Jessie - 2016-09-19, 13:14 Następna przeszkoda należała do tych prostszych i przyjemniejszych dla konia; przede wszystkim można było ją skoczyć płasko i bez obaw przeczesać przodami miękką część przeszkody. Właśnie dlatego Jess nie skracała przesadnie Dark przed oddaniem skoku, przytrzymała ją zaledwie paroma półparadami, które miały na celu bardziej zwrócić uwagę klaczy na zadaniu, niż ją zwolnić.
Inaczej miała się sprawa z kolejnymi dwoma przeszkodami, które choć "działały" na tej samej zasadzie, to swoją "podmurówką" były zdecydowanie mniej zachęcające. Były też znacznie bardziej wąskie, co skłoniło Jess do tego, by przysiąść gniadą w najeździe i doprowadzić ją do przeszkody zamkniętą w korytarzu stworzonym z pomocy. Dzięki temu udało jej się wykonać precyzyjny, prostopadły najazd w obu przypadkach, z idealnie wybranym miejscem odskoku. Czuła, jak Dark z każdym kolejnym skokiem pokonuje przeszkody coraz chętniej, ćwicząc i rozwijając swoją technikę. Teraz była pewna, że to prawdziwy strzał w dziesiątkę.
Do czternastej przeszkody zawodniczka zdecydowała się trzymać jednakowe tempo. Żwawe, parkurowe, z bardzo okrągłą foule - taki galop zapewniał dobre podstawy do oddania prawidłowego skoku. Czternastka nie byłaby tak interesująca, gdyby nie ciekawy front, który zapewne wzbudził zainteresowanie klaczy. Jess jednak nie dopuściła do skrócenia foule, gdyby takie coś nastąpiło, od razu dała klaczy łydkę z ostrogą, zaś w miejscu odskoku wspomogła się palcatem. Po prostu nie pozwoliła Princess na to, by zapatrzyła się na przeszkodę, bo mogło się to skończyć nieciekawie.
Do kolejnej, piętnastej przeszkody pogalopowały nieco swobodniej - Jess cały czas kontrolowała czas, w pewnych odstępach czasu zerkając na zegarek na ręce. Na ten moment szło im bardzo dobrze, czysto i szybko, i taki stan rzeczy brunetka chciała utrzymać do samego końca. Przy piętnastej przeszkodzie raczej nie powinna napotkać większych problemów; doprowadziła do niej klacz z nie mniejszą uwagą niż do pozostałych przeszkód, pomogła jej w ocenie miejsca odbicia, a gdy już nastąpiło, podążyła za jej ruchem przechodząc do niewielkiego półsiadu i przesuwając rękę do przodu, za ruchem pyska. Lądując po drugiej stronie wykorzystała ostatni odcinek pozbawiony przeszkód na dodanie w galopie. Z uzyskanego tempa zaczęła nieco schodzić na sześć foule przed następną przeszkodą, równie ciekawą co pokonana już czternastka. Właśnie z tego powodu działanie Jess było bardzo podobne, chyba, że klacz szła z zapałem do przodu, nie przejmując się nietypowym wyglądem przeszkody. Po jej pokonaniu zostało im już niewiele do ukończenia trasy. Przed wgalopowaniem do wody Jess przybliżyła się do siodła, zdecydowanie prowadząc Dark w zamkniętych łydkach, nie dając jej pretekstu do przejścia do niższego chodu mimo oporu stawianego przez wodę. Przed hydrą usiadła w siodle i doprowadziła Dark do przeszkody, zamkniętą w łydkach i na równym, stabilnym kontakcie, uniemożliwiając ewentualne spłynięcie z przeszkody. W trakcie skoku ponownie wykazała się refleksem, przechodząc w porę do półsiadu i nie zapominając o oddaniu wodzy. Lądując wypatrzyła ostatnią przeszkodę i pogalopowała do niej równo, aktywnie, powtarzając schemat z przedostatniej przeszkody i w rezultacie ukończyła cross z wynikiem, którego oczekiwała od samego początku. Po przekroczeniu linii mety stopniowo przeszła do kłusa, chwaląc Dark słownie oraz klepaniem po szyi. Po paru minutach kłusa, w trakcie których dała koniowi czas na uspokojenie tętna, przeszła do stępa i oddała folblutkę w ręce luzaka, zaś sama odeszła zająć się innym koniem. /ztCasallsini - 2016-09-19, 14:24 Przetransportowanie go na miejsce zawodów nie było problemem. Te zaczęły się dopiero, kiedy nadeszła ich kolej na przejazd. Wałach nie chciał ani trochę współpracować. Wspinał się i odskakiwał za każdym razem jak coś mu się nie spodobało. Przygryzał nerwowo wędzidło, szarpiąc co chwilę łbem. Drobił w miejscu, a gdy do jego boków zostały dociśnięte łydki miał ochotę obrócić się i uciec. Przeszedł wpierw do kłusa, a dopiero po kilku krokach zaczął opornie galopować. Poganiany i trzymany za pysk zaczął krótko mówiąc durnieć, bo nie wiedział czy w końcu ma galopować szybciej czy wolniej, więc buntował się jak tylko mógł. W pewnym momencie nawet wyrzucił za siebie zadnie nogi, prezentując niskiego baranka. Próbował się wyrywać do przodu, ale wędzidło boleśnie mu to utrudniało, więc ślimaczył się w tym galopie. Jednocześnie odskakiwał czasem na bok, bo bał się publiczności.
Dojazd do pierwszej przeszkody trochę im zajął, ale ostatecznie jakoś dotarli. Gniady w odpowiednim miejscu wybił się do skoku i wylądował po drugiej stronie, zaraz obrywając po bokach. Przytulił więc uszy do potylicy, znowu odstawiając jakieś cyrki i buntując się niemiłosiernie. Jakby zaraz miał zacząć galopować w miejscu. W końcu ruszył się naprzód i dotarł do dwójki którą skoczył na czysto. Dojazd do trójki nie był łatwiejszy niż pozostałe, bo wałach dalej pokazywał jak bardzo nie chce tutaj być. Próbował dębować, zadzierając mocno łeb. Wskoczył na uskok, dojechał do drugiego członu i go również pokonał. Po lądowaniu zabawa z pchaniem go do przodu zaczęła się na nowo, teraz było już tylko gorzej bo wałach naprawdę nie chciał współpracować. Przeskoczył czwórkę i galopem skierował się do przeszkody numer pięć. Tutaj za bardzo się rozpędził, zrobił dużego susa, przez co zaraz musiał skakać przez przeszkodę. Skoczył za płasko, przez co zahaczył przednimi nogami o przeszkodę i prawie dosłownie przekoziołkował. Walnął cielskiem o ziemię, na początku nie zdając sobie sprawy z tego, że mógł się tutaj zabić. Za to ból niemal od razu dał o sobie znać. Mimo to gniady szybko pozbierał się z ziemi i otrzepał. Odetchnął głośno, poza obolałą nogą raczej był cały. Złapany za wodze został odstawiony z powrotem do boksu, a idąc starał się jak najmniej obciążać swoją nogę.
ztDark Princess - 2016-09-20, 13:44 Ten płotek trochę był dziwny, ale faktycznie przeszkoda wyglądała na przyjemną do skoczenia. Klacz utrzymywana przez Jess chętnie i energicznie galopowała do przodu, prychnęła raz czy dwa w odpowiedzi na półparady. Klacz bez większych problemów pokonała ją i pogalopowała dalej. Klacz na widok szeregu - no cóż, delikatnie jej niepewność skoczyła w górę. Przytrzymana i dopilnowana przez kobietę, do galopowała do pierwszego członu i przeskoczyła go. Cofnęła nieznacznie uszy w najeździe do drugiego członu, klacz jednak pewnie uniosła się nad przeszkodę, by w locie złożyć nogi pod siebie i lekko wyciągnąć się nad przeszkodą. Po lądowaniu kierunek 14 przeszkoda. Na pewno z każdymi zawodami i treningiem, klacz czuła się pewniej w tym co robiła. Miała jeszcze momentami niepewności czy momenty zawahania, ale doświadczenie Jess wiele robiło. Utrzymywały stałe tempo galopu, gdzie klacz galopowała energicznie, mocno pchając się od zadu i zaokrąglając wyraźnie swoje foule. Przeszkoda była dość dziwna, a raczej no nietypowa. Kaczka? To sobie wybrali temat na przeszkodę, niech ich drzwi normalnie. Zastrzygła uszami i szastnęła ogonem o swoje stawy skokowe, przyglądając się tylko krótko przeszkodzie. Jess nie pozwoliła jej na większe przemyślenia, co było dość dobrym posunięciem. Podniosła nieco wyżej łeb, łypiąc na przeszkodę ślepiami i parskając mocniej w dojeździe do przeszkody. W miejscu wybicia dość mocno uniosła się w górę, może nieco zbyt przesadnie. Nie spowodowało to jednak tego, że miały jakiekolwiek problemy po lądowaniu z kontynuowaniem przejazdu. Klacz starała się, wykonywała wszystko bez większego szemrania i wychodziło jej to dobrze. Nieprawdaż? Jeśli będzie utrzymywała taki status jak teraz, to może kiedyś dorówna ojcu? Wykorzystała moment swobodny, by pozwolić mięśniom na moment odetchnąć. Nie rozsypała się jednak przy tym, by sprawnie dojechać do kolejnej piętnastej przeszkody. Dojechała do miejsca wybicia, by zaraz unieść przody i odbić się z zadnich partii ciała. Dość gładko uniosła się do skoku, by podkurczyć pod siebie nogi i wyciągnąć szyjsko do przodu. Wylądowały zaraz po drugiej stronie i gniada dość ochoczo przyspieszyła w galopie. Zaczęły nieco zwalniać na sześć foule przed następną przeszkodą, która była ciekawa i nieco straszna zarazem. Chciała jednak pokazać swojej właścicielce, że nie jest już taka strachliwa, bezbronna i ona też potrafi ! Dlatego podobni jak 14 mocno zaatakowała, jednak już bez niepewności. Znów z nieco przesadnym zapasem ją skoczyła, prezentując nienaganne baskil nad przeszkodą. Po lądowaniu za tą przeszkodą, została już im tylko końcówka do pokonania. Woda jej nie przeraziła i klacz chętnie w galopowała do niej i przedzierała się przez nią. Woda stawiała jej opór to fakt, ale nie zrażał ją ten fakt. Wygalopowała z wody i dojechała do drugiego członu szeregu, by w odpowiednim do tego miejscu odbić się od podłoża. Przy jednoczesnym złożeniu nóg pod siebie w locie i wyciągnąć się nad przeszkodą. Została już im tylko do pokonania ostatnia przeszkoda, a pojechały do niej równo, aktywnie i przeskoczyły ją w dobrym stylu. Skończyły cross w doskonałym czasie, bezbłędnie i mogły być z siebie dumne. Po przekroczeniu mety zwolniły do kłusa, gniada parsknęła krótko w odpowiedzi na pochwałę. Po rozkłusowaniu się i odpoczęciu co nieco, przeszła do stępa i wylądowała z luzakiem, który ją ogarnął do końca.
