To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Las - Główny szlak

Ariana - 2014-01-15, 18:36

Szła jak zwykle żwawym stępem z lekko pochyloną głową, obserwując bacznie otoczenie. Uszy bezustannie kręciły się we wszystkie strony - jak tylko mogła - żaden niepokojący odgłos nie mógł jej umknąć. Ogon luźno obijał się o jej nogi, od czasu do obił się również o jej boki, kiedy tylko świsnęła nim. Jak na damę przystało półparadę wykonała poprawnie i zaraz przeszła w równie żwawy kłus. Przejście do innego chodu poprzedziła natomiast głośnym prychnięciem. Jak to w zimie była podmuch ciepłego powietrza z jej nozdrzy zamienił się w lekki obłoczek pary. Uspokoiła się i w całości skupiła na drodze, którą miałą do pokonania. Stawiała nóżki wysoko i stawiała je z powrotem na ziemi bardzo stabilnie, coby się nie przewrócić przez nieuwagę.

//Sorry ale nie miałam specjalnie pomysłu na ten post.

Anne Howard - 2014-01-15, 20:29

//Spoko. Nie ma sprawy.

Odrobinę skróciła wodze, nadal trzymając je pewnie. Wsłuchała się w miarowy stukot kopyt karej klaczy. Po kilku minutach zastanowienia przeszła do kłusa angelezowanego. Skierowała ją na szeroką ścieżynę między drzewa. Dziękować wszystkim, nie było tu zbyt dużo gałęzi, które mogłyby uderzyć o głowę Anne. Starała cały czas trzymać kontakt z pyskiem. Wypatrywała też bacznie jakichś zamarzniętych kałuży, na których Ariana mogłaby się poślizgnąć, ale takowych nie wypatrzyła. Kiedy na widoku ukazała się kłoda ustawiona na niezbyt dużej wysokości, dziewczyna uśmiechnęła się sama do siebie. Dała klacz pomoce do galopu, ale niezbyt śpiesznego, by miały spokojnie czas na przygotowanie się do skoku.

Ariana - 2014-01-17, 17:40

Kiedy tylko Ann skróciła wodze odruchowo zwinęła szyję we wdzięczny łuk. Szarpnęła łbem wyczuwalnie dla dziewczyny siedzącej na jej grzbiecie, jednak nie na tyle mocno by ta straciła równowagę, czy wypuściła wodze z rąk. Szastnęła ogonem, który wkrótce obił się o jej bok i parskając przyśpieszyła w tempie natychmiastowym do kłusa. Oczywiście zrobiła to dopiero po pomocach do przejścia w ten chód, ponieważ nie chciała się zbytnio narażać. Pewnie stawiała kopyta na lepkim, białym puchu, który w każdej chwili mógł okazać się zdradliwy. Po drodze zastrzygła uszami i ponownie parsknęła głośno, a powietrze wypuszczone z jej nozdrzy mimowolnie zmieniło się w lekką, białą chmurkę - obłoczek. Jej wzrok nie wyłapał jeszcze przeszkody na ich drodze, więc nieco zgłupiała kiedy wydano jej pomoce do zagalopowania. Bez sprzeciwu jednak przyśpieszyła do galopu i w tej samej chwili w jej polu widzenia pojawiła się kłoda co do, której miała mieszane uczucia. Nie zważając więcej uwagi na siedzącą w siodle dziewczynę skróciła foule i po chwili napinając mięśnie wybiła się, wyciągając się w tej samej chwili. Jeśli Ann wystarczająco oddała jej wodze obyło się bez problemu i po chwili lotu opadła bezwładnie na ziemię. Jedno z kopyt ujechało, więc zdenerwowana zarżała głucho i odbijając się po raz kolejny przednimi kończynami, tyle opadły. W końcu i przednie nogi opadły, a kopyta zetknęły się z ziemią... Śniegiem. Zdezorientowana zatrzymała się na uboczu ścieżki i z drżącymi lekko mięśniami pochyliła łeb i oddychała ciężko strzygąc uszami. Ani myślała teraz o ponownym zagalopowaniu.
Jared - 2014-01-19, 12:44

Nakierował Krakatau, akurat na ścieżkę leśną. Nie miał zbytniego celu. Jakoś zrobiło mu się żal Archała, siedzącego tak samotnie w boksie, nie wiadomo od jakiego czasu. Na daną chwilę utrzymywał równy chód. Dopiero kiedy ogier będzie próbował przyspieszyć, pozwoli mu na to.
Anne Howard - 2014-01-19, 21:14

Kiedy klacz śmiało skoczyła, była z niej zadowolona. Nie przewidziała jednak, że poślizgnie się ona po wylądowaniu. Sama Ann była dość zdezorientowana. Kiedy kara coraz bardziej drżała, dziewczyna poklepała ją krzepiąco po szyi i powiedziała spokojnie, żeby się nie denerwowała. Skierowała ją ponownie na główny szlak, gdzie zauważyła jakiegoś achała, a nim jakiegoś mężczyznę, którego widziała pierwszy raz.
- Cześć- rzuciła do niego, kiedy się z nim zrównała.

