To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Tor crossowy

Devocatis - 2018-03-21, 17:25

Dla Devocatis było to coś nowego, już od dawna nie była na żadnym treningu na zewnątrz i tym bardziej na otwartej przestrzeni, więc całą sobą zdradzała olbrzymie podekscytowanie. Idąc przed siebie bardzo energicznym stępem, niosła głowę wysoko i uważnie się rozglądała, niczego się jednak nie bojąc. Kiedy dostrzegła jakiegoś konia w oddali, zarżała do niego, wprawiając boki w drżenie.
Z czasem zaczęła się bardziej interesować Lisą, a mniej otoczeniem, ale wyraźnie miała trudność z wyciszeniem się. Wciąż wyglądała na pobudzoną, ilekroć schodziła łbem do dołu coś za chwilę nakłaniało ją do tego, by jednak podnieść głowę i ciekawsko łypnąć okiem w bok. Była też bardzo wrażliwa na łydkę, każdy mocniejszy sygnał był w stanie niemal nakłonić ją do ruszenia truchtem, a to wszystko dlatego, że rozpierała ją energia. Albo dlatego, że poczuła wiosnę. Ewentualnie jedno i drugie...? Same przeszkody szczególnie jej nie interesowały, jedynie te bardziej wymyślne momentami odbierały jej pewność siebie, ale szybko zapominała o strachu.

Lisa - 2018-03-21, 18:21

Była bardzo dumna, że Devo nie wykazuje żadnej panicznej reakcji, bo o ile z nadmiarem energii mogła sobie bez problemu poradzić (ba, wręcz uwielbiała takie konie!) to strach przed przeszkodami zazwyczaj był cięższy do obejścia.
Przez cały czas starała się skupiać klacz na sobie, aczkolwiek zdawała sobie sprawę, że łatwiej przyjdzie im to po galopie. Tymczasem zdjęła derkę i odwiesiła ją na jednej z przeszkód, której ani ona, ani nikt inny w pobliżu nie zamierzał skakać i poprosiła wypchnięciem bioder i przyłożeniem łydek o ruszenie kłusem. Pozwoliła klaczy na aktywne tempo i zaczęła ją delikatnie wyginać w obie strony, wjeżdżając na jakieś łuki czy wolty. Anglezowała przy tym, mocno siadając w siodło i swoim tempem anglezowania niejako narzucając rytm. Ręka działała delikatnie i zachęcała do pozostania w dole.
Po kilku minutach, kiedy obie już się rozgrzały chociaż w drobnym stopniu Lisa skierowała Dev na naturalne nierówności terenu, wykorzystując je do wjeżdżania pod górkę czy zjeżdżania z. Nie pozwoliła przy tym klaczy lecieć do przodu, ale pozostawiła jej lekką dowolność w doborze tempa, tak aby sama mogła znaleźć równowagę.

Winning Mood - 2018-03-22, 11:09

Od samego początku Winning stępował bardzo energicznie. To, że jego były właściciel pojawił się na jego grzbiecie zaraz po wyjściu ze stajni, a nie po wprowadzeniu na halę, od razu wprawiło go w wesoły nastrój i spowodowało wzmożenie aktywności. Szedł przed siebie w miarę grzecznie, zarówno głową jak i radarami kierując się we wszelkich możliwych kierunkach, zupełnie jakby na nowo poznawał otaczający go świat. Oczywiście zimą również wychodził na pastwisko, ale to jednak nie było to samo, co zobaczenie terenu poza nim, w takich okolicznościach.
Spacer z każdą sekundą stawał się coraz ciekawszy, a gdy tylko ich oczom ukazał się tor crossowy, Siwek niemal oszalał z zachwytu. Zarżał donośnie, dając znać wszystkim, przebywającym tu osobom, o swojej obecności, a gdy Lucas zaprosił go do kłusa, chętnie wszedł w wyższy chód, na początku nieco zbyt ochoczo podążając przed siebie. Prychał raz po raz, stawiając kolejne, długie kroki i rozrzucając na boki trawiaste podłoże. Łypał wzrokiem na prawo i lewo, przyglądając się kolejnym przeszkodom, a zmuszony anglezowaniem jeźdźca do delikatnego zwolnienia, niechętnie poddał się jego ruchom. W efekcie Lucas otrzymał to, czego oczekiwał, a Winning coraz bardziej nie mógł się doczekać galopu i skoków. Z początku dość niechętnie giął się we wszelkich woltach i zakrętach, ale z każdą chwilą rozluźniał się i chętniej poddawał działaniom bruneta.

