Misza - 2016-04-28, 22:36 Michael spokojnie poprowadził rudą towarzyszkę do następnej, dziewiątej przeszkody. Była to kolejna kłoda, dlatego nie martwił się o potencjalną reakcję Charmeur, która dotychczas zachowywała się naprawdę przyzwoicie, czy też raczej wręcz wybitnie. Standardowo krótka półparada, by skupić ją na przeszkodzie, zamknięcie w pomocach i śmiało do przodu. Po wylądowaniu od razu pochwała i kontynuacja galopu. Równe tempo, bez specjalnego wyrywania się do przodu. Dziesiąta przeszkoda była zapewnie najtrudniejsza z dotychczasowych, woda zawsze potrafiła wystraszyć wierzchowce, dlatego podczas najazdu po prostej Forrester usiadł w siodło, przenosząc minimalnie ciężar do tyłu, zamknął klacz w łydkach i dopchnął biodrem, by przypadkiem nie zdecydowała się na moment zawahania. W miarę możliwości ufał rudej, niemniej wolał zachować ostrożność, tym bardziej, że był to ich debiut. Podczas lądowania ochlapało mu trochę spodnie, ale to był raczej powód dziecinnej radości niż irytacji. Jak zwykle entuzjastyczne pochwalenie podopiecznej i śmiały najazd na jedenastą przeszkodę, która była w pewnym stopniu wyższa niż poprzednie. Dynamiczne tempo, w miejscu odbicia mocniejsza łydka, zgrabne przejście do półsiadu w momencie jej wychodzenia w górę oraz podążenie dłoni za ruchem łba. Po lądowaniu oddał jej nieco wodzy, pozwalając na swobodny galop. Na tym etapie Charmeur powinna już w miarę racjonalnie pożytkować własne siły, a chciał, żeby ten cross był dla niej pewnego rodzaju zabawą. Tym bardziej, że on sam traktował to jako rozrywkę i okazję do przerwania monotonii życia codziennego (chociaż akurat jego stanowisko zapewniało mu zdecydowany brak nudy). Dwunastą przeszkodą była kolejna kłoda, dlatego mężczyzna nie stresował się nadmiernie, wiedząc, że Ruda świetnie radzi sobie z tego typu przeszkodami. Miała naprawdę świetnie opanowane podstawy, a na konkretne, jasne polecenia reagowała od razu, bez żadnego zawahania. Podsumowując; zapowiadała się całkiem dobra współpraca. Wracając jednak do meritum; łydka – półsiad – wodza, potem znowu odważny galop do przodu. Zbliżali się powoli do „ostatniej prostej”, a ja na razie na ich drodze nie stanęły żadne komplikacje. Trzynastka, czyli któraś z rzędu kłoda również nie powinna robić na podopiecznej wrażenia, dlatego mężczyzna coraz częściej prowadził ją na dość subtelnym kontakcie. Był gotowy zareagować odpowiednimi pomocami, niemniej wolał okazać trochę zaufania młodej, tym bardziej, że jak już było wspomniane, dla niej również miała być to przyjemność, a nie przykry obowiązek. Niemniej czternastka mogła nieco dekoncentrować, w szczególności te jasnoróżowe kwiatki, dlatego ponownie Michael zamknął ją w pomocach, a następnie zachęcił głosem do odważnego pokonania przeszkody. Ze względu na odmienny wygląd kolejnej kłody – a piętnastego wyzwania – nie wysyłał zbytnio Charmeur do przodu, decydując się na spokojniejsze, za to bardziej rozważne pokonanie przeszkody. Niemniej pięciolatka wykazała się pełnią klasy, po raz kolejny przyjemnie zaskakując Miszę. Dopiero teraz mężczyzna mocniej wysłał wesfalkę do przodu, pozwalając jej się w pełni rozciągnąć. Nie zbierał ją nadmiernie przed ostatnią przeszkodą, chcąc, by została ona pokonana dynamicznie, odważnie. Łydka-półsiad- wodza i żwawo do przodu, by przekroczyć linię mety. Entuzjastyczne chwalenie, rozkłusowanie, rozstępowanie i do stajni, a właściwie wpierw na myjkę.
zrCaroline Hathaway - 2016-04-28, 22:51 Trasa do jedenastki była nieco długa, można powiedzieć, że bardzo długa i się dłużyła niesamowicie. Prowadziła go równym tempem na przód, nie za szybko, nie za wolno, z racji pogody oraz sił, które muszą mu starczyć do końca crossu. Dość jednak szybko znaleźli się pod wyżej wymienioną przeszkodą, poprosiła ogiera o nieco rozciągnięcie kroku. Domek jako tako nie stanowił dla nich żadnego wyzwania, skakali już podobny wcześniej. Zamkniętego w łydkach doprowadziła do odpowiedniego miejsca, po łydce wzniosła się z ogierem z fazę skoku i zaraz po wylądowaniu, pogalopowali dalej do 12 przeszkody. Wyrównała tempo do przeszkody, by zamkniętego w pomocach doprowadzić pod sam jej środek, dodać łydkę do boku, wejść w półsiad i oddać mu wodzę. Po lądowaniu od razu skręcili w prawo, kierując się na kolejne przeszkody. Kiedy dojeżdżali do wodnej przeszkody, nieco wcześniej siadła w siodło. Mocniejszymi półparadmi sugerowała mu skupienie się, a zamkniętymi łydkami, brak możliwości spłynięcia spod przeszkody. W końcu dojechali do niej, gdzie kobieta lekko się odchyliła w siodle, wypychając konia wraz z łydką do wody. Zarazem oczywiście przeskakując belkę, w samej wodzie prowadziła go równym galopem. Przygotowując tym samym sposobem co przed sekundą, ogiera na wyskok z wody, który sekundy później wykonali. Na mocniejszym przytrzymaniu, skierowała go do członu 14b. Kierowali się na sam środek przeszkody, ze względu na charakterystyczną budowę. W odpowiednim miejscu dodała łydkę do jego boku, ponownie wchodząc w półsiad i oddając mu wodzę, by po znalezieniu się po drugiej stronie jechać do przeszkody numer 15. Z racji pogody nie pozwalała ogierowi na szaleńczy bieg, ale także nie na obijanie się. Gdy dojeżdżali do przeszkody, ponownie nieco poszerzyła foule ogiera, trzymając go w zamkniętych pomocach i na kontakcie. Po dojechaniu do przeszkody, na czysto udało się im ją pokonać. Do szestnastki prowadziła go tym samym sposobem, by w odpowiednim miejscu znowu siąść w siodło, rozciągnąć krok ogiera, dojechać do niej i skoczyć. Na zakrętach podpierała go, by w krótkim czasie się znaleźć pod kolejną przeszkodą numer 17. Po dojechaniu do niej, łydką odesłała ogiera w fazę skoku i po lądowaniu, kierunek 18. Znowu czekała ich przeszkoda wodna, ale wiedziała, że koń nie ma z tym problemów. Dlatego w zamkniętych pomocach. Ponownie doprowadziła go pod nią i po łydce, wytrzymała skok do wody, by przez nią przegalopować. Dziewiętnastka była tuż po, zbiorniku wodnym. Chuda i dziwna przeszkoda, mogła przerażać konia. Jednak koń łatwo dał się pod nią doprowadzić i, w odpowiednim miejscu odesłany do skoku, pokonał przeszkodę na czysto. Czekał ich kolejny, zarazem ostatni na szczęście szereg. Prowadziła konia równym tempem galopu, na przód na sam środek, każdej z przeszkód. Przed członem a i b, usiadła w siodło, zamknęła go w pomocach, dodała łydkę, weszła w półsiad i oddała wodzę. Po członie b, skierowała się z karoszem do dwóch ostatnich przeszkód. Równym tempem galopu, wpierw doprowadziła ogiera do przeszkody numer 20. Gdzie odpowiednio wcześniej siadła w siodło, prosząc o mocniejszy zad i lekko dłuższy krok. W odpowiednim miejscu ponownie odesłała go do skoku, pokonując przeszkodę na czysto i kierując się do numeru 22. Tutaj ponownie wyciągnęła krok konia, zostając na kontakcie i w zamkniętych pomocach. Doprowadziła go do samej przeszkody, którą ostatecznie też pokonali na czysto. Potem już tylko przejechanie linii celowników, pochwała dla konia, rozstępowanie i powrót do stajni.
z.tCharmeur - 2016-04-28, 23:12 Widząc kłodę ozdobioną kwiatkami nastawiła czujnie uszyska do przodu, odważnie i pewnie podchodząc do przeszkody, przed którą wcześniej została lekko przytrzymana by mogła oddać lekki i sprężysty skok nad dziewiątką.
Woda wbrew wszelkim obawom Miszy nie stanowiła dla Charm wyzwania ani powodu do paniki, odważnie i chętnie wpadając do basenu wypełnionego wodą, przegalopowała go śmiało i naprawdę ochoczo, strzygąc uszami entuzjastycznie do przodu.
