To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Konkursowy tor crossowy

Seacookie - 2016-04-17, 20:48

Tego dnia Sea miała wyjątkowo dobry humor. Od samego ranka w stajni panował chaos. Luzacy zaplatali koniom grzywy, jej o dziwo też. Podekscytowane kopytne rżały, a jeźdźcy doglądali podopiecznych i ich sprzętu. Wskazywać to mogło na jedno - zawody. Pewnie skokowe, a może WKKW? Ewentualnie sam cross, który zdarzał się dość rzadko. Po rudzielca nikt nie przyszedł, choć w jej grzywie i ogonie powiewały czerwone wstążeczki, mocno zachęcające do zabrania jej gdzieś <3 W końcu straciła zainteresowanie, w głębi duszy czując się pominiętą, toteż na widok Diega omal nie przeniknęła magicznym sposobem przez drzwiczki. Powitała mężczyznę radosnym rżeniem, z góry postanawiając odpuścić sobie wszelakich złośliwości pod jego adresem. Była już czyściutka, pachnąca, zjawiskowa i bajeczna! Ruszyła grzecznie za nowym jeźdźcem w stronę rozprężalni, obijając rudą kitą o boki. Znaleźli miejsce do ćwiczeń. Inne pary schodziły im z drogi, widząc wstążeczkę wplecioną w ogon. Nikt nie chciał problemów. Tak naprawdę, Sea nie kopała koni, ale na czas konkursów zachowywano wszelkie środki ostrożności. Szła aktywnym krokiem przed siebie, sprawiając wrażenie całkowicie odmienionej. Ann mogłaby być dumna <3 Po porządnej rozgrzewce we wszystkich trzech chodach ruszyli w kierunku linii startu. Zagalopowali kawałek przed nimi, by po usłyszeniu dzwonka przekroczyć celowniki.
Równym, dość szybkim galopem dotarli do pierwszej przeszkody, wyglądem przypominającej domek. Sea postawiła uszy na sztorc, wyraźnie zaciekawiona. W odpowiednim momencie odbiła się z zadnich nóg, zaraz składając ładnie nad jedynką. Miękko wylądowała po drugiej stronie. Jeżeli chodzi o trasę, to zupełnie polegała na Diego, jako że nikt nie pokazał jej mapy. Natomiast o miejscu odskoku decydowała już sama. Do tego się przyzwyczaiła, kiedy w Niemczech chodziła w rekreacji pod dzieciakami. One zazwyczaj zapominały o wyraźnym sygnale albo dawały go za późno, co zazwyczaj kończyło się upadkiem jeźdźca i zwaleniem całej konstrukcji. Na kilka fouli przed dwójką potknęła się o kamyki, wypadając z ustawienia i rytmu. Rżąc z dezaprobatą, zaryła kopytami w miejscu, odmawiając skoku. Położyła przy tym uszy wzdłuż potylicy, oznajmiając zawodnikowi swoją złość. W końcu nawrócili się przez woltę, ponownie wchodząc w galop. Przeskoczyła nieszczęsne skrzynki, pozostawiając spory zapas. Na drodze do trójki skróciła ramy. Rytmicznym krokiem dojechali pod samą przeszkodę. Oddała nad nią ładny, ekonomiczny skok. Po łagodnym łuku dotarli do czwórki, która również nie sprawiła rudej problemu.
Na drodze do piątki z kolei wydłużyła wykrok, przyspieszając nieco tempa, by nadrobić stracone sekundy. Co prawda na podium już nie staną, ale nie koniecznie muszą być najgorsi. Ważne, żeby dotrzeć do mety. Kilkukrotnie potknęła się o nierówności, przez co w mniejszym lub większym stopniu wypadała z rytmu. Sama raczej nie sprawiała problemów, szła chętnie do przodu, była w gruncie rzeczy samonośna i odważna, o ile oczywiście nie wystąpiły problemy, uniemożliwiające pokonanie przeszkody. Piątka okazała się zwykłą hyrdą, dość wąską. Dla Sea stanowiła małe wyzwanie, klacz w swoim życiu skakała zdecydowanie trudniejsze. Podeszła więc do niej na luzie, odbijając się odpowiednio wcześnie. Złożyła przednie kończyny, podciągając je maksymalnie pod brzuch. Zaokrągliła grzbiet, opuszczając przy tym pysk. Do szóstki znowu kawałek drogi, tym razem jednak nie przyspieszała, bo trzeba jakoś siły rozłożyć, a kilometrów nie ubędzie, prawda? Ta przeszkoda wyglądała z kolei jak ławka ogrodowa, co klacz nie specjalnie zachęcało, ale w końcu oddała daleki, bardzo dobry technicznie skok. Drugi człon wymagał najazdu na jeden z kątów, blisko czerwonej flagi. Wybiła się dość mocno, z gracją przelatując na drugą stronę. Wyjechali łagodny łuk, na którym wyrósł kolejny "domek". Wrażenie robił małe, bo kasztanka taki już dzisiaj skakała, ale i tak zadarła łeb, chcąc zobaczyć, co kryje się dalej. Zaraz przed poderwaniem się do lotu parsknęła cicho. Wylądowała miękko na lewą nogę, co mogło stanowić dla Diego jakieś ułatwienie, choć sama holsztynka nie zdawała sobie sprawy z jego małej kontuzji. Czekający na nich szereg należał do trudniejszych, bowiem odległość między przeszkodami była niewielka. Wybiła się z zadnich kończyn, zaraz przybierając odpowiednią pozycję. Po lądowaniu postąpiła kilka kroków w galopie i sekuny później znowu leciała.
Do dziewiątki droga prowadziła po lekkim łuku. Korzystając z okazji, nieznacznie przyspieszyła. Dość dobrze stała, jeśli chodzi o kondycję, ale wolała oszczędzać siły na trudniejsze elementy toru crossowego. Doprowadzona na sam środek wąskiej dziewiątki, odbiła się od ziemi we wcześniej wymierzonym miejscu. Pokonała ją, prezentując poprawny baskil. Tym samym sposobem, nie zmieniając techniki poradziła sobie z dziesiątką, która stanowiła idealną kopię poprzedniczki. Na trasie prowadzącej do jedenastki możliwie ścinali zakręty, by przypadkiem z nich nie wypaść. Nie czekając na sygnał od łydki (choć właściwie zgrała się z zamysłem Diego), wybiła się z zadnich kończyn, lądując po drugiej stronie bez szwanku. Pierwsza połowa za nimi, jak dotąd radzili sobie świetnie, pomijając wpadkę przy drugiej przeszkodzie.

G-Dragon - 2016-04-18, 15:30

Jak zawsze w dzień zawodów stał w boksie niemiłosiernie się nudząc. Obijał ogonem o swoje boki, co jakiś czas rozglądając się po stajni. Nikt specjalnie nie zwracał na niego uwagi, ale się tym nie przejmował. Spodziewał się wizyty właściciela, więc nie musiał walczyć o względy innych ludzi. Nie musiał czekać długo, bo zaraz pod jego boksem zawitał wyczekiwany Diego. Ogier przywitał go cichym rżeniem i wyszedł z nim na myjkę. Lubił być czyszczony więc stał bardzo spokojnie jak na niego. Tylko co jakiś czas zerkał na mężczyznę, by sprawdzić co ten wyprawia. Osiodłany w końcu opuścił stajnię i poszedł rozgrzewać się przed startem.

WKKW było jego dyscypliną, więc nic dziwnego, że trochę się denerwował. Wszedł z mężczyzną na kontakt, odpowiednio angażując zad i czekał na wyczekiwany dzwonek. Po sygnale do startu od razu ruszył przed siebie galopem. Zamknięty w pomocach utrzymywał średnie tempo galopu, nie rozpędzając się zbytnio. Miał przed sobą kawał trasy, więc nie mógł tracić energii już na samym wstępie. Pierwsza przeszkoda znajdowała się niedaleko startu. Niby początek miał niezły, ale zaraz poczuł jak coś mu kapie na pysk. Potrząsnął głową i parsknął, w duchu przeklinając deszcz, oby tylko nie rozpadało się mocniej, bo nie miał zamiaru się wywracać na błocie. Na razie podłoże było tylko trochę rozmokłe, więc nie powinien zaliczyć wpadki. Diego mógłby się z tego ani trochę nie ucieszyć. Ostatecznie udało im się dotrzeć w jednym kawałku do pierwszej przeszkody. Po kilku fulach odbił się w odpowiednim momencie, ładując w skok całą siłę z zadu i w locie wysunął pysk przed siebie, przednie nogi podwinął pod siebie, aby przypadkiem nic nie zahaczyć i przeleciał na drugą stronę. Dalej pokierował się na wprost. Nie miał problemów z równowagą, choć kilka razy zdarzyło mu się potknąć o nierówny teren. Druga przeszkoda wyglądała już nieco straszniej, przynajmniej w jego końskich oczach, ale fakt, że jego jeźdźcem był uparty facet dalej galopował przed siebie, wydłużając trochę krok. W odpowiednim miejscu odbił się od ziemi i ponownie przeszedł w fazę lotu. Pysk przed siebie, nogi pod siebie. Kiedy wylądował starał się nie zabić na śliskim podłożu. Szybko złapał równowagę i nie zmieniając tempa kierował się do trzeciej przeszkody. Nawet lekko zwolnił, gdy facet wziął go bardziej na siebie. Trójka nie wyglądała już strasznie, więc ogier bez oporów szedł na nią, by zaraz wybić się z zadu i ją przeskoczyć. Czwórka znajdowała się dość blisko, więc nawet nie musiał się zbytnio namęczyć by do niej dotrzeć. Aktywny zad i kolejny czysty skok. Do piątki było już trochę dalej, w dodatku droga do niej nie wyglądała szczególnie zachęcająco. Zwolnił więc galop, żeby nie zaliczyć gleby. Przeszkoda była dość wąska co wcale nie zachęcało go do skoku, ale ostatecznie czując w pysku półparady i dociśnięte po bokach łydki odbił się od ziemi i również tę przeszkodę miał za sobą. Potrząsnął pyskiem, by pozbyć się choć trochę wody, która zalewała mu oczy i zbliżył się do szeregu, a raczej jego pierwszego członu. Ławeczka wyglądała mu dość podejrzanie, ale przemógł się i przeskoczył ją bez oporu. Następnie druga dość wąska przeszkoda, pokierowany na sam środek wybił się i przeleciał nad nią. Po lekkim łuku pogalopował na przeszkodę numer 7 i ją również pokonał. Dalej spokojny galop, żeby się nie poślizgnąć i dojechanie do ósemki. Przeskoczył pierwszy człon, a dzięki temu, że odpowiednio się skrócił z pokonaniem drugiego nie miał problemu. Deszcz przestał uderzać mu po oczach, więc wydłużył krok i przyspieszył. Przed kolejną przeszkodą ponownie wybił się z zadu i wylądował po drugiej stronie. Wyprostował się i pogalopował dalej, gdzie reagując na pomoce faceta oddał czysty skok. Kiedy galopował do jedenastej przeszkody przyspieszył, nie przesadnie, ale tak, by nadrobić trochę czasu.

