Brian - 2016-05-09, 23:39 -A no tak, tak. - przyłożył palec do ust, jakby chciał dać do zrozumienia Harleyowi, że nikomu nie wygada jego tajemnicy. Za chwilę przy ognisku znowu zrobiło się tłoczno, co Brianowi nie do końca odpowiadało, ale przywitał się z przybyłymi.
- Cześć, Brian. - przedstawił się. Jego namiot jeszcze nie był nawet na etapie powijaków, ale to póżniej. Najwyżej będzie go rozkładał po ciemku i pewnie po pijaku, kto wie, może to będzie fajne? Pewnie wszystkich zdepta. Miał swoją puszkę piwa, którą powoli opróżniał. Miał też zainteresować się piankami albo kiełbaską, kiedy przy ognisku pojawił się ktoś nowy, brunet najpierw usłyszał znajome imię, a potem spojrzał na postać przyjaciela, któr pojawiła się przy ognisku.
-Cześć! - przywitał się z przyjacielem. - Więc ty też zdecydowałeś się na rajd. - stwierdził, a nie spytał, bo wcale nie zdziwił go widok Diega na rajdzie, widział też go na jednej z list.
Wodowanie koni? Ciekawe co na to Sensationet? Przy rzeczce nie była taka chętna. Ale w sumie mogą spróbować, ewentualnie sami się zwodują, bez koni. Chociaż na to Donney jest chyba za trzeżwy. A potem muszą coś jeść, bo niby coś tam jadł na postoju, ale tu takie smakołyki i jeszcze im zjedzą. Poza tym nie miał papierosa w ustach od ośmiu godzin. Musi nadrobić.Harley Davidson - 2016-05-09, 23:43 //też troszka, dlatego jak ktoś mnie jakoś nie zaznaczy albo nie jest znajomym Harleya to olewam, bo inaczej masakra
Hmmm, najwyraźniej znał ją wystarczająco dobrze, by chociaż chwilowo wytrącić ją z roli poważnej damy! Sam był zdziwiony, że tak dobrze zniósł podróż - najwyraźniej piesze wycieczki (nie naprawił motoru nadal ) i liczne, kilkugodzinne tereny i treningi z wierzchowcami wykształciły kondycję także u niego. Z pewnością jutro będzie miał problem z kilkoma odciskami, ale reszta powinna być spoko.
-Nie? - był wyraźnie zdziwiony, przecież są razem!
To ich wzajemny prawie-małżeński obowiązek, nawet jak to tylko związek chłopak-dziewczyna! Nawet. Kolejne słowa blondynki trochę go skonfundowały, czyżby wiedziała, że nie do końca panował nad męskimi odruchami i nadal oglądał się za niektórymi paniami? O matko! A może przeczuła, czemu jechał w terenie za Aaren? To jest kobieta, ma szósty zmysł! Potem do tego doszła jeszcze Vivi i zarysował nam się obrazek Harleya, który znacznie łatwiej zawiązywał nowe znajomości z kobietami. Odwrócił się więc do niej troszkę przestraszony. Na szczęście to tylko jego skoczne emocje i wiara w udziwniony obraz kobiecej natury. W rzeczywistości pewnie nie miał czego się obawiać, bo Sara nigdy nie była zazdrosna bez powodu, a on po prostu pozostawał jej wierny.
-Ale ty jesteś najpiękniejsza.
Zabrzmiało oczywiście bardzo banalnie, ale powiedział to szczerze - miał spore porównanie, w końcu większość kobiet z Eastbourne, przynajmniej z jeździeckiego środowiska, kręciła się wokół. Niedługo będzie miał o niej jeszcze lepsze zdanie, w końcu oboje piją na puste żołądki... W zetknięciu Vivi-Sara nie doszło do spięcia, więc uspokoił się znacznie. Opadły dotąd spięte lekko ramiona anglika, na twarzy pojawił się pewniejszy uśmiech.
-Jak chcecie! Potem będziecie mnie o to mięso prosić.
