To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Archiwum - Jezioro Bewl Water

Anonymous - 2016-05-11, 10:07

- Zobaczę co w mojej mocy - odparł, unosząc kąciki warg w delikatnym uśmiechu, przed którym nie mógł się powstrzymać po tym, jak przyrównała go do złotej rybki. - Czemu nie - przystał na propozycję Aaren, w tej samej chwili przenosząc wzrok na Vivianne, która wtrąciła się w dyskusję. Wbrew temu, czego można było się spodziewać, nie sprzeciwił się temu pomysłowi.
- Casello wchodzi do wody? - Zwrócił się do ojca, nie kryjąc ciepłej nuty, która rozbrzmiała w jego głosie wraz z myślą o przyjacielu z dzieciństwa. W rodzinnym domu mieli tylko dwa konie - wspomnianego wałacha oraz klacz, która została teraz sama, zapewne zmuszając matkę Tonego, Danielle, do zakupu kolejnego konia lub postawienia jej w pensjonacie. Wracając, to właśnie na Casello Tony stawiał swoje pierwsze kroki w jeździectwie, dlatego myśl o wałachu budziła w nim pozytywne skojarzenia.
Przybycie Hayley wraz z przyjaciółmi grubsza zignorował, jedynie blondynce posyłając delikatny uśmiech, po którym wrócił do konsumpcji, nie zauważając spięcia dziewczyny wywołanego widokiem Alaina. Nawet nic nie wiedział o tym, że była wtedy obecna w areszcie. Ani o tym, że pośród nich siedział właśnie syn człowieka, którego Tony tak bardzo nienawidził... Ale może to i lepiej.

Naomi Eaton - 2016-05-11, 10:15

Francesca napisał/a:
...


- Jeździsz z trenerem? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie, uważając tę informację za najistotniejszą. Nawet jeżeli Francesca potrafiła swobodnie poruszać się w trzech chodach, a nawet skakać, nie powinna tak wcześnie rezygnować z pomocy z ziemi. Nawet starym wyjadaczom była nieraz potrzebna, a co dopiero młodemu człowiekowi, który jeździł... od niedawna. Bo nawet jeśli zaczęła od małego brzdąca, to ile było to lat? Osiem, z czego połowa spędzona na ćwiczeniach przypominających bardziej zabawę, niż właściwy trening? - Powinnaś o nim pomyśleć - dodała, gdy okazało się, że Francesca nie miała takiej pomocy (przynajmniej nie zauważyłam na fabule :P). - Taka osoba najlepiej wie, jakiego konia Ci potrzeba, bo to ona będzie Was trenować. Ja oczywiście też mogę spróbować Ci podpowiedzieć, ale nie wiem jak jeździsz. Masz jakiegoś konkretnego konia na myśli? - Zapytała, jako że istniało spore prawdopodobieństwo, że akurat będzie wiedziała o jakim wierzchowcu mowa.

