzo przesadny, a tylko taki, aby kasztanka miała pewność, że nie dotknie przeszkody. Po kilka w miarę równych krokach galopu oddała bardzo podobny skok, po lądowaniu pozostając na prawą nogę.

Vivianne Feron - 2018-05-20, 10:20

Brunetka wiedziała z jakim typem konia ma do czynienia i jak powinna zachowywać się w różnych sytuacjach. Nie uwalała się więc klaczy na pysku, ciągnąc go w swoją stronę, by ją przytrzymać, mocniej działając przy tym dosiadem i reagując zajmowaniem jej głowy innymi zadaniami, niż zwykła ucieczka przed siebie. Uważała, że siłą niczego nie załatwią i nauczyła się, że Clair bardziej ceni sobie partnerstwo i chętnie współpracuje, gdy oferuje jej się odpowiednie pomoce i odrobinę zaufania. Gdy więc przyspieszyła do pierwszej kłody, a Feron upewniła się, że tempo nie jest dla nich zabójcze i pozwoli pokonać kłodę, wyczekiwała na skok, decyzję o nim wskazując klaczy mocniejszym ściśnięciem jej boków łydkami. W locie zgrała się z nią, próbując jak najlepiej balansować swoim ciałem, choć przeszkoda była na tyle niska, że za bardzo nie miała czasu zastanowić się nad swoim zachowaniem, podczas gdy kasztanka zbyt wysoko się wybiła, a następnie poprawiła zadem. Do kolejnego skoku przygotowała się już odrobinę lepiej, gładko przez niego przechodząc wraz z pięciolatką, a po jeździe na prawo, kontynuowały przejazd ku takim dwóm przeszkodom.
Nie były one zbyt wysokie i stojące w szeregu, które ostatnio ćwiczyły na treningu i który nieźle poszedł im na zawodach, toteż Vivianne nie miała większych obaw. No dobrze, teraz były w nieco innych warunkach, ale skoki zdawały się na tyle zająć kasztankę, że ta skupiła się teraz całkowicie na nich – a przynajmniej taką mam nadzieję.
Viv naprowadzała ją po prostopadłej linii, w korytarzu stworzonym z pomocy, równo i aktywnie, na sam środek pierwszego członu. Półparadami skupiała jej uwagę na A, a gdy nadszedł czas skoku, posłała ją w powietrze, bez problemu zgrywając się z ciałem Holenderki, a po miękkim lądowaniu za przeszkodą, rozjechała ją ładnie do członu B, pozwalając pięciolatce na przyspieszenie w dystansie, a następnie posłała ją do kolejnego skoku.
Jeśli te dwa skoki przeszły bez problemów, to ponownie na prawo znajdowała się kolejna przeszkoda (nr 5 ze schematu, załóżmy, że korzystamy tylko z wyglądu, a nie kolejności i ułożenia przeszkód). Do tej Vivianne nieco przytrzymała klacz, półparadami cały czas skupiając jej uwagę na skoku i ograniczając po obu stronach, żeby Clairka nie wpadła na pomysł ucieczki w którąś ze stron. Prowadziła ją pewnie, równo, nie dając momentu na zawahanie się, a w miejscu odskoku ponownie posłała ją w powietrze.

Clair de Lune - 2018-05-20, 19:18

Pośród wielu wad jakie można znaleźć w charakterze kasztanki, była też jedna spora zaleta - prawie nigdy się nie płoszyła, a skoki z jakimiś straszkami pokonywała po prostu z większym zapasem. Miała tendencje do niedbalstwa i zrzutek, natomiast rzadko odmawiała skoku. Nawet jeżeli coś przeraziło ja na tyle, że się wycofywała, to zawsze starała się wyskoczyć, choćby z miejsca. Było to dużą zaletą podczas crossu, bo Kanadyjka zwyczajnie nie musiała się martwić, że któraś z dziwnych przeszkód spowoduje wyłamanie.
Na szereg zareagowała podobnie jak wcześniej, nastawiając uszy i przyglądając się dziwnym łodygom wystającym z dołu. Nie zawahała się ani na chwilę, ale też tym razem nie pociągnęła mocno do przeszkody. Wykazała się mądrością (co rzadko się jej zdarzało :lol2: ) i dostosowała się do woli Vivianne w kwestii najazdu. Dla bezpieczeństwa odbiła się wyżej niż było to potrzebne i złożyła nadgarstki tak mocno, że stuknęła się w mostek. Mniej zapracowała szyją w dół, bo obserwowała drugi człon, do którego lekko dodała i poszerzyła wykrok, oddając kolejny czysty skok.
Po lądowaniu oczekiwała dalszych wskazówek, a naprowadzona na kolejny skok troszkę się zdziwiła. Takiego białego dziwactwa to ona na oczy nigdy nie widziała, fuknęła aż głośno i cała się nastroszyła :lol: . Trochę wycofała się, osiadając mocno na zadzie, a w miejscu odskoku wybiła się tak wysoko w górę, jakby pomiędzy wcale nie było dziury i trzeba by skoczyć na wysokość bocznych części (mam nadzieje, że rozumiesz o co mi chodzi). Sam skok był zły technicznie, mało w nim było pracy grzbietu czy szyi, a całe ciało Clair pozostało spięte. Z pozytywów natomiast należy wspomnieć, że przynajmniej obie przedostały się na drugą stronę i galopowały dalej!



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group