To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Europa - [ANGLIA] Wiosenny rajd

Mercedes - 2017-04-30, 12:01

Przeszedł ją zimny dreszcz, kiedy usłyszała jego słowa. Dziecko? Niby jak to?
-Przeniosłam się tutaj po kolejnym nie udanym związku, jestem mniej więcej tutaj od roku i jeżdżę w tutejszej stajni. - odparła, starając się by jej głos nie zadrżał w tym momencie. Wyraźnie zaznaczyła słowa o nieudanym związku, kolejna ucieczka można by powiedzieć. Ona cały czas była kobietą, o ile mnie się wydaje :lol2: Mercedes balansowała na pewnej granicy, między złością a kochaniem. Ona zawsze miała w sobie sporo męskich jaj, ale nadal była kobietą - typową kobietę. Potrzebowała miłości, czułości i w ogóle. Nawet jeśli tego nie pokazywała, to tak właśnie było. Odeszła bo było jej ta wygodniej, płakała ale już wtedy kiedy jej nie widział. Długo nie mogła się pozbierać, aż wpadła w wir jazdy konnej i nowego związku. Jednak Liam okazał się dupkiem, więc znowu została sama. Bolało, oj bolało. Kiedy się znów odezwał, spojrzała na niego błękitem swoich oczu. Słuchała i słuchała, starając się być twardą. Nie rozumiała dlaczego jej nie powiedział, mogliby znaleźć jakieś rozwiązanie czy coś. Walczyła sama ze sobą by do niego i nie przytulić, ale wszystko ją bolało od jego widoku, słów. Kiedy nagle się odezwał i uciekł, ona się skrzywiła. Zrobienie kroku bolało ją jak cholera we wewnętrznie, nie miej zrobiła jeden drugi i podążyła za nim. Raczej szybko go dogoniła, wyprzedzając i zatrzymując się przed nim. Stanęła mu dosłownie na drodze, że niemalże się zderzyli.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś od razu? - wyrzuciła z siebie z lekką zadyszką. Była zła, rozżalona, rozgniewana - no wszystko na raz.

Valentino - 2017-04-30, 12:23

Dlaczego nie powiedział? Za dużo by myśleć. Powodów było od groma, a jednocześnie ani jednego. W końcu w jego życiu było tyle samo trudności i bólu co w niej po zerwaniu. Do tego był bardzo młody i porywczy. Dla niego najlepszym rozwiązaniem było zerwanie.
-Byłem młody, głupi i niepewny przyszłości.-Rzucił w jej stronę jednocześnie łapiąc ją rękoma za ramiona i zniżając głowę do wysokości jej głowy aby spojrzeć jej głębiej w oczy.
-Mi było tak samo trudno... tak trudno, jak teraz gdy na Ciebie patrzę moja Droga.-O ile mógł oparł swoje czoło o jej i wyszeptał jakby ostatkiem sił.
-Kocham Cię i ją. Jednak Ty jesteś dojrzała i silna - poradziłaś sobie sama... ta mała istotka mnie potrzebowała i potrzebuje.-Mówiąc o swojej córce zawsze się wzruszał. Może i był typowym Włochem, samcem alfa i napakowanym drwalem, lecz jak każdy prawdziwy rodzic obdarzał Lucię uczuciem silniejszym od czegokolwiek innego. Kochał ją, stawiał na pierwszym miejscu od kiedy zobaczył zdjęcie USG. Czasami mam wrażenie, że bardziej niż Anna. Ona w przeciwieństwie do Mercedes nie była tak wyrozumiała i silna - histeryczka ale...kochał ją. Może nie była to miłość z serca, lecz bardziej z rozumu, bo przecież to matka jego dziecka, lecz kochał. Uczucie przetrwało... ale obdarzał o wiele silniejszym kobietę, która teraz stała przed nim.

