Dija Vakker - 2014-01-26, 10:47 Aż mi się cisnęło "co się kur*a stało, że we mnie wjechałeś" Ale jak było widac byłam w stanie się powstrzymac.
Gdy mężczyzna zrównał się ze mną, odwróciłam głowę w jego stronę.
-Właśnie miałam o tym mówić, że z kolei jak ja tu zajeżdżam to nigdy o tej porze nie widziałam by ktoś się tu pojawiał. Zwykle byłam sama, ale nie.. dziś po prostu miałam pecha. Bo wjechał we mnie diabeł. - Mruknęłam
lustrując go wrednie swoimi oczami.
-Ekhm. -
Znów chrząknęłam dość głośno.
-Już w ramach przeprosin poczęstowałbyś mnie przynajmniej fajką.-
Zasugerowałam swoimi słodko-zadziornym głosem. Wsunęłam jedną z dłoni do kieszeni kurtki.
-Dobra, papiery będzie trzeba zaraz wypełniać, no chyba, że stać Cię i wszystko opłacisz łącznie ze swoim gratkiem. -
Posłałam swój ironiczny uśmieszek ukazując w nim swoje białe, równe zęby.
W środku już moje podkurwienie dawało się we znaki, a ja jeszcze się tylko zastanawiałam gdzie my to wszystko pozałatwiamy i to kurfa w nocy niemalże w środku lasu.
Że też się wybrał tędy na skróty... i nie mógł zwolnić? No nie mógł??
Nerwowo przestąpiłam z nogi na nogę kucając zaraz przy swoim reno i wpatrywałam się we wgniecione miejsce przez Rovera.
Westchnęłam ociężale przenosząc bezradne spojrzenie na mężczyznę.Randolph Varmus - 2014-01-26, 11:25 Zmrużył lekko oczy, zatrzymując je z cholerycznym zacięciem na twarzy Olivii. Wyciągnął do niej paczkę z Camelami, z wystylizowaną, sztuczną grzecznością uśmiechając się.
-Tak, jasne, czekaj... w bagażniku mam sejf, zaraz go otworzę. - rzucił spokojnym, choć jadowitym tonem. Zacisnął mocniej szczękę, biorąc głębokie wdechy, starając się uspokoić. No tak, nerwy zżerały nie tylko dziewczynę, ale też jego. Był już prawie na granicy, jeszcze krok, a stanąłby i wykrzyczał, że ,,akurat musiał wjechać w blondynkę".
-Najpierw to trzeba zadzwonić po policję... - Wyciągnął mozolnie telefon z kieszeni, wybierając wszech znany wszystkim numer. Rozmawiając z policjantem z dyspozytorki uspokoił się troszkę, żyjąc od teraz nadzieją, że wszystko pójdzie jak z bicza strzelił. Samochody zostaną odholowane, a im, parze rozbitków, zostaną przydzielone z ubezpieczalni samochody, na czas rozwiązania sprawy i uzyskania odszkodowania.
-Wysyłają już kogoś, holownik też przyjedzie. - Oznajmił rzucając peta na ziemię.Dija Vakker - 2014-01-26, 11:59 Sięgnęłam po papierosa od mężczyzny i chwilę później odnalazłam zapalniczkę w swojej kieszeni. Zapaliłam papierosa i zaciągnęłam się, ale nie zbyt mocno. Za delikatne miałam gardło..
-Oh, naprawdę Cię stać? Może jeszcze podzielisz się diamentami ukrytymi w swoim sejfie?-
Musiałam aż odpowiedziec tym samym jadowitym wzrokiem spoglądając na jego twarz. Niestety wyraz jakoś mojej buźki zaraz złagodniał jak tylko słyszałam jego rozmowę z polijcantem. Zaczęłam nie skupiać się na tym co przed chwilą miało miejsce , co się wydarzyło i jak się potoczy.
Zaczęłam po prostu myśleć o tym jaki ma głos, jaki kolor włosów, zaczęłam go po prostu jakoś przyglądać mu się ale łagodniejszym okiem.
Wyrwał mnie jednak z zamyśleń i akurat brałam przedostatni buch papierosa.
-Oczywiście, poczekamy.. mam nadzieję, że szybko to załatwią. -
Ostatni buch i wyrzuciłam peta wgniatając go butem w ziemię.
Wzięłam głęboki wdech i bezradnie zaraz wypuściłam powietrze ustami. Objęłam się mocniej dłońmi, chcąc uchronić się od zimna..
