Encore Papillon - 2013-02-22, 00:02 Oj no, tylko zahaczył o dośc twardy materiał na palcach oficerki, więc Vicuś dużo z ogierzych zebów nie poczuł </3
Ruszył stepem, wyciagając ciało swobodnie, robiąc duże kroki. Nie był jeszcze skupiony ale tez nie rozkojarzony. Teraz bedzie już tylko lepiej, jak tak dalej pójdzie.
Po odsapnięciu, wszedł w ustawinie gładko, stopniowo. Pysk prostopadły, potylica najwyższym punktem, ciężar na podstawionym zadzie, dobra praca tyłami, rozluźnione barki i łopatki. Czując półparade, szastnął ogonem po cyzm po sygnale ruszył z impulsem do kłusa, ładnie, w rytmie, miękko i elastycznie. Gdzie tam kobyle do jego ogierzego wdzięku! Ruchoma łopatka, przemyslane stawianie kopyta za kopytem, a nie oranie piasku. Szkitki unosił w miarę wysoko, co na pewno dodatkowo chwytało za oko. Pyszczek mu się lekko spienił a nasada ogona nieco uniosła w górę, bo zadowolony, więc elektryczny w dobrym znaczneiu tego słowa.
Nie przeoczył sygnału do stój i zatrzymał się w dwóch krokach, równo pęcina do pęciny. Poruszył prawym uchem, lewe kierując na chłopaka. Co dalej? No, długo czekac nie musiał. Po sygnałach ruszył męznie, bez ociagania się w ładny kłus, naszpikowany elegancją. Musza się zakochać! Swoją drogą ogier Victorka bardzo lubił <3 Miał do gniadego dobrą rękę, przez co Papi mu ufał.
Po skręcie ładnie wygiął ciało, jak rasowy przecinek, zupełnie jaky w takich momentach był zrobiony z gumy. W wysiadywanym kłusie niósł się bardzo dobrze, z lekkością.Victor - 2013-02-22, 00:23 Ja wiem, że Vicek to takie ciacho, że aż chce się schrupać, no ale żeby od razu tak brać się za konsumpcję? ;< Jeżeli sędziowie będę mieli cycki, to wygraliśmy, jeżeli kutaski... To no cóż, będą zazdrościć i nas uwalą ;<
Gdy był na wysokości R nadal siedząc w siodle nieco mocniej przyłożył łydki by krok ogiera nieznacznie się wydłużył i tempo nieco zyskało, owym kłusem pośrednim dojechał aż do P gdzie powrócił do roboczego, pilnował równego tempa, pewnego i niewymuszonego ustawienia gniadka.
Na prawde przyjemnie mu się prowadziło ogiera, dokładnie czuł każdy jego ruch, mogło się zdawać, że są parą od zawsze, a jednak Vicek siedział na ogierze drugi raz. NAJ -niemożliwe a jednak!
W F przygotował ogiera na wjazd na półwoltę, w sumie to łuk, oczywiście pomoce takie jak dosiad, łydka, ciężar ciała jeźdźca i wodza dająca pewne oparcie na zewnętrznej stronie pomogła ogierowi wpasować się w ową figurę. Gdy dojechali do D Vicek automatycznie, bez szarpania czy wymuszeń wyprostował ogiera i przesuwając nieznacznie zewnętrzną łydkę, a wewnętrzną trzymając ogiera rozpoczął ustępowania pilnując by cała trasa przeszła płynnie aż do B, pilnował lekkiego! wygięcia szyi. Oczywiście lekko obciążył wewnętrzna stronę, cały proceder zostałby niezauważony bez wprawnego oka, w sumie każdy ruch chłopaka był naprawdę ledwo co widoczny, w końcu precyzja i lata doświadczenie pozwoliły mu na takie balansowanie na krawędzi, no z resztą lubił ryzyko, jak coś nie wyjdzie nie płaczemy.