Mercedes - 2017-04-30, 14:13

No właśnie nie za dużo by myśleć, bo to dość ważne rzekłabym. Mercedes czuła się nieco zagubiona i zdezorientowana w tym wszystkim, a to przecież jeszcze nie koniec. Nikt nie zarzucał mu tutaj że miał mniej problemów, a także że odczuwał mniej bólu. W końcu poniekąd na nich oboje spadło dość sporo problemów i bólu, ale trzeba żyć jednak dalej. On miał 22 lata, a ona 19. Dobre tutaj było określenie że byli młodzi i pewnie głupi, ale czy to było dobre rozwiązanie? Trudno powiedzieć. Słysząc jego słowa i czując jego dotyk na sobie, kobieta się lekko wzdrygnęła.
-Jakbyś mi powiedział, to może byśmy znaleźli jakieś rozwiązanie. - podniosła spojrzenie, by zaraz wbić swoje błękitne oczy w jego oczy. Rozluźniła się i przymknęła oczy pod wpływem jego dotyku i zachowania.
-Sądzisz że kiedykolwiek kazałabym ci wybierać? Za kogo mnie uważałeś wtedy i teraz? - odparła. Miała wy warczeć te słowa w złości, ale nie wyszło jej to. Serce jej waliło, a niemalże rozpływała się pod wpływem jego dotyku. Była silna wtedy i teraz, ale wszystko do niej wróciło i to z zdwojoną siłą. Mercedes miała pewną przewagę nad nią i to zawsze, jednak nie dała mu dziecka i pewnie jeszcze długo tak zostanie. Mercedes w końcu nie wytrzymała, zrobiła krok w przód i przytuliła się do niego jak małe dziecko szukające pocieszenia i zrozumienia. Coś się jednak jej tu nie zgadzało, ale to może za moment.

Valentino - 2017-04-30, 14:25

Położył swoją głowę na jej zamykając są w swoich ogromnych ramionach. Dawno nikt go nie przytulał prócz córki, ale ta ledwo co obejmował mu szuję, a co dopiero tułów. Dotyk kobiety działał na niego równie elektryzująco i co tu kryć - liczył na jej gest. Przytulając się mogła poczuć, że jego serce bije szybko, wręcz jakby chciało uciec z jego piersi.
-Nie myślałem o tym. Działałem impulsywnie. Tak jak teraz.-Złapał jej podbródek i lekko zniżając głowę musnął swoimi wargami jej. Nie na tyle, by nazwać to pocałunkiem, lecz był to swojego rodzaju gest, który mimo delikatności oddawał wszystkie nagromadzone emocje.
-Merci...ja sam nie wiem co mam robić.-Westchnął i zamknął oczy i odetchnął głęboko puszczając jej twarz i kładąc rękę na jej głowy lekko głaszcząc jej włosy. Było mu o wiele ciężej niż się spodziewał. Niby wyobrażał sobie ich spotkanie i uwzględniał nagromadzone emocje, lecz planować a doświadczyć to dwa różne światy. Serce waliło mu z ogromną siłą i szybkością, ręce drżały jak podczas ich pierwszych spotkań a na twarzy pojawiły się lekkie zmarszczki. Bał się cokolwiek więcej zrobić czy powiedzieć, więc po prostu stał i ją przytulał.

Diego Montana - 2017-04-30, 14:37

Lara napisał/a:
[...]


Diego jakoś nie ogarnął sytuacji, więc powiedział że dołączy za jakiś czas do Briana i Nicole. Zniknęli oni dość szybko na plaży, a on zajął się jeszcze robieniem czegoś w domku. W końcu wyszedł z domku z zamiarem dołączenia do reszty, ale zastał tam kogoś kogo się nie spodziewał. Podniósł wzrok i brwi na kobietę, będąc lekko zaskoczonym jej obecnością tutaj.
-Widzę że dotarłaś w jednym kawałku. - odparł, odbierając od niej colę. Zdziwiony był nieco, bo raczej kojarzył ją jako imprezowiczkę. Jednak jak widać czas zmienia ludzi, a w tym zwyczaje również.
-Dziękuje.- uśmiechnął się do niej krótko. On nawet nie wiedział jak zacząć z nią rozmowę, co powiedzieć, o co zapytać. Nadal był zdziwiony faktem, dlaczego ona tu właściwie przyjechała i po co.

