To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Morze - Klif

Rozalia - 2019-07-18, 23:48

Wysłuchała go i lekko posmutniała, rozumiejąc całkowicie jego problem. Cóż, sama potrafiła za ostatnie pieniądze kupić alkohol i wypić, kiedy straciła pracę w stajni we Włoszech, nie mając perspektyw na żadną inną bez skończonych studiów. Ale i wtedy udało jej się znaleźć taką, w której mogła się spełniać. Fartem, urodą, ale jednak.
- A jaka to praca? - Zapytała i wsłuchała się w jego odpowiedź, następnie zaś przytakując i otwierając swoje piwo.
- Zdałam sobie sprawę, że prócz dwóch osób, może trzech, nie mam tutaj nikogo. Z czego jedna osoba to przyjaciółka, która wyjechała do rodziny, druga to pracodawca z którym nie chcę mieć ani trochę bliższych kontaktów, bo już wystarczająco bliskie są a trzecia... trzeciej już w ogóle tutaj nie ma. - Wzruszyła ramionami i upiła łyk, dość duży, jak tylko pozwalało podniesienie głowy maksymalnie ku górze.
- Po prostu się nudzę i chętnie sobie z Tobą wypiję, w razie czego, to mogę nawet coś dokupić. - Wskazała, przypominając o ostatnich wydanych pieniądzach

Desmond - 2019-07-19, 17:39

Czyli poza tatuażami i kolczykami łączyła ich też ciągotka do zapijania problemów, ale była to raczej rzecz normalna w świecie "dorosłych" ludzi. Chociaż o pełnej dorosłości w ich przypadku trudno było jeszcze mówić, bo sami mieli po dzieścia lat.
-Odwalałem jakieś gówno w komunalce, chyba wiesz, na czym to polega - Bez wykształcenia trudno było mu znaleźć coś lepszego, a był zbyt dumny, żeby zabrać się roznoszenie ulotek, czy do innych podobnych fuch. Chyba za dużo oczekiwał od życia, jednocześnie za mało dając czegoś od siebie.
Wysłuchał towarzyszkę i westchnął cicho, spoglądając przed siebie.
-Szczerze, ja też jestem tu sam, więc wiem co czujesz.- Odpowiedział jej zgodnie z prawdą, bo w Eastbourne nie miał bliższych przyjaciół czy rodziny, musiał liczyć tylko na siebie. Chociaż to też tak nie do końca, bo potrafił zawieść własną osobę swoją nieudolnością. Nie chcąc być z tyłu, również wziął łyka wódeczki, aczkolwiek nie aż tak dużego, jak Rozalia.
-Super, a co do dokupywania, to raczej niepotrzebne. W plecaku mam tego jeszcze sporo.- Poklepał go tak, że z jego środka wybiegł głośny dźwięk obijania się o siebie szkła, co sugerowało, że Desmond był nieźle zaopatrzony w alkohol. Miał ze sobą coś jeszcze, ale raczej nie miał zamiaru się tym chwalić przed dziewczyną, przynajmniej nie teraz.
-Desmond jestem.- Przedstawił się i wyciągnął do niej dłoń, a po tym sięgnął do swojej kieszeni, wyciągając paczkę papierosów. Wyciągnął delikatnie poza granice ramy dwie fajki i skierował dłoń do Rozalii, proponując jej tym samym, żeby się poczęstowała. O ile nie odmówiła, to zapalił jej jeszcze i wtedy zajął się sam sobą, wkrótce wypuszczając z płuc szary dym.
-Zdziwiło mnie to, że ode mnie nie uciekłaś. Inne laski już dawno spryskałyby mnie gazem pieprzowym i pokopały po jajach. Przynajmniej tak mi się wydaje.- Rzucił luźno, wyobrażając sobie właśnie taką sytuację.

