Noa - 2013-03-25, 21:14 Pochwaliła głosowo karusa, utrzymując go w żwawym stępie aczkolwiek pilnując, by przypadkiem nie przeszedł w wyższy chód. Dwa okrążenia w jedną stronę, dwa w drugą na luźnej wodzy i dopiero po tym zebrała wodze tak, by mieć z pyskiem ogiera stały, jednak elastyczny, miękki kontakt. Zastosowanie pół-parady, trwającej trzy-sekundy, po czym pozwoliła Colorado "wyżuć wodze z ręki", czyli dążyła do niskiego ustawienia. Chciała, by się rozluźnił, odpowiednio uwypuklił mięśnie podczas rozgrzewki, w końcu miała ona temu służyć. Jeśli nie zadziałało za pierwszym razem ponowienie pomocy i rzecz jasna cały czas podpierała go aktywnie łydkami, coby nie zaczął się wlec, czy też próbować uciec przed kontaktem. Gdy tylko uzyskała od karego niskie ustawienie pochwaliła go głosowo, by następnie rozpocząć wykonywanie różnych figur ujeżdżeniowych. Zaczęła od szerokich wolt, pół-wolt, różnych slalomów między przeszkodami, wężyków. Na wolcie ręka zewnętrzna była ustawiona troszkę wyżej, a wodza przysunięta do szyi karego, po prostu była zamknięta. Ręka wewnętrzna tymczasem znajdowała się nieco niżej, a wodza była odsunięta od szyi, otwarta. Cały czas jednakże została utrzymana linia prosta (wędzidło, dłonie, przedramię). Wewnętrzna łydka mocniej pracowała nad ustawieniem, zewnętrzna ograniczała. Ogółem taka praca pomocy była na każdych zgięciach. Wiadomo, postawa również prawidłowa, pięty mocno ciągnięte w dół, głowa uniesiona, oczy patrzą się w dal, a nie w grzywę, kręgosłup prosty, łopatki delikatnie ściągnięte, mięśnie rozluźnione itd. Z czasem zaczęła nieco zwężać wolty wiedząc doskonale, iż wkkw'ista prawdopodobnie będzie przy tym kombinował, tak więc mocniej pracowała dosiadem, dawała wyraźniejsze pomoce, jeździła blisko przeszkód, by przypadkiem nie odbijał na większe koło. Ogółem rzecz ujmując kombinowała, by ten potrafił wykonywać każdą woltę, półwoltę itd. Na zawodach równie dobrze może zdarzyć się ciaśniejsza i wtedy zacznie się problem, czyż nie?Colorado - 2013-03-26, 13:58 Pochwała, jak zawsze z resztą, bardziej motywowała go do porządnej pracy, co chyba jest wiadome - Dlatego też wspominać o tym już nie będę. Skrócenie wodzy nie zmieniło nic w jego ustawieniu, które było nienaganne od początku, a przynajmniej ogier starał się, by takie było. Chyba właśnie to był ten czas, kiedy Łosiu zaczynał dojrzewać i stawać się bardziej poważnym, rozumnym, posłusznym. Bardzo możliwe, że ta metamorfoza dużo zmieni, miejmy nadzieję, iż na lepsze. Niemalże samoistny rollkur z prawdziwego zdarzenia ustąpił miejsca rozluźnionym mięśniom szyi, karku, by karus przeszedł w niższe ustawienie, wymagane od jeźdźca. Wcale nie cieszył go fakt, iż czeka go rozgrzewka, co nie zmieni się chyba nigdy.. Przynajmniej na to się nie zapowiadało. Większe, wymagające mniejszego wygięcia figury ujeżdżeniowe starał się wykonywać, jednak dalej było to takie na ''odwal się'' byleby zrobić i mieć to za sobą. Przy ciaśniejszych znów zaczął się problem... Nie było mowy o ich wykonaniu - Po prostu stawał, zatrzymywał się, uciekał na ścieżkę, bądź w momencie zgięcia powiększał średnicę figury przez zastosowanie koślawego chodu bocznego, gdy brunetka na to napierała. Jednym słowem} Wszystko, byleby nie dać