Lucas - 2018-03-23, 01:29

Dobrze, że Winning miał w sobie sporo energii, bo potrzebowali jej do dalszego etapu treningu. Póki co nie mógł jednak pozwolić na to, by siwy nakręcał się na prędkość, bo było to zwyczajnie nie zdrowe i na pewno nie przyniosłoby nic dobrego.
W ramach skupienia uwagi Mooda i dodania czegoś ciekawego, co by nie popaść w rutynę, zaczął wplatać różne przerywniki. Opierały się one głównie na przejściach z kłusa do stępa oraz na odwrót, oraz dodaniach/skróceniach w kłusie. Rozluźniał go pracą wewnętrznej wodzy, prowadząc na zewnętrznej oraz skrupulatnie podpierając łydkami. Nie pozwalał mu się rozproszyć choćby na chwilę, a jeśli coś zbyt mocno zaabsorbowało hanowera, upominał go półparadą.
W taki sposób przebrnęli przez kłus, więc teraz przydałoby się również rozruszać w galopie. Wiedząc, że siwy jest dzisiaj do przodu i tylko czeka na możliwość rozwinięcia skrzydeł, Lucas zachował się dość asekuracyjnie. Kłusem prowadził go na obszerne koło i właśnie tam zsynchronizowanym ruchem bioder oraz odpowiednim działaniem łydki zachęcił go do przyspieszenia. Pozostał w siodle i przytrzymał kopytnego przez jakiś czas na figurze, sprawdzając jego reakcję. W tym przypadku również dopasował się do tego, co od niego otrzymał, próbując go troszkę wyciszyć, lub dla odmiany rozkręcić.

Devocatis - 2018-03-24, 18:10

Póki co Lisa raczej przegrywała walkę o jej uwagę, bowiem Devo mimo usilnych starań wciąż myślała o przysłowiowych niebieskich migdałach. Prawdopodobnie faktycznie miało jej dopiero przejść po galopie, ale zanim do niego dojdzie, upłynie jeszcze trochę czasu... na mniej lub bardziej skutecznych próbach dogadania się ze sobą.
Przejście do kłusa przyjęła z niemałym entuzjazmem, który chyba nie był dla Lisy zaskoczeniem. Klacz od początku dała jej do zrozumienia, że dzisiaj myśli "w przód" i pokazywała to na każdym kroku. Nie wyłączyła się jednak, cały czas miała na uwadze, że ma kogoś na grzbiecie i tym samym reagowała na działania Lisy. Dlatego mocny, szybki kłus nie przerodził się w bezmyślne pędzenie. Devocatis chcąc nie chcąc dostosowała się do tempa, które właścicielka wyznaczała jej rytmicznym anglezowaniem, a także zaczęła obniżać szyję, która na samym początku determinowała wysokie ustawienie głowy, świadczące o pobudzeniu klaczy. Lisa jednak nie pozwoliła jej głupio biegać, i co więcej, potrafiła nakłonić Devo do tego, by wreszcie się zaangażowała. W rezultacie jej energia przekształciła się w coś fajnego, sprawiając, że amazonka mogła jechać niemal bez wysiłku, bo Devo choć energiczna, nie była przy tym upierdliwa i nie wieszała się na ręce czy nie uciekała spod jeźdźca.
Nierówności terenu w pewnym sensie sprawiły jej sporo radości. Jak koń, który pod poprzednią właścicielką chodził więcej w tereny niż wykonywał realną robotę, była przyzwyczajona do tego, że podłoże nie zawsze jest równiutkie. Potrafiła się więc zachować zarówno podczas "wspinania", jak i schodzenia w dół, zwłaszcza, że te różnice wysokości zapewne nie były ogromne, przynajmniej z początku. W każdym razie wyraźnie angażowała zad w pokonywanie wzniesień i szczególnie podczas schodzenia zwracała uwagę na to, jak stawia nog i jak balansuje ciałem, żeby nie stracić równowagi.
/Chyba musisz mi pisać o postach, bo nie zauważyłam go do wczoraj xD.

