To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Hala rekreacyjna

Brian - 2017-04-11, 12:26

Ja nie wiem, czy "spokojny mąż" to dobry pomysł. Byłby cały czas pod pantoflem, to znaczy pod kopytem Sensationet. Jak na razie był zadowolony z rozgrzewki: gniada jak zwykle była trochę nad aktywna, ale ogólnie nic nie odpierdalała i wykonywała poprawnie ćwiczenia angażując się w nie przynajmniej w pewnym stopniu.
Od razu przy przejściu do galopu Brian dopilnował właściwego tempa i tego, żeby klacz nie wystrzeliła galopem naprzód. W razie takich sytuacji szybko ją korygował. Wymagał aktywnego tempa i jak najbardziej pozwalał jej na energiczny, ale spokojny i równy galop roboczy. Podobnie jak w poprzednich chodach poświęcili kilka minut na okrążanie hali w galopie, ze zmianą kierunku przez przekątną. Następnie brunet znowu nabrał nieco więcej wodzy i skierował zangersheide na pierwszą z figur w galopie. Wykręcili koła, wężyki, czy serpentyny o różnych rozmiarach Brytyjczyk pilnował równego tempa, wyginając klacz na łukach i dając jej oparcie na zewnętrznej wodzy. Potem znów po dwa okrążenia w galopie i przyszedł czas na nieco ambitniejsze zadanie: przejścia. Przeszli z galopu, do kłusa, potem do stępu i zatrzymali się. Ćwiczyli kolejne przejścia w obrębie stępa, kłusa i galopu, od czasu do czasu zatrzymując się by znowu przejść do stępa, czy kłusa. Przez chwilę po przejściu z kolei do stępa mieli moment odpoczynku, przed wznowieniem aktywniejszej pracy. W tym czasie stajenny zabrał się za układanie pierwszych drągów, natomiast dwudziestoośmiolatek i Sensationet przeszli do kłusa. Okrążyli halę kłusem anglezowanym, Donney bezbłędnie znajdując wspólny rytm z gniadą. Sprawdził jej rozluźnienie na wolcie, a następnie skierował wprost na cztery drągi ustawione równo, w sporych odległościach od siebie. Bułka z masłem, dlatego Brian zastosował skromne pomoce, posyłając klaczy kilka półparad, zamykając lekko w łydkach i wskazując kierunek jazdy po prostej. Po pokonaniu drągów nawrócili i w podobny sposób pokonali je po raz drugi. Wrócili na ślad, a w tym czasie stajenny zmienił ustawienie drągów, które teraz wyglądało tak: dwa pierwsze drągi były ustawione w nieco mniejszej odległości niż poprzednio, potem nieco większa odległość dzieliła je od pojedynczego drąga i podobna odległość do kolejnych dwóch, ustawionych podobnie jak dwa pierwsze drągi. Mężczyzna znów nakierował zangersheide prosto na drągi, dbając o utrzymanie optymalnego tempa, lekko zamykając ją w łydkach.

Anna Ross - 2017-04-14, 17:14

Unannounced Pleasure napisał/a:
[...]


Tylko że to ona kontrolowała i decydowała o jego życiu, a nie on. Mogła go urządzić tak, że stałby się zdziadziałym niańką źrebaków w postaci wałacha i spędzający dni w boksie lub na pastwisku. No właśnie był tylko koniem, który miał dogadanie tyle akurat co nic. Prawda była taka że to ludzie decydowali co, gdzie i jak. Jakby spędzał ciągle dni na nic nie robieniu, to jego młodzieńczy wiek oraz charakter w końcu doprowadziłyby do tego, że prawdopodobnie zrobiłby sobie krzywdę i to dużą. Do tego dieta taka, o jakiej mu się nie śniło. Ciekawe kto wtedy by go uratował i kogo by wielbił by? Na pewno nie swoje zadufanego i przerośnięte ego :P Kobieta wysiadywała nie takie skoki, bo nie jeździła na koniach od wczoraj. Z pewnością technikę i ruch odziedziczył po rodzicach, bo przecież w końcu był synem championa :P Jego matka też miała naprawdę dobry papier, no na takich przeszkódkach trudno by to było jego szczytem możliwości. Wiek i charakter to serio nie była wymówka na wszystko, a jak ktoś naprawdę coś chciał osiągnąć to robił wszystko by tak właśnie było. Nie miej jednak go pochwalała jak wykonywał naprawdę dobrze swoją pracę, bo zawsze przecież mogło być gorzej. Cieszyła się że z każdym razem było lepiej, bo oznaczało to że ogierowi też na tym zależało. Powinna być zadowolona, no dzięki panie łaskawco :lol2: Po kolejnych skokach dała mu luzu i przeszli na moment do stępa, czekając aż stajenny ustawi parkur dla nich - nowy. W końcu ustawili im parkur, który nie był zbyt skomplikowany. Kobieta w pierwszej kolejności pokazała mu parkur, okrążając go z nim dookoła. Potem wypchnęła go stopniowo do kłusa, a potem galopu na lewą nogę. Kierując go wpierw na okser, który był przeszkodą numer jeden. W dojeździe do niego zamknęła ogiera w pomocach, by doprowadzić go do miejsca wybicia w stosownym do tego tempie. Tam odesłała go łydką do skoku, by zaraz podążyć za jego ruchem w locie. Podczas lądowania zamortyzowała skok, lądując nadal na lewo i kierując się koło krótkiej ściany na dwójkę.

Sensationet - 2017-04-14, 18:30

Brian napisał/a:
[...]


