Ricochet Fire - 2017-05-21, 22:19 Poprawnie, ale nie na sto procent. Poprawnie, ale nie na poziomie super. To jak z ocenami: trójka niby jest ok, bonie trzeba poprawiać, ale to nie piątka. I tak można opisać dotychczasową pracę Ricochet.
Po odpoczynku w stępie Caroline odesłała ją do kłusa i poprowadziła w stronę umownej linii startu. Teoretycznie bułana chodziła entry, ale nie startowała.. od dłuższego czasu. Ostatnie wydarzenie, w którym brała udział nie skończyło się dla niej zbyt dobrze. Podobnie, o ile tempo mogła regulować do woli, z zaangażowaniem tak nie było, chociaż i tak ciut lepiej niż na początku. Następnie wypchnęła ją do galopu i skierowała na pobliską jedynkę. Bułana trzymała narzucone przez kobietę tempo, stosując się sztywno do jej pomocy. Caroline wzięła ją bardziej na siebie i doprowadziła do przeszkody,odsyłając na nią. Klaczy nie postała myśl, że mogłaby się wyłamać. Wybiła się co prawda z siłą z zadu i pokonała przeszkodę, prawie szorując kopytami o jej górną część. Jej styl do najlepszych także nie należał. Do drugiej przeszkody miały krótki odcinek, kobieta jednak jej nie rozpędzała,więc achałka została w obecnym tempie, dopóki Caroline nie pokazała jej przeszkody, nie zamknęła jej w pomocach, doprowadziła do przeszkody i dodała łydkę, odsyłając ją do skoku. Tym razem pokonała przeszkodę z większym zapasem, jednak nadal miała braki w stylu i zaangażowaniu. Do trójki był dłuższy odcinek, na którym tekinka nadal utrzymywała tempo i zmieniała je tylko, jeśli tego chciała kobieta. Dojeżdżając do przeszkody, znowu została jej ona pokazana. Jak na jej gust wyglądała dość dziwnie, ale nie zawahała się, doprowadzona do właściwego miejsca wybiła się, pokonując znów przeszkodę na czysto, w nie najlepszym jednak stylu. Wylądowała na prawą nogę i po łuku w tą stronę skierowały się na czwórkę, by podobnie poradzić sobie i z tą przeszkodą.Caroline Hathaway - 2017-05-21, 22:26 Jak kobieta uznawała że nie było ok, to to powtarzały po prostu. Po wylądowaniu za czwórką kolejna była w kolejce piąta przeszkoda. Były do niej niewielki dystans, więc kobieta nawet nie próbowała jej rozpędzać do przeszkody. Klacz raczej nie była też do tego chętna, a sama piątka wyglądała niemal identycznie jak czwórka. Dlatego też kobieta nie obawiała się o ich skok, no chyba że powinna? Nie mniej podniosła ponownie klacz do przeszkody, by zamknąć ją w pomocach i doprowadzić do miejsca wybicia. Odesłała ją w nim do skoku, przechodząc do półsiadu i oddając jej wodzę. Bezbłędnie podążyła za jej ruchem w czasie, nie przeszkadzając po raz kolejny w skoku. Wylądowały ponownie na prawo, by pojechać po dość sporym łuku w dystansie do szóstej przeszkody. Przeszkoda nie wyglądała zbyt groźnie, bo jak jakaś kłoda do przejścia taka leżąca na polu czy coś. Kobieta jednak nie dała się zwieść niepozornemu wyglądowi przeszkody, tylko prowadziła ją jak zawsze. Zamknęła ją w korytarzu z pomocy, odpowiednio wcześniej pokazała przeszkodę i doprowadziła do miejsca wybicia. Poprosiła ją o stosunkowo niski skok, nie chcąc aby klacz przesadziła z wybiciem. Miała zrobić po prostu większego susa nad kłodą, a nie skakać 150cm stacjonatę. Lekko oddała jej wodzę przy tym i przeszła do naprawdę niskiego półsiadu, by pogalopować po lądowaniu w kierunku siódemki. Był do niej spory dystans, więc postarała się choć o minimalnie lepsze tempo niż wcześniej. Trochę im zajęło do galopowanie do kolejnej przeszkody, gdzie jeszcze wcześniej skręciły w prawo na nią. Kobieta ją naprostowała do kłody, by ją jej pokazać i zamknąć ponownie w pomocach. Doprowadziła ją przy tym do miejsca wybicia, by łydką ponownie odesłać do skoku. Zgrała się z jej ruchem w locie, by po wylądowaniu pojechać spory dystans z zakrętami do szeregu 8abc. Wyglądał on nieco przerażająco, ale trzeba było go mimo wszystko skoczyć. Wzięła ją bardziej na siebie, uniosła do szeregu i skróciła w miarę możliwości. Doprowadziła do pierwszego członu, który pokonały bez problemu. Podczas lądowania ją nadal przytrzymała, by w skróceniu dojechać i skoczyć drugi, a potem trzeci człon.Ricochet Fire - 2017-05-21, 22:41 Tyle, że powtórzenia dawały niewiele. Do piątki czekał ich niewielki odcinek trasy, więc Fire trzymała tempo.Gdyby oczywiście Caroline chciała ją rozpędzić, rozpędziłaby się, bo robiła to, czego od niej oczekiwano, chyba, że oczekiwano angażowania się. Jak dotąd mimo wszystko pokonywały kolejne przeszkody na czysto, więc może nie powinna się obawiać. Tak jak do czwórki, tak do piątki kobieta ją podniosła, pokazała przeszkodę,nad którą podobnie przeleciały. Wylądowała na prawą nogę i w tą też stronę ruszyły, na szóstkę. Gdy znalazły się w jej pobliżu, nie zrobiła ona na bułance żadnego wrażenia. Inaczej byłoby, gdyby wywarła jakieś niepokojące wrażenie na kobiecie, ona jednak doprowadziła klacz do szóstki jak zwykle i odesłała do skoku, dodając łydkę. Achałka znów pokonała przeszkodę z minimalnym zapasem, za to w kiepskim stylu. Zresztą właśnie o