kobiecie tej satysfakcji, ani nie musieć męczyć się z podstawami znienawidzonej przez niego dyscypliny.Noa - 2013-03-27, 17:06 Cóż, Noa zdążyła się już zorientować, iż karus lepiej reaguje na pochwały pod postacią głosową, niźli przez dotyk. Jeśli chodzi zaś o dojrzewanie, to w końcu miał dopiero sześć lat, miał jeszcze czas na rozwinięcie się, aczkolwiek zdecydowanie łatwiej będzie im ze sobą współpracować, gdy ten będzie bardziej posłuszny. Nic nie mogła poradzić na to, że czeka ich rozgrzewka. W końcu nie mogła zrobić bez niej porządniejszych skoków, aczkolwiek z całą pewnością nie będzie jej przedłużać. Nigdy jako osoba trenująca WKKW nie pochwalała długich rozgrzewek. Krótkie, aczkolwiek intensywne (bez przesady rzecz jasna) były według niej najbardziej skuteczne. Zbytnie ich przedłużanie jedynie bardziej męczyło konia, a według niej także nadmiernie stresowało. Trzeba też pamiętać, że jest różnica między rozgrzewką, a luźną jazdą, jednak mało kto to dostrzega. W każdym bądź razie widząc, że ten dalej nie bardzo angażuje się w większe wolty, a mniejszych nie chce w ogóle robić zdecydowała, że przybierze inną taktykę. Nad ujeżdżeniem, jeśli uzyska zgodę Jessie popracuje kiedy indziej i w zgoła inny sposób. Porównała wszystko do ich odznaki. Colorado najwyraźniej potrzebował bodźca pod postacią publiki, by przyłożyć się nieco do rzeczy związanej z ujeżdżaniem. Jeśli chodzi zaś o same wolty i pół-wolty zrobi po prostu trening z ciasnymi woltami podczas skoków, by ten się nieco przyłożył. Może w ten sposób będzie bardziej chętny widząc, że ładna wolta, równa się ładna okazja do skoku. W każdym bądź razie poszerzyła średnicę wolt, nie chcąc na siłę walczyć z karym. Nie na tym miał polegać ich wspólny trening. Po upłynięciu paru chwil zerknęła na zegarek, na podstawie którego stwierdziła, że ze stępem jak na razie koniec. Koło jednej z nieco bardziej pstrokatych przeszkód kontakt zachęcający do ruszenia, mocniejsza łydka plus delikatne wypchnięcie z krzyża, przy czym pilnowała nie tylko sylwetki ogiera, a także swojej. Jeśli zakłusowanie udało się od razu pochwała głosowa i rozpoczęła zabawę z przejściami. Z kłusa do stój, ze stój do stępa, do stój, do kłusa i tak dalej. Za każdym razem dawała odpowiednie sygnały, jak zwolnienie w niższy chód mocniej osadzała się w siodle i odchylała lekko do tyłu, w razie czego wykorzystując też wstrzymujące działanie wodzy, jednak nie zapominając o zamknięciu łydek, jak do stój blokowała ruch swoich bioder i zaprzestawała podążania za ruchem konia, zamykała łydki, a także ręce, a jak przejście w wyższy chód sprzyjający kontakt do ruszenia, mocniejsza łydka i wypchnięcie z krzyża. Takie ćwiczenie na jedno koło, później stały kłus i na dłuższych "ścianach" wyjeżdżała karego dosiadem, zamykała obie łydki i oddawała nieco wodzy. Krótko mówiąc wydłużenie wykroku. Na krótkich ścianach tymczasem pomoce do skrócenia wykroku. Później pół-wolta, zmiana kierunku i powtórzenie obu ćwiczeń w drugą stronę. W razie czego stosowała mocniejsze, bądź też lżejsze pomoce. Tylko, że zawsze mogło coś nie wyjść.Colorado - 2013-03-27, 17:37 Przy jednej z prostokątnych przeszkód przeszedł do kłusa - mniej płynnie niż na poprzednim treningu, jednak nic więcej nie dało mu się