To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Miasto - Lodowisko Miejskie

Harley Davidson - 2016-03-19, 14:40

On wbrew pozorom nie jest taki łatwy do zmanipulowania, Sara też waleczna kobieta, więc uzgadniając te sprawy pewnie by się pozabijali. :lol2:
Wielu ludziom, chociażby przez wzgląd na sukcesywną pracę i #zawodnik, Harley wydawał się być osobą żywiołową, ale raczej poważną i nawet dla całkowicie z nim nieobytych - groźną. Miał nadzieję, że chociaż trochę tej ostatniej cechy w sobie ma, bo inaczej byłby błaznem w gangu Tony'ego. Chyba jeszcze umiał się bić? Kiedyś na pewno. W podstawówce i w liceum złamał komuś nos. Gorzej, że teraz ryzyko było podobne - ale mógł to zrobić przypadkiem, powalając Vivi na lód.
Spojrzał na chwiejące się ze śmiechu dziewczę, przybierając prawdziwie zatroskaną minę.
-Wszystko w porządku? Co się stało?
Ale nie miał czasu dopytywać, zresztą - pytania były czysto retoryczne, bo musiał się skupić na jeździe a potem na podnoszeniu tyłka. O ile kobiecie powstanie jakoś wyszło, to mu już nie bardzo. Co chwilę nogi spieprzały mu do tyłu albo ręce ślizgały się naprzód...
-Jestem normalny, to wy wszyscy jacyś tacy...
Uniósł ucieszoną mordę, bo znalazł w końcu wyjście z patowej sytuacji. Właśnie ten pingwinkowy styl wstawania go zainspirował.
-Pingwiny się ślizgają na brzuchach, nie? a tu tak też można? to dozwolone?
Miał zamiar w ten sposób przemieścić się do barierki i bez naruszania równowagi wspiąć się po niej do pozycji stojącej. Bez obrazy, ale był na tyle ciężki, że Vivianne na pewno nie uniosłaby go bez spotkania z ziemią ze swojej strony, a nie chciał prosić o pomoc obcych, bo to obcy i się będą jeszcze śmiać! Gdyby tu były jednorożce to wstałby, opierając się o jakiegoś.

//podziwiam naszą wenę, jedziemy takie posty od prawie dwóch stron i cały czas jest zaebiście xd

Vivianne Feron - 2016-03-21, 12:37

Gdyby tu były jednorożce to pewnie ukłułyby go swoimi rogami w tyłek!
Chwilę to trwało (szczególnie, że Harley zaczął „podnosić się” z lodu, co tylko wywołało jeszcze więcej śmiechu ze strony brunetki) ale udało jej się zapanować nad emocjami. Mimo że głupi uśmiech nadal nie schodził z jej ust to teraz jedynie z niedowierzaniem przyglądała się brunetowi podczas jego prób walki z lodem, kręcąc przy tym głową.
- Nie możesz się ślizgać, bo jesteś baranem a nie pingwinem – wystawiła w jego stronę język i rękę, choć domyślała się, że sama nie da rady go podnieść. Całe szczęście, że ich wypadek nie miał miejsca gdzieś na środku lodowiska, a bliżej jego band. Dzięki temu Vivianne mogła przynajmniej trochę pomóc przyjacielowi doślizgać się do barierek – ku jego uciesze bądź nie, nie musiał ślizgać się na brzuchu. I tak już przyglądało im się stadko osób, wśród których byli także znajomi panny Feron, z którymi to przecież przyszła na lodowisko.
Poklepała przyjaciela po ramieniu, kiedy w końcu stanął na równe nogi i mlasnęła zanim otworzyła usta by coś powiedzieć.
- Próbujesz dalej czy na dzisiaj masz już dosyć? – zapytała, ponownie przybierając na usta głupi uśmiech. Chyba jutro będzie miała zakwasy od ciągłego wyginania warg w bananowy kształt… doprawdy rzadko zdarza jej się tyle uśmiechać i tak bardzo cieszyć z małych rzeczy. Dopiero teraz odczuła, że podczas upadku na lód stłukła sobie trochę biodro i może mieć kolejnego siniaka, ale poza tym czuła się wyśmienicie.
I myślę, że naprawdę warto byłoby przestać w końcu jeździć, bo mamy dzisiaj pierwszy dzień wiosny, który w dodatku jest bardzo słoneczny!