W tym momencie uciekłam myślami do ubezpieczeń i jeszcze raz od początku zaczęłam analizowac jak do tego doszło.Randolph Varmus - 2014-01-26, 12:25 - Diamenty? - obruszył się widocznie -Diamenty to ja trzymam w du... - zawiesił swój podniesiony głos, przecierając dłonią oczy, uświadamiając sobie co miał w zamiarze powiedzieć. -... w kieszeni kurwa, w kieszeni...- zakończył zrezygnowany. Obszedł oba samochody, nie chcąc tracić nagromadzonego przez gniew i gorączkę ciepła.
Raz za razem poruszał niemo ustami, uskarżając się sam do siebie, jak to miał w zwyczaju.
-Długo masz już prawo jazdy? - rzucił podchodząc do bagażnika swojego samochodu, otwierając go bez większego problemu, bo podczas zderzenia, siła jaka się wytworzyła, poluzowała każdą możliwą część randolphowego gruchota.
Wygrzebał z torby koc polarowy, jaki zawsze miał przy sobie; mężczyzna znajdował się w różnych sytuacjach, a i kto wie czy się w stajni nie przyda.
Otrzepawszy koc z wiórków i słomek siana, zarzucił go dziewczynie na ramiona.-Proszę. - Uśmiechnął się mizernie.Dija Vakker - 2014-01-26, 12:37 -W dupie chciałeś powiedzieć, bądźmy szczerzy. Jesteś tak podirytowany jak ja. -
Mruknęłam już nieco rozbawiona samym tonem głosu mężczyzny i jego chęcią wyładowania jakoś złości.
-Skoro masz...to po co to wszytko? Opłaciłbyś moje auto,swoje..
a kto wie , kupilibyśmy sobie lepsze auta. -
Nie była to może najlepsza pora na dowcipkowanie, ale mnie akurat wzięło..
-Nie, nie długo, ale nigdy jeszcze nie wepchałam się nikomu.. ani też nie miałam innych sytuacji, które miałyby świadczyć o tym, że nie najlepszy ze mnie kierowca. Jeśli chcesz zrzucić winę na kolor moich włosów, to nawet nie próbuj.-
Rzekłam wyciągając wskazujący palec i przymrużyłam oczy patrząc na niego ostrzegawczo.
Jakbym teraz popatrzyła na siebie z boku to chyba bym nie dowierzała co też czynię. Śmiechu warte.
Starszemu facetowi będę groziła..brawo Olivko, brawo.
Obserwowałam jego kroki i jego ruchy.
Nie trwało to jednak długo bo zaraz zaskoczył mnie rzucając mi polarowy koc. Wyrwana z obserwacji stałam się nagle łagodna niczym baranek.
-Dziękuję , Panie uwielbiający pchać się pod koła blondynek. -
Musiałam to od siebie dodać, ale to było miłe droczenie się. Musiałam troszkę podokuczać. To była zawsze jedna z moich ulubionych części rozmowy.Randolph Varmus - 2014-01-26, 12:54 Nie należał do osób, które wybuchały, nawet jeżeli sytuacja okazywała się cholernie ciężka, a napięcie przekraczało czerwoną kreskę. Myślał, że nic poza Sergem nie jest wstanie wyprowadzić go z równowagi. No, cóż, mylił się.
Spojrzał na blondynkę litościwym, zmęczonym wzrokiem mówiącym ,,kobieto, zmiłuj się...". Kiedy jednak ta, wymanewrowała w jego stronę palcem, zaśmiał się, nie mogąc powstrzymać się od komentarza; -Droczysz się jak dziecko.
Oparł plecy o maskę swojego samochodu, a raczej o jej bok, który wyglądał jeszcze jako-tako, na pewno lepiej niźli przód, przyglądając się z tego miejsca uważnie Niemce.
-Randolph. - odparł kobiecie już w pełni spokojnym, przyjemnym, niskim głosem. Równo oddychając, rozluźniając mięśnie, zaczął coraz mniej przejmować się zaistniałą sytuacją, dochodząc ze swoim umysłem do ogłady.Dija Vakker - 2014-01-26, 13:17 No to mogłam mu pozazdrościć, bo mnie niestety łatwo było wyprowadzić z równowagi. To był jeden wielki minus, ale niestety to się składało w jakąś całość, która mnie budowała.
Gdy mężczyzna się zaśmiał nawet nie poczułam kiedy kąciki moich warg ruszyły do góry. W końcu ja też się uśmiechnęłam i to bardzo przyjemnie, tak przyjaźnie.
Przytrzymywałam na sobie koc dłońmi , czułam, że zaczyna grzać. Dobrze, że jednak wiedział co wodzić w tym aucie w przeciwieństwie do mnie..
