To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Konkursowy tor crossowy

Strawberry Wine - 2016-04-09, 21:44

Zapewne Gdyby Jessie teraz postanowiła wycofać się z konkursu, Truskawka nie przepuściłaby następnej okazji do okazania buntu i nieposłuszeństwa. Była leniwym koniem, nieprzyzwyczajonym do pracy i wyjątkowo nieprzyjemnym do jazdy, lecz piekielnie zdolnym mimo wszystko. Nie chciała więc pozwolić dziewczynie się rozluźnić, bezustannie próbując postawić na swoim. Już podczas przejazdu uspokoiła się nieznacznie, w chwili w której brunetka nieco odpuściła i pozwoliła kobyłce po prostu postawić na swoim. Dzięki temu Starwberry rozluźniła się nieco bardziej, wyciągając potężne foule w galopie zupełnie tak, jakby chciała jak najszybciej dotrzeć do mety. Po pokonaniu przeszkody strzeliła wszak kilkakroć z zadu, ale na szczęście właścicielce nie wpadło do głowy w żaden sposób ukarać kobyłki, co istotnie pozwoliło jej skupić się na kolejnym celu. Stawiając uszy, poniosła wyżej czerep, przyspieszając jeszcze bardziej, dopóki nie uzmysłowiła sobie, że nie pasuje jej w żaden sposób ilość kroków, jakie chciała wykonać przed przeszkodą. Zwolniła radykalnie, niemal szarpiąc zawodniczą w nieprzyjemnej utracie równowagi (zupełnie tak, jakby odmówiła skoku) ale nie miała czasu skupiać się na jej poczynaniach. W tej chwili wszak zawodniczka mogła wisieć jej na szyi, a Ruda znów natarła na przeszkodę niemal nieustraszenie, z tym że wybijając się w ostatnim momencie, bardziej w górę niżeli w przód. Na szczęście przeszkoda była na tyle niska, że bez konsekwencji pokonały ją w miarę przyzwoicie, a puste połacie zieleni sprowokowały klacz do ponownego podkręcenia tempa. Podniosła wysoko ogon i zarzucając go na plecy wystrzeliła spod Jessie jak z procy, kuląc mocno uszy i pędząc na złamanie karku. Nie odczuwając już niemal w ogóle stresu i strachu, Stawberry niemal pozwoliła sobie na rozluźnienie, wyraźnie pomagając Jess nieco się uspokoić, ale na krótko. Po którymś zakręcie, zupełnie niespodziewanie w oczy kobyły rzuciła się grupka jaskrawo ubranych ludzi, którzy nie tylko ją zdekoncentrowali ale najzwyczajniej w świecie przestraszyli. Natychmiast wyhamowała, znów szarpiąc zawodniczką i w geście buntu zaczęła rzucać głową wspinając się raz za razem. Potrzebowała solidnego bodźca, który mógłby wypchnąć ją do przodu, dlatego jeśli go otrzymała, niepewnie ruszyła znacznie szerszym łukiem. Cały ten czas szła galopem niemal w miejscu, patrząc z przerażeniem na publiczność. Na szczęście dała się „przepchnąć” , choć znów zaczęła brykać, by jakoś rozładować emocje. Zapewne ku zadowoleniu Jessie galop nie tylko pomagał jej utrzymać się w siodle, ale też odwrócił uwagę kasztanki od dalszych sprzeciwów. Pierwotnie wszak znów wyrwała dziko przed siebie, czując jak biała piana płynie już niemal po całym jej ciele, ale poczynania jeźdźca nieco uspokoiły na nowo przestraszonego, spiętego konia. Cały ten odcinek Strawberry zaczęła zwalniać już nie strzelając baranków i nie buntując się przeciw wszystkiemu co robiła. Opadała z sił, a nie mając kondycji na tak ekstremalne próby, po prostu pozwoliła sobie nareszcie włączyć myślenie. Pochwalona przez dziewczynę nawet postawiła na chwilę uszy, łasa na takie gesty i kontynuując galop zwolniła do optymalnego tempa. Całe jej ciało buchało gorącem, piana płynęła niemal zewsząd, ale klacz nadal zdecydowanie brnęła do przodu wspierana łydkami za każdym razem kiedy miała ochotę zwolnić i przejść do kłusa. Najpewniej ku uldze dziewczyny, Truskawka ani razu nie zignorowała przeszkody. Widząc ławeczkę postawiła uszy, znów przyspieszając wyraźnie i wymierzając odległość nawet, o dziwo, przeskoczyła ją niemal idealnie. Nie wybiła się wyjątkowo mocno, ale też nie zabrakło jej miejsca. Zmęczenie, które zaczęła czuć wymusiło pewnego rodzaju posłuszeństwo, toteż zyskując możliwość samodzielnej oceny sytuacji, uspokoiła się. Mimo nieprzyjemnego charakteru wyciągała wnioski, dlatego kolejne dwie przeszkody pokonała w równym, nieco spokojniejszym tempie, podnosząc ładnie i uważnie nogi. Ponownie rozluźniła się, schodząc do ręki amazonki i nieco podstawiając zad. Nie myślała już nad brykaniem, niemal w jednej chwili stając się istną oazą spokoju. Spokojnie skierowała się na kolejne przeszkody, przyspieszając tylko nerwowo przed samym skokiem. Niemniej w tej chwili względnie pozwoliła sobie na współpracę, dlatego jeżeli dziewczyna zapragnęła ją skrócić zaledwie chwilowo okazała bunt.
Carthago Z - 2016-04-09, 23:28

Oni mieli nie dać rady? W końcu byli dość zgraną ekipą, więc istniała bardzo duża szansa, że sobie doskonale poradzą w crossie, co zresztą obecnie było widać na załączonym obrazku. O tam jak na pierwszy raz, to całkiem nieźle, nie narzekajmy też. Oj tam lekkie przekroczenie normy czasu, to jeszcze nie tragedia, czy koniec świata. Szło to wszystko na spokojnie ogarnąć, czekał ich teraz całkiem spory najazd na dziewiątkę. Nawet udało im się nieco nadrobić cennych sekund, bo jakoś ta część crossu, wydawała się mniej bruzdowata. Udało im się, bez większych trudności, dojechać do dziewiątej przeszkody, skupiony na przeszkodzie i pomocach od kobiety, nie zwracał uwagi na nic innego. Po dojechaniu do przeszkody i otrzymaniu odpowiednich sygnałów od kobiety. Koń bez trudu odbił się od ziemi, złożył w locie i lekko wyciągnął nad przeszkodą, by zaraz wylądować po drugiej stronie. Kilka foule dalej, była zaraz dziesiątka. Spokojnym tempem do niej dojechali, by podobnie jak chwilę wcześniej, oddać czysty skok nad prawie bliźniaczą przeszkodą. Do jedenastki czekał ich spory najazd, więc ponownie wykorzystali trasę, do nadrobienia cennych sekund. Kiedy zbliżyli się jednak do niej, lekki skrócenie i moc z zadu, bo przeszkoda była dość długa. By po dojechaniu pod przeszkodę, ponownie wznieść siwe cielsko w fazę lotu, ładnie się składając i wyciągając nad przeszkodą. Tym samym mieli właśnie połowę crossu za sobą - sukces, do dwunastki stosunkowo była krótka trasa. Koń cały czas trzymał równe, energiczne tempo i słuchał się kobiety, by po dojechaniu do niej, ponownie przeskoczyć, kolejną przeszkodę na czysto. Kolejne przeszkody zapowiadały się ciekawie, trudno, ale z pewnością interesująco. Wystarczyło krótkie przypomnienie o sobie i o tym co robią, by w pełni skupiony, gnał do wodnej przeszkody. Pewnie odbił się od ziemi nad trzynastką, widząc wodę, tylko parsknął by zaraz do niej wylądować. Z lekkim pluskiem to zrobili, otrzepał krótko łeb i pognał dalej przed siebie, w kierunku szeregu. Dojeżdżając do członu a, przez który się wyskakiwało z wody, ogier ponownie bez cienia zawahania wyskoczył z wody, robiąc sporego susa. Gdy znaleźli się na lądzie, pognali w kierunku drugiego członu przeszkody. Po dojechaniu do niej, ogier bez problemów odbił się od podłoża, złożył w locie nogi pod siebie i wyciągnął nad śmieszną przeszkodą. Zbliżając się do piętnastki, kierowali się na sam środek przeszkody, by lekko przyspieszyć do niej, w odpowiednim miejscu się wybić, tym samym wnieść siwe cielsko w fazę lotu. Po krótkim locie, wylądowali na ziemi i pognali do szestnastki, to była chyba zdecydowanie najdziwniejsza z przeszkód jakie tu stały. Mocniejszy zad, który odpowiednio wcześniej zaakcentował i czysty skok również nad tą, nie typową przeszkodą. Do siedemnastki ponownie czekał ich dystans, nieco przyspieszyli, poprawili też ustawienie i spokojnie się kierowali na tą przeszkodę. W odpowiednim miejscu, zasugerowanym przez kobietę, koń ponownie odbił się od podłoża, składając i wyciągając w locie, by miękko zaraz wylądować po drugiej stronie. Przeszkoda jak przeszkoda, z poprzednią sobie poradzili to i z tą ogarną. Bez większych oporów, odbił się od ziemi w miejscu wybicia, by ponownie wpaść w wodę. Po wylądowaniu, skierowali się do dziewiętnastej przeszkody. Ta też zdecydowanie należała do dziwnych, ale do ogarnięcia, bez dwóch zdań. Lekko przytrzymany, bez trudu dojechał do przeszkody, by w odpowiednim momencie, po aktywizacji mocniejszej zadu, odbić się od podłoża i gładko przefrunąć nad przeszkodą. Czekał ich ostatni szereg i ostatnie cztery przeszkody, równe, energiczne tempo. Dojechanie do przeszkody, w odpowiednim momencie odbicie się od ziemi, złożenie w locie i wyciągnięcie nad przeszkodą. Lekkie przytrzymanie do drugiego członu, w odpowiednim miejscu, po sugestii ze strony dziewczyny, siwek ponownie wzniósł cielsko w fazę lotu. Ponownie czekał ich dystans do 21, gdzie nieco dodali w tempie do owej przeszkody. Kiedy się jednak pod nią znaleźli, ogier ponownie po sygnale od kobiety, odbił się od ziemi, ładnie, płynnie składając się w locie i wyciągając. Kierunek ostatnia przeszkoda i meta, po dojechaniu do owej przeszkody, którą udało im się na czysto przejechać, została im jeszcze meta. W końcu po chwili i ją minęli, parsknął zadowolony i ruszył za kobietą na rozprężalnie. Po rozstępowaniu, wrócił do stajni i zmęczony zasnął.

z.t

Volano - 2016-04-10, 18:51

Karosz ledwo przybył do stajni, a już go rzucano na głęboką wodę. Nie, żeby tego nie lubił, ale nie znał tu nikogo i nieswojo się jeszcze tu czuł. O może nie taki diabeł straszny jak go malują :lol2: Ogier był koniem do ogarnięcia, o ile ktoś tego chciał i miał o tym pojęcie. Bo jak był słaby, to nie miał żadnych szans, w starciu z Volano. Zdominowania go? Pytanie kto tu kogo, będzie dominował. Kiedy facet się pojawił pod jego boksem, nie przychylnym wzrokiem go zlustrował, facet się na patyczkował z nim, ale ogier też nie popuszczał, szarpiąc się z nim, kłapiąc na niego zębami z wściekłością. Nie od razu podał mu nogi czy przyjął wędzidło, nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Podczas kierowania się na rozprężalnie, nadal się nieco szarpał, wyprzedzał faceta (próbował) cłapowaniem w miejscu, dębował, jednak ostatecznie dotarli tam gdzie mieli. Tam też nie omieszkał mu się nieco dosolić, czasem robił co chciał, przyspieszał czy zwalniał bez kontroli, próbował go zrzucić z siodła, czy hamował nagle, niby się płosząc. Jednak i tu ostatecznie, udało im się rozgrzać, a potem czekali na wezwanie.