to chodziło kobiecie - tzn, o większy sus, a nie o kiepski styl. Mogła być więc zadowolona w 50%. Pogalopowały do siódemki,tekinka bez problemu przyspieszyła, jeśli tego chciała od niej kobieta, docierając w końcu w pobliże siódemki. Skręciły do przeszkody,po czym kolorowo włosa naprostowała tekinkę, pokazała jej przeszkodę, zamknęła ją w pomocach i doprowadziła ją do momentu, w którym odesłała ją do kolejnego skoku, udanego na tyle, że bez zrzutki,czy trącenia. Teraz czekał je spory dystans i zakręty do 8abc. Jeżeli okazała jakieś obawy przed przeszkodami, to bardzo nieznacznie. Ostatecznie udało im się pokonać cały szereg na czysto, nadal w nie do końca zadowalającym stylu.Caroline Hathaway - 2017-05-21, 22:46 Każde powtórzenie zawsze coś dawało, a kobieta nie należała do osób pozwalających robić na odpierdol bo ktoś ma takie widzi mi się. Nie ważne czy to charakter czy znudzenie, tak było i już. Do dziewiątki czyli kolejnej przeszkody znowu był dość spory dystans. Starała się ponownie o lepsze tempo galopu klaczy, co miała szczerą nadzieje że udało się jej wypracować. Kawałek czasu galopowały do tej przeszkody, wyjeżdżając do niej nawet nieco po łuku i dopiero potem najazd po prostej do dziwnie wyglądającej drewnianej przeszkody. Coś w stylu drewnianego płota na kółkach dosłownie. Zamknęła ją jak zawsze w korytarzu pomocy, biorąc nieco na siebie i doprowadzając do miejsca wybicia. Odesłała ją łydką do skoku, przechodząc zaraz za jej ruchem do półsiadu i oddając jej stosowną ilość wodzy do skoku. Lądowanie na lewo i znowu sporo galopu w dystansie do dziesiątej przeszkody. Narzuciła jej odpowiednio wcześniej lądowanie na właściwą nogę, by spokojnie wyjechać na prostą do przeszkody. Była dość wąska i szeroka zarazem, więc Caroline ponownie dociążyła jej zad i uniosła ją na przodach, zamykając w pomocach i sprawnie jakoś doprowadzając ją do miejsca wybicia. Uniosła ją do skoku nad stos ułożonego drzewa, by w tempie podążyć za jej ruchem w locie. Lądowanie znowu na lewo i galop na sporym dystansie do jedenastki. Caroline ponownie starała się ją zachęcić do aktywniejszego tempa, co miejmy nadzieje choć w małym stopniu się jej udało. Wyjechały na lewo na wprost do przeszkody, która kobieta jej oczywiście pokazała. Zamknęła ją w pomocach i doprowadziła do miejsca wybicia, by na czysto przefrunąć nad kolejną przeszkodą. Do szeregu 12ab była prosta i daleka stosunkowo droga, dlatego postarała się ponownie o lepsze tempo galopu do niej. W końcu znalazły się tuż tuż przed przeszkodą, więc kobieta wzięła ja na siebie i zamknęła po raz kolejny w pomocach. Doprowadziła ją do członu a, gdzie poprosiła ją o skok łydką. Podążyła zaraz za jej ruchem, przechodząc do półsiadu i oddając jej wodzę. Po lądowaniu i niemal dwóch foule galopu wbiegły do zbiornika wodnego, gdzie kobieta stopniowo zaczęła jej odpuszczać. Po jego przebiegnięciu i znalezieniu się po drugiej stronie, Caroline skierowała je w kierunku mety. Tam stopniowo zwolniła ją do kłusa, a potem stępa. Podziękowała za pracę, by po rozstępowaniu wrócić do stajni.
z.tRicochet Fire - 2017-05-21, 22:51 No cóż to natrafiła na ciężki orzech do zgryzienia, bo Ricochet nie wyglądała na taką, która ma zamiar zacząć się angażować, a rozwiązania siłowe dawały tyle co kolejne powtórzenia ćwiczeń. Trzeba dotrzeć do niej inaczej. Do dziesiątki miały dłuższy odcinek trasy, więc przyspieszyła tak jak tego chciała kobieta. Nie miała z tym problemów, o ile Caroline narzuciła jej wyższe tempo. Miała problemy tylko z zaangażowaniem się i zobojętnieniem. Więc nie może tylko, ale aż. Galopowały w pewnym momencie po lekkim łuku do dziewiątki, by naprostować przed przeszkodą na jej środek. Przeszkoda może była i dziwna, ale doprowadzona do przeszkody i zamknięta w pomocach bułanka nie mogła nie wybić się od ziemi, lecz całemu elementowi dużo brakowało, głównie ze względu, na jej problemy które kobieta z pewnością już odgadła. Znowu czekał ich kawałek do dziesiątki. Zbliżając się do przeszkody Caroline naprostowała ją na nią, zamknęła w pomocach, dociążyła zad i zadbała o lekkie przody. Teoretycznie pokonała dziesiątkę na czysto, jednak były elementy, do których można było się przyczepić. Wylądowała na lewo i pokonała spory dystans do jedenastki. Starania Caroline o aktywne tempo udały jej się połowicznie,ale i tak był to mały sukces. Mimo to klacz nadal była zobojętniała, lecz posłuszna pomocom. Wyjechały na wprost do przeszkody, którą kobieta jej pokazała i pokonały ją na czysto, ale nadal na odpieprz się. Ostatni czekał je szereg 12ab, do którego była prosta droga. Kobiecie udało jej się ją nieco rozgalopować, z czym nie miała problemu. Pokonały pierwszy człon, po czym miały wbiec dowody. Klacz zawahała się jedynie przez chwile, po czym posłuszna pomocom po dwóch foule wgalopowała do wody. Zostawiając za sobą 12ab utrzymała tempo do mety, gdzie Caroline stopniowo ją zwolniła. Rozstępowały się na rozpreżalni i została odprowadzona do stajni.
