Winning Mood - 2013-12-30, 13:28 Dla Winninga chyba lepiej, żeby to klacz nie była, ale to wszystko wyjdzie w praniu. W końcu był ogierem, swoje popędy miał. Pytanie tylko, czy bardziej będzie chciał się poruszać czy latać za klaczą.
Zarżał krótko, jakby na przywitanie izabelowatej, a jednocześnie w odpowiedzi na pytanie Sary. Nie do końca je rozumiał, ale gdy zobaczył halę, oczy nieco mu się rozświetliły. Cieszył się, oczywiście i posłusznie poszedł za dziewczyną. Zwiesił głowę nisko i zaczął podkłusowywać obok blondynki, parskając głośno co jakiś czas. Marzył już o tym, żeby sobie pobiegać.
Jego wzrok co chwilę wodził po izabelowatej klaczy oraz kobiecie, która stała tuż przy niej. Uniósł głowę i naprężył się mężnie, aby pokazać klaczy wszystkie swoje atuty. Zarżał potężnie, a po chwili trącił swoją trenerkę chrapami w ramię.Sara - 2013-12-30, 19:06 Lepsza klacz niż dominujący ogier, który co chwila prezentowałby przed Moodem swoją wyższość. Szczerze wątpiła, że wtedy siwek nie stawiałby się równie bardzo. Widząc jak gier prezentuje się z najlepszej strony przed klaczą, niby się lekko uśmiechnęła, lecz przez uśmiech przebijał się lekki grymas. Właśnie wtedy zakleszczyła uwiąz bardziej w swoich dłoniach, nawet bardziej niż podczas podróży tutaj. Donośne, późniejsze rżenie Winninga dało o sobie znać, kiedy to wręcz zadzwoniło w uszach instruktorki. Szturchnięta przyjacielsko w ramię odwróciła wzrok i wbiła go wprost w siwka, uśmiechając się lekko poklepała go po łopatce i poprowadziła dalej od klaczy. Co prawda nie mogła uniknąć spotkania ich spojrzeń, ale miała cichą nadzieję, że będąc oddalonym od izabelowatej piękności Mood będzie nieco spokojniejszy. Powoli zaczęła posyłać go na koło, luzując przy tym lonżę. Pilnowała by ogier trzymał się koła i aktywnie poruszał.Anonymous - 2013-12-30, 22:39 Spuściła głowę, wypuściła powietrze z chrap i ruszyła stępem. Szła już spokojnie, choć nadal nieco dygotała po przeżytym stresie. Co jakiś czas rzucała na stojącą na środku lonżownika Nem niespokojne spojrzenia. Z czasem jednak uspokoiła się. Przekonała się, że nie ma się czego bać – jak na razie. Jednak do odczulenia od bata jeszcze długa droga, do rozluźnienia też. Cały czas szła spięta, skupiona na tym, żeby w razie co uciec jak najdalej. Co kilka kroków machała głową też – za uszami czuła nieznośny ból. Najwyraźniej kantar obtarł ją, gdy się szarpała.Winning Mood - 2013-12-31, 10:00 Jako, że klacz nie zwróciła na niego najmniejszej uwagi, Mood również przestał się nią interesować - co wyszło z pewnością na dobre jego trenerce. Teraz już szedł spokojnie przy jej boku i pozwolił się zabrać nieco dalej od izabelowatej, a kiedy dziewczyna poczęła kierować go na koło, posłusznie wykonał polecenie. Rozumiał doskonale jak będzie wyglądał jego trening, toteż nie zamierzał się sprzeciwiać. Win był z reguły grzecznym i poukładanym koniem. Czasami chciał się wyszaleć - taka jego natura - ale jeśli miał teraz możliwość pobiegać, nie miał zamiaru z niej rezygnować.