Przejazd
On nie znał jeszcze trasy, ale zdawało się, że zupełnie mu to nie przeszkadzało. Ogier miał okazję skakać już podobne, pewnie też i wyższe od tych, tutaj prezentowanych. Jednak nie zamierzał narzekać, dobrze, że w ogóle coś będzie robić, a nie. Mimo, że facet się usilnie starał, nie był w stanie zapanować nad nim w 100%. Volano znał swoją siłę oraz możliwości i na pewno, byle kogo, się nie przestraszy - bez urazy. W końcu nadszedł czas ruszenia przez cross, życzmy sobie powodzenia :D W końcu przeszli do galopu i minęli celowniki, kierując się na pierwszą z przeszkód. Koń sam nieco ciągnął do przodu, chcąc żwawo, mocno, energicznie gnać przed siebie, a nie modlić się po drodze. Facet jednak mocno utrudniał, co poradzić? Ogier był skupiony na trasie którą właśnie miał pokonywać, nieco mniej na facecie, ale tu u niego akurat normalne. Mimo tego, że się nieco szarpali, udało im się dojechać do przeszkody. Ogier nie unikał przeszkód, wręcz je atakował. W odpowiednim miejscu, pytanie wybranym przez niego czy faceta, trudno stwierdzić, odbił się od ziemi, złożył w locie i lekko wyciągnął nad przeszkodą, by zaraz wylądować. Nie zareagował ni jak na pochwałę, tylko skupiał się na trasie, głównie reagował na pomoce naprowadzające. Prawie nie kapnąłby się, że to prawdziwa przeszkoda, bo wyglądała jak powalony kawałek drzewa, jednak facet upierał się, że trzeba się przyłożyć. Nieco rwał się do przodu, jednak facetowi udało się go przytrzymać. Przeskoczył tą przeszkodę, nieco nad wyraz wysoko, po lądowaniu kierunek na przeszkodę numer trzy. Mieli spory kawałek do pokonania, więc karosz kombinował, na tyle ile trasa mu pozwalała. Na pociągnięcie za pysk, zareagował lekkim podrzuceniem zadu, hm, roztrzaśnięcie faceta na drzewie było kuszące :D Karosz też dostrzegł praktycznie przeszkodę w ostatnim momencie, koń momentalnie się opamiętał z własnej woli, by się nie zabić na przeszkodzie. Mimo większych trudności niż do tej pory, ogier dobrze się wybił do przeszkody, efektownie nie było, ale na czysto przynajmniej. Poczuł, że coś nie tak, bo facet wykonał dziwny manewr w siodle, karosz szarpnął nieco łbem, gnając ku czwórce. Facet musiał się szybko pozbierać, bo trasa była dość krótka między przeszkodami. Ogier nie był zbytnio zadowolony, nie wiadomo tylko z czego. Udało im się na krótko pozbierać do kupy, po dojechaniu do owej przeszkody, ogier płynnie odbił się od podłoża. Szybko przeszedł w fazę lotu, złożył i wyciągnął nad przeszkodą, by zaraz wylądować na ziemi. Mimo krótkich szarpań, udało im się na czysto jechać do przodu. Nie jechał zbytnio efektownie, ważnie, że skutecznie. Ponownie przed nimi wyrosła przeszkoda, na tej trasie głównie kłody leżą. Nie obrażaj go :lol2: Karosz miał doskonałą technikę skoku, którą zresztą odziedziczył po swoim ojcu, który do momentu, aż przedwcześnie odszedł z tego świata, był doskonałym skoczkiem. Po dojechaniu do przeszkody, koń odbił się od podłoża, płynnie składając w locie i wyciągając nad przeszkodą, by miękko zaraz wylądować. Szóstka również zrobiła na nim średnie wrażenie, jakieś takie podrygi miał do tej przeszkody, wyglądał jakby podskakiwał w miejscu i jednocześnie galopował do przodu. W końcu mimo sporych trudności, udało im się dojechać do przeszkody, po odbiciu się od ziemi, udało im się przeskoczyć przeszkodę. Siódemka znowu była taka ledwo widoczna, po przyspieszeniu na gładko ją przeskoczyli. W sumie nawet się do niej nie złożył, tylko przeskoczył i pognał dalej. Na widok ósemki, koń mocniej zastrzygł uszami i krótko zawalczył z facetem. Mocniejszy akcent zadu, dojechanie do niej, gładki skok i opady deszczu, które spadały kropla po kropli na nich - świetnie.

Vivianne Feron - 2016-04-10, 19:02

Nie startowała jedynie na kucykach – w repertuarze jej przejazdów znalazło się także kilka dużych koni. Z racji swojego wzrostu i wagi mogła brać udział w tej kategorii i z możliwości tej zamierzała skorzystać chociażby po to żeby ruszyć zastane konie i pomóc im spełniać sportowe ambicje.
Zaraz po wylądowaniu Vivianne przysiadła nieco w siodło i przytrzymała na sobie klacz, nie pozwalając jej na szybki bieg przed siebie. W zakręcie podparła ją w łydkach, aby kasztanka nie straciła równowagi i niezmiennym tempem podprowadziła ją pod przeszkodę numer jedenaście, wymierzając odpowiednie miejsce odskoku. Na kilka foulee przed oddaniem skoku upomniała klacz półparadą i skupiła jej uwagę na przeszkodzie, nad którą musiała się nieco wyciągnąć, choć wprawdzie tripple bar nie był jakoś specjalnie długi, to dla kucyka mógł stanowić małe wyzwanie. Wraz z odbiciem się od ziemi brunetka uniosła się bardziej w strzemionach i oddała klaczy rękę, aby swobodnie mogła wyciągnąć łeb.
Pochwaliła ją dobrym słowem zaraz po wylądowaniu i zachęciła do nieco szybszego galopu w stronę kolejnej przeszkody, która była nieco wyższa od poprzednich. Półparadami uprzedziła konia o skoku, aby w chwilę później zamknąć ją w korytarzu z pomocy i ładnie podprowadzić pod przeszkodę, a w chwilę później znaleźć się wraz z klaczą po drugiej stronie. W tym miejscu, zaraz po lądowaniu, wzięła ją na siebie i wolniejszym tempem wprowadziła klacz w łuk, mocniej napierając na wewnętrzne strzemię. Dokładnie wyjechały zakręt, nie wypadając z niego ani na sekundę, a zaraz po nim brunetka szybko wyprostowała łeb One Million i półparadami uprzedziła o ataku na niski krzyżaczek, który stanął im na drodze. Przeszkoda ta nie wymagała zabójczo szybkiego tempa i Vivianne zamierzała skorzystać z tego faktu – już teraz prowadząc klacz wolniejszym galopem ku przeszkodzie. To z kolei miało zaowocować szybszym pozbieraniem się po lądowaniu i zmieszczeniu w krótkim dystansie pomiędzy członami A i B przeszkody numer trzynaście. Pierwsza z nich zdawała się być jedynie formalnością, więc zaraz po lądowaniu brunetka skróciła klacz, wzięła ją na siebie i przysiadła w siodło aby bardziej hamująco zadziałać dosiadem i wypchnąć ją do przodu dopiero na dwie foulee przed drugim członem, który był nieco wyższy. Już w chwilę później przekazała klaczy mocniejszą łydkę i oddała jej rękę, aby mogła ładnie się wyciągnąć podczas lotu nad ławeczką. Chwilę po lądowaniu powtórzyła wszelkie działania zastosowane przed momentem i w ten sam sposób pokonały przeszkodę numer czternaście, która znajdowała się bardzo blisko poprzedniej.
Po zetknięciu się kopyt z ziemią ponownie pozwoliła klaczy nieco przyspieszyć i bardziej energicznym tempem dojechać do przeszkody numer piętnaście, przy okazji uważnie obserwując drogę i wybierać taką ścieżkę, która będzie najmniej inwazyjna dla konia. Upewniwszy się, że rytm w jakim się poruszały zagwarantuje im wybranie odpowiedniego miejsca odskoku Vivianne zamknęła klacz w pomocach i naprowadziła na sam środek obalonej kłody, by w chwilę później pokonać ją bez najmniejszego zawahania. One Million zdawała się być w swoim żywiole podczas wspólnego startu i brunetka była z niej bardzo zadowolona.
Zaraz po wylądowaniu kontynuowały w tym samym tempie, a Kanadyjka jedynie podpierała klacz w łydkach podczas jazdy po łuku i zacmokała, aby zachęcić ją do kontynuowania trasy, która powoli zbliżała się ku końcowi.
Zwolniła dopiero na kilka foulee przed przeszkodą numer szesnaście i wyprostowała konia, aby półparadami chwilę później zwrócić jego uwagę na zdecydowanie najtrudniejszą przeszkodę, z którą do tej pory miały okazję się zetknąć. Kanadyjka nie miała pojęcia czy klacz boi się wody czy też nie dlatego zapobiegawczo od samego początku zaczęła kontrolować ją z większą uwagą i w razie gdyby chciała spłynąć gdzieś na bok, podpierała ją w łydkach i trzymała na ciągłym kontakcie z pyskiem kasztanki. Ostatecznie udało jej się wprowadzić konia do wody (i to nawet bez większej walki, której się przecież spodziewała) i w wolniejszym tempie przegalopować po wielkiej „kałuży” już w międzyczasie uświadamiając kuca, że za chwilę czeka je kolejny skok, który jest furtką do wydostania się z wody. Kilkoma paradami poprzedziła mocniejszą łydkę zwiastującą skok i naprowadziła klacz do najniższego punktu przeszkody, aby ułatwić jej nieco postawione zadanie. Mało problematyczna stacjonata była dla One Million jedynie formalnością, dzięki czemu szybko znalazły się po drugiej stronie i kontynuowały bieg ku trzem ostatnim członom trasy.
Cmokając zachęciła Niemkę do szybszego biegu i ponownie przeszła w półsiad aby ułatwić jej poruszanie się. Za wszelką cenę utrzymywała równowagę zarówno swoją jak i konia, któremu przekazywała wskazówki niezbędne do prawidłowego poruszania się po torze i omijania przeszkód, choć w pewnym momencie – kiedy straciła czujność podczas omijania kupki leżących kamieni, nie zauważyła wystającego z ziemi korzenia, który sprawił, że kasztanka potknęła się burząc stabilność obu pań i narażając na przerwanie przejazdu. Przez pociągnięcie w dół łba wyrwała amazonce wodze z rąk, a kiedy odzyskała równowagę zaczęła pędzić przed siebie ze stulonymi uszami, nad czym Vivianne prędko musiała zapanować. Odzyskanie i skrócenie wodzy zajęło jej kilka sekund, a kolejne kilka poświęciła na odzyskiwanie równowagi, prawidłowej pozycji i zwolnienie klaczy przed kolejną przeszkodą, do której właśnie dojeżdżały. Przysiadła w siodło by wziąć ją mocniej na siebie i łatwiej zahamować przed wskokiem na przeszkodę numer osiemnaście, do której miejsca odskoku udało jej się zapanować nad kasztanką i dać łydkę w odpowiednim miejscu. Pogłębiła półsiad w trakcie wskakiwania i szybko ściągnęła ręce aby spowolnić klacz przed zeskokiem z przeszkody. Przedostatni punkt trasy poszedł im całkiem gładko, dzięki czemu w tym momencie ponownie znajdowały się na trawie i parły na kolejną przeszkodę, która była ostatnim i chyba najwyższym punktem całej trasy. Amazonka pozwoliła wierzchowcowi na nieco szybszy galop i dodała na dwie foulee przed skokiem aby wybrać go w odpowiednim miejscu. Oddała klaczy rękę, pogłębiła półsiad a w chwilę po wylądowaniu za dziewiętnastką zachęciła do szybkiego galopu. Tutaj także podparła ją w zakręcie, aby nie wypadły z niego przed samym końcem trasy by już po chwili przekroczyć linię mety i poklepać kasztankę po szyi.
Pochwaliła ją kilkukrotnie głosem, jeszcze przez chwilę oklepując jej zmęczone ciało i pokłusowawszy przez moment porządnie ją rozstępowała aby następnie odprowadzić konia do stajni. Tam nagrodziła ją jeszcze kilkoma marchewkami i oporządziwszy konia ruszyła na swoje inne przejazdy.

