Lisa - 2018-04-03, 15:23 W nagrodę za bycie jednak dzielnym konikiem Lisa pochwaliła ją głosem, a następnie w ramach nagrody i odpoczynku zaoferowała przejście do kłusa i krótkie żucie z ręki, wykończone przejściem do stępa. Sporo dzisiaj było galopu i nowych rzeczy, które nie tylko mogły zmęczyć ciało ale też główkę Dev. Z tego też względu rudowłosa nie chciała przedobrzyć. Planowała jeszcze tylko pojedyncze skoki, przez trochę wyższe i "straszniejsze" przeszkody. Dlatego po krótkiej przerwie pozbierała wodze, zadbała o uzyskanie odpowiedniego ustawienia, a potem posłała skarogniadą łydkami i biodrem do galopu. Ustaliła z nią równe tempo, ale już bez szaleństw i naprowadziła na >>daszek<<. Skok był trochę szerszy, dlatego też rozjechała ja lekko w przód by ułatwić to zadanie. Przypilnowała na odskoku i ewentualną niepewność zniwelowała łydką, czy przyłożeniem ostrogi, lub po prostu cmoknięciem.
Ostatni na Liskowej liście był >>zamek<<. Bardzo uważnie wyliczyła miejsce odskoku, starając się podjechać równym tempem i zapewnić Dev maksymalne wsparcie. Trzymała ją przy tym mocno w łydkach, nie pozwalając na ucieczkę na boki.Devocatis - 2018-04-03, 21:22 Chętnie przeszła do kłusa, popierając pomysł zrobienia krótkiej przerwy. Nie była tak wydolna kondycyjnie jakby tego chciała, więc pokornie przyjęła konieczność zrobienia przerwy, podczas której ochoczo rozciągnęła się w dół, 'wyżuwając' wodze z rąk Lisy. Następnie zwolniła do stępa i potrząsnęła łbem, głośno parskając.
Po krótkim odpoczynku, który doskonale zrozumiała jako nagrodę, ponownie ruszyła galopem. Przez zmęczenie była już mniej patrząca i przez to nie przejęła się widokiem kolejnej przeszkody, która pojawiła się na ich trasie. Z nastawionymi śmiało uszami, dogalopowała do punktu odbicia, skąd oddała skok, trochę bardziej ekonomiczny niż te dotychczas.
Następnie tym samym galopem skierowała się w kierunku kolejnej, jeszcze masywniejszej przeszkody. Jeszcze zanim znalazła się w jej bezpośrednim sąsiedztwie, zahaczyła kopytem o jakąś nierówność w terenie, co na chwilę ją rozproszyło. Nie straciła jednak równowagi na tyle, by się wywrócić, więc raczej spokojnie zdołała się "pozbierać" z Lisą do skoku. Nie myślała o wyłamaniu, do końca pozostała pewna swego i odbiło się to na płynnym, śmiałym odbiciu, zwieńczonym udanym skokiem, po którym Devo dalej galopowała przed siebie, strzygąc uszami na Lisę. Zaskakująco dobrze jej szło jak na to, że trening 1 raz skupiał się tylko na crossie. Ale nie będę się spierać z kostką, bo tym razem nawet rzuciłam. Lisa - 2018-04-03, 22:08 Chyba sprawdza się znana mądrość "Przez nogi do głowy" bo Devocatis jakoś dziwnym trafem nagle spotulniała <3
Lisa była z niej strasznie dumna i zadowolona, bo skarogniada na każdym kroku utwierdzała ją w przekonaniu, że to był znakomity zakup. Po skoku skierowała ją galopem na woltę, gdzie chwilę rozluźniła i dopiero po uzyskaniu zadowalającego ustawienia poprosiła o przejście do kłusa. Znowu zaoferowała jej żucie z ręki w ramach nagrody, powoli wypuszczając do dołu, a kiedy trzymała już prawie za końcówkę wodzy siadła w siodło i dosiadem zarządziła przejście do stępa. Pierwszych kilka minut spędziły w drodze do przeszkody na której leżała derka, aby rudowłosa mogła ją podnieść i zarzucić na Dev. Potem podróżowały sobie jeszcze trochę po torze, aby klacz całkowicie wyrównała oddech i rozstępowała się jak należy. Koniec końców Lisa skierowała ją w stronę stajni.
ztDevocatis - 2018-04-04, 19:29 Żebyś ty kiedyś nie musiała pobiegać za Devo jak spadniesz!
