James Levrull - 2017-02-08, 13:44 Klacz faktycznie działała na guziki, więc James musiał uważać na to co robi w siodle, dlatego cały czas korygował swoje ciało tak, by wszystkie pomoce odpowiednio ze sobą współgrały. Na drągach klacz prawidłowo pracowała co nie uszło jego uwadze, stąd każde prawidłowe przejście chwalił głosem lub poklepaniem po szyi. Nie ignorował wyjeżdżania zakrętów czy to w narożnikach czy w trakcie wjazdu/wyjazdu z linii środkowej, traktując to jako kolejną część ćwiczenia.
Następnie drągi podniosły się na cavaletti o wysokości ok. 30 cm i szerokości 1.3m od siebie, było iż ah 8. Kontynuował ćwiczenie tak samo, umożliwiając ją odpowiednie zapracowanie nad wiszącymi nad ziemią drągami, lekka ręka dała zejść szyi w dół, a zamknięta łydka "napędzała" jej zad, by nie zgubiła go gimnastykując się nad cavaletii. Tu również każdy dobry przejazd był chwalony.
Po 3/4 przejazdach w obu kierunkach przeszedł z klaczą do stępa biorąc ją na długi kontakt i dając chwilę oddechu. Po gdzieś okrążeniu nabrał wodzy, chcąc rozgrzać ją również w innym elementach. Po zakłusowaniu usiadł w siodło w całkiem niezły ćwiczebny, biorąc klacz na siebie przy zamkniętych pomocach i gdy miał wolne miejsce wykonywał z trzeciego śladu ustępowanie od łydki do ściany raz na prawo raz na lewo. Łydki przesuwające działały odpowiednio tak, by ruch odbywał się zarówno w przód jak i w bok, dając możliwość przesuwania się po ukosie. Kontrolował wodzami, by nie odginała się zanadto. Ćwiczenie traktował na luzie, więc jak nie wychodziło na początku, to zabierał się za to od innej strony. Dając jej możliwość tym samym na przemyślenia.
Jak i to zaczęło wychodzić jazd po ścianie z woltami i zmianami kierunku, do tego przejścia do stój, do stępa, cofania, ruszenie ze stój/cofania. Tak by klacz stała się jak najbardziej przepuszczalna w przejściach. Pilnował by dobrze wchodziła zadem w przejściach w dół, nie hamując za dużo na przodzie, a przy przejściach w górę została na kontakcie od razu pchając się zadem. Przy cofaniu kontrolował stały kontakt z jej pyskiem i równy ślad cofania.Machiavellian Z - 2017-02-14, 12:20
Eva napisał/a:
To miało swoje plusy że był nowy, przydawała się świeża krew w stajni. Wystarczyło dobrze poznać konia i ewentualnie związać z nim jakieś bliższe plany, albo przynajmniej odwiedzać go raz na jakiś czas i ruszać go tu i tam. Za pewne dla niego to nie było nic nowego, bo przecież nie był świeżakiem lub młodzikiem bez łba na karku. Tu nie spotka przecież nic co będzie go chciało go zejść, to były tylko inne pary koń-człowiek. Co najwyżej stuknięte konie które mogłyby tu być mogły mu zagrażać, ale raczej tu takich obecnie nie było. Starała się by ogier jak najlepiej i najbezpieczniej się pod nią czuł, starała się też by jasno odczytywał jej pomoce. Gdyby postanowił zwalniać to Eva jednak zachęcała go do aktywniejszego chodu, a jeśli miał problem z wejściem na ustawienie to mu pomagała na nowo tak jakby. Luzowała na moment pomoce, by spróbować wejść na nie jeszcze raz i lepiej. Starała się poprawnie wysiadywać go i ułatwiać mu tym samym pracę, co im jak na razie fajnie wychodziło. Po zamknięciu ów koła wrócili na ślad, by na tą stronę wykonać jeszcze wężyka i serpentynę. Powadziła go pewnie na pomocach, by zaraz lekko naprostowywać go na figurach i przestawiać na drugie pomoce, by ją zamknąć w odpowiednim punkcie. Potem zmiana kierunku przez przekątną, by powtórzyć te same ćwiczenia na drugą stronę. Wysyłała mu te same pomoce co poprzednio, starając się by wyszło jak najlepiej. Pamiętała o pochwałach, co powinno też motywować ogiera do działania. Przed przejściem w wyższy chód przećwiczyli jeszcze przejścia między chodami. Do zejścia do zatrzymania uprzedzała półparadami i potem wysyłała pełną paradę, spinała krzyż i ściągała wodzę. Natomiast powrót do stępa to była tylko półparada, dołożenie łydek i wypchnięcie z krzyża. Powtórzyli kilka razy przejścia, by ostatecznie w stępie zastosować pomoce do przejścia do kłusa. Kiedy się to udało pozwoliła mu na chwilę kłusa - luźnego kłusa, oczywiście na obie strony by znów się rozruszać przed poważniejszymi ćwiczeniami.
Tak, był nowy, był formą zabezpieczenia na przyszły czas, kiedy to użytkowniczki starsze gwiazdy się zestarzeją i bedą musiały iść na emeryturę. Kiedyś to przecież nastąpi, prawda? W sumie ogierowi nie przeszkadzała stała atencja człowieka, bo to oznacza więcej cukierków, jabłek, marchwi i innych smacznych dodatków. Niestety hala zapełniała się, a on odczuwał z tego tylułu lekki dyskomfort. Na szczęście dziewczyna trzymała go zdala od ogierów, w sumie możliwie jak najdalej. Kiedy przejeżdżali za blisko, mogła wyczuć znacznie spięcie się i zauważyć jego stuletnie uszu. Na szczęście był pełen energii i wokół poruszające się klacze, więc jego chód był aktywny i pełen gracji z lekko uniesioną nasadą ogona, by jego bujny ogon bujał się pokaźnie w rytm jego kroków. Ustawienie było zależne od kontaktu z ręką, a jako,że dziewczyna miała przyzwoicie stabilną rękę, nie widział potrzeby wychodzenia z niego. Przeżuwał z pasją swoje wędzidło, produkując pianę, sygnalizując tym samym odpowiednią pracę. Jako, że zachowywał równowagę, nie miał problemu z wykonywaniem wygięć w wężyku czy serpentynie. Opierał swoje wygięcie na jej łydce i reagował sprawnie na prośbę zmiany wygięcia w drugą stronę. Na przekątnej szedł o prostym ciele, uważnie spoglądając przed siebie. Strona ta była nieco gorsza, zatem wygięcia jego wymagały więcej siły od amazonki w walce ze sztywnością. Przejścia jak to przejścia. Początkowo musiał wyczuć dziewczynę i tym samym próbował zrywać się. Jednak jej stanowczość nie pozwalała, zatem musiał się dostosować.Vivance Roscoe - 2017-02-14, 14:47
James Levrull napisał/a:
[...]
