Diego Montana - 2016-05-10, 22:13 Znaczy ogłowie, bo przecież kantar miał na sobie, userka powaliła Jednak prócz kantara, nie miał na sobie, był goły i wesoły. To jak kiedyś, będzie miał być ojcem, to chyba przez in vitro. Skoro nie ruszają go takie rzeczy Może to i lepiej? Pogłaskał go po masywnej szyi, relaksujący masaż, w wodzie, na pewno go zadowoli - oby.
-Jaka jest? - zapytał faceta, krocząc z ogierem i z Brianem, w kierunku wody. Z wyglądu, była niczego sobie, dobrze się prezentowała.Sensationet - 2016-05-10, 22:17 Zero współczucia, zrozumienia, co za właściciel ! Skoro ogier się nie przejmował, ona też nie zamierzała, dopóki się będzie trzymał, w miarę z daleka. Kobiet nie zrozumiesz, nie opierała się przed Brianem, bo to i tak nie miało sensu. Zjadła smakołyk, po czym chwilę później, dała się wyprowadzić, z pastwiska. Ruszyła za trzema mężczyznami, w kierunku wodnego zbiornika, była zmęczona, ale nie przesadnie.G-Dragon - 2016-05-10, 22:21 Kiedy skierowali się w kierunku wody ruszył za nimi, nadal trochę się wlekąc. Woda zapewne nie była najcieplejsza, więc tym bardziej mu się nie spieszyło. W trasie był taki wyrywny, a teraz zapodał wręcz ślimacze tempo. Położył po sobie uszy i zerknął na klacz. Zapach rui na niego działał, ale jakby zaczął tu odwalać to nie byłoby wesoło. Wypuścił powietrze przez nozdrza, idąc tak, że opierał się pyskiem o plecy właściciela.Aaren Wayford - 2016-05-10, 22:22 Posiadanie takiego bodyguarda miało niewątpliwie wiele zalet, mogła bezpiecznie siedzieć u boku Tonego i żaden napalony facet nie próbował do niej podbijać. W dodatku nawet jeśli taki by się znalazł szybko by go oddelegowała z powrotem. Nie wykazywała zainteresowania żadnym innym chodzącym testosteronem, w pełni skupiając się na Wayfordzie.
- Co Ty mi dasz …- zanuciła pod nosem z uśmiechem, zostawiając przy Tonym swoje piwo i udała się po dwie papierowe tacki na których przyniosła kiełbaski, chleb oraz keczup i musztardę, z którym oboje mogli korzystać wedle uznania.
Siadając z powrotem, nadziała mięso na kijek, wysuwając go nad ognisko podobnie jak wysunęła swoje długie zgrabne nogi, tyłek doskwierał jej niemiłosiernie wraz pojawiającym się powoli bólem mięśni.
- Aaren.- przedstawiła się Monroe, nie zawieszając na niej dłużej wzroku. Spoglądając na opierającego się o jej ramię Antka, uśmiechnęła się mimowolnie, z tyłu delikatnie gładząc go wolną dłonią po plecach. Chciała by wiedział, że jest obok bez względu na wszystko co działo się wokół. I jeśli tylko będzie czuł potrzebę ewakuowania się, nie będzie musiał powtarzać dwa razy.
Przyjście Gerarda i Vivianne, sprawiło, że momentalnie podniosła wzrok z nad ogniska.
- Cześć.- odezwała się witając ich i zaraz rejestrując to porozumiewawcze spojrzenie bruneta posłane w jej stronę. - No no…- mruknęła mu nad uchem, nie kryjąc swojego rozbawienia zaistniałą sytuacją.
Przedstawiła się brunetce, uważnie mierząc towarzyszkę Gerarda wzrokiem, chyba panowie mieli podobny gust .Elizabeth White - 2016-05-10, 22:22 A ten to by tylko rozdziewiczał
Nie bała się wsiadania na młodzika i jeśli Sebastian by ją o to poprosił, zgodziłaby się czynić honory. Skoro jednak ten nie nalegał, wzięła na siebie inną, równie ważną rolę. Prawda była taka, że wszystko i tak wyjdzie w praniu, w zależności od zachowania kopytnego i paru innych ważnych czynników.
- Za ciężko zarobione pieniądze je kupiłam! - wytknęła język, stwierdzając czysty fakt. Pomimo tego, że nigdy nie mogła narzekać na brak funduszy, na owe kopytne zarobiła własnymi rękoma. Dużo pomogły jej ostatnie zawody i starty w wysokich klasach, w których nagrody pieniężne były zdecydowanie wyższe.
