To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Maneże - Arena zewnętrzna

Jethro - 2018-10-21, 21:15

Well... człowiek zauważył, że izabelowaty musi spuścić trochę pary. Zmienił zdanie i zamiast od razu kierować się na koła, pozwolił Haczowi dać czadu wzdłuż ściany. Leeecisz złocoiutki, pomyślał sobie, przenosząc ciężar ciała bardziej do przodu, cmokając zachęcająco. Czas się wyszaleć! Oczywiście mężczyzna pilnował, żeby nie wyrżnęli w barierki przed nimi, tylko wyrobili się na zakręcie.
Gdy zrobili dwa pełne okrążenia i byli w połowie areny, Jethro cofnął ciężar do tyłu, zapierając się bardziej w strzemiona, cofnął na chwilę wodze za horn, ale nie zbyt gwałtownie - nie chciał by Haczu czuł dyskomfort. Większe skupienie było na ciężarze i ewentualnej werbalnej komunikacji.
-Whoa, whoa, whoa - pyknie czy nie pyknie, oto jest pytanie. Zapasu z przodu mieli dużo, więc spokojnie powinni się wyrobić przed barierką/ścianą. Mieli też zostawione miejsca, by wyrobić się ze zwrotem, który był następnym punktem programu :lol:

Hachiro - 2018-10-24, 16:17

Nie trzeba go było dwa razy zachęcać! Izabelowaty odpalił się na maksa, kierując uszy w kierunku jeźdźca i przyspieszając, aby wykonać dwa okrążenia intensywnym galopem. Sierść ściemniała od potu ją pokrywającego, a nozdrza rozszerzyły się, biorąc łapczywe wdechy powietrza. Jako, że większa część nadmiaru energii zdążyła z niego ujść po szalonych galopadach, teraz zdecydowanie był bardziej wyczulony na sygnały, dlatego też do połowy ściany uregulował rytm galopu, podstawiając bardziej nogi pod kłodę i zatrzymując się w połowie ściany. Następnym był zwrot, zareagował niemal błyskawicznie, podnosząc na chwile przód ciała i mocniej osadzając się na zadnich nogach, po czym zręcznie prześlizgnął się w kierunku, z którego przybył, jednocześnie parę uszu kierując w kierunku Jethra, a jego podopieczny niemal drżał w oczekiwaniu na nowe sygnały. Oj jak brakowało mu takiej pracy! Większość jeźdźców nie jeździ w stylu westernowym, dlatego jak już na niego wsiadało to prędzej na jakieś rekreacyjne rozruszania typu stęp-kłus-galop-kłus-stęp-dom, bez żadnych wyzwań. Nie to co tutaj! Chociaż był nieco sztywny, kiedy wykonywał figury to i tak było znacznie lepiej niż na początku. Może kwestia galopad?
Jethro - 2018-10-24, 16:38

Dla wyrównania zrobili znów dwa kółka. Zostając mniej więcej na połowie areny, Jethro cofnął ciężar do tyłu co nieco i przeniósł ciężar na jedną stronę, by Haczowaty odbił na środek areny. Mniej więcej w punkcie przecięć przekątnych, mężczyzna znów przeniósł ciężar ciała i ustawił się mniej więcej tak, że gdy Haczowaty owinął mu się nieco na wewnętrznej nodze, to poruszał się w kierunku przeciwnym do ostatnio przejechanego dużego koła A samą woltę zaczął nieco zacieśniać, obserwując wygięcie izabelowatego. Jeśli było kiepsko, to wracał na chwilę na większe koło, znów niebawem próbując wygiąć konisko.
Hachiro - 2018-10-25, 11:59

