64; Dekoncentracja, strach; na trasie para napotyka hałaśliwą publiczność, głośną muzykę lub koń wyraźnie boi się przeszkód czy elementów trasy.
112; Odmowa skoku; zatrzymanie się konia przed przeszkodą, którą powinien skoczyć. 20 punktów karnych 52; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; poprawa pogody (zwiększenie widoczności/komfort jazdy/wyższa, przyjemniejsza temperatura).
118; Lwie serce; koń idzie wyjątkowo odważnie na kolejne przeszkody, nie waha się ani razu, pokonuje trudności bez najmniejszych problemów odznaczając się wysoką klasą.
127; Lwie serce; koń idzie wyjątkowo odważnie na kolejne przeszkody, nie waha się ani razu, pokonuje trudności bez najmniejszych problemów odznaczając się wysoką klasą.
98; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
Opis
Wyłamanie na 31 przeszkodzie.
PRÓBA SKOKOWA
51; Trącenie przeszkody podczas skoku;
c) naruszenie lustra wody podczas skoku.4 punkty karne 84; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
83; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
42; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; Nagłe wahania pogodowe w postaci; urwania chmury/opady śniegu. 4 punkty karne 82; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
INSTRUKCJE
• Przejazd można podzielić na dowolną ilość postów.
• Realizacji podlega jedynie próba terenowa. Wynik próby ujeżdżeniowej i skokowej liczy się do końcowego wyniku, a w temacie widnieje tylko dla informacji usera, by był świadom jak poszły mu pozostałe losowania. ;)
• Zawody rozgrywają się na dworze.
• Na początku każdego przejazdu proszę wstawić:
Kod:
[center][size=10][color=#beb7a4][b]IMIĘ NAZWISKO & IMIĘ KONIA - WKKW 4* - PRÓBA TERENOWA[/b][/color][/size][/center]
Nicole - 2019-07-19, 09:26
NICOLE VELIEN & PETER PAN - WKKW 1* - PRÓBA TERENOWA
Wkkw nie było dyscypliną Nicole, to też start w takich zawodach był dla niej zupełnym debiutem. W swojej bardzo skromnej stawce nie posiadała konia do tej dyscypliny, co raczej nie miało się zmienić, z tego względu że stawiała raczej na skoki. Stąd też przejazd musiał odbyć się na prawie obcym koniu, należącym do Orchardu lub człowieka który na to zezwoli. Kobieta miała na tyle rozumu, aby zabrać na wyjazd Piotrusia ( jak się okazało należącego do Liama, którego zdążyła poznać ), bo jego charakter był właściwie idealny. Co prawda trochę obawiała się jego gapowatości, o której słyszała ale miała nadzieję na bezpieczne pokonanie wszystkich przeszkód.
Kiedy od startu dzieliło je mało czasu, Nicole zebrała wodze na kontakt i zjechała z rozprężalni. Zachęcając go swoją pewnością siebie, podjechała do boksu startowego i zakładając że jakoś udało im się w nim znaleźć, amazonka wsłuchała się w odliczanie. Wraz z sygnałem do startu, wypchnęła go mocno w galop, szybko przechodząc w półsiad i mocno opierając się na strzemionach. Zachęciła cremello do nabrania szybkości i wyciągnięcia wykroku, bo ze względu na jego niezbyt wysoki wzrost musiała pilnować aby dobrze krył teren, coby nie narobić sobie punktów karnych przez przekroczenie normy czasu. Jednocześnie zawodniczka miała obawy co do podłoża, które przez deszcz stało się mokre i średnio bezpieczne, to też prowadziła go przede wszystkim ostrożnie. Tak więc wybrała odpowiednie tempo - choć może jednak mogła je trochę zwiększyć. Jej sygnały były mocne i czytelne, bo Hiszpanka mimo braku doświadczenia w tej dyscyplinie, rozumiała że Piotruś musi się jej podporządkować, aby nie skończyło się to źle. Kiedy zbliżyli się do pierwszego płotku Nicole mocno ściągnęła łopatki, biorąc ogiera na siebie i tym samym nie pozwalając mu wpaść w przeszkodę. Wysłała mu również kilka skupiających półparad, chcąc aby ta przeszkoda go nie zaskoczyła. Wymagała ona dobrego miejsca do odskoku, o które zawodniczka zadbała wysyłając Petera do skoku w tymże właśnie miejscu. Impuls z łydek był na tyle silny, że powinien zorientować się, że wymaga od niego okrągłego skoku. Tak też się stało, a kobieta wyszła w półsiad i oddała mu rękę, podążając za pyskiem. Tuż po lądowaniu, pomogła mu odejść z pod przeszkody i zachęciła do powrotu w poprzednie tempo, kontynuując jazdę w półsiadzie na prawą nogę. Do dwójki dzielił ich spory dystans, ale Nicole dbała tylko o równy rytm, nie goniąc niepotrzebnie. Wiedziała, że trasa jaką mają do pokonania może być męcząca więc podświadomie zachowywała jego energię na następne "etapy." Na kilka foule przed dwójką, usiadła w siodło i cofnęła łopatki, znowu biorąc go na siebie. Przeszkody nie były może wysokie, ale błąd mógł równać się z ogromną tragedią, więc kobieta nie lekceważyła ich, dokładnie licząc każdy krok i reagując w razie potrzeby. Zamknęła go w pomocach i równo doprowadziła pod dwójkę, wysyłając go do skoku w prawidłowym miejscu, co było zasługą właśnie tej dokładności, o której wspomniałam wyżej. Znów przeszła w półsiad, który zachowała po lądowaniu i kontynuowała galop po skoszonej trawie. Ani na chwilę nie traciła czujności, wiedząc że ogier może się czegoś przestraszyć, a to z kolei zniszczyć cały misternie opracowany najazd. W związku z tym, próbowała go skupiać na sobie, zwłaszcza gdy musieli zbliżyć się do jakiś krzaczków czy większych zarośli, które co prawda były poza obszarem w którym galopowali, ale zwracały na siebie uwagę. Mijając przeszkody innych klas, szukała wzrokiem tej właściwej, a czując że Piotrek sam na ciągnie, postarała mu się nie przeszkadzać i tylko nakierować go na środek, oraz zadecydować o miejscu wyskoku. Po udanym skoku doprowadziła go pod czwórkę, która mogła trochę odstraszać intensywnością kolorów. Na szczęście słońce już od początku ich przejazdu nie raziło, więc nie odbijało się od przeszkody. Nicole pewnie doprowadziła Piotrusia do czwórki, zamykając w korytarzu z pomocy i nie pozwalając zwalniać. W razie problemów wspomogła się mocniejszą łydką, albo nawet bacikiem doskonale wiedząc że aktywne tempo jest tutaj jednym z ważniejszych elementów. W skoku utrzymała półsiad, nie tracąc równowagi mimo że parabola lotu nie zachwycała. Nadgarstkami podążyła wzdłuż grzywy, w ten sposób pomagając mu się mocniej wyciągnąć i nie tracąc kontaktu z pyskiem. Po lądowaniu skierowali się w stronę kombinacji, przed którą amazonka nie musiała skracać galopu, a jedynie lekko go wydłużyć, aby idealnie zmieścili się w odległości. W tym celu już w najeździe trochę go pogoniła, nie tracąc jednak dobrego ustawienia. Wymagała od niego okrągłej foule, o którą walczyła przez dociążenie jego zadu, od którego miała iść cała mechanika ruchu, również między przeszkodami. Przed szeregiem usiadła w siodło i prostopadle dojechała do pierwszego członu, biorąc ogiera mocniej na siebie i wysyłając mu półparadę. Po skoku usiadła w siodło i mocniej ściągnęła łopatki, nie pozwalając mu samemu decydować o miejscu wyskoku. Aby prawidłowo pokonać drugi człon musieli wybić się w odpowiednim miejscu, które Nicole zaakcentowała mocnym impulsem z łydek i wypchnięciem z krzyża. Krótko pochwaliła Piotrusia i kontynuowała galop, próbując trochę rozluźnić konia i utrzymać aktywne tempo. Wychodząc z zakrętu wysłała mu półparadę i wyszła na wprost siódmej przeszkody w najeździe do której wyprostowała go i równo w pomocach doprowadziła do przeszkody. Po przeszkodzie kontynuowała galop z prawej nogi, ale wyraźnie czuła że cremello krzyżuje. W tym przypadku postanowiła więc przejść do kłusa i zagalopować ponownie. Niestety, po paru prawidłowych krokach krzyżowanie powtórzyło się. Widząc ósemkę Hiszpanka postanowiła nie skakać jej z nieprawidłowego galopu, co mogło skończyć się tylko jakimś wypadkiem, zwłaszcza że warunki coraz bardziej się pogarszały. Kontrolnie zerknęła też na zegarek i zrozumiała że już na ten moment mają bardzo słaby czas. Przez swój brak doświadczenia w crossie wolała nie ryzykować jazdy w deszczu, po mokrej trawie więc zgłosiła rezygnację i nieśpiesznie zjechała z trasy, prowadząc Piotrusia na rozprężalnię.Notesique Nox - 2019-07-19, 12:35
OLIVER PELERIEUX & NOTESIQUE NOX - WKKW ENTRY
Kara czuła jak niepokój ją napędza, jak wypływa każdym porem na jej ciele. Atmosfera, stres innych koni nie pomagał jej w uspokojeniu się, mimo prób jeźdźca, który próbował swoim spokojem ją zarazić. W końcu miał o wiele większe doświadczenie, a Nox wciąż poznawała i chłonęła nowe sytuacje jak gąbka. Parze udało się należycie rozgrzać i przygotować do przejazdu, który czekał ich wkrótce. Zawodnik miał kontrolę nad nią, ale umysł wciąż był jej, ale znając życie zmieni się to w momencie przejazdu, kiedy w pełni skupi się na tym, co powinna robić, a nie na tym na czym nie powinna się skupiać.
W pewnym momencie została skierowana w pobliże boksu startowego. Olivier wygodniej usadowił się w siodle i w momencie wydania pozwolenia na start, zagalopowali. Zerwała się do galopu, nadając nader aktywne tempo, jednak czujność jeźdźca sprawiła, że klacz ustabilizowała tempo, które miałoby pozwolić jej na przejazd całej trasy. Co jak co, ale trochę ją czeka dystansu. Na linii jej wzroku pojawiła się kłoda, która miała być pierwszą przeszkodą. Wyglądała zwyczajnie, więc nawet nie zdążyła się zawahać, jak ją pokonała. Był to skok techniczny. Odbicie w odpowiednim momencie, należyte ułożenie ciała w powietrzu i lądowanie na pęcinach, aby amortyzować lądowanie. Kiedy wszystkie jej kończyny dotknęły ziemi, zawodnik zaczął ją chwalić, więc ta nadstawiła jedno ucho w jego stronę, by chwilę później kontynuować przejazd dalej. Dojazd do przeszkody numer dwa nie był zbyt skomplikowany, acz wygląd samej przeszkody wzbudził w niej niepewność. Wszak stała zielona przeszkoda o dziwnym kształcie. Nie była wysoka, ale była obudowana w taki sposób, że nie wydawała się przyjazna. Niemniej jeździec to wyczuł i postanowił podziałać. Co ją trochę ocuciło z transu i mimo niechęci, została przekonana by ją przeskoczyć. Zatem wraz z wyraźnym sygnałem wybiła się i pokonała przeszkodę ekonomiczną parabolą lotu. Wylądowała miękko, choć podłoże nie było zbyt równe. Na moment straciła równowagę, ale szybko ją odzyskała. iedługo później wjechali do lasu, gdzie mimowolnie zlustrowała otoczenie. Nie śpieszyli się, ani nie ociągali przesadnie pokonując ten las. Kiedy wyjechali z lasu, czekała na nich następna przeszkoda. W momencie, kiedy cień skończył się, a słońce zaczęło przypalać z całą mocą, przymrużyła oczy i widocznie zwolniła, co by nie wpaść na coś przypadkiem. Półparady ją utrzymywały jej uwagę, co pozwoliło na odbicie się we wskazanym miejscu, podciągnięciem przednich kończyn pod mostek, a szyję wyciągnęła do przodu. Skok nie był wysoki, więc grawitacja szybko ściągnęła to końskie ciało na ziemię. Kolejna przeszkoda nie zrobiła na niej aż takiego wrażenia, zatem nikogo nie zdziwiło to, że ją pokonała bez problemu, choć Oliver ubezpieczał, jakby nie wierząc jej do końca. Ale jest to zrozumiałe, bo wszak wciąż jej młodym koniem, bez tak wielkiego doświadczenia. Kilkadziesiąt metrów dalej stała szóstka, podobna do poprzednich. Nawet mocniej na nią pojechała, odbiła się w dobrym momencie i złożyła należycie jak jej geny dyktowały. Wylądowała, a wtedy posypały się kolejne pochwały. Szastnęła z tego wszystkiego ogonem, jakby odpowiadając na to. Kierowali się na siódmą przeszkodę, zdawałoby się, że kara czuła się już pewniej. Znajdując równowagę na trasie, jak i czując się lepiej psychicznie. Niestety trochę stracili czasu, więc zawodnik poprosił ją o aktywniejsze tempo na co przystała. Siódemka została pokonana tak, jakby wcale jej nie było. Bez zbędnych ceregieli, w sposób bezpieczny dla pary. Galop uspokoili dopiero przed przeszkodą ósmą, widocznie zaokrągliła galop i w odpowiednim miejscu podniosła się do skoku. Pociągnęła nosem do przodu w miarę możliwości, chowając podwozie pod siebie. Jak tylko wylądowała, podążyła do kolejnej. Przeszkoda ta była bliźniaczo podobna do poprzednich, co było plusem dla jej psychiki. Wszak nie wydawały się jej, aż tak straszne, by z nich spływać. Tutaj organizatorzy dobrze zaplanowali tor jak dla takich koni jak ona. Ostatecznie odbiła się w proponowanym przez jeźdźca miejscu i pokonała deski ekonomicznym, acz technicznym skokiem. Po lądowaniu, nie przyśpieszyli tempa. Oszczędzali w ten sposób energię, co jak co, ale 2km to nie był aż taki długi dystans, ale i tak trzeba było dobrze rozplanować rozłożenie sił. Na linii wzroku pojawił się tak zwany "stół", który był bardziej wymagający jej uwagi. Czując obecność mężczyzny w prowadzeniu jej do tej przeszkody, nie czuła się onieśmielona nią. Po prostu w dobrym miejscu przeniosła ciężar ciała na zad, by ostatecznie uwolnić energię do góry, posyłając swe ciało w powietrze. Przednimi kończynami musnęła swój mostek, dobrze balansując plecami podczas skoku. Jednak i tu grawitacja podyktowała ponowne spotkanie z ziemią. Po odejściu spod przeszkody przegalopowali dystans nieco swobodniejszym galopem, aż pojawiła się przed nimi jedenasta przeszkoda. Zaokrągliła się przed skokiem, kumulując energię w swoim zadzie. W odpowiednim momencie uwolniła energię, wybijając się z zadnich kończyn, a przednie posyłając w górę. Po skoku, wylądowała na prawą nogę, by następnie zarzuciła łbem, na chwilę wychodząc poza kontakt. W międzyczasie się jej uwaga skupiła się na gałęziach, które zaczęły lekko powiewać na wietrze. Co zostało zauważone przez górę, co pobudziło jej uwagę i dzięki pracy Oliviera uwaga jej została skierowana w dobre miejsce. A tam.. woda, która była ledwie kałużą. Ale tak się mieniła i lekko falowała, że na momencie przysiadła lekko na zadzie. Jakby już na wstępie się lekko wzbraniając. Olivier zdecydował się na nie omijanie tej sekwencji, bo stracilibyśmy dużo czasu, a tak postawił ja w sytuacji, gdzie musiała popracować swoją kopułką. Mimo wszystko wjechała do wody, choć dwie foule galopu były dosłownie odbijane od ziemi niczym piłka, ale szybko ogarnęła, że to tylko woda i chyba większej krzywdy jej nie zrobi. Po wyjściu z wody została ponownie pochwalona, na co zastrzygła uszami. Następnie odbudowali tempo galopu, kierując się na ustawioną na wprost przeszkodę, po pokonaniu której znaleźliśmy się dosłownie na ostatniej prostej do mety. W międzyczasie dodali nieco tempa próbując wymuskać tego czasu, którego nie mieli. Miała swobodę, wszak Olivier dał jej możliwość wygalopowania dystansu. Została ostatecznie nakierowana na środek zielonej skrzyni. W odpowiednim momencie uwolniła skumulowaną energię w swoim zadzie, by wysłać swoje ciało w powietrze, gdzie wyciągnęła szyję do przodu. Pracowała w tym czasie należycie grzbietem, choć zmęczenie rozłożyło się już w całym jej ciele. Po skończonej sekwencji skoku, wylądowała na ziemi. Po minięciu celowników stojących parę metrów dalej, została zwolniona do kłusa, uzyskując pełną swobodę. Dojechaliśmy nieznacznie spóźnieni, ale mimo wszystko uzyskiwała masę pochwał, więc skończyli ten przejazd pozytywnie. Wszak nie mieli żadnych błędów, jedynie czas z racji jej "skradania się". Pierwsza połowa przejazdu była wyrwana z kontekstu. Była przyzwyczajona do jazdy na parkurach, czworobokach. Rzadko witali las, więc widząc go tak rzadko była po prostu onieśmielona nowym terenem, który był nierówny i taki dziki. Niemniej dali radę.Luke - 2019-07-19, 22:10
LUKE SUGARMAN & SAVER - WKKW 4* - PRÓBA TERENOWA
Dzień przejazdów crossowych niegdyś należał do najmniej ulubionych w cyklu zawodów wkkw według Luczka, niemniej odkąd zdecydował się na kupno doświadczonego Savera i starty tylko na nim w tej konkurencji, zaczął też czuć się o wiele swobodniej na torze. Spokojna głowa dawała mu możliwość zupełnego skupienia się na koniu i jeździe, a wspólne treningi pozwoliły Sugarmanowi na zbudowanie większej pewności siebie i swobody podczas mierzenia się ze stałymi przeszkodami. Mając za sobą sumienną rozgrzewkę stawił się na podopiecznym przy bramce startowej, gdzie kręcił się przez chwilę aż poproszono ich o zajęcie miejsca i zatrzymanie się przed włączeniem liczenia im czasu. Brunet wykonał polecenie by ze stój, wraz z charakterystycznym dźwiękiem oznaczającym początek przejazdu, wypchnąć karego do galopu.
