Brian - 2019-05-04, 16:45 Oparł brodę na dłoni, przyglądając się i jej minie z uśmiechem. W Nicole i ich przyjaźni naprawdę cenił to, że kobieta nie bała się użyć jego własnej, doskonale wypróbowanej broni: złośliwości. W ten sposób sobie dogryzali, droczyli się, albo prowokowali nawzajem - jak w tej chwili, ale nie było w tym tak naprawdę nic negatywnego i dość często te wzajemne złośliwości zastępował śmiech.
Na odbicie piłeczki tylko uniósł brew i pobłażliwie się uśmiechnął, za co właściwie mogłaby mu przywalić i wcale by nie miał jej za złe.
- Nie chciałem sprawiać wrażenia, że przyszedłem tu tylko po piwo. - odpowiedział pewnym siebie tonem, aby zaraz poniekąd zaprzeczyć swym słowom o nie sprawianiu wrażenia. - Phi, myślisz, że się tym przejmuję? - dodał, kiedy stwierdziła, że nie wyjdzie na pijaka. Udał, że się unosi dumą i już wstał, aby faktycznie sobie coś nalać. Nie dlatego, że mu to zasugerowała, ale dlatego, że naprawdę chętnie by się tego piwa napił. Uśmiechnął się tylko przekornie na jej gest upicia łyka z kubka, który miała w ręku.
- Dobrze, przejdę się po coś do picia, trzeba dbać o formę. - powiedział niby żartem, niby serio, niby nieco złośliwie, chociaż akurat spacer po piwo na pewno zrekompensowałby zawarte w nim kalorie. - Chcesz coś do picia, albo do jedzenia? - zapytał. Zapewne gdzieś pomiędzy odpowiedzią Nicole, a momentem gdy otrzymawszy ewentualne zamówienie mógł się po nie kopsnąć, pojawił się koło nich CJ.
-Cześć. No pewnie, zaraz tam przyjdziemy. - odpowiedział, po czym posłał Nicole oczko, dając jej do zrozumienia, że nie ma wyjścia.Jessie - 2019-05-04, 19:41 - Będzie dobrze - uśmiechnęła się, starając się pocieszyć Aaren, dla której zostawienie Williama u dziadka na pewno nie było proste, choć jednocześnie było pierwszym krokiem w stronę odzyskania utraconej wolności.
- Zapomnijcie, że w ogóle to powiedziałam. - Odezwała się, widząc miny ich wszystkich. Co prawda nikogo poza własnym mężem nie mogła zatrzymać tutaj na siłę, ale mimo to chyba nikt nie zamierzał z nią dyskutować na ten temat.
Widząc, że przez to stanie przy stole trochę przeszkadzają innym, odsunęła się nieco na bok. - Siadamy? - Zaproponowała krótko, skoro każde z nich miało już coś do picia i na razie nie było chyba głodne.
Skoro ich mężczyźni zajęli się rozmową o sporcie, tudzież pracy, Jess ponownie zagadnęła Aaren, chociaż tej zdawało się nie przeszkadzać to, że Tony z nią nie rozmawia, zamiast tego przytulając do siebie. - A w siodło kiedy wracasz? Już wieki cię nie widziałam w stajni - rzuciła, dochodząc do wniosku, że brakuje jej jakiejś koleżanki w stajni, z którą mogłaby chociaż pojechać w teren. Ostatni i jedyny teren Jess i Aaren co prawda skończył się fatalnie, ale nie ma co się nastawiać, że kolejny raz byłby taki sam, prawda?Adele - 2019-05-04, 19:52 Uniosła lekko brew na słowa chłopaka, zastanawiając się, czy ten jego koń rzeczywiście był aż tak morderczy i destrukcyjny, jak o nim mówił. Nie, żeby planowała sprawdzać na własnej skórze, wolała Gortata, nawet jeżeli czasem fundował jej kąpiele i maseczki błotne wtedy, kiedy nie bardzo miała na to ochotę. Układanie młodych, głupich ogierów nie leżało w jej kręgu zainteresowań, więc podziwiała Augustusa, że sam miał do tego cierpliwość - choć z drugiej strony, na pewno był jakiś urok w szkoleniu takiego konia według własnego uznania, zwłaszcza, że większość młodziaków nie była zakutymi łbami i chłonęła wszelkie nowości jak gąbki.