ztLiam - 2017-06-02, 23:36 Przyprowadził Petera na tor i postanowił go kawałek oprowadzić w ręce, by się przyzwyczaił do obecnego miejsca, szumów, niektórych przeszkód, które mijali, a były zakryte/zabudowane drewnem, liśćmi, czy innymi chaszczami. Gdy uznał, że nie ma sensu tego dłużej robić, sprawdził popręg, przełożył strzemiona, poprawił wodze i jednym szybkim susem dostał się na grzbiet Petera. Poklepał ogiera po szyi i wypchnął do stępa zdecydowanie, ale wciąż lekko, by wyczulić go na delikatne pomoce, a nie istne zarzynanie. Zgrał się z rytmem ogiera, puścił go przez chwilę na luźniejszej wodzy i dopiero potem złapał na kontakt, nie chciał, żeby ogier się spłoszył na luźnej wodzy, wolał mieć to pod kontrolą na torze, więc od razu zachęcał go do aktywnego kroku całym ciałem, aż idealnie się zgrali w rytmie. Szli wzdłuż toru poziomu easy, sam Liam chciał poznać przeszkody, choć zdarzało mu się już zapoznawać z mapką obiektu, to jednak lepiej było mu już sprawdzać wszystko w siodle, a przy okazji sprawdzał reakcje ogiera. Gdy uszli już dobry kawał drogi, swobodnie za pomocą dosiadu i łydek poprosił kremowego o kłus i więcej nic się raczej nie zmieniło, ponieważ wciąż zwiedzali okoliczny teren, by ze wszystkim się odpowiednio zapoznać, a mężczyzna przy okazji zapamiętywał przeszkody. Co jakiś czas robił okrążenie w obie strony wokół danej przeszkody i szli dalej, by na następnej zrobić to samo, tym samym rozciągając ogiera w zgięciach. Na sam koniec, zachęcił Petera do galopu, sam zaczął anglezować dla wygody swoich czterech liter. Tym sposobem dojechali ponownie do początku toru, więc jeśli po drodze nic się nie wydarzyło, to przy początku zaczęli kręcić koła, podstawowe ćwiczenie na ostateczne rozgrzanie, jakoś dzisiaj nie miał zamiaru robić udziwnień, wolał by ogier był rozgrzany dobrze, niż żeby rozgrzewka wyglądała zachwycająco pięknie, gdyż to im nic nie dawało.
Zwolnił ogiera do stępa i wprowadził do zabudowanego ogrodzenia z otwartym wejściem, które służyło za crossowy boks startowy. Chciał wszystko zrobić powoli, by po skończeniu treningu wyłapać to, co trzeba poprawić, a kto wie, może kiedyś będą tak zgrani jak Pedro Torrez ze swoimi końmi? Peter Pan - 2017-06-04, 15:50 Pokazywanie ogierowi terenu od początku nie miało najmniejszego sensu, bo akurat w tym miejscu nagromadzenie bodźców było tak duże, że Piotruś był na stałym poziomie ekscytacji. Co prawda szedł obok Liama, ale taki wręcz "napuszony", z postawionymi na sztorc uszami i szeroko rozwartymi chrapami. Nie bał się, po prostu miał sporo energii, a już co nieco kojarzył i wiedział, że tor łączy się z solidną dawką galopu. Zresztą wystarczy spojrzeć na okolicę - kto by się nie skusił i nie pobiegał po takiej przestrzeni?
Mimo to dał się w spokoju dosiąść, po czym odpowiedział na łydkę i ruszył stępem. Nie miał w zwyczaju ponosić, więc chociaż był pobudzony, wciąż pozostawał pod kontrolą Liama. Wyraźnie był jednak naładowany energią i spieszyło mu się do jej zrzucenia. Raczej nie wlepiał wzroku w przeszkody, co nie oznacza, że je ignorował.
Niebawem został poproszony o przejście do kłusa, tutaj Liam musiał studzić jego zapędy, bo dość mocno się chłopak rozbujał już od pierwszego kroku. Nie mogąc szybko biec, zaczynał zwyczajnie mocniej przebierać nogami i mocniej je wyrzucać w przód, przynajmniej do czasu aż Liam wybił mu z głowy pędzenie, choćby poprzez zrobienie paru wolt i nakłonienie go do zaokrąglenia się, na co reagował niezależnie od sytuacji. Ostatecznie udało im się dojść do porozumienia, które poskutkowało przejściem w galop. Tutaj już był spokojniejszy, galopował w tempie narzuconym przez Liama, choć mimika jego pyska wciąż świadczyła o zaciekawieniu. Co istotne za każdym razem ruszał z prawej nogi, bo na lewą nie potrafił, tzn. gubił równowagę i od razu zaczynał krzyżować lub wchodził w kontrgalop. Właściwie był to jedyny problem Piotrusia, który wymagał korekty - jeden trening z Lukiem zdecydowanie nie zmienił stanu rzeczy.