Aaren Wayford - 2016-05-11, 10:42

Odpowiedziała na uśmiech, uśmiechem czekając na odpowiedź Tonego w sprawie jej pomysłu, który szybko został podłapany przez Vivianne. Unosząc wzrok na brunetkę wykrzywiła wargi w uśmiechu nie chcąc wyjść na zołzę, którą czasami zdarzało jej się bywać. Niemniej jednak zaskoczyła ją propozycja dziewczyny towarzyszącej Gerardowi, który najwyraźniej nie miał nic przeciwko i sam wyraził chęć udziału w pławieniu.
- Jasne, świetny pomysł.- przytaknęła na propozycję Kanadyjki, nie mając nic przeciwko wspólnej zabawie w takim właśnie gronie. Wzrokiem chwilowo wracając do Tonego, który wspomniał jak się domyśliła o koniu. Śledząc mimikę jego twarzy uważnie rejestrowała pojawiające się na niej zmiany.
W międzyczasie przed oczami ciemnowłosej zawitała cała grupa pierwsza w składzie: Aiden, Mia, Anais oraz Hayley z Jess na czele. Przywitała się z nimi krótkim cześć, od razu odnajdując wzorkiem tą wspomnianą przez Tonego duszę towarzystwa, którą omiotła mało przychylnym spojrzeniem.
Ujmując piwo w dłoń, opróżniła do końca swoją drugą butelkę, odstawiając ją gdzieś na bok po to aby później móc wyrzucić ją do kosza. W zasadzie to już się najadła, choć na talerzyku były jeszcze obecne kiełbaski, z myślą o brunecie, który potrzebował o wiele większej porcji.
Zmęczona przeczesała kruczoczarne włosy ręką, wzrokiem wodząc gdzieś dalej po obecnych tu osobach, a także koniach, które stały w małym skupisku na padokach.
Odruchowo oparła głowę na ramieniu Wayforda mrużąc przy tym oczy, zmęczenie towarzyszyło jej od momentu, w którym zsiadła z konia. Natomiast senność pojawiła się nagle, wywołała najpewniej spożyciem ciepłego posiłku.

Francesca - 2016-05-11, 10:48

Naomi napisał/a:
[...]


-Jeszcze nie, nie dawno tu przyjechałam, na razie zdałam tylko odznakę. - odparła na pytanie kobiety, z czystym sumieniem, prawdą. Na razie, nie była, na żadnym treningu, poznała tylko 1 konia, na którym jechała odznakę. Od bardzo dawna, siedziała w siodle, jednak to umiejętności, miały znaczenie, a nie gdybanie.
-Orientuje się pani, do kogo można się zgłosić, w tej kwestii? - nie wiedziała, kto tu trenuje, znaczy jest trenerem. Nie zdążyła jeszcze :lol2: Bo konie jej pouciekały, więc no ;(
-Owszem, od nie dawna w stajni, gości pewna klacz, Schneewittchen. - królewna śnieżka. Bo tak się ją tłumaczyło, o ile pamiętam, była niemieckim kucem. Była ciekawa, czy kobieta zna, albo kojarzy gniadą.

Gerard Wayford - 2016-05-11, 10:57

Opinia Vivianne zapewne nie cieszyłaby się dużą popularnością, gdyby została wygłoszona na głos. Dla Gerarda nie miało to żadnego znaczenia - interesowało go wyłącznie zdanie Kanadyjki, co było dość logiczne z tego względu, że do szczęścia potrzebował tylko jej zainteresowania. W przeciwieństwie do Tonego, który lubił podobać się wszystkim i co w mniemaniu Gerarda nie zmieniło się przez te wszystkie lata.
- Jeszcze się przez Ciebie zawstydzę - mruknął żartobliwie, nie kryjąc delikatnego uśmiechu, który towarzyszył mu niemal nieodłącznie. Korzystając z chwilowej bliskości, która zaistniała między nimi, pochylił się aby skraść dziewczynie krótki, delikatny pocałunek. Później jakby nigdy nic zajął się opiekaniem kiełbasek na ognisku, odrywając się od tego zajęcia wraz z zabraniem głosu przez Vivianne. Mimowolnie przysłuchiwał się rozmowie Tonego i Aaren, dlatego też doskonale orientował się, czego dotyczył "świetny pomysł". Omiótł więc zainteresowanym spojrzeniem całą trójkę, zaraz także wyrażając chęć do wspólnego pławienia koni. Nawet jeśli nigdy przedtem nie miał ku temu okazji - wszakże zaczął jeździć dość późno, zarazem nie mając dostępu do jeziora czy morza. Nic dziwnego, że Casello nie chciał wejść nawet do strumyka...
- Możemy się umówić popołudniu - zaproponował, zakładając, że poranek będzie im niezbędny do stanięcia na nogi po dzisiejszej nocy. - Nie wchodzi. Ale zacznie - odpowiedział Tonemu z niejakim rozbawieniem, już teraz wyobrażając sobie, jaką walkę będzie musiał stoczyć z wałachem, aby nakłonić go do wejścia do wody. - Ewentualnie siwek zyska kolejnego pasażera - uśmiechnął się, oczami wyobraźni widząc 'szczęśliwą' minę Friskiego, którego raczej nie skazałby na taką przygodę, chociaż był silnym koniem.
W międzyczasie ściągnął upieczone kiełbaski na tackę, dzieląc się z Vi według wcześniejszych ustaleń.

