To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Hala rekreacyjna

Unannounced Pleasure - 2017-03-19, 19:16

Anna Ross napisał/a:
....


Nic nie musiała korygować a fakt, że było pusto cieszył też jego. Nie lubił przepychać się między innymi końmi, stąd po rozejrzeniu się po hali zastrzygł uszami i posmyrał Annę po ramieniu chrapami. Szedł koło niej spokojnie ale chętnie. Rozglądał się po pomieszczeniu strzygając uszami i obserwując wszystko aż do czasu kiedy założyła mu lonżę. Tutaj nie mogąc się doczekać chwili luzu zaczął kręcić się, lecz szybko uspokojony zszedł na koło w odpowiednim miejscu. Jego tempo było aktywne, szybkie ale nie przesadnie. Rozluźnił się w ruchu poprzez wyciągnięcie szyi i zniżenie jej oraz lekki zastój zadu w ruchu. Wielkości koła zmniejszać nie musiała, choć momentami gdy trochę go ponosiło musiała podnieść głos gdy przednie kopyta zaczynały pracować zbyt szybko i wysoko. Łażenie stępa przez 20 minut nudziło go, co było też ewidentnie widać.

Alexander - 2017-03-21, 18:51

Carcassonne napisał/a:
[...]


Jaki brzuszek? Nie przesadzaj, bo nie ma wcale tak źle. Nie był jeszcze gotowy na amore mio, więc niech nawet nie zerka w tamtym kierunku. Jak to mówią za wysokie progi na jego nogi, czy jakoś tak właśnie. Był jak na razie zadowolony z pracy ogólnej ogiera, ale w sumie okazało się na dobrą sprawę że na tym mieli właśnie zakończyć swój trening dziś. Jeszcze nieco pokrążyli po hali wykonując różne figury i ćwiczenia, by zwolnić ponownie do stępa. Po porządnym rozstępowaniu ogiera zabrał go do stajni.

z.t

Carcassonne - 2017-03-21, 22:23

Brzuszek, brzuszunio, brzuszuniuniunio! Pozwalał sobie na spokojne stępowanie i rozglądanie się po hali aż do końca treningu. Jemu współpraca z Alexem też się podobała, choć myślę, że gdyby zamiast niego była jakaś klacz byłyby bardziej zadowolony. Nie mniej jednak nie narzekał a wręcz przeciwnie! Mężczyzna podpasował mu jako jeździec niezaprzeczalnie.
Po rozruchu udali się razem do stajni - Aleks spokojnie a Crack jak na zsyłkę na Sybir.
/z.t

Anna Ross - 2017-03-23, 13:38

Unannounced Pleasure napisał/a:
[...]


Czasem jednak nie dało się pracować całkowicie samemu, takie uroki stania w dość dużej stajni. Poklepała go po łopatce w odpowiedzi na smyranie po ramieniu, miała nadzieje na dobrą i solidną pracę teraz i w przyszłości. Anna oczywiście nie omieszkała pochwalić go za dobre zachowanie, bo na razie niewiele mogła mu zarzucić jeśli chodzi o zachowanie. Co poradzić że lonża bywała dość nudna? Jednak musiał jakoś to przetrwać, no nie było innego bata. Urozmaicała mu to zmianami kierunków, poszerzaniami lub zmniejszeniami średnicy koła. Potem głosem i ewentualnie batem pogoniła go do kłusa, również zajęło im to z jakieś niecałe 15 minut. Tu prócz zmniejszania lub zwiększania średnicy, wplotła w to przejścia stęp-kłus-stęp i zmiany oczywiście kierunków. Potem galop i powtórka z poprzednich chodów, kobieta do wszystkiego przykładała dość sporą wagę. Dlatego jeśli ogier coś np. odwalał to powtarzali aż było dobrze. W końcu zwolniła do do stępa i zatrzymała, by znów poprawić sprzęt i tym razem już go dosiąść. Poklepała go krótko po szyi, by odesłać go na parę chwil do luźnego stępa przed wznowieniem poważniejszych ćwiczeń.

Unannounced Pleasure - 2017-03-23, 22:10

Anna Ross napisał/a:
....


