Diego Montana - 2016-05-10, 20:34 Wypraszam ! Nie jak do psa, ale nie będzie darł się do niego, Dragon. Kiedy pełno tu koni, ludzi etc. Wyszedłby na walniętego Pokiwał głową, boże, ten koń to ma tempo. Kiedy poszedł do płota, nagrodził go smakołykiem, ubrał kantar i wyprowadził, z pastwiska które zamknął. Ruszył z koniem na uwiązie, w kierunku Briana, czekał, aż ogarnie klacz i będą mogli iść.
-Patrz, jaka ładna. - rzekł w kierunku ogiera, wskazując na klacz. Powinien się zainteresować, w końcu niczego sobie i będzie cała jego, chwilowo Aaren Wayford - 2016-05-10, 20:36 Choć szara bluza brunetki była równie ciepła jak ta Tonego, to jednak nieprzyjemny chłód oplótł jej drobne ciało zanim dotarli do ogniska. Siadając tuż przy mężczyźnie posłała mu krótkie spojrzenie, nie spodziewając się takiego gestu z jego strony. Ale niech pilnuje bo mu jeszcze ukradną .
Unosząc wzrok dostrzegła Alaina mierząc go wzorkiem i krzyżując spojrzenie błękitnych tęczówek z lodowatymi ślepami bruneta. - Cześć.- przywitała się z nim naturalnie, w końcu zdarzało im się spotkać tu i tam, a tym bardziej razem napić.
Spojrzeniem omiotła towarzyszącą mu blondynkę, zaraz wracając do sączenia swojego piwa.
- Kurczak czy kiełbasa ?- mruknęła do Tonego, śledząc wzorkiem półmiski z jedzeniem, które stały niedaleko rozstawione na stołach wraz z pozostałą częścią prowiantu oraz alkoholu.Sensationet - 2016-05-10, 20:36 Na dźwięk swojego imienia, obróciła łeb, w kierunku płotu. Na widok właściciela, parsknęła krótko i skierowała się, do płota. Pływać? Gdyby umiała mówić, powiedziałaby mu: spadaj, okres mam Na jej nie szczęście nie potrafiła, a szkoda ;( Na widok faceta, z ogierem, stuliła znacząco uszy, może nie będzie jednak tak źle?Nadya - 2016-05-10, 20:39 Oparła się łokciami o matę i spojrzała na niego wzrokiem niewiniątka, z dodatkiem zatrzepotania rzęs. I żeby nie było wcale go nie podrywała. Podrywanie kogoś kto prawie cię przyprawił o zawał i komu masz ochotę przerobić facjatę nie jest dobrym pomysłem. To spojrzenie miało znaczyć Widzisz w tym coś dziwnego?
Po chwile szarpaniny, podczas której Nadya była wyrozumiała i nie narzekała, że Leon "zaraz jej urwie nogę", chłopak zaliczył potrójny sukces: jej but został oddzielony od nogi, noga od buta, ale nadal pozostała częścią jej ciała. Gdy lekko rzucił w nią jej własnym butem tylko ściągnęła brew, ale nic nie powiedziała.
Uff, jej nogi w końcu oddychały i pewnie po tylu godzinach jazdy nie pachniały różą. Kobieta rażno wstała na nogi, zgarnęła papierosy i zapalniczkę, zasunęła wejście do namiotu i odwróciła się do Leona, ze szczerym, chociaż nieco złośliwym uśmiechem na twarzy, która wyglądała w ten sposób znacznie. przystępniej.