W rzeczywistości nie przejął się ich odmową, uznał, że panie nie są na razie głodne albo gustują raczej w dietetycznym chlebku... Sam też na razie nie był głodny, powoli sączył chłodnego browara, ciesząc się z obecności blondynki. Zarówno alkohol, jak i towarzystwo ludzi skutecznie odpędzały jego senność i ospałość po podróży. Poprosił ją o śpiwór i przez chwilę rozglądał się tylko wokół, gdzieś w okolicach namiotów dostrzegł Tony'ego i blondynkę, z którą widział ją na kuligu. Rozmawiali o tym i ona to ponoć nic poważnego, ale Harley sam już nie wiedział. Musi szybko wrócić w obieg, bo sprawy zaczynają się motać! Gdy tylko jego dziewczę wróciło, odebrał od niej śpiwór, złożył go na pół i położył na ziemi, za plecy podsunął im przygotowane do siedzenia pieńki i tak oto pan inżynier zmontował miękkie siedzisko. Mogli stąd patrzeć na pole namiotowe, jak i kołyszące się leniwie płomienie. Podał jej kijek, sam przyglądał się słodkim piankom. Czy on nie będzie za słodki, jak zje jedną czy dwie? -Niee, Vivianne jechała na końcu. Byłem z Tony'm, kilkoma gośćmi i Aaren.
Upił kolejny łyk piwa, o Tonym z pewnością słyszała - nieraz pewnie wspominał o najlepszym kumplu. Zmarszczył brwi, by zaraz przyjrzeć jej się badawczo.
-Słaby skład? Nudno?
Był zdecydowanie ciekaw, co takiego się działo... Był w tyle, więc nie mógł przyglądać się, co też poczyniają te grupy z przodu - w tym grupa Sary.Monroe - 2016-05-09, 23:47 - Tam jest najładniej – obwieściła pewnie, wcale nie przejmując się komarami. Była wszak tylko kobietą i nie zawsze kierowała się zdrowym rozsądkiem, bo przecież zmysł estetyczny był równie ważny. Najwyżej pokłócą się w środku nocy i pójdą rozkładać namiot gdzieś indziej. Teraz jednak była naprawdę radosna, dokładnie tak jakby wciąż miała te głupie dziesięć lat i po raz pierwszy wyrwała się na trochę z domu. Jako dziecko była wszak tylko na jednej wycieczce i to jeszcze cały ten czas męczyło ją przeziębienie. Nic więc dziwnego, że ekscytowała się bardziej niżeli chociażby Alain. Zresztą, to chyba całkiem dobrze. Gotowa była iść na kompromisy i nawet kiedy okazało się, ze zamiast torby z namiotem, wzięła coś innego (co wynikło z nieporozumienia między userkami ale cii) była bardziej skłonna się roześmiać, niżeli zezłościć. Między innymi dlatego słysząc kolejne słowa, w pierwszej chwili potraktowała je jako żart, przykucając i zaczynając rozpakowywać to, co miało dawać im schronienie tej nocy.
- Okej, ja złożę, a ty śpisz na zewnątrz – wcale nie przejęła się tym, że to on wszystko zorganizował. Dopiero kiedy okazało się, że Alain jednak nieszczególnie spieszy się do pracy, tak jak przypuszczał, Monroe posłała mu jedno, jakże wymowne spojrzenie, w którym wręcz wzbierało niezadowolenie. Mógł się tylko spodziewać, że dziewczyna naprawdę wyrzuci go na zewnątrz jeśli natychmiast nie zacznie czegoś robić.Anonymous - 2016-05-09, 23:48 - Nic nie mów - rzucił, jednocześnie ściągając oficerki, które wystawił przed namiot. Choćby dlatego, że nie miał ochoty przez całą noc odurzać się wątpliwie przyjemnym zapachem jeździeckich butów. Kolejno w ruch poszły bryczesy, które opinały się na umięśnionych nogach bruneta. Rurki, w których chodził na co dzień, nie mogły się z nimi równać, dlatego z ulgą ściągnął je i odłożył złożone w kostkę. Obejrzał się na Aaren, parskając urwanym, wręcz histerycznym śmiechem.