Leon - 2016-05-11, 10:59

Na niego to nie działało, sory memory. On, w sumie był, w związku (chyba), więc i tak, by się nie skusił, nawet gdyby nago, przed nim latała. Zawsze mogła sama sobie zdjąć, a nie zawracać mu dupy :lol2: Chyba udusiłby ją, cichaczem w namiocie, gdyby tak właśnie zrobiła. Nie rzucił, nie rzucił w nią, tylko na nią :lol2:
-Wal się. - mruknął, przekrzywiając łeb, w jedną ze stron. Potrafił być cięty i złośliwy, bardziej od niej, nie chciałaby się chyba, przekonać co potrafi. Kiedy stała nad wodą, on znów się pojawił niczym cień, zanim zdążyła pomyśleć, leżała w wodzie, mniej my nadzieje, że nie utopi się, w przysłowiowej łyżce wody. Bo woda sięgała jej, co najmniej do kostek, a za nim się obróciła, to on stał dalej.
-Królowa chyba, upadła, rzekłbym, aż na dno. - cios za cios, kotku 8-) Że go udusi, to nie problem, przynajmniej będzie ciekawie.

Naomi Eaton - 2016-05-11, 11:26

- Na miejscu trenuje Lucas Vaugier - odparła po chwili namysłu, zupełnie nieświadoma tego, że właśnie wymieniła imię brata obecnej tutaj Aaren. - Dojeżdża też Scott Williams, jest dobry, ale cóż... Drogi - mimowolnie przybrała na twarz cierpki uśmiech. Wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała się umówić ze Scottem w kwestii Siviento, którego trzeba przecież dobrze poprowadzić od samych podstaw.
- Nie kojarzę jej - przyznała, orientując się przede wszystkim w koniach, które udostępniało jej szefostwo oraz tych topowych. Wszystkie inne były dla niej anonimowe. Btw, raczej Królewna Śnieżka, a nie Królowa Śniegu, to zgoła dwie różne postacie :P. - W każdym razie powinnaś umówić się z którymkolwiek z nich. Uznaj to za dobrą radę - dodała, delikatnie się uśmiechając.

Brian - 2016-05-11, 11:29

Szowinistyczny? Co jeszcze nie znaczy, że zły. Na ogół był wyrozumiałym i troskliwym człowiekiem, chociaż miał swoje odchyły. Chyba mu to można wybaczyć.
Musiał się na moment zastanowić nim odpowiedział Diego, chociaż doskonale znał odpowiedż na to pytanie.
- Ma swoje humory, jak to kobieta. Lubi dominiować. Pół drogi nad jezioro była naburmuszona, że inna klacz jedzie na czele w naszej grupie. Ale jak się ją ogarnie nie można narzekać. - odpowiedział. Jeżeli wymienione przez niego cechy zangersheide można by nazwać wadami, to Brianowi one nie przeszkadzały, wręcz przeciwnie. Na prawdę nie mógł narzekać na ich wspólną pracę.
- Za to on mi wygląda na spokojnego typa. - wskazał na G Dragona.
Gdy dotarli na wąską lachę piasku na brzegu jeziora, brunet spojrzał na zbiornik wodny i na kilka osób, które były tu zebrane i które jezioro też skusiło. I co Sensationet? Wejdziesz, czy nie wejdziesz? Oto jest pytanie.