Krakatau - 2014-01-20, 10:13

Śnieg, śnieg wszędzie śnieg! Perłowy achał musiał przepięknie prezentować się na tle białego puchu i to na dodatek w leśnej scenerii. Co prawda może nie było mu za ciepło, ale dzisiejszy wypad na jaki zdecydował się go zabrać Jared bardzo mu się podobał. W terenie nie był już dłuższy czas, dlatego też był bardzo podekscytowany faktem, że ktoś zabrał go poza zabudowania stajni. Nie znał wprawdzie tutejszych lasów, ale wierzył że jego jeździec zna tą plątaninę szlaków i nie wywiezie ich nie wiadomo gdzie.
Kroczył żwawym stępem, unosząc wysoko kończyny i rozglądając się przy tym zamaszyście na boki. Co jakiś czas z jego chrap wyrywało się ciche parsknięcie, a uszy niczym radary wyłapywały każdy nawet najmniejszy szelest dobiegający z pobliskich krzaków. Był trochę nabuzowany a energia która wzbierała się w nim przez dłuższy czas teraz dawała o sobie znać. Mężczyzna musiał bardzo uważać na wysyłane mu sygnały, albowiem dzisiaj jak nigdy był on wyczulony na nawet najlżejszą łydkę. Zapewne gdyby chcieli mogliby zagalopować z miejsca, ale nie wiem czy byłby to najlepszy pomysł...
Kontem oka zauważając karą klacz, przekręcił w jej kierunku swój jasny łeb i zajrzał nisko na przywitanie. Spokojnie, nie należał do grupy narwanych samców którzy rzucali się na wszystkie kobyły.

Jared - 2014-01-22, 11:45

//Nie wiem, czy mam pisać, bo chyba powinniśmy czekać na Ariane. //

Szczerze powiedziawszy, nie spodziewał się, że kogoś tu spotka. Dlatego też kiedy jakaś dziewczyna się odezwała i wyrwała go z letargu, wzdrygnął się lekko. Wodze, trzymał lekko, nie dając jednak ogierowi szansy na zdominowanie, czy nagłe zerwanie się do biegu.
- Cześć.
Uśmiechnął się szeroko, spoglądając na dziewczynę, która zrównała z nim kroku na karej klaczy.
- Nie spodziewałem się, że kogokolwiek tu spotkam.

Anne Howard - 2014-01-24, 16:03

/Szkoda, bo jakoś ostatnio Ariany nie widać/

-W zasadzie... To ja też rzadko kogo tutaj spotykam. A tak w ogóle, Anne jestem- uśmiechnęła się do mężczyzny, cały czas kontrolując tempo Ariany. Spojrzała teraz na achała. Musiała przyznać, że przez pewien okres czasu fascynowała się tymi końmi, ale jej pasja przeszła w zupełności na wyścigi od tamtego czasu rzadko widywała przedstawicieli tej rasy.

Ariana - 2014-01-24, 21:15

/Sorry, przez ostatnie dni nie miałam dojścia do jakiegokolwiek komputera.

Przez chwilę stała, a jedyny ruch, który dało się od niej zobaczyć to lekkie drżenie. Czując kojący dotyk Anne na swojej karej szyi zastrzygła uszami odciążając lewą, tylną nogę. Zbierając się do stępa parsknęła głośno i wyciągnęła szyję. Już przetrawiła sytuację, nie stresowała się nią jakoś bardzo. Na szczęście nic się nie stało, a teraz kara klacz dumnie kroczyła przed siebie, przyprószona ścieżką luźno kołysząc się na boki. Odznaczała się na białym śniegu, a jedyne co maskowało ją choć w połowie to równie ciemne jak jej sierść pnie drzew i ogołocone gałązki niskich, czy czy wyższych krzaków. Kiedy już jej oddech się uspokoił do jej uszu dotarł znajomy głos - ten odgłos towarzyszył żwawemu poruszaniu się kopytnego stworzenia gabarytów... konia. W jednej chwili podniosła energicznie łeb i nastawiła uszy na sztorc, żwawy stęp zmienił się w bardziej leniwy i już po chwili odwzajemniła cichym, aczkolwiek długim i jakże melodyjnym rżeniem. Parsknęła cicho i znów zmieniając tępo na bardziej żwawe szastnęła zamaszyście ogonem. Kątem oka bacznie przyglądała się ogierowi, szybko jednak zapomniała o nim i tylko od czasu do czasu rzucała mu pobieżne spojrzenie, albowiem skupiła się na trasie przed sobą. Nieszczególnie przysłuchiwała się rozmowie Ann i Jareda, z pewnością by ich nie zrozumiała.

