To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Hala rekreacyjna

Lisa - 2017-01-21, 12:24

Faktycznie ustępowanie nie było idealne, ale zwykle na tym etapie pracy Lisie zależało żeby koń w ogóle odpowiadał na pomoce do ruchu w bok. Reszta jest do późniejszego dopracowania w trakcie treningu, a dziewczyna chętnie podejmie się tego zadania o ile będzie im dane razem dalej współpracować <3. Mocniejszą półparadę zaakcentowała też wycofaniem ramion i głębszym siedzeniem w siodle, starając się mu jasno dać do zrozumienia, że nie o ruch naprzód tu chodzi. Po dojechaniu do ściany zmieniła kierunek przez przekątną w kłusie pośrednim. W tym celu przygotowała go półparadą aby następnie wypchnięciem bioder i łydką aktywizującą zachęcić do do ruchu naprzód. Lekko przesunęła rękę do przodu, aby nie nadział się na wędzidło, gotowa jednak w każdej chwili zadziałać jeżeli zechce mu się np. przejść do galopu. Dojeżdżając do ściany siadła znowu w ćwiczebny, skracając go w ramach, ale dalej aktywizując zad łydką. Powtórzyła całość z ustępowaniem również na tą stronę - znowu od linii ćwiartkowej do ściany, powoli przesuwając go w bok. Jeżeli miał problem z reakcja na łydkę to nie omieszkała pomóc sobie trochę ostrogą i upomnieć go, że reakcja należy się nawet na najsubtelniejsze pomoce.
Zakładając, że wszystko poszło dość sprawnie przeszła do kłusa anglezowanego, wjechała na duże, 20 metrowe koło i zaczęła stopniowo wypuszczać go nosem do dołu. Był to ostatni etap przed końcowym stępem - kilka wolt i ósemek w żuciu, na delikatnym zgięciu, które pozwolą mu całkowicie rozluźnić mięśnie. Poklepała go obficie za dobrą pracę, po chwili siadając w siodło i biodrami dając mu sygnał do stępa. Na końcowy stęp poświęciła znaczną ilość czasu - dobre kilkanaście minut aż całkowicie ochłonął, wysechł a jego oddech się ustabilizował. W międzyczasie, po kilku pierwszych okrążeniach stępa ubrała go w derkę aby się nie przeziębił i poluźniła popręg.
Na sam koniec zatrzymała go na środku, sprawnie zsiadła i podwinęła strzemiona oraz zapięła derkę z przodu na klacie. Z kieszeni kamizelki wygrzebała cuksa i podała karemu , po czym wyprowadziła go w kierunku stajni.

Lockhard - 2017-01-21, 15:20

Lekko przytrzymany lepiej się zrównoważył, zmniejszając wspomnianą dysproporcję. Na czworoboku niczego by to już nie zmieniło, ale teraz mogli sobie pozwolić na takie poprawki, które przecież stanowiły dla niego wskazówki na przeszłość i zwiększały szanse na to, że następnym razem lepiej wykona owy element.
Podczas zmiany kierunku przez przekątną chętnie wydłużył ramy do kłusa pośredniego, z tym generalnie nie mając najmniejszych problemów. Zawsze ochoczo robił wszelkie ćwiczenia tego typu, doskonale się w nich równoważąc - wciąż szedł przede wszystkim od zadu, pozostając otwartym przodem i lekkim na ręce. Na ścianie bez walki skrócił się z powrotem, a następnie rozpoczął ustępowanie. Lisa już pewnie miała na uwadze to, że lubił za bardzo wyjść do przodu podczas ustępowania, więc jeżeli go przypilnowała, w tę stronę lepiej ustąpił od jej łydki, zachowując równowagę między ruchem w bok a naprzód. Kolejno wszedł na duże koło, po którym poruszał się w rytmie i w lekkim zgięciu wokół wewnętrznej łydki Lisy. Chętnie podążył za jej ręką w dół, tj. dosłownie zanurkował nosem, nie tracąc przy tym na swobodzie łopatek czy zaangażowaniu zadu, którym wciąż się mocno pchał, wręcz sprężynując uwypuklonym grzbietem. Parsknął parokrotnie podczas kręcenia się po rozmaitych figurach, aż wreszcie przeszedł do stępa, w którym także szedł z opuszczoną, rozluźnioną szyją, nawet nie myśląc o samodzielnym podjęciu większego wysiłku. Po rozstępowaniu zatrzymał się na środku hali, gdzie dał Lisie w spokoju zsiąść. Widząc, że szuka po kieszeniach cukierka, 'odezwał' się do niej zduszonym, proszącym rżeniem i chętnie poczęstował się owym przysmakiem. Mieląc go w pysku wyszedł do stajni. /zt