- Dziękuję za twą pomoc, wierny sługo. - powiedziała i lekko dygnęła. No tak, całkiem bez złośliwości obyć się nie mogło. - Idę obczaić gdzie jest jakieś alko. - dodała wesoło, rezygnując z wytwornej "gadki". Leon mógł się poczuć zwolniony ze swej "służby", a Bravo ruszyła w stronę jeziora, gdzie była chyba jakaś lodówka. Ostatecznie właśnie alkohol był głównym motywem, że tu przyjechała. Co chyba nie świadczy dobrze o jej formie i silnej woli. ale cóż, abstynencja i powstrzymywanie się od czegokolwiek, to najwyraźniej nie jej mocne strony.G-Dragon - 2016-05-10, 20:40 Dał sobie nałożył kantar i wyszedł poza ogrodzony teren. Miał nadzieję, że jeszcze nie wracają bo bardzo będzie się opierał przy siodłaniu. Spojrzał na drugiego mężczyznę, a potem zerknął w kierunku klaczy. Nadal jeszcze nie do końca był wypoczęty, ba, po tej wycieczce będzie odpoczywał przez miesiąc. Chciałby przynajmniej. Oparł pysk o ramię Diega, dalej tłukąc ogonem o swoje boki. Nie wyglądał na specjalnie zainteresowanego koleżanką .Brian - 2016-05-10, 20:52 Przykro mi, Brian jako facet z krwi i kości był nieczuły na takie kwestie jak kobiece dolegliwości :P. Bardziej by się martwił o zachowanie G-Dragona, ale ten wydawał się być w tej kwestii równie nieczuły jak brunet.
Pogłaskał klacz po mordce, może ją to udobrucha. Poczęstował ją też talarkiem marchwi. Ponieważ Sensationet nadal miała na sobie kantar, wystarczyło, że Brian podpiął do niego uwiąz. Poklepał zangersheide i z lekkim, łobuzerskim uśmiechem wyprowadził ją z ogrodzonego pastwiska, prowadząc nieśpiesznie w stronę jeziora.Gerard Wayford - 2016-05-10, 21:07 - Całkiem dobrze Ci szło - przyznał, wzrokiem omiatając dość chwiejną konstrukcję. Najpewniej na drodze do sukcesu stanął brak wystarczającej siły, niezbędnej do solidnego umocowania namiotu, ale temu akurat mógł zaradzić. Podciągnął rękawy koszuli, bez słowa przystępując do naniesienia kilku poprawek - najistotniejszą było chyba mocniejsze naprężenie całej konstrukcji, niezbędne jeżeli namiot miał ustać w pożądanej pozycji, nie kładąc się ani nie podwijając.
- I po wszystkim - odezwał się, obdarowując Vi sympatycznym uśmiechem. - Wszyscy już się zbierają na ognisko - zauważył, wstając z ziemi i posyłając brunetce wyczekujące spojrzenie. Chociaż nie ustalili tego między sobą, to właśnie jej towarzystwa oczekiwał przy ognisku - w drugą stronę jak widzę działało to podobnie, nie miał więc nic innego do roboty niż poczekać, aż dwudziestolatka przebierze się w wygodniejsze ciuchy. - Poczekam na Ciebie - zakomunikował jej, dając jej chwilę na przebranie się w wygodniejsze ciuchy i samemu nie mając takiej potrzeby. Luksusem jazdy westernowej było to, że nie musiał cisnąć się w obcisłych bryczesach, chociaż takie też miały swoje miejsce w jego szafie.
Kiedy Vivianne opuściła namiot, gotowa do "wyjścia", krótko zmierzył jej sylwetkę wzrokiem. Następnie udał się z nią do towarzystwa siedzącego przy ognisku, najpewniej zajmując najbardziej strategiczne miejsce - takie, gdzie rozmowa zarówno z Harleyem, jak i Tonym oraz Aaren była możliwa (a także ze wszystkimi innymi, którzy postanowili zostać przy wspomnianej trójce). Co było widać na pierwszy rzut oka, niemal wszyscy zgromadzeni tam ludzie znali się wzajemnie, najpewniej tworząc jedną paczkę znajomych. Inni, nieobecni przy ognisku, najpewniej mieli teraz inne plany - Gerard jednak nie zamierzał dłużej czekać.