Lara - 2017-04-30, 14:48

Diego Montana napisał/a:
...


Ona sama nie wiedziała co mówić, więc chwilkę milczała następnie jednak po krótkim odetchnięciu podniosła się z lekkiego podparcia o ścianę i schowała ręce w tylne kieszenie spodni.
-Dotarłam dzięki Tobie... z resztą nie pierwszy raz ratujesz mi przed końmi tyłek.-Jako jej nauczyciel jeździectwa musiał nie raz łapać jej konia, szczególnie gdy uparła się, że wsiądzie na jednego z diabłów w stajni. Nie wspomnę o sytuacji gdzie chciała się ścigać z końmi na pastwisku wskakując na jednego bez jakiegokolwiek sprzętu. Oj, była wtedy ostro narwana, na szczęście dorosła.
-Idziesz na plażę? Widziałam tam Briana i tą dziewczynę.-Znała ich, w końcu jechali w jednej grupie. Imienia brunetki nie zdążyła zapamiętać, cóż, co za dużo wiadomości to nie zdrowo. Myślę jednak, że z czasem nadrobi ten brak wiedzy. Nie miała zamiaru pić alkoholu więc trzeźwość umysłu bez problemu zachowa. O ile zaaprobował na jej pytanie, to ruszyła wraz z nim i jakby czytając w jego myślach zaczęła.
-Nie wiedziałam do końca, że tu jesteś... Znaczy... potem się dowiedziałam ale no...-W przeciwieństwie do dawnej Lary nie potrafiła dziś mówić o wszystkim tak otwarcie. Była bardziej zamknięta w sobie i niepewna. Zdecydowanie inną ją znał, ale nie ukrywajmy, że i on się zmienił. Choćby z wyglądu. Mam też nadzieję, że ''obecna'' Lara również przypadnie mu do gustu, inaczej musi się raczej ulotnić a to ciężkie w jej obecnej sytuacji.

Mercedes - 2017-04-30, 14:57

Wdychała jego zapach, chłonęła jego ciepło i słuchała bicia jego serca. Czuła się przy nim bezpiecznie. Jej również w sumie dawno nikt nie przytulał ani nie kochał, bo od momentu rozstania z Liamem żyła raczej samotnie. Przyległa do niego niczym rzep do psiego ogona, mieszcząc się idealnie w jego ramionach. Była dość drobnej postury, jednak posiadała dość wysportowaną sylwetkę co nie robiło z niej szkieletora. Czuła jego serce, a tylko uśmiechnęła się mu w pierś czując jak mu wali. Jej serce z pewnością też czuł, ale jej nieco piersi przesłaniały bicie i to one właściwie na nim spoczywały :lol2: Słysząc jego słowa oderwała się od niego na parę centymetrów, spoglądając na jego twarz. Poddała się jego dotykowi bez cienia zawahania, pozwalając mu na wszystko. Przymknęła oczy czując jego wargi na swoich, jęknęła niemalże bez głośnie gdy nic się potem nie wydarzyło.
-Ja sama nie wiem, ale wydaje mi się że powinniśmy zacząć od rozmowy po prostu. - odparła w końcu po chwili milczenia. Podniosła dłoń którą położyła mu na piersi, by zaraz odszukać jedną z jego wielkich dłoni i złapać ją. Odsunęła się kawałek od niego, by pociągnąć go za sobą w kierunku wody.
-Wiem pewne fakty już, ale wiele nie rozumiem. Może zacznij od początku? Ja chce zrozumieć, proszę. - odparła do niego, ściskając lekko jego dłoń w geście dodania mu otuchy.