Jessie - 2017-01-21, 21:02

Ukryj: 
Watchman napisał/a:

Przyczyna tychże spięć była nie tylko fizyczna. O ile aktywne tempo kłusa, narzucenie sobie tylko trochę wymagającego rytmu pozwoliło mu na częściowe rozluźnienie się... Okazję by odpuścić całkowicie zyskał dopiero, gdy stanął oko w oko z drągami, które tak go zaniepokoiły na początku. Początkowo uniósł łeb, cofając lekko szyję, zupełnie, jakby miał zamiar zatrzymać się w miejscu, zahamowany nagle przez ścianę. Łydka zmusiła go jednak do postąpienia naprzód... Karosz delikatnie stulił uszy, wargi dotąd mielące nieśmiało wędzidło zamarły. Pierwszy krok. Nic. Drugi krok. Nic. Wysoko unosił kopyta, prezentując nieco przesadny respekt wobec drągów - zrozumienie, że nie został jednak zaatakowany przez te barwne potwory, pozwoliło mu się rozluźnić. Już na ostatnich dwóch drągach powrócił do normalnego ustawienia, nie robiąc już z siebie niepewnej żyrafy, a i stopniowo opuściły go spięcia. W końcu odpuścił i psychicznie, co zostało tylko wzmocnione przez nagrodę od amazonki. Po nawrocie nie było już żadnych problemów - Watch zachował równy rytm i pilnowany dosiadem amazonki nie spływał na boki, utrzymywał równowagę.
Kolejne ćwiczenia w kłusie wykonywał w coraz większym rozluźnieniu, załapał pewny kontakt z wędzidłem i delikatnie je mięlił, doceniając możliwość rozruszania się i popracowania ze swoim ulubionym dwunogiem. Kolejne najazdy na drążki nie wiązały się już z żadnym strachem - może raz czy dwa zdarzyło się delikatne puknięcie, bo ogier źle wymierzył krok. Spokojnie powrócił na pierwszy ślad i wedle wskazania wygiął się w narożniku, prawie od razu po sygnale łydki wchodząc w galop na właściwą nogę. Wyjątkowo nie wyrwał do przodu jak szaleniec, ale spokojnie wkroczył w wyższy chód. Na odciążenie grzbietu zareagował próbą wyciągnięcia lekko kroku i wyciągnięcia fouli, to nagłe odciążenie wręcz zachęcało do chwilowego, przyjemnego przyspieszenia.