Dopiero jedenastka sprawiła, że Charm mocniej uniosła łeb wybijając się solidnie i wysoko nad drewnianą przeszkodą. Nurkując nosem w przód i mocno chowając swoje podwozie aby przypadkiem nie zahaczyć o wierzch drewnianej budki.
Jej tempo nie uległo pogorszeniu, kondycję jak na młodego konia miała naprawdę dobrą i pewnie jeszcze niejednokrotnie zaskoczy swojego właściciela rezultatami wyszkolenia i treningu, za który musiał zapłacić spore pieniądze. Przyszykowana wyśmienicie do pracy, ze zdrową psychiką i pod wszechstronnym kątem, nadawała się zarówno na pierwsze zawody jak i do dalszej pracy, która miała wdrożyć ją we właściwy trening.
Dojazd do kolejnej przeszkody w postaci kłody o numerze dwanaście, nie wywarł na rudą żadnego wpływu. Galopując w równym tempie pokonała ją lekkim susem, już po chwili lądując za przeszkodą i pokonując dystans do następnej jaką była trzynastka.
Sygnał, reakcja i akcja, nie musiał długo czekać na odzew Charmeur, która kolejną kłodę pokonała dobrym stylu, korzystając z zaufanie jakie dawał jej jeździec, angażując się we współpracę, naprawdę chętnie pokonywała kolejne przeszkody, bez zastanowienia oddając skok, w zaufaniu do ręki i półsiadu właściciela.
Czternasta przeszkoda wzbudziła nieco większe zainteresowanie klaczy, aczkolwiek nie zachwiała odwagą Charm, która dzielnie podeszłą do przeszkody pokonując ją sprawnie i bez problemu.
Piętnastka jaki szesnastka były do siebie rażąco podobne, dlatego klacz pokonała jedną po drugiej w dobrym tempie, dynamicznie i płynnie, składając się i lądując po każdej z nich. Doświadczenie Miszy i doskonałe przygotowanie rudej zaowocowały bardzo dobrze pokonanym crossem, podczas którego nie popełnili żadnego błędu, z czego najpewniej właściciel był najbardziej dumny. Przeprowadzenie bezpiecznie i bez zbędnych spięć młodego konia było naprawdę wielkim wyzwanie, któremu Forrester podołał.
Kłusując z głową w dole łapała oddech i pozwalała na odpoczynek styranym mięśniom, które w stępie rozluźniły się leniwie i zostały odpowiednio schłodzone.
/ztSensationet - 2016-04-28, 23:23 Ona się również cieszyła, że większą połowę crossu mieli za sobą. To jej pierwszy poważny cross i mniej my nadzieje, że nie ostatni. Za równo klacz jak i facet, starali się, by cross wypadł zdecydowanie jak najlepiej. Po ósemce, czekał nieco ich dłuższy dystans do dziewiątki, jednak szybko go pokonali. Klacz stosowała się odpowiednio do pomocy chłopaka, nie kombinując w najeździe do niej. Kłoda nie zrobiła na niej żadnego wrażenia. Po dojechaniu do niej w odpowiednim miejscu, odbiła się od podłoża, złożyła w locie i wyciągnęła. To za owocowało, czystym skokiem i skierowaniem się do 10. Klacz nie bała się nowych wyzwań, to też wodna przeszkoda, nie zrobiła na niej większego wrażenia. Bez problemu dojechała do niej równym krokiem, by w odpowiednim miejscu niczym skoczek wodny, wpaść w bajorko. Rozpryskała tym samym wodę na nich oraz dookoła, ale nie przejmowała się tym w ogóle. W odpowiednim miejscu, znowu znaleźli się na trawie i skierowali, do przeszkody numer 11. Bez większych trudności, przeskoczyła z facetem tą przeszkodę i skierowała się dalej. Jechała tempem wyznaczonym przez faceta, równym, ale zarazem nie powolnym czy za szybkim. Ładnie przeskoczyła również przeszkodę numer dwanaście, by skierować się do trzynastej. Również ta przeszkoda została pokonana, w doskonałym stylu. Po dojechaniu klacz za każdym razem odbijała się od ziemi, składała i wyciągała w locie, by po wylądowanaiu gnać dalej. Do przedostatniej przeszkody był nieco długi najazd, w odpowiednim momencie chłopak ją wziął bardziej na siebie, mocniej aktywizując zad. Pokonali również 14 w dobrym stylu, kierując się na dwie ostatnie przeszkody. Bez problemowo dojechała do przeszkody, w odpowiednim miejscu wybijając się spod niej, składając i wyciągając w locie. Ostatecznie skierowali się do ostatniej z przeszkód, którą również pokonali na czysto. Tym samym cały cross przejechali na czysto i w doskonałym czasie <3 Po rozprężeniu wróciła do boksu, zajęła się tam sobą.
z.tJessie - 2016-04-29, 09:47 Tylko ślepiec nie zauważyłby zmęczenia Truskawki. Jess, starając się je zminimalizować, już od dłuższej chwili nie cisnęła kasztanki bardziej, niż było to konieczne. Świadomie decydując się na spokojny, równy galop, prowadziła ją na następne przeszkody, dopiero w najeździe do nich mobilizując siły konia, by jednak oddał skok, a nie został przed przeszkodą.
To zmęczenie miało jednak swoje plusy; jak zauważyła, kucynka stała się pokorniejsza, przez co też przyjemniejsza w prowadzeniu. Wskazując jej dwunastą przeszkodę, w zasadzie nie czuła już żadnego oporu z jej strony. Jak zawsze przypilnowała jej, ochraniając przed spłynięciem z przeszkody lub zatrzymaniem. Wyczekała momentu odbicia, aby nie przeszkodzić klaczy w oddaniu skoku i tym samym nie utrudnić jej tego zadania jeszcze bardziej. Po udanym skoku mogła spodziewać się następnej, motywującej pochwały.
Dalej czekały na nie dwie mniej wymagające przeszkody, niemniej w zakręcie prowadzącym do nich musiała nieco podeprzeć Strawberry łydką, zapewniając oparcie na zewnętrznych pomocach, jako że podłoże w tym miejscu było wyjątkowo grząskie. Krzyżak zbudowany z cienkich drągów do złudzenia przypominał zwykłą przeszkodę, toteż zapewne Jess nie spotkała się z problemem ze strony kuca, jeżeli chodzi o pokonanie trzynastki. Jej drugi człon był nieco bardziej problematyczny, był to bowiem suchy rów, na szczęście bardzo wąski. Najeżdżając na niego, w odpowiednim momencie po prostu dała klaczy mocniejszą łydkę, prowokując do wykonania potężniejszego susa w galopie. Na tym ich chwilowa sielanka zakończyła się, bowiem kolejne dwie przeszkody ponownie wymagały od Truskawki większego wkładu siły. Zawodniczka posłużyła jej więc odpowiednią motywacją, gdyby zaistniała taka potrzeba, a mówiąc motywacja mam na myśli wyraźniejsze sygnały.