- Głupia jesteś - mruknął, ale jak zawsze nie mając na celu obrażenia jej, co było wyczuwalne w jego tonie głosu. Zmienił też koszulkę, która przez całą drogę miała prawo stracić swoją pierwszą świeżość. Zanim jednak ubrał się z powrotem, pochylił się nad leżącą brunetką, pozostając w samych bokserkach. Taki szybki Bill dzisiaj z niego! Może szybki numerek przed wspólnym ogniskiem?
- Po prostu zrób to, zanim ja kogoś zabiję - powiedział ciszej, koniecznie musząc odreagować tamtą sytuację; w tym celu pochylił się jeszcze niżej i skradł Aaren krótki pocałunek, ledwie trącając wargami jej usta. - Przyjaciółka Hayley właśnie próbowała mi załatwić miejsce u nich w namiocie, przy jakimś gówniarzu - powiedział, podnosząc lekko głowę i spoglądając na brunetkę. - Odkąd nie wyszło jej zeswatanie mnie z Hayley, ubzdurała sobie, że jestem gejem - dodał, spodziewając się wybuchu śmiechu ze strony Aaren, na co był w pełni przygotowany. Później się napije i zapomni o tej żenadzie.Christian Levrull - 2016-05-09, 23:56
Grupa 6
{Monka, za duży tu chaos, uznajmy, że się oddalił z powodu irytującego się konia. Potem będą kontynuować. }
W trakcie dojechania do mostku, kiedy kara się ponownie spięła po pierwsze kompletnie nie zmieniał dosiadu, coby jeszcze jej nie motywować do tego, by się faktycznie przejmowała. Ot, dosiadem i pomocami przekazywał klaczy informację, że z jego strony może czuć swego rodzaju oparcie, bo on jest "pewny" obecnej decyzji.
- Wybacz na jakiś czas, ale muszę zająć się swoim nowym nabytkiem.
Rzekł w stronę Monroe, wyprzedzając ją tym samym i skupiając się na wymięciu mostu. Obyło się bez większych walk stąd pochwalił ją bez wahania, po zakłusowaniu starając się od razu ją wyciszyć, skupiając ją półparadami i pracą w ustawieniu na sobie - miało ją to zająć, na nagrodę w postaci długiej wodzy przyjdzie czas, a w zebraniu na tak nierównym terenie mocno popracuje zazwyczaj odpoczywającymi partiami mięśni.
Jako, że już trochę jechali i minęła "rozgrzewka" zachęcony parami przed sobą skrócił nieco wodze, nie tracąc jednak na elastycznej i pracującej ręce, by posłać klacz do galopu - jeśli próbowała pędzić praktycznie od razu wprowadzał ją na woltę czy inny tego typu zakręt (na tyle ile pozwalała okolica i miejsce) by po wyjściu z niej/niego wrócić do galopu w grupie. Jeśli ktoś ich wyprzedał ustąpił miejsca, ale na pewno jak na pierwszy wspólny teren nie dawał jej szarżować. Tak jak wcześniej praca w ustawieniu, w lekkim półsiadzie, mającym na celu odciążenie pleców klaczy i możliwość rozluźnienia ich do prawidłowej pracy na nierównym terenie. Mieli się poznać, nie pozabijać. Za każdy spokój z jej strony chwalił ją głosem lub przyjemnym klepnięciem po szyi, kontynuując jazdę przed siebie.Aaren Wayford - 2016-05-10, 00:05 Dopóki Tony przebierał się we wnętrzu namiotu, sama czekała z tym procederem na to aż brunet skończy, głównie ze wględu na ograniczoną przestrzeń ale i sam fakt takich wiodków.
- No co chcesz ? Podziwiam ładne widoki nad jeziorem.- zawtórowała mu śmiechem nieustannie wodząc za nim wzorkiem, z czym za specjalnie też się nie kryła.
Unosząc spojrzenie na jego twarz, zwilżyła językiem swoje malinowe wargi, wpatrując się w wiszącego nad nią mężczyznę. Delikatnie napięła mięśnie w wyniku przyjemnego dreszczyku jaki przeszył jej ciało.
