To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Archiwum - Jezioro Bewl Water

I So Bad - 2016-05-07, 22:01

Grupa 5
Przyglądając się sceptycznie swojemu jeźdźcowi, położyła po sobie uszy, gdy tylko zawitał w boksie. Jego olewaczy stosunek i brak możliwości zastraszenia go zbił ją trochę z pantałyku, nie oznaczało to jednak, że nie próbowała go skubnąć zębiskami tu i tam. Złośliwość karej gadziny nie miała granic. Siodło jak i sakwy nie wywarły na niej większego wrażenia, większym obciążeniem było siedzące w brzuchu źrebię i sam mięśniak Tony :lol2: <3.
Stojąc w tłumie koni kładła uszyska niemal na każdego, będąc w tej kwestii nie tylko mocno terytorialna ale i aspołeczna. Sam fakt, że dosiadała ją osoba z którą nigdy wcześniej nie miała do czynienia mocno wpływał na poirytowanie Bad. Smagając ogonem skoki, niespokojnie kręciła się po placu jednocześnie nerwowo żując wędzidło w pysku.
Co do wysadzania to się przekonamy ;>.

Aaren Wayford - 2016-05-07, 22:03

Grupa 5
Przyjechała do stajni w towarzystwie bruneta, razem z nim opuszczając auto. Ubrana w granatowe bryczesy i białą koszulkę polo, a do tego stare wygrzebane i zmęczone życiem koniakowe oficerki była gotowa do jazdy. Sam sama opcja możliwości kontaktu z końmi i integracji z całym światem jeździeckim była niezwykle kusząca. Dawno nie miała okazji siedzieć na końskim grzebiecie ale wieloletnie doświadczenie w pracy z końmi zarówno młodymi jak i trudnymi oraz starty na arenie krajowej, powinny wystarczyć do opanowania konia, na którym miała jechać.
Poinstruowana przez Tonego, udała się pod boks Lockharda, witając się z karym za pomocą paru marchwi i miłego drapania szyjska. Sprawnie i bezproblemowo poradziła sobie z oporządzeniem ogiera, a następnie osiodłaniem go i założeniem bagaży. Ubrany w ochraniacze, wypucowany dokładnie i prawidłowo osiodłany został wyprowadzony przez dziewczynę przed stajnię. Sprawnie zasiadając w siodle uśmiechnęła się szeroko sama do siebie, czując niebywałą frajdę z samego siedzenia na koniu.
Witając się ze znajomymi osobami, podjechała w pobliże Tonego i Harley’a parkując gdzieś obok swoje kare bydle na którym siedziała, miała tylko nadzieję, że Loczek nie zacznie wydziwiać, a jej męski harem pomoże jej na wypadek trudności z koniem.
- Cześć, Harley.- przywitała się z brunetem, poznali się podczas imprezy Bożonarodzeniowej, podobno to on zmyślił, że ma niezły tyłek :lol2: .To dlatego chcesz jechać za nią ! :lol2:
- Jestem gotowa panowie, gdzie reszta ekipy ?- poprawiając kucyk na głowie, rozejrzała się wokół po obecnych tu ludziach, kątem oka dostrzegając Hayley, której posłała miły uśmiech.

