To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Konkursowy tor crossowy

Lux in Tenebris - 2016-04-13, 23:26

Zważając na wyjątkową odwagę jak i bystrość podczas jazdy ogier był bardzo dobrym koniem do właśnie takiego typu zawodów. Wszystko było by idealne,gdyby nie specyficzny charakter karego. Styczność właśnie z takowym osobnikiem na pewno nie była dla chłopaka czymś przyjemnym,a wręcz przeciwnie. Lux był typowym chamem,nie akceptował prawie nikogo,reagując na wszystkie żywe stworzenia negatywnie. Nie robił wyjątku nawet dla innych koni,za wszelką cenę starając się wywyższać,przez co często wchodzi w konflikty. Można było to po nim poznać,patrząc na blizny,losowo usytuowane na ciemnym ciele. Tak więc dla Logana będzie to na prawdę ciężki orzech do zgryzienia.
W samym dniu zawodów jakoś niespecjalnie przejmował się obecnym w stajni chaosie,wszędzie pełno było ludzi i koni,którzy pośpiesznie szykowali się na dzisiejsze starty. Rzadko kiedy denerwował się takimi rzeczami,w chwili obecnej był jedynie nieco zestresowany,ale był to efekt przeprowadzki,która odbyła się całkiem niedawno. Powoli jednak przyzwyczajał się do nowego środowiska,które zdecydowanie mu odpowiadało.
Pewnym,długim krokiem przybył na tutejszą rozprężalnie,była równie zatłoczona co stajnia. Niechętnie stanął przed wejściem,kuląc uszy na widok obecnych koni,które już na samym początku zdarzyły go zirytować. Zapewne Logan zaopatrzył go w czerwoną wstążkę,ostrzegając równocześnie pozostałe pary przed konkretnym kopniakiem od ogiera. Wypuścił całe powietrze z klatki piersiowej podczas podciągania popręgu,tym razem ułatwiając mu to zadanie. Nie przepadał za tą czynnością,często zdarzało się tak,że materiał boleśnie przytrzaskiwał jego skórę. Ruszył od razu po zajęciu przez chłopaka miejsca w siodle. Podręcznikowo rozciągał się na wszelakich figurach,wyginając się sprawnie pod naciskiem jego łydek. Żuł subtelnie nieco chłodne wędzidło,pieniąc się delikatnie w kącikach pyska. Cały czas aktywnie pracował zadem,wchodząc nim mocno pod kłodę. Był ogólnie skupiony na swoim jeźdźcu i jego pomocach,aczkolwiek nie obyło się bez rozpraszania się przez pozostałe pary. Postawiona na środku przeszkoda treningowa nie stanowiła dla niego problemu,odważnie podszedł do najazdu,ostatecznie lądując na drugiej stronie,dodatkowo wystrzeliwując z zadu.
Przeszedł płynnie do kłusa,przegryzając wędzidło i nieco ciągnąc szyję w dół,co było na pewno niezbyt przyjemne dla dłoni. Przystanął na linii startu i równomiernie rozłożył ciężar na czterech nogach,co było odruchem z czworoboku. Zaraz po usłyszeniu sygnału dźwiękowego w postaci dzwonka i dociśnięciu łydek wybił do przodu i od razu przybrał stosowne tempo jak na początek. Jak na razie był w pełni skupiony na trasie jak i na zbliżającej się jedynce,która także nie wzbudzała w nim żadnych negatywnych emocji takich jak strach czy niepewność. Uważnie pilnowany przez chłopaka rozpoznał,że posiada on już jakieś doświadczenie i raczej nie dałby ogierowi zbytnio szaleć. Postanowił więc nie stawiać oporu i po prostu zgodnie z jeźdźcem współpracować,aby pokazać na co go stać. Tak więc nie zignorował półparad,kierując na chwilę uszy w tył i przygotowując się do skoku cofnął się delikatnie,aby bardziej unieść przody. Wybił się sprawnie,składając kończyny i ładnie wyginając szyję,korzystając w pełni z oddanych wodzy. Skakał ekonomicznie,nie marnując dużo energii,która stanowiła ważny aspekt w ich przejeździe. Miękko wylądował na stabilnym gruncie,odbijając na delikatny łuk i pozwalając przybrać sobie mocniejsze tempo do dwójki. W dalszym ciągu dawał z siebie 100% i nie zawahał się przy kolejnym podejściu do przeszkody,która tym razem była niższa. Zamknięty w korytarzu pomocy pokonywał kolejne foule,aby rzeczywiście oddać spory,długi,ale płaski skok. Podczas lądowania poczuł,że gdzieś pod nim wylądowało nieszczęsne strzemię. Niezbyt go to przejęło,ale zrobił kilka krok z wyższą akcją kończyn,tak aby przypadkiem o nie nie zawadzić. Loganowi groził upadek tylko gdyby przypadkiem stracił równowagę przez te szukanie zguby,ogier nie miał zamiaru posyłać go na ziemię. Opóźnione pomoce przed trzecią przeszkodą nie stanowiły dla jego wielkiego problemu,czysty i miły dla oka skok. Wpisał się podręcznikowo w parabolę,ostatecznie lądując i szastając ogonem okrężnym ruchem.
Zachowywał się stosownie,rzeczywiście cały czas utrzymując tempo,które narzucał mu Logan. Mimo dużych chęci do napalania się na przeszkody chłopak trzymał go w ryzach i nie pozwalał mu na to. Jak na razie szło im dobrze,pomijając incydent z strzemieniem,o którym L już chyba zapomniał. Zlustrował wzrokiem przeszkodę numer cztery,czyli już nieco wyższą i zbudowaną z dwóch kłód. Kierował się w sam jej sam środek,kumulując ponownie siłę w zadzie,który był mocno pod kłodą ogiera. Jego przednie nogi wyglądały jakby kopały powietrze,przez wyższe unoszenie je. Szybko zareagował na łydki,odrywając się nieco siłowo i od razu ładnie się złożył,delikatnie dotykając kopytami brzuch,na szczęście nie raniąc się. Powrócił na podłoże i szybko powrócił do wcześniejszego ustawienia,kierując się w stronę następnej przeszkody,poruszając się po rzeczywiście prostszej trasie,która była o wiele rozsądniejsza od niebezpiecznych skrótów,które mogły skończyć się nawet wypadkiem. Automatycznie przyjrzał się przeszkodzie i ocenił około gdzie ewentualnie mógłby się wybić,jeśli pomoce Logana zawiodą. Tak jednak nie nastąpiło więc wzbił się w lot w miejscu wybranym przez swojego jeźdźca. Wszystko wykonał według przybranego schematu. Będąc już na drugiej stronie piątki uniósł wyżej łeb aby zbadać wzrokiem szóstkę. Cały czas był pewny siebie i nie miał problemu z takimi przeszkodami więc znów przygotował się do skoku,biorąc pod uwagę półparady. W ładnym stylu rozprawił się z szóstką i odbił na zakręt aby dojechać do siódemki. Nie miał problemu z równowagą,był idealnie rozciągnięty a i owy skrót był niezbyt wymagający więc sprawnie dotarł do przeszkody. Na życzenie wybił się na sporą odległość,niezbyt dbając o wysokość,ale nie zapominając o tym,aby schować kończyny i uchronić je przed zetknięciem się z budowlą. Tak więc prawie skończyli pierwszą część,która była zadowalająca dla pary. Lux tak jak sobie na początku założył- pokazał się raczej z swojej dobrej strony, nie sprawiając żadnych problemów. Wracając do przejazdu;w szybkim tempie zbliżała się do nich ostatnia już przeszkoda owej połowy. Na jego sierści pojawił się już pot w postaci białej pianki,która była głównie w okolicach zadnich nóg i szyi. Zmęczenie go powoli dopadało,ale ignorując to wykonał bardziej widowiskowy skok nad ósemką,zużywając więcej mocy mięśni niż zwykle,wybijając się z odpowiedniego miejsca niczym jak piłeczka. Skok był jak najbardziej poprawny technicznie,nawet delikatnie zabaskilował. Lądowanie zamortyzował idealnie,więc chłopak po skoku powrócił miękko w siodło. Tak więc teraz pozwolił dobie na dodanie w dystansie,poruszając się w stronę następnej przeszkody.

Jessie - 2016-04-14, 10:40

Korzystając z tego, że organizatorzy zawodów zaplanowali trasę odpowiednią dla młodych i nieobytych z zawodami końmi, pozgłaszała na nie wszystkich swoich podopiecznych, którzy stawiali w sporcie pierwsze kroki. Jednym z nich był Duran, który choć był niewątpliwie mocno utalentowany i zdolny, to zdecydowanie był nieobyty z zawodami. Przekonała się o tym stosunkowo wcześniej. Chociaż dotąd jeździła z nim na hali w godzinach szczytu, raczej go nie oszczędzając jeżeli chodzi o ilość bodźców, to atmosfera zawodów robiła swoje. Ogólne spięcie i hałas nie działały na niego najlepiej, co starała się skutecznie zwalczać już w zarodku. Nie dała więc poznać po sobie zdenerwowania, z zimną krwią tłumiąc jego wszelkie bunty i sumiennie zajmując jego głowę zadaniami.
Ukończywszy rozgrzewkę udała się w stronę startu, gdzie spotkała się z dotąd najefektowniejszym buntem. Duranowi najwyraźniej coś się nie spodobało, bowiem zatrzymał się gwałtownie, niemal w tym samym momencie próbując się obrócić 'na pięcie' i zawrócić. Powstrzymawszy go przed tym w zamian otrzymała próbę wspięcia się, którą ukróciła ściskając boki karego łydkami, oddając mu wodze ale też lekko skrzywiając jego łeb w lewą stronę, by subtelnie wytrącić go z równowagi i zmusić do stanięcia na czterech nogach. Kiedy uzyskała ten efekt, przez chwilę przytrzymała go w stój, ignorując jego furczenie. Poczekała aż się uspokoi, po czym jakby nigdy nic przeszła do kłusa, cały czas pilnując młodego w łydkach. Przeszła do galopu wraz z dzwonkiem, tym samym rozpoczynając przejazd na wyraźnie pobudzonym i czujnym, choć chętnie idącym do przodu wierzchowcu.