W kontrolowany sposób pozwoliła Watchmanowi na dodanie w galopie. Miała na celu odblokowanie jego pleców i uruchomienie zadu, więc chwila takiego porządnego galopu w półsiadzie powinna zdziałać cuda. Po pewnym czasie zapragnęła zmienić kierunek, w tym celu skróciła nieco konia w galopie do tempa roboczego, po czym przeszła do kłusa. W owym chodzie zmieniła kierunek przez ujeżdżalnię i ponownie zagalopowała w najbliższym narożniku, na drugą stronę oferując Watchmanowi taką samą porcję galopu.
Następnie przeszła do kłusa, w którym wzięła karego na koło i zachęciła go do wyżucia wodzy, wciąż anglezując. Nie zapomniała o tym, by pomóc ogierowi w ustawieniu się na kole (dużym, o średnicy dwudziestu metrów) i w zachowaniu równowagi poprzez ciągłe aktywizowanie zadu tak, by nurkując nosem na uwalił się na przodzie. Była to forma zarówno nagrody, jak i odpoczynku dla czterolatka. Kolejno poprosiła go o stęp w ramach odsapnięcia, na długiej wodzy, lecz wciąż na kontakcie. Prowadziła karego w łydkach po drugim śladzie, dosiadem cały czas współgrając z jego ruchem i pojedynczymi półparadami zachęcając go do zachowania przepuszczalności. Kiedy już odsapnął, ponownie ruszyła go kłusem, znowu zabierając się za pracę na drągach, połączoną z przejściami. Jej celem stały się cavaletti ustawione w ilości sztuk pięciu po linii prostej, na które najeżdżała w obu kierunkach, zawsze wykonując wystarczająco długie najazdy by mieć czas na wyprostowanie karusa. W międzyczasie robiła przejścia kłus-stęp i stęp-kłus tak, by ogier nie wiedział czego się spodziewać i był zaciekawiony jazdą.
Na sam koniec jazdy, która miała służyć wyłącznie rozruchowi po przerwie, zaproponowała ogierowi parę ustępowań w stępie. Aby możliwie maksymalnie ułatwić mu zadanie, robiła ustępowania w kierunku ściany od linii ćwiartkowej, więc Watchman nie powinien mieć problemu z zachowaniem wyprostowanej sylwetki, czego zresztą pilnowała zewnętrzną wodzą i łydką. Między poszczególnymi ustępowaniami robiła mu oczywiście chwilę przerwy na pojechanie na wprost, co by mu służyło to ćwiczenie i widział wyraźną różnicę między łydką do ustępowania, a łydką do ruchu naprzód.
Na tym skończyła dzisiejszą jazdę i na czas końcowego stępa okryła karego derką, zaś po kwadransie stępa zsiadła i wyszła z Watchmanem do stajni. /zt

Jessamine - 2017-01-22, 22:03

Naomi napisał/a:
...


Otrzymując kolejną radę od Naomi w trakcie galopu z One, od razu przeszła do wcielenia jej w życie, starając się rozluźnić ramiona i biodra, tak jak poprosiła ją o to instruktorka, jednocześnie starając się o utrzymanie kontaktu, co z pewnością wpłynęło trochę na jakość ich galopu i ewentualne niedociągnięcia. Cieszyła się z każdej pochwały jaką otrzymywała.
Otrzymując kolejne instrukcje od Naomi skierowała kasztankę na koło o średnicy 20 metrów. Znajdując się na kole, Jessamine starała się działać już trochę znanymi sobie pomocami, cofając zewnętrzną łydkę za popręg, wewnętrzną zostawiając na popręgu i starała się odpowiednio działać wodzami i dosiadem, utrzymując jednocześnie równe tempo galopu. Ich koło miało jakieś niedociągnięcia w wygięciu i kształcie, jednak czternastolatce udało się utrzymać kucynkę w równym galopie. Po zamknięciu koła odbiły od razu na ósemkę, na której dziewczynka zastosowała podobne pomoce. Była bardzo skupiona, mimo to ósemce też brakowało do ideału, może dlatego, że za bardzo chciała. W połowie ósemki rudowłosa przeszła z One do kłusa, mając w pamięci rady instruktorki. Starała się stosować wyważone łydki, które jednocześnie byłyby dla One jednoznaczne. Z pewnością dużym plusem było to, że kucynka była inteligentnym i wyrozumiałym stworzeniem. Jeszcze na ósemce wróciła z powrotem do galopu. Oba te przejścia były dość poprawne, chociaż wiadomym było, że Jessamine nie jest jeszcze na tym poziomie by robić wszystko idealnie. Kolejne koło na podobnej zasadzie i powrót pod ścianę, gdzie stopniowo przeszła do kłusa, potem do stępa. Wysłuchała uważnie tego co miała do powiedzenia instruktorka, starając się, aby jej rady dobrze zapadły jej w pamięć. Podziękowała jej i razem opuściły stajnię.

zt

Carcassonne - 2017-01-23, 14:56

Alexander napisał/a:
...