zarzucić. Szedł raźnym krokiem przed siebie, szeroko i zgrabnie, ogonem bujając na boki. Angażował w pracę zad , mięśnie grzbietu i szyi, zaokrąglając się znacznie bardziej, niż poprzednio. Miał nadzieję, iż przynajmniej w tym chodzie zaoszczędzą sobie elementów ujeżdżenia, jednak... Najwidoczniej się mylił. Po wykonaniu przejść, które szły mu coraz lepiej przyszedł czas na stały kłus przez dwa okrążenia i wydłużenie kroku - Nie róbmy z niego kompletnej sieroty. Podstawy znał i miał je bardzo dobrze opanowane, choć nie zawsze to w pełni pokazywał, jednak dziś postanowił popisać się umiejętnościami... O ile było czym się popisywać. Skrócenie, tak samo jak wydłużenie kroku nie stanowiło ogierowi problemu. Oczywiście wstąpiła w niego mała frustracja podczas wykonywania półwolty, jednak miejmy nadzieję, iż była ona dosyć obszerna, w innym wypadku brunetka spotkała się z odmową wykonania figury. Nic dziwnego. Na drugą stronę szedł niemalże identycznie, choć gorzej było ze skupieniem - Dlatego dało się wyczuć drobne, mniej więcej 3 sekundowe opóźnienie w jego reakcji. Drobnostka.Noa - 2013-03-27, 17:58 Widząc nieco gorsze skupienie karego zaczęła stosować półparady, nie za często, aczkolwiek gdy tylko widziała, że przestał się na niej koncentrował od razu wysyłała odpowiednie sygnały. Za każde poprawnie wykonane ćwiczenie nie szczędziła mu pochwał. Po wykonaniu tych zadań naprowadziła go na cztery drągi, później dwa kroki kłusa, następne cztery drągi, parę kroków kłusa, obszerna wolta ze zmianą kierunku i najazd z drugiej strony na owe drążki. Dzisiaj odpuściła jakieś bardziej wybitne ćwiczenia na drągach typu "koniczyna". Tym razem ćwiczenie wykonywała w półsiadzie, pamiętając o aktywnym wspieraniu go łydkami. Parokrotnie powtórzyła najazdy, chwaląc go, jeśli "zadanie" zostało poprawnie wykonane, a następnie wyszła z nim na większe koło. Dwa okrążenia w luźnym kłusie, a następnie przejście do stępa. Minimalnie luźniejsza wodza, sprawdziła przy okazji popręg, podciągając go, jeżeli trzeba było. Jedno okrążenie w tak zwanym najwolniejszym chodzie, a później zmiana kierunku, by ten nie przyzwyczaił się do jednej strony i przypadkiem nie usztywnił się na drugą. Wewnętrzna, lewa łydka znalazła się przed popręgiem, zewnętrzna, prawa za popręgiem. Kontakt zachęcający do ruszenia, plus delikatne wypchnięcie z bioder. Krótko mówiąc odpowiednio rozłożone pomoce do zagalopowania. Na początek wodze na bardzo lekkim kontakcie, dziewczyna siedziała pewnie w siodle, dając karemu okazję do galopu w dowolnym tempie oraz ustawieniu. Wszelkie bryknięcia, podbicia zadem, o ile takowe nastąpiły wysiadywała pozwalając mu się na początku nieco się "rozluźnić" w takowy sposób.Colorado - 2013-03-27, 19:08 Drągi, jak i wolta nie sprawiły mu żadnego problemu - Te paręnaście kolorowych patyków szanował jak nic innego, więc obyło się bez puknięcia. Starał się robić wszystko, byleby ich nie dotknąć. Wolta, obszerniejsza oczywiście poszła mu całkiem nieźle. Sam fakt iż łaskawy pan w jakikolwiek sposób ją zaokrąglił robił wrażenie, w końcu ogierowi mogło się w każdej chwili odechcieć pracy z Noą. Wszystkie podejścia wyglądały tak samo; Może delikatnie, nieznacznie zmieniało się ustawienie konia czy jego zaangażowanie, jednak