Nie mniej jednak im bardziej jest się samodzielnym, tym lepiej. Na poklepanie po ramieniu prychnął i nastawił ciekawski uszy w jej stronę . Nie był przecież pullerem, po prostu jego charakter jest dość specyficzny. Naprawdę, można się po nim spodziewać też miłych i delikatnych rzeczy.
Zmiany koła i tempa wpływały na niego korzystnie. Był coraz bardziej rozbudzony w ten pozytywny sposób, praca zadu i nóg była niezmiennie silna lecz z gracją i pełną kontrolą a grzbiet był rozluźniony. W galopie unosił się na wyższe, niżeli dłuższe foule, robiąc ruch podobny do konika na biegunach. Niosąc przód wyżej niósł głowę w ładnym ułożeniu na poziomie pracującego zadu. Zmiany chodów wychodziły raz lepsze, raz gorsze. Nigdy jednak nie było negatywnie. Właściwie nie było z nim problemów - podczas poprawiania sprzętu i dosiadania a stęp miał aktywny i ochoczy, lecz nie przesadnie szybki.

Brian - 2017-03-26, 09:25

Daleko nie zawędrowali, bo Brian wprowadził Sensationet na halę rekreacyjną; Z uwagi na dopisująca pogodę wielu decydowało się na trening na otwartych obiektach. Brytyjczyk był sprytniejszy i zdecydował się na halę, gdzie przynajmniej teoretycznie powinien być mniejszy tłok.
Oprowadził gniadą po obiekcie, po czym zatrzymał ją w narożniku Poprawił popręg, uregulował strzemiona i gdy upewnił się, że zangersheide stoi w miejscu korzystając ze schodków, znalazł się na jej grzbiecie. Usadowił się w siodle i pozbierał wodze, po czym poprosił pięciolatkę o ruszenie stępem, dając jej na razie luźną wodzę i o ile nie szalała, nie ingerował za bardzo w jej pracę. Kiedy, jeśli jednak przesadzała z tempem, lub odstawiała inne cyrki, korygował ją i sprowadzał na ziemię, przekonując ja, że jednak lepiej jest mieć trochę swobody i nie świrować z tego powodu.

Anna Ross - 2017-03-30, 19:47

Unannounced Pleasure napisał/a:
[...]


Kobieta była naprawdę dumna z swojego ogiera <3 Pullery też nie są takie złe, bardziej zagubione i z czasem można się z nimi fajnie dogadać. Jego ojciec ani reszta rodzeństwa do normalnych nie należała, więc trudno aby on był normalny. To dobrze że można się po nim było spodziewać też miłych rzeczy <3 Niby niewielkie urozmaicenie w krążeniu po kole, ale no zawsze jakieś ono było. Pamiętała o krótkich pochwałach dla ogiera, które miejmy nadzieje że pozytywnie budowały ich relacje. W stępie już nie męczyła go bez użytecznym chodzeniem w kółko, tylko od razu zabrała się za kręcenie różnych figur. Zaczęli od wykręcania typowych figur, jak wolty, serpentyny czy wężyki. Kobieta przykładała się do wyjeżdżania z ogierem dość starannie konkretnych figur, odginając do od stosownych pomocy i ograniczając go jednocześnie. Nie dawała mu żadnego pola do popisu z własnej inicjatywy, starała się kontrolować każdy jego ruch. Oczywiście wykonali to na obie strony, gdzie kierunek Anna zmieniała przez przekątną. Kiedy odpowiednio się rozgrzali na obie strony, kobieta po powrocie na ścianę wypchnęła go do kłusa. Ponownie narzucając mu od razu stosowne tempo, a w razie konieczności korygując je.

Unannounced Pleasure - 2017-04-02, 12:49

Anna Ross napisał/a:
....