Pierwsza przeszkoda wyglądała stosunkowo przyjaźnie, co jednak nie oznacza, że kary miał jednakowe zdanie na ten temat. Była więc gotowa na każdą ewentualność, póki co postępując standardowo. Nie rozpędzała Durana, już wcześniej ustaliła słuszne tempo, nie mając na celu ścigania się z resztą, a jedynie poprawne pokonanie trasy i oswojenie konia z takim typem przeszkód. Stąd też jej jazda była dziś bardzo techniczna i spokojna. Usiadła w siodle odpowiednio wcześniej, lekko ściągając łopatki i przykładając łydki do jego boków, aby mieć nad nim pełną kontrolę w najeździe do kłody. Najbardziej była wyczulona na ewentualną próbę skrócenia się przed przeszkodą, co mogło zapowiadać odmowę; gdyby coś takiego nastąpiło, zdecydowanie "rozjechała" hanowera do przodu. Pomogła mu w ocenie miejsca, z którego powinien się odbić i gotowa na prawdopodobnie wysoki (aż przesadnie) skok, poczekała na niego by zabrać się razem z ruchem ogiera. Dzięki temu nie zakłóciła jego równowagi ani też nie pociągnęła go za pysk, co było istotne jeżeli nie chciała go zniechęcić do dalszych skoków. Natomiast do kolejnej przeszkody pogalopowała nieco śmielej, chwaląc Durana w międzyczasie za poprzedni skok. Dwójka w zasadzie wymagała przegalopowania przezeń, toteż pozostając w bliskim kontakcie z siodłem, naprowadziła czterolatka na wprost przeszkody. Zmotywowała go do skoku w odpowiednim miejscu dając łydkę, po którym nastąpił obszerniejszy skok galopu, bo skokiem samym w sobie trudno było to nazwać. Przesunęła przy tym rękę do przodu, elastycznie oddając karemu dostatecznie dużo wodzy, zaś dzięki stabilnemu oparciu w strzemionach oraz stabilnemu dosiadowi uniknęła nieprzyjemnego klepnięcia tyłkiem w siodło przy "lądowaniu". Swobodnym łukiem na lewo wskazała Duranowi następną przeszkodę czując, że mimo wielu niuansów coraz lepiej skupiał się na swoim zadaniu, a nie na otoczeniu. Otwarta przestrzeń mogła prowokować do niepożądanych zachowań, stąd cały czas miała nad ogierem kontrolę, ani na chwilę nie zostawiając go samemu sobie. Wychwytując najmniejsze oznaki dekoncentracji od razu reagowała półparadką, przywołując młodego do porządku, choć nie było w tym choćby śladu nerwowego działania. Cały czas dobrze się bawiła, chociaż trasa była... nudna. Przynajmniej z jej punktu widzenia. Mimo to frajdę sprawiało jej prowadzenie po niej swoich młodych koni, których reakcje były niekiedy zagwozdką i wymagały o wiele więcej skupienia niż w przypadku doświadczonych wierzchowców na trudniejszych trasach. W każdym razie ze względu na zbliżony wygląd oraz budowę przeszkód, schemat postępowania w najeździe oraz w trakcie pokonywania przeszkód był bardzo podobny. Po raz kolejny podstawą został rytmiczny, energiczny galop oraz przypilnowanie konia przed spływaniem na boki; samo odbicie oraz lot nad trójką nie były dla Jess problemem, nawet jeśli koń dopiero ćwiczył swoją technikę.
Między poszczególnymi przeszkodami nie rozpędzała Durana, stawiając na harmonijną i równą jazdę. Naturalnie na dłuższych odcinkach bez przeszkód jechała w półsiadzie, aby umożliwić czterolatki swobodny galop. Przed przeszkodami wracała w siodło odpowiednio wcześniej, aby nie zaskoczyć konia i spokojnie zapanować nad sytuacją, do czego potrzebowała jakichś sześciu foule w przypadku tego typu przeszkód. Tak też postąpiła w przypadku czwórki, do samej przeszkody prowadziła DD równo i pewnie, zwalczając ewentualne zawahania. Spodziewała się po nim raczej duszy fightera, ale atmosfera zawodów wyraźnie studziła dziś jego zapał i wzbudzała w nim niepewność. Była jednak pewna, że to jednorazowy incydent i w miarę rosnącej liczby startów, ogier coraz mniej będzie zwracać uwagę na otoczenie.
Jak zawsze zmotywowała konia do oddania skoku, by kolejno zgrać się z jego ruchem i w harmonii pokonać przeszkodę. Na piątce zachowała się identycznie - co by trochę skrócić ten post - i już po chwili czekało ich jedno z największych wyznań tej trasy, bo przeszkoda różniła się od innych. Mimo to zapanowała nad sytuacją doskonale, jadąc na domek jakby nigdy nic, w razie zawahania po prostu pomagając sobie użyciem palcata i ostróg, co by młody oddał skok mimo nietypowo wyglądając przeszkody. Zaraz po niej pochwaliła go głosem i poprowadziła na siódemkę, także wymagającą dłuższego skoku galopu, jako że miała prawdopodobnie przypominać rów. W każdym razie, najechała na nią trzymając wcześniejsze tempo, przed dając mocniejszą łydkę, co by sprowokować hanowera do mocniejszego odepchnięcia się od ziemi. Dalej czekała na nich najzwyklejsza w świecie kłoda, przed którą nieco zwolniła, uspokajając Durana po chwili żwawszego galopu. Tym razem spotkała się z bardzo pozytywną reakcją, czując że koń idzie chętnie i bez wahania, nie zwracając uwagi na nic innego niż przeszkodę i jeźdźca. Dzięki temu pokonanie ósemki i tym samym zakończenie pierwszej połowy trasy mogła uznać za prawdziwą przyjemność.

Jim Beam Rye - 2016-04-14, 11:51

W dystansie do jedenastej przeszkody wyraźnie poszerzyłem ramy galopu, kryjąc tym samym więcej terenu. Odcinek pozbawiony przeszkód wiązał się też z brakiem publiczności, dzięki czemu byłem wyjątkowo opanowany i skupiony. Co za tym idzie, reagowałem nawet na najsubtelniejszy sygnał ze strony jeźdźca. Jeżeli chodzi o poziom mojego zmęczenia, był on stosunkowo wyrównany. Naturalnie mógłbym mieć lepszą kondycję, ale nie było tragedii. Wszystkie znaki na niebie mówiły, że damy radę dotrzeć do mety. Mimo mocnego tempa nie miałem problemu z ocenieniem odległości do zbliżającej się przeszkody, nawet jeśli ograniczone pole widzenia wpływało w jakimś stopniu na moją percepcję. Nie uniknąłem lekkiego skrzywienia łba, ale obyło się bez kłopotliwego urwania foule. W optymalnym miejscu na odskok odbiłem się prężnie od ziemi, z powodzeniem pokonując jedenastą przeszkodę. Po dalekim lądowaniu kontynuowałem galop we wcześniejszym tempie. Już z daleka zacząłem się przyglądać majaczącej przeszkodzie, której wygląd nie wzbudził we mnie najmniejszych wątpliwości. Do samego końca szedłem jednakowo chętnie, w odpowiedzi na ściśnięcie łydkami poszerzając foule jeszcze bardziej. Mimo szybkiego tempa, wciąż przede wszystkim angażowałem zad, głęboko wkraczając tylnymi nogami pod kłodę, przód pozostawiając stosunkowo lekkim. Prędkość nie miała też większego wpływu na technikę skoku. Lot naturalnie był przez to daleki i płaski, co jednak nie psuło efektu - wciąż skakałem bardzo technicznie, wyraźnie baskilując. Daleko wyciągnąłem nos, tym samym prostując szyję, wysoko podniosłem wszystkie kończyny trzymając je równo złożone. Dzięki temu byłem daleki od zahaczenia o przeszkodę, co mogłoby się źle skończyć. Lądując po takim dalekim skoku błyskawicznie się zbierałem i silnym pchnięciem od ziemi z powrotem wskakiwałem w szybki galop. Tym razem jednak Vivianne ograniczyła mój zapał, wyraźnie przytrzymując. Skróciłem zatem foule do galopu, zadzierając też lekko łeb, którym to machnąłem jednokrotnie, chlapiąc pianą na siebie. Nie zdradzałem objaw strachu przed wodą samą w sobie. Kłopotliwie jedynie wydawało mi się zeskoczenie do niej; konie ogółem miały pewną awersję do tego typu rzeczy, a ja dodatkowo nie mogłem się dobrze przyjrzeć. Mimo to byłem pozytywnie pobudzony poprzednimi skokami i szybkim galopem, stąd do trzynastki nawet lekko rwałem, dość wysoko galopując przodem. Zdawałem się być zachęcony i pewny swego, ale postawa Vivianne zachwiała nieco moją pewność siebie. Skoro spodziewała się po mnie tego, że mógłbym odmówić skoku, uznałem, że coś musi być na rzeczy; postawiłem uszy na sztorc, łypnąłem ślepiem na wodę, po czym drastycznie się skróciłem. Ostatecznie skok oddałem niemal z miejsca, co musiało wyglądać komicznie. Aż przytupnąłem, zaraz wybijając się do kłody, lądowanie w wodzie czyniąc mało przyjemnym. Mogłem nawet wytrącić jeźdźca z równowagi, ale pobudzony temperaturą wody gwałtownie ruszyłem do przodu, pod górę, niejako pomagając Viv wrócić w siodło, jeśli tylko zbytnio pochyliła się na mojej szyi. Błyskawicznie pokonałem wodę i wyskoczyłem na ląd, w tym celu potężnie wybijając się z wody, do czego prowokowało mnie grząskie podłoże. Wyraźnie zaokrągliłem się w skoku, ciekawsko wyglądając w stronę drugiego członu. Do niego podeszliśmy spokojniej i rozważniej, choć nie było mowy o moim opanowaniu. Niejako gotowałem się w sobie, nagle szedłem lekko spięty i podminowany, ale wciąż bardzo posłuszny. Bez zbędnego kombinowania podszedłem do drugiego członu, spod którego wybiłem się elegancko, szybko pracując przodem. Lądowanie zwieńczyłem głuchym parsknięciem, jeszcze przez chwilę galopując bardzo dynamicznie, pod górę, z zaokrągloną szyją i mocno uwypuklonym grzbietem. Dopiero w odpowiedzi na mocniejszą łydkę rozjechałem się do przodu, wracając niejako pod kontrolę Vi.
W zakrętach miałem stosunkowo dobrą równowagę, która umożliwiła mi zachowanie prędkości. Wyszedłszy na wprost piętnastej przeszkody, zgodnie z poleceniem dodałem, odważnie zmierzając na sam środek potężnie zabudowanej przeszkody. To jednak zdawało się mnie nie zniechęcać. Oddałem skok wtedy, kiedy było to konieczne i po raz kolejny zaprezentowałem nie najgorszą technikę skoku, bardzo dobrze sobie radząc z tym typem przeszkód. Ba, mogłem się okazać dziś miłym zaskoczeniem nie tylko dla Viv, ale również całej reszty, która jakkolwiek interesowała się wynikami i końmi startującymi w zawodach.
Dotąd udało nam się uniknąć większych komplikacji, ale jak to w życiu bywa, sielanka nie mogła trwać wiecznie. Odcinek do kolejnej przeszkody był trudny technicznie, co przyniosło ze sobą problemy. Nieprzyjazne podłoże sprawiło, że parę razy potknąłem się, co było groźne przede wszystkim ze względu na prędkość. Nawet gdy zwolniliśmy, byłem już wyraźnie zdenerwowany tymi nagłymi wytrąceniami z równowagi i mimowolnie rzucającym się po siodle jeźdźcem. Konsekwencją tego było kolejne kiepsko zapowiadające się podejście do przeszkody, ale szczęśliwie udało nam się wybrnąć z opresji. Zapanowałem nad emocjami, jako tako odzyskałem równowagę zarówno pod fizycznym jak i psychicznym względem, a to wszystko umożliwiło mi pokonanie szesnastej przeszkody. Było ciężko, lecz dawaliśmy radę! Byłem już zmęczony, głównie ze względu na wcześniejsze problemy, ale byliśmy coraz bliżej końca. Następna przeszkoda nie wzbudziła we mnie żadnych wątpliwości, stąd też pokonałem ją bez żadnych komplikacji, ciągle zbliżając się do końca trasy. Tym razem wskoczenie do wody nie okazało się dla mnie problemem; chociaż doskonale widziałem co mnie czeka po osiemnastej przeszkodzie, bez zawahania oddałem przed nią skok, który miał swój koniec w wodzie. Wylądowałem rozważnie, nie trącąc równowagi po czym kontynuowałem żwawy galop przez wodę, aby po chwili wyskoczyć z niej na ląd. Niewiele dalej stała następna przeszkoda, do której podszedłem spokojniejszym galopem, zgodnie z żądaniami Vivianne. Zamknięty w korytarzu z pomocy szedłem na wprost przeszkody, cały czas zdradzając swój entuzjazm. Wreszcie odbiłem się spod niej, oddając kolejny poprawny skok, w trakcie którego wyraźnie się zaokrągliłem w locie oraz bezpiecznie wylądowałem po drugiej stronie. Następne dwie przeszkody również były wąskie, stąd też trzymałem poprzednie tempo, odpowiednio dynamiczne jednak umożliwiające okrągły galop. W oba człony bez problemu wycelowałem w sam środek, stale reagując na pomoce Vi, dzięki czemu pokonywaliśmy przeszkodę za przeszkodą w pełnej harmonii. Mój oddech był już bardzo głośny, ale nie było się czemu dziwić. Nie był to byle jaki wysiłek. Miałem jeszcze wystarczająco dużo sił aby dokończyć trasę. Bez oporów dodałem do przedostatniej przeszkody, której to wygląd był zbliżony do ostatnich dwóch przeszkód. Nie tracąc tempa, dotarłem pod przeszkodę spod której odbiłem się prężnie, oddając kolejny daleki i płaski skok. Moja technika umożliwiła nam jednak bezpieczne pokonanie przeszkody, bowiem wyraźnie podciągnąłem nogi, będąc dalekim od zahaczenia o przeszkodę. Czekała na nas już ostatnia przeszkoda, którą to również pokonałem bez problemu, lekko przeczesując jej miękką część kopytami. Wykończyłem trasę szybkim finiszem, po którym przeszedłem do kłusa. Zmęczenie sprawiło, że uwaliłem się lekko na przodzie, ociekając potem i głośno dysząc przez rozwarte aż do ukrwionych miejsc nozdrza. Po paru minutach przeszedłem do stępa, w którym wyciągnąłem łeb do samej ziemi i długo stępowałem, kołysząc ogonem i leniwie parskając. Po wszystkim zostałem odprowadzony do stajni. /zt

