Robert - 2013-07-24, 19:38 Uniósł jedną brew i stanął przed dziewczyną, wkładając ręce w kieszenie.
- Wiesz, nie chce nic mówić, ale psycholog na pewno w tym przypadku by się przydał. Rozważam właśnie, czy nie zadzwonić po karetkę, aby sprawdzili, czy na pewno wszystko ok. Niby Pani weterynarz, a nie zawsze wszystko się dobrze oceni ze swojego punku widzenia :> - Pokiwał głową w górę i w dół, zaciskając wargi.
A więc przeszli do zwierzeń. Troszkę się zdziwił, że dziewczyna była taka otwarta i mu opowiedziała co było przyczyną jej próby samobójczej. Robert był osobą skrytą, niekiedy zamkniętą, jednak współczuł Judith i postanowił wysłuchać tego, co miała mu do powiedzenia i w miarę możliwości pomóc.
- Współczuję... naprawdę. Takie rzeczy się niestety zdarzają i nie mamy na nie wpływu. - Westchnął, zerkając gdzieś w bok. - Pasja bardzo pomaga. Masz konia, więc teraz jemu poświęć czas, aby nie myśleć cały czas o przeszłości. Jeśli chcesz, w sumie mogę Ci pomóc. Pogadać czy coś jak będziesz chciała. - Uśmiechnął się kącikiem ust, przenosząc wzrok na Judith.
- Yyy nie, niby jak. Daj spokój. - Pokiwał głową i przestąpił z nogi na nogę.Anonymous - 2013-07-24, 19:47 Dark jak co dzień wymsknął się z podwórka Pana Hartnett i wyruszył w trasę. Cały dzień szwendał się po mieście i okolicy, odwiedzając targowisko, gdzie oczywiście wyżebrał jakieś resztki jedzenia od starego sprzedawcy mięsa, następnie ruszył do stajni, tam też wyjadł pokarm zadomowionym kotom i tym oto sposobem, po zapachu krok po kroku doszedł do swego Pana, który ewidentnie zapomina, że pies żreć musi . Już z daleka widział, że Robcio nie siedzi sam. Uhuu, może jakąś nową kobite przyprowadzi do ich domostwa. Border machnął kilka razy ogonem na ten widok. Kobieta zapewne zadbałaby o regularne spacery i pożywienie xD.
No nic, brnął przed siebie, coraz to bardziej zbliżając się do właściciela. Szczeknął kilkakrotnie, będąc już o kilka metrów przed nim. "Halo! Też tu jestem! to ja Twój najlepszy kumpel!!!!"- Wywalił jęzor i zaczął "ziapać" przysiadając nieopodal bruneta. Przyglądał się parze, raz po raz merdając ogonem.Robert - 2013-07-24, 19:56 Pfff nieprawda, karmił go i to dobrze! To Dark był wiecznie nienajedzony ;___; A co do chodzenia na spacery to miał wielkie podwórko, mógł hasać <3
Kiedy tak stał przy Judith, nagle usłyszał znajome mu szczekanie. Obejrzał się niemalże natychmiast, a jego ulubieniec już siedział tuż przy nim.
- Co Ty tu robisz?! - Rzekł zaskoczony i wysunął dłonie w kierunku Collie, aby go pogłaskać i przytulić.
- To mój mały przyjaciel, Dark Chocolate. Nie wiem co tu robi. Najwyraźniej uciekł z domu i przylazł zaraz za mną - Wytłumaczył brunetce.Anonymous - 2013-07-24, 20:00 Widząc zainteresowanie chłopaka swoją osobą, zamerdał ogonem i wywalił jeszcze mocniej jęzor uśmiechając się wręcz. Już za chwilę był przy boku bruneta, dobierając się do jego twarzy, swym różowym i obślinionym ozorem. Umył twarz chłopakowi ze szczerej swej miłości i nadal nie przestawał merdać ogonem. Lukał co chwila na dziewczynę, a zaraz potem na swojego Pana.
"No kto to kto to kto to kto to?, POWIEDZZ!!" - nadal merdał swym puszystym przedłużeniem ciała. Nagle wstał i zaczął szczekać do Roberta, wyrażając tym samym swoje zadowolenie. Cały Coliie- wiecznie zadowolony i oddany właścicielowi.Judith - 2013-07-24, 20:03 -Jeszcze Ty mnie zostawisz? Wolę noclegu poszukać niż szwędać się po szpitalach.
Uśmiechnęła się do niego. Odgarnęła grzywkę z czoła. Tak, była otwarta. Ale nie w stosunku do każdego. Do tej pory tylko on to od Jud usłyszał.
