To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Tor crossowy

Friskey Whiskey - 2017-07-26, 14:46

Chwila odpoczynku pozwoliła zarówno wierzchowcowi jak i jego właścicielce zaczerpnąć oddech i dać parę minut relaksu dla mięśni. Kondycyjnie to Friskey górował nad Naomi, co jednak nie było problemem nie do nadrobienia. Po chwili wolnego poproszony o kłus ruszył nim płynnie i równie spokojnie zagalopował się okrągłym i równym krokiem, w miarę zyskiwanej swobody poszerzając go znacznie. Odważnie galopując z daleka dostrzegł przeszkodą zaczynając, co raz mocniej iść przed siebie galopem, na szczęście zastosowane półparady i dociążenie zadu ogiera zlikwidowało ryzyko oddania zbyt wczesnego skoku, dzięki czemu para pokonała przeszkodę bez większych problemów. Skacząc z zapasem zapewne nie ułatwiał kobiecie zadania, która musiała odpowiednio balansować ciałem, aby utrzymać się w siodle, co wychodziło jej bez większych trudności.
Kolejna z przeszkód była znacznie węższa, przez co siwek miał "szansę" na ucieczkę, ale na szczęście nie próbował z niej skorzystać. Niemniej sprawdzał w tym momencie Naomi chcąc zarówno pokazać jej, że nie powinna ani na moment odpuścić i cały czas posyłać go do przeszkody. To on był jej nauczycielem w tym momencie i starał się, aby nie tylko nabywała doświadczenie, ale również zyskiwała pewność siebie. W dojeździe do przeszkody trochę pływał na boki, ale koniec końców chętnie podszedł bliżej i oddał lekki skoki pracując przy tym wyraźnie szyją, dlatego oddawanie ręki przez Naomi być może nawet nad wyraz było w pełni uzasadnione.
Zyskując więcej swobody wyraźnie poszerzył kroki stawiane w galopie, energicznie i odważnie idąc do trzeciej przeszkody nie dał Naomi nawet chwili na zawahanie się. Pokazywał jej tym samym, że może mu zaufać i w takich momentach zdać się na niego, sam sobie odmierzał odległość, dzięki czemu oddany skok, choć był szeroki, to jak najbardziej poprawny i wygodny do wysiedzenia przez jeźdźca.
Zadowolony z możliwości skakania znacznie ciekawszych przeszkód niż standardowe drągi cieszył się, co zakomunikował łagodnym bryknięciem tuż po tym jak blondynka wróciła w siodło.

Elipsis Blue - 2017-07-27, 21:04

Elipsis szła rytmicznym krokiem, który był dosyć żywy. Nie miała w zwyczaju być ospała przy jeźdźcu. Tak więc całkiem szybko znalazły się w okolicy toru crossowego. Ahałka zastrzygła uszami i parsknęła widząc tor. Świadomość tego, że będzie mogła popracować, widocznie ją ożywiła. Gdy dziewczyną weszła na kontakt klacz nieco się usztywniła w kłodzie, nie było to jednak przez błąd Fran. Raczej wina tego, w jakim nastroju była klacz. Jak wiadomo ekscytacja nie pomaga w rozluźnieniu. Dlatego też praca jej zadu w kontakcie, nie była chwilowo zbyt zadowalająca. Prawdopodobnie to się zmieni za jakiś czas, o ile Fran jej nie ogarnie. Bo jest możliwość korekcji, zawsze jest jakaś opcja.
Naomi Eaton - 2017-08-03, 18:25