Jessie - 2016-04-14, 14:49

Zmienne zachowanie Truskawki zmuszało Jess do stałej koncentracji. Mimo iż momentami wyglądało to groźnie, brunetka nie miała problemu z zachowaniem równowagi ani z pozostaniem w siodle, choć nie zdołała uniknąć paru stłuczeń czy naciągnięć. Nazajutrz pewnie będzie miała spory problem z poruszaniem się po tej walce z siodła, ale na ten moment nic do niej nie docierało. Gdy w trakcie trasy koń gwałtownie się zatrzymał, przestraszony widokiem jaskrawo ubranej widowni, Jess natychmiast spięła ją ostrogami, nie ukrywając, że robiła to równie chamsko (choć nie bez powodu!) co koń. Gdy kasztanka się wspięła, zawodniczka natychmiast skręciła jej szyję, wymuszając stanięcie na ziemi, zaraz po którym ponowiła sygnał do ruszenia, tym razem uzyskując pożądany efekt. Zdawała sobie sprawę z tego, że przez to wszystko była teraz pod czujnym okiem komisji, która zapewne u końca trasy powie jej kilka słów. Niekoniecznie miłych. Niemniej nie mogła pozwolić sobie na to, by kucyk robił to, na co tylko miał ochotę.
W każdym razie po piątej przeszkodzie sytuacja względnie się ustabilizowała, a Strawberry stała się spokojniejsza. Do szóstej przeszkody dzielił je spory odcinek pozbawiony jakichkolwiek przeszkód, co wydawało się Jess cholernie nieprzemyślanym pomysłem, choć idącym jej teraz na rękę. Mogła mianowicie poprosić klacz o wolniejszy galop, z czym nie powinna już mieć kłopotu zważywszy na zmęczenie oraz brak przeszkód prowokujących do pędzenia. Jechała w półsiadzie, wciąż jednak będąc gotową na ewentualny, niespodziewany zwrot akcji. Zakładam jednak, że obyło się bez niespodzianek. Co prawda przypłaciła to jeszcze większym pogorszeniem czasu, ale nie mogła przeciążyć klaczy, której siły już teraz były mocno nadszarpnięte.
Następne dwie przeszkody były niewielkimi balami drewna, których pokonanie nie powinno być kłopotliwe... czysto teoretycznie, bo po Strawberry mogła spodziewać się wszystkiego. W odległości sześciu foule od pierwszej przeszkody usiadła w siodle, nie ingerując w tempo. Niejako dała kasztance wolną rękę, samej skupiając się tylko na tym, by nie spłynęła jej z przeszkody. W tym celu prowadziła ją w zamkniętych łydkach, które ograniczały przed ucieczką na którąkolwiek ze stron. Kucynka ponownie mogła samodzielnie wybrać miejsce odbicia; Jess jedynie wyczuła jej ruch, aby nie zostać w tyle i zabrała się z nim, przechodząc do niskiego półsiadu i oddając wodze, bez utraty kontaktu. Siódma przeszkoda stała niewiele dalej, ale nawet jeśli Strawberry rozochociła się minionym skokiem, to Jess wolała nie regulować tempa, na rzecz uniknięcia walki z koniem.
Dalej droga była dość kręta, co też pomagało Jessice w kontroli nad koniem, który z racji wieku nie miał jeszcze tak doskonałej równowagi jakby sobie tego życzył. Stąd też zakręty nie pomagały klaczy w ewentualnym pędzeniu na łeb, na szyję; niemniej Jess pomagała jej, podpierając ją wewnętrzną łydką i dając oparcie na zewnętrznej wodzy, by nie kładła się aż tak do środka. Ósma przeszkoda stała na wzniesieniu, co zmotywowało Wine do zaangażowaniu zadu. Jess zaś pozostała w siodle, lekko pochylona do przodu, by odciążyć zad rudej. Przypilnowała ją przed przeszkodą i doprowadziła do niej, skąd oddały następny skuteczny skok. Kolejno wjechały ponownie w las, na którego dość wąskiej ścieżce stały następne dwie, nieskomplikowane przeszkody. Sama obecność drzew po bokach ograniczała możliwość wyłamania, stąd Jess jedynie pilnowała równego ruchu na przód, jak zawsze tylko wskazując Strawberry przeszkody i wczuwając się w jej ruch, aby jej nie przeszkadzać. Im częściej się jej słuchała, tym częściej mogła się liczyć z pochwałami. Stąd jeśli dotąd zachowywała się względnie dobrze, nie odstawiając cyrków, mogła liczyć na pochwały - przede wszystkim słowne, ale też parę razy wyrażone krótkim klepaniem po spoconej szyi.
Dalszy odcinek trasy ponownie biegł po niewielkim wzniesieniu, co dało się odczuć tuż po wyjściu z lasu. Na drodze pary niedługo stanęła już jedenasta przeszkoda, bliźniaczo podobna do poprzednich, stąd też Jess spodziewała się bezproblemowego pokonania przeszkody. To przeczucie jednak nie zwolniło jej ze stałej czujności. Chociaż przestała walczyć z koniem i vice versa, wciąż kierowała się zasadą ograniczonego zaufania i kontrolowała każdy krok na tyle subtelnie, aby nie zezłościć na nowo konia. Jakby nie było, cały czas dzielnie parły do przodu, wkrótce pokonując także jedenastkę.

Vivianne Feron - 2016-04-14, 19:16

Podpierała ogiera w każdym zakręcie występującym na drodze ku przeszkodzie numer dziewięć i poprosiła go o nieco wolniejsze tempo, ograniczając tym samym możliwość zabicia się na nierównym terenie do minimum. Zwracała dużą uwagę na drogę, po której się poruszali, wciąż starając się obrać jak najlepszą dla nich trasę. Gdy wyjechali z ostatniego zakrętu, a ścieżka unormowała się w miarę, brunetka wyprostowała kucowi łeb by w kilka foulee później naprowadzić go na sam środek kłody, którą udało im się pokonać bez większych problemów. Vivianne oddała jedynie rękę ogierowi, będąc w ciągłym półsiadzie pogłębiła go tylko odrobinę, aby zaraz po wylądowaniu przysiąść w siodło i wziąć siwego bardziej na siebie. Dosiadem zwolniła go także trochę aby dokładnie dojechać do przeszkody numer dziesięć ustawionej jedynie kilka foulee dalej i dodała dopiero na dwa „galopowe skoki” przed nią, by wybrać odpowiednie miejsca odskoku, i w chwilę później powiodła w górę za wznoszącym się ciałem siwka i znów oddała mu ręce aby wykonać kolejny, poprawny skok. Zaraz po zetknięciu się kopyt Niemca z trawą pozostała w półsiadzie i zachęciła do żywszego galopu ku kolejnemu punktowi trasy.
W zakręcie podparła konia w łydkach, aby mogli kontynuować bieg w tym samym tempie nie ryzykując wypadnięciem z trasy i szybko obliczyła miejsce odskoku, do jedenastki decydując się nie kombinować z prędkością. Do skoku nad tą, nieco wyższą, przeszkodą zachęciła ogiera mocniejszą łydką i krótkim cmoknięciem, zaraz po wylądowaniu za nią, wprowadzając go w łuk i przytrzymując na sobie by dokładnie wyjechać dystans do dwunastki, która stała kilka foulee dalej. Mimo że nieco ukróciła zapał ogiera do szybkiego biegu, przed samą przeszkodą postanowiła dodać, by z większą mocą zaatakował kolejną Ławeczkę. Przeszkoda ta była chyba najwyższą z dotychczas przez nich pokonanych, a Vivianne nie chciała by koń przez nieuwagę podciągnął zbyt nisko nogi czy wykonał skok zagrażający płynności przejazdu. W locie nad przeszkodą oddała ogierowi rękę i pogłębiła półsiad, aby w chwilę po lądowaniu ostudzić jego zapał go biegu, tym razem na dobre zmniejszając tempo galopu.
Podtrzymując konia w łydkach wprowadziła go w zakręt zaraz za którym spodziewała się kolejnych przeszkód – ta trasa była jej już dobrze znana toteż doskonale wiedziała co za moment nastąpi. Korzystając z wolniejszego tempa wyprostowała łeb konia od razu po wyjściu zza zakrętu i posłała mu kilka półparad aby zwrócić uwagę siwego na niski krzyżak, który właśnie pojawił się na horyzoncie. Kontynuując w rytmicznym tempie naprowadziła kuca na przeszkodę, która nie była dla niego żadnym wyzwaniem i którą pokonał bez zająknięcia, aby od razu po wylądowaniu usiąść w siodło, posłać kolejną półparadę i dać nieco mocniejszą łydkę nad członem B, który może nie był za bardzo ambitny, ale który zdecydowanie wymagał od konia zwrócenia nań uwagi – w końcu mógł wpaść nogą w dziurę jeśli jej nie zauważył. Nic takiego jednakże nie miało miejsca – Czekoladowy pokonał drugą część przeszkody śpiewająco i teraz zmierzali już ku kolejnej, stojącej tuż przed nimi, przeszkodzie. Brunetka kontynuowała jazdę w pełnym siadzie, dla lepszej kontroli siwego, któremu pozwoliła samodzielnie wybrać miejsce odskoku poprzez delikatne przyspieszenie, w efekcie czego, już w chwilę później, wylądowali z powrotem na trawie. Vivianne pochwaliła wierzchowca głosem i kontynuowała przejazd w tym samym tempie, w którym znajdowali się przed chwilą. Musieli troszkę przyoszczędzić siły jeśli chcieli bez większych problemów dotrwać do samego końca, a krótkie dystanse zdecydowanie sprzyjały chwilowemu odpoczynkowi.
Przeszkoda numer piętnaście zamajaczyła przed nimi już w chwilę później. Brunetka, wprawnym okiem, oceniła, że miejsce odskoku wypadnie w odpowiednim momencie przed przeszkodą, więc swoje reakcje przed obalonym drewnem ograniczyła jedynie do posłania ogierowi półparady i zamknięciu go w pomocach, aby nie mógł spłynąć w żadną ze stron, jeśli akurat naszedł go taki pomysł. Zacmokała do konia zachęcająco tuż przed wybiciem, a kiedy jego kopyta oderwały się od ziemi, Kanadyjka pogłębiła półsiad, oddała mu łydkę i zaparłszy się mocniej w strzemionach, już po kilku sekundach wylądowała z powrotem w dotychczasowej pozycji. W łuku do kolejnej przeszkody pozwoliła Siwemu pogalopować z trochę większą werwą – przydałoby im się bowiem urwanie kilku sekund przejazdu aby otrzymać realne szanse zajęcia jednego z wyższych miejsc. Póki co wszystko szło bez zakłóceń, toteż brunetka bardziej zaufała kucowi i bez żadnych wątpliwości pozwoliła mu biec przed siebie ile fabryka dała. W efekcie już w chwilę później wychodzili zza ostatniego zakrętu za którym brunetka wyprostowała głowę konia i przysiadłszy w siodło zadziałała mocniej dosiadem, aby przytrzymać go na sobie. Poprosiwszy w ten sposób o wolniejsze tempo zamknęła go w korytarzu z pomocy, który wskazywał jedynie parcie na przód i żadnej inne drogi poza wejściem do wody. Nie miała pojęcia czy ogier się jej boi czy nie, dlatego też postanowiła zadziałać zapobiegawczo i nieco ostrożniej wprowadziła go w przeszkodę numer szesnaście, którą przegalopowała z uśmiechem na ustach. Uniosła się w strzemionach, aby za bardzo nie ciążyć ogierowi, a kiedy wyszli z wody posłała mu półparadę, by już w chwilę później skierować go w najniższe miejsce siedemnastki, którą pokonali jednym susem, rozbryzgując wodę wszędzie dookoła siebie. Vivianne także była już cała mokra i brudna, ale sprawiało jej to nieopisaną radość, której dawno nie doświadczyła.
W dystansie do kolejnej przeszkody ponownie pozwoliła ogierowi galopować ile sił w nogach. Raźno podtrzymywała go w każdym występującym na drodze zakręcie i pomagała omijać wszystkie nierówności terenu. Podczas gdy trasa coraz bardziej zbliżała się ku końcowi, na ustach Kanadyjki rósł coraz szerszy uśmiech, który opanowała jednak szybko, nie chcąc spocząć na laurach. W skupieniu kontynuowała więc trasę, aby już za moment natknąć się na przeszkodę numer osiemnaście. Przytrzymała konia lekko przed nią, aby nie wpadli we wzniesienie i uniósłszy się bardziej w strzemionach posłała mu mocniejszą łydkę aby wykonał poprawny wskok. Zaraz po nim mocno go na sobie przytrzymała by po dwóch foulee galopu zeskoczyć ze wzniesienia w spokojny i ostrożny sposób. Zaparła się mocniej w strzemionach, oddała ogierowi wodze a już w chwilę później jego kopyta stykały się z podłożem i kontynuowały przejazd do ostatniej z przeszkód. Dziewiętnastka wymagała nieco mocniejszego wybicia i trochę dłuższego lotu, toteż brunetka zdecydowała się na energiczny galop i odskok w nieco wcześniejszym miejscu aby pozwolić ogierowi wyciągnąć się nad przeszkodą. Zaraz po gładkim wylądowaniu za ostatnim punktem trasy zacmokała na siwka i pozwoliła mu na zwiększenie tempa. W łuku przytrzymała go porządnie w łydkach i już po chwili przekraczali linię mety, za co kuc otrzymał od amazonki wielkie gratulacje i podziękowania. Poklepała go po szyi, chwaliła słowami i z szerokim uśmiechem na ustach przekłusowała z nim jeszcze kawałek, aby w końcu pozwolić na przejście do stępa.
Porządnie rozstępowała konia, a gdy minął odpowiedni czas zsiadła z niego i jeszcze raz poklepała po szyi. Odprowadziła ogiera do stajni gdzie odpowiednio się nim zajęła i obdarowawszy go wieloma marchewkami, odłożyła jego sprzęt na miejsce i odeszła z powrotem w stronę zawodów.

zt.