Vivianne Feron - 2016-05-07, 22:07

Grupa 7


Uśmiechnęła się do chłopaka, którego dopiero co poznała, ale naraz bardziej zainteresowała się przyjacielem, który postanowił do niej podejść. Jej twarz momentalnie rozświetliła się w szerokim, aczkolwiek – jak zwykle – podstępnym uśmieszku, który zawsze widniał na jej buzi w jego towarzystwie. Słowa jakimi ją powitał jedynie dodały jej animuszu, a jeśli brunet stał na tyle blisko, że była w stanie to zrobić, pochyliła się z konia by złożyć krótkiego buziaka na jego policzku. Oczywiście to wszystko było możliwe jedynie ze względu na to, że Harłak był wysokim mężczyzną, a ona niezwykle wysportowana. xD
- No cześć, Motor – przywitała się, a gdy usłyszała pochwałę dotyczącą konia, bezwiednie umościła dłoń na jego szyjsku by poklepać siwka w geście ogromnej miłości i oddania – Wiem, to moja duma – musiała to powiedzieć, w innym wypadku jak zareklamowałaby swojego konia? Uwielbiała Siwka z całego serca i zdecydowanie stał się jej koniem numer jeden w bardzo krótkim czasie. Friskas był zakupem, którego nigdy nie miała pożałować, a ich współpraca, choć względnie krótka, układała się po jak najlepszej myśli. – Dzięki za wypożyczenie tego pana na zawody – dodała w chwilę później, zauważając, że Harley wybrał akurat Stradivariusa na dzisiejszy rajd. Cieszyła się z więzi jaka między nimi panowała, a powierzenie jej konia przez przyjaciela naprawdę wiele dla niej znaczyło. W końcu to nie książka czy nawet samochód (który i tak w trakcie jednej jazdy można było konkretnie zajechać), co dało jej jeszcze większą wiarę w kwestii zaufania Harleya do jej osoby.
Słysząc pytanie nowego znajomego obróciła głowę w jego stronę.
-Harley jest w innej grupie – odpowiedziała za mężczyznę i ze smutkiem z powrotem wróciła wzrokiem na Motocykla. Nie była za bardzo zadowolona, że zostali od siebie rozdzieleni (z pewnością on nie był zadowolony, że został oddzielony od Sary, ale co mogli na to poradzić?) ale wierzyła, że wszystko zdążą nadrobić po dojechaniu nad jezioro. Na tę chwilę zmuszona była pożegnać się z brunetem, gdyż jej grupa powoli zaczynała ruszać w trasę, a kiedy tylko ujrzała Gerarda w westernowym siodle uśmiechnęła się tajemniczo. Ta cała otoczka tak bardzo do niego pasowała! Tylko przez moment przyglądała się mężczyźnie, w moment później zwracając uwagę na kolejną osobę, która dotarła do ich grupy. Przyjrzała się Diego i pokiwała głową samej sobie. Niezłe ciacho, nie ma co!
-Cześć, Vivianne - odpowiedziała na jego przywitanie, wciąż przywdziewając na twarz delikatny uśmieszek.
Przeprosiła na moment obu panów i dorównawszy kroku czterdziestolatkowi zerknęła w jego stronę.
- Widziałam na liście dwóch panów Wayfordów – zagadnęła bez większych wstępów, unosząc w górę kącik warg. Tęsknie zerknęła za palonym przez niego papierosem, a wszystkie jej wnętrzności na raz zacisnęły się w błagalnej prośbie o nikotynę. Zauważając, że Siwy jest wyjątkowo spokojny, pozwoliła mu iść swobodnie przed siebie na luźnej wodzy. Nie widziała potrzeby spinania go i zbierania bez potrzeby. Ten rajd miał być przyjemnością nie tylko dla niej ale także dla niego.

Scandic - 2016-05-07, 22:16

Monroe napisał/a:
Grupa 6
W stajni pojawiła się jakąś godzinę przed rozpoczęciem rajdu. Jak zwykle nie znała konia, którego miała dosiąść, ale nie bała się. Czuła jedynie podekscytowanie i ciekawość, w jakimś sensie nie mogąc doczekać się ciągu dalszego. Niemniej, w obawie przed brakiem czasu, szybkim krokiem skierowała się w stronę boksu Scandic i uprzednio zakładając jej kantar, wyprowadziła kobyłę na myjkę. Tam dokonała wszystkich niezbędnych czynności pielęgnacyjnych, zakładając kobyłce również ochraniacze na przody i tyły oraz ogłowie z wytokiem. Dopiero kiedy koń był gotowy zajęła się też sobą, ubierając kask i ostrogi, tak na wszelki wypadek. Następnie upewniła się, że wszystko ze sobą wzięła i wyjechała przed stajnię, gdzie miało odbyć się miejsce „zbiórki”. Czekając na prowadzącego ich krótki zastęp, w najśmielszych snach nie spodziewałaby się spotkać tam Christiana, dlatego na pełnym luzie rozstępowywała kobyłkę, by rozgrzać ją odrobinę i sprawdzić mniej więcej jaki koń ma temperament.