Kiedy tylko znalazł się na kole, zniżył głowę i szedł aktywnym stępem, uważnie co jakiś czas zerkając w stronę bata, znajdującego się tuż za jego zadem. Parsknął krótko i wrócił łbem do przodu. Podkłusował sobie, ale po chwili zwolnił, postanawiając poczekać na polecenie od trenerki. Miał nadzieję, że ta będzie chciała by trochę się wybiegał, ale powinna dać mu jeszcze trochę czasu na stępa. Choć był, wprawdzie, nudzący, to po takim czasie stania Winning powinien mieć nieco dłuższą rozgrzewkę.Sara - 2013-12-31, 14:30 Przez jeszcze dość długą chwilę nie pozwalała Wininngowi na zmianę chodu w szybszy. Cieszyła się w duchu, że postanowił ignorować klacz, było jej to na rękę. Nie miała ochoty użerać się z napalonym ogierem, już dziś to przechodziła ze swoim podopiecznym. Uznając siwka za wystarczająco rozstępowanego cmoknęła doń i batem lekko, aczkolwiek wyczuwalnie musnęła go w zadek, tym samym motywując do przyśpieszenia, puki co w kłus. Lonża nadal była luźna, tymczasem Sara uparcie pilnowała by koło po, którym porusza się Mood miało odpowiedni kształt. Dobrze wiedziała, że w tym ogierze kryje się nadmiar niespożytkowanej energii, którą koniecznie musi gdzieś wyrzucić. Mogłaby go wziąć na bardziej wyczerpujący trening, jednak najpierw chciała poznać bliżej kopytnego poprzez luźniejsze ćwiczenia. Lonża się do tego nadaje.
//Sorry, znów ta wena... ;-S Winning Mood - 2014-01-02, 23:00 A on grzecznie wszedł na koło i posłusznie chodził tyle czasu stępem, ile wymagała od niego trenerka. Czasem tylko podkłusował sobie delikatnie, ale szybko przestawał, więc właściwie blondynka nie musiała ingerować. Spuścił łeb do dołu, trzymając go niemal przy ziemi i wlekł się, stawiając wpierw powolne kroki, a gdy dziewczyna pospieszała go, poruszał się nieco aktywniej.
Pierwszą reakcją na cmoknięcie było postawienie uszu i pierwszy podryg do kłusa. Nie spodobało mu się jednak gdy dostał bacikiem po zadzie. Wystarczyło za zadem. Nie wolno było go dotknąć. Zatrzymał się i oparłszy na przednich kopytach, tylne wyrzucił za siebie, strzelając przy tym barana. Rozgniewany zaczął galopować, a kiedy w tym chodzie przebiegł jedno koło, przeszedł do bardzo energicznego kłusa. Parsknął głośno i machnął łbem.
Nie lubił bata. Zawsze posłusznie wykonywał polecenia, więc po prostu nie był potrzebny. Tylko go potrafił rozzłościć. To narzędzie zbrodni miało prawo przebywać za jego zadem i za nim machać, ale nigdy go dotknąć. Tak samo w pracy pod siodłem - był dobrym i grzecznym koniem. Czasem miewa swoje humorki, ale z reguły reaguje nawet na najdelikatniejsze pomoce. Nawet te słowne.Sara - 2014-01-03, 12:35 Widząc niemałe rozzłoszczenie ogiera napięła lekko lonżę. -Spokojnie.- Wydusiła z siebie dość stanowczo, ale nie agresywnie. Kiedy tylko się uspokoił i zszedł z galopu do kłusa, odetchnęła cicho. Dobrze, że nie musiała interweniować. -Już nie będę.- Pocieszyła siwka łagodnym tonem. Bat, który dotychczas znajdował się niebezpiecznie blisko zadu konia, teraz był nieco dalej, coby go nie denerwować, czy dekoncentrować. Wiedziała, że popełniła błąd, którego nie powinno być. Zrobiła to raczej z przyzwyczajenia, bo na jej konia zwykłe przysunięcie bata nie działa, ale przecież każdy jest inny. Bacznie obserwowała dalsze ruchy Mooda. Podobał się jej, jego sprawny ruch i równomierne tempo. Puki co pozostawała przy kłusie, jeszcze przyjdzie czas na galopowanie. Cały czas, bez przerwy pilnowała, aby koło, jak i tempo nadal były równe. Cóż, przy kolejnej pomocy do przyśpieszenia zapamięta co ma zrobić. Nie chce by kolejny raz ogier się zdenerwował i strzelił barana jak, to zrobił wcześniej. Większość czasu poświęciła na kłusowanie, jednak po kilkunastu minutach, pamiętając wcześniejsze zachowanie ogra, powoli przysunęła bat bliżej jego zadka, jednak nie dotknęła go. Galopem Mood mógł się nacieszyć przez kilka, długich minut. Oczywiście potem dawała pomoce do stopniowego zwalniania i w końcu zatrzymania. Podchodząc do konia, przy okazji zwinęła uwiąz. Poklepała siwka i pochwaliła po czym wyszła z nim.
