Illusion Sontesique - 2017-01-31, 20:04 Po wykonaniu poprawnie ćwiczenia przeszła do stępa, łapiąc oddech przed kolejnym zadaniem. Jej słaba kondycja dawała o sobie znać, bo klacz szła z szeroko rozwartymi nozdrzami, jakby ten galop był nie wiadomo jak bardzo wyczerpujący. Wyciągnęła przed siebie szyjsko, głośno parskając i zerkając na drugą parę, której obecność przestała jej przeszkadzać. Ba, nawet zaczęła ignorować fakt, że jest tutaj ktoś jeszcze, o ile nie byli za blisko. Pozbierana z powrotem ruszyła galopem, poruszając się po drugim śladzie na którym ustawione były drągi. Zdradliwe drągi, bo na jednych musiała się skracać, a na drugich poszerzać ramy co wcale jej się nie podobało. Początkowe próby przejechania przez pierwszy zestaw na którym miała się skrócić kończyły się tak, że próbowała uciec, albo przeskoczyć kilka drągów na raz, bo po co się męczyć jak i tak leżą blisko siebie. Z drugimi szło minimalnie lepiej, ale szału nie było, patrząc po tym jak się zniechęciła do tego na początku. Po kilku kolejnych próbach darowała sobie uciekanie, tym bardziej, że Chris wyposażony był w bat, którym bardzo nie chciała oberwać. Próbowała nawet skracać się jak należy, co nie wychodziło może książkowo, ale zawsze coś. Zmienili kierunek i powtórzyli wszystko od nowa, przy akompaniamencie chwilowych buntów spowodowanych niechęcią do ćwiczenia, które było dla niej dość skomplikowane.Carcassonne - 2017-01-31, 20:20
Alexander napisał/a:
...
Ciężko wyjeżdżać linię prostą kiedy brzuszek kiwa się na boki!:lol2: Oczywiście za klacz zerkał lubieżnym wzrokiem prychając pod nosem kiedy wyczuł jej zapach. Nie mniej jednak zawsze po próbach zwrócenia uwagi na klacz został sprowadzany do pionu co trwało przez czas wykonywania figur jak i cały fragment treningu. Na pomoce ruszył kłusem uaktywniając zad i lekko ganaszując się aby iść żwawym, chętnym tempem kłusa prowadząc się gładko i o równej linii. Na narożnikach i przekątnych wyjeżdżał gładko bez wypadania łopatką i z luźnym wygięciem. Na kolejne prace ogier rzeczywiście bardziej zaangażował zad spinając się nieznacznie i kierując uwagę na mężczyźnie. Zaczęli wyjeżdżać wolty, serpentyny i wężyki podczas których łuk i tempo ogiera wraz z pracą zadu i nóg był nienaganny. Zarzucał lekko przednie nogi a wędzidło stale żuł trzymając głowę w zebraniu, szyję w łuku a korpus i zad aktywne.
Uniesiony ogon do góry i ochocze tempo z momentami zawieszenia w kłusie pokazywały grację i piękno ruchu ogiera tym samym przekonując mam nadzieję Alexa do pochwały które uwielbiał <3.
Widząc pracę stajennego momentami skupiał na nim wzrok i słuch aby przypadkiem nie dostał od niego drągiem lecz po chwili znów wrócił do pełnej koncentracji na jeźdźcu.Christian Levrull - 2017-02-02, 10:00 Widział, że klacz mimo stałego treningu ma dość słabą kondycję, stąd po następnym ćwiczeniu zdecydował się, że da klaczy spokój. Jej problem w przypadku skrócenia/wydłużenia nie zaskoczył go, był świadom, że klacz nie ma jeszcze w pełni rozwiniętej równowagi, więc nie karał jej za "potknięcia", a po prostu stale kontynuował ćwiczenie. W trakcie chwili odsapnięcia pogładził karą po szyi, by po raz ostatni nabrać wodzy przed kolejnym ćwiczeniem.