Pierwsza przeszkoda była w zasięgu ich wzroku, niemniej mężczyzna od początku jechał w lekkim półsiadzie, wiedząc, że plecy jego konia z pewnością mu za to podziękują pod koniec. Dopiero na kilka foule przed „terenową stacjonatą” siadł miękko w siodło, od razu odnajdując w nim równowagę i dzięki temu mogąc pewnie podprowadzić karego do konstrukcji, przed którą wyraźnie posłał go do skoku impulsem od łydki i wypchnięciem z krzyża. Mając wypracowane zgranie z ruchem Savera płynnie przeszedł do półsiadu w locie, w efekcie go nie zakłócając. Wylądowali więc niezachwiani i teraz Luczek, podtrzymując równe, rozsądne tempo oraz okrągłą galopadę, poprowadził ogiera kawałek na wprost, by po niezbyt trudnym zakręcie wyjechać na dwójkę. Wybrał jej prawy wariant głównie ze względu na nieco wygodniejszy, prostszy dojazd do niego, nie obawiając się tego, że był nieco węższy. Pewnie doprowadził kopytnego pod hydrę, znów usadzając się w siodle w rozsądnej odległości przed nią, tak aby mieć kontrolę nad najazdem i odbiciem, które przebiegły wręcz wzorowo. Podążając dalej wyznaczoną trasą poprowadził podopiecznego dalej w galopie na wprost by niebawem przeprowadzić go przez ostrzejszy łuk, naprostowujący ich finalnie na trójkę. Biorąc pod uwagę jej konstrukcję zachęcił ogiera do wydłużenia foule, przy czym oczywiście pilnował, aby galop się nie rozpłaszczył. To pozwoliło im na optymalne pokonanie stołu i już dalej po łagodnym łuku kierowali się w stronę pierwszej kombinacji. Wyraźnie wąskie przeszkody wymusiły na parze większe skupienie idące w tym przypadku z nieco spokojniejszym tempem, tak, aby na pewno zmieścić wielkiego karosza między białą a czerwoną flagę. Na pierwszy człon nakierował go tak, aby jednak skakać nie do samego czubka trójkątnej konstrukcji, tylko by lądować za jego bokiem (w sensie nie na wierzchołku xD), tym samym do członu drugiego mieli nieco obszerniejszy łuk w prawo, niemniej jednak nie stanowiło to dla pary problemu dzięki sprawnemu odbudowaniu tempa i płynnemu skróceniu przed następnym, wąskim frontem. Dłuższy odcinek do piątki posłużył nie tylko dłuższemu odciążeniu pleców Savera, ale też wyrobieniu dobrego czasu, co w przypadku konia o długich nogach przychodziło o wiele łatwiej i wiązało się też z mniejszym wysiłkiem niż u mniejszego kopytnego. Tak czy siak byli dobrze w czasie i kiedy w zasięgu wzroku pojawił się kolejny wąski front, mężczyzna bez wahania wziął Savera wyraźniej na siebie, zwalniając go przy tym sprawnie, acz nieprzesadnie. Stonowane kolory wbrew pozorom mogły sprawić więcej problemu, bo łatwiej tu było o wtopienie się ich w neutralne tło, niemniej doświadczony ogier ku zadowoleniu właściciela nie zignorował przeszkody i po oddaniu nad nią pewnego skoku panowie mogli podążyć wzdłuż wytyczonego zakrętu do szóstki, będącej praktycznie kopią piątki i podobnie jak ona, nie okazała się wyzwaniem dla tego duetu. Następny odcinek galopu był już wyraźnie dłuższy i w gestii Luke’a znalazło się podtrzymywanie żywego tempa galopu przy jednoczesnym nakłanianiu WKKW’isty do pozostania w okrągłej sylwetce, tak, aby nie szedł spięty ani nie marnował swojej cennej energii na walkę o jeszcze żywsze tempo, bo o ile na chwilę obecną miał spory zapas sił, tak pod koniec trasy mogło to wyglądać różnie i lepiej nie szarżować już na początku. W końcu po wyraźniejszym łuku ich oczom ukazała się siódemka. Tutaj zawodnik nakierował kopytnego na lewą stronę przeszkody, bo łagodna krawędź podwyższenia gałązek sprawiała o wiele bardziej przyjazne wrażenie niż jasno ograniczona prawa strona. Oprócz dość precyzyjnego nakierowania nie miał może wiele do roboty, odważny i chętny do skoków ogier nie potrzebował wielkiej motywacji ze strony swojego jeźdźca, niemniej ten sprawował pieczę nad wyborem dogodnego tempa, miejsca do wybicia oraz siły impulsu. Dość podobnie wyglądająca ósemka nie pozostawiała już możliwości wyboru i zawodnik z taką samą precyzją wycelował ich tor ruchu pomiędzy białą i czerwoną chorągiewkę, a następnie zmotywował karusa do wybicia. Kolejny konkretny odcinek galopu doprowadził ich do bardziej zabudowanej, stałej konstrukcji, przed którą jednak ani Sugarman, ani jego podopieczny nie odczuwali obaw. Pewne dojście pod dziewiątkę i zdecydowany impuls zapewniły im przykładny skok i umożliwiły dalsze płynne poruszanie się po trasie z zadowalającą prędkością. Dopiero przed dziesiątką, do której też mieli kawałek, brunet zaczął działać na rzecz wyciszenia tempa i skupienia ogiera na niewielkiej przeszkodzie, nad którą trzeba się było zmieścić, podobnie jak nad stojącym w niedużej odległości niezbyt łatwo wyglądającym cornerem. Jego mniej zabudowana konstrukcja groziła wydawała się odstraszająca przez swoją „widelcowatość”, no chyba, że to tylko skojarzenie w głowie Luczka – ok, chyba na pewno, bo w swoim rumaku jeździec nie wyczuł wahania ani w pierwszym, ani w drugim przypadku, także niedociągnięcia z jego strony zostały zatuszowane przez dzielnego konia. Zostawiwszy je za sobą zawodnik postawił na odbudowanie mocnego galopu w dystansie do dwunastki, a że była to „po prostu” hydra, nie zrobiła wrażenia na nim, ani na jego podopiecznym. Zachował się tak jak zwyczajowo przed wyższą stacjonatą, biorąc go na siebie i wyciągając foule pod górę, kiedy na kilka przed wrócił z ciężarem w siodło. Skoro skok został oddany pomyślnie, utrzymując tempo udali się do następnej przeszkody, tym razem bardzo szerokiej, o czym brunet wiedział odkąd rano pieszo oglądał całą trasę. Mając trzynastkę w zasięgu wzroku wyraźnie popchnął Savera do przodu, chcąc, by ten się wydłużył i w efekcie był w stanie oddać długi skok nad drewnianą konstrukcją. Następnie, kierując się wyznaczoną przez taśmy trasą, galopowali po obszernym łuku w prawo , co przybliżało ich tylko do czternastkowej kombinacji. Jako, że wszystkie trzy człony były wąskie, wyraźnie wyciszył tempo galopu jeszcze przed pierwszym z nich, który osobiście uznawał też za najprostszy. Po pomyślnym skoku nad białym płotkiem zbliżali się do kolejnej przeszkody wymagającej dłuższego skoku, niemniej ze względu na skokowe umiejętności ogiera i jego rozmiary nie zmienił znacząco tempa, tylko na kilka foule przed nią poprosił o wydłużenie się. Bezpośrednio przed biało-niebieską konstrukcją posłał mu energiczny impuls i w locie nie zakłócał balansowania, tak aby bezpiecznie wylądować i w skupieniu zwolnić jeszcze, kiedy najeżdżali na ostatni człon. Jednocześnie przytrzymywał karego i pchał go do przodu, tak, aby nie szarżował na przeszkodę, bo jeszcze by się skończyło nietrafieniem w nią. A tak, dzięki koncentracji i spokojowi mogli sobie pozwolić na bardzo dobrą precyzję w najeździe i tym samym zaliczenie przeszkody, nad którą oddali płynny skok. Dalej galopując na powrót w mocnym ale rozsądnym tempie przybliżali się stopniowo do piętnastki. Bez szczególnej zmiany prędkości, za to na pewno po kilku półparadach i daniu karemu możliwości zmierzenia jej wzrokiem, dotarli pod następną drewnianą konstrukcję by i nad nią oddać udany skok i ponownie udać się na nieco dłuższy odcinek nieprzerwanego galopu aż w końcu oczom mężczyzny ukazała się nie za wąska hydra. Bez wahania podprowadził kopytnego do wybicia nad nią, uprzednio nieznacznie uspakajając galop. Podobny zabieg przeprowadził przed siedemnastką, uroczą miniaturką parkurowych okserów, która nie była dla nich żadnym wyzwaniem i wymagała tylko, jak wiele przeszkód na tej trasie, precyzyjnego najechania, o które brunet się postarał i dzięki temu doszło do pewnego skoku. Po nim jednak nie mieli zbytnio wytchnienia, bo już zaraz wjechali do wody, przed którą Luke asekuracyjnie zwolnił podopiecznego, nie dając mu jednak pretekstu do wyhamowania i tym samym zaraz znaleźli się przed jednym z dwóch wąskich frontów. Zdecydowany sygnał do wybicia ze strony jeźdźca zaowocował pomyślnym wyjściem ogiera do góry, tak że przeleciał pomiędzy białą i czerwoną chorągiewką, czyli tak, jak być powinno, i tak jak to się też stało na dziewiętnastce. Zaraz też lekkie zagłębienie, w którym zgromadzona była woda, zakończyło się, a panowie wygalopowali na suchy ląd by następnie bez mrugnięcia okiem raz jeszcze skoczyć kolejnego mini-okserka i po lądowaniu w galopie na lewo udać się na obszerną pętelkę do kolejnej konstrukcji.
