To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Konkursowy tor crossowy

Orchid of Rohan - 2016-04-24, 10:33

/Czyli kochany! :lol2:


Zadowolenie jeźdźca było wyczuwalne, co miało dobry wpływ na dalsze zachowanie ogiera. Wszystko zapowiadało na to, że kończąc trasę będzie bardziej zmęczony psychicznie, niż fizycznie, dlatego wsparcie ze strony Christiana było dla niego bardzo ważne. Chociaż szedł chętnie na przeszkody, wciąż dziwił się ich wyglądowi i za każdym razem toczył ze sobą wewnętrzną walkę, z jednej strony bojąc się, a z drugiej czerpiąc radość ze skoków.
Rozgalopował się po dwunastej przeszkodzie tylko po to, aby stracić pewność siebie na widok trzynastej przeszkody. Co prawda nie zbaczał z trasy, ale było po nim czuć, że jeżeli tylko nadarzy się ku temu okazja, spłynie na bok. Stąd koniecznie okazało się solidne dopilnowanie go, które zaowocowało poprawnym oddaniem skoku. Towarzyszyło temu ciche stęknięcie, ale pomimo "porywającego entuzjazmu" kasztan spisał się, wykazując sto procent normy. Nie zlekceważył przeszkody, prezentując nad nią przyzwoity baskil. Wylądował w równowadze, gotów sprostać kolejnym wyzwaniom. Gdyby tylko wiedział, jaka niespodzianka czeka go następnie...
Pierwszy człon rzeczywiście był zachęcający. Rudy nie miał co do niego żadnych wątpliwości, stąd też chętnie pogalopował do przeszkody, nie zrażając się nawet widokiem majaczącej za nią wody. Pokonawszy przeszkodę, wyczuwalnie się skrócił, szyję wyginając w łabędzi łuk. Innymi słowy zapuścił żurawia, robiąc wielkie oczy; jego potylica momentalnie sprawiała wrażenie trzy razy dłużej, zaś oczy przybrały jeszcze bardziej sarni wyraz niż zwykle. Niemniej wskoczył do wody, już w zbiorniku nabierając większej śmiałości, choć nie sądził, że będzie aż tak głęboko! Walcząc z oporem wody, niebawem dostrzegł na swojej trasie kolejną przeszkodę, ustawioną w wodzie. Mocniej niż dotąd zaangażował się w odbicie, aby bezproblemowo poradzić sobie z ową przeszkodą. Lądowanie rzeczywiście było cięższe, ale zdołał się zrównoważyć. Trzeci człon już z daleka prowokował ogiera do rozminięcia się z nim, lecz ograniczony zewnętrznymi pomocami, poszedł prosto na wąski front, przed samym oddaniem skoku nie mając żadnych oporów. Ochoczo skorzystał z elastycznie pracującej ręki Christiana, wyraźnie ciągnąc nos do przodu i tym samym rozprostowując szyję. Nie zapomniał też o odpowiednim złożeniu nóg, przede wszystkim z szacunku dla przeszkód, które w dużej mierze były przeszkodami stałymi, nie dającymi się rozbudować. Wylądowawszy podbił lekko zadem, odreagowując stres związany z ciężką kombinacją. Dalej swobodnie pogalopował do piętnastej przeszkody, która wreszcie wyglądała przyjemniej niż kilka poprzednich. Nie zmieniając tempa, odważnie poszedł na środek przeszkody, stale odpowiadając na wysyłane półparady - galopował lekko pod górę, uszyska mając nastawione na sztorc i bawiąc się kiełznem. Dopiero przy odskoku wysunął nos do przodu, zaraz śmiało całą sylwetką wychodząc do skoku i efektownie rozciągając się nad przeszkodą, co było możliwe tylko dzięki równowadze i współpracy zawodnika. Długo się jednak nie nacieszyli swobodą, zważywszy na konstrukcję szesnastki. Takie przeszkody dosłownie robiły mu wodę z mózgu. Automatycznie szukał środka przeszkody, podczas gdy jeździec wyraźnie kierował go na sam brzeg, co było zupełnie nienaturalne dla konia. Dlatego też w najeździe do przeszkody niemal do samego końca toczył cichą walkę, nieco rwąc foule i uciekając od ręki, chyba cudem ostatecznie oddając skok, choć zdecydowanie przedwcześnie. Na swoje szczęście był wystarczająco silny, aby mimo tego poradzić sobie ze przeszkodą, oddając wysoki i okrągły skok. Drugi człon wywołał w Orchidzie mniejsze zaskoczenie. Tym samym doszedł do niego pewniej, z zaufaniem, co poskutkowało oddaniem skoku w pożądanym miejscu. Kolejny corner na trasie okazał się prostszy w pokonaniu niż jego poprzednik. Kasztan wiedząc, czego się od niego oczekuje, stłumił swoje niezadowolenie i oddał skok z brzegu, mieszcząc się między chorągiewkami i z powodzeniem pokonał przeszkodę. Kolejno skorzystał z odcinka pozbawionego przeszkód i zgodnie z oczekiwaniami jeźdźca, śmiało wyszedł do przodu, poszerzając wyraźnie foule. Zadowolony z pochwały, parsknął krótko i rozciągnął się nieco do dołu, niejako także okazując swoją radość związaną z poprzednim sukcesem. Jego entuzjazm został jednak lekko powściągnięty przed kolejną przeszkodą, lecz utrzymał się, dzięki czemu Rudy bardzo chętnie podszedł do owej przeszkody i wybił się spod niej, oddając ekonomiczny i poprawny technicznie skok, w trakcie którego skorzystał z oddanej wodzy i daleko wyciągnął szyję. Widok następnej przeszkody także nie był zaskakujący dla Orchida. Wręcz przeciwnie, nie spanikował ani trochę, całkowicie ufając jeźdźcowi i do samego końca idąc odważnie, równo na dziewiętnastkę. Poprawnie wszedł w odskok, odbijając się silnie i sprężyście, co poskutkowało stosunkowo okrągłym skokiem, szczególnie w porównaniu z ostatnimi.
Ilość powtórzeń widocznie nie zawsze miała znaczenie, bowiem Orchid na widok wody stojącej za kolejną przeszkodą, odczuł niechęć do oddania skoku. Owe wahanie zostało jednak prędko 'rozjechane' śmiało do przodu przez Christiana, w rezultacie czego ogier wybił się do kłody, zaraz lądując po jej drugiej stronie. O dziwo nie miał większego problemu z odzyskaniem równowagi mimo grząskiego, zamokłego podłoża. Rozbryzgując brudną wodę kopytami, wyszedł na suchy ląd i dogalopował do kolejnego wąskiego frontu, nie stanowiącego żadnego problemu. Chętnie wyszedł do przeszkody, spod której odbił się, najwyraźniej wciąż mając całkiem sporo sił, skoro skok był płynny i dość wysoki. Kolejne dwie przeszkody był przyjemne w odbiorze, stąd też odpowiednio przypilnowany, nie zawahał się przed żadnym z członów. Nad oboma oddał pokaźny skok, daleki od popełnienia jakiegokolwiek błędu. Widok ostatniej przeszkody na trasie nie spodobał się ogierowi. Już z daleka zdradzał w swoim zachowaniu niepewność, która nie ustąpiła do samego końca, mimo posłuszeństwa i reakcji na pomoce jeźdźca. Ostatecznie odbił się we wręcz krytycznym miejscu, ale zdołał dokryć całą przeszkodę i z powodzeniem ukończyć cross.
W pełnym galopie minął celowniki, po czym z wolna przeszedł do stępa i został przekazany w ręce luzaka. /zt

Nearly Perfect - 2016-04-24, 15:01

Wyczuwała bardziej ożywioną niż zwykle atmosferę w stajni, która jednak jak na razie jej się nie udzielała. Spokojnie zjadła śniadanie, pokręciła się po boksie, oczekując, że stajenny zaprowadzi ją na padok. Zamiast jednak stajennego przyszła do niej Caroline, którą Nearly Perfect przywitała wesołym rżeniem i zaczęła dopominać się o smakołyka. Podczas czyszczenia i siodłania była spokojna, dopiero, gdy były już gotowe kasztance zaczęła udzielać się atmosfera w stajni i stres, który wyczuwała od kobiety. Dlatego podczas rozgrzewki wydawała się trochę rozkojarzona, chociaż ćwiczenia wykonywała bez zarzutu.nadal spięta

Po rozgrzewce Caroline zaprowadziła klacz na linię startu. Oczekując na sygnał Perfect parsknęła nerwowo kilka razy, ale gdy w końcu wystartowały zebrała się w sobie i w końcu porządnie skupiła na wyzwaniu. wspoMimo to nadal była nieco zesztywniała, jakby nadal spięta więc przybrały bardziej zachowawcze tempo, co w innej sytuacji nie byłoby klaczy na rękę. Mimo wszystko trzymała się wyznaczonego, równego tempa. Cross był dla Perfect dość nowym doświadczeniem, jednak powinna sobie z nim poradzić, skoro jak prawdziwa WKKWistką z potencjałem radziła sobie zez skokami i dresażem, nawet jeśli nie była championką. To (miejmy nadzieje) przyjdzie z czasem i treningami. Kolorowowłosa doprowadziła ją do jedynki. Z początku Perfect przykleiła uszy do potylicy i byłą niepewna, lecz gdy jeszcze zbliżyli się do jedynki odzyskała pewność siebie. Prowadzona przez Caroline, wspierając się na jej pomocach płynnie i na czysto pokonała jedynkę, co dodało jej jeszcze pewności, teraz wiedziała z czym to się je. W związku z tym również dwójka, przed którą jeszcze przyśpieszyła, nie stanowiła dla nich problemu nie do pokonania. Można powiedzieć, że kasztanka załapała rytm.
Stosując się do pomocy od dwudziestopięciolatki skróciła krok, uaktywniła zad i utrzymywała tempo, zanim dotarły do nieodległej trójki, którą dzięki wspólnemu wysiłkowi pokonały na czysto, tak jak kolejną czwórkę.
Podczas najazdu na piątkę selle francais galopowała dość płynnie, chociaż był to galop zachowawczy i była skoncentrowana na zbliżającej się przeszkodzie, kolorowowłosa precyzyjnie nakierowała kasztankę na piątkę, a ona po dodaniu łydki poderwała najpierw przody, potem tyły, ładnie baskilując nad przeszkodą i zgrywając się z kobietą w skoku. Spokojnym galopem ruszyły na szóstkę, której pokonanie przedstawiało się podobnie: sześciolatka była skoncentrowana dzięki półparadom i zaangażowała jeszcze bardziej zad, co pomogło im w oddaniu czystego skoku. Ciasnym najazdem ruszyły na kolejną przeszkodę, z którą także nie miały problemu.
Czekał ich kolejny szereg. Perfect nadal była skupiona i poruszała się równym, chociaż "nieśmiałym" galopem, współpracując z amazonką. Po tym jak Caroline naprowadziła ją na pierwszy człon, który pokonali na czysto, skróconym krokiem ruszyły na drugi, który również pokonały na czysto. Pomijając zachowawcze tempo, przynajmniej żadna wpadka nie zdarzyła im się przy przeszkodach, póki co. Dojechały do dziewiątki w zamkniętych pomocach. Po tym jak dwudziestopięciolatka dodała łydę do wybicia kasztanka oderwała się od ziemi, przechodząc zgrabnie i lekko nad ciasną przeszkodą, zgrywając się z kobietą w skoku. Dziesiątka wyglądała bardzo podobnie i pokonały ją w podobny sposób.

