To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Archiwum - Jezioro Bewl Water

Nadya - 2016-05-10, 17:19

Zawsze jeszcze może mu przyłożyć, ale żeby potem nie było na mnie, jak Leon będzie wracał z rajdu z podbitym okiem. Chociaż ona by z tego całkiem zwycięską ręką też nie wyszła.
- Nadya. - przedstawiła się o dziwo z uśmiechem, jednak dość złośliwym. Znowu na chwilę zajęła się swoim namiotem, rozłożyła tam matę, śpiwór, czy co tam. Klapnęła na matę u wejścia do jej namiotu i zabrała się za zdejmowanie oficerek. Najchętniej zmieniłaby resztę ciuchów, ale raczej nie będzie robić striptizu przed Leonem, a zamknąć się przed nim w namiocie żeby się przebrać.. czułaby się z tym trochę głupio. Chyba powinna przestać czuć się głupio. Pozbyła się jednego buta i odstawiła go na bok, stawiając gołą stopę na trawie. Od razu lepiej.
Z drugim butem miała jednak niejakie problemy, nie chciał jej zejść ze stopy.
- Jeżeli ci to nie przeszkadza, możesz znowu podać mi swą pomocną dłoń. - powiedziała poważnie, spoglądając na niego, a potem na buta nadal na swojej nodze. Przygryziona dolna świadczyła o tym, że kobieta dostrzegła komizm tej iście kopciuszkowej sceny. Chociaż nie w Kopsciuszu było ubieranie pantofelka, a nie zdejmowanie oficerek.

Questionable - 2016-05-10, 17:24

Nie była już niegrzeczna i coraz bardziej otwierała się na otaczający ją świat. Co prawda Christian nadal musiał prowadzić ją w pewnej odległości od innych koni, ale wciąż dzielnie parła przed siebie, bacznym wzrokiem obserwując wszystko co działo się wokół, największą uwagę zwracając oczywiście na konie. Mieli szczęście – wszystkie dzikusy, które biegły przed siebie na łeb na szyję już dawno były z przodu, więc Questionable nie miała skąd wziąć przykładu by rzucić się w pogoń. To z pewnością w jakimś stopniu satysfakcjonowało jej obecnego właściciela.
Nie machała nawet głową, rozluźniając się zarówno pod wpływem Christiana jak i rzednącej atmosfery. Na szlaku znajdowało się coraz mniej osób, a gniada czuła się coraz bardziej pewnie. Podstawiła ładnie zad i łatwo wyczuwalnie pchała się do przodu, idąc jakby „pod górę”. Jej ujeżdżeniowe predyspozycje można było zauważyć gołym okiem – nawet mimo dużo szybszego tempa niż to, które zazwyczaj prezentowała na ujeżdżalni biegła z dużą swobodą i gracją, stawiając ładnie nogę za nogą.
W końcówce rajdu czuła się już nieco zmęczona. Wciąż angażowała się w pracę, ale jej galop zdecydowanie osłabł, a Holenderka zdążyła się już cała zapienić. Słaba kondycja, nie ma co!

Winning Mood - 2016-05-10, 17:29

Grzebał kopytem w ziemi, nawet niezbyt mając ochotę by schylić się do niej i zerwać trawę. Miał dość ponury nastrój co było łatwo wyczuwalne, jeśli tylko poświęciło mu się odrobinę czasu. Nie sądził by ktokolwiek miał się nim zainteresować, toteż wielce zdziwiony podniósł łeb i nastawił jedno ucho, kiedy nieopodal usłyszał krótkie cmoknięcie. Bez większej werwy przyglądał się sylwetce stojącego przy płocie mężczyzny, do którego mimochodem postanowił się zbliżyć. Niosąc łeb przy ziemi ruszył do ogrodzenia, przy którym z niekłamaną radością rozpoznał Sergeia. Nadal nie był to jednak ten sam Winnie, którego Rus miał okazję poznać i wyraźnie brakowało w nim tej iskierki życia, którą zawsze sobą prezentował.
Jego uszy wyrażały raczej niewielkie zainteresowanie, choć siwy bezwiednie wyciągnął pysk ku mężczyźnie by obślinić jego ręce/rękawy (w zależności co też miał aktualnie na sobie) tłumacząc się ochotą wydębienia od niego jakiegoś smakołyka. Zasługiwał na niego bez dwóch zdań!
Oh gdyby tylko konie potrafiły mówić!