Rozalia - 2019-07-26, 01:42

Nie, na pewno nie było przejawem dorosłości picie z obcą osobą na klifie, z dala od cywilizacji, szczególnie będąc atrakcyjną 22-latką, z bluzką z dekoltem i podłamanym serduszkiem. Ale to prawda, łączyły ich tatuaże i kolczyki, które były kolejnym hobby blondynki i gdyby mogła, zrobiłaby ich więcej. Ale nie może, bo nie ma za co.
- Przejebane, ja sprzątałam końskie gówna, ale uśmiechnął się przede mną los... - Spojrzała na niego i upiła łyk alkoholu. - Do Ciebie też się uśmiechnie. - W istocie tym uśmiechem prawdopodobnie był właśnie jej wygląd, przynajmniej tak podejrzewała po wszystkich rozmowach odbytych z Lucasem, spojrzeniach i flirtach. Desmond nie miałby aż tak ułatwionej sprawy, ale z drugiej strony... coś za coś. Będąc mężczyzną mógł przynajmniej liczyć, że ktoś go będzie cenił jako pracownika z wiedzą, bo jak na razie, to sporo prac Rozalki były zaczynane przez jej wygląd i kończone, bo nie chciała się nim dzielić.
- Rozalia. - Uścisnęła jego dłoń i przytaknęła na papierosa, którego wzięła podsadzając już trzymanego w ustach do zapalenia. Następnie zaciągnęła się mocno, puszczając dym w górę poprzez odchylenie głowy.
- Jak miałoby mi się coś stać, to może się stać wszędzie. - Wzruszyła ramionami, bo właściwie to obawiała się lekko mężczyzny, ale i tak nie miałaby jak uciec, ani gdzie. A skoro okazał się być na razie być spoko, to tym bardziej nie widziała drogi ani potrzeby ucieczki.

Desmond - 2019-08-13, 01:18

Odruchowo zaśmiał się słysząc z jej ust końskie gówna, zapewne przez duży wpływ alkoholu na jego obecne myślenie. Dopiero kiedy wspomniała o losie, przekrzywił się lekko, traktując to jak puste pocieszenie, które jego zdaniem i tak się nie spełni. Zresztą teraz chłopak z pewnością będzie szukał dróg na skróty, więc na pewno nie będzie decydował się na legalną pracę, ot co.
Schował paczkę z powrotem, wkładając do środka zapalniczkę, która uzupełniła miejsce po już wcześniej wypalonych papierosach.
-Rzeczywiście.- Odpowiedział niezbyt wylewnie, po prostu nie chcąc ciągnąć dalej tematu, bardziej zainteresowany inną kwestią. Zanim jednak zdecydował się zapytać, o to, co chciał, beztrosko wyrzucił za siebie butelkę, w której zostały same zlewki. Wyciągnął z plecaka piwo, po czym westchnął, wiedząc, że musi z powrotem wyciągnąć zapalniczkę, by je otworzyć. Butelkę usadowił pomiędzy nogami i dopiero wyciągnął zaprawionego w boju ognia, który również pełnił funkcję poręcznego otwieracza. Szybko poradził sobie z kapslem i zaraz wziął pierwszego łyka, którego uzupełnił kolejnym zaciągnięciem się papierosem.
-To jak wyglądał twój awans ze sprzątacza gówien? Z chęcią posłucham - Skiepował i patrzył na nią głupio uśmiechnięty, gotowy na historie.

Rozalia - 2019-08-13, 23:59

Upiła kolejny łyk alkoholu, powoli czując jego odprężające działanie. Nie bała się obecności Desmonda coraz bardziej, zdając sobie sprawę z tego, że to, co mogło stać się jej złego, już kiedyś się wydarzyło.
- Teraz też sprzątam, ale przynajmniej dom. A przy okazji gotuję i ładnie wyglądam. Dla Białorusinki tutaj, to i tak kurwa level hard, większość jakie znam, to prostytutki. - Upiła kolejny łyk piwa, po czym cicho się zaśmiała. Cała historia była taka prosta, a brzmiała jak bardziej realna historia Kopciuszka, tylko bez miłości na końcu. Chyba, że mówimy o Bite i fakcie, że dzięki pracy u Lucasa, mogła kupić konia, który był jej lokatą.
- Poznałam mężczyznę na jakiejś losowej imprezie kogoś ze stajni, nawet nie wiem co tam robiłam. Trochę pogadaliśmy, potem spotkałam go w stajni i tak od słowa do słowa się umówiliśmy. No i w sumie... - Zawiesiła się chwilę, upiła łyk piwa i odstawiła je obok. - W sumie tak z dupy wyszła sytuacja, że u niego pracuje. A co najlepsze, to naprawdę się nie przemęczam a on sam w sobie, jest bardzo fajnym facetem. - Dokończyła historię spoglądając w oczy Desmonda, przy tym świetle ledwo widoczne, obdarzyła go lekkim uśmiechem, znów uciekając wzrokiem gdzieś dalej. Chwilę się nad tym wszystkim zastanawiała, czemu w ogóle siedzi z obcym facetem, pije, opowiada o swoim życiu. Ale chyba właśnie tego potrzebowała, takiego całkowitego rozluźnienia i odcięcia się od jakichkolwiek obaw i awersji. Od duchów przeszłości.
- A w ogóle jaki masz plan teraz? Masz jakąś pracę na oku?