Diego Montana - 2016-04-24, 18:10

Na szczęście bardzo dobrze im szło i oby tak do końca, nie pogniewałby się, wcale, a wcale. Mimo, że na trasie kropił deszcz, a gniadosz od czasu do czasu się o coś potykał, nie mógł narzekać na ich przejazd. Zawsze mogło być gorzej :lol2: Prowadził go w pośrednim galopie, nie za szybkim, nie za wolnym. Musiał zadbać o to, by starczyło mu sił dojechać do mety. Starał się, kierować go najbardziej po prostej, by te ostre zakręty, wyjeżdżać w miarę równo. Dość szybko ich oczom ukazała się przeszkoda numer 11, poprosił ogiera o lekkie wydłużenie kroku, nabierając także tempa do przeszkody. Zamkniętego w łydkach, doprowadził pod samą przeszkodę, na kontakcie, by w odpowiednim miejscu dołożyć łydkę do jego boku, wejść w półsiad i oddać wodzę. Nie pozwolił mu się zbytnio rozpędzać, w trasie do 12 przeszkody. Trzymanego ogiera na krótko, prowadził równym krokiem galopu, na sam środek przeszkody. Była łudząco podobna do tej przed chwilą, więc nie bał się, o wpadkę. Po dojechaniu do przeszkody, ponownie dodał łydkę do jego boku, wszedł w półsiad i oddał mu wodzę. Podpierając go, wyjechali łuk za dwunastą przeszkodą i pogalopowali dalej w kierunku 13. W sumie jechali pierwszy raz cross, nie wiedział, jak ogier, zareaguje na zbiornik wodny. Mocniejsze półparady w dojeździe do przeszkody, w odpowiednim miejscu dodał łydkę do jego boku, prosząc o wskoczenie do wody. Kolejna przeszkoda, a raczej jej pierwszy człon to był wyskok z wody. Prowadził go równym tempem przez zbiornik wodny, by w odpowiednim miejscu łydką podeprzeć go i wypchnąć z zbiornika wodnego na ląd. Po wylądowaniu za nim, wziął ogiera na siebie, kontakt z pyskiem i doprowadzenie do drugiego członu. Po doprowadzeniu do przeszkody, po dodaniu łydki, krótkim locie, znaleźli się po drugiej stronie i pogalopowali do 15. Podpierał ogiera na zakrętach, prowadząc go możliwie jak najlepiej do kolejnej przeszkody. Kiedy dojechali do niej, ponownie lekko wydłużył jego krok, półparady i zaraz przeskoczyli kolejną przeszkodę na czysto. Wyjechali kolejny łuk, po którym wyrosła kolejna przeszkoda - 16. Ponownie lekko rozciągnął krok ogiera, z racji budowy przeszkody, półparady, dojechanie do przeszkody i kolejny, czysty skok. Mimo krętej drogi, bruzd, kamieni o które od czasu do czasu się potykali i deszczu, przejazd szedł im całkiem nieźle. Siedemnastka była na lekkim uskoku, więc półparady, lekki skrócenie go i po łydce, dosiad, oddanie wodzy i galop ku 18. Ta przeszkoda, również niosła ze sobą możliwość kąpieli, ponownie półparady, krótszy krok, zamknięte pomoce i przeskoczenie belki, po której wylądowali w wodzie. Woda pryskała na nich i dookoła nich, ale nie przejmowali się tym specjalnie. Chwilę później byli już na brzegu, a ułamek sekundy później dostrzegli kolejną przeszkodę. Prowadził go na sam środek żywopłotu, z mocniejszym zadem, na kontakcie w zamkniętych pomocach, by zaraz się znaleźć po drugiej stronie przeszkody. Zostały im do pokonania 3 przeszkody, ale 4 skoki. Dalej prowadził go równym krokiem, bez szaleństw, na razie się to sprawdzało i oby tak do końca. Przeszkoda również była dość krótka, musieli precyzyjnie do niej dojechać. W zamkniętych pomocach, równym krokiem galopu, skróconego na kontakcie, doprowadził do pierwszego członu. W odpowiednim miejscu dodał łydkę, wszedł w półsiad i oddał wodzę. Po lądowaniu, lekko przytrzymując ogiera, dojechać do drugiego członu, którego przeskoczyli w ten sam sposób. Potem nieco długa trasa do 21 przeszkody, modlił się w duchu, by do niej dojechali. Ponownie lekko go skrócił, nabierając siłę z zadu, zostając tym samym na mocniejszym kontakcie, by w odpowiednim do tego miejscu odesłać ogiera do skoku. Została im ostatnia przeszkoda do pokonania, do tej przeszkody pozwolił się ogierowi rozpędzić. W dobrym miejscu ponownie, ostatni raz dać mu łydkę do boku, wejść w półsiad i oddać wodzę, pochwalił ogiera głosem, kierując do mety. Za nią zwolnił ogiera do kłusa, a potem stępa, dając mu długie wodze. Po rozstępowaniu, wrócili do stajni na zasłużony odpoczynek.

z.t

Anna Ross - 2016-04-24, 19:11

Dziewiąta przeszkoda, jak prawie wszystkie tu przeszkody, była kłodą. Mimo, że siwek szedł niczym anioł <3 Uważała co, by nie wypaść z dobrej passy która im towarzyszyła. Skupiła go na przeszkodzie półparadami, zamkniętego w łydkach, prowadziła do samej przeszkody. Dlatego bez większego trudu po odesłaniu konia do skoku, przeskoczyli ją na czysto i kierowali się w kierunku 10. Nie wiedziała jak koń zareaguje na tą przeszkodę, w końcu nie każdy lubi się kąpać :lol2: Usiadła w siodło na kilka foule przed przeszkodą, by równym galopem, doprowadzić konia do brzegu. W idealnym do tego miejscu, dała mu łydkę, prosząc o wskoczenie do wody. Kolejną łydkę dopiero przyłożyła do boku, po przegalopowaniu zbiornika, sugerując ogierowi wyskoczenie z niego. Równym krokiem galopu, skierowała go do przeszkody numer 11. Doprowadziła go pod samą przeszkodę, by w odpowiednim miejscu ponownie dodać łydkę do boku, wejść w półsiad i oddać wodzę. Mogła pozazdrościć Evie tak spokojnego konia, jej dwa konie to jakieś szajbusy :lol2: Raz chociaż miała okazję dosiadać jakiegoś nieco normalniejszego - normalnie cud, ne może być. Kolejna przeszkoda również była kłodą, normalnie będą rzygać tymi kłodami, na sam koniec. Po dojechaniu do 12 przeszkody, ponownie w optymalnym do tego miejscu, odesłała siwka do skoku. Po lądowaniu lekko zakręcili na lewo, by w dystansie nieco nadgonić, bo do 13 był lekki dystans. Potem kolejny skręt w lewo, lekkie przytrzymanie i przeskoczenie, kolejnej przeszkody na czysto. Zostały im tylko trzy przeszkody do pokonania, pierwsza z nich, oznaczona numerem 14, była dość nie typowa. Równym krokiem galopu, doprowadziła siwka do przeszkody, by w odpowiednim miejscu dodać łydkę, wejść w półsiad i oddać mu wodzę. Lekko go przytrzymała, co, by się nie rozpędzał w trasie do 15, bo była dość krótka. Natomiast kłoda pewnie nie zrobiła na nich większego wrażenia, po zamknięciu w pomocach, dojechaniu do przeszkody, odbiciu się i złożeniu, wylądowali na ziemi i pognali do ostatniej 16 przeszkody. Ta również nie była dla nich żadnym wyzwaniem, na czysto ją pokonali i skierowali się do mety. Po jej przekroczeniu, stopniowo zwolniła go do kłusa, stępa i po rozstępowaniu, odstawiła do stajni.

