To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Konkursowy tor crossowy

Jessie - 2013-05-11, 21:27

rozgrzewka

W ostatniej chwili plany uległy zmianie i Jess zamiast startować na swoim koniu, była zmuszona wziąć innego - padło na Royal'a. Los bywa przewrotny, a że nie chciała sobie odpuszczać startu w zawodach, postanowiła wziąć na drugi przejazd utalentowanego karusa <3 Co prawda nigdy wcześniej nie miała z nim do czynienia, ale szczerze liczyła na to, że sobie poradzą. Nawet jeżeli nie, to zawsze nabędą jakiegoś doświadczenia.
Prowadząc przygotowanego w pełni ogiera po swojej prawej stronie, weszła na niewielki plac służący rozprężeniu przed zawodami. Będąc już w kamizelce, kasku, podciągnęła popręg, opuściła strzemiona, a następnie przytrzymując konia, wsiadła nań sprawnie, miękko. Po wzięciu wodzy na lekki kontakt, dała łydkę do stępa i skierowała na ścianę. Spodziewała się po Wiśni niezłego powera, dlatego od początku go pilnowała, nie chcąc dopuścić do tego by nią miotał po rozprężalni, czego zapewne spróbuje </3 Pierw oprowadziła go dookoła, pozwalając się wszystkiemu przyjrzeć, po czym rozpoczęła pracę nad ustawieniem go i rozluźnieniem, by gładko i przyjemnie przejść rozgrzewkę, no i nawiązać nić porozumienia przed wejściem na tor. Tak więc prowadziła go zewnętrzną wodzą, wewnętrzną na zmianę odpuszczając i napinając, dosiadem dojeżdżała do ręki, zaś łydką aktywizowała, co by się ładnie uaktywnił.

Royal Cherry - 2013-05-11, 21:42

Ach, w końcu chłopak pobiega sobie trochę w crossie, przecież do tego został stworzony <3 Fakt, faktem, rozpierała go energia, a także wielkie podniecenie. Jak tylko został przygotowany do przejazdu i zabezpieczony przed wszelkimi urazami, ruszył z Jessie raźnym krokiem podcaplowując co chwile, rżąc przy tym głośno, oraz smagając ogonem powietrze. Na dworze było bardzo gorąco, a jeszcze te muchy, których Roy tak strasznie nie cierpiał. Nawet pomimo wylania na niego tony środka anty owadowego, co raz podrygiwał i niecierpliwił się do startu.
Stanął na środku placu przestępując z nogi na nogę, w zniecierpliwieniu podgryzając wędzidło. Standardowo przy podpinaniu popręgu skulił uszyska i szarpnął głową, napinając brzuch jak tylko mógł :lol: Przy wsiadaniu stał grzecznie, lecz jak tylko poczuł na sobie seksi pośladki Jess, ruszył do przodu tempem zapierdalającego krasnala, ponownie sobie podcaplowując :lol: Przyglądał się wszystkiemu dookoła, bacznie strzygąc uszami. Bać się nie bał, za duże doświadczenie. Jedynie chciał już biegać, gdyż strasznie denerwowały go muchy. Podrzucił głową i przeszył energicznie ogonem powietrze, furgocząc chrapami.

Jessie - 2013-05-12, 00:18

Konsekwentnie przytrzymywała go do stępa. Rozumiała go, to, że rozpierała go energia i najchętniej by poleciał przez ustawiony tor bez wcześniejszego przygotowania, ale z ich dwójki to ona odpowiadała za zdrowie, więc nie miał wyjścia jak się podporządkować!
Jeżeli jednak ogier nie miał zamiaru ustąpić, a wciąż próbował caplować bądź podkłusowywać, zawodniczka po tych paru minutach stępa, a może raczej paru okrążeniach, dopięła z czyjąś pomocą popręg (z pomocą, żeby nie wyrwał do przodu podczas gdy ona by dopinała <3), po czym na najbliższym łuku pozwoliła hanowerowi na zagalopowanie. W galopie zrobili trzy okrążenia na lewo, trzy na prawo, zmiana kierunku przez przekątną przez kłus. Po tym czasie oczekiwała, że Royal trochę spokornieje, a przynajmniej będzie łatwiejszy w "obsłudze". Zatrzymała go od dosiadu pierw do kłusa, potem do stępa, w którym to bez chwili wytchnienia wróciła do zabawy wędzidełkiem oraz dosiadem. Podziałało pobieganie, nie podziałało?