Z galopu na wolcie przeszła do kłusa, w którym ochoczo zanurkowała nosem w dół, wyciągając całą górną linię i wyraźnie się relaksując. Następnie przeszła do stępa, jakże różnego od tego, którym poruszała się na początku treningu. Teraz szła całkowicie zrelaksowana i spokojna, nie ekscytując się otoczeniem.
Po rozstępowaniu udała się z Lisą do stajni. /ztLucas - 2018-04-05, 00:01 Mając za sobą rozgrzewkę oraz stosownie długą przerwę na złapanie oddechu, teraz przyszedł czas na punkt kulminacyjny, czyli coś, na co obydwoje chyba czekali - skoki. Vaugier uwielbiał adrenalinę, a co za tym idzie, również cross. Co prawda dzisiaj nie zamierzał szaleć z nie wiadomo jakimi przeszkodami, dostosowując trudność do umiejętności Winninga.
>Podgląd do przeszkód<.
Powrócił na kontakt i bez zbędnego odwlekania, zaprosił siwego do kłusa, a następnie również do galopu. Cieszył się, że ogier spuścił trochę pary i był teraz bardziej podatny na oferowane mu wskazówki, bo Lucas chciał mieć pewność, że w razie potrzeby będzie mógł go łatwo skrócić albo dla odmiany rozciągnąć. Ustawiwszy sobie energiczne, ''wesołe'' tempo, skierowali się na pierwszą z przeszkód (nr 10), którą była kłoda. Przeszkoda sama w sobie nie była zbyt trudna, chociaż dość masywna, ale to raczej nie powinno stanowić problemu. Dojeżdżając do niej, mężczyzna wrócił w siodło i skupił uwagę hanowera półparadą, od razu zamykając go również w korytarzu z pomocy, w celu uniknięcia wyłamania. Pewnie posyłał go dosiadem do przodu, aczkolwiek nie pozwolił mu się spłaszczyć i ostatecznie zaserwował mu łydkę. Wtedy bez najmniejszej zwłoki przeszedł w półsiad i oddał kopytnemu tyle ręki, ile ten potrzebował, by swobodnie wyciągnąć szyję i w pełnej równowadze przefrunąć na drugą stronę. Dalej znowu pozwolił na odbudowanie tempa, odciążając grzbiet ogiera i naprowadzając go na dwuczłonowy szereg (nr 11). Wyhamował go kawałek przed i troszkę podniósł, chcąc mu pokazać, że za pierwszą przeszkodą jest coś jeszcze. Po przeskoczeniu jedynki, lekko go zaktywizował, ale zarazem dopilnował, by kopytny nie spłaszczył fouli w najeździe na stół. W związku z tym, że teraz mieli do czynienia z odrobinkę szerszą przeszkodą, zasugerował nieco dalsze wybicie, co miało ułatwić bezproblemowy lot na drugą stronę.Oliver Pelerieux - 2018-04-05, 12:00
Ukryj:
Cruzeiro napisał/a:
Mógł się spodziewać, że jego skromny podstęp nie przejdzie bez echa. Ale nadzieja umiera ostatnia! Pomijając fakt, że jest również matką głupich
Wzięty ''na siebie'' skulił uszy, ale siłą rzeczy dostosował się do oczekiwań Belga, nie mając nawet dobrej sposobności, by mu się sprzeciwić. Nie do końca mu to odpowiadało, ale również odpowiedział na jego zewnętrzne pomoce, przestając uciekać i teraz już prawidłowo wpisując się w obwód figury. Nie oznaczało to jednak, że nie podejmie identycznej próby za chwilę, toteż mężczyzna musiał pozostać czujny i przez cały czas korygować sylwetkę siwka, który lubił kombinować i złośliwie utrudniać życie swojemu jeźdźcowi.