z.t

Jonah Wrens - 2016-04-24, 23:07

Właśnie dlatego miałem przewagę nad siwkiem bo znałem go i wiedziałem jak z nim postępować, a on zz kolei znał mnie. Zatem wiedział, że ze mną nie ma żartów, ani dyskusji. Mógł próbować jednak na całe szczęście szybko odpuszczał i nie musiałem się z nim bezsensownie szarpać.
Wracając jednak do sedna; prowadziłem go w galopie pozwalając mu na sensowne tempo. Nie chciałem żeby leciał na złamanie karku, jednak też nie chciałem go zbytnio ograniczać. W końcu miał się rozluźniać, a nie spinać bez potrzeby. Cross jechałem treningowo, traktowałem jako zabawę, a nie prawdziwą rywalizację jak na parkurze.
Tak czy inaczej, zwolniłem go dopiero gdy wypadliśmy z zakrętu do dziewiątki. Mimo, że przeszkoda nie była jakaś straszna to postanowiłem zwolnić ogiera, wycofując go na siebie. Postąpiłem tak dlatego, że mieliśmy długi dystans swobody, a teraz siwens miał do pokonania wąską przeszkodę. Do tego rozochociłby mi się za bardzo i miałbym spory problem z ogarnięciem go w dalszych skokach.
Po ogarnięciu Holendra, zamknąłem go w łydkach i lekko zmniejszyłem korytarz z wodzy, coby nie wypadł mi na bok. W taki sposób dotarliśmy pod samą przeszkodę, aby po niej zaraz pokonać identyczną dziesiątkę. Tutaj taki sam sposób, bez pozwolenia na przyśpieszenie tempa.
Po oddanym prawidłowym skoku ponownie dałem mu swobodę galopu.
Kolejny długi dystans spędziłem na uspokojeniu emocji, wiążących się z tego typu przeszkodami. Zawsze był to dreszczyk emocji (taki przyjemny), coś innego, takie przyjemne oderwanie od codzienności. Przy okazji tej zabawy miałem okazję sprawdzić jak treningi wpływają na mojego wierzchowca, który mimo pierwszych zapowiedzi sprawował się świetnie.
Będąc już nieopodal jedenastki, pozwoliłem sobie jedynie odrobinę go zwolnić, a nawet bardziej upewnić się, iż dalej jest pod moją kontrolą. Jeśli pozostał sterowny, nic nie stało na przeszkodzie, aby oddać mniej efektowny - płaski skok. Tam gdzie ogier nie musiał się wysilać, chciałem to wykorzystywać, nie tracąc czasu ani jego siły, którą musiałby włożyć w zwolnienie, oddanie mocnego skoku itd.
Utrzymując go w tym lekkim wycofaniu i większej sterowności niżeli w samym dystansie tak podprowadziłem go do dwunastki, która również nie wymagała mocnego skoku. Dając Schockowi sygnał do oddania dalekiego skoku, towarzyszyłem mu półsiadem i oddaną ręką, aby następnie dać mu luz w galopowaniu naprzód.
Dochodząc do trzynastki, już zwolniłem mocno ogiera, mając go pod pełną kontrolą. Trzymając siwka na sobie, musiałem dopilnować prawidłowości skoku, gdyż nie dość że za przeszkodą był uskok to dodatkowo miał wskoczyć w wodę. Co czasem przerażało konie.
Ufałem jednak swojemu wierzchowcowi, dlatego też zwróciłem na siebie jego uwagę, trzy foule przed oddaniem skoku. Po sygnale przeszedłem w półsiad, jednak nieco wcześniej wróciłem w siodło, cofając się do tyłu, co miało na celu zasugerowania mu ułożenia się do lądowania. Coby się nie zdziwił.
Woda musiała przyjemnie schłodzić siwka, czego sam poniekąd doznałem, gdy ogier w galopie rozchlapywał wodę dookoła siebie. Na szczęście i nieszczęście długo siwy nie musiał zmagać się z oporem wody, gdyż czternastka wyprowadzała nas z powrotem na trawę. Tutaj musiałem mu jak najbardziej pomóc w wydostaniu się do czego miał posłużyć silny zad siwego.
Zdecydowany sygnał z mojej strony i pewne wyjście wraz z siwym do góry. Po wyjściu z wody, naprowadziłem go prosto na drugi człon czternastki, który również bez problemu został pokonany przez wierzchowca. Wtedy poklepałem jego szyję i dałem mu większą swobodę.
Po miarę krótkim odcinku galopu nieco go wycofałem mając teraz przed sobą szeroką i nawet wysoką przeszkodę. Dlatego przydała mi się tutaj kontrola nad siwym. Jak się okazało był to kolejny dobry skok ze strony Schocka.
Dobra passa miała się skończyć właśnie na szesnastej przeszkodzie, do której zbliżaliśmy się pewnym krokiem - jak mi się wydawało.
Być może za późno zacząłem wycofywać na siebie ogiera, albo źle wyliczyłem foule, bądź ogier odmówił skoku. Na tę chwilę gdy machnęło mną do przodu i straciłem równowagę cała sytuacja nie była taka jasna. Automatycznie zająłem się uspokajaniem Schocka i wróceniem do poprawnego siadu.
-Spokojnie mordko, nic się nie dzieje. Damy radę, zaufaj mi.
Odezwałem się spokojnie jedną ręką trzymając pewnie wodze, zaś drugą gładząc jego szyję. Nie dałem mu za dużo czasu do myślenia, niemalże od razu prosząc go o ponowne zagalopowanie. Tym razem domykając go w pomocach, poprzedzającą łydką trzy foule przed upewniłem go co do mojej decyzji. Chciałem żeby to skoczył, bez innego wyjścia.
Spodziewałem się też efektownego skoku z jego strony, toteż mogłem się na to fizycznie przygotować. Tak czy inaczej po małej korekcie ponowiliśmy "atak" na szesnastkę, którą udało się nam pokonać. Wchodząc w głębszy półsiad i oddając mu rękę, zostawiłem Holendrowi miejsce na popis.
Kolejnym odsapnięciem od tej niemiłej sytuacji mógł być galop w dystansie, gdzie oddałem mu swobodę. Mógł śmiało odreagować, czego nie miałbym mu za złe.
Widząc już siedemnastkę na horyzoncie, wycofałem go, unikając płaskiego skoku czy takiej sytuacji jaka miała miejsce przed chwilą. Miałem już gdzieś czy znacznie przekroczymy normę czasową, postawiłem na bezpieczeństwo, unikając poprzednich posunięć.
Pilnując go do samego końca, dałem mu w końcu sygnał i wszedłem razem z nim w półsiad. Po oddaniu skoku poklepałem jego siwe szyjsko i ruszyliśmy dalej dziarsko przed siebie.
Kolejną przeszkodą znowu miała być woda, czego nie musiałem się obawiać. Siwek poprzednio dobrze zniósł kontakt z cieczą, więc nie sądziłem żeby cokolwiek próbował wymyślać. Nie był taki.
Jak się okazało, siwek dzielnie pokonał osiemnastkę dziarsko galopując przez wodę, a następnie po wyskoczeniu na trawę pokonał i dziewiętnastkę bez zastanowienia. Dzięki temu mogliśmy galopować dalej.
Niedługo po tym na naszej drodze pojawiła się dwu członowa dwudziestka, na którą zastosowałem wycofanie ogiera i domknięcie go w pomocach. Gdyż takie wąskie przeszkody kusiły, żeby z nich spłynąć. Nie mniej jednak Schockwave mnie zaskakiwał coraz bardziej, odważnie pokonując człon A, a następnie B. Bez zawahania i z bardzo poprawną techniką zostawiając za sobą pokonane przeszkody.
Nie nadrabiając nawet czasu w dystansie do dwudziestej pierwszej przeszkody, spokojnie wcześniej go wycofałem, unikając zbędnej szarpaniny. I tak jak poprzednio, bez tak skrupulatnego pilnowania ogiera, doprowadziłem go do przeszkody, w wymierzonym miejscu dając mu sygnał do skoku.
Po tym skoku dałem mu pełen luz, nawet zachęcająco cmokając. Mógł lecieć ile chciał, bo wiedziałem już że za chwilę skończymy cały przejazd. Toteż mimo zmęczenia mógł sobie pozwolić na to co chciał.
Dopiero gdy miałem na horyzoncie ostatnią przeszkodę, zacząłem go zwalniać, biorąc siwego na siebie. Mimo grzebienia na górze przeszkody wolałem pokonać ją na spokojnie, toteż wycofałem Holendra, ostatni raz dając mu sygnał do skoku. Po pokonaniu przeszkody puściłem luźno wodze, wyklepując szyję wierzchowca.

Po całej sprawie zwolniłem go do kłusa, a następnie stępa. W tym momencie już z niego zeskoczyłem, stępując go z ziemi. W między czasie ściągnąłem cały osprzęt zastępując go kantarem, a w stajni już zająłem się chłodzeniem jego ciała, a zwłaszcza nóg.
/zt

G-Dragon - 2016-04-25, 16:27

Do jedenastej przeszkody galopował galopem pośrednim, kilka metrów przed samą przeszkodą wydłużając nieco krok. Wybił się w odpowiednim miejscu i przeleciał nad nią. Wylądował po drugiej stronie, szybko łapiąc równowagę. Nie przyspieszał, bo nawet jakby chciał to silna ręka mężczyzny mu to skutecznie utrudniała. Nie chciał niepotrzebnie obrywać wędzidłem po pysku. Poza tym był już zmęczony, sierść miał mokrą od deszczu i potu, więc nawet nie chciał się mocno rozpędzać bo do mety będzie się czołgać. Kierował się na sam środek dwunastki, była podobna do poprzedniej przeszkody, więc nie miał przed nią żadnych obaw. Ot przeskoczy i nic mu się nie stanie. Odbił się od podłoża i podciągając przednie nogi pod siebie i wysuwając przed siebie pysk wylądował po drugiej stronie. Za dwunastką wyjechał łuk, żeby zaraz pokierować się na kolejną przeszkodę. Już się nie ślizgał, więc szedł równym tempem bez przyspieszania czy zwalniania. Galopował tak jak chciał Diego, może tylko trochę się lenił, ale to nie jego wina, ze trochę się zmachał. Trzynastka okazała się zbiornikiem wodnym, którego dość dawno nie miał okazji oglądać. Jak na razie skakał same drewniane przeszkody, a tu nagle miał przed sobą wodę. Próbował się opierać, ale facetowi udało się go przekonać do wskoczenia do wody, która kiedy tylko do niej wbiegł rozbryznęła się na wszystkie strony, dodatkowo go mocząc. W stajni będzie musiał go porządnie wysuszyć, skoro gniady tak się poświęcał. Przegalopował przez zbiornik, by zaraz jednym szybkim susem z niego wyskoczyć. Machnął swoim mokrym ogonem, przy okazji ochlapując wszystko dookoła. Po chwili przed nim pojawił się drugi człon przeszkody przez który przeskoczył już bez oporu. Przynajmniej wodę miał już za sobą. Teraz kierowali się na 15. Ogier galopował swoim tempem, uważając na zakrętach, żeby się nie przewrócić. Tyle już przebiegł, że szkoda by było się teraz wywracać na błocie. Po dojechaniu do przeszkody ponowne wybicie i pokonanie jej na czysto. Wyjechał na łuk, gdzie miał przed sobą 16. Przeskoczył i przez nią, po czym pokierował się na 17, która stała na lekkim uskoku. I z nią nie miał problemów, gorzej będzie z 18, gdzie ponownie czekała go kąpiel. Ogier zacharczał ze zmęczenia i przeskoczył belkę i wylądował w wodzie. Woda ponownie zaczęła opryskiwać jego sierść, ale już był tak mokry, że nie zwracał na to uwagi. Kąpiel na szczęście długo nie trwała, bo po chwili z niej wybiegł. Jego oczom ukazała się kolejna przeszkoda, miał nadzieję, że ostatnia. Marzenia. Żywopłot podczas skoku czesał jego nogi, wykonał cztery skoki i teraz miał do pokonania kawałek trasy do 21 przeszkody. Kiedy już do niej dojechali wybił się mocniej z zadu i wylądował po drugiej stronie. Parskał ze zmęczenia, jego rozdęte nozdrza łapały powietrze, ale znalazł jeszcze siłę, żeby szybko dotrzeć do mety. Zwolnił do stępa i udał się do stajni.
zt