Myślę że może zrównoważyłby jej nieco stuknięty charakter. Poza tym u koni to tylko przygoda na krótki moment, więc trudno mówić o byciu pod kopytem. No właśnie jak zawsze była nieco nad aktywna, ale miała taki już charakter i wbrew pozorom łatwo było nad nią zapanować. Jednak przecież on o tym doskonale wiedział, bo nie znał ją od wczoraj. Jak na razie jeszcze jej nic nie odbijało, ale wszystko mogło się jeszcze wydarzyć. Klacz faktycznie się starała, bo wiedziała że jak nie będzie nic odwalać to szybciej przejdą do konkretów. Przejście jak zwykle było nieco przesadzone, ale przecież łatwo i szybko mógł ją skorygować co na pewno też się stało. Ona sama poruszała się dość aktywnie, nie szalała też na złamanie karku. Poruszała się galopem roboczym przed siebie, angażując się w pracę całą sobą. Poruszali się wokół hali ze zmianami kierunków przez przekątną, gdzie potem zabrali się za wykręcanie figur. Zaczęli wykręcać różne koła, wężyki i serpentyny o różnych średnicach. Klacz naprawdę się starała wykonywać wszystko poprawnie, zachowując odpowiednie wygięcie i nie zmienne tempo. Potem znowu dwa okrążenia w galopie, gdzie przyszedł czas na coś ambitniejszego - przejścia. Przeszli kolejno z galopu do kłusa, a potem stępa i się zatrzymali. Potem kolejne przejścia wykonywali w obrębie stępa, kłusa i galopu od czasu do czasu zatrzymując się. Robiąc liczne przejścia, a nawet chwile odpoczynku między tym wszystkim. W tym czasie stajenny układał drągi, a oni zaraz przeszli ponownie do kłusa. Okrążyli w nim halę, poruszając się płynnie w nim i czekając na dalsze polecenia od właściciela. Wykonali woltę, by się skierować kolejno na drągi na wprost. Były tylko cztery, ale trzeba było się od razu przyłożyć. Mimo skromnych pomocy klacz się starała i szła twardo naprzód, unosząc nad nimi nogi i lekko wyciągając nad nimi szyję. Udało im się to zrobić na czysto, więc zaraz pokonali je raz jeszcze. Zaraz wrócili na ślad, a w między czasie stajenny zmienił ustawienie drągów. Klacz ponownie wraz z facetem skierowała się na nie, by postarać się je pokonać jak najlepiej.

Brian - 2017-04-14, 20:32

Tym bardziej. Chciałaby mieć "męża" ciepłą kluchę? Oczywiście spokojny koń, to nie zawsze ciepła klucha, ale i tak mógłby sobie z nią zwyczajnie nie poradzić.
Posłużył się podobnymi pomocami co wcześniej, by pokonać drągi w nowym ustawieniu. Ponieważ nie było to wcale wymagające zadanie, zapewne udało im się przejechać przez drągi poprawnie. Poklepał Sensationet po łopatce, jak dotąd zadowolony z jej pracy. Znowu ustąpili pola stajennemu, który zaczął układać znowu drągi, tym razem w towarzystwie koziołków. Najpierw mieli najechać na cztery drągi na prostej, potem po lekkim łuku były ustawione dwa cavaletti na kłus. Po chwili nakierował Sensationet na cztery drągi. Pilnował odpowiedniego dla nich tempa, przed pierwszym drągiem dokladnie naprowadzając ją na środek i zamykając w łydkach. Kolejno naprowadził ją po łuku na dwa cavaletti, które były na razie niezbyt wysokie i w średniej odleglości od siebie. Tu już zastosował nieco dokładniejsze pomoce, prosząc gniadą o wyższe unoszenie nóg
Po pokonaniu drągów i koziołków zwolnił klacz na chwilę do stępa,dając jej nieco luźnej wodzy. Zrobili miejsce stajennemu, który zabrał się do układania już bardziej skomplikowanego toru z koziołkami i drągami. Miało to być zarazem wprowadzenie do meritum tego treningu, czyli skoków. Gdy to wszystko zostało już ustawione, brunet na długiej ścianie hali dodał zangersheide łydki do kłusa, znów nabierając więcej wodzy, chociaż dawał jej na nich mimo wszystko pewien luz. Zjechali pod krótką ścianę, a po wykręceniu narożnika odbili na tor po lekkim łuku, po czym Brytyjczyk naprostował ją na pierwszy drąg. Jednocześnie przytrzymał ją w tempie, aby zmieścili się pomiędzy drągiem, a lezącym po prostej cavaletti. Przy nim znowu zadziałał bardziej jasnymi pomocami, prosząc pięciolatkę o wyższe podnoszenie nóg. Następnie obili w lewo, zatoczyli prawie całe koło, by skierować się na dwa drągi i cavaletti, które je rozdzielało. Były one jednak ustawione na galop, więc po naprostowaniu Donney wypchnął Sensationet do galopu, od razu ograniczając ją w tempie. Po pokonaniu drągów i koziołka znów zakręcili wracając pod ścianę i do kłusa. Skręcili na prawo pod ścianę, zjechali na krótka, wykręcając narożniki, a na długiej znów odbili na drąg i cavaletti. Powtórzyli przejazd na torze w tej samej sekwencji, po czym znowu przeszli do stępa na chwilę odpoczynku na dłuższej wodzy. Tymczasem stajenny zaczął budować już prawdziwe przeszkody, chociaż jeszcze nie były szczególnie wysokie Nowy tor zaczynał się od trzech drągów, potem koperta 70 m, przed którą musieli zagalopować, stacjonata 80 cm, okser 70x75 cm i stacjonata 75 cm. Po chwili odpoczynku znów dodał łydki do kłusa i nakierował zangersheide na drągi, od których rozpoczynał się tor.

Unannounced Pleasure - 2017-04-14, 22:32

Anna Ross napisał/a:
....