    Grupa 6


Kobyła raczej nie spodziewała się jakichś specjalnych atrakcji, dlatego gdy tylko się obudziła standardowo zaliczyła rundkę dookoła boksu - tak na wstępne rozprostowanie kości. Później zjadła śniadanie, przygotowane przez stajennych i ugasiła pragnienie, które męczyło ją od pewnego czasu. Akurat kończyła swoją poranną rutynę, kiedy pod swoim boksem spostrzegła nieznajomą. Od trafienia do tej stajni nie miała zbyt wielu możliwości poznania nowych ludzi, więc właściwie każdy napotkany dwunóg był nowością. O dziwo przy dziewczynie zachowywała się bardzo spokojnie. Bezproblemowo dała wejść do swojego boksu, choć niechętnie zrobiła w nim więcej miejsca i w pierwszej chwili zastosowała dość nachalne zachowanie względem blondynki. Kiedy na jej łbie znalazł się kantar, była już pewna, że dnia nie spędzi na bezczynnym przebywaniu w boksie. Idąc tym tropem, zdecydowała się na grzeczniejsze zachowanie, by jednak od razu nie zrazić do siebie jeźdźca i stworzyć pozór. Wyszedłszy na myjkę, stanęła spokojnie, posłusznie znosząc każdy zabieg pielęgnacyjny. Po siodłaniu, wybyła ze swojego dotychczasowego miejsca pobytu, a już po chwili zagościła na swoim grzbiecie Monroe. Kiedy znalazła się poza murami stajni, jej uszy automatycznie stanęły na baczność, a chrapy rozwarły się pokaźnie, wciągając do środka masę zapachów. Wzrok gniadej uważnie przyglądał się wszystkim osobnikom, przebywającym dookoła, a ekscytując się, ruszyła energicznie. Przez pierwsze trzy kroki nieprzyjemnie szarpała do przodu, jednak po chwili uspokoiła się wstępnie. Mimo wszystko nie opuściła łba, trzymając go wysoko, uważnie lustrując wszystko dookoła. Jej krok był sprężysty i bardzo dynamiczny. Na pierwszy rzut oka było widać, że ujeżdżenie to jej dyscyplina. Parsknąwszy przeciągle, minimalnie zaokrągliła szyję. Mocno obijała kończynami o podłoże, napinając cielsko i co rusz strzelając ogonem.

Aiden Craven - 2016-05-07, 22:19

Lord of Loxley napisał/a:
...


1

Chłopak co prawda wiedział, że kuce islandzkie mają specyficzne chody, różne od wszystkich innych koni, ale nigdy nie był w stanie sobie wyobrazić, jak to jest jechać na tym koniu. Dlatego gdy ten samodzielnie przeszedł do toltu, Aiden nawet nie próbował go zatrzymać, nie mogąc zrobić nic ponad kolejny wybuch śmiechu. Nie potrafiąc wysiedzieć choćby minuty w pełnym siadzie przy takim sposobie poruszania się konia, wstał w strzemionach.
- Co to jest?! - Jęknął, jednak w jego głosie nie było słychać skargi. Cały czas był szeroko uśmiechnięty, przynajmniej do momentu, w którym chcąc nie chcąc usłyszał rozmowę dziewczyn.
- Że co? Przespałaś się z gejem, Hay? - otworzył szeroko oczy, nie dowierzając temu, co usłyszał. Oczywiście nie znał żadnych szczegółów związanych z relacją Tonego i kuzynki, ale przyzwyczajony do babskich plotek, często w nie wierzył od samego początku.