-Chętnie. Jak masz konie to wpadnij, dostaniesz szczepienia gratis-zaśmiała się delikatnie. Przecież nie mogła go opluć na dobry początek bo by się już nie odezwał.
Widząc psa wyciągnęła ręce i złapała go za łebek.
-Jaki kochany!
Spojrzała na sekundę na Robiego zaraz skupiając się na powrót na Borderze. W kieszeni miała herbatnik, któru mu wręczyła na otwartej dłoni.
-Zawsze chciałam trenować agillity. Ale jakoś nie miałam czasu na psa. Mogę Ci coś pokazać jeśli będziesz chciał. Przyda mu się trochę ruchu.Anonymous - 2013-07-24, 23:12 Stał nadal przy Robciu. Kiedy dziewczyna wyciągnęła do niego dłoń, Dark przybliżył sam pysk do ręki i obwąchał ją. Dał się pogłaskać, merdając ogonem. Po chwili oblizał wargi sygnalizując że jednak czuje się lekko zmieszany. Odwrócił wzrok od Judith i przeniósł go na Pana R,
Nagle odbiegł kawałek na trawnik i zaraz wrócił z patykiem w pysku. Podszedł z nim do swojego Pana i rzucił kija na jego spodnie.
"No dawaj! Rzucaj" Przybrał pozycję nakłaniającą do zabawy, wypinając tyłek w górę, a przodami kładąc się na ziemię.Żulietta - 2013-08-21, 20:12 Jak na żulika przystało wylądowała w okolicach mostu. Cudownie, a tak się starała wyniuchać jakiś sklep monopolowy. Ocena z orientacji w terenie : T(roll). Hagrid byłby załamany.
Wracając do sequelu iskrzącego się dramatu.
Nie wiedziała gdzie zawędrowała i to był obecnie drugi największy problem. Pierwszy oczywiście stanowił brak wodopoju.
-Ta dam.
Zaanonsowała uroczyście swemu towarzyszowi niedoli. Wzięła głęboki wdech wilgotnego powietrza co by uspokoić tłukące się o czaszkę myśli. Nie rzadko dostawała kręćka przeobrażając się w nakręconego choleryka. Alkohol wyniszczył to dziecię od fundamentów. Ale, o ironio to i on trzymał ją w zdrowiu psychicznym.
Sunęła powolnym krokiem w stronę łukowej konstrukcji przeszukując kieszenie trenczu w poszukiwaniu fajek. Drugiego pięknego nałogu.
Zośka ścisnęła drugą ręką obce ramię, starając się tym samym trzymać rzeczywistości.
- Kobieta wymanewrowała Cię do lasu. Jak na mój gust powinieneś zacząć się bać.
Mruknęła z szelmowskim uśmieszkiem, wciskając sobie wiśniowego Black Devila do ust.
Wyszła.
z.tNevada - 2013-10-03, 17:45 Przyszła wdzięcznym krokiem po czym zaraz cupnęła na skraju mostu. Z zaciekawieniem obserwowała kaczki które krążyły dookoła. Oblizała mordkę na samą myśl że kiedyś jadła te stworzenia. Może znów znajdzie się ktoś kto nakarmi ją kaczką? Albo przynajmniej kurczakiem... Fuknęła cicho kiedy nieprzyjemny, zimny wiatr dmuchnął odkrywając jej długą sierść. No trzeba przyznać że krótka nie była. Machnęła ogonem po czym otuliła nim łapki coby jej nie zmarzły, już nie miała niektórych pazurków i nie chciała żeby jeszcze jej się zamroziły... W rzeczywistości tak nie myślała, ale jakieś ciepło ta kitka jej dawała.Eizo - 2013-10-03, 18:01 Po wyjściu ze szpitala skierował się w bliżej nieokreślone okolice, a po jakimś czasie trafił nad rzekę. Zakrył się szczelnie przed zimnym wiatrem. Tak idąc wzdłuż brzegu w końcu trafił na most, na który wszedł, co raczej było normalne, nieprawdaż? Przystanął jednak, przed sobą zauważając kota. I to nie byle jakiego, tylko tego samego, co wtedy na ulicy! Podszedł do niej powoli i "zakiciał", przy okazji kucając obok. Wyjął rękę z kieszeni i wyciągnął ją ku kotce.
- Utsukushī neko... Co tu robisz?
Martwił się o jej losy, co chyba było normalne, bo był wielkim fanem wszelkich czworo- czy ośmionogów. Zaczął przeszukiwać kieszenie w poszukiwaniu jakiegoś smakołyka, jednak nic nie znajdując uśmiechnął się przepraszająco.