Na samym końcu przeszedł do stępa, którym udał się do boksu startowego, gdzie wcale nie miał ochoty wchodzić, ale powiedzmy że dał się namówić po dłuższej chwili.
/Czemu piszesz w rodzaju żeńskim? Liam - 2017-06-07, 23:56 W trakcie rozgrzewki oczywiście zwracał uwagę na poczynania ogiera i na każde wybiegnięcie za bardzo wprzód reagował właśnie poprzez wykonanie jakiegoś ćwiczenia, czy to wolty, koła, a może skutecznej półparady z chwilowym zwolnieniem, by dopiero po chwili wrócić na nowo do wstrzymanego tempa. Przy galopie dopiero zauważył, że faktycznie coś z tym ruszaniem z prawej nogi jest nie tak, w sensie, nie było to dla niego jeszcze potwierdzone, może to przypadek, ale z pewnością zwrócił na to uwagę i pod koniec treningu zrozumie o co chodzi. Tymczasem kilka razy próbował zmiany tempa, by potwierdzić swoje domniemania na temat tego, że lewa noga ogiera coś tak zbytnio nie chce "startować" jako pierwsza. Cóż, może faktycznie naprawią to z trenerem, nic nie zaszkodzi, a z pewnością bardziej pomoże, gdy inna osoba będzie obserwować to z boku. Obecnie byli w stanie docierania się, ten trening był bardziej zapoznawczy, mogli wynieść z niego więcej niż ze zwykłej ujeżdżeniówki, czy próbowania skoków, tutaj będą mieli niemal wszystko w jednym, a przynajmniej dołożą do tego więcej emocji, dzięki czemu może więcej rzeczy wyjść na jaw, nie tylko błędy, czy mankamenty u ogiera, ale i u samego Liama, który nigdy nie twierdził, że jeździł jakoś najlepiej na świecie, no, chyba że po alkoholu, ale to rozmowa na inny moment.
Jeśli faktycznie ogier nie miał zamiaru wejść, Liam odpuścił i ustawił go przed bramką, przecież nie musieli robić wszystkiego od A do Z, niczym w harmonogramie, wystarczy, że w ogóle coś dzisiaj zrobią, przyjdzie jeszcze czas na typowe przejazdy. Mężczyzna poprawił sprawnie wodze, dostosował sobie dosiad, jako, że wolał częściej używać półsiadu, więc czas się było nieco przestawić i bardziej manewrować ciałem. Od razu spróbował zagalopowania ze stój, wysyłając ogiera "mocno" do przodu za pomocą całego dosiadu. Oczywiście nie wymagał idealnego zagalopowania od razu, mogli przejść przez chwilę kłusa, jeśli Peter tego potrzebował, żaden problem. Skierowali się wzdłuż szlaku, który z początku nie ukazywał żadnych przeszkód. Dopiero, gdy pojechali trochę po łuku, ich oczom ukazała się podstawowa stacjonata, która po prostu była nieco pokryta jakimś zielskiem, ale nie licząc tego, wyglądała całkiem zwyczajnie. Była niska, zresztą jak wszystkie przeszkody, które zostały tu ustawione, a Nikolaj i tak wybrał najbardziej podstawowy zestaw z możliwych, tylko niektóre przeszkody wydawały się nowe, ale były zwyczajnie zmodyfikowane, hybrydy z konkursów skokowych, nic więcej. Mężczyzna zachęcił siwka do pewnego najazdu, pilnując, by ogier nie uciekł mu na bok, ani też nie zatrzymał się tuż przed przeszkodą. Nie zdążyli wcześniej nabrać szybkiego tempa, ponieważ uniemożliwił im to łuk, więc podejście do stacjonaty było w dobrym tempie, pozostało tylko śmiało iść naprzód. Liam wspomagał ogiera łydkami, aż w końcu, tuż przed skokiem, w odpowiednim momencie (miejmy nadzieję) oddał mu wodze, aż w końcu wolno zmienił dosiad, by odciążyć ogiera i nie klepać go bezmyślnie po kręgosłupie swoją dupą, tyle w temacie.
Jeśli wszystko poszło sprawnie, Liam w międzyczasie zdążył pochwalić ogiera za przeskoczenie owej przeszkody i zachęcająco oddał mu nieco wodzy, by Peter mógł nabrać większej prędkości, nie miał zamiaru go zduszać, wolał pozwolić mu obniżyć nadmiar energii, spożytkować ją w formie biegu między przeszkodami, jak i w ogóle podczas pokonywania torowych figur. Nie minęło wiele metrów, a Hiszpan dojrzał przeszkodę zwaną stołem, jedną z jego ulubionych z racji braku wielkiej wymyślności, a w dodatku jednej z bezpieczniejszych przeszkód typowo crossowych. Dostosował do niej prędkość, skupiając uwagę ogiera na sobie i dopiero potem poprosił ogiera o najazd, gdzie, miał nadzieję, że jasne konisko nie zareaguje na tę przeszkodę jakoś negatywnie, czy niepewnie, starał się zadbać o komfort Petera, sam zresztą nie przekazywał mu negatywnych uczuć, nie wykazywał strachu przed najazdem na owy stół. Prowadził go pewnie i prosto przez cały najazd, który niemal niczym nie różnił się od poprzedniego.