Dija Vakker - 2014-01-26, 00:07

Był tak piękny wieczór, zimny, bardzo zimny ale.. niebo wysłane było gwiazdami. Dlatego też postanowiłam wybrać się na przejażdżkę w ulubione miejsce w lesie. Oczywiście miałam włączony telefon komórkowy na wypadek jakby znalazł się ktoś nieproszony, tak samo jak nożyk gdzieś w torebce. Byłam przygotowana na takie sytuacje.
Wiadomo. Od czasu do czasu każdy ma potrzebę ukrycia się przed światem na pozbieranie sowich myśli. Mnie nie było dziś jakoś łatwo.
Mimo to..spędziłam tu troszkę czasu i pora była by wracać. W końcu już zima dała mi w kości, z drzew sypał się śnieg. Jak na złość wpadło mi go trochę za kołnierz kurtki. Przeszły po mnie nieprzyjemne dreszcze i w tym samym momencie zapragnęłam powrotu do ciepłego domu.
Wsiadłam do swojego reno i ruszyłam w kierunku domu wyjeżdżając dość powoli z lasu, wjechałam na podjazd i nie widząc z pobliżu aut ośmieliłam się dodać gazu i ruszyć.
Wciąż w głowie jednak miałam taki swój mocny chaos..

Randolph Varmus - 2014-01-26, 00:24

Z potem, kropla po kropli spływającym z czoła, za kółkiem starego Rovera, ujebanego z błota w każdym możliwym miejscu poza szybami, Varmus sunął do przodu. Przed siebie, praktycznie na oślep. Droga przez las skracała czas powrotu do domu o jakieś, plus/minus 30 minut. Te pół godziny mogło okazać się dzisiaj dla niego zbawienne.
Radio już dawno temu wysiadło, ogrzewanie tak samo; ale i bez niego, mężczyzna czuł jak pożerają go płomienie, istny ogień. Zmęczony, rozdrażniony pożerającym go ciepłem, ale objęty niemożnością otwarcia okna (one również przeszły na emeryturę), przecinał ciemność z prędkością 70-73km/h.
Zwolnił do prawie 60, ścinając zakręt - jechał cały czas z myślą, że nikogo nie ma prawa nawet spotkać o tej godzinie na leśnych drogach. Co okazało się fatalne w skutkach… Nie zdążył, najzwyczajniej w świecie nie wyrobił z hamowaniem. Było za późno, żeby wyminąć w jakiś sposób Reno. Ratując głównie swoją skórę, gwałtownie skręcił samochodem w prawą stronę, modląc się tylko, aby oś przednich kół nie rozjebała się, tak jak reszta części zielonego staruszka.
Trzask, dźwięk rozbijanego szkła i klaksonu, rozcięła gwałtownie eter. Randolph, przywalił w przednie koło i zderzak, pod lekkim kątem od strony pasażera, w przeklęte, cholerne Reno. Sam przygrzmocił łepetyną w kierownicę. Dotknął delikatnie czoła, uświadamiając sobie, że czeka go spory guz.

Dija Vakker - 2014-01-26, 00:48

Oczywiście..życie tak mnie kochało, że na każdym kroku prawie dostawałam od niego w du*ę. Znowu samochód. Nosz ,cholera jasna. Znowu.
Ale mniejsza o to. Nawet nie przypuszczałam,że ten ktoś we mnie wjedzie swoim autem. Wszystko tylko nie to.. ja rozumiem, ze słaba widoczność, no ale tylko pijany mógł we mnie wjechać innej opcji nie widziałam. Zresztą kto się o tej porze kręci przy lesie? Tylko nienormalni, ekhm z pewnymi wyjątkami.
Dobrze, że zdążyłam zapiąć pasy to mnie tylko mocno szarpnęło i głowa moja leciała do przodu, ale na szczęście nie przysoliłam mocno w kierownicę..
Zaskoczona, a wręcz zdezorientowana, a zaraz przerażona rozwarłam swoje wargi. Dotarło do mnie, że również próbowałam jakoś uniknąć stłuczki tyle, że nie widziałam go..ale jak to było możliwe? Przecież się rozglądałam,a nieba by taki ciężar nie spadł.
Oczywiście mocno po hamulcach i zaraz widząc, że nikt nie wychodzi z drugiego auta zaciągnęłam ręczny i wypadłam z samochodu czując się dobrze by sprawdzić co się dzieje z kierowcą drugiego auta.
W końcu widząc jakiegoś mężczyznę otworzyłam jego drzwi i pierwsze pytanie jakie padło z moich ust:
-Wszystko w porządku? -
Dostrzegłam zaczerwienienie na czole mężczyzny, zaczęłam dalej mu się przyglądać upewniając się, że wszystko z nim w porządku. Na ten moment pal licho auto...