zt.
//Sorry, że kończę tak szybko, ale teraz będę rzadziej na orcharda wchodzić i nie chcę cię blokować, gdybym nie miała możliwości odwiedzenia strony.Bastian Collins - 2014-01-21, 11:12 Przyszedł wraz z gniadym ogierem. Zapalił światło na hali i odłożył sprzęt gdzieś na bok, aby nie przeszkadzał w pierwszej części treningu. Widział doskonale, że z ogiera aż tryska energia i chciał mu pozwolić swobodnie ją spożytkować, nawet na szaleństwach. Był zwierzęciem, potrzebował ruchu i swobody, a Sebastian miał zamiar dać mu w końcu upust. Oczywiście po wcześniejszym, dość długim, rozstępowaniu się, bo nie wiadomo ile koń stał i jakby to wszystko mogło się skończyć.
Przypiął lonżę do wędzidła zaraz po tym jak odpiął od niego wodze. Przeszedł wraz z gniadoszem do środka lonżownika i skierował ogiera na koło, coraz bardziej rozciągając lonżę. Jego pysk, Bastian i zad konia stanowiły wierzchołki trójkąta, jaki starał się cały czas utrzymywać, stojąc na wysokości tylnych kopyt podopiecznego. Jednym bokiem owej figury był także bat, który wodził tuż za ogonem, ale który nie śmiał nawet dotknąć konia. Na spokojnie, bez nerwów.
- Stęp - wydał polecenie i zacmokał krótko, czekając na reakcję nieparzystokopytnego.Who Knows - 2014-01-25, 20:48 Who po drodze praktycznie cały czas to się rwał, to znowu uspokajał, przypominając sobie o dobrych manierach. To delikatnie podszczypywał, to trącał go delikatnie... Sprawdzał na ile może sobie pozwolić, czy mężczyzna będzie chciał się z nim bawić. W głębi duszy tak naprawdę w ogóle nie dorósł i ciągle był żądnym przygód źrebakiem. Tylko takim przerośniętym... Stulił na chwilę uszy, patrząc jak "staje się światłość". Przychodził tu zawsze w porach, kiedy bawienie się kontaktem nie było konieczne. Dał sobie podpiąć lonżę, stojąc spokojnie i tylko patrząc na niego brązowymi ślepiami. Kojarzył to ćwiczenie bardzo słabo... Tak dawno to robił, że praktycznie nic nie pamiętał. Dało się go wyprowadzić na koło, ale co chwilę musiał dostawać upomnienia, żeby przypadkiem nie wrócić z powrotem do środka. Skierował na chwilę ucho w jego stronę nasłuchując. Że ten zlepek dźwięków ma coś znaczyć? Phi! Na cmoknięcie oczywiście ruszył do przodu, czując niemą obecność bata. Nie bał się go jednak wcale, a cmoknięcie uznał oczywiście za zachętę do ruchu... Chyba bylejakiego. Dziarsko wystartował więc z kopyta, zaokrąglił lekko szyję, delikatnie szarpnął łbem, w pysku mielił wędzidło. Działająca jednostronnie lonża trochę go rozpraszała, ba, ograniczała. Who na razie kłusował sobie, wyciągając ciemne nogi naprzód, chwaląc się ładną akcją nóg. Mógłby oczywiście jeszcze zagalopować... Ale on tak z miejsca nie lubi.Bastian Collins - 2014-01-27, 22:26 Niestety Bastian nie mógł pozwolić ogierowi na bieganie w wybranym przez niego tempie. Zastany koń nie powinien od razu przechodzić do kłusa, a wręcz.. odbębnić nieco wydłużoną wersję rozstępowania się. Mężczyzna zaczął więc go zatrzymywać, delikatnie pociągając za linkę, opuszczając w dół bat, aby nie zachęcał do dalszego biegu i wydobywając ze swojej paszczy długie:
- Prrrr.