Nie był stricte pullerem, choć trochę z niego miał. Można rzecz, że był po prostu zbyt charakterny i ostry, mniej że niebezpieczny, nieobliczalny i groźny. Racja, tatusiek nie grzeszył dobrocią, lecz też nie był jakiś nietentenges. No oczywiście, że miłych też można się spodziewać. Krążyli po tych kołach co nudziło co coraz bardziej a pochwały kobiety przyjmował, jakby ich nie było. Różnorakie serpentyny, wężyki i wolty deczko urozmaiciły ich stęp, lecz to nie było to, czego ogier oczekiwał. Odginał się co prawda starannie od jej łydek, lecz jej ciągła kontrola deczko uprzykrzała mi normalne funkcjonowanie. Był koniem dla którego ciągłe rozglądanie się, tupanie, fuczenie i przyśpieszenie było normą, a osoby zajeżdżające go były do tego przyzwyczajone. Anna była tutaj na minus - za dużo kontroli też nie jest pozytywne. Kręcili się jednak razem po tych najróżniejszych figurach, ciało ogiera pracowało starannie - zad aktywny, żucie wędzidła oraz ładne ugięcia, lecz wszystko zmieniło się w kłusie. Tempo jakie zarzuciła po prostu męczyło go monotonią. Zagryzł więc wędzidło w zęby i szarpnął głową aby jakkolwiek oddziałać na kobietę. I nie mów, że była nienaruszona, bo jednak jego 500 czy więcej kilo dało radę chociaż pociągnąć ją w przód. Nie przyśpieszał jednak, jedynie fuczał zdenerwowany nie żując wędzidła i spłaszczając ruch zadu do minimum.

Sensationet - 2017-04-02, 21:22

Brian napisał/a:
[...]


Daleko się nie udali bo aż na halę rekreacyjną. Teoretycznie powinien być mniejszy tłok, a jak było w rzeczywistości? Ktoś tu trenował, ale nie przeszkadzało to klaczy. Poznała halę i przyjrzała się jej, ale nie zrobiła na niej żadnego niepożądanego wrażenia. W końcu zatrzymała się gdzieś w narożniku, by poczekać aż facet wsiądzie na jej grzbiet. Klacz ochoczo ruszyła stępem przed siebie, trzymając się równego i dość mocnego tempa. Jednak nie pędziła ani się nie ślimaczyła, można powiedzieć ze szła pośrednim. Kuliła jedynie uszy kiedy mijali za blisko innego konia, jednak nie robiąc raczej niczego co powinno wyprowadzić go z równowagi - na razie.

Brian - 2017-04-03, 11:28

Dopóki poruszała się tym pośrednim tempem nie korygował jej, nie dziwiło go też jej zachowanie, gdy znajdowali się w pobliżu innego konia, bo w końcu dobrze znał Sensationet i jej podejście do ludzi innych koni. Na razie dawał jej luźną wodzę i możliwość do obniżenia i wyciągnięcia łba.
W ten sposób pokonali po kilka okrążeń na obie strony, zmieniając kierunek po przekątnej. Zaczął też stopniowo nabierać wodze na kontakt i starać się o większe zaangażowanie ze strony gniadej, chociaż głównie kręcili się po hali. Pomiędzy kolejnymi okrążeniami na jedną stronę, a tymi na drugą wykręcili też kilka figur, w rodzaju wolt, pół wolt, czy serpentyn. Łuki figur był na razie obszerne i nie powinny sprawiać trudności. Brian chciał sprawdzić rozluźnienie klaczy. Podczas wykręcania figur pilnował równego, aktywnego tempa, wpisywania się w figurę i wygięcia od łydki. Następnie zmienili kierunek na kolejne okrążenia, podczas których brunet pilnował tego pośredniego tempa, którym jak dotąd się poruszali i starał się sprowadzać zangersheide na ziemię, jeśli coś odstawiała. Jeszcze jedna półwolta, po czym po zamknięciu jej i powrocie pod ścianę napiął lekko krzyż i dodał łydki, prosząc ją o kłus. Z początku anglezowali na lekkim kontakcie, Brytyjczyk pilnując odpowiedniego tempa. Tak jak w stępie po kilka okrążeń na każdą stronę, figury na podobnej zasadzie, ale o mniejszych, nieco bardziej wymagających łukach i kolejne okrążenia. Tak jak poprzednio przed przejściem do kłusa skierował gniadą na woltę, by po jej zamknięciu cofnąć jedną łydkę za popręg i dodać obie do galopu, od razu pilnując pośredniego tempa.