Winning Mood - 2018-03-26, 18:22

Wprowadzenie różnych przerywników typu zmiany chodów czy zmiany tempa w kłusie, skutecznie skupiły uwagę hanowera na, wydawanych przez trenera, poleceniach, dzięki czemu ten ograniczył bujanie w obłokach i bardziej skoncentrował się na tym, na czym powinien. Z każdą chwilą coraz chętniej poddawał się narzuconym mu ćwiczeniom, bez większych problemów wchodząc także na dużo obszerniejszą woltę. Dopiero po chwili zorientował się co Lucas planuje, a gdy tylko otrzymał sygnał do zagalopowania, postawił uszy na sztorc i wyrwał do przodu. Z początku starał się trochę pędzić, ale jeździec skutecznie starał się utrudniać mu to przedsięwzięcie. Cały czas w zgięciu i z przyczepionym do siodła Lucasem nie miał zbyt wielkiego pola manewru, toteż gdy jeździec zaczął go wyciszać, galop Winninga stał się nieco bardziej spokojny i stateczny. Po około trzech okrążeniach całkiem nieźle się na nich patrzyło!
Siwek ładnie pchał się od zadu, jego sylwetka była zaokrąglona, a wędzidło niemal bez przerwy było memłane w jego miękkim pyszczku. Teraz już był zwarty i gotowy do dalszych działań.

Oliver Pelerieux - 2018-03-29, 14:01

Ukryj: 
Cruzeiro napisał/a:
Pozostanie w kłusie na dłuższą chwilę, było dobrym posunięciem. Dzięki regularnym treningom Oliver coraz lepiej radził sobie z siwym i coraz sprawniej potrafił powstrzymywać jego zapędy. Co prawda niektórych rzeczy nie dało się uniknąć - jak na przykład gorącej głowy - ale byli na dobrej drodze do porozumienia.
Cruz w dalszym ciągu wyczekiwał galopu, ale ćwiczenia w kłusie i jego porządna dawka zdawały się go troszkę uspokajać. Oczywiście wszystko działo się dosyć powoli, bo energii miał w sobie sporo, ale już po pewnym czasie przestał być taki nerwowy i dawał się dużo łatwiej kontrolować. Może nie w kwestii tempa, ale kierunku jazdy i poszczególnych ćwiczeń. Dosyć ładnie wpisywał się w narzucone łuki, chociaż ze zmianami tempa początkowo było gorzej. Albo zacięcie opierał się zwolnieniu, albo aż za dobrze interpretował pomoce do przyspieszenia, starając się coś ugrać na swoją korzyść. Dopiero, gdy zdołał się troszkę wybiegać i zmęczyć siłowaniem z Oliverem, łatwiej akceptował takowe zmiany, nie robiąc z nich aż tak wielkiego halo.
Do stępa wrócił chętnie, jako potrzebował chwili odpoczynku na złapanie oddechu i na przygotowanie się do dalszych zadań. Galop ze stępa faktycznie go zaskoczył, ale dzięki temu siwy nie miał czasu na ekscytację. Mimo to obrał dość aktywne tempo, intensywnie pracując kończynami i kilkukrotnie testując mężczyznę w kwestii tempa i jego reakcji. Chciał obczaić na ile może sobie pozwolić, by później bez wyrzutów sumienia poruszać się wypracowanym galopem. W Belgu niestety nigdy nie miał łatwego zawodnika i praca z nim zawsze oznaczała walkę, która zwykle i tak kończyła się na niekorzyść skoczka.
Nie opierał się przed wejściem na koło, ale z drugiej strony nie zamierzał zmieniać swojej sylwetki, a już tym bardziej zwalniać. Z tego powodu już od początku próbował subtelnie uciekać na zewnątrz, łudząc się, że Oliver tego nie zarejestruje.


