Jethro - 2014-03-20, 03:53 Jako, że fryzka się nieco uspokoiła, to trzebaby zawrócić, bo gdzieś się tam ten juniorek zapodział. (choć koks jeden wie, kiedy fiordzikowi szlaban zdejmną) Soł, załóżmy, że jak się fryzia uspokoiła, to dała grzecznie zatelefonować do jakiegoś znajomego Jethra, aby ten przyjechał i poinstruktorzył młodemu trochę, bo mu Evcię wyniosło gdzieśam. Potem się ogarnie gejmasterem najwyżej.
Oczywiście, że pozwolił, nawet kazał, coby wrócili na ścieżkę. Pytanie tylko,c zy fryzka chciała też wrócić tam skąd przybyli? Czy może ją wywiało w drugą stronę?
Facet nie piłował klaczy, no niech się wylata, tylko też przesadnie szybko nie pozwalał jej biec. Przetrzymał ją ile się dało w kłusie, bo tak od razu galopem tez nie za dobrze. Wcześniej to ją poniosło ciut, nie?
//Martin, bierz renifera, znaczy tego, fiorda zastępczego i cioreaj.Evcillesmemis - 2014-03-21, 16:50 No dobra... Niech będzie. Jedynie z swojej łaski wróciła na ścieżkę, którą przygalopowała. Kiedy zauważyła już z daleka chłopaka, z którym wyjechali, czmychnęła obok niego galopem. Dopiero kiedy go minęła przeszła do kłusa. Zastrzygła zadowolona swoimi uszami. Przemieliła wędzidło w pysku i otrzepała się z niewidzialnego pyłku. Głośno prychnęła, czekając na kolejne polecenia. Postanowiła być grzeczna.Jethro - 2014-03-23, 10:53 Gdy zbliżali się do chłopaka, siadł mocniej w siodle, pozciągając lekko za wodze. Ewentualnie tam chwilkę poczekał, aż zjawi się Gienek czy jak mu tam i popruł dalej, tłumacząc Martinowi, że ciut nosi tą Evcię. Łydkami, dął klaczy sygnał, że teraz odkłusują dalej na inną ścieżkę. Facet obzeznał się już jakiś czas temu z taką, gdzie fryzka będzie sobie mogła poskakać.
Zasygnalizował karej przejście do galopu. Mknij, kara strzało!!!Evcillesmemis - 2014-03-23, 11:14 Kiedy została skierowana kłusem na inną ścieżkę od razu ruszyła, cicho przy tym prychając. W tej okolicy była po raz pierwszy i tak naprawdę nie ogarniała co i jak. W momencie gdy otrzymała łydkę, aby przejść do galopu, niemal automatycznie i bezbłędnie zwiększyła tempo swojego chodu. Tak jak od niej oczekiwany, czmychnęła przed siebie niczym strzała xdJethro - 2014-03-23, 18:35 Gdyby mężczyzna był rozmowniejszy nieco, to pewnie pogadałby z fryzką, jednak nie był i pochwalił tylko klacz za dobre przejście. Weszli w ostrawy zakręt i gdy droga wyprostowała się, przed nimi dostrzec by można sporawą, zwaloną kłodę. Mężczyzna oddał nieco wodzy klaczy, a tuż przed przeszkodą zasygnalizował łydką, a właściwie nawet nieco piiętami, z kwestii przyzwyczajenia do westu. No, skaczemy!Evcillesmemis - 2014-03-23, 19:11 Może sobie pogadać, ale po co skoro Evcillesmemis i tak nic z tego nie zrozumie? Dość mocno ścięła zakręt, o mało co nie padając w pościg. Zarzuciła głową, gdy udało jej się opanować sytuację i gnała teraz prostą ścieżką. Przed kłodą, otrzymała mało jej znaną łydko-piętę Zrozumiała jednak o co mu chodzi. Z odpowiednim momencie odbiła się od podłoża i przefrunęła nad kłodą, miękko lądując po drugiej stronie przeszkody.Jethro - 2014-03-24, 00:58 Gdyby tak się Evcil trafiła Abbs, to monolog byłby non-stop. Ja sama mam takie skrzywienie, że gadałabym. Może nie non-stop, ale bym gadała. O byle czym.