Jak to baba, najchętniej autem przewoziłaby wszystko..
prawie jak z torebką.
Kiedy kanadyjczyk oparł się o maskę swojego auta, ja zrobiłam dokładnie to samo tyle, że przy swoim. Opuściłam spojrzenie na ziemię i zagryzłam dolną wargę nad czymś główkując. I w tym też momencie usłyszałam, że mężczyzna coś do mnie mówi.
-Aaa no tak. Miło mi poznać, Olivia. -
Uśmiechnęłam się po raz kolejny obdarzając chłopaka tym swoim ciepłym uśmieszkiem.
-Mówili, że długo będziemy na nich czekać?-
Spytałam delikatnie kołysząc się na boki. Zamarzyłam w tej chwili o gorącej czekoladzie przed kominkiem.
Zeszłam jednak na ziemię spostrzegając na chłopaka czole jeszcze resztkę kropel potu.
-Em, jesteś chory..? -Spytałam delikatnie przechylając głowę na bok.Randolph Varmus - 2014-01-26, 13:29 Zadrżał delikatnie, czując jak chłodniejszy podmuch wiatru wkrada mu się pod kurtkę, sweter i koszulę, ślizgając się po skórze na plecach. Automatycznie mocniej splótł ręce na klatce piersiowej, zatapiając pół twarzy w kołnierzu i kapturze obszytym, na całe szczęście, jakimś tandetnym, sztucznym, ale grzejącym futerku.
-To raczej średnio miła sytuacja, na nawiązywanie kontaktów... - odparł żachnąwszy się krótko śmiechem, zdając sobie świetnie sprawę z komicznej sytuacji, z całego prześmiesznego zdarzenia, jakie ich dotknęło.
-Zaraz powinni być. - dodał po chwili, potakując delikatnie głową na swoje słowa, wbijając wzrok w ziemię, zamyśliwszy się nad czymś poważnie. Dopiero głos Olivii wybił go ze skomplikowanych zawiłości, w jakie się pogrążył.
Bardzo dokładnie, skrupulatnie, wręcz z chirurgiczną precyzją przyjrzał się twarzy dziewczyny, jakby starał się odnaleźć w niej coś znajomego, coś co już widział, kogoś z kim miał już do czynienia. Westchnął jednakże krótko, rozchylając delikatnie wargi.
-No nie za dobrze się czuję w sumie... - nim skończył wypowiadać ostatnie słowo, za Roverem pojawiły się policyjne światła. Migające czerwono, niebieskie łuny odbijały się od karoserii rozbitych samochodów. Jeden z policjantów wydał z siebie krótkie ,,o kurwa, no ładnie" na wyjściu, spodziewając się najprawdopodobniej niewielkiej stłuczki.Dija Vakker - 2014-01-26, 13:36 Roześmiałam się słysząc o średnio miłej sytuacji na zapoznawanie się.
-Zgadza się, ale przynajmniej jedna osoba plus do znajomych. -
Stwierdziłam żartobliwie uśmiechając się zaraz szeroko. Zauważywszy, że i jemu jest cholernie zimno odważyłam się by jednak podejść do niego bliżej. Fakt było mi trochę niezręcznie ale cóż się dziwić, nieznajomy mężczyzna, starszy, w dodatku atrakcyjny i widać, że myślący.
Mniejsza, dość tego krótkiego opisu..bo to dopiero początek.
-Widzę, że wcale nie jest Ci lepiej ode mnie.. -
Stwierdziwszy to stanęłam obok ale też nie za blisko i postanowiłam zarzucić połowę koca na mężczyznę, a dokładniej pod jego kaptur, by chociaż uchronić nieco jego plecy przed powiewem wiatru.
Widocznie nie tylko on był tak dobry.
-Długo Cię już tak trzyma?-
Spytałam odwróciwszy buźkę w jego stronę. Nerwowo jakoś przegryzłam policzek od środka i wsunęłam dwie dłonie do swoich kieszonek czarnych, rurkowych spodni.
-Widać, że nie jest z Toba najlepiej. Nie ma się kto Tobą zaopiekować skoro sam nie za bardzo siebie dbasz? Bo wiesz, zwykle chorzy powinni siedzieć w domu. -
Mówiłam to z troską o nowo poznanego chłopaka. W zasadzie zawsze martwiłam się o drugiego człowieka, dopóki nie zalazł mi pod skórę. No chyba, że zdążyłam ochłonąć i minęło trochę czasu.