Strawberry Wine - 2016-04-14, 20:43

Użycie ostróg dla Truskawki było bodźcem do kolejnych buntów i nieprzyjemności, ale działanie zawodniczki wywoływało o tyle duży dyskomfort, że w połączeniu ze stresem kucyk uległ „namowom” ostatecznie ruszając przed siebie. Tak jak wspominałam, nie był to równy i przyjemny galop, ale ostatecznie klacz zwolniła wyraźnie, pozwalając sobie nieco odpocząć. Co rusz próbowała przeforsować odpoczynek, na co jej nie pozwolono toteż ostatecznie poddała się, idąc do przodu równo i spokojnie. W ramach niezadowolenia skuliła jedynie uszy, moszcząc je pieczołowicie w gęstwinie rudej grzywy, o ile Jessie nie pokusiła się o koreczki, i kiedy tylko miała ku temu okazję strzelała ogonem o stawy skokowe. Poza tym jednak zdążyła zorientować się że dziewczyna nie odpuści, a brak sił motywował do spokoju. Oddychając głęboko furkotała jeszcze czasami płatkami nozdrzy, co przez brunetkę mogło zostać mylnie skojarzone z narastającym w klaczy podnieceniem, ale nie wyrwała do przodu bez kontroli. Opierając pysk na wędzidle, nastawiła się na jego działanie względnie podejmując chęć współpracy. Dlatego kiedy nakierowano ją na przeszkodę nie wyrwała dziko w przód. Właściwie nie miała już w ogóle ochoty jej skakać, ale licząc się z kolejną dawką kopnięć, szarpnięć i ostatecznych zwycięstw dziewczyny, kobyłka wyskoczyła przed siebie dopiero przed przeszkodą. Niezbyt daleko i niezbyt blisko, ale także wysokość była niemal idealna. Nad przeszkodą zostało wszak jakieś dziesięć centymetrów zapasu, zważywszy na naprawdę niewielki poziom trudności. Ponownie wyglądał drugi skok. Strawberry wszak włączyła tak zwany tryb oszczędnościowy, który nakazywał przejechać trasę wkładając w nią najmniej siły i energii, co przedłożyło się na komfort Jessie. Jej działania mające na celu dopilnować klacz nie były jednak bezpodstawne. Gdyby tylko zabrakło któregoś z elementów, Truskawka odmówiłaby dalszej pracy. Między innymi dlatego nie rozochociła się po oddaniu skoku, na kolejną przeszkodę idąc bez większego parcia. W tej chwili zdawać by się mogło, że jest niemal pewnym koniem; nie walczyła, nie próbowała unikać skoków, nie starała się spływać i uciekać. Po prostu robiła co każą, tylko w ten sposób licząc na koniec. Na zakrętach szła już całkiem spokojnym, wręcz dobrym tempem, nie tylko przez wzgląd na niebezpiecznie opadające siły. Nie czuła się pewnie, a wbrew pozorom nie była głupia. Na niestabilnym podłożu szła nad wyraz ostrożnie, podobnie na zakrętach, które wytrącały ją z równowagi. Była dopiero co zajeżdżona, nie miała też doświadczenia, dlatego nie pozwalała sobie na żadne ekscesy. Co więcej podobały jej się też pochwały, które otrzymywała, przez co na chwilę stawiała uszy i rozluźniała się nieco bardziej. I tak do przeszkód stojących na trasie, które znów przypominały jej jak bardzo nie chce tego robić. Bieg pod górkę wprawił ją wręcz w obsesyjną niechęć, ale ociężale i wyraźnie niechętnie brnęła dalej. „Brnęła” jest tutaj wszak najlepszym określeniem. Niemal przez cały czas dało się zauważyć jak ciężko było klaczy już na tym etapie. Pływała we własnym pocie, oddychała ciężko i coraz bardziej niechętnie pokonywała kolejne przeszkody. Ale liczy się to, że szła przy tym jak burza mimo wszystko. Niechęć przejawiała się tylko w krótkim szarpnięciu głową, skuleniu uszu i nic poza tym. Ósemkę pokonała więc kolejny raz bez zarzutów, podobnie jak dziewiątkę i dziesiątkę. Bieg wymagał od kobyłki dużej koncentracji, dlatego rejestrowała otoczenie zaledwie połowicznie. Zdecydowanie bardziej skupiała się na leżących na ziemi kłodach niżeli lasku, w który właśnie wpadła. Niestety kolejną nierówność znów przyjęła z niezadowoleniem, rzucając od czasu do czasu czerepem na boki, jednak przeszkoda skupiła jej uwagę zadziwiająco szybko. Przeskoczyła ją nieznacznie bardziej ociężale niżeli pozostałe, ale znów pewnie i spokojnie.
Christian Levrull - 2016-04-14, 22:46

{właśnie doszło do mnie, że Orchidek jest jak mój obecny koń, no kropka w kropkę, jeśli chodzi o zachowanie :lol2: }

Jak na razie był mega zadowolony z Rudzielca, który nie dość, że zwykł nosić się z wielkimi oczyma to jeszcze był to jego pierwszy raz, nie licząc pojedynczych razy na trasie crossu w Orchard. Stąd w trakcie jazdy chwalił go po każdym, prawidłowym pokonaniu przeszkód, nie luzując jednak na pomocach - mimo, że coraz chętniej szedł, jego wahania i nieobycie w tego typu przejazdach robiły swoje. Wolał jednak nie gryźć piachu dzisiaj, jako, że miał kolejne starty przed sobą.
Kiedy po dwunastce rozgalopował się nieco, widząc trzynastkę pomału zaczął go skracać siadając w siodło i biorąc bardziej na siebie. Automatycznie podniósł go umożliwiając przyglądnięcie się tej przeszkodzie, gdyż wyglądem nie zachęcała do skoku - ze stołem/ławą konie mają często styczność, ale rzadko są zmuszane do skakania czegoś takiego, raczej nauczone są omijania tego. Jeśli więc zaczął się przesadnie skracać od razu dodał mu odwagi zamknięciem go dołem, w razie czego przymykając również na ostrodze, a następnie jeśli było trzeba zachęcił go jeszcze bacikiem, samemu też skupiając się nad tym, by w razie ewentualnego złego wybicia nie spóźnić się za jego ruchem i tym samym nie zniechęcić go. Udało mu się na czas wejść w półsiad, podążając za jego ruchem ręką, a po lądowaniu w strzemionach pogalopował z nim dalej w lekkim półsiadzie.
No, a teraz przed nimi woda, nieco obawiał się zestawu przeszkód numer 14, ale raz kozie śmierć. :lol: Człon A był w miarę zachęcający, stąd parę fouli przed znów wziął ogiera na siebie podnosząc go nieco, w razie kiedy widok wody parę fouli po skoku nieco przygasił ogiera znów zachęcił go wzmocnieniem pomocy do skoku - nie walcząc, a sugerując konkretną i czytelną pomocą. Do końca zostawił go w korytarzu z wodzy, samemu siedząc aż do skoku. W odpowiednim miejscu wybicia posłał go do pokonania przeszkody, by po lądowaniu od razu wycofać się i na zamkniętych pomocach wgalopować z nim do wody. Cały czas pilnował aktywności, wiedząc, że woda może nieco zniechęcić jego ruch do przodu, ale starał się tym nie przejmować, dalej "robiąc swoje". Podprowadził go na zamkniętych pomocach, siedząc pewnie na czterech literach pod am człon B i posłał łydką do skoku, samemu wchodząc w półsiad i skupiając się na lądowaniu w strzemionach, jako, że lądowanie było w wodze, więc złapanie równowagi przez ogiera mogło być już wystarczająco ciężkie w wodzie. Po bezproblemowym pokonaniu członu skierował go na ląd, gdzie praktycznie foulę po czekał na nich człon C, wąski, nie zachęcający do skoku. Znów mocno zamknął go w korytarzu z wodzy, by nie prowokować go przypadkiem do spłynięcia na tak wąskim froncie. W zamkniętych łydkach podprowadził go do przeszkody następnie posyłając do skoku (w razie czego ostroga/bat), by po lądowaniu galopować dalej, nie przesadnie cisnąć go w tempie, jako, że jeszcze mieli trochę do przejechania.
Po ciężkim zestawieniu przeszkód mieli teraz piętnastkę na złapanie oddechu. Wygląd był na tyle przyjemny, że nie zwalniał go przesadnie przed przeszkodę, umożliwiając swobodne wybicie z jego strony, pozwalając tym samym na pokrycie całości przeszkody bez zakłócania jego równowagi. Do samego wybicia siedział w siodle rozmawiając półparadami z nim, by w odpowiednim miejscu zasugerować wybicie i wejść za ogierem w półsiad w skoku. Lądowanie, wyregulowanie galopu i jazda w dalszą część trasy.
Przed nimi znów technicznie ciężka przeszkoda, skakany narożnik idealnie prowokował do ucieczki, tym bardziej dla skoczka, który nie jest przyzwyczajony skakać po stojakach, a jechać świadomie na środek przeszkody. Dlatego mocno skupił się na prostej sylwetce w dojeździe, skracając nieco foulę i biorąc go bardziej na siebie automatycznie podniósł przód, dociążając jego umięśniony zad. Czuł jego wahanie do samego końca, ale Chris starał się przelać mu swoją pewność pewnym dosiadem, zamkniętą ręką i zachętą w razie czego przez bacik/ostrogę. Orchid nieco asekuracyjnie wybił się za wcześnie robiąc potężny skok, na szczęście udało się Zawodnikowi nadążyć za jego pośpiechem i nie spóźnić z półsiadem i ręką. Do członu B czuł, że jedzie już pewniej, mimo, że czekał ich teraz pusty rów, znów do końca siedział i zachował się analogicznie jak wcześniej, na szczęście tym razem ogier odpowiedział na jego miejsce wybicia i pokonali rów bez problemu.
Siedemnastka tak jak wcześniejszy człon A znów była narożnikiem, stąd Zawodnik dojechał do niej analogicznie, o dziwo Orchid tym razem już nie "pływał" tak, a chętniej szedł na przeszkodę i tym samym pokonali ją w dobrym stylu, nawet bez jej muśnięcia.
Do osiemnastki rozgalopował go ponownie, po ostatnim skoku mega zadowolony chwaląc ogiera i dając mu nieco swobody na pysku w dystansie raźno galopowali w półsiadzie. Dopiero kiedy na horyzoncie pojawiła się przeszkoda wziął go na wcześniejszy kontakt, usiadł w siodło biorąc go do siebie i aktywnie jadąc w stronę przeszkody. Mimo dziwnego wyglądu ta przeszkoda akurat zachęcała do skoku, czuł zresztą ciąg ogiera do wybicia, nie powstrzymywał go więc zamykając na pomocach i w odpowiednim miejscu posłał go do skoku, samemu wchodząc w półsiad, lądowanie w równowadze i dalszy galop.
Kolejna przeszkoda miała się okazać równie przyjemna, mieli do przeskoczenia kawałek płotu, idealnie pasujący do niektórych przeszkód-fanaberii z wysokich parkurów. Czy choćby konkursów z Jokerem. Ponownie usiadł w siodło pewnie prowadząc go do przeszkody na zamkniętych pomocach, nieco skrócił foule, jako, że przeszkoda nie była szeroka, a chciał mimo wszystko kumulować resztki jego energii. W dobrym stylu weszli w odskok, bez problemu i w równowadze pokonując i tą przeszkodę, po lądowaniu powrót do wcześniejszego tempa galopu.
Zaczynając się zbliżać do dwudziestki usiadł pewnie w siodło licząc się z tym, że ogier będzie się lampił na wodę za przeszkodę, do tego, której poziom tafli był niżej niż sam przeszkoda. Nie była to pierwsza woda na crosie, więc liczył na to, że do tej podejdzie chętniej, bez przesadnego "kociego grzbietu" w dojeździe. Minimalnie ogier zaczął się skracać samowolnie, dlatego znów mocniej pojechał do dołem zamykając na wodach i tym sposobem odbijając się w odpowiednim miejscu skupił się na lądowaniu w strzemionach po takim zeskoku, by pomóc ogierowi wrócić na cztery nogi. O dziwo nie sprawiło mu to większych problemów, stąd pochwalił go i pojechał z nim dalej.
Kolejna przeszkoda mimo wąskiego frontu była kolejną tego typu, stąd czuł, że ogier znów chętniej do niej idzie. Wziął go więc na siebie utrzymując dalej aktywne tempo i podprowadził do przeszkody, spod której posłał go do skoku, samemu wchodząc niespóźniony w półsiad, a po pokonaniu przeszkody ruszyli dalej.
Przed nimi znów kombinacja przeszkód, całkiem przyjemna do skakania na szczęście dlatego skupił się na płynnym przejechaniu obu członów. Parę fouli przed siadł mocniej w siodło podnosząc go i rozmawiając z pyskiem do końca, zamknął go dołem podprowadzając do wygodnego miejsca wybicia, gdzie posłała go do skoku od razu skupiając się na członie B. Udało im się rytmicznie, płynnie i w równowadze dojechać do miejsca wybicia, gdzie wyszli w poprawny skok, mając przed ostatnią przeszkodę za sobą.
Przed nimi ostatnia przeszkoda, do której aktywnie galopował, nie zamierzając go za bardzo skracać, by mógł oddać mocny, daleki skok nad pstrokatą przeszkodą. Widząc, że ten niepewnie stawia uszy znów siadł w siodło, dojeżdżając go dołem, kierując na środek przeszkody do odpowiedniego miejsca wybicia. Niestety odbili się z piątej nogi, jako, że ogier nie mógł się zdecydować, ale nie utrudniło mu to przesadnego pokonania przeszkody. Po lądowaniu dogalopował z nim do linii mety, by po przekroczeniu przejść do kłusa i sowicie chwaląc ogiera udać się na rozstępowanie. Oddał go luzakowi, od razu podsuwając ulubione smaczki pod chrapy, pochwalił ponownie i pozostawił go z luzakiem, który odpowiednio się nim zajmie, by zdążyć rozpreżyć kolejnego konia.