- Czytasz mi w myślach. Marzę o tym odkąd tu dojechaliśmy - uśmiechnęła się zadziornie, po chwili tęskno spoglądając w kierunku zbiornika znajdującego się nieopodal. Popatrzyła, jak mężczyzna opróżnia swoją butelkę i postanowiła podjąć rzuconą jej rękawicę. Na hejnał wypiła resztę piwa, szkło odkładając na bok. Może i wejście do wody po spożyciu alkoholu nie było najlepszym pomysłem ale... who cares? Najwyżej się potopią, będzie fajnie!
- Tylko jest mały problem... Nie wzięłam stroju - dopowiedziała po chwili, a kącik jej ust drgnął ku górze.Wavantos - 2016-05-10, 23:09 Trzeba przyznać, że zachowywał się idealnie. Posłusznie kroczył do przodu narzuconym przez Cecile tempem, ustawicznie prychając, by przypadkiem nie zapomniała, że kogoś pod sobą ma. Chwilkę już jechali, ale nie odczuwał zbyt wielkiego zmęczenia. Miał dość dobrą kondycję, zresztą poruszali się raczej wolno, ograniczeni resztą zastępu. Dla gniadego stanowiło to idealną okazję do obserwowania przyrody, co nader bardzo lubił robić. Czasami dziwne rzecz z tego wynikały, ale to już szczegół...
Po otrzymaniu od Cecile odpowiedniego sygnału, płynnie przeszedł do wyższego chodu. Na ich drodze niedługo wyrósł strumyk. Przejście przez wodę nie sprawiłoby Wavantosowi większego problemu, w końcu dyscyplina zobowiązuje, ale skoro jego jeździec wybrał strumyk - tym lepiej, przynajmniej wyjdą z tego czyści. Pewnym krokiem wszedł na mostek, nie wahając się ani przez chwilę. Kątem oka dostrzegł wchodzącą w strumyk Mind. Zarżał cicho w jej kierunku. Chyba jedyny rumak, który bez protestów ubrudził kopyta.Delfinek - 2016-05-10, 23:18 -Szczerze? Coś około miesiąca, lecz będę tu pewnie dłużej ze względu na pracę.- wzruszyła ramionami siadając po turecku na swoim starym miejscu. Krótki, ale treściwy ten czas który spędziła w Eastbourne. W ciągu tych dni nauczyła się trzy razy więciej, niż podczas całego życia. Szukanie pracy, życie za grosze a potem nagła odmiana- dwie dobrze opłacalne prace i spadek po ojcu. Normalnie większe zróżnicowanie niż jej humorków. Odetchnęła głęboko napajając się świeżym powietrzem i spojrzała to na kobietę, to na mężczyznę następnie pytając.
- A Ty Carolina? Od dawna tutaj?- uśmiechnęła się miło a następnie spojrzała na towarzysza. -A Ty Drew, też masz to wrażenie, że tu wszyscy jeżdżą konno?- zrobiła minę typu ,,system rozwalony, wgrywanie Windowsa 8 rozpoczęte" kolejno krótko się śmiejąc.Bastian Collins - 2016-05-10, 23:20 Bo… rozdziewiczanie jest spoko, okej?
- Przecież nie powiedziałem, że nie – uśmiechnął się łobuzersko, badając jednocześnie reakcję dziewczyny na jego kolejną propozycję. Doskonale wiedział, że przypadnie jej do gustu – w końcu skoro tak dobrze się niegdyś rozumieli to musieli mieć wspólne upodobania i podobnie reagować na te same pomysły. Bastian wyciągnął swoje kiełbaski z ogniska, a kiedy okazało się, że są już zdatne do jedzenia, zrobił z nich dwa „hot dogi” i polawszy ketchupem zaczął powoli konsumować jedzenie, parząc się niemalże od samego początku. Był już naprawdę głodny co jedynie potwierdzało tempo pochłaniania gorącego mięska i ciche postękiwania przy kolejnych poparzeniach. Co mogę poradzić na to, że był małą świnką?
Na uwagę ze strony Elizabeth zareagował krótkim śmiechem.