Owszem i dla Cracka ich ,,sukcesy'' były czymś ważnym. Oj dostał wtedy tyle marcheweek <3 <3. Nie mniej jednak teraz powinien się skupić na treningu i tak też było. Na reakcje pana skupił się na jego pomocach i zdecydowanie grzeczniej szedł kolejne koła pracując aktywniej zadem i kierując całe skupienie na pomocach Alexa. Zmiany kierunku były całkiem przyzwoite a podobnie jak ruch po kole i po przekątnej. Ogier szedł równą linią, stałym tempem pracując zadem oraz układając szyję w stały łuk. Żuł wędzidło prychając z zadowolenia i skupiając się na co to kolejnych zadaniach. Pokonanie kilku wolt, serpentyn i wężyków w stępie nie było ŻADNYM problemem. Uginał ładnie tułów wokół łydki oraz uaktywniał zad zawsze i wszędzie układając wraz z tułowiem na łukach również szyję. Zmiana kierunku przez przekątną dała mu chwilę odpoczynku od zgięć dzięki czemu szedł po równej linii tylko momentami wypadając z ustawienia. Błędów prawie, że nie było dzięki posłuszeństwu ogiera. Nie zważał nawet na zapachy klaczy czy rozgardiasz stajenny - jego cała uwaga skupiała się na komendach pana i ewentualnie jakimś niebezpieczeństwie. Nie był koniem pokroju profesora - lubił sobie poodwalać aczkolwiek co jak co, wiedział, że z Alexem nie może sobie na to pozwolić. W końcu co się nie zrobi dla jabłuszek i marchewki! :hurra:

Christian Levrull - 2017-01-23, 23:46

Pojawił się na hali rekreacyjnej, jako, że nie potrzebował aż tak dużo miejsca dla siebie i Ill, a do tego wiedział, że trenuje tu obecnie jedna para, która zapewne jest już przy finiszu treningu. Zresztą aż tak się nie obawiał drugiego konia, wiedząc, że tam gdzie była klacz pilnowali tego, by koń również do takich rzeczy był w miarę przyzwyczajony.
Po wejściu na halę skinął do tego kto tu był, by przejść z klaczą okrążenie w ręku w nowym miejscu. Pewnie prowadził ją na wysokości łopatki, kierując ją po drugim śladzie. Wreszcie stanął na środku poprawił derkę, by była w połowie siodła, dopiął wszystko spuścił strzemiona i trzymając wodze wsiadł, skupiając się na tym by klacz nie ruszyła w międzyczasie ani nie kręciła się prawo lewo. Jeśli któreś się pojawiło, wsiadł z klaczą przy ścianie po schodkach.
W siodle przymknął klacz w łydce i na kontakcie, chcąc, by pierwsze kroki stępa były pod kontrolą, nie wiedząc czego się spodziewać, wolał zapobiegać, a nie myśleć potem o "tragedii". Sygnał do stępa, gdzie lekko zasugerował pulsacją wodzy zejście w dół, tak by nie stępowała wyryjona, a chętnie szła do dołu. Jeśli jednak takie subtelne sugestie nie działały to trzymał tylko lekki kontakt podpierając wszystkie sygnały dosiadu i ręki łydką. Wymagał aktywnego stępa, cały czas starając się uzyskać rozluźnienie chociaż lekkie, jako przyjemny początek pracy.

Illusion Sontesique - 2017-01-24, 19:08

Wkroczyła powoli na halę, na wejściu informując wszystkich o swoim przyjściu donośnym rżeniem. Z postawionymi na sztorc uszami przyglądała się nowemu miejscu. Hala jak wszystkie inne, a gdyby nie było tutaj drugiego konia to byłoby dla niej idealnie. Mimo, że nie robiła z tego jakiejś wielkiej afery, to jej uszy co chwilę przylegały do potylicy, kiedy ten drugi znalazł się za blisko. W zakładzie ludzie szybko nauczyli się, żeby zapewnić jej odpowiednią ilość przestrzeni osobistej, więc pilnowano, by na treningach nie miała wokół siebie zbytniego tłumu. Jeśli kiedykolwiek będzie jej dane pojawić się na zawodach to powinno być ciekawie. Zatrzymała się w końcu, a gdy mężczyzna usadowił się na jej grzbiecie ruszyła od razu przed siebie żywym kłusem. Nawet trochę za żywym bo bardzo jej się śpieszyło. Nowe miejsce, obcy koń, w dodatku ogier nie pomagały jej w początkowym ogarnięciu się, więc było z nią trochę zabawy, zanim na czymkolwiek się skupiła jak należy. Ostatecznie jednak zeszła delikatnie nosem w dół, stabilizując swoje tempo tak, że nie szła za szybko, ale i się nie ślimaczyła. Momentami nawet udawało jej się lekko rozluźnić mięśnie, co szybko zmieniało się, gdy tylko coś jej nie pasowało i musiała się podenerwować.
Christian Levrull - 2017-01-24, 20:53