Sonja - 2013-05-12, 02:14

No skoro tak, to Panna Sonja woda się nie będzie martwić. <3 Skoro skoczy zawsze, wykluczając potknięcie... Ej, nie potykaj się tylko! Łeb urwę!
Skoro Afera już zaczynała się pomału pienić, to znaczy, że trochę zmęczona już jest. Miejmy nadzieję, że znajdzie w sobie jeszcze duże pokłady energii, bo naprawdę sie przydadzą!
Swoją drogą... raz piszesz: "pamiętając jednak, że przeszkoda dziesiąta ostatnią nie jest", a potem: "O głębokości na razie nie możemy mówić, bowiem klacz nie znała trasy". No kocham cię, wiesz? :lol: W sumie to w ogóle mogłoby być pomocne, gdyby Afera znała dobrze trasę ich przejazdu, to może okazałoby się, że jest bystrzejsza i lepiej sobie rozplanuje prędkość i miejsca na odpoczynek, coby dotrwać do końca w jakimś odpowiednim czasie. Ale z drugiej strony, gdyby była niechętna i leniwa, przy poznaniu długości ich trasy pewnie by się załamała i w ogóle nie chciała iść. :lol: (Zrobiłabym tak samo! :lol2: Już nie wiem, czy gorszym jest przejechać tak długiego crossa, czy go opisywać...)
Idąc dalej - oczywiście, Sonja ucieszyła się z jakże ekonomicznego skoku Afery nad grzebieniami. <3 Bardzo ucieszyła! Dlatego potem tak entuzjastycznie zareagowała i złapała te wodze w zęby! :lol: Zaśmiała się potem jeszcze widząc reakcję Fryty, ale trzeba było się juz skupić na dalszych przeszkodach.
Potem szło już bez większych zastrzeżeń, zwłaszcza, że obydwie się doładowały po tym przebiegnięciu przez wodę. Oczywiście skarogniada była solidnie chwalona za wszelkie udane skoki i zwracanie uwagi na prośby zmiany tempa. Dobrze jednak jechać na koniu, który współpracuje i umie i chce zwalić. Bo na takim napalonym wyścigowcu to by tutaj wiele się nie skoczyło, bo by się nie dał zwolnić odpadłby po kilku przeszkodach całkowicie pewnie. Chyba, że taki bardzo długodystansowiec. Ale zawsze jeszcze trzeba zwalniać przed przeszkodami, a i inne są nieźle męczące same w sobie, więc jednak dobrze, że cross nie jest dla wyścigowców.
I tak właśnie zauważyłam, że większość wyścigowców to folbluty. A Fryta jest folblutem i WKKW'istą. <3 Oryginalna no! :lol:
Dobra. Żeby nie dłużyć, to są już bezpiecznie szesnastce, biegną sobie w galopie wyciągniętym, szybkim, żwawym. Świetnie. No i niech tak sobie biegną, nadrabiając czas. Sonja oczywiście zauważyła, że Aferze zmęczenie zaczęło dawać się we znaki, więc znów w połowie dystansu do następnych przeszkód przyhamowała już i poklepała po szyi, luzując nieco wodzę. - Zbieraj sił kochana, damy radę to dokończyć! - zaczęła ją mobilizować. Pilnowała mimo wszystko, by tempo byłą aktywne i dynamiczne, no i coby klacz zagarniała jakieś większe połacie ziemi. Ale coby nie machała za szybko nogami i szła na luzie, pozwalając rozluźnić się chociaż niektórym partiom ciała. Ale niedługo znów czekał je znów wskok do jeziorka, więc mamy nadzieję, że znów odzyska siły chociaż na jakiś krótszy odcinek.
Sporo czasu przed siedemnastką Saara gwizdnęła przeciągle i pobawiła się chwile wodzami klaczy, zaraz je zbierając. Nie goniła jej na razie do szybszego tempa, tylko poprosiła o aktywację zadu, cofając zgrabne łydeczki za popręg i tam ją tykając z pięt, coby ją rozruszać znów. Zaraz to i powróciła nóżkami na odpowiednie miejsce, przygotowała się do podania klaczy synalu w odpowiednim miejscu i jeszcze poprosiła o wydłużenie kroku. przeszkoda dość szeroko a niewysoka, to skok może być deczko płaski.
Łydka, półsiad i dłonie z mocno zaciśniętymi na wodzach nadgarstkami przesuwają się wzdłuż szyi klaczy za jej pyskiem. Teraz Saara się znacznie bardziej położyła nad ciałem klaczy, bo skok dłuższy i konisko się bardziej rozciąga, to ona też musi, prawda? Przy tym wszystkim pamiętała o tym, by jej łydka nie uciekała i równomiernie obciążyła strzemiona.
Usiadła w siodle na chwilę przed lądowaniem, ładnie amortyzując. Przejechały te kilak fouli dynamicznym galopem bardzo, czego Sonja solidnie przypilnowała, po czym znów Afera dostała silnie mobilizującą do działania łydkę. Znów przejście do półsiadu, oddanie wodzy i tak dalej. Ta przeszkoda była jednak wyższa, więc dostosowała się tam z pozycją do tego, jak tam Fryta się wyciągnęła w skoku.
Po lądowaniu wjechały do krótkiego odcinka w lesie, gdzie pozwoliła Aferze na kolejną chwilę odpoczynku. Gdy wyjechały spomiędzy drzew jeszcze jej nie pędziła. Dopiero znów uaktywniła ją bardziej i poprosiła o minimalne dodanie gdy zaczęły wjeżdżać w zakręt prowadzący w stronę jeziorka. W sumie nastąpiło to dość szybko.
Gdy zaczęły zbliżać się do pierwszej z trzech przeszkód w szeregu, Sonja mocno zamknęła klacz w pomocach. To dość trudny, chociaż krótki odcinek. Może nawet najbardziej wymagający spośród całej trasy tego crossa?
Pierwsza do pokonania była nie taka najwyższa kłoda na ławeczce, identyczna jak parę przeszkód wcześniej. Sonja dała subtelną łydkę do odskoku, przeszła w półsiad, oddała wodze, zrobiła kaczy kuper. Oparła się mocno na strzemionach i przykleiła kolanami do boków konia. Po tym skoku nie przechodziła jednak do pełnego siadu, bo odległości wiele między następnym skokiem ei było.
Ale za to woda już była! Sonja wyszczerzyła się lekko, ponownie czując tą przyjemnie chłodną ciecz na twarzy i reszcie ciała. I zaraz znowu skok. Ale znacznie wyższy, no i znów z grzebieniami! Sonja zawzięła się w sobie, obiecała Aferze w duchu, ze się spisze i nie luzując cały czas Fryty na pomocach, dała jej łydkę do skoku. Oddała znacznie więcej wodzy niż poprzednio i zmobilizowała ja przed odskokiem solidnie też cmokaniem, bo był to wymagający skok. Z wody, z grzebieniami, wcale nie niski.