Bastian Collins - 2016-05-10, 17:42

Z ulgą przełykał kolejne zimne hausty ulubionego napoju, rozkoszując się jego gorzkim smakiem i bąbelkami, które zdawały się być zbawienne po tak długim rajdzie. Jego ciało było nieco zmęczone, a sam mężczyzna czuł, że do szybkiego spożycia kilku butelek alkoholu niezbędne będzie mu jedzenie – w innym wypadku może zakończyć przygodę zanim jeszcze na dobre ją zaczął. Domyślał się, że Elka także była już głodna, więc postanowił zaproponować kiełbasę/pomidora/cokolwiek także jej. Jeżeli coś w tej kwestii ustalili, to mężczyzna udał się na moment do skromnych zapasów, które Orchard zapewnił na rajd. Wrócił z zamówieniem brunetki oraz dwoma kijkami i ponownie posadził tyłek na trawie tuż obok niej, by w trakcie picia piwa zadbać o porządnie wysmażony posiłek.
- Byłem tu cały czas – oświadczył, wzruszając przy tym ramionami. Cała otwartość i pogodność uleciała z niego w jednym momencie, w którym przypomniał sobie jak źle było między nimi z powodu zagranicznych wyjazdów bruneta. Brakowało mu panny White, ale jakoś nie miał odwagi się do tego przyznać. Poniekąd przez rzeczy, które jej kiedyś powiedział i poniekąd przez to jak ją potraktował. Nie wiedział co dziewczyna sobie o nim myśli, choć jej dzisiejsze zachowanie nie zwiastowało niczego złego. Jeśli nadal w przypadku Bastiana twierdziła, że dogadywanie się z mężczyznami jest proste to… powinien jej wręczyć medal za łatwe przejście przez wszystkie sprzeczki, które między nimi zaistniały. – Mam ostatnio po prostu mało czasu – wytłumaczył się, łagodniejąc po przemyśleniu wszelkich rozważanych wcześniej kwestii. Nie chciał tracić kontaktu z Elką, ale obawiał się, że znowu coś zepsuje. Nie bał się kwestii uczuć i namiętności, które niegdyś ich łączyły, ale zwyczajnie nie chciał by znów przez niego cierpiała gdy coś odpierdoli. A to było pewnie tylko kwestią czasu. Nawet jako przyjaciel.
- Pamiętasz jak kiedyś rozmawialiśmy o moim koniu, którego trzeba zajeździć? Propozycja dalej aktualna? – zapytał, unosząc w górę kącik warg. Wbrew zdrowemu rozsądkowi postanowił zaryzykować i dać szansę zarówno sobie jak i kolejnym spotkaniom z El. Czas pokaże co z tego wszystkiego wyniknie.

Brian - 2016-05-10, 17:47

Prawdopodobnie byłoby mu to obojętne - głęboki sen i dużo alkoholu mogą cię znieczulic na dużo rzeczy. Chyba chodziło ci o to, że żałował, że nie byli w jednej grupie?
- Mówi się trudno. - powiedział. Wypił kilka sporych łyków piwa, zgniótł puszkę z jego resztkami i wrzucił do kosza, których pewnie kilka stało w strategicznych punktach obozu.
- Jasne. - zgodził się bez oporów. Wydawało się, że jeszcze mało osób zainteresowało się jeziorem, na razie tłumy głównie były przy ognisku i namiotach.
- Hej, mogę zostawić swoje rzeczy w twoim namiocie,zakładając, że w przeciwieństwie do mnie już go rozłożyłeś? - spytał. Jego rzeczy gdzieś tam leżały luzem, co mu się nie podobało. Nie posądzał nikogo z rajdowiczow o lepkie ręce, ale mogą się po prostu zgubić, a tego by nie chciał. Jeżeli Diego jeszcze tego namiotu nie rozłożył Brian był gotowy mu pomóc, na tyle na ile był w stanie, nie był od tego specem.