Wstępnie informowali Christiana o tym, że klacz raczej nie przepada za tłumem innych koni. Ciekaw był czy Imagination będzie równie podobna do matki co Ilka, bo w przypadku Orchida, nie widać aż tak mocnego podobieństwa.
Kiedy udało im się dojść do niejakiego konsensusu po paru minutach zaczął nabierać wodzy na lekki kontakt, a gdyby zawiesiła się na ręce to zapulsowanie ręki + podparcie tej czynności w łydce, by klacz przepchać przez wędzidło. Rozpoczął z nią kręcić nie za duże wolty, półwolty i inne zawijasy w celu początkowej gimnastyki i rozgrzania jej mięśni. W trakcie tego cały czas prowadził klacz na zewnętrznej wodzy, wewnętrzną sugerując rozluźnienie i kierunek, do tego przesunięte łydki pilnowały reszty jej ciała.
Następnie zatrzymał się przy jakimś stojaku, poklepał klacz w ramach uspokojenia i nieśpiesznie zdjął derkę zarzucając na stojak obok. Ponownie ruszył stępem już teraz na kontakcie, zabawą wewnętrznej wodzy z potwierdzeniem w pewnym dosiadzie i łydce posyłając półparadę i zachęcając do ustawienia się. Był ciekaw w jakim stopniu została przygotowana. W takim ustawieniu ruszyli kłusem, od razu wymagał aktywnego tempa, bardziej skupiając się na nim niż na jej łbie. Dopiero po paru okrążeniach półparady do "zebrania", tak by odpuściła z pleców i chętnie poszła w dół, jak na razie będzie w pracy z nią wymagał luźnego, dolnego ustawienia.
Tu jak wcześniej sporo wolt i innych dziwnych łuków, przy których skrupulatnie pilnował jej wygięcia w łukach, mocno skupiając się na tym, by od początku jej ciało prawidłowo w nich pracowało. Dodatkowo wprowadził przejścia do stępa i do stój, a potem ruszenie do kłusa i do stępa. W przejściach w dół pilnował, by nie zagryzała wędzidła, czyli w razie czego posłanie półparady i do tego by nie były za mocno na przodach, stąd całe przejście przy aktywnej łydce. Przy ruszeniu natomiast na stałym kontakcie posyłał półparady znów z aktywną łydką, by klacz wchodziła od razu w dobre tempo, chętnie pchając się zadem.

Illusion Sontesique - 2017-01-25, 23:13

Naturalnie skoro była wrednym kawałem kobyły robiła wszystko, żeby robić, a się nie narobić, więc przy każdej możliwej okazji wieszała się na wędzidle. Jednak pulsacyjne działanie ręki mężczyzny sprawiało, że nie było to ani trochę przyjemne, wręcz irytujące. Po krótkiej walce odpuściła, przestając napierać na jego rękę i szła w miarę grzecznie, jak na swoje możliwości, których na razie jakoś specjalnie nie prezentowała. Wstępna rozgrzewka sprawiła, że klacz powoli rozgrzewała i rozciągała swoje mięśnie, przygotowując je do dalszej pracy. Jednocześnie się przy tym rozluźniała, by lepiej wpisywać się we wszelkie okręgi i zakręty. Zaraz przystanęła przy jednym ze stojących stojaków, by po chwili z powrotem przejść do stępa i ustawić się na kontakcie. Powoli przeżuwając wędzidło ruszyła kłusem, przez kilka pierwszych okrążeń wyrabiając odpowiednie tempo i ustawienie.
Wyjeżdżając wszelkie wolty i zawijasy wyginała się jak mogła, co przy jej rozluźnieniu było dość dobrze widoczne. Krótko parsknęła, ogonem obijając o swoje boki, gdy wyjeżdżała jedną z kilku wolt. Po tym przyszła kolej na przejścia, z którymi nie miała problemu. Chętnie przechodziła do stępa, by zaraz znowu wznowić aktywny kłus i pracować przy tym zadem. Z przejściami stęp - stój także nie sprawiała większych problemów, choć momentami zagryzała wędzidło, ale tylko na krótkie momenty, by zaraz z powrotem odpuszczała.