Lorien Wayford - 2019-12-30, 23:52

Zabierając Ruth ze sobą miała w tym swój cel, nie chciała rozmawiać przy wszystkich w restauracji, gdzie zapanowanie nad emocjami byłoby priorytetem. Obie potrzebowały odosobnienia na tę rozmowę, a przede wszystkim spokoju i ciszy.
Nie bez powodu Lorien wybrała klif, miejsce oddalone od miasta i wyraźnie odizolowanie. To właśnie w tym miejscu najczęściej rozmawiała z Jo, którego teraz momentami naprawdę jej brakowało. On nauczył ją chłodnego podejścia do takich spraw, podczas gdy serce aż całe się gotowało. Potrafił ujarzmić jej temperament, lub też pozwalał się wyżyć na sobie, gdy zachodziła taka potrzebna.
Głaskanie po główce nie było w stylu Lorien, więc o to Ruth nie musiała się obawiać. Liczyła się rozmowa, szczera do bólu, przepełniona łzami i gorzkim smakiem porażki. Ale tylko w ten sposób Blondynka mogła dojść z tym wszystkim do ładu, wykładając karty na stół.
Gasząc silnik spojrzała na rozbitą Ruth i cicho westchnęła wyjmując kluczyk ze stacyjki.
- Możemy zostać w środku, ale myślę, że jak wyjdziemy na chwilę na świeże powietrze, to będzie ci lżej. - Zabrała głos przerywając tą niezręczną ciszę, która panowała w samochodzie od paru minut.

Ruth - 2019-12-31, 00:20

- Chętnie. - Powiedziała już bardziej trzeźwym głosem. Siedziała jednak jeszcze chwilę oparta o zagłówek, z zamkniętymi oczami i subtelnie rozchylonymi ustami, przez które świstał oddech. Dopiero słysząc charakterystyczny dźwięk obijających się kluczy otworzyła drzwi, wychodząc na zewnątrz. Momentalnie uderzyło w nią chłodny podmuch wiatru, który zdawał się być teraz najlepszym przyjacielem. Nic tak nie orzeźwiało i nie rozbudzało zmysłów.
Przeszła na przód samochodu, jeszcze lekko chwiejnym krokiem, ale nie na tyle, by Lorien mogła się martwić. Szła z rozpiętym płaszczem, dłońmi wsuniętymi w kieszenie i coraz bardziej zniszczonym kokiem. Ten ostatni był ewidentnym manifestem- tak mi jest dobrze, tego potrzebuję. Oparła się o przód maski, nie bacząc przy tym na ewentualne ubrudzenie się. To wszystko tak ulotne, totalnie nieznaczące.
- Zaczęło się od choroby Richarda. Ma niewydolność serca, a ten stan może się albo zatrzymać, albo pogorszyć... Na razie jest martwy punkt. - Przełknęła głośno ślinę i uniosła brodę, patrząc w odległy horyzont, jakby czytała z niego opowieść o ostatnim roku swojego życia. - Moja firma w Eastbourne była po prostu nieopłacalna, za mały rynek, za duże koszty. Dlatego znalazłam idealną ofertę w Londynie, wtedy też poszukiwali pracy dla weterynarzy. Ale Seth chciał zostać tu... - Zbiła rękę w pięść i ułożyła na masce, tym razem nie uderzając, zaś wbijając w wewnętrzną stronę paznokcie. Właśnie tego nauczył ją mąż. - Chce nadal. Uważa, że damy radę, że będzie trzeba myśleć o kosztach leczenia Richiego dopiero, gdy będziemy musieli je ponosić. Że los się do nas uśmiechnie a on zbawi świat. Ale ja wiem, że są one nieubłagane, a z pensji, jakie daje nam ta okolica nie damy rady. Do tego ogromny dom, dwójka innych dzieci, stajnia. - W momencie gdy oczy zaszły jej łzami, na chwilę przymknęła powieki, dopiero po dłuższej chwili je otwierając. - Kurwa.