- Nie jęcz tylko jedz - odparła, gdy wzgardził jej suchym chlebem, nie bardzo rozumiejąc, jak można odrzucić taki posiłek. To dosłownie była potrawa i zarazem skarb narodowy, symbol każdego udanego ogniska. - Aha, sam przytyjesz. Od patrzenia, jak bardzo mi smakuje i wcale nie idzie w boczki - poinformowała, marszcząc brwi i biorąc dużego gryza swojej niepodpieczonej kromki.
Jej uwagę od tej jakże pasjonującej konwersacji i chleba odwróciła dopiero obecność osoby trzeciej, której niespecjalnie się spodziewała. Momentalnie spojrzała w stronę nieznajomego, uśmiechając się ciepło w jego stronę. - Hej, ja jestem Adele, to jest Gus - przywitała się uprzejmym głosem, ciesząc się, że nie musiała odkładać swoich jedzeniowych zdobyczy na rzecz uścisku dłoni. - Jasne - zadeklarowała za ich dwójkę, nawet nie dając Augustusowi zdecydować za siebie. Chciał babę to teraz ma.Anthony Wayford - 2019-05-04, 20:08 - Ah, no tak - przypomniał sobie o trwającym sezonie. Tony i Jonah zajmowali się zupełnie różnymi sportami, ale oba niosły ze sobą te same wyrzeczenia, które brunet doskonale rozumiał. Wayfordowi jednak się poszczęściło tym razem i mógł się spokojnie napić, a także zjeść cokolwiek.
- Działam, ale teraz odpoczywam. Tytuł obroniony, także zadanie wykonane - uśmiechnął się nikle, spoglądając krótko na Aaren, która pewnie byłaby zadowolona, gdyby jego "wakacje" trwały wiecznie. Teraz walczył rzadko, dwa, trzy razy w roku, co pozwalało mu na parę takich przerw. Co prawda krótkich, ale zawsze.
- Teraz kiedy grasz? - Zapytał, ciekawe kolejnego meczu Jonaha. Jakby był gdzieś blisko to może nawet mogliby się wszyscy na niego wybrać i zasiąść w sektorze rodzinnym, choć Wayford jeszcze parę lat temu omijał go szerokim łukiem, bo gdzie indziej było bardziej rozrywkowo.
Propozycja Jess co do zajęcia miejsc chyba się przyjęła, więc może uznać, że usiedli pośród reszty przy ognisku.Aaren Wayford - 2019-05-04, 20:29 - Musi być, w innym wypadku Gerard na pewno by dzwonił, a mały potrafi dać popalić.- Zaśmiała się bo akurat ona chyba najlepiej ze wszystkich wiedziała, że Will miał donośny głos. To na pewno po tacie, który podobno ładnie śpiewa, choć jako żona Aaren nigdy tego nie słyszała. :c
- No juz spokojnie, nigdzie się nie wybieramy.- Zapewniła przyjaciółkę i jednocześnie objęła męża sama dając mu do zrozumienia, że bez niej nigdzie się nie ruszy. Może tak jak Jonah zasłuży na nagrodę jeśli będzie grzeczny. ;>
Była bardzo zadowolona z obecnej przerwy Tonego nawet, jeśli nie mogli się nacieszyć tym, że wreszcie wszystko im wolno. Will jednak rósł z dnia na dzień i nawet zawiezienie go na parę godzin do dziadka pozwalało Tonemu i Aaren chociaż chwilę pobyć sam na sam. I wcale nie chodziło tu o łóżko, a raczej o wspólne spędzenie czasu. Widząc jak zerka w jej kierunku sama również się uśmiechnęła i za chwilę wróciła spojrzeniem do Jess.
- Siadamy.- Przytaknęła i razem ze znajomymi udała się w stronę stojących przy ognisku ławeczek. Siadając zajęła swoje ulubione miejsce, czyli standardowo na kolankach u męża, nie przeszkadzało jej to jednak z rozmowie z Jess podczas, gdy Tony rozmawiał z Jonahem.