{zt}

Friskey Whiskey - 2016-04-16, 00:34

Galopował równo i aktywnie, śmiało prąc przed siebie galopem. Mimo wszystko pozostawał skupiony nie dając się porwać beztroskiej galopadzie, droga pełna zakrętów i skrótów wcale nie dawała takiej możliwości. Nieustannie kontrolowany przez amazonkę, obierał takie tempo i taką trasę o jaką prosiła.
Tuż przed jedenastką, nieco silniej pchając się zadem, zwiększył swój wykrok, dziarsko dogalopowując do przeszkody. Okazała się być dziwnie znajoma swoim wyglądem, dzięki czemu ogier nie zastanawiając się nawet nad nią dłużej, oddał płynni i miękki skok, wybijając się z lekkością ku górze, pracując mocno grzbietem i lądując bezproblemowo tuż za biało-zielonym domkiem.
Przytrzymany mocniej osiadł na zadzie skracając swoją sylwetkę, co pozwoliło uzyskać doskonałe tempo do dwunastki, do której ogier poszedł spokojnie, ni e galopując na przeszkodę jak wariat. Przeszkoda była lekko niższa od poprzedniej i nie posiadała już tak krzykliwych kolorów, dzięki czemu siwek z łatwością ją pokonał, zostawiając kolejny element trasy za sobą. Współpraca Viv i jej pomoc, ułatwiały mu tylko zadanie, choć równie dobrze można było mu pokazywać przeszkody, a sam z ogromnym entuzjazmem by je pokonał.
Galopując w równym i nie śpieszącym tempie, słuchał wciąż Viv, mając skierowane jedno z uszu, właśnie w jej stronę. Dopiero w momencie ujrzenia przez konia bajorka, wysoko podniósł łeb i szeroko nadął chrapy, galopując dalej i ani na chwilę nie zaprzestając poruszania się na przód. Niepotrzebnie przytrzymany zaczął podrzucać łeb, niechętnie lecz posłusznie zwalniając tempo galopu. Wbrew wszelkim obawom Viviane, nie bał się wody, ani przeszkody, którą musiał pokonać aby zanurzyć cztery kończyny w tym małym stawie. Wskakując do niego pewnie, pokonał przeszkodę numer trzynaście, która wcale nie okazała się być pechowa. Teraz, gdy oboje byli już w wodzie siwek ponownie nabrał tempa, rozbryzgując wodę pod swoimi kopytami. Galop po takim podłożu sprawiał mu frajdę, choć niosąc wysoko uniesiony łeb nie pozwalał wpadać niesfornym kropelkom do oczu.
Niewielka pionowa ściana stanowiła kolejną z przeszkód do pokonania, przez co Frisk mocno podstawiając zad, zaczął się pchać nim mocniej, głównie po to, aby w ostatniej chwili w momencie otrzymania proszących pomocy, wybić się potężnie ku górze i wylądować już na zielonej trawce. Gotów był oddać się szaleńczej galopadzie, woda mocno go rozbudziła znacznie nakręcając ogiera na kolejne przeszkody. Kolejny człon czternastki, pokonany został jednak w spokojnym tempie, nie walcząc z Viviane, siwy dał jej się przytrzymać i bezproblemowo doprowadzić do przeszkody.
Gnąc się od łydek podczas wyjeżdżania łuków, oddychał głośno lecz równomiernie, choć jego słaba kondycja powoli zaczynała dawać o sobie znać, wraz z nią ogier znacznie łatwiej dawał się prowadzić, nie pędząc już tak ambitnie i chętnie przed siebie jak na początku trasy. Niemniej jednak przeszkody nadal wzbudzały w nim entuzjazm i chęć pokonywania ich, dzięki temu do piętnastki dotarli nieco dynamiczniej i pewnie, a Oldenburg oddał solid skok, pozostawiając drewnianą przeszkodę tuż za sobą. Liczne pochwały i głos brunetki, sprzyjały komunikacji ze zwierzęciem. Niezwykle chętnie i pewnie galopował, chcąc skończyć cross razem ze swoją amazonką, jako partnerzy i zawodnicy, który w drugiej części trasy zaczęli dogadywać się jeszcze lepiej.
Prostując się na tyle na ile był w stanie sprawnym susem przeleciał nad tą wielką „doniczką”, głównie dzięki odważnym i zachęcającym pomocom brunetki, która nie dała mu czasu na zastanowienie i sprawnie pchnęła do wykonania skoku.
Siedemnastka, nie stanowiła większego wyzwania, wymagając jedynie nieco bliższego podejścia do przeszkody i pokonania jej pod kątem wysokości, a nie szerokości. Taka drewniana stacjonata nie stanowiła większego wyzwania, dzięki czemu została szybko i bezbłędnie pokonana przez parę.
Następna z rzędu przeszkoda, po raz kolejny prowadziła do wskoczenia do wody, podobnie jak poprzednio, ogier śmiało oddał skok lądując w wodzie przez którą galopował niezwykle entuzjastycznie. Doskonały balans ciałem w wykonaniu Viviane, pozwalał siwemu na zachowanie własnej równowagi i kontrolę nad lądowaniem oraz każdym oddanym skokiem. Dziewiętnastka wzbudziła czujność Friskasa, sprawiając, że nieco mniej odważnie podszedł to tej właśnie przeszkody. Aczkolwiek kontrolujące jego tempo i podpierające masywne cielsko łydki, sprawiły, że bezproblemowo oddał skok, rozciągając się nad rosnącą stopniowo hydrą.
Cały spocony, zapieniony na pysku i całym cielsku, dyszał co raz głośniej, znacznie wytracając tempo tuż pod koniec trasy. Dzięki temu podprowadzenie konia do kolejnego szeregu przeszkód nie stanowiło większego problemu. Wielki gabarytowo, niezwykle dobrze poradził sobie z tak wąskimi przeszkodami, pokonując je jedna po drugiej bez zawahania, w równym i wyważonym tempie.
Nisko zwieszony łeb lecz stabilny na kontakcie wydłużył silne szyjko w dół, w momencie gdy podczas galopu. Friskas próbował zregenerować swoje siły tuż przed tym jak poproszony o odważniejsze tempo, znów rozciągnął się cielskiem, kryjąc ogromne połacie terenu. Dwudziestkę jedynkę, pozostawili za sobą, gdy tylko podprowadzony w odpowiednim tempie do przeszkody, oddał lekki i elastyczny skok ku górze. Wyciągając przed siebie masywne szyjko, które pracowało równie mocno jak silne kończyny i grzbiet dźwigający ciężar brunetki.
Dogalopowując do ostatniej przeszkody, wyraźnie przyśpieszyli, musząc oddać skok bardziej w dal niż ku górze. Rozciągając się cały, solidnie wybił się z zadu pokonując przeszkodę numer dwadzieścia dwa widowiskowym susem. Do celowników galopował nadal tak samo żwawo jak do przeszkody, dopiero po ich pokonaniu przechodząc do kłusa, tak jak poprosiła o to Viv. Dyszał ciężko, potrząsając spoconym łbem, gdy tylko otrzymał luźną wodzę, nosem mocno nurkując w dół, stępował całkowicie rozluźniony i zmęczony. W stajni umyty i wypucowany w boksie mógł już spokojnie odpocząć po jakże męczącym dniu.
/zt

Shockwave - 2016-04-16, 01:31

Już na rozprężalni Shock dał pokaz swoich niekoniecznie zachwycających możliwości i umiejętności. Brykając co chwilę i piekląc się niesamowicie na widok innych koni i klaczy, co chwilę podejmował walkę z Jonaszkiem, próbując zdominować swojego Pana. Atmosfera zawodów i ogólnie panujący tu chaos, stanowiły żywioł białego wariata, który spocony i rozjuszony udał się na start wraz z właścicielem.
Ruszając energicznym i obszernym galopem, poruszał się niezwykle elegancko i dynamicznie na przód, niosąc wysoko uniesiony łeb, dzięki czemu czarnymi ślepiami mógł obserwować uważnie otoczenie i pojawiające się przed nimi przeszkody. W crossie miał już trochę doświadczenia, aczkolwiek w przeciągu kilku ostatnich lat, nikt nie podejmował się startowania na nim w zawodach tego typu, uznając to za najzwyklejszą próbę samobójczą. W przypadku Wrensa, było nieco inaczej, ogier ufał mu i starał się dawać z siebie wszystko, choć był wyraźnie podekscytowany i zdenerwowany.
Podchodząc do jedynki, odbił się lekko, z łatwością oddając skok ze sporym zapasem, angażując przy tym mięśnie grzbietu i szyi do pracy podczas lotu. Miękko opadając na trawiaste podłoże, przeniósł tyły do przodu, odjeżdżając od przeszkody. Parsknął głośno w reakcji na klepanie po szyjsku i znacznie opuścił łeb żując przy tym wędzidło w galopie, który dla nich obydwu miał był chwilą relaksu o odpoczynku.
Unosząc wysoko głowę zmierzył wzrokiem dwójkę, dogalopowujac do niej zamknięty w pomocach i aktywnie idący zadem. To pozwoliło na dokładne podprowadzenie siwka do przeszkody i oddania solidnego skoku z ogromnym zapasem.
Przytrzymany, znów przeniósł ciężar ciała na biały zad, oddając skok niezwykle lekko i płynnie, idąc do góry, składając mocno swoje podwozie, które nie miało nawet szans aby zahaczyć o przeszkodę.
Przed czwórką wziął nieco większy rozbieg, rozciągając siwe cielsko nad przeszkodą, w miękkim lecz elastycznie idącym ku górze susie, po którym zostawili za sobą kolejną przeszkodę. Rozchocony galopował niezwykle wydajnie, aczkolwiek w równym i nie spieszącym się tempie, sam starał rozkładać się swoje siły, jednak wymagał nieustannej kontroli, głównie przez to, że czasami jego temperament i hormony potrafiły wziąć górę.
Do piątki podszedł niezwykle chętnie wybijając się silnie z aktywnie pracującego zadu, puszkami kopytowymi delikatnie czesząc grzebień żywopłotu, jaki znajdował się w przeszkodzie w postaci hydry. W dystansie galopując aktywnie, skupiał się tylko i wyłącznie na jeźdźcu odcinając od rozpraszającego otoczenia.
Niechętnie dając się przytrzymać, powalczył trochę z ręką, finalnie jednak przysiadając na podstawionym wyraźnie zadzie i oddając skok, naprawdę widowiskowy, głównie ze względu na zapas jak siłę odbicia ogiera. Przytrzymany nie zdołał wesoło przeć na przód, zamknięty mocno w łydkach, trafił ładnie w sam środek przeszkody, pokonując ją niewielkim lecz sprężystym skokiem.
Tuż po tej niewielkiej gabarytowo przeszkodzie, siwek nieco obszerniej zaczął galopować w dystansie, pozwalając sobie nawet na wesołe pobrykiwanie. Przeszkoda numer siedem nie była niczym wyjątkowym, podobną skakali na samym początku, dzięki czemu Shock, oddał skok bez zawahania zaliczając bezbłędnie kolejny z elementów trasy.
Skrócony znacznie musiał skupić się na tym, aby pokonać przeszkody w sekwencji, jedna po drugiej. Jo doskonale go znał i wiedział, że siwy lubi się rozpędzać bez względu na konsekwencje brać wszystko na klatę. Tutaj jednak, ni e było drągów, które można bezpiecznie strącić a jedynie pionowa ściana, przez którą najpewniej by przefikołkowali, gdyby tylko dominujący charakter Shocka, zabrał tu głos. Niemniej jednak z uwagą i precyzją podszedł do pierwszego członu, oddając silny i wysoki skok, po którym wylądował miękko i niemal momentalnie złożył się do kolejnego, przelatując nad członem B, przeszkody numer osiem.
Po odjechaniu od przeszkody, czekał na nich nieco dłuższy odcinek galopu, podczas którego ogier nieznacznie opuścił łeb parskając i zgarniając pochwały, w trakcie żwawego i dynamicznego tempa, jakim oboje zmierzali do dziewiątki.