Winning Mood - 2016-05-07, 22:22

Grupa trzecia


Cóż mogę powiedzieć? Moody nie jest złym koniem, a panującą tu atmosferę traktował podobnie jak taką podczas zawodów. Dużo koni, ludzi, wszędzie wokół rozmowy i śmiechy. Nie było to dla niego nic nowego, toteż wyłączywszy się od wszelkich zewnętrznych wpływów postanowił reagować wyłącznie na te, którymi traktował go jeździec. Oczywiście – jego uwagi nie obeszła obecność innych koni, w szczególności ogierów, ale nie był do nich ani trochę sceptycznie nastawiony. Wręcz przeciwnie – ciekawsko nastawiał uszu, chcąc wyłapać jak najwięcej dziejących się wokół rzeczy.
Ruszony przez jeźdźca raźno ruszył do przodu, nie mając pojęcia jak długa trasa go czeka. Nie zniechęcał się. Ostatnio wrócił do regularnych treningów, brał udział w zawodach a jego kondycja odżyła, więc istniała bardzo duża szansa na to, że bezpiecznie uda im się dotrzeć do jeziora. Aktywnym ruchem kroczył przed siebie, poddając się bez większych problemów próbie utrzymania kontaktów z jego pyskiem. Nie zamierzał, co prawda, się buntować, choć rozważność Leona była w pełni zrozumiała. Kto wie, kiedy coś będzie w stanie go rozproszyć? Na trasie z pewnością czyhało wiele prób jego wytrzymałości psychicznej. Bądź co bądź był koniem. A konie przecież bały się nawet myszy!

Friskey Whiskey - 2016-05-07, 22:23

Vivianne Feron napisał/a:
...


Grupa 7
Pochwalony przez Harłaka jak i własną właścicielkę, uniósł dumnie łeb. W końcu był chyba najwyższy w tej stawki toteż unosząc łeb wyglądał jak wielka siwa żyrafa tyle, że na sterydach. Parskając krótko zamiótł ogonem, meandrując uszyskami na prawo i lewo z zainteresowaniem oglądając inne konie jak i jeźdźców, delikatnie podekscytowany nie potrafił ustać w jednym miejscu, dlatego nieustannie kręcił się w miejscu.
Dopiero, gdy Vi ruszyła w stronę Gerarda postawił uszyska na Casello, melodyjnie rżąc w jego stronę. Niestety uroczy gniadosz okazał się być wałachem, a nie kobyłką :lol2: . Stąd też niosąc luźni łeb, szedł obszernym stępem u boku nowego kumpla.

Anonymous - 2016-05-07, 22:32

Aiden Craven napisał/a:
...

1

Nie hamowany dalej wesoło tuptał swoim specyficznym chodem, po chwili już nawet nie patrząc który ma jechać. Wyprzedzał jak mu się podobało, zasuwając jak mały motor. Nie potykał się o dziwo, tylko raz czy dwa trącił kopytem jakiś kamień i tyle. Nie skupiał się na rozmowach ludzi, bardziej skupiał się na tym, żeby nie pomylić się w krokach. Dopiero teraz zauważył, że nie jest tu jedynym kucem, a przed nim jedzie jakaś kobyłka. Zastrzygł uchem, wyglądała sympatycznie, mimo, że miała skulone uszy. Jakie wielkie było jego zaskoczenie kiedy owa kucka zaczęła galopować i odwalać jakieś rodeo. Oczywiście pierwszym co chciał zrobić było zrobienie tego samego, ale jakoś mu się po chwili odechciało. Tak fajnie mu się zasuwało, że nie miał czasu na jakieś wierzganie. Poza tym chłopak na grzbiecie mu nie przeszkadzał, nawet jeśli zbytnio nie ogarniał jak się na nim zachować. Tyle się nastał w boksie, że teraz miał zamiar wykorzystać te chwile spędzone pod siodłem do maksimum. Chociaż gdyby wiedział ile czeka go kilometrów to może zmieniłby zdanie.