Anonymous - 2016-04-18, 16:05

Został zgarnięty z boksu z samego rana, co nieszczególnie mu się podobało. Ziewając wyszedł na korytarz, po czym został uwiązany na myjce. Przeżuwając leniwie resztki siana w pysku dał się wyczyścić i osiodłać. Mimo, że wędzidło trochę przeszkadzało mu w przeżuwaniu tego co miał w pysku to nadal to robił. Szastnął ogonem o swoje boki i wyszedł ze stajni wraz z dziewczyną.
Wyszedł na rozprężalnię, by trochę się rozgrzać przed startem. To jeden z jego pierwszych crossów, więc był trochę podekscytowany. W dodatku taka ilość koni dodatkowo na niego działała. Jak na ogiera przystało zarżał dość głębokim basem, tupiąc przy tym przednią nogą. Musiał się popisać. Na inne ogiery kulił uszy i wyskakiwał z pyskiem do przodu. Tak się zdążył rozbudzić. Szybka rozgrzewka i już tylko czekał na swoją kolej.


W końcu nadeszła jego kolej na start. Pokłusował na linię startu, by ustawić się na nim i poczekać na dzwonek. Czuł emocje które targały dziewczyną, przez co sam był podekscytowany jeszcze bardziej. Po sygnale od razu ruszył galopem na pierwszą przeszkodę. Poruszał się pośrednim tempem, żeby na samym początku nie zmarnował sił. Nie chciał paść przed samą metą. Za pierwszą przeszkodę robiła obalona kłoda. Ogier nie ukrywając podekscytowania minimalnie pozwolił sobie przyspieszyć, żeby zaraz w odpowiednim miejscu wzbić się do góry. Odbicie, faza lotu i lądowanie. Od razu pozbierał się do kupy i pogalopował dalej. O dziwo dobrze współpracowało mu się z dziewczyną, więc nie miał problemów z wykonywaniem jej poleceń. Wyjechał zakręt w lewo i pokierował się na drugą przeszkodę, którą ledwo dostrzegał. Była dość niska, nawet nie wiedział czy w ogóle jest sens skakać. Był koniem który jak nie musiał to nie marnował siły na skakanie. Taką przeszkodę mógłby spokojnie przejść, ale amazonka miała co do tego inne plany. Co jej się dziwić, chciała wygrać, a mu było raczej wszystko jedno. Twardo trzymany na prawidłowym kursie najechał na niewielką przeszkodę i po wybiciu się w odpowiednim miejscu złożył się do lotu. Wyciągnął pysk przed siebie, przednie nogi podciągając pod. Nie mocno, bo nawet jakby bardzo chciał to o nic by nie zahaczył i wylądował po drugiej stronie. I tak bardziej wyglądało to jak skok, aniżeli sus, ale najważniejsze, że to przeskoczył i się nie zabił. Teraz pognał na przeszkodę numer trzy. Galopował po lekkim łuku, cały czas pozostając skupionym na dziewczynie i na jej sygnałach powoli zbliżał się do trójki. Jej wygląd mógł trochę przestraszyć. Postawił uszy na sztorc na jej widok. Ufał dziewczynie i wierzył w to, że ją przeskoczą, dlatego nawet na moment się nie zawahał. Pewnie pokierowany na trójkę odbił się od ziemi i wylądował po drugiej stronie przeszkody. Szybko odzyskał równowagę i pogalopował dalej na czwórkę. Znowu kłoda, więc nie miał się czego bać. Ba, nawet przyspieszył gdy tylko dostał więcej swobody w pysku. Kiedy znalazł się wystarczająco blisko przeszkody zwolnił, żeby w nią nie wpaść i w odpowiednim miejscu wybił się z zadu, zaraz lądując po drugiej stronie. Ponowne przyspieszenie, by nadrobić czas i dojechanie do przeszkody numer pięć. Piątka również okazała się kłodą, więc bez sprzeciwu ogier odbił się od ziemi, złożył do lotu i wylądował po drugiej stronie. Szło mu dobrze jak na cross po takiej przerwie, w dodatku z osobą z którą poprzednio w crossie nie miał przyjemności startować. Dojechanie do szóstki już było spokojniejsze, sama przeszkoda wyglądała nietypowo, więc może to i lepiej, że się nie rozpędzał. Mogłoby się to skończyć nieprzyjemnym zderzeniem, albo czymś gorszym. Skupił się na przeszkodzie, by wybrać sobie najlepsze miejsce do skoku. Kiedy tylko znalazł się w odpowiednim miejscu wyskoczył do góry i wylądował po drugiej stronie przeszkody. Siódemka okazała się wcale nie lepsza od poprzedniej przeszkody, ale i z nią nie miał problemów. Nie miał zamiaru psuć przejazdu, no i chciał sobie coś udowodnić. Dlatego też i tą przeszkodę pokonał na czysto. Do ósemki musiał się już trochę namęczyć w zakrętach, ale galopował takim tempem, że obyło się bez wpadek. Wybił się przed przeszkodą i przeskoczył przez nią. Żeby nie było zbyt dobrze zaczęło padać, nie był zadowolony, ale nie mógł nic z tym zrobić.

Avro Lancaster - 2016-04-18, 20:29

Ogier już wcześniej został przygotowany do wyjścia, więc gdy zjawiła się jego właścicielka został jedynie wyprowadzony ze stajni i zabrany na rozprężalnie. Z kolei tam rozgrzał się odrobinę, jednocześnie przygotowując do startu w zawodach crossowych - pierwszych poważnych zawodach w tym kompleksie, w których miał okazję uczestniczyć. Ze względu na to nie czuł się zbyt pewnie, od początku jasno demonstrując swój stres i zakłopotanie.

Kierując się na linię mety, uporczywie zerkał po bokach, chaotycznie lustrując widownię, która nie zachowywała się zbyt spokojnie, a co za tym szło - skutecznie odwracała uwagę ogiera od jeźdźca. Był wyraźnie spięty, lecz jego krok był dość zadowalający, w przeciwieństwie do skupienia, które miał ciężko odrobić, nawet z pomocą półparad. Każda z nich działała jedynie na chwilę, a po tym czasie gniady ponownie sprawiał wrażenie rozedrganego. Zdezorientowanie kopytnego sięgnęło zenitu, kiedy do jego uszu dotarł dźwięk dzwonka. Gwałtownie szarpnął łbem, dopiero z mocniejszą i bardziej wyraźną pomocą startując do galopu. Dłuższą chwilę zajęło mu zdobycie dogodnego tempa. Przez spory czas galopował chaotycznie, zupełnie nie wracając uwagi na pomoce dziewczyny. W efekcie pierwsza przeszkoda również nie została pokonana tak, jak blondynka by tego chciała. Avro zignorował jej impuls, bowiem nie skupiał na niej uwagi i sam musiał obrać moment wybicia. Jednak nie było już mowy o jakiejkolwiek rezerwie. Gniady odbił się od ziemi w ostatniej chwili, co poskutkowało złym technicznie skokiem - zbyt wysokim i krótkim, ogólnie chaotycznym, nieposiadającym ani odrobiny płynności i spójności. Po twardym lądowaniu, ogier wydał z siebie poirytowane parsknięcie. Nie był zadowolony z dziejącej się sytuacji, jednak nie mógł zapanować nad samym sobą. Otrzymywał spory dystans do następnej przeszkody, miał więc czas na ustabilizowanie tempa, lecz nie skorzystał z takiej możliwości. Galopował, owszem, ale jego ruchy były bardzo oporne, właściwie parł sztywno do przodu i gasł przy każdej okazji, dlatego dziewczyna musiała wykazać się jeszcze większym zaangażowaniem i podzielności uwagi, żeby bezustannie pobudzać konia do pracy. Dwójkę zauważył w ostatnim stosownym momencie, dotychczas w ogóle nie zwracając uwagi na przeszkody, a na wszystko, co go otaczało, w tym rozweseloną, głośną widownię. Rezultatem tego rozkojarzenia był brak odpowiedniej ilości skumulowanej w zadzie mocy, a co za tym szło - zamiast zadowalającego skoku, kopytny wykonał coś bliższego dalekiemu susowi. Tak czy inaczej nie zahaczył żadną kończyną o kłodę, po chwili lądując szybko, właściwie dość gwałtownie, co jeździec mógł wyraźnie poczuć. Utrzymanie gniadego w skupieniu było nie lada wyzwaniem i mimo wielkich starań Annie nie udawało się to, a przynajmniej nie na długo, bo za każdym razem, Avro od razu tracił fason. Trzecia przeszkoda, do której zbliżyli się dość szybko, różniła się wyglądem od dwóch wcześniejszych, dlatego trzynastolatek poczuł zwiększoną niepewność, ukazującą się w jego ruchach. Stawiał wyraźny opór jeszcze tuż przed przeszkodą, dopiero w dogodnym dla siebie miejscu gwałtownie przyśpieszając i oddając skok, któremu również daleko było od tego perfekcyjnego. Po lądowaniu przyśpieszył nieco tempo, jednak nie było w tym niczego dobrego, bowiem przyśpieszony galop opierał się na całkowicie bezmyślnym parciu do przodu, a tempo zwolnił dopiero przy samej przeszkodzie. Otrzymawszy impuls, który tym razem nie umknął jego uwadze, oddał skok, odbijając się od ziemi z mocnych zadnich kończyn i wyciągając nieco swoje ciało, bowiem czwórka była bardziej wymagająca od pozostałych przeszkód, ze względu na to, że była wyższa. Wylądowawszy sapnął ciężko. Spięcie mięśni męczyło bardziej, niż gdyby był całkowicie rozluźniony. Droga do piątki nie obeszła się bez komplikacji, ogier wciąż nie był wrażliwy na pomoce, a jego krok był sztywny i gasnący na niektórych odcinkach, co wymuszało na blondynce ciągłego pobudzania konia. Postępował analogicznie, a przynajmniej starał się to robić, jednak piątą przeszkodę pokonał w dość zadowalający sposób. Przeszkoda, przypominająca domek, oznaczona numerem sześć, wzbudzała w ogierze różne emocje. Od początku nie darzył jej szczególnym zaufaniem, przez co wydawał się jeszcze bardziej spięty i niechętnie podchodził do skoku przez nią. Wraz z impulsem skoczył, pozostawiając swojej technice wiele do życzenia. Na szczęście siódemka, do której prowadził delikatny łuk była niczym, przynajmniej w oczach konia. Całkowicie zignorował swojego jeźdźca, robiąc po swojemu. W ostatnim możliwym momencie oderwał kończyny od ziemi, lecz niezbyt wysoko, ponownie wykonując długi sus, aniżeli skok. Droga do ósemki ponownie okazała się wielką porażką, bo chociaż koń nie zatrzymywał się, to przez swoje opory zapewne poważnie nadwyrężył czas przejazdu. Wykonanie tych kilku półparad na chwilę zwróciło jego uwagę na dziewczynę, dlatego ósma przeszkoda, jako jedyna, została pokonana tak, jak życzyłby sobie tego każdy - mocne odbicie, fundujące wysoki skok i wyciągnięcie cielska, umożliwiające odpowiednio długi lot, zakończony pomyślnym lądowaniem.