Chyba trzeba wprowadzić dobrą zmianę i zrobić coś w rodzaju końskich sufrażystek. Sądzę, że to by się nawet sprawdziło. A na wałacha to go szkoda, ładne źrebaki będą :p. Wiesz, na pastwisku też jest dużo do robienia i myślę, że nie narzekałby zanadto. I tak, był synem Championa, choć sam sobie z tego sprawy nie zdawał. Właściwie wydaje mi się, że konie nie zdają sobie w ogóle sprawy ze swojej bytości. Ze swojego bycia, istnienia. W końcu nie spotkamy nigdzie konia, który jest greckim filozofem. Ale też racja, że miał po nim technikę. Ogier nadawał się świetnie do sportu i nie da się tego ukryć. Mimo charakteru jak spod wierzby to jego umiejętności wrodzone były lepsze, niż niektórych trenujących wiele lat. Musisz przyznać, że sprawował się pięknie w porównaniu z niektórymi. Zależało mu, bo wbrew pozorom miał w sobie też ogromnego ducha walki a sam nic nie osiągnie. Kobieta była mu potrzebna, mimo tego, że nie koniecznie tego chciał. Lekko złagodniał po jej pochwałach i skokach. Odechciało mu się zbędnej bitwy z Anną, bo szczerze powiedziawszy była to walka z wiatrakami. Tylko nie wiem, kto w tym przypadku był rycerzem. W stępie pozwolił sobie olać ruch ciała i o ile mógł opuścić lekko łeb i ograniczyć pracę zadu. Skupiał się na tym co stajenny wyprawia na ich terenie, lecz nie interweniował niczym prócz zrezygnowanego prychania. Zapoznając się później z przeszkodami podobne prychania się pojawiły a na przeszkody reagował raczej odwróceniem łba pokazując, że mu starczy już tej wiedzy architektonicznej. Wypchnięty do kłusa przeszedł w niego gładko, uaktywnił zad oraz zebrał się lekko nastawiając uszy w kierunku poruszania się. Podobnie wyglądało przejście do galopu. Wyrzucił wpierw lewą nogę unosząc wysoko ciało, aby zacząć aktywnie i bardzo ładnie technicznie galopować. Nadesłany na okser skupił na nim wzrok i wybił się w narzuconym przez kobietę momencie. Silne wyrwał przednie nogi nad przeszkodą dodając wypchnięcie z tylnych nóg i zadu. Faza lotu wylądował gładko - ładnie wyciągnął się nad przeszkodą. Wylądował na lewą nogę lekko przyśpieszając i wyrzucając nieznacznie zadem, aby oddać nadmiar energii i skierować się na kolejną przeszkodę.

Sensationet - 2017-04-19, 10:56

Brian napisał/a:
[...]


No może ona właśnie chciała mieć męża ciepłego kluchę? Tylko takich tu nie zbyt dużo było. Jakby nie patrzeć stukniętych mężów od wyboru do koloru, gorzej z tymi bardziej normalnymi. No właśnie spokojny koń, a nie jajeczny kastrat bez własnego zdania. Zawsze zostaje in vitro :lol2: Najechali kolejny raz na drągi, by je ponownie pokonać w nowym ustawieniu. Udało im się ponownie przejechać przez drągi bez większego trudu, bo przecież nie było to nic super wymagającego. Parsknęła na pochwałę ze strony chłopaka, by jednak mimo wszystko skupić się na swojej pracy. Znowu czekali chwilę aż stajenny ułoży na nowo drągi w towarzystwie koziołków dla odmiany, ale klacz to jakoś nie peszyło. Najpierw czekały na nich cztery drągi po prostej, by zaraz po łuku najechać na dwa cavaletti. Najpierw skierowali się jednak na cztery drągi, zachowując odpowiednie podejście i tempo w najeździe do nich. Uniosła nad nimi wszystkie cztery nogi, by wyciągnąć lekko szyję i znaleźć się po drugiej stronie. Kolejno po łuku najechali na cavaletti, które jak na razie było dość niskie i w równej odległości od siebie. Nie miała problemu z pokonaniem również tego cavaletii, bo nie takie rzeczy robiła. Po pokonaniu przeszkód zwolnili do stępa, by chwilę odpocząć przed dalszym treningiem. Znowu stajenny ustawiał im przeszkody, więc oni krążyli i czekali aż on to ogarnie. W sumie bardzo dobrze że mieli przejść do konkretów, bo same drągi i cavaletti się już jej zbrzydły. W końcu wszystko było gotowe, klacz przeszła na długiej ścianie do kłusa i wróciła do wyższego ustawienia. Zjechali na krótką ścianę, by po wykręceniu narożnika odbić na tor po lekkim łuku. Skierowali się na drąg, który obecnie leżał na ich drodze. Jechali mocnym ale zarazem wyważonym tempem, bo czekało na nich potem od razu kolejne zadanie. Nie miała problemów ani z pokonaniem drąga ani cavaletti, robiąc to za każdym razem podobnie jak wcześniej. Następnie odbili na lewo, by zatoczyć prawie całe koło i skierować się na dwa drągi i cavaletti. Brian chyba chciał je sam skakać, bo klaczy za chwile się cierpliwość do nich skończy. Nawet przejście do galopu nie zrobiło na niej wrażenia, bo pokonywanie jednego i tego samego zaczynało ją irytować i nudzić. Pokonała je ponownie i zaraz zakręcili na ścianę, by przejść do kłusa. Wyjechali krótką ścianę, by zaraz odbić ponownie na długą i z niej na drąg i cavaletti. Po pokonaniu tej przeszkody, klacz skuliła w końcu uszy i zafundowała właścicielowi baranka. Mniej więcej nie mal wykonując go po każdym najechaniu na drąg-cavaletti, a wyglądało to nieco jak jazda bez trzymanki. Po przejściu do stępa klacz rozluźniła się i odpoczęła, by poczekać aż stajenny utworzy nowe przeszkody. Tor prezentował się jako tako, by po jego ustawieniu znów skierować się na drągi najpierw. Nie trzeba mówić jak się to skończyło, nawet jeśli przeszkoda się za nimi znajdowała.

