To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Miasto - Pub "Na strychu"

Anonymous - 2014-06-15, 19:53

Najpierw poczuła uderzenie, potem dopiero lekki ból, w końcu nieprzyjemne szumy w głowie. Przez chwile była zdezorientowana, jednak lekko pulsujący ból szybko przywrócił ją do rzeczywistości. Chwile wpatrywała się w swoje nogi modląc się o nagłe otrzymanie umiejętności teleportacji lub chociaż niewidzialności. Miała nadzieję, ze wśród całego zgiełki ludzi nikt nie zauważył jej upadku. Lecz nagle uświadomiła sobie, że w pubie zrobiło się cichszej, nagle przed oczami zobaczyła wyciągniętą w jej kierunku rękę. Wpatrywała się w nią nieświadomie, dłoń była ewidentnie męska, a przy tym bardzo zadbana. Rzadko się trafia, że mężczyźni mają tak zadbane paznokcie, a przy tym ich dłonie zachowują męskie rysy.
- Nic Ci nie jest?- usłyszała i podniosła lekko głowę. Oczy Lyn natychmiast spotkały się z wzrokiem nieznajomego. Nie mogła oderwać spojrzenia od jego szarych jak popiół tęczówek. Spojrzenie to wywołało gwałtowne fale gorąca rozchodzące się po ciele i lekkie pieczenie na policzkach. Szarooki był bardzo przystojnym mężczyzną, z którymi Lyn nie miała wielkiego doświadczenia. Nie umiała z nimi rozmawiać, bo przecież co tak mało przebojowa osoba mogłaby powiedzieć. Ponad to uczęszczała do Żeńskiej Szkoły Katolickie gdzie mężczyzn ewentualnie mogła zobaczyć w telewizji i Internecie, o ile miała do niego dostęp. Oczywiście jej koleżanki ze szkoły z przyjemnością chwaliły się swoimi wakacyjnymi przebojami, jedna ona ten wolny okres także spędzała w internacie. W późniejszym okresie w Paryżu była zbyt nieśmiała by poznać kogokolwiek. Teraz myślała jaka jest żałosna w swojej egzystencji. Przecież tylko się pyta czy coś się stało, no dalej Lyn! Umiesz mówić ! Pomyślała podając nieznajomemu rękę. W momencie dotknięcia jego skóry przez jej ciało przeszły gwałtowne dreszcze, a jej policzki stały się jeszcze bardziej czerwone. Po chwili mężczyzna lekko ją pociągnął pomagając wstać.
- Nie, nic się nie stało.- powiedziała cicho w kierunku mężczyzny. Laurelyn Emilly Resco masz się natychmiast opanować! powiedziała do siebie w myślach.
- Dziękuję bardzo za pomoc- dodała śmielej i z lekkim uśmiechem spojrzała nieznajomemu w oczy. Chciała jeszcze zostać, poznać go bliżej lecz wiedziała, że przyszedł tutaj z partnerką i nie chciała im przeszkadzać. Otrzepała kolana z niewidzialnego kurzu, kiwnęła głową w kierunku blondynki i odwróciwszy się na pięcie pewnym krokiem i podniesioną głowa ruszyła w kierunku drzwi. Nagły przypływ odwagi zadziwił samą Lyn, wracając starała się patrzeć w oczy gościom lokalu, dla których stała się rozrywką lub obiektem śmiechu.

