To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Miasto - Skatepark

Wanda - 2019-07-25, 20:07

Tak, zgasił go już przynajmniej dwa razy, ale nie wiem czy nie odpalił też jednego po drugim, więc uznaje :lol2:
Wciąż czuła się mało komfortowo, ale miało to swoją przyczynę, czyli Victora. Absolutnie nie chciała unosić głowy i i skrzyżować spojrzenia z mężczyzną, choćby dlatego, że wolała oszczędzić sobie buraczanego koloru. Wiedziała też, że dla niego nie było to żadnym problemem, kto wie, może nawet robił to specjalnie, a Wanda po prostu wpadła w jego sieć.
Nie skomentowała jego słów, zacisnęła tylko usta w wąską kreskę i lekko się naburmuszyła. Chciała mu coś odpyskować, ale to nie dałoby żadnego efektu, że też jej to nie dziwiło. Wygrał tę rundę, to musiała mu przyznać.
Szkotka już miała uzmysłowić chłopakowi, że oczywiście błędem było podejście do niego, gdy to poczuła, że Victor złapał ja za nadgarstek. Wzdrygnęła się zaskoczona i zmieszana jednocześnie, po czym spróbowała wydostać nadgarstek z jego dłoni, jednak tym razem jednak utrzymywała kontakt wzrokowy z mężczyzną.
- Um... - przygryzła wargę i zastanowiła się jak mu to przekazać. - Bardzo mnie... onieśmielasz? To chyba dobre określenie. Nie uważam, że to jest dobre miejsce dla mnie, nie pasuję w tej układance. - Powiedziała wolno, odpowiednio dobierając słowa tak, by nie musiała za wiele tłumaczyć. Zresztą, Victor wszystko widział i powinien zauważyć to samo, już dawno powinien ją przegonić, więc dlaczego ją zatrzymał? I dlaczego nagle tak się zmienił? Wandzie od tego wszystkiego aż zakręciło się w głowie. Wierzyła w jego gierki, w końcu nieczęsto spotykała w swoim otoczeniu ludzi, którzy z taką łatwością grali emocjami i dobierali je tak, by osiągnąć co tylko chcieli.

Victor Snowdon - 2019-07-26, 12:48

Rzeczywiście miał to, o co się starał, mimo, że nie dało się po nim poznać, że zależy mu w tej chwili na czymkolwiek. To był jego największy atut, ta nonszalancja i wrażenie, że wszystko dzieje się samo z siebie, kiedy tak naprawdę on manipulował całą sytuację.
Nie chciał wyjść na zbyt nachalnego, chciał się jej wydać bardziej luzacki niż natarczywy, szczególnie w fizycznym sensie. Dlatego też czując pod palcami opór, spokojnie rozluźnił chwyt, tak by nie czuła się przez niego zupełnie osaczona, w końcu to nie zaskarbia zaufania jeśli jest zbyt oczywistym zamiarem sprawcy. Nie spodziewał się tylko tak bezpośredniego przyznania do onieśmielenia, w jakie wpędzał Szkotkę, bo postawienie sprawy w najjaśniejszym świetle mocno utrudniało dalszą grę. Musiał teraz dodać jej wyraźnie otuchy, żeby całkiem nie spłoszyć, wtedy zabawa dobiegłaby końca, a przecież początek wydał mu się obiecujący. Przybrał więc zaskoczony wyraz twarzy, który po kilku sekundach zgrabnie przemienił w niewinny uśmiech.
- Do tego miejsca nie trzeba pasować. Ale przez to, że właśnie tak myślisz, nie czujesz się pewnie i to nie ja cię onieśmielam, sama to robisz. - Ton jego głosu był miękki, pokrzepiający wręcz. Chciał wyjść na niewiniątko, które nie zrobiło nic, a przypisuje mu się coś złego i musi się przed tym grzecznie i logicznie wybronić. - To według ciebie, do jakie miejsce jest dla ciebie dobrym? - Zapytał z miłym głosem, bez cienia kpiny, co nie przyszło mu tak znowu łatwo. Cały czas jego sylwetka była zwrócona w stronę dziewczyny, a jego oczy niemal wesoło skrzyły się do niej. Zdawał sobie sprawę, że jeśli się postara, potrafił sprawić wrażenie anielskiego dziecka mimo wyglądu charakterystycznego dla bad boy'a, co w oczach wielu dziewczyn uchodziło za połączenie idealne.