Valentino - 2017-04-30, 15:11

Od początku? Oh, to dla niego równie trudne co dla niej. Czując jednak jej bliskość i otuchę było mu znacznie łatwiej. Chwilę zastanawiał się co ma jej powiedzieć i jak ująć to w słowa, uznał jednak, że po prostu, z serca i na żywca będzie na lepiej.
-Wiązałem z Tobą przyszłość. Naprawdę Merci... ale wtedy dostałem list od rodziców Anny...wtedy kiedy nagle wyjechała. Otrzymałem zdjęcie USG i informację, że za kilka tygodni urodzi mi się córka...Chciałem uciec ale nie mogłem...-Warknął jak miał w zwyczaju gdy był bezradny i zmarszczył brwi a jego twarz nabrała groźnej mimiki. Kobieta powinna jednak wiedzieć, że to zwykła reakcja obronna na nagromadzone, smutne i wrogie emocje.
-Pod wpływem impulsu i tego, że dziecko musi być wychowywane przez dwójkę rodziców postanowiłem wrócić do niej...Wróciłem, wzieliśmy przed narodzinami ślub, lecz właściwie nie pełniliśmy roli prawdziwego małżeństwa. Dlatego chciałem Cię odnaleźć... nie potrafiłem. Zniknęłaś.-Odetchnął znów głęboko i już spokojniejszym i jakby...smutnym? Tak, smutnym głosem kontynuował.
-Po jakimś czasie Anne zmarła...właściwie to ja ją zabiłem. Mieliśmy wypadek.-Przystanął i puścił dłoń kobiety chowając w nią twarz aby ukryć nagromadzone w oczach łzy. Moja babcia mawiała, że tylko prawdziwy mężczyzna potrafi płakać. Dla niego było to jednak wstydliwe i mało męskie. Łzy były słabością do której nie mógł się posunąć.
-Zabrałem Lucii matkę.

Mercedes - 2017-04-30, 16:07

Ona wiedziała od początku że nie będzie łatwo, ale co poradzić? Uczucia są w końcu silniejsze. Starała się go podnieść na duchu, choć sama tego potrzebowała. Da się na umarlaka? :lol2: Najlepiej jak to mówią prosto z mostu. Starała się go wysłuchać do końca, ale było to dla niej dość trudne.
-Ty i te twoje męskie zasady. Nie jedni wychowują dzieci osobno, a one są szczęśliwe. - odparła na spokojnie. Nikt nie kazał mu uciekać, ale tworzenie na siłę domu też nie do końca ma sens. Ona sama o tym najlepiej wiedziała, nie miej skupiała się w dalszej kolejności na jego słowach. Obiecała sobie wysłuchać go do końca, ale z każdą chwilą jej serce rozpadało się na kawałki.
-Ożeniłeś się na siłę, po co? Oboje wiemy, że nie kochałeś jej tak bardzo. Wyjechałam z miasta, a potem z kraju. Chciałam uciec jak najdalej, bo nie mogłam żyć z tobą i bez ciebie. - odparła. Słysząc jego kolejne słowa ścisnęła jego dłoń mocniej. Anna umarła? Jak to. Spojrzała na niego zaskoczona, wiercąc niebieskimi oczami w nim dziurę. Puściła odruchowo jego rękę, zbierając przez kilka sekund myśli.
-To nie była twoja wina. - odparła niemalże odruchowo. Położyła dłoń na jego ramieniu, ale musiała się przy tym dość naciągnąć. Zrobiło się jej w pewnym stopniu żal Anny i było jej przykro, a przecież kiedyś jej nienawidziła. Odebrała jej miłość życia, bo Val w jej mniemaniu wybrał wtedy ją jak nie znała prawdy. Niegdyś to Mercedes wygrała tą walkę o faceta, by potem ją przegrać.