zt.

Dark Princess - 2016-04-10, 20:26

Z każdym kolejnym skokiem oswajała się po prostu z torem, kobietą, panującymi tutaj zasadami. Po ojcu odziedziczyła doskonałe, nienaganne zachowanie, dobrą technikę skoku, którą teraz jedynie muszą doszlifować. Wszystko z czasem jej przyjdzie, wyrobi się no nie? Pod skrzydłami Jess na pewno da radę, z czasem. O tak z pewnością obycie z zawodami, ludźmi, końmi i atmosferą, dobrze będzie rokować na dalszą jej karierę sportową. Dziewiąta przeszkoda, była łudząco podobna do ósmej. Kiedy kobieta zaczęła działać półparadami, klacz nieco skróciła pysk bardziej do siebie, przez co patrzyła więcej na podłoże niż przeszkodę. Udało im się dojechać do wyżej wymienionej przeszkody i przeskoczyć na czysto, po lądowaniu pogalopowały do dziesiątki. Na widok wody, klacz nieco stuliła uszy, rzucali ich na trasie na głęboką wodę od razu. Klacz nieco szła nie pewnie, wypychana przez kobietę jednak nie miała zbyt dużego pola manewru. Jedynie dogalopować go brzegu i po łydce, dać nieco śmiesznego susa do wody. Rozprysk wody spowodował parsknięcie u gniadej i lekkie pociągnięcie za wodzę, które trzymała kobieta. Jednak jakoś się z tym szybko uporały i zaraz wyskoczyła na brzeg po drugiej stronie. Jedenasta przeszkoda była ludząco podobna do któreś z poprzednich, więc podeszła do niej na spokojnie. O ile można tak o tym powiedzieć, pokonały i tą przeszkodę na czysto, oczywiście sam skok nieco był zaburzony jeszcze, ale czysty. Oj tam, każdy koń ma w sobie potencjał, każdy może takiego wyszkolić, nie trzeba być mistrzem, chęci i praca mogą zdziałać dużo. 12 i 13 były również kłodami, więc niczym wyjątkowym, jak to potwierdziła nawet Naomi. Z każdą przeszkodą, sam atak na nią był lepszy, jednak do pełnej harmonii im nieco daleko. Klacz podgalopowała do nich, po czym w odpowiednim miejscu odbijała się od podłoża, składała w locie i wyciągała nad przeszkodą. Dzięki pomocą amazonki, bez błędnie wszystko im wychodziło. Zostały im już tylko trzy przeszkody, dadzą radę na pewno ! Przeszkoda wyglądała dziwnie to fakt, wsparta jednak pomocami od kobiety, dojechała do niej, by przeskoczyć na czysto i skierować się dalej. Ostatnie przeszkody 15 i 16, ponownie były kłodami, choć jakby większymi niż poprzedniczki. Kiedy kobieta zaakcentowała pracę zadu, klacz całą siłę z niego brała, by w odpowiednim miejscu wznieść gniade cielsko, nad przeszkodę i przeskoczyć ją na czysto. Zrobiły to zarówno na przed ostatniej jak i ostatniej przeszkodzie, klacz była dumna z siebie, bardzo. Potem minęły metę, przeszły kolejno do kłusa, potem stępa. Po rozstępowaniu wróciły do stajni, gdzie klacz jak została sama po prostu udała się na odpoczynek.

z.t

Bastian Collins - 2016-04-11, 20:39

Zaraz po wylądowaniu za przeszkodą numer osiem mężczyzna przysiadł w siodło i przytrzymał ogiera nieco na sobie, nie pozwalając mu zbyt mocno się rozpędzać. Doskonale zdawał sobie sprawę z ostrego zakrętu, który właśnie wyrósł przed nimi i dzięki przygaszeniu tempa był w stanie ładnie przytrzymać w nim konia w łydkach i bez wypadnięcia z trasy poprowadzić go na jej dalszą ścieżkę. Wyprostował łeb karego na kilka foulee przed kolejnym skokiem, którym znów była kłoda, i mimo coraz mocniej padającego deszczu bez problemu pokonali przeszkodę, przed którą nawet nie musieli ze sobą za bardzo walczyć. Lądując Bastian nie wrócił w siodło i pozostając w półsiadzie zachęcił ogiera do przyspieszenia galopu, postępując z nim nieco odważniej, aby jak najprędzej zakończyć trasę, przed całkowitym oberwaniem chmury. Dystans, którym podążali, był całkiem prosty, więc bez problemu mogli wykorzystać go na ucięcie kilku setnych sekundy. Mimo jakiegoś stopnia współpracy pomiędzy jeźdźcem a koniem, Bastian wciąż starał się kontrolować Volano i ani na moment nie stracił czujności, nie chcąc pozwolić ogierowi na przejęcie inicjatywy. Mimo jego stulonych uszu i deszczu, który z każdą chwilą padał coraz mocniej, bez problemu udało im się wbiec w przeszkodę numer dziesięć, która zdawała się być z każdą chwilą coraz bardziej wypełniona wodą. Jeśli Hanower miał problem z wejściem do wody, to Collins zachęcił go mocniejszym zamknięciem w korytarzu z pomocy by nie pozwolić mu spłynąć na boki i za pomocą kilku ostrzejszych słów sugestywnie zmusił go do zetknięcia końskiego ciała z wodą. Tę udało im się przegalopować w dość szybkim tempie, a gdy kopyta ogiera ponownie zetknęły się z trawą, Bastian usiadł w siodło, chcąc lepiej przygotować się do kolejnego skoku.
Wziąwszy ogiera na siebie, nieco spokojniejszym tempem podprowadził go pod kolejną z przeszkód i dopiero podczas lotu ponownie uniósł się w strzemionach i oddał mu delikatnie rękę, zaraz po lądowaniu pozostając w półsiadzie. Posłał konia naprzód ku kolejnej przeszkodzie, kontrolując przy okazji poziom jego zmęczenia, a kiedy uznał, że karosz jest w całkiem niezłej kondycji, pozwolił na bieg nieco szybszym tempem, dzięki czemu właśnie znaleźli się przed kolejną przeszkodą, którą… znów, o dziwo, była kłoda! Podejrzewam, że Volano był już na tyle przyzwyczajony do widoku owych, że nawet nie mrugnął gdy znów pokonywali tego typu punkt trasy. Jeździec pochwalił go zadowolonym tonem głosu i przytrzymał ogiera zaraz za przeszkodą by porządnie podeprzeć go w zakręcie, w który właśnie chodzili. Trawa nie zdążyła jeszcze nasiąknąć padającym deszczem, ale z pewnością zrobiło się już ślisko i Bastian jeszcze bardziej musiał zwolnić ogiera, by przypadkiem nie wpadli w poślizg. Mokra trawa była jedną z gorszych rzeczy, która mogła przytrafić się podczas przejazdu crossowego.
Szczęśliwie udało im się wyjść z zakrętu, a ku zaskoczeniu mężczyzny deszcz zaczynał powoli ustępować, przynosząc za sobą jednak mocniejsze podmuchy wiatru. Te jednak nie były na tyle groźne, by Bastian w tym momencie zajmował sobie nimi myśli, szczególnie że kiedy wyszli zza zakrętu przed ich oczyma ukazała się kolejna z przeszkód – nie zgadniecie! Znów kłoda. ;p Mężczyzna zdołał wyprostować łeb konia tuż przed nią i po chwilowej walce dotyczącej miejsca odskoku wygrał bitwę z koniem, którego zmusił do pokonania przeszkody.
Zaraz po lądowaniu pozwolił mu na wytracenie energii poprzez nieco szybszy bieg ku przeszkodzie numer czternaście i ponownie odciążył jego kręgosłup poprzez uniesienie się w siodle. Trzymał konia na elastycznym kontakcie, który zapewniał mu możliwość reakcji jeśli nastąpiła taka potrzeba i łydkami wskazywał mu kierunek poruszania się po torze. Uważnie omijał każdą nierówność terenu, której zahaczenie przy zmieniającej się pogodzie i wcześniejszym skurczu Bastiana wcale nie było im potrzebne. Dystans do czternastki pokonali jednak łatwo, wbrew wszelkim obawom jeźdźca, i bez walki wybili się w odpowiednim miejscu by bez trudu pokonać kolejną z przeszkód. Zaraz po niej mężczyzna znów przysiadł w siodło i przytrzymał na sobie konia by kilka foulee później wypchnąć go do skoku przez kolejne obalone drzewo. I tym razem skok nie sprawił im większych problemów, dzięki czemu przed nimi została już tylko jedna, ostatnia przeszkoda, do której udali się w szybkim tempie aby urwać choć kilka sekund po pełnym walki przejeździe, w którym z pewnością przekroczyli czas, choć odrobinę. Ogier ładnie krył teren, ale nawet to nie dawało im przewagi przy nieporozumieniach przed większością przeszkód. Ostatni skok, zwieńczający ich wspólny przejazd, zdawał się być jedynie formalnością. Hanower był już prawdopodobnie na tyle zmęczony, że nie chciało mu się nawet walczyć i gładko przeskoczył przez przeszkodę, przed którą jeździec zwrócił jego uwagę jedynie przy pomocą półparady i w chwilę później znaleźli się za nią. Tym samym, zaraz po lądowaniu, popędzili w stronę mety, której linię przekroczyli kilka sekund później.
Bastian, pomimo wszelkich przeciwności losu, poklepał ogiera po szyi i podziękował mu za udany przejazd. Jakby nie było, pomimo walki i zdecydowanie niesprzyjających warunków, udało im się wytrwać i dokończyć przejazd. Po pochwałach, których jeździec zdecydowanie nie szczędził, rozstępował ogiera porządnie i odprowadził do stajni, gdzie odpowiednio się nim zajął i dał mu kilka marchewek.