Równym tempem spokojnego galopu ruszył w podróż dookoła areny, opuszczając przy tym powoli głowę i zaokrąglając sylwetkę sprawiając, że chód był znacznie wygodniejszy dla jeźdźca niż na samym początku, kiedy to był sztywny i nierozgrzany. Momentalnie zareagował na delikatne przeniesienie ciężaru oraz ręki, skręcając na środek areny. Wygiął się odpowiednio, aby dobrze wyjechać zakręt i próbował rozciągnąć swoje zastane mięśnie, aby nie wypaść ani zadem, ani łopatką. A tu się okazuje, że jeździec przygotował mu jeszcze więcej niespodzianek, bo zdecydował się na zwężające się koło. Początkowo Hachiro nie miał problemów z dopasowaniem się do jego średnicy, w końcu był odpowiednio rozgrzany... Jedynie przy coraz mniejszych zdawał się mieć problemy. Zwolnił nieco kroku, utrzymując jednak trzytaktowy rytm i powoli się zakręcał, intensywnie pracując nad swoim wygięciem i plastycznością, którą niegdyś wykazywał się w dużym stopniu. Był taki piękny i młody! Dlaczego te lata musiały przeminąć niczym lato, które zostało zastąpione posępnymi chmurami, zimnym wiatrem i deszczem? Ale to nic, w końcu co roku przychodzi lato i jeszcze nie było takiej sytuacji, w których by go nie było. Gorsze, lepsze, ale zawsze było! I gdy Jethro będzie brał swojego podopiecznego częściej na takie ćwiczenia to znowu powrócą do formy i będą niczym młodzi bogowie! Przy tych wkraczających już w zakres małych wolt potrzebował większego rozgrzania boczków, dlatego musieli wrócić na większe koło.. I to parokrotnie, dopóki się nie udało izabelowatemu tak wygiąć, że w końcu wpasował się w okrąg i jednocześnie utrzymywał powolny galop.
Jethro - 2018-10-27, 19:06

Gdy ogier zaczął łapać dobre ustawienie ciała, Jethro pochwalił go. Gdzie tam było minęło, oni dopiero się rozkręcają! Na skansen jeszcze nie czas. Stopniowo udało się zejść do ciasnego okręgu, więc coby tu się za bardzo nie przestawili na jeden kierunek, to zaraz muszą zmienić, o! A więc Jethro wyciągnął Hacza na większy okręg i na środku areny zrobili lotną (o ile pykła) i przeszli na drugą stronę znów powtarzając stopniowe zacieśnienie okręgu.
Hachiro - 2018-10-29, 18:25

Izabelowaty parsknął cicho, słysząc głos świadczący o pochwale. No i na to właśnie liczył! Wyciągał się stopniowo na większy okręg, zmniejszając kąt wygięcia ciała ku swojej uldze i rozluźnieniu spiętych to niemal granic możliwości mięśni, wpasowując się w linie, po czym w pewnym momencie poczuł, że Jethro zamierza... Zrobić coś. Nieważne co to było, był w pełni gotowości, by to wykonać. I się nie mylił - wykonał lotną zmianę niezwykle płynnie, niemal nieodczuwalnie... Nawet jak na siebie! Zaczął wolnym, bardzo spokojnym, ale równocześnie zrównoważonym i rytmicznym galopem okrążać drugą połowę areny. No... Tutaj poszło gorzej. Hacz wymagał częstszego odsyłania na większy okrąg niż wcześniej, a prawa strona, która nie była jego najsilniejszą, potrzebowała więcej czasu, aby się wygiąć w równym stopniu, co w poprzednim ćwiczeniu. Parsknął cicho, niezbyt zadowolony z nieprzyjemnego ciągnięcia zastanych mięśni, które zbyt powolnie się rozgrzewały, nawet jak na standardy westernowca.
Jethro - 2018-10-30, 23:22

Za świetne wykonanie lotnej Haczu został ponownie pochwalony. Co do gorszego rozciągnięcia prawej strony... no cóż, tu zawalił Jethro, bo powinien nad tym popracować, a nie rozbijać się gdzie popadnie byleby nie w Orchardzie. Siwowłosy w myślach zanotował sobie, żeby po treningu zająć się Haczem na myjce i stacjonarnie go dorozciągać.
Tymczasem po każdym dobrym zejściu na mniejsze koło, Jethro chwalił izabeloiwatego za postęp. I gdy zeszli już właściwie do maksimum, to znów wyturlali się na duże koło i powężykowali, stopniowo już schodząc chodem w wolniejszy, by ogier mógł na spokojnie się wystygnąć. Na sam koniec mężczyzna zsiadł przy bramce, kopsnął konisku smaczka i podrepciali na myjkę.