Wiadomo, jakby się pomylił i przekazał swym ciałem inny sygnał, niż chciał to wówczas mogłaby przypadkiem zrobić coś, co wytrąciłoby ją z równowagi. Wówczas mogłoby dojść do nieporozumienia pomiędzy nimi i spowodować niepotrzebne napięcie. Zastrzygła uchem słysząc pochwałę, wszak wiedziała, że było to spowodowane odpowiednim przejściem przez drągi. Jego ton na to wskazywał. Parsknęła przeciągle wyrzucając przed siebie trochę wydzieliny, która zalęgła w jej nozdrzach. Dobry objaw oczyszczania dróg oddechowych, będzie się jej lepiej pracowało. To, że cavaletti zostało podniesione, jak i zwiększona szerokość to nie sprawiło klaczy problemu, musiała jedynie mocniej zaangażować swoje ciało, akcentując to wyższą akcją nóg. Naturalnie nurkowała lekko nosem w dół, prawidłowo rozciągając mięśnie swego grzbietu — tak jak poprzednio. Bujanie w siodle było o wiele bardziej odczuwalne, wszak musiała mocniej zapracować. Nie lubiła dotykać drągów, więc uważała, aby żadnego nie stuknąć. Kiedyś udowodniono jej, że szacunek do drągów to umiejętność omijania bólu. Jak się dostanie raz drągami po nogach to potem wiadomo, że trzeba uważać na nie. Jedynie za drugim razem lekko się pogubiła, wytrącając swoją równowagę. Przez to musiała mocniej rozciągnąć się, przez co była zmuszona na wyjście z ustawienia. Oczywiście została skorygowana niedługo później, co sprawiło, że wróciła sprawnie do niego. Po wykonanych przejazdach, klacz na wyraźny sygnał przeszła harmonijnie do stępa. Uzyskała długą wodzę, ale wiedziała, że kontakt wciąż z jej pyskiem jest zachowany. Po okrążeniu aktywnego tempa, wyraźny kontakt wrócił. Sygnał do zakłusowania również się pojawił, zatem przeszła do chodu wyższego. Kłusowała lekko i z ogromną swobodą, naprawdę chętnie szła naprzód, gnąc się elastycznie i miękko od łydek, pozostając zamknięta w pomocach i uważna na każdą kolejną porębę jeźdźca. Zatem kiedy została poproszona o ustępowanie od łydki wykonała to, wszak znała bardzo dobrze to ćwiczenie. Podstawy ujeżdżenia były podstawą znajomości skoków. Vivance nie była zgięta, była ustawiona w potylicy kierunku przeciwnym niż do kierunku ruchu. Wewnętrzne kończyny wyraźnie krzyżowały się przed zewnętrznymi. Ćwiczenie to zostało wykonane przez wyraźnej utraty tempa. Zatem późniejsze wolty już nie mogły sprawiać żadnych problemów. Będąc o to poproszona w pewnym momencie płynnie zatrzymała się do stój, równomiernie obciążyła wszystkie kończyny, nie zostając zadem, stojąc grzecznie i czekając. Nieustannie memłała wędzidło w pysku obficie się przy tym pieniąc i pozostając w rozluźnieniu. O ile samo zatrzymanie nie było trudnym elementem, to stanie zdecydowanie nie wychodziło jej najlepiej. Zaczęła szastać ogonem i tym samym próbowała naprzeć na wędzidło i ruszyć do przodu. Cofanie wykonała poprawnie, choć na początku zdawało się, że kompletnie nie zrozumiała sygnałów z góry. Pierwsze próby były po prostu koślawe i nieskoordynowane. Ale ruszanie miała opanowane do perfekcji, wszak zbyt długie stanie w miejscu powodowało u niej "wiercenie".Eva - 2017-02-19, 23:11 Patrząc po tym jak bardzo czasem wiekowe tu konie startują? To faktycznie określenie że kiedyś to nastąpi jest zdecydowanie odpowiednim określeniem, bo chyba jednak nie tak całkiem prędko No tak, kto by się nie cieszył z zainteresowania swoją postacią. Raczej przesadnie dużo par tu nie wchodziło, bo mogliby się nie pomieścić. Jednak faktycznie parę tu ćwiczyło, więc Eva starała się zachować komfort dla siebie i swojego konia jak i innych par. Starała się idealnie dopasować do konia i wysyłać mu na tyle jasne pomoce, by nie miał z nimi żadnych problemów. Nawet jeśli jednak się zdarzały, to nic szczególnego się nie działo poza próbą naprawienia danego błędu za jakąś chwilę - ćwiczenie. Po chwili ów luzu w tym kłusie kobieta ponownie zaczęła zabierać konia na co rusz kolejne figury, to samo oczywiście co w stępie. Jednak wprowadzała różne kombinacje poczynając od wolt, serpentyn, wężyków, półwolt. Wszystko robili przemieszane ze sobą w różnych kolejnościach, doszły do tego różne średnice kół czy zrobienie koła w połowie na prawo i w połowie na lewo. Oczywiście pomagała mu z przestawianiem się z pomocy na pomoce, robiąc to przez chwilowe naprostowanie i odgięcie się na drugą stronę. Wplatała w to wszystko też przejścia kłus-stęp-kłus-stój-kłus. Tutaj również nie zapominała o wysłaniu pomocy do zatrzymania, zmieniania chodu na wyższy lub niższy czy ruszania ze stój w dany chód. Pamiętajmy o tym że wykonali też wszystko na obie strony, bo przecież nie mogło być za łatwo. Potem dała mu chwilę luzu w stępie, by poczekać aż stajenny ustawi pierwsze przeszkody na ich drodze. Jak na razie były to raptem drągi w różnych kombinacjach, cavaletti i koperty, ale zawsze jednak coś. Kiedy wszystko było wstępnie gotowe, Eva wypchnęła go z powrotem do kłusa i skierowała wpierw na drągi. Na sam początek raptem trzy w równej odległości od siebie ułożone, zamknęła go w korytarzu pomocy i naprowadziła na sam środek przeszkody. Dojeżdżając do miejsca już do unoszenia nóg, zainicjowała to