Finka utrzymała się stabilnie w półsiadzie, na chwilę zaciskając mocniej oczy, jak gdyby wyobraziła sobie, ża zaraz sie nadzieją na te grzebienie. ;-; Jednak zaraz odgoniła wszelkie złe myśli, w jej oku błysnął jakiś chytry płomień i zaraz lądowały z pluskiem po dwudziestce. naprawdę niewiele im zostało do końca!
Ledwo wylądowały, znowu kolejna wymagająca przeszkoda. I wysoka i okrągła! Znów mocna łydka i mobilizacja cmokaniem, mocny chwyt kolanami. Oczywiście Saara nadal trwała w półsiadzie, przez cały ten szereg. Cały czas konsekwentnie zamykała Aferę w pomocach, pilnowała jej zadu i reszty ciała by pozostawały aktywne.
Wylądowała w pełnym siadzie chwilkę przed dotknięciem przednich kopyt Afery o dno jeziorka. Zamortyzowała uderzenie swego tyłka w siodło lekkim ruchem bioder do przodu.
Do końca przejazdu przez wodę poluzowała klaczy wodze, pozwalając na wolne tempo. Niech jak najdłużej siedzą w tej wodzie. Mogłaby ją mocno wypchnąć na brzeg, ale po co marnować energię na walkę z oporami cieczy? Poz tym niech siedzą tu dłużej. Będą bardziej schłodzone i chętne do dalszej jazdy.
Pilnowała klaczy jednak Sonja coby nie zgasła, aktywując jej mocno zad. W końcu jednak dotarły do brzegu. Jeśli był na jakiejś wymagającej wysokości umieszczony, to Saara poprosiła Aferę o mocniejsze wybicie coby ta łatwo mogła wyskoczyć na ląd. Poza tym zrobiła leciutki półsiad, jeśli trzeba było. A potem znów lekko usiała w siodle, pozwalając jej na chwilę ogarnięcia się po epizodzie z wodą. Chwilę potem jednak zebrała mocniej jej wodze i zaczęła ją mocno wypychać do przodu, dopingując solidnymi łydkami i przechodząc znowu do półsiadu. Pozwoliła jej tutaj bardzo mocno przyśpieszyć, bo miały duży kawałek naprawdę przed sobą. Z resztą zostały im juz tylko... trzy? Cztery Przeszkody?
Cały odcinek dwudziestki dwójki przejechały szybko, zwalniając dopiero kilkanaście metrów przed pierwszą przeszkodą z kolejnego szeregu. Tutaj obydwie przeszkody były identyczne. Długie, z wysoką trawą/grzebieniami innego typu wychodzącymi ze szczuty.
Tutaj Afera została mocno zebrana w pomoce przez pannę Sundqvist i obarczona aktywizującymi zad łydkami. Potem ta jedna, właściwa, znacznie bardziej wyraźna. No i półsiad, z ładnym utrzymaniem równowagi. Jak widać, po orzeźwiającej "kąpieli" w jeziorku nawet wygodniej już łapać równowagę. <3 Oddanie wodzy poprzez przesunięcie dłoni Sonji wzdłuż szyi Afery za jej pysiem kochanym. :3 Potem przy lądowaniu znów bez przechodzenia w pełny siad, bo nawet nie ma gdzie. Znów drugi skok za dwie, czy trzy foule.
Kolejna mocna łydka i chyba nieco się pośpieszyłam z tą lepszą równowagą, bo troszkę się Saara zachwiała gdy znalazły się w górze. Może minimalnie szarpnęła Frytę za pysk, jednak wylądowała znów ładnie, ambitnie amortyzując. Poklepała ją mocno po szyi nachylając się. - Wybacz za tamto - przepraszała ją juz kolejny raz dzisiaj. Przypilnowała roboczego tempa i pochyliła sie na chwilę, delikatnie przytulając się do klaczy, tak na szybciutko, sekundkę. Bo od razu trzeba wyjeżdżać ładny, szeroki zakręt do przeszkody nr. 24.
No, trzeba uważać. Wysoka, dość ostra na szczycie, ale za to nieszeroka. Dlatego Sonja postanowiła obrać robocze, ale bardzo dynamiczne tempo z dobra akcją zadu.
Ferrercia dostała kolejną mocno łydkę i mogła poczuć jak Finka przenosi się do zgrabnego półsiadu. Ni mogła też poczuć oporu na wędzidle, bo wodze zostają oddana prawidłowo. Zarówno też strzemiona były równomiernie obciążone, kolana przyklejone do jej boków. A potem Saara obrała praktycznie najbardziej idealny moment na siad w siodło na jaki mogła się zdobyć podczas całego tego przyjazdu.
Po tym skoku dała Aferze chwilkę na ogarniecie sytuacji, ale zaraz poprosiła ją o znacznie wyciągnięte tempo, aż do dojazdu do jeziorka które zaczaiło się za zakrętem. Tym razem czyste było, to jest bez przeszkód. <3 Dlatego też, przed nim, Sonja wzięła klacz do roboczego galopu, by mogła się nacieszyć kolejnym orzeźwieniem. Wtedy tez ją bardzo poklepała po szyi, po obu stronach, zaśmiała się. - Ostatni skok, malutka! - poinformowała skarogniada Sonja i zaraz przy wyjeździe z wody mocno ją spięła, przechodząc do półsiadu i mocno wypychając łydkami i mobilizując cmokaniem do znacznego zwiększenia tempa. Miała wielką nadzieję i podejrzenia, że jeziorko przywróciło Aferze znów siły na ostatni etap trasy i pozwoliła jej zaszaleć.
- Przefruńmy to! - poprosiła dziś kolejny raz klacz i w półsiadzie skierowała tym naganie szybkim tempem klacz na przeszkodę. Jednak przed nią minimalnie zwolniła, oddając nieco wcześniej niż tzreba był łydkę. Ale to tylko dlatego, że ten skok mógł wyjść płaski, więc coby miały czas dolecieć na odpowiednią wysokość. A że przeszkoda najwyższa nie była, to sobie mogły na takie tempo nawet pozwolić. O ile Afera ładnie podkuli nogi i nie walnie w nieruchomą niestety przeszkodę.
Jeśli wszystko poszło cacy, to Saara zaczęła mocno spinać Frytę dalej. ujrzała metę i skierowała tam Frytę na wprost, po najkrótszej trasie, mocno mobilizując łydkami. Szybciej, szybciej! Łydka, łydka, półsiad non stop. Każda sekunda się liczy!