Christian Levrull - 2017-01-28, 18:36

Oczywiście nie zapominał klaczy chwalić, bo odpukać na razie był nią pozytywnie zaskoczony. Jako, że poprawnie wpisywała się we wszystkie zakręty zaczął zwiększać trudność zmniejszając ich promień, cały czas podpierając ją łydką, tak, by nie traciła aktywnego tempa, które mogło utrudniać jej prawidłową równowagę na kole, jednak przy okazji wymagało od niej większego zaangażowania.
Następnie jeżdżąc po ścianie rozpoczął na długich ścianach wyciągać kłusa, by na krótkich skracać. Miało to poprawić jej przepuszczalność i zobaczyć jej obecne możliwości. W trakcie wyciągania pilnował pionowej sylwetki pracując łydką co impuls, rozluźniał ją w ręce coby puściła dalej potylice i w trakcie poszerzania ram swobodnie mogła otworzyć łopatkę przy jednoczesnej wzmożonej pracy zadu. Jeżeli było potrzeba zachęty, lekko łydkę potwierdzał dotknięciem bata w okolicy słabizny. W trakcie skrócenia dalej pilnował impulsu naprzód, coby nie stracić na jakości kłusa, ale stanowczo skrócić wykrok, tu tym bardziej kontrolował by zad się obniżył i niósł klacz w trakcie takiego "skróconego roboczego".
Powtórzył to na obie strony, a kiedy efekt był satysfakcjonujący zaczął jeździć z klaczą na linię środkową, gdzie ustawione były po 10 m 3 drągi na 1,2 m, następnie 10 m przerwy i znów 3 drągi na 1,2 m. Jeździł z nią na nie raz z prawej raz z lewej, pilnując dobrego wygięcia z wjeździe/wyjeździe z linii środkowej. Ważna była prosta sylwetka klaczy, którą kontrolował przez cały przejazd i przede wszystkim aktywny kłus przed siebie, tak by klacz bez wahania pokonywała drągi. Za każdą pozytywną reakcję - pochwała.

Illusion Sontesique - 2017-01-28, 21:13

Wraz z tym jak koła zmniejszały swój promień, zadanie robiło się dla niej trudniejsze do wykonania. Zaczęła się nawet irytować, gdy nie mogła dokładnie wyjechać całego okręgu. Cały czas utrzymywała aktywne tempo, starając się jednocześnie nie wywrócić, czy potknąć o własne nogi.
Kiedy mężczyzna wrócił z nią z powrotem na ścianę, parsknęła cicho z nieukrywaną ulgą. Takie kręcenie się na woltach na dłuższą metę zmęczyłoby niejednego konia. Gdy zjechali na długą ścianę miała zacząć wydłużać ramy, co bez odpowiedniej motywacji za nic jej nie szło. Zwyczajnie jej się nie chciało, ale bat przyłożony do słabizny był dla niej wystarczająco dosadnym argumentem, do ruszenia się. Tak jak Christian chciał, pięciolatka zaczęła mocniej wyrzucać przody przed siebie, jednocześnie mocniej pracując zadem, który robił teraz za motor napędowy całego przedsięwzięcia. Podczas skrócania wykroku na krótszych ścianach momentami miała problemy z utrzymaniem tempa, ale korekty ze strony jeźdźca przynosiły żądane efekty. Po powtórzeniu tego samego ćwiczenia na drugą stronę, zaczęła zjeżdżać na linię środkową, gdzie czekały na nią ułożone drągi. Klacz nie miała problemów z ich pokonywaniem, więc swobodnie najeżdżała na nie na obie strony, ciesząc się z każdej otrzymanej pochwały.