//Ha, widzisz, trzeba chyba odświeżyć tę przyjaźń i pisać częściej. :D

Harley Davidson - 2016-03-23, 18:09

-Ja Ci zaraz dam barana, jak tu trafimy kolejnym razem to już się wywrócisz bez amortyzacji. :lol2:
Wspomagając się trochę podaną mu dłonią, trochę własnymi skillami z przeżycia na lodzie doślizgał się do barierki i w końcu stanął na nogi. No, chyba dość popisów na dziś! Kolejne za rok. :lol: Był trochę obity i, jak każdy mężczyzna, bardzo zniechęcony porażką i wyjściem na nieidealnego nie-macho. Jakoś to może przełknie, ale na razie lepiej kończyć przedstawienie...
-Idziemy. Albo przynajmniej ja idę. Jak tu zostanę dłużej, to jeszcze mnie zapamiętają jako atrakcję dnia.
Wystawił język i począł powoli sunąć naprzód, trzymając się band i dzielnie prąc do wyjścia. Możliwe najszybciej zamienił łyżwy na buty, pożegnał się ze swoją frendzią, ucałowując ją w policzek i rzucając w przestrzeń między nimi kilka przyjaznych gróźb. Wbrew pozorom był zachwycony, że aż tak mocno ją rozbawił i w sumie - dobrze się bawił. Może lodowisko to nie takie złe miejsce?
Przekona się o tym do końca następnym razem, a tymczasem zostawia Vivi z zaprzyjaźnionymi glonojadami. :lol2:

[z/t]

Vivianne Feron - 2016-03-23, 18:39

Odprowadziła mężczyznę wzrokiem, zostając na tafli jeszcze przez jakiś czas. Wypad na lodowisko uszczęśliwił ją, a jednak nagle jakby posmutniała i skrzywiła się delikatnie. Do znajomych-glonojadów nie miała zamiaru się już zbliżać, więc tylko pomachała im ręką na pożegnanie i przejechawszy jeszcze dwa okrążenia ruszyła w stronę wyjścia aby opuścić lodowisko. Przebrała buty, załatwiła wszelkie związane z wypożyczeniem formalności i opuściła ten obiekt wybierając się w jakieś, zdecydowanie cieplejsze, miejsce.

zt.

Jessamine - 2016-12-27, 17:32

Tego popołudnia Jessamine korzystając z przerwy świątecznej nie pognała do stajni, a skierowała się w stronę lodowiska. Było ono czynne tylko w zimie, więc głupio byłoby nie skorzystać z okazji. Przyszła tutaj na piechotę ubrana ciepło od stop do głów, taszcząc własną parę łyżew, w którą siostra zaopatrzyła ją jakiś czas temu. Sprawdziła je już w domu, aby się upewnić, czy nadal się dla niej nadają. Była w tym wieku,że powinna jeszcze urosnąć, ale miała rażenie, że jej wzrost zatrzymał się w miejscu, dokładnie na stu pięćdziesięciu centymetrach. Co miało też swoje plusy. Ubrała i solidnie zawiązała łyżwy i nieco pokracznie skierowała się do wejścia na lodowisko. Po wejściu na lód trzymała się barierki. Jeśli chodzi o jazdę na łyżwach to dopiero raczkowała. To znaczy potrafiła utrzymać równowagę, nie w głowie jej były skomplikowane figury. Hokeistką, łyżwiarką figurową ani panczenistką raczej nie zostanie.
Erna Celone - 2016-12-27, 19:50

