Naomi Eaton - 2017-07-15, 15:48 W drodze na tor dostrzegła dwie inne pary, ale nie było to problemem - w końcu nawet na zawodach startowało parę koni jednocześnie, w odstępie paru minut. Droga na tor była wystarczająco długa, by podczas niej zaliczyć wstępne rozstępowanie. Z tego względu Naomi na chwilę zatrzymała Friskiego, by dociągnąć popręg, jeżeli zaistniała taka potrzeba, po czym ponownie dała mu łydkę do stępa, wodze w dalszym ciągu trzymając na dłuższym kontakcie. Stępowała z ogierem jeszcze przez parę minut, podczas których stopniowo nabierała wodze, jednocześnie wciąż aktywnie dojeżdżając konia do ręki dosiadem i podtrzymując impuls do ruchu naprzód łydką. W trakcie tego wykonała parę półwolt oraz wolt, w ten sposób chcąc powoli przejść do pierwszej części rozgrzewki, opierającej się na rozciągnięciu konia. Ilekroć podejmowała taką próbę, nie zapominała wspomóc w tym siwka, wyginając go wokół wewnętrznej łydki i zapewniając oparcie na zewnętrznych pomocach,dzięki czemu nie powinien mieć problemu z właściwym wpisywaniem się w łuki.Friskey Whiskey - 2017-07-16, 07:12 Wkraczając na teren toru crossowego rozejrzał się uważnie podnosząc łeb wysoko na widok innych koni. Zarżał melodyjnie i na tym skończyło się jego bycie ogierem, zwykle ignorował inne konie i nie przejmował się ich obecnością lub jej brakiem. Jak na ogiera był nad wyraz spokojny dzięki czemu wciąż miał jeszcze jajka między nogami.
Podrzucił łbem przy dociąganiu popręgu i ruszył stępem obszernie, wyraźnie pobudzony miejsce, które było miłą odskocznią od treningów na hali i na zamkniętym terenie. Wyraźne działanie dosiadu i zapraszająca ręka szybko odniosły pożądany efekt, Frisk miękko i chętnie wszedł na kontakt jednocześnie przeżuwając wędzidło w pysku. Podczas wyginania ustępował miękko od napierających pomocy, pozostając opartym na tych podtrzymujących.
Nie śpieszył, ani nie próbował się obijać, chętnie i aktywnie stępując po zielonej trawie i piasku, które były charakterystycznymi elementami toru crossowego.Unexpected - 2017-07-17, 21:39 Każdemu wpadki się zdarzają, a ogier na torze crossowym nie myślał o ujeżdżeniu. Mimo wszystko jednak starał się pokazać od jak najlepszej strony, bo w końcu o to chodziło. Ogier parsknął z niezadowoleniem, kiedy okazało się że to nie to. Naprostował się z pomocami chłopaka, by nie dać się ponieść emocją i pojechać dalej naprzód. Kolejno znowu się wygiął od jego pomocy, postarając się tym razem wykonać to odpowiednio. Przesunął cały przód na drugi i trzeci ślad, a zad został na swoim poprzednim miejscu. Miejmy nadzieje że tym razem jednak wyszło im poprawnie. Ogier skorzystał z możliwości rozciągnięcia, galopowali cały czas dalej i wykonywali kolejne ćwiczenia. Unex nie psuł się w ich trakcie, a Olivier nie odnosił wrażenia chyba że gniadosz robi coś sam z siebie poza jego wiedzą. Pchał się z zadu naprzód, zachowując odpowiednie ustawienie i czekając na dalsze prace. Czasem mu się zdarzało nieco przyspieszyć, ale pewnie to było na jedną góra dwie foule gdzie poddawał się działaniu jeźdźca od razu. Ogier był rozgrzany i nie mogący się doczekać momentu skoków nad przeszkodami crossowymi. Ogier zadowoliłby się wszystkim, chciał po prostu dokładnie i pewnie poskakać nad tymi przeszkodami. Zawsze to jakieś doświadczenie, nawet jeśli przeszkody nie były dostosowane do jego możliwości. Przed