Ethan Keane - 2014-06-16, 23:29

Wysłuchał uważnie tego, co przekazała mu Sara i przytaknął głową na jej słowa, kończąc przy okazji swoje piwo. Miasto pełne koniarzy wydawało się dobrym targetem dla osoby, która właśnie wchodziła w koński świat i była nim do reszty zafascynowana. Obawy blondynki były jednak obawami, które zrodziły się także w głowie pana Keane’a. Nie wyobrażał sobie bowiem przesiadywania całymi dniami w stajni i nie wynurzania się na miasto, choćby raz w tygodniu. Mimo tego, że konie były jego pasją, starał się także nie odcinać od ludzi, którzy byli ważną częścią jego prywatnego życia. A jak lepiej możesz ich poznać jeśli nie przy piwie czy alkoholu wypełnionym większą ilością procentów? Dopiero wtedy tak naprawdę ktoś się łatwiej otwiera. To dawało do myślenia, czy faktycznie tu zostać, ale przecież zdanie nowo poznanej osoby nie mogło wywrzeć pochopnej decyzji na kimś, kto jeszcze przed chwilą zdecydowany był tu zostać na dłuższy okres czasu.
- W takim razie trzeba ich trochę rozkręcić – ponownie puścił oczko do dziewczyny i zamówił sobie drugi bursztynowy napój. I właśnie wtedy zdarzył się ów nieszczęsny wypadek.
Pomógł dziewczynie wstać, przy okazji dokładnie się jej przyglądając. Jego brew uniosła się lekko ku górze, a mężczyzna przez, może trochę zbyt długą, chwilę wpatrywał się w jej twarz. Jej policzki wprost płonęły, ale rudowłosa wydawała się być bardziej speszona obecnością mężczyzny aniżeli zawstydzona upadkiem. Widział jej uciekające w bok oczy i gęsią skórkę na ręce, gdy pomagał jej wstać. To właściwie było trochę dziwne, ale poniekąd, w jakiś pokrętny dla niego sposób, schlebiało mu. Przecież niecodziennie możesz wywołać u kogoś takie emocje i to zwykłą pomocą przy wstawaniu.
- Polecam się na przyszłość – odpowiedział, serwując jej swój uśmiech numer pięć. Odprowadził ją wzrokiem, kiedy postanowiła opuścić ich towarzystwo i choć tak naprawdę jedynie pomógł jej wstać, widok nieporadnej kobietki na dłuższą chwilę zapadł w jego pamięci. Dopiero barman, z hukiem stawiający piwo na blacie baru, przywrócił go do zmysłów, a ten powrócił wzrokiem na swoją blond rozmówczynię. Dopiero teraz zauważył, że była chyba trochę przygnębiona. Nie chciał wnikać – pewnie i tak by mu nie powiedziała, ale mógł sprawić, że jej wieczór będzie trochę weselszy i zapomni o kłopotach. Sam chętnie by się zabawił, gdyż tydzień spędzony z synem całkowicie mu to uniemożliwił.
- Może masz ochotę zabawić się przy jednym numerku? – numer? Bo przecież tak potocznie mówi się na piosenki, prawda? A że zabrzmiało dwuznacznie.. – oczywiście chodzi mi o taniec. Jestem w tym naprawdę dobry, ale potrzebuję partnerki – obdarzył ją łobuzerskim uśmiechem i chwycił w dłoń drugie piwo, którym zaraz uraczył swoje gardło.

Sara - 2014-06-17, 16:39

//Od razu uprzedzam, że post najlepszy nie jest, a to wszystko przez brak weny, ale nie chciałam blokować długo fabuły więc odpisałam, tak jak odpisałam. :<

Od dłuższego czasu nie zmieniała pozycji wpatrując się pusto w rudowłosą. Opierając się o blat baru upiła jedynie zupełnie nieświadomie spory łyk piwa opróżniając ostatecznie swój kufel, chyba już ostatni w tym dniu, tego wieczora, gdyż w głowie zaczynało jej nieprzyjemnie szumieć. Tak to jest, kiedy góruje stres i zmęczenie, a pusty brzuch zalewa się jedynie alkoholem. Poza tym nie chciała znów czegoś narobić, tak jak ostatnim razem, kiedy to po raz kolejny rozwaliła szklankę. Jeśli dalej tak pójdzie zostanie bez zastawy, a śmiała wątpić, że jej współlokatorka dłużej będzie znosić tego typu wybryki. Dobrze, że mieszkała z wykwalifikowaną panią weterynarz, bo pewnie jej blizna na dłoni wyglądałaby zupełnie inaczej. Dużo gorzej i nieprzyjemniej. Marszcząc minimalnie brwi zaczęła się zastanawiać o czym myśli dziewczyna wpatrująca się przez dłuższy czas w Ethana. Może i znała go zaledwie kilka godzin i nie wiedziała o nim praktycznie nic, ale w środku poczuła nieprzyjemne ciepło. Czyżby poczucie zazdrości? Całkiem prawdopodobne, a zważywszy na to, że alkohol w krwiobiegu blondynki zaczął działać to uczucie było z pewnością mocniejsze. W końcu każdy po spożyciu alkoholu zachowuje się inaczej, a ona w zupełności inaczej. Jest niemal nie do zniesienia, niezdecydowana i niemiła dla otoczenia. Odprowadziwszy Laurelyn wzrokiem, spojrzała ponownie na nie zwiększająca się już liczbę osób w głębi lokalu. Wydawać by się mogło, że rozbawione "stado" jakoś dziwnie ucichło, nieliczni tylko wyrażali głośno swoje niepochlebne opinie o sobie nawzajem. Powróciła wzrokiem do chłopaka dopiero po jego pytaniu. Zmierzyła go niby jak gdyby nigdy nic, lecz wyraz jej twarzy nie był z pewnością w stu procentach zadowolony. W tej chwili nawet nie pomyślała o dwuznaczności propozycji. Nim zdążyła odpowiedzieć blondyn dorzucił kolejny zlepek słów. -Ale ja jestem zła...- odpowiedziała wzruszając minimalnie ramionami. -...i wątpię, że się nadam.- dorzuciła. Spojrzała na opróżniony do reszty kufel, wzdychając przewróciła oczyma. -Chyba, że mnie przekonasz.- przeniosła wzrok znów na chłopaka uśmiechając się doń podstępnie.