/Liam chyba po prostu, wbrew mojej woli, wolał być w tym poście kobietą, ponoć mamy wolny kraj, nie wnikam Peter Pan - 2017-06-15, 17:33 Ustawiony przed bramką sapnął cicho, opuszczając głowę i jednorazowo przeżuwając kiełzno. Grzywka opadła mu na błękitne ślepia, którymi zlustrował najbliższe otoczenie spomiędzy jej kosmyków. Nie znał jeszcze zagalopowań ze stój, a raczej nie był na nie gotowy fizycznie - jeszcze nie ta świadomość własnego ciała - więc rzeczywiście byli zmuszeni wykonać zagalopowanie z kłusa, z którego było to o niebo prostsze dla Piotrusia. Gdy już wszedł w pożądany chód, raz jeszcze omiótł tor wzrokiem, wypatrując przeszkody, która miała stać się jego pierwszym celem. Nie miał skłonności do wożenia jeźdźca, więc tempo galopu trzymał takie, jak narzucił mu Liam. Nie musiał go też ciągle upominać i podtrzymywać galopu, jako że Piotruś miał w sobie wystarczająco chęci do ruchu naprzód. Śmiało przemierzał kolejne metry terenu, jak zwykle idąc z prawej nogi, z własnej wygody. Btw - nazywanie go siwkiem to prawdziwa obraza majestatu :(.
Widząc na swej drodze pierwszą przeszkodę, która w żaden sposób nie była dla niego straszna lub nazbyt ciężka, chętnie pogalopował w jej kierunku, samodzielnie starając się ocenić odległość. Odbicie było jednak trochę spóźnione, Piotrusia mianowicie zaskoczyło oddanie wodzy tuż przed oddaniem skoku. Stracił przez to kontakt i pośrednio równowagę, ale i tak oddał skok, zwyczajnie nie chcąc uderzyć w drewnianą belkę, której by przecież nie rozmontował swoim ciałem. Sam skok nie należał do dużych, ale na tych wysokościach chyba u każdego wyglądało to bardziej jak większe susy galopu niż okrągłe skoki. Wszystko jeszcze zależało od rodzaju przeszkody, akurat stacjonatka wymuszała nieco bardziej okrągły skok, ale ogierowi i tak nie chciało się wysoko podnosić nóg. Również dlatego, że wiedział na ile może sobie pozwolić w przypadku znanych konstrukcji. Nieco inaczej było ze stołem, który był drugą przeszkodą na obranej przez Liama trasie. Z tym rodzajem przeszkód Peter nie był jeszcze zaznajomiony, a że nie był typem wariata, który dosłownie wskoczyłby w ogień, to jadąc na ową przeszkodę zaczął się wyraźnie skracać, mimo iż chwilę przedtem chętnie korzystał z dłuższej wodzy. Zatem ostateczny wynik starcia Peter vs przeszkoda tak naprawdę zależał od Liama i jego reakcji, bo pozostawiony sam sobie Kremik z pewnością zatrzymałby się przed samym stołem, na co wskazywało jego zachowanie.Oliver Pelerieux - 2017-07-07, 22:47 Droga na tor crossowy ze stajni była na tyle długa, że Unexpected z całą pewnością zdążył wstępnie rozprostować nogi. W drodze do tego miejsca dbałem o to, by ogier pozostawał na mnie skupiony - prowadząc go na kontakcie, nie pozwalałem mu na samowolkę w postaci zmiany tempa czy nadmiernego rozglądania się. Prowadziłem go zamkniętego w łydkach, wymagając energicznego kroku i od czasu do czasu wykonywałem półparadę, zachęcając konia do rozluźnienia się i odpuszczenia w potylicy. Kiedy dotarliśmy na miejsce, skróciłem nieco wodze - wciąż jednak pozwalając ogierowi nieść głowę stosunkowo nisko - i dałem mu łydkę do kłusa, w którym zacząłem anglezować. Ilekroć wracałam w siodło, siadałem wyraźnie i głęboko, swoim anglezowaniem wyznaczając ogierowi rytm i dociążając jego zad, co nie tylko prowokowało gniadego do podstawienia go, ale również uniemożliwiało mu pędzenie. Przestrzeni było dużo, toteż nie jeździłem w żadnym konkretnym kierunku - po prostu krążyłem po torze, pokazując ogierowi poszczególne przeszkody, co połączyłem z częstymi zmianami kierunku przez półwolty bądź z woltami, na których wyginałem konia, próbując także ustawienia do zewnątrz. Każdy z łuków pomagałem mu pokonać poprzez wyginanie go wewnętrzną łydką i pilnowanie zadu zewnętrzną, przy czym jednocześnie zachęcałem go do zaokrąglenia się wewnętrzną wodzą, zewnętrzną go prowadząc. Jako że nieco "uciąłem" początkowy stęp, niebawem wplotłem też pierwsze przejścia do stępa i ponowne zakłusowania, do każdego przygotowując Unex'a półparadą, by nie poczuł się zaskoczony.Unexpected - 2017-07-08, 16:17 Z pewnością już zdążył rozprostować nogi i nieco się znudzić. Z początku był przekonany że idą na trening, a teraz miał nieco wątpliwości. Buzował w nim nadmiar energii, a facet w jego mniemaniu za bardzo go ograniczał. Unex nie byłby sobą gdyby się nieco nie buntował, próbując jednak nieco nabrać większego tempa czy wydobyć dla siebie więcej wodzy w celu