Wanda - 2019-07-26, 16:19

Odetchnęła z ulgą, gdy zauważyła, że rozluźnił uścisk. Przezornie zabrała dłoń i zaczęła skubać szew swoich jeansów, co było dla niej nerwowym odruchem, jednak to ją uspokajało, pozwalało się skupić na czymś innym i tym samym mogła przestać wpadać w paranoję, którą odczuwała.
Zmarszczyła brwi w reakcji na zaskoczenie, które było widoczne gołym okiem na twarzy Victora i choć starała się być ostrożna, to jednak chłopak miał nad nią przewagę w postaci dobrej gry, którą właśnie prowadził, a której Wanda nie zauważyła. Kobieta powoli przestawała widzieć zagrożenie, a zaczynała widzieć po prostu zwykłego, nieco nieokrzesanego chłopaka z dużą ilością tatuaży. Zaczęła się zastanawiać nawet jak mogła tak kategoryzować ludzi po pozorach, skoro sama nie chciała być szufladkowana po wyglądzie i towarzystwie w którym się musiała obracać.
- Trochę jednak to robisz, szczególnie, że cię nie znam. - Powiedziała nieśmiało, jakby jeszcze trochę obstając przy swojej wersji, ale już z zupełnie innego powodu. Nie mogła powiedzieć, że Victor był kimś na widok kogo odwróciłaby się na ulicy, jednak jego oczy były przyciągające, a sam w sobie intrygował, więc zdecydowanie peszył nieznającą świata Wandę. - Dom. - Odpowiedziała krótko, mając na myśli swoje mieszkanie, które wolne było od całego zła świata, przykrości i innych potencjalnie niebezpiecznych rzeczy według Wandy. Dla niej dom był najbezpieczniejszym miejscem i często miała wrażenie, że nie powinna wychodzić z niego na długo, ponieważ bycie na zewnątrz, szczególnie samej, nie zawsze było bezpiecznie.
- Dlaczego nagle zrobiłeś się taki miły? - Zapytała lekko, spoglądając mężczyźnie w oczy, jakby miała zamiar znaleźć tam odpowiedź. Miała jeszcze jakiś przejaw braku zaufania, że przecież nie powinien go interesować fakt, że Wanda chciała odejść, była tu jeszcze cała masa innych ludzi, wystarczyło zawołać. Jego wygląd i zachowanie były sprzeczne ze sobą, a to wprawiało Wandę w konsternację.

Victor Snowdon - 2019-07-28, 19:38

Pewnie gdyby mógł znać jej myśli, byłby z siebie już bardzo zadowolony, że miała wyrzuty sumienia z powodu zaszufladkowania go, bo to oznaczało, że jest dobry w tym, co robi. W rzeczy samej, "zagrożenie dla innych" powinno być jego drugim imieniem, albo trzecim, zaraz po "pakuję się w kłopoty i spadam jak kot na cztery łapy". Na pierwsze mial "aktor i manipulator stulecia", a "Victor" to jakaś czwarta przybłęda.
- Co takiego robię, co cię zawstydza, a co by nie zawstydzało, gdybyś mnie znała? - Zaciekawiony i rozbawiony odrobinę bardziej pochylił się do przodu, zaglądając Wandzie głębiej w oczy swoim godnym zaufania, wesołym spojrzeniem. Zaraz jednak jego mina zmieniła się i teraz mówiła bardzo wyraźnie, że chłopak zupełnie nie wie, o co Szkotce chodzi. Mimika była mocną stroną Snowdona i miał pewność, że rzeczywiście sprawia wrażenie zabitego z tropu.
- Nie rozumiem.. - Mruknął z dobrze wyćwiczoną konsternacją w głosie, no bo halo, przecież nie był wcześniej specjalnie niemiły. Mocno pewny siebie i dość zaborczo wygłaszający swoje delikatnie skrzywione spojrzenie na świat, to owszem. Celowo osaczający ją spojrzeniem, ależ tak. Przebiegle fałszywy, jak najbardziej. Ale właściwie to nie niemiły, a o ostatnim raczej nie mogła mieć pojęcia, bo .
- Dlaczego podeszłaś, skoro mam wrażenie, że wcale nie chcesz ze mną rozmawiać? - Podszedł do tematu od drugiej strony, naprawdę mając nadzieję usłyszeć coś innego niż "nie wiem", coś, co będzie mógł wykorzystać do swoich przebiegłych gierek. Przy tym pytając nadal brzmiał przyjaźnie, jak dobry kumpel pytający, czemu się na niego gniewa chociaż nic nie zrobił.