Z czasem zaczęła nabierać pewności siebie, jako że generalnie nie była bojaźliwą osobą. Dzisiejszy problem brał się stąd, że po prostu rzadko miała okazję skakać na crossie. Przeważnie jeździła po płaskim, nieco rzadziej skakała, ale tor crossowy należał do prawdziwych wyjątków. Jej doświadczenie także było skromne - była jeszcze młoda, więc chociaż powiedzenie "jeżdżę od dziecka" brzmi dumnie, to tak naprawdę niewiele wnosiło, skoro jako dziecko jeździła tylko i wyłącznie rekreacyjnie.
Miała jednak to szczęście trafić na fajnego konia, który był odważny i szczery, dopuszczając niewielki margines błędu. Jednocześnie pokazywał dziewczynie, że nie może go zostawiać w pełni samego, czym motywował ją do odważniejszej jazdy.
Po pokonaniu tamtej przeszkody, obrała trasę na kolejną, całkiem przyjaźnie wyglądającą. Tym razem była konsekwentna w kwestii najazdu i dopilnowała konia, nie pozwalając mu na takie "pływanie" na boki jakie miało miejsce wcześniej. Zdecydowanie zamknęła go dołem, z wodzy także tworząc obustronny korytarz i aktywnie najechała na środek przeszkody. Pokonawszy ją, pogalopowała dalej przed siebie, zbliżając się do zeskoku widocznego w tle zdjęcia. Siedząc w siodle, dała ogierowi łydkę, co by nie zawahał się przed skokiem w dół, w trakcie którego Nao mocno odchyliła się do tyłu, byle tylko nie dociążyć przodu ogiera, co mogłoby wytrącić go równowagi. Następnie najechała na identyczną przeszkodę, by po pokonaniu jej pojechać na prawo w lekkim półsiadzie. Ponownie pochwaliła konia głosem, a gdy w zasięgu jej wzroku pojawiło się to, wykonała jedną czy dwie półparady, po czym odchyliła lekko plecy celem wzięcia konia na siebie, oczywiście siadając na ten czas w siodle i podpierając siwka łydką, co by nie zgasł. Przed pierwszym, jak i drugim skokiem w górę dała siwemu łydkę, nie zapominając o tym, by podążyć za jego ruchem, co miałoby mu ułatwić wspięcie się na górę. Nie było to trudne, ale Nao dla własnego spokoju chciała poćwiczyć na różnie ukształtowanym terenie tak, by na zawodach nie nadziać się na żadne niespodzianki.

Friskey Whiskey - 2017-08-04, 10:58

Cieszył się, że Naomi zaczyna go rozumieć i tym bardziej stara się, aby ich współpraca polegała na obustronnym zaufaniu i uczeniu się od siebie. Kolejna z obranych przeszkód nie była niczym szczególny, zarówno swoimi rozmiarami jak i wyglądem nie wywoływała wątpliwości z ogierze, który odważnie galopował wprost na nią. Zdecydowanie Naomi i domknięcie w pomocach przyczyniło się do wyeliminowania błędów, jakie miały miejsce poprzednio przy najeździe do tak wąskiej przeszkody. W równym tempie i spokojnie Friksey podszedł pod przeszkodę oddając lekki i sprężysty skok, który sam w sobie był przyjemny do wysiedzenia.
Mając wciąż cały zapas energii nie tracił woli walki, dlatego też sam zeskok w dół mający na celu pokonanie kolejnej przeszkody na trasie nie był dla niego niczym strasznym. Odważnie galopował dalej pokonując również kolejną przeszkodę i lądując na prawo, gdzie Naomi odciążając jego grzbiet półsiadem pozwoliła mu jednocześnie pogalopować trochę odważniej.
Patrząc przed siebie zauważył strome wzniesienie, na którym umiejscowione były kolejne dwie przeszkody. Delikatnie wycofany miał szansę mocniej osiąść na zadzie i silnie odbić się zarówno przed pierwszą jak i drugą przeszkodą. Był dużym i silnym koniem, więc nawet takie przeszkody, choć stanowiły wyzwanie to nie były jakoś strasznie wymagające. Siwy dawał radę i dobrze o tym wiedział będąc w pełni świadom swojego ciała i jego możliwości, których wciąż Naomi się uczyła i poznawała.