I ponownie od B powrót do ustawienia wyjściowego i kłusem roboczym aż do H kłusem roboczym, pilnował stałego tempa i tego, by Papitek się nie znudził taką jazdą po ścianie. I znów jak wcześniej do S roboczy, ponownie nieznacznie mocniejsza łydka, ale dosiad pilnujący-czuwający i pośrednim do V, a od V znów roboczy aż do K NUDA... od K jak wcześniej półwolty do D. Całe ustępowanie jak poprzednio tylko analogiczna zmiana pomocy.Encore Papillon - 2013-02-22, 01:02 No niestety ;c Chyba, że stwierdzą iż sa tak wspaniali, że muszą im dać złoto, nawet mimo zazdrości, o! Choć i tak preferuje wersje z cyckami.
Czując delikatne impulsy, wyciagnął bardziej nogi, aktywniej wyzrucając z nadgarstka. Kolejne zmniejszenie tempa - bez zarzutów. Nie wypadał z ustawienia, będąc pod symbiotyczną kontrolą Vicka, bez żadnej walki czy zwątpień ze strony konia.
No dokładnie! A Enc, rozluźniony, nie zdając sobie sprawy z powagi treningu, kłusował z impulsem wyraźnie zadowolony z jazdy. Nigdzie się nie rolował a ni nie uciekał, zupełnie jakby był zlany z Vicusiem w jeden organizm. Ogr cały czas miał zajęcie, więc był happy. W żadnym zakamarku ciała nie było czuć ani widac skrępowania jakiejś partii mięśni.
Ładnie wjechał w łuk, wyjeżdżając go poprawnie, nie tracąc elastycznego kontaktu z reką i łagodnie owijając się wokół łydki. Wyprostował się bardzo naturalnie a czując pomoce zaczął odchodzić od niej bokiem, ładnie krzyżując nogi. Umiał jako tako chodzić ciągi, więc z tym problemu nie było. Zachował równowagę, nie wypadając niczym i jednocześnie zachowując swoją elegancką kadencję. Syzbko sie wyprostował, od przodów, przeszedł w roboczy, parsknąwszy głośno. Na drugą stronę także poszedł dobrze, ustepowanie dobre, może nawet głebsze.Victor - 2013-02-22, 01:23 Nie ma co się tutaj rozwijać na temat ich dopasowania, swoją drogą Vickowi dawno się tak dobrze nie jeździło, no od czasów dawnego Salka na pewno.
Wjeżdżając w C półparada z łydką aktywizująca do galopu, roboczego, delikatnego, bez jakiejkolwiek sztuczności, usztywnienia i wymuszeń tempa czy długości kroku. Wjazd na koło, oczywiście pilnował wpasowania się w łuk i dalej do R roboczym, a tam lekka łydeczka do pośredniego aż do P, gdzie powrót do pośredniego. W F wykonał półwoltę oczywiście ponownie pilnował wpasowania w łuk i skończył ją w B trzymając ogiera w kontrgalopie. Spokojnie, roboczo dojazd do M, gdzie mocniejsze półparada z łydką ograniczająca do stępa i od razu ruszenie na dobra nogę roboczym. Patataj, ptatataj do C gdzie wjechali na koło, oczywiście ładnie wpasował ogiera w łuk i na ścianę i dojazd roboczym do S, tam lekka łydeczka i ponownie pośredni, przy V przejście do roboczego, wszystko delikatnie jakby płynęli. Bez zbędnego rzucania się czysta magia <3
Od K do D po łuku kreśląc piękny łuk, aż do E w kontr kończąc półwoltę, dojazd do H, gdzie półparada+łydka ograniczająca do kłusa roboczego. Będąc w C kolejna półparada z łydką ograniczającą, tyle, że do stępa pośredniego. Wjeżdżając w M skierował się na E i tym samym przeszedł do stępa swobodnego oddając powoli wodzę ogierowi, tak by nie utracił nagle kontaktu. W E `do ręki` i stęp pośredni, lekkie przygotowanie do kłusa roboczego, do którego sygnał poszedł równo w V, po ścianie do A i wjechał na linię środkową. Oczywiście mocna półparada z łydką ograniczającą do aktywnego stój w G, ukłon, poklepał i ruszył stępem na luźnej wodzy, występował porządnie luzując w między czasie popręg i do stajni.Encore Papillon - 2013-02-22, 02:00 Widzisz? To się nazywa kurna przeznaczenie.
Raz spróbujesz grzbietu Papilotowego, nie będziesz chciał innego!