łydkami, przeszła kolejno w lekki półsiad i oddała mu nieco wodzy na nimi. Jeśli udało im się to bez większych zgrzytów wykręcili łuk i najechali na nie od drugiej strony. W sumie mniej więcej najechali x2 z każdej strony, by pojechać po łuku na większą kombinacje z drągów. Teraz były one ułożone w literkę L, która nadal pozostawała w idealnie równej odległości ułożona i ustawiona wciąż na kłus. Jednak sam schemat doprowadzenia go do nich i pokonania - wysłania pomocy wyglądał tak samo. Oczywiście pokonali znów z obu stron i także po x2 na każdą, by skierować się na w sumie jedyne cavaletti w tym schemacie. Jedyne co ogier musiał zmienić to jedynie nieco wyżej unieść nogi nad nimi, a tak przecież pokonywało się tak samo jak drągi. Ponownie dwukrotnie na lewo i na prawo, by nieco odsapnąć przed kolejną dawką ćwiczeń.James Levrull - 2017-02-20, 15:47 Ćwiczenie związane z przejściami do stój i cofaniem uświadomiły go, że klacz jest raczej typem "pullera", a nie konia do pchania, stąd już w głowie zaplanował sobie orientacyjnie trening związany z wymaganiem od klaczy mocnej kontroli w trakcie skoków. Wprawdzie nie szykowali się do zawodów, ale atencja Jamesa klaczą była na tyle duża, że kto wie, może zdecyduje się na jej kupno?
Trochę jeszcze ją męczył zatrzymaniami w trakcie których chwalił klacz za cierpliwość, skupiając się na tym by nie zgadywała kiedy ruszyć, a czekała na sygnał z góry. Jeśli napierała na rękę lekko podciągał wodze, by odpuścić i zobaczyć jej reakcję. Kiedy w miarę zaczęli i w tym ćwiczeniu się dogadywać rozpoczął pracę w galopie, w który wszedł płynnie z kontrolowanego kłusa. Od pierwszej fouli pełna kontrola i wymagania ustawienia przez półparady, automatycznie zamknął ją w pomocach posyłając pomoce do galopu pod górkę, tak by osiągnąć jak najlżejszy przód. W trakcie galopu sporo wolt, wplótł również w to drągi na 3.5 m oraz na 3.2, w przypadku pierwszych wymagając wyciągnięcia fouli w ustawieniu, a w drugim przypadku skrócenia galopu bez utraty rytmu, równowagi i aktywności. Często zmieniał też nogę przez lotną w trakcie zmiany kierunku, tak, by klacz nie znudziła się ćwiczeniami, w trakcie lotnych pilnował, by pozostała na pomocach, skupiając się bardziej na zmianie ustawienia przez łydki, tak by klacz nie spóźniła zadem.
Kiedy również i w galopie zaczęła być przyjemnie luźna przeszedł do stępa na długiej wodzy dając jej chwilę na odpoczynek. Po nabraniu wodzy zdecydował się rozgrzać ją przed skokami gimnastyką. Najeżdżał na linię środkową raz z prawej raz z lewej analogicznie po skokach zmieniając kierunek, ZAWSZE najeżdżał z kłusa, a jeśli klacz próbowała podgalopować wprowadzał ją na woltę, gdzie po "przerobieniu" wracał do kłusa i najeżdżał ponownie. Pierwszy przejazd to 6 drągów w odległości ok. 3.4 m, zamiast 7 drąga krzyżak 70 cm, na miejscu 8 drąga pozostał drąg. Drugi najazd to wskazówka z drąga na 2.5 m krzyżak, 3.4 m. drąg 3.4 m krzyżak, po 3.4 m krzyżak, drąg po 3.4m i krzyżak, by na końcu był położony drąg. Wszystkie krzyżaki na wysokości 70 cm, by dopiero po 7 przejeździe podnieść wszystkie na wysokość 80/90 cm. Cały czas kontrolował swoje ciało, by jej nie wyprzedzić i nie przeszkodzić. Cały czas kontakt z jej pyskiem i przesadnie nie wciągała w krzyżaki, a skupiała się na pracy do góry, nie skakała na płasko, łydki przylegały do jej ciała pilnując, by nie zwątpiła. Wysokość 80/90 powtórzył 5 razy, by później przejść do stępa i dać chwilę oddechu po pierwszej gimnastyce, która zaraz się podniesie.Machiavellian Z - 2017-02-21, 22:08
Eva napisał/a:
Patrząc po tym jak bardzo czasem wiekowe tu konie startują? To faktycznie określenie że kiedyś to nastąpi jest zdecydowanie odpowiednim określeniem, bo chyba jednak nie tak całkiem prędko No tak, kto by się nie cieszył z zainteresowania swoją postacią. Raczej przesadnie dużo par tu nie wchodziło, bo mogliby się nie pomieścić. Jednak faktycznie parę tu ćwiczyło, więc Eva starała się zachować komfort dla siebie i swojego konia jak i innych par. Starała się idealnie dopasować do konia i wysyłać mu na tyle jasne pomoce, by nie miał z nimi żadnych problemów. Nawet jeśli jednak się zdarzały, to nic szczególnego się nie działo poza próbą naprawienia danego błędu za jakąś chwilę - ćwiczenie. Po chwili ów luzu w tym kłusie kobieta ponownie zaczęła zabierać konia na co rusz kolejne figury, to samo oczywiście co w stępie. Jednak wprowadzała różne kombinacje poczynając od wolt, serpentyn, wężyków, półwolt. Wszystko robili przemieszane ze sobą w różnych kolejnościach, doszły do tego różne średnice kół czy zrobienie koła w połowie na prawo i w połowie na lewo. Oczywiście pomagała mu z przestawianiem się z pomocy na pomoce, robiąc to przez chwilowe naprostowanie i odgięcie się na drugą stronę. Wplatała w to wszystko też przejścia kłus-stęp-kłus-stój-kłus. Tutaj również nie zapominała o wysłaniu pomocy do zatrzymania, zmieniania chodu na wyższy lub niższy czy ruszania ze stój w dany chód. Pamiętajmy o tym że wykonali też wszystko na obie strony, bo przecież nie mogło być za łatwo. Potem dała mu chwilę luzu w