Naomi Eaton - 2017-08-04, 20:29

W imię nabierania pewności siebie i zdobywania ćwiczenia, nie mogła oczywiście pominąć paru innych, niemalże klasycznych przeszkód, będącą częścią każdego crossu. Galopując przed siebie namierzyła zatem wzrokiem corner, który chociaż był pozbawiony niespodzianek, to wciąż był wymagającą przeszkodą. Jadąc na niego była świadoma, że musi się skoncentrować na najeździe; siadając w siodle, odchyliła ramiona i zamknęła konia w pomocach, szczególnie pilnując go z zewnętrznej strony, by nie skusiła go otwarta przestrzeń.Wysłała go do skoku w najwęższym miejscu przeszkody i zabrała się za jego ruchem, po wylądowaniu od razu chwaląc siwka. Następnie poprowadziła go na dwa wąskie fronty układające się w jedną kombinację. Stąd ważne było tempo, nie mogło być za mocne, jeżeli Nao chciała się bezpiecznie zmieścić między dwoma członami. Friskey pozostał jednak karny, dzięki czemu blondynka mogła z powodzeniem pokonać obie przeszkody, a następnie udać się w kierunku przeszkód połączonych z wodą. Jeszcze nie wiedziała, że na tym zakończy swoją jazdę, ale prawda wyszła na jaw w zasadzie po oddaniu pierwszego skoku nad kłodą, który miał swój koniec w wodzie. Już wtedy Nao niefortunnie zgubiła strzemię, którego nie zdążyła odzyskać przed oddaniem skoku nad przeszkodą stojącą w zbiorniku. Właściwie nawet do tego nie doszło, bo niedopilnowany, Friskey zwyczajnie odmówił skoku, za co nawet nie mogła go winić. Niestety całkowicie straciła na tym równowagę i po prostu rozstała się z siodłem, wpadając do wody. :lol: Może gdyby nie to, że jej kamizelka od razu się napompowała, to być może wsiadłaby raz jeszcze, ale chwilowo nie było to możliwe. Zresztą chyba opuściły ją chęci po tym, jak podniosła się ociekająca wodą, czy może raczej śmierdzącym mułem. :lol2: Dobre chociaż to, że Friskey od niej nie uciekł, dzięki czemu mogła go złapać za wodze i po prostu wykonać spacer wstydu do stajni. :lol2: /zt
Friskey Whiskey - 2017-08-04, 20:43

Aktywnie poruszając się naprzód przyjrzał się cornerowi już z pewnej odległości, nie bał się przeszkody samej w sobie, ale nie pozwolił Naomi na zlekceważnienie jej. Dlatego sam najazd jak i determinacja kobiety miały tu kluczowe znaczenie, dokładnie domknięty w pomocach i zmagazynowany miał, z czego się wybić, z precyzją pokonując przeszkodę dokładnie w tym miejscu, w którym chciała właścicielka.
Skupiony po cornerze utrzymywał ten stan również podczas kombinacji złożonej z wąskich frontów. Spokojnie i w równym tempo pokonał przeszkodę jedna po drugiej, cały czas pozostając skupiony na dziewczynie, które dyktowała zarówno tempo jak i trasę crossu, jaki obrali sobie na trening.
Kierując się w stronę zbiornika wodnego nastawił wyraźnie uszy do przodu, przyglądając się już lśniącej tafli z daleka. Galopował do momentu, w którym zabrakło dopchnięcia do przeszkody, brak równowagi poskutkował zatrzymaniem się siwego tuz przed przeszkodzą, przez co Naomi zwinnym susem zleciała do wody.
Po upadku blondynki nie ruszył się nawet o krok nie chcąc przypadkiem na nią nastąpić poczekał spokojnie aż się podniesie cała mokra i ozdobiona wianuszkiem z jakichś roślinek. :lol2:
Złapany w rękę ruszył pokornie stępem razem z dziewczyną w kierunku stajni, nawet nie próbując jej trącać nosem. :lol2:

/zt


Peter Pan - 2017-11-12, 15:22

Ukryj: 
Liam napisał/a:

Liam powinien teraz paść na kolana z bukietem marchewek i przepraszać Petera za zniewagę, która widentnie krwi wymaga, ponieważ faktycznie mylenie siwka z cremello to czysta ignorancja, tylko, że przez ewidentne niedojelenie mózgowe u mężczyzny. Tak czy siak, starał się prowadzić swoją kremówkę tempem typowo roboczym, czyli zwyczajnie bez spiny, w końcu Liam sam nie uważał się za jakiegoś geniusza w crossie i miał świadomość, że niektóre ewentualne błędy Piotrusia są tylko jego ludzką winą, ale liczył się też z tym, że im później jakiś styl sobie wyrobią. O ile kremowy mógłby podołać w jeździe na styl, to Liamowi za samą gębę przyznaliby punkty karne, więc całą winę spokojnie można zrzucić na niego :lol2:
Wracając do ich dzisiejszej majestatycznej jazdy, która na szczęście i jednocześnie nieszczęście nie była idealna (bo przecież L. swoje mankamenty nadrabiał humorem, czyli tylko pogarszał tym każdą sytuację), Hiszpan spokojnie (co było dziwne, bo on na wszystko reagował z wielką przesadą) spróbował przywrócić im swego rodzaju równowagę, którą utracili przy skoku, co pewnie nie wyglądało jakoś specjalnie dziwnie, ale mężczyzna w głębi duszy zachowywał się niczym paralityk. Był jednak usatysfakcjonowany w swego rodzaju sposób z uratowania sytuacji przez samego kremowego ogiera, resztę postanowił wyprostować sam i w czasie nie dłuższym niż dojazdowym do następnej przeszkody (miejmy taką nadzieję).
W drodze do drugiej przeszkody ten człowieczy ignorant jednak wyczuł zawahanie ogiera i jego chęć zrobienia z siebie katapulty, której to balastem w tym przypadku byłby nieszczęsny posiadacz krwi gorącej, w skrócie Liam. Mężczyzna jednak nie chciał odpuścić, jakoś trzeba przez przeszkodę spróbować przeskoczyć, dlatego też zaczął wykazywać jakąś inicjatywę w postaci wyłapania odpowiedniej długości wodzy, dodania zachęcającej łydki Peterowi w połączeniu z wypchnięciem go go przodu, podążając za ruchami jego ciała, jednak sygnalizując chęć zdecydowanego ruchu przed siebie. Jeśli ogier próbował wyjść z ustawienia, Liam domykał go, czym też próbował wrócić na wcześniej zaplanowany tor jazdy, czyli ten, który znajdował się w linii prostej za stołem, który trzeba było pokonać i z pewnością albo razem, albo pojedynczo (konisko po jednej, człowiek po drugiej) uda im się to wykonać.
Manewry w drodze mogły dać swego rodzaju efekt, ponieważ dojechali na tyle blisko, by móc oddać skok, jeden z tych dłuższych i w zamierzeniu wyglądających bardziej płasko, ale tak wychodziło w tym przypadku najlepiej. Nie liczyło się to, w jakim stylu na tę chwilę Piotruś odda skok, ważne, żeby się w ogóle przekonał do przeskoczenia tej przeszkody. Liam do ostatniej chwili utrzymywał ogiera w ustawieniu, by ten przypadkiem nie odskoczył w bok, ani nie wahał się zbyt długo. Mężczyzna w trakcie skoku manewrował swoim ciałem tak, by nie obciążać zbędnie ogiera, więc półsiad i wyjście do lekkiego odchylenia były wyrównane na tyle, by skok wyszedł pomyślnie. Jeśli po drodze się nie pozabijali, to po nieco koślawym skoku Liam "zarządził" nawrotkę na tę pierwszą, czyli stacjonatę, by jeszcze raz wszystko powtórzyć i tym z, miejmy nadzieję, lepszym wynikiem.


Przypisywanie sobie całej winy również nie miało większego sensu, bo Piotrkowi daleko było do ideału i mocno wątpliwe, że nawet pod wpływem treningu kiedykolwiek ulegnie to zmianie. Nie ukrywajmy - był trochę toporny i daleko mu było do sportowych koni ze stajni. W zasadzie idealny koń dla amatora, który już coś tam wie.
Ogier dosyć szybko odzyskał równowagę po pierwszym nieudanym skoku, ale był to stan zmienny ilekroć Kremowy zmieniał tempo galopu. Galopując na drugą przeszkodę, poczuł wyraźne wsparcie ze strony Liama, dzięki któremu nie podjął błędnej decyzji o rezygnacji ze skoku. Co prawda wahał się do ostatniej chwili, ale wreszcie odbił się od ziemi. Nie było to wygodne wybicie, bo wykonał je zdecydowanie za późno, przez co poszedł pionowo w górę. Cudem dokrył przeszkodę, mocno podkurczając zadnie kończyny pod siebie. Cóż... Jest nadzieja, że z czasem zacznie skakać ładnie, bo póki co wyglądało to właśnie tak, lub jak przetaczanie się na drugą stronę.
Niemniej Piotruś był z siebie bardzo zadowolony, że mu się udało i po pokonaniu przeszkody rozciągnął lekko galop, głośno przy tym parskając. Następnie zawrócił za sugestią Liama by pokonać obie przeszkody od początku. O ile mężczyzna go nie zawiódł, to ze stacjonatą poradził sobie tym razem niemal śpiewająco, chętnie do niej idąc i poprawnie wybijając się z optymalnego punktu. W skoku wyraźnie zapracował szyją i podciągnął nogi, choć nie poskładał ich zbyt starannie. Po pokonaniu przeszkody zachował aktywność w galopie, ale widok stołu ponownie wzbudził w nim wątpliwości. Najwyraźniej jednorazowe pokonanie go to było dla niego za mało, potrzebował o wiele więcej tych powtórzeń. Mimo to, przypilnowany, pokonał przeszkodę, tym razem oddając nieco mniej karkołomny i paniczny skok, dzięki czemu był też prostszy do wysiedzenia.