samym skokami miał jeszcze chwilę w stępie, gdzie złapał nowe pokłady energii do działania. Stęp pośredni nie był dla niego specjalnym wyzwaniem, a po przerwie przeszli do kłusa i kolejno do galopu. Wtedy skierowali się na pierwszą przeszkodę, która w sumie była kontynuacją rozgrzewki. Przyjrzał się krótko kłodzie, nie napalając się zbytnio na nią. Ogier nie takie przeszkody skakał już w swoim życiu, więc podszedł do niej dość chłodno. Dojechali pod kłodę, by odbić się w wyznaczonym miejscu. Ogier nie szalał do przeszkody, bo ona tego nie wymagała. Galopował równo i mocno przed siebie do przeszkody, zachowywał jednak równe i podyktowane tempo przez Oliviera. Fajnie złożył się nad przeszkodą i wyciągnął, ale nie przesadzał też z tym. Wysokość tej przeszkody nie wymagała przesadnych skoków, ale nie lekceważył samej przeszkody. Po lądowaniu wyjechali półwoltę i najechali raz jeszcze na kłodę. Można założyć że ogier się zagapił na coś, co zaowocowało spóźnionym a wręcz olewczym podejściem do skoku. Wolał chyba uciec z pod przeszkody, niż skakać tak se. To nie było w jego stylu, ale dopchany przez jeźdźca nie miał na to najmniejszych szans. Skoczył nieco koślawo, ale na czysto i ostatecznie całkiem nieźle.Oliver Pelerieux - 2017-07-18, 16:29 Krótko pochwaliłem konia, po czym pomogłem mu się podnieść po skoku, by następnie ruszyć trasą, którą ustaliłem sobie podczas rozgrzewki. Znajdowało się na niej dosłownie kilka przeszkód, ale parę minut ciągłego galopu połączonego ze skokami było wystarczające, nawet jeżeli była to taka "wersja demo" tego, czego normalnie można spodziewać się na zawodach.
Jadąc na kolejną przeszkodę, w dalszym ciągu wyczułem zdekoncentrowanie konia, dlatego pulsacyjnym działaniem wewnętrznej wodzy starałem się nakierować jego uwagę na właściwe tory. Tym razem udało mi się odpowiednio wcześniej, wobec czego bez przeszkód doprowadziłem Unexa do kłody, odpowiednio wcześniej siadając w siodle i wycofując ramiona, by choć trochę podnieść konia poprzez przeniesienie jego ciężaru na zad. Będąc pewnym tempa, którym się poruszaliśmy, do samego końca nie robiłem nic poza czekaniem, nie chcąc przeszkodzić ogierowi w pokonywaniu przeszkody. Z wymierzonego miejsca posłałem go do skoku, wraz z ruchem gniadego przechodząc do półsiadu wraz z oddaniem wodzy, dzięki ręce, która cały ten czas komunikowała się z końskim pyskiem bez większych zakłóceń. Po skoku poczułem, jak koń nabiera tempa, oczywiście w kontrolowany, "zdrowy sposób"; znacznie podniosło mi to adrenalinę, pozwalając się poczuć jak podczas prawdziwego konkursu. Cross zdecydowanie miał swój niepowtarzalny klimat.
Kolejna przeszkoda również nie należała do trudnych, ale często dochodziło do niej na wyłamań, czego jednak nie spodziewałem się po Unexie. Kluczem do sukcesu były jednakże liczne powtórzenia, więc zdecydowałem się przez skok nad rowem; jadąc na sam środek przeszkody, zawczasu wzmocniłem uwagę gniadego półparadą, po czym podjechałem bliżej rowu, w określonym miejscu dając ogierowi łydkę do skoku. Tym razem nie przechodziłem do pełnego ani przed, ani za przeszkodą, zwyczajnie nie mając takiej potrzeby - będąc w bliskim kontakcie z siodłem miałem wystarczającą kontrolę nad koniem, by doprowadzić go do rowu zamkniętego w pomocach. Sam skok również był na tyle płaski, bym właściwie musiał tylko oddać ogierowi wodze.