Lorien Wayford - 2019-12-31, 00:43

Widząc jak Ruth decyduje się na opuszczenie samochodu, sama z niego wysiadła czując jak zimny powiew wiatru uderza w jej ciało w jednej chwili. Mimo to uśmiechnęła się szeroko, bo to miejsce zawsze sprawiało, że wszystkie problemy wokół przestawały istnieć. I choć mogłoby się wydawać, że odpłynęła na chwilę to wbrew wszystkiemu spojrzeniem nie opuściła Ruth.
Podobnie jak ona zajęła miejsce na masce samochodu i oparła się ramieniem o ramię Blondynki. Nie nalegała na rozmowę, chcąc dać jej czas i dopiero później pociągnąć ją za język. Jednak Ruth zaczęła mówić sama, najwyraźniej czując taką potrzebę, aby wreszcie wyrzucić to z siebie.
Słuchała jej uważnie, każdego pojedynczego słowa czy kolejnej informacji, która składała się w większą całość, tworząc układankę coraz bardziej kompletną.
- Wiem i widzę, że to wszystko nie jest łatwe. Bo jak ma czuć się matka, która żyje ze świadomością, że jej dziecku może się coś stać. Jednak dopóki jest dobrze, to chyba warto się tym cieszyć Ruth. Może trochę za bardzo wybiegasz w przyszłość? - Odezwała się, gdy Węgierka zamilkła na krótką chwilę.
- Rozumiem, że chcesz trzymać rękę na pulsie, móc zareagować jak najszybciej, gdy jednak pójdzie coś nie tak. Jednak Seth ma trochę racji, nie możesz w kółko myśleć o tym, że Richiemu jednak coś się stanie. Z firmą ci nie pomogę, bo wiem jakie to ciężkie, ale może jakbyś zawęziła swoją specjalizację to łatwiej byłoby ci pozyskać klientów. Zawsze też możesz się podpiąć pod kogoś lub z kimś otworzyć biznes, na pewno nasz kontakty. A zostawianie tu w Eastborune dzieci i męża z pewnością ci nie pomoże. To oni są twoją rodziną, a nie praca i kariera. Pytałaś w ogóle czy chcą wyjechać? Nie Seth, a one. Nie zamierzam też usprawiedliwiać twojego męża, bo wiem jacy są faceci, ale spróbuj się też postawić na jego miejscu.
- Wspomniałaś o zdradzie.- Dodała po chwili, ten temat też uważając za konieczny do rozwinięcia.

Ruth - 2020-01-13, 00:49

- Potrafiłabym odpuścić, gdybym nie wiedziała jak to wygląda. Z dnia na dzień operacja, szpitale, ogormne pieniądze, jakie trzeba znaleźć w ciągu kilku dni. Sama przez to przechodziłam i wiem, jak każdy dzień zwlekania kosztuje zdrowie i jakiekolwiek chęci życiowe. - Z każdym słowem głos Węgierki ulegał załamaniu, stając się coraz wyższym i cichszym. Wszystkie wspomnienia ze wczesnego dzieciństwa momentalnie w nią uderzyły, ze zdwojoną siłą, bo teraz chodziło o jej dziecko. Nie o nią, bo to by zniosła.
- Wiesz, gdyby to tylko chodziło o firmę. Po prostu... tutaj Seth miał świetną możliwość kontrolowania tego co robię. Kariera sportowa nie przez chorobę, firma nie, bo ktoś musi się zająć dziećmi, a gdy już on mógł się nimi zajmować, to również firma nie, bo mam być z nim. Życie w Londynie dałoby nam nowy start, dałoby... mi nowy start. Możliwość przekonania Setha, że... - Zatrzymała zarówno dłonie po gestykulacji, jak i spojrzenie na jednym, konkretnym drzewie. Emocje jakby totalnie z niej wyparowały. Przymknęła powieki i westchnęła. - Że się po prostu duszę. - Zaś nim Lorien zadała kolejny pytanie, Węgierka poprawiła się na owej masce, lądując dłońmi za plecami, by oprzeć się i przechylić głowę do tyłu. Momentalnie uderzył ją ból głowy, nie zmieniła jednak pozycji, czując jak coraz gorzej czuje się przez spożytą ilość alkoholu. Nie odpowiedziała na pytania dotyczące dzieci, bo o ile bliźniaki po prostu chciały mieć mamę i tatę przy sobie, tak Dalia przywiązała się do Setha o wiele bardziej niż do Ruth. A to Węgierkę bolało jeszcze bardziej.
- Jeszcze nim podjęliśmy ostateczną decyzję o rozstaniu, wpierw pozwoliłam by Seth zobaczył jak całuję innego faceta pod naszym domem, potem zdałam się w romans... I dopiero po jakimś miesiącu codziennych spotkań, wyprowadziłam się, zwieńczając rozstanie i kierując sprawę o rozwód. A później... Seth momentalnie kogoś znalazł, ja tak samo. A i tak gdy się spotykamy, to to wszystko pryska i... - Odetchnęła głośno, lekko ściszając głos. - I ranimy te osoby.