Gdy panowie dyskutowali o sporcie, pracy i innych mniej ciekawych rzeczach, Aaren wraz z Jess podjęły inny temat. Na samo wspomnienie o stajni brunetka uśmiechnęła się subtelnie i westchnęła cicho. Tęskniła mocno za tymi trzema muszkieterami w stajni, ale odkąd w ich życiu pojawił się William, to właśnie on miał priorytet, jeśli chodzi o uwagę swojej mamy. Jedynie Tony mógł z nim konkurować, ale gdy chłopiec zaczynał swoją serenadę pod tytułem „mamo!” to nawet on kapitulował. - Szczerze to nie wiem, Will jest bardzo absorbującym dzieckiem, a Tony. Sama wiesz, nie bardzo chce żebym jeszcze wsiadała, bo na Otello na pewno coś sobie zrobię. - Odpowiedziała przyjaciółce, jednocześnie mając nadzieję, że mąż był na tyle zajęty rozmową, aby nie wyłapać tej wzmianki o sobie.
- Niby jest jeszcze Sleep, ale z nim najpierw chciałabym popracować z ziemi, pospędzać z nim trochę czasu zanim wróci do regularnych treningów. Przez moją ciążę miał sporo wolnego i nie chcę od razu brać go pod siodło.- Wyjaśniła i upiła łyk piwa kątem oka zerkając na męża.Augustus - 2019-05-04, 20:35 Sam Augustus nie miał pojęcia, co do łba mu strzeliło przy porywaniu się na młodego, ledwie zajeżdżonego konia. Przecież doskonale wiedział, do czego potrafiły być zdolne i jak trudne potrafiło być wychowywanie ich na normalne - z pewnością trudniejsze niż własnego dziecka - a mimo to nie żałował niczego. Z ogierem póki co dogadywał się całkiem nieźle, sprawiało mu to niemałą frajdę, nawet jeśli czasami musiał spaść z jego grzbietu. Nie stawiał przed sobą niemożliwych oczekiwań, małymi kroczkami dążąc do przodu, czego efekty był w stanie dostrzec już teraz.
- Teraz zamierzasz mi matkować? - prychnął, przewracając przy tym oczami. Zero szacunku do starszego, zero! - Smacznego - odpowiedział jej jedynie, kręcąc głowę z powątpiewaniem. Jak dziecko, jak dziecko.
Nie zdążył się nawet przywitać z CJ, który podszedł do nich, przerywając ich porywającą konwersację, bo już Adele zdążyła wejść mu w słowo. Znowu. Zdołał tylko spojrzeć na nią z niedowierzaniem, ale ostatecznie jedynie kiwał głową jak piesek z samochodu, rezygnując z próby zabrania głosu, która i tak pewnie skończyłaby się na niczym.Jonah Wrens - 2019-05-04, 20:54 Szczerze mówiąc, kłóciłbym się o to zatrzymanie i mnie w tym miejscu ale zachowam to dla siebie.
Skoro już wszyscy byliśmy "zgodni" i przestaliśmy się względnie alienować mogliśmy się udać w stronę ogniska.
-No proszę, to elegancko sobie radzisz chociaż początki nie były łatwe, nie?
Jasne, że nic nie było proste od samego początku ale szczególnie obijanie czyjejś mordy bez podania własnej gęby na tacy nie było lekkie.
-Pewnie żona marudzi, że dalej się bijesz?
Usiadłem sobie wygodnie obok Wayforda, nie widząc sensu w przekrzykiwaniu rozmawiających kobiet. Tym bardziej, że nie byłem za mocno zainteresowany ich rozmowami.
-W przyszły wtorek, nie powinno być ciężko ale nigdy nie wiadomo jak to wyjdzie.
Wzruszyłem ramionami, naprawdę nie wiedząc czego się spodziewać. Niby wygraną mieliśmy pewną aczkolwiek zdarzają się czarne konie.
Zerknąłem na Jess, a potem rozejrzałem się po obecnych na ognisku, obserwując chwilę otoczenie.Jessie - 2019-05-04, 20:59 Usiadła obok Tonego, tym samym mogąc dalej swobodnie rozmawiać z Aaren siedzącą na jego kolanach i nie przeszkadzać przy tym w rozmowie mężczyznom.