Elizabeth White - 2016-05-10, 18:02

Elizabeth również zaczynało poburkiwać w brzuchu, aczkolwiek początkowo zniwelowała prośbę swojego organizmu o jedzenie. Oprzytomniała dopiero, gdy Brunet zaproponował jej jakiś smakołyk z ogniska. Nagle jej ślinianki zaczęły działać, a ona przypomniała sobie, że faktycznie była głodna i wypadałoby coś skonsumować. Poprosiła go o kiełbaskę i kawałek chleba, postanawiając nie wybrzydzać w owej kwestii. W takich okolicznościach wszystko smakowało dobrze, a w szczególności lekko zwęglone i owiane dymem mięsko. Poczekała aż jej towarzysz wróci z prowiantem i przejęła od niego swoją porcję, piwo odstawiając na chwilę na bok. Sprawnie nadziała kiełbaskę na zaostrzony koniec kijka i skierowała go w kierunku ognia. Upewniwszy się, że wszystko jest w porządku, pociągnęła kolejny łyk napoju i odgarnęła z czoła niesforną grzywkę.
Widząc, że Bastian dosyć niechętnie o sobie opowiada, postanowiła nie drążyć dalej tematu. Nie chciała w końcu by poczuł się przez nią osaczony - jeżeli poczuję takową potrzebę, to sam jej się wyspowiada. Nie widzieli się szmat czasu, ale Sebastian przez cały ten okres nie stracił dla niej na wartości. W ich relacjach działo się różnie, były wzloty i upadki, były kłótnie i miło spędzone wieczory. Cokolwiek się nie działo, to i tak odnawiali przyjaźń, niczym papużki nierozłączki. W sumie, to El nie wiedziała nawet co się w pewnym momencie zepsuło. Nie chciała też rozdrapywać starych ran, toteż nie kontynuowała niewygodnego tematu. Zamierzała nacieszyć się obecnością Anglika zanim ich drogi znowu rozejdą się w niewyjaśnionych okolicznościach.
- Chcesz mnie zabić? - zaśmiała się pod nosem, w odpowiedzi na skierowane doń pytanie. Oczywiście doskonale pamiętała jak kiedyś o tym gadali, ale jak zwykle nic z ich planów nie wyszło. No cóż, może chociaż tym razem się uda.
- Propozycja aktualna, powiedz tylko kiedy - odparła po chwili nieco spokojniej, w dalszym ciągu jednak lekko się uśmiechając. Widząc wyczyny Chaosa nie wiedziała czego może się spodziewać po kolejnym kopytnym. W końcu ciągnie swój do swego!