Następnie zdecydowałem się skoczyć wąski front przed nami, w tym celu podczas najazdu siadając w siodle, by precyzyjnie wycelować w sam środek przeszkody, sprzed której wysłałem konia do skoku, ponownie udanego. Kolejno minęliśmy parę przeszkód, zataczając łagodny łuk w kierunku stacjonaty, przed pokonaniem której także zastosowałem parę półparad, chcąc lepiej zrównoważyć konia i przygotować go do nadchodzącego zadania. Pokonanie tej przeszkody, zgodnie z rzutami kostki, także nie sprawiło nam najmniejszego kłopotu, toteż pozwolę sobie pominąć pisanie po raz n-ty tego samego.
Ponownie pochwaliłem krótko konia i jadąc w niewielkim półsiadzie, poprowadziłem Unexa w kierunku przeszkody stanowiącej nieco trudniejsze zadanie, głównie ze względu na ukształtowanie terenu, które często było bardziej problematyczne od samych przeszkód, nawet w najcięższych klasach. Trudność tej przeszkody polegała na tym, że od strony odbicia stała ona w cieniu, natomiast od strony lądowania w pełnym słońcu, co dawało wrażenie chwilowego oślepienia; w dodatku samej jej wygląd nie był szczególnie zachęcający - nietrudno wyobrazić sobie, że budziła głęboko skryte, klaustrofobiczne lęki, bo jak wiadomo, konie nie lubią wąskich przejść. Mnie zresztą też się dobrze na to nie patrzyło, niemniej postanowiłem się z tym zmierzyć i najechałem na tę właśnie przeszkodę, już sześć foule przed siadając w siodle i podnosząc konia poprzez dociążenie jego zadu i lekkie podniesienie dłoni, które jednocześnie lekko rozstawiłem, tworząc zamknięty korytarz z wodzy. Domknąłem go także w łydkach i precyzyjnie najechałem na sam środek przeszkody, by kolejnego wysłać konia do skoku, w czym wspomogłem go także poprzez użycie palcata, jako że wyczułem jego chwilowe zawahanie.Unexpected - 2017-07-18, 21:06 Parsknął w odpowiedzi na pochwałę, by pojechać po skoku dalej przed siebie. Ogier powrócił do wcześniejszego ustawienia, a także utrzymując stałe tempo galopu. Ogierowi nie przeszkadzał tor składający się z kilku przeszkód, bo on naprawdę był zadowolony ze wszystkiego. Kolejno pojechali na kolejną przeszkodę, która wyglądała jak kłoda. Ogier jakby nie był do końca skupiony, bo jednak tor crossowy go dziś jako rozpraszał. Starał się skupić na Olivierze, ale miał jednak z tym pewne problemy. Udało im się jednak ostatecznie dogadać i sprawnie dojechać do przeszkody, gdzie lekko osiadł na zadzie i uniósł się nieco bardziej na przodach. Dojechał do miejsca wybicia, by w nim wyjść do skoku i wykonać ładny baskil nad przeszkodą. Po lądowaniu ogier powrócił do wcześniejszego tempa, ogier galopował naprawdę mocno i pewnie przed siebie. Robił to jednak pod kontrolą faceta, gdzie wystarczył jeden ruch i wystarczyło do ogarnięcia go. Kolejna przeszkoda faktycznie nie wyglądała zbyt groźnie, ale jak to mówią wszystko się może wydarzyć. Pojechali na środek rowu, ogier przyjrzał się przeszkodzie ale nie zapatrzył się na nią. Dojechał do miejsca wybicia, by zrobić nad nim skok i znaleźć się zaraz po drugiej stronie rowu. Kolejno pojechali na dość wąski front, gdzie postarali się wycelować w sam środek przeszkody i pokonał ją zaraz na czysto. Kolejno minęli kilka przeszkód, zataczając łagodny łuk w kierunku przeszkody wyglądając jak płotek. Ogier poprowadzony przez chłopaka dojechał do przeszkody, którą pokonał również bez większego problemu. Parsknął w odpowiedzi na pochwałę i pojechał w kierunku kolejnej przeszkody. Przeszkoda wyglądała nieco dziwnie i mogła być przerażająca dla niego, ogier faktycznie się nieco spiął na jej widok. Minimalnie się skrócił do przeszkody, ale pewnie facet nieco ją rozjechał do przeszkody. Nie mniej sam skok i baskil był nieco do kitu, ale w granicach poprawności.Oliver Pelerieux - 2017-07-19, 17:59 Kawałek dalej czekała na nas kontynuacja tego niełatwego układu przeszkód. Zważywszy na wspomnianą w poprzednim poście możliwość chwilowego oślepienia, po skoku wziąłem na siebie konia i serią półparad przygotowałem go do pokonania kolejnej przeszkody, stojącej kilkadziesiąt metrów dalej, co jak wiadomo dla konia nie było dużą odległością. Chodziło mianowicie o kłodę, tuż za którą był spadek terenu, nie większy niż półtora metra, czyli wciąż niewiele jak dla konia o możliwościach Unexa. Ja jednak nie czułem się na siłach by skakać na cięższych przeszkodach, a i te były dość wymagające i przede wszystkim ciekawie ustawione, w ten sposób również przygotowując gniadego do zawodów.