Na sam koniec poprosił osobę z ziemi, by ustawiła drągi (dokładniej 5 drągów na 3.3 m na każdej wolcie) na kołach robionych na środku krótkich ścian. Kiedy wszystko było gotowe po nabraniu wodzy zamknął klacz w pomocach i ponownie zagalopował, wpierw na prawo. Wymagał aktywnego tempa, z dobrym galopem pod górkę na tyle, na ile potrafiła. Następnie wjeżdżał na każdej krótkiej ścianie w koła zawierające drągi, cały czas kontrolując dążność do ruchu naprzód, prawidłowego wygięcia po łuku, na którym skupił się najbardziej coby klacz poćwiczyła zgięcie, zrobił z 4 takie pełne okrążenia na tą stronę, by przesz kłus zmienić nogę i kierunek na lewo. Powtórzył to co wcześniej, w razie jakichś problemów nie wyjeżdżając od razu z danej wolty, a pozostając na niej póki klacz pozbyła się spięć i z lekkością przechodziła przez drągi w galopie. Kiedy Ill już płynnie i bezproblemowo pokonywała drągi pochwalił ją sowicie przechodząc do kłusa do żucia i chwilę kłusując z nią w dole w formie rozciągnięcia, następnie przeszedł z nią do stępa, zarzucił derkę za zad i rozstępował porządnie, zatrzymując się raz, by z siodła podać klaczy przysmak. Kiedy zsiadł opuścili halę.
{zt; trening liczony jako "rozruch" - 1 pkt szybkości i kondycji}Illusion Sontesique - 2017-02-02, 15:38 W momencie odpoczynku klacz powoli stępowała po hali, czujnie obserwując człowieka, ustawiającego kolejne drągi. Ostatnie ćwiczenie zdążyło ją podirytować swoim poziomem trudności, dlatego teraz przeżuwała wędzidło w pysku, powoli się uspokajając. Trening jednak już dochodził do końca, więc nie czuła potrzeby, by wkurzać się jeszcze bardziej. Posłusznie przeszła do galopu, już od początku wyrabiając sobie dobre tempo i zaczęła wyjeżdżać koła na krótkich ścianach. Wyginała się na nich jak mogła, pokonując tak cztery okrążenia na każdą ze stron. Na początku nie szło jej to perfekcyjnie, ale w miarę pokonywania kolejnych okrążeń szło jej już lepiej. Niedługo po tym przeszła do kłusa, schodząc głową w dół, by się porozciągać, a gdy i tego jej starczyło zwolniła do stępa. Po krótkim rozstępowaniu wróciła razem z mężczyzną do stajni.
ztEva - 2017-02-03, 19:10 Jako że prawie wszystko było zajęte, Eva zdecydowała się przyjść z ogierem na halę. Było to miejsce gdzie trenowało obecnie mało par, dzięki czemu liczyła na przyjemniejszy trening bez spięć. W końcu nie wiedziała jak koń zachowa się w natłoku kilku par, które jeszcze dodatkowo każda co innego ćwiczyła. Po drodze tutaj zachowywała się mniej więcej jak na drodze na myjkę w stajni, więc zakładam że jakoś przyzwoicie dotarli do hali. Po wejściu na nią krótko rozejrzała się po wnętrzu, klepiąc ogiera po umięśnionej szyi. Nie przeszkadzając drugiej parze oprowadziła go wokół hali, by ostatecznie podstawić go pod schodkami. Tam poprawiła sprzęt który na nim spoczywał, by w końcu dosiąść gniadosza. Zakładając że nie wydarzyło się nic niekontrolowanego, poprosiła ogiera o stęp po śladzie wzdłuż ścian. Jak nie wydarzyło się nic wcześniej ani teraz, to zostawiła mu jak na razie długą wodzę.Machiavellian Z - 2017-02-03, 20:40 W sumie w jego przypadku to brak koni na hali jest atutem, wszak nie musiałby się skupiać na innych koniach, zwłaszcza ogierów, których postrzegał jako zagrożenie. Uznając, że miejsce to jest stosunkowo puste lub mało zatłoczone, Macho spoglądał uważnie na miejsce, w którym się pojawili. Baczył