To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Europa - [ANGLIA] Wiosenny rajd

Caroline Hathaway - 2017-04-26, 17:33

Nicol Illas napisał/a:
[...]

Lara napisał/a:
[...]

Drew Pascail napisał/a:
[...]


Caroline cieszyła się z możliwości wyrwania się z domu. W sumie taki właśnie wypadł był dość budujący, a także umożliwiał poznanie nowych ludzi i odnowienia starych znajomości. Przywitała się ze wszystkimi, których oczywiście nie znała. Ona oczywiście kojarzyła tylko Drew, a Nicol z zawodów. Natomiast Larę w ogóle a ogóle, ale pewnie się to zmieni niedługo. Planował się bawić w sułtana? Caroline nie byłaby z tego zadowolona, a myślę że reszta dziewczyn również.
-No tak też mi się wydaje. - odparła do przyjaciela. Przecież nie będą ze sobą fizycznie spać, a tylko w jednym pokoju. Znali się już dobre parę lat, więc chyba nie musieli się obawiać dziwnych sytuacji. Ona też się rozłożyła na swoim łóżku, a przebrała za pewne w łazience. Słysząc słowa Lary się tylko uśmiechnęła, zapomniała już prawie że jej przyjaciel jest funkcjonariuszem policji.
-Ja też chętnie poproszę coś mocnego. - odparła, prosząc pewnie o to samo co Nicol. No i prawidłowo, bo Diego uratował jej skórę :lol2: Jego koń się też do tego przyłożył.

Leon - 2017-04-26, 17:44

Tate napisał/a:
[...]

Nadya napisał/a:
[...]


On na szczęście stracił obie kobiety z oczu, więc miał chwilę wolnego dla siebie. On obie panie znał tyle co o ile, bo Nad krótko a siostrę raczej słabo. Utrzymywał z nią raczej chłodne kontakty, więc no. Jak mogła z nim wytrzymać, widzieli się raptem raz czy dwa. Może zapytajmy się lepiej, jak on z nimi wytrzymywał? Może ludzi z psychiatryka? Niech je zamkną i to dobrze. Zauważył je z daleka, wzdychając ciężko.
-Zamknij mordę, nikogo nie interesuje co myślisz. - odparł chłodno z powiewem lodu w głowie. Prawie że nie przejął się jej słowami ani zachowaniem, a bez większego problemu zrzucił ją z pleców wprost na piach. Tate jednak szybko straciła nim, a raczej nimi zainteresowanie - nic nowego. Spierdalać, będą same sobie rozkładać :lol2: Tragarzy to też proszę robić z koni, a nie z ludzi to nie niewolnicy. Leon na widok Nadyi i jej tobołów się tylko uśmiechnął, zasłaniając jej wejście do swojego namiotu.
-Same se królewny rozkładać, wypada się w końcu nauczyć. - odparł. Nawet jeśli musiał to ją delikatnie acz stanowczo odepchnął, a w ostateczności kopnął w drążek trzymający jego namiot. Co za tym poszło? Złożył się na kobiecie jak domek z kart, a on umarł prawie ze śmiechu przez to.

Anna Ross - 2017-04-26, 17:55

Amelie napisał/a:
[...]


Anna po załatwieniu swoich spraw, a także ogarnięciu sobie alkoholu zaczęła się rozglądać za przyjaciółką. W końcu ruszyła na jej poszukiwania, docierając w okolice bungalow. Domyśliła się że tam ją zastanie, aż w końcu dotarła pod tego właściwego. Prócz Amelie byli tam jeszcze Delphine, Alexander i Liam. Przywitała się i przedstawiła tym co nie znała, by się serdecznie przywitać się z przyjaciółką.
-Jak minęła droga? - zagaiła do Amelii, przyglądając się również reszcie i będąc w razie co gotową do odpowiedzi.