W każdym razie jadąc na wprost kłody, zamknąłem konia w pomocach by zapobiec ewentualnemu wyłamaniu, wywołanemu raczej przez spadek terenu, aniżeli samą przeszkodę. Jeżeli wyczułem, że ogier się skraca, zamknąłem go mocniej w łydkach i mocniej pojechałem do przodu, nie pozwalając mu się skracać. Po chwili nastąpił moment odbicia, ale tym razem nie wyszedłem za koniem do półsiadu - wręcz przeciwnie, odchyliłem się podczas skoku, pozostając w siodle i oddając koniowi wodze w stopniu umożliwiającym wyciągnięcie szyi. Było to spowodowane tym, że nie chciałem zaburzyć jego równowagi podczas lądowania. Zapierając się mocno w strzemionach, ułatwiłem ogierowi lądowanie w dole, zaraz po którym czekała nas kolejna stacjonata poprzedzająca następny zeskok w dół, tym razem do wody. Pomogłem ogierowi podnieść się po skoku i bez obaw doprowadziłem go pod stacjonatę, spod której podyktowałem oldenburgowi odbicie, wychodząc za nim w półsiad z oddaniem ręki. Po skoku wróciłem w siodło by dojechać do końca "piętra", po którym galopowaliśmy, po czym przed zeskokiem ponownie dałem ogierowi łydkę by zachęcić go do oddania skoku wprost do zbiornika z wodą, przy czym zachowałem się tak samo, jak przy ostatnim spadku terenu. Wszystkie trzy przeszkody pokonaliśmy z powodzeniem, więc przechodząc z powrotem do półsiadu i galopując przez wodę, pochwaliłem konia głosem, za chwilę z powrotem wyjeżdżając na suchy ląd.Unexpected - 2017-07-20, 20:40 Jadąc dalej czekała na nich kontynuacja tego układu przeszkód, który wcale do najprostszych nie należał. Ogier skulił uszy po skoku, robiąc jedną foule nieco mocniejszą w przód. Jednak półparada i wzięcie przez faceta na siebie, sprowadziło ogiera na ziemię. Kłoda z późniejszą górką w dół nie wyglądał groźnie, acz ogier był nieco roztrzepany po poprzedniej przeszkodzie. Pojechali na wprost kłody, aktywując mocno zad w pracę i pracując ciałem do miejsce wybicia. Ogier wręcz szedł - napierał do przeszkody jednak wszystko było pod kontrolą. Dojechał do miejsca wybicia, gdzie odbił się do skoku. Ładnie złożył się nad przeszkodą i wyciągnął, by zamortyzować lądowanie na spadku z górki w dół. Odepchnął się z zadu w przód, by pojechać do kolejnej przeszkody. Przeszkoda kolejna do przeskoczenia to była stacjonata i kolejny zeskok w dół za nią. Osadził się nieco na zadzie, by dojechać ponownie do miejsca wybicia. Odbił się w wyznaczonym miejscu do skoku, wykonując nad przeszkodą ponownie baskil. Po lądowaniu dojechali do końca piętra, by z niego zeskoczyć na dół do wody. Miał lekki opór, ale wraz z łydką zszedł jednak na dół i potem