na ściany, przeszkody pozostawione same sobie, a nawet na podejrzany piasek, który przesuwał się pod jego kopytami. W końcu został podprowadzony pod schodki, gdzie dziewczyna wsiadła na jego grzebiet. Uprzednio sprawdziła rząd będący na jego grzbiecie. Naciągnęła czaprak, dociągnęła popręg, przerzuciła wodze do jednej ręki, uniemożliwiając mu ewentualnie schylenie, a próbował! Ale owa napięta wodza mu na to nie pozwoliła. Następnie uzyskał delikatną łydkę i prośbę o ruch na pierwszym śladzie. Ruszył zatem. Mając stosunkowo luźną wodzę, mógł sobie pozwolić na wyciągnięcie głowy do przodu i bujanie nią w rytm swojego kroku.Eva - 2017-02-03, 21:33 Na ich szczęście pracowała tu tylko jedna para, która była dość zajęta sobą i nie zwracała na nich uwagi. Eva miała dokładnie ten sam zamiar wobec ich duetu, a miała szczera nadzieje że jej plan się uda. Ogier był tu stosunkowo krótko, więc nie od razu chciała go rzucać na głęboką wodę. Jednak ostatecznie dopiero wszystko się okaże jak to będzie, bo przecież czort to obecnie wiedział. Na szczęście ogier zachowywał się na razie bez zarzutu, co nie ukrywajmy ją cieszyło. Na szczęście obyło się bez jakiś niespodziewanych zwrotów akcji, a kobieta pozwoliła mu na dużo luźnego stępa na początek. Z jedną drobną rzeczą - zmieniali kierunek oczywiście, bo nie chcieli jechać ciągle na jedną stronę. W tym celu ściągała ogiera zawsze na przekątną hali w celu dojechania do jej końca i pojechania w drugą stronę. Pilnowała jego jednak aktywnego tempa oraz jazdy po wyznaczonym śladzie, czego skrzętnie pilnowała. Po stępie około 15minut na obie strony, kobieta stopniowo zaczęła nabierać wodzę na kontakt, uaktywniając także w pracę dosiad i łydki. Chciała aby ogier uaktywnił w swoją pracę również zad, bo z czasem miał im się stać bardzo potrzebny. Jeśli się im to udało to krótka pochwała głosowa, by przejechać długą ścianę i zabrać się do konkretów. Wyjechali narożnik by się znaleźć na krótkiej ścianie, gdzie w jej połowie kobieta zabrała konia na woltę. Odpowiednio prowadziła go oczywiście pomocami, które grały tu dość ważną rolę. Wewnętrzną łydkę przycisnęła do popręgu, by wygiąć od niej konia na ów wolcie. Zewnętrzną przesunęła za popręg, by pilnowała zadu konia. Wewnętrzną wodzą nadawała mu kierunek ruchu i zgięcie, zewnętrzną ograniczając i domykając wszystkiego. Zachowując też nie zmienne tempo i zaangażowanie konia w pracę, a przynajmniej starając się.James Levrull - 2017-02-03, 23:00 Pojawił się na hali rekreacyjnej, jako, że była tu zaledwie jedna, pracująca para, co nie utrudni niczego w trakcie naskakiwania klaczy. Stanął na środku, klepiąc klacz po szyi i regulując wszystkie elementy, następnie na schodkach wsiadł w siodło, wcześniej przytrzymując ją, by nie ruszyła. Kiedy usadowił się w siodle ruszył stępem na długim kontakcie już od początku zapraszając lekką pulsacją klacz do pójścia w dół na długą szyję, coby porządnie się rozciągnęła od samego początku. Postępowali porządnie, w między czasie kręcąc niezobowiązujące zawijasy, gdzie James starał się jedynie nieznacznie ją kierować wodzą/łydką/dosiadem nie zmieniając ustawienia "na luzie" w dole, robiąc to jako swego rodzaju rozgrzewkę, ale i również chcąc zobaczyć jak klacz reaguje na jego delikatne na początek pomoce. Po jakimś czasie zatrzymał się ściągając derkę i odwieszając ją na jeden ze stojaków.