Utsukushī neko - Piękny kot.Nevada - 2013-10-03, 18:08 Odwróciła jedno ucho które pochłonęło dźwięki dochodzące z boku. Po chwili za uchem poszło drugie ucho no i w końcu głowa. Otworzyła szerzej ślepia. Czyżby ją śledził? Nieee, może nie. Owinęła mocniej ogonem łapciątka. Po chwili zbliżyła mordkę do dłoni Eizo ale zaraz odsunęła i zerknęła w jego ślepia. Podniosła swe puszyste, cztery litery i zaczęła ocierać się o Japończyka. Miałknęła coś do niego po czym cupnęła przed jego osobą. -No i co mi powiesz?- Spytała, oczywiście po swojemu wiec co taki zwykły dwunożny człowieczyna mógł zrozumieć?Eizo - 2013-10-03, 18:15 Nie był zdziwiony, gdy zaczęła się ocierać. W końcu wszystkie koty tak robią. Jednakże, ciekawym zachowaniem u tego gatunku było to, że usiadła i patrzyła. Po prostu. Wtedy Eizo wyciągnął do niej dłoń aby przejechać bo miękkim, acz zimnym futrze.
- Sugoi! Nie jest Ci zimno?
Po tych słowach zdjął z szyi chustę i "nakrył" nią zwierzaka. On jeszcze jakoś sie płaszczem opatuli, ale ona nie miała oprócz futra nic.
Sugoi - cudowneNevada - 2013-10-03, 18:27 Patrzała z zaciekawieniem na każdy ruch Eizo. Nie była przekonana do miziania się, nie lubiłą tego zbyt, no chyba że sama się o to prosiła. Jechała wzrokiem po ręce mężczyzny która natomiast sunęła po jej ciałku, tym zimnym ciałku. No a kiedy to nakrył ją swą chustą z początku chwyciła ją zębami i chciała ściągnąć ale w końcu zrozumiała że w tym będzie jej troszkę cieplej. Machnęła raz i drugi puszysta kitą. -No to jak? Bierzesz mnie do domu?- Może i dawała sobie radę na ulicy i to całkiem nieźle ale brakowało jej tego ciepła które panowało w domu. Poza tym nie jadła dobre kilka dni.Eizo - 2013-10-03, 20:33 Podszedł nieco bliżej i wziął ją na ręce, przytulając do siebie. Było im tak cieplej, nieprawdaż? Zaczął ją gładzić wzdłuż kręgosłupa.
- Gdyby nie to, że nie mam jeszcze mieszkania, to już byś sobie siedziała u mnie...
Mruknął, drapiąc ją po łebku. Ruszył powolnym, spokojnym krokiem w bliżej nieokreślonym kierunku, czyli w sumie jak zwykle. Cały czas głaskał kotkę po grzbiecie, nie zważając na to, że zapewne nie było jej zbyt wygodnie.Nevada - 2013-10-05, 10:31 Cieplej to może i było ale do najmniejszych i najlżejszych to nie należy. Bez problemu dała się podnieść, ogon zwisał jej bez ruchu, czasem machnęła nim tylko lekko. Zmrużyła ślepka i jak nigdy zaczęła mruczeć, cicho... Ale zaczęła. Kiedy ostatni raz ona mruczała? Sama już nie pamięta. Na jego słowa otworzyła gały i oblizała mordkę. Że niby zwierze to nie rozumie? Nie ona. W życiu spędziła tyle czasu z ludźmi że niektóre ich słowa znała, szkoda tylko że oni nie rozumieli jej. Teraz może jeszcze sobie poradzi, ale z nadejściem zimy i pierwszych śniegów... Chyba będzie musiała zamieszkać w stajni.Eizo - 2013-10-06, 20:57 Podobało mu się jej mruczenie i to bardzo. Chociaż nie, proszę, nie myślcie, że jest zoofilem, co to to nie! Wziął ją jakoś wygodniej, aby lepiej rozłożyć ciężar kotki.
- Anata wa utsukushī nekodesu.
W zasadzie to nie nie miał po co mówić po tutejszemu, tak było mu dużo, dużo wygodniej. Bo kto nie chce mówić swoim dialektem?
W końcu zmęczył się trochę i był zmuszony odstawić kotkę na ziemię. Wyjął z kieszeni telefon w celu sprawdzenia godziny, zaś po zobaczeniu jej skrzywił się.
- Wybacz, muszę już iść. Sayōnara, neko-chan!
Na odchodne jeszcze pogłaskał ją i ruszył w swoją stronę. / zt
Anata wa utsukushī nekodesu - jesteś pięknym kotem
sayōnara, neko-chan - do widzenia, koteczku