- Oj, nie gadaj - mruknęła, marszcząc lekko brwi. Wzięła łyk piwa, przeniosła wzrok na Tonego i nagle szturchnęła go w ramię, nie patrząc na to, że przerywa mu rozmowę. Nigdy nie przejmowała się tym, co o niej myśli, ani się go nie bała, więc nie zastanowiła się nawet przez chwilę.
- Tony, powiedz "tak" - rzuciła z uśmiechem, a gdy Tony powtórzył po niej "tak", żeby mieć święty spokój, Jess wróciła do rozmowy z Aaren, nie dając Wayfordowi żadnych wyjaśnień. - Widzisz? Zgodził się. Nie słuchał na co, ale się zgodził - powiedziała, a jeśli tylko brunet znowu się na nie obejrzał, niewinnie wzruszyła ramionami. Po chwili jednak odłożyła żarty na bok, bo z własnego doświadczenia wiedziała, jakie to kłopotliwe, gdy masz małe dziecko, a nie masz z kim go zostawić. Jess po prostu zabierała JJ'a w wózku i stawiała go w rogu hali czy maneżu, ale też miała ten luksus, że luzaczka mogła jej przygotować konia i wstępnie rozgrzać, a potem rozstępować. - Wpadłabyś z Willem do stajni. Długo to pewnie nie będzie, ale chociaż na pół godzinki - dalej ją zachęcała do swojego pomysłu. Właściwie to nawet była skłonna wziąć małego na te pół godziny czy godzinę, a raczej popilnować go podczas jazdy czy lonży prowadzonej przez Aaren. W końcu trzeba sobie pomagać, a małe dzieci były takie słodkie. *,*C.J. Marshall - 2019-05-04, 21:43 Będąc świadkiem tej damskiej dyktatury, uniósł nieznacznie brew, ale nie stracił przy tym uśmiechu. Musiał przyznać, że wyszło to całkiem zabawnie... Przynajmniej z jego perspektywy, bo nie pozazdrościł Gusowi, który swoją drogą wyglądał na całkiem pogodzonego z losem. CJ jednak nie roztrząsał tego dłużej, niż to konieczne, bo też nie była to jego sprawa.
- Świetnie - podsumował, krótko oglądając się przez ramię na innych, którzy również zasiedli wokół ogniska. Postanowił już zostać na tym miejscu, tym bardziej, że dym akurat leciał w drugą stronę, dając im chociaż chwilę wytchnienia od bycia wędzonym. - Mam nadzieję, że w końcu przestaną gadać - odezwał się, nawiązując do towarzystwa, który niby przy nich usiadło, a dalej nie widziało świata poza sobą. Nie zabrzmiało to jednak niemiło, bo równie dobrze mogli integrować się bez nich i nikomu nic by się nie stało. Powiedział to więc raczej w żartobliwym tonie, zanim zaproponował wszystkim zainteresowanym grę w dwie prawdy i kłamstwo. Jego zdaniem był to całkiem dobry lodołamacz, który zdecydowanie był im teraz wszystkim potrzebny. Jednocześnie była to gra, w którą mógł zagrać dosłownie każdy przy odrobinie chęci, bo nie trzeba było wstawać i robić z siebie pajaca jak przy popularniejszej, rajdowej grze, czyli grze w butelkę.
Postawił przed sobą butelkę schłodzonej wódki, która miała posłużyć na ewentualne karne shoty w przypadku pijących osób, po czym krótko objaśnił zasady i właściwie gra mogła się zacząć.
- Kto pierwszy? - Zapytał, licząc na to, że ktoś się ośmieli zamiast niego i jako pierwszy przedstawi o sobie kilka interesujących faktów.
/Pozwolę sobie przytoczyć post MG (lekko zmieniony) z zeszłego roku na temat tej gry. Jako że jest nas niewiele to chyba obędzie się bez nadzoru MG i poradzimy sobie sami, bez ustalania kolejki i dzielenia się na grupy.
Niech gra każdy kto ma ochotę, a grę zmienimy jak tylko dacie znać, że pora na butelkę, czy co tam jeszcze przyjdzie wam do głowy. ^^
DWIE PRAWDY I KŁAMSTWO
Zasady:
1. Każda osoba z grających dzieli się trzema faktami na swój temat. Dwa są prawdziwe, jeden nie.
2. Pozostali uczestnicy muszą odgadnąć, który z faktów jest kłamstwem.
3. Jeżeli zgadujący nie odgadnie, który z faktów jest kłamstwem, musi wypić jednego shota (lub wykonać inną "karę"). Jeżeli odgadnie, osoba przedstawiająca fakty na swój temat musi wypić.