Ogier w pewnym sensie miał pecha, że trafił akurat na mnie, bo na jego nieszczęście byłem równie uparty i miałem siłę go jeździć bez względu na jego humory. Będąc wysokim i ważąc swoje - moje konie musiały mi wybaczyć, ale póki co nie po drodze było mi na siłownię w celu zrzucenia paru zbędnych kilogramów xD - nie stanowiłem łatwego przeciwnika dla Cruza, bo kiedy siadałem głęboko w siodle i go przytrzymywałem, nie robiłem tego na żarty, nawet nie musząc się szarpać by osiągnąć zamierzony efekt.
Dlatego kiedy zobaczyłem, że Siwy mimo wszystko stara się coś ugrać, od razu wziąłem go na siebie, ignorując jego ewentualną złość. Kiedy poczułem, że odpuszczenie mu nie będzie się równało powrotowi do punktu wyjścia, uczyniłem to i pochwaliłem go głosem za to, że dostosował się do narzuconego przeze mnie tempa galopu, które przecież i tak nie było powolne.
Nie pozwoliłem mu uciec z koła, konsekwentnie ograniczając go zewnętrznymi pomocami i wyginając go wokół wewnętrznej łydki. Jeśli ona sama była niewystarczająca, napiąłem na krótką chwilę wewnętrzną wodzę, zaraz odpuszczając, ale nie luzując jej na tyle by wisiała. Powtórzyłem to parę razy, takimi impulsami nakłaniając konia do wygięcia się. Jeśli ustąpił, dłonią po wewnętrznej stronie jego szyi pogłaskałem go krótko, luzując też chwilowo wodzę i pozwalając mu nieco opuścić szyję.
Jeszcze przez chwilę galopowałem po kole, po czym wykonałem niejaką ósemkę, zmieniając lotnie nogę i wjeżdżając na takie same koło, ale zwrócone w drugą stronę. Następnie wyjechałem trochę w przód, odciążając grzbiet ogiera i pozwalając mu trochę przyspieszyć i jednocześnie pomagając mu w znalezieniu drogi w dół, bo chciałem, żeby się trochę rozciągnął, choćby miało się to wiązać z pobrykiwaniem. Zanim przeszliśmy do skoków, jeszcze parę razy sprawdziłem jak jego reakcja na pomoce i czy mogę go w miarę sprawnie skrócić/rozjechać, po czym zwolniłem przez kłus do stępa,dając Cruzowi chwilę na złapanie oddechu.

Lisa - 2018-03-31, 16:21

Jazda na Devocatis sprawiała jej sporą przyjemność, co było widoczne i niewątpliwie wyczuwalne dla klaczy. Na pewno na korzyść działał fakt, że nie musiała wymuszać każdego kroku łydką bo jazda na takich koniach zazwyczaj była dla niej najbardziej męcząca. Dodajmy do tego całkiem miłą pogodę, temperaturę powyżej zera i w sumie tyle wystarczyło aby Brytyjce nie schodził uśmiech z twarzy. Chociaż sama wolała treningi halowe, to takie jazdy na świeżym powietrzu były miłym urozmaiceniem.
Starała się stosować jak najbardziej delikatne i precyzyjne pomoce, w razie potrzeby wzmacniając sygnał i ucząc tym samym Dev reakcji nawet na najdrobniejszy ruch. Miało to swoje dobre i złe strony, dobre - dla doświadczonego jeźdźca, ale gdyby klacz trafiła w niepowołane ręce mogłoby się to skończyć katastrofą. Szczęśliwie Lisa nie zamierzała swojej podopiecznej nikomu oddawać, będzie jej strzegła jak skarbu <my precious> :lol:
Pozostając w kłusie skierowała ją w kierunku płytszej wody, najpierw przejeżdżając obok i starając się utrzymać równe tempo, następnie wjeżdżając na płytki brzeg tak aby sprawdzić reakcję skarogniadej. W razie konieczności przeszły do stępa by trochę wolniej wejść do wody, jeśli jednak nie było to konieczne to po prostu poruszały się kłusem, po chwili wyjeżdżając na brzeg. To był moment na chwilę oddechu przed galopami i spacer na luźnej wodzy.