Lockhard - 2016-05-07, 22:41

5

Wzmożony ruch w stajni nie miał najlepszego wpływu na ogiera. Tulił uszy na każdego, kto przechodził pod jego boksem, tym samym wyrażając swoje niezadowolenie. Samą Aaren przywitał jednak z obojętnością, chętnie zjadając każdą z ofiarowanych marchwi. Pod warunkiem, że wyczyściła go i osiodłała na uboczu, zachowywał się stosunkowo grzecznie. Najwyraźniej nie przeszkadzało mu to, że miał do czynienia z obcą osobą. Wyprowadzony przed stajnię o dziwo dał się dosiąść bez problemu, ale gdy tylko brunetka znalazła się na jego grzbiecie, zaczął się niemożebnie kręcić. Prawdopodobnie został zatrzymany, toteż zaczął grzebać prawym przodem, uderzając kopytem o beton i kuląc uszy. Dopiero gdy ruszyli w drogę, nieco się ogarnął, pozwalając się ulokować w dowolnym miejscu zastępu.

Sergei - 2016-05-07, 22:42

Grupa 4.
Dzisiejszego poranka Sergei pojawił się w stajni wyjątkowo wcześnie, by móc w spokoju przygotować swojego podopiecznego do rajdu. Ten typ aktywności powinien ogierowi przypasować, poza tym zawsze zwiększy to zaufanie między nimi. A lepszego konia do takiej przeprawy nie mógł sobie wymarzyć - gniadosz miał kondycję, był odważny, a świetny wygląd i wysoki wzrost to atuty, jeśli chce się zrobić wrażenie na innych :lol2: Tak czy owak, kantaroogłowie z wędzidłem podwójnie łamanym Dynamic RS (w końcu dla wierzchowca również miała być to przyjemność), potnik, siodło rajdowe MAX oraz ochraniacze przeznaczone specjalnie pod dłuższe trasy. Nie zamierzał zakładać żadnych dodatkowych pasków, wytoków i tym podobnego sprzętu. Do siodła Serg przytoczył sakwy z najpotrzebniejszymi rzeczami, po czym wyprowadził ogiera przed stajnię. Założył kask, skrócił wodze i zgrabnie wsiadł na swoją wysoką bestię. W razie, gdyby i gniadoszowi udzieliła się nerwowa atmosfera, przez co stałby niespokojnie, mężczyzna miał mocniejszy kontakt na wewnętrznej wodzy. Gdyby Desperado niespodziewanie ruszył, zostałby od razu skręcony, przez co automatycznie wrzuciłby na siodło Rusa. Siedząc już stabilnie w siodle Serg poklepał po łopatce swojego podopiecznego, mrucząc coś do niego uspokajająco. Musnął go lekko łydką, by wyforsować się przed stajenną zbieraninę (nie pierwszą grupę) i przebiegł wzrokiem po całym towarzystwie. Nie ma co, Desperado ze swoimi 185cm w kłębie wyróżniał się nieco z towarzystwa, ale to dobrze.
- Grupa 4! - powiedział na tyle głośno, by można było go namierzyć w tym zgiełku - miło mi was wszystkich poznać. Widzę, że wygrywacie wojnę płci dzisiejszego dnia, co jest dla mnie co najmniej martwiące.
Uniósł kąciki warg do góry w przyjaznym uśmiechu, po czym powędrował wzrokiem za wyruszającymi już końmi. Gdy ruszyła grupa trzecia ponownie spojrzał się ponownie na osoby, z którymi znalazł się w jednej grupie.
- Żeby podbudować swoje ego pozwólcie panie, że pojadę przodem- powiedział, ponownie dotykając uspokajająco szyi gniadosza - a skoro przypominam sobie o kulturze... nazywam się Sergei Chernienko, a mój towarzysz to Desperado.
To by było na tyle, potem przycisnął łydki do boków Desperado i ruszył stępem przed siebie, zachowując odpowiednią odległość od trzeciej grupy. W razie gdyby ogier wykazywał się nerwowością, od razu półparada, lekkie przytrzymanie i do przodu, chociaż wierzył w opanowanie swojego podopiecznego.