Kiedy ruszył nieznacznie zaczął skracać klacz, nadal jednak wymagając ustawienia do dołu, tak by maksymalnie uwypuklić i rozgrzać plecy, podpierając ją dołem w łydkach zakłusował na ścianie nie zmieniając ustawienia. Starał się cały czas rozluźniać ją półparadą, samemu też pomału ucząc się jej reakcji. Po zmianie kierunku i parę kółek kłusa na drugą zaczął wprowadzać większe koła i inne łuki, nadal jednak nie podnosząc ustawienia, a pracując z klaczą jak z młodzikiem. Co nie zmieniało faktu, że na kołach była prowadzona na zewnętrznych pomocach, wewnętrznymi ją wyginając i rozluźniając. Do tego mocno pilnował, by klacz utrzymała stałe, aktywne tempo, często też zmieniał kierunki.Vivance Roscoe - 2017-02-05, 00:05 Klacz podążała ufnie za swoim przewodnikiem, ktory szedł dziarsko przed siebie. Ukradkiem spojrzała na ogiera, ktory szedł po ścianie. Zastrzygła naprzemiennie uszami, by po chwili podrzucić głowa do góry, a ostatecznie zatrzymać się przy schodkach. Przyjęła chętnie klepanie po jej szyi, wszak lubiła każda formę kontaktu z człowiekiem. Tęskniła, naprawdę tęskniła za troską ludzi. Zdawałoby się, że przestali się już nią interesować. Lisa wciąż wracała do jej boksu, a potem znikała. Ale może tym razem nie zniknie znowu? Tego nigdy nie wiedziała. Kiedy podciągnął popręg, klacz na chwilę położyła uszy po potylicy wyrażając swoje niezadowolenie. Ale to było chwilowe. Dodatkowo chwile potem na jej grzebienie siedział James. Poczuła delikatna łydkę przyłożoną do jej boksu, jak i znaczny impuls dosiadu. Ruszyła dosyć wyrywnie do przodu, by w końcu ustabilizować tempo i rozluźnić się nieco. Zachęcona sygnałem, klacz podążyła głowa w dół, wyciągając ją tym samym. Bujala dodatkowo głową w rytm swoich kroków. W międzyczasie wymagał od niej niezobowiązujących wywijasow na podstawie dosiadu. Na szczęście klacz nie stawiała się, wszak jeźdźcy, którzy zwykli na niej jeździć przykładali uwagę na to, aby Vivance porządnie reagowała nawet na najdrobniejsze pomoce. Możesz oddać jej cała wodze, jeśli wiesz jak prowadzić ją dosiadłem, wówczas zrobisz wszystko, co chcesz. Dodaj władzę nad wodzami, a dokonasz o wiele więcej. W pewnym momencie z jej grzbietu zniknęła derka. Zdążyła juz nieco się rozgrzać, choć chłód trochę jej doskwieral. Zatrzęsła się lekko. Kiedy ponownie wrócili na ślad, James zaczął wymagać skrócenia jak i dolnego ustawienia od gniadej. Automatycznie musiała uwypuklić swoj grzbiet, aby wykonać to bez spięcia, co mogłoby prowadzić potem do utrudnienia pracy. Potem przyszedł kolejny sygnał, który sprawił, że klacz zakłusowała. Nie było to zbyt zgrabne przejście, wszak wyrwała się na chwile podnosząc głowę do góry. Musiala jakos zachować równowagę. Jako, że James wymagał niższego ustawienia, musiała szybko się dostosować. Czując lekkie półprawdy Vivance mieliła ochoczo swoje wędzidło, poddając się temu działaniu. Było na swoj sposób takie relaksacyjne? Dawała wyraźny sygnał, że szukała stałego kontaktu. Koła, wolty wykonywała w sposob nienaganny. Choć pierwsze próby nie były tak obiecujące, wszak była nieco usztywniona, przez co gorzej