- Cześć - przywitał się, nie chcąc wtapiać się w towarzystwo niespostrzeżenie. Chociaż to Vivianne była jego głównym obiektem zainteresowania, to nie chciał pomijać reszty, licząc na poznanie nowych ludzi. Choćby miał pozostać z nimi na zawsze w neutralnych kontaktach. - Gerard - przedstawił się, siadając we wspomnianym miejscu, obok Vivianne.
/tak chujowo, że aż boli, ale może humor mi się odratuje za chwilę D:Elizabeth White - 2016-05-10, 21:09 - Nie będę odbierała Ci tej przyjemności i chętnie przejmę funkcję asekuratora - odparła, zerkając na niego z lekkim rozbawieniem. Nawet wypadało, żeby to właśnie Bastian jako pierwszy posadził tyłek na swojego rumaka. Ona z pewnością bardzo chętnie na nim pojeździ, ale jeszcze nie teraz. Jak na razie spełni się w roli pomocnika i ewentualnego reanimatora, w razie gdyby Anglik miał bliskie spotkanie z matką ziemią. Jej konie utrzymywały się raczej w kanonie spokojnych sportowców, co bynajmniej brunetce odpowiadało. Czasami marzył jej się jednak nieco trudniejszy koń, w którego musiałaby włożyć więcej pracy i starań. Poza Devonem, który jak na profesora przystało chodził jak marzenie, jej pozostałe dwa konie miały drobne uchylenia. Nie można jednak było powiedzieć o nich złego słowa, bo były całkiem przyjemnymi zwierzakami, w których edukację El wkładała całe serce.
W międzyczasie sprawdziła stan swojej kiełbaski, aczkolwiek ta nie była jeszcze wystarczająco wysmażona, więc ponownie pofrunęła nad ognisko. W reakcji na pytanie Sebastiana, zmarszczyła lekko brwi, nie wiedząc do końca co ma mu odpowiedzieć. Nie dziwiło jej wcale, że mężczyzna chciał dowiedzieć się co u niej słychać. Elizabeth nie miała przed nim nic do ukrycia, aczkolwiek nie chciała robić mu wywodów o swoim w miarę nudnym i spokojnym żywocie.
- Po staremu. Wzięłam się ostatnio za starty, dużo trenuję, kupiłam dwa nowe konie - w skrócie zawarła ostatnie miesiące swojego życia. Nie rozdrabniała się w szczegóły, które tak na prawdę nie były istotne. Chyba nawet odrobinę za bardzo skupiła się na karierze, co odbiło się echem na jej życiu towarzyskim. Znajomi jej ludzie rozpłynęli się gdzieś bez śladu, a ona zaczęła funkcjonować pewnym schematem. Co prawda do niedawna sporo podróżowała, ale wróciła już do Eastbourn i w najbliższym czasie nie zamierzała ponownie wyjeżdżać.Bastian Collins - 2016-05-10, 21:33 Zaśmiał się, spodziewając się dokładnie takiej reakcji ze strony brunetki. Ostatecznie jednak wolałby posadzić na Łosiu właśnie jej tyłek, ale jedynie z tego względu, że była zwyczajnie lżejsza od niego i dzięki temu mogłaby od razu nie zniechęcić gniadego do podejmowania jakiejkolwiek współpracy z człowiekiem będąc pod siodłem. Nie zamierzał jej namawiać – wiedział doskonale z jakim ryzykiem wiąże się wsiadanie na młodzika i choć czterolatek wydawał się być całkiem ogarniętym koniem (poza odchyleniami od normy, które… poniekąd zaczęły stanowić normę) nie do końca wiadomo było czego można się po nim spodziewać. Bastian cieszył się jednakże, że to właśnie Elka będzie pomagać mu w zajeżdżaniu koniska, które posiadało już podstawową wiedzę z lonży i korytarzy, ale któremu wciąż brakowało na grzbiecie jeźdźca. Czas było to zmienić i go rozdziewiczyć.