Red Star d'Argent - 2016-04-18, 23:27

Z pewnością dystansu do tego konkursu jej nie brakowało, chociaż dalej była lekko zdezorientowana i rozkojarzona, przez co w odcinku do następnej przeszkody nie zauważyła jednego z leżących tam kamieni, o który potknęła się. Na całe szczęście szybko się uratowała i odzyskała równowagę, zanim widowiskowo zaliczyła glebę. Wróciła w poprzednio narzucone tempo, kierując się w wyznaczonym kierunku.
Skok nad dziewiątką wykonała prawie w tym samym stylu, zaokrąglając go możliwie mocno i wydłużając w celu uniknięcia uderzenia czymkolwiek o leżący konar. Podkurczając pod siebie nogi, gładko pokonała przeszkodę nie napotykając żadnych większych problemów. Dopiero przy dziesiątce miała się ich sytuacja zmienić, bo holsztynka nigdy nie miała do czynienia z podobnymi tworami, a mam tu na myśli oczywiście wodę. Do niej dzieliło ją trochę metrów, które pokonała w zastraszająco szybkim tempie. Dyszała głośno, ale nie miała problemów z odważnym galopowaniem naprzód. Ani na moment w jej głowie nie zagościł pomysł odmówienia tego. Znała Jess na tyle, że mogłaby się po niej spodziewać szybkiego działania mającego na celu zmuszenia jej do tego. Na szczęście nie była leniwym typem konia, a wręcz przeciwnie.
Jednak ujrzawszy taflę wody, ożywiła się nieco. Półparady od amazonki w porę przywołały ją na ziemię. Chociaż było to jej pierwsze spotkanie z przeszkodą tego typu, nie bała się jej. Jeszcze we Francji była ulubienicą stajni i dzięki temu często zabierano ją w tereny, a co za tym mogło pójść - decydowano się na zaatakowanie najbliższego jeziora. Również w Anglii miała dostęp do basenów dzięki dbającym o nią stajennym, dlatego chętnie wskoczyła do cieczy, rozchlapując wszystko wokoło. Zimna woda orzeźwiła ją i częściowo pomogła w regeneracji sił, choć przebiegnięcie przez nią nie było prostym zadaniem. Jedynie zadarła wysoko łeb, nie chcąc, aby cokolwiek dostało się do jej pyska czy nozdrzy. Zbliżając się do "brzegu", zebrała energię do bezproblemowego wskoczenia na ląd. Niestety, tym razem również straciła równowagę, mokrą podkową ślizgając się na trawie. Jak mniemam, dwudziestolatka szybko ją uratowała, dzięki czemu mogły bez dużej utraty czasu stawić czoło jedenastce. Ta od poprzedniczek znowu różniła się nieco wyglądem, ale tym razem Argent była pokojowo do niej nastawiona. Nie pozwoliła sobie na zwolnienie w odległości, ponownie odbijając się w miejscu wybranym przez jeźdźca. Zaprezentowała szybką reakcję kończyn, jednocześnie zaokrąglając umięśniony grzbiet. Lądując, wyciągnęła lewy przód przed siebie, aby na nim właśnie wylądować i bez zawahania ruszyć dalej. Do dwunastej przeszkody dzielił je spory dystans, w którym mogła nadrobić czas zmarnowany na poprzednich paru potknięciach. Pomimo rosnącego zmęczenia nie traciła na tempie, mocnym galopem dojeżdżając do następnej już kłody. Z czystego lenistwa nie będę opisywać tego, jak setny raz ją pokonywała, bo to naprawdę zaczyna się robić nudne :lol2: . Po prostu: była odważna i nieskłonna do wyłamywań, więc zarówno przeszkodę dwunastą i trzynastą pokonała w tym samym, czystym stylu, nieustannie będąc do przodu z czasem, nawet jeśli ciągle nie była całkowicie skupiona na jeździe. Jedno było pewne - otwarta przestrzeń nie miała tyle czynników, które mogłyby tak rozkojarzać gniadą jak na przykład w lesie, gdzie było mnóstwo nowych dźwięków, zapachów i widoków. Bądź co bądź tereny nie były u niej codziennością i za każdym razem wydawała się być równie mocno nimi podjarana.
Była już nieco znudzona tą trasą - monotonność przeszkód sprawiła, że na następną Argent aż zapaliła się. Wyglądem różniła się od poprzedniczek, dlatego entuzjazm kobyły gwałtownie wzrósł. Nastawiła oboje uszu w tamtą stronę, parskając co foule i ostatecznie odbijając się. Wzbiła się w powietrze, wyciągając możliwie mocno w pierwszych fazach lotu. Poprawiła lekko zadem, po czym wylądowała miękko i bez chwili zawahania kontynuowała galop naprzeciw dwóm ostatnim przeszkodom. Do piętnastki nie miała daleko, więc szybko znowu mentalnie przygotowała się do skoku, który wykonała z pełną klasą. Chociaż była już mokra, zarówno od potu jak i wody, zapał i chęci do galopu nie uchodziły z niej ani na moment. Można by przydzielić jej motto życiowe "Jeśli coś robisz, rób to na 100%", bo to w zupełności określało jej osóbkę.
Wracając jednak do meritum, szesnasta przeszkoda przykuła zainteresowanie ośmiolatki swoim kolorem, bo akurat tym wyróżniała się spoza innych kłód. Teraz jednak nie wyrywała do niej tak jak na początku, ale na spokojnie przeskoczyła, nie mając większej trudności z dopasowaniem wysokości i szerokości skoku. Najgorsze miało ją dopiero czekać, bo sama dostrzegła celowniki i instynktownie przyspieszyła, wyczerpując resztki swojej energii. Osiągnęła całkiem niezłą prędkość, dopiero po przekroczeniu mety zaczynając zwalniać. Chętnie przeszła do kłusa, wyciągając lekko spoconą szyję i zajmując się uspokajaniem swojego oddechu, co zajęło jej dobrych kilka minut. Była solidnie zmęczona, śmiało można powiedzieć, że dała z siebie wszystko, aby zadowolić nie tylko właścicielkę, ale również siebie.
Z ulgą przyjęła fakt, że ten sześciesięciokilogramowy balast raczył zejść z jej grzbietu. Pożegnała ją donośnym rżeniem, szybko o niej zapominając i zajmując się tak ciekawym zajęciem, jakim było ślinienie rękawa luzaka.

zt

Duran Duran - 2016-04-18, 23:46

Miały być to jego pierwsze i zapewne nie ostatnie zawody, choć jego młodzieńczy i krnąbrny charakter na pewno nieco mógł zniwelować chęci Zawodniczki. Pomału zaczął Jess kojarzyć z kimś kto często pojawia się w okolicy jego boksu, a że często do tego dawała żreć to pałał do niej łakomą sympatią, która jednak pod siodłem za wiele nie pomoże. Faktycznie mocno denerwował się w trakcie rozgrzewki co chwila caplując czy galopując w miejscu, mimo skutecznego zgaszenia go przez dziewczynę po chwili sytuacja się powtarzała co mogło wyglądać jakby tylko czekał na porządny wpiernicz. Był jednak mocno poddenerwowany i podekscytowany, do tego grzejąca się w okolicy klacz nie pomagała młodocianemu ogierowi się uspokoić.
Kiedy więc udała się w stronę startu, a on dalej myślami był na rozprężalni parsknął nerwowo, by następnie odbić się przodami od ziemi próbując zawrócić, kiedy tylko dostał po zębach zaprzestał, by praktycznie od razu energicznie wspiąć się na tylne nogi furcząc nieprzyjemnie machał głową na tzw. "nie", próbując uciec spod ręki dziewczyny, został jednak chamsko sprowadzony na ziemi, na której opadł próbując jeszcze z dwa/trzy razy wspiąć się na tak przekrzywionym przez Jess łbie, kiedy jednak mu się to nie udało tupnął nogą, machając głową teraz na "tak" pokazując tym samym swoje niezadowolenie. Czując sygnał do ruszenia wpierw spróbował zagalopować, by potem po przemieleniu go w pysku przeżuć wędzidło i ruszyć w stronę startu spięty, kładąc uszy po sobie.
Jeżeli dziewczyna chciała jechać mocno technicznie i nie ścigać się jakoś specjalnie to dobra decyzja, bo młody wtedy łatwo wyszedłby spoza jej kontroli, a pilnowany cały czas był gaszony w zarodku. Galopował chętnie do przodu, nie powstrzymując się czasami od młodzieńczego, nie groźnego do wysiedzenia bryknięcia, przynajmniej na razie. Widząc majaczącą na horyzoncie przeszkodę zadarł pysk spinając się, ale i stawiając nań uszy. Wpierw spróbował się wyrwać spod dziewczyny w stronę kłody, ale czując jak ta przytrzymuje go na obu wodzach wraz z półparadami niechętnie zwolnił nieco przesadnie teraz drobiąc, rozjechany znów próbował przyśpieszyć - i takim nierównym galopem dał się podprowadzić do przeszkody, gdzie dodał ostatnią foulę gapiąc się zadziwiony na przeszkodę, by agresywnie wybić się nad nią. Faktycznie przesadził z zapasem - aż za bardzo, przeszkodę mającą może z 60 cm przeskoczył z min. 60 cm-trowym zapasem. Starannie składając nogi, które podwinął pod siebie, baskil był na tyle komiczny, że schodząc nurem za przeszkodę cały czas intensywnie gapił się na kłodę, jakby miała spod niego skoczyć. Przy lądowaniu otworzył mocno zad, zapewne nieco wytrącając dziewczynę z równowagi i rzucając na przedni łęk. Od razu jednak galopował dalej, odreagowując lekkim bryknięciem. :lol:
Chętnie dodał w galopie, raczej będąc koniem bardziej do trzymania niżeli pchania. Przed kolejnym leżącym drewnem ciężko było Jess go skrócić, ale wystarczył jeden karniak po zębach, by się opamiętał i przeżuwając wędzidło odpuścił nie tylko w potylicy, ale posłusznie skracając się. W przeciwieństwie do wcześniejszej przeszkody, którą mocno respektował, tą jakoś... zignorował. Co skończyło się tym, że na łydkę faktycznie przegalopował, ale myśląc, że to cavaletti i jak dotknie to spadnie trącił drewno tylną nogą co doprowadziło do tego, że potknął się prawie się wywalając wraz z dziewczyną, na szczęście ta siedziała na tyle dobrze, że jak się pozbierał, to ta równie szybko z jego szyi wróciła w siodło... :lol:
Po tym incydencie mogła się spodziewać, że znów będzie sadził przesadnie w górę respektując przeszkody tu postawione, których nie da się zrzucić! Do trójki galopował nieco mniej narwanie, raz jedynie na jej przytrzymanie reagując machaniem na "nie", w ramach ucieczki przed kontaktem ograniczającym jego chęć wyrwania, ale kiedy nie dawało to skutków, a jedynie czuł wzmagające się pomoce dziewczyny parsknął pasując i równo galopując do "zabudowanego oksera". Postawił uszy ponownie się gapiąc i agresywnie robiąc ostatnią foulę, po której wybił się do skoku mocno podciągając nogi do mostka, nosem nurkując w dół tym samym praktycznie idealnie pracując szyją od pleców. Po skoku otworzył się spektakularnie zadem, by wrócić do galopu po lekkim potknięciu. Technicznie skoki ogiera były wręcz wybitne, a z czasem pewnie i zmaleje zapas jak się rozskacze i opatrzy na parkurach i innych. Miał dobry papier, więc nic dziwnego, że Duran się Jess udał.
Z półsiadu dziewczyny korzystał, jako, że w treningu jest dopiero od jakiegoś czasu, a do tego był młodziakiem, więc nie można było przegiąć w żadną ze stron, więc nie nabudował jeszcze odpowiednich mięśni przez co czasami było mu ciężko - stąd przy jej półsiadzie mógł skorzystać z odciążonych pleców, lepiej i swobodniej pracując nimi w trakcie galopu, automatycznie polepszając swój galop o poszerzenie i płynność. Do czwórki nie szedł już tak chętnie, otaczające okolice drzewa dekoncentrowały go - wiatr nie ułatwiał im zadania, szeleszcząc nieprzyjemnie ich koronami. Ogier wsłuchiwał się w ten dźwięk zaniepokojony skracając foule w dojeździe i podchodząc za blisko przeszkody przez swoje zagapienie wybił się praktycznie spod przeszkody co zapewne było dla dziewczyny niewygodne, ale z zapasem pokonał ją o dziwo bez problemu tym razem wracając do równowagi po skoku. Ponownie technicznie robił wrażenie, choć nieco zwalniał się takimi staraniami.
Topornie ruszył galopem, przez wcześniej wspomniane drzewa niechętnie jadąc na przód zerkając co chwilę w bok. Podjechał jednak w miarę równo do kłody tym razem pokonując ją bez zawahania z nieco mniejszym zapasem - co odreagował mocnym bryknięciem po lądowaniu co wyglądało jakby chciał poprawić po skoku, dziewczyna jednak bez problemu wysiedziała, galopował więc dalej przed siebie.
Mimo dziwnego wyglądu kolejnej przeszkody kary chętniej galopował do niej niż do poprzednich przeszkód gapiąc się uważnie na domek. Parsknął zaniepokojony nie zwalniając jednak przez pomoce wysyłane przez Jess. Dał się podprowadzić pod samą przeszkodę, którą następnie pokonał składając się starannie, znów ze sporym zapasem, nurkując i "wyciągając" chętnie ręke dziewczyny w trakcie skoku, by po lądowaniu poprawić zadem nad przeszkodą i pogalopować dalej.
Na kolejną przeszkodę szedł chętnie do samego końca, praktycznie przegalopowując przez nią, bardziej przyglądając się ułożonym po bokach kwiatom niż imitacji rowu.
Do ósemki nie tracił znów swojego parcia na przeszkody pod kontrolą podchodząc w odpowiednie miejsce wybicia pokazane przez Jess. Na razie był słaby w ocenie odległości dlatego mocno wierzył we wszystkie sugestie jeźdźca raczej niechętnie wyrywając się samemu do odbicia. Przecież w razie czego można zrobić stopkę! Zamknięty przez Zawodniczkę do samego końca bez problemu pokonał przeszkodę, znów dobrze pracując technicznie w skoku, by po lądowaniu galopować dalej.