nie tracił on na chodzie czy też nie tykał drągów. Po pokonaniu dwóch okrążeń w luźnym kłusie przeszedł do stępa, według życzenia jeźdźca - Nastąpiło to jednak po dłuższej chwili od sygnału do tego, bowiem karus nie miał większej chęci do zmiany chodu na niższy. Popręg nie wymagał podciągnięcia. Po zmianie strony zagalopował, twardo i sztywno, wyciskając duże foule. Strzelił przy tym trzy pokaźne baranki, drastycznie przyspieszając, zanim brunetka zdążyła ponownie złapać równowagę. W końcu nie musiał pieklić się nad ujeżdżeniem.Noa - 2013-03-27, 19:34 Podczas owych trzech "baranków" trzymała się mocno w siodle, nie mając najmniejszego zamiaru wylądować na bądź co bądź twardej ziemi. Owszem, utraciła nieco równowagi, tak więc gdy ten nagle przyśpieszył zachwiała się w siodle, krzywiąc się nieco na twarzy, aczkolwiek nie karcąc jeszcze karusa. Wzmocniła nieco kontakt z jego pyskiem, przechodząc jednakże do półsiadu i nadal dając mu możliwość swobodnego galopu. Przez parę kółek po prostu trzymała się w siodle, by nie spać w wypadku jego wybryków, ewentualnie siadała w siodło, a także odchylała się lekko do tyłu. Po owych paru okrążeniach przeszła do pełnego siadu, złapała stały, aczkolwiek elastyczny kontakt z pyskiem karego i delikatnie zaczęła bawić się wodzami, nie piłując rzecz jasna w jego pysku. Nie chciała zebrania, na skoki bądź co bądź nie było ono potrzebne, aczkolwiek miała zamiaru uzyskać delikatne zaokrąglenie ciała, a także zaangażowany w pracę zad. Weszła z ogierem na przekątną, prawą kością kulszową zaczęła pchać go naprzód, lewą łydkę ułożyła za popręgiem, natomiast prawa łydka znalazła się na popręgu. Lewa dłoń była zamknięta w pięść, natomiast prawą wodzę lekko oddała. Krótko mówiąc lotna zmiana nogi z lewej na prawą. Po tym dwa okrążenia w pół-siadzie w galopie, następnie pojedyncza biało-niebieska stacjonata o wysokości 60cm na rozgrzewkę. Najazd był z wolty, w linii prostej od przeszkody usiadła w siodło, chcąc mu zasygnalizować, że siła skoku ma być z zadnich nóg, uzyskać ustawienie, gdzie tyle nogi odbijające się od podłoża tworzyłyby na rysunku kształt sprężyny. W odpowiednim miejscu mocniejsza łydka do wybicia, przejście do półsiadu i oddanie wodzy.Colorado - 2013-03-27, 20:02 Te parę okrążeń, które udało mu się przebyć w swobodnym galopie obyło się bez oddań z zadu czy baranków, jednak mimo wszystko koń był widocznie nabuzowany. Chyba nigdy nie pojmie tego, po cholerę te wszystkie niepotrzebne figury i inne pierdoły, skoro można od razu przejść do sedna sprawy - Skoków. W szybkim, dynamicznym galopie starał się pozostać nawet po złapaniu kontaktu z jego pyskiem i działaniem mocniejszymi pomocami przez kobietę. {cośtamcośtamcośtam...}. Wolty nie wykonał, w razie takiej potrzeby szarpiąc się na pysku, wyciągając wodzę. W pełnym galopie, nie zważając na jej pohamowania czy inne takie wyjechał na przeszkodę, wybijając się z deka za wcześnie przez jej ''pomoce'', których przy skoku nigdy w życiu nie dostawał. Uznał, iż sam doskonale wie co ma robić, po lądowaniu zatrzymując się dosyć gwałtownie i oddając swe zagotowanie pod postacią drobnego pół-dębowania, zaraz po którym oddał z zadu prosto w stojący za nim stojak z drągami - Przeszkodę, strącając ją całą.