z.tLeon - 2016-09-21, 11:50 Kogo jak kogo, ale Leona na tych zawodach też nie mogło zabraknąć. Zapisał się z dwoma na dobrą sprawę obcymi końmi, ale nie przeszkadzało mu to zupełnie. W dzień wyjazdy z końmi do Richmond, przyjechał pod stajnię bmw z przyczepą na dwa konie. Jakim cudem przygotował dwa ogiery do drogi i wpakował do jednej przyczepy? Pozostanie chyba zagadką. Nie mniej jednak zrobił tak, by się nie pozabijali w niej na czas drogi. Jakiś czas później nadszedł dzień zawodów, więc pojawił się dość wcześnie w stajni i ogarnął konie na zawody. Panda poszedł z nim na rozprężalnie, a drugi został pod opieką stajennego. Rozgrzał solidnie Pandę na rozprężalni, nie pozwalając mu na żadne wybryki i inne udziwnienia. Potem już tylko czekali na wezwanie, modląc się o dobry przejazd.
Jednak ich modły nie zostały zbytnio wysłuchane, albo się nad nimi nie chciano zlitować. Po przekroczeniu celowników odesłał karosza do galopu, kierując go naprzód i przez ich tor. Przeszkody niby nie powalały wielkością, ale nie były też zbyt niskie i zdecydowane udziwnione przez różne dodatki. Prowadził go w zamkniętych pomocach i równym tempem galopu, które konsekwetnie egzekwował. Na 5-4 foule przed przeszkodą siadł w siodło i lekko wziął go na siebie, nie pozwalając na skrócenie się czy zwolnienie w tempie. Karosz dojechał idealnie do przeszkody, a odesłany łydkami do skoku wzniósł się do lotu. Jednak chyba mu się wydawało, że przeszkody mają po 2m, bo skoczył ją z ogromnym zapasem. Leon kompletnie się tego nie spodziewał, zachwiało go w siodle i zgubił prawe strzemię. Udało mu się jakoś utrzymać cudem w siodle i wsadzić nogę z powrotem na miejsce. Stracił jednak zbyt dużo czasu, nie mógł go skorygować ani nic. Praktyczne od razu musiał odesłać ogiera do drugiego skoku. Podobnie jak wcześnie ogier się wybił, ale zapas był zbyt duży i Leon nie przygotowany do tego. Szarpnęło nim mocno w siodle podczas skoku, przez co wyskoczył dosłownie z siodła i spadł na przeszkodę. Karosz pobiegł dalej, ale obsługa go zaraz złapała - na szczęście. Podbiegli do niego medycy, ale nic mu wielce nie było. Potłukł się jedynie, ale to akurat nic dziwnego. Nie połamał się i łeb w całości, więc on nie da rady jechać dalej? Akurat nie w tym przejeździe, tylko w ogóle w sensie. Odebrał karosza od obsługi, zszedł z toru i udał się w kierunku rozprężalni. Tam oddał go w ręce luzaka, by zająć się sobą przed kolejnym przejazdem.
z.tNaomi Eaton - 2016-09-21, 13:15 Także z punktu widzenia Naomi nawiązana z ogierem współpraca układała się zaskakująco dobrze. Friskey był niepodważalnie przygotowany do startów w tej klasie, dzięki czemu pokonywanie przeszkód w ich wydaniu nie wyglądało jak walka o życie.
Nawet po dodaniu czuła, że foule ogiera była okrągła. Odważnym, równym tempem zaczęli zbliżać się do dwóch przeszkód przypominających swoją budową oksery. Były to jedne z bardziej lubianych przez konie przeszkód, chociaż nie takie bezpieczne, jak mogłoby się wydawać. Właśnie dlatego Naomi nie zlekceważyła ich i nie pozwoliła ogierowi na skok z pełnego tempa, ale też nie przytrzymała go za mocno, dając mu szansę na zmierzenie się z tą postawną, szeroką przeszkodą o białej barwie. Na obu przeszkodach nie spóźniła się za ruchem siwego, którego zdążyła już wyczuć w innych okolicznościach. W przeciwnym razie nie porwałaby się na takie doświadczenie jakim było przejechanie wcale nie tak prostego crossu.
Kolejne przeszkody były znacznie przyjemniejsze. Po wylądowaniu za siedem B powrócili do wcześniejszego tempa, nie rozpędzając się dodatkowo mimo sporego dystansu do kolejnej przeszkody. Naomi stale kontrolowała czas, mając jednak na uwadze kondycję Whiskiego, która chociaż w ostatnim czasie była znacznie lepsza, to jednak nie taka jaka mogłaby być w topowej formie.
Ósemkę pozwoliła skoczyć Friskiemu bez zmiany prędkości, aczkolwiek nie zapomniała mu o daniu łydki odpowiednio wcześniej, by nie zlekceważył niejakiej skoczni. Jeszcze następna przeszkoda swoją budową przypominała stacjonatę, stąd Naomi w najeździe do niej przysiadła nieco ogiera, dociążając jego zad czym sprowokowała go do "uwolnienia" przodu. Doprowadziła go pod przeszkodę, spod której nastąpiło kolejne, niezakłócone odbicie.
Przeszkoda dziesiąta mogła zniechęcać tym, że była mocno "zabudowana", ale w gruncie rzeczy nie należała do problematycznych. Naomi postąpiła na niej jednakowo jak na minionej dziewiątce, w najeździe po prostu zamknęła konia w pomocach, wskazując mu jedyną słuszną drogę, jaką było pokonanie przeszkody. O wiele precyzyjniejszego najazdu wymagała jedenasta przeszkoda, która była po prostu znacznie węższa. Z tego tytułu Naomi pewnie usiadła w siodle, skracając Friskiego i zmuszając go do mocniejszego zaangażowania zadu. W wybranym miejscu wypuściła go do skoku, idealnie wpasowując się w wąski front. Po pokonaniu przeszkody z powrotem przeszła do półsiadu, w którym dogalopowała do kolejnej przeszkody. Zdecydowała się na skok w możliwie najwęższym miejscu, ryzykując spłynięciem z przeszkody; jednak by tego uniknąć, wyraźnie ograniczyła konia zewnętrznymi pomocami, w ten sposób jasno mu przekazując swoje intencje.
Następna kombinacja przeszkód mogła być dla ogiera zaskoczeniem. Zresztą wiele koni "wykładało" się na tych kombinacjach, bowiem spadek terenu zauważały zwykle w ostatnim momencie, co nakłaniało ją do gwałtownego zatrzymania. Naomi jednak była świadoma tej "pułapki" i już po wylądowaniu za dwunastką usiadła w siodle, dosiadem zwalniając ogiera i półparadami uprzedzając go o zeskoku. Przytrzymanie jednak nie wiązało się z odstawieniem łydek, one wciąż były przyłożone do boków konia i nakazywały mu ruch naprzód. W trakcie samego zeskoku odchyliła się do tyłu, by nie zaburzyć równowagi wierzchowca przy lądowaniu, po czym wysłała go do przodu by wskoczył z powrotem na nasyp, przy czym starała się nadążyć i nie przytrzymać konia za pysk.
/7-13bElizabeth White - 2016-09-21, 22:13 Klasa advanced była trudna zarówno dla jeźdźca jak i konia. Wymagała niemałych umiejętności i doświadczenia, a najmniejszy błąd na dobrą sprawę można było przypłacić życiem. Były to jednak ostatnie zawody crossowe w tym roku, a El nie wybaczyłaby sobie, gdyby nie spróbowała swoich sił w owej konkurencji. Po owocnej współpracy na ostatnim crossie z Petit, postanowiła pojechać na niej ponownie. Póki co startowała na gniadej już dwukrotnie i ani razu się nie zawiodła. Klacz była skoczna, szybka i wytrzymała, co tworzyło mieszankę idealną.