zt

One Million - 2016-04-11, 22:45

No, ale jakby nie patrzeć kucyków w stawce miała dość sporo. Sporo większych i cięższych ludzie też startowało/uje na kucykach w crossie. Kiedyś Diego, zajął IV miejsce także w crossie na Noblesse, a jest duży i ciężki, ale dali radę. Po lądowaniu skierowały się na jedenastkę, klacz dobrze wyginała się na zakrętach, prawidłowo je wyjeżdżając. Jedenastka jak wszystko do tej pory, była mocno drewnianą przeszkodą. Skupiona na prawidłowym dojechaniu do niej, czekała na sygnał do oddania skoku. Skakała w swoim życiu podobne przeszkody, więc na jej widok nie wpadła w panikę. Choć może nie crossowe, ale dadzą radę ! Kiedy dojechały do przeszkody, klacz płynnie odbiła się od podłoża, złożyła w locie i wyciągnęła nad przeszkodą, bo skok był nieco dłuższy niż poprzednie. Do kolejnej przeszkody nieco dodały w tempie, ponownie klacz w pełni skupiona na przeszkodzie, galopowała w jej kierunku. Po dojechaniu do przeszkody i otrzymaniu sygnałów, klacz bez trudów wzniosła się w fazę skoku, by zaraz wylądować po drugiej stronie. Klacz nieco zebrana przez kobietę, szykowała się na to, co miało zaraz nadejść. Po wyjechaniu zakrętu, wyrósł przed nimi szereg, klacz zastrzygła z uwagą uszami i skierowała się w jego kierunku, by gładko go przeskoczyć. Trzymanie krótko miało zaowocować, bezbłędnym najazdem na drugi człon szeregu i czystym skokiem. Krótki również najazd na czternastkę, którą pokonały także na czysto bez żadnych trudności. Została im już końcówka trasy, na trasie do 15 klacz ponownie nieco przyspieszyła, nadrabiając cenne sekundy. Ta przeszkoda nie była trudna, przynajmniej z wyglądu, niewiele różniła się od poprzednich, co miało pewne plusy. Dojechały do tej przeszkody równym tempem, na sam jej środek, by odpowiednio się odbić w idealnym miejscu, złożyć i wyciągnąć dla złapania równowagi. Po lądowaniu, utrzymywały stałe tempo i kierowały się na przód do szestnastki, klacz nie potrzebowała dodatkowych pomocy, szła mimo wszystko, do końca. Zostały im trzy przeszkody, mniej my nadzieje, że obędzie się bez sensacji. Klacz na widok wody cicho parsknęła i zastrzygła szybciej uszami, jednak po wypchnięciu kobiety do przodu rudej, odważnie, choć lekko pokracznie do niej wskoczyła. Woda ochlapała je obie, jednak nie było to chyba zbyt istotne. Po kilku krokach w wodzie klacz ponownie skoczyła, a raczej wyskoczyła z wody i pognała do siedemnastki. Kolejna była stacjonata, stacjonata jak stacjonata, nic nadzwyczajnego, skakała takie na zwykłym treningu. Poproszona przez kobietę przyspieszyła nieco tempa, choć po kucyku, cudów się nie spodziewaj. Jadąc po dystansie, żadna z nich nie zauważyła korzenia, co poskutkowało mocnym potknięciem się rudej, szarpnięciem kobiety w siodle poprzez wodze, utratą równowagi i harmonii. Klacz mimo, że profesor, wyczuwała kto ją dosiada i choć wymagała cienia profesjonalizmu. Nie można mieć pretensji do Viv, bo nie postawiła tu tego korzenia, no ale. Udało im się na szczęście ogarnąć do owej przeszkody, którą obecnie mieli skakać, by klacz dobrze wskoczyła na niski nasyp. Jednak zaraz z niego zeskoczyła, bez większego problemu, zdawało się. Została im ostatnia przeszkoda, ponownie nieco przyspieszyły do niej w trasie, by po dojechaniu, odbić się płynnie od podłoża, złożyć i wyciągnąć w locie i wylądować po drugiej stronie. W końcu przejechały linię mety, klacz parsknęła zadowolona, przyjęła liczne pochwały, po rozstępowaniu wróciła do stajni, gdzie zmęczona poszła spać.

z.t

Volano - 2016-04-11, 23:08

Na przytrzymanie przez faceta ogier zareagował, lekkim podrygiwaniem w miejscu i wysoko uniesionym łbem, jednak facetowi udało się szybko to przepchnąć i pojechali dalej w kierunku 9. Bał się, że wylądują na drzewie? Niech się nie martwi, karosz by do tego nie dopuścił w życiu. Udało im się wyjechać ostry zakręt, by pojechać dalej. Na widok przeszkody, postawił uszyska do przodu, niecierpliwił się. Jednak bez błędnie dał się doprowadzić do niej, karosz w odpowiednim miejscu odbił się od podłoża, złożył i wyciągnął nad przeszkodą, by zaraz wylądować. Mimo padającego deszczu i trudności z dogadaniem się, szło im całkiem dobrze. Nie musiał prosić, nie trzymany karosz sam się rozpędził na dystansie. Ułamki sekund bezczynności faceta, mogły go drogo kosztować. Więc czujność była nawet wskazana, deszcze nieco irytował ogiera, co nie omieszkał się pokazywać co jakiś czas. Na widok wody, błysnął znacząco białkami. Przepchnięty na przód przez faceta, nie chętnie wskoczył do już i tak głębokiej wody. Parsknął nerwowo, kiedy woda rozbrysła się na boki, woda nieco spowolniła ich krok, w końcu nie da się robić w niej nic, szybko. Zaraz jednak wyskoczyli z tej wody i skierowali się do następnej przeszkody - na szczęście. Po dojechaniu do jedenastej przeszkody, koń chętniej odbił się w wyznaczonym miejscu od ziemi, złożył i wyciągnął w locie, by miękko wylądować po drugiej stronie. Galop, galop i jeszcze więcej galopu, dość szybko się znaleźli przed nią. Bez nawet większego trudu, wzniósł kare cielsko w fazę lotu, by ponownie zaraz wylądować po drugiej stronie. Opierał się na pomocach faceta, ale głównie sam robił to co uważał za stosowne, w większości pokrywało to się z działaniami mężczyzny. Ta te kłody tu, to jakieś zmory, nie ma co :lol2: Ponownie koń lekko podrygiwał jadąc do przeszkody, jednakże w końcu odbił się od ziemi w wyznaczonym miejscu, pokonując kolejną przeszkodę na czysto - dziwne nie. Lekko przyspieszyli na trasie do przeszkody numer 14, trzeba było łapać cenne sekundy. Udało im się szybko, gładko i bez walki dojechać do owej przeszkody. W odpowiednim miejscu ponownie wzbili się w fazę lotu, wyciągnęli nad przeszkodą no i złożyli of cors, bo inaczej wypadek murowany. Kolejna przeszkoda, kolejne obalone drzewo, co poradzić? Udało im się i 15 przeszkodę pokonać na czysto, tym samym została im ostatnia przeszkoda do pokonania. Z pewnością byli poza normą czasu, może minimalnie, ale jednak, ale przynajmniej przejechali na czysto, a to się chwali. Po dojechaniu do ostatniej przeszkody, karosz rzeczywiście był już zmęczony, ale udało mu się i tą pokonać na czysto, bez szaleństw żadnych. Pochwalony parsknął tylko i potrząsnął łbem, po rozstępowaniu i oporządzeniu, wrócił do boksu i zasnął.

z.t

Anna Ross - 2016-04-11, 23:49

Tego dnia, miała po raz pierwszy startować w zawodach crossowych. W dodatku ponownie miała dosiadać nie swojego konia, choć przynajmniej go znała, a to już jakiś plus. Giovani tego dnia, był pierwszym koniem na którym miała jechać cross. Rankiem pojawiła się w stajni, by z boksu zabrać siwka na myjkę, tam oporządzić i osiodłać. Z gotowym koniem ruszyła na rozprężalnie, tam dokładnie go rozgrzała. Odpowiednio do zawodów skokowych, nie męcząc go zbytnio, ale tak by nie złapał kontuzji w między czasie.