Po pokonaniu wspomnianych dwóch przeszkód czekało na nie coś ciekawego, mianowicie zeskoczenie do wody, które wykorzystano chyba w każdej z klas. Nie pozwoliła Strawberry zanadto przyglądać się zbliżającemu się zbiorniku, prowadziła ją do niego pilnując w łydkach i pchając dosiadem, na samym skraju w razie potrzeby motywując palcatem. Po wskoczeniu do wody entuzjastycznie pochwaliła konia, pozwalając jej iść przez wodę w swoim tempie, ale nie przechodzić do kłusa. Po wyjściu z wody czekała na nie kolejna, bardzo przyjemna w odbiorze przeszkoda - najzwyklejsza w świecie stacjonata. Wspomagając rudą głosem, co by jednak dała z siebie jeszcze trochę, wskazała jej ową przeszkodę i tak jak w przypadku każdej innej, dopilnowała kasztanki do samego końca. Na ich trasie pozostały jeszcze dwie przeszkody; następna była stosunkowo prosta, wymagała bowiem wskoczenia na nasyp i zeskoczenia z niego po paru foule galopu. Podparła Truskawkę łydkami przy odbiciu, zaraz wychodząc za jej ruchem. W półsiadzie kontynuowała jazdę przez nasyp, natomiast zeskakując z niego dała klaczy kolejną łydkę, siadając w siodle i odchylając się do tyłu, aby nie upaść na jej szyję. Dalej czekała na nich już ostatnia przeszkoda, której pokonanie również okazało się z grubsza bezproblemowe, nie licząc niemal całkowitego braku sił. Do celowników doprowadziła klacz jadąc spokojnym galopem w półsiadzie, by po ich minięciu od razu przejść do kłusa i dosłownie po dwóch minutach przeszła do stępa i zeskoczyła z grzbietu konia. Poklepała ją po spoconej szyi i oddała w ręce luzaka, nie mając czasu na samodzielne zajęcie się kucykiem. Luzak rozsiodłał klacz i na początek zaoferował dziesięć minut stępa w ręku, po których schłodził nogi i kontynuował stępowanie przez kolejny kwadrans. Dalej mogła też spodziewać się położenia chłodzącej glinki na nogi i kolejnych minut spacerowania aż do całkowitego 'ostygnięcia' organizmu. /ztStrawberry Wine - 2016-04-29, 12:31 Właściwie przeszkody nie były szczególnie wymagające, ale to długość trasy stanowiła dla kobyłki problem. Połączywszy ją z pierwszymi buntami i próbą postawienia na swoim, klacz zwyczajnie przestała mieć siłę na przejazd, a jako koń oddany do użytku niedługo po zajeżdżeniu, nie mogła również poszczycić się ani odrobiną kondycji. Nic więc dziwnego, że dosłownie spływała bielą i chociaż wciąż parła do przodu, co związane było z jej duchem walki, nie mogła pozwolić sobie na tempo, jakie zapewniłoby im zwycięstwo. Nic więc dziwnego, że całą trasę szła nieskupiona, po prostu wlekąc nogi i dysząc ciężko. Nie miała najmniejszej ochoty już niczego skakać, ale sygnały jeźdźca przeszkadzały jej i denerwowały, za każdym razem wymuszając skupienie. Siłą rzeczy więc Ruda wychodziła do skoku należycie, rekompensując sobie tym brak brykania przed i po przeszkodach. W ramach tej rekompensaty wykonywała więc niesamowicie silne, mocne skoki wybijając się trochę za wcześnie niż powinna. Jej zdenerwowanie było namacalne. Położone płasko w grzywie uszy i napięte mięśnie tylko utwierdzały w ów przekonaniu. W ten sposób pokonała dwunastkę, jedynie na pochwałę stawiając na chwilę uszy. Była łasa na tego typu gesty, równie mocno co na smakołyki. Dopiero na grząskim podłożu, znów uspokoiła galop czując, że w tak szybkim tempie mogłyby się wywrócić. Pomoce Jess jak nigdy przyjęła z ulgą, nie tracąc dzięki nim równowagi, a później jej czarnym ślepkom ukazała się przeszkoda. Natychmiast postawiła uszy, ożywiając na powrót galop i przyspieszywszy wybiła się znów mocno i solidnie. Przez chwilę, gdzieś na środku trasy miała kryzys, w skoki nie wkładając tyle siły i energii, ale teraz jakby na nowo powróciły w nią siły. Przynajmniej w tym jednym aspekcie, bowiem galop wciąż zdawał się być ociężałym brnięciem na przód. Między innymi dlatego też widząc rów szła nań niepewnie, nie mając pojęcia czego się spodziewać, przez co ostatecznie wyskoczyła tuż przed „dołkiem” tylko tak czując się w miarę pewnie. Niezadowolona rzuciła łbem, idąc dalej dopóki jej oczom nie ukazał się rów z wodą. Czując jak jeździec prowadzi ją wprost w mały zbiorniczek wodny, klacz zgłupiała, początkowo próbując spłynąć, ale kiedy nie pozwolono jej na taki ruch... próbowała przeskoczyć rzeczoną przeszkodę. Oczywiście nie było to możliwe i ostatecznie wylądowała czterema nogami w chłodnej cieczy, ale pochwalona nieco uspokoiła zdenerwowanie, znów idąc naprzód znacznie spokojniej i ostrożniej. Bieg po wodze nie był szczególnie przyjemny, zwłaszcza w połączeniu z zatrważającym brakiem sił, ale ostatecznie udało im się przebrnąć i przez to. Strawberry nie miała już kompletnie sił, dlatego nie przyspieszyła po wyjściu z wody. Wyraźnie zmęczona pogalopowała na stacjonatę, słabnąc z wybiciem i jakby nawet nie komentując własnym ciałem dalszego biegu pokierowała się dalej. Zadziwiające wszak było to, że mimo wszystko szła przed siebie uparcie, po prostu nie zatrzymując się mimo stałych problemów z bólem mięśni i ciężkim oddechem. Jessie mogła poczuć jak kobyła wręcz bucha gorącem, dlatego kiedy pojawiła się możliwość wskoczenia na nasyp, mogła mieć pewne wątpliwości czy kuc zechce wykonać polecenie. Niemniej, jak się wkrótce okazało, Truskawka wskoczyła na nasyp bez zastanowienia idąc ciężko i zeskakując ponownie. Jej galop znów wyraźnie zwolnił, stając się tempem konia rekreacyjnego, ale ostatnia przeszkoda również pokonana została bez zastrzeżeń. Do celowników dosłownie dojechała tempem rekreacyjnym, z ulgą przyjmując przejście do kłusa i dalsze czynności pielęgnacyjne. Zakwasy nazajutrz były nieuniknione.
/ztAnonymous - 2016-04-29, 13:39 Kolejna przeszkoda okazała się również kłodą, więc ogier galopował na nią bez żadnych oporów. Przeskakiwał przez kłody wcześniej, więc teraz nie było inaczej. Zbliżył się do niej, by w odpowiednim miejscu wybić się do góry. Wylądował po drugiej stronie i ruszył dalej w kierunku dziesiątki, która już mniej mu się spodobała. Woda zawsze źle mu się kojarzyła, a co dopiero wskakiwanie do niej. Podgalopował do brzegu, a dociśnięcie łydek przez dziewczynę spowodowało, że wskoczył do wody i przegalopował przez cały zbiornik. Woda rozbryzgiwała się na boki, całego go mocząc. Uniósł pysk, do góry, żeby chociaż go w pewnym stopniu oszczędzić. Kolejna łydka sugerowała mu wyskoczenie z wody, co bez ociągania się zrobił. Nie miał zamiaru tam dłużej siedzieć. Machnął swoim mokrym ogonem i pogalopował dalej do przeszkody jedenastej. Odbił się od trochę rozmokniętego już podłoża i szybko znalazł się po drugiej stronie. Wylądował na której nodze mu było wygodnie i pogalopował dalej do kolejnej z ustawionych w terenie przeszkód. Podobało mu się tu bardziej niż na parkurze, było więcej atrakcji. Nawet to, że większość ustawionych tu przeszkód była kłodami mu niespecjalnie przeszkadzało. Zdążył do nich przywyknąć i przynajmniej nie uciekał od skoku. Dwunasta również nie sprawiła mu kłopotów, szybko skok, faza lotu i lądowanie. Do trzynastki miał kawałek do przegalopowania, więc przyspieszył, żeby nadgonić stracony czas. Skręcił w lewo i przed samą przeszkodą wybił się do góry. Przeskoczył trzynastkę, teraz czekała go czternastka, która różniła się od dotychczasowych przeszkód. Spoglądając na nią nieufnie już z daleka. Podjechał do niej blisko i odbił się od ziemi. Przeleciał ponad przeszkodą i wylądował, zbytnio się nie rozpędzając bo zaraz miał przed sobą kolejną kłodę. Nad nią również przeskoczył. Ostatnia przeszkoda numer szesnaście nie była żadnym wyzwaniem, wiec pokonał ją i pogalopował do mety. Po rozstępowaniu wrócił do stajni.
ztChaos Amir - 2016-04-29, 16:00 Po pierwszej połowie przejazdu ogier zdążył ochłonąć i stracić ochotę na wybryki. Bastian nie musiał się z nim nawet jakoś specjalnie szarpać. Sam z siebie postanowił zwolnić i w nieco łagodniejszym tempie doszedł do dwunastki, którą pokonał bez żadnego zająknięcia. Chwilę później, korzystając z okazji, wyciągnął nieco i weselszym galopem dojechał do kolejnego elementu toru. Czuł, że jeździec spiął się lekko, wiedząc co ich czeka. W związku z tym i kilkoma innymi czynnikami, gniadosz sam zaczął się niepokoić i niepotrzebnie nakręcać. Fakt - widok zbiornika wypełnionego zimną cieczą wcale nie ucieszył kopytnego. W tym samym momencie w jego łebku zrodziła się myśl, a raczej potrzeba wymigania się od skoku. Kilka fouli przed zaczął iść mocno opornie. Parskał, mocniej podbijał przodami, w każdej chwili gotowy by spierdzielić w bok. Po namowach właściciela zgodził się jednak pokonać kłodę, już po chwili ochlapując ich zmętniałą wodą. Zarzucił łbem i raźnie ruszył dalej, chcąc jak najszybciej wydostać się na suchy ląd. Szereg pokonał z lekkim przymrużeniem oka, chcąc jak najszybciej mieć to już za sobą. Dopiero przed piętnastką skupił się wtórnie na zadaniu i włożył więcej siebie w pokonaniu przeszkody na czysto i w dobrym stylu. Nie rozpędzał się na siłę, a raczej przełączył się na popularny u niego tryb - mam to w dupie. Przed szesnastką zawahał się lekko, aczkolwiek ostatecznie postanowił nie robić problemów. Z siedemnastką było podobnie, ale prawdziwe chody zaczęły się przy osiemnastce. Pomimo tego, że Amir pokonał pierwszy lęk przed wodą, nie miał ochoty wchodzić do niej po raz drugi. Skulił uszy, spiął się i maksymalnie zwolnił galop tak, że Bastian musiał go praktycznie siłą wypychać do przodu. Chcąc nie chcąc, znaleźli się w bajorku, a ogier poczuł przeszywający ból w kończynie. Nie wiedząc co się dzieje, odskoczył w bok, mimowolnie rozgrzebując kopytami sadzawkę i ochlapując wszystko dookoła. Z możliwości zwolnienia skorzystał bardzo chętnie. Schylił wtedy łeb i głośnie oddychając powoli zaczął stępować. Niepokojące uczucie na szczęście ustąpiło i mogli kontynuować przejazd. Wąska przeszkoda nieco zdezorientowała kopytnego, który mimowolnie próbował sprzed niej spłynąć. Zamknięty w łydkach nie miał jednak zbyt dużego pola do manewru, więc i tą zdecydował się przeskoczyć. Szereg nie zrobił na nim większego wrażenia. Do jego pokonania nieparzystokopytny podszedł lekko od niechcenia. Przedostatni element pokonał całkowicie w swoim osobistym i niepowtarzalnym stylu. Podobało mu się to, że jeździec nie próbował na siłę go ograniczać, a jedynie dopasował się do jego trybu. Widząc na horyzoncie hydrę, nastawił uszyska i podniósł wyżej łebek, już z daleka lustrując ją przenikliwym spojrzeniem. Przeskoczył przez nią jednak bez żadnych ekscesów, co na pewno ucieszyło Collinsa.