Po odpowiednim rozgrzaniu, podczas którego kobieta starała się zbytnio nie zmachać kopytnej, kłusem roboczym udały się na linię startu. Serce Kanadyjki co rusz gubiło swój rytm wiedząc, że za chwilę będą już pędzić po usianej przeszkodami trasie. Brunetka dzielnie walczyła ze zdenerwowaniem, ale wiadomo – stres ludzka rzecz i w niektórych przypadkach nie idzie nad nim zapanować.
Po ustawieniu się pomiędzy celownikami poklepała klacz po szyi, chcąc dodać jej tym samym nieco otuchy. I wtem rozbrzmiał charakterystyczny dźwięk dzwonka, a Zawodniczka momentalnie posłała swoją kompankę do galopu. Odciążyła grzbiet nieparzystokopytnej półsiadem i zachęciła ją do aktywnego, samonośnego galopu. Szarymi ślepiami z uwagą śledziła trasę przed sobą, na której już po chwili wyrosła pierwsza przeszkoda. Pomysłowość twórców nie znała najwidoczniej granic, bo ów element składał się z grzybków różnej wielkości. I Elizabeth z pewnością zachwyciłaby się jego formą i konstrukcją, gdyby nie fakt, że właśnie siedziała na koniu.
Już kawałek przed zaczęła skupiać na sobie Coeur kilkoma półparadami, chcąc ją odpowiednio przygotować do skoku. Usiadła również w siodło, przenosząc ciężar na zad i wyhamowała ją nieco, nie chcąc by wpadła w przeszkodę z całym impetem, ale równocześnie miała siłę do wybicia. Przeszkoda nie zaliczała się do najtrudniejszych tutaj, toteż Kanadyjka była o nią spokojna. Zasugerowała Petit dosyć optymalne miejsce, posyłając ją w powietrze. Bez chwili opóźnienia podążyła za nią, oddając rękę, ale jednocześnie nie tracąc elastycznego kontaktu na pysku.
Po lądowaniu pozostała w półsiadzie, na nowo aktywizując klacz. Odcinek do dwójki nie był co prawda jakoś wybitnie długi, ale nie mogły pozwolić sobie na jakiekolwiek straty w czasie. Trasa nieznacznie zaczęła się wspinać, wymagając od Francuzki nieco więcej wysiłku.
Na najeździe powtórzyła schemat, zamykając Petit w korytarzu z pomocy i celując w sam środek drewnianej konstrukcji. W fazie lotu starała się zaś możliwie najlepiej zgrać z ciałem WKKW’istki, nie przeszkadzając jej w żaden sposób swoją osobą.
Trasa do trójki była okazalsza, ale kobieta nie chciała za bardzo zmęczyć klaczy już na samym początku. Narzucała jej więc aktywny, aczkolwiek nie szaleńczy galop, pozwalając na swobodny ruch w przód. Kompletnie nie zwracała uwagi na ludzi ustawionych na poboczach z aparatami. Obraz dookoła był dla niej zamazany, a liczyło się tylko to, co przed nimi.
Konstrukcja z młodych pni wyglądała bezpiecznie, jako że nie miała żadnych wystających elementów czy innych straszaków. Tak czy siak El uprzedziła gniadą o swoim zamiarach, precyzyjnie naprowadzając ją na przeszkodę. Wraz z momentem, gdy kobyłka złożyła się do skoku, White uniosła się w strzemionach, cofnęła biodra i ściągnęła łopatki, nie zapominając oczywiście o wysunięciu nadgarstków w przód.
Czwórka była dwuczłonowa, więc po oddaniu pierwszego, bezbłędnego skoku, kobieta od razu skupiła się na drugim. Zamknęła klacz w łydkach, nie dając jej szansy na ewentualną ucieczką. Na szczęście tutaj również nie wystąpiły komplikacje i mogły pędzić dalej.
Przeszkoda z numerem pięć wyglądała nieco gorzej, bo miała liczne prześwity. To jednak – ku uciesze Amazonki – nie zraziło Petit, która brnęła przez tor bez jakichkolwiek problemów.
/1-5Petit Coeur - 2016-09-22, 14:47 Petit także była mocno podekscytowana atmosferą zawodów oraz nadchodzącym przejazdem, z którego wydawała się doskonale zdawać sobie sprawę. Kilka skoków oddanych na rozgrzewce utwierdziło klacz w tym, że to tylko przedsmak dzisiejszego wysiłku, który oczywiście była gotowa podjąć.
Stojąc między celownikami, szastnęła nerwowo ogonem i lekko odchyliła uszy, starając się skoncentrować na Elizabeth, a nie na otoczeniu. Wraz z przesunięciem łydki za popręg ruszyła galopem, od razu stawiając uszy na sztorc i wypatrując pierwszej przeszkody. Od początku galopowała mocno do przodu, utrzymując zaokrągloną foule dzięki mocnemu zaangażowaniu zadu oraz swobodzie łopatek. Już pierwsza przeszkoda była zaskakująca, ale nie na tyle, by zniechęcić Petit; była koniem na wagę złota, w zasadzie nieustraszonym, a przy tym bardzo jezdnym, dzięki czemu chętnie podeszła do tego wyzwania. Odpowiadając na pomoce jeźdźca, harmonijnie, bez walki dogalopowała do tej wątpliwej przeszkody, po czym oddała pokaźny skok. Nie składała się tak starannie jak na parkurze, ale też oddawała nieco mniej ekonomiczne skoki, dzięki czemu nie zagrażało jej uderzenie o przeszkodę. Wylądowała stabilnie, nie tracąc równowagi, mimo iż podłoże mogło się okazać momentami nieco zdradzieckie.
Po wylądowaniu kontynuowała aktywny galop do drugiej przeszkody, dodatkowo zmotywowana lekkim podniesieniem terenu. Druga przeszkoda dla odmiany zupełnie nie była zaskakująca, toteż Petit poszła na nią bez zastanowienia, nie nakręcając się jednak przesadnie. Nigdy nie miała tego w zwyczaju, ale też nie można było jej odmówić odwagi i chęci do pokonywania przeszkód. Weszła w optymalny punkt odskoku i oddała poprawny technicznie skok, zdając się robić to z niebywałą lekkością. Trzecia przeszkoda była jeszcze okazalsza, ale wciąż nie było to coś zniechęcającego dla Petit, która podobnie jak Elizabeth, była skoncentrowana wyłącznie na trasie. Postawność przeszkody sprawiła, iż Petit samodzielnie podjęła decyzję o odpowiednim przygotowaniu, w najeździe do przeszkody instynktownie pchając się mocniej zadem, by zdołać pokonać tę przeszkodę bez problemu. Na szczęście zawodniczka umiejętnie jej w tym pomagała, nie wytrącając z równowagi, która była kluczem do sukcesu.
Kolejne dwie przeszkody były wyjątkowe przyjazne, wszakże nie były niczym innym niż stacjonatami, trochę bardziej zabudowanymi niż normalnie. Do obu członów Petit podeszła równo i zdecydowanie, za każdym razem mocno angażując zad, z czego czerpała siłę do oddania pionowego skoku. Z respektu do belek drewna starannie podciągała nogi, równowagę łapiąc dzięki pracy szyi oraz grzbietu. Niestety piąta przeszkoda nie spodobała jej się tak bardzo jak poprzednie, szczerze budziła respekt w klaczy; była jednak zachęcona zachowaniem jeźdźca, dlatego odważnie, bez zawahania dogalopowała do przeszkody, już z daleka mierząc ją wzrokiem i czujnie nastawiając uszy. Odbicie nie było tak płynne jak dotychczas, ale gniadej udało się bezpiecznie przeskoczyć na drugą stronę.Strawberry Wine - 2016-09-23, 22:34 Już przy pierwszym bryknięciu, podczas próby przejścia do galopu, Truskawce rozjechały się nogi. Niczym w kreskówkach, zachwiała się, z trudem łapiąc równowagę i nie lądując z Jessie na podmokłej, śliskiej ziemi. Na szczęście ta jedna próba skutecznie ostudziła jej zapał do buntów, dając tym samym amazonce nieco więcej wewnętrznego luzu. Przez niemal całą rozgrzewkę kuc chodził stosunkowo grzecznie, wszelkie niezadowolenie okazując jedynie poprzez kilka niewiele znaczących machnięć łbem. Ostatecznie dziewczyna mogła wyjechać na trasę ze względnym spokojem, tym razem wręcz notorycznie musząc zachęcać kobyłę do ruchu naprzód. Strawberry wszakże nie chciała ani odrobinę współpracować. Szła rozwleczona, niechętnie reagując na prośby o zejście do ręki, rozluźnienie czy ożywienie tempa. Można wręcz posunąć się do stwierdzenia, ze z każdą foulą gasła coraz bardziej, by w końcu koniecznym stało się użycie ostrogi. Na jej działanie ożywiła się wprawdzie nieco, ale znów ciężko było utrzymać taki stan rzeczy, bowiem po paruset metrach na nowo odmawiała współpracy. Niejako pozbawiona możliwości wyładowania złych emocji poprzez bryknięcia, nastawiła się na absolutnie oszczędnościowy tryb, który zanikał tylko wtedy, kiedy przed małymi, czarnymi ślepkami klaczy pojawiała się przeszkoda. Dla Wine była to niejaka zachęta, dlatego też niemal zapomniała o beznadziejnym podłożu nakręcając się na sam skok. Natychmiast przyspieszyła i o ile jeszcze kilka chwil wcześniej Jessie musiała pomagać sobie ostrogą tudzież bacikiem, tak teraz konieczne stało się skrócenie kroku klaczy. Na nic. Uciekając niejako od wędzidła kilkakroć rzuciła głową, by przed przeszkodą odbić się i pokonać ją z dość dużą lekkością. Zdawać się mogło, że od tego momentu kobyła znacznie podkręci tempo, jeszcze przez chwilę żywo idąc do przodu, ale wystarczył pierwszy zakręt by znów pośliznęła się mocno. Nie istniało wprawdzie duże ryzyko upadku, ale mimo wszystko kobyła znów ograniczyła się do absolutnego minimum.Luke - 2016-09-25, 23:55 I znów się spotykali. Tym razem nie był to jednak przypadek, nie dało się tego nazwać zwykłym zrządzeniem losu czy trafem przy wyborze nieznanego wierzchowca. Brunet zdecydował się na kupno gniadego ogiera bo wierzył w jego serce do sportu i pokładał w nim nie tylko nadzieje, ale i najnormalniejszą ludzką sympatię. Do tego od dłuższego czasu wspominał coraz częściej, jak to fajnie było rozwijać swoją karierę jeździecką z konkretnym rumakiem. Nie, żeby bardzo chciał się ograniczać, ale na pewno brakowało mu czegoś "stałego". Starzał się? Nieuniknione.