Na sygnał ruszył z impulsem galopem, kołyszacym, wygodnym, pokrywającym duża powierzchnię, okrągłym - czyli takim jakim poruszał sie ogier będąc w tu procentach rozluźnionym i nieskrępowanym. Nieco obniżył tylko potylicę, acz nie był to błąd. Ładnie wyjechał koło, wpisując się w okrąg po czym wyprostował się łagodnie i w R wyciagnłą bardziej kończyny, zahaczając obciążonymi tyłami bardziej pod kłode a przednie unosząc wyżej, poprawiając kadencję. Gładko potem przeszedł znów w roboczy, ciskając ogonem na bok. Kolejny łuk dobrze a po wyjeździe kontrgalop. Nie musiał zmieniac nogi by tę figurę uzyskać, więc galopował dalej roboczo, zdając się na polecenia Vicka. Czując mocniejszy siad w siodło i obciązenie ledźwi, zszedł w trzech krokach do stępa, ac znie nacieszył się nim długo, po po takcie dostał mocniejszy impuls. Odbił się od stepa w galop, jakby robił to codziennie i miał wypracowane do perfekcji. Podobał mu się ten trenig. Tyle się działo. Aż z mordki poczęła mu kapac spieniona ślina a ciało pokryła siateczka żyłek.
Kolejny dobry łuk, po łydce w S ogier znowu poprawił kadencję, bardziej starając sie w tym nieznacznie wydłużonym i 'wyższym' galopie. Znowu roboczy. Przechodził ładnie, bez rzucania, jakby dotykany magicznym kijem albo sterowany ultra czułą skrzynią biegów A to dlatego, że był wyżyty, skupiony i zadowolony oraz bawił sie przy tym. Psychiczna stymulacja.
I znowu łuk a zniego kontrgalop, także bardzo udany, niewymuszony w koniu idealnie przepuszczalnym, bo to własnie w galopie osiągał jej szczyt. Zwolnił do kłusa płynnie, cały czas w ustawieniu idąc od nieskrępowanej łopatki. I znowu chód niżej. Ogrzysko chętnie, w jednym takcie przeszlo do stepa, z lubościa przeszywając powietrze czarną kitą. Już mu się pachwinki zapociły </3 W swobodnym wyciagnął sobie szyjsko, ale nie stracił impulsu na zadzie, który nadal wjeżdżał mocno pod kłodę. Całe ciało pracowało. Nawet najdrobniejszy mięsień. Po zbieraniu szybko wrócił do ręki, skracając i chód, który nabrał ponownie gracji. Kłusem ruszył z kadencją, lekko, nośnie i bardzo zjawiskowo, zupełnie jakby się popisywał przed tłumami widzów. Takie przejazdy z pewnością mu pomagają, bo doskonale go otwierają na pomoce. I ogranicznik, na który zareagował bardzo dobrze. W dwóch krokach równo przystanął, przygryzając wędzidło, z którego spłynęła ubita ślina. Czując luzy, ruszył sobie stepem, wyciagając szyję ku dołowi, rozluxniając grzbiet. Po występownaiu, wyszedł
/ztJessie - 2013-02-22, 17:21 Przyprowadziła Colorado na poznany niedawno czworobok.