Brian - 2016-04-25, 20:38

Pierwszą połowę crossu mieli już za sobą i chyba naprawdę nie mogli narzekać - szło im naprawdę dobrze, przeszkody pokonywali na czysto i utrzymywali dobre tempo, które zapewniało im utrzymanie się w normie czasu. Ale jeszcze połowa crossu przed nimi i Brian nie chciał zapeszać, ani tym bardziej popełnić jakiegoś banalnego błędu, który przekreśliłby ich szanse.
Po pokonaniu ósemki ruszyli dalej po nieco dłuższym odcinku na dziewiątkę. Jak zwykle podczas najazdu na następną przeszkodę starał się utrzymać dobre i aktywne tempo z Sensationet, lub ewentualnie je unormować. Jednocześnie chciał jak najlepiej rozłożyć ich siły, by w jakimś momencie nie zabrakło im "pary". Zbliżając się do dziewiątki brunet nakierował gniadą na środek przeszkody, usiadł w siodło, zamknął ją w pomocach, dodał łydkę, zaznaczając wybicie, oddał jej wodze, przeszedł do półsiadu, pochylając się nad jej grzbietem i zgrywając z klaczą w skoku. W efekcie kolejną przeszkodę pokonali na czysto i w ładnym stylu. Z dziesiątką wiązał większe obawy, w związku z tym, że była to przeszkoda z wodą, ale też mieli chwilę, by się do niej przygotować. Brytyjczyk utrzymywał zangersheide w równym tempie. Gdy przeszkoda numer dziesięć zamajaczyła nad nimi, dwudziestosiedmiolatek starannie zamknął ją w pomocach, chcąc uniknąć wyłamania, lub spłynięcia na boki, wrócił w siodło wcześniej, naprowadził ją dokładnie na dziesiątkę, prosząc o siłę z zadu, w ten sposób pokonali dziesiątkę podobnie jak wcześniejszą przeszkodę.
Trochę mu ulżyło po pokonaniu dziesiątki, jednak był skoncentrowany na tym co jeszcze przed nimi. Poprowadził czterolatkę na jedenastkę, przy której używając podobnych pomocy przeskoczyli przeszkodę na czysto. Szli póki co jak burza. Skręcili na dwunastkę, Donney cały czas pilnując tempa Sensationet, starał się jak najlepiej dopasować do niej pomoce, by miło i efektywnie im się współpracowało. Zbliżając się do dwunastki Brian usiadł zgrabnie w siodło, zamknął gniadą w pomocach, zasugerował jej miejsce do wybicia dodając łydkę, oddał wodze, uniósł się z siodła i wyciągnął nadgarstki, podążając za jej ruchem, by po skoku pozostać w półsiadzie. Również z dwunastką nie mieli problemów, z którymi by sobie nie poradzili, czego efektem było czyste pokonanie przeszkody. Ruszyli z kolei na trzynastkę nadal tym aktywnym tempem, które pozwoliło im utrzymać solidny czas. Pokonanie trzynastki wyglądało podobnie, z tą różnicą, że Brian przed skokiem wziął trochę klacz na siebie, sygnalizując lekkie przody i siłę z zadu. Również z trzynastką nie mieli problemu, więc przeszkoda nie okazała się dla nich pechowa - na całe szczęście.
Przed przeszkodą oznaczoną jako czternastka czekał ich długi najazd, podczas którego Brytyjczyk dodawał półparady, by klacz nie straciła koncentracji. Mieli okazję, by dobrze przygotować się do przeszkody. Gdy w końcu zbliżyli się do przyjemnie wyglądającej czternastki Donney znowu wrócił w siodło, naprowadził zangersheide na przeszkodę i wszystko poszło jak z płatka. Piętnastka była całkiem blisko, więc pozostał skupiony i o to samo dbał w wypadku czterolatki. Zamknął Sensationet wcześniej w pomocach, chcąc uniknąć sytuacji w której wyłamałaby przeszkodę, lub spłynęła na bok. Zasygnalizował jej wybicie dodając łydkę, oddał stosowną ilość wodzy, uniósł się z siodła, przybierając właściwą pozycję na jej grzbiecie, wyciągnął nadgarstki za jej ruchem, co zaowocowało w udanym skoku. Została ostatnia przeszkoda - szesnastka - również znajdująca się niedaleko. Gdy brunet i Sensationet zbliżyli się do niej, dwudziestosiedmiolatek z taką samą precyzją poprowadził klacz przez tą ostatnią przeszkodę, po czym doprowadził ją do mety, gdzie odetchnął i się rozluźnił.
Zaprowadził zangersheide na rozpreżalnię, gdzie ją rozstępował i odstawił do stajni, nie zapominając o odpowiedniej nagrodzie w postaci smaków i miziania.