Brian - 2017-04-20, 10:44

Trochę przesadza, bo przecież to nie jest tak, że Brian wałkował z nią jeden i ten sam tor ułożony z drągów. Nie miał wielkich trudności z wysiedzeniem jej baranków, nie przejmując się nimi szczególnie, bo mimo wszystko Sensationet poprawnie wykonywała elementy, chociaż jej baranki były momentami uciążliwe. Zaraz mieli przejść do skoków z prawdziwego zdarzenia i gniada nie będzie miała czasu na takie wygłupy.
Po chwili odpoczynku skierował klacz na ustawiony tor,zaczynający się od drągów, dlatego ruszyli na nie kłusem. Przed drągami skupił się na skoncentrowaniu klaczy na sobie i zamknął ją mocniej w pomocach, trzymając się pewnie siodła, gdyby przyszło jej odwalić coś więcej niż baranka. Brian miał nadzieję, że zangersheide nie zechce pozbyć się go z siodła i starał się przepchnąć ją przez drągi, nawet jeśli ich pokonanie miałoby wyjść dalekie od ideału. Jeżeli mu się to udało skierował Sensationet na kopertę, po drodze wypychając ją do galopu i regulując jej tempo.
Jeśli jednak bez cyrków się nie obyło i ostatecznie nie udało im się pokonać trzech drągów, brunet szybko pozbierał klacz i skierował je na drągi na powrót. Zapewne w końcu jakoś udało mu się ją przez te drągi przepchnąć. Już w galopie poprowadził ją na kopertę 70 cm. Nie była to zbyt wymagająca przeszkoda, więc Brytyjczyk skupił się na nieco subtelniejszych niż zwykle pomocach. Posłał pięciolatce pólparady, usiadł głębiej w siodle, zasugerował jej miejsce do wybicia i dodał łydkę. Po wybiciu oddał wodze na kontakcie i zdążył za jej ruchem. Podczas lądowania obciążył nieco lewą stronę a później odbili lekko w tamtą stronę, kierując się na stacjonatę 80 cm. Powtórzył podobne pomoce, w odpowiednim miejscu odsyłając Sensationet do skoku, oddał jej znowu wodze, przeszedł do półsiadu i zgrał się z nią w skoku. Ruszyli kolejno po prostej na okser 70x75 cm. Chociaż nie powinien sprawić im najmniejszych trudności przed nim Donney posłał Sensationet półparady, usiadł w siodle i zamknął ją w pomocach. Wziął ją bardziej na siebie, dociążając zad i starając się o lekkie przody, by w odpowiednim miejscu dodać jej łydkę do wybicia z siłą z zadu. Po wybiciu oddał jej stosowną ilość wodzy, uniósł się z siodła w półsiadzie i wyciągnął za nią nadgarstki, zgrywając się w skoku, co pozwoliło im oddać ładny,czysty skok. Podczas lądowania obciążył bardziej prawą stronę i pokierowali się nieco w tą stronę, wracając bardziej pod barierki parkuru, gdzie czekała ich stacjonata 75 cm. Z nią też nie mieli większych problemów. Zwolnił gniadą do kłusa, dając jej trochę luzu, podczas gdy stajenny podwyższał przeszkody o 5 cmi zapewne ku uldze zangersheide zlikwidował drągi. Nadal nie były to przeszkody, które powinny sprawić klaczy trudności. Dwudziestoośmiolatek wypchnął ją do galopu i skierował na tor od drugiej strony od stacjonaty, która teraz mierzyła 80 cm. Starał się o utrzymanie aktywnego, ale równego tempa, wykorzystując podobny szereg pomocy co wcześniej, dzięki czemu udało im się pokonać ponownie ten niezbyt trudny tor bez większych wpadek. Przeszedł z gniadą stopniowo do stępa, gdzie miała okazję trochę odpocząć. Stajenny zaś znowu zabrał się do pracy, układając nowy, bardziej wymagający tor przeszkód, Sensationet więc chyba nie miała co narzekać na nudne, powtarzające się przeszkody.
Nowy tor wygladał tak. Brain znowu stopniowo przeszedł z nią do galopu i nabrał wodze na lepszy kontakt, nadal zostawiając na nich jednak nieco luzu Skierował klacz niemal po prostej na stacjonatę 90 cm. Była to jedna z niższych przeszkód na tym parkurze. Brian pilnował optymalnego tempa Sensationet. Przed przeszkodą posłał jej półparady, usiadł głębiej w siodle i zamknął ją w pomocach, by w odpowiednim miejscu odesłać ją do skoku. Oddał jej wodze na kontakcie, przeszedł do półsiadu, zdażył za jej ruchem i zgrał się z nią w skoku, obciążając bardziej lewą stronę. Na okser 95x90 cm rus bez przesadyzyli po obszernym łuku na lewo Brunet pozwolił gniadej nieco przyspieszyć, ale bez przesady. Skręcili na drugą przeszkodę za siódemką i tu powtórzył się cały szereg pomocy łącznie z naprostowaniem na środek przeszkody, dociążeniem zadu i zadbaniem o lekkie przody, dzięki czemu mogli oddać wystarczająco wysoki i daleki skok. Na trójkę pokierował ją kawałek po prostej, by odpowiednio wcześniej nakierować ją prosto na środek przeszkody, która mierzyła sobie 95 cm. Tu również półparady, głębszy siad w siodle, zasugerowanie miejsca do wybicia, łydka, oddanie wodzy na kontakcie, przejście do półsiadu, zgranie w skoku i wyciągnięcie nadgarstków za ruchem zangersheide. Po pokonaniu tej przeszkody ruszyli kawałek po prostej, do ogrodzenia, gdzie odbili na szereg.

Anna Ross - 2017-04-20, 20:14

Unannounced Pleasure napisał/a:
[...]