W końcu nadeszła pora na rozpoczęcie przejazdu, boże mniej ich w opiece. Kobieta już startowała w zawodach, więc emocje obecnie odkładała na drugi plan. Kłusem, pozbieranego na kontakt i aktywizację zadu ogiera, skierowała na linię startu. Czekanie było najgorsze, kiedy jednak usłyszała dzwonek, odesłała siwka do galopu, wchodząc zaraz w półsiad. Utrzymywała z ogierem kontakt, wysyłając mu półparady, przypominając o sobie i skupiając na trasie. Prowadziła go mocnym, średnim tempem przez trasę, co by dojechali do mety, a nie padli ze zmęczenia gdzieś po drodze. Nie długo po rozpoczęciu startu, przed nimi wyrosła obalona kłoda. Niby nic nadzwyczajnego, ale lepiej chuchać na zimne. Prowadziła konia do niej zamkniętego w pomocach, utrzymując stałe tempo, równy krok. Po dojeździe do kłody w odpowiednim miejscu posłała mu łydkę do boku, prosząc o wzniesienie się do skoku. Kiedy tylko to zrobił, kobieta oddała mu stosowną ilość wodzy, by po lądowaniu nadal utrzymywać półsiad. Po lądowaniu przejechali kilka foule, by lekko zakręcić w lewą stronę, kierując się na przeszkodę numer dwa. Która była, no cóż, nieco niska, praktycznie ledwo co odstawała od ziemi. Jednak Anna nie zamierzała jej lekceważyć, mogłoby się to dla nich źle skończyć. Ponownie doprowadziła ogiera do niej w zamkniętych pomocach, by dołożyć łydkę w odpowiednim miejscu, zachęcając ogiera do "przeskoczenia jej", a w sumie zrobieniu jednego większego susa nad przeszkodą, oddała mu nieco wodzy i pognała dalej w kierunku trójki. Do tej przeszkody prowadził delikatny łuk, ale to nie zawadzało im. Dobrze im szło na trasie, co się ceni. Utrzymywała stały kontakt z pyskiem siwka, stałe tempo oraz wysyłała odpowiednie sygnały, które ogier powinien bez trudu odczytać i wykonywać. Trójka była drewniana i dziwna, więc mocniejsze półparady skupiające, po dojechaniu do przeszkody, łydką odesłała ogiera do skoku, by podążyć tylko za jego ruchem w trakcie lotu. Po prostej posłała ogiera do przeszkody numer 4, kolejna kłoda, których pewnie tu było wiele. Lekko pozwoliła przyspieszyć ogierowi w dystansie, by cztery foule przed, usiąść lekko w siodło i nabrać ogiera bardziej na siebie. Ostatecznie ponownie zamykając go w pomocach, w odpowiednim miejscu ponownie dała łydkę ogierowi, wchodząc w półsiad w którym potem została i oddała mu wodzę, stosowne do długości skoku i wyciągnięcia się ogiera, nad przeszkodą. Do piątki ponownie lekko popuściła ogiera w dystansie, jednak nie pędząc z nim na złamanie karku. Ponownie z cztery foule przed lekko przysiadła w siodło i wzięła ogiera na siebie, kłoda jak kłoda i tą bez większego trudu udało się im przeskoczyć na czysto. Po lądowaniu, utrzymywała stałe tempo do szóstki, ze względu na nie typowy wygląd przeszkody. Wolała utrzymywać dobry rezultat do końca, trzymała konia pewnie w zamkniętych pomocach, śląc mu półparady skupiające do samej przeszkody. Ponownie przed przeszkodą siadła w siodło, by doprowadzić jego pod sam domek, wypchnęła konia do skoku zarówno z łydki jak i krzyża, nie chciała by się wyłamał. Na szczęście koń potulnie szedł cały przejazd i domek, nie zrobił na nim większego wrażenia - uf. Do siódemki ponownie był lekki zakręt, który wyjechali bez większego problemu, a ich oczom ukazała się ponownie śmiesznie mała przeszkoda. Jak w przypadku poprzedniczki, kobieta nie dała się jej zwieść, tylko doprowadziła konia pod samą przeszkodę, dając mu sygnał do skoku i nie siląc się na większe ceregiele. Do ósemki prowadziła nieco kręta trasa, ale bywały gorsze. Cały mechanizm był taki sam jak wcześniej, średnie tempo, zamknięty w pomocach, siad na cztery foule przed w siodło, dojechanie do przeszkody, łydka, półsiad, oddanie wodzy. W tym momencie zaczęło kropić, no tak jeszcze deszczu tutaj brakowało, nie ma co.

Christian Levrull - 2016-04-12, 00:12

Tak, zawody tego typu były dla nich nowością, w końcu we dwójkę nie ruszali tyłków spoza parkurów, on sam zresztą ostatnio zadomowił się w roli skoczka, aczkolwiek swojego ciągu do cross'ów nie stracił. Nie wiedział jak zachowa się Kru, aczkolwiek jego był bardziej pewien niż Orchida, którego jechał przed chwilą. W obu przypadkach jednak taka "nowość" na pewno się przyda, da możliwość objeżdżenia i sprawdzenia siebie. W przypadku Niemca zdecydował się na solidny trening przed zawodami w stronę kondycji. Efekty było widać już po miesiącu, więc jakoś szczególnie nie obawiał się o wydolność ogiera, damy radę.
Po odpowiedniej rozgrzewce udał się z nim na linię startu przez jakiś czas kręcąc się w oczekiwaniu. Sprawdził zegarek, szybko ogarnął czy sprzęt jest odpowiednio dopięty, a w ramach rozluźnienia poklepał ogiera, by wreszcie zatrzymać się na starcie. Kiedy otrzymali sygnał dał sygnał do aktywnego galopu do przodu. Ogier przez wzrost miał potężną foulę, którą przez trening typowego skoczka jeszcze potrafili "poszerzyć", mógł więc sobie pozwolić na nie za szybkie tempo, które było wystarczające przez spore krycie terenu. Po wyregulowaniu galopu w półsiadzie zamykając go na pomocach kierował go pewnie przed siebie.
Gdy pierwsza z przeszkód pojawiła się przed nimi (przyjemna do skoku zresztą) usiadł bardziej w siodło zamykając ogiera w korytarzu z wodzy by nie spłynął, w razie czego pulsacyjnie sugerując odpuszczenie, jeśli trzeba było wzmocnił działanie ręki, zależało mu na tym by ogier nie odbijał się za daleko. Do samego końca siedział w siodle parę fouli przed skracając go nieco, dojechał łydką, by w odpowiednim miejscu wybicia posłać go do skoku i samego pójść w półsiad, który w żaden sposób go nie ograniczał. Po lądowaniu powrót w strzemiona, w siodło i rozgalopowanie ogiera do kolejnej przeszkody w półsiadzie.
Przed dwójką ponownie mocniej usiadł w siodło, nie obawiając się jej jednak, w końcu przeszkoda przypominała dobrze im znany mur z parkurów. Ponownie te 10 fouli przed usiadł w siodło od razu przymykając go w łydkach i na wodzy, z których stworzył szeroki korytarz. Do samego końca pomocami ograniczał go przed spłynięciem, by bez zawahania posłać go do skoku - na co odpowiedział praktycznie od razu. Nie spóźniając się mężczyzna wszedł w półsiad łapiąc równowagę w skoku na strzemionach, nadążył za nim ręką i po lądowaniu posłał do galopu na przód.
Do trójki mieli całkiem spory dystans, w którym nieco dodał w galopie, by sobie nadrobić trochę czasu na zapas. Nie przesadzał jednak, by ogier nadal miał siły na dalszą część trasy. Kiedy wreszcie pojawiła się przed nimi podwójna kłoda naprowadził ogiera na jej środek, pewnie siedząc w siodle zamknął go dołem, trzymając mocno na wodzy, by nie urwał fouli przed, co czasami lubił robić w parkurze, tu mogło się to źle skończyć. Ogier raczej nie był przyzwyczajony do tego, że przeszkoda ewentualnie nie rozpada się pod nim, więc warto było pilnować go do końca. W odpowiednim miejscu łydką posłała go do skoku, nie tracąc kontaktu z jego pyskiem, z którym poszedł płynnie ręką w skoku. Lądowanie w równowadze i powrót do aktywnego galopu.
Widząc przed sobą kombinację numer cztery nieco wziął ogiera na siebie skracając go i przygotowując do nie trudnego zestawu przeszkód. Jedynym problemem mogło być to, że obie były do przeskoczenia z górki, czego na równym podłożu na parkurze nie ma. Dlatego skupił się na płynnym wjeździe w pierwszy człon podnosząc ogiera bardziej, by obserwował od razu kolejną przeszkodę. W odpowiednim miejscu wybicia weszli w przyzwoity skok, od razu wracając do równowagi po lądowaniu dogalopowali do drugiego członu, do którego Christian mocno pilnował ogiera, by nie wyszedł za wcześnie do skoku. Udało im się bez problemu, do tego w niezłym stylu dojechać i pokonać człon B, by po lądowaniu wrócić w aktywny galop w dalszą część trasy.
Do piątki mieli trochę dystansu do pokonania, więc ponownie rozjechał nieco ogiera w dojeździe, dopiero zbliżając się do na pierwszy rzut oka prostej przeszkody mocniej usiadł w siodło biorąc ogiera bardziej na siebie, uniemożliwiając "przyglądanie" się przeszkodzie, która pod belką miała pusty rów. Pilnował płynnego, aktywnego dojazdu do przeszkody, w razie zawahania (w końcu na parkurach nie ma tego typu "dziur" pod przeszkodami) od razu zachęcając go łydką do przodu zamknął go w pomocach bez wahania dojeżdżając do miejsca wybicia, w którym posłał go do skoku, bez problemu pokonując i tą przeszkodę.
Szóstka nie była daleko, więc po jakimś czasie ponownie wziął go na siebie, widząc przed sobą mur z "chabazi" mimo specyficznego wyglądu czuł, że Kru dość chętnie idzie na tego typu przeszkodę, więc trzymał ową aktywność do samego końca pewnie siedząc w siodle i w odpowiednim miejscu puszczając go do skoku, lądowanie w strzemiona i dalszy galop do kolejnych przeszkód.
Kolejna przeszkoda również była wizualnie łatwa do przeskoczenia, dlatego Christian analogicznie jak wcześniej parę fouli przed siadł mocniej w siodło, biorąc ogiera bardziej na siebie. Podniósł go umożliwiając patrzenie z wysoka na przeszkodę i ocenę jej wysokości. Przymknął go bardziej w miejscu wybicia następnie posyłając do skoku, wszedł płynnie w półsiad, nie spóźniając się za jego ruchem ręką, lądowanie w strzemiona, "pozbieranie się" i kontynuacja wcześniejszego galopu.
Po wjechaniu do lasu ponownie rozgalopował go bardziej, jako że mieli spory odcinek do przegalopowania. Kiedy wreszcie w półmroku lasu pojawiły się przed nimi pniaki wziął go na siebie, sprawdzając przepuszczalność lekkimi półparadami. Nakierował ogiera na środek przeszkody do samego końca nie wychodząc przed niego, a czekając na odpowiedni moment wybicia, który zasygnalizował, a po odpowiedzi wszedł w poprawny półsiad za jego ruchem. Po pokonaniu przeszkody wrócił w siodło ruszając galopem do widocznej już przed nimi kolejnej przeszkody.
Dziewiątka wyglądała niczym choinkowy snop siana, zapewne Niemiec mocno zwrócił na nią uwagę, dlatego przymknął go na pomocach, kontrolując w korytarzu z wodzy i do końca siedząc posłał go do w miarę bliskiego wybicia. Poczuł, że ten z zapasem i to nie małym pokonał przeszkodę - w czym mu nie przeszkadzał, odnajdując równowagę w strzemieniu i idąc na za nim ręką przy tak mocnym baskilu. Powrót w siodło o dziwo w równowadze i dalszy galop.
Do dziesiątki znów mieli trochę do przegalopowania, dlatego nieco dodał w galopie wchodząc w półsiad i umożliwiając mu swobodny, odciążający galop przed siebie. Dopiero po jakimś czasie, gdy na krańcu lasu zamajaczył kontur przeszkody usiadł w siodło od razu skupiając się na środku bardzo wąskiej przeszkody. Od razu stworzył korytarz z wodzy, zamykając go pewnie w łydce i prowadząc cały czas na środek przeszkody, uniemożliwiając pomocami ewentualne spłynięcie. W odpowiednim miejscu dał łydkę do skoku, na którą na szczęście ogier odpowiedział praktyczni od razu, bez wahania pokonując i tą przeszkodę.
Do jedenastki znów pogalopowali trochę, a przed wjazdem w drewniany korytarz znów zamknął go dołem, jako, że przeszkoda była w cieniu, po którym wyskakiwało się na słońce, co było dość niebezpiecznym ustawieniem, tym bardziej dla skoczka. Mocnym galopem weszli w skok nad pierwszym żywopłotem, pokonując go bez zawahania, z dwunastką było o tyle gorzej, że wpierw dostali we dwójkę po oczach. Na czas udało im się wrócić na prostą drogę, podnosząc ogiera sam usiadł w siodło nie otwierając go z pomocy, by nie wykorzystał tego przy tak wąskiej przeszkodzie i nie spłynął. Ponownie efektowanie pokonali dwunastkę bez problemu, by po powrocie w siodło Zawodnik znów ruszył z ogierem aktywnym galopem do kolejnych przeszkód.