Jessie - 2016-04-19, 19:05

Każdy kolejny skok sprawiał, że zawodniczce z większą łatwością i harmonią prowadziło się konia. Wynikało to nie tylko z jego rosnącego opanowania, ale też wzajemnego wyczucia, dzięki któremu problemy Jess z wysiedzeniem wysokich lotów czy innych, nieprzewidzianych sytuacji, zauważalnie się ograniczyły.
Przeszkody na tej trasie nie były szczególnie zróżnicowane. Kolejna przeszkoda, to jest dziewiąta, także była najzwyklejszą w świecie kłodą. Znając życie to kwiaty, które pod nią położono, budziły większe zainteresowanie. Niemniej schemat działania ze strony Jess się nie zmieniał. Naturalnie było one dostosowane do aktualnego zachowania ogiera, lecz cel był jeden - doprowadzenie go na środek przeszkody równym, odpowiednio energicznym tempem. Najpewniej znowu ciągnął do przeszkody, stąd też mocniej przytrzymała go udami, jadąc w pełnym siadzie w odległości paru foule do przeszkody. Upominała go też półparadami, w razie konieczności nie wahając się przed mocniejszym działaniem, choć pewnie nie było ono już konieczne - Duran zaczynał się stopniowo ogarniać i dostosowywać. Była przygotowana na mało ekonomiczny skok, także gdyby o taki się pokusił, dała radę wyjść za jego ruchem na tyle sprawnie, by elastycznie oddać mu rękę i nie podszarpnąć go za pysk.
Kolejny zestaw przeszkód był chyba największym wyzwaniem. Zadanie polegało bowiem na wskoczeniu do wody, a następnie przegalopowaniu przez nią. Biorąc pod uwagę fakt, że była to całkowita nowość dla młodzika, z powrotem usiadła w siodle już parę foule przed. Wzięła go lekko na siebie, jednocześnie pewnie prowadząc w łydkach oraz dosiadem, w razie wyczuwalnej niechęci będąc w gotowości do wspomożenia się pozostałymi pomocami jeździeckimi. Jakakolwiek by nie była reakcja Durana, zeskoczyli do wody, najpewniej mocno ją rozchlapując. Przy lądowaniu bardzo postarała się o to, aby nie "upaść" na przedni łęk ani szyję karusa, choć było to niewykluczone, jeżeli dokonał jakiejś wymyślnej akrobacji w powietrzu :lol: . W każdym razie, kontynuowała jazdę, w trakcie galopu przez wodę także podpierając konia łydką, jako że opór stawiany przez ciecz mógł prowokować do zwolnienia lub nawet przejścia do niższego chodu. Chyba, że było wręcz przeciwnie i hanower niezadowolony z obrotu sytuacji postanowił jak najszybciej wrócić na ląd...
Tuż po wyskoczeniu z wody czekała na nich następna przeszkoda, której pokonanie nie powinno sprawić ogierowi problemu. Nie omieszkała się go pochwalić krótkim klepaniem po szyi po pokonaniu wspomnianej sekwencji, po której zostały im do pokonania ostatnie pięć przeszkód. Wszystkie, poza czternastą, były kłodami, z którymi Duran zdążył się już pewnie doskonale opatrzyć. To jednak nie zwalniało Jess z obowiązku dopilnowania wszystkiego. Błędy na crossie przeważnie były dość bolesne, niekoniecznie tylko pod względem fizycznym. Bardzo nie chciałaby psuć sobie teraz wyniku jakimś błędem technicznym, szczególnie że póki co szło im bardzo dobrze. Mieli też stosunkowo dobry czas, o czym przekonała się patrząc na zegarek w międzyczasie.
Wracając, wskazała karemu dwunastą przeszkodę, w dojeździe do niej zachowując się w zależności od jego reakcji i konsekwentnie prowadząc do osiągnięcia swojego celu. Upewniła go w tym, że przeszkodę należy pokonać, w stosownym momencie dając mu łydkę. Kolejno zabrała się za jego ruchem, umożliwiając komfortowe rozciągnięcie się nad przeszkodą, chociaż skoki Durana były raczej okrągłe aniżeli płaskie. Lądując zasugerowała mu wylądowanie na lewo, kładąc większy nacisk na strzemię po tej stronie. Dalej kontynuowała galop na lewo w półsiadzie, nieco dodając zważywszy na dłuższy odcinek pozbawiony przeszkód. Zauważyła jednak, że ogier niechętnie wykonuje polecenie, a także przejawia pewną sztywność; pozostała więc w spokojniejszym tempie, pozwalając mu rozciągnąć się lekko dołu, czy nawet bryknąć, jeżeli miało mu to pomóc w puszczeniu pleców, bo to najpewniej one padły ofiarą spięcia.
Przed przeszkodą usiadła w siodle, biorąc konia na siebie i unosząc jego przód, aby przygotować go do pokonania trzynastej, wcale nie pechowej przeszkody, jak się okazało. Pokonali ją bowiem z powodzeniem, jadąc na pozostałe trzy, w zasadzie stojące po prostej linii. Tak jak wspomniałam, tylko czternastka różniła się od nich wyglądem. Nie pozwoliła jednak Duranowi długo się nad tym zastanawiać. Pozostawała konsekwentna i pewna w swoim działaniu, także do tej przeszkody doprowadzając go dość równym galopem, mając czterolatka pod kontrolą. Na jej korzyść pewnie miało się to, że powinien być już lekko zmęczony, a co za tym idzie - mniej wyrywny. Pokonawszy czternastkę w równowadze i harmonii, wskazała ogierowi ostatnie dwie przeszkody. Kłody stojące na podwyższeniu dawały teraz prawdziwy powód do oddania wyższego skoku, szczególnie że Duran zdążył zauważyć, że nie rozbudowywały się one przy trąceniu. W dojeździe do obu z nich nie pozwoliła mu się skrócić, ani też rozciągnąć. Stale pilnowała narzuconego przez siebie tempa, prowadząc hanowera zamkniętego w pomocach, co zmniejszyło ryzyko niepowodzenia w obu przypadkach. Po pokonaniu ostatniej przeszkody dodała do celowników, po których minięciu poklepała młodego po szyi, entuzjastycznie chwaląc głosem. Zwolniła galop, by kolejno przejść do anglezowanego kłusa i po paru minutach do stępa. Od razu zsiadła z grzbietu DD, oddając go w ręce luzaka do rozstępowania i otoczenia opieką w stajni. /zt

Salire In Ignis - 2016-04-19, 23:17

Spokojnie wykorzystywała predyspozycje swojej rasy, do rozwinięcia dość dużej szybkości. Utrzymywała aktywne tempo, które narzucał jej brunet i nawet nie przeszkadzało jej popędzanie co jakiś czas. Szereg stworzony z dwóch hydr nieco ją speszył, toteż skupiła uwagę na przeszkodzie, pobudzona półparadami. Zwolniła minimalnie, zaraz oddając człon przez pierwszym członem, zaraz jednak skupiając się na drugim. Hydry nie sprawiły jej problemu, pomimo dziwnego wyglądu. Co prawda pokonywała już dziś podobne przeszkody, jednak te dziwnie na nią wpłynęły.
Galopowali dalej, tym samym tempem co poprzednio. Poparskiwała co kilka floule, mając uszy postawione na sztorc. Dopierając do kolejnej przeszkody skupiła uwagę na niej, dzięki półparadom. Nie miała oporów by wykonać najazd, pomimo ciasnoty panującej między przeszkodami. Pokonała kolejny człon,
Domek również bezproblemowo pokonała, tym bardziej, że dojazd do przeszkody był dośc obszerny. Dwunastka była ich kolejnym wyzwaniem, choć nie sprawiła jej większych problemów. Kolejna przeszkoda była chyba najciekawszą, jaką do tej pory spotkała. Nie pamiętała, czy kiedykolwiek było jej dane pokonywać przeszkodę ze zbiornikiem wodnym. W pierwszym momencie uniosła wyżej głowę, mając delikatne wahanie przed skokiem w nią, jednak pomoce Tonego niejako zmusily ją do tego. Przeskoczyła więc kłodę, lądując zaraz w zbiorniku wodnym, wzburzając taflę. Kilkoma foule pokonała cały "rów", wyskakując znów na twardą powierzchnię. Chlapiąc wszędzie resztkami wody znów weszła w odpowiednie tempo galopu, przy okazji pokonując drugi człon szeregu Czternastki, który zbyt wymagający nie był.