pracowała szyją. Kolejne próby wykazywały stopniową poprawę.Machiavellian Z - 2017-02-05, 00:15 Był stosunkowo nowy w tej stajni, trzeba przyznać. Jednak nie stawianie go w takich sytuacjach było dla niego zwyczajnym procederem. Często był stawiany w sytuacjach, gdzie nie czuł się komfortowo jako roślinożerca. Wszelakie hale były do siebie podobne, jedynie zapachy wypełniające je nie były takie same, to samo tyczyło się dźwięków. Ogier miał uszy postawione na sztorc, co chwile zmieniały pozycje. Nasłuchiwały wszelkich niebezpieczenstw? Idąc stepem ogier poruszał się swobodnie do przodu, z uwypuklonym grzbietem z pyskiem wyciągniętym ku ziemi. Po przekątnych poruszał się o ciele stosunkowo prostym. Jego tylne kopyta, przekraczały ślady przednich, co zwiastowało odpowiednie aktywne tempo. W końcu stopniowo wodza zaczęła się skracać, jak i praca dosiadu wzmacniać. Macho tym samym musiał się temu poddać i dopasować odpowiednie ustawienie, oparte na solidnym kontakcie. Jego zad działał bez zarzutów. Choć na poczatku faktycznie próbował się trochę obijać, ale najwidoczniej Eva nie miała planów, aby ominąć to niedopatrzenie. W narożniku nastąpiła wolta, gdzie ogier zaczął pracować mocniej zadem, jak i przodem, wyginając się według jej łydki. Musiał zachować równowagę, a jedynie takie ustawienie dawało mu komfort wykonywania takiej figury, samej Amazonce rownież. Wszak mogła się wtedy dobrze dopasować do siodła przylegającego do jego grzbietu.Watchman - 2017-02-05, 17:01
Jessie napisał/a:
W kontrolowany sposób pozwoliła Watchmanowi na dodanie w galopie. Miała na celu odblokowanie jego pleców i uruchomienie zadu, więc chwila takiego porządnego galopu w półsiadzie powinna zdziałać cuda. Po pewnym czasie zapragnęła zmienić kierunek, w tym celu skróciła nieco konia w galopie do tempa roboczego, po czym przeszła do kłusa. W owym chodzie zmieniła kierunek przez ujeżdżalnię i ponownie zagalopowała w najbliższym narożniku, na drugą stronę oferując Watchmanowi taką samą porcję galopu.
Następnie przeszła do kłusa, w którym wzięła karego na koło i zachęciła go do wyżucia wodzy, wciąż anglezując. Nie zapomniała o tym, by pomóc ogierowi w ustawieniu się na kole (dużym, o średnicy dwudziestu metrów) i w zachowaniu równowagi poprzez ciągłe aktywizowanie zadu tak, by nurkując nosem na uwalił się na przodzie. Była to forma zarówno nagrody, jak i odpoczynku dla czterolatka. Kolejno poprosiła go o stęp w ramach odsapnięcia, na długiej wodzy, lecz wciąż na kontakcie. Prowadziła karego w łydkach po drugim śladzie, dosiadem cały czas współgrając z jego ruchem i pojedynczymi półparadami zachęcając go do zachowania przepuszczalności. Kiedy już odsapnął, ponownie ruszyła go kłusem, znowu zabierając się za pracę na drągach, połączoną z przejściami. Jej celem stały się cavaletti ustawione w ilości sztuk pięciu po linii prostej, na które najeżdżała w obu kierunkach, zawsze wykonując wystarczająco długie najazdy by mieć czas na wyprostowanie karusa. W międzyczasie robiła przejścia kłus-stęp i stęp-kłus tak, by ogier nie wiedział czego się spodziewać i był zaciekawiony jazdą.