Afera - 2013-05-12, 12:55

Bo Sonja powiedziała ile jest przeszkód, a o szczegółach zapomniała. :< Sonja, następnym razem nie zapomnij opowiedzieć o tym crossie, co? A tak w ogóle, to też Cię kocham. :lol:
No tak. Kolejne zwolnienie. Oczywiście Afera zmniejszyła nieco prędkość, choć miała pokusę, aby nagle stanąć w miejscu, a potem zrzucić Sonję i pobiec sobie dalej za to, że opowiedziała tylko ile jest przeszkód. :lol: W każdym razie była posłuszna, a po zawodach coś wymyśli. <3
Na łydkę za popręgiem odpowiedziała wydłużeniem kroku nawet jeśli amazonka nie koniecznie tego chciała. Do siedemnastki pozostało jeszcze sporo drogi, ale jako że poruszały się dość szybko owy odcinek drogi pokonały w krótkim czasie, a oczom dziewczyn ukazał się pociąg. :lol:
Będziemy skakać przez przyczepę pociągu. A co jak on nagle ruszy? Może lepiej nie próbować? Co powie Sonja na wyłamanie? :lol: W związku z tym, że na zastanowienie się było za późno Fryta skuliła uszy i ostatecznie skoczyła wybijając się z tyłów i oddając długi skok. Lądowanie dość miękkie, ale jak ta przeszkoda była straszna! Po lądowanku kontynuacja szybkim i dynamicznym galopem, a zaraz potem... Kolejna ciuchcia! :< Ciuchcie są be, tym bardziej, gdy mają wagoniki, a nie przyczepy. Nie skaczemy, nie! :< Nie wiadomo dlaczego klacz nie za bardzo miała ochotę skakać przez te ciuchcie. :lol: Może były za brzydkie? Tego nie wiemy, a wracając do samego skoku został on wykonany i to całkiem dobrze. Odbicie ok, lot też, a i lądowanie dobre! Problem nastąpił po lądowaniu, bo Fryta zaraz po nim strzeliła porządnego barana wyrzucając tyły w górę. Jak ciuchcia zła, to trzeba kopnąć, no! W każdym razie Afera nie dosięgnęła do przeszkody i po tym baranku kontynuowała galop nie myśląc nad tym, czy aby na pewno Sonja została w siodle. :lol:
Zaraz po skoku przed parą "wyrósł" las, a jak już wcześniej wspominałam w lesie jest chłodniej czyli lepiej. Poza tym w lesie fajnie pachnie, a zwłaszcza w lesie sosnowym. <3 Tutaj jednak nie powiedziano nam czy las jest iglasty, czy nie, więc nie będziemy o tym wspominać. Chyba że Sonja wie, a nie powiedziała.
W lesie chwilka zbawiennego odpoczynku. Klacz coraz bardziej się pieniła, a i zmęczenie się zwiększało, ale myślę że Sonji też energia ubywała. W końcu normalne jest zmęczenie po takiej trasie.
Las duży nie był, więc niedługo po wjechaniu do owego lasu trzeba było z niego wyjechać. Na początku trasy poza drzewami klacz jeszcze biegła wolniejszym tempem, ale zaraz przyspieszyła prychając co krok.
Odcinek drogi do dziewiętnastki był spory, ale szybko pokonany. Para znajdowała się coraz bliżej szeregu składającego się z trzech przeszkód i to w wodzie. Pierwsza była kłoda z podstawką ławeczki. Tego typu przeszkoda pojawiła się już na trasie, ale kolejnych dwóch dzisiaj nie miały okazji skakać. Ciekawe jak się skacze przez jeża lub świnię? :lol:
Pierwszy skok kończył się lądowaniem w wodzie i był udany, po zetknięciu z chłodną cieczą skarogniada uniosła łeb i wyszczerzyła zęby. Śmiejmy się razem! :lol2:
Oczywiście zaraz potem zęby znów zostały zasłonięte, a głowa opuszczona, żeby Sonja się nie wstydziła za folblutkę. Dwudziesta przeszkoda przypominająca jeża znalazła się przed klaczą. Jeż całkiem wysoki a na dodatek z grzebieniami. No skoczyć trzeba, więc skaczemy. Mocne odbicie lot i w końcu lądowanie z pluskiem do wody. Tym razem czasu na zastanowienia nie było, bo zaraz po dwudziestce pojawiła się świnia o numerze dwadzieścia jeden. A tak swoją drogą, to mi ta świnia trochę beczkę przypomina. :lol: Taki szczegół.
Świnka nieco niższa niż jeż, ale za to okrągła, czyli szersza. Nie dużo, ale jednak. Skok szeroki i wysoki, lądowanie oczywiście w wodzie, bo jakby inaczej. Woda wyleciała w górę ochlapując po raz kolejny Sonję i mokrą już Aferę. Niedługo po ostatniej przeszkodzie w wodzie para dotarła do lądu i zaraz już znajdowała się na nim. Pierwsze metry zostały pokonane spokojnie, ale zaraz potem znacznie przyspieszyła i pędziła przez ostatnie odcinki trasy. Na razie nie było widać kolejnych przeszkód, a przerwa w skokach była okazją do nadgonienia czasu. Oczywiście tak pędzić bezustannie się nie da, zwłaszcza gdy zmęczenie daje się we znaki, a zaraz kolejna przeszkoda. Kilkanaście metrów przed nią, zgodnie z poleceniem Sonji nastąpiło zwolnienie, a później skok. Tym razem przeskoczyć trzeba było szereg składający się z dwóch identycznych przeszkód. Te również miały grzebienie, ale nieco inne.
Skok nad pierwszą przeszkodą wysoki, ekonomiczny, a zaraz potem kolejny skok podobny do poprzedniego. I mamy pokonany szereg! :lol: Na szarpnięcie za pysk odpowiedziała gwałtownym machnięciem łbem, ale zaraz potem znów go opuściła i głośno prychnęła. Woda z pewnością odświeżyła klacz, ale energii nie przywróciła.
Po chwili trasa wpisała się w łagodny łuk prowadzący do przeszkody numer 24. Został on ładnie pokonany, a po nim oczom dziewczyn ukazała się przeszkoda przypominająca ul. Na szczycie dość ostra i bardziej wysoka niż szeroka. W tym wypadku należy oddać wysoki skok, ale nie zapominając o szerokości. Tempo robocze, odbicie w odpowiednim miejscu, skok wysoki i w końcu lądowanie. Po nim klacz dalej biegła galopem porządnie prychając co krok i nieco się pieniąc. Odcinek drogi spory, na tym fragmencie trasy jeziorko. <3 Zaraz po wyjeździe z lasu na trasie pojawiła się woda, ale tym razem bez żadnych przeszkód, czyściutko. Zaraz dziewczynki wjechały do jeziorka, a Fryta znów uniosła łeb i wyszczerzyła zęby. Cieszmy się! :lol2: Zaraz się jednak opanowała się i poprawnie pokonała wodę, z której to wyjechała i kontynuowała galop. Wiatr znów dawał miłe uczucie świeżości. Po dłuższej chwili klacz znów przyspieszyła i wyjechała naprzeciw kolejnej już ostatniej przeszkodzie. Była identyczna jak siódemka, którą to spotkały zaraz na początku. Odbicie, tam gdzie trzeba, lot dość płaski, aczkolwiek Afera oszczędziła sobie spotkania z twardą i nieruchomą przeszkodą. Lądowanie troszeczkę za twarde, ale turbulencje są fajne. <3
Zaraz po nim kontynuacja galopem i duże przyspieszenie. Jednak te geny folbluta coś dają. Meta tuż, tuż. Pędzimy co sił! Mimo, ze skarogniada nieźle się pieniła, a i prychała co krok, to wydobyła z siebie jeszcze troszkę energii i pędziła jak najszybciej do mety. Każda sekunda się liczy.

Royal Cherry - 2013-05-12, 20:55

Roy, jak to Roy zaczynał się powoli złościć. Nowy jeździec no to wiadomo, że trzeba było pokazać różki! :lol: Owszem, szedł stępem, jednak naprawdę już tak się jarał i nie mógł doczekać biegania, że wprost samoistnie te nogi wyrzucał przed siebie, chodząc jak na szczudłach ku górze, caplując.
Przy podpinaniu popręgu zagryzł wędzidło i przeganaszował się, pociągając pyskiem w dół. Parsknął zdegustowany i co zrobił? Kupę! :lol2: Tak, właśnie, pora na kupkę :lol: Uniósł ogonek i elegancko się wypróżnił, będąc teraz lżejszym o kilka odchodów :lol2: Potrząsnął pyskiem zadowolony i czując wypchnięcie z bioder, zagalopował w mgnieniu oka. Szastnął ciemnym ogonem i nadął chrapy idąc mocno do przodu. Wręcz przesadnie unosił nadgarstki i wyrzucał je przed siebie, tym samym angażując zad oraz trzymając nisko łeb. Znany był z miękkich chodów i dobrego podstawienia.. jednak diabeł nigdy nie śpi :lol: Dopiero po kilku półparadach spokorniał i zwolnił, idąc bardziej w górę. Spocił się biedaczek na klacie i zapienił na pysku jak dzika świnia, brudząc sobie sierść białą mazią <3
Przegalopował w miarę spokojnie trzy koła w jedną stronę oraz w drugą, łatwo przychodząc Jess do ręki, gdyż miała spokojne i delikatne dlań dłonie. Pomimo, że chodził na pelhamie, był bardzo czuły i wystarczył mały sygnał, aby Roy wyczuł... jednak nie zawsze to działało na tego uparciucha :lol:
Co tam dalej? Ach, wjechali na przekątną, gdzie rzekomo miał przejść do kłusa? Nosz i mały problem, gdyż Wisience bardzo to galopowanie się spodobało! :lol: Gdy tylko Jess chciała go spowolnić, ogier zafurgotał chrapami i podbił przodami. Skulił uszyska i wyciągnąwszy pysk do przodu, wyskoczył większą foulą przed siebie i wystrzelił z zadu lecąc dalej <3 :lol:

Jessie - 2013-05-12, 21:19

Skoro nie udało się wykonać zwykłej zmiany nogi na przekątnej, to zrobili lotną, po czym zawodniczka nie przeszkadzała już karusowi w galopie na prawą stronę. Po trzecim okrążeniu szybkiego galopu, łącznie po szóstym, miała nadzieję, że w końcu Wiśnia stanie się bardziej skłonny do współpracy i spróbowała zatrzymać go do kłusa, a następnie do stępa. Jeżeli się nie udało na prostej, to w galopie wprowadziła go na mniejsze koło, które z każdym "splotem" zacieśniała jeszcze bardziej, aż w końcu hanower przeszedł do kłusa. Temperamentny z niego szatan <3 Ale nie mogła mu pozwolić na wyczerpanie sił przed startem, także...
Zakładając, że przeszedł do stępa, bo wypadałoby w końcu skończyć rozgrzewkę, a zacząć przejazd... Dała mu chwilę wytchnienia na dłuższej wodzy, po paru minutach z powrotem je pozbierała, biorąc konia na kontakt. Powyginała go chwilę w samej szyi jak i na woltach, co naprawdę nie trwało długo. Nie chciała go zanudzić, poza tym mięśnie już zdążył rozgrzać w galopie. Chwila kłusa, a potem przejście do galopu, gdzie głównie zrobili parę przejść w tempie, by potem na torze nie doszło do nieporozumień. Nie robiąc przerwy, spróbowali skoczyć leżącą na rozprężalni kłodę z dwóch stron, co zapewne na początku było trudne. Starała się wycofywać ogiera w porę, nim nakręcał się na przeszkodę, dociążała jego zad i w odpowiednim momencie unosiła na przedzie, dając mu lekkie wskazówki co do wybicia. Nie kłóciła się z nim za dużo, nie chcąc doprowadzić do tego, że na przykład on skoczy, ona zostanie w siodle i dojdzie do kraksy. Miał szybkie tempo i chciała to uszanować, pokładając zaufanie w doświadczeniu konia.
Po rozgrzewce, przejście do stępa i chwila odpoczynku przed startem.

Royal Cherry - 2013-05-12, 21:44

Lotna poszła jak po maśle! Nawet pomimo lekkiego wybicia z rytmu przez bryknięcie. Zmienił nogę i galopował obszernie, acz lekko przed siebie, parskając sobie co takt. Można rzec, że powoli się uspokajał, acz jeszcze przez te sześć okrążeń, podrzucił ze dwa razy wesoło zadkiem, ciesząc się, że w końcu się wybiega.
Na kolejną próbę przejścia do kłusa zareagował już całkiem normalnie, niemalże natychmiast przechodząc do pośredniego kłusa. Nie zapieprzał jak krasnał, toteż Jess siedziała nadal wygodnie w siodle. Kilka kroków w tym dwutaktowym tempie i przejście do stępa wedle życzenia kobietki. Nie zmęczył się, a jedynie bardzo cieszył. Szedł jak jakiś pstryczek elektryczek, rozglądając się ciekawsko na boki. Poparskiwał co chwile i strzygł uszami, uspokajając rozszalały oddech. Wyciągnął łeb prze siebie i puknął zębami po piersi, ścierając z pyska białą pianę <3 I tak przez kilka minut, aż Jessie nie nabrała ponownie wodzy na kontakt, przygotowując karego do dalszej pracy. Ten, jakby wiedząc o co chodzi, ładnie się zganaszował zaokrąglając szyję, wyginając po woltach. Szedł po łukach nie wypadając z nich, po czym precyzyjnie zakłusował, mocno wyrzucając przed siebie nadgarstki. Nie zapominając o zadzie, który już po tylu latach dobrych treningów sam mocno angażował, zagalopował pod górę, wygodnie bujając dziewczynę na swoim grzbiecie. Robił dodania i skrócenia, w odpowiednich momentach zmieniając tempo. Machał ogonem i poparskiwał, kierując uszy do tyłu, na Jess. Wszystko szło bardzo idealnie! problem zaczął się w momencie, kiedy Roy zobaczył kłodę. Uniósł nieznacznie pysk i postawił uszy do przodu, zaczynając się rozpędzać. Wręcz wbijał w impetem nogi w podłoże, wyrzucając za siebie piasek, kiedy dziewczyna starała się go spowolnić. Nadął chrapy i parsknął nerwowo, zbliżając się do przeszkody. Raz, dwa trzy i wystrzelił do góry z niemalże metrowym zapasem. Kochał skakać. Jak jakiś młodzian, wiele razy zdarzało zrobić mu się zapas nad przeszkodą, składając jak piłeczka. Wyciągnął przed siebie szyję, nadgarstki podciągnął do piersi, zadem jeszcze poprawiając mocno do góry. Wylądował ciężko i sapnął, wyskakując do przodu, aby znów wystrzelić z zadu. Jessie miała za zadanie tylko się utrzymać na jego grzbiecie :lol: Powtarzając najazd zrobił to już spokojniej, chociaż z takim samym zaangażowaniem. Przejście do stępa i oczekiwanie na start.