Czego? Bo ja chyba nie do końca wiem. Ja nie jestem pewna czy Anna chce powielać geny Unannounced, to chyba zbyt ryzykowne. Ta na pewno wszyscy końscy znajomi wiedzą że jest synem championa, a jako wałacha na pewno by go bardziej szanowali :P Już chyba wspominałam że chyba go trzeba spotkać z Bremen, ona od razu dałaby mu lekcję kto na tym pastwisku ma prawo głosu. No wiesz generalnie nikt nie wie, co takiemu koniowi siedzi w głowie i co on sobie myśli. Pytanie czy ktoś w ogóle by chciał poznać te myśli? W to że on się świetnie do sportu nadawał, to chyba nikt wątpliwości to nie miał. A wierzby to nie płaczące są? Nie widziała potrzeby płakania nad ogierem, no chyba że o czymś nie wiem. Z tymi wrodzonymi lepszymi umiejętnościami, to bym się zdecydowanie kłóciła. Geny to jednak zdecydowanie nie wszystko, trzeba wiele pracy, samozaparcia i chęci by osiągnąć sukcesy na poziomie championów. Jakby to powiedzieć, chcąc czy nie chcąc był na nią skazany. Do skoków konkretnych to za chwilę, a jak na razie to odbyli do nich wstęp. Rycerz w wersji konia? To gdzie jego biały koń? Mimo że ogier nic nie odwalał, to kobieta była nadal dość czujna. Jednak pewnie ku jego zadowoleniu, nie szarpała się z nim ani też nie pilnowała go niczym wygłodniały od miesięcy pies - steku. Jednak mógł wyczuwać subtelne pomoce, które mimo wszystko towarzyszyły ich pracy. Dała mu owy luz, pilnując jedynie ruchu naprzód. Anna z każdą chwilą miała wrażenie, że z ogiera jeszcze będzie dobry koń. Może nigdy nie do rany przyłóż, ale z czasem wypracują więź i będą podbijać parkury i co im się tam zamarzy. Anna wysiedziała wystrzał z zadu, nie dając się sprowokować lub nie daj boże pozbyć z siodła. Pojechali wzdłuż krótkiej ściany, by wyjechać zakręt na lewo do drugiej przeszkody. Była to zwykła stacjonata, więc kobieta nie spodziewała się problemów na skalę światową. Nie miej naprostowała konia do przeszkody, by doprowadzić do miejsca wybicia i łydką odesłać do skoku. Ponownie idealnie w czasie zgrała się z jego ruchem w locie, dociążając w nim prawą stronę siodła. Pogalopowali na długą ścianę, gdzie wykręcili na prostą do oksera. Kobieta w razie co nieco skorygowała jego tempo, by wziąć go na siebie. Uaktywniła tym samym bardziej jego zad i otwarła go na przodach, doprowadzając ponownie do miejsca wybicia. Łydką znów odesłała go do skoku, by pokonać na czysto i wylądować znów na prawo. Pojechali wzdłuż krótkiej ściany na długą, gdzie zaraz zastosowała identyczne pomoce jak do poprzedniego oksera. Ponieważ czwórka również nim była, więc po dojechaniu do miejsca wybicia znów łydka i zgranie się z jego ruchem w locie.

Unannounced Pleasure - 2017-04-21, 19:20

Jego geny są najlepsze! Odwal się :p. A kto wie? Może to on jej dałby lekcje? Myślę, że poznać jego myśli to byś raczej nie chciała, bo by nie były przyjemne dla obecnego wokół świata. Co do genów to racja, potrzeba samozaparcia, ale te samozaparcie potrzebne jest głównie jeźdźcowi. Unn cieszył się byciem takim jakim jest, a po co mu jakieś przemęczanie się? A biały koń zaginął w akcji. Ot, zgubił się.
W luzie lekko przyśpieszał, nie na tyle jednak by budziło to obawy kobiety. Choć wydaje mi się, że obawy kobieta mogła mieć non stop. Cóż, koniec na obecną chwilę wystrzałów z zadu, bo mu się po prostu znudziło. Skupił się bardziej na robocie, też uważa, że mu się przyda. Na krótkiej ścianie zerknął po całym parkurze, następnie kierując się na lewo do stacjonaty. Uaktywnił zad skupiając się na przeszkodzie oraz zbierając lekko w sobie. Dodał do tego większe unoszenie przodów, dzięki czemu wybił się odpowiednio z przodów i poleciał nad przeszkodą lądując na prawą stronę. Na długiej ścianie nadal pracował zadem więc uaktywnianie kobiety było zbędne. Skierowali się na okser przed którym ogier zgrabnie i bez przemocy zareagował na pomoce kobiety, następnie wybijając się i lecąc. Baskill miał po ojcu, dlatego harmonia jego skoków była wręcz niebywale dobra jak na jego wiek. Jechali następnie wzdłuż krótkiej ściany, kierując się na dłuższą. Kolejny okser na ich drodze nie był problemem - ogier intuicyjnie wybił się do lotu, układając tułów w łuk i wydłużając szyję. Tylne nogi bardziej wybiły go w powietrze dzięki czemu bez problemów pokonał kolejną przeszkodę.

Sensationet - 2017-04-21, 23:27

Brian napisał/a:
[...]