4. Gra jest tym ciekawsza i zabawniejsza, im kreatywniejsze przedstawiacie pomysły, także wysilcie się na coś oryginalnego i absurdalnego ;).
Przebieg gry:
1. Zgadywać można niezależnie od kolejki, stosując się do zasad gry. Żeby niepotrzebnie nie wydłużać, osoba zadająca "zagadkę" może powiedzieć zgadującemu czy zgadł np. przez GG, a wtedy zgadujący może zedytować swój post/dodać szybko drugi razem z faktami o sobie.
2. Osoba, która zgadła, może oddać swoją kolejkę komuś innemu, kto ma akurat pomysł, chęci i czas na posta. Postarajmy się to rozegrać bez ustalania sztywnej kolejki i wskazywania palcem, może tak będzie szybciej. :)
3. Jak ktoś zechce się włączyć w trakcie, to śmiało. Tak samo jak ktoś nie będzie chciał już grać - może przerwać w każdej chwili.
Nicole - 2019-05-04, 22:11 Oczywiście, Nicole sądziła, że Brian nie przejmował się jakoś specjalnie swoją reputacją, choć może akurat się pomyliła. Obserwowała znad kubeczka jego ruchy, podnosząc na niego wzrok, kiedy tylko wstał.
- Idź, idź. Przynajmniej schudniesz. - stwierdziła, dzisiaj wyraźnie doskonale bawiąc się dogadywaniem mu. Zawsze ją to cieszyło, choć sama gdzieś tam w głębi uważała, że to troszkę dziecinne. Mimo wszystko nie przejmowała się tym, ani nie myślała dłużej nad wypowiadanymi słowami. Po prostu pozwalała im wychodzić automatycznie z ust. - Do picia nie, bo mam. - tutaj uniosła kubeczek ze złośliwym uśmieszkiem, ale zaraz dodała, bo nie była osobą, która rezygnuje z jedzenia - A do jedzenia możesz coś przynieść! Tylko błagam, żeby mi to nie wypaliło jadaczki.
Miała wymagania jak jakaś królowa, ale przecież bycie sługą królowej, to zaszczytna funkcja.
Zanim zdążyła obrosnąć w piórka i opowiedzieć Brianowi o jeszcze innych wymaganiach, obok nich pojawił się CJ. Słysząc pytanie ( a także wzmiankę o jedzeniu, która była tak prawdziwa ), już otworzyła usta chcąc coś powiedzieć. Niestety, giermek odezwał się wcześniej, a jej pozostało tylko przytaknąć na jego słowa. Co to za odwrócenie roli, ja się pytam? Co prawda jej odpowiedź byłaby bardzo podobna, no ale.
Tak czy inaczej, gdy Brian skierował się do stołu z jedzeniem, udała się za nim, ale nie spojrzała nawet na to co wybiera. Później ruszyła w stronę ogniska, siadając przy zgromadzonych ludziach, ale jednocześnie w takim miejscu, aby mężczyzna zmieścił się koło niej. Fajnie mieć przy sobie jakąś taką bardziej znaną osobę, nawet jeśli ta gra miała służyć bliższemu poznaniu się z innymi właśnie. Przy objaśnianiu zasad nabrała trochę obaw, ale chcąc rozruszać towarzystwo, zgłosiła się "wystąpić" jako pierwsza.
- Okeeeej. W takim razie.. Nigdy nie miałam okazji wyjechać za granicę Angli, największy ból jaki przeżyłam to oberwanie otwieranymi drzwiami, nigdy nie byłam na nocnym, lub wieczornym terenie bo boje się ciemności. - zaczęła, choć takich faktów może nie powinna mówić.Anthony Wayford - 2019-05-04, 22:14 - Początki są beznadziejne - przyznał, ciesząc się, że ma to już za sobą. Na początku miał walkę za walką, żeby tylko zdobyć doświadczenie i zbudować formę, wyrobić sobie jakąś renomę. Dodajmy do tego nieduże umiejętności i wybujałe ego i możemy się domyślić, że Tony nieraz dostał wtedy po dupie.