Szybki numerek to pewnie po ognisku ahahha .
Odpowiadając na krótkie muśnięcie odwzajemniła się tym samym, wlepiając błękitne spojrzenie w zielone tęczówki Wayforda.
Chciała już zapytać czy naprawdę było aż tak źle w tamtej pierwszej grupie, ale kolejne słowa padające z ust przyjaciela wyjaśniły wszystko, dając tym samym odpowiedź na pytanie, którego nie zadała.
- Co ????- aż podniosła się po pozycji siedzącej zaskoczona jego słowami. - Ty gejem ?- wybuchła śmiechem nie dowierzając własnym uszom. Śmiejąc się głośno podparła swoje ciało rękoma z tyłu. - Co to za przystojniak, z którym miałeś spać?- spytała zaciekawiona dalszymi propozycjami ze strony szalonej przyjaciółki Hayley.
O ile brunet jej na to pozwolił swoją obecnością i pozycją zajmowaną w namiocie, ściągnęła z siebie najpierw koszulkę polo, następnie bryczesy i oficerki sięgając po torbę z ubraniami. - Jak myślisz, zimno będzie wieczorem ?- zaczęła rozważać ubranie szortów lub leginsów, do których przygotowała sobie tradycyjnie bokserkę.
- Umrę na ten tyłek.- jęknęła delikatnie moszcząc pośladki na podwiniętych pod tyłek nogach.Hayley - 2016-05-10, 00:06 Siła spojrzenia Tonego, niemal natychmiast wywoła u niej pewnego rodzaju skruchę, a na dotychczas radosnej buzi pojawiły się pierwsze sygnały podenerwowania zachowaniem przyjaciół. Hayley była wszak naprawdę wyrozumiała i radosna, potrafiła wiele zrozumieć, ale na litość pana Boga, w granicach rozsądku. W tej chwili czuła, że oboje są obserwowani, choć to chyba bardziej Tony na tym cierpiał, co wywoływało w samej Blondynce pewnego rodzaju dyskomfort. Właściwie obiecała sobie w tej chwili, że nigdy więcej nie poprosi go o jakikolwiek kontakt z tą radosną ferajną, nie chcąc narażać mężczyzny na tego rodzaju doświadczenia. Poza tym, że nawet nie zaskoczył ją niemiły ton, którym posłużył się w „rozmowie” z Jessie. Przy tylu insynuacjach właściwie mógł zostawić ich z całym tym bałaganem i sobie pójść, ale na szczęście nie był tak bardzo bezduszny. Hayley natomiast na wypowiedziane słowa zareagowała jedynie krótkim uniesieniem warg w uśmiechu, niechętnie sama przed sobą przyznając, że jej się należało. Nic więc dziwnego, że skończyli rozkładać namiot w ciszy, która o dziwo przestała ciążyć dziewczynie. Zdecydowanie wolała to, niż kolejne słowa Jess…
Dopiero przy zakończeniu, odetchnęła z ulgą, grzecznie dziękując Wayfordowi, dopóki nie uzmysłowiła sobie co właśnie do niej powiedział. Natychmiast spłonęła obfitym rumieńcem, całkiem poważnie traktując jego propozycję i nie wiedząc jak się zachować, rozważała różne opcje, począwszy od ucieczki, poprzez cmoknięcie w policzek, aż ostatecznie nie zrobiła niczego. Tony na szczęście odpuścił jej ten krępujący gest, wkrótce ruszając do siebie. Hay natomiast rozłożyła karimaty w milczeniu, jasno dając grupie do zrozumienia, że zachowali się nie w porządku.Alain - 2016-05-10, 00:23 Kiedy blondynka ochoczo zabrała się za wypakowywanie wszystkich rzeczy, on schylił się i sięgnął do plecaka po chłodne piwo. Jadąc samochodem mógł pozwolić