Dante Weltino - 2016-04-16, 16:24

Ogier miał już pewne doświadczenie w crossie, jednak nie praktykował tego jako swoją przewodnią dyscyplinę. Choć owy sporty był zdecydowanie bardziej emocjonujący, to łaciaty wolał pokazywać się na parkurach, co też robił dużo częściej. Wcześniej pokazywał się na lokalnych zawodach o niezbyt wysokim prestiżu, więc nie był mocno zestresowany, jednakowoż należało się liczyć z lekką tremą, której, póki co, nie uzewnętrzniał. Z pewnością dużym plusem dla jeźdźca było częściowe poznanie ogiera. Dzięki temu wiedział, że koń miał problemy z utrzymywaniem równowagi oraz skupienia, więc od razu mógł na niego działać w sposób indywidualny. Pojawiwszy się na rozprężalni, ogier znacznie się ożywił, bacznie lustrując okolicę i przysłuchując się ciekawszym dźwiękom. Nie skupiał uwagi na chłopaku, który mógł swobodnie wprowadzić ostatnie poprawki w osprzęcie srokatego, a następnie zasiąść na jego grzbiecie. Dopiero, kiedy poczuł na sobie znajomy ciężar zastrzygł uchem i parsknął krótko. Bez zbędnych sprzeciwów ruszył przed siebie żwawym kłusem. Był bardzo pozytywnie nastawiony i nieco pobudzony, więc jego krok był lekki i energiczny, co Logan od razu mógł poczuć. Ogier starał się przykładać dużą uwagę do swojego jeźdźca, choć wymagało to od niego dużego zaangażowania, większego wysiłku niż od przeciętnego konia. Pomoce musiały być naprawdę bardzo wyraźne, a chłopak musiał być odprężony i jednocześnie stanowczy, by Weltino poprawnie wykonywał swoje zadanie, co najwidoczniej mu się udawało. Na koniec skoczek pokonał jedną niewysoką przeszkodę, co stanowiło swoistą próbę przed rzeczywistymi skokami. Wypchnięty do kłusa od razu przeszedł w aktywne tempo. Parkając raz po raz, zbliżał się do linii startu. Wyraźnie czuł na sobie ucisk, co kumulowało w nim rozproszoną dotychczas energię, był gotów do wystartowania, jednak samo rozpoczęcie trasy poprzedzili wspomnianą figurą. Dzięki temu Dante ustabilizował swoje tempo i teraz mógł już swobodnie wkroczyć na trasę.
Od samego początku kopytny pokazywał szczyt swojej świetnej formy i zaangażowania. Galopował bardzo energicznie i odważnie, lecz nie nakręcał się zbytnio na przeszkody, raczej pilnie wyczekując pozwoleń i innych impulsów, płynących ze strony jeźdźca. Wzrok konia przez chwilę mierzył pierwszą przeszkodę, jednak nie skupiał nań całej swojej uwagi. W odpowiednim momencie odbił się od ziemi, wykorzystując do tego skumulowaną w ruchliwym zadzie energię. Skok ten był szybki i płynny, podobnie jak lądowanie, które przebiegło bezproblemowo i delikatnie. Nie zwalniając, wykonał delikatny zakręt, po chwili wyrównując swój najazd na kolejną przeszkodę, która swoją drogą, również nie było zbyt skomplikowana ani przerażająca. Przy tej kłodzie również oczekiwał wyraźnego sygnału chłopaka, więc otrzymawszy go, odbił się bez zawahania. Wyciągnął nieco swoje ciało i sprawnie przemknął nad przeszkodą, zaraz lądując na ziemi. Dante był bardzo podekscytowany sytuacją, w jakiej się znalazł, dlatego nie gasł na żadnym odcinku trasy. Zmierzył wzrokiem kolejną przeszkodę, lecz nie skupiał się na niej zbyt długo. Jego ogon obił się o łaciaty bok, a z chrap wydobyło się krótkie parsknięcie, podczas wykonywania pierwszej, skupiającej półparady. W odpowiednim miejscu po raz kolejny oderwał się od miękkiego podłoża. Poprawnie ułożył swoje ciało, ewidentnie bardziej przykładając się do zadania, co nie oznaczało, że wcześniej tego nie robił. Pochwała spowodowała chwilowe rozedrganie, ogier odchylił oboje uszu i zadarł nieznacznie łeb, myląc kilka kroków, które wykonał w zastraszająco szybkim tempie. Na szczęście sam zdołał powrócić do wcześniejszego rytmu, najwidoczniej nie tracąc go całkowicie.
Kopytny w ostatnim czasie znacznie poprawił swoją technikę, jednocześnie stając się bardziej odważnym i chętnym do pokonywania kolejnych przeszkód. Z tego powodu widok kolejnych kłód rozbudził go jeszcze bardziej. Zbliżał się do nich w równym i miarowym tempie, odbijając się dopiero z uzyskaniem impulsu jeźdźca. Oddał energię skumulowaną w zadzie, wykonując dość wysoki skok, by bezproblemowo pokonać przeszkodę. Wyciągnął swoje ciało do tego stopnia, do jakiego było to potrzebne, a po chwili znów galopował po stabilnym gruncie. Korzystając z dłuższego najazdu, srokaty instynktownie zwiększył swoje obroty oraz dynamikę ruchu. Nie gnał bezmyślnie na przód, a Logan w każdej chwili mógł go spowolnić, jednak póki sytuacja była pod pełną kontrolą to nie powinien przeszkadzać skoczkowi w działaniu. Widzowie z całą pewnością zadziałaliby na niego mocno rozpraszająco. Wtedy znacznie ciężej byłoby nim operować i całkiem prawdopodobnym byłoby wybicie się z rytmu, ustawienia, a może nawet trasy! Najwidoczniej mieli szczęście, nie napotykając na swojej drodze żadnych poważnych rozproszeń i oby tak zostało. Piątka rzeczywiście nie wzbudzała w srokaczu żadnych emocji, więc opierając się na pomocach chłopaka pokonał ją bezproblemowo, stosując te same schematy, co za każdym razem. Ogier skrócił nieco swój krok, bardziej zbierając ciało, w którym na nowo zaczęła kumulować się odnawialna energia. Zastrzygł uchem, zbliżając się do szóstej przeszkody, kształtem przypominającej domek. Spiął mocniej swoje mięśnie, gdyż odmienny widok nieco go zaskoczył, lecz nie zniechęcił. Dzięki wykonaniu półparad znów stał się bardziej czuły na inne pomoce, więc wystarczył delikatny impuls, by Dante go odczytał. Wbił się w rytm i z uzyskiwaniem tak wielu bodźców, jego ciało stało się zdecydowanie czulsze, toteż jeździec mógł zaprzestać z raczenia go tak mocnymi pomocami, choć nadal powinien zostać czujny i ostrożny. Instynktownie odliczał we łbie foule, jednak sam nie wybierał momentu wybicia, dopiero z odpowiednim sygnałem, odbił kończyny od ziemi. Sprawnie przeleciał nad przeszkodą, swój lot zwieńczając miękkim lądowaniem.
Kopytny wjechał na zakręt, tym samym niechybnie zbliżając się do już siódmej przeszkody. Analizując jej wygląd oraz wysokość był w stanie szybko stwierdzić, jak powinien wyglądać skok, dlatego przygotował się do oddania go. Wystarczył mu krótki sygnał, sugerujący moment wybicia, by ogier oderwał kończyny od ziemi. Wyciągnął swoje ciało dość mocno, by owy skok był jak najdłuższy - przez to był bardziej płaski, ale dokładnie o to chodziło. Kiedy wylądował i został nagrodzony pochwałą, na krótką chwilę przyciągnął pysk do klatki piersiowej, parskając cicho. Ósemka została pokonana równie sprawnie i poprawnie, co wszystkie poprzednie przeszkody. Ogier postępował przy niej tak, jak za każdym razem, każdy swój ruch wykonując analogicznie. Tym samym na czysto pokonali pierwszą część tasy, dodatkowo do tej pory nie tracąc ani sekundy cennego czasu.

Logan Lerman - 2016-04-16, 19:44

Trzeba przyznać, że Lux, przed którym ostrzegali mnie dziś stajenni, spisywał się naprawdę dobrze, a powplatane w grzywę i ogon ogiera czerwone wstążki tylko dodawały mu męskości ( :lol: ). Pozostało nam do pokonania osiem przeszkód i dopiero teraz zaczynała się zabawa. Po wyjechaniu delikatnego zakrętu naprostowałem go przed dziewiątką, wziąłem mocniej na siebie, by następnie posłać do skoku. Zaraz na horyzoncie wyrósł zbiornik wodny, więc mocniej przysiadłem w siodle, chcąc mieć nad wkkw'istą jak największą kontrolę. Tego typu przeszkody zawsze stanowiły jakieś wyzwanie, niektóre konie wręcz stroniły od cieczy, odmawiały dalszego galopu lub zmieniały trasę. Na torach crossowych zdarzają się dwie opcje pokonania zbiorników – łatwiejsza i trudniejsza, co kto woli. Półparadami skupiłem uwagę sześciolatka. W odpowiednim momencie docisnąłem łydki do jego boków, nakłaniając ogiera do wskoczenia w wodę. Wejście do niej byłoby słabym pomysłem, bo jednak różnica wysokości wpłynęłaby na utratę równowagi. Przegalopowaliśmy na drugą stronę, wychodząc już cali mokrzy, czym zbytnio się nie przejąłem. Niemalże od razu musieliśmy oddać kolejny skok. Pomogłem meklemburgowi w wybraniu dogodnego miejsca odskoku. Płynnie podążyłem za jego ruchem, oferując mu odpowiednią ilość wodzy. Obciążyłem lewe strzemię, sugerując mu lądowanie na tę właśnie nogę. Słownie pochwaliłem go za odwagę, której zdecydowanie nie można rumakowi odmówić.
Na szyi karosza wystąpiły krople potu, widocznie dopadało go zmęczenie. Postanowiłem resztę trasy pokonać w półsiadzie, by choć w nieznacznym stopniu odciążyć grzbiet wierzchowca.
Dwunastka oraz trzynastka nie wyróżniały się wyglądem. Ot, kolejne kłody. Odliczałem w myślach foule, by w obu przypadkach pomóc Luxowi z miejscem wybicia. Powtarzając dobrze znaną sekwencję, harmonijnie pokonaliśmy kłody. Elastycznie oddawałem wodze, by ogier mógł spokojnie wyciągnąć się nad przeszkodami, prezentując poprawny baskil. Mieliśmy przed sobą kawałek drogi, na którym poprosiłem ogiera o wydłużenie wykroku, przez co nadrobiliśmy kilka sekund.
Dopiero czternastka mogła (aczkolwiek nie musiała) wywołać u karego większe emocje. Kto wie czy nie jest uprzedzony do trójkątów? Doprowadziłem Tenebrisa pod przeszkodę zamkniętego w korytarzu z pomocy, upewniając się w ten sposób, że nie spłynie z trasy. Docisnąłem łydki, co stanowiło swego rodzaju sygnał dla skoczka, choć na tym etapie sam wiedział już, co ma robić. Kilka foule dalej znowu poderwaliśmy się do lotu, pokonując piętnastkę w bardzo dobrym stylu.
Czas zmierzyć się z szesnastką, czyli w gruncie rzeczy ostatnią szansą na zepsucie czegoś. Przeszkoda sama w sobie nie powalała, jeżeli chodzi o stopień trudności, tudzież wysokość. Jakkolwiek przeceniać też jej nie można. Wziąłem konia na siebie, impulsem od łydki zasugerowałem najlepszy moment odskoku. Chwilę później znajdowaliśmy się po drugiej stronie. Utrzymaliśmy energiczne tempo, ale tym razem pozwoliłem mu na ewentualne przyspieszenie. Wraz z minięciem celowników zwolniliśmy do kłusa, a dopiero po kilku minutach do stępa. Zatrzymałem karosza, chcąc z niego zsiąść. W miarę sprawnie rozsiodłałem meklemburga, a następnie rozstępowałem w ręku, uważając na przechodzące obok inne konie. Zwróciliśmy się w stronę stajni. Po drodze chwaliłem go słownie i porządnie wygłaskałem, bo świetnie się spisał.