Tor z drągów to jednak nadal drągi jakby nie patrzeć, no chyba że się coś zmieniło? Drągi to drągi bez znaczenia jak są ustawione. Powinien się przejmować bo od baranka do wysadzenia z siodła to tylko jeden krok, to jak z przyjaźnią między facetem a kobietą. No z pewnością baranki mu ciążyły, bo to nie było nic fajnego. Fajnie że w końcu jednak mieli przejść do skoków z prawdziwego zdarzenia, bo klacz mogłaby tu paść trupem z nudy do tego czasu. Tam nie będzie czasu ani miejsca na takie wygłupy, bo wtedy to już poważna rzecz. Po chwili odpoczynku skierowali się na ustawiony tor, który zaczynał się od drągów. Klacz na ich widok skuliła uszy, nie będąc zadowolona z takiego efektu i coraz bardziej rozważając wysadzenie faceta z siodła. Niechętnie dała się przeprowadzić przez drągi, by kolejno skierować się na kopertę. W między czasie klacz przeszła do galopu, minimalnie dosłownie na parę centów podrzucając radośnie zadem. Pewnie kolejne powtórki drągów mimo wszystko skończyłyby się mało ciekawie dla faceta, bo klacz naprawdę już szlak trafiał. Nie miej skierowali się jednak na tą 70cm kopertę, by dojechać do niej pewnie i bez większych przeszkód. Klacz odbiła się we wskazanym do tego miejscu, składając się i wyciągając w locie nad przeszkodą. Wylądowała na lewo, by zaraz skręcić w tamtą stronę na 80cm stacjonatę. Ponownie dość pewnie dojechała do miejsca wybicia, by wybić się w nim do skoku i zaprezentować nienaganny baskil nad przeszkodą. Kolejno skierowali się po prostej na okser 70x75cm, gdzie klacz nieco się na niego napaliła. Mimo wszystko właściciel powinien sobie z tym spokojnie poradzić, a więc przysiadła na zadzie i uniosła przody w dojeździe do przeszkody. Ponownie w wskazanym miejscu odbiła się do skoku, by przelecieć na czysto nad przeszkodą. Wylądowała na prawą stronę, by właśnie się tam skierować blisko barierek parkuru. Tam czekała na nich stacjonata 75cm. która nie sprawiła im większych problemów i pokonali ją w dobrym stylu. Wtedy zwolnili kolejno do kłusa, gdzie mieli chwilę luzu. Stajenny w między czasie podwyższał dla nich przeszkody, a jednocześnie zlikwidował drągi i to ją cieszyło. Ponownie przeszli do galopu i skierowali się na tor od drugiej strony czyli stacjonaty, która obecnie mierzyła 80cm. Utrzymywała mocne parkurowe tempo oraz pełne zaangażowanie w pracę, by pokonać ten tor od drugiej strony poprawnie i na czysto. Przeszkody miały tylko 5cm więcej, więc to nie sprawiało jej sporych problemów. Stopniowo przeszli do stępa, gdzie mogli nieco odpocząć. W tym czasie stajenny znowu układał im tor, który wyglądał obecnie dość ciekawie. Ponownie stopniowo przeszli do galopu, wracając do wyższego ustawienia. Skierowali się po prostej na stacjonatę 90cm, która była jedną z niższych tutaj przeszkód. Poruszała się nadal średnim, ale takim mocnym zarazem parkurowym tempem. Ponownie spokojnie dała się doprowadzić do przeszkody, by wyjść w odpowiednim miejscu do skoku. W locie wyciągnęła się i złożyła nad przeszkodą, by wylądować na lewo i na czysto. Pojechali kolejno na okser 95x90cm, wyjeżdżając do niego po dość obszernym łuku gdzie nieco na nim przyspieszyli. Skręcili za siódemką, by się znów przygotować do oddania skoku. Klacz mocniej osiadła na zadzie i otworzyła przody, by dojechać do oksera i odbić się w odpowiednim miejscu do skoku. Pokonali przeszkodą na czysto i skierowali się kawałek po prostej na trójkę, która mierzyła ponownie 95cm. Dojechała dość pewnie do miejsca wybicia, by odbić się do skoku w wyznaczonym miejscu i wykonać nad przeszkodą poprawny baskil. Lądowanie za przeszkodą i pojechanie kawałek po prostej wzdłuż ogrodzenia, gdzie zaraz odbili na szereg.