Anonymous - 2014-06-17, 20:09

Szła w kierunku drzwi, które wydawały się jakby oddalać. Po lewej stronie usłyszała głośny śmiech, ktoś rzucił w jej stroję parę złośliwych uwag ale ich nie zrozumiała. Już miała dotknąć klamki gdy stanęła przed nią młoda ciemnowłosa kelnerka.
- Nic Ci się nie stało?- zapytała wyglądając na faktycznie zmartwioną.
- Wszystko w porządku- odpowiedziała Lyn. Dziwiła się, że wzbudziła takie zainteresowanie, może w tym miasteczku nie ma zbyt wiele atrakcji. Po chwili ktoś z głębi pubu zawołał kelnerkę, która tylko uśmiechnęła się promiennie do dziewczyny i poszła obsłużyć klientów. Lyn śledziła ją wzrokiem, po chwili ciemnowłosa stanęła, odwróciła się i powiedziała na odchodne:
- Witamy w Eeatbourne !- Tak łatwo się domyślić, że nie pochodzę stąd? Pomyślała Lyn i pchnęła wiekowe drzwi. Na schodach było dość ciemno, dlatego starała iść dość wolno, chociaż jej nogi dziwnym trafem rwały do przodu, przez co prawie 2 razy nie spadła. Wyszła z klatki w czarną noc, poczuła podmuch zimnego wiatru i okryła się szczelniej brązową kurtką.

Ethan Keane - 2014-06-18, 14:37

Przez chwilę uważnie przyglądał się blondynce, a przy tym uśmiech nie schodził z jego ust. Pokręcił głową na jej słowa. Czy każda kobieta miała tak niskie mniemanie o sobie i wstydziła się zaprezentować na parkiecie swoje walory? Pamiętał jak poznał matkę swojego dziecka. W zasadzie było to dość podobne spotkanie do tego z Sarą. Siedzieli w pubie, chwilę porozmawiali, potańczyli. Ale też musiał ją zachęcać i też nie chciała od razu poddać się jego urokowi, nie wierząc chyba w umiejętności taneczne Ethana. Czy jego urok nadal działa i czy uda mu się namówić dziewczynę do tańca?
Wypił swoje piwo do końca, niemalże jednym duszkiem. Podniósł szanowny tyłek z hokera i wystawiwszy do dziewczyny rękę, drugą ułożył wierzchnią stroną na plecach, kłaniając jej się jak za dawnych czasów. Gdy już się wyprostował spojrzał w jej oczy swym błagalnym, wprost, wzrokiem.
- Czy mogę Panią prosić? – spytał, wystosowując w jej stronę uśmiech numer pięć. Prawdę mówiąc nie miał pojęcia jak może ją przekonać żeby z nim zatańczyła. Kupić jej drinka? Cóż, to przekupstwo. Zapewnić, że będzie się świetnie bawić? A co jeśli nie lubiła tańczyć? Pozostało mu tylko zgrywanie gentlemana i liczenie na to, że po prostu przytaknie i wyjdzie wraz z nim na parkiet. W czasach, gdy jeszcze takie zachowania były na porządku dziennym, takie zagrywki wobec Pań miały się całkiem nieźle, a te ulegały mężczyznom bez większego zawahania. Problem w tym, że kiedyś wszystko zdawało się o wiele prostsze niż teraz, a kobiety miały zupełnie inne wartości.
W pubie jakby nagle się przeludniło, zupełnie jakby w mieście panowała jakaś godzina policyjna dla nieletnich obywateli. Nadal był tłum, ale teraz przynajmniej czasem widać było przerwy między ludzkimi ciałami ściśniętymi na parkiecie. To dobra pora na taniec! Przynajmniej przy koślawych ruchach można zrzucić na to, że zwyczajnie ktoś Cię popchnął. Choć.. czy to nie byłaby kolejna taka sytuacja tego wieczoru?
Wyczekując na odpowiedź dziewczyny przesunął językiem po swoich wargach, przez większość czasu nie spuszczając wzroku z jej ładnej buzi.