Tak czy siak, po jego zdaniem wystarczającym i jednocześnie jak najmniej męczącym rozruszaniu Olshanskyego nadszedł czas. Skierował go w stronę linii startu. Podczas rozgrzewki udało mu się wpleść także próby zagalopowania ze stój i jeśli jako tako wychodziły, wraz z sygnałem do rozpoczęcia właśnie dał mu od razu wyraźny sygnał do zagalopowania - jeśli natomiast już na początku wyczuł, że może to mieć efekt w postaci chaotycznego rozpoczęcia przejazdu najpierw wysłał go do stępa i po dwóch krokach do galopu. Gniadosz musiał się przygotować na pewno na kilkuminutową rozmowę z Lukiem, w końcu przed nimi około 2,3 kilometra galopu i skakania dziwnych konstrukcji, a zatem idealna okazja do gawędzenia. Albo raczej po prostu dużo okazji dla mężczyzny do uspokajania bądź zachęcania wierzchowca głosem, z których oczywiście korzystał bardzo chętnie.
Tuż po starcie, choć jechał w lekkim półsiadzie, starał się przede wszystkim kontrolować tempo, zdawał sobie sprawę, że jego podopieczny jeszcze nie jest w szczytowej kondycji i nie powinien zaczynać zbyt ostro, żeby nie zmęczyć się zbyt szybko. Pierwsza przeszkoda z pewnością nie należała do największych wyzwań trasy, do tego Sugarman odnosił wrażenie, że mimo nowego otoczenia i nietypowych konstrukcji może zaufać swemu kopytnemu, chociaż oczywiście nie miał zamiaru z tego względu sobie odpuszczać i zostawiać Corleone samego w najazdach. W głowie traktował jedynkę jak niewysokiego, nieco szerokiego i zabudowanego oksera, tak też do niego podszedł, nie pozwalając ogierowi się odbić za późno, aczkolwiek także nie puścił go za wcześnie. W próbie terenowej nie było miejsca na błędy i całym swoim ciałem starał się to uzmysłowić gniademu. Naturalnie także przy najeździe na przeszkody siadał całym tyłkiem w siodło i dojeżdżał rumaka dosiadem do skoku, nakierowując, pilnując, wysyłając do lotu i samemu w tym locie przechodząc do półsiadu.
Dwójka była przeszkodą przyjemną i niewymagającą, w głowie bruneta była po prostu bardzo szeroką stacjonatą, nie tracił jednakże czujności nawet na moment i wskazywał jednoznacznie pomocami, że pokonanie jej było na ich liście "definitely to do". Po niej nastąpił nieco dłuższy dystans do trójki, podczas którego Luke pozwolił Olshanskyemu pójść mocniej do przodu, dopiero zaczął spowalniać gniadosza kiedy znaleźli się w nieco dalszym pobliżu ( ) muru. Mur jak mur, nieco inne kolory niż te znane z parkurów, do tego raczej nic do strącenia, ewentualnie do stracenia. On jednak nie miał zamiaru nic tracić i po próbie skupienia ogiera na sobie doprowadził go dosiadem i energicznie wysłał do skoku. Dalej w planie był spory odcinek po mniej-więcej prostej, na którym oczywiście odciążył grzbiet kopytnego, jednak starał się nie pozwolić mu pójść za szybko liczył się z faktem, że na dobrą sprawę ledwo rozpoczęli i to on jest odpowiedzialny za podział sił ogiera, o ile ten oczywiście da się całkowicie kontrolować. A w to brunet, mimo szczerych chęci, powątpiewał.
Kiedy zbliżali się do zakrętu już stał się bardziej uważny i postarał się o podobny stan w głowie konia, coby w dobrym stylu móc pokonać "domek". Wysokość nie była zastraszająca i trudnością mogło się okazać jedynie dostrzeżenie pochyłości daszka oraz faktu, że jednak przeszkoda nie miała bynajmniej szerokości płotu. Zawodnik jednak nie obawiał się jej ani trochę i po odmierzeniu odległości łydkami wysłał Corleone do wyskoku by po lądowaniu już upatrywać piątki, tym razem nie takiej znowu niskiej. Chociaż pozwolił nabrać gniademu tempa do odskoku, cały czas pilnował, by galop nie stał się zbyt płaski, co mogłoby znacznie zaniżyć tor lotu i spowodować tym samym niezbyt przyjemne skutki w razie wpadnięcia w konstrukcję. Skok musiał być jednocześnie wystarczająco długi, bo w końcu przed samym pseudobuszem był pseudokrawężnik. Jeździec dopilnował zatem, by nie wrąbać się w to, co na ziemi i w pionie, ale też nie mógł pozwolić na zbyt wczesne rozpoczęcie lotu, bo groziło czymś podobnym. Kiedy jednak szczęśliwie wylądowali Luke nie oszczędził ogierowi poklepania po szyi, teraz mieli trochę czasu do następnej przeszkody na trasie a zatem mógł sobie na to spokojnie pozwolić. Naturalnie przeszedł w tym dystansie w półsiad coby ulżyć rumakowi, na którego czekało zapewne pierwsze w życiu starcie z beczkami wina czy tam po winie. Sugarman był nieco bardziej doświadczony w tych tematach i wiedział, że wszystko zdaje się fajnie, ale przecież nie ma żartów. Brał znów pod uwagę, że konstrukcja ma podobną szerokość co wysokość, stąd na kilka fouli przed nią wziął ogiera bardziej na siebie by w odpowiednim miejscu ścisnąć łydkami jego boki, tym samym prosząc o skok. Bo nie da się ukryć, że za każdym razem prosił konia, nawet, jeśli robił to w bardzo zdecydowany sposób.
Do siódemi znów był całkiem spory dystans i Lucjan ponownie odciążył znacznie grzbiet ogiera, jednocześnie nie mógł mu pozwolić na zbyt szybkie tempo bo cały czas jeszcze sporo było przed nimi. Nadchodzące, widoczne już z daleka biały rury ustawione na coś w kształcie okserów mogły stanowić wyzwanie nie tylko ze względu na swoją formę, ale także ustawienie, które wymagało precyzyjnego najechania. Brunet postarał się wziąć pierwszy człon bardziej od prawej strony, coby mieć więcej miejsca na ładny łuk do drugiego członu. Co prawda wiedział, że dosiada całkiem skrętnego rumaka, zależało mu jednak w tej chwili na wykluczeniu ryzyka, jakie niosło ze sobą kiepskie najechanie na przeszkodę. Do tego chciał, aby Corleone mógł się napatrzeć na te dziwne twory i poczuć spokój płynący od jeźdźca, który za każdym razem skrupulatnie go naprowadzał, wysyłał do skoku i miękko zbierał po lądowaniu.Friskey Whiskey - 2016-09-26, 11:19 Doświadczenie w dziedzinie wkkw, a także liczne starty na zawodach przyczyniały się do tego, że Friskas cechował się dobrą głową podczas prowadzenia czy to w parkurze, czworoboku, a także na crossie. Chętnie galopując stawiał obszerne kroki galopu, choć poruszał się z zebraniu i pozwalał swobodnie prowadzić. Z oddali zauważając białą przeszkodę nastawił uszy do przodu, wciąż dzielnie galopując i słuchając Naomi, w końcu to ona dyktowała warunki podczas przejazdu. Dzięki okrągłemu galopowi i dużej jego dynamice pokonał bezbłędnie zarówno człon A jak i człon B przeszkody numer siedem. Parskając głośno nie tracił tempa, wręcz przeciwnie wciąż dobrze galopował chociaż pierwszych oznak zmęczenia nie dało się nie zauważyć. Zapocony na szyi i głośno oddychający dzielnie parł naprzód niezwykle chętnie i odważnie podchodząc do ósemki nad którą to oddał płaski skok w dal. Nie musiał się wysilać i wybijać w górę, tutaj liczyła się bardziej odległość i oddanie skoku z dobrego tempa nie wytracając go. Jako duży silny koń miał czym się popisać, z lekkością pokonywał kolejne przeszkody tak jakby nie stanowiły one szczególnego wyzwania. Chyba największym ograniczeniem każdego konia był ich wygląd, który często był w stanie zniechęcić lub przestraszyć kopytnego.