Wkrótce odpuścił w kwestii tempa na tyle, na ile było to konieczne. Co prawda w dalszym ciągu poruszał się dość energicznie, ale nie było już w tym szaleństwa. Ponadto, zaczął ładniej pchać się zadem, osiągając całkiem przyjemny dla oka obrazek. Co jakiś czas jeszcze parskał, jakby wypuszczając z płuc nagromadzone podekscytowanie, ale na ten moment można było mówić o osiągnięciu sukcesu, jeśli o jego sylwetkę chodziło.
Wjazd na ósemkę również pozytywnie zadziałał na koncentrację Cruza, który teraz miał przed sobą nowe zadanie, które było ciekawsze niżeli zwykłe galopowanie po okręgu. Naturalnie zaangażował się w nie, nie mając problemu z lotną zmianą nogi, którą wykonał płynnie i bez zawahania. Wtedy wszedł na drugie identyczne koło, dość szybko odnajdując się również na tę stronę. Zadowolony z możliwości wyjścia do przodu, bez zbędnych zachęt zwiększył dynamikę chodu, co oczywiście przyniosło mu sporą satysfakcję. Szyję za to obniżał dość opornie i rozciągnął się w dół dopiero za pomocą adekwatnych wskazówek, nie siląc się nawet na bryknięcia. Wkrótce zwolnił do stępa przez kłus i odetchnął głęboko, jako że spuścił z siebie nadmiar energii i był w pełni gotowy do dalszej pracy. Nie oznaczało to jednak, że wyzbył się jej całkiem, więc mógł jeszcze niejednokrotnie zaskoczyć właściciela swoim turbo doładowaniem
Oh, co do tego, że Cruzeiro miał mnie jeszcze niejednokrotnie zaskoczyć, nie miałem najmniejszych złudzeń. Może dlatego nie mogłem się doczekać każdego kolejnego treningu, bo zawsze działo się coś interesującego?
Pozwoliłem ogierowi odsapnąć, w trakcie stępa krążąc wokół przeszkód, niekoniecznie tych, przez które mieliśmy skakać. Jednocześnie obserwowałem inne pary czy nawet kogoś, kto jeździł teraz po trawiastym czworoboku, sąsiadującym z torem crossowym.
Kiedy przerwa dobiegła końca, ponownie nabrałem wodze na kontakt i zakłusowałem. Zabrałem konia na koło, jadąc po którym starałem się go na nowo rozluźnić i wdrożyć w rytm pracy. Następnie zagalopowałem, po jednym okrążeniu na kole wyjeżdżając na otwartą przestrzeń. Zanim jednak pomyślałem o najeździe na przeszkodę, kontrolnie dodałem i skróciłem, sprawdzając reakcję na pomoce. Gdy wszystko grało, wzrokiem odnalazłem przeszkodę, którą chciałem zachęcić Cruza do przeszkód terenowych i pokazać mu, że to nic groźnego. Była to mianowicie najzwyklejsza w świecie, nieduża kłoda, którą moglibyśmy nawet skoczyć z kłusa.
Postawiłem na spokojne tempo galopu, nieco za wolne jak na to terenowe, ale przeszkoda też tego nie wymagała; podjeżdżając do kłody, wróciłem w siodło i wycofałem ramiona, wzrokiem celując w miejsce wybicia. Pewnie jechałem konia dosiadem, pilnując go w łydkach i prowadząc go w korytarzu z pomocy, żeby uniknąć ewentualnego wyłamania. Jeśli wyczułem zawahanie, użyłem ostrogi, chcąc nakłonić konia do skoku. Nie zawiódł mnie w tej kwestii, więc po wylądowaniu od razu pochwaliłem Cruza i zawróciłem przez półwoltę na tę samą przeszkodę, by ponownie pokonać ją bez problemów (kostka). Zachęcony tym, że siwek nie upatrywał w kłodzie większego niebezpieczeństwa, zdecydowałem się nieco dodać w galopie, przechodząc do lekkiego półsiadu.Winning Mood - 2018-04-05, 18:50 Oj tak. Skoki były jego pasją już od najmłodszych dni. W trakcie swego rozwoju treningowego bardzo szybko zaczął pokonywać duże wysokości i najpierw ówczesny właściciel chciał popchnąć go wyłącznie w tym kierunku. Z biegiem czasu znalazł się jednak ktoś, kto pracował z ogierem w ramach zastępstwa, a że był typowym pingwinem, odkrył że siwek kryje w sobie także duży potencjał związany z tą dziedziną sportu. W taki sposób właśnie został wypróbowany nie tylko w skokach, ale również crossie i ujeżdżeniu i od tamtej pory trenowany był już wielopoziomowo. Skoki jednak nadal pozostały jego faworytem, dlatego gdy teraz okazało się, że mogą w końcu trochę polatać – nie posiadał się z radości.