- Jaki masz problem? – zapytał, przybierając łobuzerski wyraz twarzy, czym zwyczajnie zasygnalizował dziewczynie, że dla niego w ogóle temat nie istnieje. Miała na sobie bieliznę, jeśli nie chciała świecić w jeziorze gołym tyłkiem, a przy nim samym mogła pływać nawet na golasa w czym z pewnością by jej zawtórował. Ostatecznie nie mieli przed sobą niczego do ukrycia i widzieli się już w dużo innych sytuacjach niż wspólne zabawy w lodowatej wodzie. Chociaż… kiedy spojrzeć na to z tej perspektywy może lepiej by nie wchodził tam na golasa. Jeszcze coś mu się skurczy i nie będzie ładnie wyglądać..Gerard Wayford - 2016-05-10, 23:24 Chyba jak każdy mężczyzna, niezależnie od wieku, lubił wysłuchiwać tego rodzaju komplementy. Było to bardzo łatwe do zaobserwowania, choćby na przykładzie obecnej tutaj grupy - większość mężczyzn stała się nagle niebywale uczynna, pewnie licząc tym samym na rekompensatę. A jaką... To już zależy, jak szczodra była towarzyszka.
Natomiast na pocałunek zareagował przelotnym, łobuzerskim uśmiechem - najwyraźniej nie potrzebował wiele aby wprawić się w doskonały humor. Tak dobry, iż chyba nic nie było w stanie stanąć mu teraz na przeszkodzie; nawet ewentualna niechęć ze strony towarzystwa, choć wcale się na to nie nastawiał. Właściwie jedyną osobą, która powiedzmy, że miała prawo do jakichkolwiek obiekcji, był Tony. Jego miny nie skomentował choćby słowem, bardziej zresztą interesując się obecnością Aaren. Nie dał się nabrać na ich rzekome narzeczeństwo, ale nie spodziewał się ich ujrzeć na rajdzie razem, i co więcej, całkiem przychylnie ku sobie nastawionych. Czyżby w każdym kłamstwie była szczypta prawdy? :>
- Możesz przynieść dwie kiełbaski. I piwo - jakby mógł zapomnieć? Ten trunek najlepiej komponował się z jedzeniem z ogniska. Później miał ustąpić miejsca czemuś mocniejszemu, ale spokojnie... Na wszystko przyjdzie czas.
Kiedy Vi wróciła, podziękował jej - przecież tak ładnie się o niego troszczyła; chyba będzie musiał pomyśleć o tym, jak się później odwdzięczyć :> - i zajął się pieczeniem kiełbasek, nadzianych na kij przeznaczonego do tego celu.
- Przypomina Ci kogoś? - Zwrócił się do dwudziestolatki, mając na myśli Tonego. Uśmiechnął się przy tym kątem ust, zdając sobie sprawę z oczywistości odpowiedzi - dostrzegł przedtem znaczące spojrzenie Vi. Podejmując rozmowę na temat syna, chciał go niejako sprowokować do włączenia się do rozmowy. Wiedział, że długo nie wytrzyma, nawet jeśli nie docierały do niego poszczególne słowa. Sam fakt obgadywania jego osoby był niezbywalny.Anonymous - 2016-05-10, 23:37 - Powiedz mi, że to się nie dzieje - mruknął, unikając patrzenia w stronę ojca i Vivianne, chociaż ciekawość co chwilę przeważała szalę. Na pytanie cisnęło mu się tylko jedno pytanie. JAK? Chociaż nie zobaczył jeszcze na własne oczy by tę dwójkę łączyło coś więcej niż przyjaźń, był prawie pewien, że stało za tym coś więcej.
Wypił piwo do końca, pustą butelkę zostawiając pod ławką, z zamiarem późniejszego zabrania jej stamtąd. Czuł na sobie spojrzenia tamtej dwójki, czego nie mógł przecież ignorować w nieskończoność. Póki co jednak radził sobie zaskakująco dobrze, za punkt honoru obierając cierpliwie czekanie, aż Gerard sam postanowi ich wszystkich uświadomić, o co właściwie chodzi. Albo się pochwali. To by było do niego podobne.
Kiełbaska upiekła się po paru minutach, toteż ściągnął ją na tackę, polewając ketchupem i sprytnie umiejscawiając między dwoma kromkami chleba.
- Jakieś życzenia związane z jutrem? - Zagadnął Aaren, przerywając ciszę.Aaren Wayford - 2016-05-10, 23:55 Posyłając spojrzenie Gerardowi dała mu do zrozumienia, że jest świadoma tej obserwacji jaką prowadził nad ich dwójką. Czyżby był zaskoczony ich ciepłymi relacjami, które w zasadzie niewiele odbiegały od tego narzeczeńskiego obrazka jaki prezentowali w domu Laury.