zt

Krugerrand - 2016-04-26, 01:01

Na szczęście Krugerrand miał już styczność z takiego typu przeszkodami, niemniej jednak było to jedynie przydomowe spotkanie, a do tego bardzo odległe czasowo. Mógł wiele zapomnieć, lub gdzieś w zakamarkach głowy odnaleźć wspomnienie, które było dość..nietypowe. Bowiem wtedy pozbył się jeźdźca.
Na rozgrzewce interesował się całym chaosem zawodów, rozglądając się nieco po obcych dla niego koniach i nieznanym mu miejscu. Mimo to oddawał poprawne skoki, ale typowe dla przeszkód niestałych.
Stając na linii startu, strzygł namiętnie uszami rejestrując każdy dźwięk. Na chwilę skupił się na jeźdźcu po czym na nowo się rozglądał. Zdawał się być nieobecnym, jednak od razu na sygnał do galopu zareagował. Poparskując wpierw co foule, przyjemnie rozciągnął kończyny w aktywnym, acz nie szaleńczym tempie galopu. Używając mocno do tego zadnich kończyn, wkraczał nimi śmiało pod kłodę, przód automatycznie wyrzucając przed siebie. Nie męczył się zbytnio w obecnej sytuacji, a dawał dodatkowe sekundy, mając niejaką przewagę nad innymi wierzchowcami.
Tym razem Niemiec nie walczył z ręką Christiana, uważnie patrząc na przeszkodę. Wycofał się pod właściciela, bystrymi ślepiami obserwując dziwny twór. Z lekkim zawahaniem dopadł pierwszej przeszkody, by niczym oparzony (albo dla swojej pewności) odbił się mocno z zadu, wyraźnie chowając podwozie, zaś głową śledząc przeszkodę pod sobą. Upewniając się, iż na pewno nic go nie złapie za nogę.
Po wylądowaniu parsknął głośno i lekko podbił zadem kontynuując galop na lewo. Biegł obserwując zmieniające się otoczenie, dopiero się skupiając w momencie gdy na jego grzbiecie zaczynało się coś dziać.
Dwójka nie była zbyt szczęśliwa dla jego jeźdźca, gdyż z racji wyglądu nie straszyła Kruga, wręcz przeciwnie. Przywoływała miłe wspomnienia, dlatego też wszystko wróciło do normy, lekki opór wierzchowca na pysku, a ostatnim krokom do przeszkody towarzyszyło charakterystyczne "tupanie". Wykonując poprawny parkurowy skok, zaokrąglił się w locie, po przeszkodzie kontynuując galop.
Mając możliwość wyciągnięcia się śmiało mocniej odpychał się z zadu, zaczynając też mocniej pracować szyją w tym chodzie. Wyraźnie podpasował mu ten galop w dystansie, rozluźniał się co zawodnik mógł poczuć.
Ponownie chętniej zwalniając niż przy poprzedniej przeszkodzie, obserwował podwójną kłodę dość nieufnie. Pojawiały się zupełnie nowe rzeczy, które jak to każdy koń - musiał dobrze się im przyjrzeć. Nie miał na to zbyt wiele czasu, jednak najwyraźniej wystarczająco, aby oddać kolejny skok. Dużym plusem u ciemnogniadego było to, iż starał się jak najbardziej składać, by przypadkiem nie dotknąć żadnego elementu tychże podejrzanych przeszkód. To jedynie "plusowało", pod kątem treningowym.
Wycofując się bardziej na zad zwolnił, nie mając problemu z galopem, z góry w końcu nie było to czymś awykonalnym; jedynie nowością był właśnie skok, który mógł doprowadzić do utraty równowagi przez holsztyna. Tak się po pierwszym skoku na szczęście nie stało, głównie dlatego, iż Christian nie przeszkadzał mu w odnalezieniu się w tej sytuacji. Po prostu był i dostosował się do jego ruchu. Oczywiście doskonały nie był, tracąc na chwilę równe tempo galopu, które rozciągnęło się nieco, asekuracyjnie broniąc go przed potknięciem. Sprowadzony na ziemię, zerknął uważnie na drugi człon czwórki, po czym odbił się pewnie we wskazanym miejscu, po raz kolejny składając się w locie.
Oddychając przez mocniej rozszerzone chrapy, pozwolił już siateczce żył opleść swoją szyję, pieniąc się na pysku, który intensywnie momentami mielił wędzidło. Ale trzymał się, dawał radę będąc przygotowanym do takiego typu wysiłku.
Widząc mimo szczerych chęci zawodnika ów dziurę oczywiście, że w pierwszej chwili się zawahał. Dużo dała mu ta pokrzepiająca łydka i pewność właściciela, choć ogier do samego końca nie był pewniakiem. Nie ufał takiego typu rzeczom, jednak wykazał się większym posłuszeństwem niżeli instynktem. Odbijając się we wskazanym miejscu tak jak przy pierwszej przeszkodzie, uważnie śledził swoje losy nad rowem.
Przyglądając się kolejnej przeszkodzie nie był już tak skory do zatrzymania. Rzeczy takiego typu bardziej go zachęcały do podejścia, gdyż zmodyfikowane ale jednak jakoś znane dla niego. Dlatego i teraz oddał poprawny skok, uspokajając się.
Przy następnej przeszkodzie zachował się podobnie, będąc już pewniejszym siebie. Stąd też poprawny, równy skok, bez jakichkolwiek zawahań. Wyraźnie okazywał swoje zadowolenie, chętnie idąc do przodu, nieustannie skupiając się na tym co robi.
Mając mnóstwo czasu do galopowania, obniżył szyję poparskując co chwilę. Mimo zmieniającej się scenerii wydawał się być niewzruszonym. Nawet las nie był dla niego podejrzany, stąd też brak rozglądania się dookoła siebie. Może była to kwestia zaangażowania w skoki lub obranego tempa?
Odchylając uszy do tyłu, niechętnie się wycofał, zaraz wracając brązowymi radarami do zbliżającej się przeszkody. Już nie była taka straszna, odkąd miał za sobą kłody, toteż tym razem nie sprawiał żadnych problemów. Oddał poprawny skok, galopując po nim śmiało.
Szybko analizując nową przeszkodę, wycofał się na tył to fakt, jednak wybił się wcześniej niż tego chciałby jeździec. Posyłając w górę cielsko, złożył się cały, jak najbardziej przytulając kończyny do kłody. Zmieniając się na chwilę w wielką ciemnogniadą kulkę wystawił tylko głowę, która śledziła przeszkodę. Gdyby nie to, iż Christian znał go dobrze miałby duży problem w utrzymaniu się w siodle, gdyż Krug nie oszczędził siły w tym wybiciu, pokazując swoje ambicje wywołane strachem.
Po mniej wygodnym lądowaniu ruszył mocno przed siebie, chcąc mieć daleko za sobą nieszczęsną dziewiątkę.
Zostawiając ciężar na zadzie, zwolnił obserwując dziesiątkę. Nie stanowiła dla niego problemu, nie będąc tak groźną jak poprzednia przeszkoda. Toteż był skłonny do poddania się sugestiom zawodnika, postępując zgodnie z jego sygnałami i oczekiwaniami.
Idąc pewnie na jedenastkę, parsknął głośno i wybił się, dopiero w momencie przekraczania przeszkody, mrużąc oczy. Słońce nieprzyjemnie podrażniło jego ślepia, co skomentował mocnym szarpnięciem głowy i zawieszeniem się przez ułamek sekundy na zadzie. Nieco zdezorientowany dopadł kolejną przeszkodę, mocno się odbijając od ziemi. Po oddanym skoku pokręcił jeszcze trochę głową, w końcu przyzwyczajając się do nasilonego światła.

Ariana - 2016-04-26, 20:02

Kolejna przeszkoda nie wzbudzała w klaczy pozytywnych emocji, jakoś nieszczególnie jej ufała. Na szczęście wystarczyła odrobina zaufania do jeźdźca, z którym w końcu bardziej zaczęła współpracować i nie robiła niczego po swojemu. Zadarła lekko łeb, jakby chcąc przekonać się co jest po drugiej stronie, jednak nic nie dostrzegając, powróciła do wcześniejszej pozycji. Delikatnie spięła mięśnie, a z jej chrap wydobyło się ciche parsknięcie, po chwili szybko stłumione podczas oddawania skoku. Ciało karej intensywnie pracowało, a zadnie kończyny działały z największą siłą, zapewniając odpowiednio dynamiczny i wysoki skok, który dopełniła odpowiednim wyciągnięciem ciała, odpowiedzialnym za poprawność skoku.
Kobyła całkowicie poddawała się czynnościom, jakie wykonywał brunet, doskonale interpretując oraz przyjmując każdy pojedynczy impuls i pomoce. Utrzymując swoje aktywne tempo, z chęcią podążyła na kolejną, niegroźnie wyglądającą, przeszkodę. Nie zawahała się ani przez moment, energicznie wykonując prosty najazd na zbudowaną z bali drewna stacjonatę. Krok karej stał się bardziej lekki, a po chwili ponownie odbiła się od ziemi, podczas płynnego i bezproblemowego skoku. Po lądowaniu nie zmieniała swojego tempa, czego właściwie nie trzeba było kontrolować, bowiem hanowerka nie miała w zwyczaju robić czegoś wbrew jeźdźcowi, chyba że miała naprawdę ciężki dzień, a takowy już minął. Wykręciła lekko łeb pod wpływem kolejnych pomocy, mających na celu utrzymanie jej ruchu po prostej linii. Wyprostowawszy szyję, wbiła przenikliwe spojrzenie w wąską przeszkodę, do której niechybnie się zbliżała. Niemnie nie czuła żadnych oporów, dlatego spokojna o swoje bezpieczeństwo oraz pewna udanego przedsięwzięcia, pozwoliła sobie na całkowite wsparcie się na pomocach chłopaka. Jeździec jeszcze jej nie rozczarował, więc mogła mu zaufać, co też zrobiła i najwidoczniej bardzo słusznie, bowiem z jego pomocą udało jej się pokonać również tę przeszkodę oraz miękko opaść na ziemię. Nagłe urwanie chmury nie zrobiło na klaczy dużego wrażenia, co prawda początkowo deszcz jej nieco przeszkadzał, ale przyzwyczaiwszy się do jego obecności, była go w stanie ignorować.
Kobyła szybko omiatała spojrzeniem teren przed sobą, równie prędko namierzając kolejną przeszkodę. Nie próbowała kombinować, ani w żaden sposób się wykręcać, dlatego z pomocą Tonego uporała się również z tą przeszkodą, stosując już utarty schemat działania.
Kopytna zamrugała szybko ślepiami, bowiem ponownie pojawiając się pod osłoną drzew zmieniło się również światło. Wjeżdżając pod niewielką górkę, sapnęła cicho, zaraz kumulując w sobie większą ilość energii, a otrzymawszy odpowiednie warunki, prężniej zaczęła działać kończynami, wdrapując się coraz wyżej w kierunku przeszkody. Nie była skłonna do zatrzymania, ale pod koniec faktycznie nieco przygasła, więc dodatkowa, pobudzająca łydka, pozwoliła jej się nieco obudzić i wznowić bardziej energiczną pracę. Zaraz uniosła swoje przody, odbijając się od mokrego podłoża. Wyciągnęła swoje ciało, z nikłym zainteresowaniem patrząc, jak grunt z przeciwnej strony jest bardziej oddalony, niż mogłaby się tego spodziewać. Na szczęście udało się jej zachować równowagę i wylądować możliwie miękko.