Erna, kiedy była mała lubiła jeździć na łyżwach. Do tej pory pamięta, jak co tydzień przychodziła z mamą na lodowisko, gdzie mimo tego, że wywrócała się praktycznie co minutę albo co każde przebyte dwa metry starała się poznać tajną sztukę stania prosto. W końcu jednak opanowała podstawy i zaczęła uczyć się bardziej skomplikowanych figur. Jednak to było już parę dobrych lat temu, większość rzeczy już dawno pozapominała.
Z lekką recerwą wkroczyła na lód w wypożyczonych wcześniej łyżwach. Zaczęła niepewnie posuwać się do przodu, na początku słaniając się na odzwyczajonych kolanach. Oczywiście patrzyła pod nogi, a nie tam, gdzie jedzie, widocznie tak samo jak dziewczynka, na którą wpadła. Siedząc już na przemakającym tyłku, zakryła najpierw usta dłonią, po czym zaczęła rozmasowywać obolały pośladek. -Jezu, przepraszam!

Jessamine - 2016-12-28, 20:02

Przez pierwsze kilka metrów trzymała się barierki posuwając się do przodu. Potem nabrała pewności i nieśmiało oderwała się od bandy, trzymając się jednak w jej pobliżu, gdyby miała zaliczyć upadek. Rozglądała wokół, przyglądając się lodowisku i innym łyżwiarzom, radzącym sobie lepiej, lub gorzej. Nie mogła się jednak powstrzymać i od czasu do czasu spuszczała wzrok na swoje stopy, nabierając jednak coraz większej pewności. Na lodowisku było dość głośno, więc również słuch nie mógł jej ostrzec przed wypadkiem. Nagle ktoś na nią wpadł, co na lodowisku nie było takim rzadkim przypadkiem, a może to ona wpadła na kogoś? Fakt faktem, że trochę ją odrzuciło, jakby były przeciwnymi biegunami magnesów i Jessamine zaczęła walczyć o utrzymanie równowagi, wymachując rekami w powietrzu, trwało to jednak wszystko tylko ułamki sekund, po czym również wylądowała na tyłku o gorsza czapka zsunęła jej się z głowy i upchane pod nią rude włosy przesłoniły jej wizję. Zaraz jednak je odgarnęła i spojrzała na dziewczynę, nieco zdezorientowana.
- Nic się nie stało. Ja chyba też powinnam przeprosić. - odpowiedziała. Odepchnęła się od ziemi rękami, próbując wrócić do pionu, co okazało się nie takie proste.

Erna Celone - 2017-01-01, 18:26

//wybacz, nie widziałam postu :-(
-Co ty, moja wina. - nie wiedziała w sumie po co się tłumaczy, w końcu nie za często zależało jej na opinii innych. Mała zrobiła jednak na niej dobre wrażenie, i miała nadzieję, że ona na Rudej też. Nie chciała tego jakimś dziwnym trafem od razu psuć. -Jestem Erna. A co ty tu robisz? Nie jesteś za młoda na takie samotne wieczorne wypady? - w sumie nie wiedziała po co się o to pyta, nie była sama przecież znowu taka stara, poważna i dojrzała. Wzruszyła ramionami. -Masz ochotę na gorącą czekoladę albo jakieś kakao?