[ 1 - 20 ]Saver - 2019-07-19, 22:54
LUKE SUGARMAN & SAVER - WKKW 4* - PRÓBA TERENOWA
No widzisz ! Kup Savera od razu polubisz WKKW i próby crossowe, to chyba jakieś hasło przewodnie powinno być czy coś. Kary może nie był championem w swoim fachu, ale doświadczenia czy sukcesów odmówić też nie można mu było. Oboje się dalej rozwijali w tej dyscyplinie i klasie, a wspólne starty i treningi dobrze wpływały na ich osiągnięcia. Po solidnej rozgrzewce wraz z właścicielem pojawił się na linii startu, gdzie oczekiwali sygnału do startu. Wraz z dzwonkiem oraz pomocami od właściciela przeszedł do energicznego galopu z zadu naprzód, kierując się na pierwszą z przeszkód która była w zasięgu ich wzroku. Kary dał się spokojnie doprowadzić do "stacjonaty", wychodząc do skoku w wybranym przez jeźdźca miejscu i od razu złożył kończyny pod siebie. Odpowiedni balans ciała w locie nad przeszkodą, zaowocował miękkim lądowaniem na czysto po drugiej stronie. Odjechali spod przeszkody wracając do energicznego tempa wraz z okrągłą foulą na wprost, by wyjechać zaraz zakręt do drugiej przeszkody. Kary bez cienia wahania na widok przeszkody dojechał do miejsca wybicia, wychodząc po sygnale od Luka do skoku i przefruwając nad przeszkodą na czysto. Jadąc dalej ową trasą pojechali na wprost, by przejechać następnie przez mocniejszy łuk i wyjechać na przeszkodę numer trzy dzięki temu. Z racji konstrukcji trochę technika najazdu się zmieniła, a że Saver ufał Lukowi to bez trudu poszerzył swoją foule i mocno zaatakował przeszkodę. Pokonał ją jednak wbrew pozorom w dobrym stylu, a co ważniejsze bez większego problemu. Po lądowaniu za nią odjechali spod przeszkody, kierując się po łagodnym łuku na pierwszą kombinację 4ab. Faktycznie musieli się teraz mocno napracować, ponieważ karosz należał do dużych koni i skoki nad wąskimi przeszkodami nie należały do prostych. Poza tym coś sugerujesz? To wszystko to mięśnie ! Finalnie najechali na pierwszy człon tak, aby jednak skakać nie do samego czubka trójkątnej konstrukcji, tylko by lądować za jego bokiem. Dzięki temu po pokonaniu przeszkody do drugiego członu mieli więcej miejsca po łuku na prawo, ale to wszystko ze sobą grało wraz w parze z skróceniem do tego wąskiego frontu. Kolejno czekał ich dłuższy odcinek do piątki, gdzie Saver poprzez dodanie w tempie niewielkie ale jednak nadrabiał jakże potrzebny czas. Naturalnie miał obszerną foule i nie musiał się przesadnie spieszyć, ale co będą mieli w zapasie to będą mieli nie? W końcu jednak piątka się im ukazała, dlatego w dojeździe do niej Saver się podniósł oraz wyrównał tempo poprzez lekkie zwolnienie i skupił się na skoku nad nią. Mimo jasnych kolorów Saver wsłuchał się we właściciela, dojechał do przeszkody i pokonał ją bez problemu. Po lądowaniu natomiast za nią skierowali się po zakręcie do szóstej przeszkody, która była niemal kopią piątki. Podobnie jak tamta przeszkoda i ta pokonania została bez problemu. Kolejny odcinek trasy do siódemki ponownie był nieco dłuższy, więc para galopowała nieco żwawiej do ów przeszkód. Jednak nie pędził na łeb na szyję, zachowując siły na resztę trasy. W końcu po wyjechaniu łuku zobaczyli siódemkę, by dojechać bardziej do jej lewej strony i tam wyszedł do skoku nad przeszkodą. W locie wykonał baskil nad przeszkodą, by po lądowaniu spokojnie dojechać do podobnie wyglądającej ósemki. Tam wybrali również opcję z niższym krzakiem jak przy poprzedniej przeszkodzie, by i ją pokonać na czysto. Po lądowaniu skierowali się dalej ku dziewiątce, która była drewnianą konstrukcją i to bardziej stałą. Pewnie ta para dojechała pod przeszkodę, gdzie w wybranym miejscu przez Luka wyszła do skoku nad nią i tam Saver ponownie wykonał w locie nienaganny baskil. Po lądowaniu odeszli spod przeszkody i skierowali się na dziesiątkę, która znowu należała do tych drobnych. Jednak facet odczuwał niepokój drobny, jednak nie potrzebnie. Saver pewnie, spokojnie i uważnie dojechał do dziesiątki którą pokonał bez trudu. Po lądowaniu za nią w skupieniu i zaangażowaniu dojechał do stojącej nieopodal jedenastki i ją również pokonał w doskonałym stylu. Po pokonaniu owej przeszkody powrócili do mocnego tempa i skierowali się na dwunastkę. Przyjrzał się krótko przeszkodzie w dystansie do niej, by spokojnie dojechać do miejsca wybicia z podniesieniem się do przeszkody. Saver bez wahania wyszedł do skoku nad przeszkodę, pokonując tą zwykłą hydrę od tak. Utrzymując mocne tempo sprzed przeszkody udali się na kolejną z nich - 13, która była bardzo szeroka. Wraz z pomocami od chłopaka ogier poszerzył swoją foule i zaatakował przeszkodę mocniej, by przelecieć nieco dłużej nad tą konstrukcją w powietrzu. Wraz z tasiemkami pojechali dalej po trasie w kierunku czternastki, skierowali się do niej po łuku w prawo na szereg 14abc dokładniej mówiąc. W dystansie do owych chudych trzech członów, uspokoili nieco tempo i je wyrównali. Pierwszy skok nad białym płotkiem odbył się pomyślnie, oni już się skupili nad oddaniem skoku nad członem B wyglądającym jak domek czy coś w kolorze jasnoniebieskim. Na krótko przed odskokiem poszerzył lekko swoją foule i dodał w tempie, by oddać kolejny długi skok nad przeszkodą z poprawnym baskilem w locie w wykonaniu karosza. Po lądowaniu za owym członem Saver wyraźnie się skrócił i podniósł do ostatniego członu, by spokojnie rozjechać do niego dystans i wyjść w odpowiednim miejscu do skoku nad nim. Udało się im i tą przeszkodę pokonać, a po lądowaniu za nią pogalopowali dalej naprzód w kierunku piętnastki. Poruszali się do niej niezmiennym tempem, by w końcu dotrzeć do ów drewnianej konstrukcji na kilka foule przed nią. W skupieniu i zaangażowaniu dojechali do miejsca wybicia, by oddać nad nią czysty i poprawny skok. Do szesnastki czekała ich ponownie nieco dłuższa droga, ale w końcu ich oczom ukazała się nie za wąska hydra. Saver dał się pewnie podprowadzić pod przeszkodę przez Luka z uspokojeniem tempa i podniesieniem się lekko do przeszkody, by wyjść nad nią do skoku i wykonać w locie baskil. Podobnie zachowali się w stosunku do siedemnastej przeszkody, która była kolejna na ich trasie. Po lądowaniu za mini okserem, w galopowali zaraz do wody i skierowali się przez nią na osiemnastą przeszkodę. Galopował energicznie przez zbiornik, jednak nie pędząc na złamanie karku. Dojechał tym samym do jednego z wąskich frontów, by wyjść do skoku nad nim i zgrać się z ruchem właściciela podczas lotu. Tak samo skoczył nad dziewiętnastą przeszkodą, by po lądowaniu za nią i po kawałku wody który jeszcze przejechali, wyjechać na suchy ląd i skierować się dalej na dwudziestkę. Przeszkoda wyglądała jak przed momentem mini okser, a z racji tego że znali się z tą przeszkodą już, to skoczyli nad nią na czysto.
W trakcie galopu przez las ogier zdołał trochę ochłonąć i złapać oddech, co z kolei pozwoliło mu się odrobinę zregenerować. Mieli przed sobą trudniejszą część trasy, więc taki odpoczynek bardzo im się przydał. Opuszczając las skierowali się na piętnastkę, złożoną z dwóch cornerów. Była to zdecydowanie ich słabsza strona, ale mimo to oboje podjęli wyzwanie i precyzyjnie dogalopowując do pierwszego członu oddali dokładny skok. Tuż po nim wykonali pięć okrągłych kroków galopu, po których raz jeszcze oddali skok przez corner, tym samym kończąc tą trudną kombinację na czysto.
Zostawiając ją daleko za sobą znów mieli okazję mocniej pogalopować, choć czas uciekał im nieubłaganie i niestety istniało ryzyko, że nie wyrobią się w tak sztywnych normach. Mimo to woleli zaryzykować punktami karnymi za czas zamiast wywrotką na którejś w przeszkód.
Docierając do przeszkody szesnastej znów musieli dać na wstrzymanie i bardziej skupić się na samych przeszkodach niż na tempie. Nad szesnastką oddali poprawny skok, niestety do siedemnastki zaliczając bardzo słaby zakręt, przed który ogier stracił równowagę i w trakcie skoku wyraźnie zahaczył tyłami o przeszkodę. Na szczęście zdołał się wyratować, niestety kosztem czas, mimo to osiemnastkę pokonali dokładnie pamiętając o błędach sprzed chwili.
Po tej intensywnej kombinacji znów próbowali odrobić straty w dystansie, choć sam galop przez las był przyjemny to jednak nie trwał długo. Przy opuszczaniu lasu czekała na nich dziewiętnastka w postaci kłody z hydrą, która jednak nie wywarła na ogierze większego wrażenia.
Pokonując ją jeszcze przez chwilę galopowali do dwudziestki, która rozpoczynała wodą kombinację przeszkód. Przeskakując ją śmiało Frisk wiedział, że zaraz czeka na niego woda, do której wesoło wbiegł tuż po pokonaniu przeszkody. Chętnie galopując nie robił sobie nic z tego, że woda chlapie we wszystkie strony. Przyjemne orzeźwienie, jakie go spotkało tylko bardziej zmotywował go podkręcenia tempa.
Przeszkodę z numerem 21 stojącą na środku zbiornika zaatakował chętnie i pokonał ją bez najmniejszego problemu, choć musiał włożyć w to sporo siły. Tuż po niej czekała na nich kolejna przeszkoda umiejscowiona w wodzie, ale ona także została pokonana bez zawahania. Tuż po niej wyjechali z wody i mocno galopując w dystansie dotarli do 23 przeszkody, tym razem zupełnie standardowej i pokonanej przez Siwka bez najmniejszego problemu. Mając tuż obok drugi zbiornik wodny wykonali zakręt i skierowali się na przeszkodę, za którą czekała na nich woda. Widząc wodę Friksk szedł bez zastanowienia, dlatego człon A kombinacji z numerem 24 został pokonany bezbłędnie podobnie jak człon B, mający nieco bardziej finezyjny kształt, który jednak nie wywarł wrażenia na Frisku. Śmiało idąc na przeszkodę oddał solidny skok i kontynuował dalej galop mocnym tempie do przeszkody z hydrą. Był to człon A dwudziestej piątej przeszkody i wymagał ponownie sporo skupienia, finalnie został pokonany poprawnie, dzięki czemu najazd do wąskiego frontu będącego członem B był równy i na odpowiednią ilość foule, co z kolei znów poskutkowało dokładnym skokiem nad przeszkodą.
Galopując po lekkim łuku w dystansie minęli drogę i pokonali bez najmniejszego kolejną, 26 przeszkodę, pozostawiając ją jednak daleko w tyle i kierując się na bardziej wymagającą kombinację z numerem 27. O ile pierwszy człon pokonali gładko, to do drugiego Naomi musiała go mocniej przytrzymać i skrócić. Ta konsekwencja sprawiła, że Frisk oddał okrągły skok, po którym pozostała im już tylko ostatnia przeszkoda.
Galopowali do niej żwawo, ale nawet pokonując ją sporym susem nie zdołali zmieścić się w czasie. To niestety odbiło się na końcowym wyniku, ale mimo to mogli być z siebie dumni. Pokonali wszystkie przeszkody bez większych problemów kończąc cross w naprawdę dobrym stylu.
Oddychając głośno przyjął pochwały od właścicielki i otrzepał się cały czując jak jego mokre cielsko dopiero teraz może ochłonąć.
/15-28Augustus - 2019-07-20, 01:34
AUGUSTUS STRYDER & DIRTY VIBE - WKKW ENTRY
Po prawidłowym przeskoczeniu dziewiątki poklepał karego krótko po łopatce, nieco dalszy dystans wykorzystując do tego, żeby lekko podgonić czas. Co prawda nie mógł pozwolić sobie na pełne rozwinięcie prędkości, zarówno przez deszcz, jak i fakt, że przed nimi było jeszcze sporo metrów do przejechania. Najważniejsze w końcu było dla niego dobro ogiera. Na razie jechał w lekkim półsiadzie w pozycji lekko pochyłej, a więc i bardziej aerodynamicznej, bo w takich momentach liczyły się przecież każde szczegóły. Kiedy tylko dostrzegł dziesiątkę na horyzoncie, półparadami zaczął ubierać się o uwagę konia, parę metrów dalej także wracając w siodło. Zadbał o najazd prostopadły, a także dosiadem starał się nieco przytrzymać Dirte, motywując tak bardziej okrągły galop. Wycofał ramiona, chwilę potem dając łydkę. Wyczekał ruchu zwierzęcia, zaraz także wstając z siodła i stając w strzemionach, które obciążył w miarę równomiernie, swoją wagę chcąc przełożyć na nie, a nie grzbiet konia. Na szczęście udało im się przeskoczyć dziesiątkę bezproblemowo, chociaż Stryder nie miał czasu chwalić za to konia - zaraz znowu wypchnął go do mocniejszego galopu. Jednak już parę metrów dalej Dirty nieoczekiwanie zwolnił, wprawiając przez to Augustusa w zatroskanie, kiedy zaczął wyraźnie iść sztywniej na jedną nogę, a przy tym nie kulejąc. Chłopak postanowił zachować zdrowy rozsądek i jeżeli ogier dalej wykazywał się taką sztywnością, to nawet zwolnił go na chwilę do kłusa. Nie sądził, że miała być to jakaś kontuzja, w końcu lądowaniu nie towarzyszyło żadne poślizgnięcie czy potknięcie, podobnie jak galopadzie dalej. Vibe jednak zaraz znowu go zaskoczył, wracając stopniowo do poprzedniej formy, chociaż dalej nie uspokajając chłopaka w stu procentach, który teraz podejrzewał jakiś krótszy skurcz. I mimo że za chwilę znowu zagalopowali, tak tym razem utrzymywał go w dużo wolniejszym tempie, tak gdyby wierzchowiec dalej odczuwał jakiś dyskomfort. Nie zdawał się jednak stawiać już takiego oporu, szczególnie, kiedy pojawiła się przed nimi kolejna przeszkoda. Swoim wyglądem nie wykraczała bardzo spoza innych, ale kto tam wie tego karego zjeba - w razie czego Gus wrócił w siodło, znowu zabiegając o jego uwagę i zamykając go w pomocach, aby na równych wodzach doprowadzić do jedenastki, która wymagała skoku bardziej w dal, co było im dość po drodze przy nieco mocniejszym tempie galopu. Wybrał dla konia najlepsze miejsce do oddania skoku, które zaakcentował łydką, po chwili wraz z nim przechodząc do półsiadu, w trakcie czego oddał mu elastycznie rękę. Myślami był jednak przy następnej przeszkodzie, która budziła w nim największe obawy jako przeszkoda typowo wodna. Doskonale pamiętał, w jaki sposób Dirty zareagował na wodę nad morzem i jak niechętny był, wręcz się jej bojąc. Jego obawy dlatego były dość mocno uzasadnione - pocieszał się co najwyżej tym, że nie było tam żadnej przeszkody do skakania, a jedynie zbiornik wodny do przebiegnięcia, i to całkiem niewielkie. Niemniej tym razem szybciej wrócił do siodła i rozpoczął kolejną serię półparad, które tym razem miały na celu odwrócić uwagę konia od tej większej kałuży, a skupić na jeźdźcu. W zasadzie i tak byli już cali mokrzy, więc dla karego nie powinien być to taki szok. Ponadto Augustus pomógł sobie palcatem, przykładając go do łopatki konia, aby w ten sposób utrudnić ucieczkę w bok. Jego wielkie dziecko wykazało się mimo wszystko sporą odwagą, wbiegając w wodę bez większych oporów, chociaż za to miał go pochwalić dopiero dalej. Mając lekki problem z utrzymaniem równowagi w takich warunkach w półsiadzie, na moment wrócił w siodło, czując się tak zwyczajnie bezpieczniej, choć nie trwało to długo, bo wraz z powrotem na suchy ląd znowu podniósł tyłek. Pochwalił entuzjastycznie podopiecznego, nad którego szyją lekko się pochylił, żeby poklepać go po łopatce i szyi w ramach nagrody.