sobie na zabranie kilku dodatkowych butelek piwa i nie tylko. Dodatkowo złocisty napój nie zdążył się jeszcze zagrzać, właściwie był całkiem chłodny, więc to kolejny plus jazdy samochodem. Resztę później gdzieś schowa, żeby przesadnie się nie ociepliły. Otworzywszy puszkę, upił z niej niewielki łyk, nawet nie pytając Monroe o chęć. Uśmiechnął się krzywo, kiedy dziewczyna zareagowała na jego stwierdzenie, raczej nie biorąc tego do siebie na poważnie. Dopiero, kiedy spiorunowała go tym nienawistnym spojrzeniem, westchnął ciężko. -Przestań się boczyć, przecież żartuję.- mruknął i przykucnął obok niej, żeby pomóc, a właśnie całościowo zabrać się za rozkładanie namiotu. Przecież nie może być w tym niczego trudnego, chociaż widząc wcześniej, jakie trudności napotkała pewna grupa, śmiał sądzić, że z udziałem Monroe potyczka ze składaniem "zamku" może być równie ciężka. -Trzymaj to i odsuń się.- poinformował, wcześniej podając jej już otwartą puszkę piwa. Kiedy miał już wolne ręce, wyjął wszystkie części, segregując je z małą niedbałością o szczegóły. Unosząc się dumą, a jednocześnie popisując swoimi zdolnościami, nawet nie wyjął instrukcji, zaczynając łączyć ze sobą wszystkie elementy w przemyślany sposób. Po niedługiej walce z niepasującą częścią, w końcu wbił śledzie w ziemię, wieńcząc tym swoją pracę. Powoli wyprostował sylwetkę i marszcząc lekko brwi, spojrzał na swoje dzieło.
-Teraz królewna może urządzić komnatę tak jak jej się podoba.- zapowiedział, przesuwając bliżej wejścia do namiotu torbę, w której były wszelkie maty, koce itp. Zabrał od niej to nieszczęsne piwo, od razu zwilżając nim gardło.James Levrull - 2016-05-10, 00:27
Grupa 3
Jak to mówią pierwsze koty za płoty, kiedyś musiał się przekonać na co poszedł kupując Dag! Pierwsze chwile faktycznie były... Problematyczne. Choć cierpliwie starał się dotrzeć do kobyły jak na razie nie wdając się w siłowe sprzeczki, a monotonną pracę nad jej rozluźnieniem. Mimo jej nerwowego zachowania na woltach co chwile praktycznie je robił, kończąc je skupiając się nad tym, by klacz nie wyrwała przypadkiem do koni, jeśli trzeba było zrobił woltę jedną i drugą, nie myśląc praktycznie w ogóle nad tym by zostać w "swojej grupie". Wolał zamiast na ludziach chwilowo skupić się na sobie i klaczy.
Opłaciło się, bo po jakimś czasie wreszcie zeszło z niej trochę pary, choć widział, że psychicznie ta "walka" ją wykończyła na tyle, by zrobiła się mokra (i nie, nie w tym sensie D:). Zaczęła się się podobać ta psychiczna kobyła. Swoją próbą pobicia się z powietrzem rozbawiając na tyle, że aż się uśmiechnął! Co nie zdarza się często. W każdym bądź razie w trakcie kłusa dalej skupił się na pracy nad przepuszczalnością klaczy, pozwalając sobie również na częste przejścia jako próbę reakcji na jego pomoce oraz kolejny punkt w stronę rozluźnienia. Jako, że oddalił się od grupy/grup to miał tą dowolność, choć cały czas starał się zostawać w "rajdzie", by dodatkowo nie irytować klaczy samotnością. Każdy dobry aspekt starał się chwalić i często też do niej odzywać.