przegalopował przez wodę.Oliver Pelerieux - 2017-07-20, 21:12 Wyprowadzając konia na suchy ląd, "popchnąłem" go rękoma, tym samym zachęcając do bardziej energicznego wyjścia. Kolejno poprowadziłem go do już ostatniej przeszkody, jaką miałem w planach. Chodziło mianowicie o kolejny wąski front, który stał na wzniesieniu. Jadąc pod górę, pozostałem lekko pochylony od przodu, by pozostawić zad Unex'a odciążonym. Dopiero przed oddaniem skoku na chwilę odchyliłem się do tyłu, by z kolei zwrócić swobodę przodom konia, po czym dałem mu łydkę i użyłem palcata, zachęcając konia do oddania skoku. Nie było to proste, bo prędkość ze względu na górkę była mniejsza niż po płaskim, dlatego uznałem, że dodatkowa motywacja nie zaszkodzi w tym momencie. Po udanym pokonaniu przeszkody zjechałem z nasypu, odchylając się wówczas do tyłu, by pomóc ogierowi w zrównoważeniu się. Kolejno przeszedłem do kłusa, w którym zacząłem anglezować i stopniowo popuszczać wodze do żucia z ręki, do której dojeżdżałem konia łydkami. Kończąc trening poklepałem go po szyi, ale zanim przeszedłem do stępa, pokręciłem się w kłusie przez dłuższą chwilę, chcąc by koń stopniowo wyrównał tętno.
W stępie oddałem mu wodze i pozostałem w nim na dobre piętnaście minut, po których ruszyłem w kierunku stajni. /ztUnexpected - 2017-07-21, 07:15 Wyjechali zaraz na suchy ląd, pogalopował w kierunku ostatniej przeszkody. Ogier mocno i pewnie galopował do przodu, gdzie krótko potem przed nimi wyrosła kolejna przeszkoda. Przeszkoda nie wyglądała zbyt ochoczo, ale ogier nie takie widział już w swojej karierze. Galopował nieco mocniej pod górkę, by mieć siłę do skoku na wzniesieniu. Ogier mocniej w ostatniej fazie zapracował zadem i odblokował przody, dojeżdżając do miejsca wybicia. Tam odepchnął się z zadu, by złożyć się i wyciągnąć nad przeszkodą. Po pokonaniu przeszkody zjechali z nasypu, galopując jeszcze kawałek swobodnie przed siebie. Chwilę później zwolnili do kłusa, gdzie ogier ani nie był zadowolony z końca treningu ani z oferowanych przez chłopaka dalszych zadań. Pokręcili się jeszcze chwilę w kłusie, a potem przeszli do stępa. Tam rozstępowali się na długiej wodzy, by wrócić ostatecznie do stajni.
z.tNaomi Eaton - 2017-07-21, 10:47 Pracując z Friskim była wyraźnie odprężona - nie musiała być tak czujna jak podczas jazdy na Siviento, który dopiero się uczył. W tym układzie to ona uczyła się wiele od siwka, co umożliwiało przede wszystkim jego usposobienie. Czując się bezpiecznie i komfortowo miała zatem szansę lepiej komunikować się z ogierem, co zresztą owocowało coraz lepszymi wynikami w treningu.