- Przykro mi kolego, ale dzisiaj znowu się ponudzisz. - powiedziała do niego, wprowadzając go na plac, na którym zatrzymała go i podciągnęła popręg. Następnie sprawnie dosiadła jego grzbietu i od razu dosiadem skierowała go na ślad, na którym tradycyjnie w formie rozgrzewki wykonali po trzy okrążenia w stępie na luźnej wodzy. Dzisiaj jednak nie było to monotonne stępowanie, Jessie w pewnych odcinkach zatrzymywała hanowera poprzez odchylenie się do tyłu, a także obciążenie zadu. Zwykle po paru sekundach nieruchomości dawała łydkę do kontynuacji stępa, ale parę razy też dała mu sygnały do cofania się, operując przy tym także wodzą, jako że było to dość rzadkie ćwiczenie w treningach Colorka. Chodziło jej o to, by uwrażliwił się na dosiad i łydki, skupił, ale też zaczął od początku pracować mięśniami.Colorado - 2013-02-22, 17:37 Przez całą drogę dotrzymywał kroku Jessie, widocznie zainteresowany zarówno nią, jak i otoczeniem, trochę się rozbudzając i wyrywając z tej monotonii. Podczas podciągania popręgu i układaniu sprzętu opuścił łeb luźno nieco ponad piasek, którym wyłożony był czworobok, wciągając jego zapach do płuc. Wyczuwał intensywną woń świadczącą o bytowaniu tu innych koni, co jedynie utwierdziło go w postanowieniu, iż musi się na takim terenie pokazać. Gdy Jess go dosiadła gwałtownie uniósł łepetynę, nastawiając uszu w jej kierunku. Taki mały element zaskoczenia - Jakby przeżywał to pierwszy raz, jakby dziwne było to, że ktoś na nim siada. Posłusznie ruszył przed siebie, wyciągając ciało do granic możliwości, rozluźniając wszystkie mięśnie, jednak nie odangażowując ich od częściowej, z początku lekkiej pracy. Ruszył prosto na ścianę, pokonując kolejne okrążenia w pośrednim, stabilnym tempie. Krótsze bądź dłuższe zatrzymania nie stanowiły dla ogiera problemu, natomiast z cofaniem było już nieco gorzej. Niby załapywał o co chodziło, lecz nie obyłoby się bez dodatkowych impulsów za pomocą wodzy, podczas czego najpierw cofał łeb, a dopiero za nim resztę ciała. Z każdym ponownym zastosowaniem tego ćwiczenia szło mu coraz lepiej, jednak nadal nie wykonywał tego przynajmniej na poziomie dobrym, choć doprawdy niewiele brakowało. Bardziej skupiony był na piasku, po którym stąpał, niż na tym, co powinien robić - Zwłaszcza, jeśli chodzi o chodzenie do tyłu. W jego oczach widziane to było jako kolejny, zupełnie niepotrzebny wymysł człowieka, no ale co, nie było tak źle. Jessie - 2013-02-22, 17:49 Niepotrzebnych rzeczy to on jeszcze chyba nie widział i prawdopodobnie nie zobaczy - chyba że z boku, jak Jess w końcu dorwie jakiegoś dresażowca, z którym będzie mogła szlifować tę dyscyplinę. Bo pozostałe z jej koni, nie licząc Sterna, były raczej przystosowane do latania... Anyway.
Stępując ogiera, w pewnym momencie wypchnęła go z bioder do kłusa, nie zbierając wodzy - wciąż trzymała go luźno. Od razu zaczęła anglezować na prawidłową nogę, patrząc przy tym na wprost, ale skupiając się głównie na ogierze. Chciała, by kłusował rozluźniony, z wyprostowaną szyją, aktywnie - miało go to zachęcić do dalszej pracy, wiedziała, że przed nią lubi się wyszumieć, a taki kłus był do tego dobrym wprowadzeniem. Spróbowała w ten sposób poćwiczyć dodania, w tym celu zmieniła tempo anglezowania i dodała nieco łydki, skracając krok działała odwrotnymi pomocami. Rzecz jasna - na obie strony, po trzy okrążenia, chyba, że coś jednak szło nie tak.Colorado - 2013-02-22, 18:14 On przystosowany tylko do latania? Ba, mu się tak tylko wydawało. Żebyś ty wiedziała, jakie on ma umiejętności, to by Ci cycki opadły moja droga. To jest bardzo utalentowany koń, choć nie ma w sobie