Przy strumieniu zdecydował się przejechać wodą, jako, że kobyła to cysta wkkw'istka powinna wiedzieć, że woda nie je - a możliwe, że już jest tego świadoma. Się okaże. Dojechał za jakimś "pewnym" koniem przed sobą do wody, jeśli tylko poczuł zawahanie z jej strony poprosił tego przed sobą o zatrzymanie i chwilę zaczekania aż klacz się przełamie i ruszy na danym koniem. Zachęcił ją łydką, umożliwiając również zniżenie pyska do lustra wody by powąchać/popatrzeć. Każdy mały krok chwalił po chwili wracając na krótszy kontakt coby nie zrobiła w tył zwrot o 180 stopni. Pomału, ale udało im się pokonać strumień (za co sowicie ją wynagrodził!) po którym jak wszyscy zakłusował znów wracając do ćwiczeń rozluźniających.Anonymous - 2016-05-10, 00:28 Odsunął się, zwracając brunetce "wolność".
- Tamten blondyn, który z nimi siedział. Może widziałaś - odpowiedział obojętnie, nie podzielając rozbawienia Aaren. - To wszystko dlatego, że zobaczyła mnie, jak wychodzę z klubu dla gejów. Dostałem tam pracę na zlecenie, naprawiałem umywalki - wyjaśnił dwudziestolatce, nerwowo przeczesując włosy palcami, zdając się nawet nie kontrolować tego odruchu. Oszczędził jej już takich szczegółów jak podryw przez właściciela lokalu, ogromny napiwek i numer telefonu... - Ja nie wiem, ta laska chyba coś wącha, ilekroć ją widzę to dosłownie fruwa dookoła wszystkich i jeszcze pierdoli takie głupoty - wyżalił się, zaczynając się ubierać, podczas gdy Aaren zdejmowała z siebie ciuchy. - A najgorzej, że Hayley daje się jej podpuszczać i też się czasami zachowuje jak idiotka... - ostre słowa, panie Wayford? Ale nic nie mógł poradzić na to, że w jakiś sposób czuł związane z tym rozgoryczenie. Hayley była dla niego ostatnią deską ratunku w tym oceanie spierdolenia. Traktował ją zupełnie inaczej niż całą resztę, ale wbrew oczekiwaniom Jess nie wróżyło to miłości do grobowej deski. - Na szczęście to zauważa i się pilnuje, ale sama sobie wyobraź, jakie to musi być niezręczne. Stawać między przyjaciółmi, a mną - tym skończył swój wywód, chyba po raz pierwszy wylewając z siebie żale w towarzystwie Aaren. - W nocy będzie zimno. Ubierz się cieplej - zasugerował jakby nie poruszał przed chwilą stosunkowo ciężkiego tematu, po czym dokończył ubieranie się.Jessie - 2016-05-10, 00:45 Nie takiego obrotu spraw oczekiwała. Upomniana przez Hayley, wywróciła oczami, najwyraźniej lekceważąc jej upomnienie. Dopiero uwaga Tonego sprowadziła ją na ziemię. Nawet nie próbowała mu się odgryźć, przede wszystkim dlatego, że nie chciała psuć sobie humoru ani prowokować kłótni. W milczeniu zatem postawili namiot na nogi, za co z grzeczności podziękowała Tonemu, ale gdy tylko odszedł, burknęła pod nosem.
- Głupi pedał - została prawdopodobnie usłyszana tylko przez osobę siedzącą najbliżej, czyli Anais. Do Hayley, bądź co bądź, ten komentarz nie powinien dotrzeć. Nie mając ochoty dłużej ciągnąć tego tematu (aha... obstawiamy, za ile jej przejdzie?), obejrzała się na wyraźnie urażoną przyjaciółkę. - Hayley, nie gniewaj się - odezwała się, przysuwając się w pobliże dziewczyny, przybierając lekko skruszony ton głosu. - Przecież nikt z nas nie chciał źle. - Musiała załagodzić sytuację jak najszybciej, bo gdyby przez tego buraka miała ucierpieć ich przyjaźń, osobiście poszłaby mu nakopać do tej gejowskiej dupy! ._.Aaren Wayford - 2016-05-10, 00:47 - Zauważyłam jakiegoś białowłosego gówniarza w tej całej wesołej gromadce.- przyznała, przywołując w pamięci niewyraźny obraz Aiden, którego sylwetka zamajaczyła gdzieś tam w oddali.