Anna Ross - 2016-04-12, 14:59

Drugim koniem, na którym miała startować w zawodach tego dnia, był jej własny koń. To miały być, ich wspólne pierwsze poważne zawody. Wieczne opierdalanie się, nie służyło ani jej, ani koniowi, jednak kobieta nie na wszystko miała wpływ prawda? Ona startowała praktycznie w każdym zawodach, pod innym koniem, bo gniadosz zawsze coś odjebał przed i nie mógł startować, jego strata. Po skończeniu przejazdy z Giovanim, przyszła do stajni, poprosiła stajennego o ogarnięcie wcześniej konia, a teraz zabrała już Avro tylko na rozprężalnie. Tam dokładnie rozgrzała swojego miśka w każdym chodzie, skoczyliśmy z 3 przeszkody o różnych wysokościach. Potem czekaliśmy na swoją kolej, nieco się niecierpliwiąc - przynajmniej ja.

W końcu nadeszła ich pora, czas start jak to mówią. Kłusem, pozbieranego ogiera na kontakt oraz z zaangażowanym zadem, skierowała na linię startu. Widać, że nie trenowali tyle ile powinni, koń choć doskonale skakał i miał jakieś obeznanie z zawodami, dziś miał swój gorszy dzień. Nie wiedziała do końca co powodowało takie zachowanie u konia, problemy jednak nie zrażały kobiety. Jakby miała panikować na każdym polu, nie nadawała by się kompletnie do niczego. Z drugiej strony, gdyby każdy przejazd był idealny, to zawody byłyby nudne. Utrzymywała kontakt z ogierem poprzez półparady, skupiała go na sobie ze względu na to, że miał z tym problemy. Kiedy usłyszała dzwonek posłała ogiera do galopu, wchodząc od razu w półsiad. Avro nie jechał jeszcze crossów, które wyraźnie go stresowały, musiała go wypychać wręcz do galopu, by jechać w ogóle na przód. Krótko po starcie wyrosła przed nimi przeszkoda numer 1. Zamknęła go w pomocach, co by nie spłynął jej przypadkiem przed przeszkodą, dojechanie do niej i mocne dołożenie łydek do boków ogiera i wypchnięcie go do skoku. Kiedy wzniósł się w fazę lotu, oddała mu stosowną długość wodzy do skoku, by wylądować zaraz po drugiej stronie. Lekko zakręcili w lewo, by skierować na drugą przeszkodę, nie była ona jakoś super wymagająca, ale patrząc na opory ogiera, można było się wszystkiego spodziewać. Trudno się go prowadziło w skupieniu, czy w aktywnym galopie, bo ogier szedł okropnie opornie, musiała go cały czas pchać na przód. W końcu ich oczom ukazała się przeszkoda oznaczona numerem 2, kobieta ponownie zamkniętego w pomocach gniadosza, doprowadziła pod samą przeszkodę. Nie sugerowała się marną wielkością przeszkody, tylko w odpowiednim miejscu ponownie dołożyła łydki do jego boków i wypchnęła go do skoku, oddając mu znaczną część wodzy. Po lądowaniu, kierunek trójka, przeszkoda była nieco bardziej wymagająca, cały czas starała się utrzymać skupienie gniadosza na sobie oraz torze. Prowadziła go w zamkniętych pomocach do samej przeszkody, przypomniała mu o zaangażowaniu zadu, który miał być teraz motorem ich ruchu. Po dojechaniu do niej ponownie dołożenie łydek do jego boków, półsiad oraz oddanie wodzy. Starała się trzymać jako takie choć aktywne tempo, już ne mówię o sprincie, ale, żeby jechał do przodu. Do czwórki była dość prosta droga, więc nie kombinowała po drodze zbytnio. Trzymała ogiera w zamkniętych pomocach oraz na kontakcie, w dojeździe do niej, by w odpowiednim miejscu ponownie odesłać go do skoku. Mimo wszelkich trudności o dziwo udawało im się skakać na czysto - uf. Po pokonaniu czwórki skierowali się do piątki, przeszkoda podobna do wcześniejszych, same kłody tutaj leżały, co miało swoje plusy i minusy. Ponownie zamknęła go w pomocach, by w odpowiednim miejscu dołożyć łydki do jego boków, wejść w półsiad oraz oddać wodzę. Po lądowaniu, nie pozwoliła ogierowi przyspieszyć, co pewnie i tak nie nastąpiło. Nieco bardziej siadła w siodło, przypominając dosiadem o pracy zadu. Szóstka była dość dziwną przeszkodą i należało chuchać na zimne w dojeździe do niej. Mocny kontakt, zamknięcie w pomocach i w odpowiednim miejscu, poprzez dołożenie łydek do boków, odesłanie ogiera do skoku nad przeszkodą. Mimo problemów, nie omieszkała się głosem pochwalić konia, w końcu musiał wiedzieć, że mimo trudności, dadzą radę ! Siódemka ponownie nie grzeszyła zbytnio urodą, po wyjechaniu z zakrętu. Kobieta dojechała z gniadoszem do niej w odpowiednim miejscu, sugerując mu odbicie się i lekko oddała mu wodzę. Bo to był raczej przeskok niż skok, jeszcze jedna przeszkoda i pół trasy za nimi - na szczęście. Do ósemki prowadziły nieco kręte, lekkie zakręty, ale udawało im się nawet wyjść z tego jako tako. Koń nadal szedł dość opornie, nie patrzyła na czas, który i tak pewnie przekroczą, tylko na to by szczęśliwie dojechać do mety. Półparady przed przeszkodą, zamknięcie w pomocach, łydki do boków w odpowiednim miejscu oraz oddanie wodzy, by po lądowaniu, odetchnąć z lekką ulgą.

Diego Montana - 2016-04-12, 17:41

Tego dnia ponownie stawał do zawodów crossowych, już dwukrotnie wcześniej w nich uczestniczył z całkiem niezłym rezultatem. Tego dnia swoje przejazdy miał zacząć od swojego podopiecznego, Dragon był już obyty w kwestii zawodów, więc miał nadzieje, że pójdzie im dobrze. Z nadzieją nawet na bardzo dobrze :lol2: Pojawił się rankiem w stajni, by od razu skierować się pod boks gniadosza. Po krótkim powitaniu zabrał go na myjkę, gdzie oczyścił oraz osiodłał. Kiedy oboje byli gotowi, skierowali się na rozprężalnie, by przygotować się do startu. Tam krótko, ale solidnie go rozgrzał, potem tylko czekanie na wezwanie.

W końcu nadeszła ta długo wyczekiwana chwila, kiedy mieli rozpocząć start. Skierował się z nim w kierunku startu, na kontakcie oraz z zaangażowanym zadem. Po usłyszeniu dzwonka, odesłał ogiera do galopu, sam wchodząc w półsiad. Utrzymywał go w zamkniętych pomocach, pilnując równego, średniego tempa galopu oraz odpowiedniej długości foule. Na ich pecha, jak to z reguły bywało, właśnie zaczynało kropić, facet przeklął pogodę w duchu i modlił się o szczęśliwe dojechanie do mety. Pierwsza przeszkoda była zaraz za linią startu, musiał trzymać ogiera mocno, w jednostajnym tempie, by nie wywalili się na rozmokłej powierzchni toru. Przysiadł lekko w siodło, by zamknąć go ostatecznie w pomocach i dojechać do przeszkody. W odpowiednim miejscu dołożył łydkę do jego boków, prosząc o wzniesienie cielska nad przeszkodę. Sam uniósł się w siodle, wysuwając nadgarstki do przodu, oddając mu znaczącą część wodzy do złapania równowagi. Po lądowaniu kierował ogiera na wprost, dwója była dość dziwną przeszkodą, dlatego Diego włożył w najazd do niej zdwojoną pracę. Nie przyspieszał z obawy o poślizgnięcie się na podłożu, na które cały czas siąpił obecnie deszcz. Przypomniał mu o mocniejszym zadzie w przypadku tej przeszkody i lekko wydłuż krok. Po dojechaniu do optymalnego miejsca, ponownie odesłał ogiera w fazę skoku, na szczęście przeszkoda nie sprawiła im większych problemów. Trójka była namiastką belki, więc niczym strasznym, raczej. Trójka i czwórka były dość blisko siebie ustawione, facet po lądowaniu na dwójce, lekko wziął konia na siebie, przypominając o zadzie oraz odpowiednim tempie, nie za szybkim, ostrożnym. Po dojechaniu do trójki w zamkniętych pomocach, dołożył łydkę do boku ogiera, wchodząc w półsiad i oddając mu stosowną ilość wodzy. Trzymając ogiera krótko, w równym galopie, odpowiedniej aktywizacji zadu i zamkniętych pomocach, doprowadził go do czwórki, którą również przeskoczyli na czysto. Do piątki mieli spory kawałek, po nieco nie równym terenie, ostrożny galop, był tu bardzo pożądany. Piątka była dość wąską przeszkodą, skupił się na tym, by prowadzić ogiera na sam środek przeszkody. Lekko wziął go na siebie, wysyłając mu znaczące półparady, w odpowiednim miejscu ponownie dołożył łydkę do jego boków, wszedł w półsiad oraz oddał wodzę. Ponownie utrzymywał równy galop z ogierem, ze względu na ryzyko, poprzez opady deszczu. Czekał ich szereg, westchnął cicho, prowadząc gniadosza na pierwszy jego człon. Była to ławeczka, taka jak do grillowania, przed przeszkodą ponownie wziął konia bardziej na siebie, zamknięte pomoce i kierunek na sam środek przeszkody. Przypomnienie o zadzie i po dojechaniu do przeszkody, łydka sugerująca miejsce wybicia się. Podczas lądowania pozbierał konia znowu bardziej na siebie, bo był krótki najazd do drugiego członu. Który również był dość chudy, kierunek na sam środek członu 6b, ponownie w odpowiednim miejscu, łydką zasugerował mu miejsce wybicia, wszedł w półsiad i oddał wodzę. Po lekkim łuku kolejno skierował go na przeszkodę numer 7, mocniejsze półparady w dojeździe do niej oraz oddanie kolejnego skoku na czysto. Spokojnym galopem skierował ich dalej w kierunku ósemki, ponownie czekał ich szereg do pokonania. Skupił ogiera na sobie, prowadząc go do przeszkody w zamkniętych pomocach. Po łydce najpierw przeskoczyli jeden człon, zebranie gniadosza na krótko, pozwoliło bezbłędnie dojechać do drugiego członu i jego również przeskoczyć na czysto. Na szczęście po lądowaniu, facet zorientował się, że przestało na moment padać. Zdecydował się nieco ryzykownie, ale jednak na pospieszenie konia, czyli rozciągnięcie jego kroku, większego branie terenu i nadrabianie i tak mocno utraconych sekund. Kilka foule przed przeszkodą siadł w siodło, by wziąć gniadosza na siebie, wyrównując tempo na pośrednie. Skupił się by naprowadzić Dragona na sam środek przeszkody, tam w odpowiednim miejscu odesłał go łydką do skoku, wchodząc w półsiad i oddając mu wodzę. Po lądowaniu lekkie naprostowanie toru jazdy i kierunek dziesiątka, która była bliźniaczo podobna do dziewiątki, więc nie powinna stanowić żadnego problemu dla konia i tak właśnie było. Udało im się ją przeskoczyć na czysto ! Ponownie w kierunku jedenastki, pozwolił ogierowi nieco przyspieszyć, ale nie przesadnie.