stępie, by poczekać aż stajenny ustawi pierwsze przeszkody na ich drodze. Jak na razie były to raptem drągi w różnych kombinacjach, cavaletti i koperty, ale zawsze jednak coś. Kiedy wszystko było wstępnie gotowe, Eva wypchnęła go z powrotem do kłusa i skierowała wpierw na drągi. Na sam początek raptem trzy w równej odległości od siebie ułożone, zamknęła go w korytarzu pomocy i naprowadziła na sam środek przeszkody. Dojeżdżając do miejsca już do unoszenia nóg, zainicjowała to łydkami, przeszła kolejno w lekki półsiad i oddała mu nieco wodzy na nimi. Jeśli udało im się to bez większych zgrzytów wykręcili łuk i najechali na nie od drugiej strony. W sumie mniej więcej najechali x2 z każdej strony, by pojechać po łuku na większą kombinacje z drągów. Teraz były one ułożone w literkę L, która nadal pozostawała w idealnie równej odległości ułożona i ustawiona wciąż na kłus. Jednak sam schemat doprowadzenia go do nich i pokonania - wysłania pomocy wyglądał tak samo. Oczywiście pokonali znów z obu stron i także po x2 na każdą, by skierować się na w sumie jedyne cavaletti w tym schemacie. Jedyne co ogier musiał zmienić to jedynie nieco wyżej unieść nogi nad nimi, a tak przecież pokonywało się tak samo jak drągi. Ponownie dwukrotnie na lewo i na prawo, by nieco odsapnąć przed kolejną dawką ćwiczeń.
Wiesz, kiedyś Stern miał 10 lat, a teraz ma już 16 i użytkowniczka nie wiem, kiedy ten czas.. zleciał. Więc zaraz naprawdę będzie tak stary, że na emeryturę go rozpłodową wyślą, czy coś. Luźny kłus rozluźnił go trochę, a nawet rozleniwił. Jednak aktywizująca łydka, jak i śmiała półparada przywołała ogiera do porządku. W dodatku amazonka miała w zamiarze wprowadzić go na wiele figur, które miały go rozgrzać. Powtórzyła podobnym schematem, te, które wykonywał w stępie. Wyginał się sprawnie pod wpływem jej łydki, mocno pracując przy tym przodem. Sprawnie reagował na sygnały zmiany chociażby kierunku ustawienia. W końcu wolty, serpentyny, wężyki, półwolty tego właśnie wymagały od ogiera — gibkości. Oczywiście występowanie ich było losowe i ukryte tylko w czeluściach myśli Evy. Już chciał zgadywać, ale najwidoczniej nie było mu to dane, bo zaskakiwała go co rusz. Jeszcze w dodatku wplatała przejścia, które ogier wykonywał w pełnej harmonii, przechodząc płynnie, nie wychodząc z ustawienia. Kiedy dziewczyna uznała, że ogier rozgrzał się na tych ćwiczeniach dostatecznie.. wówczas przeszła do stępa i dała mu pełną wodzę, aby mógł się wyciągnąć nosem do przodu. Chętnie skorzystał z tej propozycji. Mógł sobie swobodnie przerzucić metal w pysku i podrzucić głową, aby poprawić grzywkę. W tym czasie obserwował stajennego, który pieczołowicie ustawiał przeszkody. Jego uszy stały na sztorc, okazując swoje zainteresowanie. Jednak sielanka nie trwała długo. W końcu musiał nastąpił powrót do ustawienia i kolejne płynne przejście do wyższego chodu. Na ich drodze leżały na ziemi trzy równo ułożone względem siebie drągi. Na ich widok Macho przyśpieszył znacznie, praktycznie w nie wpadając. Innymi słowy zaatakował je. Przez co musiał się mocno rozciągnąć nad nimi, aby nie nadepnąć drąga. Mocno zapracował szyją, jak i zaprezentował nad wyraz wysoką akcję nóg. Przy kolejnych próbach został opanowany i jego przejścia przez drągi charakteryzowały się płynnością, a przede wszystkim lekkością. Pracował odpowiednio szyją, lekko wyciągając ją ku dołowi, a w dodatku rozluźniał linię kręgosłupa. A teraz nastąpiło coś nowego. Drągi nie miały standardowego ułożenia, bo były ułożone w literę L. Zatem musiał być uważniejszy, co spowodowało, że na sygnały wykonywał od razu. Nad cavaletti zaangażował mocniej zad, jak i musiał mocniej zadzierać nogi, co by nie stuknąć drągów. Nie lubił ich dotykać. Miał wrażenie jakby paliły żywym ogniem.Vivance Roscoe - 2017-02-21, 23:00 Nie była koniem do pchania to fakt. Nie lubiła się zbytnio ociągać, w sumie wolała już pędzić, ale ten czas.. kiedy była nie do wytrzymania minął — teraz wolała spalać energię w oparciu o pomoce jeźdźca na jej grzbiecie. Najwidoczniej dobrze trafiła, skoro James już wiedział jak z nią pracować. Czym więcej wykonywali zatrzymania, tym dłużej wytrzymywała bez ruchu. Chociaż można było wyrzuć niechęć, jak i kumulację energii podczas tej akcji. Gdyby tak podpalić lont, mogłaby wybuchnąć! Musieli się trochę namęczyć, aby w tej kwestii się dogadać, ale w końcu doszli do jakiegoś konsensusu. Zdecydowanie to jest ten element, nad którym trzeba popracować. Ten konsensus spowodował, że James postanowił zmienić ćwiczenie. Zatem z płynnego kłusa w pełnej harmonii przeszła do galopu. Jako, że była wystarczająco ospała faktem ciągłych prób zatrzymania jej w miejscu, nawet nie próbowała się wyrwać do tego galopu. Dzięki temu pozostała w ustawieniu, będąc na miękkim kontakcie z dłonią faceta. Zatem nie było też problemu, aby wprowadzić element galopu pod tak zwaną górkę, gdzie wymagany był jak najniższy przód. W galopie zad Vivance w każdej foule wyraźnie i sprężyście odbijała się od podłoża, unosząc całe jej ciało do przodu i w górę. Oczywiście na woltach klacz wyginała się