No i wtedy z bujania gdzieś w obłokach wyrwały mnie charakterystyczne policyjne światła no i słowa jednego z funkcjonariuszy.
-No .. tak nie jest to małe bum. -
Mruknęłam do siebie zaraz odsuwając się od mężczyzny pozostawiając jakoś na nim, koc, skupiłam się na policjantach, którzy zmierzali w naszym kierunku. No to teraz najgorsze, bleeeah.Randolph Varmus - 2014-01-26, 13:57 Pociągnął nosem, czując się teraz jak małe dziecko, tak jakby siąpienie było tylko ich dewizą.
-Dopiero co wróciłem do miasta, nie miałem czasu na leżenie w łóżku i tym podobne. - stwierdził wzruszając delikatnie ramionami, pozwalając dziewczynie przystanąć obok, na okrycie kocem, też niespecjalnie się oburzył; zapewne przez to, że był już po ludzku bardzo zmęczony. Jedynym marzeniem jakie teraz majaczyło w jego głowie, było zawitanie do ciepłego kąta, położenie się przed telewizorem na kanapie, owinięcie kocem zmarzniętego ciała i popijanie rumu, tak, przymusowo będzie musiał to być rum.
Varmus obrócił się zgrabnie w stronę funkcjonariuszy, składając koc w kostkę, odkładając go na zamknięty bagażnik. Wyprostował się, zbierając w sobie ostatki energii, podchodząc krokiem stanowczym, acz powolnym ku policjantom.
-Randolph Varmus, tak, to ja dzwoniłem. - i rozpoczął się szereg pytań, na które Ran odpowiadał znużonym głosem, acz z honorem, nie mając zamiaru łgać, jak wcześniej to rozpatrywał.
-Tak to ja jestem sprawcą... no jakieś 60, może 65 na godzinę. Mhm, pełne ubezpieczenie, nie wiem jak ta Pani, ale zapewne też. Odszkodowanie? Dobrze, jak tylko ustali z rzeczoznawcą. - Po czym odpalił wyciągnął papierosa, odpalił go, nie mogąc dłużej wytrzymać. Został jednak ,,grzecznie" pouczony, więc z jakimś mruknięciem rzucił peta na ziemię i zdusił go pod butem.
Nadszedł czas na spisywanie papierów. Usadowił się wygodnie w radiowozie, podając kolejno swoje dane. Poirytował się jednakże chłopczyna, kiedy miejscu urodzenia musiał literować kilka razy, skończonym pajacom pewnie po zawodówce tylko...
Następnie nadeszła pora na Olivię, którą skinięciem głowy zaprosili niebiescy panowie do swojego furgonu.Dija Vakker - 2014-01-26, 14:05 Nie zdążyłam nawet nic odpowiedzieć, bo funkcjonariusze zaprosili Randolph'a do siebie. Skrzywiłam się nieznacznie na samą myśl o tym,że zaraz to ze mną przeprowadzać wywiad..
czas mijał jak odpytywali chłopaka, ja w tym czasie stałam na zimnie i dreptałam to wte to wewte, nawet nie dzwoniłam do kogokolwiek bo po co?
Pewnie wszyscy spali.. w końcu wcześnie nie było.
Westchnęłam zrezygnowana zaraz słysząc swoje imię.
-Tak, Olivia Blacklow. -
Wsiadłam tak jak poproszono do auta. Z grymasem na twarzy odpowiadałam na każde pytania.
- Tak z 20km/h. W końcu wyjeżdżałam powoli z lasu. -
Mruknęłam suwając dłonią po karku, a na pytanie co robiłam w lesie wywróciłam oczami.
-Po prostu, przyjechałam zebrać swoje myśli. Zwyczajna rzecz..-
Dodałam wzruszając ramionami obojętnie.
W końcu po kilkunastu minutach mogłam wysiąść.
Nerwowo wpatrywałam się w jakiś punkt przed sobą, zastanawiałam się teraz jak wrócę do domu.Randolph Varmus - 2014-01-26, 14:24 Randolph w tym czasie przywitał z wielkim uśmiechem holownik, z grubym, śmierdzącym mężczyzną za kierownicą. Nigdy nie cieszył się jeszcze tak bardzo na widok kogoś takiego jak on. Szczęście nie trwało jednak długo. Został im przydzielony jeden samochód, jeden, niewielki fiacik. Mieli się nim podzielić.
Cisza, martwa leśna cisza. Można było usłyszeć jednak nagłe uniesienie, Varmusa, który rozłożywszy ramiona szeroko, znowu został poddany próbie, próbie cierpliwości.