Oliver Pelerieux - 2018-01-30, 20:59

Korzystając z tego, że było całkiem ciepło i sucho (nawet nocą temperatury nie były minusowe) postanowiłem pojeździć z Cruzem po torze. Stępując po okolicy, spoglądałem w kierunku przeszkód, starając się stworzyć jakąś "trasę". Niedużą, bo chodziło mi jedynie o sprawdzenie konia i... zabawę, bo nie zamierzałem zmieniać dyscypliny. Po prostu uznałem, że taka odmiana dobrze nam zrobi.
Wymagałem od Cruza aktywnego marszu, prowadząc go w łydkach i nie odstawiając ich nawet jeśli siwek był pobudzony i mocno parł do przodu. Dosiadem podążałem za jego ruchem, siedząc luźno w pionie, zaś z pyskiem trzymałem kontakt i półparadami starałem się rozluźnić konia i nakłonić go od odpuszczenia w potylicy, bo znając go, był już cały podjarany widokiem otwartej przestrzeni. :lol:

Cruzeiro - 2018-02-01, 00:02

Tor crossowy był dla niego czymś zupełnie obcym, dlatego ożywił się na widok otwartej przestrzeni, jak i ''dziwnych'', masywnych przeszkód. Niósł głowę wysoko i z uszami nastawionymi na sztorc, z zaciekawieniem omiatał spojrzeniem teren wokół siebie, nie do końca wiedząc czego ma się spodziewać.
Maszerował aktywnie sam z siebie, aczkolwiek nie wyrywał się do szybszego chodu niczym opętany. Momentami zawieszał spojrzenie na jakimś elemencie toru i zapominał o swoim jeźdźcu, ale wystarczyło krótkie upomnienie by wrócił myślami na ziemie. Powoli zaczynał odczuwać rosnącą ekscytację, ale również dreszczyk emocji przed nieznanym. Wiedział jednak, że miał oparcie w postaci Olivera, co oczywiście dodawało mu otuchy.

Oliver Pelerieux - 2018-02-02, 14:47

Gdy Cruz zareagował spokojem na napotykane nowości, pogłaskałem go krótko po szyi, niejako wspierając w tych nowych doświadczeniach. Kiedy uznałem, że tyle stępa już nam wystarczy i możemy się wreszcie ruszyć, podjechałem do jednej z przeszkód (której nie miałem najmniejszego zamiaru skakać, ani teraz, ani później) i to na niej zostawiłem derkę, która dotąd okrywała konia. Jeżeli Cruz miał jakiekolwiek opory przed podejściem do przeszkody, konsekwentnie zamknąłem go w łydkach i nie tracąc kontaktu z pyskiem, prędzej czy później podjechałem do przeszkody i postawiłem na swoim.
Później oddaliliśmy się od przeszkody i po chwili dałem ogierowi łydkę do kłusa, zaraz zaczynając anglezować. Siadając w siodle rytmicznie i dość głęboko, narzucałem ogierowi swoje tempo, generalnie pozwalając mu jednak iść aktywnie przed siebie. Podtrzymując aktywność zadu łydkami, pulsacyjnym działaniem wewnętrznej wodzy starałem się nakłonić Cruza do przeżuwania kiełzna i odpuszczenia w potylicy; jednocześnie prowadziłem go po rozmaitych szlaczkach, serpentynach, ósemkach i kołach, pilnując na łukach właściwego wygięcia, w którym wspomagałem konia. Przede wszystkim siedziałem prosto, nie przechylając się do środka na zakręcie, a także wyginałem siwka wokół swojej wewnętrznej łydki, zgięcie nadając mu także za pomocą wewnętrznej wodzy, podczas gdy zewnętrzne pomoce stanowiły dla nich równowagę. Sporo czasu poświęcałem na poprawę elastyczności siwka, więc z treningu na trening powinno to wyglądać coraz lepiej.