należycie, jedna największą uwagę skupiły jej drągi, które były położone płasko na ziemi. Przechodziła w harmonii, lekko wyciągając nos ku nim, aby dobrze zdawać sobie sprawę z tego, gdzie one są. Zmiany kierunków odbywały się za pomocą lotnych zmian nóg, gdzie klacz musiała podbić mocniej przód do góry, by mieć czas wyciągnąć drugą nogę w przód, aby to właśnie ta noga była tą prowadzącą. Dzięki jego przypomnieniom, nie dało się zapomnieć nie nadążyć zadem. Na szczęście nie próbowała się stawiać, czy kombinować nadto. Zatem przeszła płynnie do stępa, mogąc dodatkowo wyciągnąć pysk do przodu. Rozluźniła się, korzystając z krótkiej przerwy. Kiedy nabrał wodzę, wiedziała, że przerwa się skończyła i czas na powrót do zmożonej pracy. Na drągach, które miała wrażenie, że ciągną się w nieskończoność pracowała dobrze zadem, jak i szyją. Lekko rozluźniała linię swojego grzbietu, ale kiedy pojawił się na jej drodze krzyżak. Klacz ożywiła się znacznie. Wybiła się delikatnie od ziemi, w końcu nie potrzebowała zbyt wiele i pokonała go bez problemu. Technika jej skoku była nienaganna. Szło jej przyzwoicie, słuchała uważnie jego poleceń.Eva - 2017-02-22, 09:48 Każdy był kiedyś młody i każdy będzie kiedyś stary, no wspominając że każdego pochłonie kiedyś tamten świat. Jeśli koń w dobrej kondycji jest i nie ma przeciw wskazań zdrowotnych, to wielu sportowców odeszło na emeryturę w sędziwym wieku. Może jak Stern się będzie dobrze trzymał, to kto wie? Będzie dosłownie ogierem rozpłodowym, ale już dość licznym i całkiem uznanym potomstwem mógł się pochwalić. Miejmy nadzieje że tak właśnie będzie też w przypadku Machiavellian, ale choć od czasów Sterna przybyło więcej konkurencji i więcej koni miało ochotę na podium i championa. Nie lenimy się mój kochany ! Kobieta nie planowała go zakatować na pierwszym treningu po przeprowadzce, ale też nie nabawić go kontuzji. Pewnie zdarzały im się też jakieś niedociągnięcia czy drobne wpadki, bo nie da się wszystkiego zawsze perfekcyjnie zrobić. Nie zapominała o pochwałach dla ogiera, bo mogły odegrać tu kluczowe zadanie. Był to ich pierwszy wspólny trening i może nie ostatni - kto wie. Odrobina przerwy - relaksu była każdemu potrzebna. W sumie zaskakiwanie go miało swoje plusy, bo nie mógł narzekać na wieczna nudę i rutynę. Stajenny na początek ustawił kilka przeszkód, które miały pomóc im się poprawnie rozgrzać do skoków. Kobieta była trochę zaskoczona jego gwałtownością najazdu na drągi, nie zdążyła też odpowiednio szybko zareagować. Jednak na szczęście ogier poradził sobie z nimi bez żadnego problemu, ale Eva zyskała dzięki temu pewną wiedzę. Ona przy kolejnych próbach starała się go też wyciszyć na początku i delikatnie przytrzymać jednak, by ten najazd był bardziej elegancki i opanowany. Na szczęście udało im się jakoś względnie dogadać, co przyniosło efekty w dalszej pracy. Ona nad tymi drągami starała mu się tylko ułatwić zadanie, a nie utrudnić. Tutaj również nastąpiły pochwały po poprawnym przejechaniu drągów i cavaletti. Teraz znów czekało ich coś nowego, a zaraz przydatnego. Wykonała z nim wpierw spore okrążenie wokół hali, ale nie całkowicie kompletne. Po dość sporym łuku najechała wraz z ogierem na prostą do kopert, były aż całe dwie na ich drodze. Miały obecnie 30 i 40cm, więc nie wielkie ale jednak już nie niziutkie cavaletti. Kobieta uprzedziła go kilkoma półparadami i zamknęła w pomocach, by uniknąć wpadki na zwykłej kopercie Jeśli się przesadnie rozpędzał to próbowała przyhamować go pomocami, a w ostateczności rezygnowała z najazdu. W przypadku jednak tego pierwszego, Eva prowadziła konia na sam środek przeszkody i w odpowiednim miejscu wysłała mu ponownie łydkę. Miała nadzieje że ogier się odbije wtedy do przeszkody, a ona wyjdzie za jego ruchem przechodząc do niskiego półsiadu i oddając mu wodzę. W przypadku tej gorszej opcji, kobieta zjeżdżała z nim na woltę by wytracić zbędną prędkość i próbowała raz jeszcze. Potem pojechali około 5 foule przed siebie, by pokonać w podobnym stylu drugą z kopert o 10cm wyższą od poprzedniczki. Potem wyjechali dość spory łuk, by wrócić na ten sam tor zaczynając od wyższej z kopert. Ogólnie pokonali dwa razy na każdą ze stron, by poczekać krótki moment aż przeszkody-koperty podniosą się jeszcze o 10cm za pomocą stajennego. Obecnie pierwsza mierzyła 40cm, a druga 50cm. Eva znów zastosowała szereg tych samych pomocy co wcześniej, by miejmy nadzieje pokonać i te koperty w dobrym stylu. Jeśli wystąpiły jakieś problemy, to się oczywiście zaraz skoryguje i powtórzy za pewne. Jednak jeśli udało im się wykonać poprawnie, Eva znów dała mu moment przerwy za nim przeszli do galopu. Oczywiście nastąpiło to stopniowo, a zaczęli standardowo od nakreślenia kilku figur dla rozgrzewki na obie strony. Wysyłała mu kolejne szeregi pomocy, które już znał z poprzednich chodów i powinien dobrze na nie zareagować. Kolejne w kolejce były zwykłe drągi i cavaletti, ale oczywiście ustawione w tej chwili już na galop.Machiavellian Z - 2017-02-25, 00:44 To prawda, miał się czym pochwalić, jeśli chodzi o potomstwo, a w przypadku