- Widocznie to rodzinne.- zaśmiała się masując go pokrzepiająco po plecach, a następnie zajęła się swoim własnym posiłkiem, który delikatnie zaczął skwierczeć na patyku. Zdejmując gorące mięso z patyka, umieściła je pomiędzy dwoma kromkami chleba podobnie jak Tony i polała keczupem tuż przed pierwszym kęsem jaki wykonała.
- Hmmm … A spełnisz trzy jak złotka rybka ?- uśmiechając się posłała mu rozbawione i radosne spojrzenie. Dawno nie czuła się tak dobrze, beztrosko i szczęśliwie, odpoczywała jeszcze bardziej niż podczas tej rehabilitacji, znacząco dając ulgę swojej nieco spaczonej psychice. Mafia chwilowo dała jej spokój, tuż po tym jak cały szef, wszystkich szefów (doberman xD), dowiedział się o dotkliwym pobiciu dziewczyny.
- Co powiesz na pławienie koni, na sam początek ? - powoli kończąc swój posiłek, wytarła dłonie jedną z chusteczek, o których nie zapomniała i sięgnęła po piwo, ponownie sącząc je z gwinta butelki. - Pojechałabym też zobaczyć okolicę.- mruknęła wyobrażając sobie piękno krajobrazów tej malowniczej doliny.Jessie - 2016-05-10, 23:58 Jęknęła bezgłośnie widząc, że została sama z zadaniem rozwiązania zaistniałego konfliktu. W sumie słusznie - w końcu była jego głównym prowodyrem. Ale jakże prościej byłoby podzielić winę na kilka osób...
Rozchyliła usta, w pewnym momencie chcąc wejść Hayley w słowo, ale ostatecznie powstrzymała się przed komentarzem. Czasami tak było lepiej.
- To się już nie powtórzy, Hay. Przepraszam - powiedziała, zaraz rozpościerając szeroko ramiona. - Tulasek na zgodę? <3 - uśmiechnęła się do niej nieśmiało i jeżeli dziewczyna nie miała nic przeciw, przytuliła ją krótko, ale mocno. I to jak!
- Masz rację. Przebierzemy się tylko i już idziemy - zwróciła się do Mii, po czym weszła do namiotu, w którym przebrała się w normalne ciuchy, dając też na to szansę reszcie, która jeszcze tego nie zrobiła. Kiedy cała ich piątka była na to gotowa, wspólnie ruszyli do ogniska, przy którym siedzieli już ludzie z pozostałych ekip - mam tutaj na myśli Alaina, Harleya, Sarę, Monroe, Tonego, Viv, Aaren i Gerarda. Przywitała się ze wszystkimi, przedstawiając się tym, których nie znała, po czym zajęła jakieś wolne miejsce, przedtem uzbrajając się w prowiant i alkohol.Hayley - 2016-05-11, 00:44 - Najlepiej weź więcej wody, pewnie któraś z nas będzie jej potrzebowała rano – odparła, a widząc minę Jess i nikłe zainteresowanie ze strony pozostałych dziewczyn, Hayley westchnęła cicho, pozwalając się przytulić. Delikatnie pogładziła przyjaciółkę otwartą dłonią po plecach, by lekko uśmiechnąć się w pojednawczym geście.
- Trzymam za słowo – dodała cicho, nieco łagodniej, dosłownie w jednej sekundzie podchwycając temat rzucony przez Mię.
- Umieram z głodu już tak bardzo... – dodała swoje trzy grosze, natychmiast zaczynając przeszukiwać torbę. Cały dzień w siodle wymęczył ją niesamowicie, dlatego wybrała wygodne, czarne legginsy, doskonale podkreślające szczupłe nogi Hayley i zwykłą białą koszulkę na ramiączkach. Nawet nie zauważyła kiedy na dworze zaczęło się już ściemniać toteż zaraz postanowiła narzucić na plecy jeszcze długi, ciepły sweter, zakrywający całą pupę. Wówczas przeczesała włosy, upinając je w luźnego koczka na środku głowy i z nieco lepszym nastrojem ruszyła za dziewczynami w stronę ogniska. Już z daleka dostrzegła Tonego, dopiero teraz zauważając siedzącego obok człowieka. Niemal instynktownie spięła mięśnie już w pierwszej chwili łącząc sylwetkę mężczyzny z kajdankami i wujkiem Cravenem. Nic dziwnego, że przez chwilę dosłownie się zawiesiła i korzystając z zamieszania wywołanego poznawaniem się kilku osób jednocześnie, przypatrywała się twarzy Alaina w milczeniu. Starając się jednak odsunąć ów nieprzyjemny obrazek sprzed oczu przedstawiła się wszystkim zebranym, pomijając jedynie Tonego i Aaren, by zaraz zająć miejsce i zacząć piec kiełbaskę na patyku.Caroline Hathaway - 2016-05-11, 08:06 Gentelman w każdym calu Szkoda, że jej nie chciał pomóc, poza tym sam nie rozłożył swojego, a chce inny rozkładać? Czasem był, aż za grzeczny, ale to tak między nimi. No właśnie, a postu brak, nie ładnie nie ładnie. Uśmiechnęła się,. na samą myśl o klaczy, wróciła jednak do faceta myślami, kiedy się odezwał.