Chętnie wszedł w kłus, a następnie galop i nie miał nic przeciwko tempu, które narzucił mu Lucas. Szedł szybko, ale do łatwego opanowania, energicznie i chętnie, a gdy na horyzoncie pojawiła się przeszkoda, postawił uszy na sztorc. Kłoda nie należała do bardzo wysokich przeszkód, ale nie była też przesadnie niska. Takie „zamknięte” przeszkody czasem wywoływały w Winniem strach, ale tym razem zupełnie nie bał się tego, że nie widzi nic, co znajduje się za przewalonym drzewem. Całkowicie skupiony najeżdżał na pierwszą z przeszkód, a gdy poczuł pełen ciężar jeźdźca na swoich plecach, wiedział, że zbliża się moment skoku. Ładnie wpasowali się foulami w dystans, a gdy nadszedł moment wybicia, siwy wbił mocno kopyta w ziemię i odbił się, bez problemu przelatując nad szeroką kłodą. Podciągnął wysoko nogi, wysunął w przód szyję i po krótkim balansowaniu powrócił miękko na ziemię, od razu ponownie skupiając się na galopie. Podążając w tym samym tempie, co przed chwilą, kierował się już ku kolejnym przeszkodom i podniósł nieco łeb, idąc za wskazówką instruktora. Zakodował w głowie, żeby zbytnio się nie rozpędzać by bez problemu zmieścić się w dystansie, a już w chwilę później zarówno pierwszy jak i drugi człon szeregu został pokonany. Bułka z masłem! Przynajmniej w kwestii tych trzech skoków.Liam - 2018-04-05, 21:56
Peter Pan napisał/a:
...
//userka zbytnio nie ogarnia co chciała dalej robić, więc będzie chaotycznie.
Zwolnił trochę Piotrusia przy zakrętach, a sam przeszedł do półsiadu, bo do następnych wyzwań mieli jeszcze trochę trasy. Wybrał im dzisiaj najbardziej podstawową opcję terenową, dlatego też często mieli przerwy między przeszkodami. Tym razem zdarzyło się, że po drodze mieli dwa łuki, a Liam jeszcze dodatkowo starał się patrzeć również na drogę, wybierając mniej kamieniste podłoże. Dopiero widząc pojawiającą się przed nimi kolejną kłodę, która była mizernych rozmiarów, Liam usiadł w siodle, posłał ogierowi półparadę, ustabilizował tempo i nakierował ogiera na przeszkodę. Chciał pokazać mu, że jednak przeszkody nie takie straszne, mogą zacząć od totalnych podstaw. Dał mu najechać na przeszkodę zamykając go w pomocach i dyktując punkt wybicia, a na samym końcu sygnalizując łydką wyskok.
Mając przeszkodę za sobą, zachęcił ogier do aktywnego galopu i powrócił do półsiadu odciążając Kremówkę. Następną przeszkodą był typowy, kolorowy domek i o ile z wysokością nie było problemów, to kolory mogły ogiera odstręczać. Tym razem również Liam wziął ogiera na siebie, siadając dla pewności w siodle i motywując ogiera łydkami do śmiałego najazdu na owego straszaka. Cały czas kontrolował zachowania ogiera, by móc wcześniej zareagować, gdyby Piotruś potrzebował pomocy przy pokonaniu przeszkody. Z racji kształtu pozwolił sobie na podyktowanie linii wybicia, w końcu przecież ogier sam się nauczy prawidłowo je wykonywać, a do tego czasu Liam będzie robił za przewodnika. Posłał go do skoku nad domkiem, mając nadzieję, że tym razem pójdzie im to całkiem sprawnie. Mogło być kanciasto, dał mu więcej samodzielności, ale najazd wykonali poprawny.