- No kurde, powodzi się – wzruszył brwiami kiedy dziewczyna poinformowała o zakupie dwóch nowych koni. Jakby nie było zwierzęta te nie należały przecież do najtańszych, a w dodatku takie jakimi interesowała się dwójka przyjaciół – a więc wspaniałe, sportowe maszyny – potrafiły wydrzeć z kieszeni ostatni grosz. On sam zawzięcie odkładał pieniądze aby nabyć w przyszłości jakąś klacz. Spokojną. Wyluzowaną. Grzeczną i przewidywalną. Zupełną odmianę obu panów, których miał w posiadaniu – pytanie tylko czy w ogóle kiedykolwiek taką znajdzie, a jeśli już – to czy będzie go stać na tego typu profesorską kobyłkę. Miał jednak czas. Chciał sprawdzić możliwie jak najwięcej koni i wybrać takiego, z którym idealnie się zgra. A wszyscy zgromadzeni, albo ich większość, doskonale powinni wiedzieć, że to nie takie proste.
Kierując się sprawdzoną przez Elizabeth kiełbaską, swoje postanowił zostawić dłużej w ogniu, bez spoglądania na ich wypieczenie. Przesunął je tylko nieco wyżej, by chleb nie mógł się całkowicie zwęglić, a następnie przesunął wzrokiem po ludziach otaczających ognisko. Zbierało się ich tutaj coraz więcej, ale jego wzrok zatrzymał się głównie na grupce, do której należała Aaren. Przyjrzał się uważnie obu Wayfordom, Harleyowi i Sarze, której kiwnął głową, jeśli dziewczyna spojrzała w jego kierunku. No proszę, kto by pomyślał, że spotka w tym miejscu swoją starą znajomą?
- Musisz wypić więcej piwa, bo zaraz idziemy się kąpać – oświadczył pannie White i jakby na pokaz opróżnił do samego dna własną butelkę. Ciekaw był czy ktoś jeszcze odważy się wejść do wody, bo on sam z pewnością nie zamierzał rezygnować z tego idealnego pomysłu.Monroe - 2016-05-10, 21:35 Ich relacja nigdy do szczególnie prostych nie należała, choć w swojej zawiłości i skomplikowanym sposobie bycia miała jakiś malutki urok. Mimo licznych spięć potrafili wszak ze sobą jeszcze rozmawiać, a nawet czuć się dobrze we własnym towarzystwie, dlatego też teraz oboje musieli postawić na starą jak świat, acz wciąż skuteczną metodę, ignorowania humorów drugiej strony. I tym razem okazała się ona bezbłędna, dlatego kiedy uraczył ją kolejnymi słowami, uśmiechnęła się półgębkiem w nikłym grymasie, który zaraz zniknął na rzecz innych czynności. Nie przeszkadzało jej bowiem to, że obserwował ją kiedy się przebierała i jakby nigdy nic bez skrępowania robiła swoje. Ostatecznie wyszła z namiotu, przyglądając mu się chwilę i marszcząc krótko brwi, nie zdążyła jeszcze podjąć żadnej decyzji nim mężczyzna nie zrobił tego za nią. Nie widząc nic lepszego do roboty, poszła w ślad za nim, zaraz zasiadając przy ognisku.
- Cześć, Monroe – przedstawiła się najbliższemu otoczeniu Alaina, to jest Tonemu, Harleyowi i Aaren, resztę towarzystwa niejako ignorując. Podobnie jak brunet, nie przepadała za nawiązywaniem nowych relacji, choć przyjechała tu między innymi w tym celu. Niemniej chwilowo jakakolwiek ochota na poznanie kogoś jeszcze, minęła jej, dlatego zamilkła nie mając zamiaru ostentacyjnie kleić się do swojego towarzysza czy zagadywać go na siłę. Zamiast tego wlepiła wzrok w ogień i wyciągnęła marznące dłonie w stronę paleniska, by ogrzać je odrobinę zanim zaczną wszyscy pić i Bóg jeden wie co jeszcze.Drew Pascail - 2016-05-10, 21:51 /nie ma to jak nie zauważyć posta
Zaśmiał się cicho ze słów Delphine i również odprowadził ją wzrokiem. Był gotowy pomóc jej w rozłożeniu namiotu, ale wolał nie ryzykować - co jeśli była jedną z tych kobiet, które nie życzą sobie pomocy od mężczyzn? Jako dobrze ułożony człowiek szanował jej wolę. Poza tym to zmusiłoby go do ruszenia tyłka i rozłożenia swojego namiotu. Koniec końców został z Caroline i przyjrzał się wspomnianej przez nią klaczy, która coś tam robiła (bo post się jeszcze nie napisał).