chociażby cząstki umiejętności wykorzystywania swojego potencjału, a co gorsza - Ukazywania go. To jej przyszło posiadać wschodzącą gwiazdę sportu, więc niech się cieszy kolejnym wychowankiem z przyszłą długą listą osiągnięć. Podkreślam, przyszłą Wracając do tematu; Po wypchnięciu do kłusa przeszedł łagodnie, gładko w tenże chód, pozostawiając jedynie minimalny ślad po swoim wcześniejszym ostrym wybiciu, które stało się niemalże nawykiem i trudno było się go pozbyć... O ile ktoś w ogóle próbował, ale mniejsza z tym. Najwidoczniej tamta pamiętna, oklepowa jazda coś w nim zmieniła. Za jakim sposobem to się kryje, wie tylko userka Colorka i pewnie nikt więcej tego nie rozgryzie, choć to nie takie trudne, wbrew pozorom. :< Pozostawał w niskim ustawieniu, swobodnie, elastycznie odbijając się od podłoża. Nie widział głębszej potrzeby w pędzeniu na złamanie karku, dlatego też z początku tempo chodu było wolne, nawet bardzo - Ale za to jak sprężyście i pokazowo się poruszał! Dodania nie były czymś trudnym, nie do opanowania. Co prawda treningi ujeżdżeniowe były u niego wyjątkami, więc tego typu podstawy stały zakurzone w główce hanovera, jednak nie aż tak, by sprawiać głębszy problem. Po chwili ustabilizowania się wykonywał ćwiczenie jak najbardziej poprawnie, za pewne ze znaną już Jessie lekkością, bynajmniej na razie.Jessie - 2013-02-22, 18:34 Może kiedyś to odkryje, ale żeby móc odkryć ten potencjał w Colorku, sama musi posiąść jakieś umiejętności, prawda? :> Na razie nie wychodziła w ujeżdżeniu poza klasę P, chociaż ambicje miała o wiele większe. I tak dostrzegała postępy w ich wspólnej pracy odkąd zaczęli współpracę. Choćby te przejścia ze stępa do kłusa - o ile na początku była wręcz przerażona ich jakością, to teraz była zadowolona, że ogier się na tyle 'wyprostował'. Jessie próbowała to zwalczyć! Ale w końcu zaprzestała upartej walki, a z czasem i tak wyszło na jej - tylko dlaczego?
Podobało jej się, że ogier potrafił się poruszać z lekkością i w równowadze; jej również nie sprawiało to problemu, siedziała na jego grzbiecie rozluźniona, pozytywnie nastawiona, z nowymi horyzontami, o! Nie wychodząc z tego luźnego ustawienia, usiadła w siodle, by w najbliższym narożniku wykonać woltę. Nakierowała na nią ogiera samym dosiadem, dokładnie kierowała go łydkami na okręgu, by z niego nie wypadł ani nie wpadł do środka. Później powtórzyli takie koła jeszcze parę razy, o różnej średnicy, aż dziewczyna jadąc kłusem ćwiczebnym stopniowo zaczęła zbierać wodze, próbując ustawić ogiera w wyższym ustawieniu, w jakim zwykli pracować na co dzień. Posługiwała się także dosiadem, dojeżdżała konia do ręki zachęcając tym samym do podstawienia zadu pod kłodę, łydką nadawała aktywne tempo, dłoń to zaciskała, to rozluźniała na wewnętrznej wodzy, aż karus przeszedł do ustawienia roboczego. Jeżeli nic nie uległo w rytmice, dynamice oraz elastyczności jazdy, kontynuowała kłus wokół płotka, jeżeli nie... cóż, wtedy to napiszę w kolejnym poście.Colorado - 2013-02-22, 18:51 Wena leży i kwiczy obok mnie. ;___;
Zwolnił znacząco nakierowany na woltę w najbliższym narożniku, wyjeżdżając ją w odpowiednim momencie, dzięki ustawieniu Jessie tworząc kształtną figurę, którą powinna być. Powtarzał to ćwiczenie bez większego spięcia, acz też bez widocznego zaangażowania w szczegóły. Dzisiejszego dnia był zbyt zmulony by stawiać opór, przykładać się do czegoś ponad normy i tym podobne. Najlepiej wtuliłby się we właścicielkę i zapadł w zimowy sen. O tak. Jednak nie rozmarzając się za bardzo; Na zbierane wodze zareagował zarzuceniem łba, niby w proteście, jednak podporządkował się po chwili, coby