Do następnej przeszkody znów dzielił ich spory kawałek, jednak Liam wiedział, że po drodze jest zjazd o sporym kącie nachylenia w dół, w sumie też zaliczany jako przeszkoda na drodze, dlatego też nie rozpędzał ogiera i pozostał w siodle, by ewentualnie mieć lepsze pole manewrowania. Gdy był pewien, że Piotruś zauważył czekającą go próbę, zwolnił odpowiednio tempo, starając się przeprowadzić go najlepiej jak tylko mógł, wspomagając ogiera i trzymając go na łydkach, aby "do przodu". Przy samym przejeździe odchylił się w siodle, umożliwiając tym samym swobodne zejście w dół, a i odciążając mu przód, aby nie poleciał. Trzymał go również, by nie widziało mu się skoczyć, nie o to w tym przypadku chodziło. Jeśli wszystko poszło w miarę w porządku, Liam znów zachęcająco posłał ogierzastego do przodu, by ten swobodnie mógł galopować po trasie.Lucas - 2018-04-05, 22:54 Po tych trzech skokach, tylko upewnił się w przekonaniu, że Winning skacze cudownie, a pokonywanie toru crossowego na jego grzbiecie to czysta przyjemność. Ale, ale! Nie chwalmy dnia przed zachodem słońca, bo trudniejsze konstrukcje dopiero na nich czyhały!
Po rozprawieniu się z pierwszym szeregiem, skierowali się na kolejną - tym razem trójczłonową konfigurację (12) - która była już nieco bardziej skomplikowana. No dobra, nie tyle skomplikowana, co może bardziej urozmaicona, bo zawierała w sobie zarówno skok, wodę jak i podjazd pod wzniesienie.
Dojeżdżając do niej, Lucas już kawałek wcześniej zaczął przygotowywać Winninga, co by ten zbytnio się nie zaskoczył. Uniósł mu głowę, a łydkami oraz wodzami ograniczył możliwość spłynięcia na boki. Kilkoma krótkimi półparadami starał się skupić na sobie ogiera i wtem znaleźli się pod członem ''A''. Była to zwykła, zawieszona na słupkach belkach, więc nie powinna raczej wywołać w Moodzie żadnych sprzecznych emocji. Vaugier pomógł mu z doborem odpowiedniego miejsca do wybicia, dalej już całą swoją uwagę skupiając na sadzawce, którą mieli przed sobą. Pewnie wysyłał siwego do przodu, podpierając go łydkami i nie dając mu żadnych powodów do niepokoju. Tutaj nie wymagał od niego nie wiadomo jak energicznego tempa, a zależało mu głównie na tym, by przedostali się na drugi brzeg. To nic, że woda chlapała naokoło, mocząc również siedzącego w siodle trenera! Pogoda może nie sprzyjała, ale to była jedyna taka przeszkoda podczas dzisiejszego treningu, więc musieli się z nią uporać, by dalej odetchnąć już tylko z ulgą.
Jeśli bez większych rewelacji udało im się przejechać przez zbiornik, Lucas pochwalił siwego głosem i poprowadził go na wniesienie, pochylając się lekko do przodu i zarazem ułatwiając kopytnemu owe zadanie. Wtedy zaktywizował galop, wypatrując na horyzoncie kolejnego elementu.Cruzeiro - 2018-04-08, 22:42 Jego czujność nie została uśpiona podczas przerwy w stępie nawet na chwilę. Co prawda Cruz nie wyrywał się do galopu, ale bacznie obserwował przeszkody dookoła, jakby nastawiając się na to, że zaraz którąś z nich będą skakać. To może niekoniecznie przypadłoby mu do gustu - bo były duże, masywne i ''straszące'', ale w dalszym ciągu wolał pozostać czujny.