Luke - 2017-01-10, 23:47

Wędrówka nie trwała długo, wbrew pozorom park nie był tak bardzo oddalony od miejsca, w którym zrobiono ślizgawkę miejską. Jak jednak już wspomniał wcześniej, miał zamiar zabrać ją w pierwszej kolejności do kawiarenki tuż przy lodowisku, dzięki czemu Liska nie będzie zagrożona zamarznięciem po spacerze a dodatkowo, gdyby tylko naszła ich na to ochota, w każdej chwili istniała możliwość, aby wypożyczyć łyżwy i trochę pośmigać.
Jak na samego siebie przystało przepuścił ją w drzwiach i po zaproponowaniu miejsca do siedzenia przy przeszklonej ścianie bądź w jakimkolwiek innym miejscu, które przypadło jej do gustu, pomógł się rozpłaszczyć :lol2: :lol2: Sam również zdjął odzienie wierzchnie i razem z kurtką bądź płaszczem dziewczyny odwiesił je na wieszak. Poczekał też, aż usiądzie, wówczas także zajął miejsce naprzeciwko.
- Oczywiście ja zapraszam. - Od razu postawił sprawę jasno gdy tylko otrzymali kartę z możliwymi pozycjami do zamówienia. - Na co ma Pani ochotę? Zostajemy przy kawie, czy może celujemy w herbatę albo grzaniec? Ja na pewno jestem głodny i mam ochotę na coś słodkiego. - Zajrzał więc najpierw pod hasło "desery", z wyborem klimatów wstrzymując się do decyzji Lisy. Jeśli chodziło o napoje, to były mu obojętne, ale musiał sobie przecież dobrać jakoś odpowiednio do tego ciasto czy inny przysmak. :lol:

Lisa - 2017-01-12, 12:13

Wybrała miejsce zaraz obok oszklonej szyby, żeby móc obserwować jeżdżących. Ostatecznie musiała wiedzieć co ją czeka i czy może zdecydować się na taką rozrywkę. Liska była fizycznie dość aktywna, ale od dzieciństwa unikała wszystkiego co związane z zimą czy śniegiem. Dlatego też nie potrafiła jeździć ani na łyżwach, ani na nartach, ani na desce. Umiała za to jeździć na rolkach i liczyła, że to chociaż trochę podobne :lol: .
Grzecznie pozwoliła zdjąć z siebie płaszcz, co prawda z każdym takim gestem była bardziej zaskoczona. Myślała, że tacy ludzie już wyginęli :lol2: .
Usiadła, zaraz też dostała kartę do ręki, przeglądając ją pobieżnie.
- Ja chyba poproszę grzańca. Może dzięki temu jakoś przeżyje te łyżwy :lol: . Za słodkie podziękuję.
Kiedy już złożyli zamówienie i oczekiwali na jego podanie podwinęła lekko rękawy swetra i wbiła w niego troszkę zbyt przenikliwy wzrok.
- To teraz proszę mi opowiedzieć co u Ciebie. I co w Orchardzie? Jak konie? I jak bardzo za mną tęskniłeś? :lol2: .

Luke - 2017-01-12, 17:46

On w takim razie także poprosił o grzaniec i do tego jakiś jabłecznik. Trochę było mu głupio tak samemu zamawiać deser, nie omieszkał nawet uświadomić Lisę, że przecież nie musi sobie odmawiać przekąski i wręcz nalegał, aby coś sobie wybrała. Jeśli jednak upierała się przy swoim zmuszony był do kapitulacji, co skomentował tylko zawiedzionym westchnięciem. Kobiety. One to by sałatę tylko jadły. :lol:
Rozsiadł się wygodnie i nie mniej przenikliwie niż ona jego lustrował ją wzrokiem. Towarzyszył mu przy tym zawadiacki uśmieszek, zupełnie jakby był małym łobuzem i do tego kobieciarzem. A przecież wcale nie był!
- U mnie na spokojnie, pracuję, od jakiegoś czasu znów chętniej siedzę w stajni bo znalazłem sobie swoje konie. Wcześniej brakowało mi motywacji, żeby jeździć całkiem regularnie. - Wziął głebszy oddech szykując się do kontynuacji. - W Orchardzie standardowo, jakieś zawody się szykują, co jakiś czas nowe konie, sporo młodych się teraz narobiło. Bez fajerwerków. :lol: O dziwo moje konie to dwa skoczki i dwóch wszechstronnych z czego jeden to kuc i jeden młodzik z potencjałem na wszystko. Ale żadnego typowego dresiarza. Ubolewam. A tęskniłem troszkę. - Kończąc wypowiedź mrugnął do niej porozumiewawczo, żeby nie brała tego całkiem na serio. Pozostaje pytanie, czy nie tęsknił wcale, czy z tej tęsknoty umierał. :lol2:
Na zamówienie musieli chwilę czekać więc póki co nikt nie przerywał im rozmowy. Wobec tego Luke wykorzystał okazję, że był przy głosie, by spróbować... wybadać teren.
- Lepiej Ty mi powiedz, jak do tego doszło, że tak długo Cię nie widziałem! - Zażądał stanowczo, nachylając się zaraz po tym w jej stronę. Nawet mu powieka nie drgnęła gdy wpatrywał się w wyczekiwaniu w jej twarz.