Na sam koniec jazdy, która miała służyć wyłącznie rozruchowi po przerwie, zaproponowała ogierowi parę ustępowań w stępie. Aby możliwie maksymalnie ułatwić mu zadanie, robiła ustępowania w kierunku ściany od linii ćwiartkowej, więc Watchman nie powinien mieć problemu z zachowaniem wyprostowanej sylwetki, czego zresztą pilnowała zewnętrzną wodzą i łydką. Między poszczególnymi ustępowaniami robiła mu oczywiście chwilę przerwy na pojechanie na wprost, co by mu służyło to ćwiczenie i widział wyraźną różnicę między łydką do ustępowania, a łydką do ruchu naprzód.
Na tym skończyła dzisiejszą jazdę i na czas końcowego stępa okryła karego derką, zaś po kwadransie stępa zsiadła i wyszła z Watchmanem do stajni. /zt
Wyciągnięcie kroku nie spotkało się z żadnym oporem, więc Watch swobodnie wydłużył foulee i przez dłuższą chwilę utrzymywał naprawdę aktywne tempo, ciesząc się chwilą rozluźniającego galopu. Sygnał łydki i mocniejszy nacisk wędzidła przyjął ze stoickim spokojem, przechodząc z powrotem w galop roboczy, z rozluźnionym i uwypuklonym lekko grzbietem. Podczas chwili kłusa dało się wyraźnie wyczuć, że ogier o wiele chętniej w tym tempie wkracza nogami pod kłodę i trzyma się pełnego, dokładnego ustawienia. Rozluźniony i zadowolony z poprzedniego zagalopowania tym razem pozostał w galopie roboczym, nie tak chętny do szarżowania naprzód. Płynnie zszedł w niższy chód,wygiął się wedle jej wskazań przy samym wejściu na koło... Prośba o żucie sprawiła jednak, że zafalował lekko i zaczął wypadać trochę łopatką, co szybko skorygował po wyczuciu łydki amazonki. Z zadowoleniem mielił wędzidło, schodząc nosem coraz niżej ku ziemi i uwypuklając wyraziście plecki. Widać było wyraźnie, że utrzymanie równowagi i ciągłego wygięcia pochłania sporą część jego uwagi i nie jest jeszcze najprostszym zadaniem. W końcu karosz został całkiem niedawno zajeżdżony! Z kłusa przeszedł w dość energiczny stęp, bez leniuchowania i tracenia zaangażowania. Uspokoił oddech, z zaciekawieniem rozglądał się wokół, zastanawiając się, jakie kolejne zadania postawi przed nim Jessie?
Nieco zbyt porywiście wkroczył w kłus i odważnie najechał na drągi, początkowa niepewność zniknęła po stanowczym zapoznaniu z cavalettkami. Dało się zauważyć też pewną poprawę - większość przejazdów przez "przeszkody" odbyła się bez puknięć, zapewne dlatego, że ogier szybko zwrócił ucho ku amazonce i wsłuchał się w wysyłane przez nią sygnały. W końcu serwowała mu co chwilę ćwiczenia pobudzające czujność, musiał być cały czas gotów na sygnał i nie do końca wiedział, którego z nich się spodziewać. Dlatego, że karus chciał reagować możliwie najszybciej, a niekoniecznie najdokładniej, bywało, że zmiany chodów były trochę urywane, nagłe i nie do końca przyjemne dla jeźdźca.
Uzyskane podczas pracy na drążkach skupienie przydało się przy ustępowaniu - Watch przyjrzał się bowiem dokładnie łydce do ruchu naprzód i w bok, ustępowania znaczy się. Zachowanie równowagi i wyprostowania nie było wyzwaniem, szczególnie, że wykonywał to ćwiczenie w stępie i przy wyraźnych pomocach od jeźdźca, który zapewne był gotów na natychmiastowe korygowanie błędów karusa. Trening wyraźnie go rozluźnił i pozwolił mu pozbyć się spięć nabytych podczas dłuższej przerwy od regularnej i bardziej wymagającej pracy, wracał do stajni odprężony i lekko podmęczony.