Caroline Hathaway - 2016-04-19, 23:56

Ponownie startowała w crossie, bo w końcu jakby mogła przepuścić taką okazje? Pierwszy tor, miała ponownie, dosiadać swojego konia. Perfect musiała zacząć się oswajać z różnymi zawodami, a nie tylko skoki czy ujeżdżenie. Rankiem pojawiła się w stajni, po sprawdzeniu wszystkiego, ruszyła pod boks rudej. Po krótkim przywitaniu się, zabrała klacz na myjkę, tam oporządziła i osiodłała. Gdy były gotowe skierowały się na rozprężalnie, tam dokładnie rozgrzała klacz, jednakże nie przesadzając, by miała siły na start w zawodach. Odczuwała lekkie spięcie, bo to ich pierwszy wspólny cross, nie miała pojęcia jak klacz się zachowa, jak im to pójdzie w ogóle. Jednak starał się tego nie pokazywać na zewnątrz, walka głównie trwała w środku.

W końcu nadszedł ich czas, pozbierała klacz do kupy i skierowała na start. Kierując się tam poklepała ją po szyi, modląc się w duchu, o szczęśliwe zakończenie dla ich pary. Pogoda nie dopisywała, wiał lekki, chłodny wiaterek i gdzie nie gdzie, kropił deszcz. Klacz nieco sztywna była jakaś, może skurczy czy coś? Trudno powiedzieć, kobieta musiała się dostosować, więc nie gnała tak z rudą. Po przekroczeniu linii startu, w pełnym galopie, jednak nieco zachowawczym, kierowały się do jedynki. Dojeżdżając do niej wysyłała jej mocniejsze półparady, w celu skupienia klaczy na sobie. Zamknęła ją w pomocach, prowadząc na sam środek przeszkody. Kiedy klacz się odbiła od podłoża, ona podążyła za jej ruchem, umożliwiając oddanie prawidłowego skoku. Mimo pewnych trudności udało im się skoczyć na czysto, nieco przyspieszyły w tempie, choć jechały dość zachowawczo. Po dojechaniu do niej, ponownie łydką odesłała klacz do skoku, wchodząc w półsiad i oddając jej wodzę. Dwie kolejne przeszkody stały dość blisko siebie, dlatego po wylądowaniu za dwójką, nieco wzięła klacz do siebie, skracając krok. Uaktywniając także nieco bardziej zad rudej, zmuszając do mocniejszej jego pracy. Przez ból klaczy, nie chciała pędzić na złamanie karku, pochodziła do tego z pewną rezerwą. Prowadziła ją w zamkniętych pomocach, równym tempem galopu. Po dojechaniu do przeszkód trzy i cztery, w odpowiednim miejscu zasugerowała jej odbicie. Kolejno wzniosła się do półsiadu i oddała jej wodzę, po lądowaniu skierowały się do piątki. Jechały raczej spokojnie, dość zachowawczo ze względu na problemy klaczy. Piątka była dość chuda, przygotowywała ją na nią, poprzez wysyłanie półparad i precyzyjny najazd, na sam środek przeszkody. W odpowiednim miejscu, odesłała klacz łydką do skoku, zgrywając się z nią podczas niego. Ponownie dość spokojny galop do szóstki, wolała bezpiecznie dojechać, niż na prędce z kontuzją. Przed kolejną przeszkodą, ponownie nieco przygotowała mocniej klacz. Usiadła w siodło, biorąc ja bardziej na siebie, prosząc o angażowanie zadu, wysyłając półparady. Zamkniętą w pomocach klacz, doprowadziła do ławki, by w odpowiednim miejscu dodać łydkę do jej boku, wejść w półsiad i oddać wodzę. Po lądowaniu trzymała ją nadal dość krótko, ze względu na ciasny najazd do drugiego członu. Który jednak przeskoczyli bez większego trudu, by skierować się dalej na siódmą tym razem przeszkodę. Po dojechaniu do niej, ponownie odesłała klacz do skoku i pogalopowały zaraz dalej. Ponownie czekał ich najazd na szereg, kobieta ponownie, ostro przygotowywała klacz do niego. Zamknięcie w pomocach, siad w siodło, półparady, klacz bardziej na siebie i zaangażowanie zadu. By bezbłędnie dojechać do pierwszego członu, którego pokonali na czysto. Kolejno w skróceniu dojechać do drugiego i zrobić dokładnie to samo, co z pierwszym. Utrzymywała dalej stałe tempo, dojeżdżając po dłuższej chwili do dziewiątki i bliźniaczo podobnej dziesiątki. Przed pierwszą z nich, ponownie usiadła w siodło, zamykając rudą w pomocach, trzymając na kontakcie, doprowadziła do przeszkody. Po dodaniu łydki, weszła w półsiad oraz oddała wodzę, by po wylądowaniu skierować się do drugiej przeszkody. Jak wspominałam, były do siebie bardzo podobne i skoczyli w bardzo podobnym stylu, tą co tamtą.

Naughty Boy - 2016-04-20, 02:16

Stres piętnastolatki częściowo udzielał się ogierowi, który jednak mimo to odważnie pruł naprzód. Był jednym z najlepszych startujących kuców, a fakt, że szli jak burza, otwierał przed nimi szerokie horyzonty - łącznie ze zwycięstwem. Miał wielkie serce do wszelkiego rodzaju możliwości ruszenia się z boksu, tym bardziej do zawodów, a niemałe doświadczenie umożliwiało mu momentalne odcięcie się od emocji i skupienie na jeździe. Poza tym był po prostu świetnie dogadany z właścicielką, z którą pracował od dobrego roku.
Jej słowa nie były rzucane na wiatr, bo za każdym razem reagował na nie. Na krótki moment cofał uszy, parskając w odpowiedzi i zyskując jeszcze więcej pewności siebie i determinacji. Utrzymywał wybrane przez nią tempo, nie wyrywając zanadto do następnej przeszkody, do której był nastawiony całkowicie pokojowo. Zbliżając się do niej, nieznacznie skrócił swój wykrok, zbierając całą swoją energię, którą wykorzystał do mocnego skoku. Szybko zareagował kończynami, podkurczając je pod siebie w celu uniknięcia choćby muśnięcia którejkolwiek z ułożonych kłód. Wyciągnął umięśnioną szyję, płynnie pokonując przeszkodę i w równie dobrej równowadze lądując już za nią.
Naprawdę robisz z niego postrach stajni, uważając za takiego kombinatora D: Tysiąc razy mówiłam ci, że jest normalny i nie bez powodu w profilu widnieje to "Łatwy", ale nie, ty dalej swoje :lol2: . Dlatego w odległości zachowywał SPOKÓJ, NIE próbując niczego wymyślić i po prostu galopując naprzód, więc zaczepki ze strony dziewczyny były całkowicie zbędne. Oczywiście, nie przeszkadzały mu, jeszcze bardziej wzmagając jego uwagę, ale plz, nie rób z niego drugiego Discendente. Jedynie dwunastka sprawiła, że na krótki moment schował jasne uszy w jeszcze jaśniejszej grzywie. Toporny wygląd przeszkody niezbyt przypadł mu do oka, ale odpowiednio dopilnowany dojechał do niej i finalnie oddał skok, zostawiając sobie kilkucentymetrowy zapas. Na całe szczęście wszystko przebiegło pomyślnie i pomimo wcześniejszych wątpliwości, udało mu się wykonać skok dobrze.
Do szeregu z numerem trzynaście dzielił ich dość ostry zakręt, który jednak nie stanowił godnego wyzwania dla małego, kochanego, kucykowego cielska. Wyjechał głęboko ten bądź do bądź łuk, dalej będąc już na prostej do kombinacji, której pierwsza część była wręcz banalnie prosta. Krzyżak był nie tylko niski, ale na środkowej części obniżony, co jeszcze bardziej ułatwiało tę przeszkodę. Leniwie odbił się od ziemi, nie wkładając w to dużo wysiłku czy precyzji - nawet na rozgrzewce skakał większe wysokości. Przed drugim członem skrócił sylwetkę i wykrok, idealnie mieszcząc się w przeznaczonej im odległości. Wzrokiem jedynie omiótł rów, który wyjątkowo nie wzbudził w nim strachu. W przeciwieństwie do nielubianych tripplebarre'ów wymagała tylko dalekiego skoku, więc nie zawahał się przed odbiciem we wskazanym miejscu. Wyciągnął się, maksymalnie przedłużając fazę lotu i miękko lądując na trawie, by zaraz kontynuować dalszą jazdę.
Cofnął uszy w reakcji na dotyk dziewczyny, który jednak nie rozkojarzył go. Dalej całą swoją uwagę skupiał na ich przejeździe, znajdując złoty środek między samą trasą, a pomocami od jeźdźca. Nie przejmował się już tak startem w zawodach, pozostając względnie na to obojętny, co pozytywnie odbijało się na jego jeździe. Zwinnie omijał wszystkie wystające korzenie i większe kamienie, unikając potknięć i utrat równowagi. Półparady sprawiły, że wcześniej wspomniany złoty środek przesunął nieco na korzyść przeszkód, na której zaraz się skupił. Tym razem znowu musiał oddać nieco dalszy skok niż przy poprzednich kłodach, ale teraz nie protestował już tak, jak poprzednio. Odbił się prężnie w najodpowiedniejszym dla siebie miejscu, prezentując szybką reakcję kończyn i gładki, prawidłowy skok. Wylądował miękko, w pełnej równowadze i bez chwili zawahania ruszył ponownie galopem, znowu wchodząc w bardziej zalesiony teren. Strzygąc radarami na wszystkie strony, wykonał lekkie dodanie w dystansie do piętnastej przeszkody. Dyszał już głośno, ale nie zwalniał, by nie zawieść właścicielki. Jej słowa sprawiały, że nie tracił dobrego podejścia do startu i dzięki temu chętnie szedł na przeszkody, świetnie dogadując się z nią. Kłodę z numerem piętnaście pokonał równie bezproblemowo, odnajdując dobre miejsce do wybicia się, w które włożył sporą część swoich sił, by pozostawić sobie spory zapas. Przeszkoda nie była wysoka, więc nie wymagała "nurkowania" nosem między nogi, ale mimo to ogier mocno podkurczył pod siebie kończyny, nie chcąc przypadkiem zahaczyć o górną krawędź. Wyciągnął umięśnioną szyję do przodu, by w ostatnich fazach lotu przygotować się do lądowania, a co dalej szło - kontynuacji galopu. Do szesnastki dzielił ich spory dystans, a biedny izabelowaty był całkowicie nieświadomy tego, co czekało na niego dalej. Jak Adele zdążyła się już przekonać, Naughty wręcz kochał wodę, ale w pewnym sensie dobrze wpływała na niego ów niewiedza. Nie napalał się tak na tę przeszkodę i dopiero zobaczywszy wodę, zarżał radośnie, strzelając jeszcze bardziej radosnego, aczkolwiek delikatnego baranka, który nie powinien zaburzyć równowagi piętnastolatki. Wskoczył do wody bez jakiegokolwiek zawahania czy niepewności, wręcz nie zwalniając przy brnięciu przez ciecz. Poprzedni trening na basenie przyczynił się do jego kondycji, a także amazonka mogła mniej więcej spodziewać się reakcji Niemca. Chociaż sytuacja tego nie wymagała, trzymał głowę możliwie wysoko, nie chcąc, aby woda dostała mu się do nosa. Jednocześnie rozkoszował się chłodzącą cieczą, która częściowo zregenerowała jego siły, dzięki czemu płynnie wyskoczył z niej, na samym lądzie galopując nieco szybciej niż poprzednio. Strzelił z mokrego ogona i zarzucił łbem, strzepując w ten sposób część wody z kremowego ciała.
Niedaleko czekała ich już kolejna przeszkoda, więc Gortat nie miał możliwości wykazać się całą swoją prędkością. Utrzymał pośrednie tempo, choć po wyjściu z wody chciał nieco przyspieszyć. Niska stacjonata budziła jego zaufanie, więc nie zdziwię nikogo, jeśli powiem, że pokonał ją bezbłędnie z dość sporym zapasem. Prostota przeszkód sprawiała, że nie musieli się tak skupiać na ich odpowiednim pokonywaniu, ale również na samej jeździe między nimi, dzięki czemu byli niewątpliwie pierwsi. Nie wykazywał się już ponadprzeciętną nadpobudliwością, więc jak mniemam nie przyspieszali jakoś wyjątkowo. Równym, aktywnym galopem dojechał do kolejnego szeregu, który tym razem różnił się od poprzednich sposobem pokonywania. Mimo to nie przejął się tym i odważnie ruszył naprzód, wskakując w niewielki nasyp. To wymagało nieco więcej siły od zwykłego skoku, a także innej techniki, a chociaż wcześniej tego nie ćwiczyli, jakoś nieporadnie sobie z tym poradził. Co prawda na górze wylądował dosyć twardo, ale nie stracił równowagi na tyle, by zatrzymać się na dłużej. Dopiero zeskok zaczął go niepokoić, bo nigdy wcześniej tego po prostu nie robił. Rzeczywiście nie był bojaźliwym koniem, ale wykazywał pewnego rodzaju niechęć do tego typu przeszkody, przez co wręcz spadł z górnej krawędzi, cudem unikając potknięcia się. Na całe szczęście uratował się w ostatniej chwili i lekko oszołomiony zaatakował ostatnią już przeszkodę, która leżała stosunkowo blisko poprzedniej kombinacji. Dalej był przejęty poprzednim skokiem, więc wymagał dokładnego przypilnowania, ale jeśli tylko piętnastolatka takie mu zaoferowała - pokonał ostatnią przeszkodę, za zakrętem łatwo odczytując intencje amazonki. Parsknął głośno i maksymalnie poszerzył swoje ramy, widowiskowo poszerzając foule i przyspieszając jak na prawdziwego sportowca przystało B). Z treningu na trening stawał się coraz szybszy, więc przekroczył metę ze sporym zapasem czasowym.
Spowolnienie takiej wyścigówki nie było już takim łatwym zadaniem, ale wykonalnym. Tak więc kolejno zakłusował, by po paru minutach kręcenia się w tym chodzie zwolnić do stępa. Zatrzymał się gdzieś na uboczu, pozwalając blondynce swobodnie zsiąść, na co odetchnął z wyczuwalną ulgą.