Christian Levrull - 2016-04-27, 11:22

{Z góry sry za błędy, ale piszę z praktyk i tym samym nie mojej klawy. Tak ostatnie zdania straszne, wiem. ;d}
Z zawodów na zawody czuł się na Niemcu coraz lepiej, może dlatego, że jego nieprzeciętny wzrost zaczął mu naprawdę odpowiadać? Rozjeździli się również, w końcu na samym początku jego chody, a przede wszystkim dwutaktowy kłus był dla niego naprawdę niewygodny, a teraz potrafił się pracą własnego dosiadu dostosować do „innego” niż reszta jego podopiecznych ruchu ogiera. Do tego już na niezłym poziomie rozumieli się w trakcie przejazdów. Choć jako para pierwszy raz startowali w crossie, były więc momenty zaskoczenia ze strony ogiera - ciężko, by mężczyzna po paru obskakaniach go na crossie od razu wiedział, na które przeszkody kłaść szczególną uwagę.
Jak na razie był bardzo zadowolony, czuł, że ogier naprawdę dobrze reaguje na jego pomoce w prowadzeniu go na tego typie konkursie, więc zaczął mu bardziej ufać w trakcie dojazdów do kolejnych przeszkód, jako że nawet w cięższych warunkach (np. zmiany światła) dalej szedł przed siebie. Do trzynastki nie mieli daleko, więc kiedy znów jechali w normalnym świetle rozgalopował go nieco w lekkim półsiadzie, kontrolując dobre tempo po zerknięciu na rękę na mierzący czas zegarek. Kiedy przed ich oczami zamajaczył zarys przeszkody pewniej siadł w siodło lekko przerabiając go w ręce z potwierdzeniem całego działania w łydce i dosiadzie. Czując, że ten ponownie ustawił się na pomocach skierował ogier na prosty najazd na przeszkodę, dając mu się przyjrzeć „stołowi z ławą”, ale do końca pewnie siedząc i zamykając go w dole. Posłał go do skoku w odpowiednim miejscu i poszedł w półsiad, jeśli wygląd przeszkody nieco go zdekoncentrował to za wszelką cenę w trakcie lotu (czy był spóźniony czy za wczesny) starał mu się nie przeszkadać i nie zrazić go spóźnioną ręką - wszystko mimo zaskoczenia miało być kontrolowane.
Po pokonaniu przeszkody rozgalopował go dalej, nie dając się jednak mu przesadnie spłaszczyć jako, że przed nimi czekała mało przyjemna woda. Sam nie przepadał za przeszkodami znajdującymi się w wodzie, nie miał problemów z rowami i innymi, ale psychicznie źle się czuł oddając skoki w wodzie - gdzie nie ma co ukrywać - podłoża kompletnie się nie widziało. Mimo to pewnie jechał do pierwszego członu ponownie biorąc go na siebie, podnosząc, by wiedział co go czeka, nie chciał go zaskoczyć lustrem wody w ostatnim momencie. Udało im się dogadać do pierwszego członu po którym znaleźli się w wodzie kierując się na nie straszący wyglądem domek - skupił się w trakcie dojazdu przede wszystkim na mocnym tempie ogiera, jako, że woda na pewno hamowała jego ruch do przodu. Płynnie pokonali również i drugi człon do trzeciego jak wcześniej znów mocno przymykając go w łydce - jeśli było trzeba to zachęcił go do galopu przyłożeniem ostrogi do jego boków. Ostatnia foula do przeszkody była już na lądzie, stąd skupił się mocno na swojej równowagi, by zmiana podłoża nie wpłynęła w żaden sposób na jego równowagę. Od razu po fouli „na suchym” sygnał do skoku, nieco zachwiane odbicie nie przekreśliło pomyślnego pokonania tego członu po którym pogalopowali dalej. W takich chwilach cieszył się, że ogier ma tak silny zad - pochwalił go też, by wiedział, że zrobił dobrą robotę.
Przed nimi chwila oddechu, więc ponownie pogalopował z ogierem w półsiadzie, dobrze, że mieli taki dystans, gdyż poczuł, że ogier nieco stracił na regularności chodu - bardzo możliwe, że przeskoczona przed chwilą przez nich przeszkoda i jej trudność, a także ciężkie wybicie, do którego musiał się przyłożyć doprowadziło do lekkiego skurczu w zadniej kończynie. Zwolnił więc galop uspokajająco głaszcząc ogiera po szyi, wiedział, że stracą na czasie, ale nie chciał na siłę przepychać przez ból w nodze. Dał mu trochę czasu, a kiedy wszystko wróciło do normy znów dodał, nieco. Kolejna przeszkoda była przyjemna do skoku, dlatego pewnie jechał do samego końca podprowadzając go w odpowiednie miejsce wybicia i posyłając w nim do prawidłowego skoku w równowadze.
Czując, że ogier już nie ma problemów w regularności galopowali do kombinacji nr 16, która mogła nieco wyglądem „spłoszyć ogiera” czy raczej typowego skoczka motywować do wyłamania - w końcu skakane było po krańcach przeszkody. Skoncentrował się na skróceniu fouli, tak by precyzyjnie doprowadzić go na środek przeszkody. Zamknął go w korytarzu z wodzy przesyłając tym samym sygnał, że jest pewny takiego sposoby pokonania przeszkody, co dodatkowo potwierdził zamykając go dołem. Płynnie pokonali człon A, nie mając również problemów w harmonicznym dojeździe do B, który bez problemu pokonali.
Po lądowaniu nie zmieniając galopu skierował go na 17, które było oddalone parę fouli od wcześniejszej kombinacji - sekwencja pomocy taka sama jak wcześniej doprowadziła do pomyślnego pokonania również i tego „ukosa”.
Czekał ich teraz spory dystans do 18, stąd rozgalopował go chętnie umożliwiając mu swobodne rozciągniecie się i „wyluzowanie” w trakcie tej galopady w wygodnym zarówno dla Zawodnika jak i dla konia odciążającym półsiadzie. Dopiero w odpowiednim miejscu przed przeszkodą zaczął go skracać w dojeździe pracując nad przepuszczalnością i bez buntów dotarli do miejsca wybicia z którego posłała go do efektownego skoku, po lądowaniu wracając do wcześniejszego „rozluźniającego galopu”.
Znów spory dystans do rozgalopowania, ale nie poganiał go zanadto - mieli spóźnienie związane z bólem kończyny ogiera, ale jego duża foula nadrabiała ową czasówkę, nie musieli więc aż tak gonić, nie miał takiego zamiaru. 19 przypominało parkurową stacjonatę, nie wiązał z nią więc większych obaw, co nie znaczy, że odpuścił mu w dojeździe - znów wziął go na siebie, podnosząc, rozmawiając z pyskiem przy zamkniętym dole ogiera i tym sposobem bez problemu wchodząc w ogierem w płynny skok nad płotem. Po lądowaniu powrót do rozluźnienia w galopie.
Przed dwudziestką zaczął brać go na siebie już z dalszej odległości - ponownie czekała ich woda do tego z bankietem, a ogier niekoniecznie był przyzwyczajony do spadów. Poczuł jego nagłe spięcie w dojeździe do tej przeszkody, nie do końca wiedział, czy skupił się on na błyszczącej w słońcu wodzie czy może na różnicy poziomów, ale jego niechęć do galopu doprowadziła do użycia ostrogi oraz bata, by mieli z czego przeskoczyć ową przeszkodę. Mimo komplikacji ogier wreszcie nieco poszerzył foulę w dojeździe na końcu, więc oddali w miarę poprawny skok - nie była zachowana równowaga żadnego z nich przez „niedogadanie się”, ale szybko wszystko wróciło na miejsce.
Znów dał mu się rozluźnić w długim dystansie do przeszkody 21, motywując go galopu w dole ze wzmożoną pracą zadu w trakcie jazdy po płaskim - by nie przytrafiła się wcześniejsza sytuacja z bólem zadniej kończyny. Trochę przed przeszkodą zaczął go brać na siebie ze względu na jej wąski front. Czuł, że tym razem chętniej został na pomocy, przez co i ta przeszkoda nie sprawiła problemów.
Adekwatnie zachował się na kombinacji 22, której wygląd mógł na pewno przykuwać końskie spojrzenia - ale nie na tyle, by nie móc płynnie pokonać A i B nawet na bojącym się rumaku. Kru jednak nie pokazywał przejęcia się w jakikolwiek sposób obojgiem przeszkód, stąd bardzo poprawnie technicznie pokonali i A i B, do tego płynnie galopując pomiędzy oba członami.
Przed nimi została ostatnia przeszkoda, do której chętniej pogalopował ze względu na jej szerokość. Zamknął ogiera w pomocach doprowadzając do odpowiedniego miejsca wybicia, a następnie posłała do skoku, po którym mocniej dogalopował do finiszu. Po przekroczeniu linii mety pochwalił go sowicie, w kłusie regulując oddech, następnie porządnie go rozstępował, w stajni obdarowując go sporą nagrodą.

{zt}

Anonymous - 2016-04-27, 20:50

W drodze do następnej przeszkody jechał w odciążającym dosiadzie, który zapewniał klaczy swobodę ruchów oraz niejako zmniejszał obciążenie związane z pokonaniem trasy. Dopiero trzy foule przed przeszkodą wycofał sylwetkę, siadając w siodle i dojeżdżając do przeszkody, pod którą doprowadził Ignis zamkniętą w pomocach. Nie była ona trudna technicznie, toteż pokonali ją sprawnie, w pełnej harmonii. Tuż po wylądowaniu powrócił do niskiego półsiadu, trzymając się blisko siodła i tylko nieznacznie pochylając się do przodu. Dzięki mocnemu oparciu w strzemionach nie miał problemu z utrzymaniem w równowagi. Wypatrywał już kolejnej przeszkody, która zważywszy na swoją szerokość, wymagała od Ignis obszerniejszego skoku. Stąd też Tony pozwolił sobie na lekkie podgonienie klaczy, wyłącznie poprzez mowę ciała, a konkretnie zmianę środka ciężkości - mocniej pochylił się do przodu, tym samym pogłębiając półsiad i wysłał Rudą z łokcia, sugerując nieco dynamiczniejsze podejście do przeszkody, spod której naturalnie wskazał jej miejsce wybicia,akcentując je mocniejszym sygnałem od łydki. Tutaj także nadążył za jej ruchem, wychodząc za nim i oddając klaczy wodze, unikając jednak rzucania ich. Skok zwieńczyli dalekim lądowaniem, po którym Wayford kontynuował szybki galop do następnej przeszkody, chcąc chwycić cenne sekundy. Siedemnastka przypominała swoją konstrukcją stacjonatę, toteż w najeździe do niej nie dokonywał znaczącej korekty tempa, nie licząc kilku pojedynczych, wyraźnych półparad. Oczywiście w przypadku gdyby Ignis spieszyła się przesadnie, przytrzymał ją udami, w siodle siadając dopiero na trzy foule przed przeszkodą, aby później nie spóźnić się z wyjściem za ruchem klaczy. Z powodzeniem zaliczyli siedemnastkę (Tony to nawet regularnie zalicza siedemnastkę :lol2: ) i ruszyli na osiemnastą przeszkodę, która łączyła się z kolejnym zbiornikiem wodnym. Nie zmieniając tempa, które zamierzał już trzymać takie mocne do końca trasy, doprowadził folblutkę do osiemnastki. Na wypadek wyczuwalnego wahania przed widokiem majaczącej za przeszkodą wody, mocniej zadziałał dołem, przekonując klacz do pokonania przeszkody i co za tym idzie, wskoczenia do wody. W trakcie pokonywania zbiornika siedział w siodle, podpierając konia łydkami, by motywować go do aktywnego ruchu naprzód, mimo oporu stawianego przez wodę. Kolejno wyskoczyli z niej na ląd, znajdując się naprzeciw wąskiego frontu, do którego zamknął Ignis w pomocach i z lekkością pokonał go dzięki posłuszeństwie klaczy.
Na trasie zostały im raptem cztery przeszkody; kolejne dwie tworzyły szereg, były jednak przyjemne w odbiorze, że tak to ujmę. Podtrzymując wcześniejsze tempo, nie kłopotał się nawet przytrzymywaniem klaczy przed samymi przeszkodami. Nie licząc zamknięcia jej w pomocach i paru półparad mających na celu skupienie wierzchowca oraz zaokrąglenie chodu, tak aby pokonanie przeszkód stało się prostsze. Oba członu szeregu pokonali bez problemu, by skierować się do już przedostatniej przeszkody, w dystansie do której pozwolił sobie mocno dodać, jako że byli niemal na pograniczu normy czasu. Dopiero sześć fouli przed przeszkodą lekko przytrzymał klacz, biorąc ją na siebie, aby się po prostu nie zabić na tej niedużej, acz masywnej przeszkodzie. Ją także udało się im pokonać w pełnej harmonii, będącej zasługą rozwijającej się współpracy między ich dwójką. Została im jeszcze ostatnia przeszkoda, ale ten fakt nie przyćmił uwagi Wayforda. Do samego końca czujnie prowadził Ignis, będąc gotowym na niespodziewane zwroty akcji, choć takowe nie nastąpiły. Oddali ostatni skok, w trakcie którego pozwolił się klaczy rozciągnąć. Doprowadził ją do celowników, po których minięciu zwolnił do kłusa. Pozostał w nim przez kilka minut aż do uspokojenia tempa, po czym dosłownie zeskoczył z grzbietu Rudej i po rozsiodłaniu jej, występował ją solidnie w ręku, później otaczając należytą opieką w stajni, gdzie doczekała się też zasłużonej nagrody. /zt