AVE SZATAN! <3Noa - 2013-03-27, 20:48 Oż ty szatanie...ty...ty...szczajbus, a nie szporthorse. Przecież zawsze na treningach mu takie pomoce dawała i nie marudził jakoś.
No nic, spokojny, przyjazny trening poszedł tam, gdzie światło nie dochodzi.
- Łosiu jeden, zgłupiałeś? - powiedziała cichym, aczkolwiek wyraźnym tonem w kierunku karego słysząc, jak wali się cała przeszkoda.
Taki dobry koń, a czasem naprawdę zastanawiała się, co mu w główce siedzi. W każdym bądź razie zatrzymanie zaraz za przeszkodą całkiem mocno zachwiało jej równowagą i ledwie odchyliła się w tył z jego szyi ten od razu oddał z zadu co rzecz jasna zwaliło tą konstrukcję, jak już z resztą było powyżej wspomniane. Przeklęła parę razy pod nosem, po tym całkowicie się uspokajając. Najwyraźniej był pełen energii, a w dodatku bądź co bądź jest ogierem, więc temperament cały czas w nim siedzi. Wracając do obecnej sytuacji Noa od razu wypchnęła karego do galopu, wraz z pracą łydek. Jak w nim taki diabeł siedzi to niech sobie zrobi parę okrążeń w energicznym owym chodzie, ale nie za szybko, by się przypadkiem nie wywalił. A sama dziewczyna po prostu siedziała w siodle, dopiero po pewnym czasie dając mu stanowcze sygnały do zwolnienia i wchodząc na obszerną woltę. Choćby i batem musiała go zachęcać (nie mylić z bezsensownym laniem) to postanowiła o to powalczyć, inaczej podejrzewała, że "wejdzie jej na głowę." Tak więc z pomocą dosiadu i wody nakierowała go po paru okrążeniach w galopie na wolcie. Nie chciał, parę prób, to znowu na pełne okrążenia. Jeśli w końcu udało się wejść na woltę, ponownie na tą samą przeszkodę (załóżmy, że stajenny zdążył ją ustawić(
/Sorry, że tak chaotycznie, ale na fejsie mnie przyjaciółka dręczy/Colorado - 2013-03-27, 21:59 Wypchany do galopu ruszył ''z kopyta'' w tymże chodzie, po pewnym czasie automatycznie zwalniając - Raczej z braku chęci na ten monotonny czyn, niżeli zmęczenia. Zwolnił przed samą figurą, wyjeżdżając w miarę krągłą woltę. Powoli zaczynał się uspokajać, by już po chwili całkowicie ochłonąć i w miarę współgrać z brunetką - Co nie znaczy jednak, iż ma zamiar być posłuszny do końca treningu. Kto tam wie, co mu strzeli do tego karego łba. Naprowadzony po wolcie na tą samą przeszkodę wybił się w dogodnym miejscu, wyskakując z 20 centymetrów nad drągi - Kończyny pod siebie, łeb wyciągnięty, tyły jako ster. Czyli podstawowy układ. Lądowanie miękkie, acz wybijające. Lekkim chodem przed siebie, ogonem szastając w powietrzu - Norma. Czyli jeszcze dało się go opanować. Noa - 2013-03-28, 20:40 Pochwaliła karego głosem, kręcąc w zdumieniu głową. Dosłownie jakby miał PMS, ale nie zamierzała narzekać w szczególności biorąc pod uwagę fakt, że w końcu uspokoił się i to raczej najbardziej się liczyło. Teraz nadszedł czas na parkur, który jak na razie sięgnął metra, później podwyższy go mniej więcej do klasy P, a nawet nieco wyżej. W każdym bądź razie wpierw najazd z prawej strony na czarno-białego krzyżaka 60cm, później cztery foule, delikatny łuk w prawo i od razu biało-niebieska stacjonata 70cm. Trzy foule na wprost i linia zaczynająca