Jennifer Frost - 2017-04-27, 14:01

Dla Jennifer również nie był to przyjemny temat do rozmów. W końcu wałkowanie czegoś, co i tak nie miało żadnej przyszłości było dość demotywujące. To zadziwiające jak szybko stała się zmęczona tą pogadanką i również najchętniej po prostu by ją skończyła. Niestety mało poważne zachowanie przyjaciela strasznie ją irytowało i w dalszym nie dawało spokoju.
- Ty nigdy nie chcesz o tym mówić. Jesteś dorosły, zrobisz co uważasz, ale zamiatanie tematu pod dywan nie jest dobrym wyjściem z tej sytuacji - odpowiedziała zmęczonym i posmutniałym głosem, bo w sumie trochę się zawiodła, że po raz wtóry wrócili do punktu wyjścia.
- Ale nie myśl sobie, że to znaczy, że po prostu Ci odpuszczę - dodała po chwili zastanowienia i zeskoczyła z chropowatej skały, na której dotychczas siedziała. Otrzepała tyłek otwartą ręką i bez żadnego słowa ruszyła w kierunku ich prowizorycznego pola namiotowego. Po raz ostatni zerknęła jeszcze w kierunku ogniska, które pomimo późnej pory jeszcze się tliło, a garstka ludzi w dalszym ciągu korzystała z jego ciepła. Ale o ile jej humor rano był zły, to teraz prawie nie dało się go zdefiniować. Z jednej strony była wkurzona na Shawna, ale jednocześnie smutna i zawiedziona jego zachowaniem. Miała już po prostu tego dość.
Władowała się do dość obszernego namiotu, który dzięki brunetowi nigdzie nie odleciał, ani nie złożył się jak domek z kart (co mogłoby mieć miejsce, gdyby to Jenny go konstruowała - nigdy nie umiała tego robić). Było jej jednak bardzo zimno, więc zaczęła grzebać w swoim plecaku w poszukiwaniu cieplejszej bluzy, którą przecież pakowała wczorajszego wieczora. Niestety okazało się, że bluza została w domu, a ona nie miała już nic, co mogłaby dodatkowo na siebie założyć.

Shawn - 2017-04-27, 14:59

Na słowa dziewczyny, Shawn westchnął ciężko i spuścił głowę, tracąc wszelkie siły i chęci na cokolwiek. Oparł obydwie dłonie na skale, palcami lekko obijając o ich chropowatą powierzchnię. Był niezadowolony z samego siebie, więc karcił się w myślach, ale nie robił nic, żeby zmienić swoje zachowanie.
Skinął lekko głową, dając Jenny do zrozumienia, że przyjął do siebie jej słowa. Później już tylko obserwował jak dziewczyna zmienia swoje miejsce położenia, wkrótce kopiując jej ruchy. Podczas drogi do namiotu nie odezwał się ani słowem, zajmując swoje usta papierosem, którego palił wręcz w leniwym tempie. Pozwolił Jennifer na szybsze oddalenie się, samemu jeszcze przez chwilę krążąc bez sensu w pobliżu namiotu. Potrzebował chwili na dokończenie peta i przemyślenia, które ostatecznie nie doprowadziły go do żadnego wniosku.
Mężczyzna pojawił się w namiocie w tym samym czasie, gdy niebieskowłosa przekopywała swoją torbę w poszukiwaniu czegoś ciepłego do ubrania. Zainteresowany tą czynnością przyglądał się jej przez chwilę, domyślając się co może być obiektem tych poszukiwań. Sam odczuwał nieprzyjemny chłód, a ubrany był całkiem porządnie. W końcu odpiął i zdjął z siebie swoją bluzę, podając ją dziewczynie.
- Weź jak ci zimno - mruknął do niej, oczekując aż ubranie zostanie zabrane z jego wyciągniętej ręki. Jeśli tak się stało, brunet westchnął cicho i bez zbędnych słów ułożył się do Jennifer tyłem. Oplótł rękami ramiona, żeby było mu choć trochę cieplej, ale na nic się to zdało. Niemniej nie zamierzał prosić dziewczyny o zwrot bluzy, ani przyznawać się do tego, że faktycznie jest mu dość zimno.