Anonymous - 2016-04-27, 22:23

Zaraz po pokonaniu jedenastej przeszkody, wziął klacz na siebie, biorąc pod uwagę to, że zmiana oświetlenia mogła mieć wpływ na odbiór kolejnej przeszkody przez klacz. Szczęście w nieszczęściu, że padało, dzięki czemu było raczej pochmurnie aniżeli słonecznie - a co za tym idzie, światło dzienne nie raziło aż tak w oczy. Dwunastka była wąsko zbudowana, stąd też zamknął karą w korytarzu z pomocy, pewnie doprowadzając ją pod wąski front, skąd oddali następny skok.
Najazd do trzynastej przeszkody okazał się przyjemniejszy; w drodze do niej jechał w półsiadzie, dopiero trzy foule przed przeszkodą przysiadając w siodle, co by mieć większą kontrolę nad Voice, a ponadto nie mieć później trudności z nadążeniem za jej ruchem. Zmotywował klacz do oddania skoku, w odpowiednim momencie dając jej łydkę, by następnie poczekać na nią i nie spóźniając się, wyjść za jej ruchem do półsiadu oraz elastycznie oddać jej wodze. To umożliwiło hanowerce rozciągnięcie się w skoku, a co za tym idzie, utrzymanie niezbędnej równowagi.
Kolejne przeszkody, składające się w jeden kompleks, nie były proste - nie tylko ze względu na położenie, ale też swoją specyfikę. Wayford mimo to pewnie prowadził hanowerkę do przodu, intensywnie rozpatrując poszczególne przeszkody, ale też szybko podejmując związane z nimi decyzje. Coraz przyjemniej prowadziło mu się Voice, ale czemu się dziwić - najlepiej czuł się w sytuacjach pełnych adrenaliny. Tym razem wrócił w siodło wcześniej, na wypadek niepewności ze strony Voice, którą mogła zniechęcić woda majacząca za pierwszą przeszkodą, która sama w sobie do trudnych nie należała. Zamknął ją przede wszystkim w łydkach, dosiadem mocno jadąc ją do przodu, z początku też oddając jej trochę wodzy (ale zostając na kontakcie), co by rozjechać ją do przodu. W razie potrzeby, pomógł sobie ostrogą, ostatecznie wysyłając hanowerkę do skoku, w trakcie którego został w bliskim kontakcie z siodłem zważywszy na następujący po skoku spadek terenu, prosto w wodę. Odchylił się wówczas intuicyjnie do tyłu, znajdując mocne oparcie w strzemionach i poduszkach kolanowych siodła. Jadąc w wodzie, przypilnował tempa, aby Voice nie zwolniła przez opór wody. Drugi człon szeregu stał bowiem w wodzie, przez co wymagał o wiele więcej siły włożonej w odbicie. Doprowadził Insomnię do owej przeszkody, motywując ją do oddania skoku mocniejszym sygnałem, wzmocnionym ostrogami. Podążył za ruchem klaczy, umożliwiając jej swobodne wybicie się i przeskoczenie. Kolejno wyprowadził ją z wody, gdzie chwilę po wyjściu na brzeg czekała ich następna, dosyć ciekawa przeszkoda. W jej przypadku przypilnował przede wszystkim prawej strony, ograniczając z niej klacz, aby uniknąć spłynięcia z przeszkody. Udało mu się dopilnować klaczy, w czego efekcie pokonali ostatni człon kombinacji. W drodze do piętnastej przeszkody dodał w galopie, jadąc ten odcinek w półsiadzie. Poświęcił też tę chwilę na skontrolowanie czasu, który mógłby być lepszy - jednak sądząc po liczbie oddechów klaczy, które jako tako był w stanie oszacować, a także patrząc po jej zmęczeniu, nie mógł już zbyt wiele zdziałać. Mogłaby mieć lepszą formę, to na pewno, ale taki start był też doskonałym sprawdzianem. Zresztą gdzie, jak nie tutaj, miała wyrobić kondycję?
W najeździe do piętnastej przeszkody tylko nieznacznie wycofał się, tym samym zmieniając lekko środek ciężkości. Dwoma czy trzema wyraźniejszymi półparadami wzmógł też koncentrację Voice i przygotował ją do pokonania przeszkody, co miała uczynić z tego stosunkowo mocnego tempa. Wskazał jej miejsce wybicia i kolejno stanął wyżej w strzemionach, przesuwając dłonie wzdłuż szyi hanowerki, co umożliwiło jej oddanie dalekiego skoku. Dopiero po pokonaniu tej przeszkody nieco wytrącił Voice z dotychczasowej prędkości, na corner jadąc spokojniej, jako że wymagał precyzji - skoku z samego brzegu, w stosunkowo szerokim miejscu, co po prostu nie było zachęcające. Niemniej przypilnował hanowerki podobnie jak ostatnio, ograniczając możliwość spłynięcia z przeszkody.
Drugim członem był rów, który nie powinien sprawić karej kłopotu. Jadąc do niego w lekkim, odciążającym siadzie, zachęcił Insomnię w stosownym miejscu do wykonania mocniejszego susa nad pustym rowem, co wyszło im bezproblemowo i bez zawahania. Niedługo po nim jawił się następny corner, którego podeszli jednakową techniką co poprzednio.

Anna Ross - 2016-04-27, 22:57

Cross im szedł marnie, wręcz rzekłabym, że tragicznie. Jednak nie zamierzała się tak łatwo poddawać, tylko dojechać do mety. No chyba, że coś im przeszkodzi w tym na amen, no to wiadomo nie da się, to się nie da. Jednak wbrew przeciwieństwom losu, jechali ciągle na przód i oby tak do końca. Wyjechali lekki łuk i skierowali się do dziewiątej przeszkody, która jak wszystkie inne przeszkody (prawie), była kłodą. W odpowiednim miejscu, dała gniademu łydkę do boku, weszła w półsiad i oddała mu wodzę. Kiedy wylądowali, całą drogę trzymała konia na mocniejszym kontakcie, ze względu na charakter przeszkody - wodny. W zamkniętych pomocach doprowadziła Avro do przeszkody i dołożyła, w odpowiednim miejscu łydkę, wmuszając w niego skok do wody. Na szczęście się udało - uf, prowadziła ogiera równym galopem do końca zbiornika wodnego, by w odpowiednim miejscu, wbiec na brzeg i skierować się do 11. Niestety pech chciał, że ludzie stojący obok toru, nagle jakby w zmorzyli rozmowy, cykali foty, nad koniem praktycznie nie dało się zapanować. Nie doprowadziła go do przeszkody, spłynął jej spod niej, mimo jej usilnych prób. Musiała wykonać woltę, nawracającą na trasę i dopiero za drugim razem, dojechać do przeszkody. Na szczęście, powtórka najazdu im się udała i bez trudu, do niej dojechali. W odpowiednim miejscu, ponownie odesłała ogiera w fazę skoku i pognali do 12. Równe tempo galopu, doprowadziło ich pod samą przeszkodę, pod którą kobieta po łydce, weszła w półsiad i oddała mu wodzę, po lądowaniu kierunek 13. Na zakrętach podpierała go, by czysto mimo trudność losu je wyjeżdżali, co nawet im się jako tako udawało. Trzynastka szybko stanęła im na drodze, która znowu była kłodą. Po dojechaniu, znowu odesłała gniadosza w fazę skoku i pognali, do trzech ostatnich przeszkód. Czternastka z wyglądu była nieco dziwna, dlatego nieco wcześniej siadła w siodło, wysyłając mu półparady, skupiające. Ponownie w odpowiednim miejscu, po łydce odesłała ogiera do skoku, zgrywając się z nim w trakcie lotu. Dwie ostatnie przeszkody były do siebie łudząco podobne, kobieta równym tempem prowadziła ogiera do nich. Zarówno przed 15 jak i 16, w zamkniętych pomocach i pełnym siadzie, doprowadziła go do nich, po czym łydka, półsiad i oddanie wodzy. Kiedy znaleźli się za ostatnią przeszkodą, ostatnia prosta do mety, nieco pospieszyła ogiera, by w końcu skończyć cross.