Anna Ross - 2017-04-07, 19:30

Unannounced Pleasure napisał/a:
[...]


Bywały gorsze konie od niego, a jego właściwie można podciągnąć po prostu pod rozkapryszonego dzieciaka. Jednak nie z Anną te numery, bo znała takich jak on i nie przejmowała się ich humorkami bo oni tylko tak chcą. Anna nie ważyła 500kg, ale miała własne sztuczki i metody na odegranie się za takie zachowania. Wtedy od razu może mu się odechcieć dalszych prób, bo w końcu nie należy to do przyjemnych kiedy dostaje się nie dosłownie po pysku. Po niej też się można było spodziewać miłych rzeczy. No jeszcze długo nie będzie to czego oczekiwał, bo jak się będzie wiecznie stawiać to tylko przedłuży swoje cierpienia. Jak pracował poprawnie to nie katowała go przesadnymi pomocami czy wiecznymi upomnieniami, bo nie widziała w tym celu. Był jednak krótko po zajadce, więc nie ufała jego umiejętnościom tak jakby trenował już xxx lat. To że ludzie od zajadki mu na to pozwalali, to wcale nie znaczyło że ona też zamierzała. Kiedy była praca to była praca, a kiedy durne wygłupy to durne wygłupy. Tempo nie było ani za wolne ani za szybkie, więc niech nie robi z siebie męczennika bo to raczej żałosne w wykonaniu takiego "maczo" :lol2: . Czując szarpnięcie w dół, momentalnie puściła wodzę do przodu. Uniknęła wyszarpnięcia łokci ze stawów, ale w dużym stopniu i tak to odczuła. Ona natomiast mało delikatnie w odpowiedzi cisnęła go piętą w bok, bo nie pozwoli mu na takie traktowanie siebie. Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie - stare ale jakie dobre powiedzenie. Anna nie zamierzała mu odpuścić bo on miał taki kaprys, tak długo go męczyła następnie w kłusie wpierw do zebrania, a potem na figurach aż uznała że jego praca jest zadowalająca. Dlatego właściwie dla własnego dobra i szybszego przejścia do konkretów, lepiej dla niego jakby się zaczął przykładać do pracy. Ona miała czas - dużo czasu, więc mogła z nim to kręcić do usranej. Tak samo jako poprzednie odginała go od wewnętrznej łydki i wewnętrzną wodzą nadając kierunek i zgięcie. Zewnętrznymi pomocami pilnując go, a do tego cisnąć go przejściami kłus-stęp-kłus-stój-kłus i tak kilka razy. Ćwiczenia były wykonywane w różnej kolejności i na obie strony, a ona była upierdliwa jak osioł. Jakby zachodziła taka potrzeba to twardo i krótko sprowadzała go na ziemię, wałkując to do skutku. W tym czasie stajenny na jej komendę zaczął układać pierwsze przeszkody na hali, były to drągi i koperty. Dopóki jednak nie wykonali wszystkiego jak należy, Anna nawet nie skierowała go w kierunku przeszkódek. Dopiero wtedy kiedy było jak należy, skierowała go na drągi. Najpierw leżały trzy w odstępach na kłus, a kobieta przytrzymując ogiera skierowała go na ich środek. Dojeżdżając do odpowiedniego miejsca łydką mu oznajmiła o uniesieniu nóg nad nimi oraz lekko wysunęła ręce w przód, oddając mu nieco wodzy. Powtórzyli x3 drągi na prawo i lewo, bo przejście miało być w dynamicznym ale nie pędzącym tempie. Natomiast koń miał pamiętać o uniesieniu nóg, a dopiero potem skierowała go na pierwszą z kopert.

Unannounced Pleasure - 2017-04-08, 13:01

Anna Ross napisał/a:
....