Cruzeiro - 2018-02-07, 00:15

Lekko cofnął ucho w reakcji na dotyk, ale nie przejął się nim jakoś szczególnie. Chociaż nie wariował, to w dalszym ciągu był bardziej zaaferowany otoczeniem niżeli samym Oliverem. I to raczej nie miało się szybko zmienić.
Podjeżdżając do dziwnej, masywnej konstrukcji, troszkę się wycofał i z nieufnością zmierzył ją spojrzeniem. Będąc już blisko, odgiął się do zewnątrz, aczkolwiek nie próbował oddalić się na siłę. Zatrzymał się w bezpiecznej odległości, przez cały czas mają ów dziwny obiekt na oku. Na szczęście ten ani go nie zaatakował, ani - co gorsze - nie urwał żadnej z nóg, toteż siwek przestał traktować ją jako coś potencjalnie niebezpiecznego. Co prawda w dalszym ciągu nie ośmieliłby się przez nią skakać, ale póki go nie próbowała gonić, to była... neutralna. Tak czy siak wznowił stęp dość chętnie, nie lubiąc zbyt długo trwać w miejscu. Wtem nadszedł sygnał do kłusa, który oczywiście Cruz przetworzył nadto poprawnie i ruszył dość agresywnie przed siebie. Nie próbował zagalopowywać, aczkolwiek tempo w pierwszym momencie mogło wydawać się ''bez kontroli''. A już na pewno było zbyt dynamiczne, jako że skumulowane w ogierze emocje powolutku zaczęły się uzewnętrzniać. Nie mógł jednak zignorować mocnego akcentowania anglezowania i działań Pelerieux'a mających na celu utrzymania go w ryzach, więc szedł mocno przed siebie i efektownie przebierał nogami, aczkolwiek nie wykazywał żadnych niebezpiecznych zachowań. Uniósł przy tym głowę i spiął grzbiet, co rusz zawieszając spojrzenie na jakiejś przeszkodzie. Na plus zadziałały wszelakie łuki, które choć w pewnym stopniu zdołały odciągnąć uwagę nadpobudliwego Cruza. Dostosował tempo do średnic wolt, chociaż nie przestał być nabuzowany. Głowę opuścił dość niechętnie, ale za to stosunkowo łatwo odpowiadał na pomoce Belga i wpisywał się w te wszystkie szlaczki.

Oliver Pelerieux - 2018-03-04, 18:24

/Załóżmy, że temperatury wciąż są takie, jak wtedy. :lol:


Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że siedzę na tykającej bombie. W pracy z Cruzem było to niemal typowe, ale w tych okolicznościach wyjątkowo nie chciałbym stracić nad nim panowania. Cholera wie jakby się to skończyło. :lol:
W kłusie pozostałem na dłuższą chwilę, praktycznie nie wplatając w niego stępa. Zamiast tego często zmieniałem kierunki, po prostu pozwalając ogierowi na spuszczenie z siebie pary. Wydawało mi się, że próbując go uspokoić przejściami w dół, tylko bardziej bym go zirytował, więc dałem mu możliwość "biegania", choć pod kontrolą. W dalszym ciągu starałem się wplatać wolty lub zmiany tempa (zwalniając i dodając w kłusie na przemian) by cały czas w jakiś sposób stymulować uwagę siwka.
Do stępa zwolniłem dopiero z chwilą, w której poczułem, że już go tak nie nosi. Przytrzymawszy go dosiadem do stępa, poluźniłem nieco wodze, pozwalając Cruzowi na obniżenie szyi. Jeżeli zareagował w oczekiwany sposób, pogłaskałem go krótko po wewnętrznej stronie szyi, nie tracąc oparcia na zewnętrznej wodzy i stępowałem przez chwilę, po której po półparadzie poprosiłem konia o zagalopowanie, umyślnie zaskakując go przejściem ze stępa zamiast z kłusa. Wolałem uniknąć nakręcania się, a tym sposobem od początku miałem nad Cruzem większą kontrolę. Na dobry początek wjechałem na duże koło, nawet większe niż takie dwudziestometrowe i to na nim galopowałem, sprawdzając jak tam nastrój Cruza po wejściu na wyższe obroty.