Desmond - 2020-01-14, 03:22

Rozalia napisał/a:
...


Wsłuchując się w to, co mówi, miętolił powoli papierosa w palcach, a gdy skończyła, to zaciągnął się i po wypuszczeniu dymu z ust skomentował.
-Muszę się zgodzić, że większość tych lasek ze wschodu to przyjeżdżają tutaj chyba tylko po to, by dawać dupy.- Zaśmiał się, wyobrażając sobie te wszystkie nieporadne dziewczyny, które zamiast znaleźć sobie porządnej pracy to wolą drogę na skróty. Później jednak nagle uświadomił sobie, że chyba lepsze to, niż być bezrobotnym, tak jak to było w jego przypadku.
Wpatrywał się w nią, gdy zaczęła opowiadać o tym, jak dostała obecną robotę, w międzyczasie przygaszając papierosa i sięgając po swoją butelkę.
-Szczęściara z Ciebie, mi pewnie nikt nie chciałby zaproponować pracy ot tak.- Stwierdził krótko. Może nawet nieco jej zazdrościł, poniekąd uważając, że w takich kwestiach dziewczyny miały znacznie lepiej.
Zamilkł na chwile po pytaniu, nie mając pojęcia co jej na to odpowiedzieć, bo żadnego planu nie miał, a przez myśl przechodziły mu tylko jakieś nielegalne akcje pokroju kradzieży, czy innych oszustw. Nie był jednak jeszcze na tyle pijany, by otwarcie się z nią tym dzielić, bo wstyd mu było przyznawać, że był na tyle nieporadny, by nie móc znaleźć sobie normalnej pracy jak większość ludzi z miasta. W tamtym momencie zrobił mu się mętlik w głowie i gdy już miał cokolwiek powiedzieć, to jego przypadłość sprawiła mu psikusa i z ust zamiast początku jakiegoś zdania wybrzmiało ty kurwo. Chłopak sam był zdziwiony, więc uniósł obie brwi i podparł głowę dłonią, przyjmując poirytowaną minę. Zdawał sobie sprawę, że to pewnie zaskoczyło i może lekko przeraziło dziewczynę, więc nie chcąc ją tym do siebie zrazić, zaczął się tłumaczyć.
-No to ten, nie mówiłem Ci, ale mam touretta. Takie coś często odpierdala się w nieodpowiednim momencie jak ten, nie chciałem Cię urazić.- Westchnął cicho i spojrzał przed siebie, upijając kolejny łyk piwa.

Lorien Wayford - 2020-01-21, 11:21

- Ruth dopóki nic jeszcze się nie zaczęło, nie ma powodu żeby panikować. Robisz dla swojego dziecka wszystko, co tylko możesz, może w jego przypadku nie będzie tak źle. A pieniądze? Poradzicie sobie, z pewnością macie bliskich, znajomych i przyjaciół, którzy wam pomogą w razie potrzeby.- Chciała ją trochę uspokoić i uzmysłowić jej, że nie jest z tym wszystkim sama. Miał przecież Setha, kochającą rodzinę i przyjaciół, którzy byli z nią na dobre i na złe.
- Tu nie chodzi o miejsce, a o to, że ze sobą nie rozmawialiście szczerze na ten temat, tak mi się wydaje bo słysząc co mówisz mam wrażenie, że zamiast podążać razem tą samą drogą, oboje się rozmijacie- Mruknęła cicho lecz nie oskarżycielskim tonem. Bardziej ciepłym i opiekuńczym głosem, który wnosił wiele prawdy. - Oboje macie silne charaktery i pewnie dlatego jest tak duży problem w tym, aby znaleźć kompromis. A Seth, pewnie jest zaborczy, co?- Dopytała pomimo tego, że temat męża mógł być bardzo wrażliwy i jednocześnie drażniący dla Ruth.
- Pogubiliście się Ruth, ty i on, oboje szukacie ucieczki od problemów, próbując odciąć się od codzienności poprzez romans, czy sam seks z inną osobą. A nie zdaje to egzaminu, bo oboje wciąż coś do siebie czujecie. Powiedz mi więc, czy warto to wszystko zaprzepaścić bo tak jest łatwiej? Boisz się zawalczyć o Setha, o rodzinę? - Zadała pytanie, choć w rzeczywistości nie oczekiwała na nie odpowiedzi.
- Wiesz… faceci czasem kompletnie nie myślą, ale wydaje mi się, że jeśli on zobaczy, że ci zależy i chcesz to jakoś poskładać, to pewnie sam też zacznie działać, musi mieć tylko bodziec.- Chciała jej pomóc, dać jakiekolwiek wskazówki, choć sama nie była przykładem idealnym. Mimo to nauczona doświadczeniem pielęgnowała swoje małżeństwo, nie pozwalając na to, aby spotkał je taki sam los jak poprzedni związek.