Macho? Tego nigdy nie wiadomo. Wszak forum zmieniło się bardzo od czasu, kiedy Stern zaczynał na poważnie swoją karierę sportową. Jessie raczej nie pozwoli zapuścić jej czołowego ogiera. Wracając do ich pracy, ogier chętnie przyjmował pochwały. Słysząc, czując je kierował w jej stronę jedno ucho. Z pewnością odbierał to pozytywnie i mogło to mieć wpływ na ewentualną przyszłą współpracę. Nie nie mógł narzekać na nudę i rutynę, dziewczyna go zaskakiwała, trzeba przyznać. W końcu po sporym łuku, dziewczyna naprowadziła go na kopertę. Gdyby mógł to podniósłby brew widząc tą wysokość, ale dobra, od czegoś trzeba zacząć. Najechał na nią o prostym ciele, idąc odważnie do przodu. Wybił się płynnie, zbytnio nie podnosząc przodu. Przy takiej wysokości nie musiał się zbytnio.. napracować. Bardziej to przeszedł, aniżeli przeskoczył. Nie pędził, nie atakował, więc było nawet w sam raz. Jedynie zaangażowanie leżało, troszkę nie szanował tego, co właśnie skakał. Pięć foule dalej była koperta.. Odległość tą pokonał płynnie, dobrze kryjąc teren. W odpowiednim momencie wybił się równie niedbale co w przypadku pierwszej, jednak tym razem poczuł wyraźniejszą łydkę. Niezbyt sobie jednak wziął do serca. Nieco więcej zaangażowania wykazał w przypadku najazdu zaczynając od wyższej koperty. Tutaj faktycznie się wybił, wyciągnął szyję do przodu i podciągnął nogi przednie pod siebie. Tak samo było w przypadku drugiej koperty, no dobra, niech Ci będzie. Masz swoje zaangażowanie. Kiedy koperty zostały nieznacznie podniesione, ogier zastrzygł uchem ciekawsko. Jednak nie zobaczył nic imponującego, wciąż to samo. A phi, jak tu się wykazać?! Zatem nie pozostało mu nic innego jak pokonać bez zbędnych ceregieli, na odpowiednich pomocach. Nie ma co się stawiać, skoro można odwalić swoją robotę. Figury dla rozgrzewki w tej chwili dla niego to pikuś. Był już odpowiednio rozgrzany i wałkowała z nim trochę te ćwiczenia, więc nie sprawiło mu to problemu. Podobnie było z drągami, czy cavaletti — Eva się nauczyła, że czasem trzeba go powstrzymać, przytrzymać.Eva - 2017-02-26, 15:17 Oj dla Macho wszystko przyjdzie z czasem - spokojnie. W końcu jak to mówią. Ostatnimi czasy konie ogólnie się bardzo rozwinęły i ludzie przy nich także, co oczywiście miało swoje ogromne plusy i minusy. Pochwały były w sumie nieodłączną częścią treningu oraz budowania chociaż cienia relacji na linii koń-człowiek. Nie znała go na tyle dobrze, by wiedzieć jak reaguje na nudę i rutynę. Powiedzmy sobie szczerze wolała uniknąć tego i wprowadzać nawet drobne zmiany do ćwiczeń, niż np. gryźć piach z ziemi bo znudzony ogier wysadziłby ją z siodła. Lepsze takie wysokości niż żadne, więc niech nie narzeka. Jak to samo? Przeszkody znacznie urosły, no normalnie maruda dużej maści. Oczywiście w galopie przy zmianach kierunków pamiętała również o zmianach nogi, raczej robiła to przez kłus niżeli lotnie. Po odpowiedniej dawce ćwiczeń na rozgrzanie w galopie, przeszła z nim do stępa. Tam zrzuciła mu na moment wodzę, by zaczekać aż stajenny ustawi na nowo przeszkody dla nich. W końcu pojawiły się pierwsze z nich, a na początek zarazem nic specjalnego. Pierwsze z nich to były raptem dwie stacjonaty: 50 i 60cm oraz okser 50x60. Stopniowo wróciła z nim do galopu na prawą nogę, by po lekkim łuku skierować go na prostą do pierwszej linii przeszkód - tych dwóch stacjonat. Kobieta zachowała stałe tempo, a raczej starała się zachować. Nie chciała aby się ogier przesadnie rozpędzał do przeszkód, bo mogło wyjść im to na złe. Starając się go przytrzymać do pierwszej z przeszkód zamknęła go w pomocach, by doprowadzić do miejsca wybicia i łydką odesłać do skoku. Wtedy przeszła na moment w półsiad i wysunęła ręce w przód, by umożliwić mu oddanie prawidłowego skoku. Po lądowaniu zostali w jednej linii do drugiej stacjonaty, która była o 10cm wyższa od poprzedniej. Przytrzymała go ponownie do przeszkody jeśli i tylko tego potrzebował, by doprowadzić go ponownie do miejsca wybicia i łydką znów odesłać go do skoku. Wtedy po prostu zgrała się z jego ruchem w locie, by wylądować na prawo. Zasugerowała mu to poprzez ustawienie ciężaru ciężkości jeszcze nad przeszkodą i mając nadzieje że ogier spokojnie odczyta jej pomoce, by wyjechać zaraz po lądowaniu po łuku na prawo. Zaraz wyprostowała ogiera do ów oksera, by ponownie go nieco przytrzymać pewnie do przeszkody. Kobieta też nieco mocniej przysiadła na jego zadzie, by znacznie bardziej go uaktywnić i unieść zarazem przody gniadosza. Wtedy ponownie doprowadziła go do miejsca wybicia, by znów odesłać go łydką do skoku i zgrać się z jego ruchem w locie. Wykonali potem okrążenie wokół hali i raz jeszcze najechali na ten sam tor bez zmian wysokości. Potem okrążenie wokół hali i najazd zaczynając od oksera tym razem i znów bez zmian wysokości. Powtarzała zawsze ten sam schemat pomocy, który za pewnie w mniejszym lub większym stopniu się sprawdzał. Potem zwolniła go stopniowo do stępa, klepiąc po szyi w nagrodę. Jak na pierwszy trening po przeprowadzce uznała że mu wystarczy, dlatego po porządnym rozstępowaniu wrócili do stajni.