- Trochę dziwnie, nie zaaklimatyzowałem się jeszcze ani w stajni, ani w mieście w ogóle, ale z pewnością to nastąpi. - dodał pogodnie. Trochę stabilizującej rutyny dawała mu praca. Byli ludzie, którzy mogli poczuć do niego antypatię, za to, że był gliną. On poczułby antypatię do siebie, gdyby nim nie był. Chociaż wcale nie był to łatwy i przyjemny i nie zawsze bezpieczny zawód.
- A ty jak długo mieszkasz w Eastbourne? - te słowa skierował do Delphine. W sumie sam nie wiedział dlaczego, ale odniósł wrażenie, że też jest nowym "nabytkiem" miasta, ale równie dobrze mogła tam mieszkać od lat i to też było okej. Drew coeszyła każda nowa znajomość w prawie obcym mu mieście.Anonymous - 2016-05-10, 21:52 Umyślnie trzymał ją tak blisko siebie, nie tylko czując się dzięki temu lepiej, ale mając też pewność, że nikt nie odważy się do niej podwalać. A nawet jeśli, to szybko zmieni zdanie...
- Zjem wszystko, co mi dasz - odparł z nikłym rozbawieniem, zaraz wypuszczając brunetkę z objęć aby mogła przynieść ich dwójce jedzenie i potrzebne akcesoria. Zakładając, że padło na kiełbaski, tę swoją nadział na kij i wystawił go w stronę ogniska, zaczynając opiekać mięso. Podniósł wzrok na Monroe, która zabrała głos i także się przedstawił, po czym przekrzywił głowę, opierając ją o głowę Aaren, przez co musieli tworzyć jakże uroczy obrazek. Obserwował trzaskający ogień, gdy do ich kręgu nadeszła kolejna para - Gerard i Vivianne. Mimowolnie uniósł brwi, zaraz jednak pozbywając się tego sceptycznego wyrazu twarzy i przywitał się z przybyłymi, zaraz spoglądając wymownie na Aaren tuż po tym, jak podniósł głowę.Vivianne Feron - 2016-05-10, 22:03 W czasie kiedy Gerard zajmował się naprawieniem efektów pracy jej mało wprawnych rączek, dziewczyna dokończyła swoje piwo, butelkę odkładając do worka, który przeznaczyła na śmieci. Wcześniej trzymała w nim skórzaną kurtkę, ale skoro znalazła już dla niej nowe miejsce, to wyrafinowane „opakowanie” należało spożytkować w inny sposób. Odwzajemniła szeroki uśmiech mężczyzny, kiedy tylko zakończył „budowę” i musiała przyznać, że teraz namiot wyglądał całkiem dobrze. Zdawało się, że w środku jest sporo miejsca, za co powoli zaczynała być wdzięczna znajomemu – prócz wygodnego leżyska miało się tam bowiem znaleźć miejsce na spory plecak brunetki a także odrobina przestrzeni do swobodnego przebierania.