Przed nimi było kolejnych blisko sto metrów czystego galopu, gdzie Augustus znowu przyłożył większą uwagę do tego, czy Dirty czuł się z tym komfortowo, będąc gotowym nawet zrezygnować z kontynuacji trasy dla jego dobra. W porównaniu z całą trasą byli już prawie na ostatniej prostej, mając przed sobą ostatnie cztery przeszkody i jeden dłuższy dystans. Do trzynastki dojechali bezproblemowo, równie gładko się rozprawiając z jej pokonaniem. Osiemnastolatek znowu pomógł karusowi w ocenie optymalnego miejsca do odbicia, wkrótce zabierając się z nim do lotu. Galopowali akurat przy jednej z ulic, a mimo odcięcia się od niej krzakami, hałas z niej dalej do nich dochodził, co też wpływało na skupienie karusa, który i bez tego zdawał się być dość rozkojarzony. Z tego powodu Augustus nieco go ponaglił, wkrótce znowu wjeżdżając na bardziej zalesiony teren, a także oddalając się od jezdni i zyskując chwilę spokoju. O ile o spokoju można było mówić przy tym przejeździe, gdzie im obu towarzyszyło wiele emocji. Drzewa przyniosły im też ulgę pod podstawą częściowego schronienia przed deszczem, który dawał się we znaki. Zapewne, gdyby nie czerwona flaga, która wkrótce zamajaczyła mu przed oczami, Augustus nie zwróciłby większej uwagi na następną przeszkodę, która zdecydowanie nie wyróżniała się z otoczenia. Nie chcąc, aby Dirte powtórzył jego błąd, zadziałał delikatną półparadą, podchodząc do tej przeszkody dość lekceważąco. Nie wracał więc w siodło ani nie przytrzymywał go, z pełnego galopu zachęcając do oddania skoku, naturalnie znowu zgrywając się w nim z nim. Przesunął nieznacznie nadgarstki do przodu na tyle, ile potrzebował Vibe dla pełnej wygody. Wzrokiem już podążył do kolejnej przeszkody, która była niewiele trudniejsza, niemniej wymagająca odrobinę więcej precyzji. Dlatego tym razem nie pozwolił czterolatkowi się zbyt rozpędzać, utrzymując go w mocno pośrednim tempie i też w takim doprowadzając go do piętnastki. Wycofał ramiona i wyprostował go, upewniając się też, że prowadzi go na równych wodzach, które zaraz oddał w lekkim półsiadzie w trakcie lotu nad jej konstrukcją. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech w związku z praktycznie samym finiszem, w przedostatnim odcinku pozwalając sobie na to, żeby galopować nieco mocniej. Co prawda i tak przekroczyli normę czasu tak, że naprawianie tego było niemożliwe, ale nie zmieniało to jego wewnętrznej potrzeby lekkiego pościgania się. Szczęśliwie szesnastka także była dość niska, więc nie musiał go znowu skracać, a jedynie na chwilę wrócił do pełnego siadu, aby zaakcentować miejsce odbicia i znowu podnieść tyłek z siodła. Czując serce już jakoś w gardle, tuż po wylądowaniu mocno popędził Dirty'ego do przodu, samemu zgrabnie i resztką sił pozostając w półsiadzie. Pochylił się nad nim i oddał mu wodze, przez te parę ostatnich metrów czując się jak na prawdziwym koniu wyścigowym - w końcu tor nie był już dla niego nowością! Aplauz zebranej publiczności jedynie go zmotywował do tego, a wraz z przekroczeniem mety wydał z siebie okrzyk radości. Zaraz wprowadził karego na koło, na którym stopniowo go zwalniał do kłusa, ciągle nie mogąc przestać się uśmiechać. Przejazd nie był może i perfekcyjny, ale jak na cross na koniu pokroju Dirty'ego, Augustus był najdumniejszy z niego na całym świecie. Już kłusem zjechali na rozprężalnię, gdzie oddał mu wodze, domyślając się, że ogier był na tyle zmęczony, aby nie wymyślać. Sam wręcz położył się na jego szyi, mamrocząc mu na ucho, jaki to świetny nie był i jak to go nie kocha. Wkrótce jednak zatrzymał go, a zdjąwszy sprzęt i schłodziwszy nogi, rozstępował w ręku, wcześniej jeszcze upewniając się u weterynarza, czy poprzedni kłopot na trasie był rzeczywiście tylko niegroźnym skurczem.
Gdy od startu dzieliły je praktycznie sekundy, Naomi podjechała stępem w pobliże boksu startowego. Uważnie wsłuchując się w odliczanie, czekała na moment, w którym mogłaby wysłać klacz do galopu i ta chwila wkrótce nastąpiła; wraz z otrzymaniem sygnału do startu, Eaton zagalopowała na prawo i od razu uniosła biodra znad siodła, trzymając mocne oparcie na strzemionach. Zachęciła Dark do nabrania tempa, z czym nie miała większego problemu, biorąc pod uwagę jej predyspozycje rasowe. Na początku trasy była także świeża i pełna energii, na co Nao musiała jednak uważać, żeby nie popełnić żadnego błędu. Właśnie ze względu na to stosowane przez nią pomoce były trochę wyraźniejsze, bowiem śmiem twierdzić, że w emocjach Dark była skłonna zignorować delikatniejsze sugestie. Nie było tu zresztą miejsca na takie rozważania - klacz musiała się bezwzględnie podporządkować, bo błąd mógł być tragiczny i bolesny w skutkach. Tym samym, gdy ich oczom ukazała się pierwsza, standardowa przeszkoda, Nao lekko wyregulowała tempo galopu, wpływając półparadami na reakcję klaczy. Lekko ściągnęła łopatki i wzięła gniadą na siebie, nie pozwalając jej wpaść w przeszkodę, która wymagała starannego wejścia w odskok i okrągłego skoku. Wskazała jej miejsce odbicia, a gdy folblutka oderwała się od ziemi, Naomi podążyła za jej ruchem przechodząc do półsiadu. Swoim zwyczajem jednak nie wychylała się za mocno w przód, woląc pozostać w stosunkowo bliskim kontakcie z siodłem. Tuż po wylądowaniu ponownie zachęciła Princess do przyspieszenia, pomagając jej sprawnie odejść spod przeszkody i kontynuując jazdę w półsiadzie. Do kolejnej przeszkody na szczęście miały trochę przestrzeni do pogalopowania. Naomi uznawała galop Dark za spory atut, ale jednocześnie nie mogła się doczekać, aż ta spuści z siebie pierwszą parę i stanie się uważniejsza. Przeszkody były nieduże, mierzyły ledwo ponad metr, ale nie wybaczały błędów, więc Nao ich nie lekceważyła. Co prawda bez potrzeby nie siadała w siodło przed przeszkodą z dużym wyprzedzeniem, bo zwykle wystarczało, że tylko trochę cofała plecy i podnosiła gniadą, ale to nie zmienia faktu, że uważnie liczyła każdy krok podczas najazdu i reagowała, gdy była taka potrzeba. Pokonawszy dwójkę, dalej galopowała po rozległej, wykoszonej trawie, mijając po drodze przeszkody z innych klas. Dobrze pamiętała swoją trasę, a taką przynajmniej miała nadzieję; wiadomo - w emocjach różne rzeczy się zdarzają. Szukała więc wzrokiem trzeciej przeszkody. Podjeżdżając do niej, celowała w sam środek i nie przeszkadzała Dark czując, że ta sama ciągnie do przeszkody i wie, co ma robić. Niemniej wskazała jej miejsce odbicia, a potem zgrała się z jej ruchem, by po wylądowaniu płynnie odejść spod przeszkody i dalej biec wyznaczoną trasą. Czwarta przeszkoda mogła sprawić problemy ze względu na kolory, ale to raczej w przypadku zielonego konia, który stawiał pierwsze kroki w tej klasie. Dark była raczej niewzruszona, choć podczas najazdu Naomi dla pewności domknęła ją dołem i w korytarzu z pomocy podjechała pod samą przeszkodę, skąd folblutka odbiła się w odpowiedzi na łydkę.
Tak naprawdę zareagować musiała dopiero podjeżdżając do kombinacji przeszkód 5ab (na planie 5 i 6), jako że między dwoma członami było wąsko. Żeby zapobiec wyłamaniu, Naomi zawczasu zaczęła skracać galop, mocniejszymi półparadami na zewnętrznej wodzy lekko przyhamowując. Jednocześnie usiadła w bliższym kontakcie z siodłem i skrupulatnie podpierała gniadą w łydkach, dzięki czemu podtrzymała zaangażowanie zadu i dynamikę, niezbędne do oddania płynnego skoku nad pierwszymi beczkami, które zdecydowała się skoczyć po lekkim skosie. Po wylądowaniu doprowadziła Princess do drugiego członu i powtórzyła skok, a po nim pochwaliła krótko klacz i kontynuowała galop do siódmej przeszkody, w dystansie odrabiając czas, który się rozciągnął podczas pokonywania wspomnianej kombinacji. Z zakrętu na prawo wyjechała na wprost siódmej przeszkody, w najeździe do której wyprostowała klacz i zamknęła w korytarzu z pomocy. Po pokonaniu siódemki kontynuowała galop z prawej nogi na ósmą przeszkodę, która przez białą górę mogła być gorzej widoczna dla klaczy. Z tego względu Naomi nieco wzięła ją na siebie i podniosła, dając trochę więcej czasu na przyjrzenie się kłodzie, do której ostatecznie dojechała równym galopem i wysłała klacz do skoku. Po nim, w odległości około ośmiu foule, czekała na na nie niemal identyczna przeszkoda, której pokonanie także nie sprawiło parze kłopotu. Po skoku Naomi spojrzała kontrolnie na zegarek wiedząc, że przegalopowały już blisko półtora kilometra, co stanowiło połowę trasy. Jak dotąd miały bardzo dobry czas, co zupełnie nie dziwiło blondynki, biorąc pod uwagę fakt, że póki co więcej było galopowania niż skoków.
Skupiła się więc z powrotem na trasie, która poprowadziła ich ku dziesiątej przeszkodzie, zdecydowanie odstającej wyglądem od dotychczasowych. Mimo wszystko Dark nie powinna w niej zobaczyć niczego wyjątkowo dziwnego. Niemniej Naomi dla pewności mocniej pojechała ją dołem podczas najazdu, pilnując w pomocach i nie pozwalając się skrócić czy wyłamać. Posłała ją do skoku i dosłownie na ułamek sekundy trochę pogłębiła półsiad, wyżej stając w strzemionach by odciążyć grzbiet klaczy w trakcie skoku. Po nim w dalszym ciągu galopowała po prostej w półsiadzie, wzrokiem szukając jedenastej przeszkody, która choć wyglądała imponująco, to de facto nie była bardzo problematyczna dla przygotowanej pracy. Pokonawszy jedenastkę, w pewnym sensie zaczęły zawracać, by wkrótce napotkać na swojej trasie kombinację przeszkód składającą się z dwóch członów. Po pokonaniu pierwszego Naomi zdecydowała się rozjechać linię do drugiego na sześć długich foule, po których weszły w pasujący odskok nad trzynastką, za którą znowu puściły się galopem przed siebie. Dopiero przed kolejnymi przeszkodami Nao lekko uspokoiła tempo, regulując je półparadami i wzięciem gniadej na siebie, bardziej zdecydowanym, jeśli trzeba było. Dzięki temu bezpiecznie doprowadziła Princess do czternastki, po pokonaniu której zmieściła w linii do drugiego członu pięć foule, pilnie je regulując z pomocą półparad i zdecydowanych pomocy.
Dopiero przy kolejnej kombinacji przeszkód, tym razem składającej się z trzech elementów, poczuła że Dark odczuwa zmęczenie. Nie było to zresztą dziwne biorąc pod uwagę długość całej trasy, ilość skoków i prędkość, z jaką należało to wszystko pokonać, żeby zmieścić się w założonej normie czasu. Dlatego też Naomi po skoku na 16c po raz wtóry zachęcająco pochwaliła gniadą głosem, a także krótko klepnęła ją po szyi, starając się zmotywować do dalszego wysiłku. Nie starała się jednak zwiększyć tempa, jako że liczyła się z tym, że muszą równomiernie rozłożyć siły na całą trasę. Kolejne dwie przeszkody, także tworzące jedną kombinację, były raczej zachęcające. Niemniej Naomi nie zlekceważyła ich wiedząc, że między oboma elementami jest dosyć ciasno. Musiała więc pierw zdecydowanie uspokoić galop, w tym celu cofając plecy i wyraźnymi półparadami wpływając na Princess, po czym przed samym skokiem wróciła na moment w siodło. Następnie posłała gniadą do skoku i podążyła za jej ruchem, oddając jej rękę. Po wylądowaniu prędko wróciła w siodło by nie utracić kontroli nad tempem i po dokładnie trzech foule galopu, wykonanych po łuku na prawo, oddały kolejny skok z powodzeniem.