Valentino - 2017-04-30, 16:53

On odczuwał jednak, że wina serio leży po jego stronie i trzymał się tego kurczowo. Pomińmy fakt, że nie miał innego wyjścia w tamtej sytuacji - musiał sobie jakoś poradzić. Zerknął znów w jej oczy i odetchnął spoglądając na niebo. Oj, niczym jego błękit ma się do jej oczu. W nich przecież tyle razy się pławił.
-Merci...ja się nie nadaję do związku. Ja się nie nadaję by dać Ci ciepło i miłość.-Zacisnął ręce w pięści i przeklną pod nosem patrząc na nią wzrokiem pełnym złości, smutku a jednocześnie pragnienia i ciepła.
-Nie mam sił Merci... daj mi je. Proszę.-Powiedział do niej po włosku, bo przecież go znała i złapał w ręce jej drobną twarzyczkę. Ciepło od niej bijące zawsze przyprawiało go o ciarki i było kwintesencją tego, co pragnął w życiu. Śmiech jego córki, ciepło Mercedes i ogień w kominku jego domu były najważniejszymi rzeczami w życiu faceta, a miał to tak rzadko. Pragnął jednak by to się zmieniło, lecz sam do końca nie wiedział, czy jest na to gotowy. Nie chciał się wiązać na stałe, zbyt bolesne było dla niego wchodzenie w związki. Mercedes poznając go teraz pewnie też wolałaby go unikać, lecz pamiętała go takim jakim kiedyś był a i on przy niej starał się taki być. Lecz teraz, zamiast silnego i rozrywkowego faceta miała przy sobie pełnego obaw, załamanego psychicznie i delikatnego jak piórko chłopca.

Mercedes - 2017-04-30, 17:29

To życie płatało im takie figle, a oni nie do końca mieli na nie wpływ. Wypadek był losowym wydarzeniem, co innego jakby specjalnie wjechał nie wiem w drzewo i ją zabił. Nie pomyślał nigdy że może tak właśnie miało być? Ona wychodziła z założenia że nic się nie dzieje bez przyczyny, a przynajmniej tak zawsze sobie powtarzała. Jej oczy faktycznie było koloru czystego nieba lub oceanu bez fal, bo one właśnie miały siłę przyciągania.
-Jak mniemam zginęła Anna jakieś cztery lata temu, nie byłeś z nikim. Skąd więc możesz to wiedzieć? - odparła. Sam sobie przeczył, a raczej swoim wcześniejszym słowom. Jej ciało przyjemnie zadrżało pod jego spojrzeniem, a kobieta ponownie poczuła jak niegdyś falę ciepła i motylków w brzuchu. Słysząc jego słowa zatrzymała się na moment, bo od dawna nie słyszała włoskiego. Porwana ponownie w ramiona Valentino westchnęła cicho, wtulając się ponownie w jego pierś. Przesunęła rękoma po jego ciele, zatrzymując się w połowie na jego ciele. Ona też się obawiała, bo jak zareaguje na jego córkę i córka jego na nią? Czy na nowo rozbudzą te uczucia w sobie? Czy oboje będą w stanie stworzyć kiedyś wspólny dom dla jego córki? Może i dla ich wspólnych dzieci? Kto wie.
-Kto nie ryzykuje ten nie zyskuje. - odparła oparta głową na jego piersi. Jej słowa były takie przeszywające i znaczące zarazem, a co się okaże? Ona też nie była niczego pewna, bo wszystko mogło się teraz wydarzyć i na tysiące sposobów potoczyć.

Diego Montana - 2017-04-30, 18:28

Lara napisał/a:
[...]