rozluźnienia się jak na razie czy rozejrzenia się. Pewnie dostał za to burę, no ale Unex to Unex tego czasem nie ogarniesz. Nie miej uważam że nie sprawiał super dużych problemów, bo nie próbował go zabijać w galopie czy wysadzaniem z siodła. Jednak te "próby siły" były na początku i szybko się skończyły, potem już spokojnie stępował przed siebie. Poruszał się energicznym krokiem, idąc swobodnie przed siebie. W końcu jednak dotarli na miejsce, wtedy miała nadejść pewna zmiana. Ogier nieco lepiej zebrał się, zabierając głównie ze sobą zad którym mocniej zaczął pracować. Pozostał na miękkim kontakcie z jego ręką, by nieco zbyt entuzjastycznie przejść do kłusa. Jednak szybko dopasował się do rytmu faceta, które za pewne było mniej więcej jakieś pośrednie. Unex chyba nie przeżyłby jeśli miałby się ślimaczyć. Ogier ładnie pchał się z zadu naprzód, aktywnie nim pracując i nie szalejąc. Ogier widząc tor crossowy, to się domyślał co się będzie święciło. Przyglądał się przeszkodom, ale nie zagapiał się na nie. Skupiony był wciąż na mężczyźnie i na tym, co akurat właśnie robili. Zmieniali kierunek często przez półwoltę lub woltę, gdzie ogier starał się jak najlepiej wygiąć od jego pomocy. Miał się odpowiednio zginać w połowie cielska oraz szyi, podążać w odpowiednim kierunku i zachować stałe ustawienie czy tempo. Przejścia między chodami nie były stosunkowo trudne, acz kolwiek pierwsze dwa w dół były dość niechętne a w górę nieco przesadzone z energicznością.Oliver Pelerieux - 2017-07-08, 22:03 Próby przejęcia kontroli przez ogiera były na tyle łagodne, że szybko i bez wysiłku potrafiłem im zaradzić - półparadami studziłem jego chęć spieszenia się w kłusie, a poprzez trzymanie wodzy na kontakcie i poprawny dosiad w zasadzie uniemożliwiałem mu wyciąganie wodzy. Gdyby jednak na to naciskał, próbując je siłowo wyszarpnąć, zapewne wystarczyło abym dał mu łydkę - co skutecznie wybijało koniom z głowy pomysł wyciągania wodzy. Nie trzymałem ich zresztą krótko, mógł spokojnie nieść obniżoną, rozprostowaną szyję.
Nadmierna energiczność w przejściach nie przeszkadzała mi w tym momencie, byłem niejako przyzwyczajony do tego, że konie na otwartej przestrzeni poruszają się o wiele dynamicznej i nie zamierzałem tego zmieniać. Pozwalałem zatem Unexowi na żwawy kłus tak długo, dopóki ogier szedł postawiony na pomocach i pchał się zadem. Natomiast gdy tylko czułem, że jego ciężar ciała przenosi się na. przód i koń zwyczajnie zaczyna się spieszyć, od razu dokonywałem korekty.
Korzystając z tego, że ogier był uzdolniony wszechstronnie, niebawem dodałem kolejne ćwiczenie. Jadąc po sporych rozmiarów owalu, zabierałem łopatkę ogiera do wewnątrz na parę kroków, po których z powrotem zabierałem jego przód na ten sam ślad, po którym poruszał się jego zad. Owe ćwiczenie wykonałem w obu kierunkach, poprzeplatane innymi, którymi dotychczas wykonywaliśmy - czyli woltami bądź przejściami, tym razem także do stój. Rozgrzewka naszpikowana zadaniami powinna zająć głowę Unexa na tyle, by zapomniał o chęci ciągłego parcia naprzód; poza tym były to świetne ćwiczenia rozluźniające, dzięki którym powinna się poprawić przepuszczalność ogiera. Zanim przeszedłem do galopu, na półtora minuty zwolniłem gniadego do stępa, dając mu odsapnąć. Po tym czasie skróciłem wodze i zacząłem go lekko podnosić, stosując przy tym półparady aby uniknąć pojawienia się niechcianych sztywności. Kiedy już udało mi się uzyskać wyższe ustawienie, typowe przy skokach, ponownie ruszyłem kłusem by wjechać nim na koło o średnicy dwudziestu metrów i na nim zagalopować z pełnego siadu. Po przejściu do galopu jednakże przeszedłem do lekko odciążającego dosiadu, pozwalając ogierowi galopować energicznie, aczkolwiek pod kontrolą. Działając rozluźniającymi półparadami, przez chwilę galopowałem po kole, by następnie wyjechać na moment na prostą i wznowić wcześniejszą sekwencję ćwiczeń - zatem wplotłem liczne wolty i przejścia, a później pokusiłem się także o wykonanie paru metrów łopatką do wewnątrz. O ile koń pozostawał mi podporządkowany, przeszliśmy przez to w miłej atmosferze - nie szczędziłem mu krótkich, głosowych pochwał za dobrze wykonane trudniejsze elementy. Jeżeli jednak próbował się przykładowo rozpędzać w galopie, od razu siadałem głębiej w siodle i stanowczo wycofywałem ramiona, przytrzymując go i zrazu zabierając na woltę, na której było mi prościej wyegzekwować właściwe tempo.Unexpected - 2017-07-12, 22:44
Oliver Pelerieux napisał/a:
[...]