Pokonanie odcinka do następnej przeszkody zajęło im niewiele ponad dziesięć sekund. Pewnie weszły w odskok do dziewiętnastki, za którą Naomi wjechała do wody i dla wygody wybrała alternatywę do drugiego członu (niewidoczną na zdjęciu, ale to taka sama/podobna przeszkoda gdzieś obok, zwykle jest opcja do wyboru) nie chcąc ryzykować ciężkiego najazdu na już lekko zmęczonym koniu. W zamian oczywiście wydłużyło to odrobinę czas przejazdu, ale za to Princess nie miała problemu z pokonaniem owej przeszkody. Podobną decyzję Naomi musiała podjąć przy kolejnej kombinacji składającej się z trzech elementów, ale pierw doprowadziła Princess do 20a i wskazała jej miejsce odbicia, po czym podążyła za jej ruchem i oddała jej rękę. Po skoku nie skracała jej za specjalnie, ale podniosła ją i pokazała jej rów, do którego dogalopowały po 3 foule. Dopiero po długim, ale łatwym skoku nad drugim elementem Nao musiała stanąć przed wyborem i powtórnie wybrała łatwiejszy najazd na 20c, później starając się zrekompensować to sobie podczas galopu w dystansie do 21. Pierw pochwaliła klacz po ostatnim skoku, a potem znowu weszła w półsiad, domknęła ją w łydkach i wysłała z ręki mocniej do przodu. Nie patrzyła na zegarek, ale pogorszenie tempa w drugiej połowie trasy było odczuwalne, więc była świadoma walki z czasem, wynikającej głównie ze wcześniejszych wyborów. Jadąc na jasną, podniesioną kłodę, już z daleka pokazała ją Princess i lekko ją podniosła, na ostatnie trzy foule siadając w siodle by pod kontrolą podjechać pod kłodę i oddać skok z miejsca, które sama wybrała. Następnie odnalazła wzrokiem kolejną przeszkodę, niebiesko-biały stół, będący pierwszą przeszkodą na ostatniej prostej dzielącej ich od mety. Postarała się o prostopadły najazd, żeby nie wydłużać niepotrzebnie lotu nad tą i tak stosunkowo szeroką przeszkodą. Z wybranego przez siebie miejsca posłała klacz do skoku, dając jej łydkę, po czym stanęła wyżej w strzemionach na krótką chwilę przyjmując skokowy półsiad, w którym oddała gniadej rękę, nie tracąc jednak kontaktu z pyskiem. Po wylądowaniu podparła Dark łydką, pomagając sprawnie odejść spod przeszkody i znowu weszła w półsiad. Podjeżdżając pod kolejną przeszkodę lekko wycofała się i nieznacznie skróciła gniadą przed oddaniem skoku, zaś po wylądowaniu w dalszym ciągu dość mocno kontrolowała tempo. Chcąc się wpasować w pięć foule do kolejnego skoku w pewnym momencie domknęła gniadą dołem i lekko ją rozjechała w przód, zachęcając do poszerzenia kroku i tym sposobem podprowadziła ją do drugiego członu i weszła w pasujący odskok zakończony bezpiecznym lądowaniem. Wtedy też dodała lekko do ostatniej przeszkody, którą także udało im się pokonać bez problemów. Po dojechaniu na metę okazało się, że miały nieduże spóźnienie, ale Nao naprawdę już na to nie patrzyła - była zadowolona z tego, że nie popełniły żadnych błędów i poradziły sobie z tym zadaniem. Entuzjastycznie pochwaliła zatem klacz zwalniając ją do kłusa, w którym pozostała przez chwilę do uspokojenia oddechu, by następnie zwolnić do stępa i zabrać klacz "za kulisy".
KONIEC
Brian - 2019-07-21, 12:52
BRIAN DONNEY & CARTHAGO Z - WKKW 3* - PRÓBA TERENOWA cz 1
Nie ma to jak się porwać z motyką na słońce, ale jeśli ktoś ma to robić, to na pewno ja. Carthago był mi koniem niemal zupełnie obcym, pomimo tego, że startowałem już z wieloma końmi, nie tylko ze swojej stawki. Dodatkowo WKKW 3*. Nie pamiętam jakiejkolwiek sytuacji, w której startowałbym w tak wysokiej klasie, chociaż jak wiadomo pamięć płata figle. No ale mniejsza, podjąłem się tego startu z Carthago, bo jego właścicielka nie miała takiej możliwości. Udało mi się go zapakować i oboje dotarliśmy bezpiecznie na miejsce zawodów. Pierwszego dnia jakoś przetrwaliśmy ujeźdżenie, czyli element, z którym radziłem sobie najgorzej, a przynajmniej najmniej pewnie się w nim czułem. Mimo to zmotywowany następnego dnia pojawiłem się w stajni, aby wszystko przygotować do próby terenowej, na końcu prawie, że zachodząc pod boks siwego. Po przywitaniu i przekąsce zabrałem go na myjkę, tam dokładnie wyczyściłem i osiodłałem, a gdy sam byłem gotowy ruszyliśmy na rozgrzewkę. Na początku na luzie, żeby się jakoś dogadać przed startem, Carthago był chyba jednak dzisiaj dobrze dysponowany, co mnie uspokoiło. Rozgrzaliśmy się odpowiednio, przygotowując również pod kątem skoków, tak jednak aby siwemu zostało wystarczająco dużo energii na tor, który też prosty nie był.
Następnie poprowadziłem go na linię startu, bo czas już był na to najwyższy, po drodze przygotowywałem go do ruszenia galopem, wstrzymując go, dopóki nie usłyszałem sygnału do ruszenia. Wtedy szybo dodałem mu łydki z dodatkowym wypchnięciem do galopu, ruszyliśmy na pierwszą przeszkodę. Chociaż przed nami był bardzo krótki odcinek dogadałem się z ogierem co do odpowiedniego tempa - miało być ono energiczne i aktywne, w końcu chodziło też o czas. Nie zapominałem też całkowicie o półparadach, chcąc odpowiednio przygotować siwka do przeszkody, która wyglądała jak kłoda na stojakach. Carth nie wydawał się nią przestraszony, więc pewnie ruszyliśmy na jej środek, gdzie wspomogłem go w znalezieniu najlepszego momentu do wybicia, dodając mu łydkę. Zaczekałem na niego wychodząc za jego ruchem, oddałem mu wodze na kontakcie, przechodząc w półsiad. Do drugiej przeszkody mieliśmy nieco dłuższy odcinek, tym bardziej zachęciłem Carthago do dodania w tempie, zostając w odciążającym półsiadzie. Starałem się też jednak cały czas mieć kontrolę nad tempem siwego, ale też póki co nie dochodziło między nami do żadnych nieporozumień. W pewnym momencie zakręciliśmy w prawo, gdzie nieco dalej znajdowała się przeszkoda, nieco bardziej skomplikowana, przynajmniej z wyglądu. Posłałem Carthowi kilka półparad i podniosłem do dwójki, siadając w pewnym momencie w siodło i wyrównując tempo. I tym razem wybiliśmy się w odpowiednim miejscu, pokonując także dwójkę spokojnie i na czysto. Po lądowaniu zadbałem o powrót do tempa sprzed przeszkody, ruszając z kolei na trzecią przeszkodę, zostając w półsiadzie. Od czasu do czasu posłałem Carthago półparady, po czym znowu zaliczyliśmy zakręt i został nam już bezpośredni odcinek trasy do trójki, którą siwy już mógł sobie obejrzeć. I tym razem wszystko zagrało, wziąłem go bardziej na siebie, znajdując odpowiednie miejsce do wybicia. Po wybiciu z siłą z zadu oddałem mu więcej wodzy, wróciłem w półsiad i wyciągnąłem nadgarstki za jego ruchem, zgrywając się z nim w skoku. Jak na razie z Carthago mieliśmy dobre tempo i czas, przeszkody pokonując na czysto, ale czekało nas ich jeszcze całkiem sporo. Czwórka znów była nieco dalej, więc jak najbardziej pozwoliłem ogierowi jeszcze się rozpędzić, zostając w półsiadzie i czuwając jednak nad tym, żeby nie przesadził z tym galopem. Czwóka była widoczna z daleka, wyglądała dość zwyczajnie, być może gdyby nie jej kolory, ale jak się okazało nie stanowiły one dla siwego problemu. Wróciłem w siodło i wyregulowałem go w tempie, wspomagając go w znalezieniu miejsca do wybicia, dodając mu łydkę. Przeskoczyliśmy na czysto czwórkę, a mój wzrok od razu powędrował do piątej, nieco węższej przeszkody. Podniosłem Cartha po skoku, posłałem mu półparadę, prowadząc dokładnie na środek piątki, nie rozpędzając dodatkowo. Zamknąłem go w pomocach, najeżdżając na środek przeszkody, gdzie i tym razem udało nam się znaleźć odpowiednie miejsce do wybicia, by pokonać i tę przeszkodę. Po odejściu spod niej znowu wypuściłem go do przodu w tempie, bo czekał nas dłuższy kawałek do szóstki.
Zwolniłem go nieco, dopiero będąc już blisko przeszkody, wyjechaliśmy obszerny łuk, w którym podniosłem siwka do szóstki, prostując do przeszkody, która wyglądała jak domek. Posłałem mu jeszcze półparadę, wracając na chwilę w siodło i zamykając go w pomocach, aby wskazać optymalne miejsce do wybicia przez dodanie łydki, od razu po lądowaniu zakręcając lekko po szóstce, zbierając go po oddanym skoku, aby doprowadzić go pod drugi domek, gdzie również wybiliśmy się w odpowiednim miejscu. Można powiedzieć, że zakręciliśmy "kółeczko", przecinając drogę, po której galopowaliśmy kilka sekund temu do szóstki i ruszyliśmy dalej, chwilowo po prostej, na ósemkę. Przez większość czasu ten odcinek galopowaliśmy po prostej, co sprzyjało dobremu tempu. Pozostałem po lądowaniu w półsiadzie, prowadząc Carthago pewnie i energicznym tempem do ósemki, zwalniając go minimalnie w zakręcie, w którym podniosłem go nieco do ósemki, po naprostowaniu dodatkowo regulując tempo, wysłałem mu półparadę, wróciłem w siodło, by mieć nad siwym większą kontrolę, zamknąłem go w pomocach i wspomogłem w odnalezieniu najlepszego miejsca do wybicia, dodając mu łydkę. Oddałem mu w skoku odpowiednią ilość wodzy przy szyi, prezentując prawidłowy półsiad i nadążając za jego ruchem. W ten sposób na czysto i w całkiem niezłym tylu pokonaliśmy ósemkę, znowu stopniowo nabierając tempa. Teraz czekał nas szereg 9abc, więc z większą rozwagą pilnowałem jego tempa, posyłając mu częściej półparady. Gdy 9a znajdowała się przed nami wziąłem go bardziej na siebie, wróciłem w siodło i zamknąłem go w pomocach, doprowadzając na środek 9a, gdzie wskazałem mu najlepsze miejsce do wybicia. Wybicie wyszło energicznie, skok był nieco spłaszczony, jednak bez problemu pokonaliśmy 9a i od razu skoncentrowałem się na 9b, która była drobną i wąską przeszkodą, takim skokiem "przez jelenia". Precyzyjnie nakierowałem ogiera na przeszkodę, wyrównując w tempie, by po chwili na czysto nad nią przelecieć. Od razu wbiłem wzrok w 9c, przygotowując Cartha do tej przeszkody podobnie jak do poprzedniej, biorąc go bardziej na siebie, zamykając w pomocach i wysyłając do skoku, i tym razem udanego.
Po odjeździe pod 9c postarałem się znowu o powrót do tempa sprzed przeszkody, które to tempo było przecież całkiem dobre. Zostałem w odciążającym półsiadzie, w razie potrzeby działając ograniczająco, jeżeli Carthago z tym tempem przesadzał, posyłałem mu półparady. Ruszyliśmy na dziesiątą przeszkodę, w zasadzie na 10ab. Zbliżając się do 10a podniosłem go do przeszkody, naprostowałem, precyzyjnie prowadząc go na środek przeszkody, by wrócić w siodło i zamknąć go w pomocach, posłałem mu jeszcze półparadę i wspomogłem w znalezieniu miejsca do wybicia, dodając łydkę. Po wybiciu oddałem mu wodze na kontakcie, wróciłem do półsiadu, prezentując odpowiednią sylwetkę na jego grzbiecie i wyszedłem za jego ruchem. Wzrok od razu wbiłem w 10b, która wyglądała niemal identycznie, była jedynie ozdobiona po bokach żywopłotem. Podniosłem Cartha po skoku, wcześniej wracając w siodło i zamykając go w pomocach, bo do 10b było blisko. I tym razem udało nam się znaleźć odpowiednie miejsce do wybicia, by pokonać także 10b na czysto. I tym razem nie rozgalopowywałem Cartha za bardzo, zostając w dotychczasowym mocnym tempie, jedenastka nie była tak daleko. W tym czasie niestety z wiszących od dłuższego czasu deszczowych chmur rzeczywiście coś zaczynało padać, ale na razie był to drobny deszczyk. Pewnie najechaliśmy na środek niedużej, wąskiej przeszkody, dodałem mu łydkę do wybicia we właściwym miejscu, a następnie oddałem mu wodze przy szyi, wróciłem w półsiad i zaczekałem na niego, aby zgrać się z nim w tym skoku. Jedenastka nie sprawiła nam żadnych problemów, tak więc ruszyliśmy dalej. Do dwunastki czekał nas dłuższy odcinek trasy, więc bez obaw poprosiłem siwego, aby jeszcze dodał w tempie, w czym ta mżawka jeszcze nam nie przeszkadzała. Niedaleko za jedenastką zakręciliśmy w prawo, mniej więcej po prostej ruszając na kolejną przeszkodę. Podczas tego najazdu pilnowałem tempa, wysyłając mu też półparady. Dwunastka przypominała stół, więc gdy się do niej zbliżyliśmy wziąłem ogiera bardziej na siebie, później wracając w siodło i solidnie zamykając go w pomocach, aby precyzyjnie najechać na przeszkodę, wskazując mu optymalne miejsce do odskoku. Carthago wybił się z siłą z zadu i chwilę później mieliśmy tę przeszkodę już z głowy, pokonując ją na czysto i w ładnym stylu.
Wznawiając to całkiem dobre tempo zaraz za dwunastką wykręciliśmy lekki łuk i ruszyliśmy dalej ku 13ab, póki co utrzymując dobry czas. 13a wyglądała całkiem sympatycznie, nawet jeśli nie byłą najłatwiejsza. Podniosłem go do przeszkody, wysyłając jeszcze półparadę, wróciłem w siodło, zamknąłem go w pomocach i wyrównałem w tempie do przeszkody, wskazując najlepsze miejsce do wybicia, po nim oddając mu stosowną ilość wodzy na kontakcie, przechodząc w półsiad i wyciągając nadgarstki za jego ruchem. Po pokonaniu 13a od razu skupiłem się na podobnej 13b, przygotowując do niej Cartha odpowiednio i nie rozpędzając tak od razu. I tę przeszkodę udało nam się pokonać na czysto, aczkolwiek po lądowaniu Carth zaliczył niegroźny poślizg, który co prawda w żaden sposób nie zagroził naszemu przejazdowi, ale był sygnałem, że podłoże robi się śliskie. Miałem to na uwadze nadając mu tempo do odleglejszej, czternastej przeszkody, które być może było nieco bezpieczniejsze. Czternastka miała nieco walcowaty kształt, dojeżdżając pod nią znowu wziąłem siwego bardziej na siebie, posyłając mu kilka półparad, usiadłem z powrotem w siodło i zamknąłem go w pomocach, minimalnie wyrównując do przeszkody i wskazując wybicie do skoku, który również okazał się udany.