[z/t]James Levrull - 2017-02-06, 14:07 Od samego początku mężczyzna poczuł, że klacz działa na guziki, co ostatnimi czasy nie mógł powiedzieć o koniach, które przewinęły się pod nim. Stąd zapowiadało się, że współpraca z klaczą będzie samą przyjemnością. Widząc, że klacz delikatnie działa na pomoce postanowił nieco udelikatnić się w działaniu swoich, coby z siłą nie przesadzić i klaczy nie zniechęcić.
Jako, że nieco rozgrzali się w dolnym ustawieniu zaczął pomału klacz podnosić do wyższego. Dla lepszej kontroli siadł w ćwiczebny biorąc klacz na siebie, zamykając dołem zaczął sekwencję półparad, które miały zachęcić ją do wyższego ustawienia potylicy, odpuszczenia w niej i automatycznego zaokrąglenia się. Czuł czasami sztywność stąd nie działał na siłę, na chwilę znów wprowadzając ją do niższego ustawienia, wprowadzając na ciasną woltę, gdzie odpowiednio prowadził ją na zewnętrznych pomocach i ponownie wrócił pod podnoszenia po takiej chwili uelastycznienia jej. Już po jakimś czasie została na jego ręce w wyższym ustawieniu, właściwe zebraniu, gdzie nie tracąc aktywności rozpoczął ćwiczenia jak wcześniej wolty i półwolty w formie dalszej gimnastyki.
Do tego nie zmieniając tempa i ustawienia klaczy rozpoczął najazd na linię środkową, gdzie ustawione były drągi na kłus na 1.4 m czyli dość szeroko, ale miały zmobilizować klacz do otworzenia się w ramach i pokrycia drągów bez zbędnego wychodzenia z ustawienia, stąd musiała mocniej uaktywnić plecy jak i zad. Po każdym najeździe zmiana kierunku i najazd z drugiego. Po jakimś czasie z pomocą osoby z ziemi drągi te zamieniły się na cavaletii 1.3 m, gdzie działał analogicznie nie licząc tego, że ręka stała się bardziej idąca za jej ruchem umożliwiając lekkie pójście w dół, jako, że takie cavaletii mogły być po lekkiej przerwie problematyczne dla klaczy.Valentino - 2017-02-06, 14:24 Na hali jak myślę przez stosunkowo wczesną porę gościła tylko jedna para. Myślę jednak, że nawet z nią tłoku tutaj nie było i każdy miał kawałek ziemi dla siebie. Sprawdziwszy sprzęt dosiadł ogiera z lekką niepewnością w ruchu następnie prowadząc wolnym stępem go wzdłuż ścian hali. Męskie bryczesy nie odpowiadały jego ,,byczej'' budowie lecz cóż mógł poradzić - w takiej stajni nie wypadało nosić jeasnów i kowbojek .
Pozwolił ogierowi na ponad 10 minut swobodnego stępowania w tym czasie zapoznając się z jego ruchami i zachowaniami. Lekkie pomoce półparady oraz zapomniane ustawiania dosiadu i łydek spowodowały myślę ładne wyjechanie narożnika z czego sam z siebie Valentino był dumny. Tyle lat bez wożenia 4 liter na końskim grzbiecie jednak dawało się we kości. Nie mniej jednak po tym stępowaniu i stępowaniu wypchnięciem ogiera z miednicy poprosił go o kłus zbierając gładko wodze do zebrania i unosząc w gracją łabędzia swe tarzanowate ciało w anglezowaniu . Pokonywali pokolei różne wolty i serpentyny nie przeszkadzając drugiej parze w treningu oraz dbając o ruch poprzez lekkie skupianie Moma na sobie półparadami i pracy łydek, kontaktu i dosiadu nad łukiem i stałością tempa.