Dziewiątka wymagała nieco większej precyzji przez co mocniej osadzony na zadzie, sprężyście wyszedł do góry, składając się mocno przodami. Bez zawahania oddał skok ze sporym zapasem, pokonując stojącą kłodę. Nie miał problemu ani z jej wysokością ani wyglądem, konie z reguły o wiele chętniej skakały naturalne przeszkody. Podobnie Friskas, który także przed dziesiątką nie panikował, a wręcz przeciwnie, śmiało szedł na nią oddają skok równie uważny jak poprzednio.
Bystrym okiem obserwując jedenastkę trochę niepewnie dogalopował do przeszkody, przeszkoda była może i wyższa niż poprzednia, ale też wąska co napawało siwego niepewnością. W pewnym stopniu ufał swojej amazonce dlatego mocniej podstawiając się zadem, podszedł bliżej frontu i oddał skok w tym momencie, w którym został o to poproszony. Po pokonaniu jedenastki parsknął z ulgą mając już ten niewygodny skok za sobą.
Dwunasta przeszkoda była o wiele przyjemniejsza, choć wymagała również ogromu precyzji, zgodnie z działaniami Naomi, siwek oddał skok w najwęższym miejscu jednocześnie pozostając wciąż nad przeszkodą. Nie próbował uciekać na bok, ani wywozić swojej amazonki, podczas zawodów był niezwykle szczery i jeśli tylko ktoś potrafił to docenić i wykorzystać mógł liczyć na bezwzględne oddanie konia.
To nie był jego pierwszy cross w życiu dlatego już z daleka obserwował przeszkody, owszem taki zeskok mógł być niemałym zaskoczeniem, dlatego uprzedzony wcześniej, nieco uważniej i jednocześnie ostrożniej galopował wytracając znacznie tempo. Sprawnie oddając skok w dół pracował mięśniami grzbietu przyjmując i amortyzując zarówno swój ciężar jak i jeźdźca. Po wykonanym zeskoku nieco mocniej przyśpieszył tuż przed wyjściem w górę mocno przysiadając na zadzie podczas odbicia, które wymagało niemałej siły.
Po pokonaniu trzynastki galopował wciąż prężnie przed siebie do czternastej przeszkody, która zaczęła się przed nimi wyłaniać.Christian Levrull - 2016-09-26, 23:08 Po rewelacyjnym starcie w ostatnich zawodach skokowych, do tego pierwszy raz na parkurze tej wysokości zdecydował się na kolejny, wymagający dla ogiera krok. Zamierzał skorzystać z jego bardzo dobrej formy w tym sezonie, przy okazji doczekał się również potomka po nim, zobaczymy jakie młody odziedziczy geny, biorąc pod uwagę mało zrównoważonych rodziców. (;d)
Rozgrzewka nie trwała długa, miała na celu jedynie maksymalnie wyeliminować możliwość kontuzji, czyli po prostu rozgrzał mięśnie w trzech chodach dokładając do tego gimnastykę (przejścia/zgięcia etc.). Kiedy jego głowa w miarę się wyciszyła, w miarę, bo całkowicie nigdy nie był wyciszony, choć potrafił to już w miarę wykorzystać, zgrywając się z ogierem i przyzwyczajając co do poniektórych rozgrywek.
Wreszcie ustawił się z nim na starcie wcześniej sprawdzając jeszcze cały sprzęt czy wszystko dopięte, zabezpieczone, czy nogi dobrze chronione, maści wsmarowane. Trzymając go na kontakcie poprawił zegarek i na sygnał opuścili linię startu od razu starając się wyregulować galop. Na początku czuł, że ciągnie, wiedząc co go czeka, ale mimo to gasił go, nie walcząc, ale maksymalnie przez rozluźnienie (półparady) wprowadzić go w optymalne dla niego tempo. Nie minęła chwila jak przed oczami pojawiła się im jedynka, gdzie Zawodnik z lekkiego dosiadu odciążającego usiadł w siodło wplatając znów gdzieś półparadę, by płynnie usiąść nie wpływając w żaden sposób na plecy ogiera. Wziął go bardziej na siebie, podnosić nie musiał, gdyż ten sam już patrzył za przeszkodę - grzyby. Głęboko siedząc i rozmawiając z jego pyskiem płynnie go podprowadził, przez co pokonanie jedynki okazało się bezproblemowe. W odpowiednim miejscu dał sygnał do skoku, asekuracyjnie uważał na swój dosiad, nie chcąc spóźnić się za karym, w skoku ogier mógł czuć pełną swobodę, którą dawał mu jeździec. Po lądowaniu w strzemionach od razu kontynuowanie jazdy do przodu do kolejnej przeszkody.
Do kolejnej przeszkody jechał aktywnym, naturalnym dla Loczka tempem wracając w lekki półsiad. Widząc przed sobą krzaki ponownie dał sobie te 10 fouli przed usiąść w siodło od razu przymykając go w łydkach i na wodzy, z których stworzył szeroki korytarz. Wygląd tej przeszkody mógł na pewno inne konie zaniepokoić, ale Christian mógł ją zignorować pewnie jadąc do niej - w końcu w ogierze nic się nie zmieniło i nie zapowiadało niespodzianki. Do samego końca pomocami ograniczał go przed spłynięciem (mimo wszystko warto było nie zostawiać go samego), by bez zawahania posłać go do skoku - na co odpowiedział praktycznie od razu. Nie spóźniając się mężczyzna wszedł w półsiad łapiąc równowagę w skoku na strzemionach, nadążył za nim ręką i po lądowaniu posłał do galopu naprzód.
Teraz mieli trochę dystansu przed sobą, więc rozgalopował go nieco do kolejnej przeszkody, zerkając przelotnie na zegarek, jak na razie tempo było wręcz idealne. Kiedy przed nimi pojawiła się trójka naprostował ich na nią w odpowiednim miejscu jak wcześniej siadając w siodło, by do skoku mieć większą kontrolę nad Lockhardem. Po wcześniejszej galopadzie musiał znacząco wziąć go na siebie, tak by ogier też zdążył ocenić wygląd przeszkody. Analogicznie jak wcześniej po wybiciu się półsiad w równowadze, idąca za ogierem ręka i lądowanie w strzemiona, po którym poklepał go motywująco z cichym "dobry".
Wrócił do aktywnego tempa przygotowując się do linii składającej się z kłód. Znów przysiadł go przed członem A, skupiając się na pewnym, płynnym i przede wszystkim prostym najeździe, by ułatwić sobie zadanie pomiędzy przeszkodami; doświadczenie ogiera z parkurów znacząco ułatwiało zadanie, gdyż uzyskując wcześniejszą przepuszczalność mógł wpasować się idealnie foulą w "szeregu" i ułatwić im zadanie. Udało im się prawidłowo wejść w pierwszą przeszkodę, pewnie lądując od razu cofnął się w siodle, by płynnie pokonać dystans do członu B, który również udało im się bez większych problemów przeskoczyć. Po pomyślnym pokonaniu kombinacji znów siadł w półsiad galopując do kolejnej przeszkody.
Kiedy na ich horyzoncie pojawiła się piątka siadając w siodło od razu przymknął ogiera dołem, "podniósł" ręką nieco łeb by patrzył uważnie na przeszkodę. Prawdopodobnie większość koni patrzyła na ta dziurawą przeszkodę nieufnie, Chris jednak z karym pewnie galopowali do niej do samego końca, bez zawahania pokonując i tą przeszkodę i wracając we wcześniejsze tempo galopu.
Teraz czekała ich potrójna kombinacja 6-7. Widząc szóstkę
[opis przeszkody 6]
Był gotów na kombinację stąd po lądowaniu od razu biorąc ogiera na siebie dojeżdżając do członu A szeregu, którym była dwa murki oddalone od siebie na dwie foule. Jako, że na parkurze też miał styczność z w pełni zabudowanymi przeszkodami i ten szereg nie stanowił dla nich problemu, pokonali go płynnie, bez widocznej szarpaniny, co zapewne było wynikiem dobrego wjazdu już od szóstki.
Do 8i nieco poszerzył mu foulę, coby bez problemu pokrył przeszkodę, jako, że nie dość, że była wysoka to znając ogiera mógł przesadnie szeroko ją przesszkoczyć, więc chciał mu to umożliwić. Przysiadł go przed wspomnianą przeszkodą, ponownie zamykając mocno dołem, jak i przymykając na wodzy, z których stworzył korytarz i aktywnie podprowadził pod przeszkodę, przymykając w łydce. Tak jak zostało wspomniane liczył się z tym, że ogier mógł tego nie pokonać jak zwykłego, zabudowanego oksera, więc od razu po ogromnym skoku z jego strony wyszukał swoją równowagę w strzemionach, pewnie się w nich zapierając i oddając przy tym rękę w skoku na kontakcie na tyle, ile on tego potrzebował. Pewne lądowanie i kontynuowanie galopu.