/bożecozagówno

Jennifer Frost - 2017-04-27, 23:46

Jennifer była już naprawdę mocno podirytowana faktem, że zapomniała tej cholernej bluzy, bo takie chwile nieuwagi zdarzały się jej stosunkowo rzadko. To dodatkowo spotęgowało jej złość, bo zamarzanie przez całą noc nie było niczym przyjemnym. Co ich w ogóle podkusiło, żeby o tej porze roku spać w namiocie? Przecież mogli wynająć domek i cieszyć się teraz ciepłą wodą i innymi podobnymi korzyściami.
Gdy Shawn zaoferował jej swoją bluzę, krótko zmierzyła go spojrzeniem, aczkolwiek nie odmówiła.
- Dzięki - powiedziała cicho i szybko opatuliła się w sporo za dużą część garderoby. Nie położyła się jednak od razu, a jeszcze przez chwilę siedziała po cichu i zerkała w stronę przyjaciela. Jeszcze parę chwil temu była na niego cholernie zła, ale teraz, gdy widziała że marznie, to po prostu zrobiło jej się go szkoda. Przekręciła oczami (chociaż nie mógł tego widzieć) i sięgnęła po puchaty koc, rozkładając go jednym, sprawnym ruchem. Postanowiła na bok odstawić spory i przykryła ich obojga grubym materiałem, chwilę później wtulając się w plecy bruneta. Nie odezwała się jednak ani słowem, próbując ułożyć się jakoś do snu i jednocześnie dać Rhysowi trochę swojego ciepła.

Lara - 2017-04-28, 15:58

Droga na plażę zeszła jej bardzo, bardzo szybko. Nie ukrywając długie nogi i naturalnie szybkie nimi przybieranie mocno pomogły w pokonaniu trasy, nim reszta zdążyła ogarnąć się w domku. Każdemu, czyli dla Drew, Nicol i Caroline doniosła picie, sobie pochwyciła colę i po całkowitym rozpakowaniu i ogarnięciu się w domku ruszyła w poszukiwaniu bungalowu Diego.
Wbrew pozorom zajęło jej to dość szybko, nic więc dziwnego, że poczekała sobie na werandzie. O ile mężczyzna jakoś wyszedł z domku, a zapewne wyszedł kiedyś to spotkał przed nim brunetkę z jedną pustą butelką soku, drugą jeszcze zimną i pełną. Przywitała go z delikatnym uśmiechem i nerwowym oddechem.
-Nowy kraj, nowy zwyczaj. Zamiast alkoholu w podziękowaniu za uratowanie tyłka masz colę.-Wyciągnęła w jego stronę butelkę i zachichotała zakrywając usta i nos ręką. Tak, nadal jej śmiech przypominał kichanie kota i był niebywale dziecięcy. Kobieta jak za dawnych czasów miała głos bardzo niski i głęboki, lecz wszelkie inne dźwięki wydobywające się z jej ust jak choćby kichanie czy chichot były nadal dziwnie piskliwe. Cóż, nie można mieć wszystkiego.

Unexpected - 2017-04-28, 18:55

Unannounced Pleasure napisał/a:
[...]

Unbridled Life napisał/a:
[...]


Ogier miał dość liczne potomstwo na całym świecie, a tylko troje tutaj stacjonowało. Powiedzmy sobie szczerze zajmowała się tylko produkcją nowych championów, a nie ich wychowaniem czy zacieśnianiem z nimi relacji. Nie poznał Unbri, a Unna najzwyczajniej po prostu nie znał. Spojrzał tylko po otoczeniu słysząc rżenie siwej, ale zajął się zaraz swoimi sprawami. Ogier właściwie nie interesował się innymi końmi, bo po co? Nie czuł potrzeby obcowania z nimi, więc mówiąc kolokwialnie miał je w dupie. Kiedy młodzik się do niego zaczął zbliżać, a nie trudno było to nie zauważyć gniadosz raptownie podniósł się na cztery nogi. Unex raczej za stary był na durne zabawy młodzików, skulił uszy i zamachnął dość mocno nogą w powietrzu. Nie atakował, to było raczej coś w stylu "odpierdol się". Gniadosz znudzony leżeniem przemieścił się, lokując się gdzieś w pobliżu płota oddzielającego dwie zagrody.