Wypraszam sobie i dzieciaka i rozkapryszonego. Jej sztuczki nie robiły na nim jakiegoś ogromnego wrażenia a jeszcze bardziej go irytowały. Szedł równym tempem kładąc uszy po sobie i prychając. Nawet jeśli oberwał nie dosłownie po pysku zarżał jedynie trochę piskliwie i zarzucił lekko zadem kontynuując swój ruch. I hola hola, on się nie stawiał - po prostu pokazywał swoje niezadowolenie. Pracować pracował lepiej czy gorzej, czasami olewał jej pomoce a czasami aż za bardzo na nie reagował. Taka meksykańska fala. Pomoce jednak rzucać musiała i powiedzmy, że się w miarę do nich stosował. I racja, krótko po zajazdce więc jego ruch i umiejętności ruchowe były w trochę wąskim kółku rozwinięcia, lecz wszystko da się wypracować. I znów hoola, ale męczennika też nie robił. Już bardziej wkurwionego spalonym kotletem męża XD. Otrzymał to co otrzymał dzięki wyrwaniu jej wodzy a na łydkę zareagował mocniejszym barankiem od którego świst poniósł się po całej hali. Ojj, męczyła go dosłownie pół godziny. Upierał się, zagryzał wędzidło i spłaszczał ruch do tego stopnia, że było to dla niej istną katorgą doprowadzić go do normalnego stanu. Finalnie się to jednak udało więc kolejne etapy pracy szły lepiej.
Zmiany tempa i chodu wychodziły mu w miarę dobrze, choć lekkie problemy były z przejście od stój do kłusa. Nogi tylne wpadały mu aż za bardzo pod tułów, co z kolejnymi próbami coraz bardziej ustępowało. Zad zaczął pracować aktywniej a na wszelkich zakrętach i łukach ciało ogiera ładnie się wyginało. Momentami zagapił się na to, co robi stajenny prychając w jego stronę, z czasem przechodziło mu to w miarę możliwości do normalnego chodu i zachowania. Skierowany na drągi szedł równym tempem nastawiając uszy w ich stronę. Początkowo zahaczył tylną prawą o pierwszy i ostatni drąg, w miarę powtórek jego nogi unosiły się coraz wyżej i wyżej aż ruch nad nimi był elastyczny, równomierny i w odpowiednim tempie.

Sensationet - 2017-04-09, 20:08

Brian napisał/a:
[...]


Klacz zawsze była nieco nad aktywna, ale taki już miała charakter po prostu. Briana znała już dość długo, wspólnie spędzany czas poprzez treningi, rajdy czy zawody umocnił ich więź. Klacz pod kimś obcym na pewno inaczej by się zachowała, co pewnie odbiło by się na tym kimś dość mocno :lol2: Jeśli myślał kiedyś faktycznie o pokryciu jej, to może lepiej znaleźć jej jakieś spokojnego męża? Klacz korzystała z luźnej wodzy, ale nie nadwyrężała cierpliwości właściciela. Nad dziw była jak na razie spokojna, nie uprzykrzając mu zbytnio życia. W ten sposób pokonali kilka okrążeń na obie strony, zmieniając kierunek przez przekątną. Po pokonaniu tych okrążeń nadszedł czas na porządniejszą pracę, więc klacz wraz z pomocami właściciela zaczęła działać. Ładnie się zaokrągliła angażując w pracę swój zad, a także wchodząc na przyjemny kontakt z jego ręką. Wtedy znów rozpoczęli krążenie wokół hali, a także pomału wplatać w to wszystko nowe figury. Wykonali kilka wolt, pół wolt i serpentyn, gdzie klacz mimo dość sporej średnicy przykładała się do ich wykonania. Klacz nie wydziwiała podczas kręcenia figur, a robiła właśnie to co do niej należało. Zmienili kierunek na kolejne okrążenia, gdzie klacz utrzymywała tempo oraz zaangażowanie w pracę. Jeszcze jedna pół wolta, by po jej zamknięciu wrócić pod ścianę. Właśnie zaczynała się pomału nudzić, ale właśnie właściciel miał ją zaskoczyć i klacz zapomniała o nudzie. Płynnie przeszła do kłusa, gdzie nie zmiennie poruszała się naprzód. Tak jak w stępie pokonali kilka okrążeń na obie strony, a także wykonali kilka figur. Po ich wykonaniu i powrocie pod ścianę, przeszli ostatecznie do galopu.