Brian - 2017-04-22, 11:18

Podczas najazdu na drągi pozwolił Sensationet trochę przyspieszyć Po naprostowaniu jej do przeszkody - oksera 90x95 cm posłał jej półparady, usiadł głębiej w siodle i zamknął ją w pomocach. Wziął ją bardziej na siebie, dociążając zad i zasugerował miejsce do wybicia dodając łydkę. Po wybiciu Brian oddał jej wodze na kontakcie, przeszedł do półsiadu,zgrał się z nią w soku i zdążył za jej ruchem. Jeszcze przy lądowaniu starał się ją przytrzymać, tak aby wyrobili się przed drugim członem - stacjonatą 90 cm. Wydawałoby się, że dotrą do przeszkody bez przeszkód i uda im się oddać kolejny ładny czysty skok. Jednak w dojeździe do 4b gniada potknęła się na nierówności, wybijając zapewne zarówno siebie jak i Brytyjczyka z równowagi. Starał się wrócić do ustawienia i wyrobić się do przeszkody. Co prawda wybili się na stacjonatę, jednak skok nie był zbyt udany, a gniada trąciła podczas niego drąg stacjonaty. Po lądowaniu pocieszył ją krótką pochwałą. Co prawda zaliczyli trącenie przeszkody, lecz można powiedzieć, że było to niezależne od nich i starali się wyratować skok na ile to było możliwe. Pogalopowali kawałek po prostej, by po łuku skręcić za dwójką na piątkę - okser 95x90 cm. Naprostował klacz na przeszkodę i powtórzył podobny szereg pomocy. Tym razem pokonali okser bez problemów, na czysto i w ładnym stylu. Po pokonaniu piątki brunet pozwolił zangersheide nieco przyspieszyć, bo znowu po dość obszernym łuku ruszyli na szóstkę - kolejny okser. Znowu naprostował ją do przeszkody, posłał półparady, usiadł głębiej w siodle, zamknął ją w pomocach i wziął bardziej na siebie, dociążając jej zad. Zasugerował miejsce do wybicia i dodał łydkę. Po wybiciu oddał jej stosowną ilość wodzy, uniósł się z siodła w półsiadzie i wyszedł za jej ruchem. Teraz ruszyli dłuższy kawałek po prostej przy ścianie, by we właściwym momencie skręcić w lewo i naprostować do siódemki, stacjonaty 90 cm. Z nią również nie mieli najmniejszych problemów. Następnie skierowali się na ósemkę, Donney utrzymując pięciolatkę w równym, aktywnym tempem. Naprostowali na ósemkę, stacjonatę 100 cm. Dwudziestoośmiolatek znów zamknął ją w pomocach i doprowadził do przeszkody, sugerując miejsce do wybicia i dodając łydkę. Znów oddał jej wodze przy szyi, przeszedł do półsiadu, pochylając się nieco do przodu, zgrał się z nią w skoku, wyciągając nadgarstki za jej ruchem. Wrócili pod ścianę, gdzie zwolnili stopniowo do stępa. Czekała ich chwila przerwy. W tym czasie stajenny ułożył ostatnią atrakcję tego treningu.
Kiedy tor był gotowy przeszli najpierw do kłusa, a na krótszej ścianie hali do galopu. Z tej krótkiej ściany odbili na pierwszą przeszkodę: stacjonatę 95 cm, która była najniższą przeszkodą na parkurze. Zastosował sprawdzony szereg pomocy, by doprowadzić Sensationet do stacjonaty i odesłać ją do skoku. Po lądowaniu ruszyli na wprost na dwójkę: doublebarre. Ponieważ najazd był dość długi wypuścił gniadą nieco w przód do przeszkody. Zbliżając się do dwójki uregulował jej tempo, zamknął w pomocach i wziął ją bardziej na siebie. Zasugerował miejsce do wybicia i dodał łydkę. Po wybiciu oddał jej wodze na kontakcie, uniósł się z siodła w półsiadzie i zdążył za jej ruchem, obciążył bardziej prawą stronę. ruszyli dalej po prostej, utrzymując obecne tempo, by zbliżając się do ściany odbić po łuku na trójkę: triplebarre. Po naprostowaniu do przeszkody mężczyzna zastosował podobny szereg pomocy, dostosowany do przeszkody i jej rozmiarów. Trojkę również pokonali na czysto i w niezłym stylu. Następnie po lekkim łuku ruszyli na szereg 4ab, składający się ze stacjonaty 100 cm cm i oksera 105x100 cm. Brian naprostował Sensationet na pierwszy człon szeregu, zamknął ją w pomocach i we właściwym miejscu odesłał do skoku. Oddal jej wodze przy szyi, przeszedł do pólsiadu, zgrał się z nią w skoku i wyszedł za jej ruchem. Jeszcze zanim wylądowali przytrzymał ją trochę, żeby zmieścili się do oksera. Tym razem dojechali do drugiego członu bez żadnych potknięć, nie było też ich w kolejnym na czysto oddanym skoku. Znów czekał ich najazd po obszernym łuku na piątkę: była to stacjonata z podmurówką o wysokości 110 cm. Brian naprostował gniadą do przeszkody, zamknął ją w pomocach i uregulował tempo, zasugerował miejsce do wybicia i dodał jej łydkę. Po wybiciu oddał jej wodze, obrał właściwą pozycję na grzbiecie klaczy i zgrał się z nią w skoku. Pochwalił ją krótko, gdy i piątkę udało im się pokonać na czysto, jednak nie był to koniec wrażeń i wyzwań. Skierował ją dalej po prostej na szóstkę. Była to zwykła stacjonata, która nie wyróżniałaby się niczym szczególnym, gdyby nie to, że mierzyła 115 cm. Zadziałała podobnymi pomocami, co pozwoliło im również na czysto pokonać i tą przeszkodę. Znów po lekkim łuku, utrzymując obecne tempo ruszyli na szereg 7ab. Naprostował klacz do przeszkody, zamknął ją w pomocach i wziął ją bardziej na siebie, by zasugerować miejsce do wybicia i odesłać ją do skoku na okser 110x105 cm. Zaraz też przytrzymał ją by zmieścili się przed drugim członem, którym była stacjonata 105 cm. Bez większych trudności pokonali i drugi człon, zaliczając cały szereg na czysto, co niezmiernie cieszyło Briana. Ruszyli kawałek po prostej, wiec pozwolił zangersheide nieco przyspieszyć, po czym skręcili i po łuku ruszyli na ósemkę. Była to przeszkoda w postaci bramki. Brytyjczyk doprowadził ją do przeszkody, zamknął w pomocach i odesłał do skoku. Ósemkę również pokonali na czysto, by ruszyć w stronę ściany, gdzie czekała najwyższa przeszkoda na parkurze - stacjonata 120 cm. Brunet naprostował Sensationet przed nią, starając się o jak najdokładniejsze pomoce. Zamknął ją w pomocach, starając się obrać najdogodniejsze miejsce do wybicia, by dodać łydkę i odesłać gniadą do przeszkody. Niestety podczas skoku znów zaliczyli trącenie przeszkody i to solidne, jednak to był wynik jego błędu w miejscu do wybicia, które źle oszacował. Brian mógłby pokutnie bić się w pierś, ale miał inne rzeczy do roboty. Poza tym to był trening i nie ich ostatni - będzie jeszcze wiele okazji by dopracować błędy. Mimo solidnego trącenia drąg rozchybotał się ale został na swoim miejscu. Donney poprowadził zangershide do ostatniej przeszkody - triplebarra, którego udało im się pokonać na czysto. Następnie zajął się rozstępowywaniem Sensationet pod ścianą we wszystkich chodach, podczas gdy stajenny porządkował przeszkody. Brian nie zaniedbał pochwalenia zangersheide za prace i gdy porządnie się rozstępowali odprowadził ją do stajni.

zt

Anna Ross - 2017-04-22, 22:54

Unannounced Pleasure napisał/a:
[...]


Jeszcze dwa konie oprócz niego mają niemal że identyczne. Ja nie byłabym tego taka pewna :P Też sądzę że nie chciałaby wcale poznawać jego myśli. Jej nie interesował zbytnio otaczający ją świat, a tu i teraz. Ja tam nie wiem, bo koń który nie ma pewnych cech i nie chce się rozwijać to koń nie potrzebny. Ona szukała konia z ambicjami, a nie księcia urwanego z choinki. No życie że nie lubił się przemęczać, a ona lubiła pracować i nie zamierzała przestać bo on tak chciał. No nie tędy droga mój paniczu, co do białego konia - biedak. Jak szedł nie tak jak miał, to był korygowany po prostu. Anna nie zamierzała dać sobie wchodzić na głowę od samego początku, bo ją wkurwi do reszty do pokaże mu raz i aż o jeden raz za dużo co o tym i nim myśli. Tylko wtedy serio obawiam się, że wyjdzie mu to na złe i będzie żałował tego do końca swoich marnych dni ;P Widziała kilka razy Unexa w pracy, ale trudno było jej określić siedząc na grzbiecie Unna jak bardzo podobnie skacze do swojego ojca. Mimo genów na pewno nie wychodziło im wszystko zajefajnie idealnie, bo to no prawie nie realne. Lądowanie na prawo i pojechanie kawałek po prostej, by skręcić w prawo na stacjonatę numer pięć. Zamknęła go znów w pomocach, by doprowadzić do miejsca wybicia i odesłać go do skoku nad przeszkodą. Przeszła wtedy do półsiadu i oddała mu wodzę nad przeszkodą, by zasugerować lądowanie na lewo. Wyjechali dość ciasny zakręt w wspomnianą stronę, by wyjechać na prostą do kolejnej stacjonaty. Mogło im się nie udać skoczenie po prostej, ale nawet po skosie lepszy skok niż jakby w ogóle go nie było. Po lądowaniu na prawo pojechali kawałek po prostej, by skręcić w wspomnianą stronę na okser numer siedem. Po naprostowaniu go do przeszkody znów w zamknęła go w pomocach, by unieść na przodach i dociążyć przy tym zad. Po doprowadzeniu go do miejsca wybicia łydką odesłała go ponownie do skoku, by się zgrać z jego ruchem w locie. Lądowanie na lewo i wyjechanie ostatniego zakrętu do ostatniej przeszkody. Znowu naprostowała go do przeszkody, by odesłać we właściwym miejscu do skoku i przeskoczyć ostatnią z przeszkód. Wtedy zwolniła go stopniowo do kłusa i stępa, by pochwalić klepaniem po szyi. Porządnie go rozstępowała i wrócili do stajni.