Sara - 2014-06-18, 15:41

Gdy na twarzy chłopaka cały czas błyszczał uśmiech, na jej malował się delikatny grymas. To nie niskie mniemanie, ani wstyd, a po prostu brak talentu do tańca i ogromna niechęć do tej czynności. Ona również miała pewien sentyment, lecz nie do jakiegoś zwykłego tam pubu, konkretnie do tego. Z resztą, one wszystkie są do siebie podobne, przynajmniej w jej mniemaniu. Co do umiejętności Ethana nie miała najmniejszych wątpliwości, powątpiewała natomiast w swoje. Urok może i działa, gdyby nie on pewnie nie czułaby tego palącego uczucia w środku, gdy rudowłosa wpatrywała się w niego.
Ułożywszy rękę na chłodnym blacie wybiła kilkakrotnie określony rytm wymyślony na poczekaniu. Na twarzy blondynki w pewnym momencie wykwitł uśmiech, którego nawet nie próbowała pohamować. Nieczęsto zdarza się spotkać takiego mężczyznę, nie w dzisiejszych czasach. Może powinna zrobić wyjątek, ten jeden, jedyny raz? Przewróciła oczyma, jednak bez słowa sprzeciwu zsunęła się niepewnie z krzesła od razu owijając swoje smukłe palce wokół dłoni mężczyzny. Normalnie pewnie sytuacja ta nie miałaby miejsca, jednak nikt nie pofatygował się by wytrzeć podłogę, również mokrą od rozlanego piwa i niemal nie upadła na ziemię, tym razem ona. Tak czy siak, nie dała po sobie poznać znacznego niezadowolenia, starając się ignorować fakt, że podłoga jest mokra i lepiąca. Teraz kobiety są zupełnie inne, z resztą mężczyźni również, nie da się ukryć. Prawdziwi gentlemani zaczynają ginąć, a kobiety nie tak łatwo ulegają mężczyźnie.
Spojrzała przelotnie na znacznie spokojniejszy tłum, który rzeczywiście nieco się przerzedził, a pomiędzy człowiekiem, a człowiekiem zrobiło się więcej miejsca. W przypadku Sary to będzie jedna z najlepszych wymówek. Na szczęście nieczęsto zakłada kilkunastu centymetrowe szpilki, więc stopy Ethana powinny zostać w nienaruszonym stanie. Zwróciwszy się ponownie do swego towarzysza uśmiechnęła się niepewnie nie wiedząc czego może się spodziewać podczas tego tańca, o ile będzie można zaliczyć "to" do tańca.

Ethan Keane - 2014-06-20, 10:35

A czemu niby miałoby się nie zaliczać „tego” do tańca? Ethan miał zamiar wyszaleć się na parkiecie i miał nadzieję, że jego nowa koleżanka da się porwać muzyce i będzie mu dzielnie towarzyszyła. Kiedy Sara złapała go za dłoń podtrzymał ją, jakby czując wahanie jej ciała spowodowane śliską podłogą. W efekcie kobieta nie przewróciła się, a Irlandczyk obdarzył ją łagodnym uśmiechem. Kiedy upewnił się, że już nic jej nie grozi, razem ruszyli w stronę parkietu, a kiedy znaleźli odrobinę miejsca, blondynopodobny chłopak uniósł rękę ku górze, chcąc spowodować obrót partnerki wokół jej własnej osi. Muzyka była szybka, energiczna, wymagająca zaangażowania w taniec całego ciała zamiast jedynie uginania nóg w kolanach czy lekkiego „machania” rękoma. Ethan naprawdę dobrze czuł się na parkiecie. Widać było, że dobrze rozumie muzykę i nie ma oporów przed pokazywaniem swoich umiejętności przed zebranym tłumem. Jego twarz cały czas świadczyła o zadowoleniu mężczyzny, a jego wzrok nie odrywał się od partnerki ani na chwilę.
Nie krępował się jakoś specjalnie aby panować nad swoimi rękoma. W efekcie te cały czas łapały Sarę za dłonie i układały się na biodrach kobiety, kiedy ten stawał za nią. Nie było to jednak w jakikolwiek sposób natarczywe ani nie powodowało żadnych podtekstów erotycznych.
Swoją drogą jakie palące uczucie? Czy ja o czymś nie wiem?