Po przekroczeniu linii mety, ogier ochoczo przeszedł do niższych chodów, by następnie udać się do stajni na odpoczynek.
z/tAriana - 2016-04-29, 16:20 Zmierzyła wzrokiem kolejną przeszkodę, która od poprzedniej znajdowała się w stosunkowo niewielkiej odległości. Nie zamierzała się sprzeciwiać jeźdźcowi, dlatego poddała się oferowanym pomocą, a tuż przed przeszkodą odbiła się od ziemi w zasugerowanym miejscu. Z racji, że podobną przeszkodę pokonywała już wcześniej z tą również nie miała problemu i przeskoczyła ją za pomocą tej samej techniki, co poprzednio.
Nie rozpędzała się a bardzo przy najeździe do kolejnej przeszkody, zwyczajnie uważając to za zbędne. Poza tym zaczynała odczuwać swoiste zmęczenie, którego nie chciała pogłębiać. Wzmocniła swój krok, kiedy ponownie poczuła większe obciążenie. Przygotowała się wtedy to oddania skoku, który nastąpił chwilę później, oddany odpowiednio po uzyskaniu do tego pozwolenia. Wyciągnęła swoje ciało nad przeszkodą, płynnie i sprawnie nad nią przelatując. Po lądowaniu strzelił mocno ogonem, błyskawicznie prostując sylwetkę, wracając do poprzedniej pozycji i dynamicznym tempem ruszając w dalszą drogę.
Kobyła chętnie przed siebie galopowała, dotychczas nawet nie myśląc o próbie sprzeciwu. Póki co nic nie było w stanie zaskoczyć jej do tego stopnia, by całkowicie poddała się strachowi i spłynęła z któregoś najazdu. Tym razem nie było inaczej i choć widziała majaczącą w oddali lśniącą taflę wody, to całkowicie ją ignorowała. Otrzymując odrobinę więcej luzu, zwiększył dynamizm swojego kroku, teraz mogąc pozwolić sobie na nieco większy wysiłek, jaki w to wkładała. Dodatkowo prężniej zaczęła poruszać się naprzód, przygotowując do oddania skoku, mającego swój finisz w wodzie. W odpowiednim momencie wybiła się z umięśnionych kończyn, wcześniej unosząc przody i mocno przyciągając kończyny do ciała. Podczas lądowania, wychyliła swój łeb do tyłu i całkowicie wyprostowała swoje przednie kończyny, by szybko dociągnąć nimi do dna. Bryzgająca w chwili lądowania woda, zmusiła karą do lekkiego zmrużenia ślepi i wydania z siebie niezadowolonego parsknięcie, niemniej nie zniechęcała się. Jazda w wodzie wymagała od niej sporo energii, której samodzielnie nie potrafił zebrać, bowiem była ona całkowicie rozproszona. Dopiero z nadejściem stosownych pomocy, spięła się odrobinę i zaczęła przeć do przodu z większą siłą. Kumulując wszelką moc w swoim zadzie oraz zadnich kończynach, oddała skok, sugerowany silniejszym impulsem. Postępując analogicznie, ostatecznie ponownie wylądowała w wodzie, nie martwiąc się o poślizg czy inną niebezpieczną sytuację, która jak najbardziej mogła nastąpić, ale na szczęście tego nie zrobiła. Kiedy wyszła na brzeg, jej ruch automatycznie stał się bardziej płynny i dużo lżejszy, bowiem nic już nie sprawiało jej trudności i nie odczuwała żadnego oporu. Wzrok hanowerki ponownie przez chwilę lustrował kolejną przeszkodę, lecz nieszczególnie się jej obawiała, mając świadomość tego, że jej jeździec jest wystarczająco doświadczony, by poprowadzić ją odpowiednio i służyć oparciem. Szybko zbliżyła się do przeszkody, a wraz z impulsem odbiła się od ziemi, wykonując dość płaski skok, który okazał się precyzyjny n tyle, by sprawnie przedostać się nad niższym bokiem przeszkody. Wylądowała dość daleko, nie zwalniając, ale również nie przyspieszając szczególnie, póki nie została do tego zmotywowana. Dopiero wtedy zwiększyła swoje tempo, jednak mimo to nie było ono zbyt szybkie, zważywszy na, rzeczywiście niezbyt dobrą, kondycję. Zmęczenie nie przejmowało jednak góry, dlatego kobyła mogła pozwolić sobie na jeszcze odrobinę zwiększonego wysiłku.
Wydłużyła nieznacznie swój krok, będąc coraz bliżej piętnastki, którą już obserwowała. Nie wzbudzała w klaczy żadnych negatywnych emocji, zwyczajnie nie będąc w stanie przerazić Voice. Wykonawszy kilka półparad, stała się bardziej wyczulona na pomoce i skupiona na mężczyźnie, bowiem dawna koncentracja nieco umknęła podczas tego wydłużonego najazdu. Przygotowawszy się do skoku, już po chwili takowy oddała. Wyciągnęła mocno swoje ciało, a sam skok był dość niski, co umożliwiło jej daleki i płaski lot. Wylądowawszy, sapnęła cicho, zwalniając tempo, kiedy tylko została do tego zachęcona. Podczas tego nieco spokojniejszego najazdu pozbierała odrobinę sił, które wcześniej utraciła. Oddala skok, stosując tę sam metodę, co poprzedniej przeszkodzie, która wymagała od niej podobnego postępowania.
Płynnym ruchem podążyła do drugiego członu, początkowo nawet nie zauważając rowu. Dopiero, kiedy bardziej się do niego zbliżyła, spostrzegła go i przygotowała do mocnego odbicia, które w efekcie było raczej dalekim susem, aniżeli porządnym skokiem. Skoro przeszkoda tego nie wymagała, kara nie zamierzała się rozdrabniać i specjalnie mocno wysilać, co jednocześnie jeszcze bardziej przeciążałoby ją, tj. zaważało nad jej słabnącymi stopniowo siłami. Siedemnastka, która znajdowała się niewiele dalej, również została przez Voice pokonana bez utrudnień. Chwilę wcześniej skakała podobną przeszkodę, dlatego ta nie zrobiła na niej żadnego wrażenia i nie stanowiła problemu.Dante Weltino - 2016-04-29, 17:14 Ogier bez wątpienia stał się bardziej wyczulony na pomoce i wszelkie impulsy, nie było to jedynie wrażenie chłopka. Niemniej powinien zostać ostrożny, bowiem widownia nadal była w stanie rozproszyć łaciatego, powodując utratę ustawienia oraz skupienia, a także sprowokować inne niechciane reakcje ogiera.
Wyrównany najazd na kolejną - dziewiątą - przeszkodę dawał większe szanse na to, że ogier poprawnie odda skok i nie sprawi mu to żadnych trudności. Zwyczajna, niewysoka kłoda rzeczywiście nie robiła na nim żadnego wrażenia, uwaga kopytnego bardziej skupiała się na kwiecistych ozdobach, tuż pod sporym kawałkiem drewna. Niemniej nie był to obiekt n tyle interesujący, by całkowicie wybić ogiera ze skupienia, toteż szybko ogarnął swoje myśli i już po chwili oddał dość spłaszczony skok, poprzedzony odpowiednim impulsem. Nie wyciągał się zbytnio nad tą przeszkodą, nie widząc w tym większego sensu. Nie chciał się niepotrzebnie przemęczać. Zanim wylądował widział na jaką stronę ma zagalopować dalej, więc kiedy już zetknął kończyny z ziemią, przewodnią nogą stała się prawa.