zt

Caroline Hathaway - 2016-04-20, 23:15

Drugim koniem tego dnia, którego miała dosiadać na zawodach crossowych, był Pandemonium. Nie wiem czy się znali czy nie znali, nie było to teraz takie ważne. Po skończonym przejeździe na Perfect, weszła do stajni i odebrała od stajennego, gotowego już Pandę. Wraz z karoszem skierowała się na rozprężalnie. Tam dokładnie rozgrzała swojego chwilowego podopiecznego w każdym codzie, skoczyła kilka przeszkód i czekała na swoją kolej.

W końcu nadeszła ta upragniona chwila, zebranego ogiera w kłusie, prowadziła na linię startu. Kiedy usłyszała dzwonek, wypchnęła konia do galopu, wydawało się jej, że chyba zaczynało padać - niech to szlag. Koń miał już kilka zawodów na swoim koncie, liczyła na jego doświadczenie i zaangażowanie. Kierując go do pierwszej przeszkody, w zamkniętych pomocach, pewnym krokiem, dojechali pod nią, by po łydce wznieść się w fazę skoku. Ona weszła w półsiad i oddała mu wodzę, a on dzięki temu, gładko przeskoczył przeszkodę. Do dwójki również prowadziła go pewną ręką, w zamkniętych pomocach, by nieco przed usiąść w siodło i wziąć go na siebie. Zamknięte pomoce, miały uniemożliwić mu odmowę skoku lub spłynięcie z pod przeszkody. Natomiast kontakt z pyskiem, przypominał mu o skupieniu na zadaniu, które wykonywali. Po dojechaniu do przeszkody, ponownie posłała ogiera, w fazę skoku po łydce, którą dołożyła mu do boku. W jego trakcie, zgrała się z koniem, by umożliwić mu gładki skok. Utrzymując ogiera w pomocach skierowała do następnej przeszkody - powalonej kłody. Lekko go skróciła przed przeszkodą, biorąc na siebie, oddali kolejny czysty skok. Kolejno skróconego z mocnym zadem, skierowała na czwórkę, podobnym schematem, co wcześniej przeskoczyli kłodę i pognali dalej. Po zakręceniu i dłuższym odcinku galopu, dostrzegli przeszkodę numer pięć. Mocniej skupiła ogiera na niej, przez mocniejsze półparady i aktywniejszy zad, sama zamknęła go w pomocach, biorąc ponownie bardziej na siebie, prowadząc na środek przeszkody. W odpowiednim miejscu dołożyła łydkę do jego boku, weszła w półsiad i oddała wodzę, by po wylądowaniu skierować go na szóstkę - szereg. Z racji nie typowej budowy przeszkody, szybciej usiadła w siodło. Zamknęła go ponownie, w pomocach, mocniej, aktywizując zad i skracając go lekko. Przy odpowiednim najechaniu po łydce, ponownie odesłała go w fazę skoku, dziękując w duchu za czysty skok. Chwilę później w tych samych pomocach, doprowadziła go na sam środek drugiego członu, by i jego przeskoczyć na czysto. Po lądowaniu pojechali dalej do przeszkody numer 7, dojeżdżając do niej zauważyła, że już ją znają. Więc po dojechaniu, ponownie łydka do jego boku, przeskok i pojechanie dalej do 8. Czekał ich ponownie szereg, dość ciasny, nie zarżała się tym jednak. Prowadząc konia w pewnych pomocach, w spokojnym galopie, ze względu na warunki pogodowe, usiadła w siodło na kilka foule przed przeszkodą, biorąc go ponownie na siebie. Po dojechaniu pod człon a, po łydce weszła w półsiad i oddała wodzę, z skróconym ogierem pojechała do drugiego członu, który pokonali bez błędnie, na czysto. Kolejne dwie przeszkody, były do siebie dość podobne, wąskie i nie bezpieczne. Kobieta nie dała się im tak łatwo zwieść, spokojnym galopem dojechali najpierw do dziewiątki, celując w sam środek przeszkody, by na czysto skoczyć, a potem skierować się do dziesiątki. Którą pokonali w dokładnie ten sam sposób, praktycznie mieli połowę crossu za sobą.

Elusive - 2016-04-20, 23:35

Nie zawsze w życiu jest z górki, nieprawdaż? Czasem sukces, przychodzi po wielu ciężkich dniach, tygodniach, miesiącach. Może też być tak, jak w przypadku nie których, że sukces przychodzi nagle, zaraz, teraz. Gdyby teraz odpuściła, gniada pewnie poczułaby satysfakcję, a uwierz mi tego byś nie chciała. Krótko później dojechały do dziewiątej przeszkody, klacz wcale nie zamierzała ułatwiać kobiecie zadania, życia. Nadal wszystko robiła opornie, z wyraźną niechęcią, co poradzić? Kiedy kobieta dołożyła mocniej łydkę, klacz parsknęła i stuliła uszy, odbiła się od podłoża, nie chętnie składając i wyciągając nad przeszkodą. Na widok zbiornika, klacz nieco szarpnęła za wodzę, kobiecie jednak udało się nad nią sprawnie zapanować, akurat w momencie wskoczenia do wody. Kiedy ciało gniadej zetknęło się z wodą, parsknęła wściekle, szastając ogonem o swoje boki i przy okazji smagając kobietę nim. Krótko później stały już na suchym lądzie, na który klacz sprawnie o dziwo, wskoczyła. Krótko później dojechały do jedenastki, która wyglądem, nie różniła się zbyt wiele, od poprzednich przeszkód. Ponownie się opierała, skracała i nie chętnie szła do przodu, gdyby nie ponaglająca łydka kobiety, pewnie w ogóle, by nie galopowały. W odpowiednim (uważanym przez amazonkę) miejscu, gniada odbiła się od ziemi, składając do lotu i wyciągając, nad przeszkodą. Nawet prawie bez problemu dojechały do dwunastki, nieco się opierała, ale tak tylko troszkę. Po dojechaniu do przeszkody, klacz ją przeskoczyła, choć do ideału im faktycznie daleko - bardzo. Po zakręcie ukazała im się trzynastka, ten sam schemat, wolny galop, skracanie się i niechęć, dopiero mocna łydka podziałała. Klacz na gładką ją przeskoczyła, co do przyspieszenia, nie liczyłabym na cud, no ale. Przeszkoda numer czternaście była dziwna, z wyglądu na pewno. Klacz nie chętnie jechała do przodu, z nieco za wysoko uniesionym łbem. Jednak mimo trudności i tą przeszkodę, udało im się skoczyć na czysto. By w krótkim dystansie dojechać do piętnastej przeszkody, przed którą musiała się nieco natrudzić. Klacz wyraźnie nie chciała jechać dalej, łydka i jeszcze raz łydka, zmuszała ją do galopu. Po przeskoczeniu i tej przeszkody, w końcu skierowały się do ostatniej. Nie miała siły już walczyć, więc dojechały dość spokojnie, by odbić się w dobrym miejscu i przeskoczyć ją. Po przejechaniu mety, zaczęły zwalniać do kłusa, potem stępa, po rozstępowaniu, wróciła do boksu.

z.t

Pandemonium - 2016-04-21, 13:05

Chyba się nie znali, ale mniejsza z tym. Pandemonium od rana był bardziej niecierpliwy i dawał się stajennym we znaki bardziej niż zazwyczaj. Wszystko dlatego, że udzieliła mu się panująca tam atmosfera Po śniadaniu stajenny zaprowadził go na myjkę, gdzie go wyczyścił i osiodłał, przygotował o przejazdu. Przy czym oczywiście nie obyło się bez naprzykrzania życia stajennemu. Caroline odebrała go z myjki i zabrała na rozgrzewkę, podczas której miał momenty nerwowości i oczywiście od czasu do czasu próbował postawić na swoim, ale koniec końców rozgrzali się - byli gotowi do startu.