Christian Levrull - 2017-01-28, 21:38

Jak na razie klacz nie nerwicowała się jak jej matka w trakcie pracy co było przyjemną odmianą. Nie była jeszcze oszlifowanym diamentem, ale ruszała się całkiem nieźle, do tego była nie głupia, dość szybko łapiąc o co chodzi Chrisowi, ba, była nawet nieco "do pchania" co niekoniecznie lubił wśród koni.
Kiedy klacz pokonała drągi z lekkością powtórzył to po 5 razy na prawo i lewo, by następnie przejść do stępa i oddać jej trochę z wodzy coby miała chwilę na rozluźnienie. Po okrążeniu stępa ponownie nabrał wodze praktycznie od razu wymagając odpowiedniego ustawienia, dojechał ją mocniej łydką, by zagalopować na prawo ze stępa. Przygotował ją do tego odpowiednio wcześniej półparadą, by posłać skumulowaną energię przez cofnięcie zewnętrznej łydki i wypchnięcie z dosiadu. Udało im się wejść w miarę płynnie w galop, który od razu skorygował zamykając klacz w łydce, starał się z fouli na foulę o coraz okrąglejsze ciało klaczy i mocny galop pod górkę w aktywnym tempie. Po dwóch okrążeniach zaczął kręcić z nią wolty, wpierw duże potem małe. Tak jak wcześniej gdyby zabrakło jej "motywacji" wspomagał łydkę bacikiem na słabiźnie, wiedząc, że na kołach może tracić równowagę, która nie jest jeszcze w pełni rozwinięta z jeźdźcem. Kiedy czuł, że rozluźniła się na kołach zmiana kierunku przez kłus i zagalopowanie na drugą. Ponownie dwa okrążenia po ścianie, by znów zacząć bawić się z nią na woltach.

Illusion Sontesique - 2017-01-29, 14:48

Pokonała drągi swobodnie bo kilka razy na obie strony, przechodząc po tym do stępa, żeby trochę odsapnąć. Podczas pracy, a w boksie była zupełnie innym koniem, bo nie nerwicowała się tak bardzo. Najwidoczniej nie odziedziczyła po swojej rodzicielce wszystkiego, co w tym przypadku było plusem. Nikt nie chciałby mieć do czynienia z mierzącą ponad metr siedemdziesiąt terrorystką, która nie dość, że jest wredna w boksie to jeszcze podczas pracy. Swobodnie stępując po hali, strzygła na przemian uszami, ogonem obijając o swoje stawy skokowe. Była rozluźniona, co było dobrze odczuwalne przez jeźdźca. Całe początkowe napięcie sobie poszło, więc i ona była zadowolona. Po jednym luźnym okrążeniu wróciła z powrotem do poprzedniego ustawienia, niemal od razu przechodząc do galopu na odpowiednią nogę. Z każdą kolejną foulą coraz bardziej zaokrąglała swoje ciało, mocno angażując w to swój zad, który pomagał jej coraz bardziej unosić przody. Wyjechała na wolty, przy których motywacja w postaci bacika była bardzo przydatna, bo im ciaśniej się robiło, tym bardziej się opierała. Po kilku próbach udało jej się rozluźnić, zmieniła kierunek w kłusie i ponownie zagalopowała, powtarzając cały schemat na drugą stronę.
Christian Levrull - 2017-01-30, 14:38