Sonja - 2013-05-12, 22:02

A co to ona ma opowiadać Aferze ze szczegółami wszystkie przeszkody, cała trasę, zakręty i technikę skoków pokazywać? :lol2: Jak chcesz, ale wątpię, żeby to spamiętała i zrozumiała. :lol: Zwłaszcza, jak jej to Sonja zacznie tłumaczyć. Ona raczej nie umie tłumaczyć.
Zauważyła oczywiście, że Aferę niezbyt spodobały się wygląd przeszkód-ciuchci (chociaż dla mnie to raczej jakieś przyczepy, czy coś :lol: ). Dlatego też więc po pokonaniu pierwszej z nich uważała szczególnie na jej zachowanie. I słusznie, bo po drugim skoku Fryta sobie bryknęła, oddając z zadu na "ciuchcię". Sonja na tą chwilę odchyliła się mocniej w siodle, by to jakoś wysiedzieć i uniemożliwić jej jakoś kolejne wyskoki.
Tak czy siak, pruły już dalej. Jakoś udało im się pokonać jeziorko raz drugi, nawet ten potworny szereg. Potem większych problemów nie było. (Pomijając niedoinformowaną o trasie Aferę. Z winy Sonji oczywiście!).
Nie skomentowała szczególnie jej dzikiego, psychodelicznego trochę wyszczerzu. :lol2: Tylko zacmokała wtedy, coby przestała tak robić. Ale Bogu dzięki, sama skończyła. <3 Przecież jakby ktoś patrzył, to kiepsko tak! :lol2:
W ogóle Saara lubiła crossy dlatego, że tutaj nie było widzów na każdym odcinku drogi. Oczywiście, były tam dla nich wydzielone miejsca i ten, ale w lesie raczej ich nie stały tłumy i nie wpatrywało się w pokonującą trasę parę. Przy konkursach skoku i ujeżdżenia to na hali wszystko widzą jak dłoni. Każdy błąd! D: A tutaj Sonja mogła walić tyłkiem tyle razy o siodło ile chciała. I tylko Afera by się zezłościła :lol2: !
Ale dzielnie powstrzymywała się przed podobnymi praktykami, bo coś czułą, że to nie jest najmilsze doświadczenie. ;>
Zadowolona bardzo była z tego jak dzielnie dalej folblutka wyciągała jeszcze, mimo zmęczenie. Skoki przez szereg z przeszkodami obfitującymi w inne rodzaje grzebieni były całkiem udane, mimo ej lekkiego szarpnięcia za wodze. otem jednak było kolejne, czyste jeziorko. Tam Afera spisała się dobrze, po skoku za nim tez było miło. To dobrze, że nie przygrzmociła w ten płotek, bo wtedy Saara by się zadręczała dzień i noc, jakby sobie nogę wykręciła. W końcu to ona ą tam tak pogoniła!
No i goniła ją mocno dalej, przechodząc to stabilnego, wyważonego mimo wielkiego wysiłku półsiadu. Pozwoliła sobie złapać się mocno grzywy Afery, opierając się może trochę mocniej niż powinna na jej szyi. I ściskała ja łydkami mocno, byleby tylko dojechać do mety.
Podejrzewała oczywiście, że ten zbyt duży ciężar ciała Sonji przesunięty na jej szyję Ferrercia może odpowiedzieć zrzuceniem Finki przez przody, po prostu wyrywając łbem do przodu. Dlatego też dziewczyn mocniej złapała wodze, mając nadzieję że się od tego uchroni. I dalej ją goniła.
No i fakt. Geny i krew folbluta jednak dużo tutaj pomagały. Generalnie raczej większość koni tej rasy, według spostrzeżeń Sonji, lubiła czuć wiatr w grzywie i sobie szybko czasem (często) pobiegać. We krwi miały ten... przymus dążenia do przywództwa, do bycia pierwszym; niepokonanym tez być może. Co prawda, teraz Afera się z nikim w zasadzie tak bezpośrednio nie ścigała, ale też była tutaj niesamowita walka o czas.
Saara sobie nagle uświadomiła, że chyba tylko raz podczas przejazdu spojrzała na zegarek Aaa, walić to! I tak już za późno, by to zmieniać, nie? :lol: I tak chyba czas przejazdu miały dość dobry, mimo problemów. Kosztem jednak wielkiego zmęczenia Fryty przez te niesamowite nadganianie na wolnych odcinkach trasy.
Niech ją sobie zrzuca i depcze ile chce, ale po mecie! :lol2:
No i tak ten, w końcu dotarły do mety, obydwie zmęczone. Jeśli za nią Afera jednak zrzuciła Sonję, to ta w zasadzie pozwoliła gapiom i załodze pomagającej w zawodach złapać klacz, sama zdychając na ziemi. :lol2: Ale jeśli dotrwała i została w siodle dzięki dobroci skarogniadej, to sobie tam wyjechały gdzieś się porozluźniać w wolniutkim kłusie dalej.
Masa pochwał, oczywiście.
KONIEC PRZEJAZDU~! <3

Jessie - 2013-05-12, 22:50

Rzeczywiście, wysiedzenie pierwszego podejścia do kłody wymagało od niej niemałego wysiłku. Ostatecznie wyrzucić się z siodła nie dała, całe szczęście bo... kiepsko byłoby się zdyskwalifikować przed startem, prawda?
Po krótkim odpoczynku w stępie, ponownie nabrała wodze i skierowała ogiera na linię startu, w pewnym momencie przechodząc do kłusa.

przejazd

W momencie, gdy mijali linię mety, rozległ się dzwonek sygnalizujący start. Zawodniczka od razu dała ogierowi stosowne pomoce do zagalopowania, początkowo prosząc o spokojne tempo - które znając życie utrzyma się góra do pierwszej przeszkody, którą notabene była najzwyczajniejsza w świecie kłoda. Zawodniczka starała się poprowadzić Royal'a w miarę spokojnie, choć oczywiście odpowiednio energicznie, celując w sam środek kłody. Lekka półparada, by skupić karusa na zadaniu, lekkie dociążenie zadu, które w razie potrzeby miało go wycofać, doprowadzenie do samej przeszkody... W odpowiednim momencie łydka, na samym odskoku elastycznie oddała mu trochę wodzy nie tracąc kontaktu, w dalszej fazie lotu wyszła z ciałem do przodu, przekazując jeszcze trochę wodzy. Przy samym lądowaniu wróciła na chwilę w siodło, w drodze do następnej, prostej przeszkody przechodząc do takiego półsiadu, w jakim jedzie się cross. Przeszkoda stała niemalże po prostej także Jessie nie zmieniła linii biegu, jedyne co to nie pozwoliła karusowi do niej wyrwać. Postąpiła podobnie jak na kłodzie, zgrywając się z ruchem konia niezależnie od tego czy ostatecznie udało mu się z nią wygrać, czy też nie. Zapewne było widać pomiędzy nimi pewne niezgranie, ale co się dziwić, skoro pierwszy raz w życiu ze sobą współpracują? Jechała go odważnie, była bardzo skupiona, zorientowana na sytuację. Po wylądowaniu, przeszła do półsiadu i dała zdecydowanie ponaglającą łydkę, zachęcając Royal'a do wydłużenia galopu, skoro mieli przed sobą dłuższy odcinek trasy pozbawiony przeszkód. Będąc parę metrów przed trzecią przeszkodą, zrobiła półparadę w celu zawalczenia o uwagę ogiera i lekkie uspokojenie go przed skokiem, jednak bez większej ingerencji w tempo. Jak zawsze postarała się o prostopadły najazd, pomogła karusowi odrobinę w ocenie miejsca odbicia, a później pozwoliła mu działać, ze swojej strony robiąc wszystko, by ładnie się zaprezentował i dał z siebie wszystko. Miała nadzieję, że zaraz zejdzie z niego trochę pary i zacznie skakać ekonomiczniej, bo jak na razie nie było to najprzyjemniejsze, no i męczące. Po tym lądowaniu pozostała w siodle, wzięła konia trochę "na siebie", uspokajając go, w razie potrzeby działając półparadami. Kolejne przeszkody stały na kole,wymagały dużej precyzji, choć nie były trudne. Podpierając go łydką, okrągłym, kontrolowanym tempem poprowadziła go na najwęższe miejsce przeszkody, po daniu sygnału do wybicia podążając za ruchem hanowera. Lądowanie na lewą nóżkę, delikatne dodanie i kolejna, identyczna przeszkoda, którą również skoczyli w najwyższym miejscu, chyba że karus miał całkiem odmienne zdanie, a Jessice nie udało się w porę z nim o to zawalczyć. Cierpiała na tym jej trochę równowaga, ale wyćwiczony z niej zawodnik, także... Znowu lądowanie na lewą, wyjechanie wyrazistego łuku i skok na kolejnym correrze, takim samym jak ostatnie. Lądowanie na prawą nogę, jeżeli się nie udało to w następnym odcinku lotna zmiana nogi i dodanie, pozostała w półsiadzie.