Kobieta zaprowadziła go w kłusie na linię startu, gdzie oczekiwali na sygnał do ruszenia. Gdy ten nastąpił wypchnęła go do galopu. Owszem miał za sobą kilka zawodów skokowych w ostatnim czasie i dwa lata startów jako wyścigowiec, chociaż w crossie jego doświadczenie było niewielkie. Mimo to jego zróżnicowane doświadczenie powinno być pomocne. Nadawał się do takich zawodów pod głównie dwoma względami: zawsze był skoczny, po drugie kariera wyścigowca wypracowała w nim szybkość, wytrzymałość i kondycję, chociaż ta pewnie byłaby lepsza, gdyby częściej go trenowano. Parsknął niezadowolony czując zbliżający się deszcz. Pomijając swoje sztuczki, które stosował wcześniej tego dnia, tutaj nie było na nie miejsca, karosz starał się współpracować z amazonką. Ruszyli na pierwszą pobliską przeszkodę. Dojechali do niej w zamkniętych pomocach, po otrzymaniu łydki ogier wybił się, ładnie baskilując nad przeszkodą i zgrywając się z kobietą, po czym bezproblemowo wylądował. Anglik żwawo ruszył na dwójkę, miał ochotę dodać w tempie ponad to, które wyznaczyła mu Caroline, jednak stosował się do jej pomocy. Dotarli do dwójki, na którą naprowadziła go kolorowowłosa. Ponownie posłała go do skoku dodając łydkę. Sześciolatek nie miał problemów póki co ze stosowaniem się do jej pomocy, wybił się, zgrywając z amazonką w skoku i znowu pokonując przeszkodę na czysto. Po lądowaniu parsknął zadowolony Mimo zaangażowania nadal roznosiła go energia, jednak na razie Caroline trzymała ją na wodzy.
Następnie ruszyli na czwórkę, Demon skupiony, dość zaangażowany, trzymał dobre aktywne tempo, narzucone przez Caroline. Kobieta skróciła go i wzięła na siebie, a skoczek stosując się do jej pomocy pokonał na czysto również i tę przeszkodę. Analogicznie dwudziestopięciolatka poprowadziła go na czwórkę, którą również pokonali w podobny sposób, bez komplikacji. Skręcili i ruszyli dalej, na piątkę, od której dzielił ich dłuższy odcinek trasy. Dodatkowo skupił się na przeszkodzie, dzięki sygnałom od kolorowowłosej, która nakierowała go na środek piątki i dodała łydkę do wybicia. Skoncentrowany Panda zareagował na nią, tak jak można przypuszczać, wybił się podciągając przody i ładnie baskilując na przeszkodzie, którą pokonał z bezpiecznym zapasem, nadal pełny energii i gotowy na nowe wyzwania. Po kolejnym odcinku trasy czekał ich szereg. Zbliżając się do niego karosz parsknął nerwowo, jednak pomoce od Caroline dodatkowo go zmotywowały. Amazonka naprowadziła go na przeszkodę, dodała łydkę. Pandemonium wybił się, zgrywając z dwudziestopięciolatką. Wydawało się, że przez nieskończoność zawisł nad 6A, lecz w końcu wylądował na czysto. Dzięki wspólnym staraniom w podobny sposób pokonali 6B i ruszyli dalej.
Pomijając kolor siódemka była identyczna z dwójką. Kobieta naprowadziła go na przeszkodę, dodała łydkę i już mieli j za sobą, pokonaną na czysto. Czekał ich znowu szereg, ku któremu podążyli spokojnym galopem, co na ogiera działało nieco deprymująco - on ignorując warunki chętnie by przyśpieszył, jednak wolał stosować się do pomocy Caroline - inaczej całe ustawienie mogłoby im się posypać. Nie omieszkał jednak okazać swojego niezadowolenia. Spiął się lekko, gdy zbliżyli się do pierwszego członu szeregu, jednak dodatkowo się zmobilizował, co pomogło mu obie przeszkody pokonać na czysto. Mając za sobą szereg ruszyli spokojnym (za spokojnym dla karego), wynikającym z pogarszającej się pogody galopem. Zbliżyli się do dwóch podobnych do siebie przeszkód - dziewiątki i dziesiątki. Amazonka nakierowała anglika na środek pierwszej z nich, trzymając go w pomocach. W odpowiednim miejscu Pandemonium otrzymał łydkę, na którą zareagował wybiciem. ładnie ułożył się nad przeszkodą, zgrywając z Caroline i na czysto ją pokonał. Powtórzyli to przy dziesiątce.