No to się dobrali, jak żadne się nie odezwie to będą stać w milczeniu? Nie podobałaby mu się taka opcja, więc miał nadzieje że się ona zdecydowanie zmieni. Obserwował bacznie jej każdy ruch, śledził i analizował.
-Zapomniałaś jak się jeździ? Saver nie należy do narwanych koni, więc ciekawe co się stało. - odparł z lekką ironią przez śmiech. Kojarzył karego ogiera, ale nie z takich zachowań na pewno. Oj tak aż za dobrze pamiętał jej przygody z pewnym ogierem z jego stajni, gdzie uparcie chciała właśnie na nim jeździć. Siwy ogier był stuknięty i niemal nikt normalny na niego nie wsiadał.
-Pamiętasz Oreo? Dożył jeszcze wielu spokojnych lat, a rodzice nie dawno dali mi znać że pobiegł za tęczowy most. - jeden z jej ulubieńców. Mniej więcej koń na którym uczyła się jeździć, a raczej on dawał jej szkołę życia na swoim grzbiecie. Na szczęście w jego rodzinnej stajni większość koni była normalna,
-Tak zaraz idę. - odparł. No on kojarzył prawie większość swojej grupy, ale czy był z niej zadowolony? Te pytanie pozostawia wiele do życzenia. Ruszyli w końcu w kierunku plaży, gdzie Diego zabrał jedną szklankę alkoholu dla siebie skoro ona nie piła.
-Ale no co? Co w ogóle planujesz? - odparł. On szczerze nie wierzył w to, że przyjechała tylko na rajd lub po stacjonować w tej stajni. Już się wcześniej na mieście spotkali i wtedy już jej nie uwierzył, a teraz? Teraz nadal nie wierzył.

Lara - 2017-04-30, 19:57

Diego Montana napisał/a:
....


Może i nie był narwany, ale Lara miała ogromne szczęście do spokojnych koni, które nagle stawały się diabłami. Taka cicha woda, ale brzegi rwie.
-Jechałam spokojnie... chyba po prostu ruszył za końmi, albo miał mnie dość jak Hikari.-Karą klacz też powinien kojarzyć. W końcu rzadko się zdarza, aby koń z terenu wrócił 3 godziny przed jeźdźcem. Ah, historii było co nie miara. Siwy o ile dobrze kojarzyła miał po prostu traumę, a ona była święcie przekonana, że zostanie zwierzęcym psychologiem, choć trochę jej nie wyszło. Przez dobry rok wsiadała na niego gdy nikt inny nie widział i za każdym razem obrywała. Skończyło się chyba na złamaniu ręki. Drugiego wspomnianego konia pamiętała aż za dobrze. Oreo był dla niej najlepszym zwierzęcym przyjacielem - wspominałam już o tym, jak zawsze ją opluwał kiedy spadała? Ah, kochany <3. Jego śmierć była konieczna jak każdego, nie mniej jednak zrobiła na niej lekkie wrażenie. Ogier nigdy nie chorował, lecz przeżyć swojego potomka, Oktawa? chyba tak, to było jednak coś. Uśmiechnęła się na wzmiankę o nim i rodzicach Diego. Lubiła ich, a wypieki jego mamy były mistrzostwem świata.
-Twoja mama nadal robi co wtorek te czekoladowe ciasto?- A może robiła je, bo dziewczyna miała przyjechać? Właściwie nie było jej to wiadome, lecz ciasto było te same zawsze we wtorek i zawsze było tak samo przepyszne. Na jego kolejne pytania zakasłała i oblizała wargę chwilę zastanawiając się nad odpowiedzią.
-Jestem policjantką, pracuję w poradni psychologicznej, kupiłam klacz i mieszkanie... Chyba zostanę tu na dłużej...Przynajmniej na deczko dłużej.-Miała już trochę lat na karku, wbrew pozorom powinna się już choć trochę ustatkować (i nie mowa tu o kupnie żelazka, które do teraz pożycza od koleżanek). Była jednak pewna, że mężczyźnie chodzi tu bardziej o koncept ich znajomości i o to, co ma zamiar zrobić z tym faktem. Gdyby jeszcze wiedziała co ma z tym szczęsno-nieszczęsnym faktem zrobić.
-Mogę Ci schodzić z drogi, w pewnym sensie uczono mnie tego.-Tak, praktyki na komisariacie policji były niczym innym jak ,,Mamy akcje, zostańcie w samochodzie'' i mężczyzna wiedział o tym doskonale. Zawsze wkurzona po takich ''zajęciach'' prosiła go o zabranie do stajni. Czy to przypadkiem nie był właśnie wtorki?