-Was chyba wszystkich, kurwa, pojebało... - po czym zabrał kluczyki do fiata, i skierował się do Olivii. Przystanął przed nią, przecierając twarz rękoma.
-Powyciągaj z samochodu wszystko co jest Ci potrzebne, odholują je. - po czym sam podszedł do zielonego Rovera, wyciągnął dwie torby sportowe ze sprzętem jeździeckim, ciuchami, kantarami sznurkowymi i tym podobnymi, wybierając jeszcze ze schowka paczkę papierosów i ładowarkę do telefonu. Kiedy dziewczyna postąpiła w podobny sposób, Varmus machnął ręką na holownik, dając znać iż może zabierać pokiereszowana wozy.
Powrzucał swoje rzeczy do bagażnika niewielkiego, żółtego samochodziku, zwracając się do blondynki.
-Odwiozę Cię do domu. Jutro pewnie z ubezpieczalni będą dzwonili i przydzielą Ci samochód zastępczy. Ten pewnie będę musiał oddać na policji jutro. - oparł się dłońmi na bagażniku, westchnąwszy głęboko, bursztyny kierując na drobną posturę zmarzniętej dziewczyny.Dija Vakker - 2014-01-26, 14:41 Widząc co też się dzieje.. i te cały holownik , a do niego gratisowy starszy , otyły mężczyzna. Skrzywiłam się nieznacznie w duchy gdy tylko coś mi się przypomniało.
Kiedy Randolph polecił mi co też mam zrobić postanowiłam szybko działać.
W końcu liczył się tez czas, chciałam by się to wszystko skończyło...wszystko czyli aby zniknęli policjanci i gruby pan ze swoim wozem, który dźwigał nasze.
Wypełniłam policzki powietrzem wyciągając torebkę z samochodu wcześniej zdążyłam jeszcze upchnąć do niej płyty muzyczne. W końcu teraz w aucie ich słuchać nie będę no bo jak?
Przynajmniej w domu się przydadzą.
No i nadszedł ten moment, na który czekałam.
tamci powoli zaczynali się rozjeżdżać, a ja w tym momencie mogłam słuchać wyłącznie ciszy i głosu Varmusa.
Podniosłam wzrok z bagażnika na niego.
-Mówisz? Tylko wiesz co.. nie wiem czy to do dobry pomysł żebyś Ty dzisiaj prowadził. Może jednak pozwolisz, że ja siądę za kierownicą, co? Nie gniewaj się po prostu jesteś rozchorowany... a ja dzisiaj naprawdę mam poukładane w swojej BLOND główce. -
Aż w swoim zaczepnym uśmiechu podkreśliłam mocniej słowami słowo "blond". Wymownie spoglądając na mężczyznę.Randolph Varmus - 2014-01-26, 15:12 Zaśmiał się, słysząc to, rzucając jej kluczyki, grzecznie pakując się na miejsce pasażera.
-Dobrze, madame, nie sprzeciwiam się.
Zamknął za sobą drzwi samochodu, następnie zapiął pas. Sprawdził machinalnie telefon, nie widząc jednak żadnej wiadomości, ani nieodebranego telefonu skwasił się, zaciskając nieco mocniej usta. Schował telefon w kieszeni kurtki, poprawiając się na niewygodnym siedzisku, zaraz to sięgając ręką do czoła, dotykając bolącego miejsca. Pchany ciekawością, złapał za klapkę zakrywającą zazwyczaj słońce, pociągnął ją w dół i spojrzał w lusterko. - No stary, dorobiłeś się ładnej śliwki na czole... - rzucił sam do siebie mrukliwym tonem, dokładnie oglądając swoje ,,wojenne rany". Kiedy dziewczyna wsiadła do samochodu, zwrócił w jej stronę bystre wejrzenie;
-[i]Kamienica na roku 13 i 16, Olivio.Dija Vakker - 2014-01-26, 15:28 Kiedy rzucił kluczyki chwyciłam je w dłoń i otworzywszy drzwi do strony kierowcy usadowiłam się wygodnie. Odpaliłam samochód wciskając sprzęgło i czekając aż chłopak zamknie drzwi spoglądałam na niego. W końcu odpaliłam auto i w tym momencie on przyglądał się sobie. Zarechotałam słysząc co do siebie mówił.
Na razie jednak postanowiłam nie komentować tylko ruszyłam z miejsca ostrożnie w stronę podanego adresu? Aaa będzie prowadził i koniec.
Cieszyłam się, że ja prowadzę, w końcu lepiej nie prowadzić w jego stanie..
/zt x2