Ze stępa przeszła do kłusa, w którym zaczęła anglezować, poprzez tempo anglezowania narzucając ogierowi prędkość, z którą miał się poruszać. Siadając wyraźnie w siodle, tym samym dociążała zad ogiera, motywując go do podejścia nim pod kłodę, co dodatkowo wspierała działaniem łydki. W dalszym ciągu oferowała mu stosunkowo niskie ustawienie, nie chcąc przechodząc do wyższego przed rozgrzaniem Whiskiego, które rozpoczęła od podstawowego wydłużania i skracania kroku na przemian, które co raz przerywała woltą w kłusie roboczym, raz na jedną, raz na drugą stronę, tak by nie dopuścić do sytuacji, w której poruszaliby się za długo po linii prostej. Niebawem wplotła w jazdę pierwsze przejścia do stępa i stój, mające na celu przede wszystkim wyczulenie konia na pomoce, a także poprawienie zaangażowania zadu, co też miało wspomóc całą motorykę ruchu. W zależności od potrzeb, od czasu do czasu stosowała krótką półparadę, chcąc wspomóc proces rozluźnienia, a także poprawić równowagę konia, z którą Whiskey jednak raczej nie miał większych problemów. W każdym razie rozwijające się stopniowo ćwiczenia powinny mieć raczej pozytywny wpływ na oldenburga, tym bardziej, że nie ulegał za bardzo rozproszeniom; dzięki temu Nao mogła sukcesywnie zwiększać poziom trudności stawianych wymagań, z czasem dodając nawet ustępowania czy łopatki na krótkich odcinkach, bo kto powiedział, że nie mogła przy okazji treningu wykorzystać ujeżdżeniowych umiejętności siwka? Z góry wybacz, za beznadziejny post, ale chętnie przeszłabym już do pisania skoków, bo na rozgrzewkę nie mam weny. Friskey Whiskey - 2017-07-21, 23:06 Nastawienie Naomi przenosiło się na ogiera, a to z kolei wpływało na zachowanie amazonki, dzięki czemu oboje tworzyli kompletne i zamknięte koło wzajemnie się relaksując i wyciszając. Friskas nie był typem konia, który nakręca się z byle powodu i ucieka od wszystkiego, co się rusza. Wręcz przeciwnie, zwykle cieszył się skokami, oraz pokonywaniem przeszkód crossowych, wyrażając swój entuzjazm poprzez żywe i energiczne tempo lub niegroźne podrzucanie zadem.
Zaproszony do kłusa ruszył nim płynnie, od razu energicznie i aktywnie krocząc przed siebie. Otoczenie, w jakim się znajdowali sprawiało, że ogier był rześki i przez to sam z siebie szedł naprzód, nie musząc być zachęcany nieustannie działaniem łydek lub dosiadu. Nie było to jednak zbędne, a tylko pomagało ogierowi mocniej zaktywizować zad i przenieść ciężar ciała na tył, co dodatkowo umożliwiało otworzenie się przodem i znacznie większą otwartość łopatek.
Pomimo niskiego ustawienie, jakie oferowała mu Naomi niechętnie nurkował nosem w dół, niosąc głowę nieco wyżej, bo tak było mu łatwiej. Owszem mogła go nakłaniać do zejścia w dół, co było jak najbardziej prawidłowym działaniem i mającym na celu rozciąganie mięśni grzbietu, ale siwek wciąż jeszcze był za mało rozgrzany na taką gimnastykę. Podczas wyjeżdżania wolt giął się elastycznie, nie mając problemu z ustępowaniem od łydek, same przejścia również nie stanowiły dla siwego problemu i to właśnie dzięki nim zaczynał rozluźniać się, co raz chętniej i jednocześnie iść nosem do dołu.
Różnorodność stosowanych ćwiczeń nie tylko wspomagała wyczulenie na pomoce i szybszą reakcję na nie, ale również skupienie i zaangażowanie wierzchowca, który pieniąc się w pysku, co raz chętniej żuł wędzidło. Cała długa i ciężka szyja stawała się gumowa i luźna, co umożliwiało jej podnoszenie do góry i wypuszczanie w dół. Wrażliwy na pomoce, chętnie wykonywał ustępowania lub łopatki, nie tracąc tendencji do ruchu naprzód i elastyczności.
Jak dla mnie możemy skrócić odpisywanie rozgrzewki do minimum. XDNaomi Eaton - 2017-07-22, 16:40 Na konkretne wypuszczanie go w dół zdecydowała się dopiero po wstępnym rozgrzaniu się w kłusie, gdy zabrała siwego na duże koło, na którym poprosiła o jedno okrążenie w żuciu. Potem zaczęła go stopniowo podnosić, powoli dążąc do wysokiego ustawienia (takiego jak przy skokach), uważając by po drodze nie powstały spięcia. Jeżeli takowe się rodziły, z powrotem wypuszczała go w dół, by za chwilę na spokojnie podjąć kolejną próbę.