się od czerwonego oksera 80cm, jedna foula niebieska stacjonata 90cm, dwie foule i brązowy triple-barre. Po tym pół-okrążenia w galopie, wolta ze zmianą nogi na lewo i od razu czerwony murek z dziurą na dole o wysokości metra. Następnie trzy foule na wprost, skręt w lewo, cztery foule prosto i ostatnia przeszkoda, mianowicie czerwona piramida ozdobiona żółtymi słonecznikami o najwyższym drągu o wysokości 75cm. W każdym bądź razie od razu dynamiczne tempo i najazd na pierwszą przeszkodę. W odpowiednim miejscu standardowo mocniejsza łydka, przejście do pół-siadu i oddanie wodzy. Tak przed każdą przeszkodą. Ogółem jazda w owym pół-siadzie, dopiero w linii prostej od przeszkody przechodziła do pełnego. Cały czas trzymała go w pomocach, pilnowała tempa by nie szedł za wolno, bądź też za szybko. W każdym bądź razie odpowiednie najazdy, pilnowała wpasować w łuki. Gdy coś nie wychodziło powtarzała cały parkur, no ale zobaczmy, jak to wyszło.Colorado - 2013-03-28, 21:03 Ja Ci dam PMS! Toż to Łosiu po prost <3.
Naprowadzony na czarno białego krzyżaka galopował śmiało do przodu, w pośrednim tempie, luźnym, acz zebranym krokiem. Wybił się nieco za wcześnie przed samą przeszkodą, jednak zważywszy na jej niewielkie wymiary oddał czysty i swobodny skok. Nie wyglądało na to, by jakoś zbytecznie przejmował się wysokością, na jakiej ułożone były drągi - Omińmy fakt, iż wcale nie były tak wysoko, jednak mimo wszystko zaszła w nim pewna zmiana. Zamiast lecieć w stronę przeszkody na złamanie karku poprawnie wyznaczał miejsce odskoku, oddawał lekkie lądowania i z rozwagą podchodził do przeszkody. Czyli jednak czegoś zdołał się nauczyć, a od kogo, to już mniej ważny szczegół. Po czterech foulach galopem po łuku napotkał stacjonatę 70cm - I tu obyło się bez większych problemów. Więcej ekonomii w skoku, niż samych popisów, dlatego zapas był niewielki - Lecz wystarczający. Umięśniona szyja wyciągnięta przed siebie, kończyny schowane pod klatkę piersiową, tyły robią za ster - Ładny baskil i technika. Po zwiewnym lądowaniu przyszedł czas na oskera 80cm i stacjonatę 90cm - Jak można się domyślić, drągów nie tknął. Dziś skoki przychodziły mu z ogromną lekkością, więc niestrudzony wyczekiwał dalszych wyzwań. Jednym z nich okazała się brązowa tripplebarre - Z początku ogier został zmylony przez ułożenie drągów, przed wcześnie szykując się na lądowanie. Widocznie zaskoczony dalej ciągnącą się przeszkodą odbił z krzyża, przez co Noę czekały niemałe turbulencje. Musi go zrozumieć... Przecież drąga by nie tknął. Po tym pół-okrążenia w galopie, wolta ze zmianą nogi na lewo i od razu czerwony murek z dziurą na dole o wysokości metra. Następnie trzy foule na wprost, skręt w lewo, cztery foule prosto i ostatnia przeszkoda, mianowicie czerwona piramida ozdobiona żółtymi słonecznikami o najwyższym drągu o wysokości 75cm. Wszystko poszło gładko - Karus starał się o 5% bardziej niż na poprzednich treningach. Zaczynał pojmować, iż skoki to nie tylko zabawa, ale też praca, a osiągając sukcesy w sporcie będzie chlubą stajni - Szport koniem, nie szczajbusem.Noa - 2013-03-29, 