z.tJames Levrull - 2017-02-27, 15:08
Vivance Roscoe napisał/a:
...
Pierwsze podejście do szeregu faktycznie było bardzo prawidłowo przez nią poknane, dlatego po małej przebudowie przeszli do > TAKIEGO < szeregu (odległość dwóch pierwszych drągów to 1.3 m, drugiego drąga do krzyżaka 2.4 m, następne drągi są w odległości 3.5 metra między sobą i przed/po krzyżaku). Ponownie wjazd kłusem na linię środkową i doprowadzenie klaczy do pierwszych dwóch drągów kłusem, przy jednoczesnym działaniu pomocami w taki sposób by nie „wyryjała się”, a pozostawała z nosem w dole idąc cały czas tym samym tempem. Jeśli przed drągami przyśpieszała wtedy robił wolte przed całym szeregiem gimnastycznym, najeżdżając po uspokojeniu się klaczy raz jeszcze. Dwa razy z lewej na prawą i dwa razy z prawej na lewą dalej przy wysokości ok. 90 cm.
Kolejne ćwiczenie znów miało nauczyć ją czekania i nie licząc tego, że odległość między dwoma pierwszymi drągami zmieniła się do 0.9m, a drugiego drąga do krzyżaka na 2.2m to nic się nie zmieniło. Tym razem do szeregu dojeżdżał aktywnym stępem na kontakcie cały czas kontrolując ją z siodła, chcąc uniemożliwić jej ruszenie w szereg. Po minięciu pierwszego drąga bez utraty rytmu precyzyjnie posyłał łydkę, by ta energicznie wskoczyła w drugi drąg, rozpoczynając całą sekwencję szeregu gimnastycznego. Tym razem 4 razy z prawej na lewą i 4 razy z lewej na prawą. Za każde dobrze wykonane ćwiczenie pochwała. Do tego James starał się jak najmniej przeszkadzać klaczy w szeregu szukając oparcia w strzemieniu, płynnie idąc ręką za klaczą na kontakcie; dając tym samym jej możliwość pokazania się z jak najlepszej strony, tym bardziej, że ćwiczenie było wymagające – klacz musiała być nie tylko skupiona, ale również nieco mocniej się pogimnastykować, gdyż drągi dyktowały jej tempo i szerokość fouli, jak i miejsce wybicia i lądowania.One Million - 2017-03-03, 12:03
Jessamine napisał/a:
[...]
Naomi napisał/a:
[...]
Klacz głównie tylko słuchała co kobiety mówią, bo i tak nic nie rozumiała z tego. Wraz z pomocami od dziewczynki postarała się polepszyć swój galop, co pewnie w jakimś stopniu się jej udało. Klacz nieco lepiej się poruszała i pokazywała z tej lepszej strony, ale czy to wystarczało? Klaczy to już nikt nie chwalił Zaraz wraz z dziewczynką skierowała się na 20m koło, udało im się nawet dość poprawnie zarysować. Choć pewne niedociągnięcia się pojawiły, ale w sumie nie było nawet najgorzej. Przynajmniej tempo udało im się zachować poprawne, co jakoś dobrze rzutowało na ogólne wrażenie. Po jego zamknięciu od razu odbiły na ósemkę, gdzie starały się ją ponownie poprawnie zarysować. Czasem jak się za bardzo czegoś chce to też nie dobrze, tak też było właśnie chyba w tym przypadku. W połowie ósemki przeszły do kłusa, co wyszło im całkiem poprawnie. Klacz czasem faktycznie pewnych rzeczy się domyślała i pomagała jej realizować. Jeszcze na ósemce wróciły do galopu, które też było jak najbardziej poprawne. Kolejne koło i powrót pod ścianę, gdzie stopniowo przeszły do stępa. Czekała klacz w nim na dalsze instrukcje, by po jakimś czasie wyjść do stajni.