Generalnie cel rozprężenia był prosty - przygotować konia do pracy, jaką mieli dziś do wykonania. Dobrała zatem takie ćwiczenia, by uelastycznić Friskiego i uwrażliwić go na pomoce, sprawić by zrobił się przepuszczalny i lekki tak, by nie miała z nim problemu podczas pokonywania poszczególnych przeszkód.
Po kłusie przeszła pora na galop, przed którym Nao zrobiła jedynie króciutką - minutową - przerwę na stęp. W stępie ponownie pozbierała konia, by z niego zagalopować. W tym chodzie również nie szczędziła ogierowi ćwiczeń, wyginając go na rozmaitych woltach, rozciągając w żuciu z ręki czy ćwicząc jego refleks podczas lotnych zmian nogi i przejść. W międzyczasie zdarzyło jej się też parokrotnie przeskoczyć przez możliwie najniższą kłodę dostępną na torze, przez którą Friskey mógł śmiało przegalopować, nie wysilając się podczas pokonywania tejże przeszkódki. To dawało jednak Naomi szansę na sprawdzenie, jakie miał dzisiaj nastawienie do skoków, czy chętnie idzie do przeszkód, czy odpala przed/po nich, i tak dalej. Mimo niepozornej wysokości pozostawała tak samo czujna i konsekwentna jak przy normalnych przeszkodach, to znaczy kontrolowała tempo siwka, wykonywała staranne najazdy i angażowała się w to równie mocno, co on. Na tym też zakończyła rozgrzewkę, przechodząc po niej do kłusa, a z niego do stępa, w którym dała Whiskiemu odsapnąć przed skokami.Friskey Whiskey - 2017-07-23, 20:35 Rozluźniony i odpowiednio rozgrzany kłusował z długą szyją w dole, żując wędzidło chętnie i bez najmniejszego oporu. Wypuszczenie nosa w dół pomagało mu równoważyć się na kole i radzić sobie zarówno ze swoim ciężarem jak i obecnością jeźdźca na grzbiecie. Był już koniem w kwiecie wieku, ale nie oznaczało to, że na treningach nie mogli się cofać do podstawowych ćwiczeń często stosowanych u młodych koni. Na początku niechętnie dawał się podnosić do góry, albo uciekając wysoko głowę i prezentując typową lamę lub też chowając się. Niemniej cierpliwość Naomi w końcu się opłaciła i siwek finalnie odpuścił przechodząc w wyższe ustawienie przy zachowaniu rozluźnienia, co było celem, do którego dążyła blondynka.
Ruszając galopem ze stępa znacznie łatwiej przyszło mu zaangażowanie zadu oraz podniesienie się przodem, co również ułatwiało doprowadzenie do przeszkody i samo oddanie skoku. Skupiając się na stawianych przed nim zadaniach nawet nie miał czasu kombinować, co czasami mu się zdarzało. Rozluźniony, przepuszczalny i cały czas chętny do pracy wykazywał się dobrym refleksem, jednocześnie prezentując wspaniałą kondycję. Skoki oddawał z wyraźnym zapasem, mocno pracując przy tym szyją i grzbietem, chociaż nie była to przeszkoda, która wymagałaby tak dużego zaangażowania w skoku.
Do samej przeszkody szedł aktywnie i chętnie, za to niechętnie dając się przytrzymać tuż po niej, nadmiar energii wciąż go rozsadzał, a spożytkowanie jej na torze crossowym było najlepszym wyjściem. Niemniej należało zachować w tym wszystkim ład i porządek, dlatego, po którym już powtórzeniu Friskas nieco spokojniej galopował po przeszkodzie, aczkolwiek nadal bardzo energicznie. Jedną trudnością było przytrzymanie go w dystansie do przeszkody, gdzie potrafił nakręcać się już z daleka i tracić energię już na wczesnym etapie crossu.