Znów nieco go rozgalopował, w końcu mieli sporo dystansu, a musiał patrzyć zarówno na czas, jak i również stan kondycyjny ogiera, który był naprawdę rewelacyjny, ale wolał ostroznie dobierać tempo na trasie, coby nie przedobrzyć. Wjeżdżając na wprost pojawiającej się przeszkody, co jakiś czas posyłał kontrolną półparadę, utrzymując jeden, stabilny kontakt idący za jego ruchem od ręki. Do dziewiątki przysiadł go, nie czując żadnego zawahania posłał go do skoku w odpowiednim miejscu wybicia, bez problemu pokonując po raz kolejny kłody.
Po jakimś czasie pojawiła się przed nimi dziesiątka, która no, była komiczna (choć chyba nic nie przebije przeszkody ze śmietników z któregoś crossu xD), wątpił, by marchewki w środku przeszkody zadziałały na ogiera w jakikolwiek sposób. Osobiście natomiast nie lubił skakać przeszkód ograniczonych z góry, gdyż miał wrażenie, że na nich zostanie... Starał się jednak nie pokazywać zawahania ze swojej strony pewnym galopem atakując i tą przeszkodę - pierwsza świeżość ogiera zniknęła, stąd nie musiał aż tak go hamować w trakcie dojazdu do przeszkody. Wszedł w półsiad w skoku lądując już patrząc na kolejną przeszkodę, jako, że pokonali dopiero człon A, do członu B mieli 4 foule stąd usiadł od razu biorąc go na siebie i kierując na odpowiednie miejsce frontu przeszkody posłał następnie do skoku, nie zakłócając swoją równowagą mu go.
Po pięciu foulach ta sama przeszkoda, stąd po członie B nie dał mu się przesadnie rozciągnąć, biorąc go na siebie i rozmawiając w dojeździe pulsacją wodzy z potwierdzeniem z łydką, która działała jak najbardziej z wyczuciem posłał go w odpowiednim miejscu wybicia do skoku, bez problemu pokonując jedenastkę.
Po powrocie w siodło Zawodnik znów ruszył z ogierem aktywnym galopem do kolejnych przeszkód, w między czasie klepiąc go jako pochwałę z cichym "wymiatasz", nie ma co, mocne słowa!Naomi Eaton - 2016-09-29, 13:50 Ilekroć wyczuwała zawahanie ze strony ogiera, bądź czuła, że ten próbuje się skrócić zapatrzony w widownię, upominała go półparadą. Przede wszystkim stawiała na wyraźniejsze użycie łydki i dosiadu, uniemożliwiające ogierowi skrócenie wykroku, czy raczej odwodzące go od tego pomysłu...
Kolejna, szósta przeszkoda była raczej lubiana przez konie, bo mogły się odbić od płaskiej powierzchni stołu, co najczęściej miało miejsce ze względu na szerokość przeszkody. Odważnie doprowadziła do niej Siviento jadąc w pełnym siadzie, zaś przed samą przeszkodą dała folblutowi łydkę wzmocnioną ostrogą, po której nastąpiło odbicie. W trakcie skoku pozostała w bliskim kontakcie z siodłem, bo to zdecydowanie ułatwiało zachowanie równowagi. W zasadzie podniosła się tylko o parę centymetrów, dzięki czemu zarówno dała ogierowi swobodę w skoku, ale również uchroniła go przed obiciem grzbietu.
Następna przeszkoda miała alternatywę, na którą Naomi zdecydowała się bez zawahania; palisada była o niebo prostsza niż corner, dlatego wybór padł właśnie na nią. Przeszkoda nie powinna sprawić gniademu problemów, toteż po jej pokonaniu szybko o niej zapomnieli, zaraz stając przed o wiele bardziej skomplikowanym zadaniem, jakim był kolejny szereg. W dodatku skonstruowany w mało przyjazny sposób, ale zadaniem Naomi było sprawić, by Siviento nie poczuł się zaskoczony. O ile wskoczenie na nasyp nie było trudne, to zapewne uwaga ogiera skupiła się już na trzecim członie przeszkody - drugi polegał bowiem wyłącznie na zeskoczeniu. Koń mógł zauważyć to w ostatnim momencie, toteż Naomi zawczasu półparadą zwróciła jego uwagę i nieco go wycofała przed zaskokiem, dodatkowo zostawiając sobie nieco miejsca do trzeciego członu, do którego z kolei z powrotem "rozjechała" Siviento do przodu.
Do dziewiątej przeszkody dzielił ich spory dystans, toteż po wylądowaniu za 8b, Naomi przeszła do półsiadu i pogoniła młodego, zamykając go w łydkach i poluźniając nieco wodze. Miała na uwadze czas, który sprawdzała na zegarku w takich chwilach jak ta. Na tym odcinku nie musiała obawiać się widowni, bo zwyczajnie jej tu nie było z racji braku przeszkód.
Na dziesięć foule przed kolejną przeszkodą zaczęła nieco zwalniać konia, nie chcąc się władować w przeszkodę z impetem. Przygotowała konia do skoku i w obranym punkcie oddali wspólnie skok, w trakcie którego zgrała się z ruchem wierzchowca, nie zakłócając jego równowagi. Do następnej przeszkody pogalopowała w jednakowym, nieco spokojniejszym, ale wciąż dynamicznym tempie, z którego oddali nieco mniej widowiskowy skok. Mogli jednak sobie na to pozwolić ze względu na rodzaj przeszkody, którą Siviento mógł przeczesać kopytami.
Na kolejnej kombinacji zachowała się podobnie, nie rozpędzała konia, decydując się na wolniejsze, ale pewne i bezpieczne tempo, z którego pokonanie ciasnego szeregu nie powinno im sprawić kłopotu. Doprowadziła konia do samej kłody, sprzed której dała mu łydkę, a wraz z odbiciem przeszła do półsiadu, oddając koniowi wodzę. Po wylądowaniu szybko wróciła w siodło i zdecydowanie wypchnęła konia do następnej, wyższej i szerszej przeszkody, dając mu szansę na zebranie odpowiedniej energii do pokonania jej.
/6-11BNaomi Eaton - 2016-10-01, 13:17 Oba człony kombinacji oznaczonej numerem czternastym należały do stosunkowo prostych przeszkód. Nie były ani ogromne, ani szczególnie budzące respekt, więc ich pokonanie okazało się być zwykłą formalnością. Nie byłoby to takie proste gdyby nie zachowana kontrola tempa, które umożliwiła im precyzyjne najazdy oraz odbicia. Kolejna, piętnasta przeszkoda mogła wzbudzać większe wątpliwości, co zresztą zgodnie z przypuszczeniami miało swój wpływ na zachowanie siwka. Naomi poczuła jak Friskey rozkojarza się, dzieląc swą uwagę między przeszkodą, a otoczeniem, co zawodniczka spróbowała zneutralizować poprzez powtarzające się półparady, a także nieco mocniejsze rozjechanie konia w przód. Ostatecznie udało jej się doprowadzić oldenburga do wybranej przeszkody i oddać spod niej kolejny, zadowalający skok, po którym dalej pogalopowali do kolejnych przeszkód.
Następna kombinacja mogła wydawać się prosta, ale mimo prawidłowego, spokojnego najazdu na zbiornik z wodą, ogier przy lądowaniu dość chwiejnie postawił nogi, chwilowo wytrącając Naomi z równowagi. Ratując się przed ześlizgnięciem do wody, odepchnęła się od jego szyi, cały czas galopując przy tym przez wodę. Wówczas złapał ją dość nieprzyjemny skurcz, ale krążąca we krwi adrenalina nie pozwalała się na nim skupić. Po wskoczeniu z powrotem na stały ląd, aktywnie pogalopowali do siedemnastej przeszkody. Naomi zauważyła, że ogierowi zabrakło już dotychczasowej świeżości i stawał się coraz bardziej zmęczony, więc nie szarżała na kolejne przeszkody. Pozostała przy nieco spokojniejszym, ale wciąż okrągłym galopie, z którego skoki wciąż wypadały ekonomicznie, bez większego wysiłku ze strony konia. Nie dopuściła do sytuacji w której tempo byłoby zbyt niskie by skakać.
Osiemnasta przeszkoda nie sprawiła im najmniejszych problemów, płaski lot nad hydrą sprawił, że Friskey z pewnością wyraźnie "ściął" jej ruchomą część, czyli po prostu przeczesał ją przodami. Kolejno pogalopowali zwężeniem drogi, tym samym zakręcając na przedostatnią przeszkodę, która polegała na zeskoczeniu w dół. Przygotowała na to konia zwalniając go i głęboko siadając w siodle, a także odchylając się do tyłu, by przy zmianie wysokości nie "upaść" na.przód ogiera. Po tym jak poradzili sobie z tym zadaniem, została im jeszcze jedna, ostatnia przeszkoda, do której lekko dodali, zyskując niezbędną energię do pokonania oksera. Przytrzymała konia do ostatniej chwili, po czym wysłała go do skoku i podążyła za jego ruchem przechodząc w półsiad i oddając mu wodze. Po minięciu celowników zwolniła po kilkunastu metrach do kłusa, w którym kręciła się przez kilka minut, dając Friskiemu szansę na stopniowe uspokojenie tętna. Później przeszła do stępa i zsiadła, oddając konia do rozstępowania i otoczenia opieką po przejeździe. /ztAnonymous - 2016-10-01, 16:19 Na niebie pojawiły się ciemne chmury, ale wciąż istniała szansa, że ulewa przejdzie bokiem. Taką nadzieję żywił przynajmniej brunet, spoglądający w niebo podczas przygotowań do startu. Miał o tyle dobrze, że przejazd na Soendergaardzie był jedynym, który miał do zrealizowania. Miał więc szansę uniknąć nieprzyjemności ze strony pogody.