//Wybacz za przerwę, ale praca mnie przygniotła. I że tak krótko, bo wena też gdzieś uciekła

Randolph Varmus - 2014-06-23, 09:53

Randolph szedł żwawym, acz nie za szybkim krokiem, utrzymując tempo Sergeia. Nie chciał go przegonić, sprawiając wrażenie jakby od tego wieczoru i zatęchłego baru, zależało jego życie. W pewnym sensie, nie mijało się to mocno z prawdą, ale Varmus przyjmujac maskę słodkiego zobojętnienia nie dawał po sobie nic a nic poznać. Jak wiadomo, nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.
-Po jutrze, góra za trzy dni Serg, wypadałoby nam wylecieć. - mężczyzna odezwał się spokojnym, lekko schrypłym głosem, bursztynowe oczy zwracając na profil Rosjanina. Przez krótką chwile przyglądał mu się bacznie, jakby z wyrazu tej kaukaskiej twarzy, chciał wyczytać czy, aby pomysł jaki wysunął, przypadł mu do gustu, czy ma zamiar odbębnić spotkanie z randolphową rodzicielką, wrzucając je pod kategorię ,,nieprzyjemne obowiązki".
Ran przez całą drogę mizdrzył dłonie w kieszeniach bluzy. Zachowawczo i w sposób zdystansowany komunikując się z partnerem. Kanadyjczyk wiedział, czy raczej przeczuwał, że i tak chodzą po mieści o nich gorące plotki; po co jednak podsuwać głodnym sępom kolejne pikantne kąski? Nie miał zamiaru robić ani z siebie, ani z Cherniena pożywki dla energetycznych wampirów.
Varmus przemieszczał się dosyć cicho, wtapiał się poniekąd w ciemną, nocną zawiesinę. Postawa komunisty, jak i jego wygląd, sam chód i specyfika ruchu nie pozwalała mu na rozsądne myślenie. Dlaczego Varmusie tak bardzo ten mężczyzna odmienił Twoje życie? Co Ci takiego dał, że nie potrafisz się od niego oderwać?
Po ominięciu grupki pijanych małolatów, wyrostków na oko o 14-15 lat młodszych od trzydziestolatka, na horyzoncie zamajaczył mdły szyld baru. Tutaj się spotkali po latach, więc i niech tutaj spiją się już jako kochankowie. Nieco mocniej tuląc brodę ku piersi, przemknął po schodach, niczym szczur na kopalni, chcąc dostać się na samą górę w obawie o swoje życie. U progu przystanął, wymienił z szatynem szeroki uśmiech puszczając do niego filuternie oczko. Luźniejszym już nieco krokiem, podszedł do laty, zamówił dwa ciemne piwa. Kiwnął na Rusa, wybierając stolik nieopodal kilku stołów do bilarda, na prawo od monstrualnej maszyny do darta.