Royal Cherry - 2013-05-13, 00:25

Słysząc dzwonek oraz czując sygnały od Jessie od razu zagalopował. Nieco wystrzelił na początku, jednak po chwili prawidłowo odpowiedział na pomoce i zwolnił tempo, galopując już w równym takcie. Na crossie było co innego. Roy wydawał się być o wiele spokojniejszy, jak i łatwiejszy w prowadzeniu, o czym Jessie się najpewniej niedługo przekona. Poparskiwał głośno nastawiając uszy, kiedy jego oczom ukazała się pierwsza przeszkoda w postaci kłody. Był bardzo uważny i nawet nie śmiał wyłamać, bowiem był koniem odważnym i o wielkim sercu oraz ambicji do skoków. Znowu począł się nakręcać na przeszkodę, jednak czując półparady opanował się nieco i takowym spokojnym tempem bez zbytniego atakowania, dojechał do kłody. W odpowiednim momencie wykonał odskok z niewielkim zapasem poprawnie składając się w skoku. Jako, że dziewczyna oddała mu poprawnie wodze, mógł swobodnie wyciągnąć szyję i pracować grzbietem. Nogi wysoko oraz poprawienie zadem i lądowanie. Dzięki stałemu kontaktowi zaraz po spotkaniu się z ziemią, Roy nie bardzo miał jak się rozpędzać, toteż galopował tempem nakazanym przez Jessie. Obił ogonem o swoje boki i podniósł wyżej łeb, utkwiwszy spojrzenie w przeszkodzie numer dwa. Ta była już o wiele węższa i trudniej było na nią najechać. Ogier przygryzł wędzidło i szarpnął mordą, chcąc jakby pokazać dziewczynie, że wcale nie jest taki grzeczny! No daj pobiegać! Wbił mocniej kopyta w ziemię i uspokajany półparadami, zwolnił, żwawo, acz równo dojeżdżając do dwójki. Nadął chrapki i odbił się od ziemi, pokonując przeszkodę z zapasem. Poskładał się jak należy, aż miło było zawiesić na nim oko. Szyja okrągła oraz wysunięta do przodu z nosem na czele, a te nadgarstki. Lata treningów robiły swoje.
Parsknął zadowolony zaraz po lądowaniu i od razu, wręcz z miłą chęcią przyspieszył. Odchylił uszy do tyłu i rozciągnął się niczym koń wyścigowy. Wyrzucał mocno do przodu kończyny, prostując je całkowicie w nadgarstkach. Każda foule'a była bardzo obszerna i przy takim tempie płaska. Ciało karego lśniło już w blasku słońca od potu, który zalał jego muskularne ciało. Oddychał szybko szeroką piersią, zaś jego chrapy furgotały jak dwa motorki <3 Pokonawszy pusty odcinek i zbliżając się do przeszkody, dał się o wiele łagodniej spowolnić. Znowu zszedł z łbem i acz nadal pozostał uważny co do przeszkody. Najazd był już spokojniejszy, toteż i skok łatwiejszy dla Jess do wysiedzenia. Sam w sobie skok wydał się pełen gracji i lekkości. Royal frunął nad przeszkodą numer trzy, rozciągając nad nią swoją wielką sylwetkę. Ponownie wyciągnął nos do przodu i zaokrąglił grzbiecik, tuż po lądowaniu brykając małego baranka. Potrząsnął głową i parsknął, opanowując się dzięki półparadom dziewczyny. Rzeczywiście, częściowa para z niego zeszła, toteż reszta przejazdu powinna być o wiele spokojniejsza. Koń w sam sobie miał jeszcze mnóstwo energii, a wiedząc z doświadczenia, nie mógł jej marnować na takich trasach na brykanie.
Zwolnił zaokrąglając sylwetkę, dzięki czemu i jego foule stały się bardziej ku górze. Po precyzyjnym ruchu w równym tempie został skierowany przez Jess do najwęższej części przeszkody, która bardzo zaciekawiła Roy'a. Postawił uszy na sztorc i tuż przy jednej fouli do odskoku, wbił się mocniej ziemię, akcentując to szczególnie wykrokiem przednich kończyn. Odbił się jak piłka, na samym środku przeszkody, nieco mocniej idąc w górę ze względu na wolniejsze tempo, dzięki czemu i skok okazał się bardziej efektywny. Od razu po przeszkodzie wylądował na lewą nogę dzięki sygnałowi Jess, choć z tym samoistnie problemów nie miał. Nawet jakby wylądował na złą nogę, od razu zmieniłby, gdyż jego poziom ujeżdżenia był bardzo dobry. Przyspieszył nieco i tu również udało się nacelować na sam środek. Ponowny skok w wykonaniu Roy'a bardzo efektywny z mocnym akcentem i doskonałym baskilem. Co jak co, ale to dobra lekcja dla równowagi Jessie. Warto się sprawdzać na tego typu koniach :3
Parsknął ciężko tuż przy lądowaniu i szarpnął głową, nieco się przeganaszowując. Przeszył agresywnie ogonem powietrze i utrzymując rytm oraz power, wylądował na lewą nogę, od razu jadąc po łuku do kolejnego correra. Uniósł ponownie łeb wyżej, aby mieć dobry widok na odskok. Zachowując rytmiczność, wystrzelił w górę, prawie, że ponownie trafiając w sam środek. Wyciągnął nos do przodu i dał długiego susa do przodu, lądując na prawą nogę. Wbił się kopytami w ziemię i nie przestając wkładać w to co robił serca oraz wysiłku, pracował wszystkimi partiami mięśni, co można było zobaczyć po jego spoconej, umięśnionej sylwetce.

Afera - 2013-05-13, 15:09

W końcu klacz dotarła dzikim galopem do mety potwornie prychając co krok i nieco mniej się pieniąc. Po pokonaniu trasy (Wreszcie!) stopniowo zwolniła do kłusa obniżając łeb na tyle nisko, na ile pozwoliły jej wodze. Koniec. Nareszcie. :>
Afera nie zrzucała Sonji, bo nie miała siły. Po co skakać dziko, aby jeździec spadł? W tym wypadku byłoby to bezsensowne, więc Saara ma się cieszyć, bo została w siodle. <3 Wszelkie pochwały przyjmowała spokojnie strzygąc jedynie uszami. Po jakimś czasie skierowała się kłusem, tam gdzie poprosiła Sonja. Teraz jednak jej tempo było raczej leniwe niż energiczne. Nawet odpocząć nie dadzą! :<
Koniec przejazdu.