Po rozgrzewce skierował się stępem w stronę linii startu i zatrzymał na niej konia, cały czas jednak trzymając go w gotowości. Wraz z usłyszeniem dzwonka dał Soendergaardowi sygnał do galopu, wraz z którym ich czas zaczął się naliczać. Tony mając na uwadze wyrywność gniadosza, nie zachęcał go dodatkowo do szybszego galopu. Jechał w półsiadzie, ale w bliskim kontakcie z siodłem, dzięki czemu nie dawał gniademu szansy na przejście do pełnego galopu. Utrzymywał także stały kontakt z jego pyskiem, półparadami prowadząc niejaki dialog, zachęcający do odpuszczenia w potylicy i skupienia się.
Pierwsze dwie przeszkody nie należały do trudnych, co jednak nie czyniło ich pokonania prostym zadaniem. Głównie ze względu na temperament ogiera naprowadzenie go na obie z tych przeszkód było trudne, wymagające od Tonego nie tylko umiejętności, ale również trochę siły w przytrzymaniu zwierzęcia, które napierało na przeszkody. Udało mu się jednak tego dokonać bez strat w ludziach i koniach, co pozwoliło im na najazd na trzecią przeszkodę. Tutaj jeszcze mocniej postarał się posadzić ciężar ciała na zadzie konia, motywując go do oddania pionowego skoku nad murem, w trakcie którego Wayford przeszedł w niespóźniony półsiad. W dystansie do czwartej przeszkody pozwolił nieco żywiej pogalopować ogierowi, nie chciał go zezłościć ciągłym przytrzymywaniem, więc gdy tylko nadarzała się okazja - wypuszczał go, dając szansę na spuszczenie pary. Przed oddaniem skoku jednakże wrócił w siodło i nieznacznie skrócił wierzchowca, biorąc go na siebie, dzięki czemu udało im się w miarę precyzyjnie wejść w odskok. Po wylądowaniu utrzymał tempo sprzed poprzedniego skoku i dojechał w nim do hydry, tutaj wypuszczając konia do skoku nieco wcześniej, pozwalając mu na przeczesanie miękkiej części przeszkody. Po skoku wrócił do półsiadu i nieco poluźnił wodze, czując że Soendergaard zaczyna powoli przytomnieć po paru pierwszych skokach, cały czas jednak będąc świeżym i energicznym. Jakieś sześć foule przed szóstką usiadł w siodle, by ponownie wziąć ogiera na siebie i przygotować go do oddania skoku. Jak zawsze nie tylko walczył o odpowiednie tempo, ale również trzymał konia w zamkniętym korytarzu z pomocy, minimalizując ryzyko spłynięcia z przeszkody. To zaowocowało kolejnym, co prawda dynamicznym, ale wciąż prawidłowym skokiem. Tonemu niekiedy ciężko było nadążać za ogierem, ale właśnie dlatego nie porywał się na większe wysokości, gdzie odbicia były znacznie dynamiczniejsze i wyższe.
/1-6Luke - 2016-10-02, 02:03 Dostał pozwolenie na ruszenie niezłej fury. Z powodu zapewne wyjazdu właściciela Luke dosiadał właśnie jednego z tych słynnych championów i wszystko zapowiadało się świetnie, był może tylko nieco stremowany renomą karej klaczy. Przy przygotowaniach obchodził się z nią delikatnie acz zdecydowanie, czyli jak z prawdziwą kobietą. Miał w tym trochę doświadczenie, stąd stajenne czynności minęły szybko i przyjemnie. Kiedy już się rozgrzewali, na ich nieszczęście zaczęło padać i Luke już w tym momencie wiedział, że będzie musiał prowadzić Voice uważnie, po drogach niezagrażających poślizgnięciem się. Deszcz był orzeźwiający i miał w sobie jeszcze coś z lata, chociaż gęsty to lekki, niósł świeżość. Mimo tej przyjaznej i niezwykle romantycznej aury brunet ucieszył się szalenie, kiedy to na kilka minut przed startem opadowe chmury odeszły i wyjrzało słońce, swoją obecnością napawające pozytywnymi emocjami, dekorujące urokliwym błyskiem światła krople wody na wszystkich możliwych liściach w okolicy. W tak pięknym otoczeniu wolałoby się co prawda albo stać, albo spacerować, na parę jednak nadszedł czas by kierować się w stronę startu.
Kiedy tylko otrzymali sygnał do startu, skorzystał z wprawienia karej do ruszania galopem ze stój - w końcu takie rzeczy każdy zaprawiony skoczek robi z zamkniętymi oczami. Pozwolił na żywsze tempo tylko przez kilka pierwszych fouli, bowiem pierwsza przeszkoda nie kazała na siebie długo czekać. Zabawna konstrukcja z grzybków była potencjalnym odstraszaczem, brunet jednak z racji własnego doświadczenia zamiast panikować po prostu nie pozwolił się rozleźć klaczy, korytarzem z pomocy wyraźnie wskazywał drogę. Chciał ustalić już na samym początku, kto tu dyktuje drogę, mimo że championka nie wydawała się ani trochę problemowa. Jak to mówią - przezorny zawsze ubezpieczony. Niestety to hasełko tyczyło się też sposobu jazdy Sugarmana, bo choć deszcz padał krótko, to jednak gdzieniegdzie mogło być ślisko.
Do dwójki dał się jej nieco wyciągnąć, by przed przeszkodą powrócić do nieco skróconego galopu, mimo że nie była technicznie trudna. Skok był wręcz książkowy i dzięki lekkiemu wzniesieniu terenu bezpieczniejszy. Od przeszkody oznaczonej numerem 3 dzielił ich nieco dłuższy dystans, stąd też i galop mógł być swobodniejszy i nieco szybszy. Luke podczas próby crossowej zawsze jechał w lekkim półsiadzie, powracając od siodła tylko przy najazdach na przeszkody. Tak też teraz odciążał przez jakiś czas grzbiet karej dopóki przed nimi nie pojawiła się konstrukcja z drewnianych pali. Tutaj skok musiał być długi, chociaż miał kobyłę na kontakcie to jednak nie skracał jej przesadnie, wręcz dojeżdżał mocniej do przodu aby mogła bardziej wyciągnąć się w locie.
Niebawem widzieli już 4A i 4B, które ewidentnie trzeba było "wziąć z ukosa". Tak też podszedł do pierwszego członu, który swoim wyglądem nie odstraszał ani trochę, jedynie kolor kwiatków mógł się niektórym nie spodobać, poza tym jednak niemalże normalna przeszkoda, nieco tylko trudniejsza ze względu na właśnie konieczność pojechania jej diagonalnie. Po jej pokonaniu postarał się wpleść drobny łuczek przed drugim członem, coby mieć konia idącego nań bardziej prostopadle niźli po ukosie. Tutaj szczególnie pilnował spokojnego, opanowanego tempa, ponieważ teren stopniowo się obniżał za czwórkami a pan Lucjan, przewrażliwiony na punkcie bezpieczeństwa, nie miał ochoty niczego ryzykować jeśli o zdrowie mogło chodzić. Dopiero po przekonaniu się, że teren jest niegroźny, dodał aktywizującej łydki coby Insomnia nie czuła się cały czas tłamszona przez ostrożną jazdę zawodnika.
Okser oznaczony piątką był w istocie bardzo interesujący i jednocześnie nie taki łatwy, bo lądowało się na obniżonym terenie. Różnica wysokości nie była jednak zastraszająca i brunet tylko wziął klacz trochę bardziej na siebie, chcąc co prawda trochę zwolnić i zwiększyć jej koncentrację, acz przy tym nie wytracić całkiem energii chodu. Jego ręka pozwalała na swobodną asekurację lotu i lądowania szyją, półsiad w trakcie skoku nie zakłócał równowagi.
Szóstka po wyjściu z zakrętu nie stanowiła zagrożenia, tempo było uregulowane, dzięki czemu skok mógł zostać wykonany pewnie i precyzyjnie. Podobnie było z następującymi zaraz przeszkodami 7A i 7B, przy czym ten pierwszy człon chyba ciężko nazwać faktyczną przeszkodą w rozumieniu parkurowym. Niemniej wskok na "poziom wyżej" był typową przeszkodą dla crossu i chociaż nie dało się go określić mianem konstrukcji, to jednak wcale nie sprawiał mniej trudności niż inne udziwnienia. Brunet bardzo uważał, by nie przetrzymać Voice za długo z odskokiem, nie mógł jej też pozwolić na zbyt wczesne odbicie mogące skutkować problemami z wylądowaniem na podwyższeniu. Nie omieszkał wyraźnymi sygnałami zachęcić klacz do podjęcia skoku by już chwilę później zrobić to ponownie, tym samym za chwile zostawiając za sobą drewniano-ceglany zamek. Ósemka nie kazała na siebie długo czekać aczkolwiek pozwoliła też na chwilowe rozwinięcie prędkości. Kiedy jednak zaczęło się robić z górki powrócili do mniejszej prędkości aby coś o ciężkim według Luka do porównania kształcie pokonać na spokojnie, nie na wariata. Więcej swobody znów przyszło na dłuższym dystansie do dziewiątki, która to była niemalże zwykłym okserem. Przeskoczenie jej było zatem tak samo normalne jak typowej przeszkody wyjętej z parkuru, do tego niżej ustawionej. Po niej czekała znów nieco dłuższa droga do następnych przeszkód, którą pokonali na pewno żwawo, jednakże też bez szaleństw.