Casello - 2016-05-07, 22:42

Dzień rozpoczęcia rajdu był niepokojący dla skarogniadego, który dalej miał problemy z zaaklimatyzowaniem się w całkowicie nowym miejscu. Tęsknie patrzył za innymi końmi, które miały okazję wyruszyć ze swojego boksu, bo sam też chętnie ruszyłby cztery litery. Dlatego zobaczywszy swojego właściciela, którego tylko kojarzył, naparł na drzwiczki boksu, niecierpliwiąc się.
Mimo stresu dał się oporządzić, w tym czasie odciążając zadnią nogę. Także zmiana siodła nie zrobiła na nim dużego wrażenia, bo nawet nie zwrócił na to uwagi. Oporządzony i osiodłany wyszedł przed stajnię, gdzie aż zatrzymał się, kiedy zobaczył wszystkie te obecne pary. Wtedy też odruchowo spiął się, nie czując się swobodnie w takim tłumie. Mimo to pozwolił Gerardowi wsiąść na swój grzbiet, po czym od razu ruszył stępem, uszami lawirując na wszystkie strony. Głowę niósł możliwie nisko, rozluźniając mięśnie grzbietu
Wkrótce udało im się ruszyć spod stajni, co odebrał z ulgą. Miał nieco więcej przestrzeni dla siebie, więc nie przeszkadzał mu nawet fakt, że musiał iść za jakimś innym koniem. Dopiero nadejście Vivianne i Friskasa sprawiło, że ponownie napiął mięśnie, prychając niezbyt przyjaźnie na tego drugiego. Jego czujność wzrosła, bo nigdy nie był kontaktowym koniem, choć nie dało się go nazwać wrogo nastawionym do innych kopytnych. Stulił ciemne uszy, nieco spływając na bok i unosząc łeb na wysokość kłębu.

Devon Heir - 2016-05-07, 22:47

Elizabeth White napisał/a:
Uwielbiała rajdy, toteż nie mogła przepuścić takiej okazji by nieco rozruszać kości zarówno swoje jak i kopytnego. Zdecydowała, że pojedzie na Devonie jako, że był to jej najspokojniejszy i zarówno najbardziej doświadczony koń. Mogła jedynie mieć nadzieję, że w trasie również wykażę się swoim spokojnym usposobieniem i nie postanowi uprzykrzyć swojej właścicielce życia.
W stajni pojawiła się stosunkowo wcześnie, chcąc na spokojnie wszystko sobie przygotować. Wiedziała, że rajd cieszył się zainteresowaniem, aczkolwiek nie spodziewała się aż tak dużej ilości uczestników. Nie zraziło jej to jednak, a wręcz przeciwnie - im więcej osób, tym weselej. Przyniosła sobie cały potrzebny sprzęt i wyprowadziła Maślanego z boksu. Po dokładnym czyszczeniu przyszedł czas siodłania, do którego El przyłożyła się równie mocno. Popręg ubrała w futerko, chcąc uniknąć niepotrzebnego obtarcia. Nie odpuściła sobie również ochraniaczy, które miały zabezpieczyć cenne nogi Izabelowatego przez wszelakimi możliwymi urazami o które w terenie nie było trudno. Na koniec doczepiła do siodła przygotowane wcześniej sakwy i po raz kolejny upewniła się, czy aby na pewno niczego nie zapomniała. Odziała na głowę kask, na dłonie rękawiczki i ruszyła z kopytnym w kierunku wyjścia. Przelotem zerknęła na rozpiskę wywieszoną na drzwiach, od razu wyłapując figurującego na niej Sebastiana. Resztę dziewczyn znała jedynie z widzenia, chociaż to dawało jej idealną okazję do zawarcia nowych znajomości. Na to liczyła najbardziej, zważając na dość ubogie życie towarzyskie, które zatrzymało się na pewnym etapie po przybyciu do Eastbourn.
W zbiorowisku na placu bez problemu odnalazła przyjaciela i dołączyła do niego w oczekiwaniu na pozostałe trzy amazonki. Gdy wszyscy byli gotowi, zasiadła na swojego rumaka i ruszyła stępem wytyczoną trasą.