- Dzielnie to znosi - odpowiedział, w przeciwieństwie do Aaren będąc pewnym tego, że ta słyszy wszystko, co dotyczyło jej chociaż w niewielkim stopniu. Jak to kobieta w końcu. - Ale fakt, nie jest to najlepsze zajęcie jak ma się rodzinę. Zresztą sam wiesz. - Dodał, wiedząc, że u niego i Jess wyglądało to podobnie. Z tą różnicą, że Jonah nie był codziennie w domu i raczej nie groziło mu tyle, co Tonemu podczas walki.
Faktycznie nie słuchał tego o czym rozmawiają dziewczyny, ale szturchnięty w ramię obejrzał się na Jess, nie wiedząc czego ta chce. Domyślił się, że powinien wiedzieć, o czym mowa, więc udał, że tak jest i rzeczywiście zgodził się w ciemno uznając, że nie wymyśliły niczego, czego później by żałował. I to był błąd.
W każdym razie wrócił do rozmowy z Jonahem, lekko poprawiając Aaren na swoich kolanach, żeby było im wygodniej.
- A kto gra? - Zapytał, i uzyskawszy odpowiedź, uśmiechnął się tylko pobłażliwie, faktycznie mogąc się zgodzić z Jonahem co do wyniku. Który miejmy nadzieję, faktycznie się sprawdzi.
Także zerknął na innych gdy CJ zaczął rozkręcać jakąś grę, właściwie jedną z ulubionych Tonego, jeśli już miał w coś grać z innymi. Nie wyrwał się jednak do rozpoczęcia, ale słuchał jednym uchem co tam znajomi i nieznajomi mają ciekawego do powiedzenia.Aaren Wayford - 2019-05-04, 22:26 Gdy panowie byli zajęci sobą, panie mogły swobodnie kontynuować rozmowę. Aaren nie przeszkadzało to, że częściowo musiała podzielić swoją uwagę pomiędzy Tonego i Jess, chociażby po to, aby przypadkiem nie zsunąć się z tych kolanek. Mąż zapewne dobrze ją trzymał, ale w trakcie rozmowy mógł zapomnieć o siedzącej żonie. - No mówię ci, zostawienie tej dwójki w domu, a w dodatku z dwoma psami to jak rozpętanie trzeciej wojny światowej.- Mruknęła będąc już teraz przerażona wizją pobojowiska jakie zastałaby w domu.
Zgodnie z przypuszczeniami bruneta słyszała wszystko, co dotyczyło jej osoby, ale nawet nie wtrącała się i nie przywiązywała uwagi do tego, o czym konkretnie panowie rozmawiali.
Obserwując co robi Jess zerknęła kątem oka na Tonego, który chcąc lub nie rzucił „tak” , aby mieć spokój od Jess i kontynuował rozmowę. Skoro się zgodził to nie pozostało nic innego jak zostawić ich w domu i jednak jechać w ten teren. - Jest to jakiś sposób, ale jak znowu wyląduję w szpitalu, to Tony chyba cię zamorduje.- Zaśmiała się mając nadzieję, że brunet nadal był pochłonięty rozmową i znów nie usłyszał o czym rozmawiają. Najwyraźniej tylko poprawił ją na kolankach i wrócił do rozmowy z Jonahem.
- Chcę go zabrać od dłuższego czasu, ale zawsze coś mi staje na drodze. Mogłabym z nim przyjechać, chociaż szczerze ci powiem, że wolałabym przyjechać sama. A najchętniej to po prostu bym się wyspała.- Szczerze się uśmiechając spojrzała na przyjaciółkę i zaczęła już w głowie rozważać ewentualne możliwości zostawienia Willa z Tonym.
- JJ powinien poznać Willa, może jak mały trochę podrośnie to będą mogli bawić się razem.- Mruknęła na głos naprawdę myśląc o przyszłości swojego syna, dawniej nawet nie przeszłoby jej to przez myśl, a teraz była mamą pełną gębą.
Zainteresowana słowami CJ’a skierowała uwagę właśnie na niego, chcąc dowiedzieć się, co właściwie pan Ogrodnik ma im do zaproponowania. Lubiła uczestnictwo w tych grach i zabawach, aczkolwiek ostatnio dość mocno popłynęła z Oliverem i obawiała się, że w tym roku może się to skończyć podobnie.