1 - 14Carthago Z - 2019-07-21, 13:01
BRIAN DONNEY & CARTHAGO Z - WKKW 3* - PRÓBA TERENOWA CZ. 1
O tam od razu z motyką na słońce. Choć faktycznie podejmował spore wyzwanie i ryzyko, ale wiesz jak to mówią? Kto nie ryzykuje ten nie zyskuje nie? No więc właśnie. Miał szczęście że siwek był przyjemnym koniem w obyciu czy to do jazdy czy na zawodach, więc może nie będzie tak źle? Podczas transportu nie sprawiał żadnych problemów, a w nowej stajni zaaklimatyzował się szybko i bez żadnych problemów. Pierwszego dnia odbyli próbę na czworoboku, by dnia drugiego podejść do próby na torze crossowym. Przywitał się z Brianem gdy ten znalazł się pod jego boksem, by dać się kolejno zabrać na myjkę i tam szybko oraz sprawnie dał się wyczyścić oraz osiodłać. W końcu obaj jak byli gotowi udali się na rozprężenie w okolice toru, gdzie odpowiednio rozgrzali się do pokonania owej nie łatwej trasy. Odpowiednia rozgrzewka w jej pokonaniu na pewno pomoże, a do tego siwy dzisiaj był pełen energii i gotowy do działania.
W końcu nadszedł ich czas, więc skierowali się na linię startu. Tam wraz z pomocami od chłopaka po sygnale do startu, przeszedł płynnie do energicznego galopu idąc z zadu w przód. Pozostał jednocześnie na kontakcie z ręką jeźdźca, nie mogąc się doczekać skoków. Galopował energicznie przed siebie, utrzymując jednak pośrednie tempo w dystansie do pierwszej przeszkody. W końcu ów pierwsza przeszkoda pokazała im się, a ogier skupił się na niej i przyjrzał się jej krótko. Nie wyglądała jakoś specjalnie trudno, ale lepiej być zapobiegawczym nie? Pewnie najechali na środek przeszkody, wychodząc do skoku w miejscu które do tego Brian wybrał. W locie od razu podciągnął kończyny pod siebie, balansując ciałem podczas skoku i lądując miękko za przeszkodą. Do dwójki mieli nieco dalszy kawałek, a ogier chętnie wraz z pomocami od Briana dodał w tempie w dystansie do przeszkody. W pewnym momencie zakręcili na prawo, gdzie w niedalekiej odległości stała dwójka. Przeszkoda już nie wyglądała tak zachęcająco jak jedynka, ale nie takie się skakało nie? W skupieniu a także z podniesieniem się do przeszkody Carthago dojechał do miejsca wybicia, wychodząc do skoku w nim i przelatując pewnie nad przeszkodą. Po lądowaniu szybko odeszli spod przeszkody, wracając także do tempa sprzed skoku. W ten sposób pojechali w kierunku trzeciej przeszkody, wyjeżdżając do niej zakręt i prostując się zaraz do niej. Podniósł się w dystansie do niej, przyjrzał się krótko przeszkodzie i po chwili bez wahania dojechał do miejsca wybicia. Po wyjściu do skoku nad przeszkodą wykonał w locie baskil, by wylądować zaraz za trójką i skierować się według trasy na czwórkę. Jak na razie pokonywanie trasy i przeszkód przychodziło im łatwo, a także wszystko szło raczej zgodnie z planem. Do czwórki znowu mieli kawałek, gdzie w dystansie siwy ogier dodał w tempie zgodnie z sugestią chłopaka. Mimo że ledwo go znał, to pokładał w jego decyzjach zaufanie i wykonywał wszystkie polecenia bez zgrzytu. Przeszkoda nie wyglądała jakoś specjalnie na trudną, ale nie należało żadnej lekceważyć. Ta para jednak pewnie w równym tempie galopu dojechała do kolorowej przeszkody, by skoczyć nad nią na czysto. Po lądowaniu za nią siwy również wbił od razu wzrok w piątkę, którą mieli skakać jako następną. Była w tych samych kolorach co jej poprzedniczka, ale znacznie od tamtej węższa. Podniósł się do owej przeszkody i bacznie się jej przyjrzał, jadąc do niej w równym tempie na sam środek przeszkody. Udało im się dojechać do miejsca wybicia, gdzie siwy wyszedł do skoku nad przeszkodę i wykonał w locie nad nią baskil. Po lądowaniu za nią dodał w tempie do szóstej przeszkody, gdzie najazd do niej był nieco dłuższy. Zakręcili za moment do przeszkody po łuku, gdzie Carthago podniósł się do niej i obrzucił ją uważnym spojrzeniem. Wyglądała ona jak domek, taki lekko straszny. Szybko i sprawnie dojechał do miejsca wybicia pod domek, gdzie wyszli do skoku i przefrunęli gładko nad przeszkodą. Po lądowaniu od razu zakręcili na lewo na siódemkę, która wyglądała identycznie jak szóstka. Dlatego skok nad nią nie był żadnym problemem, a po lądowaniu za nią skierowali się dalej na ósemkę. Zakręcili przy tym pętelkę przecinając drogę, którą przed chwilą jechali na szóstkę. Jechali dalej do ósemki na wprost, by dopiero na krótko przed przeszkodą zakręcić do niej i naprostować się. Ogier z daleka mógł się jej przyjrzeć, bo nie wyglądała zbyt przyjaźnie w jego mniemaniu. Jednakże nie należał do specjalnych strachliwców i dojechał zaraz do miejsca wybicia pod przeszkodę, wychodząc do skoku nad nią i w locie wykonując baskil. Po lądowaniu za nią nabrali ponownie tempa w dość długim dystansie do 9abc, nie przesadzając jednak do końca z ów tempem. W końcu nie było co ryzykować wpadką w jak na razie całkiem niezłym przejeździe. W końcu pojawił się na horyzoncie człon A, gdzie pewnie i spokojnie siwy do niego dojechał. Wyszedł zaraz do skoku nad niego, przefruwając nieco na płasko nad nim i muskając o żywopłot podwoziem. Jednak była to miękka konstrukcja, więc nic mi się nie stało. Po lądowaniu za ów członem skupili się na członie B, który był wąską przeszkodą w kształcie jelenia. Precyzyjnie i spokojnie rozjechali dystans między pierwszym, a drugim członem i tego drugiego pokonali na czysto. Po lądowaniu za nim od razu skupili się na członie C, który stał niedaleko i nie specjalnie wyróżniał się z tłumu. Podniósł się w dystansie do niej, wyrównał tempo i dojechał do miejsca wybicia w którym wyszedł do skoku nad przeszkodę. Finalnie pokonując ją na czysto, a także przy tym cały szereg. Po odjechaniu spod przeszkody powrócili do wcześniejszego tempa, by ruszyć dalej na kolejny szereg tym razem dwuczłonowy 10ab. Wbrew pozorom szybko do niego dojechali po poprzednim, jadąc pewnie i jak najbardziej precyzyjnie do członu A. Podniósł się do przeszkody, by w miejscu odbicia wyjść do skoku nad przeszkodę. Kolejno składając w locie kończyny pod siebie i balansując ciałem podczas lotu. Po tym że lądowaniu od razu skupił się na członie B, który był podobny do swojego poprzednika. Podniósł się podobnie jak przed chwilą do przeszkody, dojeżdżając spokojnie w dystansie do 10b i pokonując go na czysto. Spokojnym raczej tempem, ale nie ślimaczym skierowali się na 11 przeszkodę. Po drodze do niej doświadczając zmienności pogody w postaci padającego deszczu, co na pewno nie ułatwiało zadania a miejmy nadzieję że nie utrudniało za bardzo też. Udało im się jednak bez trudu dojechać do skakanej przeszkody, gdzie Carthago wyszedł po sygnale od jeźdźca do skoku nad nią. W locie wykonał baskil, by po lądowaniu za nią pojechać dalej na 12. Do tejże przeszkody czekał ich dłuższy odcinek trasy, więc siwy zachęcony przez chłopaka dodał w tempie. Niedaleko za jedenastką zakręcili w prawo, jadąc po mniej więcej prostej do przeszkody którą mieli skakać. W dystansie do przeszkody ogier się jeszcze do niej podniósł oraz skupił się na niej, by dojechać sprawnie do miejsca wybicia pod przeszkodę i tam wyjść do skoku nad nią. Przefrunęli nad nią gładko i w niezłym stylu, by dalej skierować się na szereg 13ab. Wyjechali do niego po lekkim łuku, utrzymując aktywne tempo w dystansie. Człon a wyglądał nieco jak okser, więc nie zbyt specjalnie groźnie. Podniósł się w dystansie do przeszkody, by zaraz dojechać do miejsca wybicia pod nią i wyjść do skoku nad 13a. W locie oczywiście wykonał baskil, by po lądowaniu skupić się na członie B. Tutaj przeszkody wyglądały ponownie dość podobnie, więc ogier nie miał problemu z dostosowaniem się do pomocy chłopaka, jak i samym skokiem nad przeszkodą. Jednak po lądowaniu za nią ogier poślizgnął się na mokrym podłożu, zachowując jednak ostatecznie równowagę i mógł dalej kontynuować przejazd i najazd na 14. Energicznie i też spokojnie rozjechali dystans do owej przeszkody, podnosząc się do niej na krótko przed odskokiem i wychodząc ostatecznie do lotu w miejscu do wybicia które narzucił Brian. Bez problemu pokonał ową przeszkodę, by móc dalej kontynuować trasę.
1-14Jessie - 2019-07-21, 15:01
JESSICA WRENS & ANGUS - WKKW ENTRY
Jakimś cudem nie została na gałęzi żadnego drzewa, choć po wyjechaniu z lasu oboje wyglądali jak królowie dżungli, pokryci liśćmi i urwanymi gałązkami. Na samym skraju lasu czekała na nich kolejna przeszkoda, którą Jess na szczęście w porę dostrzegła, w ostatniej chwili wychylając się zza szyi Angusa. Po pierwszych trzech skokach zauważyła, że shire nie bardzo wie, co robić. Świetnie, w takim razie byli w tym dwoje!
Podpowiedziała wałachowi miejsce odbicia, w określonym momencie po prostu dając mu łydkę, w odpowiedzi na którą znowu niezgrabnie przetoczył się na drugą stronę przeszkody. Jess było wyjątkowo ciężko zgrać się z koniem, właśnie przez te nieprzewidziane skoki, raz niskie, raz wysokie, raz z bliska, raz z daleka... Niestety nie na wszystko miała wpływ. Po skoku z powrotem przeszła w półsiad i poprowadziła karego w stronę kolejnych przeszkód, pomimo trudności nie mogąc powstrzymać uśmiechu, tym większego, że wszyscy dookoła zachwycali się ich duetem. Nic dziwnego, trudno byłoby się nie uśmiechnąć na widok wielkiego shire i Jessie. Szkoda, że nie pomyślała o tym, żeby jakoś śmieszniej się ubrać!
Najeżdżając na piątą przeszkodę, starała się dosłownie przemówić do wałacha, mówiąc do niego coś o tym, że na pewno da radę. Oczywiście podparła to odpowiednimi działaniami, to jest starała się dostosować tempo galopu i zmieścić pasującą ilość foule, zamiast znowu skakać z daleka czy z miejsca. Odpowiednio więc skróciła wałacha, a przynajmniej postarała się to zrobić, siadając w siodle i biorąc go na siebie, albo - na co miała większe szanse - zamknęła go mocniej w łydkach, zachęcając do wydłużenia kroku. Z lepszym lub gorszym skutkiem dojechała do wspomnianej przeszkody i posłała shire'a do skoku, który ponownie był wyższy, niż to konieczne. Takie przynajmniej miała wrażenie, bo wbrew pozorom Angus nie skakał wyżej niż inne konie startujące tu dzisiaj. Lot na jego grzbiecie był po prostu nieporównywalnie dłuższy. Tym razem Jessie udało się nie stracić równowagi, więc z uśmiechem pochwaliła konia i kontynuowała galop do następnej przeszkody. Ją także pokonali bez większych przeszkód, by następnie zacząć powoli zawracać w stronę mety.
Fakt, że mieli za sobą już połowę trasy, niczego nie zmieniał. Wciąż nie wyglądało to profesjonalnie, a Jess niezmiennie cieszyła się tym doświadczeniem, choć prawdę mówiąc, po kilometrze galopu miała już trochę dość i chętnie już by zrezygnowała, ale coś ją podkusiło by sprawić, żeby Angus został pierwszym shire w historii Orchardu, który pokona całą trasę krosu. Los jednak miał inne plany wobec tej dwójki. Można powiedzieć, że szło im względnie dobrze dopóki Angus nie widział w przeszkodach niczego dziwnego, a odległości między przeszkodami były na tyle duże, że Jess miała czas na wykonanie manewrów. Problemy pojawiły się po pokonaniu siódmej przeszkody, kiedy to wałach z niechęcią odniósł się do białego koloru ósemki. Jessie nie zdołała go powstrzymać przed nagłym przejściem do kłusa, co nie było zresztą dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że Angus niemal nie czuł jej na swoim grzbiecie. Nikogo chyba też nie dziwiło, że nie miał ochoty galopować w nieskończoność, nie mając w tym żadnego celu. W każdym razie brunetka nie zdołała ponownie zagalopować, tylko kłusem przypominającym świńsk trucht dojechała do ósmej przeszkody, ze wszystkich sił starając się zapobiec zmianie kierunku. Zdaniem Angusa najwyraźniej prościej było obejść przeszkodę, niż nad nią skoczyć, ale niestety nie takie zasady były tej gry. Udało jej się przeszkodzić wałachowi w zmianie trasy, lecz nie zmniejszyło to skali problemu. Wydawało jej się, że dadzą radę skoczyć z kłusa, ale gdy dała karemu łydkę, ten zamiast się odbić, korzystając z tej znikomej siły rozpędu, zawahał się jeszcze bardziej i dopiero po chwili wahania skoczył leniwie przez kłodę. Jess, chcąc nie chcąc, została wysadzona z siodła i dosłownie wyleciała w górę z głośnym, niekontrolowanym "iiii!", po którym rozstała się z grzbietem wałacha na dobre. Nie zdołała uczepić się jego szyi, tylko koncertowo spadła na głowę, na samym końcu wywijając fikołka, przy którym wybuchła ochronna kamizelka sprawiając, że wszystko wyglądało jeszcze bardziej komicznie.
Nic się jej nie stało, może poza tym, że była lekko oszołomiona i jeszcze bardziej rozbawiona tą glebą, którą miejmy nadzieję, ktoś z widzów uwiecznił na kamerze lub zdjęciu. Nie sądzę, że Angusowi chciałoby się uciekać, więc jak tylko pozbierała się z ziemi, złapała shire za wodze i zeszła z trasy.