z/t

Hachiro - 2018-10-30, 23:53

No właśnie! Było się nie szlajać nie wiadomo gdzie i by było bardzo dobrze nawet! Udało mu się zmniejszyć koło do maksimum, ale dopiero po dobrych paru okrążeniach w większych okręgach... A każde z nich trzeba było powtórzyć parę razy, więc zajęło to znacznie dłużej niż poprzednie ćwiczenie. Pozwolił się zepchnąć na większe koło, z ulgą odczuwając rozluźnienie mięśni i stopniową coraz większą możliwość rozluźniania mięśni. Wyciągnął bardziej głowę, drepcząc sobie wesoło i zmieniając tempo na coraz wolniejsze, uspokajając przy tym wrzącą w jego ciele krew, która sprawiała, że czuł każdy mięsień, który pracował podczas dzisiejszego treningu. Parsknął przeciągle, koniec końców przechodząc do stępa, by potem mógł jeździec zsiąść przy bramce. Więc do już? Jak to tak? Przyjął smaczka i pomimo faktu, że nie był w szczytowej formie trącił ramię Jethra. Chyba sobie żartujesz? Jak to już wracamy do stajni? Ale jako, że koń nie miał za bardzo co tu do gadania, ruszył za swoim człowiekiem, spokojnym krokiem idąc obok niego, jedynie strzygąc uszami gdy usłyszał jakiś dziwny dźwięk.


zt

Eva - 2019-01-02, 22:16

Przyszła z ogierem na arenę zewnętrzną, ponieważ pogoda dziś sprzyjała ku temu. Po dotarciu na obiekt oprowadziła ogiera w ręku dookoła, by podprowadzić go pod schodki w rogu areny. Tam poprawiła do końca sprzęt na jego grzbiecie i dosiadła go, łapiąc wodzę odpowiednio i wspinając się na górę. Przytrzymała go na przodzie, by nie ruszył się z miejsca. Pochwaliła go głosem kiedy utrzymał nieruchomość, aby dać mu długą wodzę i łydką zachęcić go do stępa naprzód. Prowadziła go wzdłuż ścian areny na razie bez konkretnych zadań.
Loathsome Shuffler - 2019-01-03, 21:16

Co prawda po drodze na arenę był już nieco spokojniejszy, ale bez żadnych wybryków, to by się nie liczyło, prawda? Tak czy owak dotarli na miejsce, gdzie Loathsome nawet skorzystał z możliwości spokojnego (?) obejścia hali w ręce, za Evą, bo jeszcze nigdy tu nie był, chociaż oczywiście obiekt jego obaw nie budził. W końcu zatrzymał się w rogu, wykręcając lekko łeb w stronę kobiety, żeby zobaczyć co tam poczyna. Ponownie usiłował się nieco nadąć, utrudniając prawidłowe zapięcie popręgu, co chyba jednak udało się kobiecie. Następnie owszem pozostał w zatrzymaniu, po tym jak już blondynka wylądowała na jego grzbiecie, niemal jednak natychmiast się niecierpliwiąc, nie rozumiejąc o co chodzi w ćwiczeniu. Pomijając fakt, że chciał się rozruszać. Pochwałą byłą niewielkim wynagrodzeniem, kiedy jednak Eva poprosiła go o stęp, kasztan poniekąd zignorował jej pomoce. Ruszył z miejsca, ale kłusem i to dość żywym, przy tym też odrobinę chaotycznym i dopiero po kilku krokach dał się sprowadzić do właściwego chodu, jednak nadal się nie ślimaczył. Poruszał się aktywnym, żwawym stępem, może lekko przesadzonym, nie stwarzał on jednak najmniejszego niebezpieczeństwa dla Evy.
Eva - 2019-01-08, 22:57