Po przejściu do kłusa parsknął głośno parokrotnie, dopiero w stępie uspokajając swój oddech i odpoczywając.Francesca - 2017-07-25, 21:38 Kobieta spokojnym acz nie leniwym tempem przyszła z klaczą na tor crossowy. Już miały za sobą jakąś część rozgrzewki, bo w końcu sporo szły tu w stępie. Tor był kawałek od stajni, no i można było to wykorzystać. Pozwalała klaczy na sporo, jednak kontrolowała ją. Głównie chodziło o tempo i kierunek ruchu, który Francesca skrzętnie trzymała. W końcu pojawiły się w okolicach toru, by skierować się do miejsca gdzie można było się spokojnie rozprężyć. Tam podebrała wodzę na siebie, wchodząc stopniowo z gniadą na kontakt. Jednocześnie dopracowała ją dosiadem i łydkami, prosząc też o większe zaangażowanie zadu i ładne wejście na ten kontakt. Nie skracała jej jednak zbyt przesadnie, bo rozkręcić się dopiero miały.Naomi Eaton - 2017-07-26, 14:26 Poklepała ogiera po szyi, nie spiesząc się z zakończeniem przerwy, zupełnie tak, jakby sama chciała pierw zaczerpnąć oddechu. Cross wymagał wytrzymałości i sprawności nie tylko od konia, ale również jeźdźca, więc jeżeli Nao chciała dotrzymać kroku nad wyraz energicznemu Friskiemu, to musiała się porządnie zawziąć.
W każdym razie niebawem ponownie ruszyła kłusem, wcześniej nabierając wodze, po czym w pewnym momencie dała siwkowi łydkę do galopu. Przechodząc do niewielkiego półsiadu, pozwoliła ogierowi na dość śmiałe nabranie tempa, choć uważała, by nie przekroczył tego, które sama uznała za optymalne. Nie chciała go po prostu przedwcześnie zmęczyć, bo chociaż był to trening, wciąż wiązało się to z paroma minutami nieprzerwanego - miejmy nadzieję - galopu. Trzymając wodze na równym kontakcie, ręką elastycznie podążała za ruchem końskiej głowy, starając się nie wstrzymać Friskiego. Nakierowała go na pierwszą przeszkodę, przed którą usiadła w siodle, by utrudnić oldenburgowi potencjalne rozpędzenie się. Tempo, które obrała, było optymalne, zatem za punkt honoru postawiła sobie zachowanie konia przy sobie, konsekwentnie przytrzymując go przede wszystkim poprzez dosiad, bo na ręce nie miało to większego sensu, choć wykonała parę mocniejszych półparad. W wymierzonym miejscu dała ogierowi łydkę do skoku, gotowa na to, że będzie on wysoki - dzięki temu nie wyrzuciło jej z siodła, zdołała nadążyć za ruchem konia, przechodząc do półsiadu z oddaniem ręki. Po wylądowaniu wzięła konia na siebie, nie chcąc mu pozwolić na rozpędzanie się, po czym skierowała go na podobną, ale zdecydowanie węższą przeszkodę, która wymagała znacznie bardziej precyzyjnego najazdu. Stąd też zamknęła siwka w korytarzu z pomocy, starając się przy tym wszystkim nie zapomnieć o oddychaniu. Za chwilę ponownie wysłała go do skoku i postarała się nie zostać w tyle, szczególną uwagę przykładając do oddania ogierowi wodzy tak, by przypadkiem nie złapać go za pysk w trakcie skoku, co przecież mogłoby wszystko zepsuć. Po skoku pochwaliła go głosem, tym sposobem chyba dodając otuchy przede wszystkim sobie, po czym dla odmiany pozwoliła pójść Whiskiemu nieco żywiej, zachęcając go także cmokaniem. Wszystko dlatego, że kolejna przeszkoda, choć podobna, była znacznie szersza, więc wypadałoby jednak się nieco ośmielić i pogalopować żywiej, co by Whiskey miał z czego skoczyć. Zgodnie z planem skok wypadł znacznie szerszy niż te dotychczasowe, co też wymusiło na Nao nieco większe pochylenie się do przodu, choć nieprzesadne, co by powrót w siodło po skoku nie okazał się niemożliwy.