Wraz z powrotem do pracy, płynnie zakłusował i wszedł na koło. W międzyczasie zdążył sobie skojarzyć, że najczęściej (na tym etapie pracy) wiązało się to z galopem, co oczywiście go podekscytowało. Początkowo próbował pędzić, ale jedno mocniejsze upomnienie wystarczyło, by doprowadzić go do względnego porządku. Gorzej było z osiągnięciem rozluźnienia, bo Cruz zdążył się już napalić i poruszał się dość sztywno, ani myśląc o rozluźnieniu spiętego grzbietu.
Zagalopował równie chętnie, spodziewając się tego już od samego początku. Podbił również niegroźnie zadem, aczkolwiek pozostał na kole na jedno okrążenie, nie próbując zbytnio wyciągnąć Olivera. I wtedy wyjechali na otwartą przestrzeń, przez co ogier naturalnie próbował przyspieszyć. Wzrokiem nerwowo błądził po pobliskich przeszkodach, aczkolwiek nie zapominał o jeźdźcu, który bądź co bądź miał mu wskazać drogę. Z dodaniem/skróceniem również nie było problemów i wtem nadszedł czas na pierwszy tego dnia skok.
Zauważywszy przed sobą kłodę, nastawił uszy na sztorc, aczkolwiek nie wykazał żadnych oznak zniechęcenia. Nie była ona duża ani zbyt masywna, toteż nie wywołała w hanowerze sprzecznych emocji, które mogłyby finalnie doprowadzić do odmowy. Równym tempem naszedł na przeszkodę, nie spuszczając z niej wzroku nawet na moment. Przed samą kłodą lekko wyhamował, ale ostroga sprawiła, że ostatecznie wybił się w powietrze, chociaż zrobił to trochę przesadnie mocno. Po tym manewrze zafurkotał chrapami, chociaż powoli zaczynał twierdzić, że nie jest to wcale takie złe, na jakie wygląda. Drugie podejście wyglądało jeszcze lepiej, a siwek już ładnie wybił się z zadu, tym razem nie przesadzając z zapasem.Winning Mood - 2018-04-09, 20:41 O tak, latanie na grzbiecie siwego to prawdziwa przyjemność! Chyba przekonał się o tym każdy, kto kiedykolwiek miał okazję tego z nim dokonać. Winning był bardzo kontaktowym koniem, chętnie współpracował z jeźdźcem i łatwo poddawał się jego działaniom. Jeśli więc ten działał w sposób dla niego jasny i nie robił niczego wbrew końskiemu jestestwu (patrz: niepotrzebne ciągnięcie za pysk itd.) to miał do czynienia z naprawdę grzecznym koniem, na którym można było posadzić nawet początkujące dziecko.
Przeszkoda numer 12, która powoli znajdowała się na linii jego wzroku, faktycznie nie wywołała w Winningu żadnych większych emocji, prócz tego, że była kolejnym punktem na trasie, którą musieli pokonać. Zarówno jaskrawy kolor, jak i znajdujący się za nim zbiornik z wodą, nie wywołały w ogierze żadnego typu niepokoju, toteż ten dzielnie podążał naprzód, stawiając mocno kopyta na ziemi i brzmiąc przy tym niczym tętent biegnącego stada słoni. Postawił uszy na sztorc, a gdy Lucas podprowadził go pod przeszkodę, oddał ekonomiczny skok, wysoko podciągając przy tym nóżki - zupełnie niepotrzebnie, jak się okazało. To jednak nie przeszkodziło w wejściu do wody - którą, swoją drogą, siwek naprawdę uwielbiał - a następnie radosnemu przegalopowaniu na jej drugą stronę. Potem poszło już z górki.. a właściwie pod górkę! Nieco wolniejszym tempem hanower wbiegł na niewielkie wgórze, a następnie z łatwością wpisał się pomiędzy chorągiewki, wypuszczony przez trenera, rzucając się nieco szybszym galopem do przodu. Oh, był w swoim żywiole!Lucas - 2018-04-11, 23:33 Zadowolony z kompletnie bezproblemowego pokonania tej konfiguracji, poklepał Winninga wewnętrzną dłonią po szyi i pozwolił na mocniejsze dodanie, jako że do kolejnej przeszkody dystans był nieco dłuższy. Sam zaś przeszedł w odciążający półsiad i pozwolił na swobodny ruch do przodu, chociaż przez cały czas trzymał się raczej blisko siodła i nie przesadzał ze wstawaniem w strzemionach.