Mercedes - 2017-04-28, 19:22

Valentino napisał/a:
[...]


Jej namiot nie imponował wielkością, ale w zupełności jej wystarczało. Kiedy wyłoniła się z namiotu, zauważyła faceta i krótko mu się przyjrzała, nie poznając go jednak od razu. Powiedzmy że nie zdążyła sobie jeszcze nic skołować do picia, miała się prawie wybierać ale facet do niej podszedł. Nieco czujniej i dokładniej zmierzyła go wzrokiem od stóp do głów, ściągając lekko brwi.
-Nie kojarzę. - może nieco jej kogoś przypominał, ale minęło tyle lat. Ona się zmieniła, bo jej włosy były obecnie naturalniejszego koloru, miała więcej tatuaży, masy mięśniowej nieco nabrała. On też się na pewno zmienił: postarzał choćby ze względu na samotne wychowanie córki, śmierć partnerki i ogólne życie.

Shawn - 2017-04-28, 23:45

Mężczyzna nie liczył na żaden cieplejszy gest ze strony dziewczyny, ani takowego od niej nie wymagał, dlatego był zaskoczony gdy Jennifer wpierw okryła go kocem, a później się do niego przytuliła. Niemniej owego zaskoczenia nie dał po sobie w żaden sposób poznać, jedynie kątem oka zerkając na dziewczynę, by skontrolować jej mimikę ale prawdopodobnie nie udało mu się niczego dojrzeć. Ostatecznie zmrużył lekko ciężkie powieki, co pozwoliło na odrobinę odpoczynku zmęczonym i piekącym od ogniska oczom. Wypuścił też głośno powietrze, przez moment zastanawiając się czy aby raz jeszcze nie zabrać głosu, ale ostatecznie odpuścił ten pomysł, w obawie przed jeszcze większym pogorszeniem tej już i tak nieciekawej sytuacji. Milczał więc, a nie potrafiąc zasnąć mimo zmęczenia, pogłębił się we własnych myślach. Naprawdę nie chciał zawodzić dziewczyny, ale najwidoczniej było to trudniejsze niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Niestety jego nałóg zaczynał sterować nim na tyle, by mężczyzna zaczął coraz bardziej naprzykrzać się innym, czego nie chciał a jednak robił.

/już nie wiem co mam pisać, więc wybacz mi xD

Valentino - 2017-04-29, 13:20

Mercedes napisał/a:
....


Nie spodziewał się tego, lecz nie zareagował też na jej stwierdzenie jakimś ogromnym zdziwieniem. Przełknął głośno ślinę i i zamknął na chwilę oczy zbierając myśli.
-Merci...-Był chyba jedyną osobą, która w taki sposób zdrobniała jej imię. Do teraz z uśmiechem na ustach wspomina krótkie ,, Merci Merci'' i wieczną zagwostkę które ''Merci'' to podziękowanie a które jej imię. Uwielbiał jej imię, chyba gdyby nie jego zainteresowanie nim nie poznaliby się w ogóle. A co do zmiany to zdecydowanie - przytył w masie mięśniowej, zapuścił jeszcze bardziej blond włosy, które teraz nosił spięte w kok z tyłu głowy. Jego skóra z włoskiej opalenizny przybrała szarość angielskiego nieba, a oczy miał zmęczone i podkrążone. Nie mniej jednak głos nadal miał ten sam - głęboki, niski, z charakterystyczną chrypką, jakby należący do starca. Uwielbiał modulować go podczas straszenia kobiety - w końcu kto by się nie przestraszył obcego faceta w domu? Do teraz, mimo tylu lat pamiętał jej wyraz twarzy, początkową złość która ustępowała delikatnemu uśmiechowi. Było, minęło, nie powróci.