Sergei - 2014-06-26, 21:07

Cóż, Serg jak to Serg utrzymywał równe tempo, dość szybkie i pewne. Plecy miał maksymalnie wyprostowane, choć nie sztywne, głowę miał podniesioną do góry, nie chował jej za ramionami. W połączeniu z wojskowymi spodniami moro, czarnym podkoszulkiem i wysokimi glanami oraz dzięki temu specyficznemu wygięciu warg i błysku w oczach sprawiał wrażenie osoby, która może wywołać kłopoty. Chociaż w gruncie rzeczy Rus naprawdę starał się nie zawiązywać z nikim konfliktów, tak język miał dość cięty, a zachowanie impulsywne, przez co dość często wpakowywał się w niekoniecznie miłe sytuacje. Cóż, po prostu tak bywa.
- Wiem - odezwał się po chwili milczenia, łypiąc na Randolpha ciężkim do odgadnięcia wzrokiem - osobiście wolałbym za trzy dni. Parę spraw związanych z giełdą mam do załatwienia.
Skrzywił się subtelnie, wiedząc, że nieco to ostatnio zaniedbał. Jednak bycie pośrednikiem sprzedaży dawało pewne zalety, chociaż miało być wady. Cóż, swego czasu był maklerem wolnym, ale odkąd zakupił własne wierzchowce zrezygnował z tego na rzecz zostania właśnie owym pośrednikiem. Tak, wbrew wszystkiemu Serg był inteligenty i obrotny. Fakt, niekoniecznie był m ą d r y, ale przynajmniej inteligentny. A jak to się mówi, inteligencja od mądrości różni się tym, iż człowiek inteligentny wyjdzie z tej sytuacji, do której mądry by nie dopuścił. Tyle.
Nie przyglądał się zbyt dobrze grupom, które mijali, całkowicie skupiony na drodze przed sobą oraz na partnerze. Po schodach wiodących do klubu wchodził dość leniwie, pozwalając się wyprzedzić. Skinął w kierunku ochroniarza głową, łypiąc na niego dość uważnie, po czym posyłając mu krótki uśmiech. Znali się. Dość dobrze, ponieważ Serg bywał tu nieraz i póki co miał reputację osoby, która jest tak długa spokojna, jak długo nie próbuję się go z tego spokoju wytrącić. Na koncie miał jedną "prawie bójkę" i raz przerwał jakąś kłótnię... od tamtego czasu zdarzało mu się wyłazić z ochroniarzem na piwo, na mecze, jakieś drobne imprezy. Jeszcze nie wie, że dzisiaj mu się to przyda :lol2: Klepnął partnera w plecy, po czym chuchnął mu ciepłym powietrzem we włosy, rozciągając usta w szerokim uśmiechu. Do tego też ludzie powinni być przyzwyczajeni, bo był... bezpośredni i nie znał pojęcia strefy prywatnej. Wobec nikogo. Nawet nieznajomych.
Wracając jednak do obecnej sytuacji Rosjanin ruszył żwawym krokiem w kierunku wskazanego przez Kanadyjczyka stolika, po drodze wymieniając uśmiechy z jakąś brunetką. Usiadł i przekrzywił głowę, wpatrując się w obecne osoby.

Randolph Varmus - 2014-06-26, 23:43

Ran pracą przejmować się nie musiał - stajnia pochłonęła całe jego życie i to ona była źródełkiem jego dochodów. Fakt, musiał łapać niekiedy dodatkowe dorywcze prace, ale po śmierci ojca zyskał szansę uregulowania kilku długów. Pieniądze jakie pozyskał Varmus z odszkodowania i ubezpieczenia rozwiązały szereg kłopotów, które od dłuższego czasu go dręczyły. Mógł pozwolić sobie na mały luksus, nic wielkiego, wypad raz na miesiąc gdzieś dalej, jakieś kino, teatr, nowy, lepszy zegarek raz do roku czy utrzymanie dwóch wierzchowców i od dzisiaj psa. Nie zaliczał się do nowobogackich - plasował się na pozycji średnio zamożnego robola. Nie przeszkadzało mu to jednak znacząco - przyzwyczaił się do skromnego trybu życia, pozwalając, aby kilka ascetycznych zasad wdarło się w to monotonne egzystowanie.
Jeżeli chodzi o Randolpha; otwarty był tylko i wyłącznie na stole chirurgicznym. Nienawidził zwierzania się. Bardzo często starał się odnaleźć w pamięci sytuację, w których mimowolnie coś napomknął Sergeiowi o swojej rodzinie, czy o tym, ,,co robił jak go nie było". Szło mu to bardzo ciężko - mogłoby się wydawać, że pozostaje zagadką sam dla siebie, że sam zaczyna powoli zapominać o wszystkim co go kiedyś spotkało.
Wysoki, wąski kufel postawił przed mężczyzną, zasiadając naprzeciwko niego. Dopiero teraz ponownie się odezwał.
- Jasne. Po prostu muszę wszystko zaplanować, tak, żeby trzymało się sensownie całości. - perspektywa podróży, kolejnej, setnej, czy tysięcznej, przyprawiała go o mdłości. Miał zawroty głowy na samą myśl o samolotach, autobusach, samochodach i metrach. Wszystko co było metalowe i przemieszczało się szybciej niż krowa, sprawiało, że odechciewało mu się żyć.
Przyglądał się przez dłuższą chwilę Chernienkowi, po czym upił niewielki łyk piwa - pierwszy dziewiczy. Ściął nieco wyraz swojej twarzy, zaraz to jednak łagodniejąc. Nie lubił takich wypadów. Przez przemęczenie i stres, który sięgał ostatnimi czasy zenitu, stawał się przesadnie zaborczy i zazdrosny. Szukał tylko głupiego i błahego pretekstu, żeby móc wyładować nagromadzone emocje. Wbił swoje bursztynowe, zmatowiałe oczy w maszynę do darta, która przyciągała kolorowymi diodami, wielobarwnymi światełkami i kusiła łatwą wygraną. Varmus nie potrafił wydusić z siebie słowa.