Wykonał zakręt na prawo, kolejno kierując się wprost do dziesiątej przeszkody. Dante już z daleka zaczął się jej przyglądać, dlatego odrobinę się zaskoczył, nie widząc niczego wystającego ponad ziemię. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że w oddali znajduje się woda, która odbiła promienie słoneczne, dając się zauważyć. Mimo wszystko nie dał się opanować strachowi czy stresowi, zwyczajnie tego nie czując. Raczej nie był strachliwym okazem, często postępował bardziej lekkomyślnie, dlatego nie odczuwał emocji takich jak obawa przed czymś, choć istniało ryzyko pojawienia się jej. Na szczęście nie w tym momencie. Wraz z impulsem odbił się delikatnie. Nie wyskakiwał do góry, bowiem przeszkoda nie tego wymagała. Wskakując do wody, odchylił łeb i zadarł go, nie chcąc, by woda dotarła do jego pyska. Przeniósł swój ciężar ciała do tyłu, by zachować równowagę, jednak jeśli jeździec również nie zapewnił mu takiego komfortu, to ostatecznie lądowanie mogło nie być byt zadowalające, ale na szczęście stabilne. Podczas przejazdu przez zbiornik ogier musiał wyłożyć więcej siły, by stawiany przez wodę opór, nie był w stanie mocno go spowolnić. Wychodząc z wody, Logan od razu mógł poczuć jak lekki stał się chód srokacza, który instynktownie odliczył w łbie kolejne foule, by w dwóch ostatnich zmienić wykrok i oddać skok w zasugerowanym momencie. Wyciągnąwszy ciało, płynnie pokonał drewnianą przeszkodę, chwilę później miękko lądując.
Wydawać by się mogło, że wszystko szło zgodnie z planem, jednak w chwilę po wylądowaniu, ogier odczuł przeszywający ból w przedniej kończynie, świadczący o skurczu. Jego chód mechanicznie stał się bardzo sztywny, a tempo momentalnie nieco się zmniejszyło, bowiem kopytny nie był zdolny do zbyt szybkiego galopu. Na szczęście jeździec nie naciskał i dał kopytnemu chwilę odpoczynku. W tym czasie skurcz ustał, jednak zwolnienie spowodowało poważne nadwyrężenie czasu przejazdu. Docierając do dwunastki był całkowicie uspokojony, lecz nieco zdezorientowany, przez co oddał skok odrobinę później niż w sugerowanym momencie. Niemniej jednak udało mu się pokonać kłodę, nieco chaotycznie, ale jednak, a po lądowaniu zawrócił w lewo.
Do trzynastej przeszkody kierował się po łuku. Docierając do niej, koń był już przygotowany do oddania skoku, który nastąpił chwilę później. Wróciło jego wcześniejsze skupienie i zainteresowanie jeźdźcem, więc wszystko wyglądało bardzo spójnie, a technika skoku była zdecydowanie lepsza niż przy dwunastce.
Dante zwiększył swoje tempo podczas najazdu na kolejną przeszkodę, tym samym rzeczywiście odrabiając odrobinę straconego czasu. Jednak to nie pomogło w całkowitym jego wyrównaniu i powróceniu do dopuszczalnej normy. Przeszkodę, która ni stąd ni zowąd, pojawiła się przed ślepiami konia, poddana została jego wnikliwym obserwacjom. Ona również posiadała kwiatowe ozdoby, które skłonne były rozproszyć dziewięciolatka, ale nie na tyle, by ten całkowicie stracił fason. Wystarczyła wykonana półprada, która otrzeźwiła umysł kopytnego i ponownie skupiła go na jeźdźcu, ale równie uświadomiła, że niedługo przyjdzie mu oddać skok. Tak też stało się po chwili. Po uzyskaniu odpowiedniego impulsu, Dante odbił się od ziemi, skacząc odrobinę wyżej niż dotychczas oraz wyciągając się nieco bardziej. Piętnastka została pokonana w ten sam sposób, przy tej samej technice skoku. Bowiem nic nie było w stanie zniechęcić ogiera do tego pokonania przeszkody.
Kopytny zwiększył dynamizm swojego kroku, szybko zbliżając się do ostatniej przeszkody. Poruszał się bardzo płynnie, jeszcze nie odczuwając tak dużego zmęczenia, jak mogłoby się wydawać. Chyba bardziej od samego przejazdu zmęczył go ten skurcz, który miał swoje miejsce w którymś odcinku toru. Ale wracając. Po uzyskaniu pozwolenia do skoku, w mgnieniu oka uniósł swoje przody i odbił się od podłoża, podciągnął wszystkie kończyny, by żadną z nich nie zahaczyć o kłodę i wyciągnął ciało. Chyba odrobinę za mocno, bo przeszkoda nie wymagała aż takiego wysiłku. Po lądowaniu ogier ponownie przyśpieszył, by dotrzeć do mety jak najszybciej. Jako zwierzę nie przykładał uwagi do rzeczy takich jak norma czasu i punktów karnych. Cieszył się jedynie z tego, że mógł uczestniczyć w czymś takim jak zawody. Przekroczywszy linię mety, po chwili zwolnił do kłusa, a następnie do stępa, ostatecznie zatrzymując się i łapiąc wielki haust powietrza. Uniósł łeb, kiedy chłopak się do niego przytulił oraz zastrzygł uszami, gdy został nagrodzony miłym słowem. Stał spokojnie i nadal łapał oddech, jednocześnie ułatwiając rozsiodłanie. Po rozstępowaniu ruszył ze swoim jeźdźcem do stajni.
[zt]Elizabeth White - 2016-04-29, 18:07 Szereg, który zamajaczył przed nimi, nie był prostym zadaniem. Kobieta nie wypychała klaczy na siłę do przodu, a jedynie pilnowała by ta utrzymywała energiczny, krągły i rytmiczny galop. Na spokojnie pozwoliła jej dojść do pierwszego członu, który dla utrudnienia umiejscowiony był na pagórku. Prowadziła ją zamkniętą na pomocach, sugerując w odpowiednim miejscu wybicie. Swoją osobą ze wszystkich sił starała się nie zaburzyć trudnego skoku i tuż po lądowaniu poprowadziła gniadą na drugi człon. Ten nie budził w El tak wielkiego niepokoju, toteż pokonały go nieco pewniej, jadąc prosto na dziewiątkę. Owa przeszkoda wizualnie była bardzo podobna, toteż Amazonka postanowiła pokonać ją identycznie jak dwie poprzednie. Nagle stało się coś nieoczekiwanego, a mianowicie zaczęło padać. Zaczęło się niepozornie - samotne krople rozbijały się o trawnik z cichym plasknięciem. Nie musiały czekać jednak długo, aż rozpętała się prawdziwa zlewa. Deszcz był intensywny, aczkolwiek bardzo krótki. Lekko zdezorientowana White kontynuowała przejazd, mając nadzieję, że śliska powierzchnia nie zaważy na dalszych skokach.