Lisa - 2017-01-12, 22:19

Skutecznie odmawiała jedzenia. Nawet nie chodziło o sałatki i odchudzanie, ona po prostu musiała się zmuszać do posiłków a nie chciała teraz tego robić. Co prawda chwilowo wyglądała znośnie, problemy z bulimią zdążyły przeminąć - ale wiadomo, takie rzeczy wracają. Więc jak Luke będzie chciał ją zobaczyć jedzącą ciastko to będzie się musiał porządnie nastarać :lol2: .
Uniosła brwi zaskoczona.
- Masz kucyka? Serio? I co, czekasz aż ci się dzieci urodzą? :lol2: - chciała parsknąć śmiechem, ale się powstrzymała żeby nie urazić jego uczuć :lol: . Nie żeby coś, ale zawsze w jej głowie kucyki były zarezerwowane dla dzieci.
Wcale, a wcale nie speszyło ją jego spojrzenie. Wręcz przeciwnie, nie miała w ogóle problemów z patrzeniem na kogoś więc dalej świdrowała go zielonymi soczewkami.
- No wiesz, musiałam trochę odetchnąć. Czytaj: musiałam uciec od spraw i relacji, które mnie przerosły. - była w tej chwili bardzo szczera. Może potem będzie żałować, że aż tak się przed nim otworzyła.

Luke - 2017-01-12, 22:59

Słysząc docinkę pod adresem kucykowego tematu skrzyżował ręce na piersi i ściągnął groźnie brwi mrużąc przy tym oczy w niemal wrogim spojrzeniu.
- To sportowy koń! Z duszą i sercem do rywalizacji! - Burknął niby to niezadowolony, aczkolwiek na pewno dało się po nim poznać, że to tylko taka poza i że grał na takiego kapryśnego panicza. - Tylko trochę mały... - Westchnął zrezygnowany, ostatecznie pokazując też, że wcześniejsze zachowanie było tylko upozorowaniem foszka. Zaraz też powrócił do normalności by w skupieniu wysłuchać jej odpowiedzi na pytanie. Już miał jakoś zareagować, jednakże w tym momencie przyszła pani, która na tacy niosła ich zamówienie: dwa grzańce i jeden syty kawałek jabłecznika. Starczyłoby na trzy takie Liski.. :lol:
Podziękował grzecznie i z uśmiechem, jednocześnie w myślach zastanawiając się nad bardzo poważnymi sprawami. Mianowicie doszedł do wniosku, że niby znali się i lubili, ale tak na dobrą sprawę to nie wiedział o niej zbyt wiele. Raczej ich relacja kiedyś opierała się na miłym spędzaniu czasu i zapewne niezbyt głębokich rozmowach. Taki z resztą kiedyś był, nie obchodziły go aż tak szczególnie zażyłe i prawdziwe relacje, lubił otaczać się ludźmi, z którymi, po sumiennym rozrachunku, wcale nie łączyło go aż tak znowu wiele. Po prostu byli. Teraz go to jakby uderzyło, chociaż dał z siebie wszystko, aby nie było tego po nim widać. Nie miał pojęcia, w jakich relacjach była kiedyś dziewczyna, która siedziała teraz naprzeciwko. Nawet nie miał jej numeru telefonu, by czasem zadzwonić, zapytać co u niej albo wyciągnąć na spotkanie. Próbując nie zmieniać mimiki i dalej lekko się uśmiechać, oparł się niby to wygodnie o głęboki fotel i na moment przeniósł wzrok przez szybę w stronę lodowiska. Obserwując jeżdżących ludzi, w końcu się odezwał.
- Wszystkich nas czasem coś przerasta. - Nieco patetycznym tonem wygłosił taką oto pseudo mądrość życiową, nie wniosło to jednak zapewne wiele do życia Lisy. - Nie chciałbym być wścibski, ale jeśli potrzebujesz się tym podzielić, to zamieniam się w słuch. - Ostrożnie przeniósł wzrok na jej zielone tęczówki, teraz wyraźnie poważniejąc.