Ruth - 2020-02-06, 20:39

Z jednej strony docierały do niej słowa Lorien i potrafiła się z nimi zgodzić, przecież chciała dla Richiego wszystkiego co najlepsze i słowa blondynki były naprawdę racjonale. Ale dalej, gdzieś w zakamarkach jej umysłu krył się strach, którego mimo wszystko nie potrafiła przezwyciężyć, zaś krążący w krwi alkohol, zamiast pomóc- potęgował to uczucie.
Czuła się odrobinę pod ostrzałem, mimo tego bijącego od Pani Wayford ciepła, jakby każdy fragment jej ciała odbijał zamiast słów, małe igiełki lodu. Mimo powierzchownej skorupy, Ruth była mimo wszystko człowiekiem z uczuciami, także z wrażliwością i tęsknotą. Tęsknotą to tych wielkich ramion dających ukojenie, domu i po prostu normalnym życiem, jakie mieli sobie ułożyć i nawet był tego jakiś zaczątek. Słowa Lorien wprawiły ją w poczucie, że tylko ona jest temu winna, co nastawiło ten sponiewierany alkoholem umysł w opozycji przeciwko głównemu sprawcy zamieszania.
- Tak, jest zaborczy, uparty i zatwardziały we wszystkim co uważa. - Wysyczała, jakby nagle cała ta tęsknota i miłość wyparowała, zaś jej oczy zaszły łzami, świadczącymi o wszechobecnej bezsilności. Z każdej możliwej strony.
- Ja naprawdę... ratuję to jak tylko się da. Ale oddałam już wszystko co mogłam dla niego i dzieci... chcę mieć choć jedną rzecz, która by odpowiadała i dawała mi spełnienie. Jak nie kłótnie o stajnię, więc jak przestałam jeździć i zaczęłam rozwijać firmę, okazało się, że nie pasuje mu rozwój firmy w Londynie. W każdy pierdolony weekend wracałam do niego tak szybko jak mogłam, a za każdym razem słyszałam tylko niesmak moją nieobecnością. Więc zaproponowałam przeprowadzkę, szczególnie, że była dobra oferta pracy dla weterynarza. Ale nie, on woli Eastbourne i trzymanie ptaka w złotej klatce. - Odetchnęła i schowała twarz w dłonie, próbując opanować ich drżenie poprzez ciche chuchnięcia. Nie było jej zimno, a mimo to czuła się jak na 40 stopniowym, syberyjskim mrozie.
- Wiem, że się troszczy, chce mnie przy sobie, bo mnie kocha. Ale sądzę, że gdybym otrzymała wsparcie i pomoc w rozwiązaniu problemu dojazdów Eastbourne- Londyn, wyszedłby na tym lepiej, niż próbując na siłę zmusić mnie do zmiany zdania.