Wanda - 2019-07-29, 21:02

Milczała kilka dłuższych chwil, starając się rozważnie dobrać słowa, by nie zdradzać za dużo, ale też żeby jakoś to wytłumaczyć.
- Wszystko. Gdybym cię znała... Gdybym cię znała to musiałbyś być innym człowiekiem, wychowałam się w innym... - uciekła spojrzeniem w bok, jakby nie wiedząc co powiedzieć. - W innym towarzystwie. - Poprawiła, dodając do poprzedniego zdania. Nie chciała o tym gadać, ta cała sytuacja z jej rodziną i "dobrym domem" było niejaką kpiną, przez to Wanda nie nauczyła się pyskować i bronić, a to mogło być dużym minusem w tym świecie.
- Czego tu nie rozumieć? - Zapytała, powracając do mężczyzny spojrzeniem. Miała wrażenie, że wyraziła się dostatecznie jasno aż zmarszczyła brwi, jakby bardziej to analizując. - Nie jest dla mnie bezpiecznie na zewnątrz, dom jest miejscem do którego należę. - Wzruszyła ramionami obojętnie, nie wiedząc nawet czy to o to chodziło. Nie zrozumiała zatem jego zdziwienia.
- Chciałam coś w końcu zmienić w swoim życiu, przestać się bać i wyjść wreszcie do ludzi. - Powiedziała najbardziej bezpośrednio jak umiała. Wiedziała, że jeśli tego nie przedstawi, to nadal może otrzymywać takie pytania, jeśli nie od Victora, to od innych osób z którymi spróbowałaby rozmowy. Zaraz jednak zaróżowiły jej się policzki, bo zauważyła, że otwiera się przed obcym kolesiem i miała wrażenie, że nic dobrego z tego nie wyniknie.

Victor Snowdon - 2019-07-29, 21:33

Z pobłażliwym uśmiechem przewrócił oczami i od razu powrócił brązowym spojrzeniem do twarzy dziewczyny.
- To w takim razie smutne, że cię zawstydzam wszystkim, co robię, mimo, że nic nie robię. A może chodzi o coś innego? - Zapytał podejrzliwym tonem, mrużąc lekko oczy i ściągając brwi. Gdyby była innym typem dziewczyny, od razu "zażartowałby", że pewnie jej się podoba i dlatego się go wstydzi, ale w jej przypadku był niemal pewien, że by ją totalnie odstraszył. Miał cień myśli, że gdyby wyjechał z takim tekstem, może jednak zaczęłaby się tylko wypierać, dając mu szansę do droczenia się, jednocześnie chcąc nadal jego uwagi, bo w zasadzie mógłby mieć rację... Ale doszedł do wniosku, ze bezpieczniej będzie tego nie robić.
- Nie rozumiem, czemu uważasz, że nagle zrobiłem się miły skoro jestem cały czas taki sam. - Wzruszył od niechcenia ramionami i spojrzał na chwilę w bok, zastanawiając się nad jej dalszymi słowami. - Nic się nie zmieni, jeśli nie przestaniesz myśleć, że dom jest jedynym dobrym dla ciebie miejscem. - Zaraz wrócił do niej ponownie wesołym, trochę zawadiackim wzrokiem. - Mogłabyś się ode mnie trochę nauczyć. - Wypalił z rozbrajającą szczerością, rozszerzając swój uśmiech. Nagle pochylił się nad nią znacząco, możliwe że nawet napędzając jej przy tym stracha, bo mogło jej się w pierwszej chwili wydać, że nieznajomy będzie chciał ją pocałować, bo w rzeczy samej tak to wyglądało, zanim nie okazało się, że Victor po prostu w ten sposób ogarnął swoją równowagę żeby łatwiej wstać bez popierania się rękoma o ziemię. Kiedy już stał nad Wandą, po raz kolejny wyszczerzył się do niej i wyciągnął dłoń w jej stronę.
- Chcesz pojeździć? - Zapytał wyzywająco, sugestywnym ruchem głowy wskazując na swoją deskorolkę leżącą u jego stóp. Totalnie ignorował jej wielkie wątpliwości co do swojej osoby, nie chcąc ich rozdmuchiwać i tym samym nadając im jakiejś wyższej rangi. Był za bardzo pewny siebie i wydawało mu się, że dziewczyna, mimo wrażenia, które w jego opinii tylko chciała sprawiać, tak naprawdę już jest u niego w garści.