Sonja - 2013-05-13, 21:45

Ależ ona jej nie goni! Pisałam, że wolniutki kłus! ;c
W ogóle fajnie, że nie została zrzucona. <3
Takoż też sobie truchtały tam gdzieś powolutku, odpoczywając. Jakieś tam luźne wolty, luźna wodza. Dziesięć minut kłusa, potem wstrzymanie krzyżem i stęp. Tym chodem sobie tu chwileczkę pochodziły, Sonja z siodła popuściła troszeczkę Aferze popręg, a potem odjechały powolutku do stajni, po drodze się jeszcze rozluźniając. Saara się też porozciągała w międzyczasie do jej uszu, nasady ogona, do własnych nóg i tak dalej.
Mnóstwo pochwał też. <3
    zt.

Jessie - 2013-05-13, 22:13

Po pokonaniu szóstej przeszkody pokonali dłuższy odcinek trasy w szybkim galopie. Na zakręcie zwróconym w prawo, zawalczyła o uwagę karusa stosując półparadę, jednocześnie uspakajając go odrobinę, by dobrze wymierzyć odległość do następnej przeszkody - również niezbyt skomplikowanej. Wyprostowała go,dojechała do samego miejsca odskoku, w którym dała łydkę, a gdy Wiśnia oderwał się od podłoża, podążyła za nim przechodząc w półsiad i oddając wodze, bez utraty kontaktu z pyskiem. Po wylądowaniu, prędko wróciła do półsiadu, ponownie pozwalając ogierowi na rozwinięcie prędkości, a co za tym idzie, na poprawienie czasu. Wkrótce na ich trasie ukazała się najzwyczajniejsza w świecie kłoda, także Jessie nie przyłożyła do niej większych starań, nie ingerowała w tempo galopu, a jedynie skupiła się na prostopadłym najeździe. Po przeskoczeniu kłody, a może wręcz przefrunięciu, półparada by do kolejnej przeszkody stojącej niemal w linii prostej od kłody podejść nieco spokojniej. Głównie dlatego, że wymagała tego od pary. Dojechała konia do samego końca, w wymierzonym przez siebie miejscu wysyłając go w górę czytelnym impulsem. Jak zawsze, gdy hanower już wznosił się do lotu, zawodniczka zgrała się z jego ruchem, ułatwiając mu skok w miarę swoich możliwości. Cały czas patrzyła do przodu, nie zastanawiając się za wiele nad tym, co już za nimi. Po pokonaniu dziewiątki, zdecydowanie dali gaz do dechy, co by jak najszybciej pokonać długi, pusty odcinek. Dopiero parę metrów przed kolejną przeszkodą, która stała nad wodą, zawodniczka dała karusowi półparadę, podnosząc go nieco na przedzie by uważnie przyjrzał się temu, co go czeka. Jednocześnie nie tracąc dynamiki, w równym tempie dojechała go do przeszkody, prostopadle. W wymierzonym miejscu łydka, mając go zamkniętego w pomocach odcięła ewentualną możliwość wyłamania. Do lądowania zaczęła się przykładać w miarę wcześnie by przy zmianie poziomu nie uwalić się na ogierze, gdy wylądowali już w wodzie łydka by szybko przebrnął ten odcinek. Poprowadziła go po lekkim łuku w lewo, będąc na wprost do jedenastej przeszkody wyprostowała i łydka do odbicia, tradycyjnie półsiad i oddanie wodzy. Po pokonaniu jedenastki, pozostała w półsiadzie i kolejna dzida w przód <3
Royal Cherry - 2013-05-13, 22:17

Prowadzony przez Jessie po obszernym łuku w prawo, galopował miarowo przed siebie, prąc do przodu nieustannie, nie ukazując ani przez chwilę zmęczenia. Ponownie przytrzymany w linii prostej do przeszkody, upomniany przez półparadę nieco się skrócił i dojechał miarowo do przeszkody numer siedem. Nawet nie myślał o wyłamywaniu, toteż skok był równie soczysty i idący w górę. Wylądował z gracją na prawą nogę i czując ponaglające pomoce, dodał mocno na prostej, rozciągając swoją sylwetkę. Patataj, każda foula rozbrzmiewała tętnem uderzających o ziemię kopyt ogiera. Uniósł ponownie głowę zbliżając się do kłody i znów miał ochotę wyrwać się do przodu, a wcale nie podobało mu się zwalnianie. Potrząsnął łbem, aczkolwiek uspokoił się w porę, aby energicznie, acz bez zbytniego atakowania dojechać do kłody. Wystrzelił w górę składając się prawidłowo w skoku, pokonując przeszkodę numer osiem. Utrzymując dynamiczne tempo, tak samo dojechał do dziewiątki, bez żadnego wysiłku hopsając sobie nad przeszkodą. Poprawił mocno zadem i lekko przeganaszował się tuż przy lądowaniu, wyskakując mocniej do przodu. Lądowanie na prawą nogę i mniej więcej w miejscu, gdzie zaczął się najazd po łuku w lewą stronę w dół ku jeziorku, Roy nawet bez pomocy dziewczyny zmienił nogę w galopie na lewą. Przeszył energicznie ogonem powietrze i już chciał znów przyspieszać, tym bardziej, że zobaczył taką zachęcającą przeszkodę, w dodatku do wody. Zafurgotał chrapami i postawił uszyska na sztorc, utkwiwszy wzrok w dziesiątce. Przyjrzał się jej dokładnie, acz nie wiedział czy nagle coś tam zza krzaków na nich wyskoczy. Uniósł wyżej łeb i wbijając mocniej kończyny w podłoże, dojechał do końca i dał mocnego susa do przodu. Wyrazisty baskil i akcentem na zadarte nadgarstki do góry i wysoki zad, przy czym doszedł jeszcze uwypuklony grzbiecik i zaokrąglona szyja. Wylądował z wielkim pluskiem w wodzie, którą rozbryzgał na wszystkie strony. Skąpał przy tym siebie i Jessie. Szczerze mówiąc, ciężko było galopować w takim bajorku, acz z pomocą aktywizujących pomocy dziewczyny, spiął się w sobie i mocno angażując siłę nośną w zadzie, galopował zaparcie przed siebie, unosząc wysoko nogi. Oddech wyraźnie mu przyspieszył, acz był tego plus, bowiem zimna woda schłodziła jego rozgrzane mięśnie <3 Wyskoczył z wody jak piłeczka, pokonując jedenastkę. Mocno oparł przody na lądzie i podciągnął się dynamicznie, galopując dalej przed siebie w szybkim tempie.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group