Aaren Wayford - 2016-05-11, 11:41

Trzymając głowę opartą o Tonego, przymknęła chwilowo powieki znacznie się wyciszając i rozluźniając. Mimo to kontrolowała przebieg rozmowy i brała w niej czynny udział. - Po południu będzie okej.- przyznała Gerardowi rację, podejrzewając, że po tych kolejnych butelkach piwa jakie na nią czekały, kac z pewnością się pojawi.
Z chwilowego rozleniwienia wyrwał ją momentalnie dźwięk padającego nazwiska, które w Anglii należało tylko do dwóch osób. Podnosząc głowę spięła się cała, namierzając wzorkiem Naomi, która wymieniła je bez zastanowienia. Czujność brunetki momentalnie się wzmogła, a przenikliwy wzrok spoczął na wytatuowanej blondynce.
Spięcie mięśni pojawiło się nagle przynosząc nieprzyjemny ból i sztywność. - Przepraszam na chwilę.- zwróciła się do towarzyszących jej osób i odeszła od ogniska w poszukiwaniu piwa, jednocześnie zbliżając się do Nao, której uważnie przyjrzała się przechodząc tuż obok niej i Francesci. Upewniając się co do tego, że dziewczyna najpewniej miała na myśli jej brata, wróciła z dwoma butelkami schłodzonego piwa, nie zamierzając jednak zaprzestać nieco nachalnej obserwacji pani instruktor.
Podając Tonemu piwo, otworzyła swoja i zasiadła z powrotem obok, oddychając głęboko i próbując z powrotem się wyciszyć, przypuszczała, że jej zachowanie nie pozostało niezauważone.

Elizabeth White - 2016-05-11, 11:42

Idąc w ślady swojego towarzysza również zabrała się do jedzenia. Jej kiełbaska ładnie się zarumieniła, a pęknięcie świadczyło o jej doskonałym wypieczeniu. Przez kromkę chleba ściągnęła ją z kija, coby się przez przypadek nie poparzyć. Keczup postanowiła sobie odpuścić, bo z jej talentem wymazałaby się nim cała i jeszcze wszystko dookoła. Z rozbawieniem zerkała w kierunku Bastiana, który wchłaniał jedzenie z taką łapczywością, jakby nie jadł co najmniej przez tydzień. Ona nie umiała, a wręcz nie lubiła jeść gorącego, toteż poczekała chwilę aż posiłek nieco przestygnie. Dopiero wtedy zaczęła go konsumować, bardzo szybko zapełniając swój niewielki żołądek.
- Tylko Cię uprzedzam - odparła wycierając utłuszczone palce o trawę. Była świadoma swojego ciała, toteż się go nawet w najmniejszym stopniu nie wstydziła. Tym bardziej jeśli chodziło o Bastiana który, nie ukrywajmy, widział ją w stroju Adama nie raz i nie dwa. Nie bardzo jednak chciała, żeby ktoś inny oglądał jej nagi tyłek, aczkolwiek liczyła, że pod osłoną nocy nikt ich nie przyłapie. A propos, jaką aktualnie mamy porę dnia? Bo się trochę pogubiłam :lol:

Drew Pascail - 2016-05-11, 12:31

- Trudno mi powiedzieć ze względu na to, że krótko tu jestem, ale też mam wrażenie, że stajnia pęka w szwach od ludzi i koni. Ale to w sumie chyba dobrze. - odpowiedział Delphine. Może pomoc komuś zmotywowałaby go do rozłożenia własnego? Kto wie? Owszem, był aż nadto uprzejmy, co czasem ludzie odbierali nie jako życzliwość, ale jako wyniosłość. Jednak w pewnym stopniu można go sobie urobić. A jeżeli dobierze się do drinków to już w ogóle, chociaż Drew był jedną z tych osób które niewiele piły, paliły okazyjnie, a narkotyki omijały szerokim łukiem. Kiedyś jednak trzydziestolatek wcale nie był taki układny, a obecnie... Kto wie co sie czai pod jego doskonałymi manierami?
- Mam można powiedzieć podopiecznego na okres tymczasowy.. Przez dwa miesiące moim obowiązkiem jest trenować i startować we wszystkich możliwych zawodach - za darmo. Potem może rozejrzę się za podopiecznym na pełny etat. - zwrócił się do Caroline. Na tą chwilę trudno było mu stwierdzić jak będzie wyglądała jego przyszłość w stajni, ale cieszył się z tego. Miał multum możliwości.
Całkiem nieoczekiwanie do rozmowy włączył się jego żołądek. Kiszki mu marsza grały. Trudno stwierdzić, czy dlatego, że podczas postoju jeszcze nie był głodny i niewiele zjadł, czy winić za to trzeba smak pieczonych nad ogniem kiełbasek.
- Co powiecie drogie panie na kiełbaskę z rusztu? Mój żołądek przypomniał sobie o tym, że jest pusty. Poza tym muszę w końcu rozłożyć ten namiot. - dopadła go rzeczywistość. Do pewnych zajęć się rwał, ale niektóre ignorował tak długo jak to było możliwe. Wspominając o namiocie spojrzał na Caroline szczenięcym wzrokiem, takim jakim psy obdarzają swych właścicieli, gdy czegoś chcą. No jak można odmówić takiemu spojrzeniu?' Caro w sumie mogła to zinterpretować na dwa sposoby: próbę wproszenia się do jej namiotu, lub próbę namówienia jej do pomocy przy namiocie. Czy jednak mogła traktować te prośby na poważnie, czy Pascail po prostu żartował? To już od niej zależy.
Co do żarełka mógł nawet przyjąć zamówienia i zabrać się za ich wykonanie, co pewnie skończy się lekkim przypaleniem każdej kiełbaski.

Diego Montana - 2016-05-11, 12:34

O nie przesadzaj, nie dawno tyle pary miał, w końcu trasa nie była, ani długo bardzo, ani trudna. Patrząc na postój, w połowie i tu, powinien mieć werwy już, albo bierz przykład, z gniadej, tryska prawie, że energią, z nozdrzy. Sprowadzenie go nie byłoby, dla Diego trudne, poza tym myślę, że klacz sama spuściła, mu łomot. Kiedy się zbyt ślimaczył, nieco go ruszał, no nie przesadzaj, daleko tam nie ma.
-Dragon, nie opierdalaj się. Najpierw tyle chciałeś, a teraz co? - odparł do ogiera, nieco ironicznie. Przypominając sobie ich trasę.
-Ta skądś to znam, ten ma podobnie. Chciał sobie, pohasać na rajdzie, w tłumie innych koni. Jest do ogarnięcia, o ile się stosuje jasne, twarde zasady. - nie mógł narzekać. Trafił całkiem dobrze, gniadosz też miał pewne odchyły, jednak do zniesienia, ogarnięcia. Krótko później, znaleźli się nad wodą, Diego odetchnął pełną piersią, ale tu ładnie pachniało i wyglądało. Był brany tak, że w przypadku zmoczenia się, przebierze się. Wszedł do wody, po kostki, zachęcając ogiera, do tego samego. Masaż wodny? Coś dobrego, na biedne, obolałe końskie mięśnie. Kiedy byli nieco dalej, na wysokości kolan (człowieka), zmoczył sobie dłonie i zaczął masaż, od mięśni grzbietu.
-Nadal masz tylko Sens? - był ciekawy, czy przyjaciel, dorobił się, drugiego konia.