Bastian Collins - 2016-04-22, 17:25

Baranka wprawdzie się nie spodziewał, ale był na tyle ostrożny, że przygotowywał się w każdym momencie na każdą ewentualność – przejazd na koniu o temperamencie Amira wahał się na pograniczu życia i śmierci, przez co właściciel kurczowo trzymał się ogiera, mocno zapierał nogami w strzemionach i zwracał uwagę na każdą, nawet najmniejszą zmianę w zachowaniu Chaosa. Mimo, że soczysty baranek wyraźnie wybił go z rytmu, to mimo chwilowego zachwiania równowagi, udało mu się pozostać w siodle po uprzednim wyrzuceniu w powietrze przez swego podopiecznego. Usiadłszy z powrotem bezpiecznie w siodle, wziął ogiera na siebie i wymusił na nim zwolnienie tempa, w razie gdyby ogier po swoim wybryku chciał biec ślepo naprzód, nie zważając zupełnie na nic. Chwilę zajęło jeźdźcowi ogarnięcie się do poprawnej pozycji, więc nawet nie zauważył, że zaczęli zbliżać się do kolejnej z przeszkód. Do dwunastki podprowadził konia w nieco wolniejszym tempie, zamykając go w korytarzu z pomocy i nie dając możliwości na ucieczkę spod drewnianego domku. Wymierzywszy odpowiednią odległość ku kolejnemu punktowi trasy, posłał Chaosowi mocniejszą łydkę by w chwilę później podnieść się w strzemionach, oddać mu wodze i poszybować za ciałem gniadego w powietrze. Zaraz po miękkim lądowaniu pozwolił gniadoszowi na nieco szybsze tempo, uważnie podpierając ogiera w każdym najmniejszym zakręcie pojawiającym się na trasie i starał się prowadzić go najmniej inwazyjną ścieżką.
Przeszkody numer trzynaście obawiał się chyba najbardziej – Achał Tekin różnie mógł zareagować na widok tak dużej ilości wody i opcja wskoczenia do niej mogła zwyczajnie okazać się zbyt trudna do pokonania. Już na długo przed przeszkodą Bastian zwracał uwagę konia półparadami i wziąwszy go mocniej na siebie usiadł w siodło, by mocniej zadziałać dosiadem, i po chwilowej walce z ogierem poprosić go o wskoczenie do „jeziorka”. Hałas stojących nieopodal ludzi także wcale nie pomagał wykonywanemu przez nich zadaniu – krzyki dzieci, głośne rozmowy dorosłych i błyski aparatu skutecznie odwracały uwagę ogiera, który z całą swoją mocą starał się uciec spod władania jeźdźca i uciec w zupełnie innym kierunku niż prowadziła trasa. Anglik długi czas siłował się z ogierem, starając się naprowadzić go wprost na wyskok z wody a całkowite panowanie nad koniem zostało mu przywrócone dopiero pod samym murkiem. Zmusił gniadego do wyskoczenia z wody mimo dość bliskiej odległości od krawędzi basenu i pochwalił go głosem, kiedy udało im się pokonać tę trudność. Bacznie obserwował reakcje zestresowanego zwierzęcia i zaraz po zetknięciu jego kopyt z trawą, ponownie przytrzymał go na sobie aby spokojnym galopem podprowadzić pod drugi człon przeszkody numer czternaście. Tę przeskoczyli „byle jak”, ale w tym momencie nie liczył się styl przejazdu, ale skuteczność i efektywność skoków. Jeszcze raz wypowiedział w kierunku konia kilka miłych słów, aby choć trochę podnieść go na duchu. Sam był zestresowany przejazdem i domyślał się, że to także (pomijając wszelkie przeciwności) udzielało się ogierowi.
W drodze ku kolejnej przeszkodzie poprosił Amira o wolniejsze tempo. Z jednej strony dlatego, że zwyczajnie nie chciał rozpędzać się w ostrym zakręcie, a z drugiej też chciał dać ogierowi możliwość swoistego wyciszenia się i możliwości opadnięcia emocji. W zakręty wprowadzał go równo i dokładnie, podpierając go w łydkach i swobodnie wyjeżdżając każdy łuk. Wyprostował łeb ogiera na kilka foulee przed piętnastką, przed którą chwilę wcześniej posłał mu mocniejszą łydkę i pozwolił ogierowi wyciągnąć się nad nieco szerszą ławeczką niż poprzednie. Po wylądowaniu nadał mu trochę szybsze tempo, ponownie starając się jak najbardziej ułatwić mu galop. Wiedział, że gniady jest już zmęczony – nie miał tej kondycji co jeszcze przed przerwą od treningów, toteż nie przesadzał z urywaniem sekund. Zależało mu wyłącznie na ukończeniu crossu, który jednocześnie miał być pierwszymi zawodami, które udałoby im się wspólnie pokonać.
Przed kolejną z przeszkód zdecydował się na odskok chwilę wcześniej i oddał więcej ręki ogierowi, aby ten mógł wygodniej rozłożyć się nad „długą” przeszkodą. Tuż przed nią sprzedał mu jeszcze kilka półparad i ponownie zamknął w korytarzu z pomocy, aby przypadkiem nie przyszło mu do głowy spłynąć w którąś ze stron.
Kontynuując w tym samym tempie prowadził ogiera środkiem trasy, aby przebyć kręty dystans w jak najmniej inwazyjny sposób. Zbaczał ze ścieżki wyłącznie po to by ominąć wystające korzenie i gdy spotykał się z wiwatującą publicznością – co właściwie Chaos bardziej na nim wymuszał, niż z powodu własnej zachcianki.
Wyprostował jego łeb na kilka foulee przed kolejną z przeszkód, posłał ogierowi kilka półparad i zdecydowanie prowadząc go w łydkach na wprost już po chwili przekazał ogierowi mocniejszy sygnał, prosząc tym samym o oddanie skoku. Po wylądowaniu za siedemnastką kontynuował w tym samym, rytmicznym, ale nieco wolniejszym, tempie galopu, doskonale zdając sobie sprawę, że zaraz po ostrym zakręcie, w który właśnie wprowadzał ogiera, czeka ich kolejny wskok do wody. Do osiemnastki podprowadził go spokojnie, przez chwilę walcząc z ogierem i wymuszając na nim swoje zdanie dotyczące przeskoczenia półokrągłej przeszkody zdołał przekonać Amira, że woda to nic złego i mimo stulonych uszu gniademu udało się pokonać tę barierę, by w chwilę później znaleźć się w wodzie.
Tylko, że w tym momencie stało się coś, czego Bastian zdecydowanie się nie spodziewał i co było ostatnią rzeczą o jakiej w ogóle by pomyślał podczas ich wspólnego przejazdu. Był zadowolony, że ten zmierzał już ku końcowi, ale najwyraźniej los nie zamierzał być dla nich łaskawy. W jednej chwili poczuł jak gniady sztywnieje i wyraźnie walczy, żeby nie iść naprzód. W pierwszej chwili nie miał pojęcia co się dzieje, ale najwyraźniej koń naciągnął sobie coś podczas wskoku do wody lub zwyczajnie złapał go skurcz. Reagując instynktownie spłoszył się nieco pod wpływem nieprzyjemnego uczucia; uderzał kopytami o taflę wody rozbryzgując ją na wszystkie strony świata i mocząc do cna zarówno siebie jak i zasiadającego na jego grzbiecie jeźdźca. Ale nie tym najbardziej przejmował się teraz Bastian – troszczył się o stan i zdrowie konia, toteż nie kazał mu bezwiednie przeć przed siebie aby ukończyć cross. Najchętniej sam zeskoczyłby teraz do wody i sprawdził czy wszystko jest w porządku, choć to z pewnością wiązałoby się z natychmiastową eliminacją z przejazdu. Dał ogierowi chwilę aby się uspokoił i wymruczał do niego kilka słów, głaszcząc w tym samym czasie po szyi. Chaos obruszył się, więc najprawdopodobniej to właśnie to miejsce było źródłem bólu, z którym właściciel nie mógł niczego zrobić. Dopiero po jakimś czasie poprosił gniadego o stęp, choć w wodzie nie mógł upewnić się czy koń nie kuleje, aczkolwiek brak oporu ze strony konia upewnił go, że nic się nie stało z nogami. Przez chwilę wahał się czy kontynuować przejazd, ostatecznie decydując się to zrobić. Postanowił sobie nieco delikatniej obchodzić się z pyskiem ogiera aby jeszcze bardziej nie utrudniać mu życia. Zagalopował ponownie na Chaosie, zamykając go w łydkach i poprowadził ogiera naprzód, trzymając na lekkim kontakcie. Cały czas kontrolował jego stan gotów przerwać przejazd nawet w jego ostatnich chwilach.
Wybiegłszy z wody jeszcze raz skontrolował nogi gniadego, z którymi wszystko zdawało się być w porządku i naprowadził go na kolejną z przeszkód, która była dość wąska i wymagała sporej precyzji. W tym celu ponownie mocniej działał dosiadem aby poprowadzić go na wprost dziewiętnastki i złapał go nieco mocniej na ręce, ale nie tak by ciągnąć konia za pysk. Przed przeszkodą dał mu mocniejszą łydkę i mimo stulonych uszu ogier skoczył na drugą stronę, choć wyraźnie skurcz w pewnej partii szyi skutecznie mu to utrudniał. Po wylądowaniu pochwalił go głosem i poprosił o galop naprzód. Dystans do kolejnej z przeszkód wykorzystał na pozwolenie ogierowi nieco się rozluźnić, dał mu luźniejsze wodze a sam kontrolował podłoże, by i to nie sprawiło im kolejnych problemów.
Już w chwilę później znajdowali się przed dwudziestą z przeszkód, przed którą Bastian wziął ogiera na mocniejszy kontakt i spowolnił go, przesyłając jednocześnie półparadę. Ponownie zamknął go w korytarzu z pomocy i ponownie ze stulonymi uszami pokonali człon A przeszkody. Zaraz po wylądowaniu jeździec usiadł mocniej w siodło, wziął konia na siebie i precyzyjnie podprowadził do członu B, przed którym dał ogierowi mocniejszą łydkę. Uniósł się w strzemionach, oddał mu rękę i już w chwilę później luźno pogalopowali ku przedostatniej z przeszkód. Niełatwo jechało się na koniu, który był wyraźnie spięty i któremu skurcz zdawał się nadal doskwierać, ale tym właściciel postanowił porządnie zająć się tuż po zakończeniu przejazdu. Póki co był wdzięczny ogierowi że ten kontynuował przejazd, choć niewielka ilość energii, która w nim pozostała zdecydowanie ułatwiała prowadzenie go w tych ostatnich partiach dystansu. Już w chwilę później znaleźli się przed przeszkodą, do której Bastian ponownie zastosował szereg potrzebnych pomocy, by już w chwilę później kopyta konia zetknęły się z ziemią po jej drugiej stronie.
Pozwolił ogierowi na kontynuowanie przejazdu we własnym tempie ku ostatniej przeszkodzie i dopiero przed nią wziął go bardziej na siebie, aby na trzy foulee przed poprosić o nieco aktywniejszy galop niezbędny do dłuższego skoku. Dał mu mocniejszą łydkę w odpowiednim miejscu i posłał konia ostatni raz, tego dnia, w powietrze, aby w chwilę później przekroczyć galopem linię mety i pochwalić konia wieloma słowami otuchy.
Poprosił gniadego o przejście do kłusa, w którym spędził jeszcze kilka chwil, aż w końcu przeszli do stępa i jeździec zsiadł z ogiera, uważnie przyglądając mu się z ziemi. Poluzował mu popręg i w ręku porządnie rozstępował, aby nie sprawić ogierowi żadnych problemów z nogami. Dopiero po około czterdziestu minutach zdecydował się odprowadzić go do stajni, gdzie koń otrzymał kilka marchewek za bardzo udany przejazd i zajął się jego bolącą szyją.

zt

Diego Montana - 2016-04-23, 22:23

Dojeżdżając do dwunastej przeszkody, trzymał klacz nadal w zamkniętych pomocach, pewnie prowadząc na przód. Skurcz zaczął ustępować, z czego on niezmiernie się cieszył. Wiedział, że pewnie nie zmieszczą się, już w normie czasu, ale choć cross skończą. Przeszkoda była podobna do tej poprzedniej, więc nie panikował, na jej widok. Doprowadził ją do samego końca, by w odpowiednim miejscu, dodać łydkę do jego boku i podążyć ruchem swojego ciała, za jej ciałem. Tym sposobem kolejny raz pokonali na czysto przeszkodę, lekki zakręt i kierunek przeszkoda numer trzynaście. Była to wodna przeszkoda, więc znając temperament klaczy, musiał uważać, jeśli chciał dojechać, w jednym kawałku. Nie wiedział jak ruda sobie radzi z wodnymi przeszkodami, jednak miał nadzieje, że nie najgorzej. Mocno sygnalizował klaczy nachodzące zadanie, poprzez wysyłanie półparad, siad w siodło i wzięcie klaczy bardziej na siebie. Dosłownie w zamkniętych pomocach, wepchnął klacz do zbiornika wodnego, dziękując bogu w duchu. Trzymał ją w tym tempie przez cały galop w zbiorniku. Dojeżdżając do wyskoku z zbiornika, ponownie w zamkniętych pomocach, tym razem wypchnął klacz do wyskoku z wody. Trzymając zebraną rudą z siłą, w zadzie, kierował na przeszkodę numer 14b. Bez większych problemów udało im się ją pokonać i skierować dalej ku 15. Trasa nie pozwalała na zbytnie szaleństwo, mimo, że czasem przyspieszali, cudów się już nie spodziewał. Mimo to dość szybko znaleźli się na przeciwko przeszkody numer 15, pozwolił klaczy w najeździe do przeszkody nabrać nieco tempa. W odpowiednim miejscu, ponownie sugerując jej miejsce odskoku, wchodząc w półsiad i oddając jej wodzę. Zostało im tylko kilka przeszkód do pokonania, dadzą radę ! Muszą.. Czekała ich długa przeszkoda, ponownie nieco mocniejszy zad, półparady i w odpowiednim miejscu, odesłanie klaczy do skoku. Cały czas prowadził ją w zamkniętych, jasnych pomocach, wyginając ją w łydkach na zakrętach, wysyłając półparady. Trasa była nieco problematyczna, patrząc na warunki pogodowe, więc uważał, dojeżdżając do 17 naprostował rudą, zamknął w pomocach, by znowu w odpowiednim do tego miejscu, odesłać ją na drugą stronę przeszkody. Po nieco krętej drodze skierowali się do 18, ponownie za nią znajdował się zbiornik wodny. Ponownie zamkniętą w pomocach, doprowadził do przeszkody. Ponownie w odpowiednim miejscu, wypchnąć ją do skoku i zmuszając do wskoczenia do wody. Za końcem zbiornika posłał klaczy łydkę, prosząc o wyskoczenie z niego i skierował do przeszkody numer 19. Była bardzo wąska, więc precyzyjnie prowadził klacz na sam jej środek. Zamkniętą w pomocach z mocniejszym zadem, by w odpowiednim miejscu dołożyć łydkę do boku, wejść w półsiad i oddać wodze. Zostały im tylko cztery skoki, dadzą radę ! Do końca już tuż tuż, 20 przeszkoda również była dość gruba, ale zarazem krótka. Precyzyjnie na sam środek przeszkody skierował klaczy, w zamkniętych pomocach, by oddać dwa czyste skoki, nad oboma członami przeszkody 20n a i b. Pewnym krokiem, skierował ją do przeszkody numer 21, którą bez większych problemów skoczyli na czysto i kierunek ostatnia - 22. Zamknięte pomoce, półparady, mocniejszy zad, łydka, półsiad, oddanie wodzy, lądowanie i kierunek meta. Po jej przekroczeniu rozkłusował i rozstępował klacz, sprawdził czy wszystko gra, by odstawić do stajni i dać jej należyty spokój.

z.t



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group