- Gramy?- Pochyliła się nad uchem męża i zamruczała cicho, chcąc najpierw poznać jego zdanie, a następnie zaproponować to przyjaciołom. Pomimo tego, że siedzieli przy ognisku razem ze wszystkimi to tworzyli raczej hermetycznie zamkniętą grupkę, chcąc przełamać ten ścisły krąg Aaren zamierzała wyjść z propozycją uczestnictwa w zabawie.Jonah Wrens - 2019-05-04, 22:40 Skinąłem głową sygnalizując tylko, że zrozumiałem przekaz. Zdziwiłbym się gdyby powiedział, że przyszło mu to bez problemu bo wtedy okazałby się czystym talentem ponad doświadczenie, a o tu już ciężko mimo wielkich predyspozycji. Ale w tym przypadku droga po trupach była słuszna i najwyraźniej Tony ją przebył.
-U mnie o tyle jest łatwiej, że Jess nie musi się martwić, że przyjdę z mocno obitą mordą. Chociaż różnie bywa. Ale podejrzewam, że nie musisz na długo wyjeżdżać jak już masz walkę?
Spojrzałem się na niego i w ramach przerwy napiłem się wody.
-Swoją drogą, dobrego masz trenera na miejscu, czy musiałeś daleko szukać?
Byłem ciekaw fachowców tutaj na miejscu, o ile takowi istnieli i nie trzeba było gnać pół kraju lub dalej dla zdobycia jakichkolwiek umiejętności.
-Brighton, zwani też The Seagulls. Aktualnie zajmują 17 miejsce w lidze, więc naprawdę liczę na luz.
W tym samym czasie spojrzałem w stronę CJ'a, który ewidentnie chciał wszystkich wkręcić w zabawę. Nie musiałem wspominać, że nie lubię takich zabaw ale żeby nie wyjść na gbura, który wiecznie marudzi przemilczałem sprawę i wolałem poczekać, aż większość zadeklaruje się co do uczestnictwa w grze. Swoje ewentualne rozterki utopiłem w kolejnym łyku wody.Oliver Pelerieux - 2019-05-04, 23:36
Ukryj:
Jillian napisał/a:
Najwyraźniej szukając na siłę tej wspomnianej drugiej połówki oboje odnaleźli spokój, którego potrzebowali. Wśród swoich znajomych mieli wymówkę mówiąc o regularnych spotkaniach, które w rzeczywistości nawet nie przypominały regularnych randek. Była to doskonała przykrywka za pomocą, której mogli liczyć na chwilę świętego spokoju.
Wbrew pozorom nie zamierzała siedzieć na uboczu i rozmawiać tylko z Oliverem nawet, jeśli teraz na początku nie zapowiadało się na to, aby powstałe „parki” miały nawiązać kontakt, z kim innym. Już na pierwszy rzut oka widoczne było to, że większość obecnych tu osób to tak naprawdę pary, ale z prawdziwego zdarzenia. Niemniej Jill nie czuła się niezręcznie nawet, jeśli przypominało to trochę wieczorek zapoznawczy, na którym oboje się przecież poznali, ale w zgoła innych okolicznościach.
- Trochę tak, albo jak na jakimś wieczorze zapoznawczym.- Zażartowała mówiąc mu o swoich przemyśleniach i widząc wokół te wszystkie pary, wtulone w siebie lub zwyczajnie mające ze sobą kontakt fizyczny. Dopóki nie dotyczyło jej to bezpośrednio to czuła się całkiem swobodnie w takim, a nie innym towarzystwie, bo zajęci sobą ludzie zwyczajnie nie zwracali na nich uwagi.
Sięgnęła po piwo i krótkim skinieniem głowy podziękowała brunetowi, wcale nie zamierzając sobie odmawiać paru drobnych przyjemności.
- No to chodźmy.- Zgodziła się i razem z Oliverem zajęła miejsce przy ognisku, oczywiście siadając obok swojego kumpla.
- Tu jest znacznie cieplej, nie sądziłam, że ten wieczór będzie taki chłodny.- Przyznała otwarcie, choć daleka była jeszcze od zamarzania.