Raczej skracała owe wybryki, ponieważ nie chciała aby ogier myślał że może wejść jej na głowę i że będzie mu pozwalać na wszystko. Czasem źle się wychodzi na tym wybrykowym zachowaniu, bo co za dużo to nie zdrowo. Cierpliwość mój drogi również popłaca, ponieważ na zawodach również ta umiejętność mu się przyda. Kiedy nagle ruszył kłusem od ruchowo ściągnęła mocno wodze do siebie, kłus w obecnej chwili nie był w ogóle wskazany na tym etapie treningu. Po zwolnieniu ogiera do stępa krążyli w nim kilkanaście minut wokół hali, najpierw przez kilka minut stępując bez wykonywania niczego więcej. Oczywiście na dwie strony, a kierunek zmieniali przez przekątną hali wyjeżdżając z narożnika na długą ścianę wyjeżdżali na nią, by zjechać po przeciwnej stronie koło narożnika. Po tym czasie pozbierała stopniowo wodzę na kontakt i dociążyła jego zad, tak aby ogier zdecydowanie zaangażował go w zad. Wtedy wyjechali na pierwsze z kół jak na razie o dość obszernej średnicy, starając się jak najlepiej go wygiąć od wewnętrznych pomocy i pilnując go zewnętrznymi. Najpierw kilka większych kół wykręcili na obie strony, zmieniając kierunek przez przekątną. Celowała w koła na dużych ścianach, ale zdarzało im się wykonać też i na krótszych. Na początku jak nie wychodziło im idealnie to trudno, ale z każdym kolejnym kołem postarała się aby ogier jednak przykładał się do jego wyjeżdżania go. Od czasu do czasu zamiast pełnej przekątnej wyjeżdżali krótszą o kilka metrów. Wtedy poprosiła go o przejście do kłusa, zaczynając jednocześnie angleżować w siodle by zapanować na start nad jego tempem. Prowadziła go wzdłuż ścian areny naprzód jak na razie.
Loathsome Shuffler - 2019-01-09, 21:57

No cóż, to nie tak, że miał taki kaprys, taki już jego wybrykowy charakter. Mogło być gorzej. Po sprowadzeniu do stępa parsknął niezadowolony, a chociaż pozostał w tym chodzie, nie przeskakując do wyższych, tempo było szybsze, niż zapewne Eva by tego chciała, nadal jednak nie stwarzało dla niej zagrożenia, ani nic w tym stylu. Pomimo tego, że zwyczajnie krążyli po ścianach, Shufflerowi zdarzały się momenty, w których lekko się spinał i trudniej przychodziło mu rozluźnienie, tudzież po prostu mniej był do niego chętny. Zachowywał jednak aktywne i może nawet ciut za bardzo energiczne tempo, ładnie trzymając się linii prostej, gdy zmieniali kierunek po przekątnej.
Po kolejnej zmianie kierunku Eva motywując go do zaangażowania zadu skręciła z kasztankiem na pierwsze dość obszerne koło, na którym ogier minimalnie zwolnił, poprawnie angażując zad i wyginając się od jej wewnętrznej łydki, przy tym zachowując skupienie podczas wykręcania koła. Pewne niedociągnięcia poprawiał na kolejnym kole, chociaż wiadomo, że całkiem idealnie nie było. Na każdym kolejnym kole starał się poprawiać, właściwie wpisując w jego rysunek, jednak po pewnym czasie wykręcanie kół na obie strony po prostu zaczęło go nudzić. W końcu otrzymał pomoce do kłusa, co przyjął z pewnym ożywieniem. Tym razem nie wskoczył od razu do galopu, zaliczając dość ładne przejście, jednak i tym razem tempo było ciut za aktywne i energiczne. Dla odmiany przynajmniej na razie wrócili pod ściany, krążąc po arenie.

Naomi Eaton - 2019-03-21, 18:49

/Jako że od dawna nic się tu nie działo, przyjmuję, że jest pusto.

Treningi crossowe odbywały się też czasem na placu o wymiarach typowego parkuru. Jeden taki dzień Naomi postanowiła wykorzystać na trening z Dark. Przeszkody były już ustawione na placu, a ze względów technicznych były one odpowiednio mniejsze i bezpieczniejsze. Taki trening oznaczał też znacznie mniejszy wysiłek, bo było znacznie mniej miejsca do galopowania, ale czasem też wypada potrenować nad czymś innym niż kondycja.
W każdym razie na maneż dojechała na grzbiecie Princess, po drodze pilnując w łydkach aktywnego tempa i oferując klaczy elastyczny kontakt z ręką. Wjechała na maneż i przez kolejnych parę minut kontynuowała stęp, pracując nad ustawieniem klaczy na pomocach. Po upływie wspomnianego czasu dała jej łydkę do kłusa i zakłusowała wzdłuż ściany, zaczynając anglezować. Tak jak w stępie, pilnowała aktywności i rozluźnienia, każde spięcie starając się od razu zneutralizować półparadą lub zjechaniem na koło, na którym z wyczuciem wyginała klacz to do środka, to do zewnątrz, co służyło też lepszemu wygimnastykowaniu jej.