Vivianne Feron - 2016-05-10, 18:16

Zbytnie przemęczenie połączone z chłodnym wiaterkiem sprawiło, że po drobnym ciele brunetki raz po raz przechodziły delikatne dreszcze, powodując, że jeszcze trudniej było jej skupić się na rozkładaniu namiotu. Przerwawszy sobie na moment wyciągnęła z plecaka skórzaną kurteczkę, która właściwie przed niczym nie chroniła, ale którą choć trochę mogła się osłonić, by w chwilę później powrócić do powierzonego samej sobie zajęcia. Problem w tym, że za każdym razem kiedy wydawało jej się, że namiot stoi, któraś jego część podwijała się ku górze albo zwyczajnie wysuwała z miejsca, w którym powinna się trzymać. Weszła nawet do środka ledwo trzymającego się kupy szkieletu jej prowizorycznej sypialni, by z tej strony spróbować rozwiązać problem składającego się schronienia, ale szybko się poddała, nie umiejąc zapanować nad głupim kawałkiem materiału i kilkoma pałąkami, które niedostatecznie mocno wbijała w ziemię. Odetchnęła głośno, nie chcąc się denerwować i wyszła na zewnątrz, ostatni raz spoglądając w stronę niewspółpracującego namiotu. Wzięła łyk piwa poddawszy się w końcu i posadziła pupę na trawie, nie spodziewając się, że ktoś mógłby w tej chwili znaleźć się w jej towarzystwie. Spięła się z początku, rejestrując szuranie butów o ziemię, ale usłyszawszy ten charakterystyczny, niski głos, wzdłuż kręgosłupa poczuła przyjemne mrowienie. Obróciwszy głowę w stronę Gerarda uniosła kącik warg by w chwilę później pokręcić głową. Bardziej w niedowierzaniu niż rezygnacji z jego pomocy.
- Najlepiej byłoby gdybyś po prostu zrobił to za mnie. Pomoc może zabrać jeszcze bardzo dużo czasu – oświadczyła dość wesołym, jak na nią, tonem głosu. Cieszyła się, że mężczyźnie także udało się bezpiecznie dotrzeć nad jezioro gdyż jej oczom nie umknęły problemy jakie miał Casello by pokonać strumyk. Potem już niestety niewiele dane było jej zarejestrować, gdyż Friskiemu zachciało się źrebięcych szaleństw, więc ostatecznie można było przyznać, że nawet trochę się o niego martwiła. Może niepotrzebnie, ale o tym nikt nie musiał wiedzieć.
Pojawienie się Gerarda zwiększyło prawdopodobieństwo obecności Vivianne podczas wspólnej zabawy przy ognisku. Ona także nie mogła się doczekać zbliżającego się rumoru, przygodę w lesie traktując jak coś niepowtarzalnego, dla czego warto było wyrwać się z miasta na łono natury. Nie zwracała uwagi na miejsce pobytu kiedy spędzała czas w doborowym towarzystwie, ale muszę przyznać, że ten klimat nastrajał ją w bardzo różne sposoby… Teraz jednak chciała się tylko przebrać, zrzucić z siebie bryczesy i wraz z czterdziestolatkiem napić się i zjeść coś dobrego.

Sergei - 2016-05-10, 18:24

Serg uniósł mimowolnie jedną brew do góry, uważnie obserwując siwka. Przeciągnął się (przy okazji usłyszał, jak trzaskają mu wszystkie kości), po czym wrzucił na padok Desperado parę marchewek, jedną zachowując dla Winninga. Pogładził WKKW'istę po czole, zdezorientowany jego specyficznym zachowaniem. Odgryzł jednak kawałek marchwi, by podać ją na otwartej dłoni wierzchowcowi.
- Wyglądasz, jakby tej rajd wcale nie był dla ciebie przyjemnością - mruknął, po czym przeniósł wzrok na bawiące się towarzystwo.
Chciał dać sobie chwilę na rozprostowanie kości, jakby nie było, pokonał sporą odległość w siodle, czego nie robił od bardzo długiego czasu. Wyjął butelkę wody z sakwy, którą rzuci obok ogrodzenia i stał na razie koło siwka, wzrokiem wypatrując znanych mu osób. Kiwnął z daleko głową Naomi, uśmiechając się subtelnie. Co prawda, dostała mu się specyficzna grupa, ale przynajmniej bez problemów. A z tego, co słyszał, przed nimi było dość zabawnie, jednak nie to go w tym momencie interesowało. Za chwilę powinien zacząć stawiać namiot, a także zacząć się integrować, ale to dopiero za chwilę. Na razie pozwolił sobie na chwilę zamyślenia, a przy okazji dotrzymywał towarzystwa ponuremu Winningowi.