Sensationet - 2016-05-11, 12:39

No, tak trochę :lol2: Jednak człowiek, nie widział takich, rzeczy, ani nie czuł, w przeciwieństwie, do koni. A jak nie wybaczy? 8-) No przepraszam, nikt poza Brianem (i to też nie :lol2: ), nie będzie nią rządził, albo dominował, po jej trupie. Była uparta, żartobliwa, ale przynajmniej, nie agresywna czy coś. Na klaczy inni ludzie, nie robili wrażenia, na konie, jak tu były, łypnęła tylko okiem. Na widok wody, uniosła wyżej łeb, przyglądając się jej, badawczo. Ni stąd ni z owąd, pchnęła Briana, w kierunku wody, za pewne, go do niej wrzucając. Skoro chcesz się kąpać, to idź sam ! :lol2:
Harley Davidson - 2016-05-11, 12:48

Zdjął piankę znad ogniska, chwilę przytrzymał ją przed sobą. Nie chciał się poparzyć! Cukrowa masa stała się trochę bardziej giętka i płynna, z pewnością kształtem nie przypominała już swojej pierwotnej formy. Po minucie czy dwóch delikatnie zdjął ją z patyka, owinął sobie wokół palca i skonsumował ją z zachwytem. Zupełnie jakby jadł swojego przyszłego raka! Cudowne! Odstawił pustą butelkę na bok, sięgnął po kolejny browar. Przywitał się także i ze znajomą Alaina, Monroe:
-Siema, Harley.
Uśmiechnął się na powrót Vivianne, ale po chwili ten uśmiech stał się bardziej nieśmiały, w ciemnych oczach mężczyzny błysnęła ciekawość. Rozpoznał Gerarda bez problemu - dopatrzył się w nim podobieństwa do Tony'ego i najprawdopodobniej po prostu kilka razy go spotkał, choć były to raczej spotkania bardzo krótkie... Bez choćby jednego wymienionego między sobą słowa. Z tego też powodu nie był pewien, czy ojciec przyjaciela go kojarzy. Posłał Vivi pytające, ciekawskie spojrzenie, unosząc jedną brew. Oczywiście nie miał nic przeciwko tej znajomości... Jeśli uszczęśliwiała brunetkę - okej. Wiedział tylko, że ta ciekawość prędzej czy później pchnie go do wybadania sprawy.
-Hej.
Lekko wygłodniały poszedł za przykładem reszty - tym razem na kij nabił kiełbaskę, obok, na śpiworze przygotował już sobie tekturową tackę i chleb. Opiekał mięso cierpliwie nad ogniskiem.
-Kochani, wiadomo ile dni tu zostajemy?
Sam pomysł pławienia koni spodobał się i mu, ale nie zdecydował jeszcze czy spróbuję się wkręcić, niepewny jak Stradivarius zareaguję na wodę i czy przypadkiem nie zafunduje mu sporej kąpieli? Albo nie spłoszy innych koni dość nerwowym zachowaniem. Upił kolejny łyk piwa, oglądając się ku ogierowi. Niedługo planował pójść skontrolować, czy gniadosz zachowuje się przyzwoicie i czy dogaduje się z kamratami... No, i chciał przemycić mu kilka marchewek, które miał mu podarować zaraz po rajdzie, ale przez zamieszanie z rozkładaniem namiotu i przekopywaniem juk po prostu o nich zapomniał.

Francesca - 2016-05-11, 12:49

Słuchała słów kobiety, rejestrując nazwiska, które jej podawała. Za pewne, jej się przydadzą, nie długo, kto wie. To rodzeństwo? ;O
-Rozumiem, skontaktuje się, z nimi, w najbliższym czasie. - odparła, w końcu, na słowa kobiety. Nie wiedziała, do kogo, co i jak, ale się to ogarnie - później.
-Bo dość świeża jest, w stajni. - odparła, podążając myślami, do gniadej. Gniada też była profesorem, tylko stała tu, kilkanaście dni, więc pewnie nie miała okazji, jej poznać. Wiem, imię dobre, tłumaczenie słabe :lol2:
-Dziękuje, za radę i pomoc. - odparła, do kobiety, wysyłając delikatny uśmiech. Była jej, na prawdę, wdzięczna. Nie chcąc jej zawracać dłużej głowy, skierowała się, do ogniska, łapiąc kiełbasy swoje do usmażenia. Znalazła gdzieś, wolne miejsce, na którym przysiadła. Obserwowała zebranych tu ludzi, dużo ich było, ale to dobrze.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group