Sergei - 2014-06-30, 22:16

Cóż, Serg bynajmniej nie zamierzał być pasożytem i żerować na swoim partnerze - wspólne zarabianie zawsze było lepsze, dawało więcej możliwości, chociaż z ich mało wymagającym trybem życia nie było to potrzebne. Teoretycznie, dlatego też Serg wolał utrzymywać kontro oszczędnościowe w gotowości, w końcu nigdy nie wiadomo, co może stać się w życiu.
No i... mimowolnie drgnął, słysząc głos swojego partnera i zerknął na niego badawczo.
- Jasne, Rannie, rozumiem - rzucił, przeciągając się i opierając głowę o oparcie krzesła.
Lubił atmosferę klubów, ten tłok, ten hałas. Jasne, nie potrafił bywać tutaj codziennie, ale raz na tydzień, dwa tygodnie; jak najbardziej. No, jednak jak już pewnie wszyscy wiedzą, mężczyźni znacznie różnili się od siebie, byli niczym ogień i woda, co czasem owocowało siniakami na ciele, niewiadomego pochodzenia rzecz jasna...
Rus westchnął subtelnie, upijając łyk piwa, myśląc gorączkowo, jakby tutaj rozluźnić atmosferę, chociaż... widząc w polu swojego widzenia brunetkę, którą minął przed chwilą, zmarszczył lekko zaskoczony brwi.
- Bry Wieczór - zaszczebiotała, dosłownie zaszczebiotała, dosłownie zapatrzona tym razem w Kanadyjczyka.
A Serg jedynie zamknął oczy, nie wiedząc czemu, przewidując nagłą katastrofę. Głos brunetki odbijał mu się w głowie wielokrotnym echem... i gdzie tu Ginger, jak jest potrzeba, hmmh? :lol2:

// Wybacz, ale jestem tak rozkojarzona, że nie wiem, jak to rozegrać :lol2:

Randolph Varmus - 2014-06-30, 22:47

Mało powiedziane, że byli jak ogień i woda - europejczyk typ wybuchowy, z natury zaprawiony mocno w boju, tudzież nie tylko fizycznym, ale również posiadał organizm dostosowany do długich popijaw. Pewność siebie i charyzma tryskały z niego niczym z gorących źródeł w Parc national Banaff w Albert. Kanadyjczyk raczej stonowany, spokojny, zawsze utrzymujący, jego zdaniem, zdrowy dystans i urzędowy chłód w relacjach z innymi. Jasne, głowę miał mocną, ale nie cieszyło go to ani trochę. Więcej wydawał jedynie na alkohol, nie czerpiąc już z tego żadnej przyjemności. Typ domatora-pracoholika. Gdyby ankietowali go jedni z tych pseudo, czy nawet nie pseudo, socjologów, na wszystkie pytania odpowiadał by - praca, praca, dom, praca... praca, a no tak, dom i praca. Przez ciągłą bieganinę rosła w nim frustracja, którą musiał jakoś z czasem wyładować. Niestety, jedyna żywa, ludzka istota, z jaką miał do czynienia do Serg. Stąd też awantury. Bóg tylko jeden wie co z czasem z tego wyniknie i kto komu wsadzi w końcu kosę w żebra.
W momencie kiedy akurat Randolph napełnił usta ciemnym piwem i przełykał jeden z porządniejszych łyków w polu widzenia mignęła mu drobna postura kobieca. Nagle, napój chmielowy stał się ciałem stałym, gęstą niby to zawiesiną, i utknął mu gdzieś w przełyku. Zmrużył bursztynowe oczy, odstawił długą szklankę z połową piwa i oblizał delikatnie usta, przełknąwszy wszystko do końca.
- Dobry wieczór... - rozpoczął spokojnie, zwracając łagodne jak na razie spojrzenie, choć pełne podejrzliwości na swojego partnera. - Jakiś problem? Coś się stało? - dorzucił po chwili, odnajdując swój złoty środek - głos nieco ściszając, przemawiając nie tyle co spokojnie, a harmonijnie, na swój randolphowaty sposób modulując nisko głos. Długie, smukłe palce lewej dłoni cały czas oplatały szkło kufla, zaciskając się na nim do delikatnego pobielenia kostek.
Mimo tego, że wybrali się tutaj, aby odpocząć, to Ran nie potrafił się odprężyć. Rozpraszały go światła, dźwięki, a przede wszystkim ludzie. Był jak bomba; jeszcze dwa może trzy piwa i będzie udawał, że tak mu w głowie zaszumiało, że nie wiedział nawet kiedy wyprowadził pierwszy cios i wszczął awanturę, rzucając głośno jakąś fatalną uwagę na czyjś temat.