Cruzeiro - 2018-03-13, 01:32

Pozostanie w kłusie na dłuższą chwilę, było dobrym posunięciem. Dzięki regularnym treningom Oliver coraz lepiej radził sobie z siwym i coraz sprawniej potrafił powstrzymywać jego zapędy. Co prawda niektórych rzeczy nie dało się uniknąć - jak na przykład gorącej głowy - ale byli na dobrej drodze do porozumienia.
Cruz w dalszym ciągu wyczekiwał galopu, ale ćwiczenia w kłusie i jego porządna dawka zdawały się go troszkę uspokajać. Oczywiście wszystko działo się dosyć powoli, bo energii miał w sobie sporo, ale już po pewnym czasie przestał być taki nerwowy i dawał się dużo łatwiej kontrolować. Może nie w kwestii tempa, ale kierunku jazdy i poszczególnych ćwiczeń. Dosyć ładnie wpisywał się w narzucone łuki, chociaż ze zmianami tempa początkowo było gorzej. Albo zacięcie opierał się zwolnieniu, albo aż za dobrze interpretował pomoce do przyspieszenia, starając się coś ugrać na swoją korzyść. Dopiero, gdy zdołał się troszkę wybiegać i zmęczyć siłowaniem z Oliverem, łatwiej akceptował takowe zmiany, nie robiąc z nich aż tak wielkiego halo.
Do stępa wrócił chętnie, jako potrzebował chwili odpoczynku na złapanie oddechu i na przygotowanie się do dalszych zadań. Galop ze stępa faktycznie go zaskoczył, ale dzięki temu siwy nie miał czasu na ekscytację. Mimo to obrał dość aktywne tempo, intensywnie pracując kończynami i kilkukrotnie testując mężczyznę w kwestii tempa i jego reakcji. Chciał obczaić na ile może sobie pozwolić, by później bez wyrzutów sumienia poruszać się wypracowanym galopem. W Belgu niestety nigdy nie miał łatwego zawodnika i praca z nim zawsze oznaczała walkę, która zwykle i tak kończyła się na niekorzyść skoczka.
Nie opierał się przed wejściem na koło, ale z drugiej strony nie zamierzał zmieniać swojej sylwetki, a już tym bardziej zwalniać. Z tego powodu już od początku próbował subtelnie uciekać na zewnątrz, łudząc się, że Oliver tego nie zarejestruje.

Lisa - 2018-03-20, 18:55

Na teren toru crossowego Lisa wjechała już wierzchem, drogę tutaj starając się odbyć na luźnej wodzy i spokojnym tempem. To jednak w znacznej mierze zależało od Devocatis, bo jeżeli tylko zdradzała jakieś humorki lub chęć do niesubordynacji, to dziewczyna już nie mogła jej zostawić takiej dowolności. Tak czy inaczej w końcu tutaj dotarły, wstępnie rozstępowane.
Skierowała klacz między przeszkody, aby mogła najpierw wzrokowo się z nimi zapoznać, jednocześnie zaczęła nabierać wodze dojeżdżając biodrami i łydkami do reki. Narzuciła aktywne tempo i pilnując aby maszerowała w przód zaczęła ją delikatnie rozluźniać do dołu, starając się jak najlepiej ją wyczuć i dostosować do niej pomoce. Nie wymagała na razie zbyt wiele, co jakiś czas klepiąc ją po szyi czy pokazując co bardziej kolorowe przeszkody.

Lucas - 2018-03-21, 15:14

Stępem pojawili się na torze crossowym, gdzie aktualnie już przebywało kilka par. To jednak nie zraziło Vaugiera, bo plac był obszerny i na pewno wszyscy zdołają się tu pomieścić.
O ile zachowanie Winninga na to pozwalało, oddał mu dłuższą wodzę i pozwolił się zrelaksować, jednakże nie pozwalając mu zapomnieć o aktywnym ruchu do przodu. Taka ilość stępa powinna być w zupełności wystarczająca, więc po krótkim oprowadzeniu, przeszedł do rozgrzewki w kłusie. W tym celu posłał siwkowi półparadę i zachęcił go do przejścia w wyższy chód, od początku starając się wyegzekwować energiczne aczkolwiek kontrolowane tempo. Nie wiedział, jak kopytny się zachowa, więc w przypadku gdy zaczynał za bardzo pędzić, brunet sprowadzał go na woltę i trzymał na niej aż do uspokojenia. Po za tym, kłusem nie poruszał się według żadnego schematu. Krążył po placu, pokazując Winningowi przeszkody, kręcąc różnorakie wolty i często zmieniając kierunek. Swoim anglezowaniem starał się mu narzucić odpowiedni rytm, dążąc do osiągnięcia złotego środka.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group