No większość koni po Bad była wysoka, stąd tacy terroryści nieco niżsi od niego byli normą, no i lubił to, choć konie pokroju Ilki były przyjemną odmianą. Czuł, że z klaczą będzie jeszcze trochę pracy, ale wyciągnęła tyle zajazdki/podjazdki, że był mile zaskoczony, teraz trzeba będzie szlifować, poprawiać równowagę, wzmocnić mięśnie i gibkość klaczy i będzie raczej wszechstronnym stworzeniem.
Klacz w galopie była mega wygodna, wręcz z przyjemnością siedziało mu się w galopie, gdzie przez sugestie ze strony zawodnika obniżała swój punkt równowagi, by swobodnie otworzyć swój przód. Obie strony były poprawne, dlatego ponownie przeszedł z klaczą do stępa na długim kontakcie w formie rozciągnięcia i niejakiej nagrody.
Kiedy ponownie zebrał wodze i zagalopował, znów starając się uzyskać dobry, okrągły galop wprowadził klacz na drugi ślad (cały czas teraz po nim jeżdżąc), gdzie klaczy już nie ograniczała ściana. Miało to pokazać na ile jest prosta w galopie, co starał się jej ułatwić podpierając i prowadząc ją w zewnętrznych pomocach. Na drugim na obu "długich ścianach" były drągi, na jednej ustawione na 4x2,9m, na drugim 4x3,5m. Jeździł z nią cały czas na drugi ściany zaliczając po drodze oba zestawy drągów. Na węższych starał się klacz maksymalnie skrócić, podpierając dołem (w razie czego wzmacniając sygnał batem), tak by klacz osiadła na zadzie i aktywnie w skróceniu (do zebrania jeszcze trochę brakowało) przechodziła drągi. Na drugim zestawie natomiast kontrolował pozostawienie w odpowiednim ustawieniu poszerzając ramy tak by bez ucieczki i odginania pleców pokonała wszystkie cztery drągi.
Jeździł tak powiedzmy 2 okrążenia, po których zmieniał kierunek przez przekątną zmieniając nogę przez kłus i 2 okrążenia na drugą stronę, póki nie uzyskał satysfakcjonującego wyniku, a warto wspomnieć, ze takie ćwiczenie dla młodych zawsze jest ciężkie.

Alexander - 2017-01-31, 14:45

Carcassonne napisał/a:
[...]


To dobrze że również cieszył się z ich sukcesów, bo to dla nich obojga było dość ważne. Obżarstwo to grzech mój drogi przyjacielu :lol2: Oboje powinni się skupić na treningu, bo chyba żadnemu z nich nie marzyła się kontuzja. Jezu reakcje pana, jak to w ogóle brzmi :lol2: Jakby był panem i władcą świata czy coś w ten deseń, a przecież byli partnerami a nie tak brutalnie i z grubej rury. Musieli się porządnie rozgrzać w stępie jeśli chcieli przejść do większych konkretów w kłusie czy galopie. Alex dokładał wszelkich starań by ogier wykonywał zadania prawidłowo, a w razie co pomagał korygował i ponownie wplatał coś co im nie wychodziło w kolejne ćwiczenia. Jeśli natomiast nie mieli z tym problemów, to nie zapominał o pochwałach dla ogiera. Wyjeżdżanie linii prostej sprawiało im pewien problem, ale to się przepracuje jeszcze w dalszym treningu. Byli tylko oni i Chris z karą klaczą, która stosunkowo nie była niczego sobie. Kojarzył ją ze stajni, ale nic poza tym. Każda próba odwalenia czegoś kończyła się tak samo, Alex zdecydowanie, stanowczo ale z wyczuciem sprowadzał go na ziemię. Po wykonaniu określonej liczby powtórzeń figur na obie strony, sprowadził ogiera na jedną ze ścian gdzie po kilku krokach wypchnął go do kłusa. Na początek kilka minut luźniejszego kłusa, ponownie na obie strony. Alex zmieniał je tak jak poprzednio przez przekątną, a pilnował tempa i ogarnięcia się koniem dosiadem jak i korytarzem z pomocy. Dopiero po tych kilku minutach pozbierał konia do poprzedniego ustawienia, wchodząc na wyraźniejszy kontakt i zaangażowanie zadu siwka w pracę. W tym że ustawieniu przegalopowali z jedno koło na obie strony, by przygotować się do wykręcania kolejnych figur tym razem w kłusie. Zaczynając od tych całkiem typowych jak wolty, serpentyny i wężyki. Podparł go tymi samymi pomocami co wcześniej, licząc że wyjdą im ponownie tak dobrze jak tamte. Po drodze oczywiście zmiany kierunku i robienie tych samych figur na drugą stronę, a stajenny w między czasie układał pierwsze przeszkody.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group