Mercedes - 2017-04-29, 22:47

Valentino napisał/a:
[...]


Mercedes była nieco zdezorientowana w tym wszystkim, ale odnosiła wrażenie że on też chyba. Ona się myślał że spodziewała? Ile się nie widzieli, pomyślmy. Odeszła z jego życia wtedy kiedy wybrał matkę dziecka jako tą jedyną, a kobieta nie wiedziała wtedy że ze względu na to że była w ciąży mniej więcej. Nie potrafiła być tą drugą, nie chciała i poszła w świat. Badawczo przyglądała się jego mimice i widząc jego zachowanie, a potem słysząc słowa rozwarła oczy ze zdumienia. Cofnęła się odruchowo o krok, a gdyby miała końskie uszy to pewnie by je skuliła.
-Niemożliwe. - odparła. Zaraz na nowo zmarszczyła brwi, spinając się lekko. Przeszłość ją na nowo dopadła, a ona nie była pewna czy chciała zostać dopadnięta. Większość ludzi kojarzyła jej imię z szybkim i wygodnym dość autem, a przede wszystkim dość drogim. Kiedyś ich coś łączyło, ale on wybrał Anne. Mercedes starała się zapomnieć, zniknąć z jego życia i zacząć swoje na nowo. Nie wiem dlaczego ale zaczęli mi się podobać dobrze ubrani, długowłosi i zadbani faceci. Wyprostowała się po wcześniejszym skuleniu się, jakby chciała sobie dodać nieco odwagi.
-Co ty tutaj robisz? - zapytała w końcu wyduszając z siebie słowa. Sprawiała wrażenie jakby miała się rozpaść na milion kawałków pod jego dotykiem, oddechem czy słowem.

Valentino - 2017-04-29, 22:58

Mercedes napisał/a:
....


Co on tu robił? Hmmm, pomyślmy. Może przyjechał na rajd? Miał wrażenie, że w jej głosie było sporo wyrzutów, jakby przyjechał tu celowo by ją dopaść. Grrrrr!
-Przyjechałem na rajd.... Wydaje mi się, że tak jak Ty.-Uniósł jeden kącik ust w zawadiackim uśmieszku i zagryzł wargę chwilę zastanawiając się nad dalszymi poczynaniami. Po chwili dopadły i go kolejne wspomnienia, wcale nie przyjemne. Śmierć żony, płacz dziecka i widok odjeżdżającej z parkingu Merci. To, kiedy powiedział jej o jego wyborze. Dlaczego nie powiedział o dziecku? Uznał, że jest to zbędne i zbyt bolesne w obecnej chwili. Właściwie gdyby nie Lucia pewnie zostałby właśnie z Amerykanką. Wiedział jednak, że nie może zostawić dziecka i patrząc na to z perspektywy czasu nie żałuje swojej decyzji. Maleństwo jest jego całym światem, to ona powoduje jego uśmiech i rozczula go do szpiku kości. Gdyby jeszcze Mercedes o tym wiedziała.
-Należą Ci się wyjaśnienia...Naprawdę Merci...To wszystko jest inne niż Ci się wydawało i wydaje.-Zacisnął pięści i obszedł koło wokół miejsca gdzie stał aby się uspokoić. Sam nie wiedział co mógłby jej powiedzieć. ''Siema, mam dziecko, moja żona umarła to se z Tobą pogadam?'' - Nie, to nie brzmi jak plan. Przetarł twarz dłońmi i odetchnął głęboko spoglądając na nią spode łba.
-Nadal jesteś tak samo piękna.