- Jesteś moim bohaterem – odpowiedziała, poruszając przy tym brwiami a na jej ustach pojawił się zagadkowy uśmieszek. Słysząc swoiste ponaglenie w głosie czterdziestolatka czym prędzej czmychnęła do namiotu, aby po kilku minutach szamotaniny opuścić go w czystej, odświeżonej i pachnącej wersji samej siebie. Wciąż miała na sobie skórzaną kurtkę, która sięgała nieco poniżej jej piersi, a pod nią włożyła jedynie prostą bokserkę w odcieniu truskawki. Do tego czarne, obcisłe spodnie, które ładnie podkreślały jej pupę i sportowe buty idealnie komponujące się z całym strojem. Zmiana ubrań rozbudziła ją na tyle, że czym prędzej chwyciła za rękę swego towarzysza by przyciągnąć go do siebie, a kiedy tylko znalazł się bliżej, stanęła na palcach by złożyć na jego ustach krótki pocałunek. Ot tak, po prostu.
Kilka chwil później oboje dołączyli już do ogniska, a Vivianne podążyła za czterdziestolatkiem w miejsce, ku któremu zmierzał. Czy się denerwowała? Nie. Naprawdę nie obchodziło jej co ktokolwiek sobie o niej pomyśli i miała ochotę świetnie się bawić, nie zwracając uwagi na krzywdzące spojrzenia innych. Ostatecznie żyjemy w takich czasach, w których nic już nie powinno dziwić, a ludzie mogliby okazywać nieco więcej tolerancji.
- Cześć, jestem Vivianne – zawtórowała starszemu Wayfordowi, przedstawiając się Aaren, Tonemu, Alainowi i Monroe. Teraz, z bliska, mogła nieco uważniej przyjrzeć się twarzy dwudziestodwulatka, a kącik jej warg jakby mimowolnie ruszył ku górze, podczas gdy jej ciało opadło w dół, by wygodnie rozsiąść się na trawie. Milczała przez dłuższą chwilę, z uśmiechem wpatrując się w trzaskające w ognisku gałęzie, a kiedy jej oczy niemal zaszły łzami od tego widoku, obróciła głowę ku brodatemu mężczyźnie.
- Przynieść Ci coś? – zapytała, wierząc, że on także był głodny. Z pewnością potrzebował więcej jedzenia niż ona, a jej brzuch powoli skręcał się w upomnieniu o jakiekolwiek wypełnienie.Mia - 2016-05-10, 22:09 ....Krótka wymiana zdań między Jess a Tonym sprawiła, że atmosfera zgęstniała, a wraz z tym Mia lekko się spięła. Zagryzając dolną wargę, w ciszy kontynuowała pomaganie przy składaniu namiotu, który wspólnymi siłami udało im się jakoś złożyć i, co było najważniejsze, nie rozleciał się przy skończeniu roboty. Co chwilę jednak zerkała na Jessie czy Hayley, która była wyraźnie zażenowana tą sytuacją.
....Odprowadziła Wayforda wzrokiem, czując, jak powoli spięcie między nimi zanika. Zajęła się układaniem karimat w namiocie i wtaszczaniem swoich tobołów, tym samym unikając nieco sztywnej rozmowy między resztą. Kiedy w końcu wyszła, ponownie przeciągnęła się. Z chęcią położyłaby się już teraz i zasnęła snem wiecznym, ale czekały ją jeszcze dużo ciekawsze atrakcje.
....- Zbierajmy się już na ognisko, bo wszyscy tam chyba są - powiedziała pogodnym tonem, zamykając za sobą namiot, żeby żadne robactwo, w tym przede wszystkim komary, nie wleciały do środka. Anonymous - 2016-05-10, 22:10 Mimo tempa, które narzuciły inne wierzchowce, pozwolił się w pełni kontrolować i nie dał się ponieść fantazji. Zwolnił gdy dziewczyna go o to poprosiła i w taki sposób dotarli na miejsce.
Gdy tylko cały osprzęt zniknął z jego ciała, a zastąpił go jedynie kantar ruszył zrelaksowany i zmęczony w stronę wybiegu. Puszczony, od razu poszukał sobie miejsca do wytarzania się, dopiero po zrobieniu panierki potrząsnął całym ciałem i ruszył w stronę koni.