- Pomyślała pewnie, że robiłeś tam coś zupełnie innego.- nie wierząc w to co słyszy pokręciła głową z niedowierzaniem, skupiała się na słowach Tongo okazując pełne zrozumienie sytuacji jak i jego odczuć, którymi się z nią dzielił.
- Mówisz o tej, której wypalił spod tyłka ten kucyk ?- nigdy wcześniej nie miała okazji poznać Jess, widziała ją tylko przelotnie podczas imprezy w tawernie czy haloween. - Przyjaźnią się nic w tym dziwnego, najwyraźniej ma na nią mocny wpływ. A skoro mówisz, że wszędzie jej pełno to podejrzewam, że samym swoim zachowaniem na nią skutecznie wpływa.- zawsze miała Hayley raczej za spokojną osobę, choć na samym początku nie pałała do niej sympatią.
- Domyślam się, na pewno jest jej głupio i ciężo z tym wszystkim, gdy sama próbuje ratować stuację, podczas, gdy zgraja idiotów znacząco jej to utrudnia. - choć temat nie dotyczł jej osobiście to w pełni zaangażowała się w rozmowę z Tonym, mocno chłonąć każdą informację jaką jej przekazywał.
Sama zdecydowała się ubrać na tyłek wygodne jeansy oraz czarną bokserkę, na którą zawsze mogła zarzucić dodatkową bluzę, tak ubrana delikatnie odświeżyła swój majkijaż stając na kolanach tuż za Tonym, którego objęła w przyjaznym geście za szyję.
- Nigdy nie uwierzęw to, że jesteś gejem.- uśmiechając się nad jego uchem, musnęła jego policzek pokrzepiając.- Jakby któraś z tych wariatek chciała potwierdzenia, to służę pomocą.- mruknęła, odsuwając się od niego na moment. - To może wypijemy razem za ten rajd i zapomnimy go tych absurdalnych podejrzewniach ?- wysuwając głowę z namiotu, sięgnęła po dwie butelki piwa leżące gdzieś w cieniu i zabrała je do wnętrza namiotu podając jedną Wayfordowi.Gerard Wayford - 2016-05-10, 01:18 Został na uboczu, nie czując się z tym ani trochę źle. Czasy, w których był duszą towarzystwa zdawały się minąć bezpowrotnie. Właściwie nie potrafił podać ani jednego, logicznego powodu, dla którego zdecydował się pojechać na rajd. Tęsknie wyglądał za samotnością, co zdradzało się w przenikliwie zimnych, stalowych oczach, którymi sięgał w trzaskające płomienie ognia lub w ciemniejące niebo. Zewsząd docierały do niego odgłosy rozmów, ale sam nie rozglądał się za rozmówcą, w milczeniu siedząc na dużym kamieniu nieopodal ogniska i paląc papierosa. Nie uznawał się za aspołecznego; tłum w pewnym sensie mu odpowiadał. Mając przed sobą przekrój rozmaitych ludzi, niejako czerpał inspirację z ich obserwacji. Inspiracja była ważna w jego życiu. Czerpał ją zewsząd, tłumnie gromadził i wreszcie przelewał na papier, rzadziej w muzykę. Był to jedyny sposób, dzięki któremu nie postradał jeszcze zmysłów, uwikłany w trudy dorosłego życia. Życia, którego żaden z obecnych tutaj młodych jeszcze nie zaznał. Nie wątpił w ich bujne życiorysy, ale niektóre ze smaczków życia przychodziły dopiero z wiekiem.