Teraz dla odmiany czekało ich coś mocniej zabudowanego (13), co zazwyczaj budziło w koniach większy niepokój. Mieli do czynienia z szerszą i dość zabudowaną, a na dodatek wąską skrzynią, więc Lucas odruchowo wzmożył swoją czujność. Trochę wyhamował Mooda - nie chcąc by z pełnym impetem wpadł w przeszkodę - i uniósł mu głowę, w tym przypadku również umożliwiając mu odpowiednio wcześniejsze przyjrzenie się przeszkodzie. W siodło wrócił odrobinę wcześniej, chcąc mieć większą kontrolę nad rumakiem i pewnie wysyłał go dosiadem do przodu, jednocześnie uniemożliwiając ucieczkę na bok poprzez zamknięcie łydkami. Nie pozwolił tutaj na samowolkę i przedwczesne wyrwanie się do przodu, a dopiero w odpowiednim miejscu posłał ogierowi łydkę, jednocześnie zachęcając go do wzbicia się w powietrze. Wtedy już bez najmniejszej zwłoki zgrał się z nim w locie, cofając biodra, oddając rękę i miękko balansując w strzemionach. Jego równowaga w fazie lotu była nienaganna dzięki stabilnemu oparciu kolan, a samo lądowanie odpowiednie zamortyzowane, dzięki czemu siwy nie odczuł żadnego związanego z tym dyskomfortu.
Dystans do następnego elementu nie był długi (14), ale Lucas mimo to zadbał by tempo było aktywne. Przeszkoda choć pofalowana, to była szersza, co niwelowało możliwość ucieczki z najazdu. Vaugier obrał trasę na ''wcięcie'' po lewej stronie, które mimo że zmuszało do oddania szerszego skoku, wydało mu się najbezpieczniejsze. Tutaj również dopilnował by ogier się nie rozmyślił i wspomógł go w doborze odległości, chcąc zapewnić im bezpieczny lot na drugą stronę.Winning Mood - 2018-04-12, 10:05 Wypuszczenie go galopem do przodu było czymś, na co ogier zdecydowanie czekał! Nie szalał przy tym i zdecydowanie nie stwarzał niebezpieczeństwa, ale ochoczo nabrał większego tempa, jeszcze mocniej wbijając przy tym kopyta w ziemię. Uszy postawił na sztorc, nieco podniósł głowę i parł przed siebie, niczym tornado w Teksasie.
Gdy na horyzoncie pojawiła się kolejna przeszkoda, nie tylko Lucas wzmożył swoją czujność. Siwek bacznie przyglądał się, nieco bardziej, zabudowanej przeszkodzie i choć większe wrażenie robiły na nim skoki całkowicie zabudowane (jak na przykład sowie gniazdo), to ten miał w sobie wystarczająco dużo elementów, które mogły odstraszyć konia. Moody jednak ostatnio awansował na dwie gwiazdki w WKKW, więc już nie był takim małym konikiem i nie mógł się bać, prawda? Swój wzrok skupiał przez moment to na samej przeszkodzie, bo na słomie czy beczkach, a gdy poczuł, że jeździec podnosi delikatnie jego łeb, powiódł nim w górę, patrząc teraz nieco za przeszkodę. Ograniczenie w łydkach wybiło mu z głowy pomysł ucieczki, jeśli ten się tam pojawił i teraz już obaj szybowali nad przeszkodą, nieco mniej ekonomicznie, niż powinni.