z.t

Unannounced Pleasure - 2017-04-23, 12:20

Nie musiał być korygowany, naprawdę trochę ogarnął dupę. Trochę... a na niego to nawet bardzo. Cóż, skończmy to :p Naprawdę już miał dość jej korekcji, więc ogarnął się aby dotrwać końca treningu. To prawda, Unexa i on nie znał, lecz Ci co lepiej ojczulka znali, mogli bez obiekcji stwierdzić, że jest do niego bardzo podobny.
Wylądowali na lewo, skąd pojechali trochę na wprost aż pod piętkę. Wybił się do niej silnie i umiejętnie, dzięki czemu bez większych problemów pokonali a lądowanie wykonał oczywiście na lewo. Ryzykowny zakręt nawet mu wyszedł, więc bez większych problemów pokonali też kolejną przeszkodę. Unosił ładnie przody przed nią, zad uspokoił jak było wskazane a do skoku udał się odpowiednio. Znów wylądował na lewo. Kolejna przeszkoda także miała odpowiedni baskill i wybicie. Nie było już mowy o fuszerce. Na pochwalenie prychnął zadowolony i spokojne stępował po hali ciesząc się z odpoczynku. Nie był przecież diabłem, a jego chrześniakiem :P.
/z.t
(krótkie ale Orange dało chwilowo internet :p)

Oliver Pelerieux - 2017-04-29, 09:43

Przyprowadziłem Charmeur na halę, gdzie zgodnie z tym, co zostało już powiedziane w poprzednim poście, czekał na nas rozstawiony mały czworobok. Zanim dosiadłem klaczy, naturalnie sprawdziłem popręg i opuściłem strzemiona. Dopiero wtedy ulokowałem się na jej grzbiecie z pomocą schodków i chwilę później poprosiłem westfalkę o ruszenie do przodu. Skierowałem ją między rozsunięte szranki, by od początku jeździć w granicach czworoboku (tym bardziej, że na hali byliśmy sami) i tam nie wymagałem niczego poza żwawym maszerowaniem przed siebie. Prowadząc klacz w samych łydkach starałem się złapać z nią wspólny rytm, miękko podążając biodrami za jej ruchem i nie blokując ręką, która także poruszała się elastycznie tył-przód za ruchem końskiego pyska. Po paru minutach takiego stępa, oczywiście przeprowadzonego w obu kierunkach, zacząłem stopniowo nabierać wodze, jednocześnie aktywizując zad Charmeur łydkami. Ustawiłem ją na zewnętrznej wodzy i wymagając nieco większego zaangażowania zadu, wplotłem w jazdę pojedyncze koła i wolty, podczas których zachęcałem Charmeur do lekkiego zaokrąglenia się, jednocześnie chroniąc ją przed nadmiernym zgięciem lub wypadaniem z okręgu. Po takiej krótkiej gimnastyce wysłałem ją do kłusa; jako że był to pierwszy kłus, zacząłem od anglezowania, wciąż jednak wymagając od kasztanki energicznego ruchu naprzód, powstającego za sprawą aktywnego, pchającego się zadu. Tak jak w stępie, pilnowałem właściwego przepływu energii i jednocześnie wyginałem Charmeur na rozmaitych woltach i kołach, często zmieniając też kierunek ruchu, przy czym nie zapominałem o zmianie nogi, na którą anglezowałem.
Charmeur - 2017-04-29, 13:51

Wchodząc na halę powitała wszystkich cichym, lecz melodyjnym rżeniem, stawiając na sztorc dwa rude radary. Postawiona przy schodkach grzecznie stała, nie kombinując ani nie wiercąc się w miejscu. Delikatnie przeżuwając wędzidło, czekała aż jeździec zajmie swoje miejsce na jej grzbiecie i poprosi o sygnał do ruszenia.
Idąc stępem niosła spokojnie głowę na rozciągniętej w dół szyi, z uwagą obserwując stojący czworobok przyjrzała mu się najpierw, dzięki czemu białe szranki nie zrobił na niej piorunującego wrażenia. Przygląda się im zaciekawiona, ale daleka była od uciekania czy paniki. Poproszona o nieco bardziej aktywny ruch do przodu, zaczęła wyraźniej pracować zadem, jednocześnie bez najmniejszego problemu przyjmując oferowany przez Olivera kontakt. Bawiąc się wędzidłem w pysku szukała odpowiedniego oparcia, pozostając jednak elastyczna i miękka na kontakcie. Zaokrąglona szyja i optycznie skracająca się sylwetka świadczyły o rosnącym rozluźnieniu klaczy, która zamknięta w pomocach stawała się, co raz bardziej kompaktowa w kłodzie i czuła na stosowane pomoce. Podczas kreślenia rozmaitych kół, wolt oraz wszelakich zgięć, ruda swobodnie pozwalała na decydowanie o kształcie swojej sylwetki, chętnie ustępując od nacisku wewnętrznej łydki i opierając się na tej zewnętrznej.
Początkowe rozluźnienie pozwoliło na otrzymanie regularnego i przyjemnego kłusa, w którym klacz poruszała się lekko i swobodnie nie tracąc przy tym zaangażowania do ruchu naprzód. Wygięcia w kłusie również nie były problemem, sześciolatka świetnie sobie radziła nie tracąc równowagi ani dynamicznego tempa, co było oczywiście zasługą doskonale stosowanych pomocy i prawidłowego prowadzenia wierzchowca.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group