Lisa - 2017-01-12, 23:09

Zaśmiała się cicho, widząc jego obrażona minę i doskonale wiedząc od początku, że tylko się zgrywa. Luke był szczery, więc dość dobrze czytało się jego emocje z twarzy, co pewnie Liska kiedyś niecnie wykorzysta :lol: .
- No widzisz, sam przyznajesz, że mały. To co z nim robisz?
Kiedy przynieśli zamówienie pociągnęła od razu kilka łyków rozgrzewajacego napoju i oblizała usta. Mniam <3.
Po prostu przyznaj się, że nie znali się dość dobrze bo Liska miała zawszę adoratorów a Luke był zbyt dobrze wychowany i nieśmiały żeby się pchać :lol2: . Dziewczyna też niewiele o nim wiedziała ale była pewna, że jest dobrym i miłym człowiekiem. Świtało jej też, że kiedyś był niewidomy i przeszedł jakąś operację. W sumie to chciała zapytać o szczegóły, ale wydawało jej się to zbyt osobiste żeby robić to teraz.
Spuściła nieco wzrok na jego słowa i przygryzła wargę, zastanawiając się chwilę.
- Na pewno nie są to rzeczy o których chcę rozmawiać. Nawet nie chcę o nich myśleć tak po prawdzie.
Po chwili znowu wbiła w niego wzrok, chociaż uleciało z niej trochę dobrego humoru.
- Myślisz, że można tu palić?

Luke - 2017-01-12, 23:31

No tak, nigdy nie umiał się pchać, zawsze kulturalnie przepuszczał tych wszystkich nieokrzesanych prostaków. Czasem wydawało się, że na tym tracił, aczkolwiek on był zdania, że to, co właściwe, nie umknie mu tak po prostu.
- Cóż, przypadkowo wziąłem go na zawody któregoś razu i tak jakoś wyszło.. Myślę, że pojeżdżę go trochę i poprawię jego umiejętności, a potem sprzedam. Bądź co bądź pewnie jestem na niego trochę za duży. - Chociaż wcale nie był jakiś szczególnie ciężki, zaliczał się do tych szczupłych typów. Cóż, kiepski z niego misio. :lol:
Nie milczał długo, aczkolwiek chwilę to trwało, zanim się odezwał. Musiał w końcu się zastanowić, co odpowie. Nie chciał brnąć w jakieś grząskie tematy, doszedł do wniosku, że chciałby ją najpierw lepiej poznać zanim zacznie próbować jakkolwiek ingerować w jej prywatne sprawy.
- Wiesz co? To nie takie ważne. Cieszę się, że Cię spotkałem teraz. - Rozpromienił się momentalnie i najzupełniej szczerze by zaraz po tym upić głębszy łyk grzanego wina. Następnie rozejrzał się nieznacznie po lokalu i musiał stwierdzić brak zapalniczek na stołach. - Palisz? - Spytał lekko zdziwiony, chociaż właściwie co mu było do tego. - Wydaje mi się, że raczej nie można. Ale lepiej nie wychodź, bo zamarzniesz. Swoją drogą co z łyżwami? - Spróbował też swojego jabłecznika, by po przełknięciu jednego kawałeczka wręcz rozpłynąć się pod wpływem cudownego smaku. Nagle zrobiło mu się tak przyjemnie, że powinna się nad nim pojawić tęcza.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group