Diego Montana - 2016-04-12, 20:09

Drugim koniem tego dnia, miała być ruda klacz, jego dobrej znajomej. Ona nie mogła na niej wystartować, ale za to facet chętnie przyjął ją pod swoje skrzydła. Wiedział, że klacz ma charakterek, ale pracował nie z takimi i potrafił dosadnie pokazać co o nich myśli, gdzie ich miejsce. Po przejeździe numer 1, skierował się do stajni po Ciastko, szybko odnalazł właściwy boks. Klacz już była wyczyszczona, a jej samej pilnował stajenny, chroniąc przed durnymi pomysłami. Nie patyczkując się zbyt wiele, wyprowadził klacz z boksu, nie pozwalając jej na nic innego, niż kroczenie u jego boku. Od razu skierował się z nią w kierunku rozprężalni, w razie jakichkolwiek buntów szybko sprowadzał ją na ziemie. Nie pozwalał na żadne wybryki, nie mógł, bo musiał skończyć cross z innymi końmi, a nie pozwoli zawładnąć klaczy sobą. Baranki w przypadku gdyby je strzelała, dzielnie wysiadywał, skracając maksymalnie wodzę, przez co nie miała pola manewru łbem, w przypadku dębowania, kleił się do niej i ściąganie ostro wodzy w bok i za siebie. W każdym przypadku, kiedy od razu klacz pewnie stała na nogach, wypchnięcie do ruchu na przód, gdy szalała w innym chodzie niż powinna, ostre hamowania poprzez dosiad i ściąganie wodzy. Nie pozwalał jej na nic, konsekwentnie się tego trzymając, kiedy klacz raczyła się ogarnąć, lub od początku była ogarnięta w końcu porządnie się rozgrzali i czekali na wezwanie na tor.

Wiedział, że nie będzie łatwo, ale za łatwo równało się z tym samym co nudno. Więc z dwojga złego, wolał coś bardziej ekscytującego. Facet po wyjeździe z rozprężalni, pilnował klaczy, blokując jej wybryki w zamkniętych pomocach i utrzymując na stałym kontakcie. Wyposażył ją dziś w lepsze wędzidło, które miało wspomóc im w dojechaniu cało do mety. Zagalopował z klaczą jeszcze przed linią startu, w momencie dojechania do niej usłyszał dzwonek, więc swobodnym galopem puścił ją do przodu. Utrzymywał stałe, pośrednie tempo galopu, na kontakcie i z dozą ostrożności, bo pierwsza przeszkoda wyrosła przed nimi praktycznie zaraz, po przekroczeniu linii startu. Prowadził ją pewnie do przeszkody, w zamkniętych pomocach, utrzymując nadal równe tempo, aktywizację zadu i cień zaangażowania w pracę. W odpowiednim momencie, odpowiednim miejscu, dołożył na raz łydki do jej boków, by w locie zgrać się z jej ruchem i oddać wodzę. Do dwójki mieli kawałek, skorygował klacz o ile tego właśnie potrzebowała, jednak tego co miało się wydarzyć, nawet on nie przewidział w koszmarach. Kilka foule przed dwójką, klacz potknęła się za pewne o wystający konar, potknięcie było na tyle silne, że mimo iż podniósł ją po nim do góry, to widok dwójki, która była dosłownie krok przed nimi, spowodował wyhamowanie rudej przed przeszkodą. Wprawiony Diego w boju, mimo gwałtownego zahamowania, utrzymał się w siodle. Zderzenie z doniczką na kwiatki, nie wydawało się zbyt kuszące. Nie czekając przesadnie długo, wykręcił ostro klacz w lewo, zaraz popędzając ją do galopu. Po kilku foule ponownie zrobił drugi ostry skręt, wracając na ślad toru crossowego, który prowadził do mety. Ponownie zamkniętą w pomocach, ostrożnie prowadził na sam środek przeszkody numer dwa, modląc się w duchu, by tym razem obyło się bez wpadki. Na kilka foule przed mocniejsze półparady, siad w siodło, dojechanie do przeszkody i po łydce, przejście w fazę skoku wraz z siwą. Tym razem przeszkoda pokonana na czysto, bez większych trudności - odetchnięcie z ulgą. Jako, że kolejne dwie przeszkody były blisko siebie, skrócony nieco krok, klacz bardziej na siebie, zamknięte pomoce i kierunek - środek przeszkody. W odpowiednim miejscu ponownie odesłał klacz do skoku, dokładając łydkę do jej boku. Po lądowaniu, krótki najazd na czwórkę, sam skok odbył się w tym samym schemacie, na szczęście na czysto. Do piątki czekał ich nieco długi dystans, pozwolił rudej się nieco rozpędzić w dystansie. Nie dość, że wpadka na przeszkodzie, to droga była jakaś kamienisto-korzeniasta, mieli pecha jednym słowem. Co jakiś czas ruda potykała się o coś, przez co on musiał ją zbierać do kupy. Tym sposobem chwilę później, znaleźli się koło przeszkody numer pięć. Utrzymywał ją cały czas w zamkniętych, klarownych pomocach oraz na kontakcie. Mając przynajmniej w 80% kontrole nad rudą i nad tym co robi. Na trzy foule przed przeszkodą facet ponownie siadł w siodło, lekkie przytrzymanie do przeszkody i ponownie wzbicie się w fazę lotu, w odpowiednim miejscu. Przeszkoda była wizualnie dość trudna, bo chuda, na szczęście koń sobie świetnie z nią poradził. Po lądowaniu poprowadził klacz pewnie w kierunku szóstki, nieco pozwolił jej na przyspieszenie na trasie, uwzględniając kilka potknięć po drodze, dość szybko dojechali do szeregu oznaczone 6ab. Przed szeregiem ponownie siadł w siodło, biorąc klacz na siebie, wysyłając jej półparady, gdyż stół do grilla wyglądał, no cóż - dziwnie. Poprosił o mocniejszy zad, dokładnie go akcentując, by skok był dłuższy. Udało im się bezbłędnie przeskoczyć pierwszy człon, skupiając się od razu na drugim. Tu ponownie mocniej klacz na siebie, mocniejsze półparady, by ciasno na sam środek przeszkody dojechać, dołożyć łydkę do jej boków, wejść w półsiad i oddać wodzę. Kiedy je przeskoczyli, facet odetchnął z wyraźną ulgą i skierował klacz, na kolejną z przeszkód, numer 7. Na widok domku klacz jakoś dziwnie się zachowywała, pomimo zamknięcia w pomocach i półparadach, szła z wysoko uniesionym łbem, podrygując w biegu. Nie mógł jej dobrze przepchnąć do tej przeszkody, gdyż szła dość opornie, ostatecznie udało się ją wznieść w odpowiednim momencie do skoku. Po dołożeniu mocniej łydek do jej boków, ale ucierpiał facet, złapał go ostry skurcz w łydce. Przez co momentalnie się skrzywił, lekkie obciąganie nie pomagało, więc musiał ją prowadzić, odczuwając piekielny ból. Nie miał jednak zbyt wiele czasu, by analizować wszystko, gdyż kolejny szereg właśnie wyrósł przednimi. Przeszkody ponownie były dość chude, ale dadzą radę ! Zamkniętą klacz w pomocach, pchał do przodu i kierował na sam środek obu przeszkód. W odpowiednim momencie posłał jej łydkę do boku, by wznieść się w siodle i oddać jej wodzę. Przy drugim członie lekko usiadł w siodło i wziął ją na siebie, by dojechać i oddać kolejny czysty skok, na szczęście. Ponownie czekał ich spory dystans do dwóch następnych przeszkód, które łudząco były do siebie podobne. Potknęli się z raz czy dwa, jednak nie na tyle poważnie co wtedy. Dojeżdżając do 9, ponownie siadł w siodło i wziął konia nieco na siebie, przeszkoda znowu była chuda, więc zamkniętą w pomocach, podpartą łydkami, prowadził na sam środek przeszkody. W odpowiednim miejscu, dołożył łydkę do jej boków, wszedł w półsiad i oddał wodzę, by po lądowaniu skierować ją na 10, prostując lekko tor jazdy. Ten sam schemat, bo przeszkoda była identyczna jak ta, którą właśnie skoczyła. Powtórzyli cały schemat skoku i pognali dalej, do 11. Dystans był spory, więc ponownie dał się rudej nieco rozpędzić. Kiedy już ją widzieli w oddali, mocniejsze półparady, zamknięcie w pomocach, dojechanie do przeszkody, łydka, półsiad i oddanie wodzy. Na tą chwilę mieli połowę crossu za sobą, oby druga była lepsza od tej.