Na trasie do dziesiątki utrzymywały optymalne tempo tak, by zbyt wcześnie nie zmęczyć Selle, ale także nie przekroczyć zbytnio normy czasu. Nieustannie utrzymywała elastyczny kontakt na pysku, miękko niwelując każdy foul galopu. Na zakręcie z uporem maniaka podpierała Coeur łydkami, ułatwiając jej pokonywanie łuków. Gdy tylko dziesiątka zamajaczyła na horyzoncie, brunetka uniosła kopytnej łeb, chcąc by ta już z daleka oswoiła się z przeszkodą. Zastosowawszy kilka półparad, naprowadziła siedmiolatkę na sam środek, celując w miejsce, gdzie żywopłot był niższy. Wraz z wybiciem momentalnie odciążyła jej grzbiet, wycofała biodra, ściągnęła łopatki i oddała rękę, umożliwiając swobodne wyciągnięcie szyi. Kolejne dwie konstrukcję były łudząco podobne z tym, że tworzyły szereg zakończony zeskokiem do wody. O ile pierwszą część pokonały bez problemu, to druga budziła nieco więcej wątpliwości. Kanadyjka nie miała pojęcia jak Petit zareaguje na konieczność wskoczenia do zimnej, mętnej cieczy, toteż ze wszystkich sił starała się uniknąć spłynięcia lub gwałtownego zatrzymania tuż przed. Dodatkowo wspomogła się cmoknięciem, chcąc mieć pewność, że znajdą się po drugiej stronie. Na szczęście nie stało się nic nieoczekiwanego i po chwili przemierzały sadzawkę, rozchlapując brudną wodę na boki. I wtem nad torem zawisła kolejna czarna chmura, z której powoli zaczęły spadać krople. Nie przejęta faktem El najechała na kolejny szereg, na którym gniada miała więcej swobody, a całość przejechały z lekkim przymrużeniem oka. Trzynastka była kolejną, rozbudowaną przeszkodą, których Zawodniczka wyjątkowo nie znosiła. Już z daleka zdecydowała się oddać skok na prawym skrzydle konstrukcji, zgrabnie wymijając krasnale rąbiące drewno. Ku jej uciesze, klacz szła jak burza. Dziewczyna nie mogła mieć do niej żadnych zastrzeżeń, co było miłym zaskoczeniem jak na pierwszy raz ich współpracy. Czternastka niewątpliwie została pięknie przyozdobiona kolorowym kwieciem, aczkolwiek Elizabeth nie widoki były w głowie. Skupiła się na oddaniu czystego, harmonijnego skoku, chcąc nie zaburzyć dobrej passy towarzyszącej jej od początku. W między czasie deszcz ustał, a między ponurymi chmurami zaczęły wyglądać leniwe promienie słońca. Piętnaście A i B nie sprawiły im kłopotu. Dopiero trzeci człon wymagał od nich większego skupienia, o co kobieta postanowiła zadbać znaczącymi półparadami. Do kolejnego elementu miały do pokonania kawałek po równo przyciętej, zielonej trawce. Kobieta postanowiła nie pchać klaczy na siłę, ale też nie wyhamowywać jej. Pozwoliła jej obrać dowolne tempo, w niewielkim stopniu je korygując. Szesnastka nie wyróżniała się poziomem trudności, o ile nie patrzeć na dwa, okazałe traktory, które skutecznie odwracały uwagę swoim intensywnym kolorem. Na szczęście Petit nie dała się zwieźć tej pułapce i mogły galopować dalej. Do przejścia miały kolejną wodę, aczkolwiek tym razem Panna White była spokojna. Sadzawka ani nie była głęboka, ani nie wymagała jakichś szczególnych umiejętności. Nie można było tego powiedzieć o siedemnastce. Kolorowa ciuchcia idealnie spełniała swoje zadanie straszaka, rozpraszając zawodników intensywnymi barwami. Brunetka postanowiła zasugerować nieco dalszy odskok, chcąc maksymalnie ułatwić swojej kompance zadanie. Zostało im w końcu jeszcze kilka przeszkód, na które musiały znaleźć trochę siły, prawda? Obficie zielona osiemnastka nie sprawiła im problemów, gdyby nie fakt, że po raz trzeci lunął deszcz. Ten jednak, podobnie jak pozostałe, był intensywny ale krótkotrwały. Za każdym razem jednak spowalniał parę, przez co zaczęły przekraczać normę czasu. Niestety, nie było to zależne od nich, toteż Zawodniczka nie żywiła do nikogo urazy. Szereg z numerem dziewiętnaście nie wyglądał przyjaźnie, ale i z tym fantem poradziły sobie z lekkością i gracją. Podbudowana wizją mety El, poprosiła Coeur o wyciągnięcie, chcąc ostatni odcinek pokonać w nieco sprawniejszym tempie i poprawić czas. Po dwudziestce nadszedł czas na jedną z bardziej nielubianych przez Kanadyjkę przeszkód. Kłoda z podjazdem sama w sobie budziła pewien respekt, jednak pocieszająca była myśl, że jedną owego dnia zdołały już pokonać. Ta myśl dodała kobiecie pewności siebie, co najwyraźniej udzieliło się koniowatej, bo przefrunęły to w bardzo dobrym stylu. Dalej trzeba było pokonać kolejny szereg i wreszcie dotoczyły się do upragnionej dwudziestki trójki. Amazonka swobodnie podprowadziła klacz pod przeszkodę i od razu po oddanym skoku dołożyła nieco do tempa, by w miarę szybko przekroczyć celowniki. Udało się, przejechały całość. Zawodniczka stopniowo wyhamowała klacz, sowicie ją pochwaliła, po czym odprowadziła do stajni na zasłużony odpoczynek.
z/tAnonymous - 2016-04-29, 19:24 Następna przeszkoda zdecydowanie budziła respekt, lecz Wayford odbierał to wyłącznie w ramach porywającej zabawy, w duchu żałując, że nie ma konia z takimi możliwościami na co dzień. Jadąc na osiemnastkę dynamicznie i pewnie, lekko wziął klacz na siebie, dosiadem dociążając jej zad i tym umożliwiając otwarcie się łopatek, odciążenie ich. W ten sposób skumulowaną w ciele karuski energię uwolnił tuż przed odbiciem, pozwalając klaczy na dwie mocniejsze foule, po których nastąpiło odbicie, także zaakcentowane ze strony bruneta mocniejszym sygnałem od łydek. Także tego razu zdążył nadążyć za ruchem klaczy tak, aby nie wytrącić jej z równowagi ani nie przytrzymać nieprzyjemnie za pysk. W samym półsiadzie trzymał się blisko siodła, działając przede wszystkim ręką, która elastycznie podążyła za ruchem pyska. Już po chwili wycofał całą sylwetkę przy lądowaniu, dzięki czemu zrównoważył równowagę swoją i konia.
Teren do kolejnej przeszkody był nieco nierówny, ale przeszkoda sama w sobie wręcz lekka i przyjemniejsza niż choćby ostatnia. Nie korygując specjalnie tempa, doprowadził do niej Voice, jak zawsze pilnując w korytarzu stworzonym z pomocy, który ograniczał ryzyko spłynięcia lub niekontrolowane wyrwanie do przeszkody, tudzież skrócenie się. Pokonawszy dziewiętnastkę, dodał do jednej z ostatnich przeszkód, która byłaby całkiem prosta, gdyby nie lądowanie o poziom niżej. Przygotowując do tego Insomnię, odpowiednio wcześniej wziął ją na siebie, siadając w siodle. Jadąc dynamicznym, okrągłym galopem do kłody oznaczonej numerem dwudziestym, paroma pojedynczymi półparadami wzmógł uwagę klaczy i łydkami oraz dosiadem niejako dopchnął ją do przeszkody, czekając na odbicie. Dopiero wtedy przeszedł do półsiadu, nieznacznie unosząc się w strzemionach i wyraźnie oddając klaczy wodze. Specjalnie zachował bliski kontakt z siodłem, aby przy lądowaniu nie stracić równowagi ani nie upaść karej na szyję. Żywym galopem pokonali wodę, aby po wyjściu jeszcze mocniej dodać w galopie w ramach dłuższego odcinka pozbawionego przeszkód. Przed dwudziestą pierwszą przeszkodą oczywiście nieco ogarnął to szaleńcze tempo, aby wcelować w wąską, choć bardzo przyjazną, bo 'miękką' przeszkodę. Odchylając się nieco, ale nie siadając do końca w siodle, zamknął klacz w łydkach i prowadził na równo napiętych wodzach na środek bankietu. Wskazał miejsce odbicia i następnie zgrał się z ruchem klaczy, Niestety tym razem przy lądowaniu hanowerka najwyraźniej źle stanęła, co poskutkowało chwilowym zachwianiem równowagi i tym, że Tony nieco utrudnił Voice sprawę z odzyskaniem jej, pochylając się do przodu. Szybko jednak naprawił swój błąd, podnosząc się i odchylając do tyłu, naraz dając hanowerce łydkę w celu szybszego wrócenia do kupy - chwilę później kontynuowali galop do kolejnych przeszkód, trzech ostatnich, w tym dwuczłonowego szeregu. Obie przeszkody w tej kombinacji nie były skomplikowane, toteż nie robiąc do nich specjalnych ;podchodów', zachował tradycyjną procedurę postępowania, jadąc równo, dynamicznie i z koniem ustawionym na pomocach. Oba człony pokonali zatem bez większego zastanowienia, ruszając na ostatnią przeszkodę, kończącą trasę. Ta okazała się wyjątkowa masywna, ale już niejedną taką pokonali tego dnia - znowuż pierw lekko przytrzymał klacz, by na moment przed oddaniem skoku pozwolić jej zaatakować przeszkodę, co poskutkowało dalekim lotem. Tuż po wylądowaniu jeszcze bardziej pogonił karą, aby minąć celowniki jak najszybciej. Po dokonaniu tego, rzucił wodze i poklepał klacz po szyi, w zasadzie nie mając też problemu z pomizianiem jej po czole, bo nawet jeśli była słusznych rozmiarów koniem, to on wciąż wyglądał na za dużego na nią . Jako, że był to jego drugi i