- Było fajnie, ale nie powtórzymy tego - stwierdziła, po opuszczeniu trasy wracając do tego, co wychodziło jej zdecydowanie lepiej - rozpieszczania wałacha, którego zdecydowanie nie winiła za swój upadek.Pleasure - 2019-07-21, 19:16
MIA ALIGHT & FORBIDDEN PLEASURE Z - WKKW 1* - PRÓBA TERENOWA
Choć miała niezmiennie wiele werwy, tym razem po wylądowaniu nie walczyła z Mią o zbyt pospieszne tempo galopu, na pospieszenie odpowiadając dość płynnie i zaskakująco pokojowo - zwyczajnie weszła w odpowiednie tempo, najwyraźniej już na tyle zmęczona pierwszą połową crossu, aby nie mieć siły na jakiekolwiek złośliwości. Intensywne dudnienie kopyt o ziemię były jednak najlepszym świadectwem, że kasztanka wcale nie próbowała się oszczędzać, a zwyczajnie kierowała energię w stronę inną niż zwykle, to jest w sam bieg, a nie uprzykrzanie właścicielce życia. Wbrew pozorom, czternasta przeszkoda do której była prowadzona nie wzbudziła w niej aż takiego respektu jak w amazonce; owszem, konstrukcja sama w sobie nie wyglądała nadto przyjaźnie, ale z drugiej strony wcale nie budziła w Pleasure przerażenia, jedynie co najwyżej wzmagając jej czujność. Tym bardziej w obliczu mnogości komunikatów, jakie zafundowała jej Alight, nie tylko wypracowując dobre tempo, ale i wyjątkowo starannie pilnując, aby podejście do rzeczonej przeszkody nie skończyło się ucieczką, stopką czy inną przyjemnością, którą kasztanka miała na liście popisowych numerów. Tym jednym razem, brunetka nie musiała się martwić; Forbidden oddała bowiem skok we wskazanym przez nią miejscu, nawet nie patrząc na kłodę, już strzygąc uszami i wpatrując się w jej następczynię wyrastającą nieopodal. Ta choć była węższa, również nie była dla siedmiolatki sensacją - miała do niej stosunek raczej neutralny i choć wrodzona złośliwość podpowiadała ucieczkę czy inną niesubordynację z tych, które mogła właścicielce zafundować, przypilnowana i pewnie poprowadzona do wąskiego frontu nie miała nawet czasu zbyt długo zastanawiać się, co takiego sprezentować Mii, zamiast tego wkładając mnóstwo energii w mocny, wysoki skok, jakby w jakimś stopniu obawiała się, że zahaczenie o drewnianą konstrukcję równa się śmiertelnemu niebezpieczeństwu. Najwyraźniej nawet Pleasure niektórych rzeczy się obawiała, choć z zasady to więcej rzeczy obawiało się jej. Po pokonaniu piętnastki wznowiła więc galop, zgodnie z zaleceniami właścicielki po poprzednim skoku lądując na lewą nogę, dzięki temu w pełni komfortowo czując się podczas pokonywania obszernego łuku na trasie. Pewnie dodała - powiedzenie, że szła jak burza byłoby niedopowiedzeniem, bo bardzo ochoczo galopowała przed siebie, nie mając siły na nadprogramowe wyrywanie i nieposłuszeństwa, ale mając wystarczająco energii, aby z zapałem brnąć przed siebie, obszernym krokiem pokrywając dużą część terenu. Jej uwadze nie umknął pierwszy człon szesnastego szeregu; momentalnie skierowała uszy w jego stronę, zgodnie z predykcjami właścicielki, niekoniecznie pod jego wrażeniem, ale bynajmniej nie zlekceważyła go, idąc za wszelkimi wskazówkami Alight. W zasugerowanym przez nią miejscu odbiła się mocno od ziemi, wykonując skok raczej dalszy niż wyższy, na wszelki wypadek zostawiając po sobie ekonomiczny zapas. Niespecjalnie mocno zapracowała szyją, a więc hojne oddanie ręki nie było konieczne - zbyt podekscytowana tym jak i kolejnymi skokami, odbijała się i galopowała trochę na pół gwizdka, ożywiona i odrobinę zdekoncentrowana. Nie omieszkałą więc przyspieszyć, mocno wchodząc w rękę amazonki i agresywnie ciągnąc do przeszkody, na którą przez wzgląd na kompletnie niepasujący dystans zabrała się z daleka, musząc w ten skok włożyć masę energii aby uniknąć zahaczenia o twardą konstrukcję, z trudem dociągając lot do końca i gubiąc równowagę na samym lądowaniu, pyskiem "nurkując" między nogi, niebezpiecznie bliska potknięcia się na śliskiej trawie. Zaskoczyło ją nagłe podniesienie do góry - niemal w ostatniej chwili zauważyła kolorową, wąską przeszkodę, już mając podejmować okropnie głupią i nierozsądną decyzę i rzucać się z motyką na słońce, to jest próbować oddać przez nią skok pomimo zerowej równowagi i niepasującego dystansu, ale została gwałtownie ściągnięta na woltę. Na ten ruch zareagowała wściekłym stuleniem uszu, niezadowolona, że właścicielka wtrąciła się w jej plan niedoskonały, ale dzięki temu bez obrażeń kończąc skok przez ostatni człon szeregu, teraz musząc się skupić na aktywnym galopie w dystansie, choć nie omieszkała okazać, jak bardzo nie podoba jej się fakt, że jest powstrzymywana przed kolejnym rozwinięciem większej prędkości. gdy tylko takową uzyskał, uniósł wyraźnie siwy, szlachetny łeb do góry i postawił oba radary w stronę kolejnej przeszkody, takiej samej jak poprzednia. Gdy po dystansie, zza lekkiego łuku wyjrzały kolejne przeszkody, ożywiła się na nowo, tym razem jednak nie wtrącając się w decyzje Mii i pozwalając się płynnie doprowadzić do siedemnastki - odbiła się wyjątkowo lekko, zostawiając nad przeszkodą ekonomiczny zapas, w locie podkurczając pod siebie nogi i lądując dla odmiany miękko i harmonijnie, zupełnie jakby chwilę temu praktycznie nie pędziła na zabicie w zerowej równowadze w środku szeregu. Analogicznie postąpiła także z osiemnastką, która ze względu na podobną konstrukcję nie budziła w niej obaw ani wątpliwości, więc pokonała ją dokładnie tak samo jak jej poprzedniczkę, nie poświęcając jej zbyt wiele uwagi. Kolejny moment dystansu i za moment kolejny szereg; Forbidden zdawała się już z daleka widzieć odbijającą promienie słoneczne wodę, zainteresowana jej widokiem. Ciężko było jednak odczytać jej intencje, bo do ostatniego momentu zachowała dziwną ostrożność, zupełnie jakby nie do końca wierzyła w to, że rzeczywiście przyjdzie jej oddać skok do wody - lekko zagapiła się więc na odbiciu na 19a, ale oddała poprawny skok. Z takiego gapiostwa wyniknęło tyle dobrego, że nie zaskoczyła ją tafla, przyjrzała jej się bowiem tak uważnie, że doskonale wiedziała czego się spodziewać; bez zawahania mogła więc pokonać te kilka foulee w wodzie, rozchlapując ją mocno, więcej siły musząc wkładać w każdy krok aby poradzić sobie z oporem jaki stawiała. Na szczęście tym razem nie miała już na co się zapatrzeć, więc nie groziło im nietrafienie w wąski front - we wskazanym miejscu Pleasure zabrała się do skoku. Trochę zabrakło jej energii po przeprawie przez wodę, więc pozwoliła sobie przeczesać nogami hyrdę, aby zaraz ruszyć galopem w stronę kombinacji o numerze dwadzieścia. Pleasure jeszcze nie miała pojęcia, co takiego je tam czeka, ale była w stanie wyczuć czujność właścicielki; sama więc zdawała się być dużo uważniejsza, z dystansu wypatrując pierwszej przeszkody, żywo nią zainteresowana. Półparady jedynie wzmogły jej czujność, choć z początku nie do końca rozumiała, do czego właścicielka zmierza: skok przez pierwszy człon przebiegł bez żadnych problemów, zwłaszcza, że tutaj kasztanka znowu miała luksus przeczesania nogami o miękką część przeszkody. Dopiero w trakcie lądowania zauważyła białe flagi wyrastające z ziemi, co momentalnie zwróciło jej uwagę - w pierwszej chwili nie zauważyła, że to rów, ale oprzytomniona przez Mię zdała sobie sprawę z tego, że konieczne jest odbicie się, więc płynnie poszła za jej wskazówką, odrobinę obawiając się dziury w ziemi, więc wyskakując dużo mocniej do góry niż było to konieczne. Plus tego był taki, że przynajmniej nie zagubiła się nadto w dystansie, po wylądowała dość optymalnie, a nie daleko za rowem - dzięki temu Alight miała duże pole do manewru w kwestii dojazdu do 20c. Ją także udało pokonać się płynnie i bez przykrośći podobnych do tych, których uświadczyły przy szesnastej kombinacji. Forbidden istotnie brakowało już sił na zbyt mocne tempo, więc po prostu szła "po swojemu", nie nadużywając energii, którą jeszcze posiadała, miarowo przemieszczając się po trasie. Podobnie jak Mia, dwudziestkę jedynkę potraktowała raczej bez intensywnych emocji, pozwalając spokojnie się do niej doprowadzić i oddając ekonomiczny, choć w pełni poprawny skok, nie siląc się na zadne spektakularne zapasy ani dalekie odbicia - cross był wymagający i nie miała na to już sił, nie po prawie pięciu minutach ciągłego mocnego galopu. Podobnie było z przeszkodą 22, bo choć konstrukcja była nie tylko kolorowa i szeroka, to doprze przygotowany przez amazonkę galop w pełni wystarczył, aby Pleasure bez większych turbulencji uporała się z lotem nad nią; oddała długi, płaski skok, kopytami bliska zahaczenia o stół, ale w ostateczności unikając tego, mocno wyciągając szyi dla lepszej równowagi i dzięki temu nie gubiąc się na samym lądowaniu. Choć wylądowała na niewłaściwą nogę, zaraz poprawiła się wykonując lotną, pewnie idąc w stronę kolejnego i ostatniego już szeregu, który w kasztance budził mniejsze emocje niż w Mii - fronty były wąskie, ale i niewysokie i w nudnych kolorach, tak więc w Forbidden nie zdołały obudzić grozy czy czymś ją zaskoczyć. Oba więc pokonała bez większego trudu, zwłaszcza, że wspierana była tak mocno pomocami. Choć miała już niewiele energii, podgoniła ten kawałek na przedostatniej prostej, więcej energii wkładając nie w pchanie się zadem od ziemi, a wyciągnięcie wykroku, jako że wygodniej było po prostu robić obszerne kroki zamiast większej ilości normalnych. Ani myślała zwalniać przed ostatnią przeszkodą; Mia zapewne trochę ryzykowała pozwalając jej się zabrać na masywną konstrukcję z tego tempa, ale wyjątkowo Pleasure nie zawiodła, z impetem odrywając się od ziemi i sprawnie przelatując nad domkiem, aby na ostatnich metrach crossu rozpędzić się tak bardzo, jak tylko była w stanie, gnając na tyle, na ile pozwalały jej nogi i poziom energii, znacznie naruszony przez trudną trasę.
Niełatwo było ją uspokoić, bo nawet po przekroczeniu mety była w trybie bojowym, ale ostatecznie uległa, zbyt zmęczona żeby teraz siłować się z właścicielką. Dzielnie zniosła rozkłusowanie i rozstępowanie, choć widać było, że zmęczył ją bardzo taki cross bo dłuższej przerwie od konkretnej pracy i zawodów - najlepszym świadectwem był fakt, że do końca rozprężenia w żaden sposób nie przeszkadzała ani Mii, ani mijanym przez nie parom.Adele - 2019-07-21, 22:04
ADELE SOLVE & RED STAR D'ARGENT - WKKW ENTRY
Start w tych zawodach był dla Adele raczej formalnością - odkąd skończyła osiemnasty rok życia, wcześniej zdając złoto, miała trochę więcej swobody w kwestii startów, mając szansę dowolnie wybierać spośród zawodów najróżniejszych rang, bliska zdobycia uprawnień na te istotnie wyższe klasy. Do tych zawodów po prawdzie nie potrzebowała licencji, odznak ani niczego - klasa entry nie była zbyt dużym wyzwaniem, zwłaszcza, że Solve czynnie startowała w konkursach WKKW, ale uznała to za doskonałą szansę na praktykę przed jednym z najważniejszych wyjazdów sezonu. Jako wierzchowca wybrała oczywiście Argent, przede wszystkim dlatego, że miała z nią do czynienia już kilka razy i wspominała ją dość dobrze. Była więc pozytywnie nastawiona do dzisiejszej próby terenowej, wcześniej mając okazję przejść trasę i dochodząc do wniosku, że nie należała do najturdniejszych, w zasadzie do trudnych też nie. Mimo wszystko, nie zlekceważyła jej, sumiennie przygotowując klacz do startu, zapewniając jej rozgrzewkę która miała zmniejszyć ryzko wszelkich urazów do minimum a jednocześnie być szansem na danie upustu emocjom i energii, jeżeli tych było w Red Star zbyt wiele.