(krótkie, zapoznawcze XD)Vivance Roscoe - 2017-02-06, 14:33 Klacz zauważyła zelżenie nadawanych pomocy. Nie zniknęły one całkowicie, lecz zmieniły swoje natężenie, co doceniała. Lubiła współpracować z człowiekiem, a nie szarpać się z nim bez powodu. Powoli James podnosil jej ustawienie za pomocą sekwencji półparad, jak i dosiadu. Jej potylica automatycznie powędrowała nieco wyżej, a grzbiet został widocznie zaokrąglony. Dodatkowo musiała mocniej zaangażować zad, aby napędzać ruch, którego jeździec wymagał. Po wejściu na woltę gniada delikatnie żując wędzidło uzyskiwała optymalny dla siebie kontakt. Jako, że ćwiczenie to było wielokrotnie powtarzane, klacz, w którymś o wiele sprawniejnporwdzila sobie na kole, lekko gnać się od wewnętrznej łydki, pozostając dodatkowo zamknięta przez tą zewnętrzną. Nie wpadała dzięki temu an zadem, ani łopatka, a to już był sukces rozgrzewki. Już z daleka obserwowała drągi, wszak kojarzyły jej się dokładnie z tym, co lubi najbardziej, dlatego teraz, gdy James nakierował ją na nie, Viv pokonywała je tak, aby przypadkiem nie trącić żadnego z nich, zatem pokonała je poprawnie. Oczywiście nosem nurkowała w dół jednocześnie rozciągając mięśnie grzbietu oraz rozluźniając kręgosłup dając przyjemne uczucie bujania w siodle. Jako, że dragi były ustawione jak ustawione, musiała mocniej zaangażować zad, jak i lekko rozciągnąć się, ale pozostając w ustawieniu. Zmiany kierunków, jak i ponowne najeżdżanie nie robiło na niej żadnej różnicy. Przechodziła ponownie. Bystro idąc na nie, bez próby slalomu przed i przechodząc je całkiem równo, zachowując równowagę.Eva - 2017-02-06, 18:32 To miało swoje plusy że był nowy, przydawała się świeża krew w stajni. Wystarczyło dobrze poznać konia i ewentualnie związać z nim jakieś bliższe plany, albo przynajmniej odwiedzać go raz na jakiś czas i ruszać go tu i tam. Za pewne dla niego to nie było nic nowego, bo przecież nie był świeżakiem lub młodzikiem bez łba na karku. Tu nie spotka przecież nic co będzie go chciało go zejść, to były tylko inne pary koń-człowiek. Co najwyżej stuknięte konie które mogłyby tu być mogły mu zagrażać, ale raczej tu takich obecnie nie było. Starała się by ogier jak najlepiej i najbezpieczniej się pod nią czuł, starała się też by jasno odczytywał jej pomoce. Gdyby postanowił zwalniać to Eva jednak zachęcała go do aktywniejszego chodu, a jeśli miał problem z wejściem na ustawienie to mu pomagała na nowo tak jakby. Luzowała na moment pomoce, by spróbować wejść na nie jeszcze raz i lepiej. Starała się poprawnie wysiadywać go i ułatwiać mu tym samym pracę, co im jak na razie fajnie wychodziło. Po zamknięciu ów koła wrócili na ślad, by na tą stronę wykonać jeszcze wężyka i serpentynę. Powadziła go pewnie na pomocach, by zaraz lekko naprostowywać go na figurach i przestawiać na drugie pomoce, by ją zamknąć w odpowiednim punkcie. Potem zmiana kierunku przez przekątną, by powtórzyć te same ćwiczenia na drugą stronę. Wysyłała mu te same pomoce co poprzednio, starając się by wyszło jak najlepiej. Pamiętała o pochwałach, co powinno też motywować ogiera do działania. Przed przejściem w wyższy chód przećwiczyli jeszcze przejścia między chodami. Do zejścia do zatrzymania uprzedzała półparadami i potem wysyłała pełną paradę, spinała krzyż i ściągała wodzę. Natomiast powrót do stępa to była tylko półparada, dołożenie łydek i wypchnięcie z krzyża. Powtórzyli kilka razy przejścia, by ostatecznie w stępie zastosować pomoce do przejścia do kłusa. Kiedy się to udało pozwoliła mu na chwilę kłusa - luźnego kłusa, oczywiście na obie strony by znów się rozruszać przed poważniejszymi ćwiczeniami.