Jeśli koń posłusznie wykonał polecenie, zaczęli stępować, bez zbędnego poganiania go do szybszego tempa. Jego trening należało rozpocząć od podstaw, a nie wymagać od razu wypracowania mięśni czy poprawnego ustawienia. O pasie do lonżowania mógł więc na tę chwilę zapomnieć, a jedynie dać ogierowi możliwość wyrzucenia z siebie nadmiaru energii.
Jeśli natomiast Who Knows nadal przyspieszał i ani mu się śniło zwolnić, Bastian do skutku próbował to na nim wymusić. Uspokajał go głosem i nieco zawężał koło, kiedy gniady zbyt mocno się rozpędzał.Who Knows - 2014-01-28, 11:44 Jedno ucho skierował ku mężczyźnie, na znajomy dźwięk zwolnił trochę... Choć tak naprawdę do stępa zwrócił przez zwężane koło. Nie był w stanie wyrobić się w kłusie na tak ciasnym kole, czy już raczej wolcie, bo w rzeczywistości nie był jeszcze w ogóle rozciągnięty i kończyło się to dla niego ciągłym wypadaniem - to zadem, to łopatką. No i było mu to dość niewygodne... Posłusznie zwolnił więc do stępa, kątem oka obserwując Bastiana. Długie westchnienie wydobyło się z jego pyska.
Tak, bo Who taki zmęczony życiem! Szedł żwawym stępem, o sporym wykroku. Jakby prędkość miała mu pomóc pozbyć się tej zbędnej energii.Bastian Collins - 2014-01-28, 18:40 To nawet dobrze, że szedł żwawym krokiem. Bastian ani go nie popędzał, ani zwalniał. Pozwalał iść gniadoszowi w taki sposób w jaki chciał.
Kiedy przestępował już kilka okrążeń na jedną stronę, zmienili kierunek, aby pospacerował również w drugą. Na tę stronę wymagał już od niego nieco szybszego chodu, choć nie musiał konia upominać, gdyż ten sam z siebie zapewne szedł żwawo.
W końcu nastąpiła wiekopomna chwila, w której z ust Bastiana padło kolejne słowo:
- Kłus - mężczyzna cmoknął przy tym, zachęcając ogiera do przyspieszenia, jeśli ten jeszcze słabo reagował na same polecenie. Pospieszył go lekko bacikiem, w odpowiedniej odległości za zadem, ale nie na tyle mocno by zaczął brykać. Choć ostatnio i mi przydarzyło się lonżowanie superkonia, który strzelał barany, gdy tylko zobaczył bat w mojej dłoni.. ale to taka mała dygresja.
Przyglądał się uważnie ruchowi konia i musiał przyznać, że był on całkiem niezły. Gdyby tak o niego zadbać, mógłby być przyszłym championem.Who Knows - 2014-01-28, 19:22 Powoli sposób jego myślenia zmieniał się - Who zaczynał przestawiać się raczej na słuchanie poleceń niż próby wyrzucenia z siebie nadmiaru energii. Wysiłku umysłowego potrzebował tak samo mocno jak fizycznego! Jeśli nie bardziej... Był koniem myślącym prawie bez przerwy o wszystkim co działo się dookoła, a stanie w boksie powoli zamieniało go w gniadego ogiera zombie. Po prostu stawał się otępiały, spragniony tajemnic wszechświata, które czekały na rozwiązanie, a nie dane mu były jeszcze pod pysk...