Mercedes - 2017-04-29, 23:35

No ona też przyjechała na rajd, ale jeździła w tej stajni a on nie. No może faktycznie wyczuł u niej jakieś wyrzuty, ale dziwił się jej?
-Owszem, ale ja tutaj jeżdżę na co dzień. Ciebie jednak widzę tu po raz pierwszy. - odparła do niego. Również lekko się uśmiechnęła, a raczej uniosła kącik warg ku górze. Sam uśmiech wyszedł jej nieco krzywo, ale co poradzić? Jej też nie było łatwo, musiała się od niego odwrócić, wyjechać, potem poznała dupka który też tutaj jest, potem znowu rozstanie i znowu samotne życie. Miała czasem wrażenie że wszystko zaczęło się od jej odejścia od Valentino, a reszta poszła później już za tym. Nie mogła chyba żyć z nikim innym oprócz niego, a że nie mogła z nim to była skazana na siebie. Zawsze konkurowała z Anną, ale zawsze miała pewną przewagę. Jednak odejście Valentino do Anny było dla niej zbyt dużym ciosem, nie potrafiła się pozbierać a może nie chciała. Czasem lepsza jest najgorsza prawda niż kłamstwo, ale nikt nikomu nie ma prawa mówić jak ma żyć. Mógł wychowywać dziecko i z nią żyć, ale czy ona by z nim potrafiła? Tego nie wie. Na pewno nie kazałaby mu wybierać między nią a dzieckiem, nie była taka. Zależało jej na nim, a pewnie tą sytuację kiedyś by zaakceptowała. Słysząc jego słowa znowu minimalnie się skuliła, jakby prąd ją poraził od ich dźwięku. Pokręciła na boki głową, a falowane brązowo-blond włosy zatańczyły na boki.
-Ja nie wiem czy chce i mam siły tego słuchać. - odparła w końcu. Brzmiał jakby się spowiadał przed żoną, która nakryła go z kochanką w jednoznacznej sytuacji. Nie zdążyła iść po alkohol, ale może to nawet lepiej była wstanie myśleć na trzeźwo. No może właśnie tak powinien? Słysząc kolejne słowa i zaczerpując chwilę oddechu, a także zbierając myśli wyprostowała się i spojrzała na niego niebieskimi oczami. Była pewnie od niego niższa, ale nie przeszkadzało jej to.
-Dziękuje, a ty niewiele się zmieniłeś. - odparła po chwili ponownie. Boże jakie to smutne. Przyjaciele a nawet coś więcej można powiedzieć, a rozmawiają niemalże jakby o pogodzie. Co miała mu powiedzieć? Jak zacząć? Nie wiedziała.

Valentino - 2017-04-30, 11:43

[quote="Mercedes'']..[/quote]

-A ja wychowuję córkę. Nie wiedziałem, że to tutaj jesteś.-Tak, nie był mistrzem w takich rozmowach. Stąpał niczym słoń po kruchym lodzie i wiedział, że kobieta jest pod tym lodem i go zniszczy. Ale czy chce tego? Mercedes nigdy nie była wobec niego ani mściwa, ani zbyt wrażliwa. Nawet jego odejście w pierwszej chwili wyglądało, jakby obeszło ją niczym woda kaczkę. Wbrew pozorom wiedział, że bolało ją to i boli do teraz.
-Nie ważne jak bardzo bym Cię kochał...jestem pewien, że mi nie wybaczysz. Chcę po prostu byś wiedziała, że gdyby nie Lucia nie zostawiłbym Cię. Jednak moja córeczka pojawiła się na świecie a ja musiałem tak postąpić.-Powiedział na jednym oddechu i przykucnął spuszczając głowę. Brzmiało jak ściema z brazylijskich telenoweli, ale co poradzić, skoro to prawda?
-Merci... wybacz.-Odwrócił się na pięcie i zbijając ręce w pięści ruszył w kierunku odległym od niej i reszty rajdowiczów. Zarówno on jak i ona potrzebowali to wszystko przemyśleć. Sorry, nawet taki samiec jak on wiedział, że usłyszenie takich słów w prost jest bolesne, może nawet bardziej jak oberwanie siekierą czy nadepniecie na klocek Lego (Auć).



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group