Lorien Wayford - 2020-02-07, 15:30

Nie chciała jej w żaden sposób atakować, ale nawet nie byłaby zdziwiona gdyby Ruth w pewnym momencie kazała jej się zamknąć. Odbieranie wielu rzeczy i sytuacji, a tym bardziej słów, najczęściej było zaburzone przez alkohol. Zadawała sobie z tego sprawę doskonale, pamiętając jak ciężko czasami wyglądały rozmowy z Gerardem, kiedy ten był pod wpływem.
- A ty? Jaka jesteś dla niego?- Zapytała nieco ostrzej mając nadzieję, że ton jej głosu okaże się wystarczająco sugestywny. Po części były dwie możliwe opcje i reakcje, a każda z nich byłaby tak samo skuteczna. Ruth mogła albo spuścić z tonu, albo wręcz przeciwnie dać się sprowokować i rozpocząć kłótnię, która z pewnością pomogłaby się jej pozbyć nadmiaru negatywnych emocji.
- Rozumiem, ale czy zamiast podporządkowywać mu całe swoje życie i plan tygodnia, spróbowałaś mu się postawić? Tłumaczyłaś jakie to dla ciebie stresujące i ciężkie? Najważniejsza w małżeńskie jak i każdym związku jest rozmowa. Oni, mężczyźni często nas nie rozumieją, nie potrafią się domyślić, a z kolei my reagujemy zbyt emocjonalnie, co tylko prowadzi do nieporozumień. Dlatego tak ważne jest aby rozmawiać ze sobą, szczerze do bólu i bez owijania w bawełnę, bo to tylko prowadzi do kolejnych konfliktów.- Starała się uzmysłowić jej jak to działa, i z pewnością Ruth o tym wszystkim wiedziała, ale mocno się pogubiła przez co trzeźwe myślenie poszło się jebać.
Widząc jak Blondynka drży, podeszłą do niej i przytuliła do siebie za moment głaszcząc ją po plecach.
- Zobaczysz wszystko się poukłada, ale na to potrzeba czasu.- Szepnęła cicho spojrzenie wbijając w brudny i szarawy błękit nieba.

Holly - 2020-05-24, 02:44

Nie zamierzała się do niego odzywać już przez resztę drogi, która nie należała do najdłuższych, jak przynajmniej jej się wydawało. Nie zajęło jej dużo czasu na zorientowanie się, że coś jest nie tak, kiedy Tony zboczył z trasy prowadzącej do jej osiedla, co dość mocno ją zaniepokoiło. Początkowo rozważała opcję, że to on chciał się jeszcze gdzieś zatrzymać, ale jej obawy wzrosły z momentem, kiedy wyjechali z miasta.
- Gdzie my jedziemy? - zapytała w końcu, przerywając tę długą ciszę i najpewniej nie natrafiając na żadną odpowiedź.
Zaczęła kojarzyć tę drogę dopiero, gdy zbliżyli się już do wybrzeża, przez co jej niepokój coraz bardziej wzrastał i z pewnością niejednokrotnie powtarzała mu, żeby zawrócił, bo chce wracać do domu.
- Kurwa, Tony, co Ty sobie wyobrażasz? - rzuciła w jego stronę ofensywnie, nawet nie próbując się już powstrzymywać przed tym atakiem. Oczywistym było to, że nie miała ochoty na przebywanie poza domem i zależało jej na szybkim powrocie do siebie, przez co teraz była niemalże wściekła na niego.

Anthony Wayford - 2020-05-24, 13:45

Starał się ignorować jej coraz bardziej napastliwe i zniecierpliwione pytania, choć każdym kolejnym coraz bardziej uświadamiała go, że to, co robi, jest zupełnie irracjonalne. Wiedział, że powinien dać jej święty spokój, zostawić w domu i przestać się nią przejmować, ale z drugiej strony oznaczałoby to definitywny koniec, na który Wayford się nie godził. Choćby dlatego, że nie lubił niezamkniętych spraw. I nie potrafił odpuszczać.
- Dbam o twoje dobre samopoczucie. Trochę powietrza ci nie zaszkodzi - odpowiedział spokojnie, będąc jednak świadomym tego, jak bardzo irytująca i uszczypliwa była ta odpowiedź. Zaparkował na parkingu przy klifie, skąd już było niedaleko na jego samą górę. Nie zamierzał jednak spacerować z Holly, nie teraz, gdy zapewne nie miała na to siły. Zamiast tego zgasił silnik i spojrzał na nią krótko, zwlekając z wysiadaniem, jakby rozważał jeszcze opcję centralnego zamknięcia wszystkich zamków by przypadkiem nie spróbowała wysiąść i ruszyć w drogę do domu. :lol:
- Naprawdę nie chcę cię męczyć - odezwał się. - Ale nie da mi to kurwa spokoju jeśli mi nie powiesz co jest grane. - Dodał, starając się wyjaśnić jej swój punkt widzenia. Uważał, że chociaż tyle mu się od niej teraz należało.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group