Seth - 2017-04-30, 20:02

Ruth napisał/a:
...


Może i tak, jednak straciłby sporo na uroku i tajemniczości, gdyby jej nie utrudniał dowiedzenia się o nim wszystkiego. Druga sprawa, że niektórych kwestii unikał z całkiem innych powodów niż utrzymanie swojej "reputacji". Być może i na niego przyjdzie pora, żeby się wygadać, jednak nie wyobrażał sobie żeby mógł tak po prostu z marszu opowiedzieć jej o najtrudniejszych dla niego sprawach. Poza tym nie chciał psuć jakże romantycznego nastroju :lol2: Chociaż fakt, Seth też nie był specjalnie romantyczny, przynajmniej ostatnio.
- Coś mi mówi, że nie do końca jesteś zadowolona z tej sytuacji..to znaczy zauważasz też jej minusy. - odpowiedział, spoglądając na nią, z półuśmiechem błąkającym się po jego wargach. Czy była to obecność Ruth, czy krajobraz i sprzyjający klimat, Seth był na tyle rozluźniony, na ile w jego przypadku było to możliwe. Może po prostu potrzebował takiej odmiany, wyjazdu za miasto.

Valentino - 2017-04-30, 20:22

Mercedes napisał/a:
...


Mercedes nawet nie zdawała sobie sprawy jak bardzo przez ostatnie 5 lat nikogo nie miał. W końcu podczas ciąży Anny unikał jej jak ognia pracując oraz przynosząc zakupy z rana. Jedynie przez ostatni tydzień przed porodem miał wolne, aby jednak pomóc jej w tych trudnych chwilach. Chwilę zastanowił się nad słowami Mercedes po czym złapał ją za biodra i przerzucił sobie przez ramię. Nie wnikaj w powody, po prostu ma ochotę ją ponosić.
Była nadal lekka jak piórko i noszenie jej było dla niego żadnym problemem, choć trochę spadła mu kondycja. Nie mniej jednak niósł ją tak w stronę odległego dalej lasu hihi! Każde próby ucieczki kończyły się klepnięciem w tyłek. Oj, chyba Merci nie pamiętała jak załatwiali konflikty kilka lat temu. Właściwie to chyba on wpadł na pomysł, aby poćwiczyć z nią w domu boks. Jej lekkie uderzenia pięści w jego otwarte dłonie były dla niego łaskotaniem, a pomagało to kobiecie się wygadać i uspokoić. W tej chwili to on potrzebował tego uspokojenia, co zapewne było łatwo po nim zobaczyć.
-Załatwimy to po naszemu.-Zestawił ją, kiedy byli już dalej od grupy i z ogniska dochodziła tylko delikatna łuna światła. Tam stanął w lekkiej odległości od kobiety i skierował w jej stronę otwarte dłonie, tworząc z nich coś w rodzaju bariery. Uśmiechnął się do tego zawadiacko, a co! O ile nie pamiętała takiego zachowania złapał jej ręczkę i zbił w pięść.
-Dopiero po tym pogadamy. Przynajmniej mnie nie zamordujesz jak palnę głupotę.-Oj, za dawnych czasów młody i głupi Włoch gadał je częściej niż wschodzi słońce. Pamiętała jeszcze jak poproszony o kupienie makaronu kupił soczewicę? Albo kiedy chciał się zabawić w obrońcę zwierząt i zabrał od kolegi oswojoną kapucynkę, z którą paradował po ulicach Rzymu do czasu, kiedy w kulminacyjnym punkcie protestu ugryzła go w ucho i zwiała? Teraz może tylko pomarzyć o takich pomysłach, choć ten sprzed chwili też nie jest normalny.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group