Anna Ross - 2017-04-10, 14:45

Unannounced Pleasure napisał/a:
[...]


Nie no, nie był taki w ogóle a w ogóle. Skądże znowu :lol2: No to byli siebie warci, bo ona nie zamierzała mu pozwalać na to, na co on miał ochotę po jej trupie prędzej. On też ją irytował i co? Kiedy zarzucał zadem czy strzelał baranki od razu skracała wodzę, ciągnąć go za pysk i spychając w bok na woltę. Oczywiście nie było to koło, bo to nie o to chodziło. Jednak sam sobie w tym momencie szkodził, bo jak on działał po złości na kobietę tak ona oddawała mu ze zdwojoną siłą. Nie warzyła pół tony i nie miała 180cm w kłębie, posiadała jednak bat, ostrogi, kiełzno w jego mordzie i ściany budynków. Niech wierzy na słowo lub nie, ale byłaby go w stanie wcisnąć w ścianę gdyby zaszła taka potrzeba. Może mózg by mu się przeorał, to od razy by zmądrzał. Co ją obchodziło jego niezadowolenie i kaprysy? Tyle co zeszło roczny śnieg. Kiedy się starał i wykonywał polecenia jak należało, to miał z tego pożytek a tak kręcili jedną figurę 30 razy. Anna nie ma męża i wcale się na to nie zanosiło :P Dla kogo katorgą dla tego katorgą, ona miała czas i nikaj się nie spieszyła. Sam na własne życzenie fundował sobie mielenie tego po 50 razy na obie strony, jej to dosłownie wisiało ile razy to wykona raz czy pięćdziesiąt. Wszystko robili do momentu, kiedy było perfekcyjnie idealnie wykonane. To też się tyczyło w późniejszym etapie drągów, a po ich wykonaniu czekało na nich coś trudniejszego. Skierowała go po łuku na niską kopertę, gdzie go zaraz naprostowała do przeszkody. Zamknęła go w pomocach i doprowadziła do miejsca wybicia, gdzie łydką odesłała go do skoku. Wspomogła się tu ewentualnie batem, by w trakcie lotu oddać mu stosowną ilość wodzy i przejść do półsiadu. Kopertę również przemaglowali po trzy razy na prawo i lewo, używając tej samej techniki. Po powrocie na ścianę jednak zaraz, Anna odesłała go w końcu do galopu. Wykonując na początek luźne koła wokół hali, a przygotowując się pomału do konkretów.

Unannounced Pleasure - 2017-04-10, 22:05

Anna Ross napisał/a:
...


Taka sama zasada - jego nic nie interesowały jej żądania i pomysły. Stosował się, bo sorry, jestem tutaj tylko koniem, ale coraz mniej podobał mu się pomysł tego treningu. Już wolał swoje 4 ściany i żarcie niż bieganie pod blond laską z dziwnymi w jego mniemaniu pomysłami.
Przeszkoda nie wyglądała na straszną, lecz z pewnością skupił na niej uwagę nastawiając uszy i wbijając w nią wzrok, następnie po sygnałach dziewczyny wybił się aż za mocno w powietrze, lecąc jakby nad okserem 150 centymetrów, niżeli drobną, niezauważalną wręcz przeszkodą. Pracował ładniej zadem, ale nie był to szczyt jego możliwości. Na łukach był trochę sztywnawy, co nie było do końca jego pomysłem - nie umiał wszystkiego i popełniam tysiąc pięćset sto dziewięćset błędów ze względu na wiek. Nie mniej jednak wszystkie powtórki były dla niego coraz to lepsze - delikatniejsze wyskoki spowodowane mniejszym lękiem oraz ogarnięciem się w miarę. Co prawda w samej fazie lądowania po drugiej stronie nadal potrafił przyśpieszyć jak z motorkiem w dupie, ale i tak powinna być w miarę zadowolona. Tułów elastycznie pracował, pysk uspokoił się co raz przeżuwając wędzidło a kończyny odpowiednio amortyzowały lądowanie, podobnie jak oddziaływały na wybicie - technikę miał we krwi.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group