- Nie przypominaj mi tego - uśmiechnąłem się, spuszczając na chwilę głowę. Samo wspomnienie tamtego wieczoru mnie żenowało. Niby zyskałem podczas niego całkiem sporo, to znaczy znajomość z Jillian, ale poza tym nie wspominałem tego najlepiej. Po prostu nie byłem stworzony do takich spotkań.
Siedząc przy ognisku, przez chwilę przyglądałem się trzaskającym płomieniom i rozmawiającym wokół ludziom, po czym znowu spojrzałem na Jill.
- Chcesz kurtkę? - Zapytałem, nie chcąc, żeby marzła. Pod jeansową kurtką miałem jeszcze dresową bluzę, więc nie mogłem narzekać na zimno. Bez niej pewnie byłoby gorzej, ale nie mogłem pozwolić na to, żeby Jill obok się trzęsła. Jak nie teraz, to pewnie z czasem, gdy zacznie się robić coraz chłodniej pomimo ogniska.
Przez to spóźnienie nawet nie zdążyliśmy dobrze usiąść, gdy tuż obok nas rozpoczęła się gra. Mimowolnie uśmiechnąłem się kątem ust, przypominając sobie zeszłoroczny rajd. Z tej okazji nawet odszukałem Aaren spojrzeniem, nie mogąc się oprzeć przed tym, by posłać jej wymowny uśmiech. Już ona dobrze wiedziała, co oznaczał.
- W tą grę masz dużą szansę wygrać - rzuciłem żartobliwie do Jill, nawiązując do tego, że nikt jej tutaj nie znał, więc kogokolwiek by nie zapytała, to ciężko byłoby mu zgadnąć, co jest prawdą, a co kłamstwem. - Mam nadzieję, że się przekonam, ile o tobie wiem - dodałem, niejako zachęcając ją do tego, by za którymś razem także wzięła udział.
Póki co grę rozpoczęła Nicole, ale nie zaryzykowałem jeszcze odpowiedzi, czując w kościach, że pewnie bym nie trafił i musiałbym wypić, a to źle by wróżyło. Mimo wszystko wolałem nie powtarzać wyczynów z zeszłego roku, tym bardziej, że trzeba było wrócić jakoś do domu. W tym roku nie czekał na mnie pięciogwiazdkowy hotel vel namiot na krzywej ziemi.Rozalia - 2019-05-04, 23:52 Przytaknęła CJ'owi, pozwalając mu zgarnąć towarzystwo, w czym sama pomogła, robiąc trochę miejsca i podchodząc do małżeństwa z dzidziami, chcąc ich także zawołać do zabawy. Następnie wróciła na miejsce i usiadła obok Nicole, która rozpoczęła ową zabawę. Przysłuchała się jej uważnie, mając swoje da typy, choć dla takiej osoby jak Rozalka, wszystkie wydawały się kłamstwem. Jak na razie postanowiła milczeć, coby rozeznać się w osobach i mniej więcej wyrobić sobie opinię, nawet jeśli o niektórych osobach ktoś jej wyrobił. Chociaż słowa Lucasa niewiele mogły pomóc w ograniu Aaren.
Upijając łyk piwa, zauważyła na włosach Nicole obok siedzącej jakiś paproch i bez większego namysłu po niego sięgnęła, ściągając go, nadal jednak milczała, czekając aż ktoś inny ambitny odgadnie ową zagadkę, po chwili jednak odchrząknęła głośno, postanawiając spróbować.
- Hmm, największy ból to ten od drzwi? - Rzuciła dość niepewnie, choć zdawało się to być niemożliwe. Słysząc, że to prawda, sięgnęła po swojego shota, wypijając go z lekkim grymasem, aby przez dłuższą chwilę się zastanowić i w końcu rozpocząć ponownie dość doniosło, coby każdy usłyszał.
- A więc. Pierwsze: nigdy nic nie złamałam; drugie: nigdy nie miałam zatrucia pokarmowego; trzecie: nigdy nie jadłam sushi. - Powiedziawszy to uśmiechnęła się łobuzersko i rozejrzała po wszystkich uczestnikach.
/BTW JJ CHCE POZNAĆ WILLA BO POTRZEBUJE KOGOŚ DO AVENGERSÓW!!!