Sergei - 2014-07-02, 21:30

Rus uniósł lekko brew, widząc podejrzliwe spojrzenie partnera i wzruszył po prostu ramionami, nie mając pojęcia, o co może chodzić brunetce.
- Och, oczywiście, że nie. Ale pan wygląda trochę ponuro. Zupełnie inaczej od kolegi, który swego czasu dość często tu bywał - zaszczebiotała, bez pozwolenia dosiadając się do nich.
A Sergei zamknął oczy, przeczuwając, że ta rozmowa źle się skończy. Tym bardziej, że najwyraźniej kobieta nie była sama, skoro pewna blondynka z jakimś... cóż, typowym "bykiem" przyglądali się im uważniej. Rosjanin, z tego powodu uśmiechnął się szeroko, może nieco sztucznie, ale jednak czuł się jak na razie swobodnie.
- Och, Varmus rzadko łazi po klubach, nie jest po prostu przyzwyczajony - rzucił, szturchając lekko partnera pod żebra, przeczuwając, że zaraz ujrzy spojrzenie numer 305 pt " jesteś trupem, Serg".
Tymczasem niechciana towarzyszka zachichotała wdzięcznie, odgarniając z szyi kosmyk włosów. Ubrana była... nieco skąpo, jednak trzydziestolatkowi nie robiło to większej różnicy. Kwestia orientacji. I gustu. I przyzwyczajenia.
- Jayden go poznał? - spytała się, mając na myśli ochroniarza.
W tym momencie Chernienko dostał paskudnego wrażenia, że skądś tą dziewczynę zna. I tak jak ona całkiem go lubiła, tak jej chłopak... nie bardzo. Odchrząknął cicho, przeczesując lekko nerwowym ruchem włosy, po czym pokręcił przecząco głową. Nie przedstawiał partnera ochroniarzowi. A może powinien to zrobić.

Ginger - 2014-07-02, 22:04

Sergei napisał/a:
i gdzie tu Ginger, jak jest potrzeba, hmmh? :lol2:



Randolph Varmus - 2014-07-04, 23:14

Wziął z wrażenia łyk piwa, zapijając drapiącą suchość. Prychnął krótko, słysząc słowa brunetki.
- No tak, bo akurat kolegę ciężko jest przebić w jego eskapadach i ekscesach, prawda Serg? - rzucił kąśliwie, uśmiechając się jadowicie, ujmując w obie dłonie smukły kufel, ciesząc się jego martwym chłodem.
Nie chciał go zabijać, bynajmniej jeszcze nie teraz. Czuł się zwiedziony. Potrzebował spokoju, ostatni czas nie był dla niego łatwy, i nie wiadomo jak by Sergeja prosił o dozę współczucia i chwilę oddechu - jak grochem o ścianę. Varmus wgapił się bursztynami w ciemno złoty odcień piwa, ścinając usta, starając się odciąć od brunetki jak i samego Rusa.
Dopiero kiedy wilgotne powietrze przecięło imię jakiegoś mężczyzny, Varmus bardzo delikatnie i powoli wyprostował się, wyciągnął sobie papierosa, układając go starannie między wargami. Po kilku zaciągnięciach się, zwrócił się nieco bardziej w stronę tajemniczej znajomej trzydziestolatka, uśmiechając się do niej subtelnie, acz przyjacielsko.
-Jayden? Coś kiedyś Chernienko wspominał, ale musiałem go nie słuchać... - rozpoczął miękko, delikatnym barytonem. Wiedział, jak ma wszystko rozegrać dla własnej korzyści, nie był głupi - ludzi poznał już za dobrze przez te trzydzieści dwa lata. - Więc co to za ciekawa osoba? - ponownie zaciągnął się mocno, wypuszczając cieniutką smugę białego dymu przed twarzą, przez jego pryzmat wysyłając partnerowi przeszywające, lodowate spojrzenie.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group