ostatni przejazd, przeszedł do kłusa, w którym to pozostał aż do wstępnego 'ostygnięcia' organizmu hanowerki i uspokojenia oddechu. Dalej przeszedł do stępa, zsiadł i rozsiodłał karą. Później zajął się stępowaniem jej w ręku oraz chłodzeniem, w czego skład wchodziło zlanie nóg wodą i nałożeniem chłodzącej glinki. Na sam koniec pozostawił pozostałe obowiązki związane z oporządzeniem Voice i podziękowaniem jej za współpracę. /ztPetit Coeur - 2016-04-29, 19:49 Tym, czym Petit urzekała najmocniej, było to, że wydawała się nie zdawać sobie sprawy ze swojego skromnego wzrostu. Odległości na parkurze ustawione pod duże konie nie robiły na niej większego wrażenia, podobnie jak masywność dzisiejszych przeszkód. Widząc przed sobą stosunkowo wysoką przeszkodę ustawioną na pagórku, nawet przez chwilę nie zwątpiła w swoje możliwości. Z postawionymi na sztorc uszami i lekko zadartym łbem, ochoczo wgalopowała na pagórek, u jego szczytu oddając silny skok przed przeszkodą. Korzystając z nienagannej równowagi jeźdźca, wysunęła nos do przodu, w ślad za którym rozprostowała szyję, czyniąc z niej w pewnym sensie tyczkę, na której chwytała równowagę. Starannie złożyła i podciągnęła kończyny z respektu do stałej budowy przeszkody, po skoku nie otwierając się zadem. Wylądowała mocno, kładąc mocny nacisk na smukłe stawy pęcinowe. Niemal w tej samej sekundzie znowuż poderwała się do przodu, tym razem w ciut mocniejszym skoku galopu, którym to odepchnęła się od zbocza pagórka, czym prędzej go pokonując. Utrzymała owe mocne tempo do drugiego członu, nie darząc go niczym więcej niż umiarkowanym zainteresowaniem. Rosnące po środku drzewko mogło być zniechęcające, lecz nie dla niej; zbyt oskakana i opatrzona z crossowymi przeszkodami, nie widziała w tej niczego niepokojącego. Pewnym, równym galopem podeszła do przeszkody, oddając skok w optymalnym miejscu. Unikała dorabiania foule w ostatnim momencie lub przedwczesnych odbić, radząc sobie z samodzielną oceną miejsca wybicia. Lata przemyślanego treningu właśnie zbierały swoje żniwo. Dziewiąta przeszkoda była bardzo podobna do poprzednich dwóch, o czym Petit była przekonana niemal do samego końca. Dopiero w niewielkiej odległości od niej dostrzegła jej większą przestrzenność, co poskutkowało wydłużeniem ostatniej foule, w której zebrała energię do oddania zarazem wysokiego, jak i dalekiego lotu, w którym nie zapomniała o podniesieniu wszystkich nóg. Pierwsze, ciężkie krople deszczu całkowicie zignorowała, aż nagle, całkiem nieoczekiwanie, dosłownie lunęło z nieba. Tuląc uszy i odczuwając lekką konsternację, kontynuowała galop do dziesiątej przeszkody, rozchlapując stojącą na ziemi wodę. Na swoje szczęście, póki co nie ślizgała się na powierzchni, która nie zdążyła jeszcze rozmoknąć. Podparta łydkami w zakręcie nie straciła równowagi oraz prędkości, dzięki czemu po wyjściu z zakrętu nie zostało jej nic innego, niż przypatrzenie się dziesiątej przeszkodzie. Nie było w niej niczego budzącego niepokój, nie licząc swej postawności. Petit była jednak zdeterminowana, aby pokonać przeszkodę i zupełnie nie myśląc o powoli rosnącym zmęczeniu, odważnie poszła na przeszkodę, by we wskazanym miejscu odbić się prężnie od podłoża i wkrótce zostawić przeszkodę za sobą. Następną przeszkodę pokonała podobnie, jako że były do siebie bliźniaczo podobne. Druga, łącząca się w niejaki szereg, teoretycznie też była taka sama; jednakże lądowanie po niej miało swój koniec w wodzie, co mogło stanowić pewien problem... ale nie w przypadku Petit. Oczywiście była zaoferowana widokiem wody, toteż w najeździe do przeszkody galopowała z zadartym łbem, niejako załamując kontakt i zapewne wzbudzając wątpliwości w Elizabeth. Nie wydarzyło się jednak nic niepokojącego, bowiem bez zawahania wybiła się spod przeszkody, tym razem w locie otwierając się zadem i lekko nurkując nosem, czujnie bacząc na wodę. Wylądowała w niej obficie rozbryzgując wodę, co czyniła też przy każdym kolejnym susie wykonanym w wodzie. Po wyskoczeniu z wody natarła na następny szereg, ignorując zarówno kolejne oberwanie chmury, jak i dość krzykliwe kolory przeszkód. Do kolejnych przeszkód dzielił je spory dystans, w którym gniada miała szansę się porządnie rozgalopować, co też zapewne uczyniły. Kryjąc o wiele mniej terenu niż wysokie konie, była wręcz zmuszona do częstych dodań, jeżeli chciała im dorównać czasem przejazdu. Pewność i zadowolenie Elizabeth dodawały Couer skrzydeł, stąd też na trzynastkę poszła pewnie, nie wahając się nawet mimo figur krasnali. Zręcznie przeskoczyła na drugą stronę, już przy lądowaniu sięgając wzrokiem następnej przeszkody. Znowu miała do czynienia z szeroką przeszkodą, co niezaprzeczalnie odbijało się na siłach klaczy. Lecz kto powiedział, że będzie prosto? Prawdziwy WKKWwista po próbie krossowej, następnego dnia, powinien być w stanie pokonać jeszcze parkur na czysto...
Kolejna kombinacja przeszkód była dość skomplikowana, choć przeszkody same w sobie nie były zaskoczeniem. Pierwszy człon pokonała elegancko, do drugiego natomiast niepotrzebnie się skróciła, ale odpowiednio zmotywowana łydką, pchnęła się mocniej od podłoża i solidnym susem pokonała rów. Trzeci człon był natomiast stosunkowo wąski, ale Petit była przyzwyczajona do skakania wąskich przeszkód, w przeciwieństwie do kilku skoczków, którzy także porwali się na cross. Nie próbowała więc z niego spłynąć i w rezultacie doszła pod samą przeszkodę, skąd zgrabnie się odbiła, z powodzeniem ją pokonując. Do szesnastej przeszkody znowuż dodała, nie mając potrzeby wytracać tempa przed samą przeszkodą. Oczywiście podeszła do niej ze stosowną rozwagą, dzięki której nie popełniła błędu. Z lekkością przeskoczyła na drugą stronę, ponownie chwaląc się nienagannym baskilem. Przy lądowaniu jej stawy ponownie z lekka oberwały, szczególnie że nachylenie terenu prowokowało szybszy chód, co z początku próbowała powstrzymać w celu zrównoważenia się. Tym razem wejście galopem w wodę nie okazało się najmniejszym problemem. Petit chętnie przezeń przegalopowała, wkrótce wychodząc naprzeciw siedemnastki. Podeszła do niej furkocząc chrapami, wszakże jaskrawe kolory doskonale spełniały swą rolę. Mimo to, odpowiednio zachęcona, nie zawahała się przed oddaniem mocnego skoku, którym bez kłopotu nakryła całą przeszkodę. Deszcz po raz kolejny wzbudził w gniadej konsternację, galopując na osiemnastą przeszkodę lekko ślizgała się na trawie, która zdołała namoknąć. Sama przeszkoda była jednak przyjemna, wreszcie wymagała od Coeur mniejszego wkładu siły - bez obaw mogła przeczesać przodami grzbiet przeszkody. Następnie dwie przeszkody, ułożone w jedną kombinację, rzeczywiście nie były najprostsze technicznie. Skok na krawędzi zachęcał do wyłamania, ale przypilnowana i nauczona tego Petit, bez problemu oddała oba skoki dokładnie w wyznaczonych punktach. W nie także nie wkładała przesadnie dużo siły, pozwalając sobie na przeczesanie ich miękkiej części nadgarstkami przodów, chronionymi przez ochraniacze. Zmęczenie było już widoczne po Petit gołym okiem - zlane potem ciało, widoczna siateczka żyłek, w których buzowała krew obfita w adrenalinę. Pod czaprakiem i ogłowiem była porządnie spocona, o czym świadczyły śladowe ilości piany, kapiącej także z pyska. Mimo to niesiona adrenaliną nader chętnie dodała do dwudziestej pierwszej przeszkody, nie zrażając się jej ułożeniem. Podobnie jak ostatnio, w równowadze wgalopowała na sam szczyt górki, skąd oddała jeden z ostatnich skoków. Zbiegając z pagórka, wypatrzyła następną przeszkodę, będącą pierwszym członem ostatniego już szeregu. Ponownie była to wąska przeszkoda, ale Petit nie miała wątpliwości co do tego, że należy ją przeskoczyć. Z cichym stęknięciem oddała skok, mimo zmęczenia nie zapominając o wysokim uniesieniu przodów. Drugi człon przeszkody był o wiele milszy w odbiorze, była to bowiem szeroka przeszkoda, wymagająca od klaczy wyłącznie siły do oddania dalekiego skoku. Po pokonaniu tejże, udała się już na ostatnią - równie szeroką i postawną, co jednak nie zniechęciło Petit. Zaliczyła ostatnią przeszkodę, mocno wyciągnęła galop do celowników, po których minięciu stopniowo zwolniła, aby ochłonąć i uspokoić oddech. Wróciła do stajni. /ztSalire In Ignis - 2016-04-29, 20:25 Jak na razie przejazd szedł im bardzo dobra, z czego klacz była ogromnie zadowolona. Można to było zauważyć choćby przez wzgląd, że odważnie podchodziła do każdej kolejnej przeszkody, nie mając żadnych obiekcji przed ich pokonywaniem.