Randolph Varmus - 2014-01-26, 01:04

Tak faktycznie, aktualnie był ślepy. Zamroczyło go porządnie. Uderzenie nie należało do tych najmocniejszych, aczkolwiek sama stłuczka wywarła na nim duże wrażenie - jak na każdym, kto siedziałby na jego miejscu.
Odkaszlnął jedynie, mrużąc bursztynowe ślepia, dochodząc do pełnej świadomości. Przeklął siarczyście, odpinając pas. Już miał wychodzić, kiedy drzwi otworzyła młoda dziewczyna. Drogą dedukcji, co zajęło mu przynajmniej pół minuty, wywnioskował, że to chyba w nią przywalił. Z drugiej strony, mogła tylko ona przeżyć w wypadku, a kierowca tamtego samochodu, leży na kierownicy bez ducha.
-Tak, tak... Wszystko okej. - odparł, wygrzebując się powolnie z Rovera. Wyprostował się, skrzywił nieznacznie czując jak rwą go plecy. Aha, a więc stara kontuzja teraz akurat zaczęła dawać o sobie znać.
-Ładnie. - westchnął głucho, spoglądając na przód swojego samochodu, przyklejony do boku Reno, którym jechała Oli. -Dobrze się czujesz? - dodał pośpiesznie, nie chcąc wyjść na skończonego egoistę.

Dija Vakker - 2014-01-26, 10:09

Obserwowałam mężczyznę za każdym razem gdy się tylko ruszył chcąc upewnić się naprawdę, że nic a nic mu nie dolegało. Odetchnęłam ulgą kiedy wstał i nawet zatroszczył się o mnie.
-Ze mną prócz tego, że od szarpnięcia boli mnie szyja, to nic. -
Oznajmiłam wpatrując się swoimi orzechowymi oczami. W końcu wzrok przeniosłam na nasze auta i jedną z dłoni przykryłam swoje rozwarte usta.
Ładnie i cholera co teraz?
-Ekhm, nie masz w rewelacyjnym stanie tego swojego auta. -
Mruknęłam ale nie za głośno jakby nieco ostrożnie..
-Co się stało, że we mnie wjechałeś? -
Spytałam mrużąc oczy ,co było skutkiem niezadowolenia, ale też wewnętrznie się uspakajałam. Chciałam chyba uzyskać mistrzostwo cierpliwości. Skrzyżowałam dłonie na krągłych piersiach stawiając kroki w jedną ze stron tak by przyjrzeć się jeszcze stłuczonym maszynom..

Randolph Varmus - 2014-01-26, 10:39

Zaśmiał się płytko, nieco nerwowo;
-On nigdy nie był w dobrym stanie... - rzucił sprostowując, starając się do końca pozbierać wszystkie myśli, łącząc tym samym ze sobą wszystkie fakty. Co, jak i dlaczego. Już na pierwszy rzut oka było widać, kto był sprawcą wypadku. Varmus nie wiedział jeszcze tylko, czy przyjąć wszystko jak prawdziwy mężczyzna na klatę, czy umyć od tego ręce i winę zwalić na dziewczynę, co może by się udało, gdyby tylko stworzył sobie w głowie odpowiednie argumenty, do obrony własnej osoby.
Wyciągnął z kieszeni kurtki paczkę papierosów. Fajkę usadowił między spierzchłymi i zmarzniętymi wargami, odpalając pośpiesznie. Zaciągnął się solidnie, wypuszczając gęste kłęby pary i dymu przed swoją twarz, zamykając na chwilę oczy, przecierając skroń kciukiem wolnej dłoni.
-Chwila słabości. - Tak, słabość. Inaczej nie mógł tego nazwać. Śpieszył się jak cholera, najwidoczniej diabeł widłami dźgał go po tyłku, wpychając pędzącą puszkę prosto pod koła Reno Oliwii.
Przystąpił te parę kroków zrównując się z dwudziestolatką.
-Przez ten czas jak tu jeżdżę, jeszcze nigdy, nikt nie jechał tymi drogami, jeszcze o tej godzinie... - Głos mężczyzny zadźwięczał nieco rozdrażniony - rozjebał sobie samochód, do domu szybko nie wróci, a czuł się doprawdy fatalnie, policja i ubezpieczyciele byli teraz kwestią nie do uniknięcia, a spisywanie papierów w nocy, w lesie, na pewno nie wywoływało na twarzy trzydziestolatka uśmiechu. Zaciągnął się pod rząd kilka razy, starając się zdusić generalnie wkurwienie już wewnątrz, w zarodku.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group