Wanda - 2019-07-29, 22:06

- Prawdopodobnie jest coś więcej. - Odpowiedziała krótko i niepewnie. Nie rozumiała również dlaczego go to wszystko bawiło, znaczy, dlaczego perfidnie się cieszył i uśmiechał, przecież Wanda mówiła całkiem na poważnie i dodatkowo było to dla niej niezwykle trudne,a tu taka reakcja, nie tego się spodziewała. Najgorsza była myśl, że ten cały nieznajomy się jej podobał, a przecież nie pasował do jej świata tak samo jak ona nie pasowała do tego miejsca i to było jeszcze trudniejsze.
- Nie jes... - urwała na moment. - Nieważne. - Poprawiła się i jej wzrok powędrował w inne miejsce, dziewczyna najwidoczniej próbowała uciec samym spojrzeniem. Była niepewna i czuła się osaczana, a to mogło prowadzić tylko do dwóch sytuacji, ucieczki, albo płaczu, z czego tego drugiego nie zrobiłaby w miejscu publicznym. - Ja wiem, że nie robię postępów kiedy tak myślę, ale to jest takie trudne. - Ogarnęła ręką większy obszar, jakby pokazując, że to wszystko ją obciąża i nie może tego ogarnąć. Spuściła wzrok i nie powiedziała więcej przez dłuższą chwilę. Nagle stało się coś dziwnego, miała mu odpowiadać na propozycję, gdy pochylił się niebezpiecznie w jej kierunku, a Wanda zastygła bez żadnego ruchu nie wiedząc co się dzieje. Gdy Victor się tylko poprawił i wstał, dziewczyna znowu spaliła buraka, tym razem jej stopień zażenowania przekroczył kres jej wytrzymałości.
- Ja... Ja muszę już iść... Tak, dokładnie już, teraz. - Wyrzuciła z siebie nerwowo, zrywając się tak szybko, że aż uderzyła z impetem głową w metalową poręcz. Złapała się za głowę, zgarnęła rzeczy i szybko, wręcz biegiem uciekła w stronę zabudowań. Wystarczająco już dzisiaj przeżyła i chciała uciec do swojego domu, by schować się gdzieś w koncie i wyrzucać sobie to całe dzisiejsze zajście.

/zt.

Victor Snowdon - 2019-07-29, 22:33

Nieźle sie zdziwił, kiedy musiał stwierdzić, że się przeliczył z oceną Wandy. Nie sądził, że naprawdę jest aż taka bojaźliwa i wrażliwa, choć właściwie i tak nie zrezygnowałby z oststniego ruchu, który wykonał, a który zapewne kazał dziewczynie myśleć, że będzie próbował ją pocałować. Ta zmyłka zawsze była warta wszystkiego. W reakcji na wyraz jej twarzy i słowa udał zaskoczonego, w końcu znowu przecież "nic nie zrobił". Kiedy się uderzyła, już myślał, że ją to zahamuje, dlatego niemal zdążył doskoczyć do niej. Niemal, bo koniec końców Szkotka została przy swoim i kontynuowała ucieczkę.
- Do zobaczenia, dziecino. - Wycedził swobodnym ale pewnym siebie tonem przez zęby wyszczerzone w trochę maniackim uśmiechu. Obserwował nieruchomo jak ucieka, bo inaczej nie dało się tego nazwać. Gdzieś coś mówiło mu, że mimo pozorów, wcale nie odniósł klęski, że jeśli ją jeszcze gdzieś spotka, zabawa dopiero się znacznie.
W końcu niespiesznie odpalił szluga, zabrał deskę pod pachę i ruszył w swoją stronę, jak zwykle zadowolony z siebie.

[ zt ]



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group