Devocatis - 2018-03-31, 17:48

Taka delikatność była wskazana, bo choć Lisa być może jeszcze nie zdołała tego zaobserwować, te Devo w "te" dni była wręcz przewrażliwiona. Gdyby ktoś jej zasadził wtenczas porządną łydę... Oj, nie skończyłby dobrze. Klacz miała po prostu bardzo bolesne ruje i poza tym lubiła dramatyzować, o czym jej właścicielka pewnie prędzej czy później się przekona. 3:)
Podjeżdżając do wody, nastawiła uszy na sztorc i otworzyła szerzej oczy, wyglądając w kierunku bajorka z ciekawością. Wszelkiej maści kałuże w jej przypadku były loterią. Raz wchodziła w nie bez wahania, innym razem chciała za wszelką cenę ominąć. Tym razem wymyślała, być może dlatego, że jeszcze poznawała się z Lisą i po prostu ją sprawdzała. Niegroźnie, bo niegroźnie, ale jednak. Dopiero po przejściu do stępa dała się namówić na wejście do wody, do tego czasu raczej unikała kontaktu z nią, wyginając się w przeciwnym kierunku i nie pozwalając na wejście do środka.
Stępem weszła ostrożnie, furkocząc chrapami, po czym jakby nigdy nic zaczęła mącić wodę lewym przodem, dopiero po łydce ruszając dalej naprzód. Szastnęła ogonem po boku i tak sobie brodziła po wodzie, do czasu aż wyszły na brzeg.

Lisa - 2018-03-31, 19:04

Po tym jak przeszły do stępa i udało jej się nakłonić Dev do wejścia do wody, poklepała ją lekko po szyi dodając otuch, pozwalając nawet na chwilę chlapania i grzebania nogą. Chciała aby oswoiła się z takimi rzeczami, chociaż z jej charakterem nie dawało to żadnej gwarancji na przyszłość bo zapewne wszystko zależało od chwilowego humorku :lol: . Dała jej po tym faktycznie chwilę odpoczynku, zaraz jednak robiąc kolejne podejście do wjazdu kłusem do tego mokrego paskudztwa. Najpierw jednak postarała się chociaż w drobnym stopniu skupić na sobie i nakłonić do rozluźnienia szyi oraz grzbietu, przy zachowaniu równego rytmu kłusa, potem ponownie próbując ją wprowadzić do wody. Prowadziła ją zamkniętą w łydkach, zachowała przy tym spokój i cofnięte ramiona. Była bardzo stabilna "górą", co nawet w razie buntów pomagało jej zachować równowagę. Starała się przy tym uniknąć szarpania, tylko stabilną ręką uniemożliwić jej wicie się na boki.
Devocatis - 2018-03-31, 20:33

Chętnie ruszyła kłusem, po czym gdy zorientowała się, że jadą nim w kierunku wody, niemal się zatrzymała na brzegu. Jak mniemam Lisa do tego nie dopuściła, więc Devocatis, nie mając za wiele czasu na inną reakcję, weszła do zbiornika ni to kłusem, ni to stępem, kategorycznie odmawiając jednak przecięcia go na wskroś. Mogła kłusować po brzegu, ale przejść przez środek? Nie ma opcji. Co jeżeli dno gwałtownie spada metr dalej? Jak chcesz się utopić, to droga wolna, ale mnie w to nie mieszaj...
Gdyby rzeczywiście intencją Lisy było przekłusowanie przez zbiornik, gniada zatrzymała się w wodzie i ani myślała o tym, by postawić nogę w przód. Trudno powiedzieć, czy robiła to po złości, czy istniał jakiś rzeczywisty powód, dla którego nie chciała pójść dalej. Cóż, Lisa mogła kupić sobie ogiera albo wałacha. Mogłaby wtedy po prostu im kazać, faceci lubią proste i jasne polecenia. Zdecydowała się jednak na klacz, więc musiała teraz jakoś ją ugłaskać... ¯\_(ツ)_/¯