z.tVivance Roscoe - 2017-03-13, 20:51 Poruszała się zgrabnie w kłusie, widząc przed sobą szereg, klacz wlepiła wzrok w pierwszą. Drągi sprawiły, że klacz musiała się na nich skupić, zatem nie miała czasu na ewentualne rozważenie pędzenia i pokonania przeszkody w sposób.. nieelegancki. W dodatku James baczył na jej poczynania z siodła, korygując wszelkie nieprawidłowości. Pokonując drągi, znalazła odpowiednie miejsce do odbicia się, w dodatku miejsce to zbiegło się z wybranym miejscem przez jeźdźca. Vivance złożyła się odpowiednio. Nie musiała się aż nadto składać zwarzywszy na wysokość. Jak tylko wylądowała po drugiej stronie pierwszej przeszkody, klacz pokonała ponownie zgrabnie drągi i znowu odnalazła idealne miejsce do wybicia się, to samo miało się w ostatnią przeszkodą i dojazdem do niej. Za drugą próbą pokonania tego szeregu, pogubiła się przy najeździe na drugą przeszkodę, ale szybko odzyskała równowagę, choć sam skok nie wyglądał zbyt.. dobrze. Kolejny najazd był w porządku. Co jak co, ale drągi uczyły ją pokory, że faktycznie musiała się zastanowić dwa razy nad tym, aby nie pędzić. W końcu pędzenie kończyło się utratą równowagi poprzez problemy z rozciągnięciem się nadmiernym. W dodatku pochwały ją motywowały do lepszego zachowania się. Wysokości oczywiście zaczęły się zmieniać, czym wyższa była tym klacz musiała mocniej się uaktywnić w samym skoku, ale to dopiero zaczęło jej przynosić przyjemność. W dodatku James nie usztywniał jej ruchów, pozwalał jej na ukazanie jej prawdziwego ja. Kolejne próby ćwiczeń zaczęły ją widocznie męczyć. Nie miała tak dobrej kondycji jak kiedyś. W końcu nie była w stałym treningu. Na jej szyi pojawiły się widoczne sieci żyłek, jak i plamy potu. W dodatku wykonanie jej skoków widocznie spadło w jakości. Z typowego pullera powoli stawała się koniem do pchania, co było już zauważalne.James Levrull - 2017-03-14, 14:20 Naprawdę dobrze mu się na niej siedziało, klacz respektowała jego pomoce, do tego myśląc w trakcie pokonywania zestawu przeszkód. Każde jej zawahanie/potknięcie starał się wysiedzieć dając nieco odwagi zamknięciem w łydkach, co miało poskutkować tym, że sama odnajdzie równowagę i będzie kontynuowała szereg gimnastyczny. W końcu nie chodziło tylko o to, by ciągle koniu pomagać, a też pokazać mu, że czasami musi nieco inwencji ze swojej strony zaprezentować, co miało później zaowocować w trakcie parkurów – wtedy klacz sama z siebie będzie chętnie ratować jeźdźca.
Widział, że klacz myśli, co było pocieszające, że analizowała ewentualnie potknięcia w trakcie powtarzania ćwiczenia wraz z rosnącą wysokością. Dał jej chwilę przerwy na luźniejszej wodzy, dając chwilę oddechu – widział, że klacz nie ma zbyt dobrej kondycji obecnie, więc nie chciał jej przeforsować.
Szereg został jak wcześniej, zmieniły się tylko nieco odległości drągów na szersze, ponieważ przeszkody poszły w górę: pierwsza koperta stała się stacjonatą 1m, druga koperta stała się stacjonatą 1.2m, a okser z tyłu w trakcie czterech prób, które były przed nimi stał kolejno (1mx1m, 1.1mx1.2m, 1.2mx1.3m i na koniec wys. 1.3m i szerokość 1.3m). Miał zamiast powtórzyć to tylko 4 razy, tak by klacz na koniec skoczyła gimnastycznie coś wyższego. Wjazd ponownie był z kłusa, gdzie na drągu przed pierwszą stacjonatą dał sygnał do skoku wszystkie trzy przeszkody zostały przez klacz puknięte, mimo, ze James starał się jej nie przeszkadzać nieco ociężale pokonała całą kombinację, dlatego przy drugim najeździe aktywniej wjechał kłusem, tym bardziej, że przeszkody rosły. Tym razem poczuł jak stara się idealnie wpasowując się w miejsca odbicia, a drągi traktując jako pomoc. Przy kolejnym najeździe, gdzie okser miał już wysokość 1.2m wspomógł się przy wybiciu bacikiem na jej łopatce dając swego rodzaju jej „kopa”, którego poczuł, gdy z ogromną siłą poszła w górę. Ostatni wjazd odbył się z równego, aktywnego galopu, gdzie w dojeździe James mocno pilnował tempa i tego by nie zwolniła/przyśpieszyła. Udało im się wręcz idealnie wejść w szereg, pokonując całość na czysto, choć czuł, że klacz nie ma już siły – to starała się.
Po ostatnim przejeździe wydłużył wodze przechodząc do kłusa i dając się klaczy rozciągnąć, pochwalił ją poklepaniem, a po przejściu do stępa uraczył przysmakiem z siodła. Porządnie rozstępował ją na długiej wodzy przykrywając spocone ciało derką, by następnie opuścić halę.
{zt}Anna Ross - 2017-03-18, 18:32 Zakładając że tu pusto. Przyszła z ogierem na małą halę, chciała trochę ogarnąć go sama i bez sztucznego tłumu. Po drodze tutaj nie pozwalała mu na odpierdalanie jakiś cyrków, korygując to od razu tak jak w stajni. Miała nadzieje że jak ogier się rozgrzeje, to mu trochę nadmiar energii spadnie i będzie bardziej do ogarnięcia na skokach. Tak tak, planowała dziś sprawdzić ogiera na niskich wysokościach. Weszła na halę rozglądając się po niej krótko, by oprowadzić ogiera w ręku dookoła i zapoznać go z obiektem. W końcu ustawiła go gdzieś z boku, by poprawić sprzęt i przystosować do wylonżowania ogiera na start. W końcu po podpięciu lonży odesłała gniadosza na koło, wiedząc że pewnie mózg mu się od razu wyłączy. Jednak wybryki z pełnym sprzętem na grzbiecie nie były chyba aż tak łatwe, a kobieta w razie co korygowała go od razu. Jak szedł za wolno - co pewnie się nie działo, to poganiała go nieco ruchem bata. Kiedy szedł jednak za szybko to wpierw głos i działanie na jego pysk, a w ostateczności zmniejszenie średnicy koła poprzez skrócenie lonży. Wtedy ogier musiał zwolnić jak nie chciał się zabić, więc długie łażenie w stępie z 20 minut ogólnie, a po 10 na obie strony.