Po rozstępowaniu, odstawiła go do stajni z.t

Seacookie - 2016-04-28, 17:26

Galopowała równym tempem do dwunastej przeszkody, przecinając ogonem powietrze i parskając co kilka kroków. Ta również przypominała domek, więc nie wywołała u kasztanki większych emocji. W odpowiednim miejscu wybiła się z zadnich nóg, przednie składając nadgarstek do nadgarstka i podciągając pod brzuch. Wylądowali miękko z drugiej strony, od razu kierując się w stronę pechowej trzynastki, czyli w tym wypadku zbiornika wodnego poprzedzonego kłodą.
Sea zawsze lubiła wodę, po części dlatego tak ją nazwano, ale tym razem jakoś nie szczególnie uśmiechało się jej pokonywanie reszty trasy będąc kompletnie mokrą. Stąd położyła po sobie uszy, równocześnie mocno zadzierając łeb. Ostatecznie, reagując na wyraźne sygnały ze strony jeźdźca, niechętnie przeskoczyła kłodę, by zaraz z pluskiem wylądować w jeziorku. Woda nieco spowolniła ruchy klaczy, ale udało im się pokonać zbiornik bez utraty równowagi. Na końcu czekała czternastka, odskok następował jeszcze w wodzie. Oddała nad nią ładny skok, pozostawiając sporo zapasu. Człon B stał kilka foule dalej i również nie sprawił im większego problemu. Wyjeżdżając dość ostry zakręt dotarli w końcu do piętnastki, wymagającej dość dalekiego skoku. Do wybicia wykorzystała sporo energii kumulowanej dotąd w zadzie. Wyciągnęła się swobodnie, ciągnąc pysk w dół, a grzbiet zaokrąglając.
Trzeba przyznać, że odważnie szła naprzód, nie odmawiając współpracy, choć z pewnością by mogła. Do rudej trudno było dotrzeć, a już tym bardziej zdobyć jej zaufanie. Nie należała do łatwych koni, uwielbiała uprzykrzać życie ludziom, chyba, że uznała ich za równych sobie, a do tej pory udało się to tylko Kate, z którą od dwóch lat niestety nie miała kontaktu. Za to Diego dobrze trafił, bo dziś miała akurat bardzo dobry humor, a co za tym idzie mógł liczyć na owocną pracę bez uszczerbku na zdrowiu.
Po "wężyku" dogalopowali pod samą szesnastkę, która była jedną z dłuższych przeszkód ustawionych na torze. We wcześniej wymierzonym miejscu wybiła się mocno, by w harmonii z zawodnikiem przelecieć nad nią. Dzięki pomocy Diego bez szwanku wyszli z zakrętu. Warunki pogodowe nawet im dopisywały, co prawda nie trafili na słońce, ale dało się bezpiecznie pokonać trasę. Zostało im naprawdę niewiele przeszkód. Cookie odczuwała zmęczenie, kropelki potu wystąpiły na jej szyi. Mimo tego nie zamierzała się poddać! Przed siedemnastką skróciła wykrok, by po chwili oddać wysoki, dobry technicznie skok.
Za kolejną przeszkodą, czyli osiemnastką, znajdował się zbiornik wodny, do którego podeszła już na luzie. Skoro i tak była mokra... Tym razem zdała się na pomoce ze strony jeźdźca, by w wybranym przez niego momencie poderwać rudy zadek do lotu. Wylądowali w cieczy bez utraty równowagi, co stanowiło mały sukces. Kilka sekund później wyskoczyli na drugi brzeg, zmierzając już ku dziewiętnastce. Zostawiła nad nią przesadnie duży zapas, nie chcąc zahaczyć kopytem o żaden z elementów przeszkody.
Najechali na środek pierwszego członu dwudziestki, po sygnale od łydki odbiła się od ziemi, zaraz powtarzając schemat ruchów przy B. Korzystając z odległości, jaka dzieliła ich od przedostatniej przeszkody, wydłużyła wykrok, dopiero przed nią zwalniając. Na czysto i w pięknym stylu pokonała także i tą. Zbliżając się do ostatniej przeszkody widziała już metę, a zatem był to ostatni skok. Postarała się o to, by wyglądał efektywnie. Złożyła kończyny, podciągając je mocno, pysk wyciągnęła w dół, grzbiet zaokrągliła. Wylądowali i już w pełnym galopie dotarli do mety. Po rozkłusowaniu i rozstępowaniu wrócili do stajni.

/zt

Shockwave - 2016-04-28, 22:21

W mniejszym lub większym stopniu był skłonny podporządkować się Jonahowi, ale tylko ze względu na to, że mężczyzna poświęcał mu wiele uwagi, dbał o niego i powoli zdobywał zaufanie, które było niezbędne w jego przypadku.
Galopując równo i dobrym tempie mógł nareszcie spożytkować nadmiar swojej energii we właściwy sposób, taki cross był doskonałą możliwością sprawdzenia się kondycyjnie ale też próbą zgrania pary i charakteru każdej z jednostek. Dodatkowo stanowił trening pokory i dyscypliny, pozwalając danej drużynie poznać swoje mocne i słabe strony.
Lekko skracając krok i mocniej wchodząc zadem pod kłodę galopował bardzie okrągło podchodząc na spokojnie lecz pewnie do wąskiej dziewiątki po której zaraz czekała na nich identyczna dziesiątka. Sprawnie wykonując każdy ze skoków, pokonał obie w dobrym stylu, pozwalając prowadzić się Jo tak jak tak jak to rozplanował, nie kombinując za dużo i słuchając jeźdźca.
Wyciągając szyjko w dół galopował ambitnie przed siebie kryjąc dużo terenu swoją wielką foulą galopu jak i potężnym cielskiem, które pracowało intensywnie. Podchodząc do jedenastki siwy podniósł wyżej łeb przyglądając się z uwagą białemu domkowi z zielonym dachem. I choć przeszkoda wyglądała interesująco to nie zawahał się przed oddaniem skoku, który faktycznie nie był zbyt efektowny bowiem ogier wykonał tylko sus w galopie i nic więcej.
Gładko wyciągając się nad dwunastką, złożył swoje podwozie nieco bardziej niż nad poprzednią przeszkodą, byłą o wiele zgrabniejsza toteż jeden mały skok i mieli ją już za sobą. Galopując wciąż ochoczo dał się doprowadzić do trzynastki, która stanowiła na pewno spore wyzwanie.
Zamknięty mocno w pomocach i wzięty na siebie przez jeźdźca niezwykle ostrożnie i precyzyjne dał się podprowadzić do przeszkody. W crossie niejednokrotnie brał udział w przeszłości dlatego wszelkie obawy Jo rozwiały się gdy tylko siwy z entuzjazmem wskoczył do wody, galopując przez nią naprawdę żwawo i chętnie. Podnosząc jedynie łeb starał się unikać ochlapywania sobie pyska.
Oceniając wysokość kolejnej przeszkody żywo do niej galopował mocno przysiadając na zadzie i wykonując silny wyskok w górę tak, że czternastka w oka mgnieniu pozostała za nimi podobnie jak całe to bajorko, które ogierowi przyniosło dużo frajdy. Po pokonaniu członu B, Shock zyskał chwilę na odpoczynek w galopie do przeszkody numer piętnaście, która swoimi gabarytami robiła nieco większe wrażenie.
Widząc przed sobą wyzwanie siwy niezwykle dynamicznie i entuzjastycznie zaatakował przeszkodę, oddając wysoki i silny skok, składając się w locie, pracując mocno szyjskiem jak i grzbietem. Po wylądowaniu parsknął głośno i nabrał jeszcze więcej tempa, które nie zostało niestety w porę zredukowane. Zauważając przyzwolenie na atak szesnastki Shock mocno się nakręcił na przeszkodę, chwilowe spięcie Jo i odpuszczenie kontroli sprawiły, że siwy zwątpił w swoje możliwości w ostatnim momencie mocno przysiadając na zadzie i wbijając przody w ziemię, zahamował gwałtownie od razu ustając lekkiego dęba w przypływie emocji. Tuląc uszyszka do potylicy zamiótł siwym ogonem, rozglądając się nerwowo.
Dopiero uspokajający ton głosu mężczyzny przywrócił siwemu rozsądek i sprowadził go na ziemię. Krótka piła, zagalopowanie i pewny dojazd do przeszkody, która tym razem dostała pokonana bez stresowo ale za to w widowiskowym stylu.
Dopiero w dystansie holsztyn pozwolił sobie na odreagowanie tego napięcia zaczynając pobrykiwać wesoło w dojeździe do siedemnastej przeszkody, która swoim wyglądem nieco bardziej przypominała typowe przeszkody. Wzbijając się górę i składając oba przody mocno, wyciągnął łeb wraz z szyją oddając miękki lecz sprężysty skok. Poklepany po szyi zastrzygł uchem, kierując się na kolejną przeszkodę.
Osiemnastka i po raz kolejny woda na horyzoncie sprawiły, że Shock bez zastanowienia wskoczył do wody zostawiając po sobie osiemnastkę jak i dziewiętnastkę w postaci hydry. Ukończenie crossu poprawnie, a tym bardziej dla samych siebie pozwoliło w pełni skupić się na przeszkodach a nie tempie i czasie, który mógł zostać przekroczony.
Ponownie skrócony i domknięty, pokonał jeden po drugim człony dwudziestki bez najmniejszych problemów czy czajenia się. Dwa krótkie susy i mogli dalej kontynuować trasę, do przeszkody numer dwadzieścia jeden.
Odpowiednio dobrany i odmierzony odskok wypadł w dobrym miejscu pozwalając parze bezproblemowo pokonać drewnianą budkę, którą po solidnym locie pozostawili za sobą.
Tuż po niej siwy rozpędził się nabierając mocniejszego tempa, zachęcony cmokaniem zastrzygł uszyskami mocno wbijając kopyta w ziemię i wyrywając kawałki trawy wkręconymi hacelami. Dopiero przed ostatnią z przeszkód, dał się przytrzymać choć bardzo niechętnie.
Składając się do skoku, mocno wybił się zadem rozciągając nad przeszkodą w locie, pozwalając mięśniom na pracę oraz rozkurcz, by zaraz móc zamortyzować lądowanie po którym, pogalopowali jeszcze przez pewien odcinek finalnie przechodząc do kłusa.
Parskając głośno i oddychając dynamicznie kroczył u boku Jonaha, zasłużenie korzystając z odpoczynku jak i spa w stajni.
/zt



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group