Bastian Collins - 2016-05-10, 18:25

Whoś z pewnością był bardzo specyficznym koniem. Nie miał takiego charakterku jak Chaos, ale niewiele brakowało mu do „ideału” jaki dumnie prezentował tekin. Jego młodszy kolega, który od jakiegoś już czasu zasilał szeregi końskiego portfolio Bastiana, robił to jednak w bardziej uroczy, niewinny sposób, za każdym razem podchodząc do ćwiczeń w nieco humorystyczny sposób. Lubił uciekać mu w korytarzu skokowym, często robił coś tak głupiego, że ciężko było to wytłumaczyć, ale zdecydowanie wszystko robił w sposób, którego po prostu nie można było mu nie wybaczyć. Dziwne, że to właśnie Collins trafił na tak radosne, pełne pozytywnej energii zwierzę, z którego w końcu chciał zrobić pożytek większy niż używanie go jako kosiarki. I to w orchardzie zamiast we własnym ogródku!
- Ja nie, ale za niego nie mogę odpowiadać – odparł z rozbawieniem, powtarzając kroki dziewczyny względem swojego jedzenia. W jego przypadku były to trzy kromki chleba oddzielone od siebie dwiema sporymi kiełbasami. Zabrał dla nich także jeden z ketchupów, którymi był w stanie podzielić się z siedzącymi wokół ludźmi, jeśli tylko mieliby wyrazić taką ochotę. Wsunąwszy długi kij w odmęty iskrzącego ogniska, ponownie przeniósł wzrok na przyjaciółkę, uśmiechając się kącikiem warg.
- Zawsze możesz jedynie asekurować mnie na lonży. No chyba, że bardzo marzysz aby być pierwsza na jego grzbiecie, wtedy nie będę Ci zachodził drogi – oświadczył, ponownie przysuwając sobie do ust gwint butelki, a jego twarz ponownie rozświetlił delikatny uśmieszek. Być może jego myśli kierowały się w niezbyt przyjemną stronę, ale za to towarzystwo przyjaciółki wyraźnie pozytywnie na niego wpływało.
- Dobra, a teraz opowiadaj co u Ciebie.

Winning Mood - 2016-05-10, 18:45

Przez chwilę jedynie dotykał chrapami marchewki ułożonej na dłoni mężczyzny i chuchał na nią gorącym powietrzem, nie mogąc zdecydować się na odebranie smakołyka. Zrobił to dopiero po kilku dłuższych chwilach, przymykając oczy w momencie, w którym mężczyzna pogłaskał go po pysku. Mielił pyszność w pysku przez dłuższą chwilę, rozchmurzając się przy tym nieco, choć wciąż nie był sobą. Jedno trzeba było Sergeiowi przyznać – podczas gdy reszta ludzi robiła harmider przy jeziorze i ognisku, on zainteresował się smutnym zwierzęciem, będącym może marnym zastępstwem rozigranego, pijanego towarzystwa. Jakby rozumując właśnie w ten sposób Hanower wtulił się w trzydziestolatka, najpierw układając masywną szyję na jego ramieniu, aby w chwilę później opuścić ją w dół i złapać w chrapki krawędź jego ubrania. Przemielił je dokładnie w pysku, dbając o to by Sergei stał się ciężkim przeciwnikiem w konkursie mokrego podkoszulka, aby w chwilę później odsunąć się od niego dwa kroki i wesoło zastrzyc uszami. Proszę jak odrobina miłości mogła zadziałać na pięciuset kilowe zwierzę!
Zamachnął się mocno głową, by zębami uderzyć w swoją klatkę piersiową, szastając przy tym mocno ogonem w celu obicia własnych boków. Strzygąc uszami wskazał łbem w kierunku jeziora, jakby oznajmiając mężczyźnie, że nie musi przy nim stać. Bądź co bądź Siwus miał sobie poradzić i nie chciał psuć Ruskowi zabawy. Cóż za rozumne stworzenie.