Lisa - 2018-03-31, 21:00

Najpierw jej intencją było tylko poruszanie się po brzegu, ale kiedy to się udało to faktycznie zapragnęła spróbować przejechać przez środek. I spotkała się z taką, a nie inną reakcją :lol: . Na nieszczęście obie były okropnie uparte, no i co teraz? No i będą tak stały w tej wodzie. Liska najpierw spróbowała swojego lisiego sprytu - skierowała ją stępem najpierw znowu po brzegu,a potem troszkę głębiej wzdłuż tej krawędzi. Jeżeli będzie trzeba to po prostu poświęcą cały trening na to włażenie do wody :lol: .
Konsekwentnie nakłaniała ją do ruchu naprzód, ale pozostając w stępie i starając się ją wprowadzić coraz to głębiej. W końcu woda nie sięgała wcale tak wysoko i w końcu Dev powinna się przekonać, że nic strasznego ją tu nie czeka.

Devocatis - 2018-03-31, 21:07

Z zadowoloną miną wyszła z powrotem na brzeg, żeby później pochodzić po nim stępem. Nie miała też nic przeciw temu, żeby zamoczyć w wodzie kopyta, więc zgodziła się na to, by zejść bardziej do środka. To podobno zdrowe. Takie namaczanie.
Kiedy jednak Lisa podjęła kolejną próbę przeprawienia się na drugi brzeg, Devo znowu zaparkowała. Nawet się nie wściekała, tylko przystanęła w miejscu, podniosła głowę i zwróciła jedno ucho w kierunku właścicielki. Wyglądała, jakby doskonale wiedziała, że nic jej nie grozi, ale mimo to nie chciała ustąpić. Pojechanie na wprost, jak normalny koń i człowiek, najwyraźniej nie wchodziło w grę. Lisa mogła jednak zauważyć, że robiąc ustępowanie, opór klaczy był już mniejszy, bo najwyraźniej nie myślała o tym w kategoriach przemieszczania się do przodu. Także jeśli chciała, mogła podjąć próbę pokonania bajorka bokiem. Zawsze to jakiś sposób, prawda? :lol2:

Lisa - 2018-03-31, 21:14

Bokiem, tyłem, co za różnica? :lol2:
Właściwie to nawet chciało jej się śmiać z całej tej sytuacji. Sama sobie takiego konia wybrała wiedząc na co się pisze i jakie mogą być tego konsekwencje. Pomimo to była bardzo zadowolona, wręcz dumna ze swojego wyboru i nie zniechęcały ją takie incydenty jak dzisiejszy.
Zauważyła szybko, że ruch do przodu się blokuje w pewnym momencie ale jest w stanie przesuwać Devo na boki. No i cóż, jak poprzedni sposób nie zadziałał to trzeba spróbować czegoś nowego. Spychając ją więc w jedną ze stron kierowała na wskroś bajorka, stosując pomoce jak do ustępowania, no może nieco mniejszą uwagę poświęcając temu jak równo się ono odbywa. W końcu nie chodziło tutaj o czworobokowe wyjechanie z punktu A do punktu B o nakłonienie tej bestii do czegoś co wydawało jej się niemożliwe :lol: .

Devocatis - 2018-03-31, 21:24

Ignorowanie pomocy było dla niej naprawdę trudnym zadaniem, bo na ogół reagowała dobrze. Jednak kiedy już się na coś uparła, chyba nic nie było w stanie ruszyć jej z miejsca. Lisie jeszcze nie pokazała, na co ją stać, a dzisiejszy bunt na pokładzie nawet ciężko było nazwać buntem, bo nie działo się nic emocjonującego.
Kiedy poczuła, że łydka dziewczyny zamiast nakłaniać ją do ruchu naprzód, przesuwa ją, nie zastanawiała się za długo nad tego znaczeniem. Odruchowo odeszła od nacisku, bo widocznie do niej nie doszło, że mimo iż nie idzie w przód, to jednak wchodzi coraz głębiej do wody. Tak mocno zafiksowała się na tym, żeby nie iść do przodu, że nic innego nie miało znaczenia. :lol2: Nie była jednak głupia, po prostu... Dała się oszukać. Ale to, że raz coś podziałało, nie oznacza, że będzie już tak zawsze!
Mniej lub bardziej zgrabnie przeprawiła się na drugą stronę, a kiedy wyszła na brzeg, spojrzała na bajorko jakby ze zdziwieniem. Ale... Ale jak to?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group