Dark Princess - 2019-03-24, 22:20

Trzeba przyznać że cross w takim wykonaniu jest dość nie typowy, ale klacz już brała udział w takich zawodach gdzie odbywały się na hali. Dark cieszyła się na każdą formę treningu, aczkolwiek najbardziej lubiła skakać i to wychodziło jej naprawdę dobrze. Po przyjściu na plac rozejrzała się po nim uważnie, przyglądając się także ustawionym tutaj przeszkodom. Szła spokojnie pod kobietą nie sprawiając jej żadnych problemów, zresztą klacz była raczej znana ze swojego spokojnego i opanowanego charakteru. W sumie pod tym względem chyba była podobna do ojca, ale też dobre prowadzenie od wczesnych lat młodzieńczych najpierw pod okiem Jessie a teraz Naomi przyniosło stosowne efekty. Podobnie jak w przypadku charakteru typowym zachowaniem dla niej było szukanie kontaktu z kobietą od samego początku, opierała się na jej doświadczeniu i zdaniu. Kontynuowały jeszcze stęp przez kilka minut pod wejściu na arenę, by po tym czasie przejść do kłusa. Dark chętnie weszła w wyższy chód, wykonując kilka pierwszych kroków dość mocnych. Zejście na koło samoistnie zmusiło ją do wytracenia tej nadmiernej prędkości, gdzie na figurze poprawnie wygięła się od jej wewnętrznej łydki i zgięła się w potylicy.
Naomi Eaton - 2019-03-25, 13:54

Problem w tym, że skoro wysiadła stronka z crossami, to straciłam też zdjęcia poglądowe, no ale dobra, będziemy improwizować. :")
O podobieństwie do Desperado ciężko byłoby Naomi mówić, bo znała ogiera tylko tyle, co widywała go w stajni i na zawodach. Rzeczywiście wyglądał na bardzo stabilnego, ale mimo wszystko nie chciałaby się przesiąść z jego młodszej, damskiej wersji, czyli Dark - która była po prostu zgrabniejsza i łatwiejsza do opanowania, a nie jak rozpędzony pociąg. xD
Energię klaczy starała się wykorzystać w dobry, korzystny sposób - nie hamowała jej, tylko cięższym, wyraźniejszym anglezowaniem i dojeżdżaniem łydką do kontaktu. Tym sposobem gniada powinna iść równie energicznie, ale od zadu, lekko i nie tak płasko, jakby szła bez takiego "wsparcia".
Takich kół w kłusie zrobiły zdecydowanie więcej, niż jedno - Naomi powtarzała je w różnych częściach maneżu, krążąc między przeszkodami i nie zapominając o jakże ważnym momencie wyprostowania, kiedy to rzeczywiście zwracała uwagę na to, by Dark była prosta i nie krzywiła się w żadną stronę. Po takim wstępnym rozruszaniu Princess w kłusie, Naomi usiadła w siodle, przechodząc do pełnego siadu. Za chwilę, gdy już wczuła się w ruch gniadej, zjechała na dziesięciometrową woltę, na której zrobiła ustępowanie od łydki, tym samym poszerzając średnicę koła. Było to dosyć wymagające ćwiczenie, ale przynosiło wymierne korzyści - bardzo dobrze wpływało na rozluźnienie, szczególnie grzbietu, na co blondynka zwracała dużą uwagę. Po wykonaniu tego ćwiczenia, o ile nie miało nic do zarzucenia, pochwaliła Dark i zjechała na ścianę, po czym zmieniła kierunek przez przekątną i następnie powtórzyła koło z jednoczesnym ustępowaniem od łydki, starając się rozciągnąć gniadą równomiernie. Ponownie ją pochwaliła, po czym znowu kontynuowała kłus wzdłuż ściany, by przy kolejnej okazji - tj. kolejnym kole - dla odmiany rozciągnąć klacz w dół, czyli wykonać żucie z ręki. Zaczęła anglezować, jednocześnie wypuszczając Dark do dołu w ślad za oddającą ręką, do której stale dojeżdżała folblutkę łydką, żeby nie zaburzyć jej równowagi i żeby zachęcić ją do wyżucia wodzy.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group