Diego Montana - 2016-05-10, 19:06

Nigdy nic nie wiadomo, w końcu z nikim po pijanemu jeszcze, nie spał to nie wiem :lol2: No o to, a co zrozumiałaś?
-Tak, tam jest. - odparł wskazując palcem, swój namiot. Wolał wykorzystać taką szansę, za, w czasu. Mówiłam oczywiście o wolnym jeziorze :lol2: Kiedy facet zostawił swoje rzeczy w namiocie, on zgarnął jedynie ogłowie od konia. W końcu raczej, nie będzie pływał, w ogłowiu. Ruszył, w kierunku pastwiska, gdzie zostawił gniadosza. Zagwizdał do niego, jako, że stał nieco dalej, a jemu nie koniecznie chciało się iść :lol2: Choć młody, idziemy się kąpać :lol2:

G-Dragon - 2016-05-10, 19:13

Zastrzygł uchem, gdy usłyszał gwizd. Odwrócił łeb w tamtym kierunku, mierząc faceta wzrokiem. Co ja pies, że na mnie gwiżdżesz człowieku? Nie miał jednak nic lepszego do roboty, więc ruszył się z miejsca bardzo wolnym stępem. Co jakiś czas stawał w miejscu, jakby się zmęczył. Westchnął głośno i podszedł w końcu do ogrodzenia.
Leon - 2016-05-10, 20:05

Gorzej jakby jej oddał, to nie miałaby tylko podbitego oka :lol2: Chłopak sporo trenował, więc miał ogrom siły, swoją drogą, trzeba będzie się wybrać, nie długo, na siłownię. Chyba następnym razem, sama będzie sobie rozkładać namiot. W dupę ! Jasne, a co on książę z bajki? Tylko tam się podaje buta, a nie odbiera. Miał odejść prawie, kiedy usłyszał jej słowa, więc obrócił się i spojrzał, na kobietę.
-Serio? - odparł, unosząc brew ku górze, nie wiem czy podobało mu się, bycie księciem z bajki. Nie gwarantuje, że zachowa przy tym stopę :lol2: Obejrzał, lewo prawo, pociągnął tu i tak, po czym rzucił (nie mocno, nie przesadnie) butem, na kolana dziewczyny. Z miną, jeszcze coś?

Brian - 2016-05-10, 20:11

Zrozumiałam, także spoko.
Ruszył w stronę wskazanego namiotu, lawirując pomiędzy innymi rozłożonymi namiotami, wokół których kręciło się sporo ludzi. Zostawił tam swoje bagaże, po czym ruszył za Diegiem w stronę koni, z daleka odnajdując wzrokiem Sensationet. Zwrócił też uwagę na hanowera, który leniwym krokiem podszedł do jego przyjaciela. Podszedł do ogrodzonego padoku i zawołał Sensationet, dodatkowym cmoknięciem skupiając na sobie jej uwagę.
No chyba sobie już odpoczęłaś, co? To chodź, popływamy.
Ciekawe czy klacz będzie zainteresowana i zechce w ogóle wleźć do wody. Miejmy nadzieję.

Caroline Hathaway - 2016-05-10, 20:31

No przepraszam, nie moja wina, że macie takie imiona :lol2:
-Ta. - nie chciała nic mówić, bo to co pomyślała sobie, będąc na trasie, lepiej, by nie wyszło, na światło dzienne. Wolała to ukrócić za w czasu, nie kojarzyła wszystkich koni, w stajni. Wyścigowców głównie, w naszej ekipie dosiadał Leon i Eva, to ona znała Soula, bo dosiadała go, na treningu i w zawodach.
-Ta ruda, w czarno-złotym kantarze. - odparła, wskazując na selle, która obecnie coś tam robiła. Bliżej nie określonego :lol2: Wsłuchała się, w słowa kobiety, ale ich nie skomentowała, potem odprowadziła ją wzrokiem.
-Jak się czujesz w mieście? W stajni? - zapytała faceta, powracając na niego wzrokiem.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group