pokazać się z tej lepszej, grzecznej strony. Ta, istny anioł się znalazł. Jego ruch nie zmienił się w żaden możliwy sposób, także tempo nie uległo zmianie - Jak się ślimaczył tak się ślimaczył, nie reagując ni to na łydki, ni to na wodze i tym podobne, bynajmniej na razie.Jessie - 2013-02-22, 19:54 Ślimaczył się, tak? Ona chyba znała dobrą receptę na ten jego zamulony nastrój. W najbliższym narożniku usiadła głębiej w siodle, wewnętrzną łydkę cofnęła za popręg, zewnętrzną dała trochę przed, i wypchnęła ogiera z biodra do galopu. Podejrzewam, że wówczas się trochę rozbudził; nie ograniczała go, chciała go porządnie rozbujać w galopie, by pozostało mu ta energia do dalszej pracy. Dwa okrążenia na lewą nogę, dwa na prawą, zmiana strony przez przekątną przy zastosowaniu lotnej. Dwa z tych okrążeń urozmaiciła obszerną woltą, chcąc wygiąć konia również w galopie, ale głównie postawiła na otworzenie go i ożywienie. Później stopniowo zwolniła go do stępa przez kłus, oddała nieco wodzy, dając chwilę przerwy.Colorado - 2013-02-22, 20:27 Tak, ślimaczył - Jak nigdy. Ostatnio zrobił się z niego koń nie do poznania, z różnych powodów i coś czuję, że to wcale nie jest chwilowe przeobrażenie się w innego konia. Szkoda. Gdy tylko dostał pomoce do galopu gwałtownie zahamował, z widocznym poślizgiem, przez co zapewne brunetka została wywalona przed siodło, może nawet na szyję karusa, jednak nie przejął się tym zbytnio. Oczywiście nie chciał jej zwalić, więc mogła mieć w nim oparcie, gdyby chciała ponownie się ustabilizować. Po prostu stanął, ani myśląc o ruszeniu w najbliższym momencie. Jeśli wodze zostały puszczone, bądź dostał luzy, to wykorzystał tą przestrzeń, szyję wyciągając do granic możliwości, acz nie wieszając się na wędzidle - Na tyle, na ile starczyło wodzy. Zachowując grobowy spokój czekał na dalsze rozwinięcie się akcji.Jessie - 2013-02-22, 20:43 Tego to się nie spodziewała, szczerze mówiąc. Będąc pewna, że koń zagalopuje jak zawsze zaraz po otrzymaniu do tego stosownych sygnałów, została totalnie wytrącona z równowagi tym gwałtownym zahamowaniem. Istotnie poleciała na jego szyję, gdyby zahamował w ten sposób w galopie z pewnością przeleciałaby przez niego i zaliczyła spektakularną glebę, a tak tylko skończyło się wpadnięciem w jego szyję. Wodze oddała mu tym samym praktycznie całe. Prędko pozbierała się do poprzedniej pozycji, wodze nieco ściągnęła ale i tak pozostały dość luźne.
- Woah. Co to było, hm? - zapytała, jeszcze nie bardzo ogarniając co zaszło oO' Adrenalina z pewnością skoczyła, ale trzeba się wziąć w garść. Dała mu więc łydkę do stępa, po okrążeniu wykonanym w stępie łydka do kłusa, a w najbliższym narożniku znowu spróbowała zagalopowaćColorado - 2013-02-22, 20:56 Jak już wspomniałam - Mimo tego, że wpadła mu na szyję, dalej zachował spokój, będąc gotowym na coś tego typu. Gdy tylko Jess się pozbierała ruszył stępem jak mu nakazano, nie zmieniając tempa swojego chodu; Dalej było ono wolne i leniwe. Zdarzyło mu się nawet ziewnąć, mimo tego, co chwilę temu zrobił. Po pokonanym okrążeniu i otrzymanych pomocach do zakłusowania znów się zatrzymał, tym razem było to zwykłe zgaśnięcie w pewnym momencie. Ani myślał się ruszyć. Zwiesił łeb, jeśli miał taką możliwość, a jeśli nie - Zawiesił się na wędzidle, przymrużając oczy. Chwilowo wyglądał jak zdychają ryba. Chwilowo Zaraz jednak ogarnął zmuła, choć dalej trwał w zaparte, nie chcąc ruszyć chociażby stępem. W pewnym momencie się po prostu położył, z brunetką czy też bez niej na grzbiecie. Nie, nic mu nie dolegało, choć to mogło wyglądać groźnie. Jak się Colorado uprze, to nie ma mocnych.