Nie miał zbytniej pewności co do kondycji karej, stąd odległości do dziewiątki nie pokonali w zabójczym tempie. Mniej więcej po trzech piątych będzie w stanie ocenić, czy mogą przyspieszyć, jednakże póki co jechali bardziej spokojnie niż agresywnie, chociaż wcale nie wolno. Drewniana konstrukcja z numerem 9 była po prostu okserem, bardziej postawnym z racji konkurencji ale jednak okserem. Tutaj raczej nie musiał przedsięwziąć środków szczególnej ostrożności, klacz szła pod nim pewnie do tej pory i odnosił wrażenie, że może jej trochę zaufać. Bez spięć pokonali więc ten element trasy i już po chwili zostawili go za plecami. Na szereg 10AB musieli chwilkę poczekać, jednak warto było. Kreatywność twórców toru bardzo przypadła mu do gustu i miał nadzieję, że podobnego zdania byłą Voice. Tym jednak razem w najeździe był czujny, w końcu taki typ przeszkody należał do sprawiających zazwyczaj problemy ze względu na zarośnięcie u dołu, od góry i od boków, czyli po prostu nieco jakby zamkniętą formę. Jasno określił pomocami, że to tamtędy właśnie droga. Wysłał ją do skoku tuż przed buszem, bo część stała przeszkody była dosyć szeroka, co jednak nie powinno stanowić dla takiej profesjonalistki problemu. Następny człon także był wymagający, należało bowiem na niego bardzo precyzyjnie najechać - nie dość, że wąski, to i tak przez środek nie dało się skoczyć. Luke wycelował w lewą krawędź i licząc na to, że klacz celuje także (i nie ma zeza!). Tutaj także zwracał uwagę na to, aby nie pozwolić jej na wymknięcie się w bok przed przeszkodą a pomoce dały wyraźny sygnał do wyskoku. Kilka sekund później, choć nie była częścią szeregu, kierowali się na jedenastkę, wyglądającą niemalże identycznie jak poprzednia przeszkoda. Tutaj skierowali się na stronę, która po przejechanym łuku była łatwiejsza do skoczenia, a zatem lewą. Chociaż i tym razem nie pozostawił jej samej i dziarsko przeprowadził przez cały najazd, miał mniejsze obiekcje niż przeszkodę temu.
Dwunastka czekała na nich dopiero po przejechaniu dłuższego kawałka stabilnym, nie za wolnym tempem. Przy wyjściu z lasu znajdowała się zabudowana buszowata konstrukcja, nieszczególnie przerażająca i nawet nie tak bardzo wysoka. Sugarman poprowadził Voice na jej środek i wycelował na wyskok dostatecznie wcześnie, biorąc pod uwagę większą szerokość przeszkody u podstawy.
Do 13 znów mieli kawałek podczas którego Luke umożliwił klaczy bardziej swobodny, żywy galop, który przed przeszkodą musiał zostać pozbierany, ustawiona drewniana ścianka pomiędzy dwoma drzewami wymagała precyzyjnego najechania, w końcu brunet nie marzył o zahaczeniu o któryś z elementów konstrukcji. Czternastkowa kombinacja pozbawiona była nadmiernych udziwnień, starczyło więc dojść do nich w opanowanym tempie. Chłopak pamiętał, że nie mogą się wybić za późno, stąd sygnał do wysoku wolał wymierzyć i dać odrobinkę za wcześnie niż za późno. Do piętnastek dopadli po niedługim czasie i o ile ta pierwsza była po prostu szeroka, to druga, choć mogła być przeskoczona na całej swojej długości, raczej sugerowała zmieszczenie się w obniżeniu chrustu. Jedyna trudność ponownie polegałą na precyzji w najeździe, bo poza tym obranie tej drogi na pokonanie przeszkody niosło ze sobą same korzyści - a właściwie jedną, po prostu przez obniżenie wysokości mniej się można było zmęczyć.
Spory kawałek dzielił ich jeszcze od szesnastki, jednakże czas a może odległości jakoś całkiem raźno im upływały, może bez szaleństw, ale też i nie ślamazarzyli się. Ta przeszkoda wydawała się tylko niefajna na pierwszy rzut oka, bo w gruncie rzeczy nei była bardzo wysoka, szeroka ani udziwniona. Zwykłe kawałki drewna ustawione z odstępem od siebie, niezbyt długie aczkolwiek nie był też ograniczone od boku, co było tutaj na plus. Sugarman zachował się więc jak przy standardowej przeszkodzie, a że przezorny był zawsze i zawsze starał się tworzyć zwarty korytarz z pomocy, to już na jego korzyść. Następny cel na liście odległy był o ileśtam, ciężko powiedzieć, ten odcinek wykorzystali na złapanie trochę więcej powietrza, czyli po prostu przejechali go nieco spokojniej. Zawodnik nieźle wycelował, bo 17A i B nie powinny zostać pokonywane na łeb na szyję, z kolei ostrzejsze wyhamowywanie nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem z prostej przyczyny - można nie zdążyć. On jednak nie musiał się tym teraz martwić i nie zaburzając dotychczasowej harmonii przelecieli nad pierwszym członem, na którym brunet szczególnie zwrócił uwagę na zachowanie kontaktu, aby zaraz po lądowaniu i powrocie do siodła jeszcze ją wyciszyć w następnej fouli, coby nadchodzący zeskok był w pełni bezpieczny. Następujące zaraz osiemnastki były po prostu wąziutkie i tak jak szybko przyszły, tak i szybko poszły - hop hop i po sprawie.
Teraz byli już bliżej niż dalej mety i mogli sobie pozwolić na mocniejsze tempo, o ile klacz wytrzymałościowo była w stanie podołać, bo przecież nie miał zamiaru z niej wyciskać ostatnich potów. Dystans do 19 był zdaje się najdłuższym na całej trasie, a galop na tym odcinku mógł być swobodnie wyciągnięty - dopiero, gdy oznaczony numerkiem konstrukt będący wozem na słomę pojawił się w pobliżu, brunet wyciszał stopniowo prędkość, aczkolwiek nie wygasił jej całkowicie - przeszkoda była całkiem spora i na pewno potrzebowali energii, która by ich nad nim przeniosła. A zatem po odpowiednim dopasowaniu prędkości oszacował należne miejsce wybicia i tam też pomocami zaprosił ją do skoku, a było to zaproszenie nie do odrzucenia. Po lądowaniu ponownie przez pewien czas miało miejsce niezakłócone galopowanie, na dobrą sprawę nawet dwudziestka niewiele przeszkadzała - starczyło wykonać większego susa galopu przed siebie, o którego oczywiście poprosił karą, i już mieli to za sobą.
Zbliżali się już coraz bardziej do końca, od którego dzieliło ich już tylko kilka przeszkód. Tą najbliższą okazała się "stacjonata", po której lądowanie było w wodzie, jednak z niedużym zagłębieniem i zapewne podłożem, które niwelowało możliwość ślizgania. Intensuwnie wypychał ją dosiadem do przeszkody, trzymając kontakt na wodzy i wstrzymując wytwarzaną w zadzie energię, aby kara bardziej się zaokrągliła i galopowała pod górę, nie naprzód. Przed skokiem skupiał jej uwagę półparadami i w wybranym miejscu posłał sygnał do wyskoku, wraz z nim przechodząc do mocnego półsiadu i wyciągając ręce przed siebie, dzięki czemu umożliwił Insomni niezakłócone balansowanie w locie i przy lądowaniu. W wodzie, choć nie była głęboka, zaktywizował ją łydką, coby nie zwolnili, a przynajmniej utrzymali tempo. Ten ztuczny basen w pewnym momencie po prostu się kończył a oni znajdowali się przed kombinacją dwóch bardzo wąskich konstrukcji, dodatkowo ze skosem od przodu. Tutaj zażądał od klaczy mocniejszego tempa i wcześniejszego wybicia, zarówno w pierwszym, jak i drugim przypadku, bo i były one identyczne.
Nadchodzący domek oznaczony literą 22A był długi i należało po nim mocniej zakręcić w lewo, dlatego też w najeździe musieli być bardziej szybcy i płascy, natomiast zaraz po lądowaniu ogarnięci i skrętni, aby na następne domki móc ponownie rozwinąć trochę szybkości. B i C ustawione były w trudnej linii i na ten pierwszy musieli najechać pod lekkim kątem, blisko prawego brzegu, coby być w stanie nakierować się w miarę prosto na drugi. Tutaj również liczyła się długość skoku, którą musiało narzucić większe tempo - przeszkody zostały więc pokonane dosyć szybko. Została im już ostatnia prosta i ostatnia konstrukcja, jeśli Voice opadała już z sił, Sugarman bez wahania ustanowił spokojniejsze tempo aż do dwudziestki trójki, którą wzięli od lewej strony dla ułatwienia sobie życia. Po kilkunastu sekundach od lądowania minęli linię mety, szybkość nie grała dla jeźdźca tak wielkiej roli - był zadowolony z siebie i z konia, a miejsce na podium nie stanowiło przecież konieczności.
Zwolnili do kłusa a następnie do stępa, po którego chwili Luke zsiadł i poluźniwszy popręg, przekazał klacz w ręce luzaka, który po nałożeniu jej derki odprowadzającej pot poprowadził ją stępem przez około 15-20 minut, tak aby móc następnie zająć się nią przy koniowozie.