Galopowała dalej tym samym, narzuconym przez jeźdźca tempem, jednak powoli zaczynała już odczuwać delikatne zmęczenie. Na szczeście zbliżali się już ku końcowi trasy, co było pocieszające.
Piętnastka była kolejnym punktem, do którego zmierzali. Wbrew pozorom, angielka nie miała żadnych problemów z jej pokonaniem. Następna przeszkoda nieco ją zaniepokoiła swoją obszernością, toteż kiedy się do niej zbliżali postawiła uszy na szpic, poparskując. Mimo początkowej niepewności, z pomocą jeżdźca udało jej się spokojnie pokonać przeszkodę. Oddawszy nieco obszerniejszy skok, po wylądowaniu znów ruszyła przed siebie aktywnym galopem. Siedemnastka na szczeście kasztanki wyglądała już bardziej przyjaźnie. Klacz zdążyła już przywyknąć do drewnianych, fikuśnych konstrukcji. Nie zamierzała jednak zaliczać żadnej siedemnastki, w przeciwieństwie do jej właściciela Chyba, że siedemnastka, ale to już inna kwestia, Nieistotne.
Nie sądziła, że tego dnia drugi raz będzie musiałą zmierzyć się ze zbiornikiem wodnym. Nastawiła uszu na przeszkodę, znów cicho poparskując. Mimo to wykonała poprawny najazd i oddała skok, znów lądując po stawy w wodzie. Rozpryskując ją dookoła, zmusiła ciało do większego wysiłku. Z każdym kolejnym ruchem odzyskiwała coraz większą swobodę, po chili już nie czując oporu wody. Wygalopowała na ląd, zaraz zostając naprowadzoną na fort, który z lekkością pokonała. Ot tak.
Kolejne dwie, tworzące szereg wyglądały dość "normalnie" jak na panujące standardy. Miała tylko nadzieję, że nie będzie musiała po raz trzeci skakać do wody, bo jak na razie to były najmniej lubiane przez nią przeszkody. Na szczęście pierwszy jak i drugi człon przeszkody pokonała bezproblemowo, dzięki pomocom jeźdźca. Przy przedostatniej przeszkodzi poczuła sygnał do znacznego przyspieszenia, toteż wykorzystując predyspozycje swojej rasy pognała pełnym galopem przed siebie. Dopiero krótko przed przeszkodą została wyhamowana odpowiednio, oddając skok. Następnie znów przyspieszyła, galopując do ostatniej przeszkody na trasie. Pokonali ostatnią z przeszkód, utrzymując tempo do samego końca.
Następnie przejechała przez bramki i przeszła do kłusa, zgodnie z prośbą Tonego. Po odpowiednim rozkłusowaniu i rozstępowaniu grzecznie ruszyła z właścicielem do stajni. A teraz dawaj moje nagrody :>
z/tChristian Levrull - 2016-04-30, 01:56 Ze względu na spory dystans przed nimi ponownie rozjechał go w galopie siadając w półsiad i umożliwiając prawidłowy galop z aktywnie pracującymi, rozluźnionymi plecami. Cały czas starał się rozmawiać z jego pyskiem lekkimi sugestiami, mimo jego "pewności" w swojej jeździe, którą czuł, musiał sprawować pieczę nad jego decyzjami. Kiedy na horyzoncie zaczęły majaczyć krasnale znów usiadł głębiej w siodło, umożliwiając sobie łatwiejszą kontrolę nad ogierem. Zamknął go w pomocach prowadząc na prawą stronę przeszkody, wybierając jeden z niższych jej punktów. Bezproblemowe wybicie, pokonanie przeszkody w dobrym stylu i kontynuowanie galopu przed siebie.
Czternaście może i miało przykuwające spojrzenie przeszkody, ale wkkw'istów mogło zachęcać do skoku, stąd czując, że chętnie idzie na "zabudowanego oksera" nie powstrzymywał go w rozgalopowaniu fouli do niej, tym samym płynnie wchodząc w miejsce wybicia i tą przeszkodę pokonując bez większych komplikacji.
Przed nimi czekała teraz kombinacja wymagająca bardzo dobrej równowagi zachowanej w całości, stąd w dojeździe wyregulował tempo, zwracając uwagę na jego przepuszczalność, by w razie czego bez większych problemów zareagować. Płynnie podprowadził go do A, do samego końca "podnosząc", by mógł wiedzieć człon B. Wszedł w niezachwiany półsiad, co umożliwiło szybki powrót ogiera do równowagi, pokonanie "rowku", a po paru foulach dojazd do miejsca wybicia do wąsko-frontowej przeszkody członu C.
Do 16 mocno go rozgalopował, chcąc nieco nadrobić stracone sekundy, a że czuł iż ogier kondycyjnie naprawdę ma dobrą formę, to nie powstrzymywał się, tym bardziej, że kolejna przeszkoda była przyjemną do skoku kłodą. Analogicznie przed nią jak wcześniej usiadł mocniej w siodło, regulując tempo, sugerując pomocami miejsce wybicia, w dalszym ciągu na zamkniętych pomocach. Półsiad z wyszukaniem równowagi w strzemionach, w których wylądował, kontynuując jazdę w półsiadzie.
Na 18 skupił się na tym by prowadzić go na sam środek przeszkody, by zarówno zwierzak z drewna, jak i numerki nie przyciągały przesadnie jego uwagę. Ponownie siedział do końca, cierpliwie czekając na jego wybicie jako reakcję na pomoce do skoku. Liczył się z tym, że nie powinien przypadkiem wyprzedzać go, mimo iż był koniem "pewnym" (skoczy wszystko) to nie ma co motywować do wyłamań, a nuż zwątpi w nieodpowiednim momencie. Po czystym pokonaniu i tej przeszkody pogalopował z nim dalej.
Przed nimi znów oklepane przeszkody crossowe, skakane po ukosie, wąsko-frontowe krzaki. Skupił się na precyzyjnym prowadzeniu go do końca, w nie za mocnym tempie, coby do końca móc w razie czego go skorygować, do tego zamknął go dołem, przymykając również w korytarzu z wodzy i skupiając się na swoim dojeździe. Oba człony pokonali rytmicznie, praktycznie nie dotykając grzebienia krzaków. Zadowolony z ogiera pogalopował dalej ponownie dodając w dystansie.
Do kolejnej przeszkody obrał sobie jej lewy bok, coby nie skakać w najwyższym punkcie - wiedział, że to nie problem dla ogiera, ale wolał oszczędzać siły. Do samego końca pilnował w równym stopniu zarówno siebie jak i ogiera, czego wynikiem było prawidłowe pokonanie przeszkody.
Kolejną przeszkodę mieli na górce, stąd ponownie ważną rzeczą był podjazd w równowadze, do samego końca, do tego płynnie. Tak też uczynił znów korygując jego ewentualną przepuszczalność, pewnie siedząc w siodle do końca. Skupił się na swoim półsiadzie w locie, coby szybko, do tego nie obijając pleców ogiera wrócić w siodło i pomóc mu w zjeździe na dół. Na szczęście jego doświadczenie również pomogło w rozjechaniu tych skoków, więc po pokonaniu 21 pogalopowali do kolejnych przeszkód, które mieli praktycznie przed sobą - stąd nie rozgalopował go przesadnie.
Kolejne przeszkody były dość specyficzne do tego po raz kolejny nisko-frontowe, stąd skupił się na równym galopie do samego końca, zamknięciu go we wszystkich pomocach i podnoszenie go, by nie zaskakiwać go daną przeszkodą - co mogłoby się skończyć niespodziewanymi odbiciami. Podprowadzał go blisko, siedząc do końca i z takiego wybicia sugerując skok. Opłaciło się, bo kombinację A i B pokonali bez zakłóceń w równowadze i stylu.
Do ostatniej przeszkody postanowił go pilnować, by za wcześnie się nie wybił - co mógł sugerować wygląd przeszkody na pewno przykuwającej uwagę. Była szeroka, więc trzeba było "dolecieć" do końca, a do tego tył był wysoki, nie mogli więc też przesadnie się spłaszczyć. Stąd znów podniósł go, aktywnie, ale nie za mocno galopując do końca. Tym sposobem w bardzo dobrym stylu pokonali i tą przeszkodę, po chwili mijając linię mety, po której przeszedł do kłusa, rozkłusował go porządnie, a następnie rozstępował, by potem udać się do stajni i zając się nim jak należy, obdarowując pochwałami!