Nie spiesząc się z rozstawieniem własnego namiotu, odpoczywał i obserwował, nie licząc upływającego czasu. Wyciszał się przed nocą, która rokowała na długą i głośną, co choć mogło wydawać się przez Wayforda niepożądane, było jak najbardziej oczekiwane. Tylko z zewnątrz przedstawiał się jako zdystansowany, dojrzały mężczyzna, niezainteresowany pijacką zabawą. Nie zapominajmy, że miał duszę dawnego rock'n'rollowca, lubiącą budzić się przy tego rodzaju eventach. Poza tym była tu jedna osoba, dla której jego ciało i dusza potrafiły zapłonąć żywym ogniem. Mimowolnie rozejrzał się za Vivianne, którą wreszcie wypatrzył, siłującą się z namiotem. Ten widok wywołał na jego twarzy charakterystyczny, ironiczny uśmiech, nie będący w stanie poruszyć zimnych oczu. Przyglądał się kobiecie przez dłuższą chwilę, jakby bawiąc się jej bezsilnością wobec kilku rurek, sznurków i materiału. Wreszcie wstał z miejsca i udał się w stronę Vi, zabierając ze sobą swoje rzeczy. Nie uśmiechało mu się późniejsze szukanie ich. - Może Ci pomóc? - Zapytał, kucając obok i z nieskrywanym rozbawieniem patrząc na jej dotychczasowe, marne starania złożenia wszystkiego do kupy.
Jeśli już mowa o siedzeniu na głowie - nie miałby nic przeciw temu, o czym najlepiej poświadczyło to, że sam podszedł do Vi. Poniekąd była jego motywacją do przyjechania w to miejsce, choć dość absurdalną, bo przecież równie dobrze mogli się spotkać w mieście, a nie w środku lasu. Wierzył jednak w klimat tego miejsca, zapewniający niepowtarzalność zdarzeń.Hayley - 2016-05-10, 01:23 Zaczęła rozkładać śpiwory, by w chwili, w której pójdą już na ognisko, wszystko było przygotowane do spania. Jeszcze chwilę milcząc nie zwracała uwagi na skruszoną Jessie, choć to nie tak że jej nie zależało. Uważała jedynie, że przyjaciółka czasami traci nad sobą wszelką kontrolę, którą jednak powinna chociaż starać się wypracować. Niezależnie od miejsca, w którym była, pewnych rzeczy po prostu nie wypadało.
- To nie jest tak, że się gniewam. Po prostu jestem zła... jak on ma cię mieć za normalną osobę, skoro zachowujesz się przy nim w ten sposób? Myślisz, że to przyjemne wiedzieć, że ktoś nie lubi twoich przyjaciół? Poza tym, Jezu... on nie jest gejem i przestań to w końcu powtarzać. Szczególnie w jego obecności – wytłumaczyła swój punkt widzenia, o dziwo spokojnie. Nie chciała wszak krzyczeć ani złośliwie wyrzucać jej wszystkich swoich uczuć, a jedynie nakreślić sytuację. Źle się czuła psychicznie za każdym razem kiedy Jess po prostu osaczała ją i Tonego, mimo całej swojej dobrej woli i szczerych chęci. Niemniej Hayley wiedziała, że pewnych rzeczy przyjaciółka po prostu nie zmieni, bo taka jest, dlatego zaraz odetchnęła głęboko, siadając na jednym z ostatnich miejsc.
- Dobra, już koniec – odezwała się po raz kolejny, kilka chwil później. Nie przyjechały tu się kłócić i Hayley nie chciała wprowadzać nieprzyjemnej atmosfery swoim zachowaniem, dlatego zaraz rozluźniła się wyraźnie.Caroline Hathaway - 2016-05-10, 08:23 Od powiedzenia jednego zdania, do drugiej osoby, jednak tak trochę daleko, do olania Kolorowo włosa była dość tolerancyjna, ale wiele zależało od tego, czy kogoś polubi czy nie, jednak wszystko okaże się, z czasem. Potaknęła tylko głową na słowa kobiety, w końcu zrozumiała nie? Będzie pamiętać. Faktycznie dość ładnie tu było, nie ma co ukrywać. Caro nad nimi stała, więc miał dużą szansę, wykonać ten ruch Jeden brzmi jak drewno, drugi jak delfin. Żyć nie umierać Wypraszam sobie Scho nie ma ADHD
-A ty na czym przyjechałeś? - ciekawa są angliki, ale ona jadąc tu dosiadała selle. Zresztą konia, ze swojej stawki, głównego, bo z Sag się dopiero docierają.
-Tak. - odparła uśmiechając się nikle, no ktoś musi go uszczęśliwiać nie? :P