16:22 No właśnie, szport koń, nie szczajbus. Na obecne zawody szykowała się spora konkurencja, tak więc całą pewnością nie będzie łatwo zdobyć miejsce na podium, a do tego przecież dążyła owa para. Dlatego też dziewczyna naciskała na Colorado, by zaczął nieco ulegać. Potrafił dużo, ale bez współpracy ich obojga mogą sobie pomarzyć o dobrym wyniku. W każdym bądź razie powtórzyła jeszcze raz parkur o obecnych wysokościach, a następnie zwolniła karego do stępa pilnując, by przypadkiem nie uciekł jej z ustawienia. Nie wydawało jej się, by wytok był potrzebny, ale przed zawodami jeszcze odznaka, tak więc w części skokowej sprawdzi, czy nie lepiej się wtedy skacze się z Colorado. No, ale nie wybiegajmy za bardzo w przyszłość. Fakt, że ogier dobrze poradził sobie z piramidą zadowolił ją, gdyż ze względu na swoje nietypowe ustawienie z reguły była ciężką przeszkodą dla koni. Gdy chwaliła głosowo Karusa, stajenny podwyższał odpowiednio przeszkody. Krzyżak miał teraz równo 90cm, druga przeszkoda-stacjonata, równy metr. Na linii okser miał teraz 105cm, stacjonata 110cm, tymczasem najwyższy drąg triple-barre równe 115cm. Murek został mocno powiększony, gdyż aż o dwadzieścia centymetrów, czyli teraz mierzył razem 1,20m. Tymczasem najwyższy drąg piramidy miał teraz 105cm. Noa zastanawiała się, jak Łoś zareaguje teraz na spore podwyższenie przeszkód. W każdym bądź razie w jednym z łuków zewnętrzna łydka za popręg, wewnętrzna przed plus wypchnięcie bioder czyli sygnał do zagalopowania. Tym razem najezdna krzyżaka wychodził jej z lewej, tak więc zrobiła odpowiednią ósemkę wraz z lotną zmianą nogi w galopie (odpowiednie pomoce do zmiany nogi z lewej na prawą: W tym wypadku prawa kość kulszowa zaczęła mocniej pchać, lewa łydka za popręg, prawa na. Lewa dłoń lekko zaciśnięta w pięść, natomiast prawa wodza lekko oddana) i dopiero po tym najazd na krzyżaka. Podpierała go mocno łydkami, w linii prostej od krzyżaka była delikatnie, praktycznie niezauważalnie odchylona do tyłu. Nie podskakiwała w siodle, tylko zgrała się z ruchami karego, odpowiednio trzymała kontakt z jego pyskiem. W miejscu wybicia pewniejszy nacisk łydki, pół-siad (nie spóźniła się, ani nie wyprzedziła z nim ogiera) a także oddanie wodzy. Ręce znajdywały się w tym momencie parę centymetrów przed potylicą. Po lądowaniu pozbieranie Colorado i dalsza jazda w pełnym siadzie, o ile tak to można nazwać. Na łukach ręka zewnętrzna była ustawiona troszkę wyżej, a wodza przysunięta do szyi karego, po prostu była zamknięta. Ręka wewnętrzna tymczasem znajdowała się nieco niżej, a wodza była odsunięta od szyi, otwarta. Cały czas jednakże została utrzymana linia prosta (wędzidło, dłonie, przedramię). Wewnętrzna łydka mocniej pracowała nad ustawieniem, zewnętrzna ograniczała, tak samo było zresztą na woltach. W miejscu wybicia identyczne pomoce jak poprzednio, w takiej samej kolejności. Po lądowanie znowu pozbieranie karego i najazd na linię. Tutaj w szczególności pilnowała dynamicznego, aczkolwiek nie za szybkiego tempa, coby ten przypadkiem nie zderzył się z przeszkodą. Po każdej przeskoczonej "rzeczy" szybko zbierała go znowu w całość, by wyrobił się na następną przeszkodę. W szczególności przed triple-barre, a pomoce w odpowiednim miejscu jak zawsze takie same. Dalej pół-okrążenia w półsiadzie i tutaj również w miarę energiczne tempo. Pomoce na wolcie takie same jak zawsze, by ten przypadkiem nie wypadł z niej bo to od razu wykluczało tak naprawdę poprawne pokonanie całkiem wysokiego jak na obecną chwilę murku, a dodatkowo podczas jej wykonywania lotna zmiana nogi. Po murku pozbieranie go, pewna ilość fouli prosto, skręt w lewo i aktywne popędzenie go do przodu, by odpowiednio rozłożył się nad ostatnią przeszkodą.Jocelyn - 2013-03-29, 22:32 Wkroczyła na teren trawiastego parkuru prowadząc obok siebie Don'a na linie. Stwierdziła, że trzymać go w boksie nie ma sensu, lepiej zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. Kiedy przeszła przez bramkę, zaraz ją za sobą zamknęła, żeby żaden rumak nie uciekł przez nią gdzieś hen-hen. Przeszła się wzdłuż parkanu razem z konikiem. Potem przystanęła na chwilę, patrząc na Don'a.
- Chętnie bym na tobie pojeździła, ale nie mogę...
Wiedziała, że to może wyglądać trochę dziwnie, że mówi do konia, ale jakoś specjalnie się tym nie przejęła. Za to odwiązała linę od jego kantara, zwinęła ją i usiadła na jednej z belek płotu. Na parkurze dostrzegła jeszcze jedną parę - była to jakaś dziewczyna i piękny, kary koń. Skinęła głową do dziewczyny na powitanie, uśmiechając się przy tym lekko. Potem ponownie spojrzała na Don'a i, nadal się uśmiechając, pogłaskała go po pysku.Colorado - 2013-03-29, 23:14 Na pomoce do zagalopowania zareagował natychmiastowo; Płynnie przechodząc w tenże chód, poruszając się zwiewnie i swobodnie. Nieustannie przeżuwał wędzidło, jedno z uszu skierowane miał w stronę jeźdźca, ogon bujał w obłokach. Chyba nigdy wcześniej nie czuł się tak zmotywowany do działania, jak teraz. Lotna zmiana nogi w galopie nie stanowiła dla niego problemu - W końcu były to podstawy, które każdy 'szport horse' powinien mieć opanowane przynajmniej na poziomie dobrym. Nakierowany na ósemkę zmieścił się w jej wymiarach, 'dopieszczając' figurę poprzez zaokrąglenie i tym podobne. Wykonał prosty najazd na podwyższonego już krzyżaka, tylne nogi traktując jak sprężyny - Wybijając się z nich lekko i wysoko, jakby ważył co najmniej gram, czy procent więcej. Wykazywał spore zaangażowanie nawet na mniejszych przeszkodach, o łatwiejszym ustawieniu. Dziś zdecydowanie miał do tego humor. Automatycznie zostawił 15, 20 centymetrów zapasu nad przeszkodą, choć starał się działać jak najbardziej ekonomicznie - A przynajmniej nie wysilać się zbytecznie podczas lotu. To samo działo się przy metrowej stacjonacie, oraz linii - Okser 105, Stacjonata 110, Tripplebarre 115, Murek 120, Piramida 105. Były to o wiele bardziej wymagające przeszkody niż te, które zwykło mu skakać, toteż nie trudno się domyślić, iż pozwalał sobie na o wiele mniejsze popisy - Utrzymywał zapas, baskil i dobrą technikę. Tempo było pośrednie - Aktywne, nie leniwe, przed samą przeszkodą znacznie stonowane; Idealne, krótko mówiąc.