Gdy została poproszona do boksu startowego, skróciła wodze, by za sprawą kilku półparad przywołać Argent do porządku i na powrót zwrócić na siebie jej uwagę, aby za chwilę kłusem skierować ją w rzeczonym kierunku, zwalniając do stępa w pobliżu samego startu. Tam zdecydowała się stępować, nie będąc fanką ruszania ze stój. Ze spokojem wyczekiwała końca odliczania, przygotowując kobyłę do startu, stale "komunikując" się z nią półparadami, odpowiednio wcześnie uruchamiając także zegarek, aby usłyszawszy dzwonek dać Argent sygnał do galopu i natychmiast narzucić jej odpowiednio mocne tempo. Nie wiedziała, czy gniada jest w dobrej kondycji, ale wierzyła, że ma możliwości na aktywne tempo przez cały czas trwania crossu, tak więc nie oszczędzała jej zbyt mocno na starcie; z drugiej strony nie pozwalała jej przesadnie się rozpędzić: tempo miało być mocne, ale ekonomiczne. Chciała w końcu w jednym kawałku dojechać z nią do mety. Sama weszła w półsiad, choć nie na długo - zbliżając się do pierwszej, dość prostej przeszkody, na kilka kroków przed konstrukcją symbolicznie przysiadła w siodło, tworząc z pomocy czytelny korytarz i pewnie prowadząc Argent w jej stronę. Chcąc sprawdzić, jak klacz sobie poradzi, pozwoliła jej sama wybrać miejsce odbicia, płynnie zabierając się z nią do skoku. Zaraz wznowiła galop, po lądowaniu pilnując powrotu do właściwego tempa i sama przyjmując poprzednia pozycję, nie przeszkadzając gniadoszce nadto. Choć po pierwszej przeszkodzie rokowania na resztę trasy były pomyślne, dobre nastawienie i wiara Adele nie wystarczyły, aby obyły się bez błędów. Po tym, jak Red Star niefortunnie spłoszyła się i odskoczyla na bok na kilkadziesiąt metrów przed drugą przeszkodą, Solve zgubiła oba strzemiona, tracąc nie tylko na tempie, ale przede wszystkim na równowadze, w efekcie musząc długo walczyć o to, aby nie rozstać się z siodłem. Z drugiej strony zależało jej na tym, aby uniknąć wolty, więc mimo utraty równowagi spróbowała doprowadzić holsztynkę do przeszkody - krzywy najazd w połączeniu z brakiem czytelnych pomocy od nadal walczącej o równowagę Adele sprawiły, że kobyła zatrzymała się. To, naturalnie, jeszcze bardziej wytrąciło osiemnastolatkę z równowagi i zapewne zakończyłoby się upadkiem, gdyby nie ogromna wola walki Adele, która z trudem, ale sprawnie wdrapała się z powrotem w siodło, złapała strzemiona i błyskawicznie zagalopowała, robiąc obszerną woltę w lewo, narzucając w jej trakcie na nowo aktywne tempo, by klacz miała się z czego wybić. W jej trakcie, klkoma półparadami zaczęła zabiegać o uwagę klaczy, by kilka foulee przed samą przeszkodą, przed którą bardzo wyraźnie wyprostowała Argent, usiąść w siodle i na wycofanych ramionach, mocnych udach i z nieustająco delikatnie działającą ręką poprowadzić gniadą ku konstrukcji. Wyraźna łydka, podążenie za ruchem, oddanie wodzy i lądowanie w odpowiedniej równowadze, zupełnie jakby zgubienie strzemienia nagle nauczyło ją bardziej się pilnować. Wobec trójki też zachowała dość dużą czujność, na dwóch równych wodzach prowadząc holsztynkę do konstrukcji, dla odmiany sama wybierając odpowiednie miejsce do wybicia. Wówczas oddała klaczy adekwatną do siły wybicia ilość wodzy, balansując w strzemionach i to właśnie je obciążając na lądowaniu. Ponieważ miały przed sobą długą, bo prawie półkilometrową prostą, Adele po lądowaniu nie zwlekała z odesłaniem holsztynki do aktywnego galopu, nawet prosząc o tempo trochę mocniejsze niż poprzednio, wiedząc, że mają do nadrobienia trochę czasu za wyłamanie - po prawdzie jej reakcja była szybka, a wolta ciasna, ale i tak liczyła na to, że na dwudziestu punktach za wyłamanie się zatrzymają. Monitorowała czas na zegarku, widząc, że nie jest tak źle jak być mogło, choć nie licząc też na cuda - mimo wszystko, jeżeli kondycja i poziom energii Argent na to pozwalały, podtrzymywała takie odrobinę mocniejsze tempo aż do czwórkik, przed którą wycofała ją sprawnie, skracając na tyle, aby doprowadzić do przeszkody w równym, spokojnym tempie, nie pozwalając po wylądowaniu na rozpędzenie się ze względu na czekającą po drugiej stronie piątkę, szóstkę i i siódemkę, wszystkie położone dość blisko siebie. Dbała więc przede wszystkim o dobre, aktywne tempo, ale nie pozwalała się rozpędzać, do każdej kolejnej konstrukcji doprowadzając ją z uwagą i ostrożnością, obiema wodzami ograniczając w razie, gdyby chciała spływać na boki, łydkami zaś motywując do aktywnego ruchu naprzód. Najwięcej uwagi poświęciła siódemce, bo była najtoporniejsza - zadbała więc o to, aby dobrze przygotować klacz do tego skoku, moment odbicia dużo wyraźniej akcentując łydkami i płynnie zabierając się z nią do lotu, oddając odpowiednio dużo wodzy. Do ośemki z kolei znów był kawałek dystansu, więc nie omieszkała znów popędzić trochę Argent celem nadrobienia straconych sekund, oczywiście wyłącznie wtedy, jeżeli klacz zdawała się mieć wystarczająco energii na to, bo przecież mierzyła siły na zamiary i nie zamierzała przeforsować kobyły na tak prostym crossie; tylko od niej zależało więc, na ile Solve sobie pozwalała. Stale monitorowała jej oddech, samopoczucie i zachowanie, chcąc jak najlepiej ocenić, co jest w ich zasięgu a co nie. Jeżeli Red Star zdawała się czuć dobrze, pozwoliła sobie nawet wykonać mały test dotyczący jej możliwości w kwestii prędkości - wówczas wyraźnym sygnałem łydek poprosiła ją o maksimum swoich możliwości, po kilkunastu, może dwudziestu sekundach takiego galopu, a tym samym drobnym nadgonieniu czasu, zwalniając do optymalnego, ekonomicznego tempa - dającego wynik przyzwoity, ale nie tak morderczego, bo przecież nie mogło im zabraknąć sił. Z resztą, wkrótce w polu widzenia Adele pojawiła się ósemka, do której wycofała się bardzo wyraźnie, skracając galop do takiego tempa, w którym śmiało mogła manewrować, chcąc mieć pewność, że uporają się z specyficzną konstrukcją. Bardzo pewnie poprowadziła ją do ośemki, by w odpowiednim miejscu posłać łydkę do wybicia i przejść w półsiad. Dłonie płynnie przesunęła wzdłuż grzywy, by ułatwić klaczy złapanie równowagi w locie. Po skoku przeszła w lekki siad, ale jako że od drugiego członu dzieliło je zaledwie kilka metrów, nie dała Argent szansy nabrać prędkości. Gdy byli już blisko bliźniaczej do poprzedniej przeszkody, ściągnęła nieco wodze, skracając wykrok holsztynki aby tym razem znów pozwolić jej samodzielnie wybrać miejsce wybicia, w chwili zabrania się do lotu płynnie podążając za jej ruchem.Red Star d'Argent - 2019-07-21, 22:13
ADELE SOLVE & RED STAR D'ARGENT - WKKW ENTRY
Wraz z półparadami i skróceniem wodzy uniosła głowę i zastrzygła uszami, zaraz przechodząc płynnie w kłus. Z boksem startowym była już dobrze obeznana, podobnie jak z samym crossem, dlatego weszła do niego bez oporu. W oczekiwaniu lekko się zestresowała, przestępując z nogi na nogę, dzięki temu też wraz z sygnałem do galopu ruszając z miejsca mocnym, aktywnym tempem. Z początku próbowała nieco zbyt szybkiej prędkości, ale nie oponowała bardzo przed przytrzymaniem przez Adele, wracając do bardziej optymalnego tempa. Pierwsza przeszkoda nie wzbudziła w niej żadnych emocji, nie wyróżniając się niczym od tych typowych, terenowych, dlatego oddała przez nią pewien skok, oszczędzając jednak przy tym siły. Złożyła przody, po chwili lekko wracając na ziemię i tam kontynuując galop, już bardziej dostosowana do narzuconego przez jeźdźca tempa. Niestety, dalej nie miało wszystko już iść tak łatwo, bo wrażliwa na duży hałas Argent spłoszyła się w reakcji na krzyk jednego z dziecka i wykonała skok w bok z głośnym kwikiem i stulonymi uszami. Przez to nieumyślnie spowodowała u jeźdźca jego zaburzenie równowagi, a więc utratę strzemion, chociaż na to akurat kobyła miała najmniej wpływu. Niemniej przez to sama poruszała się dość niepewnie, lecąc nieco na przody i w tym momencie skupiając się głównie na tym, aby jakoś wrócić do starej pozycji. A postawienie przed koniecznością oddaniu skoku w takich okolicznościach sprawiło, że zatrzymała się ostro, lekko wspinając na tyłach w ramach odmowy skoku. Rzadko kiedy to robiła, ale to zdecydowanie była sytuacja wyjątkowa, co trzeba było zrozumieć. Niemniej przy drugiej próbie nie próbowała już podobnych zagrań, posłusznie ruszając galopem wprost na woltę, po której oddała prawidłowy skok w miejscu wyznaczonym przez Adele. W locie zapracowała lekko grzbietem, zaokrąglając go, chociaż sama przeszkoda była na tyle niska, że nie wymagała wiele precyzji i skupienia w tej kwestii. Wylądowała już w pełnej równowadze, z pewnością też po części dzięki temu, że osiemnastolatka się tak tego pilnowała, co z kolei wpłynęło na płynność jej zagalopowania - zrobiła to bez chwili zawahania, nosem ciągnąc do przodu i utrzymując dość mocne tempo w dystansie do trzeciej przeszkody, przed którą bez oporu dała się skrócić do bardziej okrągłego galopu. Przysiadła na zadzie, zaraz oddając skok w chwili, kiedy dziewczyna ścisnęła jej boki łydkami, oddając nieco mocniejszy skok, wywołany nieco bardziej masywną konstrukcją trójki. W ostatnich fazach lotu wyprostowała przody i na nich lekko zamortyzowała wylądowanie, po nim od razu ruszając biegiem, tym razem szybszym niż poprzednio przez to, że miały przed sobą dłuższy dystans. Sama Argent była w całkiem niezłej kondycji i doskonale odnajdywała się w biegach na dłuższy dystans, potrafiąc przy tym zachować nieco mocniejsze tempo. W końcu jeszcze pod Jessie zdobyły złoto na ich wspólnych zawodach crossowych, a i sama Adele musiała zauważyć sposób, w jaki klacz poruszała się po trasie. Szła pewnie, skupiona na jeźdźcu i nie dając się już rozkojarzyć przez otoczenie, a także chętnie pchając się do przodu. Dzięki temu od razu odpowiedziała na skracanie i wróciła do bardziej roboczego tempa, bardziej zaokrąglając wyciągniętą do tej pory foule, dzięki której miała możliwość wykonać okrągły, ekonomiczny lot o prawidłowej paraboli. Lekko wylądowawszy, parsknęła i ruszyła dalej, nie próbując jednak znowu się rozpędzać, bo niedługo dostrzegła następną przeszkodę. Jechała dalej galopem mocno roboczym, a dojeżdżając do piątki, skierowała na nią uszy, lustrując bystrym wzrokiem podobną do poprzednich przeszkód i oceniając jej trudność. Ostatecznie oddała gładki, bezbłędny skok, prezentując przy tym nienaganną, choć oczywiście adekwatną do wysokości przeszkody, postawę. Podciągnęła pod siebie oba przody, by w ostatnich fazach lotu przygotować się do lądowania, które wykonała bez naruszenia równowagi swojej ani jeźdźca. Naprowadzona na szóstą przeszkodę, wyprostowała się i pokonała ją równie bezproblemowo, odnajdując dobre miejsce do wybicia się. Przeszkoda nie była wysoka, więc nie wymagała "nurkowania" nosem między nogi, ale mimo to dość mocno podkurczyła pod siebie kończyny, nie chcąc przypadkiem zahaczyć o górną krawędź. Wyciągnęła łabędzią szyję do przodu dla lepszej równowagi, a w ostatnich fazach lotu przygotowała się do lądowania, a co dalej szło - kontynuacji galopu. Siódemka rzeczywiście wyglądała już mniej przyjaźnie, a przynajmniej w porównaniu z innymi, ale mimo to klacz poradziła sobie z nią bez kłopotu. Jak na konia swojej rasy była dość niska wzrostem, a nie nadrabiała też tego swoją sylwetką, będąc dość drobnej budowy. Jednak dzięki temu zyskiwała na zwinności i szybkości, co było nieocenione przy konkursach niskiej klasy, w jakich startowała. Nie potrzebowała nadmiernej ilości siły do pokonywania przeszkód, mając w sobie jej tyle, aby nie mieć większych problemów nawet z tymi wyższymi, a przy tym drobność gwarantowała jej precyzję. W dystansie do ósemki znowu skorzystała z wskazówki od Adele, aby poszerzyć swoje ramy i dzięki temu zwiększyć krycie terenu jedną foule, a więc i przyspieszyć. Oddychała już dość głośno, ale mogło wynikać to bardziej z emocji niż jej zmęczenia - od dawna nie była zabierana na zawody, dlatego teraz wydawała się być aż nabuzowana tym wszystkim. Na szczęście dalej zachowywała zdrowy rozsądek i uważała na komendy Adele, wykazując się jednak dużą odwagą i zwyczajnym podekscytowaniem, o którym dawała znać czy to przez lekkie podrzucenie głową czy radosne poparskiwania. Popędzona jeszcze bardziej, bez zawahania włożyła więcej siły w swój ruch i zaczęła mocniej odpychać się tyłami od ziemi, osiągając mniej więcej swoją pełną prędkość. W trakcie tego nosem zawędrowała bardziej do przodu, po czym wróciła do optymalnej prędkości bez zawahania, dysząc troszkę ciężej. Szła jednak dalej pewnie i nie próbowała zatrzymywać się czy zwalniać. Skrócona przed ósemką, oddała prawidłowy, dość mocny skok, w którym zapracowała szyją i grzbietem, zaokrąglając je lekko. Wylądowała w pełnej równowadze, w dystansie do kolejnej przeszkody nie próbując zanadto przyspieszać, zamiast tego zaokrągliła swój krok, dobrze odnajdując się postawiona sama przed pokonaniem przeszkody. Odbiła się w najwygodniejszym dla siebie miejscu, złożyła starannie przody, prezentując nienaganny baskil.Mistrz Gry - 2019-07-21, 22:54 Temat postu: Jessica Wrens & Veuve Clicquot
JESSICA WRENS & VEUVE CLICQUOT
PRÓBA UJEŻDŻENIOWA
Zostało wykonanych 15 rzutów kostką k100+k40, przeliczonych zgodnie z systemem ocen ujeżdżenia w WKKW.
127; Lwie serce; koń idzie wyjątkowo odważnie na kolejne przeszkody, nie waha się ani razu, pokonuje trudności bez najmniejszych problemów odznaczając się wysoką klasą.
58; Świetna forma; Niczym nie zakłócony przejazd, zero błędów, zero komplikacji.
60; Świetna forma; Niczym nie zakłócony przejazd, zero błędów, zero komplikacji.
Opis
Bezbłędny przejazd w normie czasu.
PRÓBA SKOKOWA
93; Stres uskrzydla; para podbudowana owacjami, miłym przyjęciem, świetną atmosferą, prezentuje się doprawdy świetnie, pokazując poprzez pierwszą połowę swojego przejazdu najwyższa klasę.
61; Trącenie przeszkody podczas skoku;
a) bez naruszenia przeszkody.
INSTRUKCJE
• Przejazd można podzielić na dowolną ilość postów.
• Realizacji podlega jedynie próba terenowa. Wynik próby ujeżdżeniowej i skokowej liczy się do końcowego wyniku, a w temacie widnieje tylko dla informacji usera, by był świadom jak poszły mu pozostałe losowania. ;)
• Zawody rozgrywają się na dworze.
• Na początku każdego przejazdu proszę wstawić:
Kod:
[center][size=10][color=#565857][b]IMIĘ NAZWISKO & IMIĘ KONIA - WKKW ENTRY[/b][/color][/size][/center]