Następny o takiej ostrości muszą pokonać nieco wolniej, coby się nie wyrżnęłi. Scieżka rozwidliła się, więc czmychnęli w lewo, zwalniając do kłusa. Jethro poklepał fryzkę po szyi, chwaląc za dobry skok. Ścieżka zwężyła się, a wręcz była nieco zatarta przez roślinność. Nieczęsto ktoś tędy jeździł widocznie. Jak to wiosenną porą zebrało się nieco błota, ale to nic, kopyta i szczoty się wymyje porządnie. Droga prowadziła teraz nieco pod górę, jednak nie była ona stroma, takie tam uniesienie terenu zwykłe. Miejmy na dzieję, że tych pni nikt nie zakosił, kara by się zawiodła. :-PEvcillesmemis - 2014-03-28, 18:14 Pognała dalej przez siebie, aż do rozwidlonej ścieżki. Tam skierowana została w lewo. Była kobietą! Gdzie po takim błocku chodzić miała! Prychnęła niezadowolona. Za to należeć jej się będzie porządne szorowanko! Tak jak Jethro jej kazał zwolniła do kłusa. Bez żadnych łydek, potrafiła utrzymać żwawe tempo, nie zwalniając, ani nie przyspieszając. Szastnęła raz, drugi ogonem, obijając go o swój kary bok, próbując z jeźdźcem na grzbiecie wbiec pod górę.Jethro - 2014-03-30, 12:09 Jasne, że ją wyczyści. Gdzie by on tak brudną ją miał zostawić. Jeśli Evcil było za ciężko, to zatrzymał ją, zsiadł i poprowadził ją w ręku. W końcu doszli na górę i ich oczom ukazał się panoramiczny obraz terenu, zasłaniany przez drzewa. Jednak pomiędzy drzewami, na wydreptanej ścieżce leżało kilka zwalonych pni. Jethro wsiadł na fryzkę i ruszyli w stronę pierwszej przeszkody.Evcillesmemis - 2014-04-01, 16:53 Bądź co bądź, Evcillesmemis poprzez długowieczne stanie w boksie ucierpiała na kondycji. To już nie ta forma co kiedyś... Była więc wdzięczna mężczyźnie, że pod górę poprowadził ją w ręce. Widząc "tor", zastrzygła uszami i prychnęła cicho. Nerwowo zaczęła chodzić w miejscu, nie mogą się doczekać kiedy Jethro raczy znów się na niej usadowić. Niecierpliwa klacz z niej. Chrapami lekko popchnęła mężczyznę, aby ten w końcu się ruszył. W końcu i to pomogło i kara ku ogromnej uciesze biegła w stronę przeszkody.Jethro - 2014-04-07, 19:41 Męzczyzna zapakował się na grzbiet klaczy, widząc jej zniecierpliwienie. Poklepał fryzkę po szyi i dał znak do ruszenia. Miejsca do odpowiedniego rozpędu było aż nadto, więc spieszyć się nie musieli tak od razu. Stopniowo przeszli do wolnego galopu. Zbliżając się do pierwszej kłody, Jethro oddał klaczy wodze, tuż przez wyskokiem wspomagając się łydką i cmoknięciem. Gdy wylądowali, poklepał Evcil po szyi, chwaląc. W odległości kilkunastu foule leżał następny pień i tak sukcesywnie doliczyć się można było pięciu. Po nich była prosta ścieżka, bez żadnych niespodzianek, gdyż od tej strony leśnicy zaczęli usuwać kłody, więc mężczyzna miał gdzie występować klacz w drodze powrotnej.
Wrócili niebawem do stadniny.