White Chocolate - 2016-04-12, 23:44

Ogier już przyzwyczaił się do tego, że ma innych jeźdźców, jednak ostatnimi czasy w zawodach akurat startował tylko z Adele. Pojawienie się zamiast niej Viv nie zrobiło na nim większego wrażenia, zachowywał się raczej poprawnie, czasami próbując coś skubnąć czy po prostu pokazać swoją nieco wredną stronę, w końcu musiał zachowywać się jak na prawdziwego kuca przystało!
W trakcie rozgrzewki nie sprawiał większych problemów. Rżał jak to ogier na inny konie, nieco nerwowo się zachowując, ale wystarczyło parę mocniejszych sygnałów, by nieco się uspokoił. Co jakiś czas jednak budził się próbując dziewczynę, to przez lekkie bryknięcie, to przez zagryzienie wędzidła...
Summa summarum udało im się jakoś dogadać kiedy wreszcie znaleźli się na linii startu. Nerwowo poparskiwał z podekscytowania, jeżeli go zatrzymywała zaczął się poddenerwowany kręcić. Kiedy wreszcie poczuł sygnał do zagalopowanie ochoczo puścił się galopem w stronę, w którą kierowała go dziewczyna. Nie był to jego pierwszy raz na crossie, kiedyś parę razy startował w niższych rangą zawodach, był raczej odważny, ale trzeba było uważać, by nie być za pewnym, gdyż z chęcią zatrzymałby się i zaniechał tych męczarni, a co! Do pierwszej przeszkody szedł bardzo aktywnie, otwarta przestrzeń napawała go chęcią parcia na przód, mimo ograniczenia jakim były taśmy pokazujące trasę. Stąd do powalonej kłody musiała z nim nieco powalczyć, by wreszcie przez mocniejsze sygnały odpuścił, zaokrąglił się, przeżuwając wędzidło i stając się bardziej przepuszczalny. Postawił uszy na przeszkodę podnosząc nieco swoją sylwetkę w dojeździe, ale daleko było mu od spłynięcia z przeszkody. Bez zawahania podszedł pod przeszkodę odpowiadając od razu na pomoce do skoku, jak to on znów przesadnie wszedł w lot nad przeszkodą - solidny zapas do tego nienaganny baskil, nurkujący nos, dobrze pracujące plecy z zaokrągloną w dół szyją i podkurczone praktycznie pod sam mostek przednie nogi. Przy lądowaniu otwarcie się zadu, choć nieco przesadzone, pamiętał co to są przeszkody crossowe, wiedział, że puknięcie tego nie zrzuci, plus tego był taki, że szanował swoje nogi, więc ciężko będzie by w którąś przeszkodę umyślnie wpadł.
Do następnej przeszkody szedł równie aktywnie, w trakcie dystansu dodając i poszerzając nieco foulę. Póki dziewczyna nie za mocno angażowała się w trakcie jego galopu w niego to chętnie parł na przód. Dał się skrócić dopiero przed dwójką, na którą nadstawił uszy, ale jej wygląd nie zraził go przez co płynnie szedł do samego końca wpisując się w pomoce dziewczyny. Odpowiedział w miejscu wybicia na dobry odskok znów z zapasem i bardzo dobrze stylowo pokonując przeszkodę. Ciężko go będzie zgasić, był mało ekonomicznym koniem, przynajmniej na przeszkodach do metra. Po lądowaniu ochoczo bryknął, nie groźnie, odreagowując sobie, by po odczytaniu pomocy dziewczyny wrócić na kontakt i chętnie galopować dalej.
Kiedy przed nimi pojawiła się trójka nieco topornie odpowiedział na skrócenie, wpierw zagryzając wędzidło i kręcąc łbem na boki galopował dalej przed siebie, wystarczył jednak jeden mocny, nieco bolesny sygnał i ogier rozdziawił pysk w obronie, by następnie przeżuć wędzidło, odpuścić w potylicy i zwolnić do stojącego przed nimi drewna. Pamiętając o mocnym skróceniu spróbował na początku spłynąć, nie tracąc przy tym tempa, odbijając się jednak od korytarza z wodzy stworzonego przez dziewczynę położył po sobie uszy posłusznie wchodząc w środek przeszkody i bez wahania pokonując ją ponownie z zapasem.
Po wylądowaniu od razu podniósł się stawiając uszy na kolejną z przeszkód, która pojawiła się przed nimi praktycznie od razu. Wpierw sam nieco za mocno się skrócił kiedy ostre światło padło na jego oczy, nerwowo parsknął, a kiedy znów zaczął normalnie widzieć od razu podniósł łeb w odpowiedzi na łydkę poszerzając foulę w dojeździe i idealnie wchodząc w miejsce wybicia wyszedł do skoku, mocno nurkując nad przeszkodą, z dobrym baskilem i nieco mniejszym zapasem.
Widząc przed sobą kolejną przeszkodę - jeśli tak można było nazwać ułożoną na ziemi kłodę spróbował wyrywać, ale przytrzymany na ręce posłusznie pozostał we wcześniejszym, aktywnym, ale nie za szybkim tempem praktycznie przegalopowując przez kłodę, akurat ta wysokość nie zrobiła na nim wrażenia i nawet nie wysilił się do skoku, traktując to jako zwykłego drąga. Faktycznie Viv mogła czuć się dobrze na jego grzbiecie - nie dość, że był bardzo dobrze ujeżdżony, to jeszcze jak na "kuca" nie był wcale taki niski.
Kiedy dostał możliwość mocniejszego galopu wykorzystał to na ile to było możliwe galopując spory dystans w praktycznie jednym tempie. Siatka żył na ogolonym ciele stała się bardziej wyraźna, a gdzieniegdzie pojawił się i zarys potu. W rytm galopu poparskiwał łapiąc oddech, ale był w na tyle dobrej kondycji, że powinien w dość mocnym tempie pokonać całość. Kiedy wreszcie pojawiła się przed nimi przeszkoda nadstawił uszy, bacznie przyglądając się siódemce, szóstkę nieco ignorując z powodu swej wielkości. Dał się jednak skrócić do pierwszej kłody, praktycznie przez nią przegalopował - ponownie, ale jego nogi dalekie były od dotknięcia drewna.
Po pokonaniu pierwszego członu kombinacji zobaczył kolejną przeszkodę nieco przyśpieszył, gdy okazało się z bliska, że przeszkoda jest taka niska. Przeskoczył ją jednak płynnie tym razem bez większego zapasu przez wzgląd na mocne tempo, które sobie teraz narzucili.
Do ósemki podszedł równie aktywnie, przez co mógł sobie pozwolić na płaski skok, dziewczyna nie oponowała widząc, że jest w stanie w takim tempie to przeskoczyć, dlatego siwy mocno wszedł w skok, płaskim skokiem, ale na tyle wysokim, by nawet nie zastanawiać się nad jej muśnięciem. Wylądował w równowadze, mimo mocnego tempa, powrócił do galopu do kolejnej przeszkody dając prowadzić się bez większych walk/problemów.

Logan Lerman - 2016-04-13, 21:54

Do mojego ostatniego przejazdu byłem najlepiej przygotowany, a co za tym idzie pewniejszy. Zdążyłem pokonać trasę crossu dwukrotnie, więc wiedziałem, na co należy uważać. Stres związany z zawodami dawno mnie opuścił. Warunki pogodowe póki co sprzyjały. Jedynie wierzchowca nie znałem, ale skoro z Aventadorem jakoś poszło, to z Luxem też pewnie dobrniemy do mety. Mam nadzieję, że w całości.
Pojawiliśmy się na rozprężalni, gdzie przebywało kilka innych par. Zatrzymałem ogiera przed wejściem, szybko podciągnąłem popręg, wyregulowałem długość strzemion. Zaraz znalazłem się w siodle, gotowy do rozgrzewki. We wszystkich trzech chodach wyjeżdżaliśmy wolty, serpentyny i tym podobne, ćwiczyliśmy przejścia. Na próbę pokonaliśmy ustawioną na środku przeszkodę, dostosowaną wysokością do tych, które ustawiono na trasie. Sześciolatek zachowywał się znośnie, ale wymagał stosowania stanowczych pomocy.
Po rozgrzewce wypchnąłem ogiera do kłusa, za cel przybierając linię startu. Rozbrzmiał dźwięk dzwonków. Docisnąłem łydki do boków konia i już w galopie minęliśmy celowniki. Od samego początku poruszaliśmy się dynamicznym tempem. Poprzez kontakt kontrolowałem Luxa, mając na uwadze jego charakter, jaki w pewnym stopniu poznałem podczas rozgrzewki, a także uprzednio w stajni. Na kilka foule przed pierwszą z przeszkód posłałem karemu półparady, chcąc skupić jego uwagę na czekającym zadaniu. Zaraz po wybiciu oddałem mu wystarczającą ilość wodzy, a sam przeszedłem w niski półsiad. Wylądowaliśmy, niemalże od razu wchodząc w lekki łuk. Tym razem również zastosowałem półparady, by sześciolatek nie zbagatelizował niższej przeszkody. Zamknięty w pomocach, zmuszony był utrzymywać stałą prędkość. Oddaliśmy daleki, aczkolwiek dość płaski skok. Nie wiem, co zrobiłem źle, ale w momencie zetknięcia się meklemburga z ziemią jedno ze strzemion gdzieś mi umknęło. Liczyłem na dobrą wolę konia, który właśnie teraz miałby idealną okazję do zrzucenia mnie z grzbietu. Gorączkowo szukałem zguby niemal do trzeciej przeszkody. Z delikatnym opóźnieniem posłałem Luxa do skoku, we względnej harmonii podążając za jego ruchem. Odetchnąłem z ulgą, gdy znaleźliśmy się z drugiej strony.
Nie pozwalałem ogierowi na przesadne nakręcanie się przed przeszkodami, kontrolując go zarówno przez kontakt, jak i dosiad. Na horyzoncie w mgnieniu oka wyrosły ustawione na sobie dwie kłody, oznaczone numerem cztery. Wziąłem ogiera na siebie, docisnąłem łydki i po chwili frunęliśmy nad nimi. Do piątki prowadziłem wkkw'istę jak naprostszą drogą, chcąc uniknąć ostrzejszych zakrętów. Mogliśmy wprawdzie przyspieszyć, ale wolałem bezpiecznie pokonać odcinek trasy, nawet kosztem kilku sekund. Powinniśmy się jednak bez problemu zmieścić w ramach. W dogodnym miejscu posłałem dzielnego karosza do skoku, elastycznie oddając mu wodze, dzięki czemu mógł spokojnie wyciągnąć się nad przeszkodą. Szybko wróciłem w siodło, szykując się do stawienia czoła szóstce, która stała kawałeczek dalej. Półparadą zwróciłem uwagę konia na jej nietypowy wygląd. Pilnując, by nie spłynął, doprowadziłem go pod "domek". Trzeba przyznać, że radził sobie świetnie. Oddaliśmy szósty już skok, dobry technicznie, na czysto. Zerknąłem na zegarek, zupełnie bezsensownie, bo w gruncie rzeczy nie wiedziałem, kiedy wystartowaliśmy.
Nieco ścinając zakręt, dobrnęliśmy do siódemki, nad którą powinien oddać płaski a daleki skok. Odpowiednimi pomocami do tego właśnie go skłoniłem. Wyglądało na to, że w Orchardzie mają same utalentowane konie. Jeśli reszta spisała się tak dobrze jak meklemburg - mieliśmy niezłą konkurencję. Skupiłem się nad tym, by skok kończący pierwszą połowę przejazdu wyglądał możliwie najefektowniej. Wziąłem ogiera mocniej na siebie, zaraz przez sygnał od łydki zachęcając do wybicia się z zadnich kończyn. Przeszedłem w niski półsiad, równomiernie opierając ciężar na obu strzemionach, a także oddając sześciolatkowi wodze. Zgodnie z zamierzeniem skończyliśmy połowę cali i zdrowi. Teraz już z górki.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group