/zt

Lux in Tenebris - 2016-04-16, 21:46

Minęła już połowa ich trasy a młody jeszcze ani razu nie podjął się prób buntu,co było na prawdę wyczynem. Widocznie dawał z siebie wszystko,skupiając mocno na swoim zadaniu. Był to dla niego bardzo szczęśliwy dzień,nie dość,że miał wybitny humor to zawody szły w pełni po jego myśli. Dobra passa motywowała go jeszcze bardziej,dodając mu dodatkowej energii do ukończenia przejazdu. Jeśli do końca utrzymają takie odpowiednie,żywe tempo jak i obędzie się bez żadnych punktów karnych to na pewno usytuują się na dobrym miejscu w tabeli wyników.
Wychodząc z zakrętu sprawnie i szybko wyprostował się przez dziewiątką,unosząc wyżej szlachetny łeb aby przyjrzeć się jej uważnie i przy okazji trochę pofurczeć. Na życzenie chłopaka skrócił się przed nią,znów mocniej wkraczając zadem pod kłodę,gromadząc energię potrzebną do soku właśnie w dobrze rozbudowanych mięśniach zadka. Przody widocznie uniósł,środek ciężaru umieszczając właśnie w tylnych partiach ciała. Tak samo pewnie jak i wcześniej wykonał ostatnie,dobrze dopasowane foule i po wyczuciu odpowiednich sygnałów wybił się w powietrze,harmonijnie składając wszystkie kończyny i wyginając mocno szyję. Skok był jak najbardziej okrągły i ekonomiczny,ogier ponownie zostawił tylko mały zapas,który zapewniał go w tym,że nie dotknie przypadkiem nieruchomej części. Był bardzo ostrożny jeśli o to chodzi,bardzo szanował wszelakie przeszkody,wynikało to głownie z chęci bycia perfekcyjnym we wszystkim co robił,ale również związane było to z bólem,który często wiązał się z uderzeniami o drągi czy też przeszkody crossowe.
Był przygotowany do starcia się z wodą,nie była ona niczym strasznym dla karego,wręcz ją lubił,ale zdecydowanie wolał tą z ogrodowego węża,którym najczęściej był polewany po letnich treningach,co było dla niego całkiem przyjemne. Przygotował się do skoku w lustro owej mętnej cieczy,na półparady reagując znów skierowaniem uszu w stronę chłopaka,co robił prawie za każdym razem. Nie zamierzał przed wyskokiem zwalniać,trzymał odpowiednie tempo,nie rwąc się na złamanie karku,ale też nie będąc za wolnym. W pewnym dla niego miejscu wyskoczył widowiskowo,ustawiając przy tym nogi w całkiem śmieszny sposób. Lądując już i ochlapując się przy tym jednocześnie,parsknął,aby pozbyć się wody z delikatnych i jak dotąd mocno rozszerzonych nozdrzy. Poruszał się odważnie do przodu,wcale nie bojąc się o np nagłą utratę gruntu pod nogami. Unosił przy tym bardzo wysoko swoje kończyny,nie chcąc tracić zbytnio swojej prędkości,która tutaj się właśnie liczyła. Wybył sprawnie z mętnego jak i nieprzyjemnie chłodnego mixu wody i błota i znów szybko przyjrzał się blisko usytuowanej przeszkodzie. Postanowił znów zasugerować się w łydką Logana jeśli chodzi o miejsce wybicia,nie chcąc przypadkiem wybić się w złym dla nich momencie,co mogło skończyć się niezbyt wesoło. Bez problemu skoczył ponad drewnem i wpisał się w parabolę skoku,znów chwaląc się prawidłową techniką. Dodatkowo tworzył idealnie zgraną parę wraz z nowo poznanym chłopakiem,który mimo zgubienia strzemienia spisywał się równie dobrze co ogier,ani razu nie zaburzając jego równowagi i wyśmienicie prowadząc go do przeszkód. Kary z pewnością polubiłby go,jeśli ich praca miałaby by być na dłuższą metę,ale było to raczej niemożliwe.
Wylądował na lewą nogę,która stała się tą prowadzącą. Jeśli o półsiad,to na pewno pozwolił on nieco odpocząć grzbietowi karusa. Gdyby Tenebris odbył więcej treningów w Orchardzie na pewno stałby lepiej z kondycją,ale nawet teraz dawał sobie nieźle radę,patrząc na ich obecny czas,bo w końcu nie każdej parze udaje się zmieścić w jego ramach. Nie mając żadnych zastrzeżeń do kolejnej kłody,dalej okrągłym i obszernym galopem dotarł do dwunastki. Nie zmieniał niczego w przybranym wcześniej schemacie,zamknięty w pomocach Logana najeżdżając idealnie w środek przeszkody,nawet nie myśląc o wyłamaniu czy czymś innym niż o skoku. Wyleciał w górę,zadu używając jak taką "sprężynkę". Podczas lotu zdążył nawet przeciąć powietrze ogonem,robiąc to w charakterystyczny sposób. Wylądował sprawnie i mierzył się z trzynastką. Tutaj również nie było mowy o jakiś błędach,karosz pokonał ją na czysto i w podręcznikowym stylu. Będąc już na ziemi wydłużył jeszcze bardziej krok,dodając w dystansie i pozwalając sobie na nadrobienie kilku cennych sekund.
Kolejna,różniąca się już kształtem od wcześniejszych przeszkoda nie zrobiła na nim wrażenia,nie czuł przed nią ani strachu ani niezdecydowania. Po prostu potraktował ją tak jak poprzednie kłody. Bez wątpienia wyglądał podczas owego skoku bardzo korzystnie,wzrokiem szukając już kolejnej przeszkody. Piętnastka była nie daleko,więc kary zdecydował się na zachowanie obecnego tempa. Pokonał ją sprawnie i bezproblemowo,jedynie stękając po lądowaniu,co było właśnie jedną z oznak zmęczenia. No i wisienka na torbie była szesnastka,która zbytnio nie odróżniała się od innych. Korzystając już z resztek zachowanej energii przeskoczył ją bez cienia zawahania. Wyczuł,że zbliża się koniec jeśli chłopak pozwolił mu na przyspieszenie. Oczywiście zrobił to,parskając co krok,wręcz głośno chrapiąc. Mijając celownik przeszedł do kłusa niezgrabnie,od razu prosząc się o oddanie wodzy przez wyciągnięcie pyska ku podłożu. Odpoczął konkretniej podczas stępowania,już nawet zapominając o tym,że mógłby równie dobrze zacząć robić na złość jeźdźcowi. Spocony,zmęczony i zadowolony z siebie pozwolił na rozsiodłanie go,ocierając się na koniec o ramię chłopaka. Robił to siłowo,więc pewnie nie było to zbyt przyjemne dla Logana :lol: Wybył do stajni,wyjątkowo podczas drogi traktując towarzysza ulgowo,pozwalając mu na wszelakie pieszczoty.

Adele - 2016-04-16, 23:38

Chociaż dziewczynie na każdym metrze trasy towarzyszył ogromny stres, jej chęć do ukończenia tego crossu w jak najlepszym stylu i pokazania wszystkim, że razem z Gortatem są w stanie stawić czoło każdemu wyzwaniu sprawiała, że jej nastawienie z nieco wycofanego zmieniało się na coraz bardziej bojowe czy też waleczne. Nie omieszkując swojej odwagi przelewać na wierzchowca, co rusz dodawała mu otuchy bądź też motywacji, czy to mocniejszą łydką, czy to kilkoma słowami rzuconymi na wiatr. Galopując do jedenastki starała się utrzymać jak najbardziej jednostajne tempo, tym razem powstrzymując się przed manewrami takimi jak skrócenia czy dodania - postanowiła, że w tej kwestii już wystarczająco dużo zdziałała i powtórzy to dopiero, kiedy nadarzy się nieco lepsza ku temu okazja. Wyjechawszy z pomiędzy gąszczu drzew przymrużyła delikatnie oczy, wypatrując na horyzoncie niewielkiej, chociaż istotnej jak każda inna przeszkoda jedenastki; gdy ta finalnie znalazła się w polu widzenia piętnastolatki, przypomniała Gortatowi o swojej obecności kilkoma półparadami, koncentrując się na tym, by kilka foulee przed samą przeszkodą usiąść w siodło i skrócić nieco Koszykarzowy wykrok, coby skumulować jego energię i uwolnić ją dopiero podczas wybicia. Ściągając nieznacznie ramiona, napięła uda, by w perfekcyjnym momencie przyłożyć łydki i w napięciu wytrwać dopiero do końcowych faz lotu, w których to wysunęła nogi do przodu, płynnie podążając nadgarstkami za ruchem końskiej szyi. Te długie odcinki galopu zaczynały być nieco nużące, dlatego Adelaide starała się jak najbardziej urozmaicać kucykowi bieg: nie tyle co męcząc go, a zajmując różnymi rzeczami tylko po to, żeby nie zaczął kombinować. Oczywiście nie były to jakieś niezwykle przejmujące zadania, a jedynie krótkie "zaczepki", które miały sprawić, że kucyk będzie bardziej skoncentrowany na biegu. Znała tendencje izabelowatego do kombinowania i właśnie dlatego przywiązywała do tego uwagę. Gdy przyszło do samego skoku, pozwoliła Gortatowi oddać ekonomiczny skok, podobnie postępując w wypadku przeszkody 13A. Dopiero na lądowaniu po owym niewielkim krzyżaczku nieco wycofała ramiona, przygotowując NB do wyraźnego skrócenia wykroku przed drugim członem szeregu, 13B. Nie była to trudna przeszkoda, ale woląc upewnić się, że kucyk nie przestraszy się ciemnej przestrzeni w ziemi, nieco mocniej i pewniej przyłożyła łydkę podczas wybicia, płynnie zabierając się z ogierkiem do lotu i w wspaniałym stylu pochylając się leciutko nad jego szyją, oddając przy tym adekwatną do siły wybicia ilość wodzy. Zaraz po lądowaniu delikatnie poklepała go po łopatce; na tym etapie stres zaczął ulatywać z jej drobnego ciałka i z każdą kolejną foulee Adele przestawała tak bardzo zwracać uwagę na całą nerwową atmosferę zawodów, a zaczęła czerpać z tego nieograniczoną przyjemność. Gdy znaleźli się na wprost czternastej przeszkody na jej twarz momentalnie wstąpił uśmiech. Czuła, jak bardzo ta trasa była poniżej ich możliwości: zarówno kuca, jak i jej jako dość doświadczonego jeźdźca - nie na darmo rozpoczęła karierę jeździecką w tak młodym wieku. Mimo wszystko, posłała do jego pyska kilka krótkich półparad, bardziej na zasadzie subtelnego przypomnienia o nadchodzącym skoku niż walki o uwagę. Wiedziała, że tak czy owak, niezależnie od miejsca wybicia, Gortat poradzi sobie z tą niewielką wysokością. Wraz z łydką sugerującą odbicie, płynnie złożyła się, umiejętnie balansując w strzemionach nad umięśnioną szyją jedenastolatka. Wylądowawszy w strzemionach, weszła w lekki siad, rzucając przelotne spojrzenie na zegarek i kontrolując czas - póki co był naprawdę bardzo dobry, mieli sporą rezerwę. Mimo to nie przestawała wymagać od kucyka aktywnego galopu w dystansie, wiedząc, jak łatwo mogą stracić taki wynik. Tak jak już wspomniałam, często odzywała się do podopiecznego - z jednej strony by dodać otuchy jemu, a z drugiej by skoncentrować się na czymś innym niż sama trasa, gdyż samo myślenie o nieszczęśliwych wypadkach jakie mogły ich spotkać sprawiało, że Solve automatycznie się spinała. Na całe szczęście na otwartej przestrzeni, nie będąc ograniczona drzewami, czuła się nieco lepiej, dlatego pewnie prowadziła kuca, kierując go do piętnastej przeszkody, wyglądem - jak większość przeszkód na tej trasie... :lol: - przypominającą część powalonego drzewa. Kilka foulee przed samym skokiem wróciła w siodło, by w razie potrzeby nieco mocniej ograniczyć kuca w ostatnich krokach galopu i przed samym wybiciem półparadą skracając nieznacznie jego wykrok, starając się całą energię skumulować w zadzie, by stworzyć przyjemny dla oka obraz konia mocno pracującego zadem i o okrągłej, precyzyjnej technice. Technicznie owy skok nie różnił się zbytnio od poprzednich: płynnie przeszła do półsiadu, prezentując niemalże książkowy dosiad i oddając ogierowi stosowną do siły wybicia ilość wodzy. Szesnastką martwiła się chyba najbardziej: nie przypominała sobie, żeby razem z Gortatem mieli do czynienia z przeszkodami wodnymi, dlatego pod koniec dystansu dzielącego przeszkody o numerach 15 i 16 nieco nerwowo (aczkolwiek bez podszarpywania i innych ruchów wpływających jakkolwiek na konia) usiadła w siodło, prosząc o uwagę izabelowatego i nieco bardziej stanowczymi działaniami starając się uprzedzić go, że za chwilę może się zdziwić. Na całe szczęście kucyk nie obawiał się tafli wody tak, że odmówił jej pokonania, dlatego piętnastolatka uśmiechnęła się wraz z pierwszą foulą wykonaną w jeziorku. Mimo radości nie pozwoliła sobie na przesadne rozluźnienie i nieuwagę, bo chociaż miała do czynienia z koniem łagodnym i prostym w obsłudze, to nie chciała ryzykować wyłamania na tak prostej przeszkodzie jaką była stacjonata o numerze 17 - typowo parkurowa, dlatego kuc nie powinien mieć problemu z pokonaniem jej w najlepszym stylu. Fakt, że powoli zbliżali się do końca niezwykle ucieszył Adele. Na jednym z dłuższych odcinków galopu tym razem nie pozwoliła się Gortatowi rozpędzić, no chyba, że mimo wysiłku wkładanego w skoki miał jej całe mnóstwo i okazywał to w jakiś wpływowy sposób. Utrzymując równe tempo z niecierpliwością wyczekiwała pojawienia się kolejnej przeszkody, a gdy ta zjawiła się na horyzoncie, wyczekała odpowiedniego momentu do powrotu w siodło i zamykając Koszykarza w pomocach, w niejakim korytarzu utworzonym z pomocy poprowadziła go do bankietu, podobnie jak poprzednio skupiając na sobie jego uwagę za sprawą krótkich półparad na zasadzie szybkie działanie-odpuszczenie. Gdy przyszło do samego skoku, wyraźniej przyłożyła łydkę, wiedząc, że wskok na podwyższenie będzie wymagał od Niemca nieco większego wkładu starań i energii. Nieco przesadnie złożyła się z nim do lotu, oddając bardzo dużą ilość wodzy w obawie, że przez nieumiejętną technikę kucyk dostanie kiełznem po pysku. Przegalopowawszy dystans dzielący pierwszy i drugi człon, ściągnęła ramiona, przygotowując się do zeskoku; gdy Naughty Boy zerwał się do lotu, co prawda w dół, ale lotu, nieznacznie otworzyła palce dłoni i wysuwając nogi do przodu, odchyliła się do tyłu, umiejętnie amortyzując upadek i płynnie wracając w siodło. Całym swoim groteskowym serduszkiem wierząc, że uda im się w świetnym stylu zakończyć ten cross, w podobnym stylu pokonała ostatnią, dziewiętnastą przeszkodę. Teraz nadszedł moment kulminacyjny całego crossu: zaraz po wyjściu z lekkiego zakrętu, kiedy od mety dzieliło ich tylko kilkaset metrów prostej, Adele nieco pogłębiła swój półsiad i, łącząc ten sygnał z krótką komendą głosową, mocno docisnęła łydką, wykonując nie do końca poprawny, ale dla kucyka z całą pewnością bardzo czytelny "pompujący" ruch nadgarstkami, sugerując mu rozpędzenie się do granic swoich możliwości. Pochylona nad grzywą wręcz emanowała szczęściem, ciesząc się chwilami dzikiego galopu po łąkach i sportowymi emocjami. Niemniej jednak kilkanaście metrów po przekroczeniu mety zaczęła stopniowo zwalniać kuca, wprowadzając go na koło, na którym zwolniła do kłusa i przez moment pokręciła się właśnie w tym chodzie, następnie przechodząc do stępa i zsiadając z konia, by po zdjęciu siodła rozstępować go w ręku, a przy okazji - ucałować i wyklepać.
/zt.