z/tSara - 2014-04-18, 17:58 Wkrótce na głównym szlaku pojawiły się dwie sylwetki, wyglądające niczym jedna potężna istota. Ostatnim razem gdy tu byli, na ziemi i wszelakich roślinach spoczywała gruba warstwa śniegu, a ich samych otulała lekka mgła. Tym razem nie było tego problemu, bez śniegu i mgły wszystko doskonale było wydać, tym samym sam teren był o wiele bezpieczniejszy. Przynajmniej w Sary mniemaniu. Prowadziła Darka stępem, nie chciała zmęczyć go tak od razu, na samym początku podróży. Poza tym co przyjemnego jest w morderczym galopie na łeb, na szyję. Krajobraz powoli stawał się coraz bardziej leśny, już mijali mniej pół i łąk, a dookoła pojawiało się coraz więcej wysokich drzew. Dziewczyna rozglądała się dookoła i napawała pięknymi widokami i leśnym aromatem. Nic nie pachnie wiosną lepiej niż mieszanka leśnych drzew i mniejszych roślin. Korzystając z wolnego poruszania się poklepała Darka po szyi. Prowadziła go na w miarę luźnej wodzy, jednak w każdej chwili była gotowa ją skrócić i wydać polecenie. Biodra blondynki kołysały się zgodnie z ruchami konia.Dark Tirith - 2014-04-18, 20:05 Niemal od razu rozpoznał trasę głównego szlaku, bo jak dobrze pamiętał, ich ostatni wypad miał miejsce właśnie tu. Parsknął przeciągle, trochę rwąc wodze, cały czas nerwowo przegryzając wędzidło. Rozejrzał się wokoło, lustrując trochę rozbieganym wzrokiem znajome sylwetki gęstych krzewów i drzew o szerokich pniach. Odwrócił pysk w stronę kobiety, która siedziała na jego grzbiecie. Nagle na jego zad spadł nieznany, ostry przedmiot. Kary zarył gwałtownie kopytami w ziemię, zarzucając tyłami. Jego oddech momentalnie przyśpieszył, a on sam, nie zwracając uwagi na pewno na próby zatrzymania, jakie wszczęła Sara, ruszył nerwowym galopem przed siebie. Serce waliło mu jak oszalałe. Podczas biegu jeszcze kilkakrotnie zarzucał zadem, próbując pozbyć się intruza.Sara - 2014-04-18, 21:06 Nie zdziwiła się czując rwanie wodzy przez ogiera. W końcu dawno nigdzie nie był, śmiała wątpić że ktoś wziął go na nawet mały trening. Pewnie siedział w stajni, a energia powoli w nim wzbierała toteż chciał ją pewnie teraz jakoś spożytkować. Nie podobało się jej to zbytnio więc co jakiś czas dawała karemu sygnały do spokojniejszego chodu. Właśnie miała zacmokać i dać sygnał do kłusa kiedy łebsko Darka zwróciło się bardziej w bok. Spojrzała na niego z lekkim uśmiechem, lecz zaraz mina jej zrzedła. Przejeżdżali bowiem pomiędzy wysokimi drzewami iglastymi. Były różne, od sosen po modrzewia, więc nawet nie próbowała rozkminić, z którego z drzew spadła zapewne igła. Usiłowała uspokoić jakoś hanowera jednak podczas gdy zarzucił zadem jedna z jej stóp wysunęła się ze strzemienia. -Spokojnie Dark...!- Odezwała się do niego, choć pewnie i na to nie zwrócił uwagi. Kiedy tylko ruszył dzikim galopem przed siebie dziewczyna puściła wodze i w tej samej chwili zsunęła się z siodła lądując na ziemi. Warknęła coś niezrozumiałego pod nosem. -Dark!- Zawołała, lecz koń był już dość daleko. Kręcąc głową zebrała się z ziemi o otrzepała z piasku i igieł. -Dark...- Zawołała jeszcze raz jednak nie miała już zbyt wiele sił. Niezadowolona z obrotu spraw i przejęta utratą konia ruszyła w tę samą stronę co on nawołując co jakiś czas po imieniu.Dark Tirith - 2014-04-18, 22:37 Nagle poczuł, że jego grzbiet zrobił się trochę... lżejszy. Parsknął, dopiero po kilku minutach galopu oglądając się za siebie. Strzemiona obijały mu boki, co raz wprawiając ogiera w zaniepokojenie. Zatrzymał się ostro, z cichym rżeniem ruszając w boczną trasę. Szedł teraz nerwowym stępem, próbując oswoić swoje oczy z panującym tu półmrokiem. Kiedy centralnie przed jego nosem przeleciał jakiś ptak lub bodajże nietoperz, ruszył kłusem, lawirując między drzewami. Coraz bardziej oddalał się od głównego szlaku, wcale o tym nie wiedząc. Furkał chrapami, próbując wyczuć zapach Sary i jakoś do niej wrócić. Zatrzymał się, rżąc przeciągle. Nie chciał, żeby z jego powodu miała jakieś obrażenia. Dark coraz bardziej przejęty sytuacją ruszył dalej, nadal poszukując swojej właścicielki.