Zadowolony z siebie, że udało mu się przeskoczyć tak „ciężką” przeszkodę, po wylądowaniu podrzucił nieco zad ku górze, ale nie w taki sposób, by Lucasowi mogło się coś przydarzyć. Następnie znów skupił się na galopowaniu do przeszkody, utrzymując bardzo aktywne tempo, i podjechał bez problemów pod przeszkodę, wybijając się w odpowiednim miejscu. Tym razem już bardziej ekonomicznie i zdecydowanie dłużej znajdował się w powietrzu, ładnie balansując nad przeszkodą i miękko lądując zaraz za nią.Oliver Pelerieux - 2018-04-15, 09:58 Pochwaliłem Cruza, nie tylko głosem, ale również klepnięciem po szyi i podtrzymując wyższe tempo galopu, wzrokiem namierzyłem kolejną przeszkodę. Była to podwyższona kłoda, która jednak nie przekraczała 80 centymetrów. Jedynym problem, jaki mógł mieć z tym Cruzeiro, był wygląd, do którego siwek nie był przyzwyczajony. Wierzyłem jednak, że wybierając mu łatwe wizualnie przeszkody pomogę mu w nabraniu pewności siebie. To i tak miała być jednorazowa przeszkoda, bo nie zamierzałem przebranżowić ogiera. Nietypowy wygląd przeszkód mógł mu jednak pomóc w przyszłości na bardziej wymyślnych parkurach, także nic nie było tu przypadkiem.
Podjeżdżając do kłody, uspokoiłem nieco galop i wziąłem trochę konia na siebie, półparadą skupiając jego uwagę i wycofując lekko plecy. Pozwoliłem mu się przyjrzeć kłodzie, do której dojechałem pilnując konia w łydkach i nie dopuszczając do wyłamania. W razie potrzeby znowu wspomogłem się ostrogą i gotów na wysoki lot, utrzymałem mocne oparcie w strzemionach, a kolanami trzymałem się siodła, nie zakleszczając się jednak na nim. Wyszedłem za koniem do skoku, oddając mu wodze, zaś po udanym pokonaniu przeszkody ponownie wszedłem w półsiad i pochwaliłem konia, ścieżką kierując go na kolejne dwie przeszkody - dwie bliźniacze kłody. Ze względu na niedużą odległość między nimi, nie rozpędzałem konia, tylko w równym tempie galopu naprowadziłem Cruza w korytarzu z pomocy na środek pierwszej kłody. Po pokonaniu jej, podparłem go łydką by się nie skrócił i za chwilę znowu wysłałem go do skoku, według kostek ponownie udanego.
Tym razem w ramach nagrody przeszedłem do kłusa i wykonałem żucie z ręki, po którym na chwilę zwolniłem do stępa, dając Cruzowi przerwę. Wiedziałem że nie miał kondycji WKKWisty więc galopowanie w takim tempie i skakanie na pewno go męczyło, dlatego chciałem oddać zaledwie ok. 10 skoków i na tym skończyć, w międzyczasie robiąc jedną przerwę.Elynn Sands - 2018-04-17, 21:05 Chwilę im zajęło dojechanie tutaj bo Elynn zwyczajnie nie znała drogi...:lol: Ale przynajmniej Krug będzie dobrze rozstępowany! Skierowała ogiera tak aby nie przeszkadzać innym paro a mieć przy okazji sporo miejsca na rozgrzewkę i jakieś pierwsze niższe skoki. Podciągnęła popręg i zdjęła z niego derkę, odwieszając na przeszkodą która nie była obecnie w użytku. Jako iż zdążyli się już poznać, chociaż w małym stopniu, to bez problemów wzięła go od razu na kontakt i dojechała łydkami i dosiadem do ręki. Poprosiła go o trochę niższe ustawienie i zaczęła od wyjechania kilku sporych wolt, oraz prostych pomiędzy nimi - na zmianę owijając wokół lewej lub prawej łydki lub prostując ogiera w korytarzu z pomocy. Łuki były obszerne i łatwe do pokonania, a dziewczyna chciała na razie go rozluźnić. Po chwili przeszli też do kłusa powtarzając podobny zestaw, czyli koła i wyprostowania pomiędzy nimi. Często zmieniali kierunek, a po kilku minutach Elynn podniosła ganidosza do ciut wyższego ustawienia, akcentując to głównie dosiadem, cofnięciem ramion i podjechaniem łydkami.