Anonymous - 2016-04-17, 17:56

Opornie im szedł ten cross, do tego warunki pogodowe im nie sprzyjały i w efekcie straciły już trochę czasu. Zdecydowanie ich przejazdu nie można nazwać efektownym. Klacz wyraźnie odmawiała współpracy, niechętnie szła przed siebie i właściwie cudem pokonały pierwsze osiem przeszkód. Court po tej całej walce była już nieco zrezygnowana, ale postanowiła, że zawalczy do końca.
Po wyjechaniu lekkiego łuku naprostowały się przed dziewiątką, czyli kolejną kłodą. W dogodnym miejscu dała gniadej mocniejszą łydkę, nakłaniając ją do wybicia. Przeszła do niskiego półsiadu, elastycznie oddając wodze. Po wylądowaniu zaczęła się martwić o zbiornik wodny, który niebawem wyrósł na horyzoncie. Nie miała zielonego pojęcia, jak Elu zareaguje na taki typ przeszkody. Często gęsto właśnie w takim momencie konie odmawiają dalszego pokonywania crossu albo zdarzają się wypadki. Starając się zachować pewność siebie, doprowadziła klacz pod dziesiątkę zamkniętą w pomocach. Kontrolowała ją także dosiadem, by pięciolatka przypadkiem nie spłynęła. Impulsem od łydki zasugerowała wskoczenie do wody zamiast wgalopowania w nią, co przez różnicę wysokości zapewne skończyłoby się wywrotką. Ponownie pochwaliła klacz, zaraz jednak na powrót skupiając się na biegu przełajowym. Kilka metrów przed nimi stała jedenastka, wyglądem przypominająca trójkę, a więc nic nowego. W myślach liczyła foule, by w końcu zaproponować jej dogodne miejsce do odskoku i płynnie podążyć za ruchem kobyły.
W miarę równym tempem dojechały do dwunastki, przed którą nieco przytrzymała klacz. Oddały kolejny skok, wprawdzie na czysto, choć technicznie pewnie pozostawiał wiele do życzenia. Weszły w zakręt, na którym Court podpierała klacz łydką, by tamta przypadkiem nie wypadła. Prostopadle najechały na pechową trzynastkę, w tym przypadku również kłodę. Powtórzyła sekwencję łydka-półsiad-oddanie wodzy, a po chwili znajdowały się z drugiej strony przeszkody. Chcąc nadrobić stracone sekundy poprosiła klacz o wydłużenie wykroku, bo od czternastki dzielił ich większy kawałek drogi. Kiedy dojrzały przeszkodę, posłała Elusive serię półparad mających skupić ją na zadaniu, a przy okazji skłonić do przyjrzenia się przeszkodzie. Jak do tej pory tylko ona wyróżniała się w kwestii wyglądu. Mocniej ściskając boki gniadej posłała ją do lotu. Chwilkę później musiały stawić czoła piętnastce. Wspomogła Elu łydką, następnie elastycznie oddając jej wodze, by mogła wyciągnąć się nad kłodą.
Wreszcie została im już ostatnia przeszkoda. Klacz pewnie była zmęczona, ale poruszały się do przodu, co było dobrym znakiem. Ostatnie metry trasy szły im lepiej niż sam początek. Tę jedną przeszkodę pokonały w dość dobrym stylu, lądując miękko po drugiej stronie. Przyspieszyły, by po paru sekundach przekroczyć celowniki. Zwolniły do kłusa, jakiś czas potem do stępa. Court zeskoczyła z grzbietu klaczy, rozsiodłała ją, a następnie rozstępowała w ręku, chwaląc przy tym. Powróciły do stajni.

/zt

Logan Lerman - 2016-04-17, 18:50

Druga część trasy na pewno była trudniejsza, głównie przez przeszkodę wodną, ale również ostrzejsze zakręty. Paradoksalnie, czułem się pewniej. Po pewnym czasie Dante stał się bardziej wyczulony na pomoce, a przynajmniej takie miałem wrażenie. Dogadywaliśmy się całkiem dobrze. Zapisanie go do zawodów uznawałem za dobry wybór. Jedynie widzowie na trasie nieco przeszkadzali, ale teraz spotykaliśmy ich zdecydowanie rzadziej. Wyjeżdżaliśmy zakręty jak najdelikatniej, a kiedy się dało po prostu je ścinaliśmy, zmniejszając ryzyko wypadnięcia.
Naprostowałem ogiera przed dziewiątą przeszkodą, która wyglądała zwyczajnie i nie powinna go zaniepokoić. Odliczałem w myślach foule, by w odpowiednim miejscu wspomóc go sygnałem od łydki. Oddałem mu odpowiednią ilość wodzy, umożliwiając swobodne wyciągnięcie się nad przeszkodą. Ciężar ciała oparłem mocniej na prawym strzemieniu, sugerując lądowanie na tę właśnie nogę, co w zamierzeniu miało ułatwić nam późniejsze wejście w zakręt.
Jedynie dziesiątki nieznacznie się obawiałem. Przeszkody wodne stanowiły największe ryzyko jeśli chodzi o bieg przełajowy. Jeśli Weltino miałby odmówić gdzieś skoku, to właśnie tutaj. Przysiadłem w siodło, chcąc mieć nad nim większą kontrolę. Odpowiednio wcześnie zastosowałem półparadę, by zwrócić jego uwagę na największym jak dotąd wyzwaniu. Impulsem od łydki nakłoniłem dziewięciolatka, by jednak wskoczył do wody. Przegalopowaliśmy na drugą stronę, wychodząc cali mokrzy. Zaraz za zbiornikiem stała jedenastka, nad którą po kilku sekundach przelecieliśmy.
Niestety w kroku Dante szybko wyczułem sztywność, co świadczyło o skurczu kończyny. Zmartwiło mnie to. Dla dobra ogiera zwolniliśmy tempo. Odległość dzielącą nas od dwunastej przeszkody pokonaliśmy spokojnym galopem, oczekując aż skurcz minie. W razie czego uspokoiłem srokatego głosem. Zanim dotarliśmy pod przeszkodę było już po sprawie. Posłałem Dante do skoku, w trakcie lotu obciążając mocniej lewe strzemię, by zaraz bez problemu wejść w kolejny zakręt.
Pechowa trzynastka okazała się zwykła kłodą, jak większość na trasie. Pewnym krokiem zmierzaliśmy ku niej, we wcześniej wymierzonym miejscu odrywając się od ziemi. Oddałem dziewięciolatkowi odpowiednią ilość wodzy, pozwalając mu zrobić swoje. Z technicznej strony prezentowaliśmy się dobrze, głównie za sprawą wierzchowca, który właśnie dziś ukazywał swoje zalety i talent.
Przed czternastką nieznacznie przyspieszyliśmy, na tyle by nadrobić sekundę czy dwie, a przy tym nie zmęczyć za bardzo konia. Sama przeszkoda, jaka w mgnieniu oka wyrosła na horyzoncie, różniła się od poprzednich. Zastosowałem półparadę mającą zwrócić uwagę Weltino na jej wygląd, a przy okazji przygotować do skoku. Prowadziłem go zamkniętego w korytarzu z pomocy, minimalizując ryzyko spłynięcia z trasy. Jak i poprzednio, docisnąwszy łydki do boków Dante, podążyłem za jego ruchem, nie ingerując więcej w sposób pokonania przeszkody. Kilka foule dalej powtórzyliśmy sekwencję, tym razem nad kłodą. Spojrzałem na zegarek, nadal nie orientując się za bardzo w czasie przejazdu, ale chyba za niedługo zaczną naliczać się punkty karne.
Wziąłem go mocniej na siebie przed przeszkodą oznaczoną numerem szesnaście, by w efekcie oddać bardzo dobry technicznie skok. Do samej mety trzymaliśmy dynamiczne tempo, przekraczając celowniki o sekundę za późno. Zwolniliśmy do kłusa, a po kilku minutach do stępa, by w końcu zatrzymać się na uboczu. Przytuliłem ogiera, równocześnie chwaląc go słownie. Rozsiodłałem zmęczonego wierzchowca. Rozstępowałem go w ręku. W końcu udaliśmy się do stajni, gdzie porządnie się nim zająłem.

/zt



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group