-Z czasem będzie na pewno lepiej, zobaczysz. - ona miała podobnie, jednak szybko się zaaklimatyzowała, w nowym miejscu. Szczególnie, po przeróbce kilku koni, ona coś tam robiła, ale generalnie nie musiała.
-Koło dwóch lat, dużo jest tu osób jeżdżących, jednak nie tylko. - dużo nie? Dwa lata to, w końcu szmat czasu, wszystko przemija, jak za dotknięciem różdżki. W końcu i Caro usiadła, co będzie stać i stać.
-A jak poszukiwanie wierzchowców? - to było skierowane, do ich obojga, Del i Drew.Vivianne Feron - 2016-05-11, 08:13 Jej uwadze nie uszły przelotne spojrzenia Tonego w ich kierunku, ale też nie robiła z nich jakiejkolwiek afery czy sensacji. Jeszcze w trakcie rajdu obawiała się nieco tego spotkania, a teraz widząc, że chłopak jest nieco bardziej zawstydzony niż ona i nie mógł uwierzyć w to co się dzieje, odnalazła w sobie więcej animuszu i ochoty by spędzić wieczór w towarzystwie, w którym się znajdowali. Oczywiście sama by go sobie nie wybrała – to jednak wciąż skazywało ją na obserwacje i szepty, ale obecność Gerarda rekompensowała jej wszystkie te zachowania w dwustu procentach.
Kiwnęła głową, przyjmując zamówienie mężczyzny i oddaliła się by w chwilę później wrócić na wcześniejsze miejsce uzbrojona w trzy kiełbaski, dwie kromki chleba, ketchup i dwa piwa. Poczekała z trzymaniem wszystkiego aż Gerard kolejno odbierze od niej jedzenie, a to wyląduje na patyku, do którego dołożyła mu także swoją porcję ogniskowego jedzenia. Usiadłszy z powrotem podała mu swoje piwo, a kiedy to wróciło do niej już otwarte, przysunęła gwint do pełnych warg i pociągnęła pierwszy łyk z butelki. Przerwała dopiero w momencie kiedy czterdziestolatek zadał jej pytanie i uniosła w górę kąciki warg. Jeśli natomiast mogę powiedzieć coś w kwestii odwdzięczania się… cóż. Vivianne nigdy nie była bezinteresowna chociaż muszę przyznać, że dziś zachowywała się całkiem przyzwoicie i dbała o niego wyłącznie przez dobroć swojego serduszka, a nie dlatego, że chciała się przypodobać czy cokolwiek tym uzyskać.
- Rozpoznałabym w nim Ciebie nawet z daleka. Co nie zmienia faktu, że jesteś dużo przystojniejszy od niego – roześmiała się perliście, drugie zdanie przeznaczając wyłącznie dla Gerarda, kiedy nachyliła się do jego ucha. Wyraźnie widać było, że bardzo swobodnie czuła się w towarzystwie czterdziestolatka, a łączące ich sprawy przypieczętowała jakby zaraz po słowach Aaren. – Świetny pomysł – pozwoliła sobie wtrącić się w dyskusję, którą toczyła siedząca obok nich dwójka, zakładając, że mogła usłyszeć co mówią. Obróciła się w stronę brunetki, którą obdarzyła delikatnym uśmiechem, aby w chwilę później przenieść wzrok na swego rozmówcę. – Może powinniśmy się dołączyć? Uwielbiam pławić konie – zaproponowała, w zasadzie nie widząc powodu, dla którego mieliby tego nie zrobić. Świadomie użyła także liczby mnogiej, jakby dając w ten sposób do zrozumienia wszystkim wokół, że ten wyjazd spędzają wspólnie.