Unex nie był zadowolony z ograniczeń narzuconych przez faceta. Niesamowicie go to irytowało, ale zawsze mógł sobie to odbić jeszcze na przeszkodach. Unex tylko na początku próbował, co oznaczało że wystarczyło go raz czy dwa upomnieć i problem zniknął - chwilowo. Ogier robił to niemal z każdym, dopóki kogoś nie poznał, nie zaufał albo nie był jego właścicielem. Oczywiście i tego na początku nie omijały różne próby - sztuczki. Ogier mimo energiczniejszego tempa wcale nie sypał się w ustawieniu, doświadczenie i lata sprawiały swoje. Oczywiście potknięcia się zdarzały, ale nie był stukniętym młodzikiem z sianem w głowie. Sam kłus był dość stały, a ogier też chwilowo zaprzestał swoich zagrań. Szedł energicznie wciąż, pracując ładnie zadem i ogólnie całym swoim cielskiem. Chwilę później dodali kolejne ćwiczenie, wyjeżdżając na spory owal wykonali łopatkę do wewnątrz. Łopatki ogiera weszły na drugi ślad, a kończyny przednie pozostały na pierwszym śladzie. Jego nogi tworzyły trzy ślady: wewnętrzna przednia noga to pierwszy ślad, zewnętrzna przednia noga to drugi ślad i wewnętrzna tylna noga to trzeci ślad. Wykonali tak parę kroków by wrócić na ślad, a samo ćwiczenie wykonali w obu kierunkach. Przeplatane ono było innymi, które do tej pory robili - woltami czy przejściami w tym też do stój. Ogier faktycznie przez ciągłą pracę nie myślał już o kombinowaniu. Zanim przeszli do galopu zwolnili do stępa, gdzie ogier zaczerpnął nieco oddechu. Jednak miał całkiem niezłą kondycję, więc pociągnąłby pewnie jeszcze bez tego. Po tym czasie zaczęli wracać do poprzedniego ustawienia, a po jego wypracowaniu ruszyli zaraz kłusem i zjechali w nim na koło o średnicy 20m. To na nim ogier wraz z pomocami chłopaka zagalopował, przechodząc energicznie do tego chodu. Może nieco za radośnie robiąc ten "przeskok", jednak o dziwo nie posypał się całkowicie przy tym w ustawieniu. Jeszcze przez moment galopowali po kole, by wyjechać na prostą i zacząć kolejne ćwiczenia. Wykonali kolejno liczne wolty i przejścia, a także wykonali kilka metrów łopatką do wewnątrz. Ogier raczej nie miał większych problemów z wykonywaniem ćwiczeń, a Olivier nie napotkał po drodze niemal żadnych problemów. Oczywiście jakieś tam potknięcia były, było to jednak na granicy błędu. Parskał od czasu do czasu w "odpowiedzi" na pochwały. Czasem mu się zdarzało nieco przyspieszyć czy wypaść z ustawienia, jednak drobna korekta z reguły wystarczała ze strony chłopaka.
kupa, ale śpię na siedząco.Oliver Pelerieux - 2017-07-13, 12:13 Jeżeli ogier rzeczywiście wykonał ćwiczenie w przedstawiony sposób, to niestety mieliśmy w nim sporo do poprawy. Już po pierwszych paru krokach spostrzegłem, że wszystko jest nie tak, więc od razu na chwilę naprostowałem ogiera, pozwalając mu na poprawienie równowagi na wewnętrznej wodzy. Następnie ponownie poprosiłem go o wygięcie, tym razem mocniej podpierając wewnętrzną łydką i wyraźniej działając zewnętrzną wodzą, by koń nie wypadł łopatką tak, jak wcześniej. Chodziło mi o przesunięcie całego przodu na na drugi i trzeci ślad, podczas gdy to zad konia miał pozostać na swoim dotychczasowym miejscu. Poruszając się łopatką do wewnątrz miał iść po trzech śladach, zatem zewnętrzna przednia i wewnętrzna tylna noga szły po tym samym śladzie, a nie dwóch różnych. Nie na tym miał się skupiać nasz trening, ale skoro w jego trakcie wyszedł taki problem na wierzch, nie mogłem go przecież zbagatelizować. Jeżeli przy powtórzeniu udało nam się poprawnie wykonać ćwiczenie, nagrodziłem konia żuciem z ręki, podczas którego mógł się rozciągnąć.
Galopując i wykonując poszczególne ćwiczenia, cały czas zwracałem uwagę na to, by koń szedł pod kontrolą i w ustawieniu. W tym celu nie trzymałem go jednak sztywno za pysk; moja ręka w dalszym ciągu elastycznie pracowała razem z końskim pyskiem, pojedynczymi półparadami rozluźniając Unexa i zabiegając o przepuszczalność. Tempo natomiast kontrolowałem przede wszystkim dosiadem, w chwilach niekontrolowanych przyspieszeń pulsacyjne oddziałując kolanem na siodło (a przez to na ogiera) i przytrzymując go udami, czym prawdopodobnie udawało mi się sprowadzać go na ziemię.
Po takiej porcji ujeżdżeniowej gimnastyki Unexpected z pewnością był odpowiednio rozgrzany i elastyczny, byśmy mogli przejść do sedna treningu, a mianowicie skoków. Ze względów praktycznych nie zamierzałem pokonywać nie wiadomo jak dużej ilości przeszkód, ani też porywać się na te najtrudniejsze, bo było to zbyt obciążające dla organizmu. Poza zawodami zresztą nie mieliśmy dostępu do tak wymyślnych przeszkód, jakie znajdowały się podczas konkursów. Nie było zatem innego wyjścia niż zadowolić się tym, co jest. Zanim jednak zaczęliśmy skoki, ponownie dałem ogierowi chwilę przerwy w stępie, nie oddając mu jednak wodzy. Jedynie łagodnie je wydłużyłem i w stępie pośrednim prowadziłem gniadego po torze.