    Grupa 2


Izabelowaty będzie prezentował swoje spokojne usposobienie, dopóki nie wydarzy się coś, co naprawdę będzie w stanie zachwiać jego równowagą. Raczej niewiele rzeczy było do tego zdolnych, jednak na trasie nigdy nic nie wiadomo. Może udzielone emocje zdołają na niego jakoś negatywnie wpłynąć? O tym pozostało się już tylko przekonać.
Spał w najlepsze, kiedy brunetka pojawiła się w stajni. Jego powieki rozchyliły się dopiero, kiedy stanęła przed jego boksem. Powitał więc dziewczynę stłumionym parsknięciem i jedyne, co zdążył zrobić przed wyjściem ze swojego mieszkanka, to ugaszenie swojego pragnienia. Później z wesołością przyjął obecność El w swoim lokum, dając założyć na swój łeb kantar. Wyszedłszy, swe kroki skierował na myjkę, gdzie posłusznie dał się oporządzić i osiodłać. Nawet nie próbował zaczepiać dziewczyny, wiedząc, że szykuje się coś... nowego i zapewne interesującego. Przy siodłaniu oraz całej kontroli sprzętu, Maślany jedynie ciekawsko łypał ślepiami na swoją właścicielkę, zastanawiając się, co konkretnie szykuje. Obił jasnym ogonem, a chwilę potem już kroczył energicznie za brunetką. Nie wyprzedzał jej przy tym, ani nie sprawiał żadnych kłopotów.
Stanąwszy na placu, omiótł spojrzeniem wszystkich zebranych, wydając z siebie przy tym krótkie parsknięcie. Choć na pierwszy rzut oka wyglądał na zupełnie niezainteresowanego swoim jeźdźcem, to gdy tylko na grzbiecie poczuł jego ciężar, bez zastanowienia skupił uwagę na amazonce. Wraz z sygnałem ruszył żwawym stępem w wyznaczonym kierunku, przy tym nie próbując nikogo wyprzedzać, ani też nie popisując się swoimi umiejętnościami.

Nicholas - 2016-05-07, 23:03

Grupa 5

Nie wiedział, co go podkusiło, by zapisywać się na rajd, ale to zrobił i póki co decyzji nie żałował. Oczywiście sam wybór konia zajął mu masę czasu, do tego doszło czyszczenie i siodłanie, a w efekcie razem z Jimem zdążyli w ostatniej chwili, bo cały zastęp ruszał już stępem. Wiedział, że podzielono ich na grupy i wzrokiem odszukał swojej, zaraz dołączając na sam jej koniec. Przywitał się krótko z pozostałymi. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z obecności Aaren, co równocześnie zdziwiło chłopaka i ucieszyło.
Oddał swojemu wierzchowcowi lonżę, pozwalając na swobodne wyciągnięcie szyi, a sam kontrolował go głównie dosiadem i łydkami. Jak na razie poruszali się po prostej drodze za innym koniem, więc miał chwilę na sprawdzenie swojego plecaka. Zabrał tylko najpotrzebniejsze rzeczy (prowiant, kilka smakołyków dla konia, kurtkę), bo ostateczną decyzję o wyruszeniu podjął na godzinę przed planowaną zbiórką. Ten rajd miał być pierwszym krokiem ku otworzeniu się na ludzi.
- Hej - rzucił cicho w stronę Aaren - Nie spodziewałem się ciebie tutaj.
Na razie nie odczuwał jeszcze stresu związanego z obecnością tak dużej grupy ludzi. Po prawdzie, myślał, że teren potrwa góra trzy, może cztery godziny. To się chłopak zdziwi :lol:

Cecile Chaptal - 2016-05-07, 23:06

Grupa 6


Konia, którego zabierała na rajd nie znała ani trochę i właśnie w momencie, kiedy podjechała pod stajnię by go przygotować pojawiły się w niej pierwsze oznaki zwątpienia czy obaw. Wprawdzie nie był to jej najbardziej szalony pomysł, ale powoli czuła, że porywa się z motyką na słońce i branie konia, o którym nie miała żadnych informacji, na tak długi rajd, nie był niczym co należałoby podciągnąć pod kategorie „mądre i odpowiedzialne decyzje”. Teraz nie zamierzała jednak rezygnować. Jeśli miała zginąć to przynajmniej ze świadomością, że robi to, co kocha.
Kierując się owym mottem ruszyła do boksu Wavantosa, a tam powoli zaczęła go czyścić i siodłać. Dobrała do niego wszelki sprzęt według zaleceń przekazanych jej przez jakąś osóbkę, która najwyraźniej miała pojęcie w temacie tego konia, a jeszcze na wstępie ich wspólnej przygody poczęstowała konia marchewką, aby nieco przekupić go na swoją stronę.
Naniósłszy wszelkie poprawki w wyglądzie konia, w końcu wyprowadziła go przed stajnię, aby po dotarciu do grupy szóstej, którą chyba do tej pory reprezentowała wyłącznie Monroe, dosiąść konia i zagadać do towarzyszki.
- Hej, grupa szósta? Jestem Cecile – to powiedziawszy zarumieniła się pewnie delikatnie. Nigdy nie była dobra w kontaktach międzyludzkich, więc wstyd był jedyną naturalną emocją, która jej towarzyszyła, dosłownie, na każdym kroku. Idąc w ślady blondynki, która była jedyną osobą, z którą miała tu jakikolwiek kontakt, także zaczęła powoli stępować na Wavantosie, chcąc by ten porządnie rozgrzał sobie nogi.

Wavantos - 2016-05-07, 23:20

Grupa 6

Zabranie Wavantosa na rajd mogło mieć swoje plusy i minusy, a wszystko zależało od jego humoru i podejścia jeźdźca. Właściwie to nigdy nie wiadomo, kiedy coś mu odbije i postanowi puścić się w las dzikim galopem, ale przy odrobinie szczęścia oboje wrócą do stajni. Kiedyś :lol: W każdym bądź razie Cecile nie dosięgnie nuda, o co gniady zadba.
Od rana przeczuwał, że coś się zdarzy. Wskazywało na to panujące w stajni poruszenie. Konie opuszczały boksy, jeźdzcy biegali z torbami, plecakami. Wavantos stał pod drzwiczkami boksu, wyglądając Jessie. Niestety, właścicielka się nie pojawiła, więc szybko stracił zainteresowanie całym zamieszaniem. W swoim serduszku czuł żal :< Inne konie wyjdą, a on ma siedzieć w boksie? Na szczęście z nieba spadła mu Cecile z marchewką! Obdarowanie go warzywem było dobrym posunięciem. Zapewniła tym sobie wieczne oddanie gniadego (dopóki nie zapomni).
Osiodłany, wyczyszczony i gotowy do boju stanął przed stajnią z nowym jeźdźcem na grzbiecie. Zarżał basowo w ramach przywitania z innymi kopytnymi. Rozglądając się uważnie po zgromadzonych, oczekiwał na sygnał do ruszenia. Znaleźli swoje miejsce w zastępie, podążając za resztą grupy szóstej w miarę aktywnym stępem. Wav wyciągnął swobodnie umięśnioną szyję, jedno ucho kierując w stronę blondynki. Ogonem leniwie obijał o boki, odganiając natrętne muchy.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group