Sorry, mi też się wywiązała niewielka dygresja... W każdym razie - jak już postanowił pracować, to na miarę swoich możliwości. Miał zamiar pokazać mu wszystko co uważał za dobre (a na razie niewiele tego było, bo nie miał mu kto pokazać, co wedle ludzi jest pożądane). Skierował ucho w jego stronę. Na cmoknięcie elektrycznie przeszedł z żwawego stępa do równie energicznego kłusa. Tu dało się dostrzec, że ogier sam z siebie angażuje zad, kroczy z równowagą, ładną trakcją nóg. Przy tym cały czas oczekiwał kolejnej komendy od Bastiana.
Może... Ale pojawiają się słowa 'Gdyby tak o niego zadbać' a niewielu w stajni jest ludzi, którzy podjąć by się chcieli ciężkiej pracy, jaką jest zajeżdżanie. Jedyne co Who już miał to geny i kilka porządnych cech po ojcu i matce...Bastian Collins - 2014-01-28, 19:39 Cóż. Może Bastian podjąłby się tego zadania? Koń naprawdę bardzo mu się spodobał. Ładnie się ruszał i miał potencjał. Z pewnością w przyszłości można byłoby mieć z niego wielki pożytek, a niejeden cieszyłby się z posiadania takiego ogiera. Niestety właściciel gniadosza najwyraźniej tego nie doceniał, gdyż nie odwiedzał podopiecznego już od dłuższego czasu. I tu rodzi się pytanie.. czy nie miałby nic przeciwko gdyby Bastian zajął się gniadym?
Mężczyzna ze swego rodzaju podziwem przyglądał się ruchowi gniadosza. Cmokał do niego co jakiś czas krótko, tylko upominająco, aby nie stracił swojego rytmu. Wydłużył nieco lonżę, aby koń swobodnie mógł się wyciągnąć i nie być cały czas skierowany ku środkowi na ciasnej wolcie.
- Stęp - powiedział po jakimś czasie, sprawdzając czy koń zareaguje na komendę. Jeśli tego nie zrobił, dodał po chwili "Prrr" i ponownie zmienił mu stronę, aby Knowsowi nie zakręsiło się w głowie.Who Knows - 2014-01-28, 20:42 Właściciel zapoznał go z czaprakiem... I tyle z niego pożytku, bo szybko zniknął i Who został sam. A trzeba przyznać, że chętnych na niego trochę było. Tylko czy okazaliby się w praktyce lepsi niż Zayn? To jest ciekawe pytanie.
Ale najwyraźniej gniady wychodził na prostą bez niego - jak widać ma już nowe ludzkie znajomości, wrócili też starzy znajomi... Może coś z tego wyjdzie. Trzeba przyznać, że Bastian był dla niego człowiekiem interesującym - nie miał jeszcze wielu okazji, by go wybadać. Wydawał się być raczej tajemniczym niż eksprywnym typem człowieka... Ale z poznawaniem takiego na pewno jest więcej zabawy! Na samo słowo 'stęp' Who nie zareagował, bo nie kojarzył tego jeszcze ze znaczeniem. Jedyne co rozumiał to cmokanie, prr i bat. Zwolnił dość niechętnie, bo jednak w żwawym tempie było mu zdecydowanie lepiej... Wiadomo, pozbywał się tego nadmiaru energii. A że jeszcze miał jej sporo to niedługo się wydało - zamiast grzecznie, energicznie kroczyć po kole w stępie, zaczął oczywiście wyrywać trochę do kłusa. Co dziwne - nadal był nastawiony na sygnały od Collinsa, ale jednak swoje maleńkie rogi pokazywał.