Po przerwie pobudziłem uwagę konia półparadą, po czym nabrałem lekko wodze, by chwilę później przejść do kłusa, a z niego do galopu. Jadąc w niewielkim półsiadzie, tuż nad siodłem, spokojnym galopem nakierowałem ogiera na pierwszą przeszkodę, w zasadzie będącą dalszą częścią rozgrzewki, bo docelowe przeszkody były nieco wyższe. W każdym razie była to masywna, leżąca płasko na ziemi kłoda, która mimo iż nie była wysoka, w przeciętnym koniu i jeźdźcu budziła respekt. My jednak wiedzieliśmy, po co się tutaj znaleźliśmy, więc raczej bez przeszkód udało mi się doprowadzić ogiera pod kłodę, sprzed której podyktowałem mu odbicie. W siodle usiadłem parę foule przed oddaniem skoku, na wypadek gdyby Unexpected postanowił się przesadnie rozpędzić do przeszkody. Dociążając jego zad, dodatkowo mu to utrudniałem, wymagając od niego równego galopu, co nie oznacza, że bałam się prędkości i nadmiernie wstrzymywałem konia. Nic z tych rzeczy; jako skoczek doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, jak ważna jest prędkość przy skokach i nie zamierzałem tego tłumić w Unexie, oczywiście w granicach rozsądku. W trakcie skoku byłem natomiast gotów wyjść ręką za ruchem konia, samemu przechodząc do niezbyt głębokiego półsiadu, by później nie mieć kłopotów z powrotem w siodło. Kostka mówi, że pokonanie pierwszej przeszkody wyszło nam wzorowo, zatem mogłem nabrać przekonania, że koń miał dzisiaj dobry dzień do skoków. Mimo to postanowiłem najechać na tę samą kłodę raz jeszcze, wykręcając w tym celu półwoltę, przez którą zawróciłem by skoczyć kłodę z drugiej strony. I tutaj niespodzianka - podczas najazdu poczułem, jak Unex spływa mi do lewej strony, wobec czego domknąłem go lewą łydką i wodzą, otwierając leciutko tę po prawej stronie, by następnie zamknąć konia w korytarzu z pomocy i z powodzeniem doprowadzić go do kłody, na której oddaliśmy kolejny udany skok.Liam - 2017-07-15, 14:27
Peter Pan napisał/a:
...
/Nie zwracać uwagi na chwilowe zaniku mózgu u postaci, to wina userki, przyznaję się
Liam powinien teraz paść na kolana z bukietem marchewek i przepraszać Petera za zniewagę, która widentnie krwi wymaga, ponieważ faktycznie mylenie siwka z cremello to czysta ignorancja, tylko, że przez ewidentne niedojelenie mózgowe u mężczyzny. Tak czy siak, starał się prowadzić swoją kremówkę tempem typowo roboczym, czyli zwyczajnie bez spiny, w końcu Liam sam nie uważał się za jakiegoś geniusza w crossie i miał świadomość, że niektóre ewentualne błędy Piotrusia są tylko jego ludzką winą, ale liczył się też z tym, że im później jakiś styl sobie wyrobią. O ile kremowy mógłby podołać w jeździe na styl, to Liamowi za samą gębę przyznaliby punkty karne, więc całą winę spokojnie można zrzucić na niego
Wracając do ich dzisiejszej majestatycznej jazdy, która na szczęście i jednocześnie nieszczęście nie była idealna (bo przecież L. swoje mankamenty nadrabiał humorem, czyli tylko pogarszał tym każdą sytuację), Hiszpan spokojnie (co było dziwne, bo on na wszystko reagował z wielką przesadą) spróbował przywrócić im swego rodzaju równowagę, którą utracili przy skoku, co pewnie nie wyglądało jakoś specjalnie dziwnie, ale mężczyzna w głębi duszy zachowywał się niczym paralityk. Był jednak usatysfakcjonowany w swego rodzaju sposób z uratowania sytuacji przez samego kremowego ogiera, resztę postanowił wyprostować sam i w czasie nie dłuższym niż dojazdowym do następnej przeszkody (miejmy taką nadzieję).
W drodze do drugiej przeszkody ten człowieczy ignorant jednak wyczuł zawahanie ogiera i jego chęć zrobienia z siebie katapulty, której to balastem w tym przypadku byłby nieszczęsny posiadacz krwi gorącej, w skrócie Liam. Mężczyzna jednak nie chciał odpuścić, jakoś trzeba przez przeszkodę spróbować przeskoczyć, dlatego też zaczął wykazywać jakąś inicjatywę w postaci wyłapania odpowiedniej długości wodzy, dodania zachęcającej łydki Peterowi w połączeniu z wypchnięciem go go przodu, podążając za ruchami jego ciała, jednak sygnalizując chęć zdecydowanego ruchu przed siebie. Jeśli ogier próbował wyjść z ustawienia, Liam domykał go, czym też próbował wrócić na wcześniej zaplanowany tor jazdy, czyli ten, który znajdował się w linii prostej za stołem, który trzeba było pokonać i z pewnością albo razem, albo pojedynczo (konisko po jednej, człowiek po drugiej) uda im się to wykonać.
Manewry w drodze mogły dać swego rodzaju efekt, ponieważ dojechali na tyle blisko, by móc oddać skok, jeden z tych dłuższych i w zamierzeniu wyglądających bardziej płasko, ale tak wychodziło w tym przypadku najlepiej. Nie liczyło się to, w jakim stylu na tę chwilę Piotruś odda skok, ważne, żeby się w ogóle przekonał do przeskoczenia tej przeszkody. Liam do ostatniej chwili utrzymywał ogiera w ustawieniu, by ten przypadkiem nie odskoczył w bok, ani nie wahał się zbyt długo. Mężczyzna w trakcie skoku manewrował swoim ciałem tak, by nie obciążać zbędnie ogiera, więc półsiad i wyjście do lekkiego odchylenia były wyrównane na tyle, by skok wyszedł pomyślnie. Jeśli po drodze się nie pozabijali, to po nieco koślawym skoku Liam "zarządził" nawrotkę na tę pierwszą, czyli stacjonatę, by jeszcze raz wszystko powtórzyć i tym z, miejmy nadzieję, lepszym wynikiem.